Fiesta Legii odłożona

W 33. kolejce zespół Legii Warszawa mógł przyklepać już tytuł mistrza Polski, ale warunkiem było pokonanie wicelidera tabeli Piasta Gliwice. „Wojskowi” jednak tylko zremisowali na własnym stadionie 1:1, chociaż od 55. minuty grali z przewagą jednego zawodnika. Zatem na koronację legioniści będą musieli jeszcze poczekać.

Piast fatalnie zaczął fazę play off i do Warszawy przyjechał trochę zdołowany po dwóch porażkach z rzędu, z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk, natomiast stołeczny zespół miał za sobą wygraną ze Śląskiem u siebie i wyjazdowy remis w Białymstoku z Jagiellonią. Gliwiczanie już pogodzili sie z myślą, że nie obronią mistrzowskiego tytułu, bo Legię w tym sezonie zwycięstwa w rozgrywkach może pozbawić już tylko jakiś kataklizm. Ale ekipa trenera Waldemara Fornalika wciąż ma szansę na wywalczenie miejsca na podium, co jest równoznaczne z występem w kwalifikacjach do Ligi Europy. Po fazie zasadniczej gracze Piasta byli już tego niemal pewni, lecz przez te dwie porażki roztrwonili solidną przewagę punktową nad zespołami Lecha i Śląska Wrocław, więc chcąc nie chcąc musieli podjąć na Łazienkowskiej walkę.
Do przerwy potyczka dwóch czołowych ekip ekstraklasy mocno swoją jakością zawiodła oczekiwania sześciu tysięcy przybyłych na stadion widzów. Gra toczyła się przeważnie w środku pola, a bramkarze obu drużyn nie mieli niewiele okazji do wykazania się. Po zmianie stron przez pierwsze 10 minut przebieg gry wyglądał podobnie i pewnie tak byłoby już do końca, gdyby nie obrońca Piasta Bartosz Rymaniak, który w 53. i 55. minucie zarobił żółte kartki, co jak wiadomo skutkuje wyrzuceniem z boiska. Sędziujący mecz Szymon Marciniak szybko jednak wyrównał szanse, bo w 59. minucie za raczej przypadkowy faul Pawła Wszołka na Sebastianie Milewskim bez żadnego zawahania i konsultacji z VAR-em podyktował „jedenastkę” dla zespołu gości, którą na bramkę zamienił niezawodny Hiszpan Jorge Felix.
Trener Legii Aleksandar Vuković po meczu cierpko skomentował taka postawę arbitra: „Jeden niepotrzebny błąd dał sędziemu pretekst, a ten akurat sędzia dużo nie potrzebuje, żeby zagwizdać karnego przeciwko Legii”.
Legioniści mimo przewagi jednego gracza potrzebowali aż kwadransa żeby doprowadzić do wyrównania. W 84. minucie gola na 1:1 strzelił wprowadzony w 73. minucie 18-letni Maciej Rosołek i mecz zakończył się podziałem punktów, co oznacza, że Legia na koronację będzie musiała poczekać. Być może nastąpi to 4 lipca, bo tego dnia warszawianie zagrają w Poznaniu z ekipą „Kolejorza” (niedzielny mecz Lecha ze Śląskiem we Wrocławiu zakończył się po zamknięciu wydania, a te dwa zespoły, plus Piast, jeszcze mają matematyczne szanse na przegonienie Legii). Stołeczny zespół ma jednak poważny kłopot, bo kadrę zespołu mocno przetrzebiła plaga kontuzji.
W grupie spadkowej z walki o utrzymanie odpadły już trzy zespoły. ŁKS Łódź w poprzedniej kolejce stracił ostatnie szanse na wybronienie się przed degradacją, a swoja słabość w 33. kolejce potwierdził przegrywając na wyjeździe z Wisłą Płock 0:2. Zmiana trenera nic łodzianom nie pomogła, bowiem pod wodzą Wojciecha Stawowego w siedmiu spotkaniach wywalczyli tylko jeden punkt. Do spadku z ekstraklasy w tej kolejce po wyjazdowej porażce 1:2 z Zagłębiem Lubin przybliżyła się też Korona Kielce, niewiele też lepiej wygląda sytuacja Arki Gdynia, która przegrała z Rakowem Częstochowa 2:3. Tym zwycięstwem częstochowianie za jednym zamachem zapewnili sobie oraz ekipie Górnika Zabrze utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, co chyba trochę zdemobilizowało zabrzański zespół, bo na swoim boisku przegrał on z Wisłą Kraków 0:1. Wygrywając w Zabrzu ekipa „Białej Gwiazdy” powiększyła swoją przewagę nad 14. Arką do ośmiu punktów, zaś nad 15. Koroną do 11, straciła jednak na jaki czas swojego lidera Jakuba Błaszczykowskiego, który musiał opuścić boisko jeszcze przed przerwą z powodu kontuzji.
Wisła ma jeszcze taki handicap, że drużyny Arki i Korony będzie gościć na swoim stadionie, zatem wygląda na to, w Gdyni i Kielcach kibice w przyszłym sezonie będą chodzić na mecze pierwszoligowe. A ŁKS w tej lidze zagra być może w derbach z Widzewem.

