Turcja oddaje pole?

Wojska syryjskie mają otwartą drogę do kluczowego miasta prowincji Idlib – Chan Szajchun. Przeciwnicy Baszszara al-Asada odeszli z miasta, które kontrolowali od 2014 r. Na północ i wschód odeszły m.in. oddziały syryjskiej Al-Ka’idy – Frontu Wyzwolenia Lewantu (Hajjat Tahrir asz-Szam).

Jawnie terrorystyczna, fundamentalistyczna organizacja przekonuje w internecie, że nie doszło do odwrotu, tylko do przegrupowania i że ma zamiar kontynuować obronę prowincji Idlib przed ofensywą wojsk syryjskich wspieranych przez Rosję. W ślad za Hajjat Tahrir asz-Szam z Chan Szajchun odeszły wspierane przez Turcję bojówki Al-Dżabha al-Watanijja lil Tahrir (Front Wyzwolenia Ojczyzny), zaliczane cokolwiek na wyrost do „umiarkowanej opozycji” – w szeregach tego sojuszu różnych oddziałów znajdują się organizacje o skrajnie fundamentalistycznym programie, znane, jak Ruch Nur ad-Dina (Haraka Nur ad-Din az-Zinki) z morderstw na ludności cywilnej.
Ludność cywilna cierpiała w ostatnich tygodniach również z powodu nalotów, które mają przyspieszyć ofensywę lądową. Szacuje się, że w ich wyniku zginęło ok. 500 osób. Ok. 400 tys. ludzi koczuje przy granicy z Turcją, w nadziei na ucieczkę z Syrii. Dla części z nich to druga, trzecia lub kolejna ucieczka, gdyż w poprzednich latach, m.in. po zdobyciu Aleppo, właśnie do tego regionu mogli wycofać się ludzie, którzy obawiali się pozostać na ziemiach kontrolowanych przez rząd w Damaszku.
Turcja zapowiadała wcześniej, że nie pozwoli na to, by prowincja Idlib została odbita przez wojska al-Asada, a w głąb Turcji ruszyła fala uchodźców. W poniedziałek konwój 50 tureckich pojazdów, w którym było m.in. pięć czołgów, przekroczył syryjsko-turecką granicę i według syryjskich mediów kierował się w stronę Chan Szajchun, by dostarczyć amunicję obrońcom. Został zbombardowany i nie dotarł do celu; pojazdy zatrzymały się na północ od
Chan Szajchun.
– Turecki konwój pojawił się tak późno, że upadek Chan Szajchun musi być interpretowany jako świadome poddanie się Turków – komentuje sytuację turecki analityk Ali Özkök, zajmujący się Bliskim Wschodem i Bałkanami. W jego ocenie Turcja właśnie zgodziła się, by faktyczną kontrolę nad południową częścią prowincji Idlib i częścią prowincji Hama przejęła Rosja.
Według informacji oficjalnych mediów syryjskich, ale też części antyrządowych rebeliantów, miasto zostało już otoczone. To oznaczałoby, że wojska rządowe kontrolują kluczową autostradę M5 z Damaszku do Aleppo.

