Krychowiak za drogi dla Lokomotiwu?

Pandemia koronawirusa uderza coraz mocniej także w najbogatsze piłkarskie kluby rosyjskiej ekstraklasy. Prezes Lokomotiwu Moskwa przyznał wprost, że klub znalazł się w trudnej sytuacji finansowej i w letnim oknie transferowym będzie musiał wystawić aż ośmiu piłkarzy, wśród nich także Grzegorza Krychowiaka.

Lokomotiw Moskwa do tej pory cieszył się opinią jednego z najbogatszych klubów rosyjskiej ekstraklasy piłkarskiej. Kryzys wywołany pandemią wiele jednak zmienił. Już wiadomo, że umowa z głównym sponsorem Lokomotiwu, którym są państwowe koleje, będzie renegocjowana i dotacje zostaną znacznie zmniejszone. To zmusza działaczy do wprowadzenia programu oszczędnościowego. Jego pierwszą ofiarą został trener Jurij Semin, z którym rozwiązano umowę, a w jego miejsce za znacznie mniejszą gażę zatrudniono Marco Nikolicia.
Piłkarze już w kwietniu zgodzili się na czas przerwy w rozgrywkach na redukcję zarobków o 40 procent, ale takie chwilowe poświęcenie to za mało, żeby zrównoważyć uszczuplony budżet. Rosyjskie media donoszą, że działacze szykują teraz kadrową rewolucję w zespole.
W jej efekcie podczas letniego okna transferowego z klubem pożegna się prawdopodobnie nie tylko Maciej Rybus, który i tak miał po tym sezonie odejść, lecz także Grzegorz Krychowiak, który w tym sezonie był nie tylko najlepszym graczem Lokomotiwu, ale też najskuteczniejszym strzelcem w drużynie i jednym z najskuteczniejszych w całej lidze. Ale prezes Lokomotiwu mówi wprost, że w obecnej sytuacji reprezentant Polski, który rocznie zarabia ponad trzy miliony euro, jest za drogi. „Nadchodzą trudne czasy, więc nie będzie nas stać na utrzymanie Krychowiaka i Joao Mario jednocześnie. Któregoś z nich będziemy musieli wystawić na listę transferową, a w sumie planujemy wytransferować z klubu ośmiu piłkarzy. Nowy zespół zbudujemy w oparciu o młodych zawodników obecnie pełniących rolę rezerwowych” – mówi prezes Anatolij Mieszczeriakow.
Dyrektor generalny klubu Wasilij Kiknadze już realizuje zadanie stworzenie nowego modelu funkcjonowania zespołu. Lokomotiw w czasie kryzysu ma opierać się na młodych zawodnikach, których potem będzie można wytransferować z zyskiem do klubów. A skoro tak, to raczej wydaje się przesądzone, że latem w tym moskiewskim klubie nie będzie żadnego polskiego piłkarza. Co prawda pojawiły się plotki, że Lokomotiw chciał wypożyczyć Arkadiusza Recę na miejsce, które latem miał zwolnić Maciej Rybus, lecz w tej sytuacji transakcje raczej nie dojdzie do skutku.
Krychowiak nie powinien mieć większych problemów ze znalezieniem nowego pracodawcy. Przypomnijmy, że Lokomotiw najpierw go wypożyczył na sezon 2018/2019 z Paris Saint-Germain, a po roku wykupił za 12,5 miliona euro. A za taką kwotę, a nawet trochę wyższą, po naszego reprezentacyjnego pomocnika ustawi się kolejka chętnych, bo swoimi występami w rosyjskiej ekstraklasie, zwłaszcza w tym sezonie, całkowicie zatarł nieudany pod względem sportowym epizod w Paris Saint-Germain. Inna sprawa, że pod względem finansowym był to najlepszy okres w karierze Krychowiaka, bo w paryskim klubie zarabiał rocznie 4,8 mln euro.
Podpisując umowę z Lokomotiwem znacznie zmniejszył swoje wymagania, ale to dlatego, że bardzo chciał grać w moskiewskim zespole. I słusznie, bo w tym sezonie nie tylko odzyskał dawną markę, ale też pokazał, że wciąż się rozwija jako piłkarz. W Lokomotiwie nie był już tylko typowym defensywnym pomocnikiem, którego zadaniem jest przeszkadzanie rywalom w rozgrywaniu piłki. Krychowiak stał się liderem tej drużyny, prowadził jej grę, zaliczał mnóstwo asyst i w końcu sam zaczął strzelać jak rasowy napastnik.
Akurat jemu pandemia koronawirusa wyrządziła wielką szkodę, chociaż nie jest to jeszcze takie pewne, bo przecież może się okazać, że latem przeniesie się do jeszcze mocniejszego zespołu niż Lokomotiw.

48 godzin sport

Wirus w Lokomotiwie
Piłkarz Lokomotiwu Moskwa Jefferson Farfan jest pierwszym zawodnikiem rosyjskiej ekstraklasy, u którego wykryto obecność koronawirusa. Zakażenie 35-letniego peruwiańskiego gracza wirusem Covid-19 oficjalnie potwierdził moskiewski klub, którego zawodnikami są dwa reprezentanci Polski – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. Zespół Lokomotiwu jest wiceliderem rozgrywek ze stratą dziewięciu punktów do prowadzącego Zenita Petersburg. Restart rozgrywek piłkarskich w Rosji wyznaczono na 21 czerwca.

Raport z sekcji Kobe Bryanta
Biuro koronera hrabstwa Los Angeles w piątek wieczorem opublikowało wyniki sekcji zwłok ofiar katastrofy helikoptera w Kalifornii, w której zginęli legendarny koszykarz NBA Kobe Bryant, jego 13-letnia córka oraz siedmiu innych pasażerów. Raport z liczącej 180 stron autopsji podaje, że Bryant, jak i pozostałe ofiary, doznały śmiertelnych obrażeń w wyniku zderzenia maszyny z ziemią. U żadnej, czyli także pilota, nie wykryto obecności alkoholu czy narkotyków. W organizmie Bryanta natrafiono na śladowe ilości metylofenidatu, leku stosowanego w leczeniu zespołu nadpobudliwości.

Covid-19 w klubach Serie A
Oficjalna strona Parmy podała, że dwóch piłkarzy zespołu uzyskało pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Gracze zostali poddani kwarantannie, a reszta zespołu wróci do grupowych treningów w poniedziałek. Parma jest czwartym zespołem w Serie A, który poinformował o pozytywnych wynikach testów. Wcześniej o pozytywnych wynikach badań poinformowali Sampdoria, Fiorentina i Torino.

Były reprezentant Anglii pobity
Brytyjskie media podają, że 86-krotny reprezentant Anglii Kenny Sansom trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami, jakich ponoć doznał w pijackiej sprzeczce. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że 61-letni obecnie Sansom podczas libacji wdał się w pijacką awanturę, w trakcie której został dotkliwie pobity i w szpitalu walczy o życie. Sansom występował w Arsenalu Londyn, Newcastle United, Queens Park Rangers, Coventry City, Evertonie i Watfordzie. Kilka lat temu przyznał się publicznie, że jest alkoholikiem.

Alonso wraca do Renault
Francuskie media donoszą, że dwukrotny mistrz świata Formuły 1 Hiszpan Fernando Alonso podpisał wstępny kontrakt na sezon 2021 z zespołem Renault. W ekipie Renault, w barwach której zdobył dwa tytuły mistrza świata (2005 i 2006) ma zastąpić Australijczyka Daniela Ricciardo, który z kolei przechodzi do ekipy McLarena. Alonso na na koncie 17 wygranych wyścigów Formuły 1.

Zostawił Podhale dla Grodna
Hokeista reprezentacji Polski Krystian Dziubiński odchodzi z Podhala Nowy Targ do białoruskiego Nemana Grodno, trzeciego zespołu białoruskiej ekstraklasy w hokeju na lodzie.

Tarcza dla klubów ekstraklasy
Wisła Kraków skorzystała z tzw. tarczy finansowej i otrzymała z Polskiego Funduszu Rozwoju dofinansowanie w wysokości 2,6 mln złotych. Poinformował tym jeden z trzech właścicieli klubu, Jakub Błaszczykowski. Wcześniej z tego samego źródła podobną pomoc finansową przyznano Legii Warszawa, Lechowi Poznań, Jagiellonii Białystok i Pogoni Szczecin, a wnioski złożone przez inne kluby ekstraklasy czekają na rozpatrzenie. Tarcza finansowa ma pomóc firmom zachować płynność finansową.

