Lotto Ekstraklasa: Lider nie zwalnia tempa

Fot. Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali w ekstraklasie od 6 października

 

 

Adam Nawałka zaczął pracę w Lechu Poznań od falstartu, przegrywając w debiucie z Cracovią 0:1. Lechici tracą już do prowadzącej Lechii Gdańsk 13 punktów i na razie nie liczą się w walce o mistrzostwo Polski.

 

Trener Nawałka nie naprawił zgrzytającego piłkarskiego mechanizmu „Kolejorza”. Po meczu z Cracovią były selekcjoner reprezentacji Polski miał skwaszona minę i nie szczędził swoim podopiecznym cierpkich słów. Jego rozczarowanie słabym występem lechitów jest zrozumiałe, ale nie powinien być tym zaskoczony, bo w tym sezonie poznański zespół na wyjazdach gra katastrofalnie. W pierwszej kolejce Lech pokonał w Płocku Wisłę 2:1, a potem jeszcze w trzeciej kolejce (5 sierpnia) we Wrocławiu wygrał ze Śląskiem 1:0, ale to było ostatnie wyjazdowe zwycięstwo lechitów. W kolejnych siedmiu występach poza domem wyszarpali tylko dwa remisy (2:2 z Górnikiem Zabrze i 2:2 Jagiellonią Białystok), a pozostałe pięć spotkań przegrali. Pod względem punktowej zdobyczy na wyjazdach Lech jest w lidze na 12. miejscu, a gorsze od niego są tylko zespoły Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Cracovii i Zagłębia Sosnowiec. Ogólne statystyki poznańskiej drużyny też nie napawają optymizmem. Jeszcze pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia wywalczył w pierwszych czterech kolejkach komplet punktów, lecz już w 13 następnych do tego dorobku dorzuciła tylko 12 „oczek” (za trzy zwycięstwa i trzy remisy), notując aż siedem porażek).

Nawałka będzie miał duży problem żeby włączyć się z zespołem do walki o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, bo w tym sezonie na mistrzostwo Polski nikt już w Lechu raczej nie liczy. Strata 13 punktów do prowadzącej Lechii teoretycznie wciąż jest możliwa do odrobienia, ale lechici musieliby zacząć wygrywać już teraz, choćby po to, żeby przewaga trzech czołowych zespołów nad nimi nie rosła. Przez Puchar Polski do eliminacji Ligi Europy „Kolejorz” w tym sezonie już się nie przebije, bo z tych rozgrywek odpadł w 1/16 finału przegrywając 0:1 z liderem I ligi Rakowem Częstochowa.

Tak więc efekt propagandowy jaki Lech uzyskał zatrudniając byłego selekcjonera kadry już się wyczerpał i teraz uwaga kibiców skupiona jest na wyścigu o fotel lidera. Już w najbliższej, 18. kolejce dojdzie w Gdańsku do hitowego meczu Lechii z Legią. Dzień wcześniej w Krakowie Jagiellonia zagra z Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą ustawić czołówkę ligowej tabeli już do końca tegorocznych rozgrywek, bo w przypadku wygranej Lechii i porażki lub remisu białostocczan gdańszczanie na pewno zakończą rok w roli lidera. A Lech musi uważać na pierwszą w grupie spadkowej Arkę Gdynia, bo ma nad nią tylko jeden punkt przewagi, czyli w zasadzie tyle, co nic.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.

 

Wyniki 13. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki

 

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 2:1

Gole: Błażej Augustyn (26), Flavio Paixao (90) – Michał Janota (37 karny). Żółte kartki: Mladenović, Augustyn, Nalepa – Socha, Marciniak. Czerwona kartka: Socha (Śląsk, 65. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 25 066.

 

Jagiellonia Białystok – Legia 1:1

Gole: Ivan Runje (1) – Sandro Kulenović (89). Żółte kartki: Kwiecień, Runje, Burliga – Nagy, Wieteska. Sędziował: Mariusz Złotek.
Widzów: 16 862.

 

Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:5

Gole: Marcin Robak (15 karny, 29), Michał Chrapek (16), Dorde Cotra (34), Mateusz Radecki (70). Żółta kartka: Szczepaniak (Miedź). Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5934.

 

Wisła Płock – Piast Gliwice 1:1

Gole: Jakub Czerwiński (90 samobójcza) – Piotr Parzyszek (61). Żółte kartki: Merebaszwili, Furman – Papadopulos. Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 2412.

