Flaczki Tygodnia

Jaśniepan prezes Jarosław Kaczyński pogroził jaśnie panu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jeszcze nie odrąbaniem ręki, która ewentualnie odważy się podnieść się na władzę, ale wykorzystaniem wszystkich „środków, jakie przynależą państwu”.
Czyli pałowanie krnąbrnego, dowalenie grzywny, a nawet internowanie.

Analitycy żywota jaśniepana prezesa Jarosława Kaczyńskiego uważają, że ma on traumę z czasów stanu wojennego. Nie został wtedy internowany, czym poczuł się wielce upokorzony przez generała Jaruzelskiego.
Poczuł się jak hetman koronny zdegradowany do roli ciury obozowego.
Co gorsza nadal nie zapowiada się aby znalazł się ktoś, kto włoży jaśniepanu koronę męczeństwa na głowę.

Jaśniepan prezes cierpi, bo nie ma pewności kiedy odbędą się w Polsce wybory prezydenckie. Nie ma pewności, bo boi się niespodziewanego ataku opozycji, zdrady koalicjantów, głupoty współpracowników, świni podłożonej przez biskupów, zewnętrznej ingerencji. Boi się najmniejszego, ostrego cienia mgły. Dlatego cierpi i węszy. Węszy i cierpi, kiedy nie może wywęszyć.
Tak to u psychodyktatorów bywa.

Oczywiście nie byłoby tego wykreowanego problemu gdyby pani marszałek Sejmu RP Elżbieta Witek ruszyła się i wyznaczyła termin wyborów. Na 28 czerwca 2020 roku, na co przystają rządzące elity PiS i też liderzy partii opozycyjnych.
Ale żeby pani Marszałek Witek wyznaczyła ten termin wpierw musi ona dostać polecenie od jaśniepana prezesa Kaczyńskiego.
Ten takiego polecenia nie wydaję, choć grozi publicznie surowymi sankcjami dla hamulcowych wyznaczenia terminu wyborów. Czyli sam sobie.
Ciekawe ilu Jarosławów mieści się obecnie w jednym panie prezesie Jarosławie Kaczyńskim?

W zeszłym tygodniu słyszeliśmy w TVPiS gromkie zapowiedzi wielkiej, systemowej i niezwłocznej rozprawy z pedofilami w IV Rzeczpospolitej.
Zwłaszcza z pedofilami ze środowisk artystycznych, celebryckich, dziennikarskich, ze wszystkich środowisk sprzyjających opozycji demokratycznej.
Pan reżyser Latkowski podał najsłynniejszych pedofilii, jak na talerzu, panu ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze.
I wtedy zastępca pana prokuratora Ziobry, pan minister Michał Wójcik na krzyż się prawie przysięgał, wąsa trzy razy podkręcał, specjalną komisyję obiecał powołać, który szparko wyłapie wszystkich tych złoczyńców i do loszku ich wsadzi.
Na co pan Latkowski przed kamerami TVPiS łzami ze szczęścia się zalał, i do nóg pana Michała upadł, z wdzięcznością kolana mu ściskał, za ten akt sprawiedliwości dziejowej dziękując.

Tydzień już minął. I nic. Panowie celebryci na wolności chodzą i w nos się panu Ziobro śmieją. Pan Krzysztof Zanussi oskarżenia publicznie wyśmiał i do sądów ruszył. Pan Latkowski sakiewkę z TVPiS wziął i pod ziemię się zapadł. A pan Michał Wójcik rycerz sprawiedliwości IV Rzeczpospolitej ?
No, panie Michale! Larum grają. Pedofilie w granicach Rzeczpospolitej stoją, a pan na koń nie siadasz, szabli nie sięgasz?

Oczywiście, ze pan Michał nie sięgnie, bo wszystkie te deklaracje o walce z pedofilami w istocie były kolejnymi aktami uprawianej przez elity PiS pedofilii politycznej. Traktowania polskich wyborców jak polityczne dzieci i ciemny lud. Którym wszystko można obiecać, któremu każdy kit można wcisnąć. I wykorzystać w wyborach.

Elity PiS lubią podkreślać, że tylko oni dotrzymują składanych obietnic. Jako dowód zawsze prezentują wypłaty pieniędzy z programu 500+ trzynaste emerytury. Aktywistki PiS często nazywają te pieniądze „Jarkowym”, co ma sugerować „ciemnemu ludowi”, że to jaśnie pan prezes sięgnął do sakiewki i dał ze swojego.
Pan prezydent Duda na potrzeby wyborów prezydenckich stworzył nową teorię transferów finansowych. Pan prezes, pan prezydent, pan premier dają pomoc społeczną ze swych pieniędzy. A wszelkie podwyżki to jedynie dzieło opozycyjnych samorządów.

Ponieważ elity PiS kradną nasze pieniądze coraz bezczelnie i jednocześnie udają, że żadnego majątku nie posiadają, to opozycja przypomniała postulat żeby elity władzy zaprezentowały publicznie swój pełen majątek. Także ten przepisany na współmałżonków.

Przy okazji tej lustracji wydało się, że elity PiS oszukują nie tylko wyborców. Także swych partnerów w czasie zawierania ślubów, kościelnych zresztą. Ślubują im wierność, a potem rozwodzą się z nimi zapominając o złożonej przysiędze. Także katolickiemu bogu.
Zapewne te kolejne żony i mężowie potrzebni są PiS-owski prezesom, marszałkom Sejmu i Senatu aby jakoś rozpisać te gigantyczne majątki skuteczniej ukryć je.

Poza tym „Flaczki” postulują aby Lewica przedstawiła swój program nowej V Rzeczpospolitej. Sprawiedliwej społecznie i demokratycznej.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na https://www.facebook.com/trybuna.net/

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

DŁUGOPISIK

Aktyw szczeka, hejt się leje,
zwisły zmysły w PISie całym.
Wszyscy tracą już nadzieję
na „Dudowej” powrót chwały.
Jedna wpadka drugą goni
błąd za błędem niszczy złudę
i jak rączych stado koni
do upadku ciągną Dudę.
Czas komisję chyba zwołać
bo rozstrzygnąć konkurs zda się
kto najwięcej nakraść zdołał
w relatywnie krótkim czasie.
Niepobity dotąd Rydzyk
straci pewnie „pas championa”,
bo jak każdy chyba widzi
Szumowskiego nie pokona.
W gęstym gąszczu własnych knowań
pogubili się posłowie
i najtęższa nawet głowa
nic im dzisiaj nie podpowie.
Zegar tyka, krew się warzy,
prezes gniewu nie ukrywa,
nawet Duda przestał marzyć
i już nie śni że wygrywa.
Ja zaś patrzę ze spokojem
jak w swej złości PIS się kisi,
swych poglądów się nie boję
I SZYKUJĘ DŁUGOPISIK.