Wyszomirski wrócił na Węgry
Bramkarz reprezentacji Polski w piłce ręcznej, Piotr Wyszomirski, od nowego sezonu będzie występował w trzecim zespole węgierskiej ekstraklasy, Grundfos Tatabanya. 32-letni szczypiornista podpisał trzyletni kontrakt. Dla niego będzie to powrót na Węgry, gdzie grał już wcześniej w ekipach Csurgoi KK (2012-2014) i Pick Segedyn (2014-2016). Ostatnie cztery sezony Wyszomirski, który ma na koncie 117 występów w reprezentacji Polski i zdobyty z nią brązowy medal mistrzostwach świata w Katarze w 2015 roku, spędził w niemieckiej Bundeslidze, w drużynie TBV Lemgo.

Zamienił Radom na Rzeszów
Karol Butryn, najlepiej punktujący zawodnik Cerrad Enea Czarnych Radom w minionym sezonie PlusLigi, odszedł z tego klubu i od nowego sezonu będzie zawodnikiem Asseco Resovii Rzeszów. 26-letni przyjmujący był jedną z rewelacji poprzednich rozgrywek. W barwach radomskiej drużyny zdobył 430 punktów w 23 meczach, co dało mu drugie miejsce w rankingu najlepiej punktujących graczy PlusLigi sezonu 2019/2020.

Kasai wypadł z kadry Japonii
Noriaki Kasai nie znalazł się w kadrze japońskich skoczków narciarski na nowy sezon. 48-letni weteran skoczni w poprzedniej edycji Pucharu Świata nie zdobył żadnego punktu i zajmował w konkursach odległe lokat. Dość powiedzieć, że najlepszy wynik osiągnął w Klingenthal, gdzie zajął jednak dopiero 33. miejsce. Kasai nie ma zamiaru rezygnować ze swojej pasji i przygotowuje się do zimowego sezonu. Jego celem jest start za dwa lata w zimowych igrzyskach w Pekinie, wątpliwej jednak aby zdołał do tego czasu odzyskać miejsce z kadrze Japonii.

Kłopoty gospodarzy Euro 2021
Coraz więcej wskazuje, że przełożone na 2021 rok finały piłkarskich mistrzostw Europy nie odbędą się w wyznaczonych już 12 krajach. Problemy z goszczeniem imprezy zgłaszają trzy miasta, wśród których jest ponoć Bilbao, gdzie grupowy mecz z Hiszpanią ma rozegrać m.in. reprezentacja Polski. Możliwość dokonania zmian wśród miast, które miały gościć uczestników Euro 2020, potwierdził ostatnio prezydent UEFA, Aleksander Ceferin. Słoweniec przyznał, że są problemy z trzema miastami i jeśli negocjacje nie przyniosą pozytywnych efektów, federacja rozważy zmniejszenie liczby miast-gospodarzy mistrzostw.

Tragedia w Lokomotiwie

W Lokomotiwie Moskwa, którego zawodnikami są Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus, doszło do tragedii. W trakcie treningu zmarł 22-letni piłkarz tego klubu Innokientij Samochwałow.

Występujący na pozycji obrońcy Samochwałow był zawodnikiem kadry rezerwowego zespołu Lokomotiwu, ale jak wszyscy piłkarze moskiewskiego klubu w okresie przerwy w rozgrywkach spowodowanej pandemią koronawirusa, trenował indywidualnie w domu. Rosyjski klub nie podał przyczyny zgonu, a jedynie ograniczył się do krótkiego komunikatu: „Piłkarz zmarł podczas treningu indywidualnego. Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci”.
Trochę więcej zdradził kolega Samochwałowa z drużyny rezerw, Aleksander Griszin, który w wypowiedzi dla portalu rsport.ria.ru wyjawił: „Wszyscy jesteśmy objęci kwarantanną i nie mamy wspólnych treningów. Z klubu dostaliśmy jedynie wiadomość, że przyczyną zgonu Innokientij była niewydolność serca. To dla mnie szok, bo skoro miał zgodę na treningi, to powinien być zdrowy”. Samochwałow zostawił żonę i syna, którym Lokomotiw obiecał już wsparcie.

Pozyskali Krychowiaka za bezcen

Były dyrektor sportowy Lokomotiwu Moskwa Erik Stoffelshaus na pożegnanie z tym klubem wyjawił, ile naprawdę kosztował transfer robiącego teraz furorę w rosyjskiej lidze Grzegorza Krychowiaka z Paris Saint-Germain. Okazuje się, że reprezentant Polski przeszedł w sumie za 10 mln euro.

Zważywszy na poziom, jaki obecnie prezentuje Krychowiak, Lokomotiw pozyskał go po naprawdę promocyjnej cenie. Były już dyrektor sportowy tego moskiewskiego klubu Erik Stoffelshaus w wywiadzie udzielonym rosyjskiemu dziennikowi „Sport-Express” zdradził kulisy transferu polskiego piłkarza. „Najpierw zapłaciliśmy milion euro za jego wypożyczenie, a potem za transfer definitywny wynegocjowaliśmy z Paris Saint-Germain kwotę dziewięciu milionów euro. Pamiętając za ile paryski klub wykupił Grzegorza z Sevillii, była to dla nas bardzo korzystna transakcja. Tym bardziej korzystna, że płatność za transfer została rozłożona na cztery lata. Po dwa i pół miliona euro w dwóch pierwszych latach, z później po dwa miliony euro w dwóch kolejnych” – zapewnia Stoffelshaus.
W sumie zatem Krychowiak przeszedł do Lokomotiwu za dziewięć milionów euro, a nie jak dotąd utrzymywano, za 12 mln euro. To oznacza, że PSG stracił na jego transferze około 17 mln euro, bo przecież z FC Sevilla paryżanie wykupili reprezentanta Polski w 2016 roku za 26 mln euro. Potem jednak odesłali go na wypożyczenie do West Bromwich, a następnie do Lokomotiwu.
Stoffelshaus podkreśla, że transfer Krychowiaka był majstersztykiem działaczy Lokomotiwu i trudno nie przyznać mu racji. W tej chwili 30-letni Polak jest jednym z najlepszych piłkarzy w rosyjskiej lidze. W obecnym sezonie strzelił 9 goli i jest najlepszym strzelcem w swoim zespole. Jego kontrakt wygasa w czerwcu 2022 roku.

Reprezentację czekają dwa trudne lata

Przeniesienie turnieju Euro 2020 na przyszły rok w aspekcie czysto sportowym nie jest wielkim problemem dla reprezentacji Polski. Bez względu na to, kto będzie jej trenerem, przez 15 miesięcy nie zdoła przecież dokonać w kadrze personalnej rewolucji. A nawet gdyby chciał, nie pozwolą mu na to władze PZPN. Nasza piłkarska federacja będzie potrzebowała sukcesów drużyny narodowej, bo bez nich nie odbuduje zrujnowanych przez koronawirus finansów. Selekcjoner nie dostanie więc zgody na żadne eksperymenty.

