Ukraina w cieniu wojny z Iranem. Rosja zyskuje coraz mocniej

Flaga Ukrainy. Rosja zyskuje na wojnie USA z Iranem
Flaga Ukrainy / fot. Pexels

W piątym roku pełnoskalowej wojny Ukraina znalazła się w położeniu wyraźnie trudniejszym niż jeszcze kilka tygodni temu. Problem nie sprowadza się do rosyjskiej presji na froncie. Najistotniejsze jest przesunięcie uwagi Waszyngtonu na Bliski Wschód, a wraz z nim nowe naciski polityczne, ryzyko ograniczenia dostaw uzbrojenia i słabnąca presja ekonomiczna na Kreml.

Najmocniejszy sygnał dał sam Wołodymyr Zełenski. W wywiadzie dla Reutersa powiedział, że najnowsza amerykańska oferta gwarancji bezpieczeństwa ma być powiązana z oddaniem Rosji całego Donbasu. To nie jest drobny element negocjacji, lecz próba przerzucenia ciężaru wojny z agresora na ofiarę. Gdyby taka logika zwyciężyła, Ukraina miałaby zapłacić za formalne „gwarancje” utratą najbardziej ufortyfikowanej części wschodu kraju i trwałym pogorszeniem własnego położenia strategicznego.

Dochodzi do tego kwestia uzbrojenia. Pentagon rozważa przekierowanie na Bliski Wschód części broni pierwotnie przeznaczonej dla Ukrainy, w tym interceptorów obrony powietrznej kupowanych przez mechanizm PURL. Na razie NATO utrzymuje, że wszystko, za co sojusznicy i partnerzy zapłacili w tym trybie, zostało dostarczone albo nadal trafia do Ukrainy. Sam fakt, że taki wariant jest w ogóle rozważany, pozostaje jednak politycznie kompromitujący. NATO przedstawia się jako sojusz obronny, tymczasem nie chodzi tu o wsparcie zaatakowanego członka ani o realizację zobowiązań z artykułu 5. Chodzi o możliwość osłabienia państwa realnie broniącego się przed agresją po to, by przesunąć zasoby na bliskowschodni teatr wojny związany z operacjami USA i wsparciem dla Izraela, który przecież członkiem NATO nie jest.

Sytuacja finansowa Kijowa także pozostaje krucha. Ukraina liczy, że jeszcze w kwietniu otrzyma pierwszą transzę z unijnego pakietu 90 mld euro, choć Viktor Orbán nadal blokuje pełne uruchomienie mechanizmu. Według wcześniejszych szacunków w 2026 roku Ukraina potrzebuje od 45 do 52 mld dolarów zewnętrznego finansowania, by zasypać dziurę budżetową. Innymi słowy, nawet jeśli europejskie wsparcie nie znika, jego tempo i polityczna stabilność nadal nie odpowiadają skali wojny.

Na tym tle Rosja dostała nieoczekiwany geopolityczny prezent. Skok cen ropy wywołany wojną z Iranem poprawił krótkoterminową sytuację budżetową Kremla. Reuters podał, że rosyjskie dochody z ropy i gazu w kwietniu mają wzrosnąć o 70 proc. miesiąc do miesiąca, do 0,9 bln rubli, a Moskwa odłożyła plan zaostrzenia własnej reguły fiskalnej, bo droższa ropa zmniejszyła presję na finanse państwa. Dodatkowo Waszyngton wydał 30-dniowe zwolnienie pozwalające sprzedawać rosyjską ropę i produkty naftowe, które już znajdowały się na morzu, tłumacząc to koniecznością stabilizacji rynku energii rozchwianego wojną z Iranem. Z punktu widzenia Ukrainy oznacza to jedno: kryzys, który powinien osłabiać Rosję, chwilowo część tej presji z niej zdejmuje.

Kijów nie pozostaje jednak bierny. Zełenski powiedział, że skoro międzynarodowa presja na Rosję słabnie, Ukraina ma własne „sankcje” w postaci uderzeń dalekiego zasięgu. Efekty są już widoczne. Według obliczeń analityków rynku naftowego i transportu morskiego co najmniej 40 proc. rosyjskiej zdolności eksportowej ropy zostało ostatnio wyłączone z działania wskutek ukraińskich ataków dronowych, uszkodzeń infrastruktury i przejęć tankowców. Port Ust-Ługa pozostaje sparaliżowany, a rosyjscy producenci zaczęli ostrzegać odbiorców o możliwym force majeure. To ważne, bo po raz pierwszy tak mocno uderzono nie tylko w rosyjskie rafinerie, lecz także w samą zdolność Kremla do zarabiania na eksporcie surowców.

Ukraina poszerza też pole manewru poza Zachodem. Andrij Sybiha twierdzi, że Kijów jest bliski zawarcia kilku porozumień bezpieczeństwa z państwami Zatoki, zwłaszcza z Katarem i ZEA, a rozmowy toczą się także z Kuwejtem, Jordanią i Omanem. W przypadku Arabii Saudyjskiej nie chodzi już jednak o same rozmowy, lecz o podpisane porozumienie obronne. To pokazuje, że państwa regionu, zagrożone irańskimi atakami, szukają nie pustych deklaracji, ale konkretnego ukraińskiego doświadczenia w obronie przed dronami i rakietami. Dla Kijowa to także sygnał, że nowe polityczne i strategiczne oparcie można budować nie tylko na Zachodzie.

Dzisiejsza sytuacja Ukrainy nie sprowadza się więc do pytania, czy front się utrzyma. Stawką jest czy Kijów zdoła obronić się jednocześnie przed rosyjską presją wojskową, amerykańską presją polityczną i skutkami wojny energetycznej wywołanej konfliktem z Iranem. Rosja tej wojny jeszcze nie wygrała, ale dostała właśnie coś bardzo cennego — czas, wyższe dochody i szansę, by USA przestały wspierać Ukraińców.

Redakcja

Poprzedni

Kto powoła Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni w Iranie?

Następny

Saudowie olali Trumpa i poszli po wiedzę do ekspertów