 

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0

Gole: Tomas Podstawski (22), Lasza Dwali (41), Adam Buksa (60). Żółte kartki: Niepsuj – Wasielewski, Goutas. Sędziował: Paweł Gil.
Widzów: 8680.

 

Korona Kielce – Cracovia 0:1

Gol: Airam Cabrera (14). Żółte kartki: Rymaniak, Cebula, Żubrowski – Datković, Wdowiak. Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 5929.

 

Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 2:0

Gole: Igor Angulo (38 karny, 46). Żółte kartki: Matuszek, Zapolnik, Liszka – Tosik, Balić. Czerwona kartka: Balić (45., za drugą żółtą). Sędziował: Dominik Sulikowski.
Widzów: 7241.

 

Wisła Kraków – Zagłębie Sosnowiec 2:2

Gole: Dawid Kort (45 karny), Jesus Imaz (81) – Alexandre Cristovao (55 i 84). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 11 243.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia             13    25    23:15
2. Jagiellonia     13    24   20:15
3. Legia               13    23   20:16
4. Wisła K.         13    22   25:15
5. Piast                13   22   19:17
6. Lech                13   20   19:18
7. Korona           13   19    16:15
8. Arka                13   17   15:14

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.     13   17   20:22
10. Pogoń           13   16   17:15
11. Śląsk              13   15   22:17
12. Cracovia       13   13   11:17
13. Wisła P.        13   12   18:24
14. Górnik          13   12   13:19
15. Miedź            13   12   16:28
16. Zagłębie S.   13   11   20:27

Wyniki 12. kolejki Lotto Ekstraklasy

Lotto Ekstraklasa

 

Wyniki 12. kolejki:

 

Jagiellonia – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Przemysław Frankowski (48), Ivan Runje (80) – Zvonimir Kożulj (64). Żółte kartki: Poletanović, Machaj – Kowalczyk, Guarrotxena, Tomás Podstawski, Benedyczak. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 7622.

 

Piast Gliwice – Lechia Gdańsk 1:1
Gole: Aleksandar Sedlar (29 karny) – Lukas Haraslín (85). Żółte kartki: Hateley – Augustyn, Joao Nunes, Flavio Paixao. Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 3853.

 

Legia Warszawa – Wisła Kraków 3:3
Gole: Dominik Nagy (2), Carlitos (23 i 90) – Jesus Imaz (57 i 62), Martin Kostal (58). Żółte kartki: Hlousek, Szymański, Kante, Kulenović – Wasilewski, Sadlok, Pietrzak, Bartkowski. Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 22 000.

 

Lech Poznań – Korona Kielce 2:1
Gole: Christian Gytkjaer (25, 73) – Elia Soriano (82). Sędziował: Tomasz Musiał. Widzów: 9487.

 

Zagłębie Lubin – Wisła Płock 3:3
Gole: Damjan Bohar (32), Filip Starzyński (80 karny), Bartłomiej Pawłowski (89) – Ricardinho (23), Jakub Łukowski (45 i 59). Żółte kartki: Starzyński, Dąbrowski – Dźwigała, Warcholak. Czerwona kartka: Maciej Dąbrowski (90., Zagłębie, za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 3122.

 

Zagłębie Sosnowiec – Miedź Legnica 3:1
Gole: Szymon Pawłowski (12 i 41), Fran Cruz (62 samobójcza) – Petteri Forsell (3 karny). Żółte kartki: Banasiak, Alexandre Cristovao, Udovicić – Bożić, Zieliński. Sędziował: Zbigniew Dobrynin. Widzów: 2644.

 

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 1:2
Gole: Marcin Robak (45 karny) – Mateusz Młyński (39), Maciej Jankowski (48). Żółte kartki: Augusto, Broź, Pich – Młyński. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 9195.

 

Cracovia – Górnik Zabrze 2:0
Gole: Airam Cabrera (62), Javi Hernandez (63). Żółte kartki: Zenjow, Hernandez, Siplak, Datković, Piszczek – Michalski, Zapolnik, Bochniewicz. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 4078.