Wyniki 31. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 31. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 2:0

Gole: Walerian Gwilia (35, 53). Żółte kartki: Wszołek, Vesović, Stolarski – Żivulić, Mączyński, Gąska. Czerwona kartka: Żivulić (75., za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 5220.
Piast Gliwice – Lech Poznań 0:2
Gole: Jakub Moder (66), Pedro Tiba (90).
Żółte kartki: Korun, Hateley – Rogne, Moder, Van der Hart, Butko, Puchacz. Czerwona kartka: Rogne (48., za drugą żółtą). Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 1193.
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Kenny Saief (27). Żółte kartki: Dąbrowski, Listkowski, Drygas – Saief, Zwoliński, Nalepa. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 994.
Cracovia – Jagiellonia Białystok 1:2
Gole: Damian Węglarz (76 samobójcza) – Ivan Runje (23), Bartosz Bida (73). Żółte kartki: Rapa, Dimun, Rafael Lopes – Puljić, Tiru. Sędziował: Szymon Marciniak. Widzów: 3185.
Grupa spadkowa:
Górnik Zabrze – Korona Kielce 3:2

Gole: Giorgos Giakoumakis (18), Ognjen Gnjatić (86 samobójcza), Igor Angulo (90) – Petteri Forsell (59), Grzegorz Szymusik (79).
Żółte kartki: Krawczyk, Prochazka – Tzimopoulos, Gnjatić, Radin, Żubrowski. Czerwone kartki: Manneh (57., Górnik,) – Cebula (57., Korona). Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 4173.
Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź 1:0
Gole: Damjan Bohar (45). Żółte kartki: Balić, Baszkirow, Żivec, Guldan – Corral, Wróbel, Srnić. Czerwona kartka: Wróbel (39., za drugą żółtą). Sędziował: Jarosław Przybył. Widzów: 857
Wisła Płock – Arka Gdynia 0:0
żółte kartki: Garcia, Szwoch – Kopczyński, Zbozień, Wawszczyk. Sędziował: Mariusz Złotek. Widzów: 699.
Raków Częstochowa – Wisła Kraków 3:1
Gole: Kamil Kościelny (20), David Tijanić (55), Igor Sapała (78) – Aleksander Buksa (72). Żółte kartki: Kun, Oziębała – Kuveljić. Czerwona kartka: Kuveljić (41., za drugą żółtą). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów: 76

Grupa mistrzowska

  1. Legia 31 63 65:30
  2. Piast 31 53 36:28
  3. Lech 31 52 57:29
  4. Śląsk 31 49 42:35
  5. Jagiellonia 31 47 43:40
  6. Cracovia 31 46 40:31
  7. Lechia 31 46 41:42
  8. Pogoń 31 45 29:32
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 31 44 42:40
  10. Raków 31 44 41:44
  11. Zagłębie 31 41 50:46
  12. Wisła P. 31 39 37:50
  13. Wisła K. 31 35 38:50
  14. Korona 31 30 23:40
  15. Arka 31 30 28:47
  16. ŁKS Łódź 31 21 26:54

Nerwy w grupie spadkowej

Pierwsza kolejka gier w fazie play off potwierdziła układ sił w grupie spadkowej ustalony w zasadniczej części sezonu. Górnik Zabrze i Raków Częstochowa umocniły się na czele stawki, ŁKS Łódź stracił de facto szanse na utrzymanie, zaś Korona Kielce i Arka Gdynia są już tego bardzo bliskie.

Twierdzenie, że w grupie spadkowej rywalizacja już się rozstrzygnęła, w przypadku ŁKS Łódź jest uprawnione, bowiem łodzianie tracą w tej chwili do zajmującej pierwszą bezpieczną lokatę Wisły Kraków aż 14 punktów, a do zdobycia pozostało jeszcze tylko 18 punktów w sześciu kolejkach. Co prawda obecny trener ŁKS Wojciech Stawowy ma swoim trenerskim dorobku kilka „piłkarskich cudów” dokonanych na początku XXI wieku, gdy był szkoleniowcem Cracovii, ale chyba limit nadprzyrodzonych mocy dawno się u niego wyczerpał, bo po odejściu z krakowskiego klubu nie zanotował w trenerskiej karierze żadnych znaczących osiągnięć. Nie bardzo wiadomo na co liczyli włodarze ŁKS-u zwalniając Kazimierza Moskala i zatrudniając w jego miejsce Stawowego. Musi za tym stać jakiś długofalowy plan, bo jeszcze przed zawieszeniem ligowych rozgrywek było oczywiste, że ŁKS jest pewniakiem do spadku.
Drugim pewniakiem do zawieszenia rozgrywek była Korona Kielce, ale 6 marca władze klubu zdymisjonowały trener Mirosława Smyłę i zatrudniły w jego miejsce Macieja Bartoszka. Pod jego wodzą kielecki zespół dość radykalnie zmienił swój przaśny styl gry, zaczął grać z większą odwagą i wreszcie strzelać gole, co wcześniej było jego najsłabszą stroną. Po restarcie rozgrywek Korona wygrała w Płocku z Wisłą 4:1 i zremisowała w Lubinie z Zagłębiem 1:1, ale u siebie przegrała z Piastem Gliwice (1:2) i Lechem Poznań (0:3). Cztery zdobyte punkty to było za mało, żeby wyrwać się ze strefy spadkowej. Dlatego trener Bartoszek tak mocno przeżył porażkę w Zabrzu. Kielczanie jeszcze w 86. minucie prowadzili tam 2:1, a gospodarze zwycięską bramkę zdobyli w 95. minucie spotkania. „Tego meczu nie mieliśmy prawa przegrać, dlatego w szatni padło wiele mocnych słów, ale nie można inaczej jak się przegrywa tak głupio w końcowych sekundach” – przyznał trener Korony. Bartoszek zapewnia rzecz jasna, że wciąż wierzy w swój zespół i liczy na obronienie się przed spadkiem, lecz fakty są brutalne. Porażka z Górnikiem tylko potwierdziła, że kielczanie w tej chwili są w stanie walczyć o punkty jedynie z najsłabszymi zespołami. Podobnie rzecz się ma z Arką Gdynia, zatem wygląda na to, że w strefie spadkowej arbitrami w rozgrywce o utrzymanie będą już praktycznie spokojne o ligowy byt ekipy Górnika, Rakowa i Zagłębia. Bliska tego jest także Wisła Płock, ale „Nafciarze” muszą się pilnować, bo nad imienniczką z Krakowa mają tylko cztery punkty przewagi.
Po pierwszej kolejce fazy play off wygląda więc na to, że jedynym zespołem, który mogą jeszcze dopaść Korona i Arka, jest właśnie ekipa „Białej Gwiazdy”, która po restarcie jak na razie gra słabo. W wyjazdowym starciu z Rakowem wiślacy nie mieli wiele do powiedzenia i przegrali 1:3. Na stadionie w Bełchatowie, na którym gościnnie gra zespół z Częstochowy, nie było problemów z kibicami, bo była ich garstka, ale już na stadionie w Zabrzu, na który przybyło ponad 4,5 tysiąca widzów, pojawiły się problemy z utrzymaniem dystansu społecznego i przestrzeganiem rygorów sanitarnych. Polska jako pierwsza otworzyła stadiony dla kibiców, ale niewykluczona, że po wyborach rząd ponownie zamknie trybuny dla publiczności.