Doktor Ryszard Grosset

Bigos tygodniowy

Wydarzenia ostatnich dni, cenzura w radiowej Trójce, brutalna interwencja policji w stosunku do – jednak – pokojowej demonstracji na placu Zamkowym w Warszawie, a także uporczywe szykanowanie wysokimi mandatami innych demonstrantów pokazały, że na porządku dnia staje w Polsce paląca potrzeba obrony podstawowych praw i wolności. Wiele wskazuje na to, że władza PiS, w warunkach luzowania obostrzeń sanitarnych, będzie starać się jak najdłużej, co najmniej do wyborów prezydenckich, utrzymać zakaz publicznej ekspresji poglądów politycznych. Obawia się bowiem, że mogłyby być one bardzo liczne i bardzo ostre w stosunku do władzy. Zatrzymanie Pawła Tanajno zdaje się to potwierdzać.


Czy Szumowski Łukasz, minister zdrowia w rządzie PiS, który przez kilka tygodni otoczony był nimbem niemal kogoś w rodzaju ofiarnego lekarza Tomasza Judyma z „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego, ocierał się o świat kombinatorski i przestępczy? To się dopiero okaże. Natomiast fakt, że profesor medycyny, kardiolog, po przepisaniu majątku na żonę wpisał do zeznania majątkowego, że ma nieco ponad tysiąc złotych oszczędności jest naigrawaniem się ze zdrowego rozsądku obywateli RP. To już doprawdy lepiej u uczciwiej byłoby, gdyby wpisał tam cyfrę „zero”.


Morawiecki miał niedawno rozważać zawieszenie do końca roku zakazu handlu w niedziele. Byłaby to decyzja racjonalna z dwóch powodów: po pierwsze, pozwoliłaby nadrobić część strat wywołanych zamknięciem sieci i galerii handlowych, po drugie, dodatkowo miałaby wpływ na fizyczne rozgęszczenie liczby klientów. Morawiecki jednak się z zamiaru wycofał wobec oporu dwóch najbardziej szkodliwych w historii Polski: „Solidarności” i Kościoła kat.


W przyszłości są do prześledzenia przyczyny (te odnotowane w formalnych dokumentach) dość nagłego wzrostu brutalności i zajadłości policji nie tylko w stosunku do spokojnych i relatywnie nielicznych demonstracji, ale także w stosunku do pojedynczych osób. Znane są i zarejestrowane kamerą przypadki bezsensownego zatrzymania pojedynczej osoby, młodej kobiety, która stała przed siedzibą radiowej Trójki z niewielkim transparentem przymocowanym do roweru. To, nawet gdy się patrzy gołym, nieprawniczym okiem, wypełnia znamiona bezprawnego zatrzymania, które kwalifikuje się do skierowania do sądu z szansą na uzyskanie odszkodowania. Jeśli za tymi represjami stoi (a wiele na to wskazuje), szef MSW Kamiński „Mario”, to znaczy, że ten człowiek o psychicznym profilu zajadłego fanatyka, powinien za to ponieść w przyszłości surową odpowiedzialność. Miejmy nadzieję, że gdy do tego dojdzie, nie będzie już prezydenta, gotowego ułaskawić go przed zapadnięciem prawomocnego wyroku sądu.


Duduś znów został wystrychnięty na dudka. Nielubiany przez niego Kurski Jacek wrócił do zarządu TVPiS niedługo po tym, jak klepnął dwa miliardy na funkcjonowanie szczujni propagandowej, jakiej jeszcze Polska nie widziała. Ale teraz Duduś nie ma już ruchu, nie może podskoczyć ani Kaczorowi ani Kurze, bo ich wsparcie jest mu niezbędne, by zachował szansę na reelekcję.


Według badania pracowni Estymator – PiS, z notowaniem wyborczym na poziomie blisko 42 procent może stracić 9 mandatów, czyli samodzielną większość w Sejmie. Badanie wskazuje poparcie na poziomie 26 procent dla KO i po blisko 12 procent dla Lewicy i Koalicji Polskiej.


Niejaki Jastrzębowski Sławomir określił dziennikarzy, którzy odeszli z radiowej Trójki po aferze z ocenzurowaniem piosenki Kazika, jako „staruchów, ubeków i zboczeńców”. Jak w takim razie należałoby określić tego żula? Do nagonki na dziennikarzy Trójki dołączyli się niejaki Płużański Tadeusz, funkcjonariusz TVPiS i ŻULNALISTA Ziemkiewicz. Istna parada ŻULNALISTÓW. Swoją drogą zelżeni mają w tym przypadku pełny tytuł do podania Jastrzębowskiego do sądu o znieważenie.


W TVPiS kolejna seria dudusiowych opowieści w plenerze. Staje na środku placu jakiegoś miasteczka (n.p. Maciejowic), albo w jakimś szczerym polu i plecie co mu ślina na język przyniesie, o niczym, a jest w takiej mowie-trawie, jak kiedyś mawiano, wprawny. Gdy było sucho, brał do ręki garść ziemi, rozrzucał ją i pokazywał jak jest sucho. Gdy przyszły deszcze, patrzy na rozkwitający sad i mówi, że ma nadzieję, że rozkwitnie jeszcze bardziej, i tak dalej, takie dialogi na cztery nogi. Nie mniej uciechy można mieć z oglądania TVPiS, gdy się widzi minorowe, oklapłe nastroje najgorliwszych propagandzistów władzy w programach publicystycznych, całej tej bliźniaczej karnowszyzny. Jeszcze pół roku temu unosili się euforią jak po amfie i rozsnuwali wizje „większości konstytucyjnej” oraz bezdyskusyjnej reelekcji Dudusia. Teraz dobre nastroje padły. Jako osobnik nie pozbawiony (delikatnych) rysów sadystycznych, bawię się tym jak prosię.

Flaczki tygodnia

I znów udowodniono niezależność polityczną pana prezydenta Andrzeja Dudy. Oznaczającą, że w Polsce nic już ważnego od niego nie zależny.
Tą historyczną niezależność udowodnił właśnie przeprowadzony na ciele pana prezydenta test. Na obecność Jacka Kurskiego we władzach TVPiS.

W Polsce pamięć polityczna jest bardzo krótka. Dbają o to staranie politycy i aktywnie celebrytowaci, dyżurni medialni komentatorzy polityczni.
Dlatego nie wszyscy już pamiętają, że trzy miesiące temu pan prezes Jacek Kurski był bohaterem sporu na najwyższym szczeblu partyjno – państwowym.
W marcu 2020 roku został on odwołany ze stanowiska prezesa TVP SA. Powodem tej decyzji Rady Mediów Narodowych, podjętej na polecenie jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, było ultimatum pana prezydenta Duda skierowane do kierownictwa PiS.

Pan prezydent postanowił wtedy wykorzystać posiadaną władzę. Zagroził, że tym razem nie podpisze kolejnej z podsuwanych mu do automatycznego, bezrefleksyjnego podpisu ustaw.
Zwłaszcza, że trafiła mu się szczególna ustawa. Dotyczyła przyznania TVP SA i Polskiemu Radio prawie 10 miliardów złotych z budżetu państwa na ich kolejną pięciolatkę.
Jednocześnie przeciwko tej ustawie zaprotestowała opozycja parlamentarna apelując aby przeznaczone na ten rok dwa miliardy złotych przeznaczyć na leczenie osób chorych na raka. Media, zwłaszcza te konkurencyjne wobec „publicznych” telewizji i radia, upowszechniały i podsycały protest. Tworząc alternatywę: chcesz walki z rakiem czy dotowania politycznego raka, czyli pana prezesa Kurskiego i jego propagandzistów z TVPiS.

