Canarinhos za pół darmo

Kryzys spowodowany pandemią koronawirusa wpłynął znacząco na liczbę transferów brazylijskich piłkarzy do klubów zagranicznych. Tego lata wyjechało ich o 62 procent mniej niż rok temu.

Brazylia jest krajem, który od lat z wielkim zyskiem wysyła w świat najwięcej piłkarzy. W tym roku ten transferowy biznes mocno jednak ucierpiał z powodu pandemii koronawirusa. W okresie od 1 czerwca do 8 września wyjechało z Brazylii za granicę tylko 74 zawodników – na zasadzie wypożyczenia lub stałego transferu, a z tej grupy 56 trafiło do klubów europejskich. Dla porównania w tym samym okresie 2019 roku wyjechało 194 piłkarzy. To oznacza, że w trwającym okienku transferowym liczba brazylijskich piłkarzy wykupionych przez kluby zagraniczne w porównaniu z ubiegłym rokiem spadła aż o 61,8 procent. To poważny cios dla budżetów brazylijskich klubów, dla których transfery zawodników za granicę stanowią około jednej czwartej przychodów klubów i są drugim po prawach telewizyjnych źródłem największych dochodów. Na dodatek niepewność ekonomiczna związana z koronawirusem doprowadziła nie tylko do zmniejszenia liczby transferowanych za granicę graczy, lecz także ich rynkową cenę.
W ubiegłym roku tylko trzy największe zagraniczne transfery zawodników z brazylijskich klubów przyniosły wpływy w wysokości 77 milionów euro, natomiast w tym roku łączna kwota za trzech najdroższych graczy z Brazylii nie przekroczyła 62 mln euro. Przed rokiem Real Madryt bez zbędnych targów zapłacił ponad 45 milionów na skrzydłowego Santosu Rodrygo, a tego lata najwięcej zdecydowała się zapłacić Benfica Lizbona, która nie należy przecież do finansowego topu europejskich klubów, dlatego jej działacze targowali się twardo w sprawie transferu reprezentanta Brazylii Evertona Soaresa z Gremio Porto Alegre i ostatecznie zbili cenę do 28 mln euro. „W innym czasie i normalnych realiach ten piłkarz z pewnością zostałby sprzedany za co najmniej dwukrotnie wyższą cenę” – zauważają ze smutkiem brazylijscy eksperci piłkarscy.

Pele popadł w depresję

Legendarny „król futbolu” Pele w październiku ubiegłego roku skończył 80 lat. Ostatnio stan jego zdrowia znacznie się pogorszył, co ujawnił syn słynnego piłkarz, Edinho.

W 2019 roku Pele świętował jeszcze 50. rocznicę strzelenia tysięcznego gola w zawodowej karierze. Dokonał tego na słynnym stadionie Maracana jako zawodnik Santosu w meczu przeciwko Vasco da Gama. Trzykrotny mistrz świata pojawił się wtedy po raz ostatni publicznie. Potem zaczął tego unikać, bo miał coraz większe problemy z chodzeniem. Od lat trapiły go dolegliwości stawu biodrowego i w ubiegłym roku przeszedł operacje wstawienia endoprotezy, ale zaniedbał rehabilitację i z tego powodu może się teraz poruszać albo na wózku inwalidzkim, albo przy pomocy tzw. chodzika rehabilitacyjnego. Ograniczenia ruchowe powodują w nim narastającą depresji, co ujawnił w wywiadzie udzielonym stacji TV Globo jego syn, Edinho.
Wedle niego Pele jest bardzo przygnębiony stanem swojego zdrowia. „Ojciec nie może ostatnio normalnie chodzić, co wywołuje u niego depresję. Zawsze był człowiekiem niezwykle aktywnym, w ciągłym ruchu, budzącą powszechny podziw osobą. Teraz jest zawstydzony swoim stanem fizycznym i praktycznie nie chce pokazywać się ludziom. Nie robi nic, co wymaga opuszczenie domu, ale przez to cierpi, bo czuje się samotny” – opowiadał syn legendarnego piłkarza.
Przez większość swojej kariery Pele grał w Santosie. Spędził w tym klubie aż 18 lat (1956-1974). Z reprezentacją Brazylii pożegnał się po mistrzostwach świata w 1970 roku w Meksyku, na których canarinhos wywalczyli mistrzowski tytuł, trzeci w karierze Pelego (wcześniej w 1956 i 1962 roku). Z Santosu przeniósł się na krótko do amerykańskiego New York Cosmos, zakończył wspaniałą piłkarska karierę. Później realizował się na różnych polach, między innymi przez pewien czas zajmował się polityką i był nawet ministrem sportu w Brazylii. Fortunę zbił jednak na sprzedaży swojego wizerunku – rocznie zarabiał na nim miliony dolarów.

Gol Pelego wciąż pamiętany

W miniony poniedziałek brazylijskie media przypomniały, że tego dnia minęła 49. rocznica zdobycia tysięcznej bramki przez króla futbolu Pelego. Dokonał tego 19 listopada 1969 roku w meczu Vasco da Gama – FC Santos.

 

Edson Arantes do Nascimento, bardziej znany pod boiskowym przydomkiem Pele, zadebiutował z zawodowym zespole FC Santos 7 września 1956 roku w wieku 15 lat. Było to w wygranym 7:1 meczu z Corinthians Santo Andre, a późniejszy król futbolu już w debiucie zaliczył pierwsze trafienie. Dwa lata później zachwycił świat swoją grą podczas mistrzostw świata w Szwecji. Pele wystąpił w 91 oficjalnych meczach reprezentacji narodowej i strzelił w nich 77 goli. Trafiał do siatki w 51 meczach, siedmiokrotnie popisując się hat-trickiem, dwanaście razy zdobywał po dwie bramki, a 32 razy jedną. Zagrał w czterech edycjach mistrzostw świata (1958, 1962, 1966 i 1970), zdobywając z Brazylią trzykrotnie mistrzostwo globu. W mundialach zaliczył 14 meczów w których zdobył 12 bramek. Piłkarz tak niebywale skuteczny w potyczkach na najwyższym poziomie, w barwach FC Santos musiał dokonywać niezwykłych strzeleckich wyczynów. I dokonywał.

49 lat temu, 19 listopada 1969 roku, ze swoim klubowym zespołem grał wyjazdowy mecz z Vasco da Gama na słynnym stadionie Maracana. Na trybunach był nadkomplet publiczności, bo Pele przed tym spotkaniem miał na koncie 999 goli i spodziewano się, że legendarny już wtedy napastnik zaliczy historyczne tysięczne trafienie. Pele bardzo się starał, ale cel osiągnął dopiero w końcówce meczu, pokonując bramkarza rywali z rzutu karnego. Brazylijski gwiazdor został pierwszym graczem w historii futbolu, który osiągnął granicę tysiąca goli. Pele zakończył karierę dopiero w 1977 roku, a do tego czasu powiększył swój strzelecki dorobek do 1363 goli.