Musimy mieć swój mocny głos

Nie milkną echa gorącego sporu o głosowanie nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy. Z ust czołowych liberalnych polityków i publicystów wciąż padają powtarzane od tygodnia jak mantra oskarżenia o zdradę. Mówią i piszą to ludzie, którzy jeszcze kilka miesięcy temu podobne oskarżenia równie ochoczo ferowali pod adresem każdego, kto śmiał być przeciwko jego przyjęciu.

Niczym na komendę wydaną przez Tomasza Lisa, Sławomira Sierakowskiego i innych najemników prasowych rzesze sympatyków ugrupowań opozycyjnych wzięły udział w tym fikołku intelektualnym i zaczęły powtarzać te same oskarżenia i wyzwiska pod adresem Lewicy. Idę o zakład, że gdyby te tygodniki, TVN czy Tok FM powiedziały teraz co innego, tysiące plujących dzisiaj jadem z dnia na dzień dostrzegłoby w głosowaniu razem z PiS–em ,,akt patriotyzmu”, ,,europejski obowiązek” czy ,,polską rację stanu”.

Póki Lewica grzecznie uznawała ,,przewodnią rolę” PO, nie było ku temu powodów, jednak teraz, kiedy w końcu zaczęła budować własną tożsamość, liberałowie nie zawahali się sięgnąć po medialną ofensywę. Preludium stanowiły zajadłe ataki na Piotra Ikonowicza, jednak kulminację przyniosła sprawa KPO. Dziwić się nie ma co, polityka brutalna jest przecież nie od dziś. Problem jednak w tym, że Lewica nie ma jak na tę nagonkę skutecznie odpowiedzieć. Brak jej bowiem własnych dużych i opiniotwórczych mediów, które mogłyby promować lewicowy przekaz w przestrzeni publicznej. Podczas gdy liberalnym politykom szybko przychodzą w sukurs oddziały ,,dziennikarzy” z TVN-u, Tok FM, Newsweeka, Wyborczej i Polityki, a na usługach PiS–u są media publiczne wraz z imperium Tadeusza Rydzyka, Telewizją Republika, Gazetą Polską, Do Rzeczy i Sieci, Lewica może liczyć głównie na kilka niewielkich mediów internetowych. W sytuacjach, takich jak ostatnia z Funduszem Odbudowy, gdy liczy się masowy przekaz, szybko docierający do szerokiego gremium odbiorców, mamy bardzo małe szanse w starciu z tymi dwoma obozami. Bez swoich przedstawicieli w czwartej władzy ciężko dziś myśleć o realnym wpływie na opinię publiczną.

Nie odkryję Ameryki pisząc, że do stworzenia dobrych jakościowo, estetycznych, poczytnych i trafiających do szerokiego grona odbiorców mediów potrzeba przede wszystkim pieniędzy, jakimi lewicowe media w Polsce dzisiaj nie dysponują i póki rządzi PiS raczej na pewno dysponować nie będą. Chciałbym teraz jednak puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie, że w ciągu kilku najbliższych lat powstanie rząd, w którym Lewica będzie przynajmniej jednym z koalicjantów. Obecna sytuacja powinna być dla niej najlepszą nauczką, że nie może zmarnować takiej szansy na rozbudowanie medialnego zaplecza. Zarówno rządy PO-PSL, jak i obecnie PiS-u otwarcie wpierały ,,swoje” media. Raport z lutego tego roku ujawnił, że z samych tylko reklam spółek skarbu państwa w ciągu ostatnich pięciu lat trafiło do prorządowych nadawców aż 5,4 mld zł. A przecież są jeszcze dziesiątki ministerialnych grantów, dotacji etc. Działając zgodnie z prawem i dzieląc te środki o wiele sprawiedliwiej, ciągle bez trudu znalazłoby się ich pod dostatkiem, by wesprzeć rozbudowę lewicowych mediów z prawdziwego zdarzenia. My ich po prostu potrzebujemy. Mediów konserwatywno-liberalnych jest mnóstwo, kto będzie chciał ich słuchać – będzie słuchał dalej. A równocześnie lewicowi dziennikarze i publicyści zyskaliby przestrzeń do opiniotwórczej dyskusji, lewicowi politycy swoją mównicę, a wszyscy Polacy – większy pluralizm opinii w przestrzeni publicznej.
Wróćmy jednak do teraźniejszości. Aby opisany wyżej scenariusz w ogóle miał szansę się ziścić, koniecznym jest rozpoczęcie budowy tych mediów już teraz. Lewica nie rządzi, ale przecież dostaje subwencje, a każda z partii tworzących koalicję posiada własne fundusze. Jeśli formacje te poważnie myślą o wyborczym sukcesie, powinny część tych pieniędzy przeznaczyć na organizowanie medialnego zaplecza. Poseł Krzysztof Śmiszek narzekał ostatnio, że Lewica złożyła w Sejmie od początku kadencji już prawie 90 projektów ustaw, a media głównego nurtu nie raczyły o większości z nich nawet wspomnieć. Nie powinno to dziwić – obecny mainstream medialny nie ma żadnego interesu we wspieraniu Lewicy.

Dlatego właśnie tak bardzo potrzebne są na już portale i gazety, rozgłośnie i kanały telewizyjne, które informowałyby opinię publiczną o działaniach i programie lewicowych partii oraz opisywałyby świat z prospołecznego, socjaldemokratycznego i socjalistycznego punktu widzenia. Niezbędna jest aktywna i wsparta odpowiednimi nakładami współpraca lewicowych działaczy i dziennikarzy. Tylko w ten sposób możliwe stanie się dotarcie do ludzi z prospołecznym przekazem, a w przyszłości – budowa poważnej lewicowej alternatywy dla konserwatywno-liberalnej hegemonii.