Po przymusowej przerwie spowodowanej epidemią koronawirusa, drużynę narodową czeka półtoraroczna harówka. Jesienią tego roku biało-czerwoni powalczą w Lidze Narodów, od marca 2021 zaczną eliminacje do mistrzostw świata w Katarze, które potrwają do listopada tego roku, a w ich środku przyjdzie im odrobić zaległości z Euro 2020. Takie skomasowanie ważnych meczów w jednym roku niesie wyzwania, z jakimi żaden selekcjoner polskiej reprezentacji jeszcze się nie mierzył. Na razie nie ma co dywagować, czy ciężar oczekiwań udźwignie Jerzy Brzęczek, bo jego aktualny kontrakt wygasa z końcem lipca tego roku, a póki co sternicy naszej futbolowej centrali nie kwapią się z jego przedłużeniem. Obsada stanowiska selekcjonera kadry jest jednak w tej chwili kwestią drugorzędną. Trener Brzęczek oraz jego sztab i tak nie mają teraz nic do roboty i wszystko wskazuje na to, że nie będą mieli co najmniej do końca lipca.
Wiek to tylko liczba, ale…
Załóżmy jednak, że umowa Brzęczka zostanie przedłużona i to on poprowadzi Polskę na turnieju, na który ją wprowadził. Po pierwsze, przebudowa drużyny będzie musiała zostać przeprowadzona w trakcie kwalifikacji do MŚ 2020, które mają wystartować w marcu 2021 roku, i być dostosowana do jesiennego terminu mundialu w Katarze. Dotąd reprezentacje narodowe w Europie funkcjonowały według dwuletniego cyklu, a zmiany pokoleniowe w kadrach dokonywały się zazwyczaj po mistrzostwach świata lub Europy i przed startem kwalifikacji do kolejnego turnieju. Teraz jednak selekcjonerzy będą musieli tym samym składem obskoczyć zarówno czerwcowe finały mistrzostw Europy, jak i eliminacje do mundialu w Katarze, co nie jest dobrą wiadomością dla piłkarzy zaawansowanych wiekowo.
Dla kilku graczy powoływanych dotąd regularnie przez trenera Brzęczka przesunięcie finałów mistrzostw Europy na 2021 rok może de facto oznaczać koniec reprezentacyjnej kariery. W tej grupie znajdują się: Jakub Błaszczykowski (rocznik 1985), Łukasz Fabiański (1985), Thiago Cionek (1986) i Artur Jędrzejczyk (1987). Oprócz Fabiańskiego, który przez Brzęczka przy osadzie bramki był dotąd traktowany na równych prawach z Wojciechem Szczęsnym, pozostali z wymienionych są w tej chwili zawodnikami drugiego wyboru, czyli rezerwowymi. Dla każdego z nich występ w tegorocznym turnieju miał być zwieńczeniem reprezentacyjnych karier, ale nawet gdyby pozostali w kadrze jeszcze przez rok, metryki oszukać się nie da. Błaszczykowskiemu już teraz co rusz przytrafiają się kontuzje, przez które nie jest w stanie przez dłuższy czas utrzymać wysokiej formy. Inna sprawa, że był dotąd w kadrze dzięki rodzinnym koneksjom z Brzęczkiem, bo od innego selekcjonera pewnie już po mundialu w Rosji przestałby dostawać powołania. Za rok będzie miał już jednak 36 lat, a podczas mundialu w Katarze 37 i jego przydatność dla reprezentacji będzie żadna. Podobnie jak Thiago Cionka i Jędrzejczyka. Obaj na rezerwowych dla Kamila Glika i Jana Bednarka już teraz słabo się nadawali. W kwalifikacjach Euro 2020 pierwszy z nich nie zagrał nawet minuty, a drugi wystąpił tylko w jednym meczu, a i to dlatego, że nie mógł zagrać kontuzjowany Glik.
Wiek nie powinien być decydującym kryterium przy ocenie przydatności piłkarza do kadry, ale czy to się komuś podoba czy nie, na ogół o tym przesądza. Chyba, że trener nie ma alternatywy, ale w przypadku drużyny narodowej takie sytuacje się nie zdarzają.
Bramkarzy ci u nas dostatek
Na razie nie wiadomo co postanowi Łukasz Fabiański, który po tegorocznym Euro planował pożegnanie z reprezentacją Polski. On jest rówieśnikiem Błaszczykowskiego, co w przypadku bramkarza nie jest jednak takim problemem, bo nie musi przecież w trakcie meczu zaliczać po 10-12 km, czego wymaga się od zawodnika grającego na pozycji skrzydłowego. Nic nie ujmując Fabiańskiemu, który jest filarem West Hamu United, to obiektywnie oceniając, w ubiegłym roku zaczęła uwidaczniać się już wyraźna różnica między nim a Wojciechem Szczęsnym. Różnica na niekorzyść Fabiańskiego, żeby była jasność. A to dlatego, że młodszy o pięć lat Szczęsny jest teraz w apogeum swoich możliwości, gra regularnie w jednym z najlepszych zespołów klubowych na świecie, który w każdym sezonie walczy o najwyższą stawkę w Lidze Mistrzów. I właśnie przedłużył z turyńskim klubem kontrakt do 2024 roku. To są wystarczające powody, żeby w reprezentacyjnej bramce stawiać właśnie na niego. Przy całym szacunku dla Fabiańskiego, gdyby nie błędy Szczęsnego i kilka pechowych dla niego zdarzeń, to Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik, Adam Nawałka i Jerzy Brzęczek ustalanie składu wyjściowej jedenastki zaczynaliby od wpisania nazwiska Szczęsny do rubryki „bramkarz”.
Z punktu widzenia interesu reprezentacji nie ma zatem znaczenia, co postanowi Fabiański, bo w najbliższych latach bramkarzem numer 1 w kadrze będzie Szczęsny. A w rolach dublerów, z których za kilka lat wyłoni się jego następca, powinni być obsadzani występujący obecnie z powodzeniem w Fiorentonie 23-letni Bartłomiej Drągowski oraz 21-letni Radosław Majecki, który latem przeniesie się z Legii Warszawa do AS Monaco, Kamil Grabara (obecnie na wypożyczeniu z FC Liverpool do Huddersfield Town) i Marcin Bułka, na razie jeszcze trzeci bramkarz Paris Saint-Germain. Na tej pozycji reprezentacja Polski nie będzie miała w najbliższej dekadzie deficytu talentów, bo każdego roku ujawniają się nowe.
W defensywie też nie jest źle
W liniach obronnych w tej chwili nikt nie wyobraża sobie kadry Polski bez Kamila Glika (32 lata), Jana Bednarka (24), Macieja Rybusa (31), Tomasza Kędziory (26), Bartosza Bereszyńskiego (28), a nawet Arkadiusza Recy (25). Kto powinien do nich dołączyć? Jak już wcześniej zostało powiedziane, nie ma sensu powoływać już Jędrzejczyka i Thiago Cionka, natomiast zamiast nich oswajać się z reprezentacją powinni już coraz lepiej radzący sobie w występującej w Serie A drużynie Cagliari 20-letni Sebastian Walukiewicz oraz 19-letni Michał Karbownik, który w Legii Warszawa zrobił furorę jako lewy obrońca, ale grał na tej pozycji z konieczności, bo ponoć to urodzony pomocnik i rozgrywający. Ci dwaj niewątpliwie utalentowani gracze ujawnili już futbolowy potencjał, w który warto inwestować.
Do tej formacji może też przecież dołączyć po wyleczeniu kontuzji więzadeł 22-letni Krystian Bielik, który już zdążył swoimi występami w reprezentacji zaklepać sobie w niej miejsce dla siebie i gdyby nie pech, miałby pewne miejsce w kadrze na Euro 2020. Ten uniwersalny piłkarz świetnie spisywał się też w roli defensywnego pomocnika. W jego przypadku przełożenie Euro 2020 o rok może okazać się zbawienne, o ile rzecz jasna zdoła wrócić do dyspozycji sprzed kontuzji, co w przypadku graczy wracających po urazie więzadeł zawsze jest loterią.
Kto obok Krychowiaka?
Liderem linii środkowej naszej reprezentacji bez wątpienia jest w tej chwili Grzegorz Krychowiak, który w lidze rosyjskiej wybił się na gwiazdę, a w tym sezonie zadziwia wręcz niesłychaną jak na defensywnego pomocnika skutecznością – w 20 ligowych występach strzelił dziewięć goli i zaliczył cztery asysty. Ten 30-letni piłkarz od sześciu lat jest filarem biało-czerwonych i przez najbliższe dwa lata tej roli może go pozbawić co najwyżej jakaś ciężka kontuzja. Pewniakami w tej formacji są także 26-letni Piotr Zieliński (SSC Napoli), 21-letni Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), 30-letni Mateusz Klich (Leeds United) i 25-letni Przemysław Frankowski (Chicago Fire) i nawet 28-letni Jacek Góralski, chociaż powędrował na koniec świata do kazachskiego Kajratu Ałmaty. Gdyby turniej Euro 2020 został rozegrany w tym roku, pewne miejsce na lewym skrzydle miałby zapewne 32-letni Kamil Grosicki, ale po przejściu zimą tego roku z Hull City do West Bromwich Albion w nowym klubie ma tylko status zmiennika i zważywszy na jego wiek, niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w podstawowym składzie. Tym bardziej, że ekipa WBA, podobnie zresztą jak Leeds United (Klich), jest bliska wywalczenia awansu do Premier League, co z pewnością zaowocuje letnimi transferami nowych graczy. Teoretycznie zatem za kilka miesięcy możemy mieć dwóch kadrowiczów w klubach Premier League, lecz w marginalnych rolach i przez to z malejącym pożytkiem dla reprezentacji.
Na szczęście selekcjoner kadry ma szerszy wybór graczy w tej formacji. Po wyleczeniu kontuzji w drugiej połowie tego roku powinien już wrócić do gry Dawid Kownacki, być może w jakimś nowym klubie po zapowiedzianym odejściu z Leicester City odrodzi się w końcu zapomniany już przez polskich kibiców Bartosz Kapustka, piłkarz po przejściach, ale wciąż perspektywiczny, bo ledwie 24-letni. Może w końcu przebije się w kadrze ewidentnie niedoceniany przez Brzęczka Karol Linetty (Sampdoria Genua), może szansę dostanie rewelacyjnie spisujący się w barwach Uralu Jekaterynburg 26-letni Rafał Augustyniak, zbierający znakomite recenzje w rosyjskiej lidze, w której uznawany jest za najbardziej skutecznego w destrukcji defensywnego pomocnika. Na pewno powinien ją dostać 27-letni Damian Kądzior, który rozgrywa sezon życia w Dinamie Zagrzeb. W zespole mistrza Chorwacji do momentu przerwania rozgrywek miał na koncie 12 bramek i 9 asyst. Może wreszcie powody do wysłania im powołań dadzą tacy gracze, jak 22-letni Patryk Dziczek (Lazio Rzym, obecnie wypożyczony do II-ligowej Salernitany, czy 26-letni Radosław Murawski, grający obecnie w tureckim Denizlisporze.
Lewandowski i kto jeszcze?
W linii ataku poza wszelką konkurencją jest rzecz jasna 31-letni Robert Lewandowski i nic nie zapowiada, żeby przez najbliższe dwa lata miało coś się w tej kwestii zmienić. Drugie miejsce w aktualnej hierarchii napastników zajmuje 26-letni Arkadiusz Milik (SSC Napoli), a trzecie 25-letni Krzysztof Piątek (Hertha Berlin). Za nimi nie stoi jednak kolejka graczy z aspiracjami i umiejętnościami, żeby zająć miejsce tego tercetu. W lidze greckiej w tym sezonie furorę zrobił co prawda 23-letni Karol Świderski, najlepszy strzelec PAOK Saloniki, zaś za oceanem w amerykańskiej MLS mamy 25-letniego Jarosława Niezgodę i 23-letniego Adama Buksę, lecz obiektywnie rzecz biorąc nie są to piłkarze dobrze rokujący na przyszłość. Trzeba zatem trzymać kciuki za zdrowie „Lewego” i Milika oraz żeby Piątek odzyskał jak najszybciej skuteczność z okresu gry w Genui. I czekać na pojawienie się nowych, utalentowanych napastników.

