Flaczki tygodnia

„Pies” pana prezesa obszczekał polskich euroentuzjastów, a czołowy intelektualista PiS porównał Unię Europejską do hitlerowskiej i stalinowskiej okupacji. Dwie głupie wypowiedzi medialnych cyngli pana prezesa Kaczyńskiego sprawiły, że krajowe media, ich Komentariat i polskie elity polityczne zatańczyły w rytm wystukiwany przez panów marszałka Terleckiego i przewodniczącego Suskiego. Idiotyzm mediokracji znów wygrał z merytokracją.

Pan prezydent Duda nie znalazł czasu aby spotkać się z panią kanclerz Merkel. Nie szukał go specjalnie, bo ponoć poczuł się urażony. Bo zaproszenie na spotkanie nie przyszło wystarczająco wcześnie. Bo chciał pokazać swą dumę i głębokie poczucie narodowo- katolickiej suwerenności. W Warszawie złośliwcy rechoczą, że pan prezydent nie znalazł czasu, bo cały czas czeka, przebierając nogami, na zaproszenie od pana prezydenta Bidena. Publiczne już obiecując mu weto wobec „Lex TVN”. Ale prezydent Biden, w przeciwieństwie do pani kanclerz Merkel, dopiero rozpoczyna swe urzędowanie. Ma dużo czasu na to, aby znaleźć chwilę czasu na spotkanie z bezdecyzyjnym politykiem.

Pani kanclerz Merkel nie będzie już kierować Niemcami, ale dalej pozostanie osobą tam, i w Unii Europejskiej też, wielce wpływową. Pan prezydent Duda po zakończeniu swej kadencji będzie miał prezydencką emeryturę.I szansę na przewodniczenie Unii Szkółek Narciarskich. Odrzucenie przez pana prezydenta niemieckiego zaproszenia to zwyczajne działanie na szkodę polskich interesów. A także swojej małżonki – pani Agaty. Miałaby przecież możliwość rozmowy w języku Goethego. I to z bardzo inteligentną osobą. Gatunkiem rzadko występującym w jej obecnym otoczeniu.

Kiedy pan „Pies” wspólnie z panem Suskim ujadali na Unię Europejską, czyli na nas też, w Warszawie protestowali pracownicy służby zdrowia. Chcą reform polskiej służby zdrowia.I pieniędzy rzecz jasna. Pan premier Morawiecki przyjął wobec nich postawę gentlemana. On o pieniądzach nie rozmawia.

Nie chce też o nich gadać pan minister Niedzielski. Pieniędzy nie ma, powtarza,choć ten rząd pieniędzy nie skąpi na katechetów w szkołach, urzędach, wojsku i policji, na szczujnię TVP SA, na „gruntowanie cnót niewieścich”, na podwyżki pensji dla klasy politycznej, na kosztowne i mało użyteczne inwestycje jak przekop Mierzei Wiślanej,Centralny Port Komunikacyjny, elektrownia węglowa w Ostrołęce, odbudowa Pałacu Saskiego, wojna hybrydowa z reżimem Łukaszenki, z Czechami o elektrownię Turów i z Unią Europejską o praworządność.

Elity PiS stawiają płoty i bariery. Z drutu kolczastego i mentalne. Nie wiedzą one, lub nie chcą wiedzieć, że wszystkie imperia w historii, zawsze były różnorodne narodowo, religijnie i kulturalnie. Rzym miał jednolity system prawny,dominujących bogów, rzymskie elity polityczne, państwową armię i sieć dróg, ale miasto Rzym i imperium były mozaiką narodowości, kultur i bóstw. Uważane dziś za najbardziej suwerenne państwo – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jest produktem masowych emigracji. Dawnej i tej współczesnej. W 2021 roku szacowano, że W USA mieszka prawie 333 miliona ludności. Wśród nich hiszpańskojęzyczni Latynosi stanowią już około 70 milionów, czyli ponad jedną piątą ludności. A grupa określana jako Azjaci już około 30 milionów. Niecałe 10 procent ludności. Czarnoskórych Afroamerykanów „Flaczki” nie doliczają, bo przecież oni są od dawna w USA u siebie. Za to Polsce zaś grozi upadek, kiedy przyjmie kilka tysięcy uciekinierów z Afganistanu i Iraku.

Od trzech dekad w całej Europie Środkowo- Wschodniej notuje się niską płodność i brak poziomu zastępowalności. W naszej Europie wskaźnik dzietności wynosi 1,4 dziecka na kobietę. W Europie Zachodniej osiąga 1,8 dziecka. I też nie gwarantuje rozrostu „substancji narodowej”. Na całym świecie wzrost zamożności społeczeństwa przynosi obniżenie poziomu dzietności. Najłatwiej zobaczyć to w Chinach. Tam pomimo kilkutysięcznej tradycji wielodzietności, pomimo zlikwidowania barier w posiadaniu dzieci, poziom dzietności nie wzrósł radykalnie. Chinki nie chcą rodzić dzieci, choć mają lepsze warunki ku temu niż Polki.

Wszystkim, którzy nie chcą się skupiać jedynie na bom motach panów Suskiego i Terleckiego, „Flaczki” podsuwają do czytania niedawno opublikowaną przez Grupę Wydawniczą Foksal książkę Nadava Eyala „Rewolta”. Poświęconą zaburzeniom dotychczasowego globalnego ładu. Wszelkim „izmom”. Populizmom, fundamentalizmom, nacjonalizmom, globalizmom, ekstremizmom. Wojną handlowym, kryzysom migracyjnym i klimatycznym. Autor jest izraelskim, dobrze ustosunkowanym reporterem. Potrafi patrzeć z dystansu małego, ale silnego i aktywnego państwa.

Polecamy książkę Nadava szczególnie polskim narodowym katolikom zapatrzonym w pana ministra Czarnka. Zwłaszcza przytoczone przez Nadava analizy Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Dotyczące poziomów dzietności. Analizy poważne, bo w Izraelu problem dzietności, zwiększenia żydowskiej substancji narodowej jest uważany za priorytetowy. Otóż ci żydowscy mędrcy współpracujący z najlepszymi uczelniami i klinikami w USA, po wieloletnich,przekrojowych badaniach spermy mężczyzn reprezentujących „kraje zachodnie”, zauważyli niepokojące zjawisko. Ilość plemników z „zachodniej spermie” spadła w ostatnim czterdziestoleciu o połowę!
Związane to jest ze szkodliwym wpływem chemikaliów, pestycydów, śmieciowego,przemysłowego jedzenia,palenia papierosów, otyłości. A przede wszystkim stressów. To stressy powodują, że sperma ludzi „zachodu” staje się coraz bardziej nieefektywną. W przeciwieństwie do wyluzowanych, żyjących bliżej natury mieszkańców Afryki. To Afryka pozostanie za kilkadziesiąt lat jedynym kontynentem z wysokim przyrostem naturalnym.

Polityka prowadzona przez PiS oparta jest na stałym wywoływaniu konfliktów, strachów, antagonizmów. Co daje uboczny efekt w postaci wzrostu stressu wśród Polaków. A to skutecznie zabija plemniki w ich narodowo- katolickiej spermie. I tu jest ten pies pogrzebany. Tu mamy rozwiązanie zagadki: Dlaczego Program 500 + nie zwiększył dzietności Polek i Polaków.

Bo pan prezes Kaczyński jedną ręką rozdaje nam nasze pieniądze, a drugą stresuje nas. Morduje nasze plemniki, czyli najmłodsze pokolenie potencjalnych Polaków.

Bigos tygodniowy

Bunt Czerwonych Czapeczek. Otóż Czerwone Czapeczki (albo Bereciki, jak kto woli) ogłosiły bunt w w obronie swojej Przenajświętszej Kasy i wezwały rząd pisiorski do wydatnej pomocy (z budżetu państwa) w odbudowie jej nadwerężonych zasobów. Bigos zna życie, ale nigdy nie widział większych materialistów niż duchowni. Brzmi to jak paradoks, ale tak jest. Oni powinni nazywać się raczej „materialni” niż „duchowni”. Dla nich kasa jest najważniejsza. „Służyć Mamonie, nie Bogu” – takie hasło powinni wywalać na fasadach kościołów zamiast ściemy w rodzaju: „Kto ma Boga, ten ma wszystko” albo „Pan jest pasterzem moim”. Wtedy pozostawaliby w prawdzie. Są oczywiście wyjątki, jak n.p. ksiądz Lemański.


Najsławniejszy dziś wróbel świata mieszka w Pszczynie i jest radnym PiS. To Wróbel Rafał, który w barwnych parasolach zawieszonych nad jedną z pszczyńskich uliczek zobaczył tęczową epifanię diabła LGBT. Może któryś z jego rozsądniejszych kolegów z organizacji powiedziałby mu: „Wróbel, wyluzuj”.


Armia PiS to wcale nie takie stalowe zastępy, jak to próbuje przedstawiać Mariusz Zbrojny. W telewizjach dało się zauważyć, że kilka sekund przed tym, jak wykopyrtnął się drobnej postury poseł Franek z KO, targający wypakowane siaty z produktami przeznaczonymi dla migrantów, ścigany przez przez działających na rozkaz pisowskich urzędasów żołnierzyków, jak długi, tzw. szczurem, wywalił się także jeden ze ścigających. To zapewne nie jedyna oferma batalionowa z pisowskiego zaciągu.


Władysław Frasyniuk, który odmówił przeproszenia za swoje głośne słowa o „watahach psów” i „śmieciach” stwierdził: „Najgorsze, że postawa wielu ludzi z opozycji nie mobilizuje społeczeństwa do większej odwagi, do większej determinacji. Przeciwnie, utrwalają to, że warto się zachować z dużą dawką bezpieczeństwa dla siebie i swoich najbliższych, mówić delikatnie i przepraszająco”.


