Piłka ręczna: Dziwna decyzja EHF w Lidze Mistrzów

Już wiadomo, że z powodu pandemii nie uda się do 4 marca rozegrać wszystkich spotkań grupowych w Lidze Mistrzów piłkarzy ręcznych. Europejska federacja (EHF) postanowiła więc przyznać punkty przy  zielonym stoliku.

Już kilka tygodni temu EHF zapowiadała takie rozwiązanie, gdyby nie udało się rozegrać spotkań do 4 marca, bo potem jest czas dla reprezentacji przed meczami eliminacyjnymi do ME 2022. W ten sposób rozstrzygnięto sześć spotkań, w tym pięć w grupie A, w której rywalizuje mistrz Polski Łomża Vive Kielce. Kielecki zespół niespecjalnie ucierpiał na tej decyzji, bo zdążył nadrobić zaległości i do zakończenia rywalizacji w fazie grupowej pozostał mu już tylko mecz z Flensburgiem.
W razie zwycięstwa kielczanie zapewnią sobie pierwszą lokatę w grupie A, niezależnie od wyników rywali. Remis oznacza drugą lokatę, natomiast porażka przy niekorzystnym zbiegu okoliczności może zepchnąć ich na trzecią pozycję, a to by skazywało ich w fazie play off na potyczkę z francuskim FC Nantes HB. Spotkania fazy Top 16 Ligi Mistrzów EHF rozpoczną się 31 marca.

Nasi szczypiorniści od Turków byli lepsi

Szykująca się do rozpoczynających się 13 stycznia mistrzostwach świata piłkarzy ręcznych reprezentacja Polski wygrała na wyjeździe z Turcją 29:24 w eliminacjach do mistrzostw Europy 2022. Rewanż 9 stycznia w Płocku.

Dla ekipy biało-czerwonych rozegrane w minioną środę spotkanie z Turkami było ich pierwszą potyczką w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Dla naszego zespołu nie był to specjalnie korzystny termin, ale z powodu pandemii doszło do spiętrzenia terminów i z tego powodu EHF wyznaczył mecze Polaków z Turkami na tydzień przed startem biało-czerwonych w MŚ 2021. Inna sprawa, że nasz zespół do egipskiego turnieju dostał się dzięki zabiegom dyplomatycznym działaczy ZPRP.
Za kadencji obecnego selekcjonera kadry Patryka Rombla reprezentacja Polski przez meczem z Turcją miała na koncie tylko jedno zwycięstwo, z Izraelem, a zaliczyła między innymi żenujący występ w zakończonym szczęśliwym remisem spotkaniu z Kosowem. Mimo to biało-czerwoni byli uważani za faworytów, bo turecka drużyna ma w swoim składzie tylko jednego klasowego gracza, Doruka Pehlivana, którego Łomża Vive Kielce oddała na dwuletnie wypożyczenie do niemieckiego Minden. Pozostali zawodnicy grają w przeciętnych węgierskich i rumuńskich klubach, albo w słabej rodzimej lidze.
Trener Rombel wystawił do gry skład wykrystalizowany podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy. Zabrakło jedynie zakażonego koronawirusem Kamila Syprzaka, a w bramce za Adama Morawskiego stanął Piotr Wyszomirski, który należał do najlepszych na boisku. W polu zagrali: Chrapkowski, Czuwara, Daszek (3 gole), Dawydzik (1), M. Gębala (3), T. Gębala (5), Krajewski, Majdziński (1), Moryto (6), Olejniczak (2), Pilitowski (3), Przybylski, Sićko (4) i Walczak.
Mimo kilku niedociągnięć, nasi szczypiorniści zaprezentowali się przyzwoicie. Oby równie dobrze zagrali w sobotę 9 stycznia w Orlen Arenie w Płocku w spotkaniu rewanżowym (początek godz. 17:00), a potem w światowym czempionacie w Egipcie.

Polskie szczypiornistki wróciły do domu na tarczy

Reprezentacja Polski w piłce ręcznej kobiet po dwóch porażkach w fazie grupowe mistrzostw Europy, z Norwegią i Rumunią, żeby awansować do kolejnej rundy musiały w swoim ostatnim spotkaniu w grupie D wygrać z zespołem Niemiec co najmniej przewagą czterech bramek. Ale tylko zremisowały 21:21 i odpadły z turnieju.

