„Kompleksowa Umowa Inwestycyjna Chiny-Europa” przyniesie korzyści „inicjatywie 17 + 1”

Po pomyślnym podpisaniu Kompleksowej Umowy Inwestycyjnej Chiny-Europa pojawiły się wątpliwości w UE, w tym także w Polsce i innych krajach, z których większość dotyczyła niewiary, że Chiny będą przestrzegać umowy w rzetelny sposób, jak i również podniosły się głosy, że nie skorzystają na tym małe kraje UE.

Powinniśmy mieć to na uwadze, że po wybuchu epidemii w 2020 r. światowa gospodarka przeżywa największe problemy od czasu Wielkiego Kryzysu w 1921 r., a podpisanie Kompleksowej Umowy Inwestycyjnej Chiny-UE jest historycznym osiągnięciem dla tych dwóch głównych gospodarek. Porozumienie te osiągnięte po raz pierwszy między Chinami i UE ma nieocenione znaczenie dla gospodarki światowej.
Po wejściu w życie Kompleksowej Umowy Inwestycyjnej między Chinami a UE pomoże ona zrównoważyć stosunki handlowe i inwestycyjne między Chinami a Europą, a przedsiębiorstwa z UE skorzystają na bardziej równym traktowaniu na rynku chińskim. 17 krajów z Europy Środkowo-Wschodniej, Polska, Czechy, Słowacja, Bułgaria, Chorwacja, Węgry, Estonia, Łotwa, Litwa, Słowenia, Rumunia i Grecja, wszystkie są członkami UE i odniosą bezpośrednie korzyści z Chin. Umowa ta będzie napędzać dwustronny handel.
Danuta Hubner, poseł do Parlamentu Europejskiego z Polski, zaznaczyła: „Trzeba pamiętać, że to jest wielka szansa na pierwszą poważną umowę UE-Chiny. Negocjowaliśmy ją siedem lat i tuż przed końcem roku udało się osiągnąć kompromis.” Jak dodaje, Chiny to ogromny potencjalny rynek dla inwestorów i eksporterów, którzy „dziś jeszcze nie mogą tam rozwinąć skrzydeł”.
Chociaż Niemcy i Francja zajmują główne pozycje w inwestycjach i handlu między wszystkimi krajami UE a Chinami, to w rzeczywistości gospodarki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak Niemcy i Polska, są wysoce dopełniające. Gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej są bardzo uzależnione od eksportu do Niemiec. Inwestycje gospodarcze i handlowe Chin i UE objęły już część krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Na przykład Niemcy utrzymują pozycję największego partnera handlowego Polski przez ponad 20 kolejnych lat, a handel między Niemcami a Polską stanowi 39% całkowitego handlu zagranicznego Polski. Oprócz handlu, niemieckie inwestycje bezpośrednie w Polsce utrzymywały w ostatnich latach średnią roczną stopę wzrostu na poziomie 5%, a polskie inwestycje w Niemczech rosły z roku na rok. Od 1990 roku Niemcy i cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej Europy Środkowej zbudowały kompletny przemysłowy łańcuch dostaw, wspólnie eksportując produkty do innych regionów świata, zwłaszcza na ogromny rynek w Chinach. Polska sprzedaje więcej produktów na rynek chiński za pośrednictwem firm niemieckich niż Polska bezpośrednio z Chinami.
„Kompleksowa Umowa Inwestycyjna Chiny-Europa” to pozytywny sygnał dla polskich firm kosmetycznych, spożywczych i producentów gier komputerowych, które od dawna chętnie wkraczają na chiński rynek i będą silnym punktem oparcia do promocji inwestycji i handlu między Chinami a Polską. Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki RP, a obecnie prezes Izby Handlowo-Przemysłowej Polska-Azja podczas rozmowy dla TOKFM powiedział, że trendem w światowej gospodarce jest otwartość i współpraca. Jego zdaniem Polska jako ważna gospodarka UE, musi dostosować się do trendów rozwojowych oraz rozwijać współpracę handlową i inwestycyjną z gospodarkami takimi jak Chiny. Protekcjonizm handlowy nie sprzyja rozwojowi polskich przedsiębiorstw.
W odpowiedzi na wątpliwości co do niewypełniania przez Chiny zobowiązań międzynarodowych, Ministerstwo Handlu Chin stwierdziło, że Chiny zawsze przywiązywały wagę do kwestii zrównoważonego rozwoju, w tym ochrony środowiska, ochrony praw i interesów pracowników, praktykując nową koncepcję rozwoju i myślenie rozwojowe skoncentrowane na ludziach. Podstawowym celem rozwoju jest zaspokojenie pragnienia ludzi do lepszego życia.
Polski producent gier CD PROJEKT, ze względu na wysoką jakość gier i wyjątkowo niskie ceny, często stosował atrakcyjne rabaty. To zupełnie na przekór prawom gospodarki rynkowej. Polska firma otrzymała od chińskich konsumentów publicznie pozornie obraźliwy tytuł – „Głupi polski osioł”. Obecnie „Głupi polski osioł” ma milion fanów na stacji Bilibili, najpopularniejszej chińskiej witrynie wideo, natomiast na YouTube, tylko 240 000 fanów na co jest dobitnym wyrazem popularności w Chinach. Ponieważ Polacy mocno wierzą, że dopóki będą tworzyć wartościowe gry, konsumenci będą chętnie za nie płacić.
Teraz, gdy niektórzy Europejczycy krytykują Chiny za podpisanie Kompleksowej Umowy Inwestycyjnej Chiny-UE, że na pewno nie będą one przestrzegać swoich zobowiązań i zasad, nie przekażą dostępu do rynku krajowego firmom z UE lub nie wprowadzą wobec siebie środków ograniczających, nie dostrzegają niezachwianej determinacji i pewności siebie Chin w otwieraniu się na świat zewnętrzny i promowaniu globalizacji jako odpowiedzialny, duży kraj, a jednocześnie jest wyrazem wdrażania chińskiej idei podwójnego cyklu gospodarczego, wewnętrznego i zewnętrznego.

Stany nie chcą pokoju w Libii?

W cieniu wyborów w Stanach Zjednoczonych, wojny w Górnym Karabachu, kryzysu pandemicznego i innych zjawisk absorbujących media, nadal nierozwiązany pozostaje konflikt w Libii. Ostatnie ruchy personalne w tym kraju rodzą poważne obawy, o bezpieczeństwo nie tylko Libijczyków, ale też mieszkańców całej Europy.

