Komentarz: Japonia rozbraja pacyfizm. Stare demony, nowe rakiety

4 lis 2026

W tokijskim Archiwum Narodowym wystawiono oryginał konstytucji Japonii, ogłoszonej 3 listopada 1946 roku. Jej dziewiąty artykuł miał być gwarancją, że państwo, które przez dziesięciolecia prowadziło wojny zaborcze w Azji, nie powróci już na drogę agresji. Osiemdziesiąt lat później, niemal równocześnie z obchodami tej rocznicy, pojawiły się doniesienia o rozważanym przez Tokio nowym pięcioletnim programie zbrojeniowym. Jego wartość może wynieść 70–80 bilionów jenów, wobec 43 bilionów w dotychczasowym planie, a sama skala tych zamierzeń pokazuje, jak daleko sięgają ambicje militarne obecnych władz Japonii. Trudno o bardziej wymowny kontrast między powojennym zobowiązaniem do pokoju a konfrontacyjnym kursem, jaki trzyma japońska premier.

Odchodzenie od powojennego pacyfizmu nie rozpoczęło się wraz z objęciem urzędu przez Sanae Takaichi. Już za rządów Shinzo Abe Japonia zmieniła interpretację zasad dotyczących zbiorowej samoobrony, a przyjęte w 2022 roku dokumenty strategiczne przewidziały rozwój zdolności do przeprowadzania uderzeń na znaczne odległości. Urzędująca polityczna spadkobierczyni Abe postanowiła przyspieszyć ten proces. Jej rząd stale dąży do dalszego zwiększania wydatków wojskowych, rozbudowy przemysłu zbrojeniowego i zmiany konstytucyjnego statusu Sił Samoobrony. Nie chodzi już tylko o nową interpretację powojennych zasad, lecz o kolejny etap demontażu ograniczeń, które miały zapobiegać wykorzystywaniu japońskiej armii do realizacji politycznych ambicji państwa.

Japonia igra z historią

Szczególnie niebezpieczny kierunek tej polityce nadały wypowiedzi Takaichi dotyczące Tajwanu, gdy w listopadzie ubiegłego roku premier zasugerowała, że ewentualny konflikt w Cieśninie Tajwańskiej mógłby zostać uznany za sytuację zagrażającą przetrwaniu Japonii, co w świetle japońskiego ustawodawstwa otwiera możliwość rozważenia użycia siły w ramach zbiorowej samoobrony. Nie trzeba być złośliwym, żeby dostrzec pewne historyczne podobieństwo. Przed 1945 rokiem japońscy militaryści również powoływali się na zagrożenie bezpieczeństwa państwa i konieczność samoobrony, by usprawiedliwiać ekspansję w Azji.

Kwestia tajwańska bezpośrednio wiąże się z suwerennością i integralnością terytorialną Chin. Ewentualna interwencja japońskich sił zbrojnych w Cieśninie oznaczałaby więc ingerencję w żywotne interesy państwa, jego bezpieczeństwo i jedność.

Warto w tym kontekście przypomnieć zobowiązania, jakie Japonia przyjęła wobec Chin w 1972 roku. We wspólnym komunikacie uznała rząd ChRL za jedyny legalny rząd Chin oraz zadeklarowała, że w pełni rozumie i szanuje stanowisko Pekinu, zgodnie z którym Tajwan stanowi niezbywalną część chińskiego terytorium. Obie strony zobowiązały się wówczas do wzajemnego poszanowania suwerenności, nieingerowania w sprawy wewnętrzne i pokojowego rozwiązywania sporów.

Chiny zrezygnowały wówczas nawet z żądania reparacji wojennych, kierując się wolą budowania przyjaznych stosunków mimo ogromu cierpień i zniszczeń spowodowanych japońską agresją. Mimo to ponad pół wieku później premier Japonii dopuszcza możliwość militarnego zaangażowania w konflikt dotyczący wyspy, nad którą jej państwo przez pięćdziesiąt lat sprawowało władzę kolonialną. Takie deklaracje godzą w polityczny fundament normalizacji stosunków z lat 70. i podważają zaufanie, na którym miało opierać się powojenne pojednanie.