We wcześniejszych spotkaniach, rozegranych w Kolding, Polki przegrały w grupie D z Norwegią 22:35 i Rumunią 24:28. Podopieczne norweskiego trenera Arne Senstada nie dały rady także Niemkom, którym remis wystarczy do awansu z drugiego miejsca, bo Rumunki w poniedziałek uległy niepokonanym w grupie Norweżkom 20:28 (przeszły do drugiej rundy z kompletem punktów), a wcześniej przegrały też z ekipą Niemiec 19:22.
Biało-czerwone wracają zatem do domu już po pierwszej fazie rozgrywanych w Dani czternastych mistrzostw Starego Kontynentu. W turnieju rywalizuje 16 drużyn, a po fazie grupowej z imprezy, oprócz Polek, w poniedziałek odpadła też grająca w grupie B drużyna Czech. Z tej grupy do drugiej rundy awansowały zespoły Rosji, Szwecji i Hiszpanii. W tej fazie turnieju 12 zespołów zostanie podzielonych na dwie grupy po sześć drużyn. Do rundy finałowej przejdzie sześć najlepszych, z których dwie z najgorszym bilansem w swoich grupach po 2. rundzie zagra o piąte miejsce, natomiast cztery pozostałe systemem pucharowym powalczy o medale.
Z dwóch pozostałych grup, które trzecią serię gier rozegrały we wtorek (wszystkie spotkania zakończyły się po zamknięciu wydania), z grupy A pewne awansu były już zespoły Danii i Francji, a o trzecią lokatę w bezpośrednim spotkaniu zmierzyły się pozostające bez punktu po dwóch kolejkach ekipy Czarnogóry i Słowenii. Z kolei w grupie C, także kończącej zmagania we wtorek, najbliższe awansu były mające po dwa punkty zespoły Chorwacji, Węgier i Serbii, a najmniejsze pozostająca bez zwycięstwa ekipa Holandii, która w ostatnim spotkaniu grupowym zmierzyła się z Węgierkami.
W drugiej fazie w grupie I zagrają zespoły z grup A i B, a w grupie II ekipy z grup C i D. Pierwsze mecze drugiej rundy zaplanowano na 10 grudnia, ostatnie pięć dni później. Spotkanie o 5. miejsce odbędzie się 18 grudnia, a tego dnia odbędą się oba mecze półfinałowe. Decydujące o medalach spotkania zostaną rozegrane w niedzielę 20 grudnia.

Awanse bez kwalifikacji

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) odwołała eliminacje do mistrzostw świata mężczyzn w 2021 roku oraz do tegorocznych mistrzostw Europy kobiet. Miejsca w tych turniejach rozdzielono przy „zielonym stoliku”. Skorzystały na tym nasze szczypiornistki, ale stracili szczypiorniści, którzy w przyszłym roku w Egipcie nie zagrają.