Trzeba przypomnieć, że wówczas osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo naszego państwa nie wspominały jeszcze o grożącej nam, a już wiadomej im, zarazie. Że wtedy pan prezydent Duda uważał, iż jest totalnie lekceważony przez pana prezesa Kurskiego.
A taki stan mógł utrudnić panu prezydentowi Dudzie prowadzenie kampanii wyborczej i reelekcję na drugą, prezydencką kampanię.

Dlatego pan prezydent postawił postawić się jaśniepanu prezesowi Kaczyńskiemu. Obiecać, że podpiszę ustawę po spełnieniu dwóch warunków. Telewizja i radio publiczne wreszcie zaczną silnie i poważnie wspierać jego kampanię wyborczą. Zwłaszcza w regionalnych ośrodkach telewizyjnych i radiowych. One też powinny być silnie dofinansowane z zaplanowanych w ustawie dotacji.
Aby to dokonało się bez przeszkód, to pan prezes Jacek Kurski zostanie odwołany z funkcji prezesa TVP SA. Bo wielokrotnie lekceważył pana prezydenta i nie dotrzymywał składanych obietnic.

Swój podpis pod wspomnianą wyżej ustawą pan prezydent złożył nocą, na chwilę przed upływającym terminem. Kiedy otrzymał potwierdzone informacje o przebiegu głosowania gwarantującego odwołanie pana Kurskiego z posady prezesa. Kiedy upewnił się, że jaśnie pan prezes Kaczyński danego mu słowa dotrzymał.

Dwa dni potem minęły i okazało się, że pan prezydent został, jak pijane dziecko we mgle, ograny przez jaśniepana prezesa Jarosława.
To prawda, że pan Jacek Kurski przestał być prezesem, ale pozostał w TVPiS przy władzy. Bo jego następca, pan Maciej Łopiński, powierzył mu stanowisko doradcy Zarządu TVPiS. Dlatego pan Kurski dalej kierował telewizją. Tym razem jedynie z tylnego siedzenia.
Ponieważ jako doradca Zarządu pan Jacek Kurski zarabiał tylko około 21 000 złotych brutto, a zasiadając w Zarządzie może zażądać przynajmniej 33 000 złotych, to przyjaciele z PiS postanowili ulżyć jego cierpieniom.
Wiedząc, że tym razem pan prezydent Duda nie zaprotestuje. Jego zwycięstwo w kampanii wyborczej zależy bowiem od łask TVPiS, od wsparcia pana Jacka Kurskiego. Musi tańczyć jak mu Kaczyński z Kurskim zagrają.

Zgłoszony na kandydata w wyborach prezydenckich przez Koalicję Obywatelską prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ogłosił potrzebę ostatecznego rozwiązania problemu TVP SA przez likwidację tej instytucji. Najlepiej prywatyzację jej. Poparła ten barbarzyński pomysł ultraprawicowa Konfederacja usteczkami Krzysia Bosaka.
Kandydat Trzaskowski zgłosił ów postulat z dwóch powodów. Sam wywołał swą wojnę medialną z PiSowską telewizją i radiom. Ich ataki na siebie. Dzięki nim stał się najpopularniejszym kontrkandydatem urzędującego prezydenta Dudy. Znienawidzonym przez żelazny elektorat PiS, ale nowym ulubieńcem antyPiSowców.
Poza tym zyskał wsparcie komercyjnych konkurentów publicznych mediów liczących na udział w prywatyzowaniu TVP i Polskiego Radia.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na www.facebook.com/trybuna.net/
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
APEL DO AGATY

Mimo, że dla PISu lojalność rzecz święta
lecą „z pieca na łeb” akcje prezydenta.
Codziennie dwa procent „z konta mu ubywa”
i coraz wyraźniej zaczyna przegrywać.
Już nawet sam prezes też go „puścił kantem”
kiedy się cmentarnym ozwał dominantem,
a jeszcze z „Niedźwiedzia” zrobili zakałę
gdy promował piosnkę na prezesa chwałę.
Wszystko się okropnie szybko jęło zmieniać,
zapewne za sprawą „ostrego mgły cienia”
co jął się podnosić, ukazując wkoło
naszą rzeczywistość, całkiem niewesołą.
Ministrowie kradną, policja pałuje,
a w górze prezydent temu patronuje.
Nie dziwi więc wcale, że protest się budzi
i że go popiera codziennie mniej ludzi.
I jeszcze ta Jolka co wrzuca do sieci
zdjęcia prezydenta przy robieniu dzieci…
Przerażone głosy słychać więc z oddali:
AGATO REAGUJ
BO MĄŻ CI SIĘ WALI !!!

Z wyrazami szacunku

Ryszard Grosset

Gospodarka 48 godzin

Bieda ich wykluczyła
Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości w Polsce zwiekszyła się sfera skrajnego ubóstwa. Zgodnie z danymi z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w Polsce znajduje się ponad 150 tys rodzin wielodzietnych (troje dzieci oraz więcej), znajdujących się bardzo w trudnej sytuacji materialnej. Właśnie bieda spowodowała falstart rządowego pomysłu zdalnej szkoły. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez kuratoria oświaty, wielu uczniów, nie przystąpiło do nauki zdalnej, w związku z brakiem możliwości technicznych (choć dokładnych liczb nie podano). Nie mają one albo komputera, albo dostępu do internetu, albo jednego i drugiego. Rząd wymyśłił więc kolejny program: zdalna szkoła plus. Program kierowany jest głównie do rodzin ubogich z minimum trojgiem dzieci. Wszystkie gminy mogą wnioskować o 100 proc. dofinansowanie zakupu sprzętu komputerowego dla uczniów, którzy z powodu ubóstwa nie mają możliwości uczestniczenia w zdalnych lekcjach. Gminy mogą ubiegać się o granty na ten cel mające od 35 do 165 tys. zł. Być może pozwoli to nieco zmniejszyć skalę wykluczenia cyfrowego uczniów z biednych rodzin. To już drugi, od czasu ogłoszenia na terenie Polski stanu zagrożenia epidemicznego, konkurs w którym gminy mogą uzyskać 100 proc. dofinansowanie na zakup sprzętu komputerowego umożliwiającego realizację zdalnych lekcji uczniom wykluczonym cyfrowo. Wcześniej, dzięki funduszom z Unii Europejskiej (program operacyjny Polska Cyfrowa na lata 2014 – 2020) zakupiono 74 328 laptopów, 10 012 tabletów oraz oprogramowanie komputerowe i dostęp do internetu. Okazało się to jednak kroplą w morzu polskiej biedy, bo skala ubóstwa wśród polskich rodzin była dużo większa niż oceniano. Jak stwierdza rządowe Centrum Projektów Polska Cyfrowa, zauważono: “Bardzo duże potrzeby sprzętowe uczniów, których nie udało nam się w pełni zaspokoić”. Nabór wniosków ruszył 15 maja.

