Wciąż mają o co grać

Reprezentacja Polski po golach Frankowskiego i Milika pokonała Macedonię Północną 2:0 i na dwie kolejki przed końcem eliminacji zapewniła sobie awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Wciąż jednak nie jest to zespół, który może pokusić się o dobry wynik w turnieju Euro 2020. I co gorsza, nie ma żadnej gwarancji, że takim zespołem się stanie.

Reprezentacja Polski po raz trzeci z rzędu zapewniła sobie na PGE Narodowym awans do wielkiej piłkarskiej imprezy (dwukrotnie do mistrzostw Europy i raz do mistrzostw świata). Po zwycięstwie z Macedonią Północną 2:0 biało-czerwoni awansowali do Euro 2020 jako czwarta ekipa – wcześniej występ w finałowym turnieju zagwarantowały sobie reprezentacje Belgii (lider grupy I), Włoch (lider grupy J) oraz Rosji (drugi zespół w tabeli grupy I). Tym razem jednak nie było aż takiej euforii jak w poprzednich przypadkach, co w swoim żartobliwym stylu wytłumaczył Wojciech Szczęsny. „No cóż, człowiek się przyzwyczaja”. Po ostatnim gwizdku w spotkaniu z Macedonią Północną pojawiły się zwyczajowe w przypadku awansu szampan, runda honorowa i okolicznościowe koszulki, tym razem z hasłami w języku esperanto oraz Kamil Grosicki w roli wodzireja.

Szaleństwa w tym jednak nie było, bo mimo zapewnień trenera Jerzego Brzęczka o wspaniałej atmosferze w kadrze, nietrudno zauważyć, że ona wcale taka wspaniała nie jest. Poza tym można odnieść wrażenie, że także kibiców i dziennikarzy same awanse spowszedniały i przestały mieć takie znaczenie, jakie miały jeszcze kilka lat temu, gdy same w sobie uważane były za wielki sukces trenera i zespołu. Po mundialu w Rosji coś się w tym względzie zmieniło i wygląda na to, że z prawdziwym świętowaniem wszyscy, nie tylko piłkarze, postanowili poczekać co najmniej do zakończenia eliminacji, bo chociaż nasz zespół przyklepał awans, to w dwóch ostatnich kolejkach wciąż ma sie o co bić.
Żeby wrócić z Euro 2020 z tarczą, czyli nie skończyć rywalizacji, jak na mundialu w Rosji, już po fazie grupowej, biało-czerwoni muszą jeszcze powalczyć o miejsce w jak najlepszym „koszyku” podczas zaplanowanego na 30 listopada losowania grup.
Podział na koszyki ustalono wedle następujących zasad: w koszyku 1 znajdzie się sześciu zwycięzców grup eliminacyjnych z najlepszym bilansem punktowym; w koszyku 2 czterech pozostałych zwycięzców grup i dwie ekipy z drugich miejsc z najlepszym bilansem; w koszyku 3 sześć kolejnych ekip z drugich miejsc; w koszyku 4 ostatnie dwie drużyny z drugich miejsc (z najsłabszym bilansem) oraz zwycięzcy zaplanowanego na marzec przyszłego roku turniejów play-off Ligi Narodów (awans uzyskają z nich cztery zespoły).

Reprezentacja Polski zgromadziła obecnie 19 punktów, ale należy odjąć sześć „oczek” zdobytych z Łotwą. Trzynaście punktów daje drużynie Jerzego Brzęczka obecnie siódme miejsce w rankingu liderów grup (czyli pierwsze w koszyku numer 2), co oznacza, że ekipa Brzęczka, która ma de facto 13 punktów, chcąc znaleźć się w pierwszym, a w najgorszym przypadku utrzymać pozycję w drugim koszyku, musi koniecznie wygrać dwa ostatnie mecze eliminacyjne – wyjazdowy z Izraelem i u siebie ze Słowenią.

Polska – Macedonia Północna 2:0
Gole: Przemysław Frankowski (74), Arkadiusz Milik (80).
Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Sebastian Szymański (68. Arkadiusz Milik), Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński (90. Krzysztof Piątek), Kamil Grosicki (73. Przemysław Frankowski) – Robert Lewandowski.
Macedonia Północna: Stole Dimitrievski – Stefan Ristovski (81. Marjan Radeski), Visar Musliu, Kire Ristevski – Egzon Bejtulai, Boban Nikolov (88. Gorgi Stoilov), Stefan Spirovski, Elif Elmas, Ezgan Alioski – Goran Pandev, Ilija Nestorovski (73. Aleksandar Trajkovski).
Żółte kartki: Bednarek, Szymański, Reca – Pandev, Nikolov, Nestorovski, Spirovski, Alioski, Ristevski.
Sędziował: Antonio Miguel Mateu Lahoz (Hiszpania).
Widzów: 52 894.

Tabela grupy G
1. Polska               8   19     13:2
2. Austria              8   16     17:7
3. Słowenia           8   11     13:8
4. Macedonia       8    11     10:11
5. Izrael                7      8     12:14
6. Łotwa               7      0        1:24

 

Wybryki bułgarskich kibiców

Do skandalicznych wydarzeń doszło w Sofii podczas meczu eliminacji Euro 2020 Bułgarii i Anglii (0:6). Bułgarscy kibice skandowali rasistowskie przyśpiewki i naśladowali małpie odgłosy, gdy tylko przy piłce znajdowali się ciemnoskórzy gracze angielskiej reprezentacji – Raheem Sterling, Marcus Rashford lub Tyrone Mings.

Na publikowanych przez światowe media zdjęciach i filmach wideo widać, że wielu kibiców podnosiło też ręce w nazistowskim salucie. Jeszcze przed przerwą spotkanie było dwukrotnie przerwane przez chorwackiego sędziego Ivana Bebeka. Trener reprezentacji Anglii Gareth Southgate przyznał, że w szatni on i jego gracze ustalili, że jeśli w drugiej połowie takie incydenty się powtórzą, zespół na znak protestu zejdzie z boiska.

W przerwie kapitan reprezentacji Bułgarii Iwelin Popow zaapelował do kibiców o zaprzestanie takich nagannych zachowań i jego prośba poskutkowała na tyle, że mecz dokończono. Ale premier bułgarskiego rządu Bojko Borisow polecił ministrowi sportu Krasenowi Kralewowi zawieszenie wszelkich kontaktów z federacją piłkarską, także w kwestiach finansowych, do czasu aż do dymisji poda się prezes bułgarskiej federacji piłkarskiej Borisław Michajłow.

UEFA będzie miała teraz poważny dylemat, bo zgodnie z zasadami ustalonymi przez FIFA ma w swoim statucie regulacje zabraniające ingerowania przez władze państwowe w niezależność piłkarskich stowarzyszeń. Wątpliwe zatem by zaakceptowała wymuszoną dymisję Michajłowa.

