Jaki system emerytalny: OFE, PPK, IKE czy świadczenie emerytalne oparte na solidarności pokoleniowej? Kto zapłaci za kolejne eksperymenty na pracownikach i weteranach pracy? Jaka będzie jesień życia młodego dziś pokolenia?

Otwarte Fundusze Emerytalne wprowadzono decyzja rządu AWS w 1999r,czyli mija 20 lat od tamtego pełnego marketingowych sztuczek zachęcania Polaków do nowej formuły oszczędzania na emeryturę. Radykalna reforma podważająca dotychczasowy solidaryzm społeczny po latach okazała się konstrukcją karmiącą kapitał z jednej strony a z drugiej rujnującą finanse publiczne.
Ekipa Donalda Tuska w 2013 roku zorientowała się że dalsze trwanie w błędzie rujnuje Polskę. Polacy powinni wiedzieć, że tylko 5 z 28 państw Unii Europejskiej wprowadziły zdefiniowaną składkę emerytalną, pozostałe 23 utrzymuje tradycyjny system zdefiniowanego świadczenia. Neoliberalna rewolucja 1999 roku doprowadziła do drastycznego obniżenia świadczeń emerytalnym otwierając drogę do OFE. Dla przypomnienia taką drogę preferowali prominenci Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Decyzje przekazania środków z OFE do ZUS w 2011 i 2014 zmniejszyło deficyt budżetowy ale nie zlikwidowało źródła błędnych decyzji z 1999r. Środki OFE uznane przez Trybunał Konstytucyjny za publiczne ,są łakomym kaskiem dla rządzących, którzy zaproponowali w ostatnim czasie likwidację OFE ale aktywa tak chcą przesuwać aby mieć te środki nadal do swojej dyspozycji przez opłatę przekształceniową proponowaną dotychczasowym uczestnikom.
O fundamentalnych dla młodego pokolenia decyzjach kształtujących w przyszłości ich dobrostan emerytalny dyskutować będą:
– prof. Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej
– Piotr Kuczyński, publicysta ekonomiczny i doradca rynków finansowych.
Dyskusję będzie moderować Kamil Łukaszek (Społeczne Forum Wymiany Myśli w Warszawie).

Serdecznie zapraszamy do aktywnego uczestnictwa w naszym spotkaniu.

Symulacja naszych świadczeń

Na OFE utuczyły się powszechne towarzystwa emerytalne. Czy uda się pozbawić je możliwości żerowania na pieniądzach odkładanych na emerytury?

Dyskusja o likwidacji otwartych funduszy emerytalnych koncentruje się na tzw. opłacie przekształceniowej. Niestety, istnieje też inna opłata – która spowoduje, że prawdopodobnie to Zakład Ubezpieczeń Społecznych będzie korzystniejszym wyborem niż Indywidualne Konto Emerytalne.
Chodzi o pobieranie przez prywatne instytucje prowizji od zarządzania naszymi środkami. W końcowym rozrachunku może ona uszczuplić naszą wypłatę nawet o kilkanaście procent.
Tyle można odłożyć
Pobranie 15-procentowej opłaty przekształceniowej za przejście z OFE (otwarty fundusz emerytalny) do IKE (indywidualne konto emerytalne) niewiele różni się od koncepcji zapłaty standardowego podatku od przyszłej emerytury w ZUS. Zakładając oczywiście, że nasze przyszłe świadczenie w całości będzie objęte stawką pierwszego progu podatkowego.
Można się spierać, który model przyniesie wyższą roczną stopę zwrotu. Dla uproszczenia warto przyjąć, że będzie ona podobna i w obu przypadkach wyniesie w ujęciu nominalnym na przykład 5 proc.
Średnio w OFE Polacy mają zgromadzone po ok. 10 tys. zł. Przyjmijmy zatem, że w obu formułach (ZUS i IKE) zarobimy nominalnie 5 proc. rocznie przez kolejne 25 lat od naszego początkowego kapitału.
W rezultacie, przy wariancie z IKE, po 15-procentowej opłacie przekształceniowej (8,5 tys. dostajemy na start) dostajemy po 25 latach 28 800 zł. Od tej kwoty nie płacimy już podatku.
W ZUS natomiast otrzymamy ok. 33 900 zł, ale po potrąceniu podatku będzie to 27 800, czyli nawet o 1 tys. zł mniej. Czemu więc lepiej zostać w ZUS?
Jeśli będzie prowizja
Otóż, w prywatnej instytucji, która może zarządzać pieniędzmi gromadzonymi na IKE, należy się liczyć z prowizją od zarządzania naszymi środkami. Trudno sprecyzować jej procentową wartość, ale np. w Pracowniczych Planach Kapitałowych będzie ona wynosić 0,5-0,6 proc. rocznie od całości aktywów.
Z kolei dane Komisji Nadzoru Finansowego zamieszczone w cokwartalnych raportach o rynku OFE pokazują, że rocznie opłata za zarządzanie aktywami w OFE wynosi ok. 800 mln zł (ze 160 mld zł zgromadzonych aktywów), czyli także mniej więcej 0,5 proc. każdego roku.
Należy zatem spodziewać się podobnej opłaty w przypadku konta IKE, powstałego po przekształceniu OFE – ocenia Cinkciarz.pl. A to dosyć poważnie zmienia wyniki przedstawionych tu obliczeń.
Jeżeli okaże się, że nasze środki z OFE będą w IKE objęte opłatą za zarządzanie według stawki 0,5 proc. rocznie, wtedy po 25 latach wcale nie dostaniemy 28 800 zł, tylko o 11,7 proc. mniej – czyli 25 400 zł.
W przypadku dłuższego oszczędzania (na przykład 30 lat) prowizja może sięgać już prawie 14 proc. finalnie zgromadzonego przez nas kapitału.
W rezultacie, w większości przypadków zdecydowanie lepiej będzie zostawić te środki w ZUS, zakładając przyjętą teoretycznie opłatę za zarządzanie w IKE na poziomie 0,5 proc. rocznie.

