Praworządność jest nam wszystkim potrzebna

Rząd PiS wetując budżet unijny, spowoduje, że Polska dostanie o 23 mld środków unijnych euro mniej i nie będzie mogła pożyczyć od UE kolejnych 34 mld euro. Weto będzie zatem działaniem o znamionach zdrady stanu.
Zwiększanie dobrobytu naszego społeczeństwa wymaga budowy nowoczesnej, innowacyjnej i odpornej gospodarki. A to wymaga otwartości na świat oraz rządów prawa. Otwartość umożliwia firmom daleko idącą specjalizację i wzrost wydajności, a rządy prawa chronią obywateli i firmy przed uznaniowymi działaniami władz.
Dlatego w trosce o dalszy wzrost dobrobytu w Polsce protestujemy przeciwko bezpodstawnemu podważaniu znaczenia praworządności, korzyści z naszego członkostwa w Unii Europejskiej oraz obecności zagranicznych inwestorów w Polsce – stwierdza Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony budżetu Unii w przypadku uogólnionych braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich odwołuje się do zapisów praworządności zawartych w art.2 Traktatu o Unii Europejskiej. W art. 2 tego rozporządzenia czytamy, że termin „praworządność” odnosi się do zasady legalizmu, oznaczającej „przejrzysty, rozliczalny, demokratyczny i pluralistyczny proces przyjmowania aktów prawnych; pewność prawa; zakaz arbitralności w działaniu władz wykonawczych; skuteczną ochronę sądową, w tym ochronę praw podstawowych, dokonywaną przez niezależne sądy; podział władzy i równość wobec prawa”.
Rządy Węgier i Polski chcą zawetować kolejną perspektywę budżetową UE na lata 2021 – 2027, przedstawiając kwestię praworządności jako atak na suwerenność państw członkowskich. Dyskusji na ten temat towarzyszą głosy podważające korzyści z polskiego członkostwa w UE, czy inwestycji zagranicznych ulokowanych w naszym kraju.
Jak niebezpieczne mogą być próby zbijania kapitału politycznego na atakowaniu Brukseli, może świadczyć przykład Wielkiej Brytanii. Wbrew swoim początkowym zamiarom Partia Konserwatywna pod naciskiem skrajnej części doprowadziła do Brexitu, którego negatywne skutki gospodarcze będą odczuwane przez lata.
Towarzystwo Ekonomistów Polskich wskazuje: protestujemy przeciwko:

