Pościg Lewego za Benzemą

Siedem drużyn zapewniło już sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Paris Saint-Germain, Bayern Monachium oraz Juventus Turyn o udział w pucharowej części rozgrywek nie musiały się martwić już po czwartej serii spotkań. Po piątej kolejce dołączyły do nich Real Madryt, Tottenham, Manchester City i FC Barcelona. Przedostatnia seria fazy grupowej miała wielu bohaterów, ale najwięcej mówiło się o trzech – Robercie Lewandowskim, Leo Messim i Erlingu Haalandzie.

Lewandowski znalazł się w centrum uwagi za sprawą strzeleckiego wyczynu. W wygranym przez Bayern Monachium wyjazdowym meczu z Crveną Zvezdą Belgrad kapitan reprezentacji Polski zdobył aż cztery bramki i z łącznym dorobkiem 10 trafień objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Już sam fakt, że polski snajper Bayernu zdobył bramki w każdym z pięciu grupowych spotkań, uzyskując przy tym niebywałą średnią dwóch trafień na mecz, jest wyczynem nietuzinkowy. Ale jak to ostatnio jest częste w jego przypadku, przy okazji ustanowił też swoisty rekord Champions League, albowiem jak ustalili futbolowi statystycy, były to najszybciej strzelone cztery gole w tych elitarnych rozgrywkach – Lewandowski dokonał tego wyczynu w 14 minut i 31 sekund.

Cztery gole to rzadki wyczyn

W jego karierze nie był to pierwszy „czteropak” w Lidze Mistrzów. Wcześniej, dokładnie 24 kwietnia 2013 roku, czterokrotnie do siatki przeciwnej drużyny trafił jeszcze jako gracz Borussii Dortmund w pamiętnym meczu z Realem Madryt w półfinale edycji 2012/2013. Oprócz Polaka dwa „czteropaki” w strzeleckim dorobku ma jeszcze tylko gwiazdor Barcelony Leo Messi.
Dzięki czterem golom w meczu z Crveną Zvezdą Lewandowski jest od wtorku najskuteczniejszym piłkarzem Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów – nasz piłkarz ma na koncie 45 bramek zdobytych w barwach bawarskiej drużyny i o trzy wyprzedza drugiego w klubowej hierarchii Thomasa Muellera. W klasyfikacji wszech czasów z łącznym dorobkiem 63 trafień „Lewy” zajmuje piątą lokatę, bo plasujący się na czwartej pozycji napastnik Realu Madryt Karim Benzema w tym sezonie podjął z Polakiem walkę o jej utrzymanie.

Wiadomo, że osiągnięcia prowadzących w tym zestawieniu Cristiano Ronaldo i Leo Messiego są praktycznie nie do pobicia, bo Portugalczyk ma na koncie 127, a Argentyńczyk 114 goli. Lewandowski i Benzema rywalizują zatem nie o te dwie czołowe lokaty, lecz o trzecie miejsce, które zajmuje inny z legendarnych graczy Realu Madryt, Raul, który występy w Lidze Mistrzów zakończył z dorobkiem 72 trafień.

Ostra walka o trzecią lokatę

Benzema w piątej kolejce w meczu z Paris Saint-Germain zdobył dwie bramki i z łącznym dorobkiem 64 trafień utrzymał czwartą lokatę, lecz Lewandowski z 63 golami jest tuż za nim. Ich rywalizacja będzie z pewnością rozpalać emocje kibiców nie tylko w tym sezonie, bo obaj mają dopiero po 31 lat, a grają w zespołach regularnie występujących w Champions League.

W obecnej edycji najgroźniejszym rywalem „Lewego” do zdobycia tytułu króla strzelców nie jest jednak francuski gwiazdor Realu Madryt, lecz występujący w barwach austriackiego RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Ten młody piłkarz także bije kolejne rekordy. W meczu z KRC Genk wszedł na boisko dopiero w 62. minucie, ale zdążył jeszcze zdobyć bramkę, już ósmą w tych rozgrywkach Ligi Mistrzów i jeszcze zaliczyć asystę, pomagając swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa 4:1, które daje jej szanse na wywalczenie awansu do 1/8 finału.

Haaland przeszedł do historii tych pucharowych rozgrywek, bo jest najmłodszym piłkarzem, który zdobywał bramki w pięciu kolejnych meczach. Pod tym względem nie ustępuje zatem Lewandowskiemu, a nie jest wykluczone, że wkrótce obaj będą grać w jednej drużynie, bo ponoć działacze Bayernu są młodym Norwegiem mocno zainteresowani.

Giganci na razie śpią

Na trzecie miejsce w klasyfikacji snajperów wskoczył Anglik Harry Kane z Tottenhamu Hotspur, który w wygranym 4:2 spotkaniu z Olympiakosem Pireus zdobył dwie bramki i powiększył swój łączny dorobek w tym sezonie do sześciu trafień. Po pięć goli strzelili jak na razie Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Lautaro Martinez (Inter Mediolan) i Raheem Sterling (Manchester City), a po cztery Karim Benzema (Real Madryt), Memphis Depay (Olympique Lyon), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Achraf Hakimi (Borussia Dortmund), Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax Amsterdam), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain) i Dries Mertens (SSC Napoli).

W czołówce klasyfikacji strzelców nie ma w tym sezonie żadnego z liderów klasyfikacji wszech czasów – Leo Messi w środowej potyczce Barcelony z Borussią Dortmund (3:1) zdobył dopiero drugą bramkę w obecnych rozgrywkach, a Cristiano Ronaldo z jednym trafieniem dla Juventusu nie jest nawet najskuteczniejszy w turyńskiej drużynie, bo w niej z trzema golami najlepszy w zestawieniu jest Argentyńczyk z polskimi korzeniami Paulo Dybala. Trzeba jednak pamiętać, że w fazie grupowej została do rozegrania jeszcze jedna kolejka, a potem w fazie play off dwa najlepsze zespoły rozegrają w drodze do finału kolejne siedem spotkań. Odbieranie już teraz szans Messiemu i Ronaldo na wygranie klasyfikacji strzelców jest zatem równie przedwczesne, jak przyznawanie tytułu Lewandowskiemu.

Tylko Bayern z kompletem punktów

Po pięciu kolejkach fazy grupowej tylko Bayern Monachium ma na koncie komplet 15 punktów. Bawarska jedenastka jest też bezkonkurencyjna w liczbie zdobytych bramek, bo ma ich na koncie 21. Zajmujące drugie pod tym względem miejsce zespoły Paris Saint-Germain, Manchestru City i Ajaksu Amsterdam zdobyły po 12 bramek. Wtorkowa wygrana Bayernu z Crveną Zvezdą Belgrad 6:0 to jedna z najwyższych w historii Ligi Mistrzów UEFA, ale nie najwyższa, nawet w dorobku bawarskiego zespołu, który ma na koncie dwa zwycięstwa po 7:0 odniesione 13 lutego 2012 roku nad FC Basel oraz 11 marca 2015 roku nad Szachtarem Donieck, a także 7:1 w spotkaniu ze Sportingiem Lizbona rozegranym 10 marca 2009 i AS Roma z 21 października 2014 roku.