W pogoni za Legią

W minioną niedzielę zakończyła się faza zasadnicza sezonu naszej piłkarskiej ekstraklasy. Ostateczny podział na grupę mistrzowską i spadkową ukonstytuował się już w przedostatniej kolejce, więc w ostatniej walczono jedynie o kolejne punkty i jak najlepszą pozycję wyjściową przed fazą play off.

Niespodzianką był pierwsza po restarcie rozgrywek porażka Legii, która przegrała w Zabrzu z Górnikiem 0:2, ale stołeczny zespół nadal jest najpoważniejszym kandydatem do zdobycia mistrzowskiego tytułu. Największym wydarzeniem 31. kolejki będzie powrót kibiców na trybuny. Porażka legionistów w Zabrzu trzeba jednak uznać za typowy „wypadek przy pracy”. Lider rozgrywek miał przez cały mecz wyraźną przewagę i dominował nad rywalami w każdym aspekcie gry, z wyjątkiem skuteczności.
Trener Górnika Marcin Brosz tym razem nie zamierzał szpanować jak w rundzie jesiennej, kiedy to na Łazienkowskiej nakazał swoim piłkarzom otwartą grę i zapłacił za odwagę klęską 1:5. Na swoim boisku ustawił zespół na zmasowaną obronę oraz ataki z kontry i ta taktyka przyniosła mu powodzenie, bo wygrał 2:0 i dzięki trzem zdobytym punktom Górnik wspiął się na szczyt grupy spadkowej. Teraz pewnie rywale „Wojskowych” w fazie play off będą grali podobnie jak zabrzanie.
Kibice wracają na trybuny
Przekonamy sie o tym już w najbliższą niedzielę, bo tego dnia stołeczny zespół podejmie na Łazienkowskiej trzeci obecnie zespół ekstraklasy, czyli Śląsk Wrocław. Tak wysokie miejsce w tabeli to w znacznej mierze zasługa czeskiego trenera Vitezslava Laviczki. 57-letni szkoleniowiec objął drużynę w styczniu 2019 roku z zadaniem utrzymania jej w lidze. Dokonał tego, chociaż Śląsk zakończył sezon tuż nad strefą spadkową, lecz w kolejnych miesiącach radykalnie odmienił styl gry tego zespołu i teraz może z nim nawet wywalczyć prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.
Szefowie wrocławskiego klubu przedłużyli więc kontrakt z Laviczką do końca czerwca 2022 roku, co może znacząco wpłynąć na motywację piłkarzy. Z Legią Śląsk w tym sezonie zremisował w Warszawie 0:0, a w rundzie rewanżowej przegrał u siebie 0:3, lecz miało to miejsce w grudniu ubiegłego roku, w 19. kolejce. Teraz legionistom tak łatwo pewnie nie pójdzie, ale na stratę punktów pozwolić już sobie nie mogą, bo drugi w tabeli Piast zmniejszył dystans do siedmiu punktów. To wciąż kolosalna różnica, lecz już nie dająca takiego psychicznego komfortu jaki dawała przewaga dziesięciu „oczek”.
W najbliższy weekend na stadiony ekstraklasy wrócą kibice, jednak w limitowanej liczbie – będą mogli wypełnić jedynie 25 procent pojemności trybun. W przypadku Legii będzie to około ośmiu tysięcy widzów, co już zapewni piłkarzom stołecznego zespołu wystarczająco głośny doping. Ale już na stadionie w Zabrzu PZPN ograniczył nawet dozwolone 25 procent, co pozwalało na obecność sześciu tysięcy kibiców. Na piątkowe spotkanie z Koroną będzie mogło wejść maksymalnie 4600 widzów, bo jak sie okazało, na wciąż budowanym zabrzańskim stadionie krzyżują się przejścia między wyznaczonymi strefami. Poza tym nie wiadomo czy w ogóle na stadion Górnika będą mogli wejść kibice, bo Śląsk jest przecież regionem w którym ostatnio notuje najwięcej przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Decyzja w tej sprawie należy do wojewody.
Terminarz fazy play off
W 31. kolejce frekwencja będzie i tak mizerna, bo oprócz stadionu Legii, pozostałe obiekty są albo znacznie mniejsze, albo w budowie (Zabrze, Szczecin). Fani futbolu są jednak tak spragnieni oglądania meczów na żywo, że pewnie wszystkie udostępnione miejsca na obiektach zostaną wykorzystane.
Obecność kibiców z pewnością uatrakcyjni telewizyjny przekaz, co jest teraz dla klubów ekstraklasy szczególnie ważne, bo w czasie pandemii nadawcy z wielu krajów kupili prawa do transmisji. Niedawno zrobiła to rosyjska stacja Match TV, która jest obok NTV jednym z ośmiu naziemnych kanałów będących własnością koncernu Gazprom Media Holding. Tym samy Rosja jest 18. krajem, w którym w tym sezonie pokazywane będą mecze polskiej piłkarskiej ekstraklasy.
Faza play off PKO Ekstraklasy rozpocznie się w piątek 19 czerwca i potrwa do niedzieli 19 lipca. Pierwsze miejsce wywalczone w zasadniczej części sezonu zapewniło Legii przywilej rozegrania czterech z siedmiu spotkań na swoim boisku. Podopieczni trenera Vukovicia zagrają u siebie, poza Śląskiem Wrocław, także z Piastem Gliwice, Cracovią i Pogonią Szczecin. Taki sam przywilej przysługuje trzem pozostałym zespołom z czołowej czwórki w grupie mistrzowskiej, czyli Piastowi, Śląskowi i Lechowi Poznań. Analogiczna sytuacja jest w grupie spadkowej. Po cztery spotkania na swoich stadionach rozegrają Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Zagłębie Lubin i Wisła Płock.