Krychowiak strzela w Rosji

Podczas gdy niemal cała piłkarska Europa z powodu epidemii koronawirusa zawiesiła rozgrywki piłkarskie, na stadionach w Rosji rywalizacja toczy się nadal. I to z udziałem kibiców. W miniony weekend kolejny znakomity występ w barwach Lokomotiwu Moskwa zaliczył Grzegorz Krychowiak, który w wygranym 3:1 meczu z FK Rostów miał udział przy wszystkich bramkach swojej drużyny, a nawet przy trafieniu rywali, bo to po jego faulu sędzia podyktował dla nich rzut karny.

Liderem rosyjskiej ekstraklasy jest Zenit Petersburg, który w 22. kolejce rozgromił Urał Jekaterynburg 7:1 i pewnie prowadzi w tabeli z dorobkiem 50 punktów. Ciekawostką dla kibiców piłkarskich w naszym kraju może być obecność w kadrze pokonanego zespołu aż trzech polskich graczy – Michała Kucharczyka (wcześniej Legia Warszawa), Rafała Augustyniaka (Miedź Legnica) i Macieja Wilusza (u nas ostatnio występował w Lechu Poznań). Ekipa z Jekaterynburga nie liczy się jednak w rywalizacji o najwyższe laury – obecnie zajmuje dziesiątą lokatę z dorobkiem 25 punktów i tylko dwoma „oczkami” przewagi nad pierwszą drużyną ze znajdujących się w strefie spadkowej.
Co innego Lokomotiw Moskwa, w barwach którego występuje dwóch aktualnych reprezentantów Polski – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. W niedzielne popołudnie ich zespół zmierzył się na wyjeździe z ekipą FK Rostów. Te dwa kluby plus FK Krasnodar zaciekle rywalizują za plecami Zenita Petersburg o drugie miejsce w rozgrywkach dające prawo gry w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Trzecia lokata też jest cenna, chociaż daje tylko prawo do walki o Ligę Mistrzów w kwalifikacjach. Z kolei czwarte i piąte miejsca gwarantują start w Lidze Europy, dwie ostatnie lokaty oznaczają spadek, zaś dwie przedostatnie konieczność udziału w barażach o utrzymanie. Zważywszy na fakt, że w rosyjskiej Premjer Lidze występuje 16 zespołów, to praktycznie wszystkie mają się o co bić. Nawet Zenit nie może być tak do końca pewny mistrzowskiego tytułu, bo ścigające go w tabeli Lokomotiv i FK Krasnodar mają po 41 punktów, czyli dziewięć mniej. A kolejek do zakończenia rozgrywek pozostało jeszcze osiem.
Skuteczny jak napastnik
Wracając jednak do Krychowiaka – jego kapitalny występ w spotkaniu z FK Rostów, uznanym za hit kolejki, został w Rosji zauważony i doceniony. Pierwszy gol dla Lokomotiwu, przypisany jako samobójcze trafienie bramkarzowi gospodarzy Sergiejowi Pesjakowowi, był de facto dziełem reprezentanta Polski, bo po jego potężnym uderzeniu w 34. minucie spotkania zza linii pola karnego, piłka najpierw odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką, apotem od głowy rozpaczliwie interweniującego golkipera gospodarzy i wpadła do bramki. Cztery minuty później Krychowiak w polu karnym odegrał piłkę do nabiegającego Rifata Żemaledtinowa i było już 2:0, a nasz piłkarz zanotował drugą w tym sezonie asystę. Zanim sędzia zakończył pierwszą część meczu, „Krycha” podwyższył wynik na 3:0, wykorzystując podanie od drugiego z reprezentantów Polski, Macieja Rybusa, dla którego z kolei była to już czwarta asysta w obecnych rozgrywkach.
Zdecydowanie jednak większy wydźwięk miało trafienie Krychowiaka, już dziewiąte w tym sezonie, co zważywszy na fakt, iż Polak gra na pozycji defensywnego pomocnika, jest wyczynem zasługującym na najwyższe uznanie. Tylko czterech piłkarzy w Premjer Lidze zdobyło więcej bramek od niego. Liderem klasyfikacji strzelców jest słynny rosyjski napastnik Artem Dziuba, który dla Zenita Petersburg strzelił dotąd 13 goli. Drugie miejsce w zestawieniu z 11 trafieniami zajmuje Eldor Szomurodow z FK Rostów, a trzecie z 10 bramkami ex aequo gracz Zenita Sardar Azmun oraz Aleksander Sobolew z Krylja Sowietow Samara). Cała czwórka to napastnicy, co jeszcze mocniej podkreśla wyczyn Krychowiaka, który w swojej drużynie jest najlepszym strzelcem, wyprzedzając o cztery gole grających w linii ataku Aleksieja Miranczuka i Portugalczyka Eder.
Po zmianie stron zespół Lokomotiwu, wyraźnie zadowolony z wysokiego prowadzenia, już tak ostro nie atakował bramki rywali, przez co Krychowiak mógł się skupić na grze defensywnej. I robił to znakomicie, może za wyjątkiem sytuacji z 63. minuty, gdy w ferworze walki z najgroźniejszym strzelcem rywali Eldorem Szomurodowem nie zauważył, że obaj znaleźli się w polu karnym Lokomotiwu. Sędzia odgwizdał faul i podyktował dla ekipy z Rostowa rzut karny, który Iwelin Popow zamienił na honorową bramkę dla gospodarzy.
Po tym zwycięstwie moskiewski zespół awansował na drugie miejsce w tabeli, ale Krychowiaka uznano za najlepszego gracza meczu i umieszczono w jedenastce kolejki. Furorę z Rosji zrobiła rozpowszechniana w mediach społecznościowych zabawna karykatura polskiego piłkarza, nawiązująca do komiksowej postaci Hulka, bohatera o nadludzkiej sile i odporności.
Piłkarski celebryta
Krychowiak zdecydowanie odżył po przeprowadzce do Lokomotiwu Moskwa. Bez dwóch zdań jest w tej chwili najbardziej jednym z najlepszych graczy w rosyjskiej ekstraklasie i zarazem jednym z najpopularniejszych. Tamtejsze media poświęcają mu wiele miejsca nie tylko za sprawą jego boiskowych wyczynów, lecz także żywo interesują się wszystkim, co robi poza boiskiem, na bieżąco relacjonując jego podróże po świecie, aktywność w świecie mody i chwaląc go za łatwość, z jaką opanował język rosyjski. Dzięki temu Krychowiak ma też u naszych wschodnich sąsiadów status celebryty.