 

Grupa mistrzowska

1. Jagiellonia     12   23   19:14
2. Lechia            12   22   21:14
3. Legia              12   22   19:15
4. Wisła K.         12   21   23:13
5. Piast               12   21   18:16
6. Lech               12   20   19:15
7. Korona           12   19   16:14
8. Arka               12   17   14:12

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.    12   17    20:20
10. Pogoń          12   13   14:15
11. Śląsk             12   12   17:17
12. Miedź          12   12   16:23
13. Wisła P.       12    11   17:23
14. Zagłębie S.  12    10   18:25
15. Cracovia      12   10   10:17
16. Górnik         12     9    11:19

Wyniki 11. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 11. kolejki:

 

Miedź Legnica – Piast Gliwice 2:2
Gole: Mateusz Szczepaniak (5), Fabian Piasecki (45) – Michal Papadopulos (18), Artur Pikk (41 samobójcza). Żółte kartki: Cruz – Dziczek, Kirkeskov. Sędziował: Dominik Sulikowski. Widzów: 5223.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań 2:2
Gole: Jesus Jimenez (7), Szymon Żurkowski (49) – Pedro Tiba (55), Wołodymyr Kostewycz (77). Żółte kartki: Smuga, Angulo – Wasielewski, Rogne, Gytkjaer, Gajos. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 11 764

 

Lechia Gdańsk – Zagłębie Sosnowiec 4:1
Gole: Patryk Lipski (8 i 62), Jarosław Kubicki (45), Flavio Paixao (50 karny) – Vamara Sanogo (23). Żółte kartki: Nalepa – Jędrych. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 10 023.

 

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 4:0
Gole: Kamil Drygas (17), Sebastian Kowalczyk (70), Adam Buksa (76), Igor Łasicki (85 samobójcza). Żółte kartki: Walukiewicz, Ricardo Nunes, Kowalczyk, Kożulj – Szymański, Varela, Uryga, Stępiński, Łasicki. Sędziował: Bartosz Frankowski. Widzów: 5514.

 

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Cafu (34). Żółte kartki: Robak – Kante, Cafu. Czerwona kartka: Piech (60., Śląsk, za brutalny faul). Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 20 084.

 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:1
Gole: Michał Nalepa (56), Maciej Jankowski (81 i 90) – Sasa Balić (12). Żółte kartki: Zarandia – Matras, Matuszczyk, Tosik, Dąbrowski, Bohar. Czerwona kartka: Tosik (55., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 7776.

 

Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Matej Pucko (54) – Arvydas Novikovas (18). Żółte kartki: Diaw, Marquez, Pucko, Rymaniak, Gardawski – Pospisil, Romanczuk, Bezjak, Świderski, Guilherme. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 8244.

 

Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jesus Imaz (19 i 32). Żółte kartki: Gol, Rapa, Siplak, Cabrera – Arsenić. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5123.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia                   11    21    20:13
2. Legia                     11    21    16:12
3. Wisła K.               11    20    20:10
4. Jagiellonia           11   20    17:13
5. Piast Gliwice       11    20   17:15
6. Korona                 11    19    15:12
7. Lech Poznań       11    17     17:14
8. Zagłębie Lubin   11    16    17:17

Grupa spadkowa

9. Arka Gdynia       11    14    12:11
10. Pogoń                11    13    13:13
11. Śląsk                   11    12    16:15
12. Miedź                 11    12    15:20
13. Wisła Płock       11    10    14:20
14. Górnik                11      9   11:17
15. Zagłębie S.         11      7    15:24
16. Cracovia             11     7      8:17

Wygrana PGE Vive

Szczypiorniści PGE Vive w 4. kolejce Ligi Mistrzów EHF z trudem pokonali najsłabszy w grupie A szwedzki IFK Kristianstad. Jeszcze gorzej wypadła ekipa Orlenu Wisły Płock, która poniosła pierwszą porażkę w rozgrywkach ulegając hiszpańskiemu Ademar Leon.

 

Chyba nikt w Kielcach nie zakładał, że podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa będą musieli niemal do ostatnich sekund spotkania z outsiderem grupy A walczyć o zwycięstwo. Szwedzka drużyna to najsłabsza ekipa w stawce ośmiu zespołów. Przed tygodniem we własnej hali dostała straszliwy łomot od FC Barcelona Lassa przegrywając z „Dumą Katalonii” różnicą aż 19 goli. A jeszcze kielecki klubu mógł w starciu z IFK wreszcie wystawić najmocniejszy skład w tym sezonie. Wcześniej z powodu plagi kontuzji w kilku meczach Dujszebajew miał do dyspozycji zaledwie dziesięciu zdrowych zawodników. Tym razem do kadry meczowej mógł włączyć Lukę Cindricia, Blaża Janca i Marko Mamicia.

