Sushi con carne

Władimir Putin opanował do perfekcji zasady przyjmowania do NATO kolejnych państw. I nie waha się tej wiedzy używać. Zasadą w NATO jest to, że kraje członkowie nie mogą mieć żadnych poważnych zatargów granicznych, ani mocnych sporów terytorialnych z innymi. O tym, że powinny sprawować suwerenną władzę na całym swoim terytorium, nie wspominając.

Dzięki czemu do NATO nie może, po rosyjskim ataku i utworzeniu dwóch dziwnych rosyjskich tworów parapaństwowych w swoich granicach, apirować Gruzja. Tak samo jak od zawsze Mołdowa z rosyjskim Naddniestrzem. Od kilku lat możliwość WNATOwstąpienia Putin odebrał również Ukrainie, zagarniając Krym i utrzymując ruchawkę w Donbasie.

Teraz Putin rozgrywa stare karty w zupełnie innej grze. Takiej na duże pieniądze. Gra nosi nazwę Nord Stream 2. Dokończenia budowy gazociągu nie chcą Stany Zjednoczone i wiele krajów Europejskich. To to samo grono, które chciałoby widzieć Ukrainę jako ostoję spokoju i stabilności.
Co zatem robi Putin? Przesuwa kilka oddziałów wojskowych w okolice granicy z Donbasem, dając do zrozumienia, że jak skończy się blokada gazociągu, to jednostki wrócą do siebie. A co jak blokada nie zniknie?

Od przygotowania stolika do takiej rozgrywki są pożyteczni idioci Putina, tacy jak Salvini i Orban oraz zapędzone przez przyjaźń z Węgrami nasze dyplomatołki. To ten tercet ma przygotować propagandowy grunt, do sytuacji, jak Putin, nie mogąc tłoczyć gazu do Niemiec, będzie musiał się na serio zająć Ukrainą. Medialny ostrzał już się zaczął. Rosjanie finansują dziennikarzom z różnych krajów wyjazd do Odessy na rocznicę masakry w Domu Związkowym. Rocznica nieudanego zajęcia Odessy przez „zielone ludziki” ma udowodnić wolnemu światu, jacy to banderowcy są źli.

Putin robi to wiedząc, że Ukraina – w razie czego – nie może liczyć na zapowiadaną pomoc Stanów Zjednoczonych. Bo niby jak Amerykanie mieliby się tam dostać? Z nielubiącej Ukraińców dzięki rządom PiS Polski, czy sprzymierzonych mentalnie i nie tylko z Putinem Węgier i Turcji?
Władimir Władimirowicz wie, że Biden ma mocno związane ręce i żadnych argumentów by zdusić inwestycje w Nord Stream 2. Może zatem liczyć na to, że amerykański prezydent za zachowanie resztki twarzy w sprawie gazociągu poprzez umycie od niego rąk, nie da Putinowi pretekstu do interwencji na Ukrainie.

Rosyjski prezydent musi coś ugrać. Rosjanie muszą go znów jąć postrzegać jako zwycięzcę. Obciach, którego sobie narobił z uwięzieniem Nawalnego, rozlał się po Rosji zbyt mocno. Zbyt wielu Rosjan zobaczyło też film z posiadłością Władimira Władimirowicza. Kreml potrzebuje na gwałt sukcesu. Najgorsze jest to, że dokończenie Nord Stream 2 to może dla publiki rosyjskiej za mało. Zwłaszcza, że koronawirus i niskie ceny ropy nie dają Moskwie pieniędzy, którymi mogłaby uspokoić sytuację. Niestety – jak strasznie z naszej perspektywy by to brzmiało – Donbas i Ługańsk wkrótce Ukraińskie już nie będą. Jednak nie podzielą losu Krymu i nie zostaną inkorporowane. Będą jak Naddniestrze i Abchazja. Wrzodem na tyłku Ukrainy, skutecznie uniemożliwiającym jej bycie branym pod uwagę jako sojusznik militarny Stanów Zjednoczonych.