Turcja ratuje terrorystów

6 maja 2019 r armia syryjska, wspierana przez rosyjskie lotnictwo i operatorów z Sił Specjalnych Operacji (SSO), rozpoczęła ograniczoną ofensywę w północnej prowincji Hama. Armii syryjskiej udało się osiągnąć sukcesy, przełamać główny pas obrony, jednak dalszy marsz ku prowincji Idlib zatrzymały naciski Turcji na Rosję. Moskwa w imię geopolitycznych interesów wpłynęła na Damaszek i wynegocjowano 48 godzinny rozejm.
Na pierwszy rzut oka działania bojowe na północy prowincji Hama wyglądały na mało intensywne w porównaniu z operacją wyzwolenia Wschodniej Guty, deblokady Deir Ez-Zor czy bitwy o Aleppo. Jednak majowa operacja ofensywna w Hamie stała się rodzajem testu lakmusowego, który pokazał jakościowy wzrost syryjskiej armii arabskiej (SAA) w porównaniu z początkowym etapem wojny w Syrii.
Obiektywnie rzecz ujmując , na początku wojny w Syrii armia rządowa nie była w najlepszej formie. Oddziały miały poważne problemy z dowodzeniem i współdziałaniem między jednostkami. Armia często nie mogła skutecznie przeciwdziałać operacjom zbrojnej opozycji czy licznych grup terrorystycznych. Pododdziały rządowe często rzucano do pośpiesznie i źle przygotowanych ataków, co prowadziło do dużych strat w ich personelu i sprzęcie. Współdziałanie między różnymi rodzajami wojsk było bardzo słabe. Nagrania wideo, publikowane przez zbrojną opozycję wspieraną z zewnątrz, na których widać unicestwianie syryjskich czołgów przeciwpancernymi pociskami kierowanymi (PPK) stały się jednym z symboli tej wojny. Pod wieloma względami nieudane operacje armii syryjskiej w pierwszym etapie działań wojennych, przypominały kompromitujące, nieudolne działania armii rosyjskiej na początku pierwszej wojny czeczeńskiej. Jednak po rozpoczęciu rosyjskiej interwencji militarnej w Syrii sytuacja zaczęła się radykalnie zmieniać. Rosyjscy doradcy wojskowi powoli, ale konsekwentnie podnosili poziom skuteczności walki armii prezydenta Asada. Stopniowo ustalono zasady dowodzenia i współdziałania między różnymi oddziałami i rodzajami wojsk. Syryjscy oficerowie zostali przeszkoleni przez Rosjan w zakresie nowych technik taktycznych opartych na doświadczeniu współczesnej armii rosyjskiej. W rezultacie, począwszy od jesieni 2015 r., każda nowa operacja bojowa armii syryjskiej okazywała się bardziej skuteczna niż poprzednia. Trwało konsekwentne szkolenie prowadzone w brutalnych warunkach działań bojowych. Ceną niedociągnięć i błędów były żołnierskie istnienia i zniszczony sprzęt wojskowy.
W 2015 r. armia syryjska rozpoczęła operację zaczepną w północno-wschodniej prowincji Hama mającą wyjść ku granicom z prowincją Idlib. Jednak po utracie dużej liczby pojazdów opancerzonych została zmuszona do zatrzymania ofensywy. W ogniu dostarczonych przez zewnętrznych graczy, przede wszystkim USA, Turcję i Zjednoczone Emiraty Arabskie, amerykańskich przeciwpancernych pocisków kierowanych BGM-71 TOW, unicestwieniu uległo blisko 80 syryjskich czołgów, pojazdów pancernych i innych maszyn wojskowych . „Krwawa łaźnia” jaką syryjskim pancerniakom urządzili rebelianci na 4 lata „zniechęciły” wojska rządowe do aktywności w tym terenie.
Jednak ostrzał i ataki na stanowiska armii rządowej przeprowadzane w 2019 przez bojowników z Idlib nie mogły pozostać bezkarne. Ponadto, co zapewne miało znaczenie kluczowe, uderzenia artylerii rakietowej i dronów należących do sił terrorystycznych na rosyjską bazę lotniczą Hmejmim groziły życiu żołnierzy i zniszczeniu drogiego sprzętu lotniczego Rosjan. Rosyjskie systemy przeciwlotnicze Pancyr-S i TOR, odpierały ataki zestrzeliwując niekierowane rakiety artyleryjskie systemu „Grad” czy też drony, jednak zawsze istniało ryzyko, że coś zawiedzie. W tych warunkach pod koniec kwietnia 2019 r armia syryjska rozpoczęła przygotowania do ofensywy w północnej części prowincji Hama. Jej celem było oczyszczenie z wojsk ugrupowań terrorystycznych Doliny Al-Gab, skąd przeprowadzali oni ataki na rosyjską bazę lotniczą w Hmejmim. 6 maja armia syryjska rozpoczęła operację ofensywną. Początek ataku poprzedzały liczne ataki artyleryjskie i powietrzne. Do Syrii wróciły rosyjskie samoloty szturmowe Su-25SM3 i wsparły ataki bombowych Su-34 i Su-24M2. W celu zniszczenia rebelianckich pozycji i rejonów umocnionych ogień prowadziła artyleria w tym ciężkie systemy artylerii BM-27 „Uragan” kalibru 220 mm , BM-30 „Smiercz” kalibru 300 mm, rakiety taktyczne 9K79 „Toczka” i rakietowe miotacze ognia TOS-1 „Sołncepiek”. Bojownicy, łącząc swoje najlepsze siły zarówno organizacji terrorystycznej Hayat Tahrir Asz Szam, jak i grupy tak zwanej „umiarkowanej opozycji” wspieranej przez USA, obiecywały zorganizować powtórzenie wydarzeń, które rozegrały się na tych obszarach w 2015 roku. Jednak teraz zostali skonfrontowani z armią zupełnie na innym poziomie. Syryjska armia rządowa (SAA) , zreorganizowana przez rosyjskich doradców wojskowych zaprawiona w bitwach o Aleppo, deblokadę Deir Ez-Zor i wyzwolenie Wschodniej Guty, była na jakościowo innym poziomie niż w 2015 roku. Rosyjscy doradcy dokładnie przestudiowali przyczyny syryjskiej porażki.