Na początku mecz ze szwedzkim outsiderem układał się zgodnie z oczekiwaniami. Kielczanie nie zawodzili w ofensywie i trzymali wysoki poziom w grze obronnej, więc ich przewaga systematycznie rosła. Po 10 minutach mieli trzy gole przewagi, po 23. już sześć, a na przerwę schodzili z pięciobramkowym prowadzeniem 17:12. Nic nie zapowiadało późniejszych kłopotów, ale po zmianie stron co w kieleckiej maszynie się zacięło i mistrzowie roztrwonili przewagę i dopiero w końcówce spotkania szalę na ich korzyść przechylili Michał Jurecki i bramkarz Filip Ivić. Pierwszy dał prowadzenie 31:30, drugi obronił rzut rywali i stworzył okazję, by Alex Dujszebajew 40 sekund przed końcem trafił na 32:30. Potem oba zespoły trafiły po razie i ostatecznie PGE Vive wygrało z IFK Kristianstad 33:31. W następnej kolejce do Hali Legionów przyjedzie macedoński Vardar Skopje, zwycięzca Ligi Mistrzów sprzed roku, ale też obecny lider grupy A, który z 8 pkt na koncie wyprzedza w tabeli Barcelonę i PGE Vive (oba zespoły mają po 6 pkt).

Drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock przed potyczką z Ademar Leon poniósł szokującą ligową porażkę z Górnikiem Zabrze. Uczucie niepewności pogłębiła jeszcze nieobecność w kadrze kontuzjowanych Mateusza Góralskiego i Tomasza Gębali oraz Igora Żabicia, którego żona na dniach miała rodzić i wyjechał do Słowenii. Pierwsza połowa pokazała, że „Nafciarze” nie wyciągnęli żadnych wniosków z wpadki z Górnikiem. Hiszpanie bezlitośnie wykorzystali słabość płocczan i wygrali 27:24.

Mimo tej porażki, pierwszej w obecnej edycji Ligi Mistrzów, mający sześć punktów na koncie Orlen Wisła utrzymał prowadzenie w grupie D, ale drugie w tabeli Dinamo Bukareszt wyprzedza już tylko lepszym bilansem bramkowym, zaś nad trzecim Ademarem Leon ma tylko jedno „oczko” przewagi”.

 

Olkowski jak feniks

Zdumiewający jest renesans formy jaki w drugoligowym angielskim Boltonie przeżywa obecnie 28-letni prawy obrońca Paweł Olkowski. Aż trudno zrozumieć jakim cudem ten piłkarz pół roku temu w niemieckim FC Koeln był wyrzucany do zespołu rezerw.

 

Olkowski na szersze piłkarskie wody wypłynął w Górniku Zabrze pod wodzą ówczesnego trenera tej drużyny Adama Nawałki, u którego też zadebiutował w reprezentacji Polski. Jeśli tylko nie miał kontuzji był powoływany do kadry dość regularnie. Grał w meczach towarzyskich oraz w eliminacjach do turnieju Euro 2016. W sumie przez dwa lata w biało-czerwonych barwach uzbierał 13 występów. Nie miał też w tym czasie problemów z miejscem w składzie FC Koeln, do którego trafił za godziwą sumę z zabrzańskiej ekipy. O powołania zrobiło się trudniej, gdy w Kolonii przestał łapać się do pierwszej jedenastki, co przydarzyło mu się po raz pierwszy na wiosnę sezonu 2015-2016. Na mistrzostwa Europy do Francji nie pojechał, a że potem jego kłopoty w kolońskim klubie robiły się coraz większe, Nawałka całkowicie wykreślił jego nazwisko ze swego notesu.

W sezonie 2017-2018 Olkowski nie miał już nawet miejsca w szerokiej kadrze meczowej FC Koeln, chociaż zespół grał fatalnie i ostatecznie z hukiem wyleciał z 1. Bundesligi. Latem poniżany notorycznie w niemieckim klubie polski piłkarz rozwiązał umowę za porozumieniem stron. Gdy wkrótce potem podpisał kontrakt z drugoligowym Boltonem, zostało to uznane za niespodziankę. A już niemal prawdziwą sensacją stało się to, że Olkowski od pierwszej kolejki zaczął występować w wyjściowej jedenastce angielskiego drugoligowca.

„On grał na najwyższym poziomie w Bundeslidze oraz w reprezentacji. Gdy analizowałem jego występy, to z każdym podobał mi się coraz bardziej. Dlatego nie bałem się na niego postawić od razu. Ma fajne podejście do futbolu i jest dobrze przygotowany fizycznie” – tłumaczył swoją decyzję trener Boltonu Phil Parkinson.