Przegrana dezubekizacja

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie zapadł precedensowy wyrok: zdecydowano o cofnięciu zmniejszenia emerytury w ramach tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Orzeczenie dotyczy mężczyzny, któremu MSWiA obniżyło świadczenie, chociaż był idealnym przykładem przewidzianego w ustawie wyjątku.

Orzeczenie dotyczy Augustyna Skitka – byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, który w latach 80. w Gorzowie Wielkopolskim współpracował z „Solidarnością”, przekazywał opozycjonistom informacje o planowanych działaniach SB, których celem byli przeciwnicy rządu oraz aktywni w opozycji duchowni. W 1990 r. mężczyzna został zweryfikowany pozytywnie i przez kolejne 15 lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa. Po wprowadzeniu pierwszej tzw. ustawy dezubekizacyjnej przez rząd PO-PSL sąd potwierdził, że jego emerytura nie podlegnie zmniejszeniu. Mężczyzna spełniał wskazany w ustawie warunek – „podjął bez wiedzy i zgody przełożonych współpracę i czynnie wspierał osoby i organizacje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego”.
Gdy PiS ogłosił drugą, radykalniejszą ustawę zmniejszającą świadczenia dawnych funkcjonariuszy, Augustyn Skitek również stracił emeryturę. Chociaż ponownie spełniał warunki, by zrobiono dla niego wyjątek. MSWiA nie zagłębiło się jednak w szczegóły jego sprawy, pozostało głuche na interwencję gorzowskiej „Solidarności” oraz rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara. Skitek poszedł do sądu.
Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, na niejawnym posiedzeniu Sądu Okręgowego Wydziału Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie sędzia Jolanta Lewandowska ogłosiła uchylenie decyzji Zakładu Emerytalnego MSWiA o zmniejszeniu emerytury, nakazała przywrócić pełne świadczenie i wypłacić wyrównanie za ostatnie 18 miesięcy – ok. 22 tys. złotych.
Obniżka emerytur na mocy ustawy przeforsowanej przez PiS dotyczy blisko 40 tys. osób. Większość złożyła odwołania, ale Zakład Emerytalny MSWiA uwzględnił je tylko w stosunku do kilkunastu sportowców, których milicyjne etaty były czystą fikcją. W tej sytuacji 27 tys. osób zwróciło się do sądu. Jeden z sędziów rozpatrujących taką skargę zadał w tej sprawie pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu.
– Teraz inni sędziowie zawieszają postępowanie w podobnych sprawach, tłumacząc się, że czekają właśnie na wyrok TK. Ale tak nie musi być. Sędziowie, jeśli uznają to za zasadne, mogą wydać wyrok bez czekania na Trybunał – tłumaczy „GW” Tomasz Oklejak, naczelnik Wydziału Spraw Żołnierzy w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.
Na razie jednak orzekać bez czekania na opinię TK zdecydowała się jedynie sędzia Lewandowska z warszawskiego Sądu Okręgowego. – To może być przełom, który spowoduje, że inni sędziowie też zaczną wydawać podobne orzeczenia – skomentował dla „GW” Zdzisław Czarnecki, szef Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP.

OFE 2.0

Rząd PiS-u po dojściu do władzy zrealizował swoją obietnicę i przywrócił poprzedni wiek emerytalny.

 