Rekordzistami pod tym względem są jednak ekipy Realu Madryt oraz FC Liverpool, które wygrywały w Champions League po 8:0 – „Królewscy” takim wynikiem pokonali 8 grudnia 2015 roku Malmoe FF, natomiast „The Reds” 6 listopada 2007 roku Besiktas Stambuł. Rezultatami 7:0, czyli lepszymi od wtorkowego uzyskanego przez Bayern w Belgradzie, zwyciężały też zespoły Juventusu Turyn (10 grudnia 2003 z Olympiakosem Pireus), Arsenal Londyn (23 października 2007 roku ze Slavią Praga), Olympique Marsylia (3 listopada 2010 roku z MSK Żilina), Valencia (23 listopada 2011 roku z KRC Genk), Szachtar Donieck (21 października 2014 roku z BATE Borysów), FC Barcelona (z Celtikiem Glasgow 13 września 2016 roku), FC Liverpool (z NK Maribor 17 października 2017 roku) i Spartakiem Moskwa 6 grudnia 2017 roku) oraz Manchester City (z Schalke 04 Gelsenkirchen 12 marca 2019 roku), a wynikami 7:1 mecze kończyły drużyny Manchester United (z AS Roma 10 kwietnia 2007 roku), Olympique Lyon (z Dinamo Zagrzeb 7 grudnia 2011 roku, FC Barcelona (z Bayerem Leverkusen 7 marca 2012 roku) i Paris Saint-Germain (z Celtikiem Glasgow 22 listopada 2017 roku).

Prawdziwa walka od 1/8 finału

Faza grupowa to jednak tylko wstęp do walki o trofeum, o które prawdziwa rywalizacja zacznie się dopiero od 1/8 finału, ale Bayern, dzięki niesamowitej skuteczności Lewandowskiego, ma duże szanse aby stać się jedną z drużyn, które wygrały wszystkie sześć spotkań w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Bawarczycy w ostatniej kolejce zmierzą się 11 grudnia z Tottenhamem. Będzie to interesujące starcie nie tylko dwóch wybitnych snajperów, czyli Lewandowskiego i Kane’a, lecz także trenerów. Obecny szkoleniowiec angielskiej drużyny, Jose Mourinho, był w medialnych spekulacjach wymieniany jako następca zwolnionego niedawno przez Bayern trenera Niko Kovaca, ale chyba nie doszedł do porozumienia z szefami bawarskiego klubu i ostatecznie wybrał ofertę londyńskich „Kogutów”.

W ekipie Bayernu nikt chyba tym się nie zmartwił, bo drużyna pod trenerskimi rządami asystenta Kovaca, Hansa-Ditera Flicka, spisuje się nadspodziewanie dobrze – wygrała cztery mecze strzelając rywalom aż 16 goli i nie tracąc żadnego. Siedem z tych 16 bramek było autorstwa Lewandowskiego. „Miło jest widzieć, jak drużyna powoli zyskuje pewność siebie i zdobywa bramki. Do tego dobrze gramy w obronie, a to podstawa także dobrej gry w ofensywie” – powiedział Flick po meczu z Crveną Zvezdą Belgrad.
Na razie jest jednak szkoleniowcem tymczasowym i ma poprowadzić zespół tylko do końca tego roku, ale ponieważ wygrywa, a piłkarze go chwalą, niewykluczone iż zostanie do końca sezonu lub nawet dłużej. Jeśli Bayern pokona Tottenham, a w grudniu odzyska jeszcze pozycję lidera Bundesligi, takie stabilizujące rozwiązanie wydaje się wielce prawdopodobne. W takiej sytuacji trzeba będzie bawarską ekipę umieścić w gronie faworytów do wygrania obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Zmienne szczęście polskich piłkarzy

W piątej kolejce oprócz Lewandowskiego zagrało jeszcze pięciu naszych piłkarzy. W bramce Juventusu Turyn świetny występ w meczu z Atletico Madryt (1:0) zanotował Wojciech Szczęsny. Włoskie i hiszpańskie media zgodnie uznały, że polski bramkarz był lepszy od słoweńskiego golkipera madryckiego zespołu Jana Oblaka. W spotkaniu SSC Napoli z Liverpoolem (1:1) z powodu kontuzji nie zagrał Arkadiusz Milik, natomiast drugi z naszych reprezentantów w barwach Napoli, Piotr Zieliński, rozegrał 85 minut. Włoskie media oceniły jego występ notą 6,5 w 10 punktowej skali. Tylko trzech zawodników Napoli dostało wyższe oceny – Kalidou Koulibaly, Giovanni Di Lorenzo oraz zdobywca bramki Dries Mertens.

W zespole Lokomotiwu Moskwa w przegranym 0:2 meczu z Bayerem Leverkusen Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus zagrali od pierwszej do ostatniej minuty, ale obaj reprezentanci Polski tym razem nie dokonali niczego spektakularnego. Rosyjski zespół po tej porażce stracił już szanse nie tylko na awans do 1/8 finału, ale nawet na występy w Lidze Europy.

Łukasz Piszczek zaczął wyjazdowe spotkanie Borussii Dortmund z Barceloną w podstawowym składzie, lecz w 76. minucie został zmieniony, głównie jednak z powodów taktycznych. Jego zespół wciąż zachowuje szanse na awans do 1/8 finału. Występujący w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior całe przegrane przez jego drużynę 0:2 spotkanie z Atalantą Bergamo spędził na ławce rezerwowych.

 

Dwa gole Krychowiaka

Grzegorz Krychowiak w tym sezonie rosyjskiej ekstraklasy wręcz zadziwia skutecznością. Grający na pozycji defensywnego pomocnika reprezentant Polski w miniony weekend w 17. kolejce w wyjazdowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Tambow (3;2) strzelił dwa gole. Były to jego siódme i ósme trafienie w obecnych rozgrywkach.

Krychowiak jest czwarty w klasyfikacji strzelców, w której z 10 bramkami przewodzą Artjom Dziuba (Zenit Petersburg), Aleksander Sobolew (Krylia Sowietow Samara) i Eldor Szomurodow (FK Rostów). Najwyraźniej występy w reprezentacji Polski nie mają destrukcyjnego wpływu na formę Krychowiaka, bo po powrocie z ostatniego w tym roku zgrupowania biało-czerwonych 29-letni pomocnik rozegrał w rosyjskiej ekstraklasie znakomite spotkanie, zdobywając dwie bramki. Co ciekawe, asystę przy pierwszej z nich (na 1:0) zaliczył drugi z reprezentantów Polski w zespole Lokomotiwu Moskwa, Maciej Rybus. Ten sam Rybus, który ponoć z powodu kontuzji nie mógł zagrać w żadnym z dwóch listopadowych meczów reprezentacji Polski, a kilka dni po powrocie do moskiewskiego klubu był w stanie rozegrać cały mecz. Jeśli przez dwa tygodnie wypoczął i wyleczył dręczący go od dawna uraz, to trener Lokomotiwu powinien być wdzięczny selekcjonerowi kadry Polski za wsparcie.

Z Krychowiakiem jest zupełnie inna historia, bo on zasuwał w obu meczach reprezentacji, a mimo to nie dostał żadnej ulgi i także zaliczył pełne 90 minut w ligowej potyczce Lokomotiwu. Ale nasz piłkarz jest w takim gazie, że był niekwestionowanym bohaterem spotkania i zdobył dwie bramki. Tylko że „Krycha” swojego drugiego gola strzelił w 56. minucie, wyprowadzając moskiewską drużynę ponownie na prowadzenie, tym razem na 3:2. Trener Lokomotiwu Jurij Siomin w innych okolicznościach może by dał Krychowiakowi odpocząć zdejmując go wcześniej z boiska, lecz polski piłkarz pełni w jego zespole kluczową rolę, a przeciwnicy z FK Tombow bynajmniej nie padli po trzecim golu na kolana, tylko rzucili się do zaciekłych ataków i byli bliscy remisu.