Może jednak nie mieć skrupułów w kwestii wykluczenia bułgarskiej drużyny z eliminacji Euro 2020, czego domaga się angielska federacja piłkarska w opublikowanym po meczu oświadczenie. Anglicy żądają od UEFA wszczęcia natychmiastowego i wskazują, że nie był to pierwszy wybryk bułgarskich kiboli. Już wcześniej Bułgarzy zostali ukarani częściowym zamknięciem stadionu po rasistowskich zachowaniach kibiców w meczach z Czechami i Kosowem.

Przedstawicieli UEFA na Europę Wschodnią Pavel Klimenko nie wyklucza takiej decyzji. „Uważamy, że po tym, co się wydarzyło w meczu z Anglia, UEFA ma możliwość wyrzucenia Bułgarii z kwalifikacji Euro 2020. Zdarzyło się zbyt wiele incydentów, zbyt wiele zaniedbań ze strony federacji piłkarskiej tego kraju, że więcej pobłażania być już nie może” – stwierdził. Komisja dyscyplinarna decyzję podejmie po analizie raportu sędziego Bebeka.

 

Tylko awans się liczy

Nasza piłkarska reprezentacja pod rządami Jerzego Brzęczka przestała być zgraną drużyną, lecz na pokonanie 3:0 słabiutkich Łotyszy nawet jej przeciętna gra wystarczyła. Wszystkie trzy gole strzelił Robert Lewandowski, lecz mimo to nikt nie był z tej wygranej zadowolony i z obawą oczekiwano niedzielnej potyczki z Macedonią Północną.

Mimo łatwego zwycięstwa 3:0 w obozie biało-czerwonych nie było euforii, wręcz przeciwnie. Nawet strzelec trzech goli Robert Lewandowski schodził z boiska z chmurną miną i nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, a przecież nigdy wcześniej taki „numerów” nie robił. Tym bardziej, że sam miał powody do chwały. W meczu z Łotwą zagrał w reprezentacji po raz 109 i po doliczeniu niedzielnego meczu z Macedonią Północną jest teraz w liczbie występów w barwach narodowych samodzielnym liderem.

Lewandowski staje się legendą

W liczbie strzelonych goli na czele stawki w klasyfikacji wszech czasów jest już od dawna, konkretnie od 5 października 2017 roku, kiedy to dzięki trzem golom w wyjazdowym spotkaniu eliminacji MŚ 2018 z Armenią przeskoczył legendę polskiego futbolu Włodzimierza Lubańskiego (48 goli). W Rydze „Lewy” ustrzelił szóstego hat-tricka w kadrze i poprawił swój snajperski dorobek w drużynie narodowej do 60 trafień. A warto przypomnieć, że 31-letni obecnie Lewandowski zadebiutował w reprezentacji 10 września 2008 roku w spotkaniu eliminacji mistrzostw świata z San Marino w Serravalle. Trener Leo Beenhakker wpuścił go na boisko w 59. minucie, a osiem minut później „Lewy” cieszył się z pierwszego trafienia w biało-czerwonych barwach, ustalając wynik na 2:0.

Roku potrzebował na  zebranie 10 spotkań w kadrze, a po kolejnym miał ich już 25. Jubileusz 50. przypadł na towarzyską potyczkę z Urugwajem w Gdańsku, przegraną 1:3 w listopadzie 2012. Mecz numer 75 to także towarzyski pojedynek z Finlandią we Wrocławiu 26 marca 2016. Setny występ miał miejsce dokładnie przed rokiem, 11 października 2018 w przegranym 2:3 meczu Ligi Narodów z Portugalią w Chorzowie. W żadnym z nich nie wpisał się na listę strzelców.

Bez dwóch zdań „Lewy” jest w historii polskiego futbolu absolutnym fenomenem, wciąż jednak niedocenianym, chyba także przez część graczy naszej kadry, zwłaszcza tych z dużym stażem i ambicjami odgrywania w niej co najmniej tak samo ważnej roli. I to być może jest rzeczywistą przyczyną kwasów psujących atmosferę w reprezentacji.

Brzęczek wciąż w ogniu krytyki

Trener Jerzy Brzęczek wciąż nie ma najlepszej prasy w Polsce i mimo wysokiej wygranej z Łotwą przed niedzielnym meczem z Macedonią Północną nie szczędzono mu słów krytyki. Wytykano mu przede wszystkim mierny styl gry prezentowany przez nasz zespół, co było wyraźnie widoczne zwłaszcza we wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią. W statystycznym ujęciu kadencja obecnego selekcjonera też nie prezentuje się imponująco: przed niedzielną potyczką z zespołem Macedonii Północnej biało-czerwoni pod jego wodzą mieli na koncie pięć zwycięstw, cztery remisy i cztery porażki. Poprzednicy Brzęczka w pierwszych 13 meczach w roli selekcjonera notowali na ogół lepsze wyniki. Mniej zwycięstw na tym etapie od niego miał tylko Franciszek Smuda (cztery), natomiast Jerzy Engel, Waldemar Fornalik i Adam Nawałka mieli już po sześć wygranych spotkań. Rekordzistami pod tym względem pozostają Paweł Janas i Leo Beenhakker, którzy z 13 pierwszych meczów wygrali po osiem.
Trzeba jednak uczciwie dodać, że Brzęczek musiał od pierwszego spotkania walczyć o punkty, bo swoją kadencję zaczął od rywalizacji w nowych rozgrywkach Ligi Narodów. Jego poprzednicy natomiast zaczynali pracę od potyczek towarzyskich poprzedzających rywalizację w eliminacjach albo do mundialu, albo do mistrzostw Europy.

Brak awansu byłby grzechem
Wygrana biało-czerwonych z Łotwą zwiększyła dorobek naszej reprezentacji do 16 punktów i tylko kataklizm mógłby sprawić, że nie zakwalifikuje się na mistrzostwa Europy. Biało-czerwoni mogli przypieczętować awans już w niedzielnym starciu z drużyną Macedonii Północnej, tym bardziej, że grali w swojej twierdzy, Stadionie Narodowym w Warszawie. Ale nawet w przypadku niekorzystnego rezultatu, całkiem możliwego zważywszy na fakt, że nasi piłkarze zagrali z Łotwą słabo, a Macedończycy w czwartek pokonali u siebie Słowenię, z którą we wrześniu przecież ekipa Brzęczka przegrał w fatalnym stylu 0:2.