Nie „Warto rozmawiać” uznał Kurski Jacek, człowiek Don Jaroslao w gmachach przy Woronicza i placu Powstańców Warszawy. Pospieszalski Jan podpadł za podjęcie w swoim programie kampanii antyszczepionkowej, a ogólnie mówiąc za „płaskoziemstwo”. Ale nie to jest tu najciekawsze, bo trudno oczekiwać by zgodzono się na głoszenie tych herezji w telewizji „publicznej”. Najciekawszy jest sposób w jaki Kurski potraktował Pospieszalskiego, w końcu oddanego, gorliwego towarzysza, weterana prawicowo-katolickiej publicystyki. Otóż o zakończeniu współpracy Pospieszalski dowiedział się z mediów, czyli nie można nawet użyć frazy, że mu „podziękowano”. „Nawet komuniści, którzy rezygnowali z naszej obecności na antenie, zapraszali nas do gabinetu i po prostu komunikowali nam to wprost. To, że dowiadujemy się za pośrednictwem mediów, pokazuje skalę zapaści etycznej, w jakiej dzisiaj tkwi prezes TVP Jacek Kurski” – poskarżył się Pospieszalski w wywiadzie. No i co? Warto było być takim gorliwcem, heroldem pisowskiej wspólnoty idei i serca? Uznającym „naszych” za świętych i wspaniałych w odróżnieniu od podłej, bezbożnej sfory lewicowo- liberalnej? Pospieszalski popadł skądinąd nie tylko programem „Warto rozmawiać”, ale też publicznymi wypowiedziami dla prawicowej i propisowskiej prasy, gdzie mówił m.in. o „dryfowaniu” obozu władzy. No i co panie Janie? Jak mówi refren jednej z piosenek z kabaretu Olgi Lipińskiej: „Czy warto było, czy warto było, czy warto było zmieniać rząd?”
 


To co się dzieje w karnowszczyźnie i okolicach, to istny antyamerykański rokosz. Ciekawe czy ukróci to Duduś-Ministrant swoim wetem ewentualnej ustawy antyTVN. To się wydaje zupełnie możliwe, bo Duduś na pewno cierpi na chorobę sierocą z braku kontaktów z Wujkiem Samem Donaldem i na pewno marzy, by Wujek Sam Joe jednak pogłaskał go po łysiejącej łepetynie i powiedział mu: „You are good boy, Andrew”. To jest mu potrzebne do poprawy samooceny i ministranckiej dumy. I dlatego właśnie utrąci „lex antyTVN” polskiemu …ujowi z Żoliborza. Powie mu: „Sorry, Winnetou, ale biznes is biznes”. A co, nie wolno?


Bigos ma pewną słabość do rówieśnika Donalda Tuska, człowieka nie pozbawionego wdzięku i zdolności, ale na tym „Campus Polska” w Olsztynie Tusk znów objawił się jako konserwatywny dziaders, który cierpnie na brzmienie określeń: „prawo do aborcji”, „związki homoseksualne” i na inne tego typu „nowinki”. Świat się zmienił, młodzież olewa dziaderski Kościół kat., który pokazał wszystkie swoje „walory”, przez kraj przewaliły się wielotysięczne demonstracje Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, a Tusk ciągle „i chciałbym i boję się”. Dla niego zawsze jest nie ta pora, za wcześnie, „społeczeństwo nie dojrzało”. Ileż można wyjmować te same żetony? I jak taki konserwus mógł się ulęgnąć na gdańskim podwórku, które niejedno widziało?


„Doszliśmy do tego, że nawet zwykli ludzie o niewielkiej znajomości zagadnień doktrynalnych rozumieją, że mamy papieża niekatolika” – pisze abp Carlo Viganò, komentując motu proprio Traditionis custodes. Więcej, tegoż papieża nazywa „likwidatorem Kościoła katolickiego”. Co w tej sytuacji zrobi osierocony Kościół w Polsce? Ano nic, będzie kontynuował budowę lokalnego, narodowego skansenu. Tak jak dzieje się teraz.


Don Jaroslao z Jarosława Zdobywcy, Konkwistadora z lat 2015 – 2019 zamienił się z Drobnego Ciułacza głosów. Dr Robert Sobiech, socjolog, uważa, że PiS już nie walczy o powiększenie elektoratu, lecz o utrzymanie stanu posiadania i że w kwestii praw i wolności, w tym obyczajowych, PiS jest już „samotną wyspą”, jeśli nie liczyć Konfederacji.


Rządy PiS coraz częściej przypominają działalność gangu Olsena. Jak tamci, zaczynają kolejny genialny plan, a to „dyscyplinowania sędziów”, a to skoku na media, a to kolejny skok na kasę, czyli „polski ład”, a to jeszcze coś innego i każdy z tych misternie przygotowywanych planów kolejno bierze w łeb.

Bigos tygodniowy

Duduś Ministrant, wręczając dymisję Gowinowi palnął mu przy okazji umoralniającą gadkę rekolekcyjną, a ten musiał tych rekolekcji wysłuchać. Jednocześnie publicznie odmówił mu rozmowy w cztery oczy. Bigos nie przepada za Gowinem, ale musi przyznać, że po prezydenckiej połajance, zachował się on z większą klasą niż Niezłomny.


Duduś podpisał nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego, którą uporządkowano kwestie związane z przedawnieniem. Mniej więcej chodzi o to, aby nie można było obalać w nieskończoność wydanych w przeszłości decyzji administracyjnych. Niby rzecz niewinna, ale Izrael uznał, że zagrożone są interesy jego obywateli, którzy nie będą mogli dochodzić swoich roszczeń. I odwołał bezterminowo z Warszawy chargé de affairs, poradził polskiemu ambasadorowi, żeby się nie śpieszył z powrotem z urlopu, sugerując że ciąg dalszy nastąpi.


„Idź złoto do złota” – głosi stare powiedzenie. Im wyższa inflacja, tym więcej złota w TVPiS, gdzie z lubością pokazują kamerą długie pasaże jakiegoś skarbca, w którym piętrzą się sztaby złota, góry złota, na których siedzi Glapa. Cóż z tego ma Polaczek – szaraczek? Ano nic, inflacja szaleje, ceny galopują, a niektórzy specjaliści od ekonomii wręcz twierdzą, że jesienią będzie gorzej czyli drożej.


„Polska 2021 roku nadal jest w cieniu Okrągłego Stołu. Jeszcze nie wyszła z postkomunizmu, a już dorwała ją lewacka współczesność. Jeszcze nie zbudowała niepodległościowych mediów, a już została zalana niemieckim kapitałem, jeszcze nie wychowała nowych elit, a już śmiałości i buty nabrali ludzie PRL-owskiej władzy. Oprócz wniosków, by mocniej rozwijać zasoby obozu propolskiego, może warto też docenić, że ten propolski Dawid nadal nieźle sobie radzi lewicowo-liberalnym Goliatem?” – napisał Maciejewski Jakub, jeden z ludzi karnowszczyzny.


Adamski Łukasz, krytyk filmowy, nawiązując do sceny z „Lotnej” Andrzeja Wajdy, w której ksiądz w sutannie jedzie na koniu powiedział, że „postać księdza nieodłącznie związana jest z polskością”. Ale to było w 1959 roku. Dziś ksiądz jest w Polsce częściej kojarzony z innym słowem zaczynającym się na „p”, czyli z pedofilią.


„Od wolnościowca do reżimowca”, to najłagodniejsze określenie, jakie skierowano do Kukiza po jego głosowaniu z PiS w sprawie TVN24. Janusz Panasewicz, który nagrał z nim kiedyś płytę zwrócił się do Kukiza: „Ty gnoju”. Droga Kukiza przypomina drogę Terleckiego Ryszarda od hippisa do wicemarszałka Sejmu PiS. W „Słudze bożym” Erskine Caldwella pada pytanie: „Kim ty w końcu jesteś, kaznodzieją czy alfonsem?”. Nawiasem mówiąc Bigos obstawia taki wariant na przyszłość, że stary wyga Don Jaroslao zrobił „zawsze artystę” (jak o nim powiedział) w balona i za jakiś czas Kukiz, gdy otrzeźwieje, odwinie się i zasoli mu z hukiem solidnego kopa. I będzie skowyt i skomlenie. Tego rodzaju chore alianse oparte na resentymentach tak się często kończą.


„Reasumpcja wyborcza” (określenie Piotra Zgorzelskiego) – to może być najgroźniejsza postać metody forsowania swoich zamiarów, jakiej jęło się PiS po utracie stabilnej większości w Sejmie. Najprościej – gdy głosowanie sejmowe czy wyborcze nie pójdzie po myśli PiS, na zarządzenie Elżbiety Reasumpcji Witek będzie powtarzane aż do osiągnięcia zadowalającego rezultatu.


„Jestem przekonany, że PiS jako formacja rządząca należy już do przeszłości. Dlatego najważniejsze dla mnie pytanie dotyczy stanu opozycji. Na ile będzie ona przygotowana do przejęcia władzy. Na ile przemyśli błędy III RP – nie tylko katastrofalne skutki – ale też źródła sukcesów, społecznego poparcia dla PiS” – rzecze Aleksander Smolar.


W „Salonie Dziennikarskim” karnowszczyzny Józef Orzeł powiedział o zmarłym biskupie Hoserze, że w czasie rozmowy z nim (o filozofii) biskup podpisywał jakieś dokumenty. Czyli – jak genialny Napoleon dyktujący naraz kilka rozkazów. Nawet Orzeł, niezły mózgowiec, gdy mówi o biskupie, to przyjmuje pokorną postawę wiejskiej parafianki. O mobbingu Hosera w stosunku do księdza Lemańskiego – ani słowa.


Duduś najpierw podpisał ustawę o budowie Pałacu Saskiego, a potem dud-nił te swoje patetyczne kocopały z tandetnymi minami á la duce na fecie z okazji 15 sierpnia. Diełał zawoalowane aliuzje, że może nie podpisać „lex TVN”, czyli znów odstawiał Niezłomnego. A w końcu zrobi to, co mu nakaże Ojciec Chrzestny, Don Jaroslao. Poza tym tego dnia Duduś ostro odrabiał ministranturę, klękał i żegnał się krzyżem jak najęty.