Od 2011 roku, czyli upadku państwowości w Libii, coraz większą rolę odgrywają tam radykalni islamiści, które pod pozorem działalności religijnej, zajmują się przestępczością zorganizowaną na ogromną skalę.
Kontrolujący wschodnią część kraju gen. Chalifa Haftar zdołał je w znacznym stopniu wyeliminować ograniczając tym samym ich potencjał.
Odwrotnie niż w znajdującym się pod kontrolą uznawanego przez kraje zachodu Rządu Jedności Narodowej. Tam nadal ich rola w dalszym ciągu jest bardzo istotna.
W sierpniu pojawiły się jednocześnie perspektywy zakończenia trwającej od dziewięciu lat tej krwawej, libijskiej wojny domowej. Rozpoczęły się negocjacje grup roboczych i kontakty ludzi Haftara z przedstawicielami Fajiza as-Sarradża, przewodniczącego Rady Prezydenckiej w Trypolisie, która kontroluje tamtejszy rząd.
Choć as-Sarradż skutecznie prosił Turcję o wsparcie militarne w postaci doświadczonych bojowników z Syrii, to jednak w ostatnim okresie wydawał się skłonny do dialogu. Udało się m.in. wznowić wydobycie i eksport ropy naftowej, co wymagało kompromisu i dialogu z faktycznymi władzami wschodniej części kraju. Fajiz as-Sarradż zdecydował się jednak ustąpić ze stanowiska. Wykorzystali to najradykalniejsi przywódcy grup terrorystycznych i przestępczych odwołujących się do radykalnej interpretacji islamu. Wśród nich największą rolę odgrywają umocowani już wcześniej we władzach w Trypolisie – Chaled al-Miszri i Fathi Baszagga. Ten pierwszy jest pochodzącym z Turcji szefem organu doradczego trypoliskiego rządu – Najwyższej Rady Państwa oraz członkiem politycznego skrzydła Bractwa Muzułmańskiego Partii Sprawiedliwości i Budowy.
Ten drugi jest obecnie ministrem spraw wewnętrznych, również mającym związki z Bractwem Muzułmańskim i bliskie kontakty z Turcją.
9 listopada w sąsiedniej Tunezji rozpoczęła swoje obrady konferencja pod nazwą Libijskie Forum Dialogu Politycznego. Przedsięwzięcie zorganizowane zostało przez Misję Wsparcia Libii ONZ (UNSMIL), od niedawna kierowaną przez amerykańską dyplomatkę Stephanie Williams, znaną wcześniej z niechętnego podejścia do środowisk kontrolujących wschodnią część kraju, w tym Libijskiej Armii Narodowej Haftara. To właśnie ona dokonała selekcji uczestników wspomnianego forum, którego ostatecznym celem jest wyłonienie ogólnokrajowego rządu tymczasowego, mającego kierować państwem aż do wyborów. Czterdziestu dziesięciu spośród siedemdziesięciu pięciu uczestników forum w Tunezji, zostało rekomendowanych przez Williams, a wśród nich także ci, których amerykański Departament Stanu widzi jako potencjalnych przywódców okresu przejściowego.
I właśnie w tym kontekście pojawiły się nazwiska al-Miszriego i Baszaggi.
Już od dłuższego czasu, Baszagga pozostaje w dobrych relacjach z szefową UNSMIL, wcześniej był chyba jedynym libijskim politykiem otwarcie wzywającym do utworzenia w tym kraju amerykańskich baz wojskowych. Obecny szef MSW pochodzi z Misraty, miasta, w którym podczas wojny domowe powstały najbrutalniejsze bojówki. On sam związany był z dwoma brygadami terrorystów – Brygadą Madżub i Brygadą Halbus, przez co wielokrotnie media oskarżały go o udział w torturach i porwaniach. Obecnie podlega mu w ramach resortu specjalna jednostka RADA.
Powiązana z radykalnymi islamistami i prowadząca nielegalne więzienie dla porwanych osób w dzielnicy Trypolisu Mitiga.
Oficjalnie usankcjonowana przez MSW „prywatna” grupa zbrojna z niechlubnego miasta najbrutalniejszych bojówek, zajmuje się teraz między innymi masowym przemytem imigrantów przez Morze Śródziemne.
Przeciwnicy Baszaggi wywodzą się nie tylko ze wschodniej Libii. W sierpniu został on na krótko zdymisjonowany ze stanowiska, gdy oskarżono go o brutalne tłumienie protestów w stolicy. Jego ewentualna kandydatura na szefa rządu tymczasowego wywoła otwarte starcia również na kontrolowanych przez niego terenach, co już zapowiedziały m.in. takie ugrupowania, jak Siły Obrony Trypolisu. Podobne kontrowersje budzi w całym kraju postać al-Miszriego.
Tymczasem jedynym rozwiązaniem libijskiego węzła gordyjskiego wydaje się być powołanie rządu technokratycznego, wolnego od postaci zaangażowanych w zbrodnie wojenne i przestępstwa. Taką szansę miał as-Sarradż, jednak zmuszony został do ogłoszenia swojej dymisji.
Kompromisowe postaci znajdują się także w gronie jego zastępców, np. odpowiedzialny za negocjacje w sprawie eksportu ropy naftowej Ahmed Maitik.
Wybory przygotowywane przez salafickich bojówkarzy z pewnością nie zostaną uznane przez inne siły polityczne w wyczerpanej wojną domową Libii. A może właśnie priorytetem jest utrzymywanie permanentnego chaosu. Może właśnie taki jest cel najbardziej decyzyjnych osób z kierownictwa Departamentu Stanu.

Sushi con carne

Jest dobra wiadomość dla pukających się w czoło nad zakazem działania siłowni i basenów w Polsce – z powodu pandemii oczywiście – ale przy pozostawieniu w szkołach milionów uczniów podstawówek będących – według ekspertów – głównym rozsadnikiem koronawirusa. Wiadomość jest taka, że polski rząd w udawaniu, że coś robi, nie jest w Europie wyjątkiem.

Irlandia przebiła nas mocno. Ogłosiła totalny lockdown. Zakłady fryzjerskie oraz niektóre sklepy zostały zamknięte. Bary i restauracje mogą świadczyć wyłącznie usługi na wynos. Obowiązuje nawet zakaz oddalania się od domu na odległość większą niż 5 km. Ale szkoły mają działać jak zwykle.

Czechy też poszły ostro. No i zamknęła wszystkie szkoły. Jak też restauracje, bary i kluby. Nie odbywają się imprezy kulturalne i sportowe. Szokujące, jak na warunki czeskie jest obowiązek noszenia maseczek w otwartych przestrzeniach. Chyba, że idzie rodzina. Wtedy nie musi. Tak samo jak każdy, kto będąc przez policję zatrzymanym bez maseczki na placu Wacława powie, że właśnie uprawia sport. Po co zresztą Czech ma wychodzić, jeśli działają tylko sklepy spożywcze i te z artykułami pierwszej potrzeby. Fryzjerzy też są zamknięci. A na dodatek czeskie urzędy są dwa razy w tygodniu maksymalnie po 5 godzin. Pewnie po to, żeby tworzyły się kolejki, a policja mogła w jednym miejscu ponakładać sobie mandaty hurtem.

Bliska Czechom Słowacja ma rząd z poczuciem winy. Parę miesięcy temu kupił on bowiem 13 milionów testów na koronawirusa, nieszczególnie do testowania się nadających. A to z powodu bardzo dużego procenta wadliwych wskazań. Słowację zamieszkuje prawie 5,5 miliona ludzi, więc na głowę przypadają ponad 2 testy. Zamiast beknąć karnie za wydanie publicznej kasy premier Igor Matovicz postanowił zatem w sprytny sposób zutylizować testy za pomocą wojska i ludności. Oświadczył, że Słowacja będzie pierwszym krajem, w którym wszyscy mający więcej niż 10 lat zostaną przetestowani. Testować ma wojsko i to przez 2 tygodnie. Dzięki temu ci, którzy dostaną negatywny wynik, w momencie kończenia wymazywania ostatnich rodków, będą mogli się zarazić od nich kilka razy. Eksperci śmieją się zatem ze Słowacji, ale jej premier idzie w zaparte i ogłasza się elitą w zwalczaniu Covid 19.