Reprezentacja Polski piłkarek ręcznych w eliminacjach do tegorocznych mistrzostwach Europy piłkarek ręcznych, które w grudniu odbędą się w Danii i Norwegii, rywalizowały w grupie 7 z Rumunią, Ukrainą i Wyspami Owczymi. Biało-czerwone zdążyły rozegrać dwa mecze: u siebie pokonały ekipę Wysp Owczych 28:16, a na wyjeździe zespół Ukrainy 27:26. Dwa spotkania wygrały też Rumunki. Nie dowiemy się już, która z dwóch niepokonanych drużyn okazałaby się lepsza w bezpośredniej walce, bo EHF anulowała rundę eliminacyjną i zdecydowała, że w mistrzostwach Europy zagrają reprezentacje zakwalifikowane na podstawie wyników uzyskanych w poprzednim czempionacie naszego kontynentu, rozegranym we Francji w 2018 roku. Biało-czerwone zajęły w tej imprezie 14. miejsce, co wystarczyło do kwalifikacji, bowiem w tegorocznych mistrzostwach w Danii i Norwegii wystąpi 16 zespołów. Oprócz reprezentacji Polski zagrają w niej ponadto ekipy Francji, Rosji, Holandii, Rumunii, Szwecji, Węgier, Czarnogóry, Niemiec, Serbii, Hiszpanii, Słowenii, Czech, Chorwacji oraz gospodyń turnieju, czyli Danii i Norwegii.
Europejska Federacja Piłki Ręcznej podobne rozwiązanie zastosowała w przypadku eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata mężczyzn w Egipcie i także z powodu pandemii koronawirusa odwołała eliminacje do tej imprezy. Prowadzono przez trenera Patryka Rombla reprezentacja Polski miała w nich najpierw zmierzyć się w prekwalifikacjach z zespołem Litwy, a dopiero po przejściu tej przeszkody zmierzyć się z wyżej obecnie notowaną w rankingu drużyną Białorusi w dwumeczu o awans do mistrzostw globu.
EHF wyjaśniła w komunikacie, że taką decyzję podjęto w związku z brakiem wolnych terminów na rozegranie mecze eliminacyjne. Do światowego czempionatu postanowiono zakwalifikować drużyny na podstawie rankingu z mistrzostw Europy w 2020 roku. Dla biało-czerwonych nie była to korzystna decyzja, bowiem w rozegranych w styczniu mistrzostwach kontynentu zajęli dopiero 21. miejsce, zaś ostatnią drużyną, która na podstawie rankingu kwalifikowała się na mundial, była 14. w końcowej klasyfikacji ME 2020 Francja.
Tak więc Europę w przyszłorocznym światowym czempionacie reprezentować będą zespoły Słowenii, Niemiec, Portugalii, Szwecji, Austrii, Węgier, Białorusi, Islandii, Czech i Francji oraz Hiszpanii, Chorwacji i Norwegii, które już wcześniej zapewniły sobie awans. Związek Piłki Ręcznej w Polsce po cichu zabiega o przyznanie naszej reprezentacji tzw. dzikiej karty, ale szanse na to są niewielkie.
Pandemia koronawirusa wymusiła na EHF decyzje dotyczące także rozgrywek w europejskich pucharach. W tym przypadku działacze europejskiej federacji również poszli po najmniejszej linii oporu i po prostu zrezygnowali z meczów 1/8 finału oraz ćwierćfinałowych i do Final Four zakwalifikowali po dwie najlepsze drużyny z grup A i B. To oznacza, że w zaplanowanym w dniach 28-29 grudnia tego roku turnieju finałowym Ligi Mistrzów zagrają hiszpańska FC Barcelona Lassa, niemiecki THW Kiel, francuski Paris Saint-Germain i węgierski Telekom Veszprem.
Niestety, skasowanie rywalizacji na poziomie 1/8 i 1/4 finału odebrało szanse na wywalczenie miejsce w Final Four dwom polskim zespołom – PGE Vive Kielce i Orlenowi Wiśle Płock. Kielczanie mieli w 1/8 finału zmierzyć się ze słoweńskim Celje Pivovarna Lasko, natomiast „Nafciarze” z Telekomem Veszprem.
W Final Four Ligi Mistrzyń piłkarek ręcznych, który odbędzie się w dniach 5-6 września w Budapeszcie, zagrają zespoły Metz Handball, Team Esbjerg, Gyoeri Audi ETO KC i Brest Bretagne Handball. EHF postanowiła także, że nie odbędzie się finałowy turniej Pucharu EHF mężczyzn, zaplanowany na 29-30 sierpnia w Berlinie. W pozostałych pucharach (EHF kobiet, Challenge Cup kobiet i mężczyzn) nie zostaną już rozegrane żadne mecze.
Decyzja europejskiej federacji oznacza definitywny koniec sezonu dla PGE Vive Kielce i Orlenu Wisły Płock. Wcześniej bowiem ZPRP zakończył rozgrywki naszej ekstraklasy. Mistrzem kraju został po raz 17. zespół z Kielc, a wicemistrzem ich odwieczny rywal z Płocka. Trzecią lokatę zdobył Górnik Zabrze.

Vive Kielce bez PGE?

Polska Grupa Energetyczna jako pierwsza z wielkich firm ogłosiła decyzję o zmniejszeniu wydatków na sponsoring sportowy. Spółka zamierza zredukować o połowę zaplanowaną w 2020 roku na ten cel kwotę blisko 27 mln złotych. To duży kłopot m.in. dla szczypiornistów PGE Vive Kielce.

