Flaczki Tygodnia

Kończy się rok 2020. Wszyscy już marzą, aby skończył się jak najszybciej.

Był to rok zarazy. Wedle szacunków na covid zmarło już w Polsce około 30 tysięcy zarażonych. Około 30 tysięcom chorym zarażenie wirusem przyśpieszyło śmierć. To największe straty ludzkie jakie poniosło państwo polskie od czasu II wojny światowej.

Rok 2020 obnażył niekompetencje i totalny brak zdolności do rządzenia elit PiS. Chaos i powszechne wśród nich zakłamanie. Brak długofalowych planów walki z zarazą i niemoc sporządzania takich. No i wszechobecną ich chęć do zarabiania na kryzysie państwa polskiego. Powszechne przyzwolenie na złodziejstwo publicznych pieniędzy.

Rok 2020 pokazał jak bardzo dla elit PiS ważne są sondażowe słupki poparcia i propaganda w mediach. Narodowy pan premier Morawiecki uzależniony jest od konferencji prasowych niczym narkoman od codziennej działki koksu. Kiedy tylko pojawia się jakiś problem, to narodowy pan premier urządza wielką konferencję prasową. Pokazuje tam slajdy i wykresy. Ogłasza kolejny rządowy program walki i rychle triumfalne narodowe zwycięstwo. Jego konferencje prasowe stają się religią PiS- owskiego ludu.

Tak też jest teraz z Narodowym Programem Szczepień. Znów cuda, cuda ogłaszają. Każą nam wierzyć, że zaraz po zaszczepieniu, wroga zaraza zniknie i wszelkie problemy z nią też. Nie informują, że gdyby wszyscy obywatele naszego państwa zapragnęli zaszczepić się, to przy dzisiejszych jego możliwościach szczepienia potrwałyby do roku 2022, a pewnie i dłużej. O tym co mamy robić w trakcie Narodowego Programu Szczepień, co będzie w roku 2021, ten narodowy rząd wspominać nie chce.

Nie chce, bo ten narodowy rząd traktuje szczepienia, a zwłaszcza urządzany wokół nich propagandowy cyrk, nie tylko jako walkę z zarazą, lecz jako propagandowe zaszczepienie się w elektoracie. Narodowy Program Szczepień ma propagandowo przykryć dotychczasowe nieróbstwo, klęski i złodziejstwo oligarchii PiS.

Narodowi propagatorzy Narodowego Programu Szczepień nie wspominają też, że ów program jest częścią wielkiej europejskiej akcji szczepionkowej. Nie wspominają, że obywatele naszego kraju mogą mieć już teraz szczepionki, bo należymy do Unii Europejskiej. Gdybyśmy byli poza Unią Europejską, to stalibyśmy w kolejce po szczepionki. I pewnie najszybciej kupilibyśmy je w Rosji. To propagandowe wymazywanie europejskości podawanej właśnie szczepionki to kolejne kłamstwo elit PiS. Ale nie dziwmy się temu. Cała polityka PiS oparta jest na kłamstwach. Od kłamstwa smoleńskiego po kłamstwa covidowskie.

Nie tylko zarazę rok 2020 przyniósł. Narodowy pan prezydent Andrzej Duda został wolą narodowych wyborców ponownie wybrany narodowym prezydentem. Zaraz po jego reelekcji krajowi i narodowi komentatorzy polityczni spekulowali jakiż to model prezydentury pan prezydent wybierze na swą druga kadencję. Ku zaskoczeniu wszystkich wybrał prezydenturę bezobjawową. A mówiąc językiem politologicznym prezydenturę proceduralną, ale nie wykonalną. Przekładając to na język ludzki pan prezydent regularnie wykonuje należne mu czynności prezydenckie, czasami pewnie czuje zmęczenie nimi, ale nie ma to żadnego znaczenia dla dzisiejszego i przyszłego losu narodu. Dodatkowo narodowy pan prezydent nie może nawet aktywnie włączyć się w Narodowy Program Szczepień, bo w czasie swej kampanii wyborczej uprawiał anty szczepionkową propagandę. I wygrał pięć lat dostatniego nieróbstwa sekciarskimi głosami przeciwników nauki i wszelkiego postępu.

Przegrał rok 2020 polski kościół katolicki. Przegrał, bo tylko chciwą na pieniądze instytucją jest. Bo z pazerności swej zawarł małżeństwo polityczne z oligarchią PiS. Bo liczni jeszcze wierni znajdowali w nim jedynie zakłamanie towarzyszące mu od tysiącleci.
Teraz ujrzeli dodatkowo jego przerażającą pustkę. Moralną. Intelektualną. Martwe budynki kościołów bez jakichkolwiek już śladów boga.

Rok 2020 umocnił narodowego premiera Mateusza Morawieckiego. Wszelkie intrygi politycznych knujów i propagandowych szczujów ze Zjednoczonej Prawicy okazały się daremnymi. Kolejni prawicowi pretendenci na stolec premiera odpadali w przedbiegach. Ostatni pan minister Błaszczak okazał się balonikiem politycznym. Okazało sie, że w licznej kadrowo Zjednoczonej Prawicy nie ma alternatywy dla obecnego premiera. Widać nikt nie potrafi tak kłamać jak obecny narodowy Pinokio.

To był rok falstartów opozycji. Rafał Trzaskowski przegrał o włosy anty szczepionkowców rywalizację z panem prezydentem Dudą. Potem nie potrafił połączyć prezydentury w Warszawie z tworzeniem nowego ruchu politycznego. Opozycja parlamentarna została zepchnięta do politycznego lockdownu. Największy sukces w czasach zarazy osiągnął Szymon Hołownia. On podebrał najwięcej wyborców od zdemoralizowanego, dekadenckiego PiS. Hołownia prezentuje się jako umiarkowany, nowoczesny „kompromisowy katolik”. Znośny dla wierzących w katolickiego boga, ale i akceptujących prawa człowiecze dla środowisk LGBTI. Zwolenników dawnego „kompromisu aborcyjnego” i entuzjastów Unii Europejskiej. Uważających Zjednoczoną Prawicę za partię „dziadersów” i obciachowych Januszów.

Był to pierwszy rok, od czasu naszego wstąpienia do Unii Europejskiej, publicznych debat o ewentualnym Polexicie. Narodowa prawica uznała, że można i trzeba już przyzwyczajać narodowy naród do wyjścia z „antynarodowej” Unii Europejskiej.

Był to rok rekodowej degradacji polskiego prestiżu międzynarodowego, polityki egoizmu narodowego prezentowanego przez oligarchię PiS. Rok rekordowej inflacji. Rok zapowiadający przyszły kryzys gospodarczy.

Był to też rok Kobiet. Polskie kobiety i młodzież demonstracyjnie weszły do polityki. Zaczęło się od protestów przeciwko nieludzkiemu wyrokowi Trybunału Stanu, przeszło w stan kontestacji starych porządków. Wezwania do stworzenia nowej Polski. Do odejścia z pokolenia „Okrągłego Stołu”, pieszczotliwie „dziadersami” zwanego.

„Flaczki” należą pokoleniowo do „dziadersów”. Ale cieszą się, że o nowej Polsce chcą i będą decydować pokolenia urodzone już w III Rzeczpospolitej.

Flaczki tygodnia

Kto jest Szajerem w PiS? Kto spośród polskich, sztandarowych homofobów jest też ukrytym homoseksualistą? Nie tylko wśród PiS, także w Konfederacji i w innych formacjach walczących z „ideologią LGBT”.
No i przede wszystkim w polskim kościele kat.

Takie pytania krążą teraz pośród komentatorów politycznych. Bo jeśli wierzyć polskim katolickim księżom; Dariuszowi Olko, autorowi właśnie opublikowanej książki „Lawendowa Mafia”, oraz Tadeuszowi Isakowiczowi – Zalewskiemu, wieloletniemu krytykowi homoseksualnych grup „trzymających władzę” w polskim kościele, to w tymże kościele ponad 60 procent księży i zakonnic to ludzie o orientacji homoseksualnej. Dlatego tak wielu z nich ma problemy ze swą tożsamością seksualną.
Dodatkowo wielu homoseksualnych hierarchów stosuje lub wspiera regułę „Seks za karierę”. Wykorzystuje seksualnie młodych kleryków w zamian za obietnice atrakcyjnych probostw, studiów zagranicznych, karier w watykańskiej biurokracji.

Praktyki „seks za pracę, za karierę” to nic nowego. Są powszechne od lat wśród osób heteroseksualnych. Ale w ostatnich latach piętnowane są tam powszechnie.
Za to problem „Lawendowej Mafii” oraz praktyki „Seks za pracę, za karierę” wśród kościelnych homoseksualistów nadal są w Polsce tematem tabu.
Prawicowi politycy publicyści nie wspominają o nich głośno. Boją się, że publiczna debata dodatkowo zdruzgocze, już wielce zbrukany, autorytet moralny polskiego kościoła kat.
Instytucji, która w narodowo- katolickiej narracji, jest fundamentem i ostoją polskości. Glebą niezbędną dla egzystencji i rozwoju narodu polskiego.