W Niemczech z całkowita blokada dotyczyć tylko powiatu Berchtesgadener Land w Bawarii. Mieszkańcy mają zakaz opuszczania swych domów bez ważnej przyczyny przez dwa tygodnie. W związku z tym Niemieccy żołnierze mają być wysyłani na misje kryzysowe do innych państw NATO i krajów partnerskich gdy tylko kraj dotknięty klęską koronawirusa zwróci się do Berlina o bratnią pomoc.

W Rosji walka z koronawirusem sprowadza się do totalnej inwigilacji. W Moskwie uczniowie klas starszych przeszli co prawda na nauczanie zdalne, więc na zwykłe lekcje przychodzą do szkół tylko dzieci z młodszych klas. W środkach transportu miejskiego obowiązuje nakaz noszenia maseczek ochronnych i rękawiczek. Ale za to w klubach nocnych i dyskotekach odwiedzających obowiązuje rejestracja i uzyskanie specjalnego kodu elektronicznego. Lada chwila ma też zostać wprowadzona obowiązkowa rejestracja wśród klientów restauracji, salonów fryzjerskich i kosmetycznych, a nawet sklepów niespożywczych.

Francuzi nie inwigilują, bo ich zdaniem koronawirus roznosi się nocą, bo jak wiadomo po północy ulice pełne są spacerujących stadami Francuzów. Dlatego mieszkańcy Paryża i ośmiu innych miast muszą pozostać w domach od godz. 21 do 6 rano. Macron powiedział, że środki te powinny powstrzymać ludzi od odwiedzania restauracji i domów prywatnych w godzinach wieczornych i nocnych. Każdy, kto złamie zakaz, zostanie ukarany grzywną w wysokości 135 euro. Imprezy z knajp nie mogą się też przenieść na chatę. W prywatnych domach nie może być bowiem więcej niż 6 osób. Co wcale nie musi być złą informacją, bo kameralna imprezka zamiast potrwać parę godzin przeciągnie im się do rana.

Francuzi wymyślili godzinę policyjną, bo przepisy uniemożliwiały im wcześniejsze pozamykanie knajp. Ale po co godzina policyjna od północy do piątej rano w Belgii, gdzie wszystkie kawiarnie i restauracje, bary, puby i kafejki zostały zamknięte nawet za dnia? Żeby było ciekawiej w Belgii wprowadzono przepis, że rodziny nie będą mogły utrzymywać bliskiego kontaktu, bez konieczności zachowania dystansu, z dwiema osobami z rodziny, jak to było dotąd. Teraz mogą bez maseczki Belg lub Belgijka magą być tylko z jedną osobą.

Pięć lat Wielkiej Migracji

Tak naprawdę ta migracja z Południa do Europy zaczęła się wcześniej, ale przyjmuje się na ogół, że masowy napływ uchodźców wojennych i imigrantów zaczął się w r. 2015, gdy naszym kontynentem wstrząsnęły wielkie wydarzenia polityczne i medialne: topienie się przeładowanych łodzi w Morzu Śródziemnym, decyzja Niemiec otwarcia granic, czy pamiętna fotografia ciała małego Aylana na tureckiej plaży. Jesteśmy dziś bardzo daleko od ówczesnego witania migrantów z otwartymi ramionami, a tamte wspomnienia skrywają obecną sytuację migracyjną.
Oto pięć przykładów miejsc, gdzie wszystko się zmieniło, by wszystko zostało, jak przedtem.

Przypomnijmy najpierw krótko tamte wydarzenia. Po rozbiciu przez NATO Libii i pogrążeniu jej w chaosie władzy ugrupowań dżihadu, do ucieczki rzucili się przez morze Libijczycy i Afrykanie, którzy tam wcześniej pracowali. Morska droga na włoskie wyspy Lampedusę i Sycylię zaczęła wypełniać się starymi kutrami i pontonami wypakowanymi ludźmi do ostatniego miejsca. Na początku ten ruch był lekceważony, aż informacje o tonięciu uchodźców zaczęły przebijać się do mediów. W kwietniu 2015 r. Unia Europejska postanowiła wzmocnić patrole ratunkowe u libijskich wybrzeży, gdy pod Lampedusą utonęło ponad 800 osób stłoczonych na rozlatującej się barce. Ta droga migracyjna pozostaje aktywna do dzisiaj, jak wszystkie inne.
Media komunikując pokrzepiający, pozytywny bilans przyjęcia wtedy przez Niemcy wielkiej fali migrantów idących drogą bałkańską, zapominają, że dziś Niemcy i inne kraje w Europie na ogół bronią się rękami i nogami przed dalszą imigracją. Nie chodzi o konsekwencje ekonomiczne, tylko polityczne: prawie wszędzie odnotowano wzrost popularności nieprzychylnej imigracji skrajnej prawicy i zwykłego rasizmu. Niemcy już po dwóch tygodniach przywrócili kontrole graniczne, Austria, Słowacja, Czechy szybko poszły tym śladem, by rozpocząć proces „wielkiego zamknięcia”. Kilka miesięcy później zamknęły się granice drogi bałkańskiej, a Angela Merkel podpisała w imieniu Unii układ z Turcją, która w zamian za miliardy euro miała zatrzymać ludzi zdążających do Grecji i dalej.