PGE Polska Grupa Energetyczna od lat wspiera profesjonalne zespoły w najpopularniejszych dyscyplinach sportowych, w siatkówce PGE Skrę Bełchatów, w piłce ręcznej PGE Vive Kielce, w piłce nożnej PGE FKS Stal Mielec i w koszykówce PGE Spójnię Stargard. Ponadto PGE sponsoruje wielu sportowców w konkurencjach indywidualnych, m.in. Zofię Klepacką (windsurfing), pływaków Alicję Tchórz i Konrada Czerniaka, lekkoatletów Klaudię Siciarz i Damiana Czykiera czy panczenistę Artura Nogala. Jednym z kluczowych projektów sponsoringowych Grupy PGE jest od lipca 2015 roku sponsoring tytularny największej areny sportowej w Polsce – PGE Narodowego w Warszawie, na którym swoje mecze rozgrywa m.in. piłkarska reprezentacja Polski. Do kluczowych projektów zalicza się również sponsoring tytularny najlepszej ligi żużlowej na świecie – PGE Ekstraligi. Grupa PGE aktywnie angażuje się również w sport amatorski, wspierając inicjatywy lokalne na terenie całego kraju, zwłaszcza poprzez promocję sportu wśród dzieci i młodzieży. Działania sponsoringowe w zakresie sportu wspierają również realizację zadań w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu. „Jednym z aspektów analizy umów sponsoringowych w Grupie PGE był brak możliwości realizacji świadczeń sponsorskich na rzecz PGE w związku z pandemią Covid-19” – informuje w opublikowanym komunikacie spółka energetyczna.
Zmniejszenie dotacji przez PGE to kolejny dotkliwy cios, jaki w minionym tygodniu otrzymał zespół kieleckich szczypiornistów. Otóż mistrzowie Polski dowiedzieli się, że w miniony czwartek Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) zdecydowała, iż tegoroczny Final Four Ligi Mistrzów ma się odbyć dopiero w dniach 28-29 grudniu br. Wieść jest o tyle intrygująca, że władze EHF jeszcze nie zdecydowały jak i kiedy zostaną dokończone te pucharowe rozgrywki. Decyzja w tej sprawie ma zapaść dopiero w piątek 24 kwietnia, ale francuski dziennik sportowy „L’Equipe” już napisał, że EHF chce automatycznie zakwalifikować do Final Four cztery najlepsze zespoły z grup A i B (po dwa z każdej). Jeśli ten projekt przejdzie, PGE Vive nie znajdzie się w finałowej stawce, ponieważ w swojej grupie zajęło dopiero trzecią lokatę. W Kolonii przy takim rozwiązaniu zagrałby kwartet: FC Barcelona Lassa, THW Kiel, Paris St. Germain i Telekom Veszprem.
Prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas liczy, że EHF zechce chociaż pokrzywdzonych takim rozwiązaniem zespołom zapewnić jakąś finansową rekompensatę. „Nie spodziewam się wielkich pieniędzy z tego tytułu, bo to nie Liga Mistrzów w piłce nożnej, ale teraz jednak dla nas liczy się każda złotówka” – przyznał Seervas, którego w stan paniki nie wpędziła też wspomniana wyżej decyzja Grupy PGE. „Jako klub osiągamy bardzo dobre wyniki marketingowe. PGE to sprawdza i myślę, że szefowie grupy widzą, że warto w nas inwestować. W komunikacie PGE jest mowa o prowadzonych analizach. Pewnie one będą zbliżone do naszych, dlatego mamy nadzieję, że nas ominą cięcia” – wyraził nadzieję prezes PGE Vive Kielce.

Nafciarze z dziką kartą w Lidze Mistrzów EHF

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) ustaliła listę 28 klubów, które w sezonie 2019/2020 zagrają w Lidze Mistrzów. Do udziału w tych elitarnych europejskich rozgrywkach pucharowych zgłosiło się 35 drużyn, ale siedem EHF odrzuciło. Ten los nie spotkał dwóch polskich zespołów i w nowej edycji znów w Lidze Mistrzów zagrają PGE Vive Kielce oraz Orlen Wisła Płock.

Komitet Wykonawczy EHF podał kryteria, którymi się kierował dzieląc drużyny na przynależne do grup wyżej notowanych A i B oraz do niżej notowanych grup C i D. Były to m.in. miejsce rozgrywania spotkań, prawa telewizyjne, ranking ligi krajowej, średnia liczba widzów w hali, wyniki sportowe osiągane w europejskich pucharach, potencjał sponsorski, przestrzeganie przepisów oraz respektowanie swobody mediów w dostępie do informacji. W nowym sezonie w stawce 28 drużyn nie będzie już nadreprezentacji ekip z Francji i Niemiec. Europejska Federacja Piłki Ręcznej nie przyznała dodatkowych miejsca dla klubów z tych krajów.

