Najwyższą frekwencję w ekstraklasie mają Górnik i Wisła

Po trzech pierwszych kolejkach najwyższą średnią widzów może pochwalić się Górnik Zabrze, ale w 3. serii gier najlepszą frekwencję odnotowano na stadionie Wisły Kraków w meczu z Rakowem Częstochowa.

Kibice Wisły Kraków i Górnika Zabrze od początku obecnego sezonu najliczniej pojawiają się na domowych meczach swoich drużyn. W 1. kolejce najwyższą frekwencję miało wygrane przez Wisłę Kraków 3:0 spotkanie z Zagłębiem Lubin (13 668), w drugiej kolejce najwięcej widzów pojawiło się na stadionie w Zabrzu – pierwszą tym sezonie potyczkę Górnika na swoim stadionie obejrzało 18 659 fanów. Niestety, zabrzanie przegrali z Lechem 1:3 i ta porażka odbiła się negatywnie na frekwencji w meczu 3. kolejki ze Stalą Mielec, bo na tym spotkaniu pojawiło się już tylko 11 873 kibiców. W sumie jednak zabrzański klub po trzech seriach spotkań może pochwalić się najwyższą średnią widzów w lidze – 15 266 osób na jednym meczu. Na stadionie Wisły trend jest odwrotny – w drugim meczu, z Rakowem Częstochowa, na widowni było więcej kibiców niż w spotkaniu z Zagłębiem – 15 317. Była to zdecydowanie najwyższa frekwencja w całej 3. kolejce. W sumie ekipę „Białej Gwiazdy” w dwóch domowych starciach obejrzało łącznie 28 985, co daje średnią na mecz 14 492 osoby i drugą lokatę
w zestawieniu.
Trzecie miejsce ze średnią 10 260 widzów zajmuje Legia Warszawa, ale to frekwencja tylko z pierwszego meczu w obecnym sezonie, z Wisłą Płock (1:0), bo w drugiej kolejce legioniści grali w Radomiu z Radomiakiem, a spotkanie w 3. kolejce, z Zagłębiem Lubin, na ich prośbę zostało przełożone na 15 grudnia. Warto jednak odnotować, że rewanżowe spotkanie w III rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów z Dinamem Zagrzeb obejrzało ponad 26 tysięcy fanów. Legia przegrała jednak 0:1 i w najbliższy czwartek zagra w IV rundzie kwalifikacji Ligi Europy ze Slavią Praga, a w najbliższą sobotę zmierzy się na wyjeździe z Wartą. Tak więc dopiero potyczka w 5. kolejce z Bruk-Betem w niedzielę 22 sierpnia może poprawić Legii średnią widzów Mimo dobrych wyników oraz miejsca na szczycie ligowej tabeli, dopiero czwarte miejsce w tym zestawieniu zajmuje Lech Poznań ze średnią 9 644 widzów. Kolejne miejsca w zestawieniu zajmują: Śląsk (8901 widzów), Jagiellonia (7877), Lechia (7772), Pogoń (6161), Cracovia (6144), Piast (4408), Bruk-Bet (4332), Radomiak (3950), Górnik Łęczna (3212), Stal (3323), Zagłębie (2340), Warta (2328), Wisła Płock (1500). Ostatni jest Raków, ale wszystkie trzy mecze rozegrał na wyjazdach.

Zestaw par 4. kolejki:
Piątek 13. sierpnia: Bruk-Bet Nieciecza – Lech Poznań, godz. 18:00; Stal Mielec – Wisła Kraków, godz. 20:30. Sobota: Piast Gliwice – Wisła Płock, godz. 15:00; Lechia Gdańsk – Cracovia, godz. 17:30; Warta Poznań – Legia Warszawa, godz. 20:00. Niedziela: Raków Częstochowa – Radomiak Radom, godz. 15:00; Śląsk Wrocław – Górnik Łęczna, godz. 17:30; Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin, godz. 20:00. Poniedziałek: Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze, godz. 18:00.

PKO Ekstraklasa: Lukas Podolski wciąż bez gola

W Zabrzu zelżała atmosfera, bo po dwóch porażkach z rzędu piłkarze Górnika wreszcie zdobyli komplet ligowych punktów pokonując u siebie Stal Mielec 1:0. Wciąż na premierowe trafienie w polskiej ekstraklasie czeka gwiazdor zabrzańskiej drużyny Lukas Podolski, najbardziej znany z piłkarzy występujących obecnie w Polsce.