  1. Kanał La Manche
    Nie, już dawno nie ma słynnej „dżungli” pod francuskim Calais, skąd migranci próbowali dostać się do Wielkiej Brytanii wskakując do ciężarówek, które zdążały na promy lub do tunelu pod Kanałem. Ale ciągle są małe „dżungle” wzdłuż wybrzeża, schowane w krzakach: tu skupiają się ludzie, którzy przeszli najdłuższą drogę – Afgańczycy, iraccy i syryjscy Kurdowie, Pakistańczycy, Nigeryjczycy. Ciężarówki dostały ochronę kosztem setek milionów. Wysokie mury, siatki, stała obecność policji, uniemożliwiły w końcu ten sposób przeprawy. Teraz, jak w Turcji, na plażach północnej Francji znajduje się zwłoki tych, którzy próbowali przeprawić się pontonami, bo to jest dziś jedyna droga. Zwłok dzieci nikt już nie fotografuje. W zależności od miejsca, trzeba pokonać od 30 do 60 km (i więcej) morskiej autostrady, nocą.
    La Manche jest „autostradą”, bo każdego dnia płynie nim ok. 600 tankowców, statków towarowych i innych, nie licząc stałego ruchu promowego, który się z nimi krzyżuje. W północnofrancuskich Decathlonach i innych sklepach tego typu nie uświadczysz kamizelek ratunkowych. Wszystko jest wykupowane na pniu przez handlarzy, którzy sprzedają je w „dżunglach” i oficjalnych obozach. W tym roku zanotowano do tej pory blisko 400 nielegalnych przepraw w łodziach i pontonach. Są oczywiście też takie, których nie zanotowano. Ta liczba sukcesywnie rośnie, bo ok. 60 proc. (policzonych) wypłynięć kończy się sukcesem. Reszta, jeśli nie została schwytana przez straż przybrzeżną, tonie lub z powodu fal i silnych tu prądów nie może nawet dobrze odbić od brzegu. Ci, którzy przeżyli, próbują kolejny raz. Za dużo przeszli, żeby się zatrzymać.
  2. Lampedusa
    Lampedusa, przyjmowanie migrantów w porcie. lastampa
    Chwilę temu Lampedusa, włoska wyspa na Morzu Śródziemnym najbliższa Afryki, ogłosiła strajk generalny. W miniony weekend burmistrz Toto Martello ogłosił strajk, bo mała wyspa przyjęła blisko 400 migrantów, którym pozwolono przybić, bo płynęli nabierającym wody statkiem rybackim. Kiedy uratowani wychodzili na ląd, witała ich wroga manifestacja miejscowego oddziału Ligi Matteo Salviniego. Burmistrz jest zły, bo „jeśli statek tego rozmiaru mógł tu dotrzeć niezauważony, to znaczy, że morze nie jest kontrolowane. Co robi rząd, co Unia Europejska, dłużej tego nie wytrzymamy!”
    Ośrodek przyjmujący migrantów na wyspie mieści już ponad 10 razy więcej ludzi, niż wynosi jego założona zdolność, a państwo opóźnia się z ich transportem na kontynent, co powoduje według Martello „bezprecedensowy kryzys humanitarny i sanitarny”. „Osoby w niebezpieczeństwie trzeba ratować, ale bez pomocy Lampedusa jest sparaliżowana, nie mamy już jak zajmować się kolejnymi kobietami i dziećmi, nie mówiąc o reszcie. Obojętność Brukseli i cisza Rzymu nas wykończy”. Do tego włoska straż przybrzeżna przywiozła na wyspę 49 kobiet i dzieci uratowanych przez statek Banksy’ego „Louise Michel”. Katolicka parafia opatruje ich rany, ale pozostaje już jedyną na wyspie, która zgadza się przyjmować migrantów, poza nieludzko przepełnionym ośrodkiem.
    Tydzień temu władze Sycylii przyjęły dekret o zamknięciu wszystkich ośrodków dla migrantów z powodu „warunków higieny, których nie można zaakceptować i epidemii covid-19”. Dekret został zaraz obalony przez sąd administracyjny, lecz wyspa, rządzona dziś przez skrajną prawicę nie zamierza składać broni, wygraża wręcz rządowi.
  3. Bośnia
    Rodzina uchodźców syryjskich w Bośni, 2020. migrantsinfo
    Bośnia i Hercegowina, kraj „drogi bałkańskiej” ostatni przed drugą, teoretycznie ostatnią granicą Unii Europejskiej po turecko-greckiej. Tak, granice są zamknięte, ale 19 sierpnia tamtejszy rząd zakazał migrantom poruszania się w ogóle – pieszo, autobusem, czy taksówką – wszystko jedno. Podany powód: epidemia covid-19, której migranci mieliby być szczególnymi nosicielami. Wszyscy, którzy przeszli już z Grecji drogę nad chorwacką granicę w Bośni (na północy kraju) zostali w ten sposób poddani wybiórczej, bezterminowej kwarantannie. Nie mogą opuszczać swych skłotów, czy namiotów, pod groźbą aresztowania lub dotkliwego pobicia przez policję i różne milicje „obywatelskie”, które potworzyły się, by na nich polować. Muszą się ukrywać.
    Owszem, Amnesty International i inne organizacje pozarządowe nazywają rozporządzenie bośniackiego rządu „dyskryminacyjnym” i „niebezpiecznym”, ale to nie robi w Unii żadnego wrażenia. Część migrantów (głównie to Syryjczycy, ale są oczywiście inne narodowości) próbuje wychodzić z kryjówek, by mimo wszystko dostać się do Chorwacji. Państwo to od 2016 r. prowadzi politykę „push-back”, chwaloną przez Komisję Europejską, ostatnio w zeszłym roku. „Push-back” to gwałtowne odpychanie z granicy osób, które chcą zwrócić się o azyl. Są jeszcze uchodźcy i migranci, którzy zwracają się o azyl na oficjalnym przejściu granicznym, ale inni wolą nielegalnie dostać się do Chorwacji, by ją przejść i poprosić o to gdzie indziej, bo nie chcą być pobici lub aresztowani.
    Dla olbrzymiej większości z nich Bośnia stała się jednak pułapką. Teraz, gdy nie mogą pokazać się na ulicy (oprócz zakazu, na murach wiszą nierzadko rasistowskie plakaty antymigracyjne namawiające do denuncjacji), marsz w kierunku zamurowanej granicy stał się równie niebezpieczny jak powrót do Serbii, która i tak przepuszcza migrantów tylko w jedną stronę. Jedna z lokalnych organizacji pozarządowych buduje szopy, by rodziny miały jakiś dach nad głową, ale i to trzeba teraz ukrywać, bo za „pomoc w nielegalnej imigracji” grozi więzienie.
  4. Morze Egejskie
    Lesbos, grecka wyspa u tureckich wybrzeży, pięć lat temu odznaczała się wielkim humanitaryzmem. Miejscowi rybacy wyławiali uchodźców i migrantów z wody, babcie, nominowane nawet później do pokojowego Nobla, karmiły niemowlęta przybyłe na chińskich pontonach, papież cieszył się, widząc tyle braterstwa. Lecz dziś Lesbos nie chce być „wyspą uchodźców” przypływających z Turcji. Kiedyś migrantów transportowano na kontynent, ale granice są zamknięte, a europejskie finansowanie jakby ginęło gdzieś po drodze. „Ludzie płakali ze wzruszenia ratując innych ludzi, a dziś jesteśmy zrujnowani i musimy zaciskać pasa” – żali się dziennikarzom Ioanna Sava, mieszkanka wyspy.
    Nad gigantycznym obozem Moria, dawnym sadem oliwnym, często widać łunę od ognia, bo obóz płonie od ognisk, na których robi się jedzenie lub jest podpalany przez nieznanych sprawców, którzy podpalają też domy tych, którzy chcą pomóc migrantom. Morię przewidziano na niecałe 3 tys. osób, dziś mieszka tam ok. 15 tys. ludzi. Według wielu organizacji pozarządowych, obóz jest „wstydem całej Europy”. Brak tu podstawowej infrastruktury, organizacji, minimalnego porządku. Prostytucja, agresje seksualne, zaginięcia dzieci, przemyt narkotyków i mordercze bójki stały się codziennością faktycznych więźniów. Po układzie UE-Turcja, niektórzy są tu już od lat, bez wystarczającego dostępu do wody, sanitariatów, edukacji i ochrony zdrowia. Dla rodzin z dziećmi to tragedia.
    W marcu tego roku Astrid Castelein, reprezentantka Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców ONZ próbowała osobiście interweniować, kiedy tłum mieszkańców Lesbos chciał przeszkodzić pontonowi wypełnionym ludźmi dobić do brzegu w porcie Thermis. Została dosłownie zaatakowana. „Od kilku miesięcy tolerancja mieszkańców bardzo osłabła, bo czują się opuszczeni przez rząd i Unię.” – mówiła potem. Faktycznie, Unia jakby zapomniała, co dzieje się na greckich wyspach.
  5. Jezioro Wan
    „Otworzyliśmy tu dwa nowe cmentarze. Kopiemy doły na zaś, by być przygotowanym” – tłumaczył w sierpniu pracownik magistratu miasteczka Wan, nad jeziorem Wan. Na płytach nad wypełnionymi dołami widać tylko numery. Tureckie jezioro Wan, ok. 33 razy większe od największego polskiego jeziora Śniardwy, może być znane polskim czytelnikom z odkryć na jego dnie, ale nie chodzi o odkrywanie ciał migrantów, lecz dawne budynki lub ciekawostki przyrodnicze. Zazwyczaj ciała wyławia się na brzegach lub w rejonie katastrofy, jak w czerwcu, gdy utonęło jednocześnie ponad 60 osób. Dla migrantów z Afganistanu, Iraku, Syrii, czy Pakistanu, Turcja to pierwsze prawie „zachodnie” państwo: należy do NATO i ma układy z Unią. Układ Turcji z Unią z 2016 r. jest dla nich przekleństwem.
    Drogi we wschodniej Turcji są obstawione anty-imigracyjnymi punktami kontrolnymi, więc ci, którym udało się pokonać góry od strony granicy irańskiej lub irackiej, chcą je ominąć płynąc przez jezioro. Woda często pochłania ich marzenia, bo choć w pogodne dni jezioro wygląda niemal bajkowo, jest bardzo kapryśne. Burza może tu trafić się nagle, bez wyraźnej zapowiedzi na niebie. Każdej wiosny, gdy mróz puszcza, mieszkańcy górskich wiosek znajdują zamarznięte zwłoki całych rodzin. To też poniekąd ofiary Jeziora. Nikt tu nie oferuje kamizelek ratunkowych.
    Jeśli nie przez Wan, ludzie idą pieszo, nie drogami, lecz przecinając pola, czujnie obserwując, czy jakaś policja nie zjawi się na horyzoncie. Jeszcze dwa lata temu było w Wan przedstawicielstwo Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców ONZ, ale zwinęło żagle. Można tu było złożyć wniosek o azyl, który był rozpatrywany w przewidywalnym terminie, teraz papiery idą do Ankary, gdzie rozpływają się w powietrzu. Dlatego ludzie idą dalej, myśląc, że kiedy dotrą do obozu Moria w Grecji, wszystko pójdzie już łatwiej.