O świcie 6 maja ruszyła lądowa ofensywa armii syryjskiej. W jej szpicy szedł chyba najlepszy pododdział SAA „Siły Tygrysa”. W pierwszych godzinach operacji, zdobyto wzgórze Tel Otmy dominujące nad tym terenem, a następnie wioski Kabana, Shvash i Bana. Bojownicy próbowali przeciwdziałać atakowi SAA, ale ich opór nie zdał się na nic. Syryjska armia stosowała taktykę zasadniczo odmienną od tej z roku 2015 roku. Nie było już ataków samotnych mas pojazdów pancernych bez osłony sił piechoty. Pozycje obronne bojowników zostały dokładnie rozpoznane, w tym za pomocą rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych (BSL) „Forpost”, po czym zdobyte dane zostały w sztabach przetworzone i przekazane do jednostek artylerii i lotnictwa. Następnie, artyleria i lotnictwo, w tym rosyjskie, niszczyły umocnienia i wykryte pozycje obronne terrorystów. Wzdłuż linii frontu i na tyłach bojowników działali komandosi rosyjskich Sił Specjalnych Operacji lokalizując dodatkowe cele do zniszczenia. Po takim „zmiękczeniu” odcinka obrony, do działania przystępowały grupy szturmowe, które zajmowały osady i dokonały ich oczyszczenia z resztek sił rebelianckich. Dopiero wówczas pojazdy opancerzone wkraczały na tereny zurbanizowane. Wcześniej wspierały one działania grup szturmowych ogniem bezpośrednim z bezpiecznej odległości, nie wchodząc w zasięg granatników przeciwpancernych. Artyleria ostrzeliwała obszary, w którym bojownicy mogli się koncentrować w celu kontrataku, a także ogniem zaporowym hamowała działania wroga. Syryjskie Siły Powietrzne i lotnictwo rosyjskie, bombardowały linie komunikacją bojowników, nie pozwoliły im tym samym na ściągnięcie operacyjnych rezerw mogących dokonywać kontrataków na odcinki przełamania. Po zajęciu jakiejś miejscowości, armia syryjska od razu fortyfikowała swoje pozycje, a artyleria ogniem nękającym ostrzeliwała potencjalne kierunki kontrataków, w razie konieczności stawiając ogień zaporowy na odcinku wykrytego ataku bojowników. Jeśli nieudany atak SAA w 2015 można porównać z początkowym etapem pierwszej wojny czeczeńskiej, to aktualnie armia syryjska działała skutecznie tak jak rosyjska armia federalna w drugiej wojnie czeczeńskiej czy w Gruzji podczas wojny pięciodniowej.
Pomimo to popołudniu i nocą 6 maja bojownicy podjęli próbę kontrataku, ale ostrzał syryjskiej artylerii stworzył swoistą kurtynę, w ogniu której załamały się ofensywne działania terrorystów. Ponadto, w okresie poprzedzającym rozpoczęcie majowej operacji, „Siły Tygrysa” otrzymały wystarczającą liczbę urządzeń noktowizyjnych, co znacząco wpłynęło na przebieg działań wojennych. Bojownicy dotychczas stosowali metodę nocnych kontruderzeń. Wyposażeni w wyśmienite urządzenia obserwacji nocnej produkcji krajów zachodnich kontratakowi po zmroku, wypierając wojska rządowe z pozycji krwawo przez nie zdobywanych w świetle dnia. Tym razem zostali niemile zaskoczeni i nie osiągnęli sukcesu. Nie bez znaczenia była obecność w szeregach syryjskich nowocześnie uzbrojonych i wyekwipowanych rosyjskich komandosów i snajperów SSO, którzy z bezpiecznej odległości , także nocą, eliminowali terrorystów. 7 maja upłynął w walkach pozycyjnych. Bojownicy swoim ulubionym sposobem, zaczęli ostrzeliwać pozycje armii syryjskiej z przeciwpancernych pocisków kierowanych (PPK). W odpowiedzi artyleria syryjska prowadziła ogień na ich pozycje. Co ciekawe oprócz nowoczesnych rosyjskich dział MSTA-B kalibru 152 mm, na froncie widać było pamiętające II Wojnę światową radzieckie armatohaubicę MŁ-20 wz. 1937 kalibru 152 mm. Pomimo braku szybkiego postępu atakujących, przebieg wydarzeń nie sprzyjał terrorystom. Pod kierownictwem rosyjskich wojskowych doradców, przy intensywnym wsparciu artylerii i lotnictwa w tym szturmowych L-39 „Albatros” i Su-22 powoli, ale konsekwentnie przełamywano obronę bojowników. „Setki rannych cywilów od ognia artylerii i uderzeń lotniczych” istnieją tylko w doniesieniach o medialnych źródeł lojalnych wobec bojowników i powielających je rusofobicznych zachodnich mediów głównego nurtu. W rzeczywistości, na tyłach bojowników gromadziło się wielu rannych, ale terrorystów, co wyraźnie nie przyczyniało się do trwałości ich obrony. Ponadto ciągła presja ogniowa Rosjan i Syryjczyków niekorzystnie wpływała na morale obrońców.
Rankiem 8 maja „Siły Tygrysa” generała Sukhejl al Hasana, rozpoczęły dalszą ofensywę i natychmiast zajęły miasto Kafr Nabuda. Bojownicy przeprowadzili szereg kontrataków, ale nie osiągnęli sukcesu. Pojazd zamachowca-samobójcy użyty przez terrorystów został zniszczony z systemu przeciwpancernego „Kornet” w drodze do celu. Bojownicy także używali tego typu broni, niszcząc jeden rządowy czołg T-72. Bitwa o Kafr Nabudu była pierwszym dużym sukcesem armii syryjskiej podczas operacji ofensywnej
9 maja siły armii syryjskiej kontynuowały ofensywę. Tego dnia zajęły miasto Qal’at al-Mudik. W wyniku negocjacji ze starszyzną mieszkańcy zmusili bojowników do opuszczenia miejscowości i została ona zajęta przez SAA bez walki. Artyleria i rosyjskie lotnictwo nadal działały paraliżując linie komunikacyjne terrorystów. Bojownicy zwiększyli intensywność ataków za pomocą systemów przeciwpancernych, niszcząc czołg T-62 i ciężarówkę KAMAZ. Jednakże straty te nie mogły znacząco wpłynąć na przebieg operacji. Ponadto artyleria armii syryjskiej dostając dane z rosyjskich dronów (BSL Forpost) „obrabiała” pozycje ogniowe bojowników. Znalezienie się obsług systemów przeciwpancernych pod „pressingiem” ognia artyleryjskiego znacznie zmniejszyło skuteczność ich działań. W pierwszej połowie dnia artyleria syryjska i bojowników prowadziły intensywne pojedynki ogniowe. Interweniowało dowództwo operacji. W rejon walk przybyli operatorzy rosyjskich sił specjalnych (SS)), którzy za pomocą radarów artyleryjskich namierzali położenie moździerzy i dział i wyrzutni bojowników. Następnie Rosjanie ogniem moździerzy 120 mm 2B11 „Sani” stłumili pozycje bojowników. Co było poza zasięgiem moździerzy zniszczyły niezawodne samoloty szturmowe Su-25 SM3, wyposażone w system ostrzegania i mylenia ręcznych rakiet przeciwlotniczych typu „Stinger” czy „Igła” Po południu bojownicy Hayat Tahrir Ash Sham, rzucili do kontrataku grupy samobójców i grupy szturmowych, nacierające na Kafr Nabubu. Jednak mimo, że bojownikom udało się dotrzeć do linii zabudowy, atak został odparty przez ostrzał ogniem wojsk syryjskich. Artyleria i rosyjskie lotnictwo nie pozwoliły bojownikom podciągnąć też dużych sił do miasta, zdolnych utrzymać osiągnięty sukces i pogłębić sukces pierwszej fazy kontrataku. Terroryści ponieśli straty i wycofali się. Wraz z siłami powietrznymi i artylerią, główny ciężar odpierania ataków bojowników, odegrała jednostki „Sił tygrysa”. Oddziały te wyrządziły znaczne straty atakującym bojownikom ogniem PPK „Kornet”. Dzielnie sprawili się żołnierze wyszkoleni przez Rosjan z V Ochotniczego Korpusu Szturmowego.