  • Przeciwstawianiu praworządności i suwerenności. Praworządność przede wszystkim leży w interesie polskich obywateli i firm, chroniąc ich przed uznaniowością działań władzy. Liczne prace naukowe dokumentują związek między praworządnością a rozwojem gospodarczym. Problemy z praworządnością nie tylko w widoczny sposób obniżają wzrost produktu krajowego brutto, ale też sprawiają, że przedsiębiorcy są mniej skłonni rozwijać swoje firmy. Bardzo istotnym aspektem praworządności jest niezależność wymiaru sprawiedliwości – kraje, w których sądy nie są niezależne, rozwijają się wolniej.
  • Podważaniu korzyści z polskiego członkostwa w UE. Polska jest relatywnie małym krajem (38 milionów mieszkańców), jednak dzięki naszemu członkostwu w UE polskie firmy mają dostęp do olbrzymiego rynku wewnętrznego UE (prawie 450 milionów mieszkańców). Korzyści dla Polski z dostępu do wspólnego rynku są szacowane na ponad 10 proc. naszego PKB w 2019 r. Odbiciem korzyści z członkostwa w UE są potencjalne straty związane z jej opuszczeniem – rząd brytyjski szacuje, że brak umowy z Unią Europejską obniży brytyjski PKB o 7,6 proc. w perspektywie 15 lat, a nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu kompleksowej umowy, PKB Wielkiej Brytanii wciąż będzie o 1,4 proc. niższy. Dla mniejszego kraju, o znacznie słabszej pozycji negocjacyjnej, potencjalne straty związane z opuszczeniem wspólnego rynku byłyby jeszcze wyższe. Ponadto Polska, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, jest beneficjentem netto napływu środków unijnych, co dodatkowo zwiększa nasze korzyści z członkostwa.
  • Podważaniu korzyści z inwestycji zagranicznych. Prezentowane w mediach dane o zyskach zagranicznych firm obecnych w Polsce mają w zamyśle twórców zapewne wywoływać poczucie eksploatacji ekonomicznej Polski. Pomijają one jednak dwie zasadnicze kwestie – wartość zainwestowanych przez nich wcześniej środków oraz płynące z tego korzyści dla polskiej gospodarki. Zyski zagranicznych firm są wynagrodzeniem za wcześniejsze inwestycje – nikt nie powinien oczekiwać, że prywatne firmy będą działały pro publico bono. Po drugie, większość zysków jest reinwestowanych w rozwój tych firm, a jedynie część jest transferowana do ich właścicieli. Istnieje szeroka literatura pokazująca, że na zagranicznych inwestycjach zyskują nie tylko sami inwestorzy, ale także gospodarki krajów goszczących. Korzyści z zagranicznych inwestycji znacznie wykraczają poza miejsca pracy, które one tworzą, czy zapłacone podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. Wiążą się one z transferem technologii i silniejszym włączeniem krajowej gospodarki w globalne łańcuchy dostaw. Można szacować, że dzięki inwestycjom zagranicznym polska gospodarka jest o około 17 proc. większa. Polityka Insight szacuje pozytywne skutki inwestycji zagranicznych w Polsce na 15,6 proc. PKB.
    Zamiar zawetowania budżetu unijnego przez rządy Polski i Węgier przypada na wyjątkowe okoliczności. Do standardowego, wieloletniego budżetu unijnego (wartego ponad 1 bilion euro) liderzy europejscy postanowili dodać instrument Next Generation EU (NGEU) warty 750 mld euro. Łączna kwota 1,8 bln euro pomoże odbudować gospodarkę Europy po kryzysie wywołanym COVID-19. Nowa Europa będzie bardziej przyjazna dla środowiska, bardziej cyfrowa i odporniejsza na kryzysy.
    NGEU to największy pakiet pomocowy w Europie od kilkudziesięciu lat. Kluczowym elementem tego programu jest Instrument Odbudowy i Zwiększenia Odporności (RRF – Recovery and Resilience Fund). Ma on na celu pobudzenie i przyspieszenie ożywienia gospodarczego w poturbowanych kryzysem gospodarkach UE.
    Zgodnie z uzgodnionym kluczem podziału w ramach Instrumentu Odbudowy i Zwiększenia Odporności Polska ma otrzymać 23 mld euro (ok. 105 mld zł) w formie bezzwrotnych grantów oraz 34 mld euro (ok. 155 mld zł) w formie ew. pożyczek. Łącznie to 57 mld euro (ok. 260 mld zł).
    Każda złotówka z tego programu może wygenerować dodatkowy wzrost gospodarczy, a więc dodatkowe miejsca pracy, dodatkowe inwestycje, zyski i dochody, także publiczne w postaci podatków i składek na ubezpieczenie społeczne. Zatem w przypadku, gdyby te unijne środki finansowe nam odebrano, straty dla polskiego społeczeństwa byłyby wielokrotnie większe.
    Ponadto ten program odbudowy według analiz Komisji Europejskiej, może przynieść największe korzyści dla wzrostu PKB właśnie dla takich gospodarek, jak Polska i Węgry. PKB w gospodarkach naszego regionu (a więc m.in. w Polsce i na Węgrzech) na skutek absorpcji środków z tego planu może wzrosnąć trwale o ponad 2 proc. w długim okresie, a w okresie kulminacyjnym absorpcji środków nawet o 3,5 proc.
    W Holandii czy Francji – generalnie w bogatszych gospodarkach w UE – plan NGEU wygeneruje dodatkowy wzrost poziomu PKB w długim okresie o ok. 0,5 proc. , a w kulminacyjnym momencie o 1 proc. Czyli korzyści Polski z tego programu są trzykrotnie większe niż dla gospodarek bogatych UE. To pokazuje solidarność Unii Europejskiej.
    W przypadku dodatkowego funduszu (NGEU) nie ma żadnego prowizorium. Weto oznacza brak programu, wstrzymanie jego realizacji. Po recesji, polskie firmy, polskie samorządy, społeczności lokalne i rodziny potrzebują tego programu jak tlenu. Także polskie finanse publiczne są mocno nadwyrężone, dług publiczny wkrótce przebije 1,5 biliona złotych. Kryzys oraz liczne rozwiązania zmniejszające dochody jednostek samorządu terytorialnego mocno też nadwyrężyły finanse jednostek lokalnych. Europejski pakiet środków na rzecz ożywienia gospodarki pozwoli nam finansować odbudowę i rozwój gospodarki bez dalszego zadłużania Polaków.
    Polacy czują się Europejczykami i chcą pozostać obywatelami Unii Europejskiej. Doskonale wiedzą, że dotychczasowa obecność w jej strukturach to bezprecedensowy skok w rozwoju cywilizacyjnym naszego kraju. Porozumienie dotyczące 1,8 bln euro, o które apeluje TEP, to udowodnienie konstruktywnego zaangażowania polskiego rządu w rozwiązywanie problemów Europejczyków, takich jak choćby walka z pandemią i jej ekonomicznymi skutkami.