Jak Duda z Dudą
Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” krytycznie oceniło najnowsze plany rządu. „W tzw. Tarczy 3 rząd chce chronić miejsca pracy zwolnieniami” – stwierdziły władze związku. NSZZ „Solidarność” nie godzi się na rozszerzenie możliwości zwolnień, zarówno indywidualnych jak i grupowych, obcinanie wynagrodzenia, zabieranie połowy urlopu wypoczynkowego pracowników, zawieszanie układów zbiorowych pracy i regulaminów, przejęcie przez pracodawcę i dowolne dysponowanie zakładowymi funduszami świadczeń socjalnych. Na temat trzeciej tarczy antykryzysowej szefostwo związku wypowiedziało się w następujący sposób: „To likwidacja ochronnej funkcji kodeksu pracy oraz zamach na funkcjonowanie związków zawodowych. Mówiąc wprost – to brak jakichkolwiek cywilizowanych reguł na polskim rynku pracy”. Mimo tych słów krytyki NSZZ „Solidarność” nie występuje przeciw rządowi Prawa i Sprawiedliwości, a ostatnio Komisja Krajowa „Solidarności” udzieliła oficjalnie poparcia Andrzejowi Dudzie w zbliżających się wyborach prezydenckich. Kandydat PiS podpisał z „Solidarnością” umowę, w której obiecał wspieranie projektu emerytur stażowych (stworzonego przez Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych i już raz odrzuconego przez rząd PiS ) oraz dodatku solidarnościowego dla tych, którzy utracili pracę w czasie epidemii (rozwiązanie korzystne dla osób mających regularną umowę o pracę).

Bigos tygodniowy

Piszę te słowa wiekopomnego dnia 10 maja 2020 roku i tak sobie myślę, że – parafrazując znany motyw – „długo było czekać na te dziwne czasy, by na własne oczy jaja te zobaczyć”. Rzecz nie w tym, że miały być wybory, a ich nie ma, bo to się mieści w granicach wyobraźni, ale że miały być, nie ma, ale jakby są, choć ich nie ma. Były, a się nie odbyły. Wybory-widmo, ktoś tak to określił. Takie dowcipne określenia można by mnożyć, tylko że tak naprawdę nie jest do śmiechu, bo obłąkana szajka polityczna może nas naprawdę, na samym końcu, wpędzić w prawdziwe nieszczęście narodowo-państwowe. To wszystko może się pewnego dnia zawalić się jak „świat” Thomasa S. Eliota, „z hukiem i skomleniem”.


Te ruchy aut 9 maja przy Nowogrodzkiej, to ich zajeżdżanie, jednego po drugim, do kryjówki bossa na wezwanie i odjeżdżanie z niej, w ciężkiej atmosferze groźnej konfidencjalności – to przypomina sceny i nastroje z „Ojca chrzestnego” Puzo/Coppoli i „Kariery Artura Ui” Brechta. Modus życia w ciągłej gotowości, w stanie wrzenia, w permanentnym stanie wyjątkowym, w gotowości, „w blokach”, by albo z nagła zaatakować, albo być gotowym do obrony przed atakiem – to nie jest „bez żadnego trybu”. To tryb funkcjonowania charakterystyczny dla zorganizowanych grup przestępczych. Dla nich uprawianie polityki i sprawowanie władzy nie występuje w temperaturze 36,6 stopnia. Oni znają tylko stan wrzenia, nocne narady i nocne głosowania, pośpiech, szybkie decyzje, szybkie tempo. I nic dziwnego, bo ci, którzy uprawiają bandyterkę, zazwyczaj są na to skazani. Ludziom, którzy mają czyste intencje, taka permanentna gorączka zazwyczaj nie ogarnia.


Mówią, że Główny Capo, to przemyślny strateg. Może i tak, ale i on podlega impulsom. Według mojej hipotezy zaniepokoiły go z nagła dwie okoliczności. Pierwsza, to gwałtowny przebieg protestu przedsiębiorców i lęk, że może tu zadziałać syndrom kuli śniegowej, że ta zaraza może się rozszerzyć jak wirus. Druga, to słowa prezeski Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, Joanny Lemańskiej, która w wypowiedzi dla mediów sceptycznie zdyskontowała zawartą w „umowie” Kaczyńskiego z Gowinem sugestię, że Sąd Najwyższy zrobi za nich robotę i zaklajstruje skutki niekonstytucyjnych poczynań władzy PiS. W przypadku personalnym Lemańskiej, nominantki neo-KRS (i znajomej Dudy Andrzeja, co jest okolicznością o przecenianym znaczeniu) mamy być może do czynienia z syndromem, który jest niejako zakodowany, zaszyty jak pułapka w pisowskich nominacjach, w tym przypadku do Sądu Najwyższego. Otóż, o ile w przypadku kooptacji urzędników i posłów do wiernopoddańczego korpusu „opryczniny”, pewność co do ich lojalności jako subordynowanych żołnierzy PiS jest bardzo wysoka, zazwyczaj stuprocentowa, o tyle w przypadku nominacji w sądownictwie sprawa wygląda inaczej. Powód zasadniczy – kariera prawnicza ma inny rytm i kształt niż polityczna. Kariera polityczna realizuje się zasadniczo – ujmując rzecz w pewnym uproszczeniu – „tu i teraz”, najwyżej jeszcze „jutro” lub „pojutrze” i podlega konsumpcji w zakreślonym kręgu interesów oraz personaliów. „Żołnierze” partyjni są jak amunicja, można jej użyć tylko raz i wystrzelić tylko ze ściśle określonego typu broni. Myślenie prawników obejmujących funkcje w sferze sądownictwa z konieczności musi rządzić się innymi regułami. Nie mam złudzenia, że wszyscy mają to na uwadze, bo zdarzają się fanatycy wierni zawsze i do końca, jak n.p. Pawłowicz Krystyna, albo ludzie, którzy z różnych powodów nie mają innego sposobu zrobienia kariery inaczej niż z poręki politycznej. Nie można jednak wykluczyć, a nawet trzeba założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że część nominatów „dobrej zmiany” rozumuje tak oto: owszem, to ONI dali mi nominację, ale ICH czas, tak czy owak jest policzony, a mogą upaść szybciej niż można przypuszczać, a moja kariera prawnicza będzie trwać i narażę ją na szwank, jeśli będę postępować jak partyjny funk, w imię dealu politycznego. Temu mechanizmowi autoargumentacji może towarzyszyć motyw natury – nazwijmy ją – etycznej, choć jest w niej także komponenta pragmatyczna, związana z misją niezawisłego sędziego. Rozumowanie może tu przebiegać następująco: rządzący wynieśli mnie na ten urząd, bym spełniał/spełniała swój urząd zgodnie z wszystkimi regułami, z niezawisłością na czele, bo przecież działają w imię najwyższego dobra ogólnego i ja przyjmuję to za dobrą monetę. Na maskaradę i udawanie się nie pisałem/pisałam. Traktuję przysięgę na serio. Naprawdę. A mogę sobie na to pozwolić dlatego, że mam przywilej nieodwołalności. W miarę upływu czasu będzie pojawiać się zjawisko różnicowania nominatów PiS na takich jak Pawłowicz, czy protegowani Ziobra, Zaradkiewicz albo Woicka i na tych, którzy będą się dystansować. Specyficzny mechanizm kariery prawniczej to czynnik, który niemożliwym czyni opanowanie sądownictwa tak łatwo, jak pocztę czy ministerialne muzea. Tam wystarczy postawić „Zdzikoty” i sprawa załatwiona. Tu mogą władzę PiS czekać kolejne zaskoczenia.