A propos odbudowy Pałacu Saskiego. Tak czysto teoretycznie, to Bigos nie byłby przeciw, gdyby nie obawa, a raczej pewność, że zacznie się od mnóstwa lukratywnych synekur dla pisiorów i ich rodzin, jak w Baranowie. Uwłaszczyli się już na wszystkim, teraz uwłaszczą się na Pałacu Saskim. Poza tym planowany koszt budowy trzeba będzie przemnożyć przez dwa, a ważniejszych wydatków, choćby na renowację prawdziwych zabytków jest mnóstwo.


Czarnek Przemysław już grozi, że chce ręcznie sterować polityką kadrową na uczelniach. Oświadczył w TVPiS, że dr Maciej Borkowski z UAM w Poznaniu, który źle się wyraził o Kukizie, „nie będzie na tej uczelni pracował”. Hola, hola, wolnego Czarnek, to nie twoja kompetencja. Ręce precz. Nic ci do tego.


W programie Marcina Mellera „Drugie śniadanie mistrzów” w TVN 24 Agnieszka Wiśniewska z Krytyki Politycznej powiedziała, że brak podpisów dziennikarzy lewicowych pod listem w obronie stacji wziął się z tego, że kilka tygodni temu przejechała się ona brutalnie walcem po Lewicy. Chyba ma rację.

Bigos tygodniowy

Inflacja osiągnęła już 5 procent, a to znaczy, że PiS zjada gospodarkę i nasze pieniądze. Kłamczuch (sz)Matousz, polska odmiana barona Münchhausena, bagatelizuje to gadkami o zarobkach przekraczających poziom inflacji, pozwalających nabyć coraz więcej cukru i mleka. Niech sam żre cukier i popija mlekiem. Wystarczy najbardziej elementarna wiedza ekonomiczna by obawiać się galopującej inflacji, której skutkiem będzie, pomimo hurraoptymistycznych wrzasków rządzących, ubożenie konsumentów czyli nas wszystkich. Ciekawe tylko czy i kiedy wyborcy PiS się zorientują, że są robieni w konia? Poza tym, nawet jeśli z gospodarką generalnie nie jest najgorzej, to co z jej wzrostu, skoro PiS-uary wszystko ukradną?


Szczepienia przeciw covid-19 w Polsce są dobrowolne, rodzenie trupów, półtrupów i potworków jest przymusowe. Poza całym tym barbarzyństwem – gdzie tu sens i logika?


Bigos miał i ma wiele zastrzeżeń do treści przekazywanych przez TVN 24, które są jak na jego gust zbyt prawicowo-konserwatywne w duchu, ale próba zamknięcia tej stacji przez PiS-uary, to bezczelność zatykająca oddech. To kolejny dowód, że partia Zaplutego Karła Reakcji, to formacja konsekwentnie totalistyczna. Bigos nie życzy sobie by Zapluty Karzeł Reakcji wybierał mu telewizje do oglądania.


Marian-Terminator konsekwentnie zdejmuje z PiS kolejne warstwy brudnej bielizny. Zasygnalizował ostatnio, że ziobryści ewidentnie skręcają kasę z Funduszu Sprawiedliwości, a poza tym PiS-uary stworzyły równoległy budżet, który niszczy finanse publiczne.


„Dobra wioślarka, ale należy do LGBT, a jak wiadomo LGBT to nie ludzie, to ideologia” – pomyślał Duduś, ministrant Stworzyciela i Pierwszego Kapłana Religii Kaczystowskiej. Dlatego zaniemówił na wieść o tym, że jedna ze srebrnych medalistek olimpijskich w wioślarstwie pozdrowiła z Tokio swoją życiową partnerkę. On, który powinszowania sportowcom składa migiem, szybciej od światła, musiał po tym szoku ochłonąć i czekał z życzeniami wiele, wiele godzin. No cóż, dewocyjne wychowanie w kościółkowym domu z rączkami złożonymi do paciorka robi swoje, więc go kakao zatkało.


W odpowiedzi, na wątpliwości pierwszej prezes SN Manowskiej, co zrobić z wyrokiem TSUE nakazującym zaprzestanie działania nielegalnej i niekonstytucyjnej, tzw. Izby Dyscyplinarnej SN, Duduś-ministrant stwierdził, że trzeba zmienić prawo. Trudno spodziewać się po NICH czegoś innego, niż jakiegoś prawnego szachrajstwa, jakiegoś uskoku w bok przed siłą rażenia TSUE (pieniądze!), jakiejś próby wyprowadzenia w pole TSUE i demokratycznej opinii. Nawiasem mówiąc, we flagowym programie „karnowszczyzny” w TVPiS, „Salonie dziennikarskim”, publicysta katolicki Łoziński Bogumił użył zwrotu „bunt sędziów Izby Dyscyplinarnej”. W tym samym wydaniu programu, pozostali mężczyźni, Karnowski Jacek i niejaki Świrski, prezes Reduty – pożal się boże – Dobrego Imienia kozaczyli odnośnie perspektyw władzy PiS, a tylko Romaszewska Agnieszka, robiła za Kasandrę. Wiadomo, Kasandra była kobietą.


Z kolei Ziobro zaskarżył, bo tak to trzeba nazwać, artykuł o prawie do rzetelnego procesu zawarty w Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka, ratyfikowanej przez Polskę bodaj w 1993r. do Trybunału Przyłębskiej. Zioberek chce się dowiedzieć czy ten przepis jest zgodny z polską konstytucją uchwaloną w 1997r. Lepiej nie myśleć co się stanie jak Julka wraz ze swoją ekipą stwierdzi brak tej zgodności. Wtedy nie pozostanie nam nic innego tylko spakowanie manatek i wypad z Unii.


W Miłakowie miejscowa dewocja z proboszczem na czele poskarżyła się do miejscowych władz samorządowych na kobiety działające w pewnym stowarzyszeniu kulturalnym o to, że są czarownicami. A mówią, że Czarnek cofa nas do średniowiecza. My już tam jesteśmy. Pytanie, tylko, czy jest to dopiero wiosna średniowiecza, czy już jesień.


Marcin Miller, wykonawca hiperprzebojów „Szalona”, „Wolność” ma podobno kłopoty finansowe na granicy bankructwa, bo jak stwierdził, zaczął tracić na kojarzonej z PiS, politycznej konotacji disco polo.


Przed laty modne było przypisywanie Kaczyńskim i PiS inspirowanie się ideologią niemieckiego filozofa Carla Schmitta, której głównym – ujmując w uproszczeniu – motywem było opieranie skutecznej polityki na jaskrawym, antagonistycznym podziale sceny politycznej i bezpardonowym wskazywaniu wroga. Przyniosło to korzyści PiS, teraz metodę przejął też Donald Tusk, dzięki czemu PO (KO) może przestanie być „ciamciaramcią”.


Profesor Andrzej Leon Sowa określił przywódców AK, którzy wydali rozkaz rozpoczęcia powstania warszawskiego, jako „nieprofesjonalnych” i jako tych, którzy „wydali wyrok na miasto i ludność cywilną”. Bigos, choć syn powstańca, podziela tę opinię co do joty.


„Palcówka” Lichocka musiała po kilku minutach dyskusji ewakuować się ze spotkania z mieszkańcami Zduńskiej Woli, gdzie promowała „Polski Ład”. Usłyszała m.in. że „każda jedna władza kradnie”. Czyżby lud pisowski zaczął trzeźwieć?


Legutko Ryszard rozdziera szaty, że „Unia chce nam zabrać duszę”. A co to jest dusza i kto ją ma? A pomysł, by Polska miała stolicę w Berlinie i flagę z ośmioma gwiazdkami, wcale nie jest taki zły.


„Nie każdy facet z widłami jest Posejdonem”, „Silni w gębie, zwarci przy żłobie, gotowi do ucieczki”. Celnie i zabawnie… Jak się zdaje Miłosz Motyka z Koalicji Polskiej wyrasta na czołowego aforystę polskiej polityki.

Flaczki tygodnia

Polska jest pośmiewiskiem świata. Pomimo tego elity PiS nie ustają w działaniach aby jeszcze bardziej i częściej Polaków ośmieszać.

Polacy to sprzedajny naród, tak zapewne myśli pan prezes Kaczyński. I aby zahamować kolejne ucieczki jego sfrustrowanych parlamentarzystów, postanowił kupić ich hurtowo. Podwyżkami uposażeń i diet poselskich. W efekcie takiej korupcji zarobki parlamentarzystów PiS wzrosną przynajmniej o 60 procent. Wzrosną aż tyle, bo w 2018 roku jaśniepan prezes obciął parlamentarzystom zarobki o około 20 procent. Była to jego zemsta za ujawnioną przez opozycję i nagłośnioną przez wolne od PiS media, aferę wielomilionowych nagród dla ministrów w rządzie pani premier Beaty Szydło. Wtedy ówczesna „Królowa polskich serc”, przy aplauzie pana prezesa i jego drużyny, przekonywała, że im „te pieniądze się po prostu należały”. Ale potem przyszły sondaże pokazujące sprzeciw wyborców wobec takich praktyk. I dlatego jaśniepan prezes demonstracyjnie wszystkim parlamentarzystom zarobki obniżył. A przy okazji niezwykle wtedy popularnej pani premier Szydło obciął polityczne „pazurki”. Choć wcześniej namawiał ją aby „pazurki pokazała”.

Tamte obniżki dotknęły wszystkich parlamentarzystów, ale najbardziej opozycję. Zasłużeni i najbardziej swoi parlamentarzyści PiS zostawali sekretarzami stanu, a ich rodziny dostawały udziały w wielce szmalcownych radach nadzorczych spółek skarbu państwa. W efekcie mamy najbardziej liczny rząd od 1990 roku. I nepotyzm aż tak wielki, że nawet sam jaśniepan prezes musiał się z niego niedawno tłumaczyć.

Pomimo tak rozbudowanej przez PiS korupcji politycznej, wśród prawicowych parlamentarzystów narastała frustracja i złość. Zrozumiała, bo nie dla wszystkich kradzionego szmalu wystarczyło. Poza tym nawet jaśniepan prezes już wie, że PiS po następnych wyborach nie będzie miał sejmowej większości. I jeśli nie znajdzie sobie koalicjanta, to utraci władzę.