Gospodarka potrzebuje spokoju legislacyjnego

O ile do złych regulacji przedsiębiorcy są w stanie się w dłuższym okresie dostosować, o tyle wprowadzane często i nagle zmiany, burzą jakiekolwiek ich plany.
Obciążenia biurokratyczne, regulacje ograniczające konkurencję, nieelastyczne prawo pracy, skomplikowane przepisy podatkowe powodujące czasochłonne rozliczenia z urzędem skarbowym – to problemy od lat wskazywane przez przedsiębiorców jako największe bariery działalności gospodarczej. Pandemia COVID-19 skłoniła rząd do wprowadzenia dodatkowych obostrzeń często negatywnie wpływających na działalność gospodarczą.
Uważamy, że zwłaszcza w tym trudnym okresie przedsiębiorcy potrzebują deregulacji, która zwiększy ich elastyczność w dostosowywaniu się do nowych warunków gospodarczych. Dlatego szukamy rozwiązań, którego pomogą wyzwolić potencjał przedsiębiorców. Chcąc znaleźć najbardziej szkodliwe przedsiębiorców przepisy i pokazywać korzyści z deregulacji dla wzrostu po kryzysie, uruchomiliśmy portal www.deregulacja.pl – wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Powszechnie znane są hamulce dla konkurencyjności polskiej gospodarki. Jednak oprócz nich, przy ocenie działań regulacyjnych państwa trzeba brać też pod uwagę zmienność i nieprzewidywalność tworzenia prawa.
O ile do złych regulacji przedsiębiorcy są w stanie się w dłuższym okresie dostosować, o tyle wprowadzane często i nagle zmiany, burzą jakiekolwiek ich plany. Koronnym przykładem nieprzewidywalności tworzenia prawa była do niedawna ustawa o ustanowieniu 12 listopada 2018 roku dniem wolnym od pracy. Projekt ustawy został zgłoszony przez grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości na zaledwie trzy tygodnie przed proponowanym dniem wolnym. Ostatecznie ustawa została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę 7 listopada. Tego typu działania odbijają się negatywnie na ocenie Polski wśród przedsiębiorców i inwestorów.
W zeszłorocznej ankiecie przygotowanej we współpracy z innymi izbami przez Niemiecką Izbę Handlową, inwestorzy obecni w Polsce najgorzej ze wszystkich czynników wpływających na inwestycje ocenili przewidywalność polityki gospodarczej. Z kolei według ankiety przygotowanej na potrzeby Globalnego Indeksu Konkurencyjności (Global Competitiveness Index) za 2019 rok Polska pod względem stabilności otoczenia politycznego dla przedsiębiorców zajęła w Unii Europejskiej piąte miejsce od końca, wyprzedzając tylko Włochy, Rumunię, Chorwację i Grecję
Zmienność i nieprzewidywalność przepisów uderza w plany przedsiębiorców, burząc ich strategie rozwojowe – podkreśla FOR. W niestabilnym otoczeniu regulacyjnym zmniejsza się opłacalność rozszerzania działalności i inwestowania w nowe projekty. Skutkiem tego jest m.in. bardzo niski udział prywatnych inwestycji w PKB, co negatywnie odbija się na wzroście wydajności gospodarki i długookresowych perspektywach jej wzrostu.
Towarzyszący pandemii COVID-19 kryzys gospodarczy istotnie zwiększył niepewność prowadzenia działalności gospodarczej. Ten zewnętrzny wstrząs zaburzył działalność firm nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. Kluczowa w tych warunkach dla odbudowy gospodarki jest reakcja władz państwowych – to, czy swoimi działaniami nie nałożą dodatkowej warstwy niepewności.
Rząd Mateusza Morawieckiego wraz z większością parlamentarną PiS kontynuuje dotychczasowe złe praktyki, pogarszając i tak już trudną obecnie sytuację firm działających w Polsce – zwraca uwagę FOR.
O ile podejmowane wiosną chaotyczne decyzje o lockdownie można by próbować usprawiedliwiać zupełnie nową sytuacją, jaką było rozprzestrzenianie się epidemii, o tyle władze miały dużo czasu na przygotowanie spójnej i niegodzącej w przedsiębiorców strategii walki z koronawirusem na jesieni.
Mimo to rząd, nie zważając na gospodarcze konsekwencje, w ostatniej chwili ogłosił zakaz odwiedzania cmentarzy od 31 października do 2 listopada, niwecząc plany sprzedawców kwiatów i zniczy, a tydzień później wbrew zapowiedziom nagle wprowadził do rozporządzenia zamknięcie sklepów meblowych.
Co więcej, części z przegłosowanych w ostatnim czasie przez Sejm propozycji nie da się w najmniejszym stopniu uzasadnić walką z epidemią. Przykładami są tutaj ustawa zakazująca hodowli zwierząt futerkowych lub zmiany w prawie podatkowym, jak dodatkowe opodatkowanie spółek komandytowych czy zniesienie tzw. ulgi abolicyjnej dla Polaków pracujących w niektórych krajach za granicą (zrównującej ich sytuację z Polakami, którzy pracują w krajach, z którymi Polska ma podpisane bardziej korzystne dla podatników umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania).
W marcu tego roku FOR wraz z innymi organizacjami pozarządowymi apelowało w związku z bardzo niepewną sytuacją gospodarczą o „ciszę legislacyjną” – niewprowadzanie zmian w prawie, które nie są niezbędne w celu przeciwdziałania i ograniczania skutków koronawirusa oraz absolutnie pilne z punktu widzenia działania państwa. Przez ostatnie pół roku niepewność wynikająca z kryzysu towarzyszącego pandemii nie zmieniła się. Nie zmieniła się też niestety prowadzona od pięciu lat polityka rządów PiS, burząca plany działających w Polsce przedsiębiorców i zniechęcająca ich do rozwijania swoich firm.
Stabilne otoczenie prawne jest zawsze ważnym czynnikiem rozwoju gospodarczego. W okresie niepewności wywołanej zewnętrznym wstrząsem, jakim jest epidemia koronawirusa, może okazać się czynnikiem kluczowym, żeby polska gospodarka powróciła na ścieżkę szybkiego wzrostu. Prywatne inwestycje w warunkach wolności gospodarczej to o wiele pewniejszy czynnik rozwoju niż proponowane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości wielkie państwowe projekty finansowane na kredyt.

Gospodarka 48 godzin

PKB w dół, ceny rosną

Według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego polski produkt krajowy brutto w III kwartale 2020 r. był niższy niż przed rokiem o 2,0 proc. Natomiast w porównaniu z drugim kwartałem obecnego roku zwiększył się realnie o 7,7 proc, do czego przyczyniło się odmrożenie polskiej gospodarki w drugiej połowie tego roku. Nasz PKB spadł w porównaniu z tym samym kwartałem 2019 r., natomiast ceny rosną. .Jak podaje GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w październiku 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 3,1 proc., przy wzroście cen samych usług aż o 7,3 proc. Ten wzrost cen najdotkliwiej odczuwają oczywiście ubożsi mieszkańcy naszego kraju. Ceny wzrosły także w stosunku do poprzedniego miesiąca, września. W październiku, w porównaniu z poprzednim miesiącem największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług miały wyższe ceny odzieży i obuwia (o 3,0 proc.), a także wzrost ceny związanych z mieszkaniem (o 6,0 proc.), cen żywności (o 2,5 proc.) oraz usług restauracyjnych i hotelarskich (o 5,1 proc.). Niższe były natomiast ceny transportu (o 0,4 proc), rekreacji i kultury (o 0,6 proc) i łączności (o 0,9 proc.