Trener zespołu Górnika Jan Urban mógł po meczu ze Stalą Mielec odetchnąć z ulgą, bo po dwóch porażkach jego drużyna w końcu wygrała i opuściła ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Zabrzanie mieli w starciu z mielczanami wyraźną przewagę, której jednak nie potrafili wykorzystać pod bramką rywali. Po raz kolejny rozczarował pod tym względem Lukas Podolski. Mistrz świata z 2014 roku zmarnował nawet stuprocentową okazję do strzelenia gola. Na szczęście dla ekipy Górnika lepiej ustawiony celownik miał Hiszpan Jesus Jimenez i to on zdobył zwycięską bramkę.
Podolski w pierwszym ligowym spotkaniu tego sezonu, przeciwko Pogoni Szczecin, nie był jeszcze gotowy do gry i nawet do Szczecina nie pojechał. W drugiej kolejce w konfrontacji z Lechem Poznań zaczął mecz na ławce rezerwowych, a w minioną sobotę 130-krotny reprezentant Niemiec w meczu ze Stalą wystąpił już od początku. Nie można mu zarzucić braku chęci do gry, bo sporo biegał, walczył o piłki i próbował pokonać bramkarza rywali, ale on podobnie jak i cały zespół Górnika nawet na tle słabej ekipy z Mielca nie pokazał oczekiwanej piłkarskiej jakości. Podolski starał się współpracować z Jesusem Jimenezem, cofał się do środka pola i tam próbował konstruować akcje ofensywne, w czym wspierał go najczęściej Erik Janza. Po przerwie na boisku pojawili się Mateusz Cholewiak i Krzysztof Kubica zastępując mało produktywnych Roberta Dadoka i Adriana Dziedzica. Gra zabrzan zaczęła wyglądać lepiej, ale dopiero w 54. minucie Podolski stanął przed najlepszą jak dotąd okazją do zdobycie swojej pierwszej bramki w PKO Ekstraklasie. Niestety, po wymanewrowaniu bramkarza mielczan Michała Gliwy trafił tylko w boczną siatkę. Od tego momentu przewaga Górnika była już jednak tak przytłaczająca, że gol był tylko kwestią czasu. Napór gospodarzy przyniósł efekt w 75. minucie – Jesus Jimenez popisał się efektownym rajdem, minął kilku obrońców Stali i huknął nie do obrony z kilkunastu metrów w narożnik bramki.
„Zwycięstwo przyszło po niełatwym meczu, którego się spodziewałem. Po dwóch nieudanych dla nas meczach, z Pogonią i Lechem, do mnie i do zawodników docierały wieści, że kibice oczekują zwycięstwa w spotkaniu ze Stalą. To nałożyło na nas dodatkową presję, bo potyczki z rywalami, którzy są skoncentrowani niemal wyłącznie na obronie nigdy nie są łatwe. Wydawało się, że kontrolujemy sytuację, ale jeden stały fragment gry mógł przynieść powodzenie rywalom. Ale im na to nie pozwoliliśmy, natomiast nasza gra ofensywna wyglądała dobrze, zwłaszcza w drugiej połowie mieliśmy sytuacji podbramkowych na więcej niż jednego gola. Mam nadzieję, że utrzymamy taką dyspozycję w kolejnych meczach i poprawimy skuteczność” – podsumował wygraną swojej drużyny trener Górnika Jan Urban.
Dzięki wygranej zabrzanie wydobyli się z dna ligowej tabeli, lecz teraz czekają ich trudne wyjazdowe mecze – w czwartej kolejce zagrają w Białymstoku z Jagiellonią, a potem zmierzą się z wicemistrzem Polski Rakowem Częstochowa.
Mielecka jedenastka objawiła w Zabrzu słabość i była tylko cieniem zespołu, który w końcówce poprzedniego sezonu pod wodzą trenera Włodzimierza Gąsiora dzielnie i z powodzeniem wywalczył utrzymanie w ekstraklasie. Latem zespół przejął Adam Majewski i pod jego ręką jak na razie mielecka ekipa prezentuje się dużo gorzej. A w dwóch najbliższych kolejkach czekają ją starcia z Wisłą Kraków u siebie i z Pogonią Szczecin na wyjeździe, więc o ligowe punkty może być w nich trudno. Ale w szóstej kolejce Stal podejmie u siebie Górnika Łęczna. Beniaminek ekstraklasy w piątek na swoim stadionie przegrał z Wartą Poznań 0:4, więc może być łatwym przeciwnikiem nawet dla mielczan.
Co nie zmienia faktu, że na razie oba zespoły są w strefie spadkowej i wiele wskazuje, że raczej nie wygrzebią się z niej już do końca rozgrywek.

Mistrz świata w Górniku

Jeśli w ostatnim momencie coś nie przeszkodzi, to w środę roczny kontrakt z Górnikiem Zabrze podpisze 36-letni napastnik Lukas Podolski, 130-krotny reprezentant Niemiec, mistrz świata z 2014 roku. Urodzony w Gliwicach piłkarz, który jednak od dziecka kibicuje zabrzańskiej drużynie, spełnia w ten sposób swoje marzenie.