„Na pewno w ich zespole będzie panowała euforia. To niewygodny rywal, twardo gra w defensywie, a z przodu też ma kilku piłkarzy, którzy potrafią pograć. Wszystko zależy jednak od nas, od tego na co im na boisku pozwolimy. Poza tym to my zagramy u siebie, przy komplecie publiczności, więc mam nadzieję, że wróci nasz styl, płynność w naszych akcjach. W tym meczu damy z siebie wszystko, bo przecież wszyscy wiemy, że zwycięstwo może nam zapewnić awans do finałów mistrzostw Europy” – podkreślał przed meczem z Macedończykami Lewandowski, który po chwilowym wycofaniu się z roli lidera zespołu po meczu z Łotwą, po powrocie do Warszawy ponownie zaczął mobilizować ekipę do walki.
Czy skutecznie, tego w chwili oddawania gazety do druku wiedzieć nie mogliśmy, bowiem mecz Polska – Macedonia Północna zakończył się po zamknięciu wydania. Wiedzieliśmy jednak to, co wszyscy – brak awansu naszej drużyny byłby niewybaczalnym grzechem.

 

Grali w strachu przed aferą

Mecz naszej piłkarskiej reprezentacji z Łotwą, najsłabszym zespołem grupy G, miał przynieść odpowiedź na kilka pytań dotyczących aktualnych możliwości kadry Jerzego Brzęczka. Ewentualnych problemów nikt na serio nie brał pod uwagę, chociaż w przededniu spotkania pojawiło się małe światełko ostrzegawcze.

Na Łotwie właśnie rozpoczęła się nowa odsłona afery z ustawianiem wyników meczów, co ciekawe – również drużyny narodowej tego kraju. To trochę wyjaśniało zerową zdobycz punktową Łotyszy po sześciu kolejkach i 21 straconych przez nich goli, ale zarazem nakazywało się zastanowić, czy ten zespół rzeczywiście jest tak beznadziejnie słaby, czy tylko udawał słabość ku zadowoleniu azjatyckich mafii bukmacherskich. Wystarczyło w tym momencie przypomnieć sobie straszliwe męczarnie, jakie kadrowicze Jerzego Brzęczka przeżywali w marcowym meczu z Łotwą na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Biało-czerwoni wygrali, jak pamiętamy, ostatecznie 2:0 po golach Lewandowskiego i Glika, lecz wcale w przekroju spotkanie nie wyglądali na lepszy zespół. Nadzwyczajną waleczność i zaangażowanie łotewskich piłkarzy tłumaczono wtedy tym, że większość z nich albo już grała, albo bardzo chciała grać w klubach naszej ekstraklasy i chciała się pokazać z jak najlepszej strony.
Ostatnio jednak na Łotwie pojawiły się w tym względzie pewne wątpliwości. Policja zatrzymała trzy osoby, między innymi byłego prezesa klubu FK Dinaburg Olega Gawriłowa, który w przeszłości był już oskarżany o manipulowanie wynikami meczów. Został zresztą za to w 2014 roku dożywotnio zdyskwalifikowany i ma zakaz jakiejkolwiek działalności w łotewskim futbolu. Mimo to jego nazwisko pojawiło się w kontekście dochodzenia w sprawie ustawiania wyników kilku oficjalnych meczów piłkarskich tamtejszej ekstraklasy, a nawet spotkań z udziałem drużyny narodowej. Śledztwo jest nadzorowane przez łotewski rząd. Ints Kuzis, szef policji, podkreślił, że tego rodzaju manipulacje nie są możliwe bez zaangażowania piłkarzy i zaapelował do wszystkich zawodników, którzy otrzymali oferty uczestnictwa w nielegalnym procederze, żeby podjęli współpracę ze służbami wymiaru sprawiedliwości. Z kolei minister spraw wewnętrznych Łotwy Sandis Girgen ujawnił, że jego resort dysponuje informacjami na temat zakładów bukmacherskich dotyczących zmanipulowanych wyników meczów.

Najlepszym sposobem na wyjście z tej trudnej dla całego łotewskiego futbolu sytuacji miał być dobry wynik w czwartkowym meczu z reprezentacją Polski, liderem grupy i murowanym faworytem do awansu. Na zwycięstwo działacze piłkarskiej federacji Łotwy nie liczyli, ale do piłkarzy docierało z różnych źródeł, że mają powalczyć chociaż o remis, bo taki wynik po serii sześciu przegranych meczów zostanie uznany przez opinię publiczną za sensację i za wielki sukces.

Cel postawiony przed piłkarzami łotewskiej reprezentacji nie był aż tak całkowicie nierealny do zrealizowania, bo Polacy przyjechali do Rygi w nie najlepszych nastrojach. Pewną nowością dla nich było to, że przed hotelem nie było polskich kibiców ani łowców autografów. Ten zerowy brak zainteresowania zdeprymował nawet największego gwiazdora biało-czerwonych Roberta Lewandowskiego. Ale już czwartek w Rydze dało się zauważyć obecność polskich kibiców, których liczbę szacowano na trzy do pięciu tysięcy.

Czwartkowy mecz Łotwa – Polska w Rydze zakończył się po zamknięciu wydania. Nasi piłkarze natychmiast po spotkaniu wrócili do Warszawy, żeby szykować się do zaplanowanej na niedzielę potyczki z ekipą Macedonii Północnej. Na treningi jak widać trener Brzęczek czasu wiele nie miał, więc wszystko w obu meczach zależało wyłącznie od piłkarzy.

 

Decydujące starcia

Kadra powołana przez Jerzego Brzeczka od poniedziałku trenuje na zgrupowaniu w Warszawie. Biało-czerwoni w dwóch październikowych meczach zagrają z najsłabszymi zespołami w grupie – w czwartek na wyjeździe z ostatnią Łotwą, a w niedzielę na Stadionie Narodowym z przedostatnią w tabeli ekipą Macedonii Północnej.

Nasza reprezentacja może już w październikowej serii gier zapewnić sobie awans do turnieju finałowego Euro 2020. Warunkiem jest wygranie obu spotkań – z Łotwą i Macedonią Północną. Przypominamy, że bezpośrednią kwalifikację daje zajęcie jednego z dwóch czołowych miejsc w każdej grupie. Polacy są aktualnie liderem w grupie G z dorobkiem 13 punktów. Do zakończenia zmagań zostały jeszcze cztery spotkania, ale przy korzystnym wariancie boiskowych zdarzeń może się okazać, że już w niedzielę ekipa Jerzego Brzęczka będzie świętować awans. Biało-czerwoni muszą wywalczyć jednak w dwóch najbliższych meczach siedem punktów przewagi nad trzecią drużyną w stawce i mieć lepszy bilans bezpośrednich meczów z tym rywalem. Nasz zespół zapewni sobie awans do Euro 2020 jeśli wygra spotkania z Łotwą i Macedonią Północną, a jednocześnie w obu najbliższych kolejkach Austria zdobędzie nie więcej niż trzy punkty, a Izrael nie więcej niż cztery, zaś Słowenia utrzyma pozycję wicelidera grupy. Na razie jednak w grze o awans w grupie G wciąż pozostaje aż pięć drużyn. W rywalizacji nie liczy się jedynie Łotwa, z którą w czwartek biało-czerwoni zmierzą się w Rydze.