Nie zapominajmy, że kolonialnemu panowaniu nad Tajwanem towarzyszyły represje i przymusowa japanizacja, a na kontynencie japoński militaryzm pozostawił po sobie jeszcze tragiczniejsze świadectwa, od okupacji Mandżurii i masakry w Nankinie po zbrodnie Jednostki 731.

Jako Polacy, którzy sami doświadczyliśmy niemieckiej okupacji, masowych mordów i zniszczenia Warszawy, powinniśmy doskonale rozumieć, dlaczego pamięć o japońskich zbrodniach pozostaje w Chinach tak żywa, a kolejne doniesienia o planach remilitaryzacji Japonii budzą tam szczególny niepokój.

Tym bardziej oburzają gesty polityków z kraju kwitnącej wiśni, którzy nadal oddają hołd w świątyni Yasukuni, upamiętniającej również czternastu zbrodniarzy wojennych klasy A, czyli ludzi odpowiedzialnych za planowanie i prowadzenie agresywnych wojen, które przyniosły narodom Azji, w tym Chińczykom, masowe mordy i zniszczenia.

W październiku Takaichi ponownie przekazała tam rytualne drzewko i ofiarę pieniężną. Czysto hipotetycznie, gdyby niemiecki kanclerz w podobny sposób czcił ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach w czasie II WŚ, nikt w Polsce nie uznałby tego przecież za niewinny gest religijny.  Niezależnie od tego, jak osobiście oceniamy współczesne Niemcy, trudno zaprzeczyć, że znacznie konsekwentniej niż Japonia rozliczyły się one ze swoją zbrodniczą przeszłością.

Nic więc dziwnego, że podobne gesty japońskich polityków budzą w Chinach oburzenie. Pamięci o ofiarach zbrodni japońskiego militaryzmu nie sposób pogodzić z oddawaniem hołdu tym, którzy ponosili odpowiedzialność za te zbrodnie.

Nowa odsłona militaryzmu

Japońska remilitaryzacja nie ogranicza się jednak do słów i prowokacyjnych symbolicznych gestów. Pokazały to już wydarzenia tegorocznej wiosny, gdy pod koniec marca rozmieszczono nowe pociski dalekiego zasięgu, a 17 kwietnia japoński niszczyciel Ikazuchi przepłynął przez Cieśninę Tajwańską. Stało się to dokładnie w 131. rocznicę podpisania traktatu z Shimonoseki, na mocy którego w 1895 roku Chiny zostały zmuszone do oddania Tajwanu Japonii. Trudno uwierzyć, że w Tokio nikt nie dostrzegł wymowy tej daty i nic dziwnego, że Pekin uznał rejs za celową prowokację i demonstrację siły, a zarazem niebezpieczny sygnał dla sił separatystycznych na Tajwanie.

Za postępującą remilitaryzacją Japonii zaczynają stać również konkretne interesy gospodarcze. Rosnące wydatki wojskowe oznaczają coraz większe zamówienia i zyski dla koncernów zbrojeniowych. A kiedy wielkie przedsiębiorstwa zaczynają na czymś dobrze zarabiać, pojawia się też zainteresowanie utrzymaniem tego stanu rzeczy. Rozwój przemysłu zbrojeniowego zaczyna sam napędzać dalszą militaryzację kraju.

Co więcej, japońskie koncerny nie muszą ograniczać się do zamówień na potrzeby własnej armii. Już 18 kwietnia rząd Australii podpisał kontrakty dotyczące budowy trzech nowoczesnych fregat typu Mogami przez japoński koncern Mitsubishi Heavy Industries. To część większego programu obejmującego jedenaście okrętów. Zaledwie trzy dni później, 21 kwietnia, rząd Takaichi zniósł dotychczasowe ograniczenie eksportu gotowego uzbrojenia do pięciu kategorii sprzętu niebojowego, otwierając drogę do znacznie szerszej sprzedaży broni za granicę.