W polskich mediach spekulacje o przymiarkach Podolskiego do gry w Górniku pojawiają się od kilku lat, w zasadzie od momentu, gdy cieszący się sporą popularnością wśród polskich kibiców „Poldi” ogłosił zakończenie kariery w reprezentacji Niemiec. W pożegnalnym występie, 130. w jego dorobku, który miał miejsce 22 marca 2017 roku w spotkaniu z Anglią na stadionie Borussii Dortmund, Podolski zdobył zwycięską bramkę, 49. w niemieckich barwach. Ten strzelecki dorobek daje mu czwartą lokatę na liście najskuteczniejszych piłkarzy reprezentacji Niemiec.
O jego grze w Górniku wtedy nie mogło być jednak mowy, bo Podolski miał dopiero 31 lat i po rozwiązaniu kontraktu z Galatasaray Stambuł był zasypywany intratnymi finansowo ofertami z całego świata. Nieoczekiwanie wybrał egzotyczną propozycję z Japonii i w marcu 2017 roku podpisał dwuletni kontrakt z klubem Vissel Kobe, w barwach którego rozegrał 52 mecze i strzelił 15 goli. Po powrocie do Europy znowu zaskoczył przyjmując propozycję gry w podrzędnym tureckim zespole Antalyaspor – zaliczył w nim 47 występów i zdobył 7 bramek, co chyba niespecjalnie zachwyciło szefów tego klubu, bo w maju tego roku podziękowali Podolskiemu za współpracę jedynie zdawkową notką w mediach społecznościowych.
Ale „Poldi” znów był wolnym zawodnikiem i mimo 36 lat na karku wciąż nie narzekał na brak ciekawych finansowo ofert – z Meksyku, Brazylii, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabski. Wśród nich najmniej opłacalna dla niego była propozycja z Górnika Zabrze.
Łukasz Podolski urodził się w Gliwicach, niedaleko stadionu Górnika. Jego ojciec, Waldemar, także piłkarz, był wielkim sympatykiem zabrzańskiej drużyny i tę sympatię zaszczepił też synowi. Skutecznie jak widać, skoro mimo upływu lat i życia poza Polską przywiązanie do barw Górnika w nim przetrwało. Jeśli wierzyć spekulacjom ogłaszanym w polskich mediach, Podolski przystał na kontrakt w granicach pół miliona euro za sezon, co nawet w realiach polskiej ekstraklasy nie jest kwotą jakoś przesadnie wygórowaną. Najwyżej opłacany piłkarz w PKO Ekstraklasie, obrońca Legii Artur Jędrzejczyk, kasował rocznie przed obcinką wynagrodzenia ponad 800 tys. euro.
Owszem, Podolski znajduje się już na finiszu kariery i nie można wykluczyć, że nawet w słabej pod względem sportowym polskiej ekstraklasie nie zapewni Górnikowi tylu goli, ile by chciał trener Jan Urban i prezes klubu Dariusz Czernik. Ale pod względem marketingowym to strzał w dziesiątkę, bo piłkarz tego formatu i z takimi dokonaniami jeszcze w polskiej ekstraklasie nie grał. Dla przypomnienia: Podolski to mistrz świata z reprezentacją Niemiec z 2014 roku, mistrz Niemiec z Bayernem Monachium, zdobywca Pucharu Niemiec (z Bayernem), Pucharu Anglii (z Arsenalem Londyn), Pucharu Turcji (z Galatasaray Stambuł) i Pucharu Japonii (z Vissel Kobe).
Podolski wielokrotnie zapewniał, że jeśli w końcu zdecyduje się na grę w Górniku, to nie dla pieniędzy. Ale tym wszystkim, którzy chcieliby w jego decyzji szukać jakiś patriotycznych motywów, odradzamy poszukiwania. On tylko urodził się w Polsce (4 czerwca 1985 roku), bo jego rodzice emigrowali do Niemiec w 1987 roku i całe jego życie, od wczesnego dzieciństwa aż do teraz związane jest z tym krajem. Tam prowadzi swój gastronomiczny biznes i zarabia pieniądze także poza futbolem (podpisał właśnie kontrakt z RTL jako junior niemieckiej wersji telewizyjnego show Mam Talent). A niemieckim klubem, z którym wiąże go więź nie słabsza niż ta z Górnikiem, jest FC Koeln, w którym zaczynał swoją wielka piłkarską karierę.
Kiedy można spodziewać się debiutu Podolskiego w drużynie Górnika? Jeśli w środę podpisze kontrakt, to najbliższa ku temu okazja nadarzy się 25 lipca, bo tego dnia zabrzańska jedenastka w ramach 1. kolejki nowego sezonu zagra na wyjeździe z Pogonią Szczecin. Ale nie wiadomo w jakiej fizycznej dyspozycji jest aktualnie Podolski, więc bardziej prawdopodobny wydaje się jego pierwszy występ w barwach Górnika 30 lipca w drugiej kolejce, bo tego dnia na stadion im. Ernesta Pohla przez ulicy Roosevelta przyjedzie Lech Poznań. Oprócz Podolskiego, drużynę z Zabrza, którą do nowego sezonu od 27 maja przygotowuje Jan Urban (zastąpił Marcina Brosza), wzmocnili również Mateusz Cholewiak (ostatnio Legia Warszawa), Robert Dadok (Stal Mielec) oraz Paweł Sokół (Chojniczanka Chojnice). Na ich tle 130-krotny reprezentant Niemiec będzie się prezentował jak paw w kurniku.
Na występach Podolskiego zyska też wizerunkowo i marketingowo PKO Ekstraklasa, do której zaczynają hurtowo wracać z zagranicy polscy piłkarze o znanych nazwiskach, jak choćby Michał Pazdan do Jagiellonii, Janusz Gol do Górnika Łęczna, Dominik Furman do Wisły Płock czy Radosław Murawski i Artur Sobiech do Lecha Poznań. Miejmy nadzieję, że przełoży się to na poprawę sportowego poziomu rozgrywek.