Dlatego obaj polscy piłkarz musieli zasuwać na maksymalnych obrotach od pierwszego do ostatniego gwizdka, bo w ekipie Lokomotiwu należą do najlepiej opłacanych graczy, a Krychowiak na dodatek ma status gwiazdy zespołu. Przy pierwszym golu obu naszym reprezentantom zadanie trochę ułatwił bramkarz gospodarzy, bo co prawda Krychowiak po podaniu Rybusa huknął mocno z dystansu, ale lepszy fachowiec stojący między słupkami zapewne dałby sobie z jego strzałem radę. Nie omieszkał tego wykorzystać najlepszy kumpel Krychowiaka, Wojciech Szczęsny, który za pośrednictwem Twittera zakpił z jego trafienia nazywając je „farfoclem”. Ale obaj panowie przekomarzają się ze sobą w ten sposób nie od dzisiaj. Ich zespoły jak wiadomo rywalizują w jednej grupie Ligi Mistrzów i w obu już rozegranych meczach Krychowiak, chociaż bardzo się starał, Szczęsnemu gola nie strzelił, co golkiper Juve skrzętnie podkreślał w żartobliwych komentarzach na zamieszczanych na portalach społecznościowych.

Jego żarty nie mogą jednak osłabić znaczenia dokonań kolegi z reprezentacji, bo Krychowiak jest w tej chwili najlepszym strzelcem Lokomotiwu. Jego statystyki są imponujące, a postęp jaki poczynił w porównaniu do poprzedniego roku może wzbudzać jedynie uznanie. W poprzednim sezonie w 27 ligowych meczach pokonał bramkarzy rywali tylko dwukrotnie, teraz ma osiem goli strzelonych w 15 spotkaniach. Jeśli utrzyma taką dyspozycję, może powalczyć nawet o koronę króla strzelców rosyjskiej ekstraklasy, co byłoby zważywszy na jego boiskowe zadania wyczynem na światową skalę. Lokomotiw po wygranej z FK Tambow jest wiceliderem ze stratą pięciu punktów do prowadzącego Zenita Petersburg.

Za jego plecami z dorobkiem 30 „oczek” plasują się trzy zespoły – FK Rostów, CSKA Moskwa i FK Krasnodar. Ekipa z Rostowa, która ma składzie polskiego piłkarza, Macieja Wilusza, w miniony weekend przegrała 1:2 na wyjeździe z Dynamo Moskwa. W barwach moskiewskiej ekipy cały mecz rozegrał reprezentant Polski Sebastian Szymański, czemu Wilusz mógł przyglądać się jedynie z ławki rezerwowych. W takiej samej roli jak on w drużynie Achmata Grozny wystąpili dwaj inni nasi piłkarze w rosyjskiej lidze – Damian Szymański i Konrad Michalak. Niestety, oni także przez cały wyjazdowy mecz z FK Orenburg (2:1) grzali ławę.
Dynamo Moskwa po 15. kolejkach zajmuje miejsce w środku ligowej tabeli, zaś zespół ze stolicy Czeczeni po tej porażce spadł do strefy spadkowej.

 

Biało-czerwoni najlepsi w grupie G

Chociaż reprezentacja Polski po raz pierwszy od sześciu lat zaczęła mecz bez Roberta Lewandowskiego, a trener Jerzy Brzęczek kompletnie pogubił się w drugiej połowie, to mimo to biało-czerwoni wygrali 2:1 i zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie G. Z drugie go miejsca awans wywalczyła ekipa Austrii, która pokonała w sobotę Macedonię Północną 2:1.

Po raz pierwszy od sześciu lat i 38 spotkań Robert Lewandowski rozpoczął mecz reprezentacji na ławce rezerwowych. Pod jego nieobecność funkcję kapitana drużyny przejął Kamil Glik. W wyjściowym składzie zabrakło też Kamila Grosickiego. Trener Jerzy Brzęczek trochę mętnie tłumaczył, że chciał sprawdzić jak zespół będzie funkcjonował bez tych dwóch zawodników. W mediach pojawiły się też plotki, że ponoć „Lewy” na prośbę Bayernu miał w ogóle z Izraelem nie zagrać, ostatecznie jednak wszedł na boisko na ostatnie pół godziny meczu, ale chyba jedynie po to, żeby zaliczyć 110 występ w narodowej drużynie.

Brzęczek po raz kolejny pokazał, że jako trener wciąż fachowcem jest takim sobie. Gdyby znał się na rzeczy jak należy, nie wystawiłby do gry Przemysława Frankowskiego, a już na pewno nie na całe 90 minut. Ten piłkarz od półtora miesiąca nie rozegrał przecież żadnego meczu, bo jego klubowy zespół, Chicago Fire, wcześnie odpadł z rywalizacji w MLS. Co może taka długa przerwa zrobić z formą piłkarza, zobaczyliśmy właśnie na przykładzie Frankowskiego, szczególnie w ostatnich trzydziestu minutach spotkania. W tym okresie gry był dwunastym graczem zespołu Izraela i bezdyskusyjnie nadawał się do zmiany, tymczasem Brzęczek zdjął z boiska wyśmienicie grających Sebastiana Szymańskiego i Grzegorza Krychowiaka. W linii pomocy zastąpił ich Dominikiem Furmanem i Mateuszem Klichem, graczami wybitnie defensywnymi i znacznie gorszymi.

Zastanawiające roszady Brzęczka

Co ciekawe, za Szymańskiego wszedł Lewandowski, więc przez prawie 10 minut mieliśmy na boisku dwóch środkowych napastników, prawonożnego Frankowskiego na lewym, a lewonożnego Zielińskiego na prawym skrzydle, zaś w środku za biegającym bez celu Piątkiem Lewandowskiego. Jeśli miała to być riposta Brzęczka na taktyczne roszady trenera Izraelczyków, który po przerwie wzmocnił akurat środkową linię, to była wybitnie nieudana, bo wprowadziła niepotrzebne zamieszanie w szeregi biało-czerwonych. Rywale natychmiast z tego skorzystali i przejęli inicjatywę, której nawet po korekcie ustawienia i odesłaniu do szatni Piątka już nasi piłkarze nie odzyskali. Prezes PZPN Zbigniew Boniek niesłusznie po meczu ciskał na piłkarzy gromy, jeśli już, powinien mieć pretensje do trenera.

Biało-czerwoni już przed meczem w Jerozolimie mieli awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy w kieszeni, natomiast Izraelczycy na zajęcie także premiowanego awansem drugiego miejsca w grupie tylko matematyczne szanse. Tuż przed spotkaniem UEFA ogłosiła jednak, że ekipa Izraela zagra w barażach. To efekt tzw. klucza Ligi Narodów. Ten przepis mówi, że każdy zwycięzca grupy w Lidze Narodów ma zapewniony start w barażach o Euro 2020.

Jeżeli jednak któraś z drużyn zapewni sobie bezpośredni awans na mistrzostwa Europy, to wtedy do barażów dostaje się kolejna najwyżej sklasyfikowana reprezentacja według rankingu Ligi Narodów. Izrael w Lidze Narodów grał w dywizji C i w pierwszej grupie zajął drugie miejsce. Ponieważ jednak ekipy Finlandii i Szwecji wywalczyły awans do Euro 2020, kolejna w rankingu drużyna Izraela z automatu dostała prawo gry w barażach. Będzie w nich walczyć w dywizji C, a jej potencjalnymi rywalami mogą być Szkocja, Norwegia oraz Bułgaria.