Samorządy w kłopotach
Inwestycje samorządów mogą spaść nawet o 30 proc. w związku z pandemią – oceniają włodarze miast w badaniu Banku Gospodarstwa Krajowego. Epidemia eskaluje, a wraz z nią ryzyko wzrostu cięć w wydatkach bieżących i inwestycjach. Z badania BGK “Sytuacja finansowa jednostek samorządu terytorialnego w Polsce w świetle COVID-19” wynika, że samorządy przewidują znaczące spadki przychodów z tytułu wpływów z podatków. Efektem będzie ograniczenie wydatków bieżących i inwestycji rozwojowych. Eksperci zwracają także uwagę, że spadnie efektywność funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego jako organizacji – w tym ich zdolność świadczenia usług publicznych w dobie pandemii. Wyniki badania wskazują, że w czerwcu i lipcu tego roku, czyli po wycofaniu większości obostrzeń, samorządy przewidywały, że ich dochody z tytułu wpływów z podatków dochodowych od firm (CIT) i od osób fizycznych (PIT) spadną odpowiednio o 15 proc. i 11 proc. Przewidywany spadek podatku od nieruchomości wynosił 4 proc. W sumie w skali kraju może to oznaczać zmniejszenie dochodów samorządów o około 8 – 9 mld PLN. Z badania wynika także, że znaczny odsetek samorządów (przeciętnie od 15 proc. do 25 proc.) spodziewał się dużych spadków dochodów własnych z innych źródeł, takich jak pozostałe podatki, opłaty lokalne i dochody z majątku. W odpowiedzi na spadki dochodów własnych oraz wzrost wydatków z tytułu przeciwdziałania skutkom COVID-19 samorządy w pierwszej kolejności ograniczają wydatki bieżące oraz inwestycje. W zależności od regionu kraju redukcję inwestycji zaplanowało od ok. 10 proc. do ok. 30 proc.samorządów.

Ruszą z CPK?
Rada Ministrów wydłużyła czas obowiązania ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie lotnisk użytku publicznego. Dotychczasowe przepisy umożliwiały korzystanie ze specustawy lotniskowej jedynie do 31 grudnia 2020 r. Teraz będzie to możliwe do końca 2025 r. Wydłużenie czasu obowiązywania spec-przepisów ma pomóc w rozpoczęciu prac związanych z Centralnym Portem Komunikacyjnym, bo na razie w sprawie jego budowy nic się nie dzieje.

Gospodarka 48 godzin

Spokojniej lecz niewesoło

Barometr koniunktury na IV kwartał tego, opracowany przez Europejski Fundusz Leasingowy, pokazuje, że nastroje wśród mikro, małych i średnich firm w Polsce uspokoiły się, ale nadal są kiepskie. Poziom 48,5 pkt. jest tylko o 1,7 pkt. niższy niż w III kwartale br. i o 1,2 pkt. niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, ale zdecydowanie wyższy niż w II kwartale tuż po wybuchu pandemii (32,5 pkt.). Przedstawiciele EFL zwracają jednak uwagę, że druga fala epidemii może pokrzyżować plany przedsiębiorców, którzy odbudowują swoje biznesy po pierwszym „uderzeniu” koronawirusa. Kwarantanny rodzin i pracowników, zamknięcia szkół, a w ostateczności lockdownu, wiele polskich MŚP może nie przetrwać.
– Za nami już siedem miesięcy z COVID-19. Po bardzo ciężkich pierwszych tygodniach, od maja sytuacja powoli zaczęła się uspakajać. Przedsiębiorcy zaczęli wracać do normalności korzystając zarówno z rządowych pakietów pomocowych jak i wsparcia prywatnych instytucji, w tym finansowych. Również statystyki z rynku pracy wskazują na stabilizację – stopa bezrobocia od czterech miesięcy pozostaje na takim samym poziomie. Jednak ostatnie dni i tygodnie wyraźnie pokazują, że nie pożegnaliśmy pandemii, wręcz przeciwnie, może być jeszcze gorzej. A tego „gorzej” może nie przetrwać wiele polskich biznesów, szczególnie tych z sektora MŚP. Reżim sanitarny, który generuje dodatkowe koszty, braki kadrowe z uwagi na zwolnienia lekarskie czy kwarantannę, mniej klientów – to wszystko spowoduje, że tylko najlepiej przygotowane firmy, i to zarówno od strony organizacyjnej jak i finansowej, wyjdą cało z tego kryzysu – powiedział Radosław Woźniak, prezes EFL.
Przedsiębiorcy czekają na dalszy rozwój sytuacji. Próg ograniczonego rozwoju firm wynosi co najmniej 50 pkt. Cały czas barometr pokazuje wartości poniżej tego poziomu. Na końcowy pomiar składają się dane zgromadzone w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących czterech sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej oraz zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Skala wartości wynosi od 0 do 100, a łączny wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw. Wynik niższy oznacza oczywiście, że warunki te są niekorzystne. Poziom 48,5 pkt. osiągnięty w IV kwartale oznacza, że warunki do rozwoju są mniej korzystne w porównaniu z poprzednim pomiarem. Niestety, przy skali zaniedbań ekipy PiS-owskiej w walce z pandemią, trudno żeby było inaczej. Generalnie, większość wskaźników dotyczących IV kwartału br. jest zbliżona do tych z czerwcowego pomiaru. Nadal zdecydowana większość respondentów (80,3 proc., poprzednio 81,2 proc.) chce zachować dotychczasowy poziom inwestycji i spodziewa się takiego samego zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne (81 proc., poprzednio 78,3 proc.). Nie zmieniły się też odsetki optymistów, jeśli chodzi o inwestycje czy możliwość uzyskania kredytów. W porównaniu z poprzednim pomiarem spadł natomiast odsetek osób, które uważają, że sytuacja poprawi się w odniesieniu do sprzedaży (21 proc., poprzednio 25,8 proc.) i płynności finansowej (11,7 proc., poprzednio 16,7 proc.). Podobnie jak kwartał wcześniej, większy jest odsetek osób, które nie oczekują zmian poziomu sprzedaży (48,3 proc.) i płynności finansowej (66,8 proc.) – niż spodziewających się pogorszenia (odpowiednio 29,85 proc. i 21,3 proc.).