O ile zakwalifikowanie do rozgrywek jedynie dwóch zespołów z Bundesligi, zamiast jak wcześniej trzech, specjalnie nie dziwi, bo już w ostatniej edycji wystartowały tylko Flensburg i Rhein-Neckar Loewen. Wprawdzie Niemcy chcieli w nowym sezonie dodatkowe miejsce dla SC Magdeburg, ale sternicy europejskiego szczypiorniaka pozostali nieugięci. Nie tylko dla Bundesligi, lecz także dla francuskiej ekstraklasy, bowiem odrzucono aplikację finalisty sprzed roku, HBC Nantes. W ostatnich dwóch sezonach Francuzi mieli zagwarantowane trzy miejsca w Lidze Mistrzów, a w poprzedniej edycji do Final Four dostała się cała trójka. EHF postanowiła wyrównać szanse i odmówiła „dzikiej karty” nie tylko Nantes, lecz także starającemu się o powrót do elity Chambery Savoie HB. Dzięki temu do grona najlepszych w Europie dostał się m.in. macedoński Eurofarm Rabotnik czy drugi klub ze Szwecji, IFK Kristianstad. Odrzucono też kandydatury Metalurga Skopje, norweskiego OFI Arendal i luksemburskiego Handball Esch.

Mistrzowie Polski, PGE Vive Kielce, ponownie trafią do którejś z dwóch najsilniejszych grupa (A lub B), natomiast „Nafciarze” z Płocka, którzy dostali się do rozgrywek dzięki „dzikiej karcie”, znów będą musieli rywalizować w słabszym zestawie przeciwników w grupach C lub D. W grupach A i B wystąpi po osiem zespołów, sześć z nich awansuje dalej. W słabszym zestawie do barażów o fazę Top 16 dostaną się tylko po dwie czołowe drużyny z każdej grupy. Losowanie fazy grupowej odbędzie się w czwartek 27 czerwca w Erste Campus w Wiedniu.

Podziała na koszyki:

Grupy A/B: Mieszkow Brześć (Białoruś), HC PPD Zagrzeb (Chorwacja), Aalborg Handbold (Dania), SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Barcelona Lassa (Hiszpania), Paris Saint-Germain HB (Francja), Telekom Veszprem HC (Węgry), HC Vardar (Macedonia), Elverum (Norwegia), PGE VIVE Kielce (Polska), FC Porto Sofarma (Portugalia), RK Celje Pivovarna Lasko (Słowenia), HC Motor Zaporoże (Ukraina), THW Kiel (Niemcy), Montpellier Handball (Francja), MOL-Pick Szeged (Węgry);

Grupy C/D: Cocks (Finlandia), Dinamo Bukareszt (Rumunia), Czechowskie Niedźwiedzie (Rosja), IK Sävehof (Szwecja), Kadetten Schaffhausen (Szwajcaria), Tatran Preszow (Słowacja), GOG (Dania), Bidasoa Irun (Hiszpania), HC Eurofarm Rabotnik (Macedonia), Orlen Wisła Płock (Polska), Sporting Lizbona (Portugalia), IFK Kristianstad (Szwecja).

 

EHF wprowadza zmiany

Komitet wykonawczy Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej (EHF) zatwierdził reformę rozgrywek od sezonu 2020/2021. Między innymi powstanie Liga Mistrzów złożona z 16 zespołów i Europejska Liga Piłki Ręcznej.

 

Liga Mistrzów EHF w nowej formule rywalizować będzie w składzie 16 drużyn (męska edycja rozgrywek liczy obecnie 28 zespołów). Zostaną one podzielone na dwie ośmiozespołowe grupy. Zrezygnowano z grup „drugiej dywizji” (obecnie są to grupy C i D. W tej ostatniej występuje Orlen Wisła Płock). Dwie najlepsze drużyny z obu grup awansują bezpośrednio do ćwierćfinału, a ekipy z miejsc 3-6 rywalizować będą w 1/8 finału. Zwycięzcy ćwierćfinałów awansują do Final Four, który do 2024 roku rozgrywany będzie w Kolonii. Final Four będzie kończył sezon, po nim nie będą już rozgrywane żadne krajowe rozgrywki. Panie o zwycięstwo w Lidze Mistrzyń walczyć będą pod koniec maja, a panowie w połowie czerwca, czyli dwa tygodnie później niż obecnie.