Japonia coraz śmielej szuka więc zysków na międzynarodowym rynku uzbrojenia. Czy tak ma wyglądać przyszłość państwa, które przez dziesięciolecia uczyniło z pacyfizmu część swojej tożsamości?

W ubiegłym miesiącu natomiast odbyły się wielkie amerykańsko-japońskie manewry Keen Sword 27 z udziałem dziesiątek tysięcy wojskowych. Japońskie Siły Samoobrony wykorzystały pociski przeciwokrętowe Type 25, a Amerykanie zamierzali rozmieścić system rakietowy NMESIS na wyspie Yonaguni, zaledwie około 110 kilometrów od Tajwanu. Zamierzali, gdyż plany te pokrzyżował tajfun.

Tokio powołuje się na potrzebę „odstraszania”, ale trudno oczekiwać, że plany rozmieszczenia kolejnych wyrzutni w pobliżu wyspy uspokoją sytuację. Mogą za to pogłębić nieufność i zwiększyć ryzyko eskalacji.

Nuklearne pokusy Tokio

Na tym nie koniec.

Japońskie władze coraz śmielej podważają również dotychczasowe ograniczenia nuklearne. Minister obrony Shinjirō Koizumi przekonuje, że Japonia powinna bez żadnych tematów tabu rozważać możliwość pozyskania okrętów podwodnych o napędzie jądrowym. Równocześnie w obozie rządowym pojawiają się postulaty rewizji trzech zasad niejądrowych – nie posiadać, nie produkować i nie dopuszczać do rozmieszczania broni jądrowej na terytorium Japonii. Chodzi przede wszystkim o złagodzenie ostatniej z nich, co mogłoby otworzyć drogę do obecności amerykańskiego uzbrojenia nuklearnego. Trudno traktować te pomysły jako przypadkowe i niezwiązane ze sobą. Wraz z rozbudową własnego potencjału militarnego Tokio coraz wyraźniej próbuje przesuwać granice tego, na co pozwalała powojenna polityka bezpieczeństwa. W kraju Hiroszimy i Nagasaki taki kierunek powinien budzić szczególny niepokój.

Amerykański arsenał nuklearny pojawia się w tej dyskusji nie bez powodu.

Japonia od dziesięcioleci pozostaje jednym z najważniejszych sojuszników wojskowych Stanów Zjednoczonych w Azji, a na jej terytorium stacjonują dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy. Rząd Takaichi coraz mocniej wiąże jednak własną politykę bezpieczeństwa z konfrontacyjnym kursem Waszyngtonu wobec Pekinu. Ciężko dostrzec w tym jakąkolwiek racjonalną korzyść dla samej Japonii. Chiny są przecież jej sąsiadem i największym partnerem handlowym, a Pekin konsekwentnie podkreśla znaczenie pokojowego rozwoju i współpracy. Czy Japonia rzeczywiście potrzebuje kolejnych amerykańskich rakiet i coraz większych napięć z Chinami, z którymi przez dziesięciolecia budowała korzystne dla obu stron stosunki gospodarcze?

Kto zapłaci za zbrojenia?

Rachunek ekonomiczny takiej polityki może okazać się dla Japończyków wyjątkowo niekorzystny. Według danych JETRO w ubiegłym roku na Chiny przypadało aż 20,3 proc. całego handlu zagranicznego Japonii. Pogorszenie stosunków z Pekinem może więc poważnie zaszkodzić japońskiej gospodarce, uderzając w handel, inwestycje i łańcuchy dostaw.

Do tego dochodzą koszty samych zbrojeń, które przecież trzeba z czegoś pokryć. Wśród sposobów ich sfinansowania rozważana jest podwyżka podatku od przedsiębiorstw, której skutki mogą pośrednio odczuć pracownicy i konsumenci. A przecież Japonia już dziś zmaga się ze starzeniem społeczeństwa, wysokimi kosztami życia i niedoborem pracowników w usługach publicznych. Pieniądze przeznaczane na kolejne programy zbrojeniowe mogłyby służyć rozwiązywaniu tych problemów.