Gospodarka 48 godzin

Aktywa rosną wolno

W Polsce w ubiegłym roku, mimo doskonałej koniunktury, aktywa finansowe netto zwiększyły się tylko o 3,9 proc. co stanowi ich najniższy wzrost od 2011 r. Wysokość aktywów na jednego mieszkańca wyniosła 8757 euro, co dało 37. miejsce w rankingu najbogatszych krajów pod względem aktywów finansowych netto na osobę. Depozyty bankowe wzrosły u nas o 9,5 proc (w tym roku to się zmieniło) – i nadal są najpopularniejszymi aktywami finansowymi w portfelach polskich gospodarstw domowych (udział prawie 52 proc.). Wartość wszystkich papierów wartościowych spadła zaś o 2,0 proc. (mają one 25 proc. udziału w naszych portfelach). Natomiast należności ubezpieczeniowe i emerytalne nie odnotowały wzrostu w 2019 r. (ich udział to 13 proc.). Niepokojące jest to, że już przed pandemią aktywa w Polsce rosły wolniej niż w innych regionach – i to zanim koronawirus zaczął wpływać na zamożność naszych gospodarstw domowych. Wskaźnik zadłużenia Polski należy zaś do najwyższych w Europie Środkowej i Wschodniej

Co warto zastosować

„Praca zdalna zniwelowała ryzyko zarażenia się w drodze do i z pracy, a zwłaszcza podczas jej wykonywania. Zdalny system pracy okazał się bezpieczniejszy, tańszy i wygodniejszy dla większości. To dobry kierunek działania” – uważa Zbigniew Żurek, ekspert Business Centre Club do spraw rynku pracy. Takie podejście nie jest jednak powszechnie aprobowane przez polskich przedsiębiorców, gdyż uważają oni, że praca zdalna ogranicza możliwości kontrolowania i sztorcowania pracowników. Tym niemniej niektóre rozwiązania towarzyszące pandemii, które na stałe rekomenduje ekspert BCC, cieszą się dużym poparciem pracodawców. Chodzi zwłaszcza o doraźne badania stanu zdrowia pracowników oraz sprawdzanie stanu ich trzeźwości. „Stan pandemii wymusił i wymusza nadal, tworzenie nowych relacji i rozwiązań. Należy im się przyglądać, niwelując te niekorzystne, a jednocześnie rozwijając pozytywne. Niektóre z rozwiązań, wytworzonych w czasie pandemii mogą okazać się słuszne także w czasie, gdy wirus zostanie ostatecznie pokonany” – dodaje Zbigniew Żurek.

Banki duszą gospodarkę
W trzecim kwartale tego 48,2 proc. polskich przedsiębiorców nie rozpoczęło żadnych inwestycji – podaje sondaż BIG InfoMonitor. W czwartym kwartale, w miarę pogarszającej się sytuacji gospodarczej Polski, skłonność do działań inwestycyjnych będzie zapewne jeszcze słabsza. Wpływa na to polityka banków komercyjnych działających w naszym kraju. Banki uznają bowiem, że pożyczki, udzielone przedsiębiorstwom w ramach tarcz antykryzysowych, zmniejszają ich zdolność kredytową – i nie chcą im udzielać własnych kredytów, do czasu wywiązania się z zobowiązań, nałożonych na firmy przez tarcze antykryzysowe. Bankierzy uważają, iż subwencja ze strony państwa polskiego zwiększa zadłużenie. Tymczasem przedsiębiorstwa, korzystające z tarcz antykryzysowych, nie oczekiwały takiego podejścia ze strony banków. To nie pierwszy przypadek, gdy banki komercyjne działające w Polsce, próbują dusić rozwój gospodarczy naszego kraju, zamiast go wspierać.