Nieudany kontratak znacząco pogorszył sytuację bojowników. Wymierne straty w ich najlepszych formacjach miały szkodliwy wpływ na morale terrorystów. 11 maja „Siły tygrysa”, maszerujące w awangardzie ofensywy, szybko zdobyły wioskę Al-Szaria, wkraczając w przestrzeń operacyjną w Dolinie Al-Gab. Bojownicy, stopniowo tracąc terytorium będące pod ich kontrolą, próbowali „odegrać się” na ludności cywilnej, prowadząc intensywny ostrzał z wyrzutni niekierowanych pocisków rakietowych miasta Sachalyabiya zamieszkałego przez chrześcijan. Wsparcie dla sił bojowników zaczęło jednak płynąć z kontrolowanej przez nich prowincji Idlib i kontrolowanego przez Turcję kantonu Afrin i zaczęły zmierzać w kierunku pozycji broniących się terrorystów.
13 maja, ściągając rezerwy, bojownicy Hayat Tahrir Ash Sham i tak zwana umiarkowana proamerykańska opozycja rozpoczęły silny kontratak w pobliżu wioski Hamamiyat. Ich celem było uderzenie w prawą flankę natarcia wojsk rządowych . Atak był wspierany przez relatywnie dużą grupę pancerną według standardów konfliktu, składających się z co najmniej czterech czołgów i kilku pojazdów bojowych piechoty BMP-1 i kilkunastu uzbrojonych pickupów.
Jednak intencje bojowników zostały natychmiast rozpoznane. Artyleria i samoloty Syryjczyków i Rosjan uderzyły wcześniej ukrytą technikę pancerną bojowników. Jeszcze w wiosce kontrolowanej przez bojowników Jabiya, rosyjski Su-24 zniszczył czołg T-72i. Atak terrorystów całkowicie się nie powiódł.
14 maja zostały opublikowane zdjęcia porażki atakującej grupy terrorystów. W sumie, według najskromniejszych szacunków, zniszczono rebeliantom 3 czołgi, 2 BWP i co najmniej 3 terenowe uzbrojone w działka 23 mm pick-upy. Zginęły dziesiątki terrorystów. Artyleria i lotnictwo dosłownie zmiotły atakujących. Po odparowaniu kontrataku bojownicy, przynajmniej tymczasowo, wstrzymali wszelkie próby przejęcia inicjatywy z CAA.
15-18 maja trwała operacja oczyszczenia Doliny Al-Gab. Jednostki syryjskiej artylerii i lotnictwo bombardowały wzgórza dominujące nad doliną, a w którym umocnili się powstańcy. Rosyjskie siły lotnicze zajmowały się przede wszystkim paraliżowaniem logistyki i linii komunikacyjnych wojsk organizacji terrorystycznych w prowincji Idlib, prowadzą tzw. misje izolacji pola bitwy. Podejmowano działania w celu opanowania szczytów dominujących w terenie, w tym manewrów je okrążających. Armia syryjska zachowywała inicjatywę, a jej przewaga w artylerii i pojazdach opancerzonych, wraz z możliwością wspierających ją nalotów lotniczych , sprawiały, że ​​kwestia czyszczenia Doliny Al-Gab było kwestią czasu.
Niestety dla wojskowych na pole bitwy wkroczyła geopolityka i 18 maja po spotkaniu wojskowych Rosji i Turcji na skutek bardzo silnych nacisków Ankary ogłoszono 48 godzinne zawieszenie broni.
Podsumowując, podczas operacji na północnym wschodzie prowincji Hama armia syryjska wykazała ogromny wzrost jakościowy swojego potencjału bojowego. Właściwe użycie artylerii i lotnictwa po prostu miażdżyło obronę wroga. Ugruntowano współdziałanie między oddziałami wojska pozwoliło na zajmowanie dominujących szczytów i osiedli bez ponoszenia dużych strat. Nowoczesne środki rozpoznania umożliwiały wykrywanie ruchu bojowników w czasie zbliżonym do rzeczywistego i uderzanie w ich wojska i sprzęt już podczas zbliżania się do linii frontu. Rosyjskim doradcom i specjalistom udało się podnieść armię syryjską do jakościowo nowego poziomu.
Osobno warto zastanowić się nad rolą działających wśród nacierających oddziałów rosyjskich. Specjalne grupy wyposażone w radary do walki kontrbateryjnej wykrywały i niszczyły pozycje artylerii i moździerzy bojowników, za pomocą własnych moździerzy, lub naprowadzały na nie ostrzał artyleryjski czy bombardowanie lotnicze. Rosyjscy operatorzy sił specjalnych (SSO) z karabinów snajperskich i systemów przeciwpancernych niszczyli najbardziej niebezpieczne punkty ogniowe terrorystów. Wkład rosyjskich sił specjalnych, działających w dolinie Al-Gab w rozerwanie obrony terrorystów, był niemały , chociaż często nie trafia do doniesień medialnych z powodu przestrzegania tajemnicy wojskowej. Być może kiedyś Rosjanie ujawnią, szczegóły pracy swoich doradców wojskowych i specjalistów opinii publicznej, póki co zakrywa je mrok cenzury wojennej.
Operacja na północnym wschodzie prowincji Hama stała się przykładem progresu w zakresie zdolności bojowej wojsk rządowych Syrii. Armia syryjska zreorganizowana i wyszkolona przez rosyjskich doradców i sprawdzona pod ich okiem w bitwach o Aleppo, Homs, Palmirę, Deir-Ez-Zor i Wschodnią Gutę, przeszła do porażek pierwszego etapu wojny, do serii zwycięstw nad siłami swoich licznych wrogów. Do wyzwolenia prowincji Idlib z rąk ugrupowań terrorystycznych droga wydaje się jednak daleka i to nie z przyczyn militarnych a powiązań i zależności geopolitycznych lokalnych i globalnych mocarstw rozgrywających na nieszczęsnej wojnie syryjskiej swoje interesy.