PiS bywał już przy władzy i siedział też na twardych ławach opozycji. Politycy PiS wiedzą, że bez „poduszki finansowej” ciężko jest wtedy żyć. Dlatego już teraz przezornie szykuje sobie takie poduszki. A patrząc na wzrastający poziom nepotyzmu i politycznej korupcji to można już mówić o przygotowywaniu wielkich „pierzyn finansowych”.

Podwyżki dla polskiej klasy politycznej zostały wprowadzone administracyjnym fortelem. Godnym pana Zagłoby. Rękami pana prezydenta Dudy. Aby uniknąć parlamentarnej debaty i krytyki ze strony opozycji oraz wolnych od PiS mediów. Zwłaszcza, że wprowadzono je kiedy w Polsce rosną ceny, maleją realne zarobki, mamy najwyższą inflację w całej Unii Europejskiej i jeszcze Nowy PiS Ład obiecuje podwyżki podatków. Dlatego jaśniepan prezes podwyższa zarobki wszystkim parlamentarzystom, także opozycyjnym. Wszystkim byłym prezydentom. Obecnemu też. Chce wszystkich krajowych polityków wciągnąć do swego moralnego bagna.

Opozycja może nie przyjąć podwyżek. Sprytnie wybrnął z tego senator Marek Borowski. Ogłosił, że akceptuje podwyżkę jedynie w wysokości 2000 złotych, bo tyle bezprawnie odebrano parlamentarzystom w 2018 roku. Resztę będzie przekazywał na fundacje. I tu byłoby wszystko OK. Ale senator Marek dodał, że będą to fundacje z jego okręgu wyborczego, a media to upowszechniły. I tak a konto przyszłych podwyżek senator Marek zrobił sobie niezwykle skuteczną kampanię wyborczą. Pokazał, że jego dobroczynność ma też propagandowy wymiar.

„Flaczki” zachęcają lewicowych parlamentarzystów do podobnej dobroczynności. Ale bez kampanii podobnej do senatora Marka. „Flaczki” namawiają do stworzenia funduszu wspierającego lewicowe media. Parlamentarzyści lewicy nie wstydźcie się takiej dobroczynności!

Dalej nie wstydzi się pan prezes swoich prób przekupstwa administracji USA. Programu 23 000 000 000+. Za pieniądze polskich podatników chce kupić niepotrzebne obecnie polskiemu wojsku amerykańskie czołgi. Aby przebłagać administrację prezydenta Bidena za próby narzucenia przez PiS cenzury dla telewizji TVN.

Relacje PiS – administracja Bidena są złe. Zwłaszcza od kiedy jaśniepan prezes postanowił „zgrać ostro”. Podporządkować sobie telewizję TVN i zrewanżować się polskimi upokorzeniami dla nowego ambasadora USA. Za wcześniejsze dyscyplinowanie elit PiS przez amerykańską administrację.

Na dzień wczorajszy stan wojny PiS – USA był następujący. Prezydent Biden poinformował, że nie planuje spotkania z panem prezydentem Dudą. Ma znacznie ważniejszych rozmówców. Wśród nich jest prezydenta Ukrainy. Może poprosić ukraińskiego prezydenta aby został adwokatem polskich interesów w Waszyngtonie? Albo panią Ciechanouską, która już złożyła wizytę amerykańskiemu prezydentowi. Władza PiS pogodziła się z kandydaturą Marka Brzezinskiego na ambasadora USA w Polsce. Pomimo jego jawnie demokratycznych, czyli „lewackich” wedle standardów PiS, poglądów.

Warszawskie wiewiórki ćwierkają, że PiS spróbuje przepchnąć w parlamencie ustawę cenzurującą TVN. Jeśli to mu uda się,to ustawa trafi do pana prezydenta. Ten, jeśli posłucha jaśnie pana prezesa, skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego. Aby PiS dalej mógł szantażować administrację Bidena. Albo pan prezydent od razu zawetuje ją. Czyli uwali, bo jaśniepan prezes nie zbierze głosów potrzebnych do odrzucenia prezydenckiego weta. Stanie się tak jeśli administracja Bidena, przez pana ambasadora Szczerskiego, przekaże panu prezydentowi Dudzie bezdyskusyjny „znak pokoju”.

W międzyczasie właściciele TVN mogą okpić jaśniepana prezesa. Sprzedać udziały zaprzyjaźnionemu koncernowi medialnemu z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Niemieckiemu na przykład. A Niemców nie da się ustawowo zablokować. Chyba, że Polska wystąpi z Unii Europejskiej.

Nie udała się PiS reforma sądownictwa. Średni czas oczekiwania na wyrok jest dłuższy niż przed 2015 rokiem. Pomimo ciągłego i bezprawnego „dyscyplinowania” sędziów. Może za to udać się panu ministrowi Ziobrze dowieść w polskim Trybunale Konstytucyjnym „niekonstytucyjności” Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Potem może zabrać się za Kartę ONZ. I wyprowadzić Polskę z tej również „neomarksistowskiej,liberalnej, demokratycznej” ONZ. Nasza chata z kraja przecież.

Aby poprawić sobie humor władza PiS postanowiła odbudować sobie Pałac Saski. Wieloletni symbol niemieckości w naszym kraju. Drogi i niepotrzebny nam obecnie jak te amerykańskie czołgi.

Otrzeźwienie w Nowej Lewicy. Zawieszeni w prawach członków partii parlamentarzyści i działacze zrezygnowali z planowanych akcji separatystycznych. Oczekują teraz przywrócenia im pełnych praw członkowskich. Rozłam Nowej Lewicy teraz nie grozi. Wszyscy zgodzili się, że o programie partii i ocenie działania jej kierownictwa rozstrzygnie zwołany na 9 października Kongres.

„Do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, ogłosił w 2018 roku pan prezes Jarosław Kaczyński.

Bigos tygodniowy

To oczywiste, że pisiory nienawidzą TVN, że nienawidzą lewackich Demokratów i Joe Bidena, że nie mogą się pogodzić z tym, że Fort Trump poszedł się jebać, a poza tym, że trudno im znieść jakiekolwiek medium, które jest poza zasięgiem ich władzy. Dlaczego jednak na Wojnę Secesyjną z USA wysłali najsłabsze intelektualnie ogniwo swojego łańcucha, czyli „Głupiego Jasia”? Bigos chciałby pokpić z „Głupiego Jasia”, który kiedyś wyznał publicznie, że tuż po narodzeniu „pies mu mordę lizał”, ale nie zrobi tego, bo też, jak „Głupi Jasio”, kocha psy. Bigos chciał więc „Głupiego Jasia” potraktować po kumotersku, ulgowo, ale się nie udało, bo „Głupi Jasio” w napadzie głupawki powiedział, że TVN powinna naśladować TVP. No, on jednak naprawdę zszedł na psy. W negatywnym tego powiedzenia znaczeniu, bo jest też znaczenie pozytywne.


A pytany o Wojnę Secesyjną z USA w kontekście planowanej noweli (zacji) ustawy o KRRiTV, pożal się boże minister (łech, łech) kultury wypalił, jak to on, głupa, mówiąc, że on zna tylko nowele Sienkiewicza. Dowcipniś.


Pisowscy propagandyści, czyli cała karnowszczyzna, z uporem godnym lepszej sprawy określają rządy PiS jako rządy „konserwatystów”. Wystarczy sięgnąć po podstawową literaturę przedmiotu, n.p. po pisma Josepha de Maistre czy po „Paradoksy kontrrewolucji” Jerzego Szackiego, by zorientować się, że PiS tyle ma wspólnego z konserwatyzmem jako doktryną ideowo-filozoficzną co Bigos z krakowską kurią Jędraszewskiego. Jedynie co PiS konserwuje, to najgorsze gatunki polskiego gówna.


Zapluty Karzeł Reakcji przyłączył Polskę do putiniady Orbana, Salviniego i Le Pen, ubranej w szaty „troski o dobro Europy”. Typowa mowa orwellowska. Czyżby on rzeczywiście, naprawdę był … śpiochem?


Dumoń znany był do tej pory głównie z tego, że truł paszczą w swoich dętych i drętwych przemowach. Okazuje się, że truje na na potęgę jeszcze inaczej. Lata mianowicie bez opamiętania samolotem z Warszawy do Krakowa i nazad, na weekendy. Pewnie żeby naładować akumulatory u rodziców-dewotów. Niestety, Dumonia nie da się tak zdymisjonować jak Kuchcika dwa lata temu, za to, że z latania w ptaka uczynił sobie sposób na życie na koszt podatników.


Karnowszczyzna szczuje na Donalda Tuska z taką furią, jadem i bez opamiętania, że jeśli nie dostanie on uczciwej i sprawnej ochrony, to może się to skończyć tak, jak skończyło się w przypadku Pawła Adamowicza. Ataku wariata czy wariatki z nożem, którzy zechcą uwolnić Ojczyznę od znienawidzonego „Króla Europy” i „niemieckiego i brukselskiego sługusa” naprawdę nietrudno sobie wyobrazić, tym bardziej po epizodzie w Szczecinie. Żeby nie było, że Bigos nie ostrzegał.


Klementyna Suchanow z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, która uczestniczyła w obiedzie u prezydenta Francji Emmanuela Macrona z okazji Forum Równości Pokoleń ONZ w Paryżu, powiedziała tamże, że „układ nerwowy fundamentalizmu religijnego (zwalczającego prawa) kobiet znajduje się w Polsce”. Niebawem rozpocznie się proces m.in. Klementyny Suchanow i Marty Lempart właśnie za organizację demonstracji Ogólnopolskiego Strajku Kobiet jesienią 2020 roku. A tymczasem sąd w Świnoujściu uniewinnił kobietę prześladowaną przez policję i prokuraturę PiS za udział w OSK. Oskarżono ją o używanie wulgarnych słów. To już dorośli ludzie nie mogą używać wulgarnych słów? Także Bigos, który co tydzień publicznie woła: „Osiem gwiazdek!!!” ?


Szef senackiego klubu PiS Marek Martynowski określił Sobolewskiego Krzysztofa jako „twarz nepotyzmu” w jego partii i na znak protestu oddał swoją funkcję. Jednak już nazajutrz nieaktualna stała się fronda Girzyńskiego, bo należący do niej Czartoryski, czymś nagrodzony lub zastraszony, powrócił grzecznie na łono PiS. Frondował tylko dwa tygodnie, a PiS znów ma w Sejmie większość. Bigos czeka na jakąś frondę, która potrwa co najmniej kwartał.