Ciekawe jednak jak w tej sprawie zachowają się Chiny? Najprawdopodobniej z właściwym sobie dystansem. Pekinu nic tak przecież nie cieszy, jak to, że Waszyngton będzie miał wzrok skierowany gdziekolwiek, miast kombinować następną akcję w wojnie handlowej z azjatyckim gigantem. Biden zajęty Putinem, to dla Xi Jinpinga najlepsza wiadomość. Dzięki temu Chiny mogą spokojnie robić to co robią i wzmacniać swoje wpływy w każdym kraju, który ani na Rosję, ani na USA liczyć nie może. Choćby w Birmie.

Szczyt normandzki i…

W Paryżu odbyło się spotkanie „czwórki normandzkiej” . Prezydenci Ukrainy i Rosji, którzy rozmawiali bezpośrednio ze sobą po raz pierwszy, zadeklarowali, że do końca roku w konflikcie w Donbasie nastąpi całkowite zawieszenie broni.

W pisemnym komunikacie podsumowującym spotkanie Kijów i Moskwa zapowiadają również wymianę wszystkich jeńców, demilitaryzację trzech kolejnych odcinków graniczących z linią rozgraniczenia. Potwierdzono również, że kolejne spotkanie w formacie normandzkim (Ukraina-Rosja-Francja-Niemcy) odbędzie się za cztery miesiące, a podstawą dalszych trwałych porozumień mają być porozumienia mińskie z 2015 r. To oznacza, że część obwodów donieckiego i ługańskiego otrzyma w granicach Ukrainy status specjalny. Formuła Steinmeiera, regulująca tryb jego wdrożenia, zostanie wprowadzona do ukraińskiego systemu prawnego (dotąd została jedynie zaakceptowana przez prezydenta).
Wołodymyr Zełenski i Władimir Putin rozmawiali w cztery oczy przez półtorej godziny. Po spotkaniu Putin okazywał demonstracyjne zadowolenie, twierdził nawet, że doszło do „ocieplenia wzajemnych relacji”. Zełenski wręcz przeciwnie – twierdził, że na spotkaniu osiągnięto za mało, a on liczył na więcej, chociaż już „odblokowanie dialogu” ocenił jako rzecz pozytywną.
Strony nie doszły do żadnych decyzji w sprawie dalszego statusu Donbasu. Władimir Putin na konferencji prasowej twierdził, że potrzebne będą zmiany w ukraińskiej konstytucji, by terytorium obecnych republik Donieckiej i Ługańskiej mogło uzyskać specjalny status. Wołodymyr Zełenski odpowiadał, że federalizacja Ukrainy nie jest możliwa, a żadnych ustępstw terytorialnych w zamian za pokój nie przewiduje; oznajmił, że częścią jego państwa pozostaje i Donbas, i Krym.
Zgodnie z przewidywaniami uczestnicy szczytu nie doszli do porozumienia, w jaki sposób w Donbasie odbywać się będą kolejne wybory ani o poruszeniu tematu wschodniej granicy Ukrainy. Według Kijowa o jakiejkolwiek elekcji – w tym o najbliższych wyborach samorządowych – może być mowa dopiero wtedy, gdy Ukraina odzyska nad tą granicą kontrolę. Obaj przywódcy stwierdzili natomiast, że chcą wdrażać w Donbasie projekty humanitarne.
W strefie konfliktu w Donbasie żyje 3,5 mln ludzi. Od początku wojny zginęło 13-14 tys. osób, większość podczas pierwszego, najkrwawszego roku walk. Jedną z przyczyn efektownego zwycięstwa Wołodymyra Zełenskiego w ukraińskich wyborach prezydenckich było jego zobowiązanie do zakończenia konfliktu.

 

Prokurator obstruuje rozmowy

Prokurator generalny Ukrainy, Jurij Łucenko wszczął trzy śledztwa dotyczące poważnych zarzutów. Dziwne jest jednak to, że są one reakcją na oficjalne propozycje pokojowe strony ukraińskiej na spotkaniu Grupy Trójstronnej w Mińsku.