W sobotę z grupy G awans wywalczyła ostatecznie Austria, a wraz z nią na listę zakwalifikowanych uczestników przyszłorocznych mistrzostw naszego kontynentu wpisały się też zespoły Chorwacji, Holandii i Niemiec. Te cztery ekipy dołączyły do już cieszących się z awansu drużyn Belgii, Polski, Rosji, Włoch, Hiszpanii, Ukrainy, Anglii, Czech, Francji, Turcji, Finlandii i Szwecji.

Euro 2020 nie będzie mieć jednego czy dwóch gospodarzy, a odbędzie się w dniach 12 czerwca – 12 lipca na 12 stadionach w 12 krajach. Decyzja o tym formacie ME zapadła w grudniu 2012 na spotkaniu Komitetu Wykonawczego UEFA. W ten sposób władze futbolu na Starym Kontynencie chciały uczcić 60. rocznicę pierwszych mistrzostw Europy.

W Kopenhadze, Bukareszcie, Amsterdamie, Dublinie, Bilbao, Budapeszcie, Glasgow, Monachium, Baku, Sankt Petersburgu, Rzymie oraz w Londynie rywalizować będą 24 zespoły, które zostaną podzielone na sześć grup. Ich losowanie odbędzie się 30 listopada w Bukareszcie.

Czterech ostatnich wyłonią marcowe turnieje barażowe z udziałem najlepszych drużyn pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA, które nie przejdą klasycznych kwalifikacji. Wiadomo też, że drużyny z miast-współgospodarzy trafią do grup we własnych krajach i co najmniej dwa spotkania rozegrają przed własną publicznością. Zasady turnieju będą identyczne jak cztery lata wcześniej we Francji.

Pora na rewanż ze Słowenią

Ostatnie spotkanie w obecnych eliminacjach nasza reprezentacja rozegra we wtorek 19 listopada na Stadionie Narodowym w Warszawie, a jej przeciwnikiem będzie zespół Słowenii. Będzie to już mecz bez żadnej stawki, dlatego jego najważniejszym akcentem ma być zaplanowana w jego trakcie ceremonia pożegnania Łukasza Piszczka, chociaż kibice pewnie woleliby zobaczyć solidny rewanż biało-czerwonych na Słoweńcach za wrześniową bolesną porażkę 0:2 w Lublanie.

Izrael – Polska 1:2
Gole: Moanes Dabour (88) – Grzegorz Krychowiak (4), Krzysztof Piątek (54).
Izrael: Ofir Marciano – Loai Taha (43. Dolev Haziza), Eitan Tibi, Nir Biton – Eli Dasa, Dan Glazer, Bibras Natcho, Beram Kayal (79. Ilay Elmkies), Omri Ben Harush (65. Sun Menahem) – Moanes Dabour, Eran Zahavi.
Polska: Wojciech Szczęsny – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Przemysław Frankowski, Krystian Bielik, Grzegorz Krychowiak (84. Dominik Furman), Piotr Zieliński, Sebastian Szymański (63. Robert Lewandowski) – Krzysztof Piątek (70. Mateusz Klich).
Żółte kartki: Biton – Bielik.
Sędziował: Mattias Gestranius (Finlandia).
Widzów: 16 700.

Grupa G
9. kolejka
Izrael – Polska 1:2
Austria – Macedonia Północna 2:1
Słowenia – Łotwa 1:0

Tabela grupy G
1. Polska                  9     22   15:3
2. Austria                 9    19    19:8
3. Słowenia              9    14    14:8
4. Macedonia Płn     9    11   11:13
5. Izrael                    9    11    16:17
6. Łotwa                   9      0      2:28

 

Eliminacje Euro 2020: Lęk przed rakietami

Nasza piłkarska reprezentacja ma do rozegrania dwa ostatnie mecze eliminacyjne. Pierwsze spotkanie, z Izraelem, miało się odbyć w sobotę 16 listopada w Jerozolimie, ale na ten kraj od poniedziałku spadają rakiety.

Izraelska armia przeprowadziła w miniony weekend atak powietrzny na jednego z przywódców Islamskiego Dżihadu Akrama Al Ajouriego, w którym według agencji Reutersa zginęła także jego żona. W rewanżu islamiści ostrzelali Izrael rakietami, które nie wyrządziły szkody, bo wszystkie zostały strącone. Ale we wtorek atak został ponowiony ze Strefy Gazy, tym razem z wykorzystaniem około 50 rakiet, z czego tylko 20 zostało przechwycone przez izraelską obronę przeciwrakietową. Pozostałe uderzyły m.in. w miasta Sderot i Aszdod, powodując zniszczenia i raniąc wiele osób. Rakiety, które doleciały do Aszdod, spadły w odległości 35 km na południe od lotniska w Tel Awiwie, na którym w piątek ma lądować samolot z reprezentacją Polski na pokładzie.

Gdzie zagrają z Izraelem?

Polska ambasada w Izraelu na Twitterze ostrzega: „W związku z alarmami przeciwrakietowymi na terytoriach przyległych do Strefy Gazy (SG) oraz na terenie Tel Awiwu oraz zaostrzeniem sytuacji wokół SG, stanowczo odradzamy podróże do SG i obszarów z nią graniczących oraz przypominamy podstawowe zasady reagowania w przypadku alarmu”.
Z uwagi na nadzwyczajną sytuację we wtorkowej konferencji prasowej, w której pierwotnie mieli uczestniczyć tylko selekcjoner kadry Jerzy Brzęczek i kapitan reprezentacji Robert Lewandowski, wystąpił też prezes PZPN Zbigniew Boniek. Sternik polskiego futbolu tak oto ocenił sytuacje przed meczem z Izraelem: „Żyjemy w świecie, w którym co pięć minut pojawiają się nowe informacje. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszym MSZ, z piłkarską federacją Izraela, z UEFA. Rozmawiałem już z prezydentem UEFA i ludźmi, którzy odpowiadają za organizację tego meczu. W ciągu 24 godzin będziemy mieli ostateczną decyzję dotyczący tego meczu. Jako PZPN uważamy, że bezpieczeństwo drużyny jest priorytetem. Chcemy walczyć, ale tylko na boisku, natomiast drużynie, zawodnikom chcemy dać stuprocentową pewność, że jedziemy tylko na mecz i że pobyt będzie całkiem bezpieczny. Jestem przekonany, że wszystko ułoży się pomyślnie, a jedyne ryzyko, jakie nas czeka w Izraelu, to ewentualna porażka naszego zespołu w meczu” – powiedział prezes Boniek.

Z różnych innych źródeł dochodzą jednak wieści, że w Izraelu rozważane jest przeniesienie meczu z Polską z Jerozolimy do Hajfy, a nawet do innego kraju. Ponoć w grę wchodzi wynajęcie stadionu na Cyprze lub Malcie.

Ostatnie zgrupowanie w 2019

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powołał do kadry 26 zawodników plus gościnnie Łukasza Piszczka, ale z tego grona problemy zdrowotne mają Maciej Rybus, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik, a nawet imponujący strzelecką formą Robert Lewandowski, który tylko odłożył w czasie operację przepukliny pachwinowej. Kadrowicze podczas ostatniego w tym roku zgrupowaniu wiele razem nie potrenują, bo zdołają odbyć w sumie tylko cztery treningi, ale to i tak będzie o jedne zajęcia więcej niż mieli miesiąc wcześniej. Do Izraela maja wylecieć w piątek, wrócą w niedzielę około godziny 15:00, a ze Słowenią zagrają już we wtorek o 20:45.