Rydzyk obsobaczył rząd za to, że obostrzenia nałożone na przebieg obrzędów religijnych „wychładzają wiarę”. Jeśli kilka tygodni ograniczeń mogło wychłodzić gorliwość Polaka-katolika, to nawet Rydzyk nie ma co żałować religijności o tak lichej trwałości. Inna sprawa, że pieniędzy szkoda.


O „ostatecznym rozwiązaniu kwestii pisowskiej, „zagazowaniu pisowskiej szumowiny”, „unicestwieniu pisowskiej zarazy” – napisał na twitterze były działacz Nowoczesnej z Przemyśla Kamil K. W poniedziałek zatrzymała go policja. A stary weteran peerelowskiej opozycji Waldemar Kuczyński napisał tak: „Panie Kaczyński i jego pomocnicy, róbcie tak dalej, a prędzej czy później wzbudzicie gniew ludzi i wywloką was z gabinetów, siedzib i mieszkań. I będziecie mieli szczęście, jeśli nie powieszą was na placu Konstytucji”. „Prawy sektor” internetu odpowiedział „symetrycznymi” groźbami, więc źle te nastroje wróżą, bo strzelba wisząca na ścianie podczas przedstawienia, często, choć nie zawsze, bywa użyta i tylko nie wiadomo, kto pierwszy po nią sięgnie.


Powiem jednak szczerze, że bardziej zaniepokoiły mnie zaobserwowane w telewizji widoki setek osób przechadzających się „ścisłymi grupkami” po plażach bałtyckich czy nadwiślańskich. Bez masek lub z maskami smętnie opuszczonymi poniżej podbródka. Dla pozoru. Tym bardziej, że na dodatek na Górnym Śląsku zarysowuje się koronawirusowy kontur „polskiej Lombardii”.

Koniec z końcem

Niedzielne wybory prezydenckie odbędą się tak, aby się nie odbyły.

Tak umówili się dwaj partyjni liderzy, szeregowi posłowie RP. Jaśniepan prezes Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin – przewodniczący Porozumienia Prawicy.
Co dalej będzie ?
Nie wiadomo.
Na razie znamy to, co było wiadomo w miniony czwartek.
Wówczas usłyszeliśmy, że dwaj liderzy polskiej prawicy ustalili, że:
Zaplanowane na 10 maja wybory prezydenckie odbędą się, ale nie zostaną przeprowadzone.
Sąd Najwyższy swym przyszłym wyrokiem unieważni te nieprzeprowadzone wybory.
Partia pana Gowina złoży w Sejmie RP projekt ustawy legalizującej nowe wybory prezydenckie, a partia jaśniepana prezesa Kaczyńskiego poprze ten projekt.
Gowinowcy przewidują wybory w lipcu tego roku, a kaczyński wicepremier Sasin zadeklarował nowy swój czyn produkcyjny. Wybory prezydenckie już w czerwcu.
Wybory prezydenckie odbędą się w sposób korespondencyjny, o co zabiegał jaśniepan prezes.

Poza tym mamy wiele niewiadomych.
Skoro w niedzielę będą nieprzeprowadzone i unieważnione przez Sąd Najwyższy wybory prezydenckie, to od soboty powinna obowiązywać w Polsce cisza wyborcza.
Czy w przyszły weekend będzie obowiązywał nas zakaz mówienia o polityce i grożące za to sankcje?
Jaśniepan prezes Kaczyński wielokrotnie
oszukiwał
swych partnerów politycznych. Ostatnio zrobił w balona pana prezydenta Dudę. Za jego podpis pod ustawą o dofinansowaniu 10 miliardami złotych prorządowej telewizji i radia, jaśniepan prezes obiecał mu wyrzucenie pana prezesa Jacka Kurskiego z posady prezesa TVP SA.
Słowa niby dotrzymał, bo Jacek Kurski przestał być prezesem TVP SA. Tyle, że Kurski dalej kieruje rządową telewizją. Teraz z fotela pana „Doradcy prezesa TVP SA”.
Nie zdziwmy się zatem jeśli w przyszły poniedziałek dowiemy się, że wybory prezydenckie odbędą się już 23 maja.
Taki, niezgodny z prawem, termin ogłosić nam może pani marszałek Sejmu RP Elżbieta Witek.
A posłuszny jaśnie panu prezesowi Trybunał Konstytucyjny orzeknie, że pani marszałek ma prawo łamać obowiązujące prawo.
Nie dziwmy się temu, bo ostatnie wydarzenia jednoznacznie potwierdziły, że jaśniepan prezes i elity „Prawa i Sprawiedliwości” stworzyły w Polsce
mafio podobny
system sprawowania władzy.
Wszyscy niedawno mogli dowiedzieć się, że jaśniepan prezes Kaczyński, formalnie szeregowy poseł RP, decyduje o przyszłych, najważniejszych głosowaniach Sejmu RP, pracach rządu RP, działalności pana prezydenta RP oraz dyktuje przyszłe wyroki dla Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego.
Jak sycylijski capo di tutti capi.
Czasem bywa demokratą i do procesu decyzyjnego doprasza któregoś z młodszych „capo”, jak teraz ambitnego Gowina. Tak uspołecznia proces decyzyjny.
Jak to dobrze, że jaśniepan prezes nie pasjonuje się piłką nożna, bo wtedy wyniki meczów ekstraklasy też by nam drukował.
Ostatnie wydarzenia potwierdziły też, że:
Pan prezydent Duda jest marionetką jaśniepana prezesa. Bezkrytycznie grającą w TVP SA rolę kandydata w niedzielnych wyborach prezydenckich. W czasie kiedy jaśniepan prezes z panem posłem Gowinem umawiali się na przesuniecie terminu tychże wyborów.
Opozycja dostała czas, od dwóch tygodni do dwóch miesięcy, aby doprowadzić do drugiej tury wyborczej. Szansy na sukces opozycyjnej kandydatury. Czeka ją teraz ciężka, ale nie beznadziejna praca.
Rację mieli liderzy Lewicy, kiedy publicznie uchylali się od deklarowania bojkotu wyborów wyznaczonych na 10 maja. Kiedy deklarowali rezerwę wobec kooperacji z panem „GieGie”. Z gowinującym „Gumowym Gowinem”.