Trudno więc dostrzec, jakie rzeczywiste korzyści z coraz kosztowniejszej militaryzacji miałby odnieść przeciętny Japończyk, któremu potrzeba przede wszystkim godnych warunków życia i poczucia bezpieczeństwa.

Sprzeciw wobec takiego kierunku polityki jest zresztą coraz wyraźniej widoczny, zarówno w badaniach opinii publicznej, jak i podczas ulicznych demonstracji. W ogólnokrajowym sondażu japońskiego dziennika „Asahi Shimbun” z kwietnia tego roku 67 proc. ankietowanych sprzeciwiło się eksportowi uzbrojenia śmiercionośnego, a 75 proc. opowiedziało się za utrzymaniem trzech zasad niejądrowych.  Te nastroje znajdują też wyraz w kolejnych protestach i zgromadzeniach, które w ostatnich dniach przybierają na sile.

W piątek przed parlamentem w Tokio zgromadziło się blisko dziesięć tysięcy demonstrantów, a dwa dni temu w Kumamoto, na wyspie Kiusiu w południowo-zachodniej Japonii, protestowano przeciwko przekształcaniu jej w pole bitwy.

Ten sprzeciw pokazuje, że polityki rządu nie należy utożsamiać z postawą całego japońskiego społeczeństwa. Wielu Japończyków nadal broni powojennego pacyfizmu i nie chce, by ich kraj ponownie wkroczył na drogę militaryzmu, który w przeszłości przyniósł tyle cierpienia narodom Azji, w tym im samym.

W osiemdziesiątą rocznicę ogłoszenia japońskiej konstytucji lepiej byłoby więc wsłuchać się w ten głos. Premier Takaichi zapewnia, że zależy jej na stabilnych stosunkach z Chinami, ale trudno budować wzajemne zaufanie, gdy jednocześnie dopuszcza możliwość militarnego zaangażowania Japonii w wewnętrzne sprawy Chin.

Pamiętajmy, że swój powojenny sukces Japonia zawdzięcza przede wszystkim pracy kolejnych pokoleń, rozwojowi gospodarczemu i współpracy z innymi państwami. Po klęsce własnej polityki imperialnej ekspansji obrała nową drogę, dzięki której zdołała osiągnąć obecny dobrobyt i odzyskać międzynarodowy szacunek. Tymczasem na podsycaniu strachu można co prawda budować polityczną karierę, ale trudno w ten sposób zapewnić społeczeństwu lepszą przyszłość. Nie jest to zresztą wyłącznie japońska przypadłość.

Pokój, wzajemne zaufanie i rozwój stosunków gospodarczych mogą przynieść krajowi kwitnącej wiśni znacznie więcej niż bezsensowny powrót do militarystycznych ambicji.

Artykuł partnerski China Media Group

(Julian Mordarski)

Najnowsze

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

W lipcu 1945 roku Mao Zedong wskazał, że demokracja jest kluczem do uniknięcia upadku władzy, w co wpisał się Xi Jinping w 2021 roku, proponując samorewolucję KPCh jako sposób na dostosowanie się do zmieniającego się świata. KPCh, poprzez ciągłą modernizację i odpowiedzialne zarządzanie, osiągnęła znaczący rozwój gospodarczy, występując jako druga potęga światowa. Przykładem lokalnych reform jest zielona skrzynka na listy w Chongqingu, która umożliwia mieszkańcom zgłaszanie problemów. Efekty tych działań oraz przeciwdziałanie korupcji podkreślają znaczenie odpowiednich kadr dla przyszłości Chin i globalnej gospodarki.