W miniony weekend w ligowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Krasnodar (1:1) mocno poturbowany został Grzegorz Krychowiak. Nasz piłkarz strzelił gola, ale na drugą połowę już nie wyszedł, bo po brutalnym ataku rywala doznał wstrząśnienia mózgu i został odwieziony do szpitala. Z tego powodu na zgrupowaniu biało-czerwonych ma się pojawić dopiero w środę. Jego występ w obu spotkaniach kadry nie jest jednak wykluczony, natomiast drugi z naszych graczy występujących w Lokomotiwie, Maciej Rybus, naderwał mięsień uda podczas rozgrzewki i zdaniem sztabu medycznego rosyjskiego klubu nie może zagrać w reprezentacji. Piłkarz przyjechał jednak do Warszawy, gdzie jego uraz we wtorek mieli zdiagnozować lekarze polskiej kadry.
Niepewny jest też występ Arkadiusza Milika, któremu odnowił się uraz spojenia łonowego, z którym zmagał się przez kilka tygodni na początku sezonu. Napastnik SSC Napoli nie zagrał w miniony weekend w Serie A, na zgrupowanie kadry jednak przyjechał, ale póki co jego przydatność do gry jest wielką niewiadomą.
Nie będzie eksperymentów
Brzęczek nie ma więc tym razem wielkiego wyboru w linii ataku, bo zważywszy na fakt, że Krzysztof Piątek i Dawid Kownacki ostatnio nie strzelają goli, to tak naprawdę selekcjoner może w tej formacji liczyć tylko na fenomenalnie grającego w tym sezonie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji co prawda ma problem z przepukliną pachwinową, ale nie jest to uraz przeszkadzający mu w grze. „Ogólnie z moim zdrowiem wszystko jest dobrze, nie odczuwam bólu ani dyskomfortu i jestem gotowy do gry. Sam zabieg przejdę pod koniec rundy, w grudniu. To co mi dolega, nie przeszkadza w grze czy w wykonywaniu ćwiczeń szybkościowych i siłowych. Mogę więc z tym poczekać” – zapewnia snajper Bayernu Monachium, który w tym sezonie w barwach Bayernu Monachium w 18 meczach zdobył 23 bramki.

Pewniakiem w składzie jest też bramkarz Wojciech Szczęsny, także dlatego, że w miniony weekend błysnął kapitalną formą w ligowym meczu z AC Milan (1:0). W Juventusie Turyn Szczęsny niezmiennie jest numerem 1 i nie ma żadnych powodów, żeby inaczej miało być w reprezentacji.

W środku linii defensywnej raczej na pewno zobaczymy sprawdzony duet Jan Bednarek – Kamil Glik, bo obaj są zdrowi. Większy problem jest na flankach, zwłaszcza na lewej, bo z powodu kontuzji Rybusa Brzęczek ma tam teraz wybór tylko między Arkadiuszem Recą i Bartoszem Bereszyńskim, który na co dzień gra na prawej flance. Na tej pozycji selekcjoner może jednak wystawić grającego regularnie w Dynamie Kijów Tomasza Kędziorę.

W linii środkowej nawet bez Krychowiaka kłopotów kadrowych nie będzie, bo w pełni sił jest Krystian Bielik. Reszta graczy wystawiana ostatnio w tej formacji jest w formie i gotowa do gry.

 

Podwójna radość Lewego

Po czterech kolejkach awans do 1/8 finału zapewniły sobie niepokonane jeszcze w tegorocznej edycji zespoły Paris Saint-Germain, Bayernu Monachium i Juventusu Turyn, pewne wyjścia z grupy są też Manchester City oraz Real Madryt.

Zespół Realu Madryt powoli wraca na zwycięską ścieżkę, o czym boleśnie przekonali się w środowym wieczór piłkarze Galatasaray Stambuł. Na stadionie Santiago Bernabeu gracze „Królewskich” zaaplikowali im sześć bramek. Bohaterami w ekipie gospodarzy byli napastnicy – Francuz Karim Benzema i 18-letni Brazylijczyk Rodrygo. Pierwszy strzelił dwa gole i odskoczył na odległość trzech trafień ścigającemu go w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów Robertowi Lewandowskiemu (Francuz ma teraz 62 gole, „Lewy” 59), drugi zaliczył hat-tricka. W grupie A rządzi jednak niepokonany jeszcze Paris Saint-Germain, który co prawda pokonał w 4. kolejce Club Brugge tylko 1:0, ale paryżanie jako jedyni w obecnej edycji tych elitarnych rozgrywek nie stracili jeszcze gola, a sami wbili ich dziesięć.

Najskuteczniejszym zespołem w stawce po czterech seriach gier jest jednak Bayern Monachium, który ma na koncie 15 bramek. Sześć z nich zdobył Lewandowski, który jest wiceliderem w klasyfikacji strzelców. Prowadzi z siedmioma golami występujący w RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Dla naszego najlepszego obecnie piłkarza trafienie w środowym spotkaniu z Olympiakosem Pireus stało się okazją do pochwalenia się, że po raz drugi zostanie ojcem. Zrobił to w ulubiony przez piłkarzy sposób, wkładając piłkę pod koszulkę. Bawarski zespół wygrał 2:0 i przyklepał awans do 1/8 finału, a warto przypomnieć, że był to trenerski debiut Hansa-Dietera Flicka, który przejął zespół po zwolnionym w minioną niedzielę Niko Kovaczu.

Najwięcej goli w czwartej serii spotkań nie padło w Madrycie, tylko na na stadionie Stamford Bridge w Londynie, gdzie Chelsea zremisowała z Ajaksem Amsterdam 4:4, chociaż przegrywała już 1:4. Zespół The Blues powtórzył pamiętny wyczyn Liverpoolu w meczu z Milanem w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku. Holenderska drużyna jeszcze nigdy nie przegrała meczu w tych rozgrywkach, czy to Pucharze Europy, czy też Lidze Mistrzów, na angielskiej ziemi i także tym razem nie dali się pokonać. Był to wyczyn, bo od 69. minuty Ajax grał w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Daley’a Blinda i Joela Veltmana.
Nie mniejsze emocje, chociaż innego rodzaju, towarzyszyły potyczce SSC Napoli z RB Salzburg (1:1). Właściciel klubu z Neapolu, słynny kreator mody Aurelio de Laurentis, był tak bardzo niezadowolony z postawy swojej drużyny, że nakazał trenerowi Carolo Ancelottiemu skoszarować ją na tydzień zaraz po meczu z austriackim zespołem. Piłkarze, w tym także dwaj reprezentanci Polski, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik, nie podporządkowali się jednak tej decyzji i po meczu rozjechali się do swoich domów. Włoskie media spekulowały, że za niesubordynację szef klubu obwinił szkoleniowca i żeby wyjść z twarzą z tej patowej sytuacji, postanowił go zdymisjonować.
Nieciekawie działo się też na Camp Nou w Barcelonie, gdzie „Duma Katalonii” tylko bezbramkowo zremisowała z zespołem Slavii Praga. Bohaterem meczu był bramkarz czeskiej drużyny Ondrej Kolarz, którego nie zdołał pokonać, mimo wielu prób, nawet Leo Messi. To pierwsza taka sytuacja do lutego 2018 roku, a zarazem koniec pięknej serii 45 meczów z rzędu na Camp Nou, w których drużyna Barcelony strzelał co najmniej jednego gola. Niezadowoleni ze słabego występu swoich ulubieńców kibice pożegnali ich gwizdami, co też Messiemu i spółce dawno się nie przydarzyło.

Oklaskami natomiast żegnali swoich piłkarzy fani Lokomotiwu Moskwa, chociaż ich drużyna przegrała z Juventusem Turyn 1:2. Ale ten mecz był interesujący także dla polskich kibiców, bo zagrało w nim aż trzech reprezentantów naszego kraju – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w barwach rosyjskiej ekipy oraz Wojciech Szczęsny w bramce włoskiego potentata. Nasi gracze spisali się znakomicie, co może tylko cieszyć w perspektywie zbliżających się listopadowych spotkań biało-czerwonych z Izraelem i Słowenią.