Milczą też o skrywanej homoseksualnej orientacji polityków polskiej prawicy, szczególnie tych z koalicji rządzącej. Chociaż prywatnie, w wąskich gronach, dowcipkują o podobnej „lawendzie”. Zwłaszcza kiedy na prawicy pojawiają efektowne, niespodziewane kariery młodych parlamentarzystów i polityków.

Dzięki odwadze Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka, publicznie deklarujących swą homoseksualną orientację, politycy lewicowi nie muszą już ukrywać swej tożsamości seksualnej. Ani obawiać się szantażu ze strony krajowych i zagranicznych służb specjalnych.
Ale panująca wśród lewicowych publicystów „poprawność polityczna” często blokuje publiczną krytykę praktyk „Seks za karierę” obecną w środowiskach homoseksualnych. Bo każda krytyka tych środowisk, zwłaszcza kiedy są teraz brutalnie dyskryminowane, może być okrzyknięta „homofobią”. Praktyką niegodną lewicy.
Podobnie jest w przypadku skrywanych orientacji homoseksualnych przez polityków prawicy. Na lewicy „nie wypada” mówić o nich. Nawet kiedy ci politycy budują swój polityczny kapitał na rozniecaniu wrogości wobec środowisk LGBTI.
Podobnie jest w przypadku księży katolickich. Na lewicy dopuszczalna jest krytyka księży za pedofilię i ukrywanie tych przestępstw. Ale krytykowanie homoseksualnych, molestujących księży bywa odbierane jako jednoczesną homofobię.

Zdecydowanymi, zwłaszcza werbalnie, przeciwnikami środowisk LGBTI, są polscy narodowcy. Piewcy narodowej, wyłącznie heteroseksualnej rodziny. Rycerze – obrońcy polskiego kościoła kat.
Ciekawe jak teraz czują się, kiedy słyszą o geju Józefie Szajerze, niedawnym polityku- bratanku pana prezesa Kaczyńskiego ? Albo o kolejny katolickim biskupie przyłapany na zakazanym seksie ?
O dominującej w polskim kościele „Lawendowej Mafii” ?

„Flaczki” nie dziwią się, że narodowcy tak słabo odpowiedzieli na apel pana wicepremiera Kaczyńskiego aby przybyli bronić polskich kościołów przed demonstrującymi Polkami. I ciekawe są ilu podobnych szlajających Szajerów jest wśród polskich narodowców?

Skoro narodowcom nie starczyło sił aby zostać ochraniarzami polskich kościołów, to musiała się tym zająć policja państwowa. Przez kilka dni otaczała kordonem kościoły i przybyłe tam grupki narodowców. Chowające się za policjantami, drżące przed rzekomą grożącą im damską Antifą.
Potem policja używana była przez rząd do prowokowania przemocy podczas demonstracji Polek. Pomimo wielkiego włożonego wysiłku owe prowokacje nie udały się. Tak to policjanci zarobili sobie na święta trochę kasy, ale honor utracili. Czy warto było?

Miliardy złotych w ciągu swych sześciu lat wydała PiS władza na akcje tworzące dobry wizerunek Polski oraz rozsławiające Polaków i ich honor na świecie.
Miliardy zmarnowane w efekcie nieskuteczności tych akcji i rozkradzione przez cwanych pseudo patriotów.
Ale teraz, dzięki iście filmowej akcji węgierskiego bratanka Szajera, Polak znowu stał się gwiazdą brukselskich i szybko potem światowych mediów.

Tym narodowym bohaterem jest podający się za Davida Manzheleya, ale urodziny i wychowany w Wadowicach, pan Przemek. Sprawny organizator orgii prawicowych elit, w której uczestniczył m.in. najbliższy współpracownik premiera Orbana.
Pan Przemek, wnuk wadowickiego cukiernika, którego kremówkami zajadał się papież- Polak, pomimo młodego wieku, potrafił wejść do wielce elitarnego europejskiego grona. Skupiającego ponoć też wybitnych polskich homoseksualistów.
To drugi chłopak z Wadowic, po papieżu Janie Pawle II, powszechnie już znany na całym świecie, tak huczy o nim w globalnych mediach internetowych.
Czy homoseksualna orientacja pomogła panu Przemkowi z Wadowic zaistnieć w stolicy Unii Europejskiej?
Czy orientacja i zainteresowanie problematyką seksualną pierwszego wadowiczanina miały też jakiś wpływ na jego światową karierę?

Ciężkie czasy nadchodzą dla ideowców polskiej kontrrewolucji konserwatywnej. Ich własny rząd, rząd pana wicepremiera Kaczyńskiego, ustami pana premiera Morawieckiego, ogłosił wielką akcję szczepienia.
Narodową akcję, bo w PiSlandzie wszystko: Szpital, kwarantanna, ferie, toaleta nawet, muszą być „narodowe”. I co gorsza ten rząd nie tylko ogłosił, on też jednoznacznie wezwał do zaszczepienia się.
To wielka tragedia dla ideowych PiS-owców. Wierzących, że szczepienia to jedynie lewacki wymysł, szkodliwy efekt zbrodniczego Oświecenia.
Dlatego mają teraz dylemat. Posłuchać swojego rządu i dać się zaszczepić, czy wzorem przedwojennego oficera wybrać rozwiązanie honorowe? Palnąć sobie z pistoletu w łeb!

Czym się różni pan prezydent Duda od brytyjskiej królowej Elżbiety ?
Królowa jako pierwsza zgłosiła się do szczepienia aby dać dobry przykład obywatelom Wielkiej Brytanii.
Pan prezydent Duda uczestniczy w narodowym szczepieniu bezobiawowo.