Strażnik konstytucji nie może wybierać, kiedy jej przestrzega. PiS, Nawrocki i cena politycznego podziału

Strażnik konstytucji nie może wybierać, kiedy jej przestrzega. PiS, Nawrocki i cena politycznego podziału

Karol Nawrocki, jako prezydent, próbuje grać rolę obrońcy konstytucji, ale blokuje jej postanowienia, co jest hipokryzją. Nie ma prawa decydować o wyborze sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to Sejm pełni tę rolę. Jego działanie, polegające na nieprzyjmowaniu ślubowania od wybranych sędziów, narusza konstytucję i podważa jego wiarygodność. Konflikt wokół Trybunału stwarza podziały w społeczeństwie, z obroną prawa jako narzędziem politycznej manipulacji. Nawrocki traci autorytet jako strażnik konstytucji, gdyż jego działania nie są spójne z jego zadaniami, a sama konstytucja nie jest narzędziem w rękach władzy.

Raport Morawieckiego: Jak rząd nie chronił klientów w krypto?

Raport Morawieckiego: Jak rząd nie chronił klientów w krypto?

Rząd Prawa i Sprawiedliwości miał szczegółową wiedzę o zagrożeniach rynku kryptowalut już w 2018 roku, co potwierdza utajniony raport z 42 rekomendacjami dotyczącymi ochrony klientów. Mimo tych ostrzeżeń, wiele proponowanych rozwiązań nie zostało wdrożonych, co rodzi pytania o odpowiedzialność polityczną w kontekście późniejszych problemów giełdy Zondacrypto.

Goethe-Institut otwiera placówkę w Lublinie. Nowy rozdział polsko-niemieckiej przyjaźni

Goethe-Institut otwiera placówkę w Lublinie. Nowy rozdział polsko-niemieckiej przyjaźni

Polska i Niemcy rozwijają współpracę kulturalną, edukacyjną i społeczną, otwierając Goethe-Institut w Lublinie 8 listopada 2026 roku. Placówka podkreśla znaczenie relacji między narodami, a jej lokalizacja ma wymiar geopolityczny. Współpraca kulturalna nie tylko wspiera dialog, ale też angażuje młodzież w międzynarodowe projekty i wymiany.

200 milionów linii kodu na czterech kołach. Cyberataki na samochody mogą zagrozić bezpieczeństwu państwa

200 milionów linii kodu na czterech kołach. Cyberataki na samochody mogą zagrozić bezpieczeństwu państwa

Współczesne samochody stają się komputerami na kołach, zbierającymi dane o kierowcach i łączącymi się z internetem, co rodzi nowe zagrożenia, w tym cyberprzestępczość i szpiegostwo. Równocześnie Polska ma potencjał, by rozwijać sektor cyberbezpieczeństwa, co wymaga współpracy przemysłu, nauki i odpowiednich regulacji.

Kazachstan i Uzbekistan: Nowa era współpracy z Europą

Kazachstan i Uzbekistan: Nowa era współpracy z Europą

Unia Europejska zacieśnia współpracę z Kazachstanem i Uzbekistanem, dążąc do zapewnienia dostępu do surowców dla nowoczesnego przemysłu. Państwa te pragną nie tylko sprzedawać surowce, ale rozwijać własne fabryki i miejsca pracy. Europejska strategia zakłada dywersyfikację źródeł dostaw i ograniczenie zależności od Chin.

Sprawdź również

Spotkanie Xi Jinpinga z prezydentem Niemiec    

Spotkanie Xi Jinpinga z prezydentem Niemiec    

W dniu 30 października, przewodniczący Chin Xi Jinping spotkał się, w Wielkiej Hali Ludowej w Pekinie, z prezydentem Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem, który przebywa w Chinach z wizytą państwową. Xi Jinping podkreślił, że od ponad pół wieku od nawiązania...

Żółty Październik

Żółty Październik

W lipcu 1949 roku wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Chin Liu Shaogi odwiedził Moskwę. Stalin potraktował go jak wasala. Pokazał mu mapę Europy i Azji. Potem pouczył, że nowa Chińska Republika Ludowa nie będzie wtrącać do spraw Europy Środkowo-Wschodniej. Nie...