Postulaty Lewicy w projekcie KPO z 30 kwietnia

Minimum 30% środków z KPO dla samorządów
s. 460 w tabeli: sektor samorządowy 11 233 mln euro, 31,2% całości
Budowa 75 tys. tanich mieszkań na wynajem
s. 392-396

B3.4.2. Inwestycje w zielone budownictwo wielorodzinne
“Celem inwestycji jest uzupełnienie bazy mieszkań przy jednoczesnym zmniejszeniu negatywnego wpływu, jaki gospodarstwa domowe wywierają na środowisko, w tym zwłaszcza na stan powietrza, poprzez zwiększenie udziału nowych (bądź modernizację istniejących), budynków wielorodzinnych o wysokiej efektywności energetycznej, które wykorzystują OZE i inne „zielone rozwiązania”.

Biorąc pod uwagę powyższe dane można oszacować, że w latach 2022-2026 zostanie zabezpieczone sfinansowanie utworzenia ok. 71,7 tys. mieszkań. Łączna wartość inwestycji wyniesie 21,4 mld zł. Łączna wartość dofinansowania wyniesie 10 mld zł, z czego 5 mld ze środków budżetu państwa i 5 mld ze środków KPO.”

850 mln euro dla szpitali powiatowych s. 268-272

D1.1.1. Rozwój i modernizacja infrastruktury centrów opieki wysokospecjalistycznej i innych podmiotów leczniczych
“Koszty: 2 119,0 mln euro (w tym 700 mln euro dedykowane na rzecz wsparcia podmiotów leczniczych na poziomie powiatowym – szpitale powiatowe).” s. 432

D1.2.1. Rozwój i modernizacja infrastruktury podmiotów leczniczych na poziomie powiatowym.

“Koszty: 150,0 mln euro.”

300 mln euro dla firm poszkodowanych przez pandemię s. 113

A1.2.1. Inwestycje dla przedsiębiorstw w produkty, usługi i kompetencje pracowników oraz kadry związane z dywersyfikacją działalności

“Cel: Zmiana/rozszerzenie profilu działalności podmiotów, w szczególności przedsiębiorstw z sektorów najbardziej poszkodowanych w wyniku pandemii COVID-19 (m.in. sektor HoReCa [hotele i gastronomia – przyp. DS] , turystyka, kultura). (…) Przedmiotem wsparcia będą projekty mające na celu zmianę/rozszerzenie profilu działalności podmiotów (rozwój prowadzonej działalności lub zmianę dotychczasowego modelu biznesowego), obejmujące przede wszystkim: inwestycje w bazę produkcyjną i usługową, kwalifikacje pracowników, finansowanie inwestycyjno-obrotowe.

Koszty: 500 mln euro (w tym 300 mln euro na sektor HoReCa). Dodatkowo przedsiębiorstwa zostaną wsparte środkami krajowymi w wysokości 100 mln euro.”

Powstanie Komitetu Monitorującego wydatki z Funduszu Odbudowy
s. 473-474

„Głównym podmiotem zapewniającym prawidłowość realizacji KPO jest Komitet Monitorujący (Komitet). Komitet monitoruje realizację zawartych w KPO reform i inwestycji. Czuwa nad prawidłowym wydatkowaniem środków finansowych. Analizuje wpływ realizowanych działań na gospodarkę i jej poszczególne sektory, społeczeństwo oraz rozwój regionalny. Zapewnia komplementarność realizowanych interwencji w ramach innych źródeł finansowania, komplementarnych do zakresu tematycznego KPO. Podejmuje działania istotne dla usprawnienia procesów wdrażania reform oraz inwestycji im służących.

W szczególności do zadań Komitetu należy:
przegląd realizacji Krajowego Planu Odbudowy i poszczególnych reform lub inwestycji z punktu widzenia postępów w osiąganiu wskaźników, wartości docelowych i kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy,
w przypadku stwierdzenia opóźnień lub problemów systemowych związanych z realizacją Krajowego Planu Odbudowy, wydawanie dla instytucji odpowiedzialnych za przeprowadzenie reform lub inwestycji, rekomendacji dotyczących w szczególności poprawy efektywności w zakresie osiągania ich wartości docelowych i kamieni milowych, w tym rekomendacji dotyczących działań naprawczych, analizowanie sytuacji, które wpływają na realizację KPO oraz wskazywanie zagadnień, które wymagają dodatkowych/poszerzonych analiz lub ewaluacji, opiniowanie sprawozdań z realizacji KPO i przekazywanie ich do Komisji Europejskiej,
zapoznawanie się z raportami z kontroli realizacji reform lub inwestycji,
opiniowanie sposobu realizacji inwestycji w ramach KPO, w tym analiza wpływu terytorialnego interwencji realizowanych ze środków KPO pod względem potrzeb i potencjałów poszczególnych terytoriów,
analizowanie działań komunikacyjnych i informacyjnych dotyczących KPO oraz w przypadku stwierdzenia problemów z ich efektywnością formułowanie rekomendacji w zakresie ich poprawy, monitorowanie realizacji zasady partnerstwa, w tym współpraca z Podkomitetem ds. rozwoju partnerstwa w zakresie narzędzi monitorowania zasady partnerstwa, analiza koordynacji działań realizowanych w ramach KPO z działaniami realizowanymi w ramach polityki spójności na lata 2021-2027 oraz programami zarządzanymi centralnie.

W ramach Komitetu mogą być powoływane podkomitety lub grupy robocze w obszarach kluczowych dla realizacji KPO.

Komitet powołany będzie przez IK KPO. Reprezentował będzie wszystkie środowiska tworzące i realizujące reformy oraz inwestycje KPO, zapewniając tym samym szeroki dialog wszystkich interesariuszy gry o rozwój.

Komitet składać się będzie z przedstawicieli instytucji zaangażowanych w realizację KPO, a także przedstawicieli reprezentatywnych organizacji związkowych oraz reprezentatywnych organizacji pracodawców, wskazanych przez odpowiednio stronę pracowników i stronę pracodawców Rady Dialogu Społecznego, przedstawicieli reprezentatywnych ogólnopolskich organizacji społecznych, wskazanych przez stronę pozarządową Rady Działalności Pożytku Publicznego oraz przedstawicieli ogólnopolskich organizacji jednostek samorządu terytorialnego reprezentowanych w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, wskazanych przez stronę samorządową KWRiST.