Europejczycy już nie wierzą w USA

Na kryzys zaufania Europejczyków, jak twierdzą badacze, miała wpływ pandemia koronawirusa. Jednak poza wirusem można znaleźć wiele innych czynników, które naruszyły obraz USA jako wiarygodnego i godnego zaufania państwa.

O braku zaufania do Stanów Zjednoczonych pisze „The Guardian”, opierając się na wynikach badani opinii publicznej przeprowadzonych na zamówienie Europejskiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych na przełomie kwietnia i maja tego roku w dziewięciu krajach UE, stanowiących dwie trzecie populacji Unii.
Ponad 60 proc. pytanych stwierdziło, że stracili zaufanie do USA jako do światowego lidera. Jednym z kluczowych czynników tego stanu, jest poczucie osamotnienia wobec pandemii, która zmusiła poszczególne kraje do radzenia sobie samotnie z wyzwaniem. Najwięcej respondentów z negatywnym stosunkiem do USA odnotowano w Danii (71 proc.), Portugalii (70 proc.), Francji (68 proc.), Niemczech (65 proc.), i Hiszpanii (64 proc.).
Analizy ekspertów wskazują, że postawa USA podczas pandemii miała decydujący wpływ na takie właśnie postrzeganie amerykańskiego państwa. Chodzi o kompromitującą walkę z koronawirusem na terenie USA i na obojętność wobec kryzysu, z jakim zetknęli się w Europie amerykańscy sojusznicy.
„The Guardian” powołuje się na wystąpienie kanclerz Angeli Merkel, która niedawno właśnie o tym wspominała: „Zaufanie Europejczyków w stosunku do USA zniknęło. Wielu było wstrząśniętych chaotyczną odpowiedzią Amerykanów na COVID-19, brakiem solidarności z Europejczykami, które pokazali zamykając granice przed członkami Schengen i brakiem ich roli w kierowaniu walką z kryzysem wywołanym przez koronawirusa lub choćby uczestnictwa w rozwiązaniu tego problemu, jeśli nie liczyć słownych przepychanek z WHO”, mówiła niemiecka kanclerz i ta jej wypowiedź dobrze charakteryzuje teraźniejsze postrzeganie USA przez Europejczyków.
„Europejczycy przyjęli do wiadomości fakt, że USA nie są już więcej bezwarunkowym przyjacielem Europy w trudnych czasach”, pisze jedna z ekspertek Susi Dennison.
Ilustracją tego braku wiary niech będzie fakt, że na pytanie, czy spodziewają się amerykańskiej pomocy od Stanów Zjednoczonych w odbudowie gospodarki UE, twierdząca odpowiedziało zaledwie 2 proc. pytanych w Niemczech i 3 proc. we Francji.
Eksperci zwracają też uwagę, że nie jest to dowód na niechęć do Donalda Trumpa i jego administracji. To kryzys zaufania do USA jako całości. Twierdzą też, że jeżeli USA szybko nie zareaguje na ten kryzys zaufania wobec ich kraju, to Europa sama będzie liczyć na siebie podczas rozwiązywania poważnych globalnych problemów takie jak klimat i przyszłe pandemie.
Opisywany sondaż pokazuje dowodnie to, co widać od dłuższego czasu gołym okiem: zmienia się świat, zmienia się rola USA. Kto tego nie dostrzega i nie wyciągnie z tego wniosków we właściwym czasie, ten przegra. Polska jest pierwsza w kolejce.

Nie od razu jedność zbudowano

Europa nie powstanie od razu ani w całości: będzie powstawała przez konkretne realizacje, tworząc najpierw rzeczywistą solidarność” – to jeden z najbardziej znanych fragmentów Deklaracji Schumana, ogłoszonej 70 lat temu, 9 maja 1950 roku.
Pięć lat po zakończeniu II Wojny Światowej Europa cały czas żyła w cieniu jej konsekwencji. Robert Schuman uznał, że ścisła współpraca w produkcji kluczowych surowców wojennych, jak węgiel i stal spowoduje, że wojna pomiędzy Francją i Niemcami nie będzie w przyszłości możliwa. Utworzona na bazie Planu Schumana Europejska Wspólnota Węgla i Stali stała się zalążkiem przyszłej Unii Europejskiej.
Robert Schuman miał nadzieję, że tworzone wspólnoty europejskie staną się początkiem ściślejszej integracji. Mówił m.in., że należałoby utworzyć „ponadnarodową federację, w której poszczególne państwa zrezygnowałyby z części własnej suwerenności na rzecz federacji jako całości”. Uważał także, że najpierw trzeba „stworzyć europejskiego ducha, duszę europejską, czyli zrozumienie wagi wewnątrzeuropejskiej solidarności”.
Wielu wspominało, że Robert Schuman jest „święty”. Sam o sobie mówił, skromnie, że jest „człowiekiem pogranicza”. Urodził się w Luksemburgu w 1886 roku, kształcił w Niemczech, kochał i wierzył we Francję, której był ministrem spraw zagranicznych, ministrem finansów i dwukrotnie premierem. Niezwykły polityk, wizjoner, mąż stanu, człowiek dialogu, wreszcie – Ojciec Zjednoczonej Europy.
Model pojednania zwrócony w przyszłość i nastawiony na budowanie wspólnej Europy w który wierzył Robert Schuman był podstawą powstania Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana. „Przywrócenie Europy Polsce i Polski Europie będzie długim i skomplikowanym procesem. Aby go doprowadzić do końca, potrzeba wiele społecznego i indywidualnego wysiłku. Wzorując się na symbolicznej postaci Roberta Schumana – człowieka wielkiej wizji i wielkich czynów, myśliciela i męża stanu, działacza gospodarczego i jednego z Ojców Założycieli nowej Europy – chcemy w tym dziele uczestniczyć. Robert Schuman wierzył głęboko, że świat, Europa i wartości ludzkie nie mogą być podzielone i muszą wrócić do wspólnoty. Podzielamy tę wiarę i mamy nadzieję, że Fundacja nazwana jego imieniem przyczyni się do budowania tej wspólnoty.” – powiedział jeden z założycieli Fundacji Schumana, Tadeusz Mazowiecki, 26 marca 1991 roku.