A skoro o polskich piłkarzach mowa, w 4. kolejce zagrało ich jeszcze dwóch – pod koniec meczu Borussii Dortmund z Interem Mediolan wszedł na boisko Łukasz Piszczek, natomiast w spotkaniu Dinama Zagrzeb z Szachtarem Donieck Damian Kądzior pojawił się na murawie już w doliczonym czasie gry.

 

Wpadka Krychowiaka

W 15. kolejce rosyjskiej Premier Ligi trzej reprezentanci Polski – Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus i Sebastian Szymański – rozegrali całe mecze, co powinno ucieszyć trenera naszej kadry Jerzego Brzęczka.

Krychowiak i Rybus nie mieli jednak wielkich powodów do zadowolenia, bo ich Lokomotiw Moskwa tylko zremisował z FK Ufa 1:1. Drużyna naszych piłkarzy objęła prowadzenie w 60. minucie, ale 11 minut później w polu karnym Lokomotiwu poważny błąd popełnił Krychowiak. Nasz reprezentacyjny pomocnik próbując wybić piłkę nie trafił w nią i na dodatek jeszcze sfaulował zawodnika rywali, za co został ukarany żółtą kartką, a przeciwnicy dostali jeszcze rzut karny. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Lovro Bizjak. Była to ostatnia bramka jaka padła w tym spotkaniu, ale rosyjskie media nie winiły Krychowiaka za stratę punktów. Polak poza tą jedną wpadką zagrał na swoim normalnym poziomie, podobnie jak Rybus. Lokomotiw nie wykorzystał szansy na objęcie prowadzenia w lidze. Podopieczni Jurija Siemina są wiceliderami i tracą dwa punkty do Zenita Petersburg.
Występujący w barwach Dynama Moskwa 20-letni Sebastian Szymański także zaliczył 90 minut w spotkaniu z Achmatem Grozny. Jego zespół na swoim stadionie stracił bramkę tuż przed przerwą po rzucie karny, a od 60. minuty grał w dziesiątkę, mimo to zdołał wywalczyć remis 1:1. W doliczonym czasie gry wyrównał Iwan Ordec.

W zespole z Groznego całe spotkanie rozegrał 22-letni Konrad Michalak, natomiast drugi z naszych graczy w tej ekipie, 24-letni Damian Szymański, cały mecz spędził na ławce rezerwowych. 22-letni Michalak to jeszcze niedawny młodzieżowy reprezentant Polski, natomiast były gracz Wisły Płock Damian Szymański ma na koncie cztery występy w kadrze Jerzego Brzęczka.

 

Liga Mistrzów: Pozostały trzy zespoły bez porażki

W 16 spotkaniach 3. kolejki Ligi Mistrzów strzelono 54 gole, co daje niezłą średnią 2,20 trafienia na jeden mecz. Królami polowania wśród strzelców goli byli tym razem Raheem Sterling (Manchester City) i Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), zdobywcy hat-tricków. Wyróżnił się też Robert Lewandowski, który zaliczył dwa trafienia, ale furorę w mediach robi przewodzący w klasyfikacji snajperów z dorobkiem sześciu bramek 19-letni norweski napastnik RB Salzburg Erling Haaland.

O Lewandowskim w mediach rozpisywano się głównie dlatego, że strzelając dwa gole w wygranym przez Bayern 3:2 meczu z Olympiakosem Pireus podtrzymał nieprawdopodobną passę, zdobywając bramkę w 13 meczu z rzędu. W sumie kapitan reprezentacji Polski w tych trzynastu występach strzelił aż 18 goli, z czego w Lidze Mistrzów pięć. W klasyfikacji strzelców obecnych rozgrywek ten dorobek daje mu w tej chwili drugie miejsce, za rewelacyjnym norweskim nastolatkiem z RB Salzburg. Erling Braut Haland zaliczył trzy trafienia w spotkaniu z KRC Genk (6:2), jedną w meczu z FC Liverpool (3:4) i dwa w środowej potyczce z SSC Napoli (2:3).

Dobrych strzelców przybywa

Te osiągnięcia są imponujące także dlatego, że 19-letni napastnik w tym sezonie dopiero zadebiutował w tych elitarnych rozgrywkach, nic zatem dziwnego, że znudzone już trochę sławieniem starych mistrzów media rozpisują się o nowym talencie nawet z przesadnym entuzjazmem.

Pominąć dokonań „Lewego” jednak nie mogły, bo jego strzeleckie wyczyny są spektakularne. W tym roku Polak z łącznym dorobkiem 46 goli jest najskuteczniejszym snajperem w ligach europejskich i przewodzi w klasyfikacji „Złotego Buta” obecnego sezonu. Dwoma trafieniami w spotkaniu z Olympiakosem poprawił swój łączny dorobek w lidze Mistrzów do 58 i na liście wszech czasów zajmuje obecnie o piątą lokatę. Przed nim z 60 golami na koncie jest napastnik Realu Madryt Karim Benzema i z nim teraz pewnie kapitan naszej reprezentacji będzie się ścigał o czwartą pozycję w zestawieniu. Trzeci na liście Raul z 71 bramkami dla obu w tym sezonie jest jeszcze nie do przeskoczenia. Na wyprzedzenie Cristiano Ronaldo (127 goli) i Leo Messiego (113) nie mają szans, zwłaszcza że obaj gwiazdorzy wciąż grają i z pewnością swoje strzeleckie osiągnięcia jeszcze wyśrubują.

W tym sezonie Portugalczyk i Argentyńczyk na razie jednak snajperskimi statystykami nie imponują. W 3. kolejce CR7 zaliczył pod tym względem pusty przebieg, a w meczu Juventusu Turyn z Lokomotiwem Moskwa (2:1) w strzelaniu goli zastąpił go Argentyńczyk polskiego pochodzenia Paulo Dybala, autor obu goli dla turyńskiej jedenastki. Warto odnotować, że w tym spotkaniu wystąpiło dwóch reprezentantów Polski – w bramce Juventusu stał Wojciech Szczęsny, a w rosyjskim zespole do 83. minuty dzielnie walczył Grzegorz Krychowiak, mimo osłabienia po infekcji żołądkowej. Drugi z naszych zawodników w Lokomotiwie, Maciej Rybus, nie znalazł się w kadrze meczowej z powodu kontuzji.

Skoro już o naszych graczach mowa, w zespole SSC Napoli zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik całe spotkanie z RB Salzburg (3:2) przesiedział na ławce rezerwowych. Ławę przez cały mecz grzał też Łukasz Piszczek w przegranej przez jego Borussię Dortmund 0:2 wyjazdowej potyczce z Interem Mediolan. Najlepsze recenzje z Polaków otrzymał za swój występ Lewandowski, który po raz kolejny w tym sezonie był najlepszym zawodnikiem Bayernu.
Bawarska drużyna wywiozła z Grecji komplet punktów, ale nie zachwyciła grą, natomiast doprowadziła swoich fanów do szewskiej pasji żenującymi błędami w obronie. Trener Niko Kovac znowu jest na cenzurowanym i niemieckie media wieszczą jego rychłą dymisję. Nerwowość jest zrozumiała, bo z czterech niemieckich zespołów największe szanse na odegranie znaczącej roli w obecnej edycji Ligi Mistrzów dawano Bayernowi.