Ewakuacji nie było

17 września Turcja i Rosja zawarły układ, który postanawiał, iż wojsko syryjskie razem z sojusznikami nie zacznie ofensywy w prowincji Idlib, natomiast Ankara zadba o wycofanie z tego obszaru zbrojnych grup terrorystycznych. Właśnie minął termin, w którym to wycofanie miało się zakończyć. Nawet się nie rozpoczęło.

 

Na kilka godzin przez upływem ostatecznego terminu ewakuacji, przedstawiciele Hajjat Tahrir asz-Szam (dawniej Dżabhat an-Nusra, syryjska odnoga Al-Ka’idy) oznajmili, że nigdzie się nie wybierają. – Nie porzuciliśmy naszej drogi dżihadu, walki o wcielenie w życie naszej błogosławionej rewolucji – powiedzieli. Dodali, że doceniają wszelkie wysiłki na rzecz „ochrony wyzwolonego terytorium”, czyniąc wyraźny ukłon w stronę Turcji.

Porozumienie między Moskwą i Ankarą zakładało, że do 10 października z prowincji Idlib zostanie wycofany ciężki sprzęt bojowy, zaś sami uzbrojeni dżihadyści opuszczą ten obszar do 15 października. Tymczasem w ostatnią sobotę z terytorium, którego dotyczył układ, ostrzelano z moździerza pozycje armii syryjskiej w prowincji Hama. Żadna z frakcji nie przyznała się do tego czynu. Oprócz Hajjat Tahrir asz-Szam, w regionie obecne są jeszcze Tanzim Hurras ad-Din (Organizacja Strażników Wiary), jednostki Państwa Islamskiego, prosaudyjska Armia Islamu przeniesiona tu ze Wschodniej Guty, proturecka Islamska Partia Turkiestanu, a do tego jeszcze kilkanaście lokalnych ugrupowań dżihadystowskich. Strażnicy Wiary już przyłączyli się do stanowiska Hajjat Tahrir asz-Szam, oznajmiając, że nie opuszczą Idlibu. Pozostałe organizacje nie wydały oświadczeń, ale też pozostają na miejscu.

Zanim podpisano porozumienie 17 września, ONZ ostrzegał, że syryjska ofensywa wspierana przez Rosję będzie oznaczała katastrofę humanitarną – w prowincji Idlib znajdują się 2-3 mln ludzi. Skoro podstawowe warunki układu nie są realizowane, widmo bezpośredniego zagrożenia wojną znowu zajrzało im w oczy. Nawet Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka zauważyło, że terroryści dali pretekst do uderzenia, które przyniesie głównie tragedię zwykłych ludzi.

Ostrzeżenie

Rosjanie przestrzegają USA przed prowokacją ataku chemicznego i tworzą „tarczę” nad Syrią z okrętów swojej floty na Morzu Śródziemnym.

 

Rosjanie ściągając w ostatnich miesiącach i tygodniach okręty z Floty Czarnomorskiej, Floty Bałtyckiej, Flotylli Kaspijskiej i Floty Północnej utworzyli potężne zgrupowanie sił morskich, operujące we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. Skład i wyposażenie okrętów pływających pod banderą św. Andrzeja opodal Syrii, sprawiają, że eskadra ta może skutecznie przeciwstawić się operującej na Morzu Śródziemnym 6 Flocie US Navy, mimo jej wzmocnienia nie tak dawno przez grupę lotniskowcową na czele z USS „Harry Truman”. Rosyjski MON i ambasador Rosji na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ przestrzegają zachodnich partnerów przed wyreżyserowaną prowokacją chemiczną na wzór tegorocznej w Dumie i w Chan Szeikhoun z roku 2017. Inscenizacja ataku chemicznego na rebeliantów, przypisanego wojskom rządowym ma być kolejny raz pretekstem, do przygotowywanego według Moskwy ataku sił USA, Wielkiej Brytanii i Francji na Syrię.