Bigos miał się naocznie i nausznie okazję przekonać, jak oddana jest Kościołowi kat. i ufna w jego cnoty jest polska młodzież. Siedząc na ławce miasteczku warmińsko-mazurskim usłyszał takty rapowej piosenki puszczanej przez grupę kilkunastoletnich chłopaków z jakiegoś aparaciku. Refren tej piosenki brzmiał następująco: „Nie mógł jebany przystąpić do mszy, bo księdza pedofila zawinęły psy”. Tym negatywnym zjawiskom zapobiegnie jednak na pewno plan przywrócenia polskiej młodzieży katolickich cnót poprzez wpisanie na listę lektur szkolnych dzieła Świętego Jana Pawła Drugiego „Pamięć i tożsamość”. O „cnoty młodzieży niewieściej” ma zatroszczyć się doradca Czarnka Przemysława dr Skrzydlewski Paweł z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który mówił o cnotach dziewczęcych językiem XIX-wiecznych podręczników dla spowiedników. Bigos wróży tym poczynaniom Okopów Świętej Trójcy wielkie powodzenie. Najpóźniej za rok młodzież polska będzie cnotliwa jak jasna cholera. „Dziewczęta nasze” i „orlęta męskie” zwyciężą, mimo że w gombrowiczowskiej „Ferdydurke” wzięli wciry od bandy Miętusa. Wyrzekną się dyskotek, alkoholu, papierosów, wciągania i zajmą studiowaniem żywotów świętych, w tym świętej Zyty w szczególności.

Abepe katowicki Skworc, kolejny protektor pedofilów, sam osobiście wymierzył sobie srogą karę za krycie pedofili w sutannach. Złożył mianowicie rezygnację z funkcji szefa komisji episkopatu do spraw duszpasterstwa. Z biskupstwa katowickiego jednak nie zrezygnował. Czy Franciszek po wyjściu ze szpitala wyciągnie wniosek z tego, że Skworc próbuje zrobić z niego idiotę?

Bigos tygodniowy

Konrad Fijołek wygrał w pierwszej turze wybory na prezydenta Rzeszowa. Nie, ten fakt należy odnotować w inny sposób. Kandydat zjednoczonej opozycji zmiażdżył nie tylko kandydatkę PiS, ale uzyskał lepszy wynik niż cała trójka prawicowych rywali razem wziętych. PiS przegrało wręcz sromotnie. Jeśli siły opozycji nie wyciągną z tego faktu należytych wniosków w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych, to będzie dla kraju dramatyczne w skutkach. Bigos jest „od zawsze” konsekwentnym patriotą Lewicy, ale będzie od niej oczekiwał, by los kraju przedłożyła ponad interes partyjny. Kandydatka PiS Leniart pogratulowała zwycięzcy i wyraziła mu współczucie. Nic dziwnego, nietrudno sobie wyobrazić z jaką zaciekłością będzie się teraz PiS mścić na Rzeszowie za to upokorzenie.


Widzę wielką przyszłość przed katolicką misją Czarnka Przemysława. Umieszczenie na listach lektur szkolnych dzieł Jana Pawła II zdecydowanie wpłynie na moralność młodzieży. Pod wpływem lektury „Pamięci i tożsamości” uczniowie przestaną używać wulgaryzmów, palić papierosy, pić alkohol i wciągać to i owo do nosa. A także pieprzyć się przed ślubem. Zamiast pleść byle co, młodzież będzie się duchowo ubogacać analizując w grupach i podgrupach myśli Wielkiego JP II. Był kiedyś, w czasach Królestwa Polskiego minister Oświecenia Publicznego, niejaki Stanisław Grabowski, którego głos ulicy obwołał ministrem „ociemnienia publicznego”. Czarnek ze swoimi poglądami jest drugim w historii Polski godnym tego miana. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda tzw. czarna reakcja, patrzcie na Czarnka, który jest jej uosobieniem.


„Większość Episkopatu oraz polityków rzekomej prawicy – bo nie jest to żadna prawica o konserwatywnym zakroju, tylko bezczelni arywiści – mówi tą samą ideologiczną i represyjną grypserą” – powiedział religioznawca, profesor Zbigniew Mikołejko. Nic dodać, nić ująć, a najtrafniejsze i najistotniejsze jest tu słowo „grypsera” .


„To pojęcie – arogancja władzy – zostało wymyślone za Gierka, ale ówcześni decydenci byli w porównaniu z obecnymi niebywale powściągliwi i skromni. Nie patrzyli nam prosto w oczy, mówiąc: „A co nam zrobicie” – powiedział inny komentator sytuacji politycznej w Polsce.


„5 byłych polskich lewackich premierów razem z Niemcami, klęczy w UE na gardle Polski symbolicznie pomagając im znieść szlaban na naszej granicy. Żebrzą o zabicie Polski, Polaków, polskości” – oświadczyła na twitterze Pawłowicz Krystyna. Brak informacji czy uczyniła to w trakcie konsumpcji sałatki z plastikowego pojemnika.


Jeden z katolickich fanatyków z portalu PCh 24.pl nazwał księży przestrzegających reżimu sanitarnego w kościołach księżmi „sanitaryjnymi”, wysługującymi się ideologii „sanitaryzmu”. I pomyśleć, że takie jak on bałwany wierzą w boga, którego nigdy nie widziały na oczy, ale nie wierzy w wirusa zidentyfikowanego przez naukę, który zabija ludzi.


Biskupi zawierzyli Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa. Ale kasa oczywiście jest najważniejsza.


Pastor z Lublina został nieprawomocnie skazany za obrazę Dumonia. Nazwał go m.in. „jełopem skończonym” i „agentem śpiochem”. Pastor został też skazany za „obrazę uczuć religijnej” za użycie sformułowania „katolicka zidiociała Polska” i za nazwanie Kościoła katolickiego w Polsce „wielką prostytutką” i za stwierdzenie, że „katolik odmawia różaniec jak małpa”. A czyż to nie święta prawda? Katolski terror religijny trwa. Wydaje się, że w tej sprawie skazany pastor najlepiej zrobi gdy będzie apelował, a później – jeśli wyrok zostanie podtrzymany przez sąd wyższej instancji – odwoła się do Strasburga. Bigos się nie zdziwi jak pastor uzyska sute odszkodowanie, od Polski czyli od nas wszystkich.


Duda, który utracił Wujaszka Donalda, mógł się tylko oblizać, widząc jak następca Wujaszka, Mr Joe, spotyka się z ważnymi przywódcami, w tym szefami krajów Pribałtyki. Jak doniósł niejaki Szczerski, Biden miał się jednak spotkać z Dudą w kuluarach obrad NATO. Bigos czeka zatem na oficjalny komunikat strony amerykańskiej odnośnie tego krótkiego i nieplanowanego wcześniej spotkania.


W Unii Europejskiej narasta nacisk by wreszcie poważnie potraktować regułę wiążącą prawo do otrzymywania funduszy europejskich z przestrzeganiem praworządności. Także list Ridiera Reyndersa do rządu PiS, aby wycofano wniosek Matousza do Trybunału Przyłębskiej z pytaniem o stwierdzenie, co jest nadrzędne, polskie prawo wewnętrzne czy prawo unijne, może świadczyć o tym, że władze UE coraz bardziej tracą cierpliwość.


Po odrzuceniu wniosku o uchylenie immunitetu sędzi Beacie Morowiec, tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego tym samym przywróciła ją do orzekania. Spotkało się to z gwałtowną i wysoce niestosowną reakcją Ziobra, który nazwał ów wyrok „zawstydzającym” i wezwał do zapamiętania nazwisk dwóch sędziów, którzy w sprawie decydowali na korzyść Morawiec. Hipoteza Bigosu co do przyczyn tej decyzji jest taka, że członkowie rzeczonej Izby boją się tego, co może stać się z nimi, jeśli obecni ich mocodawcy utracą władzę. Natomiast sami mocodawcy nic im obecnie nie mogą zrobić, więc kalkulacja jest oczywista. W obronie rzeczonych członków ID przed Ziobrem wystąpiła prezes SN Manowska. Adam Bodnar nazwał to co prawda „kłótnią w rodzinie”, ale faktem jest że tego rodzaju spięcia „rozhermetyzowują” rządzący układ. Tak czy inaczej, stworzyło to kolejną rysę na sztandarowym pisowskim planie „reformy sądownictwa”.


Porucznik Karnowski (mniejsza o to który) zapluwając się (jak to on) z propisowskiej, służalczej, propagandowej gorliwości opowiadał w TVPiS jak to dotrzymująca słowa jest władza PiS. Mówił to w nawiązaniu do „porozumienia programowego” między Kaczyńskim a Kukizem. Przywołajmy więc tylko trzy pierwsze z brzegu dowody wiarygodności i prawdomówności PiS-iorstwa. Nałogowy łgarz Matousz obiecywał już m.in. milion aut elektrycznych, sto tysięcy mieszkań i mnóstwo dronów. Aut nie ma, mieszkań też, a po drony Dumoń wybrał się do tyrana Erdogana. Bigos już widzi oczyma wyobraźni jak Kukiz za rok-dwa ogłasza na konferencji wyborczej, że zrywa porozumienie z wiarołomcami.

Flaczki tygodnia

Nieznani jeszcze hakerzy dostali się do prywatnej skrzynki mailowej pana ministra Dworczyka. I na rosyjskim internetowym komunikatorze Telegram zaczęli publikować wykradzioną stamtąd korespondencje. Także dokumenty o charakterze poufnym, a nawet tajnym. Kompromitujące wszystkich, odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa państwa polskiego.