Faworyci biją coraz mocniej

Szansy w wyjściowym składzie w końcu doczekał się Thomas Mueller, choć Kovac ustawił go na pozycji skrzydłowego, której Niemiec nie lubi. Ale mimo to miał on udział przy obu bramkowych akcjach Lewandowskiego, więc nie dziwi, że szefowie bawarskiego klubu nawet nie chcą słyszeć o jego odejściu. Ale Mueller twardo chce już zimą zmienić klub, bo rola rezerwowego jest dla niego nie do przyjęcia. Byłoby to spore osłabienie i tak już mocno przetrzebionego przez kontuzje monachijskiego zespołu, a przecież wiosną przyszłego roku Bayern czekają najważniejsze mecze w Lidze Mistrzów. Awans do 1/8 finału „Lewy” i spółka mają już de facto w kieszeni, bo po trzech kolejkach prowadzą w grupie B z kompletem punktów i przewagą pięciu „oczek” nad drugim Tottenhamem oraz sześciu na trzecią Crveną Zvezdą Belgrad.

W równie korzystnej sytuacji są jeszcze zespoły Manchesteru City i Paris Saint-Germain. Zespół Pepa Guardioli rozgromił Atalantę Bergamo 5:1, a paryżanie 5:0 Club Brugge. Bayern w trzech kolejkach zdobył 13 bramek i jest w tej chwili najskuteczniejszą drużyną w rozgrywkach. Dziesięć goli wbił rywalom Manchester City, a PSG dziewięć. Czyste konto bramkowe po stronie strat ma jednak tylko mistrz Francji, „The Citizens” stracili tylko jednego gola, a Bayern aż cztery. To pokazuje nad czym muszą popracować gracze bawarskiej jedenastki, jeśli chcą się liczyć w walce o triumf w obecnej edycji Champions League.

Przeżywające teraz chwile słabości zespoły Liverpoolu, Barcelony i Realu Madryt z pewnością za dwa-trzy miesiące wrócą do wielkiej formy, słabość przezwyciężą też z pewnością Juventus, Inter, Tottenham i Atletico. Prawdziwa walka zacznie się dopiero od 1/8 finału.

 

Bayern posłał ostrzeżenie

Nie brakowało emocji i zaskakujących rezultatów w drugiej kolejce Champions League. Zagrało w niej sześciu polskich piłkarzy i większość zanotowała udane występy, ale najlepiej wypadł Robert Lewandowski, zdobywca dwóch bramek dla Bayernu Monachium w wygranym 7:2 wyjazdowym meczu z Tottenhamem Hotspur.

Lewandowski w tych prestiżowych rozgrywkach ma już na koncie 56 trafień i w klasyfikacji wszech czasów zajmuje obecnie, na spółkę z Holendrem Ruudem van Nistelrooyem, piąte miejsce. Przed nimi na liście najskuteczniejszych jest trzech czynnych jeszcze zawodników – Cristiano Ronaldo (127 goli), Leo Messi (110 goli) i Karim Benzema (60 goli), którego wyprzedza przebywający już od dawna na piłkarskiej emeryturze Raul Gonzalez Blanco (71 goli). Za „Lewym” reszta graczy sklasyfikowanych w Top 10 tego zestawienia: Ruud van Nistelrooy (56 goli), Thierry Henry (50 goli), Alfredo Di Stefano (49 goli), Zlatan Ibrahimović (48 goli) i Andrij Szewczenko (48 goli). Na dogonienie Cristiano Ronaldo i Leo Messiego ani Benzema, ani Lewandowski szans nie mają, ale w tym sezonie obaj pewnie będą się ścigać o czwartą lokatę w klasyfikacji wszech czasów, bo Raula też nie przeskoczą.

Nawet Lewandowski, chociaż imponuje niesamowitą skutecznością. Zdobyte przez niego dwie bramki w spotkaniu z Tottenhamem były jego 13. i 14. trafieniem w tym sezonie. W pięciu najsilniejszych ligach Europy żaden inny piłkarz nie może pochwalić się podobną zdobyczą. Kapitan reprezentacji Polski od kilku tygodni jest chwalony przez niemieckie media, które za ten występ przyznały mu notę 1, co za Odrą oznacza „klasę światową”. UEFA na swoim portalu wyróżniła jednak nie gole Polaka, lecz jego efektowne zagranie piłki piętą nad głową środkowego obrońcy Tottenhamu Belga Jana Vertonghena. Ale to nie „Lewy” był bohaterem wieczoru w bawarskiej jedenastce, tylko reprezentant Niemiec Serge Gnabry, strzelec aż czterech goli dla Bayernu. Znakomicie grali też niemal wszyscy pozostali gracze mistrza Niemiec. Efektowna wygrana nie czyni jeszcze drużyny trenera Niko Kovaca głównym pretendentem do wygrania Ligi Mistrzów, ale bez wątpienia „Lewy” i spółka wysłali rywalom sygnał, że w tym sezonie zamierzają bić się w tych rozgrywkach o najwyższe laury.

Nie jest to cel na wyrost, bo póki co, sądząc po wynikach, wielu potencjalnych konkurentów mocno obniżyło loty. Po dwóch kolejkach, oprócz Bayernu, komplet punktów mają jeszcze tylko zespoły Paris Saint-Germain, Manchesteru City i Ajaksu Amsterdam. Wielki Real Madryt nawet w swojej świątyni na Santiago Bernabeu nie potrafił pokonać belgijskiego słabeusza Club Brugge, a do przerwy nawet przegrywał 0:2. Hiszpańskie media surowo oceniają „Królewskich”. Dziennik „As” napisał, że ostatnie miejsce w grupie to wstyd dla tego utytułowanego klubu. Na razie jednak nikt nie przekreśla szans Realu na awans do 1/8 finału, a właśnie w tej fazie rozgrywek zacznie się dopiero prawdziwa walka.

Z naszych piłkarzy rywalizujących w tym sezonie w Lidze Mistrzów udane występy, oprócz Lewandowskiego, zanotowali jeszcze Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund (2:0 na wyjeździe ze Slavią Praga), Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn (3:0 u siebie z Bayerem Leverkusen), Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa (0:2 u siebie z Atletico Madryt), natomiast słabo wypadł w ekipie SSC Napoli (0:0 na wyjeździe z KRC Genk) irytująco nieskuteczny Arkadiusz Milik. Drugi z Polaków w ekipie z Neapolu, Piotr Zieliński, tym razem cały mecz grzał ławę.

 

Tercet dzielnych strzelców

Do pierwszego październikowego meczu reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020 (z Łotwą w Rydze) zostało niespełna półtora tygodnia, dlatego cieszą strzeleckie popisy naszych kluczowych piłkarzy w ligowych rozgrywkach. W miniony weekend swoje kolejne bramki w tym sezonie zdobyli Robert Lewandowski, Kamil Grosicki i Grzegorz Krychowiak.

Lewandowski w meczu 6. kolejki Bundesligi z Padeborn strzelił już 10. gola w obecnych rozgrywkach. Kapitan reprezentacji Polski ustanowił tym samym nowy rekord niemieckiej ekstraklasy, jest bowiem pierwszym w historii jej zawodnikiem, który zdobył 10 bramek w pierwszych sześciu kolejkach ligowych. Bawarczycy wygrali jednak z outsiderem Bundesligi tylko 3:2, a stracone przez nich bramki są pierwszymi w historii zdobytymi przez Padeborn w meczach z Bayernem. „Lewy” i spółka dzięki tej wygranej wskoczyli na fotel lidera, bo prowadzący po pięciu kolejkach RB Lipsk niespodziewanie przegrał u siebie z Schalke Gelsenkirchen 1:3.