 

Generał Konaszenkow ujawnia fakty zdobyte przez GRU

W niedzielę 26 sierpnia, na specjalnej konferencji prasowej oficjalny przedstawiciel rosyjskiego MON, generał Igor Konaszenkow poinformował, o zdobytych zapewne przez rosyjski wywiad wojskowy (Gławnoje Razwiedywatielnyje Uprawlienje) danych świadczących o przygotowywanej prowokacji użycia broni chemicznej na terenie Syrii. Przypisane ma to być armii rządowej i stać się pretekstem do nalotów USA na ten kraj. Według Rosjan przedstawiciele „Białych Kasków”, dostarczyli duży ładunek środków trujących do miasta syryjskiego Sarakaib. Warto przypomnieć, że to pseudohumanitarna organizacja, finansowana między innymi ze środków budżetu USA, której członkowie spreparowali tzw. atak chemiczny na szpital w Dumie. Po wyzwoleniu terenów południowej Syrii z rąk terrorystów przez wojska rządowe i rosyjskie, ludzi tych armia Izraela ewakuowała, na prośbę Waszyngtonu, Kanady i krajów europejskich z terytorium Syrii do Izraela, potem przekazała do Jordanii.

Owe środki trujące dostarczono dwoma ciężkimi ciężarówkami do magazynów organizacji rebelianckiej „Achrar Asz-Szam”. Jak później uzupełniał generał Aleksiej Cygankow – dowódca Rosyjskiego Centrum Rozejmowego dla walczących stron w Syrii, ciężarówki eskortowało 8 członków organizacji „Białe Kaski”, a na składzie oczekiwali na nich dwaj wysokiej rangi dowódcy polowi rebeliantów. Później część ładunku była przewieziona w inne miejsce stacjonowania bojowników w południowej części prowincji Idlib, gdzie planuje się dokonać inscenizacji użycia broni chemicznej przeciwko ludności cywilnej. Oczywiście, „przypadkiem”, tak jak w Dumie, nastąpi to w świetle kamer zachodnich stacji TV, dysponujących łącznością satelitarną i trafi na pierwsze strony gazet, ekrany wiodących stacji TV i portali internetowych. Wzburzona drastycznymi obrazami porażonych gazem dzieci i kobiet opinia publiczna państw zachodnich zażąda „reakcji cywilizowanego świata na barbarzyństwo reżimu Asada”. Rządzący tylko na to czekają i rozpoczną się wówczas na Syrię naloty USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Generał Konaszekow poinformował też, że do miejscowości Chabit przybyli brytyjscy specjaliści z prywatnej firmy wojskowej „Oliva”, powiązanej z brytyjskim wywiadem. Dostarczono zbiorniki z chlorem. Wszystko to ma służyć inscenizacji zastosowania przez siły rządowe nalotu „bombami beczkowymi” z gazem bojowym czy też ostrzału rakietowego chlorem.

Rosyjski wywiad odnotował też, że na wody Zatoki Perskiej wpłynął niszczyciel US Navy, USS „Sullivans” klasy „Arleigh Burke” z 56 rakietami manewrującymi UGM-109 „Tomahawk”, zaś do bazy USA w Katarze przybył bombowiec strategiczny B1B z 24 rakietami manewrującymi AGM-158 JASSM. Według Rosjan świadczyć to ma o przygotowaniu Amerykanów do ataku lotniczo-rakietowego na Syrię.

 

Wasilij Niebienzia ostrzega na forum ONZ o cynicznych planach Wielkiej Brytanii

28 sierpnia odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w kwestii zaostrzającej się sytuacji w Syrii, a konkretnie w kontrolowanej przez rebeliantów prowincji Idlib, będącej jedną ze stref deeskalacji. Warto w tym kontekście zauważyć, że 23 sierpnia do Moskwy przybył szef sztabu armii tureckiej, generał Hulusi Akar. Towarzyszył mu kierujący wywiadem Hakan Fidan i minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu. Po drugiej stronie stołu do rozmów zasiadł generał Siergiej Szojgu – szef rosyjskiego MON, Siergiej Ławrow – szef MSZ i sam prezydent Rosji Władimir Putin. Rosjanie na przestrzeni ostatnich tygodni regularnie są atakowani w bazie Chmejmim nalotami samolotów bezpilotowych wypuszczanych przez rebeliantów z prowincji Idlib, a wojska syryjskie i ludność cywilna – w tym miasto Allepo – podlega ostrzałowi rakietowemu. Przeszło 40 sztuk rebelianckich BSL zestrzeliły rosyjskie systemy przeciwlotnicze „Pancyr-S”. Wojska syryjskie i Rosjanie koncentrują się więc do ofensywy. Na dużej części strefy deeskalacji Idlib zabezpieczanej przez wojska tureckie działa syryjska filia terrorystycznej Al-Kaidy, czyli Front An-Nusra – organizacja uznana przez ONZ za terrorystyczną. Rosjanie ustalili z Turkami zasady „oczyszczenia” prowincji z sił terrorystów, a Turcja wynegocjowała ochronę obszarów kontrolowanych przez podległych sobie i od lat sponsorowanych przez Ankarę niektórych syryjskich ugrupowań rebelianckich.