Pościg Lewego za Benzemą

Siedem drużyn zapewniło już sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Paris Saint-Germain, Bayern Monachium oraz Juventus Turyn o udział w pucharowej części rozgrywek nie musiały się martwić już po czwartej serii spotkań. Po piątej kolejce dołączyły do nich Real Madryt, Tottenham, Manchester City i FC Barcelona. Przedostatnia seria fazy grupowej miała wielu bohaterów, ale najwięcej mówiło się o trzech – Robercie Lewandowskim, Leo Messim i Erlingu Haalandzie.

Lewandowski znalazł się w centrum uwagi za sprawą strzeleckiego wyczynu. W wygranym przez Bayern Monachium wyjazdowym meczu z Crveną Zvezdą Belgrad kapitan reprezentacji Polski zdobył aż cztery bramki i z łącznym dorobkiem 10 trafień objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Już sam fakt, że polski snajper Bayernu zdobył bramki w każdym z pięciu grupowych spotkań, uzyskując przy tym niebywałą średnią dwóch trafień na mecz, jest wyczynem nietuzinkowy. Ale jak to ostatnio jest częste w jego przypadku, przy okazji ustanowił też swoisty rekord Champions League, albowiem jak ustalili futbolowi statystycy, były to najszybciej strzelone cztery gole w tych elitarnych rozgrywkach – Lewandowski dokonał tego wyczynu w 14 minut i 31 sekund.

Cztery gole to rzadki wyczyn

W jego karierze nie był to pierwszy „czteropak” w Lidze Mistrzów. Wcześniej, dokładnie 24 kwietnia 2013 roku, czterokrotnie do siatki przeciwnej drużyny trafił jeszcze jako gracz Borussii Dortmund w pamiętnym meczu z Realem Madryt w półfinale edycji 2012/2013. Oprócz Polaka dwa „czteropaki” w strzeleckim dorobku ma jeszcze tylko gwiazdor Barcelony Leo Messi.
Dzięki czterem golom w meczu z Crveną Zvezdą Lewandowski jest od wtorku najskuteczniejszym piłkarzem Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów – nasz piłkarz ma na koncie 45 bramek zdobytych w barwach bawarskiej drużyny i o trzy wyprzedza drugiego w klubowej hierarchii Thomasa Muellera. W klasyfikacji wszech czasów z łącznym dorobkiem 63 trafień „Lewy” zajmuje piątą lokatę, bo plasujący się na czwartej pozycji napastnik Realu Madryt Karim Benzema w tym sezonie podjął z Polakiem walkę o jej utrzymanie.

Wiadomo, że osiągnięcia prowadzących w tym zestawieniu Cristiano Ronaldo i Leo Messiego są praktycznie nie do pobicia, bo Portugalczyk ma na koncie 127, a Argentyńczyk 114 goli. Lewandowski i Benzema rywalizują zatem nie o te dwie czołowe lokaty, lecz o trzecie miejsce, które zajmuje inny z legendarnych graczy Realu Madryt, Raul, który występy w Lidze Mistrzów zakończył z dorobkiem 72 trafień.

Ostra walka o trzecią lokatę

Benzema w piątej kolejce w meczu z Paris Saint-Germain zdobył dwie bramki i z łącznym dorobkiem 64 trafień utrzymał czwartą lokatę, lecz Lewandowski z 63 golami jest tuż za nim. Ich rywalizacja będzie z pewnością rozpalać emocje kibiców nie tylko w tym sezonie, bo obaj mają dopiero po 31 lat, a grają w zespołach regularnie występujących w Champions League.

W obecnej edycji najgroźniejszym rywalem „Lewego” do zdobycia tytułu króla strzelców nie jest jednak francuski gwiazdor Realu Madryt, lecz występujący w barwach austriackiego RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Ten młody piłkarz także bije kolejne rekordy. W meczu z KRC Genk wszedł na boisko dopiero w 62. minucie, ale zdążył jeszcze zdobyć bramkę, już ósmą w tych rozgrywkach Ligi Mistrzów i jeszcze zaliczyć asystę, pomagając swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa 4:1, które daje jej szanse na wywalczenie awansu do 1/8 finału.

Haaland przeszedł do historii tych pucharowych rozgrywek, bo jest najmłodszym piłkarzem, który zdobywał bramki w pięciu kolejnych meczach. Pod tym względem nie ustępuje zatem Lewandowskiemu, a nie jest wykluczone, że wkrótce obaj będą grać w jednej drużynie, bo ponoć działacze Bayernu są młodym Norwegiem mocno zainteresowani.

Giganci na razie śpią

Na trzecie miejsce w klasyfikacji snajperów wskoczył Anglik Harry Kane z Tottenhamu Hotspur, który w wygranym 4:2 spotkaniu z Olympiakosem Pireus zdobył dwie bramki i powiększył swój łączny dorobek w tym sezonie do sześciu trafień. Po pięć goli strzelili jak na razie Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Lautaro Martinez (Inter Mediolan) i Raheem Sterling (Manchester City), a po cztery Karim Benzema (Real Madryt), Memphis Depay (Olympique Lyon), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Achraf Hakimi (Borussia Dortmund), Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax Amsterdam), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain) i Dries Mertens (SSC Napoli).

W czołówce klasyfikacji strzelców nie ma w tym sezonie żadnego z liderów klasyfikacji wszech czasów – Leo Messi w środowej potyczce Barcelony z Borussią Dortmund (3:1) zdobył dopiero drugą bramkę w obecnych rozgrywkach, a Cristiano Ronaldo z jednym trafieniem dla Juventusu nie jest nawet najskuteczniejszy w turyńskiej drużynie, bo w niej z trzema golami najlepszy w zestawieniu jest Argentyńczyk z polskimi korzeniami Paulo Dybala. Trzeba jednak pamiętać, że w fazie grupowej została do rozegrania jeszcze jedna kolejka, a potem w fazie play off dwa najlepsze zespoły rozegrają w drodze do finału kolejne siedem spotkań. Odbieranie już teraz szans Messiemu i Ronaldo na wygranie klasyfikacji strzelców jest zatem równie przedwczesne, jak przyznawanie tytułu Lewandowskiemu.

Tylko Bayern z kompletem punktów

Po pięciu kolejkach fazy grupowej tylko Bayern Monachium ma na koncie komplet 15 punktów. Bawarska jedenastka jest też bezkonkurencyjna w liczbie zdobytych bramek, bo ma ich na koncie 21. Zajmujące drugie pod tym względem miejsce zespoły Paris Saint-Germain, Manchestru City i Ajaksu Amsterdam zdobyły po 12 bramek. Wtorkowa wygrana Bayernu z Crveną Zvezdą Belgrad 6:0 to jedna z najwyższych w historii Ligi Mistrzów UEFA, ale nie najwyższa, nawet w dorobku bawarskiego zespołu, który ma na koncie dwa zwycięstwa po 7:0 odniesione 13 lutego 2012 roku nad FC Basel oraz 11 marca 2015 roku nad Szachtarem Donieck, a także 7:1 w spotkaniu ze Sportingiem Lizbona rozegranym 10 marca 2009 i AS Roma z 21 października 2014 roku.

Rekordzistami pod tym względem są jednak ekipy Realu Madryt oraz FC Liverpool, które wygrywały w Champions League po 8:0 – „Królewscy” takim wynikiem pokonali 8 grudnia 2015 roku Malmoe FF, natomiast „The Reds” 6 listopada 2007 roku Besiktas Stambuł. Rezultatami 7:0, czyli lepszymi od wtorkowego uzyskanego przez Bayern w Belgradzie, zwyciężały też zespoły Juventusu Turyn (10 grudnia 2003 z Olympiakosem Pireus), Arsenal Londyn (23 października 2007 roku ze Slavią Praga), Olympique Marsylia (3 listopada 2010 roku z MSK Żilina), Valencia (23 listopada 2011 roku z KRC Genk), Szachtar Donieck (21 października 2014 roku z BATE Borysów), FC Barcelona (z Celtikiem Glasgow 13 września 2016 roku), FC Liverpool (z NK Maribor 17 października 2017 roku) i Spartakiem Moskwa 6 grudnia 2017 roku) oraz Manchester City (z Schalke 04 Gelsenkirchen 12 marca 2019 roku), a wynikami 7:1 mecze kończyły drużyny Manchester United (z AS Roma 10 kwietnia 2007 roku), Olympique Lyon (z Dinamo Zagrzeb 7 grudnia 2011 roku, FC Barcelona (z Bayerem Leverkusen 7 marca 2012 roku) i Paris Saint-Germain (z Celtikiem Glasgow 22 listopada 2017 roku).