Mimo ustanowienia rekordu 10 goli w sześciu pierwszych kolejkach sezonu, Lewandowski za swój występ otrzymał przeciętne oceny, bo w szóstej minucie spudłował w dogodnej sytuacji. W 13. minucie równie dogodną okazję zmarnował też Kingsley Coman, ale Francuzowi łatwiej to wybaczono. Prowadzenie Bayernowi dał w końcu Serge Gnabry, który wykorzystał kapitalne podanie świetnie grającego Philippe Coutinho. Do przerwy więcej goli już nie padło. Dopiero w 55. minucie na 2:0 podwyższył Coutinho, a asystę dla odmiany zaliczył Gnabry. Potem zaczęły się jednak dziać cuda, bo ekipa Padebornu zdobyła kontaktową bramkę. Pierwsze historyczne trafienie w Bundeslidze przeciwko Bayernowi zapisał na swoje konto Kai Proeger. Gdy wydawało się, że Paderborn doprowadzi do wyrównania, trybuny uciszył Lewandowski strzelając gola z podania Niklasa Suele. ”Lewy” zdążył wbić swojego gola dosłownie w ostatniej chwili, bo dwie minuty później został zmieniony przez Thomasa Muellera. Ostatecznie kiepsko grający w defensywie Bayern stracił jeszcze jednego gola, co przed wtorkową potyczka w Lidze Mistrzów z Tottenhamem nie stawia niemieckiej drużyny w roli faworyta.

W klasyfikacji strzelców „Lewy” powiększył przewagę nad konkurentami – prowadzi z 10 trafieniami, a drudzy w zestawieniu Paco Alcacer (Borusssia Dortmund) i Timo Werner (RB Lipsk) nie powiększyli swojego dorobku i nadal mają po pięć goli.
W meczu na szczycie rosyjskiej ekstraklasy Lokomotiw Moskwa wygrał z Zenitem Petersburg 1:0. Zwycięską bramkę dla moskiewskiej drużyny zdobył Grzegorz Krychowiak. Dla defensywnego pomocnika reprezentacji Polski było to było to już szóste trafienie w tym sezonie. Polak pięć razy pokonywał bramkarzy zespołów przeciwnych w meczach ligowych, a jednego gola, także zwycięskiego, strzelił w Lidze Mistrzów w wygranym przez Lokomotiw na wyjeździe spotkaniu z Bayerem Leverkusen 2:1. 29-letni pomocnik ma ponadto na koncie trzy asysty – dwie w lidze i jedną w Superpucharze Rosji. Choć to dopiero koniec września, już teraz można powiedzieć, że Krychowiak rozgrywa najlepszy sezon w karierze pod względem liczby strzelonych goli. A nie jest to przecież jego boiskowa powinność, z której, jak Lewandowski, jest skrupulatnie rozliczany. Dlatego w Rosji media wychwalają polskiego piłkarza i słusznie traktują jak gwiazdę. Zwłaszcza, że napędzany przez niego zespół Lokomotiwu dorównał w tabeli ligowej ekipom Zenita i FK Rostów – te trzy zespoły prowadzą z dorobkiem 23 punktów.

Regularnością w zdobywaniu bramek zachwyca też w angielskiej Championship Kamil Grosicki. Skrzydłowy reprezentacji Polski w miniony weekend zdobył kapitalna bramkę z rzutu wolnego w zremisowanym przez jego Hull City 2:2 meczu 9. kolejki z Cardiff City. To już jego czwarta bramka w tym sezonie, a trzecia zdobyta z rzutu wolnego. „On jest jednym z najlepszych graczy Championship, a jak ma swój dzień, to może nawet i najlepszym” – chwali reprezentanta Polski trener Hull City Grant McCann.
Miejmy nadzieję, że ten zabójczo skuteczny tercet okaże się równie skuteczny w październikowych meczach z Łotwą i Macedonią Północną.

 

Lewandowski goni legendy

W pierwszej kolejce spotkań Ligi Mistrzów UEFA nie brakowało zaskakujących rezultatów. Z nielicznej grupki uczestniczących w obecnej edycji rozgrywek polskich piłkarzy na boisku zobaczyliśmy pięciu – Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium, Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa w Lokomotiwie Moskwa, Wojciecha Szczęsnego w Juventusie
Turyn i Piotra Zielińskiego w SSC Napoli.

Pozostali nasi piłkarze zgłoszeni do fazy grupowej – Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Jakub Piotrowski (KRC Genk) – z różnych powodów nie znaleźli się w kadrach meczowych. Z tych, którzy w pierwszej kolejce zagrali, smaku zwycięstwa nie zaznał tylko Szczęsny, bo Juventus, chociaż prowadził na Wanda Metropolitano w Madrycie, ostatecznie tylko zremisował 2:2 z Atletico Madryt. Wielki dzień w Leverkusen przeżyli natomiast Krychowiak i Rybus, którzy dołożyli swoje cegiełki do nieoczekiwanego zwycięstwa Lokomotiwu Moskwa nad Bayerem 2:1. Większą dorzucił bez wątpienia Krychowiak, który rozegrał znakomite zawody i na dodatek strzelił gola. Rosyjskie media znów wychwalają go pod niebiosa, ale też trzeba przyznać, że defensywny pomocnik reprezentacji Polski ten sezon zaczął naprawdę znakomicie – najpierw w rosyjskiej lidze, a teraz także w Lidze Mistrzów. Nas powinien jednak cieszyć także występ Rybusa, który ostatnio grzał ławę nie tylko w reprezentacji, ale też w moskiewskim zespole.

O ile gol Krychowiaka to wyjątek i wyczyn godny najwyższych pochwał, to trafienie Roberta Lewandowskiego dla Bayernu w spotkaniu z Crveną Zvezdą Belgrad już takim nadzwyczajnym wydarzeniem nie jest, bo gol strzelony przez „Lewego” to żadna sensacja. Większe emocje i komentarze nasz napastnik wzbudza raczej wtedy, gdy nie trafia. Ale o jego bramce strzelonej Crvenej Zveździe Belgrad mówiono sporo, bo był to jego dwusetny gol strzelony w barwach Bayernu. Przy okazji zauważono też, że było to zarazem 54. trafienie „Lewego” w Lidze Mistrzów w jego 81 występie w tych rozgrywkach. Do tego dorobku Polak dołożył ponadto 16 asyst. W klasyfikacji strzelców Champions League wszech czasów Lewandowski zajmuje szóste miejsce. W Top 10 tego zestawienia jest tylko czterech aktywnych piłkarzy, a właściwie to tylko trzech, bo Szwed Zlatan Ibrahimović kontynuuje karierę za oceanem, w amerykańskiej MLS. Na placu boju pozostają więc lider klasyfikacji wszech czasów Portugalczyk Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) z oszałamiającym dorobkiem 126 goli, wicelider Argentyńczyk Lionel Messi (FC Barcelona) ze 112 trafieniami na koncie, czwarty na liście Francuz Karim Benzema (Real Madryt) z 60 bramkami, a dwa miejsca za nim Lewandowski, który w pierwszej kolejce jako jedyny z tego kwartetu zaliczył trafienie.

Bohaterem kolejki został jednak 19-letni Norweg Erling Braut Haland, który ustrzelił hat-tricka dla RB Salzburg w wygranym 6:2 meczu z KRC Genk. Ten młody piłkarz imponuje skutecznością, bo w ostatnich dziewięciu meczach strzelił aż 17 goli. Trzy gole strzelił też Chorwat Mislav Orsic dla Dinama Zagrzeb, a po dwie bramki zdobyli Argentyńczyk Angel Di Maria dla PSG i Niemiec Timo Wernen dla RB Lipsk.