To bardzo dobrze – samo podwyższenie wieku emerytalnego, a tym właściwie była „reforma’’ rządu Donalda Tuska, wynikała z konieczności ratowania budżetu pod neoliberalnym zarządzaniem. Wtedy też dotarło do wszystkich, że emerytury z OFE będą groszowe, a same fundusze przyczyniły się jedynie do wydrenowania dziury w ZUS-ie. Słusznie je więc zaorano, zamiast jednak konsekwentnie sięgnąć do głębokich kieszeni – sięgnięto do tych płytkich. Nic więc dziwnego, że taka „reforma’’, oznaczająca dla wielu ciężko pracujących ludzi to, że mogą swojej emerytury nie zobaczyć, wzbudziła powszechny opór. A potem wjechał Kaczyński. Uważam zresztą, choć nie mam na to twardych danych, że powrót do poprzedniego wieku emerytalnego przyczynił się do utrwalenia władzy PiS-u co najmniej tak samo jak szeroko reklamowane w publicystyce 500+.
PiS już jednak rządzi 3 lata. I poza zmniejszeniem wieku, w zakresie emerytur zrobiono niewiele. W tej chwili próbuje się to propagandowo przykryć wprowadzeniem Pracowniczych Planów Kapitałowych (w poniedziałek prezydent podpisał ostatecznie ustawę). Będzie to przedstawiane jako ratunek dla podkopywanego przez demografię systemu emerytalnego, realnie jednak w programie nie chodzi wcale o seniorów, lecz o dobro elit finansowych.
Teoretycznie program PKK jest dobrowolny. Ale to pracownik będzie musiał się z niego wypisywać i to co 2 lata. W praktyce więc należeć będzie doń znakomita większość pracujących. Co miesiąc od 3,5 do 8 proc. naszej pensji (w zależności od naszej i pracodawcy deklaracji) będzie trafiać do prywatnych instytucji finansowych, które zgarną za to sutą prowizję. Swoje dorzuci państwo – także, co kuriozalne, tym najbogatszym; te dopłaty pochodzić będą z Funduszu Pracy (przeciwko temu zaborowi protestowały związki zawodowe). Po osiągnięciu wieku 60 lat, uzbierane pieniądze będą wypłacane przez 10 lat. I tak wszyscy staniemy się rentierami…
W ciągu 10 lat na rynki finansowe z tytułu PPK ma wpłynąć ok. 50 mld. zł. Powtórzę: z naszych kieszeni wprost do kolegów Morawieckiego z sektora finansowego. Ręczę, że po odejściu z rządu, nasz premier nie będzie miał problemów ze znalezieniem dobrze płatnej pracy.
Z podawanych w mediach optymistycznych obliczeń wynika, że jeśli mamy 30 lat i zarabiamy średnią krajową, otrzymamy z PPK ok 1 tys. zł. Problem w tym, że nie znamy realnej wartości tego tysiaka za 30 lat, zresztą ⅔ pracujących zarabia mniej. I bierzemy pod uwagę jedynie ten wariant, który zakłada zyski prywatnych funduszy inwestycyjnych. A z tym przecież różnie bywa. Jak pamiętamy, kryzys finansowy w 2008 roku pożarł połowę dziesięcioletnich zysków z OFE. I choć teraz – w zależności od wieku – nasze składki będą inwestowane w różny sposób (dla młodych – ryzykownie, dla starszych – mniej), to nadal przecież mamy do czynienia z kapitalistyczną ruletką.
Obietnica przyszłych pieniędzy z rynków finansowych petryfikuje także system emerytalny. Rządzący godzący się na coraz niższe świadczenia w obecnej logice systemu mają wymówkę – nie ma już potrzeby myśleć np. o emeryturze obywatelskiej, równym i godnym świadczeniu dla wszystkich. Przecież jakoś to będzie. Zmniejszy się też presja zwiększenia składek na ZUS za pomocą presji na wyższe wynagrodzenia. A emerytom pozostanie modlitwa. Do świętego Boga Rynku.

Żeby oszczędzać, trzeba mieć co

Emerytury Polaków będą podłe. Mogą to zmienić, odejmując sobie od ust i zaciskając pasa przez całe dorosłe życie, aby tych kilku czy kilkunastu ostatnich lat nie spędzić w biedzie.

 

Im bliżej końca roku, tym więcej Polaków zaczyna interesować się możliwością obniżenia podatku poprzez otwieranie rachunków emerytalnych.
Najnowsze dane pokazują, że w pierwszym półroczu 2018 r. Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego posiadało 701,4 tys. osób, a Indywidualne Konta Emerytalne 960,6 tys. osób.

 

O wiele za mało

Pokolenie obecnych 20-latków, którzy rozpoczynają dopiero kariery zawodowe, może liczyć na emerytury w maksymalnej wysokości 38,6 proc. ostatniej pensji – i to pod warunkiem ciągłego zatrudnienia, począwszy od ukończenia 20 lat aż do momentu osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego.
Także prognozy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zakładają, że większość Polaków będzie otrzymywać na emeryturze równowartość nie więcej niż 40-50 proc. swojej ostatniej pensji. Tak niskie świadczenia emerytalne to skutek demografii – starzejącego się społeczeństwa i wciąż niskiej dzietności.
Jak wynika z najnowszych badań Związku Banków Polskich Polacy w ciągu ostatnich 3 lat znacznie powiększyli swoje oszczędności, jednak nadal wypadamy blado w porównaniu do zachodnich sąsiadów – co zrozumiałe, bo jesteśmy od nich znacznie ubożsi.
Przede wszystkim, oszczędzamy nieregularnie – i największy odsetek badanych (bo aż 38 proc.) deklaruje, że chciałby mieć pełną dowolność w zakresie wysokości i częstotliwości dokonywanych na oszczędności wpłat. Między innymi z myślą o takich Polakach powstały Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. Oprócz dużej dobrowolności w zakresie wpłat (możemy wpłacać, kiedy chcemy i ile chcemy, warunkiem jest tylko nieprzekroczenie ustalanej co roku maksymalnej kwoty wpłat), nie bez znaczenia mogą być również zachęty podatkowe. Oszczędzający korzysta na tym, że wpłacone kwoty pomniejszają dochody do objęcia podatkiem dochodowym od osób fizycznych (PIT).
W konsekwencji, można zapłacić niższy podatek lub nawet otrzymać zwrot z urzędu skarbowego.
Zyski z IKZE, podobnie jak z IKE, nie podlegają również tzw. podatkowi Belki, z tym, że przy wypłacie z IKZE (gdy pieniądze zostaną pobrane po ukończeniu przez daną osobę 65 lat), uiszczony powinien zostać zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10 proc. wypłaconej kwoty.