Wysoka forma, pełne zaufanie ze strony trenera oraz życzliwy klimat w klubie zaprocentowały. Olkowski ma chyba najlepsze wejście w sezon w całej swojej karierze. Nawet lepsze niż miał w FC Koeln, gdzie też szybko wszedł do podstawowego składu. Spodobał się kibicom Boltonu, którzy docenili jego zaangażowanie i piłkarskie umiejętności. Z obsadą prawej flanki obrony Bolton od kilku lat miał problem, który po przybyciu Olkowskiego zniknął. Jego grę doceniaj też nieskore do pochwał dla polskich graczy angielskie media. Umieszczono go już w jedenastce kolejki i uważa za czołowego prawego obrońcę w Championship.

Trudno powiedzieć jak długo Olkowski utrzyma się na tym poziomie, ale pytanie o jego powrót do reprezentacji jest jak najbardziej zasadne. Sportowo druga liga angielska bije przecież naszą ekstraklasę na głowę.

 

Kłopoty kadrowe PGE Vive

Broniąca mistrzowskiego tytułu ekipa PGE Vive Kielce ma kłopoty kadrowe i z tego powodu klub zgłosił do rozgrywek ekstraklasy i Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych drugiego trenera Urosa Zormana.

 

W inauguracyjnym meczu nowego sezonu ekstraklasy szczypiornistów kielczanie wystawili do gry zaledwie jedenastoosobowa kadrę. Mistrzowie Polski w spotkaniu z Gwardią Opole musieli zagrać bez środkowego rozgrywającego, bowiem Mariusz Jurkiewicz dopiero w miniony piątek przeszedł trzecią już operację kontuzjowanego palca lewej dłoni i wciąż nie wiadomo, kiedy będzie mógł wznowić treningi i dołączyć do zespołu. Problemy zdrowotne ma też Luka Cindrić. Trener PGE Vive Tałant Dujszebajew wyjawił, że Chorwat ma naderwany mięsień i w tej chwili nie można jeszcze stwierdzić, kiedy wróci do gry. Nie wiadomo zatem czy wystąpi w pierwszych dwóch meczach Ligi Mistrzów z Telekomem Veszprem i Rhein-Neckar Loewen.

Wobec trudnej sytuacji kadrowej szefowie kieleckiego klubu zgłosili do rozgrywek drugiego trenera Urosa Zormana, który zakończył już karierę sportową. Dujszebajew otwarcie przyznał, że był przeciwnikiem tego pomysłu, ale jak mus to mus. W ligowym meczu z Górnikiem Zabrze nie wystąpi kontuzjowany Michał Jurecki. Jego uraz nie jest groźny, ale w pełni sił będzie dopiero w przyszłym tygodniu. Rehabilitację po operacji kontuzjowanej nogi przechodzi Białorusin Władysław Kulesz i jeśli nic złego się nie wydarzy powinie wrócić za trzy miesiące. Z kolei obrotowy Bartłomiej Bis wciąż jeszcze nie odzyskał pełnej sprawności po zerwaniu więzadeł krzyżowych w kolanie, co przytrafiło mu się jeszcze w poprzednim sezonie. Mimo tych kłopotów kielczanie wygrali w Opolu 36:26 i w piątkowym starciu z Górnikiem także są zdecydowanymi faworytami.

 

Legia w odwrocie

W 6. kolejce swoje mecze przegrały wszystkie cztery drużyny, które skompromitowały nasz klubowy futbol w tegorocznych kwalifikacjach europejskich pucharów. Największą klęskę poniosła chyba Legia, która u siebie przegrała z Wisłą Płock 1:4.

 

Sierpień nie jest udanym miesiącem dla piłkarzy Legii Warszawa. Najpierw skompromitowali się odpadając w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy z luksemburskim zespołem, czego wcześniej nie doświadczył żadna polska drużyna klubowa, a w miniony weekend w 6. kolejce ekstraklasy stołeczny zespół w derbach Mazowsza został rozgromiony na własnym stadionie przez Wisłę Płock 1:4. Ta porażka była podwójnie bolesna, bo „Nafciarze” w tym sezonie wcześniej nie wygrali ani jednego spotkania i tkwili na dnie ligowej tabeli, więc klęska z takim słabeuszem była równie upokarzająca jak z mistrzem Luksemburga. Jeszcze większym upokorzeniem był rozmiar porażki.