Żeby mniej było tragedii na torach

PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. dziękują dziennikowi „Trybuna” za zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo.
Państwowa firma PKP Polskie Linie Kolejowe, dbająca o stan infrastruktury kolejowej w naszym kraju, odniosła się do artykułu opublikowanego w dzienniku „Trybuna” poświęconego niebezpiecznym przejazdom kolejowym w Polsce.
PKP PLK podziękowały za zwrócenie uwagi na problem bezpieczeństwa. W liście nadesłanym do redakcji Polskie Linie Kolejowe stwierdzają co następuje:
„W nawiązaniu do artykułu pt. „Łatwiej zginąć na torach” opublikowanego w dzienniku Trybuna 2 września 2020 r. dziękujemy za zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo. Czytelnikom należą się też rzetelne informacje o działaniach PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. na rzecz zwiększenia poziomu bezpieczeństwa na przejazdach kolejowo-drogowych.
PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. konsekwentnie podnoszą poziom bezpieczeństwa na sieci kolejowej. Inwestycje z Krajowego Programu Kolejowego to budowa nowych bezkolizyjnych przejazdów, dodatkowe i nowoczesne urządzenia sterowania ruchem na przejazdach, poprawa systemów komunikacji obok skrzyżowań kolejowo drogowych. Inwestycje realizowane są zarówno ze środków budżetowych, jak i środków w ramach projektów dofinansowanych przez Unię Europejską. Na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa przeznaczane są miliardy złotych. Z efektów inwestycji korzystają mieszkańcy, zwiększa się również bezpieczeństwo pasażerów pociągów.
Przejazdy kolejowo-drogowe są modernizowane w ramach wszystkich projektów liniowych np. na trasie Lublin – Warszawa, Poznań – Wrocław, Nysa – Opole, Piła – Poznań. Są również projekty specjalnie dedykowane zwiększeniu bezpieczeństwa na styku toru i drogi, jak ogólnopolski projekt „Poprawa bezpieczeństwa na skrzyżowaniach linii kolejowych z drogami” (etap I – część przejazdowa). Projekt obejmuje 182 przejazdy w całej Polsce, a na 109 skrzyżowaniach prace już zostały zakończone.
Zwiększa się także poziom bezpieczeństwa na torach i drogach dzięki budowie bezkolizyjnych skrzyżowań. Obiekty nad lub pod torami są budowane m.in. na trasach z Wrocławia do Poznania, z Warszawy do Białegostoku i z Krakowa do Katowic.
Budowę bezkolizyjnych skrzyżowań zaplanowano także w ramach projektu „Poprawa bezpieczeństwa na skrzyżowaniach linii kolejowych z drogami” (etap II i III – część wiaduktowa). Inwestycje zapewnią ponad 30 bezkolizyjnych obiektów. Projekty są realizowane we współpracy z samorządami, które współuczestniczą m.in. w wyborze lokalizacji wiaduktów.
Na polskiej sieci kolejowej z roku na rok maleje liczba przejazdów kolejowo-drogowych, w tym przejazdów zabezpieczonych znakiem stop. Skrzyżowania w poziomie szyn zastępowane są wiaduktami oraz przejazdami wyposażonymi w rogatki i sygnalizację świetlną. Ten proces jest konsekwentnie prowadzony w skali jakiej dotychczas nie było.
Z poważaniem,
Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.”

Inwestorzy zagraniczni mają stabilne oczekiwania co do rynku chińskiego

Według danych Ministerstwa Handlu Chiń bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Chinach kontynentalnych, w rzeczywistym wykorzystaniu, wzrosły w lipcu o 15,8 proc w porównaniu z samym okresem ubiegłego roku.

Oczekiwania i zaufanie dotyczące inwestycji zagranicznych ustabilizowały się i poprawiły. Obecnie epidemia covid-19c rozprzestrzenia się na całym świecie, a inwestycje międzynarodowe są nadal powolne. Na tym tle faktyczne wykorzystanie kapitału zagranicznego przez Chiny wzrosło w lipcu o 15,8 proc. , co jest szczególnie cenne.
„Pod wpływem epidemii, przepływ pasażerów w niektórych budynkach biurowych i sklepach widokowych zmniejszył się, ale sprzedaż w sklepach zlokalizowanych w społecznościach nadal szybko rośnie. Tylko 15 lipca sklep ogólnospożywczy Lawson otworzył 3 nowe sklepy w Chongqing.” Lawson Wiceprezes Chin Zhang Sheng powiedział: „Będziemy nadal zwiększać inwestycje w Chinach i stopniowo otwierać nowe sklepy. Do końca tego roku będziemy dążyć do osiągnięcia ponad 3000 sklepów w Chinach”.
Obecnie rozwój gospodarczy Chin wykazuje stabilny zwrot na lepsze. Spadek całkowitej sprzedaży detalicznej dóbr konsumpcyjnych znacznie się zmniejszył, a sprzedaż detaliczna dóbr fizycznych w Internecie szybko wzrosła; Wskaźnik PMI w Chinach wzrósł w lipcu do 51,1, co oznacza wzrost o 0,2 punktu procentowego w porównaniu z poprzednim miesiącem. W oczach zagranicznych inwestorów to jest nadal gorące miejsce do inwestowania.
Od początku tego roku Chiny nieustannie przekazują światu swoją niezachwianą determinację, by otworzyć się na świat poprzez praktyczne działania: promocję budowy Hainan Free Trade Port, organizację targów „Cloud” Canton Fair i przygotowywanie się do 3. China International Import Expo. Bardziej otwarte Chiny stały się dobrym miejscem dla globalnych inwestycji korporacyjnych. Według raportu opublikowanego 10 czerwca przez Izbę Handlową Unii Europejskiej w Chinach, 65 proc. ankietowanych członków uważa Chiny za najważniejsze lub trzy najważniejsze miejsca inwestycyjne.
„Kiedyś byliśmy bardzo zdenerwowani, O dziwo, że proces rejestracji przebiegał łatwo”. Bi Dejun, zastępca dyrektora generalnego nowej firmy technologicznej, był bardzo poruszony. Dotknięci epidemią zagraniczni udziałowcy tej firmy nie mogli wjechać do Chiń w celu rejestracji działalności. Suzhou Industrial Park natychmiast koordynował oddział Banku Chin w Singapurze w celu weryfikacji kwalifikacji akcjonariuszy. Po zakomunikowaniu i potwierdzeniu materiałów aplikacyjnych wydano zezwolenie na prowadzenie działalności. Zrealizuj rejestrację przedsiębiorstw finansowanych z zagranicy „bez konieczności opuszczania kraju” i „zgody offshore”.
W ostatnich latach chiny aktywnie starały się stworzyć zorientowane rynkowo, oparte na prawie i umiędzynarodowione środowisko biznesowe oraz stale ułatwiać inwestowanie w Chinach przedsiębiorstwom finansowanym z zagranicy. W czerwcu tego roku Chiny ogłosiły negatywną listę dostępu do inwestycji zagranicznych na 2020 r. Oraz negatywną listę pilotażowych stref wolnego handlu. W porównaniu z wersją 2019, nowa wersja listy negatywnej dostępu do inwestycji zagranicznych została zmniejszona z 40 do 33, redukcja o 17,5 proc.; lista negatywna pilotażowej strefy wolnego handlu została zmniejszona z 37 do 30, redukcja o 18,9 proc.