Wyniki 13. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2

Gole: Yaw Yeboah (12) – Tomas Pekhart (81 karny, 89). Żółte kartki: Mak, Frydrych, Chuca, Sadlok – Andre Martins. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Jagiellonia Białystok 3:2
Gole: Andrzej Niewulis (17), Petr Schwarz (52 karny, 76 karny) – Maciej Makuszewski (69), Jesus Imaz (90). Żółte kartki: Poletanović, Kun, Tudor, Schwarz – Wdowik, Romanczuk, Borysiuk. Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Cracovia 0:2
Gole: Pelle van Amersfoort (43 karny), Michal Siplak (63). Żółte kartki: Evangelou, Ryczkowski, Sobczyk – Gardawski, Sadiković, Piszczek, Siplak. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2
Gole: Michał Jakóbowski (46) – Alexander Gorgon (7), Luka Zahović (11). Żółte kartki: Kieliba, Kuzdra, Kiełb – Matynia, Gorgon, Benedyczak, Smoliński. Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk). Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Dejan Drażić (61 karny), Kamil Kruk (90) – Erik Exposito (23). Żółte kartki: Bartolewski, Poręba – Tamas, Mączyński, Szromnik. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź). Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Lech Poznań 1:1
Gole: Andreja Prokić (27) – Pedro Tiba (87). Żółte kartki: Żyro, Czorbadżijski – Kraweć, Crnomarković, Marchwiński. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 0:5
Gole:Jakub Świerczok (38, 41 karny), Piotr Malarczyk (60), Sebastian Milewski (83), Tiago Alves (90). Żółte kartki: Roginić, Kocsis, Baszłaj – Pyrka. Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Wisła Płock 0:1
Gol: Dusan Lagator (65). Żółte kartki: Saief, Pietrzak, Arak – Tomasik. Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 13 29 21:12
  2. Raków 13 27 27:15
  3. Górnik 13 23 18:13
  4. Pogoń 12 22 15:8
  5. Zagłębie 13 22 18:14
  6. Śląsk 13 20 19:14
  7. Lech 12 17 23:17
  8. Jagiellonia 13 17 21:24
  9. Cracovia 13 16 18:14
  10. Lechia 13 16 17:19
  11. Piast 13 13 17:18
  12. Warta 13 13 12:17
  13. Wisła P. 13 13 13:19
  14. Wisła K. 13 11 18:19
  15. Stal 13 10 14:26
  16. Podbeskidzie 13 9 12:34

Wyniki 12. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 12. kolejki:
Legia Warszawa – Lechia Gdańsk 2:0

Gole: Tomas Pekhart (61), Rafael Lopes (90). Żółte kartki: Lewczuk, Jędrzejczyk, Andre Martins – Kubicki, Zwoliński, Nalepa. Czerwona kartka: Makowski (90., Lechia, za brutalny faul). Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:0
Gol: Bartłomiej Pawłowski (71). Żółta kartka: Piątkowski (Raków). Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Wisła Kraków 1:1
Gole: Pelle van Amersfoort (85) – Felicio Brown Forbes (61 karny). Żółte kartki: Siplak, Hanca, Marquez – Mehremić, Szot, Brown Forbes, Lis, Savić, Żukow. Czerwona kartka: Felicio Brown Forbes (67., za drugą żółtą).
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Warta Poznań 4:3
Gole: Jakov Puljić (19, 59, 90 karny), Jesus Imaz (28) – Mateusz Kuzimski (15), Michał Jakóbowski (37), Jan Grzesik (43). Żółte kartki: Cernych – Trałka. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0
Gole: Thomas Rogne (30), Mikael Ishak (44), Pedro Tiba (46), Dani Ramirez (53). Żółte kartki: Baszłaj, Marzec (Podbeskidzie). Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Zagłębie Lubin 1:1
Gole: Jakub Świerczok (10) – Samuel Mraz (14). Żółte kartki: Chrapek, Malarczyk (Piast). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Stal Mielec 2:0
Gole: Luka Zahovic (43), Kamil Drygas (57 karny). Żółte kartki: Zjawiński, Matras, Czorbadżijski (Stal).
Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Piotr Krawczyk (71).
Żółte kartki: Lewandowski, Rzeźniczak, Tomasik – Massouras.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 12 26 19:11
  2. Raków 12 24 24:13
  3. Górnik 12 23 18:11
  4. Śląsk 12 20 18:12
  5. Pogoń 11 19 13:7
  6. Zagłębie 12 19 16:13
  7. Jagiellonia 12 17 19:21
  8. Lech 11 16 22:16
  9. Lechia 12 16 17:18
  10. Cracovia 12 13 16:14
  11. Warta 12 13 11:15
  12. Wisła K. 12 11 17:17
  13. Piast 12 10 12:18
  14. Wisła P. 12 10 12:19
  15. Stal 12 9 13:25
  16. Podbeskidzie 12 9 12:29

Kanonada w Poznaniu

W najciekawszym meczu 10. kolejki ekstraklasy Lech zremisował u siebie z liderem rozgrywek Rakowem 3:3. Bramki dla „Kolejorza” zdobyli Mikael Ishak, Jakub Moder i Dani Ramirez, a dla gości Ivi Lopez, Oskar Zawada i Daniel Szelągowski. Dla Rakowa był to już dziewiąty mecz w lidze bez porażki, ale strata dwóch punktów kosztowała ten zespół utratę pozycji lidera na rzecz Legii Warszawa, która pokonała Cracovię 1:0.