Propozycje te przedstawił były prezydent Ukrainy Leonid Kuczka. Chodziło w nich o przerwanie ognia, łącznie z zakazem otwierania ognia przez jednostki armii ukraińskiej w odpowiedzi na wystrzały ze strony przeciwnej i zdjęcie blokady ekonomicznej nieuznawanych republik: Donieckiej i Ługańskiej. Co to oznaczałoby w praktyce?
Po pierwsze przywrócenie wzajemnego obrotu handlowego między Ukraina a jej zbuntowanymi prowincjami. Po drugie rozpoczęcie procesu przywracania własności ukraińskim przedsiębiorcom ich zakładów na terytorium Donbasu i okolic Ługańska. Po trzecie obowiązywanie ukraińskiego prawa na tych terenach. Po czwarte wreszcie zatrzymanie eskalacji militarnej na linii frontu. A ogólnie to byłby pierwszy, bardzo ważny i konkretny krok w kierunku pokojowego uregulowania krwawego konfliktu, w którym życie straciło około 10 tysięcy ludzi, w znakomitej większości cywilów.
Jednak Jurij Łucenko, prokurator generalny Ukrainy zareagował natychmiast i w sposób radykalny.
„Jeszcze większy szok wywołują u mnie propozycje przedstawicieli Ukrainy w Mińskiej Grupie Kontaktowej, by nie otwierać ognia w stronę przeciwnika” – powiedział Łucenko. Osobiście, jak twierdzi, zarejestrował śledztwa: o finansowanie terrorystów („to dla tych, którzy uważają, że można wznowić relacje gospodarcze z terrorystami” mówił Łucenko), o utrudnianie działalności armii i o zdradę.
Co istotne, inicjatywa ukraińska została dobrze przyjęta przez przedstawicieli separatystów, stronę rosyjską i obserwatorów ze strony OBWE. Być może istotnie pomogłaby ruszyć z martwego punktu kwestię pokoju na Ukrainie. Można domniemywać, że to nie była własna inicjatywa Kuczmy, lecz nowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który przedtem skonsultował się z przedstawicielami Francji, Niemiec, USA i OBWE.
To jawny akt nieposłuszeństwa Jurija Łucenki wobec nowego prezydenta. Należało jednak tego oczekiwać od czasu, kiedy podczas inauguracyjnego swojego przemówienia Zełenski zażądał dymisji Łucenki. I ten mu teraz odpłaca. Oznacza to, że droga do pokoju na Ukrainie może być trudniejsza, niż chcieliby tego Ukraińcy.

Na Ukrainie bez zmian

23 km na południowy wschód od Doniecka znajduje się przejście graniczne pomiędzy pozycjami armii ukraińskiej, a powstańcami samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Punkt przepuszczania cywili obsługiwany jest przez Ukraińców od świtu do zapadnięcia zmierzchu.

27 kwietnia duży ruch sprawił, że część mieszkańców Donbasu nie zdążyła przekroczyć granicy. Kilkanaście samochodów osobowych pozostało po powstańczej stronie i ludzie nocowali swoich pojazdach. Około godziny 2 w nocy nadleciał od strony ukraińskiej dron (bezpilotowy samolot rozpoznawczy) i (wg relacji świadków) po około 15 minutach na drogę wokół punktu granicznego po stronie bojowników, spadł ostrzał ukraińskiej artylerii. Eksplodujące pociski zapaliły trzy samochody, z czego jeden eksplodował. Na miejscu zginęły 4 osoby w tym kobieta w zaawansowanej ciąży, do szpitali trafiło sześciu ciężko rannych, z czego jedna ofiara na skutek wielonarządowych uszkodzeń od odłamków pocisków, zmarła.