 

Zdani na własne siły

W pierwszej połowie tego roku wpływy środków pieniężnych na IKE wyniosły 825,1 mln zł (o 60,6 mln zł więcej niż w I połowie 2017 r.). Z podanej kwoty, wysokość składki wyniosła 736,6 mln zł (o 92,4 mln zł więcej niż w I połowie 2017 r.), a transfery z pracowniczych programów emerytalnych – 88,4 mln zł (o 31,7 mln zł mniej niż w I połowie 2017 r.) – informuje raport „Indywidualne Konta Emerytalne oraz Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego w I połowie 2018 r.”.
W Polsce oszczędności emerytalne to coś, o czym powinniśmy myśleć samodzielnie i to jak najwcześniej. Biorąc pod uwagę obecne tendencje demograficzne, tj. wydłużenie długości życia oraz starzenie się naszego społeczeństwa, kapitał, który można odłożyć będzie prawdopodobnie większy niż mogliśmy to szacować jeszcze 10-20 lat temu.
Dla dzisiejszych 20, czy nawet 30 latków, perspektywa emerytalna może wydawać się czymś odległym – ale tak nie jest. Wszyscy radzą więc, by zacząć jak najwcześniej, nawet od niskich kwot – o ile oczywiście ma się co odkładać.
Zgodnie z projektem ustawy budżetowej na rok 2019, prognozowane przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w 2019 roku wzrośnie do kwoty 4765 zł. Z tego też wynika limit wpłat na IKE, który wynosi 14 295 zł (4765 razy 3), a w IKZE – 5718 zł (4765 razy 1,2). To oznacza możliwość zwiększenia odkładanej kwoty w stosunku do poprzedniego roku odpowiednio o 966 zł w przypadku IKE i o 386,40 zł jeśli chodzi o IKZE.
Pytanie, czy i jaką konkurencją dla obu tych form odkładania emerytalnego staną się Pracownicze Plany Kapitałowe?

 

Triumf zmowy bogatych

Chęć obrony swoich pieniędzy przez zamożne polskie elity jest ponadpartyjna, nie zna różnic ideologicznych oraz światopoglądowych, ma w nosie prawa i zasady.

 

Trybunał Konstytucyjny uznał, że zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, jest sprzeczne z ustawą zasadniczą. Obecnie obowiązuje ograniczenie, według którego składki płaci się co najwyżej od zarobków sięgających trzydziestu przeciętnych pensji. Ten kto zarabia więcej, już nie płaci wyższych składek.
Tak więc, dziś takie same składki na emeryturę i rentę są odciągane od zarobków kogoś zarabiającego wspomniane trzydzieści pensji – i od dochodów tego, kto zarabia jeszcze więcej, 35, 40 czy Bóg wie ile pensji.

 

Przywilej dla najbogatszych

Każdy normalny człowiek zapyta w tym momencie, dlaczego ludzie najlepiej zarabiający mają być dodatkowo uprzywilejowani i nie płacić wyższych składek w miarę wzrostu swych zarobków?
Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Skoro bowiem ktoś zwiększa swoje zarobki, na przykład od wysokości jednej przeciętnej pensji do trzydziestu, jednocześnie podnosząc płacone przez siebie składki – to logiczne jest, że i ten, kto zwiększa zarobki powiedzmy od 30 do 40 przeciętnych pensji, też powinien odprowadzać stopniowo coraz więcej pieniędzy na cel emerytalno-rentowy.
Nie ma powodu, by w kraju biednym i wciąż będącym na dorobku, istniało tak drastyczne, dodatkowe uprzywilejowanie grupy szczęściarzy, którzy i tak są uprzywilejowani dzięki temu, że osiągają ogromne dochody, przekraczające 30 przeciętnych pensji (świadomie piszę tu o szczęściarzach, bo między bajki należy włożyć pogląd, że najwyższe dochody w Polsce osiągają akurat ci najzdolniejsi i najbardziej pracowici).
Jest to drastycznie sprzeczne z naszą Konstytucją, która stwierdza, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
Istnienie górnego limitu płaconych składek to ewidentny dowód braku sprawiedliwości społecznej w Polsce. I ponurym rechotem historii jest, że Trybunał Konstytucyjny uznał, iż zniesienie tego limitu jest sprzeczne z Konstytucją. Ten wyrok TK to zwieńczenie zmowy bogaczy, wymierzonej przeciwko próbie zniesienia limitu – i przeciwko sprawiedliwości społecznej.