Gdyby Urban nosił turban…

Prawicowi publicyści, wśród nich rozsądny i dowcipny Jan Wróbel z radia TOK FM, zaapelowali do centrowych i lewicowych kolegów, aby nie porównywali obecnej policji państwowej z „komunistycznymi” ZOMO, czyli Zmotoryzowanymi Odwodami Milicji Obywatelskiej.
A pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego do pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Nawet w schyłkowych latach jego państowo- politycznej działalności. Takie porównania są bowiem nieuzasadnione z merytorycznych i ludzkich powodów.
Mechaniczne porównywanie starego, schorowanego Gomułki z, zachowującym się jak zidiociały, aktualnym prezesem Kaczyńskim czynione w imię chwilowego, łatwo osiągalnego poklasku medialnego, zaciemnia jedynie analizy bieżącej rzeczywistości. Nic, poza złośliwą satysfakcją porównujących, do debaty o Polsce nie wnosi. Dodatkowo może jeszcze sprawić przykrość panu prezesowi gdyby owe porównania jakoś przedarły się do niego. A przecież on i tak już wiele się w życiu nacierpiał. Po co mu dodatkowych zgryzot?
Podobnie jest w przypadku obecnej policji państwowej. Lekkomyślne porównywanie jej do dawnego ZOMO to jednoczesne stawianie równanie między obecną IV RP a minioną Polską Ludową. A przecież każdy rozsądny analityk wie jakże to trudne do zrównania polityczne i społeczne byty są. Dodatkowo, a raczej przede wszystkim, porównanie policji państwowej do ZOMO jest wysoce krzywdzące dla policji państwowej. Bo przecież uczciwym policjantom, a takich jest zdecydowana większość, zwyczajnie przykro jest kiedy podczas rozpędzania demonstrujących Polek słyszą raniące ich serca wyzwiska.
Kiedy wracają do domów rodzinnych, a tam dowiadują się, że ich bliskich spotyka jeszcze ostracyzm towarzyski. A nawet słyszą cierpkie uwagi ze strony najbliższych członków rodziny. To wszystko sprawia, że przepracowani policjanci nie mają szansy odpoczynku po pracy. Dlatego mogą popaść w „doły psychiczne” albo jeszcze gorzej w przewlekłe depresje. I kto wtedy będzie łapał bandytów w naszym kraju?, odzywają się raz po raz propaństwowe nuty.
Psy, ZOMO, gestapo
Przyznam, bez przysłowiowego bicia, że przykro mi jest kiedy słyszę jakże to przykro jest policjantom słyszącym raniące ich godność i sumienie obraźliwe dla nich porównania. Jednak od razu nachodzą mnie wtedy też wspomnienia. Czasów kiedy dzisiejsi obrońcy policji biegali na antyreżimowe demonstracje i obrzucali tam ówczesne interweniujące ZOMO.
Czasem brukowymi kamolcami, zwykle obrażającymi funkcjonariuszy wyzwiskami. Najłagodniejsze z nich to były skandowane „Gestapo, gestapo” i „Nie bij Matki za pieniądze”. Pamiętam ówczesne kawały w stylu: „Zamienię córkę milicjantkę na każdą inną. Może być kurwa”. Pamiętam rymowankę: „Gdyby Urban nosił turban, to zamiast świni byłby Chomeini”. Wtedy zakładaliśmy się w studenckim gronie; co może być dla Urbana bardziej obraźliwe. Świnia czy Chomeini?
Nie znałem wtedy jeszcze ”Łysego” osobiście, nie wiedziałem jakże trudno go celnie obrazić. Gdzie ma swą achillesową piętę.
Wtedy też zapewne wielu uczciwym funkcjonariuszom Milicji Obywatelskiej i jej Zmotoryzowanych Odwodom było przykro słysząc raniące ich ego porównania do „Gestapo”. Wtedy też można było udowadniać, że porównanie ich do „Gestapo” jest merytorycznie zbyt daleko idące. A tak po ludzki zwyczajnie niesprawiedliwe. Wtedy jednak nikt, nawet z obozu władzy, nie troszczył się o dobro stan psychiczny pałujących funkcjonariuszy. O ich zawodowe traumy. Ewentualne rozchwiania psycho- fizyczne. Nie proponowano im opieki psychologicznej. Ani nawet skierowania ich na coaching.
Po francusku
Dzisiaj przeróżni pro państwowcy przywołują brutalność policji francuskiej. Organu porządku często stawianego za wzór republikańskiego demokratycznego modelu państwa. To prawda, że francuska policja potrafi bić. Bić bardzo skutecznie. Kilka razy widziałem ich w akcji podczas demonstracji i po nich. Ale ich brutalność zwykle była odpowiedzią na brutalność demontujących. Kiedy policja doświadczała prawdziwego wpierdolu, a nie słuchała jedynie syrenich głosów sugerujących władzy aby ta „wypierdalała”. Również porównywanie pana prezesa Kaczyńskiego do towarzysza sekretarza Gomułki jest efekciarskie, lecz nierzetelne. Obaj zrzędzili na starość, obaj mieli problemy z chorymi nogami, obaj demonstrowali niechęć do Niemców. Ale to wszystkie ich podobieństwa.
Towarzysz Gomułka utykał, bo został postrzelony przez policję podczas demonstracji, siedział w więzieniu sanacyjnym i potem w stalinowskim. W październiku 1956 roku zgromadził największy spontaniczny wiec poparcia w XX wiecznej historii Polski. A w końcówce swej działalności politycznej doprowadził do uznania polskiej granicy zachodniej również przez Niemcy zachodnie.
Pan prezes Kaczyński utykał ostatno, bo nie dba o kondycję fizyczną. W więzieniu za politykę nie siedział. Nie internowano go w czasie stanu wojennego, nie był nigdy nawet zatrzymany przez policję. To prawda, że zgromadził ostatnio w całym kraju najliczniejsze wiece. Ale wiece i marsze protestujące przeciwko jego polityce. Teraz przez swe partyjne intrygi może doprowadzić do rozpoczęcia Polexitu, czyli kolejnej katastrofy państwa polskiego. Jak widać, pan prezes Kaczyński do pięt politycznych towarzyszowi sekretarzowi Gomułce nie dorasta. Dlatego zgadzam się z prawicowymi publicystami nawołującymi do nieporównywania pana prezesa do towarzysza sekretarza.
Grupa rekonstrukcyjna
Polacy lubią odwoływać się do historii. Zwłaszcza naszej Polski, bo zwykle jej dobrze nie znają.
Polacy lubią porównywać obecną rzeczywistość do okresów minionych. Stąd te porównania do ZOMO, towarzysza sekretarza Gomułki. Stąd ostatnie histeryczne ataki elit PiS na Niemcy. Wypominanie Niemcom niechlubnej, nazistowskiej przeszłości. Ataki propagandowe wspólnie z Węgrami. Choć to Węgrzy byli w czasie II wojny światowej wiernymi sojusznikami Hitlera. Ostatnimi w Europie Środkowo- Wschodniej, aż do początku 1945 roku. Tak bracia Węgrzy próbowali Europę rozegrać, że kolejny raz utracili marzenia o Wielkich Węgrach. Jeśli popatrzymy na politykę elit PiS, posłuchamy ich retoryki, bez trudu dostrzeżemy, że to grupa rekonstrukcji sanacji jest.
Sanacji końca lat trzydziestych. Tej z kultem truchła Piłsudskiego, flirtami z radykalnymi narodowcami, narastającym zamordyzmem i propagandą mocarstwowej polityki. Sanacji w stanie dekadencji. Sanacji pułkownika Walerego Sławka, który zaczynaj jako niepodległościowiec, demokrata, demonstrant i terrorysta. A na koniec nadzorując policję brał kolejne pokolenie demokratów za przysłowiową mordę. Sanacji skłóconej. Obozu prezydenta, obozu rządowego, kabotyńskiego pułkownika Becka.
Sanacji prowadzącej politykę skuteczne izolującą Polskę na arenie międzynarodowej. Szukającej potem rozpaczliwego wsparcia w bratniej Rumunii i bratnich Węgrach. Sanacji państwa „Domku z kart”. Takiego „państwa z paździerza”. Jakie to dziś mamy szczęście, że pani kanclerz Niemiec wojny Warszawie nie wypowie. I elitom PiS zamiast wywózki na stepy Kazachstanu grożą jedynie tłuste euro posady we wrażej Brukseli. Gorzki, emigracyjny chleb.

Bigos tygodniowy

Jeśli dojdzie do zawetowania przez PiS (bo w taki kwantyfikator trzeba to ująć) mechanizmu powiązania unijnego budżetu oraz Funduszu Odbudowy z praworządnością (a wszystko na to wskazuje), to będzie to klęska i nieszczęście Polski na miarę przekraczającą rezultaty rozbiorów u schyłku XVIII wieku. To ani na jotę nie jest przesada. Oszalałe PiS, a Kaczyński osobiście, pcha nas nas wprost w geopolityczną tragedię, która zaważy na losach tylu pokoleń, ile ich jeszcze w tym kraju żyć będzie. Powstaje pytanie o siłę sprawczą tego co ma się stać – czy to kolejny rozdział polskich dziejów głupoty, czy może „inni szatani są tu czynni”? W każdym razie monstrualna jest groza, która czai się w perspektywie, jako rezultat tego co ma się stać. I nie o pieniądze unijne tu wyłącznie chodzi, choć są one fundamentalnie ważne, w tym także do popandemicznego odbudowywania ekonomii. Stawka jest wyższa. Tu chodzi o los narodu. Naprawdę. Dostrzegł to zresztą Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który w swoim emocjonalnym orędziu zażądał porzucenia pomysłu wetowania budżetu unijnego przez rządzących. W tej sytuacji to, jak zachowa się cwany Orban Viktor, w jaki sposób będzie się chciał ułożyć z Unią, aby dostać fundusze dla umacniania swojej władzy ma już znaczenie drugorzędne.


Po ponad dwóch tygodniach od wyborów prezydenckich, Trump de facto uznał zwycięstwo Joe Bidena i przestał czynić przeszkody w przejmowaniu władzy przez nową administrację. Wydał nawet stosowne polecenie szefowej agendy odpowiedzialnej za ten proces, nakazując podjęcie działań „w interesie kraju”. Ostatnio ów łaskawca nawet oświadczył, że jest gotów opuścić Biały Dom, jeśli Kolegium Elektorów uzna zwycięstwo jego rywala.


Zatrzymanie podczas demonstracji Agaty Grzybowskiej, dziennikarki „Gazety Wyborczej”, przez policję, to kolejny przykład wejścia PiS na drogę represji politycznych bez samoograniczania się. Podobnie należy ocenić zakaz wstępu do Sejmu i Senatu dla Marty Lempart. Szefowa Strajku Kobiet już zapowiedziała, że o swoje prawa będzie walczyć przed niezawisłym sądem, chyba że natrafi na sędziego jawnie oddanego PiS, jak ten który niedawno prowadził sprawę oskarżenia prywatnego przeciw jednej z funkcjonariuszek TVPiS, w sprawie jej pomówień jednego z działaczy opozycji ulicznej, czynnego jeszcze od czasów KOD, o to, że przyjmuje pieniądze za swoją działalność.


Szczepionki na Covid -19 zbliżają się już milowymi krokami, kolejne światowe firmy reklamują swoje produkty jako panaceum na tę zarazę. Już pod koniec grudnia w Europie i na świecie zapowiadane jest rozpoczęcie szczepień. Niestety, obserwacja polskiego pola walki z pandemią sprawiają, że nie widzę Polski jako kraju, w którym może mieć miejsce sprawna operacja zaszczepienia wszystkich dorosłych obywateli. Przede wszystkim szczepionki muszą być przechowywane w określonych warunkach, co oznacza konieczność zapewnienia milionowym dawkom preparatu odpowiednich chłodziarek. Konieczne jest też przygotowanie licznej kadry lekarzy i pielęgniarek, którzy tę operację sprawnie przeprowadzą. A na razie precyzyjnych planów rządu brak, a czasu mamy coraz mniej. Same słowa sprawy nie załatwią, choćby nie wiem jak żarliwie Mateo obiecywał, że się uda. Niestety, bez ciężkiej pracy, koordynacji działań różnych służb, nie uda się. Czarno to wszystko widzę.


Rosjanie zażądali od Polski zapisu ostatniej rozmowy prowadzonej w dniu 10 kwietnia 2010 roku przez braci Kaczyńskich. A wszystko się wzięło stąd, że były sędzia Wojciech Łączewski, w jednym z mediów podał, że widział stenogram tej rozmowy w tajnych aktach sprawy smoleńskiej i może być ona dla polskiej opinii publicznej interesująca. Prokuratura Krajowa już pośpieszyła z zapewnieniem, że nic o takim dokumencie nie wie. Być może sędzia Łączewski błądzi, ale co będzie, jeśli niedługo okaże się, że zapis tej rozmowy widziało znacznie więcej osób?