Reakcja elit PiS na ten kompromitujący je atak była charakterystyczna dla tego środowiska. Błyskawicznie, zbiorowo i solidarnie prominenci PiS uciekli od wszelkiej odpowiedzialności. Pan minister, szef kancelarii premiera Michał Dworczyk został wykreowany na niewinną ofiarę podstępnego ataku hakerów. Zapewne ruskich, czyli wyjątkowo podłych. Parlamentarzyści PiS dostali nakaz propagowania w mediach następującego przekazu. Każdy z polityków na świecie, nawet pani Hilary Clinton, może stać się ofiarą hakerskiego ataku. Nie ma na to rady i siły, bo z hakerami nawet taka mocarka jak Clinton nie wygrała. Zatem nie krytykujmy pana ministra Dworczyka. Współczujmy mu, bo każdy z parlamentarzystów, nawet tych z opozycji, może być kolejna ofiarą hakerskiego ataku. I pewnie dlatego wielu parlamentarzystów, nawet tych z opozycji, profilaktycznie łączy się w mediach w bólu ze zhakowanym panem ministrem Dworczykiem.

Tym samym dyskusja o stanie bezpieczeństwa państwa polskiego, zwłaszcza cyber bezpieczeństwa, wygasa. Nikomu już nie chce się zadawać pytania; dlaczego pan minister Dworczyk używał prywatnego, czyli łatwego do zhakowania, konta mailowego do wysyłania służbowej korespondencji? W tym korespondencji o charakterze poufnym, a może nawet tajnym. Nikomu już nie chce się zadawać pytania: czy pan minister Dworczyk został przeszkolony przez polskie służby specjalne w zakresie cyber bezpieczeństwa? Czy wie, że nie wolno mu używać prywatnej skrzynki mailowej do korespondencji służbowej? Nikomu nie chce się już pytać; czy poinformowany o tym pan minister Dworczyk złamał obowiązujący go zakaz i tym samym złamał obowiązujące go prawo? Przeciwnie po raz kolejny mamy przypadek, że kolejny polityk „Prawa i Sprawiedliwości” łamie prawo i obowiązujące go procedury bezpieczeństwa i nie ponosi za to odpowiedzialności. Przeciwnie zostaje wykreowany na ofiarę podstępnego zamachu. Jeszcze kilka tygodni a pan minister Dworczyk stanie się w narodowo- katolickich mediach kolejnym bohaterem narodowym. Zaatakowanym przez podstępnego wroga, wiadomej narodowości.

Jedenaście lat temu pan prezydent Lech Kaczyński i jego urzędnicy złamali prawo i obowiązujące procedury organizując lot do Smoleńska. W efekcie tych błędów i zaniedbań doszło do katastrofy lotniczej. Zginał prezydent RP i zaproszeni do samolotu jego goście. Śledztwo w sprawie odpowiedzialności za katastrofę trwa nadal i pewnie za rządów PiS nie zostanie oficjalnie zakończone. Prezydent Kaczyński został bohaterem narodowym w środowiskach polskiej prawicy. Tylko dlatego, że był ofiarą polskiego bałaganu i zgody na łamanie obowiązującego prawa.

W Polsce mamy liczne, rozbudowane personalnie, państwowe służby formalnie odpowiadające za utrzymywanie bezpieczeństwa w naszym państwie. Mamy rządzącą obecnie formację, która obiecywała wyborcom stworzenie silnego, bezpiecznego i dumnego państwa polskiego. Dysponującego silną armią i kompetentnymi instytucjami. A praktyka pokazuje, że tajemnice państwowe wyciekają, bo pan szef kancelarii pana premiera rozsyłał je z darmowego, czyli słabo zabezpieczonego przed hakerskimi atakami, konta mailowego. Lekceważąc potencjalne ataki, wręcz zapraszając hakerów i obce służby do czytania tajemnic państwa polskiego.

W rządzie firmowanym przez pana premiera Morawieckiego najwyższym ranga urzędnikiem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo naszego państwa jest pan wicepremier, prezes Jarosław Kaczyński. Gdybyśmy żyli w sprawnym, solidnym państwie to pan wicepremier od spraw bezpieczeństwa powinien poczuwać się do odpowiedzialności za ten atak. I zabrać publicznie głos. A pan wicepremier Kaczyński milczy.

Dlatego „Flaczki tygodnia” zachęcają opozycję parlamentarną aby złożyła w Sejmie RP wniosek o odwołanie pana wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo naszego państwa. Oczywistym jest, że pan wicepremier nie zostanie odwołany. Ale taki wniosek może być powodem ważnej i merytorycznej debaty o stanie bezpieczeństwa w naszym państwie. Debaty oceniającej pracę i osiągnięcia pana wicepremiera Kaczyńskiego. Opozycja może taż postawić wniosek o informację rządu w zakresie cyber bezpieczeństwa złożoną przez pana wicepremiera Kaczyńskiego. Pan wicepremier, znany mistrz ciętej parlamentarnej riposty, z niejednego pieca chleb jadł, i zapewne problemy cyber bezpieczeńśtwa ma w małym paluszku.

Rozwiązała się firmowana przez Roberta Biedronia lewicowa partia Wiosna. Jej parlamentarzyści wchodzą nadal w skład Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy. Samorozwiązanie się Wiosny to kroku ku zjednoczeniu z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i stworzenia jednej partii lewicowej. Kongres zjednoczeniowy planowany jest na październik tego roku. Niech wreszcie się odbędzie, wzdychają „Flaczki”, bo najgorszy jest stan ogłoszonego już małżeństwa politycznego, ale nadal nieskonsumowanego. Lewicowi wyborcy chcieliby mieć trwały, jednoznaczny byt polityczny.

Zaczęło się od wieczornym spotkań, nierzadko przy winku, i nawet wspólnych śpiewów. Paweł stopił chłodne serce pana prezesa wysoko oceniając jego kwalifikacje wokalne. I tak od poniedziałku pan poseł Kukiz i jego polityczna trupa zasilą parlamentarny chór pana prezesa Kaczyńskiego. Nie będą w koalicji, ale będą tak samo głosować. W zamian pan prezes coś panu Kukizowi obiecał. Czego dotrzymać nie musi.

Pawła Kukiza „Flaczki” poznały trzydzieści lat temu. Wtedy śpiewał w chórze politycznym razem z Jerzym Urbanem. Trochę repertuar mu się zmienił.

Ku wielkiej uciesze prawicowych internetowych trolli prawicowi internauci ogłosili akcję „Odeślij Oldze Tokarczuk posiadane przez ciebie jej książki”. Aby zawstydzić i upokorzyć „lewicową” Noblistkę. Tygodnie już mijają, ale żadnej takiej książki popularna pisarka nie dostała. Potwierdziło się, że w narodowo- katolickich domach książki wymagające poważnej lektury pojawiają się rzadko.

Badania sondażowe są jednoznaczne. Tylko wyborcy Koalicji Obywatelskiej i tylko ich 54 procent wierzy w powrót Donalda Tuska do polskiej polityki. Pozostali wyborcy cyklicznie pojawiające się sygnały o wsiadającym na białego konika Tusku traktują już jako sensacje ogórkowego sezonu dziennikarskiego. Na równi z doniesieniami o piraniach w Wiśle, czy zapowiadaną emancypacją pana prezydenta Dudy.

W Polsce nie nastąpi otrzeźwienie

– Nie można dziś oczekiwać politycznej przyzwoitości od Kaczyńskiego, Morawieckiego czy Dudy, w Waszyngtonie o tym wiedzą, a przyzwoitość ma aktualnie tam znaczenie, jest niezłą walutą, czego wulgarni populiści znad Wisły nie rozumieją. Jeżeli mamy kurs na tworzenie systemu autorytarnego i następuje niszczenie kolejnych demokratycznych instytucji, to nie możemy liczyć na przychylność USA. Świeża decyzja Waszyngtonu o zaprzestaniu blokowania budowy Nord Stream 2 potwierdza, że zdanie władzy PiS nie jest zupełnie brane pod uwagę przez Biały Dom – mówi w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co), były szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych prof. Roman Kuźniar.

JUSTYNA KOĆ: Kilka dni temu Joe Biden wezwał do rozejmu na Bliskim Wschodzie. Wiadomo, że Ameryka to strategiczny partner Izraela. Na ile zatem to są istotne słowa?
ROMAN KUŹNIAR: Trudno powiedzieć, bo nie wiemy, jak dalece premier Netanjahu i jego rząd zechcą brać pod uwagę zdanie prezydenta wywodzącego się z Partii Demokratycznej. Izrael przez ostatnie lata dowodził głębokiej autonomii wobec demokratycznych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Oczywiście republikańscy prezydenci bardzo silnie i jednostronnie popierali Netanjahu i Izrael w konflikcie z Palestyńczykami czy innymi sąsiadami, więc „problemu autonomii” nie było.
Wobec prezydenta Obamy premier Izraela zachowywał się ostentacyjnie nieprzyjaźnie, aby nie powiedzieć pogardliwie, i trzymał go na dystans, jeżeli chodzi o sprawy bliskowschodnie. Doprowadziło to do tego, że prezydent Obama, mówiąc kolokwialnie, odpuścił sobie problem izraelsko-palestyński i przestał cokolwiek sugerować czy próbować reanimować tak zwany proces pokojowy. Netanjahu niezbyt poważnie traktował zresztą także administrację G.W. Busha. To za jego czasów izraelscy dyplomaci pozwalali sobie na dość ironiczne uwagi pod adresem Condoleezzy Rice, która dwa razy w tygodniu „meldowała się w Tel Awiwie”.
Aż nastał Donald Trump…
Największym przyjacielem Netanjahu był zdecydowanie Donald Trump, który miał z premierem Izraela swoiste pokrewieństwo ideowe. Tam zresztą nie było idei, tylko zbieżność temperamentów politycznych, jak i rozumienia sensu polityki. Obaj reprezentowali nurt silnie prawicowo-nacjonalistyczny, więc rozumieli się bez słów.
Zięć Trumpa, który miał słabe, mówiąc delikatnie, zrozumienie złożoności sytuacji na Bliskim Wschodzie, ale dysponował potęgą i pieniędzmi USA, uważał, że to wystarczy, wynegocjował jakieś niby-porozumienie między Izraelem a niektórymi krajami arabskimi. To miało krótkie nogi, bo nie tylko grzeszyło naiwnością, ale także ignorowało prawa Palestyńczyków.
Wybuch konfliktu był odłożony w czasie i to się właśnie teraz zdarzyło.
Biden zmieni politykę USA w stosunku do Izraela?
Administracja Bidena ma świadomość błędów, które popełniali poprzednicy. Jednak Waszyngton, podobnie jak inne zachodnie stolice, ma ograniczone pole manewru, jeżeli chodzi o wywieranie presji na Izrael w kontekście takich jego działań jak pacyfikacja Strefy Gazy przez wojsko izraelskie na rozkaz premiera Netanjahu. To jest sprawa historii, sojuszniczych więzów, pozycji lobby izraelskiego w USA.
Jednak niezależnie od tej tradycji Biden jest też pod rosnącą presją ze strony własnej partii oraz wyborców Sandersa, którzy zagłosowali ostatecznie na niego. Demokraci zaczynają się bulwersować, że ich administracja nie potrafi zerwać z wzorcem polityki bliskowschodniej Trumpa. W grę wchodzą także względy moralności, wcale teraz takie nie bez znaczenia w USA. Podejrzewam, że w prywatnej rozmowie z Netanjahu Biden był nieco bardziej szczery niż w publicznych wypowiedziach. Nie potrafię jednak powiedzieć, jak premier Izraela odczyta całą sytuację.
Wiadomo, że za Obamy, kiedy w Kongresie była większość republikańska, Netanjahu mógł pozwolić sobie na lekceważenie amerykańskiego, demokratycznego prezydenta. Jak teraz premier Izraela odczyta rozkład sił, wpływy w Waszyngtonie i na ile może pozwolić sobie w relacjach z nową administracją mocarstwa, od którego w dużym stopniu zależy bezpieczeństwo Izraela, to jest pytanie, na które odpowiedzi jeszcze nie znamy.
Netanjahu właściwie osiągnął już to, co zamierzał, czyli mocno zdewastował zdolności obronne i militarne Hamasu, zatem w związku z tym może lada dzień ogłosić sukces kampanii pacyfikacyjnej i odpuścić.
Wówczas Waszyngton także będzie mógł próbować wyjść z tego z twarzą pokazując, że doszło do tego pod wpływem perswazji Białego Domu. Będzie to jednak mało wiarygodne, także dla roli USA na Bliskim Wschodzie, bo będzie oznaczać, że Ameryce można grać na nosie.