Prawdziwa walka od 1/8 finału

Faza grupowa to jednak tylko wstęp do walki o trofeum, o które prawdziwa rywalizacja zacznie się dopiero od 1/8 finału, ale Bayern, dzięki niesamowitej skuteczności Lewandowskiego, ma duże szanse aby stać się jedną z drużyn, które wygrały wszystkie sześć spotkań w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Bawarczycy w ostatniej kolejce zmierzą się 11 grudnia z Tottenhamem. Będzie to interesujące starcie nie tylko dwóch wybitnych snajperów, czyli Lewandowskiego i Kane’a, lecz także trenerów. Obecny szkoleniowiec angielskiej drużyny, Jose Mourinho, był w medialnych spekulacjach wymieniany jako następca zwolnionego niedawno przez Bayern trenera Niko Kovaca, ale chyba nie doszedł do porozumienia z szefami bawarskiego klubu i ostatecznie wybrał ofertę londyńskich „Kogutów”.

W ekipie Bayernu nikt chyba tym się nie zmartwił, bo drużyna pod trenerskimi rządami asystenta Kovaca, Hansa-Ditera Flicka, spisuje się nadspodziewanie dobrze – wygrała cztery mecze strzelając rywalom aż 16 goli i nie tracąc żadnego. Siedem z tych 16 bramek było autorstwa Lewandowskiego. „Miło jest widzieć, jak drużyna powoli zyskuje pewność siebie i zdobywa bramki. Do tego dobrze gramy w obronie, a to podstawa także dobrej gry w ofensywie” – powiedział Flick po meczu z Crveną Zvezdą Belgrad.
Na razie jest jednak szkoleniowcem tymczasowym i ma poprowadzić zespół tylko do końca tego roku, ale ponieważ wygrywa, a piłkarze go chwalą, niewykluczone iż zostanie do końca sezonu lub nawet dłużej. Jeśli Bayern pokona Tottenham, a w grudniu odzyska jeszcze pozycję lidera Bundesligi, takie stabilizujące rozwiązanie wydaje się wielce prawdopodobne. W takiej sytuacji trzeba będzie bawarską ekipę umieścić w gronie faworytów do wygrania obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Zmienne szczęście polskich piłkarzy

W piątej kolejce oprócz Lewandowskiego zagrało jeszcze pięciu naszych piłkarzy. W bramce Juventusu Turyn świetny występ w meczu z Atletico Madryt (1:0) zanotował Wojciech Szczęsny. Włoskie i hiszpańskie media zgodnie uznały, że polski bramkarz był lepszy od słoweńskiego golkipera madryckiego zespołu Jana Oblaka. W spotkaniu SSC Napoli z Liverpoolem (1:1) z powodu kontuzji nie zagrał Arkadiusz Milik, natomiast drugi z naszych reprezentantów w barwach Napoli, Piotr Zieliński, rozegrał 85 minut. Włoskie media oceniły jego występ notą 6,5 w 10 punktowej skali. Tylko trzech zawodników Napoli dostało wyższe oceny – Kalidou Koulibaly, Giovanni Di Lorenzo oraz zdobywca bramki Dries Mertens.

W zespole Lokomotiwu Moskwa w przegranym 0:2 meczu z Bayerem Leverkusen Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus zagrali od pierwszej do ostatniej minuty, ale obaj reprezentanci Polski tym razem nie dokonali niczego spektakularnego. Rosyjski zespół po tej porażce stracił już szanse nie tylko na awans do 1/8 finału, ale nawet na występy w Lidze Europy.

Łukasz Piszczek zaczął wyjazdowe spotkanie Borussii Dortmund z Barceloną w podstawowym składzie, lecz w 76. minucie został zmieniony, głównie jednak z powodów taktycznych. Jego zespół wciąż zachowuje szanse na awans do 1/8 finału. Występujący w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior całe przegrane przez jego drużynę 0:2 spotkanie z Atalantą Bergamo spędził na ławce rezerwowych.

 

Dwa gole Krychowiaka

Grzegorz Krychowiak w tym sezonie rosyjskiej ekstraklasy wręcz zadziwia skutecznością. Grający na pozycji defensywnego pomocnika reprezentant Polski w miniony weekend w 17. kolejce w wyjazdowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Tambow (3;2) strzelił dwa gole. Były to jego siódme i ósme trafienie w obecnych rozgrywkach.

Krychowiak jest czwarty w klasyfikacji strzelców, w której z 10 bramkami przewodzą Artjom Dziuba (Zenit Petersburg), Aleksander Sobolew (Krylia Sowietow Samara) i Eldor Szomurodow (FK Rostów). Najwyraźniej występy w reprezentacji Polski nie mają destrukcyjnego wpływu na formę Krychowiaka, bo po powrocie z ostatniego w tym roku zgrupowania biało-czerwonych 29-letni pomocnik rozegrał w rosyjskiej ekstraklasie znakomite spotkanie, zdobywając dwie bramki. Co ciekawe, asystę przy pierwszej z nich (na 1:0) zaliczył drugi z reprezentantów Polski w zespole Lokomotiwu Moskwa, Maciej Rybus. Ten sam Rybus, który ponoć z powodu kontuzji nie mógł zagrać w żadnym z dwóch listopadowych meczów reprezentacji Polski, a kilka dni po powrocie do moskiewskiego klubu był w stanie rozegrać cały mecz. Jeśli przez dwa tygodnie wypoczął i wyleczył dręczący go od dawna uraz, to trener Lokomotiwu powinien być wdzięczny selekcjonerowi kadry Polski za wsparcie.

Z Krychowiakiem jest zupełnie inna historia, bo on zasuwał w obu meczach reprezentacji, a mimo to nie dostał żadnej ulgi i także zaliczył pełne 90 minut w ligowej potyczce Lokomotiwu. Ale nasz piłkarz jest w takim gazie, że był niekwestionowanym bohaterem spotkania i zdobył dwie bramki. Tylko że „Krycha” swojego drugiego gola strzelił w 56. minucie, wyprowadzając moskiewską drużynę ponownie na prowadzenie, tym razem na 3:2. Trener Lokomotiwu Jurij Siomin w innych okolicznościach może by dał Krychowiakowi odpocząć zdejmując go wcześniej z boiska, lecz polski piłkarz pełni w jego zespole kluczową rolę, a przeciwnicy z FK Tombow bynajmniej nie padli po trzecim golu na kolana, tylko rzucili się do zaciekłych ataków i byli bliscy remisu.

Dlatego obaj polscy piłkarz musieli zasuwać na maksymalnych obrotach od pierwszego do ostatniego gwizdka, bo w ekipie Lokomotiwu należą do najlepiej opłacanych graczy, a Krychowiak na dodatek ma status gwiazdy zespołu. Przy pierwszym golu obu naszym reprezentantom zadanie trochę ułatwił bramkarz gospodarzy, bo co prawda Krychowiak po podaniu Rybusa huknął mocno z dystansu, ale lepszy fachowiec stojący między słupkami zapewne dałby sobie z jego strzałem radę. Nie omieszkał tego wykorzystać najlepszy kumpel Krychowiaka, Wojciech Szczęsny, który za pośrednictwem Twittera zakpił z jego trafienia nazywając je „farfoclem”. Ale obaj panowie przekomarzają się ze sobą w ten sposób nie od dzisiaj. Ich zespoły jak wiadomo rywalizują w jednej grupie Ligi Mistrzów i w obu już rozegranych meczach Krychowiak, chociaż bardzo się starał, Szczęsnemu gola nie strzelił, co golkiper Juve skrzętnie podkreślał w żartobliwych komentarzach na zamieszczanych na portalach społecznościowych.