Lechici przegrywali już z liderem PKO Ekstraklasy 0:2, potem wyszli na prowadzenie 3:2, lecz już w doliczonym czasie gry dali sobie odebrać zasłużone zwycięstwo. W hicie 10. kolejki doszło zatem do podziału punktów, ale remis na Bułgarskiej jest jednak sukcesem zespołu z Częstochowy, który po raz pierwszy w tym sezonie musiał radzić sobie bez trenera Marka Papszuna, zawieszonego na dwa mecze za obrazę sędziego oraz środkowego obrońcy Tomasa Petraska. Czeskiego piłkarza wyeliminowała z gry poważna kontuzja kolana.
Ekipa „Kolejorza”, chociaż ma w perspektywie czwartkowy mecz w Lidze Europy, w starciu z Rakowem nie oszczędzała sił. Było widać, że lechici chcą dokopać rywalom z przyczyn ambicjonalnych, o co postarał się wcześniej trener Papszun kilkoma ironicznymi wypowiedziami o zespole Lecha. Gospodarze przycisnęli częstochowian od pierwszego gwizdka arbitra, ale nie potrafili zdyskontować tej przewagi pod bramką rywali. Goście mieli poza tym mnóstwo szczęścia, lecz bynajmniej nie zamierzali się tylko bronić. W 16. minucie Oskar Zawada zagrał do Marcina Cebuli, a ten między nogami Lubomira Satki podał do Ivi Lopeza. Hiszpan w sytuacji sam na sam założył siatkę wychodzącemu z bramki Filipowi Bednarkowi i tak Raków objął nieoczekiwanie prowadzenie w meczu. Kilkadziesiąt sekund później lechici mogli stracić drugiego gola po błędzie Lubomira Satki, a w 22. minucie Filip Bednarek z najwyższym trudem obronił uderzenie Lopeza.
Lech mógł wyrównać w 25. minucie, lecz doskonałą okazję zmarnował Djordje Crnomarković, który z strzelając z kilku metrów trafił w bramkarza gości. Osiem minut później zespół Rakowa podwyższył prowadzenie znów dewastując szyki obronne „Kolejorza”. Cebula wyłożył piłkę Zawadzie, a ten z bliska wpakował ją do bramki poznańskiego zespołu.
Lechici na drugą bramkę odpowiedzieli niemal natychmiast, bo już 33. minucie po podaniu Michała Skórasia niezawodny Mikael Ishak precyzyjnie uderzył z pola karnego i zdobył kontaktowego gola.
Po zmianie stron Lechowi dopisało szczęście, bo w 47. minucie po zagraniu Jana Sykory Maciej Wilusz zablokował piłkę ręką w polu karnym i sędzia podyktowa „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił Jakub Moder. A już trzy minuty później zespół Dariusza Żurawia wyszedł na prowadzenie po kapitalnym strzale Daniego Ramireza z 15 metrów w „okienko” bramki strzeżonej przez Jakuba Szumskiego.
Częstochowianie nie podłamali się strat trzeciego gola, tylko zaatakowali śmiało. Dość długo ich szarże nie przynosiły efektów, a strzały Vladislavsa Gutkovskisa i Kamila Piątkowskiego tylko cudem nie wpadły do siatki lechitów. Kiedy wydawało się już, że lider poniesie w Poznaniu porażkę, w końcówce doliczonego czasu gry Daniel Szelągowski przeprowadził rajd przez pół boiska i w sytuacji sam na sam pokonał Bednarka. Chwilę później sędzia zakończył ten znakomity i stojący na niezłym poziomie mecz.
W innych spotkaniach też działy się dramatyczne rzeczy. Górnik Zabrze w derbowym spotkaniu z zajmującym ostatnią lokat w tabeli Piastem Gliwice nieoczekiwanie przegrał 1:2. Dla gliwickiej ekipy był to powrót do gry po 28 dniach przerwy spowodowanej zakażeniami koronawirusem. Natomiast zwycięstwo podopiecznych Waldemara Fornalika na gorącym dla zespołów przyjezdnych boisku w Zabrzu zapowiada być może ich powrót do walki nie tylko o uniknięcie degradacji. Z potknięcia Rakowa w Poznaniu skorzystała Legia, która pokonała na wyjeździe Cracovię i z dorobkiem 22 punków awansowała na pierwsze miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Raków z 21 pkt jest drugi, a trzecią lokatę zajmuje Górnik.


Inne wyniki ekstraklasy:
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 3:2
Górnik Zabrze – Piast Gliwice 1:2
Zagłębie Lubin – Stal Mielec 2:2
Warta Poznań – Wisła Kraków 2:1
Lech Poznań – Raków Częstochowa 3:3
Cracovia – Legia Warszawa 0:1

Raków nie zwalnia tempa

Po wygranej 2:1 w meczu z beniaminkiem Stalą Mielec zespół Rakowa Częstochowa umocnił się na pozycji lidera ekstraklasy. Po ośmiu kolejkach częstochowianie mają na koncie 19 punktów i trzy przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze oraz pięć nad trzecim Zagłębiem Lubin. Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia traci do ekipy trenera Marka Papszuna sześć „oczek”, ale ma o jedno spotkanie rozegrane mniej (z Wartą Poznań).