Terminarz play off

  1. kolejka (19-21 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice – Lech Poznań, Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk;
    Grupa spadkowa:
    Górnik Zabrze – Korona Kielce, Raków Częstochowa – Wisła Kraków, Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, Wisła Płock – Arka Gdynia;
  2. kolejka (23-24 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Jagiellonia – Legia, Śląsk – Cracovia, Lechia – Piast, Lech – Pogoń
    Grupa spadkowa:
    ŁKS Łódź – Górnik, Wisła Kraków – Wisła Płock, Korona – Raków, Arka – Zagłębie;
  3. kolejka (26-29 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Piast, Śląsk – Lech, Cracovia – Pogoń, Jagiellonia – Lechia;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Wisła Kraków, Wisła Płock – ŁKS, Raków – Arka, Zagłębie – Korona;
  4. kolejka (3-6 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Lech – Legia, Piast – Śląsk, Pogoń – Jagiellonia, Lechia – Cracovia;
    Grupa spadkowa:
    Wisła Płock – Górnik, Raków – Zagłębie, Korona – Arka, ŁKS – Wisła Kraków;
  5. kolejka (10-12 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Cracovia, Lech – Lechia, Piast – Jagiellonia, Śląsk – Pogoń;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Raków, Zagłębie – Wisła Płock, Wisła Kraków – Korona, Arka – ŁKS;
  6. kolejka (14-15 lipca, wtorek-środa)
    Grupa mistrzowska (środa):
    Lechia – Legia, Cracovia – Lech, Pogoń – Piast, Jagiellonia – Śląsk;
    Grupa spadkowa (wtorek):
    Arka – Górnik, Zagłębie – Wisła Kraków, ŁKS – Raków, Wisła Płock – Korona;
  7. kolejka (18-19 lipca)
    Grupa mistrzowska (niedziela):
    Legia – Pogoń, Piast – Cracovia, Śląsk – Lechia, Lech – Jagiellonia;
    Grupa spadkowa (sobota):
    Górnik – Zagłębie, Wisła Kraków – Arka, Raków – Wisła Płock, Korona – ŁKS Łódź.

48 godzin sport

Kurek pogra teraz w Chinach?
Występujący obecnie w barwach włoskiego klubu Vero Volley Monza Bartosz Kurek wedle informacji branżowego portalu siatkarskiego volleyball.it, od nowego sezonu ma występować w chińskiej ekstraklasie. Jeśli te wieści się potwierdzą, będzie to piąta liga w karierze 31-letniego atakującego reprezentacji Polski, najlepszego siatkarza mistrzostw świata w 2018 roku. Do tej pory grał w Polsce, Rosji, Turcji i Włoszech. W minionym sezonie Kurek był najskuteczniejszym graczem w zespole Vero Volley Monza. Dla 9. ekipy w tabeli Serie A w 19 meczach zdobył aż 358 punktów.

KSC Lokeren bankrutuje
Belgijski KSC Lokeren, w którym kiedyś grali m.in. Włodzimierz Lubański i Grzegorz Lato, ćwierćfinalista Pucharu UEFA z 1981 roku, jest bankrutem. W poniedziałek jego władze poinformowały, że nie znalazły inwestora w wyznaczonym terminie i nie zdołają zapobiec upadłości. Obecnie zespół Lokeren występuje w belgijskiej drugiej lidze.

Rozbili gang kiboli Górnika
Prokuratura Krajowa poinformowała, że doszło do zatrzymania 17 pseudokibiców powiązanych z grupą „Torcida”. Są oskarżeni o popełnienie 93 przestępstw, w tym handlu narkotykami, rozbojów, pobić oraz uszkodzeń ciała. Aresztowani to członkowie zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym zajmującej się obrotem środkami odurzającymi i psychotropowymi oraz przestępstwami przeciwko życiu i zdrowiu. Jak poinformowała prokuratura, w trakcie śledztwa zabezpieczono 4 kg kokainy, 170 tysięcy złotych, amunicję, siekiery, maczety, pałki teleskopowe i kominiarki.

W Czechach już trenują
Większość drużyn czeskiej ekstraklasy piłkarskiej i II ligi wznawia w poniedziałek treningi na boiskach, po trwającej ponad miesiąc przerwie spowodowanej koronawirusem. Na razie zajęcia będą odbywać się w grupach maksymalnie po ośmiu zawodników. Już od dwóch tygodni odbywają się treningi w Niemczech, na razie również w kilkuosobowych grupach.