Dostali za to lawinę krytyki, także od wielu prominentnych lewicowców.
Czy teraz dostaną od nich wyrazy uznania?
Rządzą Polską polityczni szulerzy. Dlatego wszelkie estetyczno – polityczne deklaracje o „przyzwoitym zachowaniu”, „moralnym wymiarze polityki” należy zachować na lepsze, przyszłe czasy.
A z szulerami trzeba, niestety po szulersku.
Jaśnie pan prezes nie zapomni panu posłowi Gowinowi publicznego zakwestionowania jego przywództwa. Postara się o jak najszybsze
wyeliminowanie go
z życia politycznego. Najskuteczniej można to zrobić w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Dlatego droga opozycjo, szykujcie się już teraz do nowych, może wielce przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.
Media krajowe skupiają się teraz na powielaniu popularnego w Internecie pytania:
Kto zapłaci za druk milionów bezprawnych kart do głosowania?
Choć każdy rozsądny człowiek wie, że za szulerstwa jaśniepana prezesa płacili, płacą, i nieraz jeszcze zapłacą wszyscy polscy podatnicy.

My też.
Dziś jednak najbardziej stratnym finansowo politykiem prawicy jest pan poseł Jarosław Gowin.
W efekcie swego sporu z jaśniepanem prezesem musiał podać się do dymisji. Stracił posadę wice premiera i związane z nią uposażenia. Kiedy nadchodzą lata chude.
A przecież jeszcze w tłustych latach, pan wiece premier Gowin wielce skarżył się mediom, że życie w Warszawie robi się coraz droższe i trudno mu tam wyżyć z jego dziewiętnasto tysięcznej pensji. Ledwo może związać koniec z końcem.
No, ale „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, jak deklarował niedawno jaśnie pan prezes.

Prezydent pod gazem

Miało być ważne oświadczenie pana prezydenta Dudy o zbliżających się wyborach prezydenckich.
Zamiast tego zobaczyliśmy radośnie improwizowaną reklamówkę gazociągu zwanego marketingowo „Baltic Pipe”. Rzekomego przełomu w historii polskiej energetyki, przyszłego gwaranta polskiej niepodległości wobec wrażego Gazpromu.
Dzięki tej „bałtyckiej fajce” dumna Polska da złemu Ruskiemu popalić, usłyszeliśmy.
Ale ta Deklaracja Prezydenckiej Niepodległości Energetycznej szybko została zignorowana i powszechnie obśmiana. Bo nadawała się jedynie jako kolejna gawęda do Radia Erewań, znanego z satyry ZSRR.
To prawda, że strona polska uzyskała wreszcie wszelkie międzynarodowe zgody na swą gazociągową inwestycję. Ale dostała je już na początku kwietnia, zatem radosna prezydencka nowina była jak ów „jesiotr drugiej świeżości”.
To prawda, że budowa gazociągu rusza, ale jeszcze nie teraz. Najprędzej pierwsze łopaty pójdą w ruch jesienią tego roku.
To prawda, że nowa rura ma połączyć docelowo Norwegię i Danię z Polską. Ale na razie zgody, finanse i plany dotyczą Gazociągu Podmorskiego, który ma połączyć polskie Niechorze z duńskim Faxe. A dopiero potem, w drugim etapie ma być wybudowany łącznik z Norwegią. A ścisłej z jej południowymi regionami, gdzie jest coraz mniej gazu do wydobycia.
Zatem możemy podłączyć się do wysychającego źródła. Albo już teraz robić korektę, sypnąć kasą na kolejny etap łączący polską „fajkę” z północnymi, przyszłościowymi gazowo norweskimi regionami.
Każdy gazociąg to rura przez którą może płynąć gaz w obie strony. Może w przyszłości zdążyć się, że to przez Baltic Pipe popłynie gaz z Polski do Danii. Polska już teraz próbuje stać się regionalnym hubem, czyli miejscem dystrybucji importowanego gazu.
Polski gazowy hub popiera Katar, znany importer gazu skroplonego, a przede wszystkim USA. Wielce zainteresowane sprzedażą swego gazu w Europie.
W polskim Świnoujściu jest już, i będzie rozbudowywany. port do odbioru gazu skroplonego. Stamtąd bliziutko jest do Niechorza.
Jeśli Polska naprawdę chce stać się tym „europejskim hubem” handlującym gazem, to nie może ograniczać się tylko do handlu amerykańskim, katarskim, czy norweskim gazem. Bo jeśli w Danii znajdzie się kiedyś klient zainteresowany gazem rosyjskim transportowany z Polski, to trzeba będzie wybrać między post szlacheckim honorem a etyką kupiecką.
Wygra zapewne etyka kupiecka i ruski gaz popłynie bałtycką fajką, bo każda taka rura musi na siebie zarabiać, a nie uprawiać polityki historycznej albo propagandy wyborczej.
Zatem po poniedziałkowym „orędziu” pana prezydenta Dudy pozostaje jedno pytanie:
Czy pan prezydent Duda naprawdę uważa Polaków za tak wielkich durniów, że można im wyborczy kit nawet rurą wciskać, czy jest on pod takim wyborczym gazem, że stracił resztki trzeźwości umysłowej?

Bigos tygodniowy

„Gowin wart jest mszy” – powiedział Leszek Miller, nawiązując do potencjalnej, choć niepewnej, możliwości odsunięcia PiS od władzy. Jeśli opozycja tego naprawdę chce, to powinna, od lewicy do prawicy, poważnie się nad bon motem Weterana Lewicy zastanowić. I dopiero po mszy rozważyć, co dalej.

„Le Monde” napisał o „polskich surrealistycznych wyborach”. Francja to ojczyzna surrealizmu i oni się na tym naprawdę znają.

„Kaczyński jest mocno odrealnionym człowiekiem. Graczem, który będzie grał w kasynie, dopóki nie przegra ostatniej złotówki. Jest narkomanem, który nie powstrzyma się od zażycia ostatniej dawki heroiny, nawet jeżeli wie, że ona go zabije. Taki pęd na władzę, nawet w obliczu zagrożenia narodu wirusem, granie dalej w te wszystkie gierki, to coś niebywałego. Bardzo się dziwię, że w jego otoczeniu nikt nie ma odwagi tego powiedzieć” – cytuję Macieja Stuhra, bo jako ex-psycholog kliniczny z wykształcenia, który przed wielu laty pracował z nałogowcami, uważam jego diagnozę za nader trafną.

Komisja Europejska uruchomiła procedurę wobec Polski w związku z ustawą wprowadzającą zmiany dotyczące „dyscyplinowania sędziów”. Uchwalone w grudniu 2019 przepisy podważają i naruszają niezależność polskich sędziów i są sprzeczne z zasadą nadrzędności prawa UE nad prawem krajowym. Polska dostała dwa miesiące na odpowiedź i na usunięcie uchybień. Procedura ta może za kilka miesięcy doprowadzić do skierowania sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Nowe prawo jest niezgodne z zasadą pierwszeństwa prawa Unii, funkcjonowaniem mechanizmu orzekania w trybie prejudycjalnym, a także z wymogami niezależności sądowej – czytamy w komunikacie.