Deficyt nie taki straszny

Ostatnimi czasy wiele słyszy się o deficycie, najczęściej w złym świetle. Traktuje się to zjawisko jako coś złego, jednak zapomina się jak istotną rolę gra deficyt w gospodarkach państw i makroekonomii. Czy należy się bać?

Deficyt – nie taki diabeł straszny jak go malują.

Sektor prywatny ma to do siebie, że nie potrafi w pełni wykorzystać potencjalnej produkcji, dlatego państwo poprzez środki z deficytu może wpływać na zagregowany popyt, który wpływa na zatrudnienie, produkcję i inwestycje. W momencie niewykorzystanego potencjału produkcyjnego państwo podnosi produkcję, wydając środki z deficytu na zwiększanie popytu efektywnego. Popyt efektywny jest wyznaczany przez punkt funkcji zagregowanego popytu, w którym popyt staje się efektywny, przy danych warunkach podaży odpowiada poziomowi zatrudnienia, przy którym przedsiębiorstwa osiągają maksimum zysku. Wielkość popytu efektywnego wyznaczają łącznie skłonność do konsumpcji i stopa nowych inwestycji, które razem decydują o wielkości zatrudnienia. W przypadku gdy popyt efektywny nie będzie dostatecznie wielki, faktyczny poziom zatrudnienia będzie niższy od potencjalnej podaży siły roboczej przy określonej bieżącej płacy realnej. Jeżeli dany rząd oficjalnie deklaruje politykę pełnego zatrudnienia lub po prostu niwelowania bezrobocia, musi mieć świadomość, że niedostatecznie silny popyt efektywny będzie hamował wzrost zatrudnienia, co w efekcie przełoży się na zatrzymywanie produkcji. Jednak wracając do tytułu tekstu, w jaki sposób deficyt może wpływać na dochód państwa? Przede wszystkim jak wykazaliśmy, dzięki deficytowi państwo może wpływać na krańcową skłonność do konsumpcji, która jest najwyższa w mniej zamożnych społeczeństwach (o wpływie oszczędności na produkcję odniosę się później). Zatrudnienie pełni funkcję konsumpcji i przewidywanych inwestycji, konsumpcja jest natomiast funkcją dochodu netto, która jest sumą konsumpcji i inwestycji netto. W przypadku spadku dochodu netto należy szukać przyczyny w spadku zatrudnienia. Gdybyśmy jako państwo wykorzystywali środki do umarzania długu, doprowadzilibyśmy do tłumienia potencjału produkcyjnego przez spadek skłonności do konsumpcji, co w efekcie przełożyłoby się na spadek popytu efektywnego. W momencie wykorzystania w pełni potencjału produkcyjnego doprowadzimy do pełnego zatrudnienia. Przykład wpływu deficytu USA na spadek zapadalności jest dobrym zobrazowaniem, do czego tutaj dążymy:

Jak widać na powyższym wykresie, deficyt przyczynił się w szczególny sposób do spadku wskaźnika zapadalności. Deficyt przy prowadzeniu odpowiedniej polityki, tj. polityki pełnego zatrudnienia i pobudzania zagregowanego popytu może doprowadzić do stabilności gospodarczej a w długim okresie, przy lepszej koniunkturze spłacić dług. Bo czym innym jest długi okres jak nie sumą krótkich okresów. Tutaj też warto podkreślić oczywisty fakt, że długu publicznego w przeciwieństwie do długu prywatnego nie trzeba spłacać, a przynajmniej nie spłaca się go na tej samej zasadzie.

Oszczędzanie w czasie kryzysu. Czy to dobry pomysł?

Jak doskonale wiemy bieżącego popytu na konsumpcję, nie zastępuje popyt na konsumpcję w przyszłości. Kiedy skłonność do oszczędzania w społeczeństwie rośnie, prowadzi to do tłumienia działalności związanej z bieżącą konsumpcją, nie ożywiając produkcji dla przyszłej konsumpcji – popyt konsumpcyjny się zmniejsza. Jedynie konsumpcja obecna pozwala na przewidywania konsumpcji przyszłej, a skoro bieżąca konsumpcja zostaje zahamowana przez akt oszczędzania, konsekwencją musi być spadek przewidywanej dochodowości. Rezultatem oszczędności jest niekorzystne odbijanie się na cenach, w momencie braku polityki niwelującej bezrobocie, lepkość cen (opóźnione dostosowanie się cen do sił popytu i podaży) jest pogłębiana przez spadek zatrudnienia. Nie trudno sobie wyobrazić tragicznych dla gospodarki konsekwencji rządu, który postulowałby „budżet bez deficytu” (lub gorzej, nie tylko dla gospodarki, ale naszego społeczeństwa odwołując się do słów Alexisa de Tocqueville „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy”). Podsumowując, oszczędzanie i stan zatrudnienia znajdują się w ujemnej korelacji – oszczędności wymuszają wycofanie zatrudnienia na konsumpcję bieżącą.

Kwestia inwestycji.