W podobnej sytuacji znajduje się jeszcze kilka innych reprezentacji. W tym gronie są na przykład Anglicy, którym do awansu wystarczy wyjazdowe zwycięstwo nad Czechami, bo ekipę naszych południowych sąsiadów czeka jeszcze spotkanie z Kosowem, które także liczyć się jeszcze w rywalizacji o jedną z dwóch czołowych lokat w grupie A. Spore szanse ma też niepokonana w grupie B Ukraina. Piłkarze trenera Andrija Szewczenki zagrają u siebie z Litwą i Portugalią. Aktualni mistrzowie Europy Portugalczycy jeszcze nie przegrali w tych eliminacjach, ale w czterech spotkaniach przydarzyły im się remisy. Do awansu potrzebują jeszcze czterech punktów.

Świetne pozycje wyjściowe mają też Hiszpanie (grupa F), których czekają dwa spotkanie w Skandynawii – z Norwegią i Szwecją, Włosi (gr. J) oraz Belgowie i Rosjanie, którzy zdominowali rywalizację w grupie I. W ich przypadku wygrane w pierwszych z dwóch październikowych potyczek mogą już przesądzić o awansie, pod warunkiem jednak korzystnych rezultatów w innych spotkaniach.

W pozostałych grupach walka o dwa czołowe miejsca jest bardziej zacięta. W grupie C ważna dla układu czołówki tabeli będzie czwartkowa konfrontacja w Rotterdamie, gdzie zajmujący obecnie trzecie miejsce Holendrzy podejmą mających trzy punkty więcej piłkarzy Irlandii Północnej. Wygrana gospodarzy sprawi, że te zespoły plus Niemcy będą mieć po 12 punktów, ale Wyspiarze po rozegraniu jednego spotkania więcej niż obaj rywale.

Kilka scenariuszy jest też możliwych w grupie D, gdzie o awans rywalizują Irlandia, Dania i Szwajcaria, które jeszcze nie doznały porażki. Liderem jest ekipa z Zielonej Wyspy, ale w sobotę i we wtorek czekają ją wyjazdy do najgroźniejszych przeciwników. Jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja w grupie E, gdzie nawet czwarta w tabeli Walia ma realne szanse skończyć zmagania w czołowej dwójce. Zadanie przed półfinalistą Euro 2016 jednak niełatwe, gdyż punktów muszą szukać na Słowacji i przed własną publicznością w Cardiff z wicemistrzem globu – Chorwacją. W grupie H walka o premiowane prawem udziału w ME dwie pozycje powinna się rozegrać między Francją, Turcją (mają po 15 pkt), a Islandią (12).

Kadra Polski:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Radosław Majecki (Legia Warszawa).
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (SPAL 2013, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja).
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Dominik Furman, Wisła Płock).
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

Wyniki grupy G:
1. kolejka: Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1
2. kolejka: Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2; Słowenia – Macedonia Płn 1:1
3. kolejka: Macedonia Płn – Polska 0:1; Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka: Polska – Izrael 4:0; Łotwa – Słowenia 0:5; Macedonia Płn – Austria 1:4
5. kolejka: Macedonia Płn – Izrael 1:1; Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
6. kolejka: Polska – Austria 0:0; Słowenia – Izrael 3:2; Łotwa – Macedonia Płn 0:2
7. kolejka (10.10.)
Łotwa – Polska, Macedonia Północna – Słowenia, Austria – Izrael

Najbliższe mecze (10 października):
Łotwa – Polska,
Austria – Izrael
Macedonia Północna -Słowenia

Tabela grupy G:
1. Polska           6   13    8:2
2. Słowenia       6   11  12:5
3. Austria          6   10  13:6
4. Izrael             6     8  11:11
5. Macedonia    6    8    8:8
6. Łotwa            6    0    1:21

 

Brzęczek postawił na Furmana

Najbliżsi rywale reprezentacji Polski, zespoły Łotwy i Macedonii Północnej, okupują dwie ostatnie lokaty w grupie G, ale tylko Łotysze, z którymi ekipa Jerzego Brzęczka zagra w czwartek 10 października w Rydze, jeszcze nie zdobyli punktów. Biało-czerwoni są rzecz jasna faworytami tych potyczek.

W porównaniu z kadrą z września, na październikowe mecze z Łotwą i Macedonią Północną trener Jerzy Brzęczek nie mógł powołać kontuzjowanych Łukasza Fabiańskiego i Jakuba Błaszczykowskiego, a sam zrezygnował z Michała Pazdana. 25-zespołowa kadra zaczęła się jednak kurczyć jeszcze przed zgrupowaniem. Najpierw z powodu urazu wypadł z niej Dawid Kownacki, a we wtorek kontuzji mięśnia przywodziciela na treningu doznał pomocnik Sampdorii Genua Karol Linetty i on też do Warszawy nie przyjedzie. O ile na miejsce Kownackiego Brzęczek nie powołał innego gracza, to Linettego postanowił zastąpić graczem z naszej ekstraklasy. Wyborem specjalnie nie zaskoczył, bo sięgnął po zawodnika Wisły Płock Dominika Furmana, piłkarza dobrze sobie znanego z czasów, gdy jako trener prowadził ekipę „Nafciarzy”.

Nie bardzo wiadomo po co Furmana fatygował, bo przecież Linetty nie ma u niego najwyższych notowań i we wrześniu przyjechał na kadrę chyba tylko po to, żeby spotkać się z kolegami, bo nie dostał szansy nawet na symboliczny występ. Trudno jednak pominąć w reprezentacji zawodnika regularnie grającego w czołowym włoskim klubie, na dodatek cenionego we Włoszech. Brzęczek powołuje go więc pewnie dla świętego spokoju, bo nie ma żadnego pomysłu jak wkomponować Linettego w zespół i wykorzystać jego atuty jakie pokazuje w Serie A.

Zastanawia też, dlaczego wobec kryzysu formy Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika selekcjoner na wszelki wypadek nie zaprosił na zgrupowanie choćby Karola Świderskiego, który dla zespołu PAOK Saloniki w tym sezonie strzelił cztery gole w lidze i jest liderem klasyfikacji strzelców, a ponadto zaliczył też trafienie w eliminacjach Ligi Europy. A warto podkreślić, że były napastnik Jagiellonii Białystok jest w greckim zespole jedynie rezerwowym i wchodzi na boisko w końcówkach spotkań. Każdy trener chciałby mieć do dyspozycji takiego jokera, ale Brzęczek woli Furmana, chociaż jest on asem tylko w Wiśle Płock.