Komitet będzie działał na podstawie ustawy, w oparciu o przyjęte przez siebie regulamin i procedury, z zachowaniem zasad pluralizmu i bezstronności.

Prezentacja szczegółowego planu wydatków z części pożyczkowej
s. 339-462

“Polska – ubiegając się o środki z części pożyczkowej RRF – będzie wnioskowała w pierwszym etapie o 10 762 mln euro.” – i dalej szczegółowy plan.

Wygrała Polska

Fundusz odbudowy to 250 mld dla polskiego społeczeństwa. Polek i Polaków, których życie w czasie pandemii było i jest naprawdę ciężkie. Dla polskiej gospodarki cierpiącej z powodu recesji. Dla ludzi którzy stracili pracę. To drugi Plan Marshalla.

Takie podejście połączyło Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, trzech premierów wywodzących się z lewicy, ale również osoby spoza naszego środowiska jak minister Andrzej Olechowski.

Uznaliśmy jednak, że nie można popierać Funduszu Odbudowy bezwarunkowo. Naszym celem było skierowanie pieniędzy z Unii na te obszary, które są najbliższe ludziom. Chodziło nam o to, aby Polacy poczuli jak środki z Unii poprawiają jakość ich codziennego życia. Po szerokich konsultacjach społecznych z organizacjami społecznymi i samorządami posłowie Lewicy przekazali rządowi kilkanaście poprawek do KPO. Klub Lewicy był jedynym klubem parlamentarnym, który zgłosił swoje pisemne uwagi do KPO.

Wierzymy Komisji Europejskiej, nie rządowi

26 kwietnia sformułowaliśmy sześć postulatów zmieniających KPO w kierunku zgodnym z wartościami Lewicy. Wystosowano również zaproszenie do strony rządowej do podjęcia rozmów na temat postulatów Lewicy. 27 kwietnia delegacja rządowa na czele z premierem przybyła do Sejmu i spotkała się z delegacją parlamentarzystów Lewicy. Strona rządowa zaakceptowała 6 postulatów Lewicy. Dzięki działaniom Lewicy:

Minimum 30 proc. środków z KPO trafi do samorządów.
850 milionów euro wesprze szpitale powiatowe.
300 milionów euro trafi do najbardziej pokrzywdzonych przez kryzys branż gospodarki.
Zabezpieczone zostaną pieniądze na budowę 75 tys. tanich mieszkań na wynajem
Komitet Monitorujący, złożony się m.in. z samorządowców i związków zawodowych, będzie kontrolował wydatkowanie środków i zgłaszał nieprawidłowości do Komisji Europejskiej.
Powstanie jasny plan wydatkowania i zapis gwarancji w dokumentach wysłanych do Komisji Europejskiej.

Wszystkie te warunki łączy jeden wspólny mianownik – mieszczą się w zakresie Krajowego Planu Odbudowy. Realizacja KPO będzie kontrolowana przez Komisję Europejską w dialogu z Parlamentem Europejskim. Instytucje europejskie są najlepszym gwarantem realizacji naszych warunków.

W rozmowach z rządem Lewica nie postawiła postulatów wykraczających poza sprawy finansowe. Negocjacje dotyczyły pieniędzy z Unii Europejskich. Gwarantem ich uczciwego wydawania jest Komisja Europejska.

Niestety próba uczynienia z Komisji Europejskiej gwaranta ustaleń dotyczących spraw emerytów mundurowych lub praw kobiety byłaby nieskuteczna. Bylibyśmy zdani na dobrą wolę rządu. Komisji Europejskiej wierzymy, rządowi nie.

Aleksander Kwaśniewski komentując ostatnie wydarzenia trafnie zauważył, że Lewica z rządem nie prowadziła drugich obrad Okrągłego Stołu, które dotyczyłyby całości spraw społecznych.

30 kwietnia br. spotkałem się z przedstawicielami kierownictwa Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP. W trakcie spotkania wymieniliśmy nasze oceny wydarzeń z ostatnich kilkunastu dni. Podtrzymujemy naszą deklarację, że Lewica nie wejdzie do rządu, który nie zadeklaruje, że odwróci skutki ustawy represyjnej. Nigdy nie pogodziliśmy się z tym drakońskim prawem stosującym niedemokratyczną zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

Lewicy wolno tyle samo

W ostatnich dniach wylała się na Lewicę fala krytyki i hejtu. Liczyliśmy się z tym. Wiem, że wiele Czytelniczek i Czytelników „Trybuny” wsparło naszą linię polityczną. Pokazaliśmy, że nie damy się zastraszyć środowiskom, które od 30 lat uważają, że „lewicy mniej wolno”.

Co bardziej zapalczywi politycy mówili, że z „terrorystami się nie negocjuje”. Ten argument znikał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy po drugiej stronie negocjacyjnego stołu chcieli zasiąść liderzy PO na czele z Rafałem Trzaskowskim. Bo im więcej wolno.

Za szczególny przejaw hipokryzji należy uznać argument o rozbijaniu „jedności opozycji”, padający z ust osób prowadzących od miesięcy negocjację z wicepremierem Jarosławem Gowinem. Bez udziału Lewicy. Jak można zarzucać komuś, że rozmawia z premierem rządu, gdy samemu od miesięcy rozmawia się z jego zastępcą. Istnieje też jedna zasadnicza różnica między tymi postawami: Lewica z premierem rozmawiała, jak sprawić aby ludzkie życie w Polsce było znośniejsze, inne partie opozycyjne skupiają się na gabinetowych gierkach oderwanych od codziennego życia ludzi.