Miękiszon to słowo minionego tygodnia. Padło wszak z ust oberprokuratora Ziobra na konferencji prasowej jego partyjki, która odbyła się w siedzibie Ministerstwa Sprawiedliwości, a przynajmniej na tle logo resortu. To słowo ma określać, jak się zdaje Mateo, niby-premiera, który niezbyt twardy ma niby być w negocjacjach z Unią Europejską. Słowo jest słowem nowym i okazuje się, że oberprokurator jest też słowotwórcą. Pal sześć talenty Zioberka na polu lingwistyki, problem jest poważniejszy, bo świadczy że zaledwie minister w rządzie Mateo poucza go, napomina i cenzuruje. Więcej, uzurpuje sobie prawo do kreowania polityki, jakby nie było zagranicznej, pomimo że minister Rau czy minister Szymański nie stracili swoich stołków. O co w tym wszystkim chodzi? Kto rządzi tym krajem nad Wisłą? No kto?


Nie tylko czytelna niechęć rządzących i Dudy do zwycięskiego Bidena, ale także niemożność znalezienia nowej formuły relacji z USA sprawiają, że wraz ze zmianą administracji w Białym Domu tracą one dotychczasowy sens. Słuchając przedstawicieli pisowskiego rządu ma się wrażenie, że jeszcze się nie połapali, że „tu zaszła zmiana”. Zatem przypomnieć należy, że od stycznia 2021 roku Biały Dom będzie miał nowego lokatora i będzie to Biden, Joe Biden.


Manifestacje Strajku Kobiet nadal trwają, pomimo marnej pogody i represji stosowanych wobec demonstrantów przez policję. Widać, że kobiety się wkurzyły i nie pozwolą sobie odebrać praw reprodukcyjnych, i tak mikrych w porównaniu z prawami innych Europejek. Przypominam, że Polska była jednym z pierwszych krajów Europy i świata, w których kobiety uzyskały prawa obywatelskie. I co nam z tego zostało?


Znowu policja zaatakowała posłankę na Sejm gazem. Tym razem padło, po posłance Magdalenie Biejat z Lewicy, na Barbarę Nowacką z Koalicji Obywatelskiej, która była w niedzielę na manifestacji Strajku Kobiet w Warszawie. Stało się tak, pomimo że Nowacka pokazała policjantowi legitymację poselską i nie czyniła niczego nagannego. Na nic się to zdało, pan policjant miał w ręku pojemnik z gazem pieprzowym i nie zawahał się go użyć. Wszystko zostało uwiecznione na filmiku i ten kto chce zobaczyć dzielnego funkcjonariusza służb w akcji, może to bez przeszkód uczynić. Ciekawe czy sprawa Nowackiej zostanie dogłębnie wyjaśniona, a sprawca ataku na nią przykładnie ukarany?Czy ataki policjantów na opozycyjnych posłów Sejmu RP są efektem czyjegoś rozkazu? Jeśli tak to czyjego? Czy Komendant Główny Policji Szymczyk czy Wicepremier do spraw Bezpieczeństwa Kaczyński czy Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Kamiński nie powinni zostać w trybie pilnym zdymisjonowani?Czy może na naszych oczach rodzi się nowa, niebezpieczna świecka tradycja? Te pytania muszą się szybko bardzo szybko znaleźć odpowiedzi, bo dotykają nie tylko zasad porządku prawnego, ale osobistego bezpieczeństwa każdego obywatela w zderzeniu z aparatem państwa.

Flaczki tygodnia

Pan prezydent Duda pracował bezobjawowo. To nie oznacza, że w minionym tygodniu jedynie narty smarował.
W tworzonej w Dużym Pałacu kronice jego chwalebnej działalności zapisano, że Pierwszy Obywatel zachęcał „do udziału w zbiórce organizowanej przez Bank Żywności”, wziął udział „w spotkaniu z ekspertami na temat roli witaminy D i innych czynników w procesie budowania odporności przeciw SARS-CoV-2”, oraz uciął sobie telefoniczną pogawędkę o „powyborczej atmosferze, sytuacji geopolitycznej oraz europejskich aspiracjach Republiki z Prezydent elekt Republiki Mołdawii Maią Sandu”.
Dodatkowo pan prezydent spotkał się w „Pałacu Prezydenckim z sygnatariuszami „Apelu o ratowanie polskiej kultury. Rozmawiano o sytuacji twórców wywołanej przez pandemię COVID-19 i systemowych możliwościach wsparcia ludzi kultury”.
Wysłał też życzenia kolejarzom z okazji Święta Kolejarza.

Kiedy pan prezydent Duda milczy, to gadają jego kanceliści i doradcy.
Pan minister Błażej Spychalski biega jak nakręcony po telewizjach i rozgłośniach radiowych i wszędzie tam chwali pod niebiosa policję pałującą demonstrujące Polki.
Słynący z wyjątkowego zakłamania doradca pana prezydenta, twórca nieistniejącej „MABEMY”, pan Andrzej Zybertowicz w tych samych mediach wymownie powtarza, że „potencjał pana premiera Morawieckiego wyczerpuje się”.

Już 70 procent ankietowanych obywateli naszego kraju chce odwołania pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego z funkcji wicepremiera i szefa rządowego komitetu ds. bezpieczeństwa.
Przeciwnego zdania jest 20 procent, co oznacza, że właśnie taka grupa może stanowić żelazny, kibolski elektorat jaśniepana prezesa.
Niestety samo odwołanie pana prezesa z komitetowego przywództwa nie poprawi znacząco bezpieczeństwa obywateli naszego kraju.
Komitet, którym jaśnie pan prezes kieruje, został powołany aby zapobiec rozpadowi „Zjednoczonej Prawicy”, czyli utrzymać pana prezesa i jego oligarchów przy władzy.
Zapewnić im bezpieczeństwo, a nie obywatelom naszego państwa.
I dopóki koalicyjne rządy „Zjednoczonej Prawicy” trwać będą, dopóty krytyka komitetu będzie bezprzedmiotowa.
Zauważcie też, że do komitetowego bezpieczeństwa rządzący nie włączyli Ministerstwa Zdrowia. A przecież ten resort jest dla wspólnego bezpieczeństwa najważniejszy.
Nadzór nad bezpieczeństwem zdrowotnym nadal formalnie sprawuje pan premier Morawiecki, którego bezpieczeństwo polityczne jest znów zagrożone.
Nie tylko dlatego, że sondażowe rzesze jego przeciwników są już wyższe od grup jego zwolenników. Po politycznych salonach PiS znów krążą plotki, że szykowany jest następca pana premiera. Zarabiająca „na saksach” pani euro deputowana Beata Szydło, kiedyś „Królowa polskich prowincjonalnych serc”.
Albo pan minister Mariusz Błaszczak. Zwany w PiS przez konkurentów „Dziwiszem Kaczyńskiego”.

Na razie z rządu nikogo nie zwalniają, tylko przyjmują. Do 43 różnych administracyjnym bytów w Kancelarii Premiera RP dołączył nowy- Departament Tożsamości Europejskiej. Kierować nim będzie pan minister Michał Wójcik, dotychczasowy wiceminister sprawiedliwości, bliski współpracownik pana ministra Zbigniewa Ziobry.
Oficjalnie departament będzie zajmował się „opracowywaniem i opiniowaniem projektów aktów prawnych, programów i innych dokumentów rządowych mających na celu zwiększenie Ochrony Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z uwzględnieniem konstytucyjnym ochrony małżeństwa, rodziny, macierzyństwo i rodzicielstwo oraz tożsamości europejskiej.”
W praktyce każdy dokument, który rząd wyprodukuje będzie musiał przejść przez ręce pana ministra Wójcika. Nowego strażnika pryncypiów ziobryzmu w rządzie propagujących kaczystowską ideologię.
Czy stary kaczyzm ustąpi młodemu, dynamicznemu zbiobryzmu, czy dojdzie do powstania nowego kaczyzmo- ziobryzmu?

Do programów TVP info wrócili pan minister Ziobro jego współpracownicy. Dzięki temu szczuje z TVP i Polskiego Radia znowu otrzymają w przyszłym roku 2 miliardy złotych na swą działalność.
Potrzebnych na dodatki dla lekarzy walczących z pandemią 4 miliardów złotych, rząd pana prezesa Kaczyńskiego już nie znalazł.

Paweł Kukiz, znany celebryta parlamentarny i kutasina polityczny, został usunięty z PSL- owskiej „Koalicji Polskiej”. Bo głosował głupio, co często mu się już zdarzało. Na razie zostanie parlamentarnym singlem, bo jaśniepan prezes Kaczyński przyjmie zapewne kilku parlamentarzystów z kółka kukizowego. Na kolejny polityczny ogon marzący o merdaniu psem ochoty nie ma.

Podległa jaśnie panu prezesowi Kaczyńskiemu policja znowu atakowała demonstrujące Polki. Aby sprowokować je do agresywnych form demonstracji. Jeden z policjantów zaatakował w Warszawie gazem łzawiącym posłankę Barbarę Nowacką, bo pokazała mu legitymację poselską.
Tym samym policja dowiodła, że nakazane ma aby środowiska parlamentarne traktować jak kibolskie.