 

Kadra pod napięciem

Trener Jerzy Brzęczek ogłosił skład kadry na październikowe mecze z Łotwą i Macedonią Północną. Nowicjuszem w 24-osobowej kadrze jest 19-letni bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki, który zastąpił kontuzjowanego Łukasza Fabiańskiego. W porównaniu z wrześniowymi powołaniami zabrakło w niej leczących urazy Jakuba Błaszczykowskiego i Dawida Kownackiego oraz Michała Pazdana.

Po nieudanych wrześniowych meczach ze Słowenią (0:2) i Austrią (0:0) atmosfera w kadrze biało-czerwonych i wokół niej mocno zgęstniała. Tu i ówdzie w mediach pojawiły się nawet żądania dymisji Jerzego Brzęczka. Pod adresem selekcjonera sypały się kolejne zarzuty, z których większość, niestety, nie była bezpodstawna. Tuż przed rozesłaniem powołań na październikowe zgrupowanie spekulacje w tej kwestii postanowił przeciąć szef PZPN Zbigniew Boniek, który w jednym z telewizyjnych programów branżowych jednoznacznie stwierdził: „Brzęczek jest nie do ruszenia. Postawiłem przed nim cel, czyli awans na Euro 2020 przy jednoczesnym odmłodzeniu kadry. Cel ten jest realizowany. Opornie, ale jest. Nie gramy tak, jak byśmy chcieli, ale jesteśmy na pierwszym miejscu w grupie”.

Prezes przecina spekulacje

Przy okazji Boniek z sobie tylko wiadomego powodu przyładował w kapitana reprezentacji Roberta Lewandowskiego, odnosząc się do jego wypowiedzi po meczu z Austrią, w której stwierdził, że w grze biało-czerwonych brakuje wypracowanych schematów. „Nasza gra nie wyglądała ładnie i nie była płynna. Walka zawsze musi być i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej, ale całość powinna wyglądać lepiej. Nawet przy wychodzeniu z kontrą coś szwankuje i przez to się męczymy sami z sobą” – stwierdził „Lewy”.

Prezes PZPN po trzech tygodniach wrócił do tej wypowiedzi, komentując ją mniej więcej tak: „Słyszałem tę wypowiedź Roberta i rozmawiałem z nim o tym. Uważam, że kapitan reprezentacji nie powinien mówić takich rzeczy po meczu. Nawet jeśli tak uważa i nawet jeśli ma rację. Lepiej jest porozmawiać z drużyną, z trenerem, żeby wyciągnąć wnioski. A taka wypowiedź jakiej udzielił puszczona w obieg, w dzisiejszych czasach powoduje niepotrzebne spekulacje” – powiedział Boniek.

Jego słowa nie ostudziły jednak nastrojów, a nawet wręcz przeciwnie – jedynie potwierdziły medialne przecieki, że po meczu z Austrią także w szatni doszło do słownego starcia między „Lewym” a Brzęczkiem. Ponoć nie pierwszego i zapewne nie ostatniego.

Trener osłabia kapitana

Nie jest chyba żadną tajemnicą, że obaj panowie nie darzą się sympatią, a główną przyczyną tej antypatii jest zadawniony konflikt między Lewandowskim a siostrzeńcem Brzęczka Jakubem Błaszczykowskim. Na zewnątrz obaj piłkarze zachowują rzecz jasna pozory poprawnych relacji, podobnie zresztą jak Brzęczek z Lewandowskim, w praktyce jednak w tym tercecie toczy się cicha rywalizacja, w której selekcjoner trzyma twardo stronę krewniaka i osłabia jak tylko może pozycję „Lewego” w kadrze. Nieprzypadkowo po raz pierwszy od lat Lewandowski w eliminacjach nie jest najskuteczniejszym strzelcem naszej kadry. Problem w tym, że napastnik, który miał go wygryźć z podstawowego składu, czyli Krzysztof Piątek, właśnie zalicza bolesny upadek z bardzo wysokiego konia, natomiast „Lewy” notuje najlepsze w historii Bundesligi wejście w sezon, bo niedawno jako, pierwszy gracz w niemieckiej ekstraklasie w pierwszych sześciu kolejkach strzelił 10 goli. Odesłanie takiego zawodnika na ławkę rezerwowych byłoby zawodowym samobójstwem, ale nawet gdyby Brzęczek na coś takiego chciał się zdecydować, nie pozwoli mu na to jego zwierzchnik, czyli Boniek, który mimo krytycznych opinii o „Lewym” docenia jednak jego piłkarską klasę oraz rolę w kadrze.

Niekonsekwentne odmładzanie

W 24-osobej kadrze Brzeczek znalazł miejsce tylko dla dwóch graczy z PKO Ekstraklasy, na dodatek z jednego klubu, Legii Warszawa (Majecki i Jędrzejczyk). Pewnie gdyby nie kontuzja, liczbę tę powiększyłby grający obecnie w Wiśle Kraków Błaszczykowski, ale gdyby nie kłopoty zdrowotne Fabiańskiego, nie byłoby wśród powołanych Majeckiego. Tak czy owak liczba zawodników z rodzimej ligi jest w tej chwili symboliczna, co nie dziwi, skoro każdy jako tako wyróżniający się w ekstraklasie młody piłkarz jest natychmiast eksportowany za granicę.

Tam też selekcjoner, obojętnie kto nim będzie, musi dzisiaj szukać następców dla zawodników, którzy zbliżają się do końca reprezentacyjnej kariery.

Kadra Polski:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Radosław Majecki (Legia Warszawa).
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (SPAL, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja).
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja).
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Nie chcą już Brzęczka?

Nasza piłkarska reprezentacja straciła we wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią aż pięć punktów, a na dodatek w obu spotkaniach zagrała na przygnębiająco słabym poziomie. Dlaczego było tak źle, skoro kilka dni później niemal wszyscy kadrowicze w swoich macierzystych klubach imponowali wysoką formą? To rodzi dwa wnioski: albo Jerzy Brzęczek jest niekompetentnym trenerem, albo zespół ma go dosyć i gra przeciwko niemu.