Joe Biden w kampanii często uznawany był za nudnego staruszka, tymczasem jako prezydent wszystkich zaskoczył, a pierwsze miesiące jego prezydentury to spektakularny sukces. Kampania szczepionkowa przebiega znakomicie, udało mu się także przeforsować program za 5 bilionów dolarów, który ma podnieść gospodarkę, ale też zmniejszyć nierówności społeczne i pomóc najbiedniejszym. Jak pan ocenia te pierwsze miesiące?
Nie można oceniać ich inaczej niż piątka z plusem. Wszyscy jesteśmy zaskoczeni, łącznie z amerykańską opinią publiczną, wigorem i tempem, w jakim działa administracja. Okazuje się, że o ile Biden sam nie jest wulkanem energii czy emocji, jak ta nizina moralna Donald Trump, ale za to przyszedł świetnie przygotowany do swojej roli. Nie tylko wie, jak powinien działać prezydent, ale też wszedł do Białego Domu z planem uzdrawiania Ameryki, która od wielu lat jest w głębokim dołku, w grzęzawisku, w którym się stale pogrążała, a co dało właśnie grunt do zwycięstwa kogoś takiego jak Trump.
Biden ma świadomość, że musi osuszyć to amerykańskie bagno, żeby nie dopuścić do powtórki z prezydentury kogoś podobnego do Trumpa.
Zarówno kampania szczepionkowa, jak również kolejne pakiety pokazują, że Ameryka może być inna. Przede wszystkim, że w odróżnieniu od czasów Trumpa może być przyzwoita.
Amerykański prezydent zaproponował dwa pakiety, gdzie dwa biliony mają doprowadzić do odbicia gospodarczego, ale już kolejne dwa mają być przeznaczone na problemy społeczne. Mówi się nawet, że to ostateczne zerwanie z neoliberalizmem. Jak pan to ocenia?
Biden zaproponował pakiety stymulujące gospodarkę. To nie jest plan w stylu Polskiego Ładu Morawieckiego, gdzie mamy wyłącznie rozdawnictwo i dystrybucję. W planie Bidena jest szeroki pakiet ukierunkowany na rekonwalescencję Ameryki w tych miejscach, gdzie jej choroba była największa. Dotyczy to m.in. infrastruktury, od tej elementarnej, jak połączenia, aż do cyfryzacji, szkolnictwa i edukacji, która była katastrofalnie niska. Amerykańskie szkoły wypuszczały miliony infantylnych, niedouczonych ludzi, podatnych na manipulacje i demagogię, dlatego też ktoś taki jak Trump mógł zostać prezydentem.
Ale to nie jest zerwanie z neoliberalizmem, tylko uzupełnienie go o komponent socjalny i troski o kondycję ameryki. Biden ma świadomość, że musi się śpieszyć, bo za chwilę wybory uzupełniające i to „okno pogodowe”, czyli obecna przewaga demokratów w obu izbach Kongresu, może się zamknąć.
Wówczas Biden może powtórzyć los Obamy, który przyszedł również z konkretnym programem, ale nie potrafił go przeprowadzić.
Biden jako doświadczony parlamentarzysta spędził kilkadziesiąt lat w Kongresie, wie, jak się poruszać i jak rozmawiać zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie, aby pozyskiwać tych wahających się spośród republikanów. Poradzi sobie znacznie lepiej niż Obama.
Jak ocenia pan politykę zagraniczną?
Tu również jestem pod wrażeniem, bo mimo zapowiedzianej przez Bidena koncentracji na froncie wewnętrznym, w polityce zagranicznej jest także dużo inicjatywy i energii. To również dlatego, że została ona powierzona bardzo doświadczonym ludziom, z Blinkenem na czele, którzy dobrze rozumieją moment, w którym znalazł się świat. Dzięki temu dyplomacja amerykańska działa w sposób bardzo przemyślany, strategiczny, ukierunkowany.
Oczywiście zawsze jest do czego się przyczepić, np. Biden zapowiadał surowsze podejście do Arabii Saudyjskiej, którego już wiadomo, że nie ma, bo interesy przemysłu zbrojeniowego. Zobaczymy też, jak rozwinie się sytuacja na kierunku rosyjskim.
Była zapowiedź ostrego kursu, ale potem stonowanie i nagła propozycja Bidena spotkania z Putinem. Uważam, że zbyt wcześnie. Putin powinien na to zasłużyć wyhamowaniem antyzachodniej ofensywy, całej tej obrzydliwej retoryki i dywersji informacyjnej.
Jeżeli chodzi o podejście do Chin, do Europy czy do Sojuszu Atlantyckiego, to wszystko jest w najlepszym porządku, widać, że to także pola, które są bardzo przemyślane.
Z Europą widzimy przywracanie normalnych relacji, ich rewitalizację. Podobnie jeżeli chodzi o NATO. Czekamy na szczyt NATO 14 czerwca i zobaczymy, jak Biden wyobraża sobie obecną rolę Sojuszu. Mówi się o pewnym otwarciu w kierunku Indo-Pacyfiku, to byłoby interesujące.
Wracając do Chin, to widać wyraźnie, że Amerykanie chcą, aby ich polityka oraz stosunki dwustronne, ale także szerzej podejście do świata, były oparte na zasadach prawa, na respektowaniu tej postaci porządku międzynarodowego, który został wykształcony po zimnej wojnie. W rozumieniu Waszyngtonu Chiny nie mogą teraz wywracać stolika i ignorować reguły tego porządku zarówno w stosunkach globalnych, jak i swojej okolicy. To również bardzo obiecujące.
Polski prezydent Duda poprzez wideokonferencję spotkał się w Bukareszcie z Joe Bidenem. Czy widzi pan szanse na poprawę stosunków polskiej ekipy z nową administracją USA, bo już chyba czas przestać płakać po Trumpie?
Nie dziwę się, że Biden nie dzwonił do Dudy, bo prezydent Rzeczpospolitej jest osobą kompletnie nieistotną i zupełnie nielicząca się ani w polskiej polityce, ani nawet we własnej partii. Amerykanie doskonale wiedzą, jaka jest sytuacja w Polsce i jaką role odgrywa prezydent Duda. Szkoda czasu na telefon do Mr. Nobody.
Rozmowa w czasie spotkania w Bukareszcie nie była rozmową z Dudą, tylko z bukaresztańską dziewiątką. To jest format zaproponowany jeszcze przez prezydenta Komorowskiego zaraz po rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie.
Pierwsze spotkanie odbyło się w Warszawie w Pałacu Prezydenckim w 2014 r. Ponieważ Polska nie narzekała wówczas na brak sukcesów w stosunkach międzynarodowych, mogła dzielić się z innymi swoimi osiągnięciami i prezydent Komorowski zaproponował, aby kolejne spotkanie odbyło w Bukareszcie. To bardzo dobry pomysł, bo wtedy podmiotowo włączamy innych do takiego dialogu. Takie zabiegi dobrze służyły regionowi i pozycji Polski. Biden zgodził się połączyć zdalnie z bukaresztańską dziewiątką, ponieważ było to jedno z wielu spotkań przygotowawczych do szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w czerwcu. Takich spotkań w różnych formatach przed szczytem jest wiele. Ta dziewiątka to państwa wschodniej flanki NATO.
Samo wystąpienie amerykańskiego prezydenta nie było transmitowane, ale wiadomo z relacji o czym mówił. Jak pan ocenia jego przekaz?
Biden wyraźnie na spotkaniu powiedział, że obecna sytuacja to nie jest tylko sprawa nieprzyjaznych militarnie zamiarów Rosji wobec krajów regionu czy NATO. Problemem, jak mówił Biden, są również takie oddziaływania Rosji czy Chin, które destabilizują demokratyczne ustroje państw NATO.
Andrzej Duda już się tym nie pochwalił, że Biały Dom wyraźnie podkreślił znaczenie tego aspektu bezpieczeństwa, jakim jest stabilność demokracji i rządy prawa, czyli tego wszystkiego, czego polski rząd nie rozumie, a co znajduje się w artykule 2 Traktatu Waszyngtońskiego.
To zadziwiające, że w Polsce uważa się, że z jednej strony może być u nas wojsko amerykańskie, a z drugiej rządy autorytarne rodem z Rosji.
To było główne przesłanie Bidena, dlatego że Polska i Węgry mają teraz największy problem z praworządnością.
Niestety wygląda na to, że polskie władze są odporne na tego typu sygnały, a rząd rzekomej prawicy ostentacyjnie ignoruje także UE w tej kwestii.
Zatem na nowe otwarcie na razie nie ma szans?
W stosunkach z USA nie widzę niestety ani potencjału na to, ani zapowiedzi. Bo to w Polsce musiałoby się wiele zmienić. Nie wystarczy nagle ogłosić, że prezydent Biden jest wspaniały i zapominamy o Trumpie. Najważniejsze jest to, abyśmy zachowywali się przyzwoicie, a nasza polityka musi być zgodna z kryteriami członkostwa w Sojuszu i UE.
Niestety, nie można dziś oczekiwać politycznej przyzwoitości od Kaczyńskiego, Morawieckiego czy Dudy, w Waszyngtonie o tym wiedzą, a przyzwoitość ma akurat tam znaczenie, jest niezłą walutą, czego wulgarni populiści znad Wisły nie rozumieją. Jeżeli mamy kurs na tworzenie systemu autorytarnego i następuje niszczenie kolejnych demokratycznych instytucji, to nie możemy liczyć na przychylność USA.
Jeżeli w tej kwestii nie nastąpi w Polsce otrzeźwienie, a nic na to nie wskazuje, aby tak się miało stać, to nie widzę perspektyw budowy korzystnych dla obecnej Warszawy stosunków z nową administracją USA.
Świeża decyzja Waszyngtonu o zaprzestaniu blokowania budowy Nord Stream 2 potwierdza, że zdanie władzy PiS nie jest zupełnie brane pod uwagę przez Biały Dom.