Złotowski Kosma, eurodeputowany PiS poskarżył się, że zebrał taki hejt po tym, gdy wezwał państwo, żeby wspomogło Kościół kat. w kłopotach finansowych, że aż przypomniał mu się sierpień 2010 roku, gdy manifestujący na Krakowskim Przedmieściu wołali: „Uwolnij Barabasza”. Nie od dziś, opierając się na licznych, wieloletnich mikroobserwacjach, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby katolicki, pobożny lud polski stanął przed wyborem: ponieść dodatkowe – poza niedzielną tacą, „kolędą” oraz opłatami za „posługi” – koszty na rzecz kleru lub nie ponieść ich, ale za to pozwolić mu w cholerę zdechnąć, to wybrałby to drugie.

Takie cymelium warto odnotować. Wojciech Mucha z „Gazety Polskiej”, nieformalnego zapewne, ale de facto organu „Klubów Gazety Polskiej”, szczególnie fanatycznej „gwardii PiS”, która organizowała doroczne polityczne „pielgrzymki” do orbanowego Budapesztu odnosząc się do różnego rodzaju orwellowskich zakusów przeciw indywidualnej wolności napisał, że mają one miejsce także „niestety na Węgrzech, gdzie Wiktor Orban z racji stanu wyjątkowego rządzi za pomocą dekretów, wykorzystując je niekoniecznie tylko do walki z koronawirusem”. Redaktor przegapił, czy to oznaka niewielkiego ideowego rozszczelnienia?

Lisiewicz Piotr z „Gazety Polskiej” cieszył się przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, że kandydat Porozumienia z listy PiS do Sejmu ma wspaniałe nazwisko Wypij, co pobudziło jego, Lisiewicza, fantazje alkoholowe („A kto nie wypije, tego we dwa kije”). Po przyłączeniu się Wypija do frondy Gowina, Lisiewicz milczy. Może czuje się łyso, że przepiwszy do Wypija obstawił nie tę flaszkę?

Georgette Mosbacher, ambasadorka USA w Warszawie znów pogroziła paluszkiem tym, którzy mają coś do telewizji TVN, „należącej do amerykańskiej rodziny notowanej na nowojorskiej giełdzie”. Choć ambasadorka jest od samego Donalda Trumpa, najbardziej prawy sektor propisowskich mediów – choć bezsilnie – wrogo zawarczał. Szczerze doceniam realne znaczenie stacji TVN dla obrony wolności słowa w Polsce, ale faktem jest, że frazesy o „bohaterstwie Polaków” wygłaszane pod pomnikiem Powstania Warszawskiego władza PiS musi konsumować z pakiecie z twardą zasadą sojusznika, która brzmi: „Biznes i biznes”. Ach, jaka szkoda!

Flaczki tygodnia

Mówimy – Gowin, a w domyśle – Kaczyński, mówimy – Kaczyński, a w domyśle – Gowin.

Trwa miesiąc gowinowski. Największe krajowe, dyżurne Autorytety Moralne, najsłynniejsi telewizyjni Komentatorzy odmieniają Gowina przez wszystkie przypadki polityczne. Jeszcze chwila, a polskie miasta i wszystkie wioski hosanna mu zaśpiewają, bo to będzie rok gowinowski.

A jeszcze niedawno tylko na sam dźwięk tego nazwiska te same Autorytety, ten sam gwiazdozbiór komentatorski pogardliwie wykrzywiał swe estetyczne usteczka. Co za miernota z tego Gowina, ach ta jego lizusowska mentalność, cóż za menda polityczna, co za ohydny karierowicz…
A po słynnej deklaracji pan wicepremiera,że „Głosowałem, ale się nie cieszyłem”, pojawił się nowy termin w polskim języku politycznym. Słynne „gowinowanie”.
Oznaczające lawirowanie między resztkami posiadanego sumienia i przyzwoitości a realizacją własnych interesów. Połączone z ucieczką od odpowiedzialności politycznej.

I kiedy wszystko wydało się już poukładane w „Dojnej Zmianie” to pan wicepremier Gowin zdecydował się zaprzeczyć samem sobie. Wbrew własnym wartościom, ideałom i utartym już stereotypie swej sylwetki, nagle przestał gowinować. Zechciał wybić się na niepodległość polityczną i zwykle człowieczeństwo, sprzeciwiając się jaśnie panu prezesowi.

Okazało się przy okazji, że ludzki wymiar w Prawie i Sprawiedliwości można osiągnąć jedynie sprzeciwiając się psycho dyktaturze
Kaczyńskiego.

To zmartwychwstanie polityczne Gowina, dokonane w okresie wielkanocnym, wielce zaskoczyło parlamentarną opozycję. Oto bowiem pojawiła się szansa pozbawienia PiS większości w Sejmie RP, czyli pozbawienia ich jaśniepańśkiej władzy. Może nie od razu, kiedyś tam, ale teraz przynajmniej zahamowania ich narastającej psycho dyktatury.

Problem w tym, że oferta przywracania demokracji w Polsce przyszła od polityka, który do tej pory przedkładał swą karierę nad wszystkie inne wartości. Nie wiemy też ilu wyznawców ma zmartwychwstaniec Gowin w swojej partii.
Czy wystarczy mu ich do zablokowania wyborów prezydenckich w maju tego roku w czasie najbliższego sejmowego głosowania?
Na razie więcej słyszymy o możliwości pozyskiwania potencjalnych Judaszów z szeregów partii Gowina i innych opozycyjnych klubów parlamentarnych przez elity PiS, niż solidarnościowych deklaracji wobec Gowina z szeregów partii, której nadal jest przywódcą.

Zauważcie też jak wielce zmienił się styl polskiej polityki. Jeszcze dwadzieścia, piętnaście lat temu sama informacja o korumpowania opozycyjnych parlamentarzystów przez obóz władzy wywołałaby gigantyczne wzburzenie mediów i przede wszystkim opinii publicznej. Powszechne żądania dymisji polityków uprawiających tak odrażający proceder.
Dziś przekupywanie parlamentarzystów traktowane jest jako jeden z licznych sposobów uprawiania polityki. Ocenianych jedynie wedle kryteriów skuteczności działania.
A przecież nie tak dawno jaśnie pan prezes Kaczyński przekonywał „ciemny lud”, że do „polityki idzie się nie dla pieniędzy”.

Zaplanowane przez elity PiS majowe wybory podzieliły opozycję. Na bojkotujących udział w niedemokratycznych wyborach i wzywających do udziału w głosowaniu. Podział taki powstał także na lewicy.

Aktywnymi zwolennikami bojkotu majowych wyborów są często obecni w mediach euro deputowani, byli premierzy Włodzimierz Cimoszewicz i Leszek Miller.
„Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że bojkot wyborów czy nieuczestniczenie w nich to kapitulacja. Kapitulacja jest wtedy, kiedy przyjmuje się warunki podyktowane przez Kaczyńskiego”, zadeklarował Leszek Miller.
Do udziału w wyborach, nawet tych niedemokratycznych, wzywają za to obecni liderzy zjednoczonej Lewicy. Zwłaszcza wicemarszałek Sejmu RP Włodzimierz Czarzasty.
Uważa on, że im wyższa będzie frekwencja wyborcza, tym mniejsze staną się szanse wygranej w pierwszej turze przez Andrzeja Dudę. Co zwiększa szansę na wspólnego kandydata opozycji w drugiej i pokonanie Dudy. Bojkot wyborów to jedynie ucieczka z pola walki, oddanie przyszłej prezydentury walkowerem.