Gdyby zabrać dotychczasowych poturbowanych i gazowanych przez policję parlamentarzystów, to w Sejmie RP mogłoby powstać z nich przynajmniej koło, albo Parlamentarnych Zespół Ofiar Policji.
„Flaczki” przez dziesięć lat pracowały na poselskich papierach. Nie wyobrażają sobie, żeby w latach 1997- 2007, czyli za rządów AWS, SLD- PSL, czy PiS – LPR – „Samoobrona”, takie traktowanie parlamentarzystów przez policję spotkałoby się z tak milczącą aprobatą marszałków Sejmu oraz aprobatą większości parlamentarnej. Niezależnie od tego kto wtedy rządził i kogo by poturbowano.
Wtedy wszyscy byli zgodni, że parlamentarzysta jest reprezentantem narodu polskiego i konstytucyjnym organem. Wszyscy uznawali prymat Konstytucji nad policyjną pałką.
Rządząca Polską od 2015 roku oligarchia PiS najpierw ustawami niższego rzędu spałowała Ustawę Zasadniczą, a teraz zachęca do pałowania konstytucyjnych reprezentantów narodu.
W taki sposób powstaje ziobrowsko- kaczystowski „neofaszyzm”.
Już poczęty, choć w pełni jeszcze nienarodzony.

KPP czyli Kącik Poezji Patriotycznej

MIĘKISZON

Specjalista od wyroków
wymyślił nam „słowo roku”
Każdy myśli – mogę przysiąc
skąd się wziął ten „miękiszon”?
Czym on jest i co ma znaczyć
pora chyba wytłumaczyć.
Bowiem tego „miękiszona”
wymyśliła jego żona
i, jak zgadnąć to nie trudno,
działo się to w noc poślubną.

Ryszard Grosset

Bigos tygodniowy

Pod hasłem „veto albo śmierć” odbyła się z wielkim zadęciem w Ministerstwie Sprawiedliwości partyjna konferencja ziobrystów z Ziobrem na czele, którzy z rzadką nawet jak na nich agresją zaatakowali Unię Europejską za wprowadzenie mechanizmu: pieniądze unijne pod warunkiem przestrzegania praworządności. Domagają się veta przeciw temu mechanizmowi. Ziobro gra swoją grę, ale może wprowadzić nas jako kraj w taki kanał, że się nie pozbieramy.


Pandemia szaleje, a tymczasem w reakcji na ofertę pomocy złożoną przez prezydenta Niemiec Franka Waltera Steinmeiera Duduś zachował się jak Duduś – w idiotycznej i oszalałej poetyce „godności narodowej” i „wstawania z kolan”. Odpisał zatem tweetem, że i owszem, on dziękuje za propozycję, ale Polska też może w razie czego wspomóc Niemcy. A stało się to w sytuacji, gdy gołym okiem widać, że polska służba zdrowia robi już bokami i niedługo może się zderzyć ścianą. Właściwie to już się zderzyła, czego dowodem jest brak remdisiviru, leku niezbędnego w leczeniu COVID-u, brak tlenu, niezbędnego dla ratowania duszących się pacjentów, brak personelu, który wspiera walczących o życie chorych. Nie znajduję odpowiednich słów dla skomentowania tej obłąkańczej narracji, oszalałej w nienawiści do niemieckich partnerów i będącej wyrazem jakiegoś paroksyzmu nacjonalistycznego odległego od rozumu o sto lat świetlnych.


Innym dobitnym świadectwem poziomu rozumu i mentalności tego człowieka znaczy się Dudy, jest sposób, w jaki złożył gratulacje prezydentowi elektowi Joe Bidenowi. Zamiast wygranej w prezydenckich wyborach, pogratulował mu „udanej kampanii”, co w języku dyplomatycznym można odczytać tylko w ten sposób – „gratuluję ci konwencjonalnie, ale twoja wygrana mnie nie cieszy”. Ciekawe, jak polska Duda wyobraża sobie kontakty z Joe Bidenem, który w styczniu 2021 roku zastąpi Donalda Trumpa w Białym Domu?


Pierwsze co Czarnek Przemysław zrobił na funkcji ministra edukacji i nauki, to zaatakował pogróżkami nauczycieli i uczniów. Tych oczywiście, którzy wspierali czy uczestniczyli w Ogólnopolskim Strajku Kobiet. W czasach pierwszej fali rządów prawicy, w latach dziewięćdziesiątych zdarzały się różne zachowania i gesty ideologiczne z tamtej strony, ale w porównaniu z obecnie prezentowanymi poglądami były to zjawiska nader umiarkowane.


W Unii Europejskiej do której, co należy niektórym przypomnieć, należymy od 2004 roku, potwierdzono przyjęcie mechanizmu, polegającego na tym, że przestrzeganie praworządności będzie warunkiem koniecznym do uzyskania unijnych pieniędzy. Nasi, tzn. rząd PiS już zapowiedział walkę z tym pomysłem. Dziwne to bardzo, bo przecież w Polsce przestrzega się praworządności, przynajmniej rządzący tak mówią, zapewniając o tym społeczeństwo. Więc o co chodzi z tą walką? Czyżby Mateo i inni żartowali? W każdym bądź razie Unio Europejska – tak trzymaj i nie popuszczaj!


Zmarł arcybiskup, ex-metropolita wrocławski Henryk Gulbinowicz. Zanim to jednak nastąpiło, purpurat został przez Watykan pozbawiony wszelkich praw wynikających z jego pozycji. Była to reakcja na ukrywanie przez niego aktów pedofilskich księży, a także jego własnych postępków seksualnych. W kłopotliwej dla Kościoła katolickiego sprawie już przyszedł usłużnie w sukurs IPN. Ogłosił, że w latach PRL Gulbinowicz współpracował z SB w formie „dialogu operacyjnego”. Sens tego posunięcia polega na sugestii, że tego rodzaju „grzesznik seksualny” nie mógł nie być kapusiem.


To nie koniec problemów polskiego Kościoła katolickiego, w minionym tygodniu cała Polska mogła zobaczyć na ekranach telewizorów, bełkocącego coś niewyraźnie i mętnie Dziwisza Stanisława, uważanego za ekskapciowego papieża Wojtyły, nadmiarowo zrobionego przez papieża Benedykta XVI kardynałem. Jak się bowiem okazało, Dziwisz to tak naprawdę „Don Stanislao”, który całymi latami zajmował się intrygami personalnymi w Watykanie, z dużymi pieniędzmi w tle. Jak wynikało z jego wypowiedzi nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wie o tych intrygach, a pytania dziennikarzy zmierzające do wyjaśnienia jego roli np. w sprawie nominacji Theodora McCarricka przestępcy seksualnego na kardynała traktował jako obraźliwe. I to nie koniec historii z naganną rolą Don Stanislao, bo ciąg dalszy bez wątpienia nastąpi.


Tego roku, 11 listopada, nie było już nawet pozoru „poczciwego” „marszu niepodległości” z udziałem „rodzin z dziećmi”. Tym razem objawiła się niczym nie zakryta naga prawda o nim. Zdziczałe hordy wyszły na ulice i lekceważąc orzeczenie sądu zakazujące marszu, napadały na policję i dewastowały Warszawę. „Patrioci” zaatakowali Empik, położony w centrum miasta, podpalili mieszkanie artysty witkacologa, zniszczyli stację Veturillo i to nie koniec spisu ich patriotycznych dokonań. PiS przez lata hodowało bestię, która ostatecznie chyba wymknęła mu się spod kontroli. Co PiS zrobi z tym flirtem z elementami faszystowskimi? Czy i jakie konsekwencje poniesie formalnie odpowiedzialny za te burdy niejaki Bąkiewicz? Póki co, sygnały wysyłane przez pisowskich oficjeli są niejasne, a głosu w tej sprawie nie zabrał Jaro, jak by nie było wicepremier do spraw bezpieczeństwa, więc musimy poczekać na klarowne stanowisko partii, choć po obejrzeniu transmisji z marszu niepodległości każdy uczciwy, acz szary człowiek wie doskonale, że ze świętowaniem Dnia Niepodległości nie miało to nic, ale to nic wspólnego.


Bigos tygodniowy ze zdziwieniem odnotował, że ustawa covidowa na mocy której medycy walczący z zarazą mieli otrzymać podwyżkę wynagrodzeń pomimo podpisania przez Dudę już na początku listopada, nie została jeszcze ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Najprościej oznacza to, że ustawa niby jest, ale tak jakby jej nie było. Rządzący mętnie tłumaczą przyczyny zwłoki, a medycy czekają. Nie koniec to zadziwień, jak się bowiem okazuje, w grupie czekającej na podwyżki nie ma salowych, osób bez których nie sposób sobie wyobrazić działania żadnego szpitala, a szpitala zakaźnego w szczególności. Każdy, kto był w szpitalu albo jako pacjent albo jako odwiedzający chorego, wie że praca salowych jest nie tylko ciężka, ale i odpowiedzialna. A w dobie koronawirusa po prostu niebezpieczna. Dlaczego pominięto przy uchwalaniu ustawy tę grupę zawodową, pracującą za marne grosze? Czy naprawdę państwa, którego funkcjonariusze wożą swoje d… w luksusowych wozach nie stać na godziwe opłacenie pracy osób, narażających tak naprawdę codziennie swoje zdrowie i życie? Może Niedzielski Adam wraz z gronem kierowniczym Ministerstwa Zdrowia pochyli się nad tą sprawą szybko i skutecznie?

