Czy będziemy musieli dłużej pracować?

Zła wiadomość jest taka, że bez podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat odsetek osób pobierających tylko emeryturę minimalną wzrośnie z obecnych 40 proc. do 70 proc. Dobra – że nastąpi to dopiero za 40 lat, a potem sytuacja się nie zmieni co najmniej przez kolejne 30 lat. I jeszcze jedna dobra – nie sposób dokładnie przewidzieć tego, co będzie za kilkadziesiąt lat, więc nie warto martwić się na zapas.
Nie unikniemy podwyższenia wieku emerytalnego – wskazuje Centrum Analiz Społeczno Ekonomicznych. Takie są wnioski z seminarium mBank-CASE zorganizowanego 29 października 2020 r., którego tematem był wpływ wieku emerytalnego na obecną i przyszłą sytuację polskiego rynku pracy, wzrost gospodarczy oraz finanse publiczne.
Ustawowy wiek emerytalny, ale przede wszystkim faktyczny wiek przechodzenia na emeryturę, mają istotny wpływ na rynek pracy i gospodarkę. Jak mówi prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH, w wielu krajach rozwiniętych, w tym w Polsce, wiek emerytalny stał się instrumentem polityki społecznej oraz rynku pracy. Przejawem jest np. zróżnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i upowszechnienie wcześniejszych emerytur traktowanego jako sposób na zmniejszenia podaży pracy.
Do 2008 roku (kiedy to ograniczono uprawnienia do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę) faktyczny wiek emerytalny był o kilka lat niższy od ustawowego i dopiero po 2008 roku zaczął on znacząco rosnąć, dochodząc już obecnie do wieku ustawowego. Po decyzji politycznej o powrocie do wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn (odpowiednio 60 i 65 lat) trudno się w nadchodzących latach spodziewać podniesienia ustawowego wieku emerytalnego. Jednocześnie ponad połowa Polaków w wieku 50 plus deklaruje chęć przejścia na emeryturę tak szybko, jak to będzie możliwe.
Rezygnacja z procesu podnoszenia i zrównywania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn sprawia, że w 2050 roku Polska prawdopodobnie będzie krajem o najniższym w Unii Europejskiej ustawowym wieku emerytalnym. W innych krajach wiek ten albo już teraz jest wyższy niż Polsce, albo też będzie podnoszony. Jeśli wiek ustawowy zostałby utrzymany na obecnym poziomie, to do 2070 roku zasób siły roboczej w Polsce skurczy się o ok. 35 proc., zaś wskaźnik obciążenia demograficznego wzrośnie z obecnych 30 proc. do ok. 80 proc.
Prof. Chłoń-Domińczak podkreśla, że eliminacja uprawnień do wcześniejszych emerytur doprowadziła do znacznego wzrostu aktywności zawodowej kobiet w wieku okołoemerytalnym, co przełożyło się na znaczący wzrost ich kapitału emerytalnego. Mimo tego, przy utrzymaniu obecnego ustawowego wieku emerytalnego kobiet, będą one otrzymywały o ok. 40 proc. niższą emeryturę od mężczyzn, podczas gdy jego podniesienie do 65 roku życia ograniczyłoby tę lukę do około 8 pkt. proc.
System emerytalny ma to do siebie, że powinien być stabilny nie tylko w sensie ekonomicznym, ale również w sensie politycznym. Oznacza to, że większość społeczeństwa powinna chcieć, aby system pozostał taki, jaki jest – uważa dr Michał Rutkowski z Banku Światowego.
Do podniesienia faktycznego wieku przechodzenia na emeryturę nie wystarczą zachęty finansowe w postaci wzrostu świadczenia za każdy dodatkowy rok pracy zawodowej po osiągnięciu minimalnego wieku emerytalnego. Zdaniem dr. Rutkowskiego większość ludzi zachowuje się krótkowzrocznie i przechodzi na emeryturę od razu po osiągnięciu minimalnego wieku, więc istotne wydłużenie aktywności zawodowej osób w wieku okołoemerytalnym bez podniesienia minimalnego wieku przechodzenia na emeryturę nie wydaje się możliwe.