Na posiedzeniu RB ONZ dyplomaci krajów zachodnich wyrazili zaniepokojenie losem ludności cywilnej w tym kobiet i dzieci w obliczu zbliżającej się ofensywy wojsk rządowych. Ambasadorzy Wielkiej Brytanii, Francji i USA zagrozili użyciem siły w przypadku zastosowania przez żołnierzy prezydenta Asada zabronionej konwencjami broni chemicznej i wezwali kraje tzw. „Procesu Astańskiego”, gwarantów strefy deeskalacji Idlib (Iran, Rosja, Turcja) o powstrzymanie Damaszku przed agresją na własnych obywateli. W odpowiedzi ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Niebienzia przypomniał kolejny raz, że Syria zlikwidowała swoje arsenały chemiczne i takowej broni nie posiada. Przypomniał też, że poprzednie ataki na Syrię dokonane przez USA, Wielką Brytanię i Francję nie opierają się o dowody, a o cynicznie zaplanowane prowokacje jak zdemaskowana przez Rosjan prowokacja „Białych kasków” użycia broni chemicznej w mieście Duma. Szczegółowo rosyjski ambasador poinformował społeczność międzynarodową, na bazie informacji zdobytych przez rosyjski wywiad, o przygotowywanej nowej inscenizacji użycia broni chemicznej przez wojska rządowe, co ma stać się pretekstem do nalotów na Syrię. Przestrzegł on „zachodnich partnerów” przed tym cynicznym krokiem. Ambasador Wielkiej Brytanii kategorycznie odrzuciła te oskarżenia, powołując się na brytyjski MON. Przed posiedzeniem RB ONZ wydała zaś oświadczenie, nazywając informacje rosyjskiego MON „śmiesznymi i absurdalnymi, „fake newsami”, typowymi dla standardów rosyjskiej propagandy”. W odpowiedzi, Wasilij Niebienzia poinformował, że „rosyjskie Ministerstwo Obrony nie ma w nawyku wydawać absurdalnych, śmiesznych, fejkowych oświadczeń. Może to zwyczaj MON innych krajów, ale na pewno nie Rosji. Jeśli rosyjski MON coś mówi, to wie co mówi”. Rosyjski ambasador wcześniej informował o prowadzonej przez władze Syrii, wspieranej przez Rosjan, szerokiej akcji powrotu uchodźców do domów i o odbudowie zniszczonego wojną kraju. Zaapelował o realną pomoc humanitarną ludności Syrii wracającej do domów, nie uzależnianą od decyzji politycznych regulujących kwestie powojenne.

 

Potężny zespół rosyjskiej floty ochroni Syrię?