Jego żarty nie mogą jednak osłabić znaczenia dokonań kolegi z reprezentacji, bo Krychowiak jest w tej chwili najlepszym strzelcem Lokomotiwu. Jego statystyki są imponujące, a postęp jaki poczynił w porównaniu do poprzedniego roku może wzbudzać jedynie uznanie. W poprzednim sezonie w 27 ligowych meczach pokonał bramkarzy rywali tylko dwukrotnie, teraz ma osiem goli strzelonych w 15 spotkaniach. Jeśli utrzyma taką dyspozycję, może powalczyć nawet o koronę króla strzelców rosyjskiej ekstraklasy, co byłoby zważywszy na jego boiskowe zadania wyczynem na światową skalę. Lokomotiw po wygranej z FK Tambow jest wiceliderem ze stratą pięciu punktów do prowadzącego Zenita Petersburg.

Za jego plecami z dorobkiem 30 „oczek” plasują się trzy zespoły – FK Rostów, CSKA Moskwa i FK Krasnodar. Ekipa z Rostowa, która ma składzie polskiego piłkarza, Macieja Wilusza, w miniony weekend przegrała 1:2 na wyjeździe z Dynamo Moskwa. W barwach moskiewskiej ekipy cały mecz rozegrał reprezentant Polski Sebastian Szymański, czemu Wilusz mógł przyglądać się jedynie z ławki rezerwowych. W takiej samej roli jak on w drużynie Achmata Grozny wystąpili dwaj inni nasi piłkarze w rosyjskiej lidze – Damian Szymański i Konrad Michalak. Niestety, oni także przez cały wyjazdowy mecz z FK Orenburg (2:1) grzali ławę.
Dynamo Moskwa po 15. kolejkach zajmuje miejsce w środku ligowej tabeli, zaś zespół ze stolicy Czeczeni po tej porażce spadł do strefy spadkowej.

 

Biało-czerwoni najlepsi w grupie G

Chociaż reprezentacja Polski po raz pierwszy od sześciu lat zaczęła mecz bez Roberta Lewandowskiego, a trener Jerzy Brzęczek kompletnie pogubił się w drugiej połowie, to mimo to biało-czerwoni wygrali 2:1 i zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie G. Z drugie go miejsca awans wywalczyła ekipa Austrii, która pokonała w sobotę Macedonię Północną 2:1.

Po raz pierwszy od sześciu lat i 38 spotkań Robert Lewandowski rozpoczął mecz reprezentacji na ławce rezerwowych. Pod jego nieobecność funkcję kapitana drużyny przejął Kamil Glik. W wyjściowym składzie zabrakło też Kamila Grosickiego. Trener Jerzy Brzęczek trochę mętnie tłumaczył, że chciał sprawdzić jak zespół będzie funkcjonował bez tych dwóch zawodników. W mediach pojawiły się też plotki, że ponoć „Lewy” na prośbę Bayernu miał w ogóle z Izraelem nie zagrać, ostatecznie jednak wszedł na boisko na ostatnie pół godziny meczu, ale chyba jedynie po to, żeby zaliczyć 110 występ w narodowej drużynie.

Brzęczek po raz kolejny pokazał, że jako trener wciąż fachowcem jest takim sobie. Gdyby znał się na rzeczy jak należy, nie wystawiłby do gry Przemysława Frankowskiego, a już na pewno nie na całe 90 minut. Ten piłkarz od półtora miesiąca nie rozegrał przecież żadnego meczu, bo jego klubowy zespół, Chicago Fire, wcześnie odpadł z rywalizacji w MLS. Co może taka długa przerwa zrobić z formą piłkarza, zobaczyliśmy właśnie na przykładzie Frankowskiego, szczególnie w ostatnich trzydziestu minutach spotkania. W tym okresie gry był dwunastym graczem zespołu Izraela i bezdyskusyjnie nadawał się do zmiany, tymczasem Brzęczek zdjął z boiska wyśmienicie grających Sebastiana Szymańskiego i Grzegorza Krychowiaka. W linii pomocy zastąpił ich Dominikiem Furmanem i Mateuszem Klichem, graczami wybitnie defensywnymi i znacznie gorszymi.

Zastanawiające roszady Brzęczka

Co ciekawe, za Szymańskiego wszedł Lewandowski, więc przez prawie 10 minut mieliśmy na boisku dwóch środkowych napastników, prawonożnego Frankowskiego na lewym, a lewonożnego Zielińskiego na prawym skrzydle, zaś w środku za biegającym bez celu Piątkiem Lewandowskiego. Jeśli miała to być riposta Brzęczka na taktyczne roszady trenera Izraelczyków, który po przerwie wzmocnił akurat środkową linię, to była wybitnie nieudana, bo wprowadziła niepotrzebne zamieszanie w szeregi biało-czerwonych. Rywale natychmiast z tego skorzystali i przejęli inicjatywę, której nawet po korekcie ustawienia i odesłaniu do szatni Piątka już nasi piłkarze nie odzyskali. Prezes PZPN Zbigniew Boniek niesłusznie po meczu ciskał na piłkarzy gromy, jeśli już, powinien mieć pretensje do trenera.

Biało-czerwoni już przed meczem w Jerozolimie mieli awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy w kieszeni, natomiast Izraelczycy na zajęcie także premiowanego awansem drugiego miejsca w grupie tylko matematyczne szanse. Tuż przed spotkaniem UEFA ogłosiła jednak, że ekipa Izraela zagra w barażach. To efekt tzw. klucza Ligi Narodów. Ten przepis mówi, że każdy zwycięzca grupy w Lidze Narodów ma zapewniony start w barażach o Euro 2020.

Jeżeli jednak któraś z drużyn zapewni sobie bezpośredni awans na mistrzostwa Europy, to wtedy do barażów dostaje się kolejna najwyżej sklasyfikowana reprezentacja według rankingu Ligi Narodów. Izrael w Lidze Narodów grał w dywizji C i w pierwszej grupie zajął drugie miejsce. Ponieważ jednak ekipy Finlandii i Szwecji wywalczyły awans do Euro 2020, kolejna w rankingu drużyna Izraela z automatu dostała prawo gry w barażach. Będzie w nich walczyć w dywizji C, a jej potencjalnymi rywalami mogą być Szkocja, Norwegia oraz Bułgaria.

W sobotę z grupy G awans wywalczyła ostatecznie Austria, a wraz z nią na listę zakwalifikowanych uczestników przyszłorocznych mistrzostw naszego kontynentu wpisały się też zespoły Chorwacji, Holandii i Niemiec. Te cztery ekipy dołączyły do już cieszących się z awansu drużyn Belgii, Polski, Rosji, Włoch, Hiszpanii, Ukrainy, Anglii, Czech, Francji, Turcji, Finlandii i Szwecji.

Euro 2020 nie będzie mieć jednego czy dwóch gospodarzy, a odbędzie się w dniach 12 czerwca – 12 lipca na 12 stadionach w 12 krajach. Decyzja o tym formacie ME zapadła w grudniu 2012 na spotkaniu Komitetu Wykonawczego UEFA. W ten sposób władze futbolu na Starym Kontynencie chciały uczcić 60. rocznicę pierwszych mistrzostw Europy.

W Kopenhadze, Bukareszcie, Amsterdamie, Dublinie, Bilbao, Budapeszcie, Glasgow, Monachium, Baku, Sankt Petersburgu, Rzymie oraz w Londynie rywalizować będą 24 zespoły, które zostaną podzielone na sześć grup. Ich losowanie odbędzie się 30 listopada w Bukareszcie.

Czterech ostatnich wyłonią marcowe turnieje barażowe z udziałem najlepszych drużyn pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA, które nie przejdą klasycznych kwalifikacji. Wiadomo też, że drużyny z miast-współgospodarzy trafią do grup we własnych krajach i co najmniej dwa spotkania rozegrają przed własną publicznością. Zasady turnieju będą identyczne jak cztery lata wcześniej we Francji.

Pora na rewanż ze Słowenią

Ostatnie spotkanie w obecnych eliminacjach nasza reprezentacja rozegra we wtorek 19 listopada na Stadionie Narodowym w Warszawie, a jej przeciwnikiem będzie zespół Słowenii. Będzie to już mecz bez żadnej stawki, dlatego jego najważniejszym akcentem ma być zaplanowana w jego trakcie ceremonia pożegnania Łukasza Piszczka, chociaż kibice pewnie woleliby zobaczyć solidny rewanż biało-czerwonych na Słoweńcach za wrześniową bolesną porażkę 0:2 w Lublanie.