 

Zamożni chcą mieć tu i teraz

Obecny rząd postanowił znieść górny limit składek. Nie robił tego oczywiście z sentymentu do idei sprawiedliwości społecznej, lecz po to, aby do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wpływało dodatkowo około 5 mld zł rocznie. W perspektywie pogarszającej się koniunktury gospodarczej w Polsce, bardzo to przyda się naszemu trzeszczącemu budżetowi, pozwoli sfinansować wiele potrzebnych wydatków i zmniejszy coroczne dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Nieważne zresztą z jakiego powodu rząd PiS planował zniesienie limitu, ważne, że byłaby to zmiana słuszna, potrzebna i zgodna z konstytucyjną regułą sprawiedliwości społecznej.
Niestety, o wprowadzeniu w życie tej zmiany decydowali właśnie ludzie najlepiej zarabiający, których dotknęłoby zniesienie górnego limitu składek.
To oni są bowiem w gremiach przedsiębiorców, którzy – pytani o opinię – totalnie skrytykowali ten pomysł, nie godząc się choćby na tak minimalne uszczuplenie swych dochodów, jakie spowodowałby wzrost odprowadzanych składek.
To oni zasiadają w Senacie i sprokurowali (zapewne całkowicie świadomie, z nadzieją na obalenie ustawy) zamieszanie z brakiem quorum przy głosowaniu nad projektem zniesienia limitu. To w interesie bogatych działał prezydent kierując ustawę do Trybunału.
To oni wreszcie tworzą skład Trybunału Konstytucyjnego, który akurat w tym konkretnym przypadku, choć nikt go nie prosił, postanowił wyjść poza ramy wniosku prezydenta i zająć się prawidłowością głosowania w Senacie.
Jak widać, solidarność bogatych w obronie swych dochodów jest ponadpartyjna, nie zna różnic ideologicznych ani światopoglądowych.

 

Cześć wam, „panowie magnaci”

Zabawne, że to właśnie ludzie z zamożnych, opiniotwórczych elit tak chętnie namawiają do odkładania pieniędzy na przyszłą emeryturę, nie konsumowania wszystkiego od razu, zadbania o to, by na starość nie obniżył się nasz poziom życia.
Oni sami jakoś nie zechcieli się zastosować do głoszonych przez siebie wywodów. Im jakoś nie zależy, żeby w przyszłości mieć jeszcze wyższą emeryturę dzięki płaceniu wyższych składek.
Nam każą myśleć o przyszłości – ale sami chcą mieć jak najwięcej pieniędzy właśnie teraz, dziś, a nie w „jesieni życia”, gdy w obliczu różnych chorób i nieprzewidzianych wydatków, wysoka emerytura może się bardzo przydać.
Wypada więc zawołać do nich: Hej, wy tam, „panowie magnaci”! Zadbajcie także o swoją jesień życia, płaćcie teraz wyższe składki, odkładajcie więcej na emeryturę, tak jak i nas namawiacie!.
W walce z ustawą znoszącą górny limit składek, podnoszony był bzdurny argument, że należy zostawić ten limit, gdyż wyższe wpłaty do ZUS dziś, spowodują wyższe wypłaty emerytur w przyszłości, czego nasz budżet nie udźwignie.
Akurat! Na tej zasadzie do ZUS nie należałoby w ogóle wpłacać żadnych składek, bo zawsze jest tak, że większe wpłaty składek obecnie, to wyższe wypłaty na emerytury za ileś lat.
Szkoda, że tak głupawy argument, obrażający inteligencję publiczności, jest powtarzany przez opiniotwórcze media.

Co z dezubekizacją?

„Gazeta Wyborcza” poinformowała o zapowiedzi cofnięcia tzw. „ustawy dezubekizacyjnej”, jako niezgodnej z Konstytucją…

 

Sejmowa Komisja przyjęła opinię Biura Analiz Sejmowych, w której wskazano, że zmniejszenie emerytur w ramach tzw. ustawy dezubekizacyjnej jest niekonstytucyjne. „Gazeta Wyborcza” wskazuje, że w głosowaniu wzięło udział wielu parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości (m.in. Marek Ast, Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz).

„Naszym zdaniem ograniczenie wysokości emerytury do przeciętnej wypłacanej przez ZUS jest niekonstytucyjne” – stwierdziła mec. Dorota Lis-Staranowicz, przedstawicielka Biura Analiz Sejmowych (BAS), wskazując, że „ art. 15c. ust. 2 i art. 3 w zakresie, jaki ma zastosowanie do wymiaru wysokości emerytury za okres służby w policji po 1 sierpnia 1990, ograniczający jej wysokość do kwoty przeciętnej emerytury, jest niezgodny z zasadą równości wyrażoną w art. 32 Konstytucji”.