Mielczanie mieli przed potyczką z rozpędzonym liderem niezłego pietra, bo bali się powtórki ciężkiego lania, jakie sprawiła im tydzień wcześniej na ich własnym stadionie Wisła Kraków. Przegrywając z wiślakami aż 0:6 gracze drużyny trenera Dariusza Skrzypczaka mocno zasmucili poprzednie pokolenia piłkarzy Stali, bo w historii Stali takiej wysokiej porażki wcześniej nie odnotowano. Na boisku w Bełchatowie, które Raków wynajmuje z braku odpowiedniego obiektu w Częstochowie, do podobnego pogromu nie doszło, chociaż gospodarze nie szczędzili wysiłków, żeby dorównać ekipie „Białej Gwiazdy” w liczbie strzelonych goli. „Mieliśmy w tym meczu tyle bramkowych sytuacji, że moglibyśmy wygrać ze Stalą co najmniej takim samum wynikiem jak Wisła” – stwierdził na pomeczowej konferencji szkoleniowiec częstochowskiego zespołu Marek Papszun. Ale ze zwycięstwa 2:1 też był zadowolony, bo zapewnił jego ekipie komplet punktów i utrzymanie prowadzenia w PKO Ekstraklasie. „Nie jesteśmy przyzwyczajeni do roli faworyta, a w spotkaniu ze Stalą z całą pewnością faworytem byliśmy. Dlatego cieszę się podwójnie, bo ze zwycięstwa i z tego, że moi piłkarze wytrzymali presję. A wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo grać z przeciwnikiem, który w poprzedniej kolejce przegrywa u siebie 0:6 i zaraz potem przyjeżdża do lidera. Wiadomo, że każdy zawodnik ekipy rywali będzie walczył na dwieście procent i do ostatniego tchu, bo tylko tak można odzyskać sympatię swoich fanów. Dlatego tym bardziej gratuluję mojemu zespołowi zwycięstwa” – ocenił trener Papszun.
Szkoleniowiec ten prowadzi zespół Rakowa od 18 kwietnia 2016 roku. Przejął go jeszcze w II lidze, a w poprzednim sezonie wywalczył awans do ekstraklasy. Pierwszy sezon częstochowianie zakończyli na 10. miejscu, a ten zaczęli od porażki u siebie z Legią 1:2, potem już jednak to oni bili innych – pokonali kolejno Lechię 3:1, Zagłębie 2:1 i Podbeskidzie 4:1, zremisowali z Cracovią 2:2, ale następnie dalej kontynuowali zwycięską serię wygrywając z Wisłą Płock 3:0, Górnikiem 3:1 i w miniony weekend ze Stalą 2:1. Po ośmiu meczach mają w dorobku 19 punktów, 20 strzelonych goli i 9 straconych. W liczbie zdobytych bramek nie mają sobie równych – drugi pod tym względem w ekstraklasie Górnik jest gorszy o sześć trafień.
A przecież Raków wcale nie ma w swoich szeregach wirtuozów. Najskuteczniejsi w zespole są 25-letni Łotysz Vladislavs Gutkovskis, 23-letni Słoweniec David Tijanić i 26-letni Hiszpan Ivi Lopez mają na koncie po cztery trafienia. Pierwszy z nich jest w naszym kraju dosyć znany, bo przez ostatnie pięć lat był zawodnikiem Bruk-Betu Nieciecza i w barwach tego zespołu zaliczył 58 występów w ekstraklasie i strzelił 11 goli. Do ekipy Rakowa dołączył przed tym sezonem i okazał się wzmocnieniem. Natomiast dla Tijanica, który do polskiej ligi trafił z NK Triglav, Raków jest pierwszym zagranicznym klubem w karierze. Trafił do niego w zimowej przerwie poprzedniego sezonu i zdążył zaliczyć 11 występów, ale w obecnych rozgrywkach należy do podstawowych graczy.
Lopez z kolei to wychowanek Getafe CF, ale ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w hiszpańskiej drugoligowej drużynie SD Ponferradina. Przedtem występował również w takich ekipach jak UD Levante, Real Valladolid, Sporting Gijon i SD Huesca. W Primera Division zaliczył 41 występów, w których zdobył cztery bramki i zaliczył trzy asysty. W miniony weekend to on był bohaterem spotkania ze Stalą, strzelając oba gole dla Rakowa.
W ekipie Papszuna jest też wielu piłkarzy, którzy dopiero pod jego ręką osiągnęli wysoki sportowy poziom. Dobrym przykładem jest tu 28-letni czeski stoper Tomas Pietrasek, grający w zespole Rakowa od 2016 roku, co oznacza, że przeszedł z nim drogę od II ligi do ekstraklasy. I rozwinął się tak dalece, że ostatnio dostaje powołania do reprezentacji Czech. W bramce opoką stał się 28-letni wychowanek Legii Jakub Szumski, do którego trenerzy stołecznego klubu nie nabrali przekonania. Od wiosny 2017 roku Szumski gra w Rakowie i w tym sezonie wpuścił w ośmiu meczach dziewięć goli, co nie jest złym osiągnięciem – dla porównania Artur Boruc ma na koncie osiem goli w siedmiu występach.
Wysoką formę po powrocie z ligi rosyjskiej odzyskał w częstochowskim zespole doświadczony 32-letni obrońca Maciej Wilusz. On i Pietrasek oraz 20-letni Kamil Piątkowski (pozyskany przed rokiem z juniorskiej szkółki Zagłębie Lubin) tworzą tercet obrońców, bo ulubionym schematem taktycznym Papszuna jest gra w ustawieniu 1-3-4-3. W środkowej linii najczęściej jego zaufanie zyskują: pozyskany z Hajduka Split 25-letni Chorwat Fran Tudor, 25-letni Igor Sapała, wychowanek Polonii Warszawa, niechciany w Jagiellonii Białystok 27-letni Serb Marko Poletanović i pozyskany trzy lata tremu z Arki Gdynia 25-letni Patryk Kun. Do podstawowej grupy graczy zaliczają się też 28-letni Czech Peter Schwarz, 24-letni Marcin Cebula i 24-letni Oskar Zawada oraz dwaj weterani: 36-letni Piotr Malinowski i 34-letni Przemysław Oziębała. Nie jest to może kadrowy potencjał na długotrwałą dominację w ekstraklasie, nie mówiąc już o europejskich pucharach, ale w tym sezonie zapał i nadzwyczajna mobilizacja napędzana przez kolejne wygrane spotkania mogą przenieść częstochowskiej drużynie historyczny sukces. A za taki należy uznać każde miejsce wyższe od ósmego, bo jak do tej pory jest to najlepsza lokata Rakowa w ekstraklasie (w sezonie 1995/96).
Trudniej częstochowianom będzie pobić klubowy rekord wszech czasów w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach w sezonie 1966/67 doszli aż do finału, w którym przegrali po dogrywce z Wisłą Kraków 0:2. Na pewno będą jednak próbować osiągnąć sukces i na tym froncie. W najbliższy weekend ekstraklasa nie gra, bo to jest termin na rozegranie meczów 1/16 finału Pucharu Polski. Raków czeka już w piątek niełatwa wyjazdowa potyczka z wiceliderem I ligi Bruk-Betem Nieciecza, co pewnie będzie ważnym wydarzeniem dla Vladislavsa Gutkovskisa.
Na dnie tabeli ekstraklasy utknął natomiast beznadziejny w tym sezonie Piast Gliwice. To trochę dziwne, że ten zespół, który w poprzednim sezonie zajął trzecią lokatę, a dwa lata temu świętował pierwsze w historii mistrzostwo Polski, w obecnych rozgrywkach ekstraklasy jeszcze nie wygrał meczu, doznając sześciu porażek (ze Śląskiem 0:2, Pogonią 0:1, Jagiellonią 0:1, Stalą 2:3, Lechem 1:4, Cracovią 0:1) oraz dwukrotnie remisując – z Wartą Poznań w 3. kolejce oraz w ten weekend z Wisłą Płock 2:2. Z Rakowem gliwiczanie zagrają u siebie dopiero w 14. kolejce, a wcześniej podopiecznych trenera Waldemara Fornalika czekają ciężkie wyjazdowe boje z Górnikiem Zabrze, Legią Warszawa i walczącym jak oni o przetrwanie w ekstraklasie Podbeskidziem.
Natomiast w najbliższy weekend w 1/16 finału Pucharu Polski Piast zmierzy się w Mielcu ze Stalą i będzie to jakiś miernik różnicy, jaka dzieli outsidera ekstraklasy od lidera.