Polityka to nie gierki politycznych elit. To sztuka służenia ludziom. Realizowania programu, rozwiązywania problemów. Sprawiania, że życie ludzi będzie lepsze. 250 mld zł z Unii Europejskiej to wielka szansa, aby tak właśnie się stało. Poprawa opieki zdrowotnej w szpitalach powiatowych, nowe mieszkania na wynajem, pomoc dla branż dotkniętych kryzysem, to udało nam się wynegocjować. Nie dla rządu, ale dla ludzi.

Szansa dla nowego rządu

Wiele Czytelniczek i Czytelników „Trybuny” obawia się, że PiS zrobi z KPO swój fundusz wyborczy. Podzielam te obawy. Pewnie PiS-owcy mają taki plan. Na ile jest on jednak realny? Kto tak naprawdę będzie wydawał środki z Funduszu odbudowy? Środki powinny zostać rozdzielone do końca 2023 roku. Płatności powinny zostać zrealizowane do końca 2026 roku. Oznacza to, że decyzje o podziale środków zostaną w większością przypadków podjęte przez obecny rząd. Ale inwestycje będą one realizowane przez rząd następny. PiS będzie mógł w kampanii pokazywać kartonowe czeki. Większą część środków wyda kolejny rząd. Bez PiS-u.

Do tego czasu nad prawidłowością wydatkowania środków będzie czuwać Komisja Europejska. W grudniu rząd zgodził się na warunkowość wypłaty funduszy europejskich, powiązanie wypłaty środków z przestrzeganiem zasad praworządności. W razie jakichkolwiek wątpliwości Komisja Europejska zakręci kurek z kasą.

Pieniądze z Funduszu Odbudowy to środki europejskie. Obejmie je przyjęte w grudniu rozporządzenie ws. warunkowości wypłaty funduszy. Czyli powiązanie wypłaty środków z przestrzeganiem zasad państwa prawa. Jeśli PiS będzie te zasady łamał, Komisja Europejska będzie mogła wstrzymać wypłatę środków.

W Polsce na straży prawidłowego wydatkowania funduszy będzie stał Komitet Monitorujący z udziałem między innymi samorządowców i związków zawodowych, na który zgodził się rząd w negocjacjach z Lewicą. W Brukseli uczciwości wydatkowania środków będą pilnować nasi Posłowie do Parlamentu Europejskiego.

Silna Polska w silnej Europie

Za nami obchody 1 Maja. Święta Pracy i 17. Rocznicy członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Pamiętamy czasy, gdy w kampanii referendalnej przekonywaliśmy Polaków, że członkostwo w Unii to najlepsze co może spotkać Polskę. Pamiętamy, co mówił wówczas Roman Giertych. Wiemy, gdzie byłaby Polska, gdyby rodacy posłuchali wówczas Giertycha.

Ochrona naszego miejsca w Unii jest miarą polskiego patriotyzmu. Nie zgodzimy się wplątywanie naszej przyszłości w Unii do bieżących gierek partyjnych. Dlatego informacja o ratyfikacji decyzji ws. systemu zasobów własnych to dobra wiadomość dla Polski. W Polsce są cztery główne formacje demokratyczne. W głosowaniu nad pieniędzmi z Unii Europejskiej podzieliły się w stosunku trzy do jednego. Tylko Platforma Obywatelska, wspólnie z partią Zbigniewa Ziobry i Konfederacją nie poparły ustawy ratyfikacyjnej. Lewica, PSL i ugrupowanie Polska 2050 Szymona Hołowni zagłosowało za ratyfikacją decyzji Rady UE o systemie zasobów własnych.

Zwyciężyło myślenie w kategoriach państwa i społeczeństwa a nie gabinetowych gierek polityków. Pozycja Polski w Unii Europejskiej uległa wzmocnieniu. Wygrała Polska.

Aleksander Kwaśniewski: Lewica kieruje się polską racją stanu

Lewica uznała, że racja stanu jest istotniejsza niż kwestie bezwzględnej walki pomiędzy opozycją a rządem – tak były prezydent Aleksander Kwaśniewski ocenił porozumienie, jakie rząd uzgodnił we wtorek z Lewicą ws. poparcia dla Krajowego Planu Odbudowy. Jego zdaniem Lewica długofalowo podjęła słuszną decyzję.

We wtorek 27 kwietnia odbyło się w Sejmie spotkanie przedstawicieli Lewicy z premierem Mateuszem Morawieckim ws. Funduszu Odbudowy i Krajowego Planu Odbudowy. W spotkaniu uczestniczyli też przedstawiciele klubu PiS. Obie strony porozumiały się w sprawie poparcia dla KPO. Jak mówił europoseł Robert Biedroń, rząd zgodził się na wszystkie warunki Lewicy zaproponowane do KPO. Dokładniej rzecz biorąc – rząd zaakceptował wszystkie ogólne postulaty (wskazujemy je obok), ale w dwóch przypadkach obniżył szacowane sumy wydatków. Chodzi o kwestię szpitali i o pieniądze, jakie trafią do wybranych sektorów gospodarki.
Były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski był gościem TVN 24, gdzie pytano go o ocenę tego porozumienia. „Lewica zrobiła słusznie. Rola rządu jest tutaj ważna, ale drugoplanowa. Najważniejsze jest to, żeby ten Fundusz Odbudowy przyjęty przez UE wszedł w życie. Do tego potrzebna jest ratyfikacja w Polsce. To jest ważne dla Europy, dla Polski, dla nas wszystkich” – odpowiedział były prezydent.

Dlatego też w jego ocenie „Lewica stanęła dzisiaj na wysokości zadania i uznała, że po prostu racja stanu jest istotniejsza niż kwestie bezwzględnej walki pomiędzy opozycją a rządem”.

„Wiem, że to jest decyzja trudna, kosztowna. Na pewno jeśli chodzi o liberalne media – będą w tej chwili odsądzani od czci i wiary, ale w moim przekonaniu długofalowo, historycznie podjęli słuszną decyzję” – ocenił. Nie pomylił się. Festiwal ataków na lewicowych polityków trwa zarówno w liberalnych mediach tradycyjnych, jak i w mediach społecznościowych. Dołączyli do niego nawet politycy KO, którzy kilka miesięcy temu sami zarzekali się, że nie pozbawią Polski unijnych środków.