4 października Komisja Ustawodawcza przyjęła opinię sejmowych prawników i zarekomendowała marszałkowi Sejmu, by takie właśnie stanowisko zaprezentował przed Trybunałem Konstytucyjnym. Trybunał ma bowiem rozstrzygnąć o konstytucyjności ustaw o dezubekizacji – pisze „Gazeta Wyborcza”. W ślad za tym, oraz odpowiadając na liczne zapytania pokrzywdzonych represyjną ustawą emerytów mundurowych – przypominamy czyimi głosami przyjęte zostały w Sejmie RP obie „ustawy dezubekizacyjne” – ta pierwsza z 23 stycznia 2009 roku i ta druga z 16 grudnia 2016 r. Najgorliwiej byłi „za” członkowie PiS, PO, ale także PSL.

Wobec skutków obu ustaw przeprowadzono szeroko zakrojone kampanie protestacyjne i odwoławcze, uznajac je za niekonstytucyjne, naruszajace prawa człowieka, niesprawiedliwe, łamiące zasadę niedziałania prawa wstecz, wprowadzajce wreszcie odpowiedzialność zbiorową. W tych działaniach najaktywniej protestowały środowiska lewicy – SLD, FSSM, organizacje związkowe mundurowych. O wszystkich akcjach informowaliśmy na stronie posła Janusza Zemke, osobiście wspierającego te przedsięwzięcia, także w Parlamencie Europejskim.

Jak kulą w płot! Czyżby teraz, na dwa tygodnie przed wyborami samorządowymi tzw. ustawy dezubekizacyjne stały się ratunkowym narzędziem pozyskania przychylności rządzącym niemałej grupy wyborców – emerytów i rencistów funkcjonariuszy mundurowych i ich rodzin, nieraz pozbawionych znacznej części ich świadczenia, wypracowanego całym zawodowym życiem?
Aż trudno w to uwierzyć. Poseł Borys Budka z PO podejrzewa, że to skutek pomyłki w głosowaniu członków Komisji Ustawodawczej z PiS, bo w przeciwnym razie, rządzący musieliby zwrócić zabrane emerytom świadczenia, liczone na ok. 300 mln rocznie. Zobaczymy, co uczyni marszałek Sejmu, wszak nie musi w swoim stanowisku sugerować się opinią Komisji Ustawodawczej. Zobaczymy też, co orzeknie Trybunał Konstytucyjny, choć wskazówka z Sejmu dla Julii Przyłębskiej będzie zapewne ważną przesłanką do wyroku. Ale czy orzeknie przed wyborami?

Chyba że owa „niekonstytucyjność”, jako zabieg PR, będzie ważna tylko do wyborów…

Co z ta dezubekizacją?

„Gazeta Wyborcza” poinformowała o zapowiedzi cofnięcia ustawy, jako niezgodnej z Konstytucją… Sejmowa Komisja przyjęła opinię Biura Analiz Sejmowych, w której wskazano, że zmniejszenie emerytur w ramach tzw. ustawy dezubekizacyjnej jest niekonstytucyjne. „Gazeta Wyborcza” wskazuje, że w głosowaniu wzięło udział wielu parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości (m.in. Marek Ast, Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz). „Naszym zdaniem ograniczenie wysokości emerytury do przeciętnej wypłacanej przez ZUS jest niekonstytucyjne” – stwierdziła mec. Dorota Lis-Staranowicz, przedstawicielka Biura Analiz Sejmowych (BAS), wskazując, że „ art. 15c. ust. 2 i art. 3 w zakresie, jaki ma zastosowanie do wymiaru wysokości emerytury za okres służby w policji po 1 sierpnia 1990, ograniczający jej wysokość do kwoty przeciętnej emerytury, jest niezgodny z zasadą równości wyrażoną w art. 32 Konstytucji”. 4 października Komisja Ustawodawcza przyjęła opinię sejmowych prawników i zarekomendowała marszałkowi Sejmu, by takie właśnie stanowisko zaprezentował przed Trybunałem Konstytucyjnym. Trybunał ma bowiem rozstrzygnąć o konstytucyjności ustaw o dezubekizacji – pisze „Gazeta Wyborcza”. W ślad za tym, oraz odpowiadając na liczne zapytania pokrzywdzonych represyjną ustawą emerytów mundurowych – przypominamy czyimi głosami przyjęte zostały w Sejmie RP obie „ustawy dezubekizacyjne” – ta pierwsza z 23 stycznia 2009 roku i ta druga z 16 grudnia 2016 r. Najgorliwiej byłi „za” członkowie PiS, PO, ale także PSL..
(…) Wobec skutków obu ustaw przeprowadzono szeroko zakrojone kampanie protestacyjne i odwoławcze, uznajac je za niekonstytucyjne, naruszajace prawa człowieka, niesprawiedliwe, łamiące zasadę niedziałania prawa wstecz, wprowadzajce wreszcie odpowiedzialność zbiorową. W tych działaniach najaktywniej protestowały środowiska lewicy – SLD, FSSM, organizacje związkowe mundurowych. O wszystkich akcjach informowaliśmy na stronie posła Janusza Zemke, osobiście wspierającego te przedsięwzięcia, także w Parlamencie Europejskim. Jak kulą w płot! Czyżby teraz, na dwa tygodnie przed wyborami samorządowymi tzw. ustawy dezubekizacyjne stały się ratunkowym narzędziem pozyskania przychylności rządzącym niemałej grupy wyborców – emerytów i rencistów funkcjonariuszy mundurowych i ich rodzin, nieraz pozbawionych znacznej części ich świadczenia, wypracowanego całym zawodowym życiem.
Aż trudno w to uwierzyć. Poseł Borys Budka z PO podejrzewa, że to skutek pomyłki w głosowaniu członków Komisji Ustawodawczej z PiS, bo w przeciwnym razie, rządzący musieliby zwrócić zabrane emerytom świadczenia, liczone na ok. 300 mln rocznie. Zobaczymy, co uczyni marszałek Sejmu, wszak nie musi w swoim stanowisku sugerować się opinią Komisji Ustawodawczej. Zobaczymy też, co orzeknie Trybunał Konstytucyjny, choć wskazówka z Sejmu dla Julii Przyłębskiej będzie zapewne ważną przesłanką do wyroku. Ale czy orzeknie przed wyborami? Chyba że owa „niekonstytucyjność”, jako zabieg PR, będzie ważna tylko do wyborów…