Misja OBWE stwierdziła, że leje po pociskach odkryte na miejscu zdarzenia potwierdzają, że prowadzono ogień pociskami kalibru 122 mm (artyleria tego typu jest zabroniona w strefie nadgranicznej na mocy porozumienia Mińsk II). Kąt padania pocisków wskazuje, że zostały one wystrzelone z pozycji armii ukraińskiej.

To już kolejny incydent w Donbasie. Jak informują, źródła powstańcze i obecni na miejscu dziennikarze zawieszenie broni jest w ostatnich dniach stale naruszane. Tylko w nocy 29 kwietnia Ukraińcy zbombardowali wsie wokół Doniecka – Spartak i Staromichajłowkę oraz okolice lotniska tzw. „Volvo Center”. Ponadto trwają walki z użyciem broni strzeleckiej pod Awdziejewką, Opytnem i Krasnogorowką, walczące wojska wspierają ogniem granatniki AGS i działa bojowych wozów piechoty. Obecni na miejscu niezależni dziennikarze od dwóch tygodni, codziennie publikują dziesiątki zdjęć i materiałów filmowych, potwierdzających zniszczenia zabudowy mieszkalnej i śmierć cywili w wyniku ostrzałów artyleryjskich i moździerzowych dokonywanych przez armię ukraińską i tzw. bataliony ochotnicze, jakie w ostatnich tygodniach znów pojawiły się na linii frontu.

W ostatnich dniach na Ukrainę przyleciała Victoria Nulland z Departamentu Stanu USA naciskając na ukraińskiego prezydenta Petro Poroszenkę, aby wypełnił postanowienia porozumienia Mińsk II. W szczególności Amerykance chodziło o przyjęcie ustawy o szczególnym autonomicznym statusie Donbasu oraz uchwaleniu amnestii obejmującej powstańców. Służyć to ma odblokowaniu kolejnego kroku, jakim jest przeprowadzenie wyborów samorządowych na Donbasie planowanych w czerwcu.

Póki co, wydaje się, że zaostrzenie sytuacji w Donbasie leży w interesie Kijowa targanego wewnętrznymi problemami politycznymi. Zdymisjonowany premier Arsenij Jaceniuk, oskarżany o przyjęcie 3 mln dolarów łapówki zniknął, a media podają, że uciekł do Argentyny. Nowy zaś rząd premiera Wołodymyra Hrojsmana, rozpoczął urzędowanie od 100 proc. podwyżki cen gazu dla ludności.

Natomiast 2 maja w Odessie, której gubernatorem jest obywatel USA, były prezydent Gruzji, Michel Szalikaszwili Gwardia Narodowa, wsparta osławionym zbrodniami neobanderowskim batalion Azow, (o którym tak pięknie opowiadają reporterki „Wiadomości” – red.) wespół z policją otoczyli kordonem tzw. Kulikowe Pole i nie pozwolili oddać hołdu pomordowanym, dwa lata temu spalonym żywcem rosyjskojęzycznym obywatelom Odessy. Stłoczeni ludzie kładli kwiaty u stóp żołdaków i na trawniku przed placem. Nie udało się organizatorom wynegocjować choćby zgody, aby matki, które straciły dwa lata temu dzieci mogły złożyć kwiaty pod budynkiem Związków Zawodowych, gdzie Ukraińcy żywcem spalili 48 rosyjskojęzycznych mieszkańców Odessy.

Należy mieć tylko nadzieję, że zbliżające się kolejne rozmowy pod auspicjami OBWE w Mińsku, jak i nacisk dyplomatów USA oraz negocjacje w ramach tzw. „czwórki normandzkiej” (Ukraina, Francja, Niemcy, Rosja), powstrzymają przelew krwi w Donbasie i nadadzą procesowi pokojowemu nowa dynamikę.

Od Red.

Oczywiście sprawcy odesskiej zbrodni podobnie, jak sprawcy ostrzału na kijowskim Majdanie, nie zostali do tej pory wykryci, a śledztwa przypominają bardziej farsę niż postępowanie mające wykryć i doprowadzić do sądu tych, którzy rozkazywali i którzy pociągali za cyngiel.