Przypadków chorób zakaźnych nie można ukryć

Kiedy nadejdzie punkt przegięcia europejskiej epidemii? Kiedy Europa może wznowić pracę? Czy Chiny ukrywają przypadki zakaźne? Czy wirus zniknie automatycznie, gdy temperatura wzrośnie? Niedawno chiński lekarz Zhang Wenhong udzielił wywiadu chińskim mediom.

Dr Zhang Wenhong, dyrektor Departamentu Zakażeń Szanghajskiego Szpitala Huashan, zdobył sławę w czasie epidemii koronawirusa, dzięki swojej otwartości oraz wiedzy naukowej. Jako szef oddziału zakaźnego, podjął on decyzję o zebraniu wszystkich lekarzy będących członkami Partii Komunistycznej, którzy brali udział w walce z epidemią na pierwszej linii frontu, w najtrudniejszym czasie. Potem często udzielał wywiadów w mediach, aby odpowiedzieć na wszelkie wątpliwości i wyeliminować plotki.
Odrzucisz rzekome plotki o ukryciu przypadków zakaźnych w Chinach przez zagraniczne media?
Choroby zakaźne mają charakter, a przypadków nie można ukryć. Jeśli jest wiele ukrytych przypadków, wystarczy zapytać, czy Wuhan może odważyć się je otworzyć? Niemożliwe! Eksperci rozumieją te powody, a wciąż jest wiele osób, które mają pozytywne nastawienie do niektórych prac, które wykonujemy w Chinach.
Wirus nie zniknie automatycznie, gdy temperatura wzrośnie.
Ostatnio komunikowałem się z krajami wokół równika, a ich przypadki podwoiły się, więc nie przesądzaj, że temperatura będzie kontrolować wirusa. Ale jeśli temperatura jest wyższa, liczba przypadków spadnie. Włączenie klimatyzatora, gdy jest gorący, nie stanowi problemu, ale należy regularnie otwierać okna w celu wentylacji.
Badania i rozwój nad szczepionkami potrwają najszybciej 1 rok.
Szczepionki należy przetestować pod kątem bezpieczeństwa i skuteczności. Normalny czas zajmuje 1-2 lata. Zgodnie z obecną praktyką najszybszy czas to 1 rok później. Po opracowaniu szczepionki należy rozważyć, czy szczepienie opiera się na kombinacji czynników, takich jak epidemia w tym czasie, śmiertelność, działanie ochronne szczepionki i czy występują działania niepożądane.
Kiedy nadejdzie punkt przegięcia europejskiej epidemii?
W Europie jest zbyt wielu pacjentów, a stopień starzenia się w Europie jest zbyt wysoki. W rzeczywistości szczyt Wielkiej Brytanii i Francji już osiągnął, ale nie ma podobnego do klifu spadku jak Chiny. Chiny mogą osiągnąć podobny do klifu upadek, ale Europa i Ameryka nie. Odległość społeczna determinuje współczynnik rozprzestrzenia. Jedynym sposobem jest teraz utrzymanie dystansu społecznego. Noszenie maski faktycznie zwiększa dystans społeczny. Dwie osoby w maskach plus odległość 1,5 metra są równoważne z zachowaniem odległości 4 metrów.
Europejczycy są poważnie chorzy w szpitalach i łagodnie w domu. Jak zapobiegać lekkim do ciężkiego?
Niewłaściwe odżywianie jest ważną przyczyną łagodnych do ciężkich chorób. Zgodnie z naszym doświadczeniem, 7-10 dni po zakażeniu to czas, kiedy choroba jest najpoważniejsza. Jeśli na tym etapie możesz pokonać wirusa, możesz przeżyć. W tej chwili musimy zapewnić jedzą jajka, mleko, mięso, zupa rybna, ale także jedzą witaminę C i warzywa. Najważniejsze jest odżywianie, odżywianie, odżywianie!!! Dopóki żywienie jest dobre, większość ludzi może przetrwać chorobę przez 10 dni. Kiedy powinienem iść prosto do szpitala? Metodą autotestu jest noszenie czegoś w dłoni i ciągłe przechodzenie 200 metrów lub wspinanie się z pierwszego piętra na drugie piętro. Jeśli ten ciągły ruch nie zostanie zakończony, trudno jest oddychać i musisz natychmiast spieszyć do szpitala.
Czy będzie kolejna fala wybuchu epidemii?
Po listopadzie staniemy przed ogromnymi wyzwaniami. Myślę, że kolejna fala wybuchu epidemii może nadejść około listopada. W Ameryce Południowej, Afryce i Azji Południowo-Wschodniej zaczęły się wybuchy epidemii, więc zgodnie z obecnym modelem matematycznym niemożliwe jest całkowite usunięcie tego wirusa latem tego roku. Gdy nadeszła zima, wszyscy znów zostali w domu i znów zaczęli się gromadzić. Wtedy, podobnie jak ten wirus, zwiększy się także zdolność do replikacji w zimie. Jednak po zgromadzeniu doświadczeń w poprzednim okresie walki z epidemią, a zwłaszcza szeroko zakrojonej promocji technologii diagnostycznych, uważam, że kolejna fala epidemii jest zasadniczo znacznie niższa niż pierwsza fala. Ale kraje z niewystarczającymi zasobami medycznymi, takie jak Afryka i Ameryka Południowa, mogą mieć trudności z spędzeniem następnej zimy.
Jak opóźnić i wyeliminować drugi wybuch epidemii?
Kontrola światowej epidemii nie zależy od dwóch krajów, Stanów Zjednoczonych i Chin, ani od Europy, ale od tego, czy kraje na świecie, które są najmniej zdolne do opanowania epidemii, czy są dobrze kontrolowane.
Jaka jest tajemnica sukcesu Chin w kontrolowaniu epidemii?
Chiny przeprowadziły wiele testów, które rozpoczęliśmy 20 stycznia. Jest to test nasycony. Oznacza to, że dopóki znajdzie się pacjenta, wszyscy pacjenci są testowani za darmo. Dam ci tyle testów, ile chcesz. To jest test nasycony. Myślę, że ten jest naszym sekretem kontrolowania epidemii. Po drugie, przeprowadziliśmy szczegółowe śledzenie i potwierdziliśmy sprawę, bez względu na to, z iloma osobami się skontaktowałeś, nawet jeśli skontaktowałeś się z 1000 osób, znajdziemy te 1000 osób.
Dlaczego występują różnice w świadomości i środkach zapobiegania i kontroli epidemii w poszczególnych krajach?
W Korei Południowej, Singapurze i Japonii wystąpiły epidemie SARS, w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi są bardziej wyczulone na wirusy, a ich czujność jest zupełnie inna niż w Stanach Zjednoczonych. Zarówno SARS, czy zespół Bliskiego Wschodu układu oddechowego (MERS), wydaje się, że nie ma to nic wspólnego ze Stanami Zjednoczonymi. Innym jest to, że bardziej dopuszczalne jest noszenie masek w tych krajach. Chociaż wydaje się, że Singapur nie nosi maski, jego test robi bardzo dobrze.
Zapobieganie zagranicznym przypadkom i ich kontrola powinny zostać znormalizowane
Chiny są krajem o najściślejszym zarządzaniu importem zagranicznym, z wykrywaniem lądowań i jednolitą izolacją. Każdy nasz etap jest lepszy w porównaniu z innymi krajami, ale nie wyobrażaj sobie, że możesz wykryć 100 proc. importowanych przypadków jednocześnie. Zasadniczo jest to robić w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Teraz jest to kontrola lotnictwa. Jeśli lotnictwo zostanie otwarte, a liczba pasażerów wzrośnie w przyszłości, kolejnym wyzwaniem, które musimy pokonać, jest sposób wykrywania i zarządzania nim.
Jak myślisz, kiedy Europa może wznowić pracę?
Kiedykolwiek Stany Zjednoczone idą do pracy, kiedy Europa idzie do pracy. Ponieważ sytuacja w Stanach Zjednoczonych jest poważniejsza niż w Europie. Nawet jeśli wrócą do pracy, tak długo, jak młodzi ludzie pójdą do pracy, osoby starsze pozostaną w domu. Najbardziej kłopotliwą rzeczą w Europie jest to, że gdy świeci słońce, ludzie zbierają się na placu, aby rozmawiać, jeść i pić, co jest zbyt niebezpieczne.
Udziel porad pracownikom biurowym w celu wznowienia produkcji.
Chcę podkreślić, że musimy zmierzyć się z normalizacją wirusów. Świat jest teraz na to gotowy. Wirus nie może zniknąć od razu i może z nami współistnieć przez długi czas. W codziennej pracy w twojej jednostce mogą znajdować się osoby bezobjawowo zarażone. Jedyne, co należy zrobić, to utrzymać skuteczny dystans społeczny. Sugeruję, że tak długo, jak jesteś w pracy, powinieneś nosić maskę. Nie zbieraj się na obiad, albo zapakuj go z powrotem, aby jeść sam, lub jedz go pokolejnie.
Wznowienie szkoły musi być bezpieczne i uporządkowane, przypomina rodzicom uczniów.
Teraz sytuację epidemiczną w Chinach można zasadniczo kontrolować, co zapewnia dobre warunki powrotu do szkoły. Zakażenie dziecka nie zależy od samego dziecka, ale od rodziców. Najbardziej przerażające jest to, że nasi rodzice są zarażeni, infekcja przenoszona jest na dzieci, a dzieci na innych kolegów z klasy. Nie sądzę więc, aby wysyłanie dziecka do szkoły było w porządku. Rodzice muszą najpierw się chronić. Tylko wtedy, gdy całe nasze społeczeństwo jest w zdrowym systemie życia, dzieci mogą wrócić do szkoły tak szybko, jak to możliwe.
Wakacje najlepiej oprzeć na turystyce na świeżym powietrzu.
Wszyscy mają nadzieję, że wakacje będą żywe, ale martwią się również, że tłum spowoduje rozprzestrzenienie się epidemii. Najlepszą aktywnością są głównie podróże na świeżym powietrzu, noszenie masek, gdy jest wiele osób. Miejsca o największym ryzyku w miejscach turystycznych to jedzenie. Możesz przynieść własne jedzenie i zjeść je w pokoju hotelowym. Podczas wycieczki musisz wypracować dobre nawyki żywieniowe.