Staruszek z pałką

Do jakiego wieku policjant może biegać po ulicy i ganiać przestępców? PiS zamierza przywrócić przywileje emerytalne policji, cofnięte przez PO-PSL.

 

Minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński zapowiedział przywrócenie znacznej części przywilejów policji sprzed reform rządu PO-PSL.
Wymóg minimalnego wieku emerytalnego 55 lat i 25 lat pracy miałby zostać zamieniony na samo 25 lat pracy.

 

Specjalny system emerytalny

Oznacza to, że policjant rozpoczynający pracę w wieku 20 lat mógłby przejść na emeryturę już w wieku 45 lat.
Jednocześnie, pierwsze 30 dni zwolnienia chorobowego policjantów „liniowych” miałyby być płatne w 100 proc. , a nie jak obecnie w 80 proc. Jednak zwolnienia chorobowe z tytułu urazów doznanych na służbie płatne są już dziś w 100 proc.
Na emerytury MSWiA zrzucają się wszyscy podatnicy bezpośrednio w podatkach. Inaczej jest w ZUS, gdzie kwoty emerytur są uzależnione od sumy wpłaconych składek które wpłaciła dana osoba, podzielonej przez jej oczekiwaną dalszą długość życia.
Do maja 2013 roku policjanci na chorobowym otrzymywali 100 proc. wynagrodzenia. W efekcie przeciętny policjant przebywał w ciągu roku 24 dni na zwolnieniu lekarskim, podczas gdy pozostali obywatele otrzymujący na zwolnieniu 80 proc. pensji przeciętnie jedynie 14 dni.

 

Dobrze, ale chcemy więcej

W pierwszym roku po reformie PO-PSL absencja chorobowa policjantów spadła o 28 proc., skutkując większą liczbą policjantów na służbie i oszczędnościami w budżecie. Forum Obywatelskiego Rozwoju postuluje odejście od przywilejów emerytalnych służb mundurowych, wojskowych, rolników, sędziów i prokuratorów, na rzecz włączenia ich do powszechnego systemu emerytalnego ZUS.
Jeżeli służby mundurowe zarabiają zbyt mało, to rząd PiS powinien podnieść ich wynagrodzenia, zamiast przywracać przywileje, które zwiększają wydatki emerytalne w przyszłości, a dzisiaj zachęcają do nadużyć zwolnień chorobowych. Nie należy przerzucać niejasnych dzisiaj kosztów na przyszłe pokolenia, które będą wypłacać zawyżone emerytury.
Policyjni związkowcy cieszą się z przywilejów dotychczas zapowiedzianych przez ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego.
NSZZ Policjantów opublikował uchwałę, w której wyraża zadowolenie z akceptacji przez rząd PiS części swoich postulatów (zapowiedzi zniesienia wieku emerytalnego 55 lat i pozostawienia samego wymogu 25 lat pracy, a także przywrócenia 100 proc płatnych wynagrodzeń na zwolnieniach chorobowych) – ale chce ich rozszerzenia poza policjantów „liniowych”.
Policjanci już dzisiaj są uprzywilejowani w stosunku do reszty obywateli pod względem wieku przechodzenia na emeryturę i ich wysokości. Są też wyłączeni z powszechnego systemu emerytalnego. Swoje emerytury otrzymują z MSWiA zamiast z ZUS, a wysokość tych emerytur nie jest ograniczona kwotą zgromadzonych składek.