Kwaśniewski zastrzegł przy tym, że to porozumienie nie unieważnia protestu całej opozycji, w tym lewicowej w stosunku do łamania praworządności w Polsce, łamania praw kobiet czy pogardy dla środowisk LGBT za rządów PiS. „Nic nie zostało unieważnione” – podkreślił były prezydent, dodając, że opozycja nadal walczy o wszystkie te prawa.
Jednak, jak zauważył, Polska potrzebuje powagi w Unii Europejskiej, podobnie jak tych funduszy. „Gdybyśmy nie ratyfikowali Funduszu Odbudowy, Polska ostatecznie straciłaby jakąkolwiek wiarygodność w UE, której jesteśmy członkiem” – uznał Kwaśniewski. „Decyzja (Lewicy) była być może ryzykowna i kosztowna, ale była słuszna” – wskazał.

Mówił też o tym, iż jego zdaniem na obecnym etapie zmiana rządu wydaje się nierealna. „Zjednoczona Prawica, to wiemy choćby po ostatnich ich spotkaniach, dysponuje większością. I tak długo jak tę większością będzie miała, tak długo jak Jarosław Gowin nie zmieni ostatecznie zdania i nie postanowi uwolnić się od Jarosława Kaczyńskiego, mamy sytuację, gdzie zmiana rządu na obecną etapie jest, czy wydaje się nierealna. Natomiast Fundusz Odbudowy jest realny, jest konkretny, oznacza sumy, które będą wydawane i o tym mówimy” – wyjaśnił swoje stanowisko Kwaśniewski.

Większość Polaków chce funduszu odbudowy

Sondaż IBRiS przeprowadzony na zamówienie „Rzeczypospolitej” nie pozostawia wątpliwości w tej sprawie.

Prawie 2/3, bo 66,3 proc. badanych uważa, iż opozycja powinna poprzeć rządowy projekt Funduszu Odbudowy, by tym samym otworzyć drogę do ratyfikowania decyzji o zasobach własnych Unii Europejskiej. Innymi słowy – ponad 60 proc. Polek i Polaków po prostu chce, by do naszego kraju popłynęły fundusze na odrobienie strat, które przyniosła pandemia i wymuszone obostrzenia. Czy wśród tych osób są takie, które mają wątpliwości do do dobrych intencji Prawa i Sprawiedliwości? O to nie pytano, a nawet jeśli – najwyraźniej przekonanie, że Polska potrzebuje zastrzyku gotówki, wydaje się istotniejsze.

Jedynie 2,7 proc. ankietowanych chciałoby, żeby ich reprezentanci w Sejmie odrzucili projekt ustawy w sprawie Funduszu Odbudowy. 20,5 proc. stwierdziło, że opozycja powinna wstrzymać się od głosu. Rozkład głosów w sondażu pokazuje, kto z partii opozycyjnych zadziałał zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa, a kto woli toczyć gry polityczne dla samego toczenia.

Doktrynerzy versus Lewica

Jezukryste, jak to dobrze, że w tych wyjątkowych okolicznościach, horyzont mojego myślenia jest szerszy niż ten wyznaczany przez fejsbuk i mejnstrimowe media. 27 kwietnia Lewica ogłosiła, że zagłosuje za Krajowym Programem Odbudowy i od tego dnia, stała się dla opozycji i części kolacji wrogiem numer jeden. Ale to akurat nie kłopot, bo mieć za przeciwnika PSL i Platformę, to w Polsce żadne wyczyn. Myśleć po swojemu wbrew ogółowi, to jest sztuka!

Ten polityk i ta polityczka jest prawdziwie wart/a uznania, który/a wyprzedza w myśleniu swój czas. Który/a potrafi dumać na kilka lat wprzód; antycypować konsekwencje swoich kroków i wyborów. Przede wszystkim jednak, ten/ta jest coś wart/a, który/a na sercu i umyśle ma dobro swoich wyborców. Mało tego, nie tyle swoich, co wszystkich wyborców i rodaków, innemi słowy – pomyślność ojczyzny. I choćby nie wiem jak górnolotnie to zabrzmiało, to niechaj właśnie tak będzie; niech echo tego „frazesu” wybrzmiewa jak najdłużej, bo być może dopiero dzięki niemu, lud, uczony przez prawie dwie dekady rozumienia polityki jako walki czarnych z białymi, coś wreszcie pojmie. A do pojęcie jest prawda, tyleż banalna, co do cna prawdziwa: dobro Polski jest najważniejsze; Polska jest najważniejsza. I jeśli można owo dobro osiągnąć paktując z samym diabłem, to trzeba schować różaniec do kieszeni i siadać do rozmów.
Lewica właśnie tak postąpiła. Usiadła do stołu z pisowskim biesem.

Paktowanie z czartem bywa ryzykowne, ale, jak uczą mądre lektury z dzieciństwa, czasami udaje się czarta przechytrzyć i wyjść na swoje. W tym wypadku Lewica, jako pierwsze, od niepamiętnych czasów, ugrupowanie opozycyjne, pokazała swoim niedawnym postępowaniem, że nie ma zgody na politykę, w której to Jarosław Kaczyński jest tym najgorszym z klasy (choć oczywiście jest), tylko dlatego, że jest mały i brzydki. Czasami bowiem, nawet takie indywiduum miewa sensowne pomysły i nie można ich utrącać tylko dlatego, że wyszły od niego, a nie od KO czy PSL-u. Jeśli na widnokręgu pisowskiej myśli politycznej pojawia się pomysł, który jest odpowiedzią na europejski program pomocy dla ludzi dotkniętych stratami po covidzie, odpowiedzialny polityk siada do stołu i negocjuje. Wie bowiem, że jest parę groszy do zgarnięcia dla Polski. Owszem, trzeba dołożyć trochę od siebie, ale skoro większość państw UE godzi się na mechanizm samopomocowy, dzięki któremu możemy dużo więcej zyskać niż stracić, nierozsądnym byłoby nie skorzystać z tej pomocy. Choćby miał ją dzielić sam PiS. Bo nie tylko sam PiS będzie konsumował owoce tego finansowego strumienia, który zasili naszą umęczoną krwią i blizną glebę. Jak dobrze to przemyślimy, popatrzymy ludziom na ręce, to jest szansa, że pomoc trafi do najbardziej potrzebujących. Złośliwi powiedzą, że to życzeniowe myślenie; że PiS przeżre to po swojemu-na pijar i własnych pociotków; osrajtków uwieszonych przy cycu, a jeśli tak, to nie ma sensu im w tym pomagać.