Budujmy mosty, a nie mury

Polskie elity polityczne w ostatnim tysiącleciu uprawiały politykę budowania murów na Wiśle i powstrzymywania marszu żywiołu wschodniego na zachód, a żywiołu zachodniego na wschód. Owocowało to wielkimi tragediami dla naszego narodu i okresami przerw w ciągłości historycznej państwa.

Mimo że myśl polityczna suwerenności i niezależności polskiej przetrwała, m.in. dzięki mądrości i odwadze twórców PPS, to widać dziś w okresie narastającej globalizacji, że wyczerpały się możliwości dalszego uprawiania polityki powstrzymywania. Jest ona już dziś powodem poważnych nieporozumień i konfliktów na linii Wschód – Zachód. Ważne, że problem ten nie dotyczy wyłącznie Polski, ale rzutuje na naszą przyszłość, stabilność i strategie rozwoju.

Społeczeństwo pyta dziś o możliwość planowania przyszłości, gwarancje życia w pokoju i przetrwania biologicznego w związku z zaostrzającą się sytuacją międzynarodową. Tym bardziej, że jest karmione m.in. przez rządowe media wizją nieuchronnej konfrontacji wojennej i konieczności poświęcenia się w imię nie swoich interesów. W sytuacji, jaka powstała w ostatnich latach, również z udziałem naszych elit politycznych, Polska wskazana została jako państwo frontowe, choć żaden z naszych sąsiadów ani ze wschodu, ani z zachodu nie formułuje wobec nas roszczeń terytorialnych. Pełną akceptacją cieszy się nasza wschodnia granica przebiegająca wzdłuż linii Curzona wytyczonej po I wojnie światowej. Społeczeństwo nie otrzymuje od rządzących poważnych uzasadnień i odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości i pytania.

Słabnąca pozycja Polski

Manipulowanie Polską i regionem należy do stałych elementów gry interesów najpotężniejszych sił na świecie. Nasiliło się to szczególnie mocno po roku 1990, upadku ZSRR, zmianie ustroju społeczno-gospodarczego przez kraje naszego regionu, wejściu do Unii Europejskiej i niektórych krajów do NATO. Nie wszyscy, w tym Polska, poradzili sobie z upadkiem rodzimego przemysłu, budową własnego potencjału gospodarczego politycznego i wojskowego. Miało i ma to wpływ na modele współpracy w ramach szerszych sojuszy i role, jakie można w nich odegrać.
Polska nie wykorzystała dobrze czasu transformacji na zbudowanie mocnej pozycji na arenie europejskiej i światowej. Dawno już przestaliśmy uchodzić za lidera demokracji i postępu. Zły pod tym względem jest okres ostatnich lat. Polska podporządkowała się wytycznym Konsensusu Waszyngtońskiego, licząc na to, że lojalność i brak walki o własne interesy, nawet wśród tzw. przyjaciół, zaowocuje pozytywnie. Tak się nie stało. Dziś nasz kraj stoi przed poważnym problemem przewartościowania i odnowy swoich koncepcji rozwoju, dotychczasowe utarte drogi mogą nas bowiem prowadzić na manowce. Nie do wszystkich jednak to jeszcze dociera.