Na wschodnim akwenie Morza Śródziemnego, według dostępnych w mediach specjalistycznych informacji, operuje wydzielony zespół Floty Rosyjskiej, w ostatnich tygodniach silnie wzmocniony, w składzie kilkunastu okrętów. Z uwagi na fakt, że okręt flagowy Floty Czarnomorskiej, krążownik „Moskwa”, skierowano do remontu, z Floty Północnej przybył tu jego „bliźniak” – krążownik „Admirał Ustinow”. Okręt ten uczestniczył 31 lipca w defiladzie okrętów w Petersburgu z okazji Dniu Marynarki Wojennej Rosji i świeżo wszedł do służby po wieloletnim remoncie kapitalnym. Dysponuje nowocześniejszym i groźniejszym wyposażeniem i uzbrojeniem niż starsza „Moskwa”. Rosjanie, jak w okresie „zimnej wojny”, sformowali zespół okrętów „przykryty” wielowarstwową obroną przeciwlotniczą. Daleką rubież zabezpiecza morski odpowiednik nie mającego konkurencji na świecie systemu S-300 „Fort” z krążownika „Marszał Ustinow”, o zasięgu rażenia celów lotniczych i rakietowych do 300 km. Okręt ten stanowi „jądro” zespołu. Kolejny krąg zabezpieczają systemy średniego zasięgu, czyli ok. 50 kilometrów typu „Sztil” na najnowszych fregatach jak „Admirał Essen” czy „Admirał Makarow”. Ostatnią linią zabezpieczenia przez środkami napadu powietrznego, w tym rakietami przeciwokrętowymi, stanowi szereg systemów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu typu „Kinżał” czy „Kortik”. Zespół rosyjskich okrętów może liczyć też na osłonę powietrzną z nieodległej bazy lotnictwa rosyjskiego w Syrii w Chmejmim. Okręty rosyjskie zdolne są do projekcji siły w promieniu do 2500 km, a więc dalece większym niż wsparcie operacji lądowej w prowincji Idlib. Rosyjskie „Kalibry” mają w zasięgu bazy lotnicze USA, Wielkiej Brytanii w Jordanii, Kuwejcie, Iraku, Katarze czy na Cyprze oraz w Arabii Saudyjskiej. Sięgają też baz okrętów NATO w Grecji, Włoszech czy portów Francji. Co istotne, Rosjanie mogą liczyć w zaistniałej sytuacji politycznej na życzliwą postawę Turcji, skądinąd członka NATO. Przez Cieśniny Dardanele i Bosfor, co sygnalizują niezależni eksperci, w ostatnich tygodniach intensywnie kursuje „Syryjski Ekspress”, czyli zespół rosyjskich okrętów transportowych i desantowych dostarczających zaopatrzenie dla armii rosyjskiej i syryjskiej z portów Morza Czarnego do Tartus. Na portalach militarnych z regionu pojawiły się zdjęcia prawdopodobnego przebazowania dodatkowych rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-300 WM „Antiej-2500”. Co do sił morskich w szczególności opodal Syrii znajdują się:
1. Krążownik Rakietowy „Marszał Ustionow” – okręt flagowy – świeżo po kapitalnym remoncie krążownik projektu 1164 „Atlant” zwany „mordercą lotniskowców”. Uzbrojony jest między innymi w 64 rakiety przeciwlotnicze S-300F „Fort” i 16 naddźwiękowych rakiet P-1000 „Vulkan” o zasięgu 1000 km, prędkości 2660 km/h przenoszących głowice bojowe o masie 500 kg lub jądrowe o sile 350 KT.
2. Niszczyciel rakietowy „Siewieromorsk”, okręt typu „Udałoj” – na pokładzie ma między innymi 2 śmigłowce, 8 rakietotorped „Rastrub” i 8 wyrzutni po 8 rakiet (łącznie 64) przeciwlotniczego systemu „Kindżał”, odpowiednik lądowego systemu krótkiego zasięgu „Tor”.
3. „Pytliwyj” – fregata rakietowa projektu 1135M „Kriwak III”, wyposażona między innymi w rakietotorpedy „Rastrub”
4. Fregata „Jarosław Mudryj”, to nowoczesny okręt z 8 wyrzutniami przeciwokrętowych manewrujących rakiet skrzydlatych Ch-35, 4 wyrzutniami z 8 rakietami systemu p-lot „Kindżał” , 2 systemami „Kortik” i śmigłowcem Ka-27.
5. Fregata „Admirał Makarow” – najnowszy rosyjski okręt wojenny tej klasy projektu 11356 zbudowany według współczesnych zasad projektowania. Powstał z nowoczesnych materiałów w technologii „stealth”. Wyposażony jest między innymi w 24 rakiety przeciwlotnicze systemu „Sztil” o zasięgu 50 km i 8 rakiet „Kalibr” NKE lub „Oniks” oraz śmigłowiec Ka-31.
6. Fregata „Admirał Essen”, także okręt projektu 11356 – przenosi 8 manewrujących rakiet „Kalibr” o zasięgu ok. 2500 km lub przeciwokrętowych „Oniks”, 36 rakiet przeciwlotniczych systemu „Sztil” o zasięgu 50 km i śmigłowiec Ka-31
7. Fregata „Admirał Grigorowicz – bliźniak „Admirała Essena” dane jw.
8, 9, 10 – małe okręty rakietowe „Wysznij Wołoczek”, „Grad Swijażsk” i „Wielikij Ustjug” – okręty projektu 21631 czyli „Bujan-M” . Małe okręty Flotylli Kaspijskiej, ale „zjadliwe” – na pokładzie przenoszą po 8 rakiet manewrujących „Kalibr NK” o zasięgu ok 2500 km
11, 12 to wyśmienite, groźne okręty podwodne o napędzie klasycznym „Wielikij Nowgorod” i „Kolpino” projektu 636 „Warszawianka”, każdy z 18 rakietami „Kalibr” różnych typów lub torpedami na pokładzie.
13 – podwodny krążownik o napędzie jądrowym projektu 949A „Antiej” przeznaczony do niszczenia lotniskowcowych grup uderzeniowych marynarki wojennej USA na czele z lotniskowcami klasy „Nimitz” – wyposażony w 72 rakiety skrzydlate P-800 „Oniks” o prędkości 2,6 Ma i zasięgu do 500 km
Na redzie bazy Tartus zaobserwowano też dwa trałowce Floty Czarnomorskiej „Walentyn Pikul” i „Turbinist” oraz duże okręty desantowe projektu 1171 „Nikołaj Filiczenkow” i „Orsk”.

Jak dobitnie widać, Moskwa w sposób zaplanowany i skoordynowany skoncentrowała potężny zespół floty, aby zniechęcić Amerykanów do kolejnych ataków na syryjskie wojska rządowe. Napływające jednak w ostatnich dniach informacje nie wskazują, aby Waszyngton spasował. Na terenie Syrii, kontrolowanym przez Kurdów i wojska USA, Francji oraz Wielkiej Brytanii, Amerykanie rozmieszczają radary obrony przeciwlotniczej, co może być elementem tworzenia przez nich „strefy zakazu lotów” i dalszej eskalacji rywalizacji militarnej z Rosjanami w Syrii. Jeśli nawet „strefa zakazu lotów” nie zostanie ogłoszona – wariant ofensywny, to instalacje te służą ewidentnie umocnieniu pozycji, skądinąd bezprawnej na gruncie prawa międzynarodowego, obecności wojsk USA, na zajętych przez Amerykanów i ich protegowanych obszarach Syrii.

Tak czy inaczej, wraz z rozpoczęciem się zbliżającej się w najbliższych dniach ofensywy wojsk rządowych i Rosjan na pozycje ugrupowań terrorystycznych w prowincji Idlib, rozgrywka mocarstw zaostrzy się. O wycofaniu się wojsk USA z Syrii, o co apelują Damaszek i Moskwa, uregulowania sytuacji w obozie uchodźców Rukban w kontrolowanej przez wojska USA i Wielkiej Brytanii na pograniczu z Jordanią nie ma mowy. A to z Rukban prowadzą rajdy terroryści ISIS i tam znikają przed syryjskim pościgiem, który jak się zapędzi, bombardowany jest przez samoloty US Air Force. Rozpoczęła się też eksploatacja syryjskich złóż ropy naftowej przez kontrolowanych przez USA rebeliantów SDF – w większości Kurdów. Do jakiej rafinerii trafia owa kradziona ropa jeszcze nie ustalono, ale to materiał na inny obszerny artykuł.