Drugimi co do ważności rozgrywkami będą Europejskie Ligi Piłki Ręcznej. Rywalizować w nich będą 24 męskie i 16 kobiecych drużyny. Trzecimi rangą rozgrywkami będzie Puchar EHF, rozgrywany od początku do końca w systemie pucharowym (mecz i rewanż). Mecze w Lidze Mistrzów rozgrywane będą w środy i czwartki. Większość spotkań Europejskiej Ligi Piłki Ręcznej odbywać się będzie we wtorki, a wybrane mecze w środy. Piłkarki ręczne grać będą w weekendy, podobnie jak szczypiorniści rywalizujący w Pucharze EHF.

Komitet wykonawczy wydłużył przerwę między końcem sezonu a początkiem nowych rozgrywek. W tym czasie nie będą już jak teraz rozgrywane mecze reprezentacji, bo te przesunięto na przełom kwietnia i maja. Wszystkie zmiany wejdą w życie od sezonu 2020/2021.

 

Konflikt z EHF kosztuje coraz więcej

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) znów nałożyła na polskie kluby grzywny za odmowę używania loga oficjalnego sponsora Ligi Mistrzów, Nord Stream 2.

 

EHF co tydzień publikuje oświadczenia, w których informuje o karach nakładanych na PGE Vive Kielce i Orlen Wisłę Płock. W tym tygodniu komunikat dotyczył sankcji na odmowę użycia logo Nord Stream 2 w meczach 5. kolejki Ligi Mistrzów. Oba polskie zespoły oczywiście zagrały z wklejonymi jego miejsce logami fundacja PLAY International, ale ze swoich koszulek usunęły też loga PGE i Orlenu. Dla władz europejskiego szczypiorniaka nie jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, zwłaszcza że na egzekwowaniu swoich praw marketingowych EHF zarabia tera podwójnie, albowiem wzięła już pieniądze od konsorcjum Nord Stream 2, a teraz dodatkowo wyciąga pieniądze od sponsorujących polskie kluby koncernów PGE i Orlen, bo to one zwracają klubom zapłacone grzywny.

Pierwsza kara finansowa wynosiła ponoć 12,5 tys. euro, a każda następna była podwyższana, co może oznaczać, że EHF wydoiła już niechętnych Nord Stream 2 Polaków na co najmniej 100 tys. euro i jak tak dalej pójdzie, do końca ich udziału w rozgrywkach wyciągnie od PGE Vive i Orlenu Wisły prawie tyle samo pieniędzy, ile zapłacił jej w ramach sponsoringu Ligi Mistrzów Nord Stream 2. Przeprowadzone w ubiegłym tygodniu w Wiedniu negocjacje z działaczami EHF, jak nietrudno zgadnąć zakończyły się fiaskiem.

 

Sukces PGE Vive w Lidze Mistrzów

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w 5. kolejce Ligi Mistrzów EHF pokonali u siebie Vardar Skopje 31:27 i dogonili mistrza Macedonii w tabeli grupy A. Gorzej wiedzie się Orlenowi Wiśle Płock. „Nafciarze” przegrali z Dinamem Bukareszt 21:24 i wypadli z czołówki grupy D.

 

Takie mecze jak PGE Vive z Vardarem są ozdobą rozgrywek Ligi Mistrzów, bo wyrównany poziom zespołów gwarantuje znakomite i emocjonujące widowiska. W starciu mistrzów Polski i Macedonii tym razem dominowały jednak brutalne faule, niesportowe gesty ze strony graczy obu zespołów, prowokacyjne zachowania, kłótnie na parkiecie i przy stoliku sędziowskim. Walka toczyła się więc na noże i nikt w niej nie chciał odpuścić.

Podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa uzyskali jednak przewagę i do przerwy momentami prowadzi nawet z przewagą czterech trafień, ale na krótki odpoczynek schodzili tylko z jednobramkowym prowadzeniem (16:15). Po zmianie stron atmosfera na boisku zrobiła się jeszcze bardziej gorąca, do czego swoje trzy grosze dorzucili sędziowie, wykluczając z gry Alexa Dujshebaeva, chociaż to rywale powstrzymali nieprzepisowo jego atak. Kielczanie zareagowali błyskawicznie i odskoczyli macedońskiej ekipie na pięć bramek. Vardar próbował jeszcze odrobić stratę, ale kielczanie kontrowali bezbłędnie i ostatecznie zwyciężyli wynikiem 31:27. Dzięki tej wygranej w tabeli grupy A zrównali się punktami z mistrzem Macedonii oraz zespołem FC Barcelona Lassa.