Lepiej się sprzeciwić dla zasady, która brzmi: jesteśmy antypisem, cokolwiek PiS proponuje. Doskonale wiedział to D. Tusk w trakcie swojej drugiej kadencji. Eksperci od polityki ostrzegali, że nie można być ciągle anty do PiS-u, bo prosty lud się w tym połapie. Nic bardziej mylnego. Antypis sprawdzał się cały czas. Antypis był horyzontem myślenia wszystkich szefów PO i PSL-u od czasów Tuska, po dziś dzień. Jeśli zgodzimy się w najmniejszej choćby sprawie z PiS-em, to nasi wyborcy nam tego nie darują, mówiła doktryna. Takoż więc doktrynerzy nie wychodzili poza ramy stworzone przez demiurga; trwali w antypisie; antypis o muerte!
Ktoś musiał zrobić pierwszy krok; trudny, bo zrazu wiadomo było, że cała opozycja doktrynerska tego nie podaruje, albowiem jest zapisane w księgach: kto paktuje z PiS-em w byle czym, ten wypada z naszej bandy. Bardzo jestem rad, że Lewica odważyła się powiedzieć mocno, że nasz sztandar ciągle płynie ponad trony i ponad chore układy, w którym polityka i politycy rozumują nie dalej, niż do sejmowego parkanu. Że jeśli możemy coś zyskać dla Polaków, to mogą nas lżyć i plwać na nas, ale to historia pokaże, kto miał rację. I to znowu nie nazbyt odległa historia; za kilka lat będzie można powiedzieć sprawdzam. Tak jak w sejmowym ślubowaniu, gdzie stoi o tym, że dobro Ojczyzny ma być najwyższym nakazem. Czy z pomocą boską czy bez niej. Dobro Ojczyzny, a nie własnej partii. Tą bowiem bardzo łatwo zmienić albo przegonić na cztery wiatry, a z Ojczyzną bywa już trudniej. Chcemy tego czy nie, musimy się wszyscy wspólnie w niej dusić i kisnąć. Wolałbym więc żyć w niej z moim współbiesiadnikami, z prawa, lewa i centrum, we względnym dobrobycie i pokoju, niż przymierać głodem i żyć nadzieją o wojnie z Rosją. A gdy ten z prawa zaprosi mnie na wódkę, to móc z zaproszenia skorzystać, bo nawet prawicowiec czasem może mieć dobre pomysły.

Historyczna odwaga

Wielkim sukcesem Lewicy w sprawie Funduszu Odbudowy nie są wcale jakieś konkretne kwestie ugrane w rozmowach z PiS-em. Najbardziej liczy się to, że bodaj pierwszy raz po 1989 roku lewica wreszcie zdecydowała się działać po swojemu i wbrew woli Wyborczej oraz liberalnych środowisk.

Wypada bowiem powiedzieć uczciwie – w „szóstce” Lewicy nie ma postulatów przełomowych. W takich sytuacjach, jak moment, gdy rząd desperacko potrzebuje głosów, walczy się o poważne rzeczy, a nie o dotacje dla firm i zero dla pracowników. Czyli o coś, co znamy już bardzo dobrze.
Lewica powinna warunkować swe wsparcie podniesieniem nakładów na zdrowie do przynajmniej 8 proc. PKB, żeby tym samym zatrzymać rzeź ludzi chorych w Polsce i pozbawionych opieki. A tak można powiedzieć, że merytorycznie zwycięstwo jest prawie żadne. PiS te wszystkie rzeczy i tak będzie mógł przeinaczyć po swojemu, bo nie są odpowiednio doprecyzowane.

A jednak piszę – negocjacje i ich wynik to historyczna odwaga. Przez bardzo długie lata i wręcz dekady, to ciągłe podlizywanie się Michnikowi i spółce
było jedynym pomysłem lewicowego kierownictwa na robienie polityki, aż oczywiście okazało się, że GW jednak woli Tuska, a nie Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego.

Teraz trzeba pójść krok dalej. Odciąć się od liberalizmu ekonomicznego na dobre, zerwać z kopiowaniem liberalnej polityki zagranicznej i proszeniem się o amerykańskie bazy, a także wrócić do samych podstaw, czyli do
krytyki systemu kapitalistycznego.

KO dobrze wie, że politycznie bliżej jej do Konfederacji niż do Lewicy… Ale jej elektorat wciąż jeszcze nie wie, że głosuje na korwinizm w wersji light, zasługuje też na lepszą ofertę i to są całe procenty wyborców do odbicia pseudoliberałom.

Po odrzuceniu kandydatury Piotra Ikonowicza jest przecież oczywiste, że KO z lewicą nie chce mieć nic wspólnego i walczy z nią na śmierć i życie.
Polscy liberałowie prędzej umrą niż zejdą na ziemię z neoliberalnego piekła.

Lewica ma z nimi wspólnego mniej więcej tyle samo, co z PiS-em. Zresztą nie kto inny, jak poseł Nitras zapowiadał przecież wprost, że KO zrobi rząd z Konfederacją, która wtedy zajmie się Lewicą.