Według prof. Joanny Tyrowicz z Uniwersytetu Warszawskiego, obecny polski system emerytalny w założeniu miał być zbilansowany, ale w rzeczywistości nie jest. Wynika to przede wszystkim z konieczności dopłat do emerytur minimalnych, co po obniżeniu wieku emerytalnego w 2017 roku kosztuje budżet państwa aż 4,5 proc. PKB.
Z modeli szacowanych przez jej zespół wynika, że w przypadku utrzymania obecnego ustawowego wieku emerytalnego (odpowiednio 60 i 65 lat) odsetek osób pobierających emeryturę minimalną będzie sukcesywnie rósł w ciągu najbliższych 40 lat z obecnych 40 proc. do 70 proc., a następnie utrzyma się na tym poziomie przez kolejne 30 lat. Jeśli jednak wiek emerytalny zostałby podniesiony do 67 lat dla obu płci, to odsetek ten nie wzrósłby.
Utrzymanie obecnego wieku emerytalnego będzie więc miało negatywny wpływ na stan budżetu państwa i w efekcie również na PKB. Z punktu widzenia świadczeniobiorców najbardziej poszkodowane będą najwięcej zarabiające kobiety, bo ich emerytury będą o 30 – 40 proc. niższe względem tych, jakie otrzymałyby pracując do 67 roku życia. Negatywne skutki dla mężczyzn będą dużo słabsze – ci najlepiej zarabiający będą mieć świadczenie niższe o 7 – 12 proc.
Wynika z tego, że na dziś kluczowe wydaje się podniesienie wieku emerytalnego kobiet do 65 roku życia, zaś dalsze jego podnoszenie do 67 lat ma już mniejsze znaczenie.
Prof. Filip Chybalski (Politechnika Łódzka) zwraca uwagę, że niska aktywność zawodowa osób w wieku okołoemerytalnym współwystępuje z ich gorszym stanem zdrowia. Skłania to do dofinansowania działań stymulujących zachowania prozdrowotne. Politykę promującą przedłużanie aktywności zawodowej warto ukierunkować na konkretne zawody lub grupy zawodów.
Wprawdzie tego, co nastąpi za kilkadziesiąt lat nie sposób precyzyjnie przewidzieć, ale jak uważa prof. Marek Góra (Szkoła Główna Handlowa), jedno jest pewne – za około 30 lat wiek emerytalny będzie dużo wyższy niż teraz. Wprawdzie obecnie wiek emerytalny jest wykorzystywany jako narzędzie walki politycznej i dlatego jest obniżany, ale nie będzie to możliwe w perspektywie kilkudziesięciu lat. Wiek emerytalny będzie więc wyższy i na to trzeba się odpowiednio przygotować.
W tym kontekście istotne są dwie zasadnicze cechy polskiego systemu emerytalnego, które różnią go od systemów w innych krajach. Po pierwsze w polskim systemie nie mamy klasycznego wieku emerytalnego, tylko wiek minimalny, który nie pełni funkcji fiskalnej, a jedynie społeczną. Wiek minimalny jest ustanowiony po to, żeby uchronić ludzi przed błędnymi decyzjami, które mogłyby mieć negatywne skutki społeczne.
Po drugie, wysokość emerytury minimalnej nie jest w żaden sposób gwarantowana, tak jak to było w starym systemie emerytalnym. Może więc podlegać bieżącej regulacji. W przyszłości o wysokości minimalnej emerytury będzie decydowała siła przetargowa pokolenia osób młodych względem starszych oraz bieżąca sytuacja budżetowa.
Prof. Góra podkreśla, że należy już teraz informować młodych ludzi, że będą w przyszłości pracowali dużo dłużej od swoich rodziców. Muszą to wiedzieć dziś, żeby mogli się do tego odpowiednio przygotować, np. inwestując w długookresowe podtrzymywanie dobrego stanu zdrowia i zmienność swoich kwalifikacji zawodowych. Według niego ostatnie obniżenie ustawowego wieku emerytalnego (czyli powrót do 60 i 65 lat) wyrządziło ludziom dużą szkodę, bo przekazało im fałszywą informację, że nie muszą się przygotowywać do dłuższej pracy w przyszłości.