Flaczki tygodnia

Ciekawe jak skończą dwie instytucje pisane przez „ka” ? Polski kościół kat. i pan prezes Jarosław Kaczyński. Obie dziś należące do grona „dziadersów”.

Zaraza moralna ujawniona w polskim kościele kat. okazała się tak „porażająca”, że w mediach przykryła nawet zarazę wywołaną koronawirusem. Też pisanym przez „ka”. Choć koronawirus zbiera coraz większe ofiary.

W minionym tygodniu liczba oficjalnie zmarłych na koronawirusa, od początku pandemii, przekroczyła już dziesięć tysięcy osób. Pod koniec minionego tygodnia codziennie umierało ponad trzysta osób.
Pomimo takiego stanu prorządowe media, jak tygodnik „Sieci” i „Gazeta Polska”, nadal obficie sponsorowane przez spółki skarbu państwa, cynicznie dawkowały propagandę świrusów uważających pandemię za spisek lewacko- liberalnych elit, sponsorowanych przez zagraniczne, czyli „żydowskie” koncerny farmaceutyczne.

Pan premier Morawiecki już na początku tygodnia zagroził społeczeństw polskiemu powszechnym zamknięciem go. Jeśli dzienna ilość potwierdzony zarażeń przekroczy liczbę 27 tysięcy. Po kilku dniach ogłosił triumfalnie kolejne wielkie zwycięstwo tego rządu w III wojnie światowej, jaką wypowiedział koronawirusowi. Bo dzienna ilość potwierdzonych zarażeń nie przekraczała już znacząco 25 tysięcy dziennie.
Ten notoryczny kłamca nie dodał rzecz jasna, że w końcówce minionego tygodnia ilość wykonywanych testów zredukowano o połowę.
Nie wspomniał też, że przez kilka dni z rzędu wzrastała śmiertelność zarażonych osiągając pół tysiąca dziennie.

Pisany również przez „ka”, kardynał Stasiek Dziwisz, książę polskiego kościoła kat., został publicznie i oficjalnie oskarżony o ukrywanie pedofilów w polskim i światowym kościele. A także o branie łapówek od kościelnych bandytów.

O pedofilię jeszcze nie został oskarżony. Być może nie jest on pedofilem, jedynie tylko ukrytym homoseksualistą. A homoseksualizm nie jest jeszcze w Polsce karany.

Na szczęście dla kardynałów Dziwisza i Gulbinowicza, licznych biskupów i arcybiskupów oraz setek tysięcy księży katolickich. A także licznych i aktywnych w wojnach kulturowych polityków polskiej prawicy. Pisanych przez różne litery. Przez „Be”, i „Ka”, i „Wu”, i „Zet”. I „Gie” też.

Liczni Czytelnicy zadają „Flaczkom” dziecinne pytanie: „Kiedy kardynałowie Gulbinowicz i Dziwisz odpowiedzą przed polskim wymiarem sprawiedliwości za zarzucane im czyny?”
Odpowiedź jest równie dziecinnie prosta. Dopóki państwem polskim zarządzać będą politycy PiS, Konfederacji, PSL -Kukiz oraz dziadersi z PO, to kardynałowie – przestępcy dalej pozostaną bezkarni. Bo w naszym kraju jedynie Lewica i lewe skrzydło KO to konsekwentni zwolennicy świeckiego państwa.

Topnieje nam „Przywództwo Naczelnika Polski”, czyli jaśnie pana Jarosława Kaczyńskiego. I jego Autorytet „Genialnego Stratega Politycznego” też.

Ten Autorytet stopniał tak bardzo, że nawet pan prezydent Duda podczas wirtualnego zjazdu Klubów „Gazety Polskiej”, takiego politycznego „Komsomołu” PiS, zadeklarował, że zawetuje ustawę zwaną „piątką Kaczyńskiego”. Wielce ważną dla ocalenia twarzy jaśniepana prezesa.
Zawetuje, bo chyba zachciało mu się wejść do „Gry o tron” po umierającym politycznie „Naczelniku Polski”. Bo, jak krążące wokół Nowogrodzkiej plotki głoszą, poszkodowani przez „Piątkę Kaczyńskiego” hodowcy bydła i futerkowy zorganizowali zrzutkę „argumentów” na weto i przekazali je przez zaufane osoby do Dużego Pałacu. Co skrzętnie odnotować miały spec służby jeszcze lojalne wobec pana prezesa, wicepremiera.

Istne bóle głowy mają teraz służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w naszym kraju. Nie wiedzą biedactwa pod kogo mają się podczepiać i pod kogo się ustawiać. Kserują zatem wszystko co mogą, na wszelki wypadek. Zwłaszcza po tych obchodach Święta Niepodległości.

W dniu Święta Niepodległości wspomniane służby zaobserwowały najazd na stolicę i defiladę zwartych kolumn samochodów niemieckich marek. Tyle pojazdów niemieckiej produkcji nie było w centrum Warszawy od czasu hitlerowskiej okupacji!
Ale tym razem niemieckich samochodów używali polscy narodowcy w zbożnym celu świętowania odzyskania niepodległości. Czemu na polskie święto nie przyjechali polskimi samochodami?
Przecież pan premier Morawiecki obiecał im przynajmniej milion polskich samochodów elektrycznych.

W dniu tego narodowego, radosnego święta zaobserwowano również jak wezwana do obrony polskiego kościała kat. milicja obywatelska pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego napierdalała się z policją państwową wezwaną do obrony porządku publicznego i nadzorowaną przez pana wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.
Ponieważ pion partyjny pana prezesa przegrał napierdalankę ze strukturami państwa, to służby bezpieczeństwa zaczęły rozglądać się za nowym panem prezesem zapewniającym jedność polityczno- moralną Partii i państwa.
A ten stary pan prezes, ten przez strajkujące kobiety „Liliputinem” zwany, teraz odejść już powinien.

PS. W 1877-78 podczas wojny rosyjsko- tureckiej w polskich cukierniach w rosyjskim zaborze pojawiły się wypieki reklamowane jako „tureckie specjały”. Aluzyjne symbole polskich tradycji niepodległościowych. W 2020 roku w „zaborze PiS” pojawiły się w patriotycznych cukierniach takie „Ciastka Kobiet”. Bo to polskie kobiety, nie kardynałowie i biskupi, arką przymierza między dawnymi i młodszymi laty są.

Sushi con carne

Sushi pisało, że jak się Unia Europejska zacznie czepiać Orbana i Kaczyńskiego, to zostanie bez budżetu i 750 mld euro kredytu. Słowo staje się ciałem. Gdy ktoś w Komisji Europejskiej zaczął głośniej mówić o praworządności połączonej z pieniędzmi, to obaj panowie zapowiedzieli veto. W związku z czym Unia nie ma wyjścia i do czasu przegłosowania obu tych kwestii w Brukseli nie będzie niemiłych Warszawie i Budapesztowi kwestii podnosiła. I tylko pozbawieni umiejętności myślenia entuzjastyczni przeciwnicy PiS mogą uważać inaczej i pisać kwity do instytucji unijnych. Chyba, że enuncjacje te pochodzą z wyrachowania politycznego i udawania, że coś się dla polskiej demokracji robi – choć ma się świadomość, że to rzucanie grochem o ścianę.

Miłośnicy zwierzątek z WWF napisali do wszystkich decydentów świata kwit mówiący o tym, że nie wolno budować tam, zapór, ani żadnych innych spiętrzaczy wody produkujących prąd. W liście opisują jaki to Armageddon będzie jak powstaną takie elektrownie. Znaczy, e ryby nie będą mogły pływać jak pływają, a przyroda nad zbiornikami wodnymi zrobi się zła.
Ekologicznym pięknoducho Sushi poleca wizytę w Czorsztynie i pogadanie z miejscowymi. Radzi też pooglądanie przyrody, która wokół tamtejszego zbiornika miast zniknąć rozkwitła. A co do ryb, to nowoczesne zapory mają takie myki, dzięki którym ryby śmigają dokąd chcą.
WWF zamiast elektrowni wodnych proponuje panele fotowoltaiczne i farmy wiatrowe. Miłośnikom zwierzątek radzilibyśmy zobaczyć jaki ślad węglowy zostaje przy produkcji jednych i drugich. Nie powinni mieć trudno ze zdobyciem tych informacji. Wystarczy pogadać z tymi, którzy ponoć dostarczają ekologom wyników takich badań oraz dokonują stosownych przelewów na konta organizacji. A’propos wody. Czy wiecie, że do wyprodukowania avocado trzeba zużyć wielu litrów wody? Takie informacje podawane są w tonie alarmistycznym. Mają wzburzyć, nie włączając myślenia. Gdyby bowiem uruchomiło się mózg, to szlag trafiłby wszystkie teorie o tym, ile to wody marnujemy na uprawy i hodowlę. Woda bowiem – według ekologów – się pewnie w tych procesach anihiluje. No to uspokajamy ich – otóż nie. Woda paruje, albo ze zwierząt i roślin lub z moczu. Potem się unosi i opada jako deszcz, śnieg, czy grad. Cyrkuluje w przyrodzie, a mądrzy ludzie robią wszystko, żeby potem była tam gdzie jest najbardziej potrzebna. Sushi jest bardzo za ekologią i myśleniem ekologicznym. Z naciskiem na myślenie.