Dużo mówi się o pożeraniu przystawek przez PiS, ale dokładnie to samo od lat robi PO, która nie ma politycznej przyszłości jeśli poza nią wyrośnie inna alternatywa dla PiS-u. Bo jest to partia żadna, przestarzała gospodarczo i wcale ideowa. Ich walka o „jednoczenie się w wojnie z rządem”, to tylko zasłona dymna na próby upupienia wszystkich politycznych alternatyw.

Ostrzegam

Według Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nowelizacja ustawy o KRS, która umożliwiała sędziom odwoływanie się od decyzji Rady co do wyboru członków Sądu Najwyższego może naruszać prawo UE. Także kolejne nowelizacje ustawy o Krajowej Radzie Sądowniczej, które doprowadziły do zniesienia skutecznej kontroli sądowej rozstrzygnięć Rady o przedstawieniu prezydentowi RP wniosków o powołaniu kandydatów na sędziów SN, też mogą naruszać prawo unijne.

PIS ustami ministra sprawiedliwości i jego urzędników (nota bene autorów „reformy” wymiaru sprawiedliwości) twierdzi, że TSUE wyszedł tym orzeczeniem poza ramy traktatowe, zatem respektowane ono nie będzie. Również pani prezes Przyłębska oznajmiła, że wyrok TSUE narusza polski ład konstytucyjny. To oznacza, że w Polsce nadal będziemy mieli do czynienia z patem prawnym…

Wyjaśnię więc po raz kolejny: zasadniczy problem polega na tym, że to Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, a nie odwrotnie! To Polska ratyfikowała i przyjęła akty wspólnotowe i jako członek UE jest zobowiązana do przestrzegania prawa stanowionego przez Unię. Dodam, że od roku 2004 roku, od chwili wstąpienia do Unii, my to prawo współtworzymy! Również traktat o funkcjonowaniu UE był współtworzony przez Polskę wraz z innymi państwami członkowskimi. Zatem to my mamy przestrzegać orzeczeń, prawa i wyroków trybunałów europejskich, a nie trybunały europejskie mają akceptować orzeczenie polskich instancji sądowniczych i uwzględniać zmiany w prawodawstwie wprowadzane w wyniku potrzeb politycznych przez ministra sprawiedliwości. To polskie prawodawstwo musi być w zgodzie z orzeczeniami TSUE.

Tak, pamiętam – zwolennicy „dobrej zmiany” w tym miejscu zwykle przywołują przykład Niemiec, gdzie Sąd Konstytucyjny nie przyjął orzeczenia w sprawie sporu pieniężnego, uznając rozstrzygnięcie TSUE za niezgodne z niemiecką konstytucją. Mówi się: proszę, Niemcom wolno, Polsce nie wolno!

Otóż jest tu zasadnicza różnica. Przedmiotem sporu w polskim przypadku nie jest, jak w Niemczech, metoda jednostkowego rozliczenia finansowego w konkretnej sprawie, ale niezależność systemu polskiego sądownictwa od władzy politycznej. Jeśli ta niezależność jest kwestionowana – a jest (!), to jest powód do poważnego zastanowienia się i odpowiedniej reakcji, a nie do bezdyskusyjnego odrzucenia wyroku niezgodnego z oczekiwaniami polityków. Poza tym takie wybieranie sobie poszczególnych przypadków: ten nam się podoba, to go akceptujemy, a ten się nie podoba, więc nie będziemy na niego zwracać uwagi, do niczego nie prowadzi. Stoimy bowiem wobec problemu zasadniczego, wobec zmiany ustrojowej – kwestionowania fundamentu każdego demokratycznego państwa, jakim jest rozdział władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej. W polskim przypadku mamy zatem do czynienia ze sporem ustrojowym!
Sposób powołania KRS i Izby Dyscyplinarnej oznaczał bowiem złamanie i odrzucenie niezależności polskiego wymiaru sprawiedliwości. I o tym rozmawiamy.

To rzecz jasna będzie powodować nie tylko chaos prawny (już zresztą powoduje), ale może też być niebezpieczne dla naszych fundamentalnych interesów w UE. Mówimy o pozycji Polski we wspólnocie, a także – co dzieje się właśnie na naszych oczach – o dostępie do unijnych pieniędzy niezbędnych jak powietrze do odbudowy kraju po pandemii. Właśnie decydują się losy Funduszu Odbudowy! Rząd przedstawił plany w zakresie zagospodarowania tych pieniędzy, przeznaczył konkretne sumy na konkretne cele, ale jeśli się okaże, że Polska nie będzie uznana przez europejską rodzinę za kraj praworządny, to możemy liczyć się z tym, że środki przeznaczone dla Polski będą zagrożone. Mogą być przyznane, a mimo to niewypłacone, właśnie ze względu na nieprzestrzeganie zasady praworządności.

Chcę to powiedzieć jasno: jest ze strony rządu wola walki z Unią Europejską i upieranie się przy swoim zamiast znajdowania rozwiązań. Możemy się znaleźć na pozycji przegranej. Ostrzegam.

Z Funduszem pod górę

Na początku wszyscy mieli nadzieję, że ratyfikacja Funduszu Odbudowy przejdzie przez parlamenty krajów członkowskich szybko i już na wiosnę KE podzieli pierwszą ratę – 13 proc. udziału każdego z państw w przydzielonych środkach.

Premier Portugalii pełniący od stycznia obowiązki szefa prezydencji europejskiej – António Luís Santos da Costa, wezwał kraje członkowskie do szybkiego uporania się z tym zadaniem, gdyż traktaty europejskie nie przewidują zaciągnięcia wspólnego długu i dlatego formalna ratyfikacja jest niezbędna.

Niby wszystko jest jasne, wynegocjowane i uzgodnione na letnim i grudniowym szczycie szefów rządów, a mimo to nad Funduszem Odbudowy zbierają się ciemne chmury. Dość powiedzieć, że do tej pory (a luty zaraz się kończy) w kilku tylko krajach pokonano już parlamentarne procedury i Fundusz ratyfikowano.