ME 2021 przed igrzyskami?
W przyszłym roku mają się odbyć mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn. W grudniu 2019 roku Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) zdecydowała, że turniej w 2021 roku odbędzie się w czterech krajach – Polsce, Czechach, Estonii i Finlandii. Data imprezy dotąd nie została jednak jeszcze ustalona. Pierwotnie planowano, że odbędzie się na przełomie sierpnia i wrześnie, lecz po przeniesieniu igrzysk na przyszły roku rozważana jest też koncepcja zorganizowania europejskiego czempionatu jeszcze przed igrzyskami w Tokio. To ważne także dla polskich kibiców, bo, przypomnijmy, to w naszym kraju odbędzie się większość meczów mistrzostw Europy 2021 – 15 spotkań grupowych, cztery mecze 1/8 finału, dwa ćwierćfinałowe, oba półfinały, a także mecz o brązowy medal i finał.

Zmarł Piotr Jegor

W wieku 51 lat zmarł Piotr Jegor, były reprezentant Polski i piłkarz m.in. Górnika Zabrze, który jako pierwszy poinformował o jego śmierci. W ekipie z Zabrza zmarły występował przez dziesięć sezonów.

Jegor zaczynał karierę piłkarską w Górniku Knurów, skąd przeszedł do Górnika Zabrze, którego barwy reprezentował przez blisko 10 lat. W 1988 roku, jako 20-letni zawodnik, zasłynął kapitalna bramką zdobytą strzałem z dystansu w meczu przeciwko Realowi Madryt, którego trenerem był znany dobrze w Polsce Leo Beenhakker. Ostatecznie zabrzanie przegrali z „Królewskimi” 2:3, ale był to mecz w 1/8 finału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych.
Lwią część piłkarskiej kariery Jegor spędził w polskich klubach, a za granicą zaliczył jedynie krótki epizod w Hapoelu Hajfa. Najwięcej sezonów spędził w Górniku (10), ale występował też w Stali Mielec, Odrze Wodzisław, a na koniec grał jeszcze w zespołach niższych lig – w Stali Bielsko-Biała, Górniku Jastrzębie-Zdrój oraz LKS Bełk. W ekstraklasie Jegor rozegrał 294 meczów i zdobył 27 bramek, w reprezentacji Polski w latach 1989-1997 zaliczył 20 występów i strzelił jednego gola.

Czwarta porażka Pasów

Aspirująca jeszcze niedawno do walki o mistrzowski tytuł Cracovia przegrała w 26. kolejce w Zabrzu z walczącym o utrzymanie Górnikiem 2:3 i praktycznie pogrzebała swoje szanse na wywalczenie mistrzowskiego tytułu. Dla ekipy „Pasów” była to czwarta porażka z rzędu w rundzie wiosennej.

Po przegranych 0:2 derbach Krakowa z Wisłą trener Cracovii Michał Probierz w desperacji dokonał przed meczem z Górnikiem aż sześciu zmian w podstawowej jedenastce. Ofiarami tej kadrowej czystki padli m.in. Janusz Gol, Sylwester Lusiusz i Michal Siplak, którzy nawet nie znaleźli się w szerokiej kadrze meczowej. Na ławce rezerwowych usiedli natomiast Pelle van Amersfoort, Cornel Rapa i David Jablonsky. Zawodnicy, których w miejsce tych graczy szkoleniowiec „Pasów” posłał w bój na stadionie w Zabrzu, nie zdołali przerwać fatalnej serii porażek.
W następnej kolejce ekipa Probierza podejmie na własnym stadionie drużynę Jagiellonii, która w sobotę w dość kontrowersyjnych okolicznościach, po wątpliwym rzucie karnym, pokonała u siebie Śląsk Wrocław 1:0. Dzięki tej wygranej białostocczanie przeskoczyli z grupy spadkowej na ósme miejsce, ostatnie w grupie mistrzowskiej, mają jednak tylko jeden punkt przewagi nad dziewiątym Rakowem Częstochowa i dziesiątą Wisłą Płock.
Coraz gorzej wygląda sytuacja trzech ostatnich zespołów w tabeli, czyli ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Ich strata do zespołów zajmujących niezagrożone spadkiem lokaty systematycznie się powiększa. Zwykle w takich sytuacjach kluby dokonują zmiany trenerów. Z tego patentu z trójki outsiderów pierwsza skorzystała Arka. Po przegranym 1:2 meczu z Wisłą Płock dymisję złożył Aleksandar Rogić. Serbski szkoleniowiec prowadził gdyński zespół od 10 października 2019 roku. Jego następcą ma zostać Leszek Ojrzyński, który doprowadził Arkę do zdobycia Pucharu Polski w 2017 roku.
Jeśli te nieformalne informacje się potwierdzą, Ojrzyńskiego na początek czeka wyjazdowa potyczka z Lechią Gdańsk w derbach Trójmiasta. Nie będzie to łatwa przeprawa, bo gdańszczanom w rundzie wiosennej idzie w kratkę i stracili już tak dużo punktów, że zjechali w tabeli grupy mistrzowskiej już na sam dół. Po remisie 4:4 w 26. kolejce Lechia ma na koncie 38 punktów, a zatem tylko o jeden więcej od ósmej Jagiellonii i dwa więcej od ekip Rakowa i Wisły Płock. W przypadku porażki z Arką trener Piotr Stokowiec będzie w tarapatach, bo jego zespół może zlecieć do grupy spadkowej. I to trwale, bo potem czekają go dwa wyjazdy, do Zabrza i Szczecina, oraz mecz u siebie z Cracovią.
Nikt nie chce zakończyć sezonu zasadniczego w dolnej połówce tabeli, bo tam trzy skazane już na degradację zespoły toczyć będą rozpaczliwą walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki fazy play off. Zdecydowanie wygodniej będą miały zespoły w grupie mistrzowskiej, zwłaszcza że kwestia mistrzowskiego tytułu została już chyba definitywnie rozstrzygnięta. Zespoły zajmujące miejsca za Legią w tej kolejce potraciły punkty. Dla przypomnienia: Śląsk przegrał 0:1 z Jagiellonią, Pogoń zremisowała 0:0 z Rakowem, a Cracovia uległą Górnikowi 2:3. Mógł na tym skorzystać Lech Poznań, ale do awansu na pozycję wicelidera potrzebował zwycięstwa z Wisłą Kraków na jej terenie. Ten niedzielny mecz, podobnie jak spotkanie Legii z broniącym mistrzowskiego tytułu Piastem Gliwice, zakończył się jednak po zamknięciu wydania.