Natomiast drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock, przegrał z Dinamem Bukareszt 21:24 (10:13). „Nafciarze” przez tę porażkę wypadli w grupie D na trzecie miejsce nie dające awansu do kolejnej fazy rozgrywek, ale do prowadzącego zespołu Dinama traci dwa punkty, a do drugiego w tabeli hiszpańskiego Abanca Ademar Leon jeden, więc wciąż ma jeszcze szanse nawet na wygranie rywalizacji w grupie. Wcześniej, bo już w środę 17 października, czeka płocczan starcie z PGE Vive w krajowej ekstraklasie. Wynik tej kolejnej „świętej wojny” da odpowiedź, w jakim miejscu znajdują się oba zespoły.
Oba polskie kluby od lat ze sobą zaciekle rywalizują o pryma w Polsce, ale w tym sezonie na forum międzynarodowym są zmuszone do ścisłej współpracy.

Chodzi o sankcje EHF za odmowę eksponowania przez PGE Vive i Orlen Wisłę podczas meczów w Lidze Mistrzów loga sponsora rozgrywek konsorcjum Nord Stream 2. Właśnie europejska federacja po raz trzeci ukarała je za to grzywnami finansowymi, a jak wieść niesie, kolejna odmowa może skutkować wykluczeniem obu polskich zespołów z rozgrywek. We wtorek w Wiedniu odbyło się w tej sprawie spotkanie, lecz nieprzejednane stanowisko obu stron nie rokowało na satysfakcjonujące dla wszystkich zainteresowanych rozwiązanie.

Zmianę nastawienia EHF widać choćby w pominięcie gracza PGE Vive w „siódemce kolejki”. Wcześniej zawsze któryś z kielczan trafiał na listę wyróżnionych, a tym razem nikt się nie znalazł mimo wygranej z Vardarem Skopje.

 

Spór o Nord Stream 2 trwa

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) nie odpuszcza polskim klubom grającym w Lidze Mistrzów. PGE Vive Kielce po raz drugi musi zapłacić karę finansową za zakrycie loga głównego sponsora rozgrywek Nord Stream 2. Podobna sankcja dotknie też zapewne Orlen Wisłę Płock, która zrobiła to samo.

 

Polskie kluby weszły w konflikt z EHF po tym, jak federacja bez żadnych konsultacji podpisała umowę sponsorską z Nord Stream 2, spółki konkurencyjnej dla głównych sponsorów Vive Kielce (PGE) i Wisły Płock (Orlen). Nasze koncerny są spółkami skarbu państwa i są pod kontrolą państwa, a polski rząd sprzeciwia się budowie Gazociągu Północnego biegnącego po dnie Bałtyku.

W myśli podpisanej przez EHF umowy sponsorskiej wszyscy uczestniczy rozgrywek Ligi Mistrzów są zobowiązani do eksponowania na koszulkach meczowych logo Nord Stream 2 oraz na parkietach, bandach i wszelkich materiałach promocyjnych. PGE Vive i Orlen Wisła uznały, że dla nich większą wartość mają ich umowy z polskimi sponsorami i na znak lojalności z nimi zrezygnowały z używania emblematów Nord Stream 2, za co zostały ukarane przez europejska federację grzywnami. Ich wysokość została utajniona, ale z przecieków wynika, że było to 12,5 tys. euro, ale te kwoty zostały im ponoć zrefundowane przez PGE i Orlen.

Ostatecznie władze EHF zgodziły się, aby polskie kluby w Lidze Mistrzów w meczach u siebie występowały bez loga Nord Stream 2 na koszulkach, ale też bez znaków graficznych PGE i Orlenu, które zastąpiły loga Lumi oraz Vervy, natomiast w miejscu Nord Stream 2 pojawiło się logo fundacji PLAN International. A ponieważ te rozwiązanie podtrzymały także także na wyjazdach, federacja nałożyła na nie kolejna grzywnę. EHF zaproponował obu polskim klubom i ich sponsorom spotkanie mediacyjne, które wyznaczono na 16 października w Wiedniu.