Dość obcych wojen

Nastaje czas i potrzeba „budowania mostów” i maksymalnie możliwego ograniczenia uczestnictwa naszego kraju w polityce globalnej konfrontacji. Jest to jedyny wniosek, jaki nasuwa się po przeanalizowaniu procesów politycznych z udziałem Polski na linii Wschód – Zachód. Potwierdzeniem tego jest zaostrzająca się sytuacja na Bliskim Wschodzie. Od 20 lat jesteśmy wciągani w nie swoje wojny, chociaż polską racją stanu jest pokój. Kilkadziesiąt lat temu prof. Zbigniew Brzeziński przestrzegał, że Polska ma wspólne, ale nie tożsame interesy z USA i może być wyłącznie partnerem dla Zachodu, jeśli stanie się pośrednikiem na linii Wschód-Zachód. Trzeba poważnie pochylić się nad tą opinią.

Czy stać Polskę na to, aby zerwać z praktykami realizowanymi pod dyktando konserwatystów amerykańskich? Dzięki odpowiedzi na to pytanie dowiemy się, czy deklarowana powszechnie wolność i samodzielność uzyskana po roku 1990 skutkuje swobodą w podejmowaniu przez Polskę decyzji strategicznych dotyczących losu narodu i państwa. Wiele przykładów z naszych relacji ze światem w ostatnim 30-leciu nie potwierdza tej tezy, stanowiącej podstawę aktu założycielskiego III RP. Odnosi się wrażenie, że suwerenność Polski jest ograniczona nie tylko traktatami sojuszniczymi w ramach powiązań międzynarodowych, ale także konformizmem i brakiem intelektualnej swobody i odwagi polskich elit w projektowaniu wizji rozwojowych, zarówno w skali kraju, jak też regionu i świata.

Złoty wiek po latach koszmaru

Bez względu na to, jak jest rzeczywiście, polska myśl polityczna powinna wybiegać w przyszłość i skupić się na odpowiedzi na pytanie, jak trwale i skutecznie połączyć interesy Wschodu i Zachodu w Europie i wykorzystać to do własnych celów, a nie utrwalać swoją pozycję jako stronnika jednej lub drugiej grupy interesów, co miało miejsce w XX wieku, ale również wcześniej i skutkowało zawsze konfrontacją polityczną lub wojną.

Po polskiej ziemi maszerowały obce wojska z zachodu na wschód i z powrotem, niszcząc przy okazji wszystko. Nikt do końca nie policzył strat w tkance narodowej i materialnej Polski poniesionych wskutek kolejnych konfliktów. Szczególnie tragiczny jest bilans naszych strat w wyniku dwóch wojen światowych i upowszechnienia masowych środków zagłady. Dziś technologie militarne poszły znacznie dalej i trudno sobie wyobrazić konfrontację zbrojną na gęsto zaludnionych obszarach Europy Środkowej. Coraz mniej ludzi w Polsce pamięta okres wojny i okupacji niemieckiej oraz trud odbudowy kraju. Dziś wojna dla młodzieży jest kolejną grą na monitorze komputera, a nie realnym przeżyciem.

Nie ulega wątpliwości, że okres po roku 1945 zapisze się w historii Polski jako „złoty wiek”. Mimo wielu perturbacji po roku 1990, cechował Polskę w ciągu ostatnich 75. lat stabilny układ graniczny, poprawne stosunki z sąsiadami, rewolucja społeczna i stały wzrost ekonomiczny i rozwój kulturalny nienotowane w innych okresach historycznych. Nienotowaną w historii naszego regionu wartością był pokój, który pozwalał na stabilizację. Przynajmniej dwa pokolenia nie zaznały pożogi wojennej, co było ewenementem w naszym obszarze geograficznym od blisko tysiąca lat.
W ramach planowej germanizacji, rusyfikacji i sowietyzacji byliśmy przesuwani z zachodu na wschód i z powrotem. Naród polski miał mały wpływ na wybór swojego terytorium, decydowali o tym najeźdźcy, a w ostatnie fazie II wojny światowej – Wielka Trójka w Jałcie. Naród nie miał szans na powiedzenie nie, kiedy w ramach „zimnej wojny” nałożony mieliśmy na nasze terytorium amerykański parasol atomowy, czy gdy po roku 2000 zawisła nad nami groźba Iskanderów z Kaliningradu i nie tylko.

Jesteśmy sami?

Dziś ta sytuacja zmieniła się, ale można domniemywać, że na gorsze. Relacje międzynarodowe i sytuacja Polski przypominają układy z końca lat 30. XX wieku. Polska jest osłabiona i skłócona na własne życzenie z sąsiadami zarówno ze wschodu, jak i z zachodu. Nie daje realnych gwarancji bezpieczeństwa nasz udział w NATO i sojusz z USA, tym bardziej, że kosztuje to coraz więcej i wpływa na poziom realizacji innych zobowiązań budżetowych państwa. Świadczy o tym trwałe ubieganie się Polski o gwarancje zgodne z art. 5 Traktatu. Już dziś widać, że fiasko poniosła dotychczasowa polityka PiS zmierzająca do uzyskania takich gwarancji. Politykę tę zdominował klientelizm i uległość, a nie twarda walka o nasze narodowe interesy. Odnosi się wrażenie, że politykę prowadzą kupcy, a nie mężowie stanu.

Czas nagli, aby dokonać zmian polskiej polityki bezpieczeństwa. Trwałym jej elementem powinno być przyjęcie narodowego konsensusu, że za żadną cenę, nie wolno dopuścić do sytuacji, aby ziemia polska była polem bitwy. Potrzebne w związku z tym jest nowe spojrzenie na nasze sojusze, przyjaźnie i nieprzyjaźnie pod kątem gwarancji na realizację naszych narodowych interesów. Potrzebna jest zmiana polityki wewnętrznej i oparcie jej na zasadach demokratycznych, z poszanowaniem głosu opozycji. Razem, jako cały naród możemy więcej.

Lewico, buduj mosty

Idea „budowy mostów” wymaga poszukiwania w najbliższym europejskim otoczeniu przyjaciół i partnerów, a nie wrogów. Powinna dominować w założeniach naszej polityki zagranicznej idea współpracy, nie da się bowiem zbudować pokojowej przestrzeni bez partnerstwa z Niemcami i Rosją w Europie, a z USA i Chinami na forum globalnym. Wielką rolę do odegrania ma tutaj lewica parlamentarna i pozaparlamentarna.

Nie można nie zauważać takich zjawisk, jak upadek amerykańskiej globalizacji z jednym centrum nad Potomakiem i podległymi peryferiami. Amerykanie z trudem znoszą swą malejącą rolę „globalnego szeryfa” działającego w oparciu o petrodolara. Globalny kryzys ekonomiczny w 2007 roku zakończył w praktyce erę dominacji neoliberalizmu. Powstaje nowy układ wielobiegunowy, który utrwala swoje istnienie i tworzy nowe modele rozwoju przystające do postępującej rewolucji technologicznej. Nowe doświadczenia wymuszają dziś konieczność zrównoważenia w skali globalnej przychodów z pracy i z kapitału. Stan obecny pogłębia rozwarstwienie społeczne i tworzy coraz większą bazę protestu w skali globalnej. Istotną sprawą staje się współczesne rozumienie idei sprawiedliwości społecznej. Jak zatem powinien wyglądać i organizować się świat w następnych latach? Na pewno alternatywą dla pokoju i współpracy nie jest wojna.