Legia już odjechała rywalom

W meczu na szczycie Legia Warszawa pokonała u siebie Cracovię 2:1 i umocniła się na prowadzeniu, powiększając przewagę nad drugą w tabeli ekipą „Pasów” do sześciu punktów. Było to już ósme z rzędu zwycięstwo legionistów na swoim stadionie.

W tym sezonie Legia po raz ostatni przegrała na swoim stadionie 28 września, 1:2 z Lechią Gdańsk w ramach 10. kolejki. Potem trener Aleksandar Vuković i jego podopieczni przekształcili obiekt przy Łazienkowskiej w niezdobytą twierdzę i do dzisiaj pozostają w niej niepokonani. Wygrana z Cracovią 2:1 była ósmym z rzędu zwycięstwem legionistów na własnym boisku. Serię zaczęli od pokonania Lecha Poznań 2:1, potem Wisły Kraków 7:0, Górnika Zabrze 5:1, Korony Kielce 4:0, Wisły Płock 3:1, ŁKS Łódź 3:1, Jagiellonii Białystok 4:0.
Przed sobotnią potyczką dwa najlepsze obecnie zespoły w ekstraklasie dzieliła różnica tylko trzech punktów, łączyła zaś przemożna chęć zdobycia mistrzowskiego tytułu. Starcie dwóch najbardziej stabilnych finansowo i organizacyjnie klubów naszej ekstraklasy miało być ostateczną weryfikacją sportowych aspiracji ich właścicieli. Obaj trenerzy, Aleksandar Vuković i Michał Probierz, wystawili do gry po czternastu zawodników, czyli w sumie 28 piłkarzy. W tej gromadce Polacy byli w mniejszości, bo było ich tylko dziewięciu – pięciu w Legii (Radosław Majecki, Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Michał Karbownik i Paweł Wszołek) oraz czterech w Cracovii (Janusz Gol, Michał Helik, Sylwester Lusiusz i Mateusz Wdowiak).
Do przerwy zespół Cracovii niczym 21-tysięczną warszawską publiczność nie zachwycił. Zespół „Pasów”, choć to przecież wicelider tabeli nie kryjący się z mistrzowskimi aspiracjami, zagrała przeciwko Legii równie niemrawo i kunktatorsko jak wcześniej siedem wcześniej tu ogranych przez legionistów zespołów.
Stołeczna drużyna pierwszą bramkę zdobyła po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Litwina Arvydasa Novikovasa, które wykorzystał Chorwat Domagoj Antolić. Ten tzw. stały fragment gry podopieczni trenera Vukovicia opanowali znakomicie, bo było to ich już ósme trafienie po takim zagraniu. Równie skuteczna w egzekwowaniu kornerów jest w naszej ekstraklasie jeszcze tylko drużyna Jagiellonii. Jeszcze przed przerwą „Wojskowi” podwyższyli na 2:0 po golu Gruzina Waleriana Gwili, który precyzyjnym strzałem w róg pokonał słowackiego golkipera „Pasów” Michala Peskovica.
Gracze Cracovii musieli w przerwie usłyszeć od trenera Probierza parę mocnych słów, bo po zmianie stron w końcu zaczęli odważniej atakować bramkę Radosława Majeckiego. Poszczęściło im się dość szybko, bo już w 51. minucie sędzia Szymon Marciniak podyktował na ich korzyść „jedenastkę” za zagranie ręką Serba Marko Vesovicza. Na wszelki wypadek poprosił o konsultację VAR, po której decyzję podtrzymał. Rzut karny pewnie wykorzystał Rumun Sergiu Hanca.
Legioniści na chwilę stracili rezon, lecz po kilku minutach odzyskali inicjatywę i już do końca spotkania w pełni kontrolowali sytuacje na boisku. Cracovia przegrała różnicą tylko jednej bramki jedynie dlatego, że w sobotę strzeleckie szczęście opuściło skutecznego w tym roku Gwinejczyka Jose Kante, który we wcześniejszych trzech meczach strzelił cztery gole.
Ta porażka raczej przekreśla definitywnie marzenia ekipy „Pasów” na wywalczenie pierwszego od 1948 roku mistrzostwa Polski. Cracovia traci do Legii już sześć punktów, a w następnej kolejce czeka ją derbowa potyczka z lokalną rywalką, Wisłą, zaś w kolejnych wyjazdy do Zabrza, Szczecina i Gdańska. A na obcych stadionach zespół „Pasów” nie jest już taki mocny jak u siebie.

Wyniki 24. kolejki:
Legia Warszawa – Cracovia 2:1
Gole: Domagoj Antolić (20), Walerian Gwilia (44) – Sergiu Hanca (51 k). Widzów: 21 000.
Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 1:1
Gole: Bogdan Tiru (41) – Jakub Moder (62).
Widzów: 6886.
Raków Częstochowa – Piast Gliwice 2:0
Gole: Daniel Bartl (16), Felicio Brown Forbes (80). Widzów: 2011.
Wisła Kraków – Wisła Płock 2:2
Gole: Lubomir Tupta (10), Jakub Błaszczykowski (50 karny) – Dominik Furman (23), Alan Uryga (90). Widzów: 13 893.
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin 3:1
Gole: Erik Jirka (20), Igor Angulo (33), Jesus Jimenez (62) – Paweł Cibicki (76).
Widzów: 10 087.
Korona Kielce – Lechia Gdańsk 1:2
Gole: Michal Papadopulos (62) – Flavio Paixao (18), Maciej Gajos (90). Widzów: 4150.
Mecze Arki Gdynia z ŁKS Łódź i Zagłębia Lubin ze Śląskiem Wrocław zakończyły się po zamknięciu wydania.