Trener Brzęczek nie ma ostatnio najlepszej prasy. Porażka 0:2 ze Słowenia i bezbramkowy remis z Austrią na Stadionie Narodowym spowodowały lawinę krytyki pod jego adresem. Jej temperaturę podgrzało wypowiedziane niebacznie przez selekcjonera po meczu z Austriakami zdanie, żeby „rozsądnie oceniać” potencjał reprezentacji, co słusznie zostało odebrane jako próbę zwalenia winy za kiepskie wyniki na piłkarzy. I wygląda na to, że tak też te słowa odebrali kadrowicze, a przynajmniej znaczna część z nich. Na otwarte pyskowanie żaden się jednak jeszcze nie zdecydował. Nawet wyraźnie poirytowany degradacją do roli drugiego bramkarza Wojciech Szczęsny, który po powrocie do Juventusu Turyn zamieścił na Instagramie fotkę z treningu z wymownym wpisem, że „nie ma to jak wrócić w domu, gdzie jest się kochanym i docenianym”.

Zastanawiająca opinia Lewego

Znacznie bardziej dotkliwa dla Brzęczka była jednak opinia kapitana drużyny i jej najlepszego gracza, czyli Roberta Lewandowskiego, który bez owijania w bawełnę stwierdził, iż „zespół nie czuje się na boisku pewnie, a zawodnicy nie wiedzą, jak się poruszać po boisku z piłką i bez niej”. Oczywiście „Lewy” użył tu żargonowego skrótu myślowego, bo wiadomo przecież, że nie chodziło mu o samo bieganie po boisku, tylko o plan taktyczny, w którym trener określa zadania dla poszczególnych graczy i formacji. A że Brzęczek w układaniu takich schematów mocny nie jest, wiemy już od roku. Odkąd przejął kadrę nic w grze reprezentacji nie zmieniło się na lepsze. Wręcz przeciwnie.

Kto zatem jest odpowiedzialny za wyraźne obniżenie lotów przez polską reprezentację? Jej trener czy powoływani przez niego piłkarze? W miniony weekend kadrowicze dali najlepszą odpowiedź, jaką mogą dać w takich dyskusjach piłkarze – na ligowych boiskach. Lewandowski strzelił gola już w 3. minucie meczu z RB Lipsk, siódmego ligowego w tym sezonie. W końcu strzelecką niemoc przełamał Krzysztof Piątek, zdobywając bramkę z rzutu karnego w spotkaniu z Hellas Werona. Napastnik AC Milan pokonał też bramkarza rywali z gry, lecz tego trafienia arbiter mu nie uznał. Kapitalną bramkę dla Hull City z rzutu wolnego zdobył Kamil Grosicki, którego za występ w spotkaniu z Wigan Athletic uznano za najlepszego gracza meczu i wybrano do jedenastki kolejki Championship. Owszem, to tylko druga liga angielska, ale pod względem sportowego poziomu jest znacznie silniejsza nie tylko od naszej ekstraklasy, ale też w większości europejskich krajów.

Dlatego sugestia Brzęczka, że nasza reprezentacja jest słaba, bo musi z braku lepszych graczy stawiać na zawodników z Championship, merytorycznie jest chybiona i krzywdząca. Co zresztą udowodnili dwaj inni kadrowicze z tej ligi. Krystian Bielik, którego tak chwalono za udany debiut w biało-czerwonych barwach, był najlepszym piłkarzem Derby County w meczu ze spadkowiczem z Premier League Cardiff City, zaś Mateusz Klich, wystawiony do gry w meczu z Austrią tylko dlatego, że kontuzji doznał Jakub Błaszczykowski, zdobył bramkę dla Leeds United w wygranym 2:0 spotkaniu z Barnsley, po którym jego drużyna wróciła na pozycję lidera. Warto też podkreślić, że Grosicki, Bielik i Klich są podstawowymi graczami w swoich zespołach.

Nawet Krychowiak strzela gole

Także Grzegorz Krychowiak pokazał, że w Lokomotiwie Moskwa trener nie każe mu jedynie przeszkadzać rywalom w grze, ale też kreować grę i strzelać na bramkę. W ligowym spotkaniu z PKF Soczi „Krycha” zdobył zwycięską bramkę dla swojej drużyny, a było to już jego czwarte ligowe trafienie w obecnym sezonie. Piotr Zieliński wprawdzie gola nie strzelił, ale trener Carlo Ancelotti był zadowolony z jego gry i trzymał go na boisku do ostatniego gwizdka. SSC Napoli wygrało z Sampdorią Genua 2:0, a Zieliński za swój występ zebrał pochlebne recenzje. Dlaczego tak dobrze nie zagrał w meczach ze Słowenią i Austrią? Pytanie dotyczy praktycznie wszystkich zawodników, którzy wystąpili w tych spotkaniach w linii pomocy i ataku, bo w miniony weekend zdobyli w swoich klubowych zespołach pięć bramek. A jeszcze, jakby Brzęczkowi na złość, pominięty przez niego we wrześniowych powołaniach Przemysław Frankowski strzelił gola i zaliczył asystę w wygranym przez Chicago Fire 4:0 meczu z Dallas.

Z tyłu tylko Bednarek trzyma formę
Trochę gorzej, może za wyjątkiem Jana Bednarka (zaliczył udany występ w wygranym przez Southampton 1:0 wyjazdowym spotkaniu z Sheffield United), zaprezentowali się w miniony weekend zawodnicy formacji defensywnych. Trzymany przez Brzęczka na ławie Maciej Rybus także w Lokomotiwie Moskwa nie dostał szansy gry, Bartosz Bereszyński zebrał kiepskie recenzje za występ w Sampdorii przeciwko SSC Napoli, podobnie jak Kamil Glik za przegrany 3:4 przez jego AS Monaco mecz z Olympique Marsylia, a Tomasz Kędziora przegrany przez jego Dynamo Kijów mecz z Desną przesiedział na ławce rezerwowych. Natomiast Michał Pazdan, który po słabiutkim występie w meczu ze Słowenią potyczkę z Austrią obejrzał z trybun, po powrocie do tureckiego Ankaragucu zagrał całe spotkanie z Malatyasporem, ale też się nie popisał, bo jego zespół przegrał 0:4.
W sumie jednak można postawić tezę, że strata punktów w meczach ze Słowenią i Austrią nie była winą słabej formy piłkarzy, tylko kiepskiej jakości zespołu z nich zestawionego i przygotowanego do gry przez Brzęczka.

Selekcjoner kadry ma z tym problem przede wszystkim dlatego, że nie respektuje zasady, iż w reprezentacji powinni występować zawodnicy regularnie grający w swoich klubowych zespołach, a jeśli wszyscy spełniają to kryterium, to na boisko powinni wychodzić najlepsi z nich. Gdyby respektował, to Jakuba Błaszczykowskiego w kadrze w ogóle by nie było. Nawałka zbudował zespół wokół Lewandowskiego, który w 40 meczach strzelił 37 goli. Przez Brzęczka rola „Lewego” jest marginalizowana. Ale to już jest problem, który może rozwiązać jedynie dymisja selekcjonera.