„Flaczki Tygodnia” zachęcają wszystkich lewicowców do udziału w tych niedemokratycznych, nawet fałszowanych przez PiS wyborach.
„Flaczki” nie brzydzą się niedemokratycznych wyborów, bo nieraz w swej młodości w takich uczestniczyły. Wierząc, że wtedy nawet sam trening wyborczy przyda się potem w demokratycznych czasach.
„Flaczki” wielokrotnie uczestniczyły w misjach obserwujących zagraniczne wybory. Zwykle nieortodoksyjnie demokratycznych. I zawsze przekonywały się, że ogłaszane przez tamtejszą opozycje bojkoty wyborów nie skutkowały, nie obalały tamtych dyktatur.

„Flaczki” nie wierzą, intuicyjnie rzecz jasna, w obwieszczone już sondażowe zwycięstwo pana prezydenta Dudy w pierwszej turze wyborów.
Przeciwnie, „Flaczki” uważają, intuicyjnie również, że proponowany przez elit PiS sposób przeprowadzenia wyborów sprzyja mieszkańcom dużych miast. Czyli wyborcom innych kandydatów niż pan kandydat Duda.

Chociaż PiS to komżuchy, czyli partia popierająca polski kościół kat. to teraz hierarchia tegoż kościoła zaczyna dystansować się od dyktatorskich zapędów jej elit.
Hierarchowie zauważyli, podobnie jak Gowin, że psychodyktatorskie zapędy elit PiS prowadzą do bardzo ostrych podziałów wśród wiernych. Rozłamu wśród katolików. Jednoznacznie poparcie kościoła kat. dla PiS tym razem grozi odejściem wiernych od ołtarza. Kościół mieniący się powszechnym może szybko stać się kościołem jedynie wyborców tej partii.

Obserwując debaty o kolejnych rządowych „tarczach antykryzysowych” dostrzegły zdumione „Flaczki” powstanie nowego „socjalizmu” w naszym kraju. Przejawiającego się w żądaniu stworzeniu przez obecny rząd „państwa socjalnego”, równo i sprawiedliwie przyznającego pomoc poszkodowanym przez zarazę.
Ale pomocy tylko dla bankierów, wielkich przedsiębiorców i innych kapitalistów. Dla innych pracujących ten „socjalizm kapitalistów” będzie nieosiągalny.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
Ryszard Grosset 3 MAJA 2020

Nasz prezydent z premierem dziś jak zwykle kłamią,
świętując konstytucję, którą co dzień łamią
i jak zwykle, niezmiennie, co dzień i „od święta”
pragną nas w dyktatury utopić odmętach.
Ale gniew już w narodzie narasta i siła,
co w historii niejeden reżim obaliła.
Miejcie się na baczności ,bo niedługo, rankiem
usłyszycie pod oknem „polską „Marsyliankę””.
A kiedy sprawiedliwość upomni się o was,
gdy nie będzie już gdzie się (i za kogo) schować,
swe czyny wam wspominać przyjdzie długie lata
w miejscu gdzie twarda prycza i żelazna krata.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na https://www.facebook.com/trybuna.net/

Gospodarka 48 godzin

Pogłębianie Odry

Rząd PiS planuje pogłębienie Odry, budowę i odbudowę ostróg o przeciwpowodziowym charakterze oraz przywrócenie transportu towarowego na rzece i osiągnięcie jej III klasy żeglowności. Nie wiadomo, czy cokolwiek z tego wyjdzie, bo obecna ekipa od lat mówi o przywróceniu żeglowności Odry, ale na razie nic w tym kierunku nie zrobiła (poza propagandowym wysłaniem barki towarowej na krótkim odcinku Odry). Tym razem jest już jednak decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach tej inwestycji, finansowanej z pożyczki od Banku Swiatowego. Decyzja wywołała sprzeciw polskiego Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia, współdziałającego z jedną z niemieckich organizacji ochrony środowiska pod skądinąd znaną nazwą BUND. Sprzeciw dotyczy naruszenia siedlisk gatunków objętych ochroną, niszczenia obszarów Natura 2000 oraz zwiększenie ryzyka powodziowego po regulacji i pogłębieniu Odry.

Szansa na niepłacenie

Rada Ministrów znowelizowała tarczę antykryzysową. Nowe przepisy m.in. pozwalają uzyskać zwolnienie ze składek na ZUS dla osób opłacających własne ubezpieczenie, jeśli ich przychód był wyższy niż 300 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2020 r., a jednocześnie ich dochód z działalności w lutym br. nie przekroczył 7 tys. zł.

Kreator zagrożeń

Andrzej Duda, nie mając pomysłu na swoją kampanię, po raz kolejny ogłasza, że nie podpisze ustaw o likwidacji programu 500+ czy podwyższeniu wieku emerytalnego. Możnaby tę deklarację traktować poważnie gdyby nie fakt, że nikt z opozycji nie zamierza tego zmieniać. Prezydent w tej kampanii już wielokrotnie w sposób perfidny kreuje zagrożenia, by potem zapewnić rodaków, że on ich przed nimi obroni – tak Unia Pracy ocenia działania propagandowe obecnego prezydenta. Partia uważa, iż Andrzej Duda w tworzeniu swoich niestworzonych historii tak się zapędził, że zapomniał, o tym, iż przez trzy czwarte jego ewentualnej kadencji rządzić w Polsce będzie PiS. Panie Prezydencie, kpienie z rodaków nie przystoi głowie państwa. Suweren zasługuje na poważne i godne traktowanie – apeluje UP – Sugerowanie wbrew faktom, ze opozycja czyni zakusy na program 500+ i chce wydłużenia wieku emerytalnego przekracza granice dobrego smaku i jest zwykłym kłamstwem. Ma ona tyle wspólnego z prawdą co Pana twierdzenie o tym, że mamy już prawdopodobnie etap wygaszania pandemii. Na tego typu żarty z suwerena, w obecnej sytuacji to na pewno nie pora. Podpisanie przez Pana, na koniec swojej występu „deklaracji” zwalczania kłamliwie wykreowanych zagrożeń, budziło zażenowanie. Teraz „wyskakuje” Pan z kwestią prywatyzacji służby zdrowia, kiedy ten problem został zamknięty kilka lat temu. Może nastał czas by odwołać Adama Bielana z kierowania kampanią, bo jak widać wyczerpały mu się kompletnie pomysły?. W efekcie, swoją niemądrą kampanijną ofertą tylko obraża wyborców ich inteligencję. W tej kampanii, której ponoć nie ma, rządzący przekroczyli już wiele razy granicę przyzwoitości budząc często odrazę – i może czas aby na tym poprzestali – uważa Unia Pracy.