 

Tak było: 33 lata i emerytura

W 2017 roku przeciętny wiek przejścia na emeryturę funkcjonariuszy policji i innych służb podległych MSWiA wynosił 48 lat wobec 62 lat w ZUS, w którym ubezpieczeni są zwykli obywatele.
Jednocześnie, nowo przyznane emerytury w MSWiA wynosiły przeciętnie 4 851 zł brutto miesięcznie wobec 2 157 zł w ZUS. System emerytalny MSWiA może być tak hojny, ponieważ dorzucają się do niego wszyscy podatnicy.
Uprzywilejowanie policjantów widać w strukturze wieku emerytów. 65 proc. mężczyzn otrzymujących emerytury z MSWiA jest w wieku do 65 lat wobec jedynie 19 proc. mężczyzn otrzymujących emerytury z ZUS. Aż jedna trzecia mężczyzn na emeryturach MSWiA ma 55 i mniej lat, wobec jedynie 2 proc. na emeryturach z ZUS.
Obniżka emerytur funkcjonariuszy mundurowych z czasów rządu PO-PSL była kluczowa. W latach 1959-2012 policjanci (a wcześniej milicjanci) mogli przechodzić na emeryturę już po zaledwie 15 latach pracy, niezależnie od wieku.
Od 2013 roku nowo przyjęci funkcjonariusze przechodzą na emeryturę po 25 latach pracy i osiągnięciu wieku przynajmniej 55 lat.
To była ważna reforma, chociaż w dalszym ciągu pozostawiała służby mundurowe poza powszechnym systemem emerytalnym ZUS. To zaś generuje koszty dla ogółu podatników i zachęca polityków do nadawania dodatkowych przywilejów.

 

Rekompensata za niższe płace

Dzisiaj służby mundurowe, wojskowi, rolnicy, sędziowie i prokuratorzy pozostają poza powszechnym systemem emerytalnym ZUS. Ich świadczenia emerytalne oderwane są od sum wpłacanych składek i oczekiwanej długości życia na emeryturze.
Zbyt niskie składki i zbyt wczesne przejścia na emeryturę oznaczają koszty, które ponoszone są przez wszystkich Polaków w podatkach. Tymczasem, emerytury nie powinny służyć jako rekompensata za niższe wynagrodzenia w trakcie pracy.
W przypadku policjantów, żołnierzy czy sędziów, zawyżone emerytury należy rozpatrywać jako część wynagrodzeń – otrzymują niższe pensje dzisiaj w zamian za wyższe emerytury w przyszłości. Ta praktyka utrudnia obywatelom kontrolę wydatków publicznych. Zasada wypłacania niepełnego wynagrodzenia w trakcie zwolnień chorobowych powinna być utrzymana w kształcie jednakowym dla wszystkich obywateli.
Praktyka pokazuje, że nawet o 20 proc. niższe wynagrodzenie w trakcie przebywania na zwolnieniu chorobowym silnie zniechęca do nadużyć.

Sezon rozpoczęty

Na wezwanie lewicowej opozycji w sobotę w całej Rosji ponownie przetoczyła się fala protestów przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego.

 

Jak oceniają obserwatorzy, komunistom nie udało się powtórzyć sukcesów demonstracji z letnich miesięcy, niemniej w wielu miastach udało się zebrać wciąż pokaźnie grupy niezadowolonych. W Moskwie na Prospekcie Sacharowa zebrało się zebrać 3 000 ludzi, choć organizatorzy mówili o 50 000. Protestujący nieśli hasła „Reformatorów pod sąd”, „Nie ma mieszkań, nie ma emerytur”, „Chcę dożyć do emerytury i opiekować się wnukami”.

Przed trybuną moskiewskiej demonstracji postawiono przekreślone portrety deputowanych, którzy głosowali za podniesieniem wieku emerytalnego pod transparentem „Haniebny pułk” (w opozycji do „Nieśmiertelnego pułku”, zdjęć bohaterów II wojny światowej, niesionych 9 Maja). Zwracała uwagę klatka, w której siedział młody człowiek z napisem „Ofiara państwa policyjnego”.
Dziennikarze interesowali się obecnością lewicowego opozycjonisty Sergieja Udalcowa, niedawno zwolnionego z więzienia. Udalcow, mimo ciążącego na nim trzyletniego zakazu uczestniczenia w masowych protestach, zwracał się do otaczających z wezwaniami do kolejnego protestu, tym razem pod budynkiem parlamentu podczas ostatecznego czytania projektu ustawy emerytalnej. Jednocześnie skrytykował innego opozycjonistę, Aleksieja Nawalnego, którego oskarżył o „dzielenie opozycji” i „tumanienie młodzieży”.

Lewicowa parlamentarna i pozaparlamentarna opozycja w protestach wykorzystuje nowe argumenty przeciwko obecnej władzy, których dostarczyły im fałszerstwa podczas wyborów w Kraju Nadmorskim (mówi się o kolejnych, w których wyniki wyborów zostaną anulowane). Eksperci jednak wątpią czy zdoła ona wstrząsnąć obecnie rządzącymi neoliberałami w Rosji.