 

Popis Cristiano Ronaldo na Litwie

Po sześciu kolejkach gier w 10 grupach eliminacyjnych z kompletem zwycięstw zostały cztery zespoły – Anglia (grupa A), Hiszpania (grupa F), Belgia (grupa I) i Włochy (grupa J). Z tego elitarnego grona wypadła Polska, która po porażce ze Słowenią 0:2 i remisie z Austrią 0:0 straciła aż pięć punktów. Najskuteczniejszy zespół mają Anglicy, Belgowie i Francuzi (po 19 goli), a najlepszą obronę Belgowie i Ukraińcy (po jednym straconym golu).

W czterech poprzednich spotkaniach reprezentacja Polski strzeliła osiem goli i nie straciła żadnego, co czyniło jej dorobek wyjątkowym i godnym podziwu. Teraz już taki nie jest, bo teraz jest po prostu przeciętny. Jeśli coś nas może martwić, to tylko brak skuteczności, bo zero zdobytych bramek w dwóch meczach chwały zespołowi, który ma w składzie jednego z najlepszych napastników na świecie, z pewnością nie przynosi.

We wrześniowych meczach eliminacji Euro 2020 oprócz naszej drużyny jeszcze jedenaście innych nie strzeliło gola. Ale cztery z nich rozegrały tylko jedno spotkanie, a pozostałe osiem, w tym Polska, po dwa. Oprócz podopiecznych Brzęczka w gronie drużyn, które nie zdobyły gola znajdują się outsiderzy w swoich grupach: Malta (0:2 z Norwegią, 0:1 z Rumunią), Wyspy Owcze (0:4 ze Szwecją, 0:4 z Hiszpanią), Łotwa (0:6 z Austrią, 0:2 z Macedonią Północną), Mołdawia (0:3 z Islandią, 0:4 z Turcją), Andora (0:1 z Turcją, 0:3 z Francją), San Marino (0:4 z Belgią, 0:4 z Cyprem) oraz Gibraltar (0:4 z Szwajcarią, 0:6 z Danią). Goli nie strzeliły też reprezentacje Bułgarii (porażka 0:4 z Anglią), Czarnogóry (0:3 z Czechami), Irlandii Północnej (0:2) z Niemcami oraz Gruzji (0:0 z Danią). W sumie jednak w 50 spotkaniach rozegranych w dwóch wrześniowych kolejkach spotkań strzelono 170 goli, co daje niezłą średnią 3,4 bramki na jedno spotkanie.

Przekroczyć setkę

W zamykających szóstą serię spotkań wtorkowych meczach strzelono 34 gole. Średnio zatem w każdym spotkaniu kibice obejrzeli trzy trafienia, ale tylko średnio. W spotkaniu Litwy z Portugalią padło sześć bramek (5:1), a z tej liczby aż cztery zapisano na konto Cristiano Ronaldo. Napastnik Juventusu niemal w pojedynkę przesądził o zwycięstwie swojego zespołu i powiększył swój dorobek strzelecki w tych eliminacjach do pięciu trafień. Wyczyn Portugalczyka najlepiej skomentował jego rodak i wybitny trener Jose Mourinho. „Nie zaskakuje mnie to, co robi. W wieku 34 lat jest świetnym piłkarzem, który gra w klubie o największych ambicjach. To też zasługa jego genetycznych uwarunkowań i mentalności. Cristiano jest fenomenem. Myśli tylko o zwycięstwach i ciągle byciu lepszym. Kiedy będzie mieć już 50 lat, a FIFA zaprosi go na mecz legend, to wtedy też będzie strzelać gole” – stwierdził z uznaniem Mourinho. Słynny napastnik ustanowił przy okazji kolejny rekord. Litwa była 40. krajem, któremu Ronaldo strzelił gola. Żaden piłkarz nie może pochwalić się takim osiągnięciem. Na liście ofiar Portugalczyka jest także reprezentacja Polski. 8 września 2007 roku w Lizbonie Ronaldo pokonał Artura Boruca. Trafił na 2:1, ale Polacy zdołali wyrównać, po strzale Jacka Krzynówka.

Bramki z Litwą były kolejno 90., 91., 92. i 93. w jego reprezentacyjnym dorobku. CR7 ma najwięcej goli w Europie, a na świecie lepszy od niego jest już tylko Ali Daei, który w latach 1993-2006 zdobył dla reprezentacji Iranu 106 bramek. W ubiegłym sezonie Cristiano Ronaldo we wszystkich rozgrywkach klubowych strzelił dla Juventusu Turyn 28 goli.

Izraelczyk na czele

Na razie jednak to nie on przewodzi w stawce snajperów, w czołówce nie ma też Roberta Lewandowskiego, który jak na razie zdobył ledwie dwie bramki, a to przecież najskuteczniejszy strzelec dwóch poprzednich eliminacji do Euro 2016 i mistrzostw świata 2018. Niestety, odkąd selekcjonerem reprezentacji jest Jerzy Brzęczek, „Lewy” przestał zdobywać tyle bramek co dawniej, choćby pod rządami Adama Nawałki.

Po sześciu seriach gier liderem klasyfikacji strzelców jest Izraelczyk Eran Zahavi, który zdobył już 9 goli. O trzy mniej mają ścigający reprezentanta Izraela Anglicy Raheem Sterling i Harry Kane, Rosjanin Artiom Dziuba i Austriak Marko Arnautović. Po pięć goli strzelili Niemiec Serge Gnabry, Rumun Claudiu Keseru, Serb Aleksandar Mitrović, Fin Teemu Pukki, Szwed Robin Quaison i wspomniany już Cristiano Ronaldo. Z czterema trafieniami w zestawieniu plasują się Holender Memphis Depay, Cypryjczyk Giannis Koussoulos, Belg Romelu Lukaku, Rumun George Puscas, Hiszpan Sergio Ramos, Czech Patrik Schick i Turek Cenk Tosun. Najskuteczniejszy z polskich piłkarzy, Krzysztof Piątek, ma w dorobku trzy gole, Lewandowski dwa, a po jednym Kamil Glik, Kamil Grosicki i Damian Kądzior. We wrześniowych spotkaniach jak wiadomo reprezentacja Polski nie zdobyła żadnej bramki. Jedynym pocieszeniem jest uznanie jakie zyskał w UEFA Lewandowski, zakładając dwie „siatki” jedną po drugiej piłkarzom Austrii. Trochę to jednak za mało.