Bigos tygodniowy

Od poprzedniego Bigosu upłynęło nieco więcej niż zazwyczaj czasu, więc mogłoby się wydawać, że Bigos zdoła w międzyczasie dojść do siebie w kwestii głosowania Lewicy nad Europejskim Funduszem Odbudowy. Udało się częściowo. Ludzkie pojęcie przechodzi, jaki zamęt dealu Lewicy z PiS zapanował w Bigosie, jakie bicie się z własnymi myślami on przeżył. Po pierwsze, dla patrioty Lewicy fakt, że porozumiała się ona z bandyckim i oszukańczym wrogiem, z katami kobiet i grabarzami resztek ich praw, z niszczycielami praworządności, był sam w sobie koszmarny. Gdy Bigos słyszy „PiS”, dostaje bielma na oczach z wściekłości (nie ma rewolweru do odbezpieczenia), a tu Lewica się z nimi układa. Po drugie, Bigos jest tylko człowiekiem, więc potężny atak na Lewicę ze strony tzw. liberalnych mediów, te frazy o zdradzie w ogólności, zdradzie kobiet w szczególności, o pakcie Ribbentrop-Mołotow i przejściu wojsk Jagiełły na stronę Krzyżaków jakieś wrażenie musiały na nim wywrzeć. Po trzecie, już sama tylko wizja (najprawdopodobniej całkowicie nierealna), że można by stworzyć Techniczny Rząd Tymczasowy i na zbity pysk, na dzień dobry, wyrzucić z TVP tych wszystkich pisowskich propagandystów z Holecką, Klarenbachem, Karnowskimi, Łęskim czy Adamczykiem i resztą, podziałał na Bigos jak afrodyzjak. Jeśli do tego dodać, że sceptycznie o decyzji Lewicy wypowiedziało się też m.in. także kilkoro działaczy terenowych formacji (Łódź), bardzo lubiany przez Bigos Ogólnopolski Strajk Kobiet, a także skrzywdzeni przez PiS emeryci mundurowi oraz poseł Rozenek – dopełniło to miary w tej materii pomieszania. Do tego doszła ogólna narracja, że deal Lewica-PiS przedłuży władzę tej partii. Słowem: horror, nic tylko się powiesić. Kiedy jednak Bigos z tych pierwotnych emocji nieco ochłonął, zaczął się zastanawiać nieco bardziej na chłodno, że sama tylko miła sercu narracja „z bandytami się nie negocjuje”, w realnej polityce nie wystarczą. I mniejsza już o to, że Koalicja Obywatelska, która oczekiwała lojalności od Lewicy, nie okazała jej lojalności podczas głosowania nad kandydaturą Piotra Ikonowicza na stanowisko RPO. Mniejsza o to, że w roli obrońców praw kobiet Platforma jest bardzo świeża i mało wiarygodna. I nawet mniejsza o to, że KO traktowała Lewicę dotąd jak hetkę-pętelkę. Bigos najbardziej obawia się, że ów deal może przynieść Lewicy uszczerbek i rzeczywiście może przyczynić się do przedłużenia mafijnych rządów PiS. „Mafia pozostanie mafią, nawet jeśli Lewica grzecznie naciśnie guzik” – napisał OSK. Bigos boi się też millerowskiego „efektu Ogórka”, który tak bardzo kilka lat temu zaszkodził Lewicy. Ten pejzaż zamętu jest tak rozległy, że aby go tu kompletnie odmalować, Bigos musiałby zająć co najmniej dwie, a może i trzy kolumny „Dziennika Trybuna”. Reasumując: Bigos już, już miał rozłożyć ramiona w geście bezradności i powtórzyć za Gombrowiczem: „Nie jestem ja aż tak szalony abym co mniemał, albo i nie mniemał”, gdy w tej okropnej prostracji, w ostatniej niemal chwili przyszły Bigosowi w sukurs przedwczorajsze Flaczki. Dokonana przez nie precyzyjna analiza sytuacji przemówiła Bigosowi do przekonania. Flaczki nie tylko klarownie uwypukliły racjonalne przesłanki decyzji Lewicy (m.in. podkreśliły mirażowy, fantasmagoryczny charakter pomysłu rządu technicznego od Lewicy do Konfederacji i może z Gowinem na dokładkę), ale do tego wyciągnęły z tej analizy dość optymistyczną konkluzję, którą w uproszczeniu i skrócie można sprowadzić do wniosku, że Lewica złożyła na obliczu PiS „pocałunek śmierci”, który w dalszej konsekwencji osłabi jego władzę. Nic tylko marzyć, aby ta prognoza się spełniła. Zatem na ten moment, póki co, ciągle przykładając mokry ręcznik do skołowanej głowy i ciągle nie mogąc (sorry) do końca wyzbyć się wątpliwości, czy aby na pewno nie zrobiła błędu, Bigos postanowił wierzyć w mądrość polityczną Lewicy (a ma inne wyjście?) i trzymać się omdlałymi dłońmi wykładni sformułowanej przez Flaczki. A jak będzie, czas pokaże. Ufff!


Mniej więcej w tym samym czasie, w którym toczyły się wyżej wzmiankowane wypadki, jako „w czystej postaci państwo policyjne” określił państwo PiS ex-solidaruch i ex-pisowiec Marian Banaś, prezes NiK. Nic dodać nic ująć. Niezależnie od tego, co ma za paznokciami sam „pancerny Marian”, ten od pokoi na godziny oraz niezależnie od całego kontekstu sprawy, to jako bądź co bądź prezes Najwyższej Izby Kontroli wie on dobrze, co mówi.


Negatywnym skutkiem ubocznym tego, co się stało między PiS a Lewicą, jest występująca w pisowskich szczujniach ekspresja serdecznych afektów pod adresem „postkomunistów”. Chwalą Lewicę rozmaite pisowskie indywidua, od Wildsteinów, poprzez Janeckich, Klarenbachów, Holeckie, po resztę towarzystwa, poruczników Karnowskich nie wyłączając. Jako związany z Lewicą czuję się molestowany przez niechcianych adoratorów obśliniającymi całusami i obmacywankami. Łapy przy sobie!


PiS konsekwentnie olewa wyroki sądów. Mimo sądowego zabezpieczenia, w zarządzie Polska-Press są już tylko pisowcy, a namiestniczka Kania robi czystki wśród redaktorów naczelnych. PiS chytrym zabiegiem przejmuje Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie. Nie ma dnia bez jakiegoś przecherstwa, oszustwa, czy bezczelności PiS. Czarnek zamierza okrężną drogą wprowadzić de facto przymus uczęszczania przez uczniów na katechezę, a Babcia Basia została niedawno haniebnie zmaltretowana przez policjantów. Czyli po staremu.


Nie słabnie obłąkańcza kampania religijnego terroru. Prokuratura warszawska podjęła czynności w sprawie „obrazy uczuć religijnych”, bo ktoś gdzieś opublikował słowa papieża Franciszka na tle barw tęczy. Z kolei grupa Godek skierowała do prokuratury lubelskiej podobne oskarżenie w sprawie plakatu tamtejszej artystycznej Galerii Labirynt, na którym młoda kobieta zjada jakieś mięso, podobno polędwicę. Zdaniem godkowców jest to polędwica z dziecka poczętego. Natomiast w Oleśnicy, po tym jak tamtejsza rada miejska zakazała rajdów przez miasto tzw. ciężarówki antyaborcyjnej, wojewoda uchylił zakaz motywując to koniecznością respektowania wolności wyrażania poglądów. I to są całe pisiory. Gdy im coś nie odpowiada ideologicznie, n.p. barwy tęczy czy błyskawica Strajku Kobiet, to zwalczają to wszelkimi dostępnymi środkami nie bacząc na konstytucyjną wolność ekspresji. Gdy natomiast coś im odpowiada, to bronią tego zacięcie. Czysta moralność Kalego.


Pierwszy Gamoń RP, mówiąc o powstaniu śląskim pomylił „insurekcję” z „rezurekcją”. Bo to nie tylko Gamoń, ale i Dewot, więc ciągle mu rezurekcje w głowie.