Koniec zimowej przerwy

W najbliższy weekend wznowi rozgrywki nasza piłkarska ekstraklasa. W przerwie zimowej znów zniknęło z niej kilku zawodników, którzy w rundzie jesiennej nadawali ton swoim zespołom, jak napastnik Legii Warszawa, lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda czy rozgrywający Lecha Poznań Darko Jevtić.

Lista strat wiodących graczy jest znacznie dłuższa. PKO Ekstraklasę opuścili, oprócz wspomnianych już Niezgody (przeniósł się za ocean do występującego w MLS zespołu Portland Timbers) i Jevticia (szwajcarski piłkarz serbskiego pochodzenia trafił do Rubina Kazań), tacy wiodący gracze w swoich drużynach, jak Patryk Klimala, który z Jagiellonii Białystok przeszedł do Celticu Glasgow. Z kolei Adam Buksa z Pogoni Szczecin przeniósł się do grającego w amerykańskiej MLS New England Revolution, zaś z gdańskiej Lechii ruszyła w świat spora grupka piłkarzy – Słowak Lukas Haraslin wybrał grające w Serie A Sassuolo, Daniel Łukasik zagra w tureckim Ankaragucu, a Artur Sobiech w drugoligowym Fatih Karagumruk SK Stambuł. Lista zawodników, którzy zimą wyjechali do zagranicznych klubów jest rzecz jasna znacznie dłuższa.
Przyzwyczailiśmy się już, że o pół roku naszą ekstraklasę opuszczają czołowi gracze, ale takiego masowego exodusu jak tej zimy już dawno nie było. Kluby zarobiły na transferach niemałe pieniądze, padł nawet transferowy rekord, bo Legia sprzedała swojego bramkarza Radosława Majeckiego do AS Monaco za najwyższą w historii naszej ligi kwotę 7 mln euro plus bonusy. Wcześniej transferowym rekordzistą był obrońca Jan Bednarek, za którego Southampton zapłacił Lechowi Poznań 6 mln euro. 20-letni golkiper dokończy jednak ten sezon w barwach warszawskiego klubu, do którego został przez AS Monaco wypożyczony. Latem jednak odejdzie, a latem Legię czekają przecież kwalifikacje do europejskich pucharów, widać jednak nawet szefowie najbogatszego polskiego klubu nie wierzą, że ich zespół może przebić się do fazy grupowej Ligi Mistrzów czy nawet Ligi Europy, skoro nie próbowali zatrzymać w składzie kluczowych zawodników, bo przecież pozbyli się już teraz najlepszego strzelca zespołu (Niezgoda zdobył jesienią 14 bramek) i rozgrywającego (Cafu).
Tak przy okazji, to w tym sezonie raczej polski piłkarz nie zdobędzie korony króla strzelców. Za Niezgodą z 11 trafieniami plasują się Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha i Hiszpan Jesus Imaz z Jagiellonii, 10 bramek na koncie mają Słoweniec Damjan Bohar z Zagłębia Lubin i Hiszpan Jorge Felix z Piasta Gliwice, a 9. trafień ma kolejny Hiszpan, Igor Angulo z Górnika Zabrze. Dopiero za tą grupą cudzoziemców plasuje się pierwszy Polak, 37-letni weteran z Wisły Kraków Paweł Brożek, mający w dorobku 8 bramek. Legitymujący się siedmioma trafieniami Klimala i Buksa wyjechali, a następny w kolejności z polskich graczy, Piotr Parzyszek z Piasta, strzelił dotąd sześć goli.
Mimo kadrowego osłabienia faworytem rozgrywek pozostaje Legia. Warto pamiętać, że od sezonu 2003/2004 ekipa z Łazienkowskiej tylko raz nie zakończyła rozgrywek na podium (w 2009/2010 roku zajęli czwarte miejsce). Od sezonu 2012/13 pięciokrotnie zdobyli mistrzostwo (2013-2014, 2016-2018), a dwukrotnie wicemistrzostwo (2014/2015, 2018/2019).
Dla przypomnienia – ekstraklasa w tym sezonie gra w systemie ESA 37, czyli po rozegraniu 30 kolejek podzieli się ostatecznie na dwie grupy, mistrzowską i spadkową, w następnie każdy zespół rozegra jeszcze po siedem spotkań. Układ tabeli po 20 kolejkach pokazuje, że realne szanse na zajęcie miejsca w grupie mistrzowskie wciąż ma jeszcze 11 zespołów, co zwiastuje twardą walkę i nie najlepiej wróży odstającym od tej jedenastki zespołom ŁKS Łódź, Wisły Kraków, Korony Kielce, Arki Gdynia i Górnika Zabrze. Do zajmującego 11. lokatę Rakowa Częstochowa zabrzanie mają pięć punktów straty, ale ostatni ŁKS już 14, a przedostatnia Wisła Kraków 11. To dużo zważywszy na fakt, że do rozegrania w fazie zasadniczej pozostało jeszcze 10 kolejek. A pamiętajmy, że w tym sezonie z ekstraklasy spadną trzy drużyny, a nie dwie, jak w ostatnich latach. Ich miejsce zajmą trzy zespoły z I ligi – bezpośredni awans uzyskają dwa najlepsze, a trzeci awansuje po barażach z udziałem drużyn z miejsc 3-6.
Nie dziwi zatem, że podczas zimowej przerwy najbardziej aktywne w pozyskiwaniu nowych graczy były właśnie zespoły najbardziej zagrożone degradacją. Najwięcej piłkarzy sprowadziły ŁKS i Wisła Kraków. Łodzianie zatrudnili m.in. doświadczonego stopera Macieja Dąbrowskiego z Zagłębia Lubin, a po stracie na rzecz Lecha hiszpańskiego pomocnika Daniego Ramireza, w jego miejsce ściągnęli trzech jego rodaków – Samu Corrala, Antonio Domingueza i Carlosa Garcię. Korona Kielce natomiast zatrudniła dwóch nastoletnich angielskich piłkarzy bez znanych nazwisk, zaś Górnik Zabrze postawił na zaciąg słowacki, zatrudniając doświadczonego Romana Prochazkę z Victorii Pilzno oraz skrzydłowego Erika Jirka, który w 2018 roku jako gracz Spartaka Trnawa świetnie grał przeciwko Legii w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Jesienią był wypożyczony z Crvenej Zvezdy Belgrad do innego serbskiego zespołu, FK Radnicki Nisz, ale w Zabrzu liczą, że będzie rewelacją naszej ekstraklasy już tej wiosny.
PKO Ekstraklasa w tym sezonie zakończy rozgrywki 17 maja, chociaż pierwotnie rozegranie ostatniej, 37. kolejki planowano na 22-23 maja. Przyspieszenie tłumaczono interesem szykującej się do startu w Euro 2020 reprezentacji Polski oraz… zaplanowanym na 27 maja finałem Ligi Europy w Gdańsku.
Niewykluczone, że to ostatni sezon w obecnej formule rozgrywek, bo PZPN mocno naciska na kolejną reformę ekstraklasy i chce teraz 18-zespołowej ligi w dwurundowej formule, na co nie chce się zgodzić część klubów, w tym najsilniejsze – Legia, Lech i Cracovia. Przepychanki w tej sprawie wciąż trwają.
Zestaw par 21. kolejki:
Piątek: Arka Gdynia – Cracovia, godz. 18:00; Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, godz. 20:30. Sobota: Korona Kielce – Górnik Zabrze, godz. 15:00; Lech Poznań – Raków Częstochowa, godz. 17:30; Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok, godz. 20:00. Niedziela: Wisła Płock – Pogoń Szczecin, godz. 12:30; Piast Gliwice – Zagłębie Lubin, godz. 15:00; Legia Warszawa – ŁKS Łódź, godz. 17:30.