Niemal nigdzie nie udało się zobaczyć i przeczytać, że pod auspicjami rosyjskimi podpisano rozejm w Górskim Karabachu. Azerbejdżan na jego mocy dostał władzę nad 75 proc. spornej krainy. Ormianie dostali po tyłku. W tym czasie radio, telewizja, prasa i internet rozpływały się nad czymś, nad czym pochylić powinny się służby specjalne odpowiadające za to, żeby na giełdzie nowojorskiej nie było przewałów. Opisywały ze szczegółami komunikat wydany przez firmę Pfizer o tym, że jej szczepionka na covid przeszła do kolejnego etapu testowania. Media zrobiły z tego niusa, że szczepionka już jest. Nikt nie zająknął się o tym ile zarobili ci, którzy chwilę wcześniej nabyli papiery Pfizera. Sushi bez szczepionki, darzy Pfizera najwyższą atencją. Jej wkład w rozwój ludzkości jest, nawet bez zamrożonego RNA, wiekopomny. Dzięki wynalezieniu cytrynianu sildenafilu amerykańscy farmaceuci spowodowali, że mężczyźni nie wiedzą dziś co to starość, a ich partnerki są szczęśliwe jak nigdy dotąd.

Zamiast pogratulować Bidenowi, prezydent Duda szybko podpisał wojskową umowę polsko-amerykańską. Umowa przewiduje, że będzie u nas stacjonowało nie cztery, ale 5 tysięcy żołnierzy US Army. Będą podlegali tylko prawu amerykańskiemu, zaś Polacy będą od tego, żeby nie zabrakło im ptasiego mleka. Na ten zbożny cel co roku będziemy wydawać pół miliarda złotych. Kwota ta niech nikogo nie przerazi. Polska policja historyczna o nazwie IPN tylko w tym roku dostanie 405 miliardów, choć nie ma żadnej funkcji odstraszającej. Amerykanie będą u nas stacjonować zaś, dając sygnał Putinowi, żeby nie ważył się nas anektować. Kurdowie też tak mieli. Do chwili, gdy Trump nie rozczłonkował ich między Erdogana a syryjskich Rosjan.

Meldunek z frontów

Rząd PiS samotny jest na arenie międzynarodowej. Jak przysłowiowy, środkowy palec.

Melduję, że pomimo szalejącej pandemii rząd PiS broni nie składa. Dzielnie sobie poczyna na zachodnim froncie. Walczy tam z niemiecką prezydencją w Unii Europejskiej. Grozi jej polityczną „bombą atomową”, czyli zawetowaniem wspólnego, unijnego budżetu pomocowego. Co już skazuje Polskę na izolację wszystkich państw europejskiej wspólnoty. Bo choć podobnym wetem grozi też węgierski premier Orban, to wszyscy doskonale wiedzą, że jego weto to tylko kwestia ceny za jaką przywódca Wielkich Węgier łaskawie da się kupić. Wartość „honoru” Orbana jest w Unii przewidywalna. Aktualny stan fobii i nastrojów rządzącego Polską psycho dyktatora pozostaje niepokojącą tajemnicą.
Melduję, że na południowej polskiej flance od wieków mieszkają Czesi i Słowacy. Pogardzani przez jaśniepańskie elity PiS. Za całokształt. A ostatnio też za to, że nie chcą uznać ich przywództwa w grupie Wyszehradzkiej. Trudno z nimi na sojusz liczyć. Na północy, po drugiej stronie Bałtyku, mieszkają ludy skandynawskie. Szkoda o nich nawet gadać. Nimi też elity PiS zwyczajnie gardzą. Bo to przecież nie katolicy są, tylko lutry jakieś. Niby ludy bogate, ale nie po pańsku żyjące. Ot, kolejna lewacko-liberalna zaraza. O czym melduję. Na północnym wchodzie Litwa leży. Też zawsze lekceważona przez elity PiS. Też dlatego, że litewskie elity nie chciały i nie chcą uznać kulturowego prymatu narodowo- katolickiej Polski. Teraz dodatkowo naraziły się, bo szybciej zareagowały na anty łukaszenkowski bunt i wyrosły na liderów międzynarodowej opozycyjnej wobec białoruskiego prezydenta. A przecież to Polsce należało się to przywództwo. Taka to niesprawiedliwość. Obok Litwy jest enklawa kaliningradzka, czyli Rosję. Od przynajmniej dwunastu lat elity PiS zapowiadają agresję rosyjską na ziemie polskie. Na strachu przed nią zbudowały swą wyborczą popularność i tworzyły wiernopoddańczy sojusz z prezydentem Trumpem. Skutecznie sprowadziły amerykańskie wojska. Teraz ich obecność świadczyć ma o najwyższym stopniu „suwerenności” osiągniętej przez Polskę. Namacalnym dowodem tejże suwerenności jest ratyfikowana niedawno przez pana prezydenta Dudę umowa o „wzmocnieniu współpracy obronnej z USA”.
Melduję, że w praktyce oznacza ona jedynie przyszły wzrost wydatków na utrzymanie kilku tysięcy żołnierzy USA i zbudowanie niezbędnej dla nich infrastruktury. Tylko na rozbudowę lotnisk potrzebnych tym zaciężnym wojskom deficytowy budżet państwa polskiego będzie musiał wydać ponad 2 miliardy USD. Zaś minimalny, podstawowy koszt utrzymania tego sojuszniczego wojska to ponad 500 milionów złotych rocznie. Dochodzą do tego zobowiązania zakupu w USA kosztownego, ale nie zawsze potrzebnego polskiemu wojsku, uzbrojenia. W efekcie takiego sojuszu polski budżet będzie łożyć na utrzymanie amerykańskich wojsk kosztem modernizacji polskiej armii. Kosztem modernizacji polskiej gospodarki też. Bo dotychczasowy prezydent USA Donald Trump, uzależniał obecność amerykańskich wojsk i zgodę na zakup amerykańskiego sprzętu wojskowego od rezygnacji ze współpracy zbrojeniowej i technologicznej z firmami europejskimi. A także od rezydencji z zakupu chińskiej technologii 5G niezbędnej do rozwoju polskiej gospodarki.
Melduję, że przegrana prezydenta Trumpa osierociła politycznie elity PiS. Do tej pory stan skłócenia ze wszystkimi partnerami w Europie i na świecie elity PiS mogły rekompensować sobie „Przyjaźnią z największym światowym mocarstwem”. Uosobioną przez prezydenta Trumpa. Udokumentowaną słodkimi fotkami niezwykle przydatnymi do wrzucania na strony internetowe. Idealnymi dla pokrzepienia patriotycznych serc przysłowiowego „ciemnego ludu”. Nowy prezydent USA zapewne dochowa ratyfikowanej niedawno umowy i chętnie zezwoli na utrzymywanie przez polski deficytowy budżet swego wojska. Ale nie będzie już gorliwie odgrywał rolę przyjaciela pana prezydenta Dudy i elit PiS. Nie tylko dlatego, że pan prezydent Duda zwlekał z uznaniem pełnej wygranej Joe Bidena. Nowy prezydent USA zamierza odnowić współpracę z NATO jako całym blokiem militarnymi, i podobnie z Unią Europejską. Kreować swoim „koni trojańskich” w NATO i w Unii Europejskiej na razie nie chce. Zatem nie potrzebna mu będzie krnąbrna wobec europejskich sojuszników Warszawa.
Melduję, że już wydawało mi się, że samotność międzynarodową elit PiS przełamie ukraiński „Sługa narodu”, prezydent Wołodymir Zełenski. Podczas październikowej wizyty pana prezydenta Dudy w Kijowie została podpisana przez obu prezydentów deklaracja, która miała zakończyć wieloletni spór polsko- ukraiński dotyczący „ochrony miejsc pamięci i ekshumacji”. Ale ponieważ prezydencka wizyta nie była w pełni konsultowana z rządem, to rząd PiS postanowił utemperować PiS prezydenta. Zaraz po zakończeniu wizyty pan prezes IPN Jarosław Szarek podważył jej efekty. W wywiadzie dla PAP stwierdził „dotychczasowe doświadczenia wskazują, że od deklaracji najwyższych władz Ukrainy do czynów jest bardzo długa droga”. Przypomniał brak zgody na rozpoczęcie prac ekshumacyjnych na Ukrainie. Zwłaszcza poszukiwania polskich grobów w Hucie Pieniackiej, Kuklach, Polskiej Górze, Stanisłówce i wielu innych miejscach. W odpowiedzi ukraiński IPN wydał oświadczenie, w którym optymistycznie ocenił „perspektywy współpracy i dobrej komunikacji z urzędnikami RP”. Ale przypomniał też o dewastowaniu ukraińskich miejsc pamięci w Polsce. Wskazał, że strona polska nadal nie odnowiła odnowienia grobu żołnierzy UPA na wzgórzu Monasterz na Podkarpaciu, który został zniszczony w 2015 roku. A ściślej nie przywrócono jej poprzednich treści, zwłaszcza napisu, że upowcy „Polegli za wolną Ukrainę”. W odpowiedzi polski IPN przypomniał, że „charakter zbrodni UPA” nie pozwala na „jakąkolwiek formę gloryfikacji tej organizacji w przestrzeni publicznej”, podobnie jak ukraińskich „formacji i jednostek policyjnych będących na służbie III Rzeszy”. W odpowiedzi prezes ukraińskiego IPN Anton Drobowycz udzielił lwowskim mediom wywiadu, w którym uznał ukraińskich żołnierzy z SS- Galizien, dywizji należącej do Waffen SS za „bojowników o wolność Ukrainy”, choć nie można jej gloryfikować bo ”była jednostką nazistowską, która składała przysięgę na wierność III Rzeszy”. Ponieważ w praktyce ton relacjom polsko- ukraińskich nadają prezesi obu IPN, to elity PiS w Kijowie wielkiej miłości nie znajdą. Zwłaszcza, że ekipa prezydenta Zełenskiego może teraz liczyć na lepsze relacje z prezydentem USA Bidenem niż publicznie marząca o „Forcie Trump” ekipa prezydenckiego ministra Krzysztofa Szczerskiego. Poza tym ekipa prezydenta Zełenskiego przestawiła się na umacnianie relacji z Berlinem i Londynem. Centrami politycznymi Europy. Warszawa, jako most do obu tych stolic, nie jest już dla Kijowa niezbędna. Prezydent Zełenski postawił też na ocieplenie stosunków z Turcją. Podczas swej październikowej wizyty w Ankarze zaprosił Turcję do „kwadrygi”, czyli cyklicznych spotkań ministrów obrony i spraw zagranicznych nowej Platformy Krymskiej dążącej do deokupacji Krymu. O elity PiS, od lat eksponujące swą rusofobię, ekipa Zełenskiego nie musi już zabiegać.
Melduję, że pojawiła się jednak jutrzenka nadziei. W zeszłą środę prezydent Łukaszenka w imieniu narodu białoruskiego pozdrowił pana prezydenta Andrzeja Dudę oraz obywateli Polski z okazji Narodowego Święta Niepodległości. I zaprosił do „konstruktywnego dialogu” na temat przyszłości i współpracy.
Panie prezydencie, panie wicepremierze. Nie ma co wybrzydzać. Zacznijcie rozmawiać. Wspólnych tematów nie zabraknie.