Niestety, gdy chodzi o pieniądze zawsze zaczynają się schody. Nie inaczej jest nawet teraz, w gnębionej od roku przez pandemię i ponoszącej ogromne straty gospodarcze Europie.

Blokadą ratyfikacji grożą Estonia, Litwa i Łotwa, które domagają się dofinansowania przez UE Rail Baltica – nowoczesnego połączenia kolejowego państw bałtyckich z Europą Zachodnią – od Helsinek do Warszawy.

Ma to kosztować 6 mld. euro, ale 85 proc. ma pokryć UE w ramach instrumentu finansowego „Łącząc Europę” (CEF), który obejmuje m.in. kwestie rozwoju transportu. Uruchomienie połączenia przewidziane jest na 2026 rok. Tymczasem w Parlamencie Europejskim entuzjazmu dla tego przedsięwzięcia nie ma. Moim zdaniem niesłusznie, bo to projekt potrzebny, który odegra ważną rolę zintegrowania krajów bałtyckich z resztą Unii. Zainteresowani powołują się na osiągnięte na lipcowym szczycie przywódców państw unijnych porozumienie, które jednak w nowej perspektywie finansowej na lata 2021-2027 nie znajduję odzwierciedlenia. Stąd ich groźba zablokowania całego Funduszu Odbudowy, która ma wymusić ostateczną zgodę na finansowanie Rail Baltici.

Ze swojego szantażu – jednak jakże odmiennej natury – nie rezygnują Węgry, które jak wiadomo nie życzą sobie, by wypłaty z Funduszu Odbudowy uzależnione były od praworządności. Co prawda owa praworządność dotyczy wszystkich krajów unijnych na tych samych zasadach i wedle tych samych kryteriów, ale Orban jest zdecydowanie jej przeciwny. Jego krytycy podnoszą, że zasada pieniądze za praworządność ma być tamą m.in. przed marnotrawstwem unijnych pieniędzy, a to zjawisko jest na Węgrzech szczególnie widoczne. Mówi się wprost o największej wśród krajów Unii korupcji, która jest stałym elementem węgierskiego krajobrazu gospodarczego.

No, a jak gdzieś jest jakieś „weto”, to oczywiście tam nie może zabraknąć rządu PiS. Tu rej wodzi „Solidarna Polska” Zbigniewa Ziobry, partia mała, ale poprzez współtworzenie rządzącej Zjednoczonej Prawicy, ważna. Przy okazji ratyfikacji Funduszu Odbudowy chce być jeszcze ważniejsza. Jej lider od początku więc atakuje premiera Morawickiego – wpierw za – jego zdaniem – nieudolne i nie dość dbałe o polskie interesy negocjacje, które prowadził w sprawie budżetu na lata 2021-2027, a teraz za to, że – mówiąc najkrócej – wystawia na szwank polskie świętości: niepodległości i suwerenność. Chodzi zarówno o mechanizm pieniądze za praworządność, jak i o zgodę na wspólny europejski dług, co rzeczywiście jest posunięciem w stronę dalszej integracji Unii. Moim zdaniem akurat dla nas jest to jak najhardziej korzystne i powinniśmy działać w tym kierunku. Im bardziej będziemy z Unią zintegrowani, tym będziemy silniejsi i bardziej suwerenni. Dla „Solidarnej Polski” pachnie to jednak popadnięciem w brukselską niewolę. Podczas ostatniego posiedzenia rządu dodali do tych argumentów jeszcze opłacalność. Otóż pan Ziobro z kolegami, zadając pytania o szczegółowe wyliczenia zysków i strat, które Fundusz Odbudowy na nas sprowadzi, w gruncie rzeczy podważają jego ekonomiczny sens, a przez to kompetencje premiera i ustalenia, które podjął w imieniu Polski na unijnych szczytach. Ośmieszając go przy okazji, bo przecież pamiętamy, jak premier ogłaszał swój wielki sukces negocjacyjny. Moim zdaniem w tym akurat wypadku miał rację, gdyż nigdy wcześniej tak dużo pieniędzy jak w budżecie 2021-2027, Polska nie otrzymała.

Tak najogólniej można opisać paliwo polityczne, dzięki któremu „SP” chce wzbić się ku większemu znaczeniu. Że jest to wbrew żywotnym interesom kraju, że wszelkie próby wstrzymywania europejskiego finansowania odbudowy po koronawirusie są działaniem na szkodę Polski, to jest dla mnie oczywiste. Jednak działaczom „SP” pomiarkowanie w demagogii, czy wstyd przed wypowiadaniem jawnych bzdur są obce. Przeciwnie – zasypują nas sloganami o patriotyzmie i obronie suwerenności.

W rezultacie na ostatnim posiedzeniu rządu do wspólnego stanowiska nie doszło, bo „Solidarna Polska” sparaliżowała decyzję o przesłaniu dokumentów ratyfikacyjnych do Sejmu. Będą trwały wyliczenia, czas będzie upływał, bo mimo, że cała Europa mówi, że Fundusz Odbudowy, to świetny i korzystny dla wszystkich pomysł, to politycy od pana Ziobry uważają inaczej. Premier, który słabnie w oczach, nie mogąc sobie pozwolić na uderzenie pięścią w stół, tłumaczy niemrawo, że nic się nie stało, bo każdy ma prawo do swojego zdania, i że będą trwały dalsze uzgodnienia „na płaszczyźnie merytorycznej i politycznej”. Słucha się tego z zażenowaniem, a czas leci. Polska prawica zamiast żwawo popychać europejski pociąg w stronę porozumienia, a więc odbudowy i przebudowy Unii na wielką skalę, w której Polska będzie ważnym i liczącym się graczem, uparcie stara się odłączyć nasz wagon od głównego składu i przetoczyć na jakąś zarośniętą chaszczami stacyjkę na krańcach Europy.