Grupa mistrzowska
Legia 20 38 40:20
Cracovia 20 36 29:16
Pogoń 20 35 22:16
Śląsk 20 34 27:21
Lech 20 31 33:20
Piast 20 31 22:21
Lechia 20 30 23:22
Wisła P. 20 30 25:32
Grupa spadkowa
Jagiellonia 20 29 31:26
Zagłębie 20 28 31:28
Raków 20 28 24:29
Górnik 20 23 24:27
Arka 20 21 17:28
Korona 20 21 12:24
Wisła K. 20 17 22:35
ŁKS Łódź 20 14 20:37

Superliga bez widzów

W ekstraklasie piłkarzy ręcznych zakończyła się pierwsza runda rozgrywek. Po 13. kolejkach na czele 14-zespołowej ligi plasuje się PGE Vive Kielce przed Orlenem Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze. Problem w tym, że meczy PGNiG Superligi prawie nikt nie ogląda.

W pierwszej części ligowego sezonu średnia widzów na jedno spotkanie wynosi 1059 osób. W kończącej pierwszą rundę 13. kolejce w żadnej z hal nie zjawiło się nawet tylu widzów. Najwyższą frekwencję odnotowano w Płocku, ale nawet w Orlen Arenie trybuny świeciły pustkami, bo na mecz „Nafciarzy” z Zagłębiem Lubin wybrało się tylko tysiąc fanów płockiego zespołu. W 13. kolejce PGNiG Superligi średnia widzów była żenująco słaba i wyniosła ledwie 659 osób, co jest najgorszym wynikiem w całej rundzie. Przyzwoita na tym tle frekwencja w Płocku wypada jednak blado gdy porówna się ja do frekwencji na meczu z PGE Vive (4200 widzów). W Szczecinie potyczka Sandry Spa Pogoni z Górnikiem Zabrze zainteresowała tylko 350 kibiców. Jeszcze większą niespodzianka na minus była słaba frekwencja w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie na mecz z liderem ligi PGE Vive pofatygowało się tylko 550 widzów, co jest gorszym wynikiem od średniej jaką ma w tym sezonie piotrkowski klub (628 widzów). Rzadko się zdarza żeby przyjazd naszpikowanej gwiazdami światowego szczypiorniaka kieleckiej drużyny nie wywołał zainteresowania powyżej ligowej przeciętnej w danej hali.

Pod względem średniej widzów liderem PGNiG Superligi także jest PGE Vive Kielce, ale wynik 1987 osób w mogącej pomieścić ponad cztery tysiące osób Hali Legionów na kolana nie powala. Druga lokatę zajmuje  (średnia 1686 widzów), a dopiero trzecią Orlen Wisła Płock (1572). Kolejne miejsca pod względem frekwencji zajmują: KPR Gwardia Opole (1414), Zagłębie Lubin (1182), Chrobry Głogów (1060), Torus Wybrzeże Gdańsk (889), MMTS Kwidzyn (871), KS Azoty Puławy (700), NMC Górnik Zabrze (686), Sandra Spa Pogoń Szczecin (625), Piotrkowianin Piotrków Trybunalski (618), Grupa Azoty Tarnów (412) i SPR Stal Mielec (250).