Nic zatem dziwnego, że w naszym kraju toczy się zażarta dyskusja nad przyszłością Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera kadry biało-czerwonych. Z efektów jego pracy nikt nie jest zadowolony, nawet piłkarze naszej kadry. Niewykluczone więc, że PZPN nie przedłuży z nim umowy, która wygasa z końcem tego roku.

 

Stracili pięć punktów

Reprezentacja Polski nie popisała się w obu wrześniowych meczach eliminacyjnych do mistrzostw Europy. Wyjazdowa porażka ze Słowenią 0:2 i remis 0:0 z Austrią na Stadionie Narodowym w Warszawie ściągnęły na kadrę Jerzego Brzęczka i jego samego lawinę krytyki ze strony kibiców i mediów. Krytyki jak najbardziej zasłużonej, bo biało-czerwoni w obu spotkaniach zagrali w żenującym stylu.

Frustracji kibiców trudno się dziwić. Jeśli ktoś decyduje się wydać dwieście złotych na bilet, to w zamian oczekuje widowiska na odpowiednim poziomie. Tymczasem w poniedziałkowy wieczór na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym zespół sklecony przez Jerzego Brzęczka zafundował swoim fanom spektakl, w którym główną rolę odgrywali gracze zespołu gości. Nasi piłkarze zostali przez nich zdominowani, stłamszeni i zamknięci na przedpolu własnej bramki. Bezbramkowy remis to w zdecydowanej większości zasługa niewystarczających umiejętności strzeleckich Austriaków, a reszta to szczęście dopisujące Łukaszowi Fabiańskiemu, który jeszcze na dodatek tym razem uniknął rażących błędów, jakie przydarzyły mu się we wcześniejszym spotkaniu ze Słowenią.

Przykro było jednak patrzeć na dominację zespołu Austrii na stadionie, który po serii zwycięstw media już okrzyczały niezdobytą twierdzą polskiej reprezentacji. Żal było też patrzeć zwłaszcza na Roberta Lewandowskiego, znów osamotnionego i poniewieranego bezkarnie przez austriackich obrońców, na których chamskie zachowania węgierski arbiter Viktor Kassai przymykał oczy.

Austriacy byli przy piłce przez ponad 60 procent czasu gry, stworzyli 21 sytuacji bramkowych, przy siedmiu wypracowanych przez Polaków, sześciokrotnie strzelali na bramkę, a nasi zawodnicy tylko dwa razy. Te liczby pokazują, który z zespołów miał na Stadionie Narodowym przewagę. Nie dziwi więc wypowiedź trenera Austrii Franco Fody. „To oczywiste, że jestem bardzo zadowolony z tego, jak graliśmy, bo było widać aż nadto, że w wielu aspektach gry byliśmy po prostu drużyną lepszą od Polski. Chcieliśmy tu wygrać, mieliśmy bardzo dobre sytuacje bramkowe, zabrakło trochę szczęścia. Dziękuję też moim piłkarzom za zaangażowanie, bo wytrzymali do końca wysokie tempo gry. Wielka szkoda, że chociaż włożyli tyle wysiłku, to nie zdobyli trzech punktów. Ale jeśli tak będą grać w kolejnych meczach, to są w stanie wywalczyć awans do finałów mistrzostw Europy” – podsumował selekcjoner austriackiej kadry.

Jeśli coś w pracy wykonywanej przez Brzęczka niepokoi, to widoczna coraz bardziej nieumiejętność właściwego wyboru rozwiązań personalnych i taktycznych. Leo Beenhakker, który przecież wszedł do polskiego futbolu z zewnątrz, potrzebował dwóch meczów żeby zdiagnozować problemy naszej drużyny i potrafił znaleźć właściwe rozwiązania. Adam Nawałka też zaczął od falstartu, lecz po kilku spotkaniach zdołał ustawić zespół i wybrać optymalną dla niego taktykę. Tymczasem Brzęczek ma już na koncie 12 meczów, a w spotkaniu z Austrią reprezentacja zagrała równie nieporadnie, jak robiła to w ubiegłorocznych występach w Lidze Narodów i spotkaniach towarzyskich. Zamiast postępu, na który wszyscy liczyli po serii czterech tegorocznych wygranych meczów eliminacyjnych do Euro 2020, nastąpił niezrozumiały regres, którego nie da się wytłumaczyć jedynie absencją Kamila Glika w meczu ze Słowenią, bo przecież stoper AS Monaco przeciwko Austrii już zagrał. A mimo to gra naszego zespołu nadal wyglądała żałośnie.

I to jest chyba największy problem, bo mimo straty pięciu punktów nasz zespół wciąż jest liderem grupy, a w październiku zagra na wyjeździe z outsiderem Łotwą i u siebie z Macedonią, zaś w listopadzie u siebie ze Słowenią i na wyjeździe z Izraelem. Prawdą zatem jest, że kwestii awansu na Euro 2020 wszystko jeszcze zależy od nich, ale nie ulega też wątpliwości, że rywale nie czują już przed Lewandowskim lęku, bo widzą, że napastnik Bayernu znów nie ma wsparcia.

Poza tym mamy inny powód do obaw, bo nawet jeśli biało-czerwoni awansują, to nie doskonaląc systematycznie swojej gry w finałach mistrzostw Europy mogą wypaść jeszcze gorzej niż wypadli na mundialu w Rosji.

Polska – Austria 0:0
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński – Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak, Krystian Bielik, Dawid Kownacki (58. Jakub Błaszczykowski; 77. Mateusz Klich), Kamil Grosicki (70. Sebastian Szymański) – Robert Lewandowski.
Austria: Cican Stanković – Stefan Lainer, Aleksandar Dragović, Stefan Posch, Andreas Ulmer – Valentino Lazaro (77. Stefan Ilsanker), Julian Baumgartlinger, Konrad Laimer (89. Michael Gregoritsch), Marcel Sabitzer, David Alaba – Marko Arnautović.
Żółte kartki: Klich, Bielik – Arnautović, Sabitzer, Laimer.
Sędziował: Viktor Kassai (Węgry).
Widzów: 56 788.

 

Grupa G
1. kolejka
Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1;
2. kolejka
Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2
Słowenia – Macedonia Północna 1:1;
3. kolejka
Macedonia Północna – Polska 0:1;
Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka
Polska – Izrael 4:0; Łotwa – Słowenia 0:5;
Macedonia Północna – Austria 1:4
5. kolejka
Macedonia Północna – Izrael 1:1;
Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
6. kolejka
Polska – Austria 0:0
Słowenia – Izrael 3:2
Łotwa – Macedonia Płn 0:2
Tabela grupy G
1. Polska                 6   13     8:2
2. Słowenia             6   11   12:5
3. Austria                6   10   13:6
4. Izrael                  6     8    11:11
5. Macedonia         6     8      8:8
6. Łotwa                 6     0      1:21