Wyniki 8. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 8. kolejki:
Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 1:1

Gole: Lubomir Guldan (3) – Flavio Paixao (72 karny). Żółte kartki: Simić, Żubrowski (Zagłębie). Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Wisła Płock 2:2
Gole: Tiago Alves (48), Michał Żyro (90 karny) – Jakub Rzeźniczak (51), Alan Uryga (57).
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:0
Gole: Jean Carlos Silva (35 karny), Chuca (61), Jakub Błaszczykowski (90).
Żółte kartki: Brown Forbes, Sadlok, Frydrych – Sitek, Kocsis. Czerwona kartka: Komor (72., Podbeskidzie, za faul taktyczny).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 1:0
Gol: Mateusz Praszelik (48).
Żółte kartki: Stiglec – Tiru.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 0:0
Żółte kartki: Lewczuk, Mladenović, Rosołek (Legia).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Stal Mielec 2:1
Gole: Ivi Lopez (27, 66) – Maciej Domański (77).
Żółte kartki: Sapała, Petrasek – Getinger, Stasik.
Sędziował: Artur Aluszyk (Szczecin).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Cracovia 1:1
Gole: Mohammad Awwad (86) – Pelle van Amersfoort (30).
Żółte kartki: Kraweć, Muhar, Czerwiński, Ishak, Marchwiński, Moder – Szymonowicz, Thiago, Niemczycki, Gardawski.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Jesus Jimenez (55 karny).
Żółte kartki: Laskowski – Massouras.
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków 8 19 20:9
  2. Górnik 8 16 14:8
  3. Zagłębie 8 14 10:7
  4. Śląsk 8 13 13:9
  5. Legia 7 13 9:8
  6. Pogoń 6 11 6:4
  7. Jagiellonia 7 11 8:7
  8. Lechia 7 10 11:10
  9. Wisła K. 7 9 13:9
  10. Lech 7 9 13:11
  11. Wisła P. 8 9 10:12
  12. Warta 7 7 5:6
  13. Cracovia 8 6 11:11
  14. Stal 8 5 8:19
  15. Podbeskidzie 8 5 9:21
  16. Piast 8 2 5:14

Raków rządzi w lidze

W 7. kolejce ligowej znowu było cicho na trybunach. Z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń koronawirusem wszystkie mecze rozgrywane były bez udziału publiczności. W sobotę w Zabrzu w spotkaniu na szczycie Górnik przegrał z Rakowem 1:3. Zespół trenera Marka Papszuna umocnił się po tym zwycięstwie na pozycji lidera.