Izrael – Polska 1:2
Gole: Moanes Dabour (88) – Grzegorz Krychowiak (4), Krzysztof Piątek (54).
Izrael: Ofir Marciano – Loai Taha (43. Dolev Haziza), Eitan Tibi, Nir Biton – Eli Dasa, Dan Glazer, Bibras Natcho, Beram Kayal (79. Ilay Elmkies), Omri Ben Harush (65. Sun Menahem) – Moanes Dabour, Eran Zahavi.
Polska: Wojciech Szczęsny – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Przemysław Frankowski, Krystian Bielik, Grzegorz Krychowiak (84. Dominik Furman), Piotr Zieliński, Sebastian Szymański (63. Robert Lewandowski) – Krzysztof Piątek (70. Mateusz Klich).
Żółte kartki: Biton – Bielik.
Sędziował: Mattias Gestranius (Finlandia).
Widzów: 16 700.

Grupa G
9. kolejka
Izrael – Polska 1:2
Austria – Macedonia Północna 2:1
Słowenia – Łotwa 1:0

Tabela grupy G
1. Polska                  9     22   15:3
2. Austria                 9    19    19:8
3. Słowenia              9    14    14:8
4. Macedonia Płn     9    11   11:13
5. Izrael                    9    11    16:17
6. Łotwa                   9      0      2:28

 

Eliminacje Euro 2020: Lęk przed rakietami

Nasza piłkarska reprezentacja ma do rozegrania dwa ostatnie mecze eliminacyjne. Pierwsze spotkanie, z Izraelem, miało się odbyć w sobotę 16 listopada w Jerozolimie, ale na ten kraj od poniedziałku spadają rakiety.

Izraelska armia przeprowadziła w miniony weekend atak powietrzny na jednego z przywódców Islamskiego Dżihadu Akrama Al Ajouriego, w którym według agencji Reutersa zginęła także jego żona. W rewanżu islamiści ostrzelali Izrael rakietami, które nie wyrządziły szkody, bo wszystkie zostały strącone. Ale we wtorek atak został ponowiony ze Strefy Gazy, tym razem z wykorzystaniem około 50 rakiet, z czego tylko 20 zostało przechwycone przez izraelską obronę przeciwrakietową. Pozostałe uderzyły m.in. w miasta Sderot i Aszdod, powodując zniszczenia i raniąc wiele osób. Rakiety, które doleciały do Aszdod, spadły w odległości 35 km na południe od lotniska w Tel Awiwie, na którym w piątek ma lądować samolot z reprezentacją Polski na pokładzie.

Gdzie zagrają z Izraelem?

Polska ambasada w Izraelu na Twitterze ostrzega: „W związku z alarmami przeciwrakietowymi na terytoriach przyległych do Strefy Gazy (SG) oraz na terenie Tel Awiwu oraz zaostrzeniem sytuacji wokół SG, stanowczo odradzamy podróże do SG i obszarów z nią graniczących oraz przypominamy podstawowe zasady reagowania w przypadku alarmu”.
Z uwagi na nadzwyczajną sytuację we wtorkowej konferencji prasowej, w której pierwotnie mieli uczestniczyć tylko selekcjoner kadry Jerzy Brzęczek i kapitan reprezentacji Robert Lewandowski, wystąpił też prezes PZPN Zbigniew Boniek. Sternik polskiego futbolu tak oto ocenił sytuacje przed meczem z Izraelem: „Żyjemy w świecie, w którym co pięć minut pojawiają się nowe informacje. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszym MSZ, z piłkarską federacją Izraela, z UEFA. Rozmawiałem już z prezydentem UEFA i ludźmi, którzy odpowiadają za organizację tego meczu. W ciągu 24 godzin będziemy mieli ostateczną decyzję dotyczący tego meczu. Jako PZPN uważamy, że bezpieczeństwo drużyny jest priorytetem. Chcemy walczyć, ale tylko na boisku, natomiast drużynie, zawodnikom chcemy dać stuprocentową pewność, że jedziemy tylko na mecz i że pobyt będzie całkiem bezpieczny. Jestem przekonany, że wszystko ułoży się pomyślnie, a jedyne ryzyko, jakie nas czeka w Izraelu, to ewentualna porażka naszego zespołu w meczu” – powiedział prezes Boniek.

Z różnych innych źródeł dochodzą jednak wieści, że w Izraelu rozważane jest przeniesienie meczu z Polską z Jerozolimy do Hajfy, a nawet do innego kraju. Ponoć w grę wchodzi wynajęcie stadionu na Cyprze lub Malcie.

Ostatnie zgrupowanie w 2019

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powołał do kadry 26 zawodników plus gościnnie Łukasza Piszczka, ale z tego grona problemy zdrowotne mają Maciej Rybus, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik, a nawet imponujący strzelecką formą Robert Lewandowski, który tylko odłożył w czasie operację przepukliny pachwinowej. Kadrowicze podczas ostatniego w tym roku zgrupowaniu wiele razem nie potrenują, bo zdołają odbyć w sumie tylko cztery treningi, ale to i tak będzie o jedne zajęcia więcej niż mieli miesiąc wcześniej. Do Izraela maja wylecieć w piątek, wrócą w niedzielę około godziny 15:00, a ze Słowenią zagrają już we wtorek o 20:45.

W miniony weekend w ligowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Krasnodar (1:1) mocno poturbowany został Grzegorz Krychowiak. Nasz piłkarz strzelił gola, ale na drugą połowę już nie wyszedł, bo po brutalnym ataku rywala doznał wstrząśnienia mózgu i został odwieziony do szpitala. Z tego powodu na zgrupowaniu biało-czerwonych ma się pojawić dopiero w środę. Jego występ w obu spotkaniach kadry nie jest jednak wykluczony, natomiast drugi z naszych graczy występujących w Lokomotiwie, Maciej Rybus, naderwał mięsień uda podczas rozgrzewki i zdaniem sztabu medycznego rosyjskiego klubu nie może zagrać w reprezentacji. Piłkarz przyjechał jednak do Warszawy, gdzie jego uraz we wtorek mieli zdiagnozować lekarze polskiej kadry.
Niepewny jest też występ Arkadiusza Milika, któremu odnowił się uraz spojenia łonowego, z którym zmagał się przez kilka tygodni na początku sezonu. Napastnik SSC Napoli nie zagrał w miniony weekend w Serie A, na zgrupowanie kadry jednak przyjechał, ale póki co jego przydatność do gry jest wielką niewiadomą.
Nie będzie eksperymentów
Brzęczek nie ma więc tym razem wielkiego wyboru w linii ataku, bo zważywszy na fakt, że Krzysztof Piątek i Dawid Kownacki ostatnio nie strzelają goli, to tak naprawdę selekcjoner może w tej formacji liczyć tylko na fenomenalnie grającego w tym sezonie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji co prawda ma problem z przepukliną pachwinową, ale nie jest to uraz przeszkadzający mu w grze. „Ogólnie z moim zdrowiem wszystko jest dobrze, nie odczuwam bólu ani dyskomfortu i jestem gotowy do gry. Sam zabieg przejdę pod koniec rundy, w grudniu. To co mi dolega, nie przeszkadza w grze czy w wykonywaniu ćwiczeń szybkościowych i siłowych. Mogę więc z tym poczekać” – zapewnia snajper Bayernu Monachium, który w tym sezonie w barwach Bayernu Monachium w 18 meczach zdobył 23 bramki.

Pewniakiem w składzie jest też bramkarz Wojciech Szczęsny, także dlatego, że w miniony weekend błysnął kapitalną formą w ligowym meczu z AC Milan (1:0). W Juventusie Turyn Szczęsny niezmiennie jest numerem 1 i nie ma żadnych powodów, żeby inaczej miało być w reprezentacji.

W środku linii defensywnej raczej na pewno zobaczymy sprawdzony duet Jan Bednarek – Kamil Glik, bo obaj są zdrowi. Większy problem jest na flankach, zwłaszcza na lewej, bo z powodu kontuzji Rybusa Brzęczek ma tam teraz wybór tylko między Arkadiuszem Recą i Bartoszem Bereszyńskim, który na co dzień gra na prawej flance. Na tej pozycji selekcjoner może jednak wystawić grającego regularnie w Dynamie Kijów Tomasza Kędziorę.

W linii środkowej nawet bez Krychowiaka kłopotów kadrowych nie będzie, bo w pełni sił jest Krystian Bielik. Reszta graczy wystawiana ostatnio w tej formacji jest w formie i gotowa do gry.