Legioniści po raz ostatni stracili cztery gole na własnym stadionie 16 września 2001 roku, przegrywając ze Śląskiem Wrocław 3:4 , ale ostatni raz wynikiem 1:4 na Łazienkowskiej ulegli w listopadzie 1972 roku, czyli blisko 46 lat temu. Nic dziwnego, że właściciel Legii i zarazem jej prezes Dariusz Mioduski uciekł z loży po drugim golu dla Wisły Płock. Jego cierpienie nie powstrzymało jednak rozsierdzonych klęską kibiców stołecznej drużyny przed skandowaniem obelg i haseł nawołujących do oddania klubu w inne ręce.

Sportowa degrengolada Legii jest widoczna także w zespole rezerw, który u siebie w trzecioligowej potyczce z Olimpią Zambrów przegrał 0:4. Chyba jedyną osobą w warszawskim klubie wierzącą w rychłe odrodzenie zespołu jest jego trener Ricardo Sa Pinto. Po klęsce z Wisłą Płock portugalski szkoleniowiec wziął winę na siebie i zapewniał, że będzie lepiej. „Pracowaliśmy ciężko w ciągu tygodnia z nadzieją, że zagramy dobry mecz. Widziałem w moich zawodnikach ogromną motywację, ale coś poszło nie tak. Pierwsza połowa była decydująca, bo nam brakowało agresji i organizacji gry, a przeciwnik wykorzystał wszystkie nasze słabsze strony. Wynik jest wyższy niż zasługiwała na to Wisła. Musimy zaakceptować ten wynik i oczekiwać na Legię taką, jaką chcielibyśmy oglądać. Za porażkę z Wisłą tylko ja jestem odpowiedzialny, bo to trener odpowiada za każdy wynik. Mogę jednak zapewnić, że ta drużyna będzie walczyć o mistrzostwo Polski. Zaczynamy od zera” – podsumował Sa Pinto.

Kiepskie nastroje, choć nie tak kiepskie jak w Legii, panują też w Lechu Poznań, Jagiellonii Białystok i Górniku Zabrze, bo te zespoły także przegrały swoje mecze. Wesoło jest za to w Gdańsku, bo Lechia po sześciu kolejkach została nieoczekiwanie liderem rozgrywek. Przed sezonem chyba nikt takiej sytuacji nawet w tym klubie nie zakładał. Taka liga…

 

Wydali miliony na pośredników

Legia Warszawa i Lech Poznań w ciągu tylko jednego roku wydały w sumie na prowizje dla agentów piłkarzy ponad 17 milionów złotych.

 

Zestawienie wynagrodzeń dla transferowych pośredników za okres od 1 kwietnia 2017 roku do 31 marca tego roku opublikował na swojej oficjalnej stronie internetowej PZPN. Wynika z niego, że Legia wsadziła do portfeli piłkarskich agentów ponad 9, 5 mln złotych. Włodarze Lecha Poznań też na ten cel nie oszczędzali, bowiem zapłacili pośrednikom 7,8 mln złotych.
Te dwa kluby wydały na prowizje dla agentów piłkarzy w sumie ponad 17 milionów złotych, co stanowi lwią część wydatków wszystkich klubów Lotto Ekstraklasy, które wydały łącznie 26 763 825 złotych.

To oznacza, że 14 klubów (z uwzględnieniem spadkowiczów: Bruk-Betu Nieciecza – 174 768 zł i Sandecji Nowy Sącz – 123 300 zł), wydało na ten cel w sumie 9,5 mln złotych. Dalsze lokaty na liście najhojniejszych dla handlarzy żywym towarem klubów zajęły Zagłębie Lubin (1 369 561 zł), Piast Gliwice (1 294 448 zł), Górnik Zabrze (1 026 903 zł) i Wisła Kraków (1 019 105 zł).

Dla porównania, w I lidze z tytułów wynagrodzeń pośredników osiemnaście klubów wydało 2 316 026 zł, a w II lidze również 18 klubów 89 183 zł. W sumie w ciągu tylko jednego roku do kieszeni piłkarskich menedżerów operujących w Polsce wpadło w sumie 29 169 034 złotych. To kwota odpowiadająca solidnemu budżetowi jednego klubu ekstraklasy.

Klęska polskich klubów w obecnej edycji europejskich pucharów jest najlepszym dowodem, że te pieniądze zostały zmarnotrawione. Agenci piłkarscy powinni być chyba opłacani przez zawodników, których interesy reprezentują, a nie z klubowych budżetów. W naszej klubowej piłce wszystko jest postawione na głowie, ale ten układ na kilometr śmierdzi korupcją.