Przed hitową w 7. kolejce potyczką lidera (Raków) z wiceliderem (Górnik) obie drużyny miały w dorobku po 13 punktów, a częstochowianie wyprzedzali zabrzan tylko lepszym bilansem bramkowym. Gospodarze nie mogli tym razem liczyć na doping swoich fanów, bo w efekcie rządowych obostrzeń związanych z pandemią wszystkie mecze ekstraklasy ponownie muszą odbywać się przy pustych trybunach.
Trenerzy obu zespołów zostali zmuszeni z różnych powodów do dokonania znaczących zmian w wyjściowych jedenastkach. W ekipie zabrzan po raz pierwszy w tym sezonie zagrał Aleksander Paluszek, który zastąpił kontuzjowanego Michała Koja, natomiast w drużynie gości Oskar Zawada zastąpił zakażonego koronawirusem Marcina Cebulę. Oprócz niego trener Papszun dopiero drugi raz w obecnym sezonie wystawił do gry Marko Poletanovicia, a 20-letni Krzysztof Kubica pierwszy raz w karierze zagrał od pierwszej minuty w meczu ekstraklasy. Od początku spotkania zagrał też Ivi Lopez, który w ataku zastąpił Vladislavsa Gutkovskisa, który wrócił ze zgrupowania kadry Łotwy z przeziębieniem i wszedł na boisko na ostatni kwadrans gry.
Na trenerskich ławkach zasiadali dwaj szkoleniowcy z najdłuższym stażem pracy w obecnie prowadzonych zespołach – Marek Papszun prowadzi Raków od 18 kwietnia 2016 roku, a Marcin Brosz zaczął pracę w Górniku 3 czerwca tego roku. Pod jego wodzą zabrzanie zaczęli ten sezon od pięciu zwycięstw z rzędu – czterech w lidze i z Jagiellonią w Pucharze Polski. W ekstraklasie kolejno pokonali Podbeskidzie 4:2, Stal Mielec 2:0, Lechię 3:0 i Legię 3:1, ale po spektakularnym triumfie na Łazienkowskiej, pierwszym od 22 lat, coś w zabrzańskiej maszynie się zacięło, bo potem zremisowała u siebie 0:0 z Wisłą Kraków, a następnie przegrała z Zagłębie 0:2 i teraz z Rakowem.
Z kolei zespół z Częstochowy zaczął od porażki u siebie (a de facto na gościnnym stadionie GKS Bełchatów) z Legią 1:2, by potem pokonać po kolei Lechię 3:1, Zagłębie 2:1, Podbeskidzie 4:2, zremisować z Cracovią 2:2, po czym znów zwyciężać – z Wisłą Płock 3:0 i teraz z Górnikiem. Raków już teraz zasłużył na miano rewelacji jesieni, chociaż trener Papszun nie lubi taki określeń, bo uważa, że rzeczywistą miarą sukcesu jego drużyny będzie miejsce w tabeli na koniec rozgrywek. Nie da się jednak ukryć, że w ekipie Rakowa nastroje są teraz szampańskie. W Zabrzu natomiast euforia po ostatnich niepowodzeniach trochę przygasła. Nie jest to jeszcze kryzys, ale często taka seria niepowodzeń bywa jego początkiem.
Z taką właśnie sytuacją boryka się obecnie w Piaście Gliwice trener Waldemar Fornalik, którego zespół w sobotę przegrał na wyjeździe z Cracovią 0:1 i była to jego szósta ligowa porażka w tym sezonie, a po siedmiu kolejkach gliwiczanie z jednym punktem na koncie zasłużenie zamykają tabelę PKO Ekstraklasy. Dla przypomnienia – jest to trzeci zespół poprzedniego sezonu. Inna sprawa, że dominatorom poprzednich rozgrywek (Legii, Lechowi, Piastowi, Lechii i zdobywcy Pucharu Polski Cracovii) w obecnych wiedzie się na razie tak sobie. Ale do końca rozgrywek są jeszcze 23 kolejki i dla każdego zespołu 69 punktów do zdobycia.

Wyniki 4. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 4. kolejki:

Wisła Kraków – Wisła Płock 0:3
Gole: Alan Uryga (8), Damian Michalski (43), Damian Rasak (71).
Żółte kartki: Basha, Szot – Rasak.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów:
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Raków Częstochowa 1:4
Gole: Tomasz Nowak (13) – Petr Schwarz (21 karny, 40 karny), Marcin Cebula (34), Vladislavs Gutkovskis (45 karny).
Żółte kartki: Jaroch – Wilusz, Petrasek.
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 4397.
Legia Warszawa – Górnik Zabrze 1:3
Gole: Bartosz Slisz (60) – Alex Sobczyk (4), Bartosz Nowak (17), Jesus Jimenez (47).
Żółte kartki: Rafael Lopes, Juranović – Wiśniewski.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 11 000.
Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Michał Kucharczyk (89 karny).
Żółte kartki: Matynia, Dąbrowski, Gorgon – Tamas, Pałaszewski, Putnocky, Lewkot.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 1821.
Lechia Gdańsk – Stal Mielec 4:2
Gole: Flavio Paixao (4, 73 karny), Conrado (45), Michał Nalepa (88) – Krystian Getinger (23), Mateusz Mak (44).
Żółte kartki: Saief, Nalepa, Conrado – Getinger, Flis.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 4507.
Zagłębie Lubin – Cracovia 1:1
Gole: Lorenco Simić (67) – Rivaldinho (48).
Żółte kartki: Guldan, Balić – Fiolić.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 2533.
Lech Poznań – Warta Poznań 1:0
Gol: Jakub Moder (90 karny).
Żółte kartki: Ramirez – Kuzimski, Ławniczak, Trałka.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 17 546.
Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 0:1
Gol: Jesus Imaz (58).
Żółte kartki: Lipski, Milewski – Tiru.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 2649.
Uwaga: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Górnik 4 12 12:3
  2. Raków 4 9 10:5
  3. Jagiellonia 4 8 6:4
  4. Śląsk 4 7 8:5
  5. Pogoń 4 7 5:4
    – Zagłębie 4 7 5:4
  6. Legia 4 6 5:6
  7. Lechia 4 6 6:8
  8. Wisła P. 4 5 6:4
  9. Lech 4 5 7:7
  10. Stal 4 2 4:8
  11. Podbeskidzie 4 2 7:12
  12. Wisła K. 4 2 4:9
  13. Cracovia 4 1 6:5
  14. Warta 4 1 0:3
  15. Piast 4 1 0:4