Flaczki tygodnia

Kandydat PiS przegrał wybory prezydenckie w USA. A przynajmniej wiele na to wskazuje.

Klęska kandydata PiS wpędziła w depresję szczwaczy z TVP info. Przez ostatnie tygodnie przekonywali, że ich kandydat ma reelekcję w kieszeni, bo zdrowy, czyli konserwatywny naród amerykański znowu dokona słusznego wyboru. Odrzuci kandydata pasożytniczych, lewicowo-liberalnych elit ze zdemoralizowanego Waszyngtonu.

Jeszcze w sobotę wieczorem czołowi szczwacze PiS propagandy, panowie Karnowski i Sakiewicz, nie dopuszczali wygranej kandydata „amerykańskich neomarksistów”. Pan Karnowski wzywał przegrywającego kandydata PiS do „obrony swych praw w sądach”. Pan Sakiewicz podważył uczciwość wyboru Baidena, reprezentującego amerykańskich komunistów. Bo mieszkający w USA członkowie Klubów „Gazety Polskiej”, niekorzystny dla siebie wynik uznali za fałszerstwo wyborcze. Prezes TVP Jacek Kurski zdążył nawet napisać, że zwycięstwo Donalda Trumpa jest dobre dla Polski i dla świata, bo oznacza to „powstrzymanie pochodu lewicowej rewolty”. Na koniec eksperci TVPiS zgodnie przekonywali, że ogłoszonej przez media wygranej Baidena nie można traktować serio, bo przecież media kłamią.

Dlatego, pomimo swej klęski, wielkim moralnym zwycięzcą amerykańskich wyborów był i będzie dla TVP info kandydat PiS, czyli Donald Trump. A fałszerzowi i lewakowi Bideonowi szczujnia PiS mówi zdecydowane „nie”.

Z ewentualną wygraną lewaka Baidena nie mogli się też pogodzić prawicowi eksperci zaproszeni do radiowej „Trójki”. Rozszyfrowali tam ten spisek amerykańskiego feminizmu. Otóż ów Bidon to tylko figurant, bo podstępna gra toczy się o to, aby po roku kadencji starego Baidena zastąpiła demoniczna feministka Kamala Harris. Drżyj polski narodzie przed kobietą na prezydenckim stolcu!

W Watykanie też przegrał przyszły kandydat PiS na ołtarze.
Winny, orzekła Nuncjatura Apostolska. I wymierzyła kary. Kardynał Henryk Gulbinowicz nie będzie miał prawa do pochówku w katedrze, nie wolno odprawić mszy żałobnej po jego śmierci. Zakazano mu reprezentować Kościół katolicki i używać insygniów biskupich. Czym zawinił potężny kiedyś hierarcha by teraz stać się banitą?

Otóż kardynał Gulbinowicz przez wiele lat krył księży pedofilii. Nie pozwalał aby zostali osądzeni i ukarani. Dodatkowo sam uprawiał stosunki seksualne z małoletnimi chłopcami. Z dorosłymi też. Dodatkowo ten wieloletni metropolita wrocławski swą kościelną karierę zawdzięcza wieloletniej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa Polski Ludowej. To SB współkreowała Gulbinowicza jako „niezłomnego antykomunistycznego opozycjonistę” i hierarchę kościoła kat.

Tego kościoła, który zdaniem jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, zawsze uosabiał najlepsze cechy i tradycje narodu polskiego, którego teraz trzeba bronić przed polskimi kobietami.

W 2002 roku Mateusz i Iwona Morawieccy kupili od wrocławskiej diecezji około 15 hektarów ziemi. Zapłacili 700 tysięcy złotych. Dziś działka warta jest ok. 70 milionów. O tej działce pan Morawiecki dowiedział się od kardynała Gulbinowicza, z którym jest zaprzyjaźniony. Czy odpalił mu wtedy działkę za działkę?

Kardynał Gulbinowicz za wieloletnią służbę Służbie Bezpieczeństwa PRL, przekręty finansowe, ochronę księży pedofilii został przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego odznaczonych orderem Orła Białego. Czy pan prezydent Duda przychyli się do wniosku parlamentarzystów Lewicy i dobierze obrońcy pedofilii ten order?

Pomimo spodziewanego kryzysu gospodarczego i konieczności powszechnych oszczędności, Kancelaria pana prezydenta Dudy zamierza zwiększyć pobierane z deficytowego budżetu państwa wydatki na remonty i inwestycje budowlane. Zwłaszcza na ulubione rezydencje prezydenta: Wisłę, Jastarnię i Promnik. To wskazuje, że w tej kadencji pan prezydent Duda zamierza więcej swego wysiłku zużyć na wypoczynek i rekreację.

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier zaoferował Polsce pomoc w walce z pandemią. „Tam, gdzie krajowe możliwości medyczne sięgają swoich granic, powinniśmy zrobić wszystko, żeby sobie nawzajem pomagać” – przekonywał w liście do pana prezydenta Dudy. Kanceliści pana prezydenta i urzędnicy MSZ dumnie odrzucili niemiecką pomoc. Potraktowali ją jak dwa miecze przesłane przed bitwą pod Grunwaldem. W ramach retorsji zaproponowali schorowanym Niemcom polską pomoc. Nic dziwnego, że Niemcy zaczęli wzmacniać ochronę swych granic.

Biden, Franciszek, Frank-Walter Steinmeier. Tyle nieszczęść na raz. Ale to nie koniec. Polskę, a konkretnie lasy małopolskie i świętokrzyskie, najechała rumuńska mafia. Mafiosi zza Karpat szybciej zbierają grzyby od polskich grzybiarzy i wywożą je do Niemiec. Niezwłoczną interwencję u najwyższych władz partyjnych i państwowych podjęła poseł PiS Krystyna Wróblewska: „To Polacy powinni czerpać zyski z naszego dobra narodowego, jakim są grzyby. Dlatego trzeba zacząć coś robić już dziś, by chronić polskie grzyby w przyszłości”.

Do rządu piszą też apele o pomoc polscy przedsiębiorcy. Niektórzy, pomimo zakazu, protestują na ulicach Warszawy. Pan Piotr Patkowski, wiceminister finansów, odpowiedział im: „Są branże, które szczególnie odczują skutki koronawirusa. To im dedykujemy działania zaproponowane przez premiera. Wśród rozwiązań jest też możliwość przebranżowienia. Chodzi o to, żeby nowa forma działalności gospodarczej, dawała możliwość rozwoju i zarabiania”.

Apelujemy aby politycy PiS też przebranżawiali się. Grzyby w lasach czekają.