W przypadku wprowadzania stanu pełnego zatrudnienia wzrost inwestycji musi doprowadzić do wzrostu cen (bez względu na krańcową skłonność do konsumpcji) i wtedy faktycznie dojdziemy do zjawiska inflacji, jednak zanim to się stanie, rosnącym cenom będzie towarzyszył wzrost zagregowanego dochodu realnego (jednak w celu zapobiegania wysokiej inflacji, państwo ma obowiązek użyć takich mechanizmów jak progresja podatkowa, która „wypompowywałaby” pieniądze z rynku przy ekspansywnej polityce fiskalnej, mechanizmy kontroli cen oraz wypełnianie luki inflacyjnej przez zamykanie luki popytowej – wykorzystywanie w pełni potencjału produkcyjnego). Gdy krańcowa skłonność do konsumpcji jest niewiele mniejsza od jedności, małe wahania inwestycji wywołują znaczne wahania zatrudnienia, natomiast słaby wzrost inwestycji wywoła pełne zatrudnienie. Tutaj warto sobie podkreślić, że zamożne społeczeństwa są bardziej rozpięte między produkcją faktyczną a produkcją potencjalną. Mniej zamożne społeczeństwo będzie skłonne do znacznie większej konsumpcji swej części produkcji, co w efekcie daje nam prosty wniosek, że niewielkie inwestycje wystarczą do osiągnięcia pełnego zatrudnienia. W przypadku bogatej społeczności należy szukać więcej możliwości inwestycyjnych, aby oszczędzanie bogatszych mogło iść w parze z zatrudnieniem biedniejszych.

Kwestia płac i cen

Jak doskonale wiemy stan zatrudnienia i płace realne znajdują się w ujemnej korelacji. Kiedy płace nominalne spadają, konsekwencją jest spadek zatrudnienia. W przypadku prowadzenia polityki wysokich stóp procentowych i ograniczonej polityki fiskalnej (a wszystko celem „budżetu bez deficytu” postulowanego przez liberałów) doprowadzi to do obniżki płac nominalnych, czego skutkiem będą: obniżka cen, która doprowadzi do spadku dochodu realnego oraz dochód pracowników zostanie przesunięty do innych uczestników produkcji, co zmniejszy skłonność do konsumpcji. Za pomocą polityki fiskalnej i progresji podatkowej możemy zmniejszać nierówności ekonomiczne, które doprowadzą do zwiększenia dochodu rozporządzalnego mniej zamożnych społeczeństw, co w efekcie przełoży się pobudzenie globalnego popytu przez zwiększenie konsumpcji. Jednak kwestia płac to nie wszystko, celem utrzymania stabilności gospodarczej jest prowadzenie polityki sztywnych płac nominalnych i giętkiej polityki pieniężnej. Rezultatem takiego układu jest duża stabilność cen, poziom cen w krótkim okresie będzie się zmieniał o tyle, o ile zmiana stanu zatrudnienia będzie miała wpływ na krańcowe koszty bieżące. W długim okresie ceny oczywiście będą zmieniały się wraz ze zmianami kosztu produkcji.

Gospodarka 48 godzin

Lepsze nastroje

Małe i średnie firmy są w coraz lepszych nastrojach. Poziom barometru Europejskiego Funduszu Leasingowego na III kwartał 2020 r. pokazuje wyższy wskaźnik niż przed wybuchem pandemii. Na pomiar, decydujący i pozytywny wpływ miało zniesienie ograniczeń związanych z powszechną kwarantanną oraz pakiety pomocowe dla firm. Po marcowym gwałtownym spadku do poziomu 32,5 pkt., główny indeks koniunktury stopniowo rósł (do 40,8 pkt. pod koniec kwietnia i 47,1 pkt. w maju), aż jego wartość na III kwartał br. wyniosła 50,2 pkt. Jest on wyższy niż pomiar sprzed pandemii (49,9 pkt. w I kwartale br.). Po raz pierwszy od roku (od III kwartału 2019 r.) został przekroczony próg 50 pkt., co oznacza, że warunki do rozwoju sektora MŚP są oceniane jako, minimalnie, ale jednak, korzystne. Poziom ograniczonego rozwoju małych i średnich firm wynosi co najmniej 50 pkt. Barometr EFL to wskaźnik stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie bLepsze nastrojeadania przedsiębiorców, dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Wartości są od 0 do 100. Poziom 50,2 pkt. osiągnięty w III kwartale br. oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Zdecydowana większość respondentów w III kwartale br. planuje zachować dotychczasowy poziom inwestycji (81 proc.) oraz podobne jak w ostatnich miesiącach zapotrzebowanie na kredyty (78 proc.). W tych obszarach polscy przedsiębiorcy zachowują ostrożność. Zdecydowanie poprawiły się prognozy dotyczące sprzedaży i płynności finansowej. Zwiększenia zamówień w ciągu najbliższych miesięcy oczekuje 26 proc. przedsiębiorców. W marcu tego zdania było niecałe 5 proc. Niższego poziomu sprzedaży spodziewa się tylko 27,5 proc., podczas gdy w II kwartale odsetek ten wyniósł aż 73 proc. Więcej, niż na początku epidemii przedsiębiorców optymistyczniej patrzy na płynność finansową swoich biznesów. Prawie 17 proc. liczy na lepszą sytuację finansową (w marcu br. tylko niecałe 3 proc.) Jednak to słabszy wynik niż na początku tego roku – w I kwartale wyniósł 20 proc.

„W ostatnich czterech latach, pomiędzy II a III kwartałem następowało obniżenie wartości głównego wskaźnika. Najczęściej spowodowane było to okresem wakacyjnym. W tym roku, z uwagi na czas pandemii, jakiekolwiek trendy z poprzednich lat nie mają zastosowania, co widać w najnowszym odczycie. Nastroje wyraźnie się poprawiają, przedsiębiorcy powoli próbują powrócić do normalności korzystając zarówno z rządowych pakietów pomocowych jak i wsparcia prywatnych instytucji, w tym finansowych. Miarą powrotu do normalności będzie jednak wzrost inwestycji i większe zatrudnienie, a na to możemy poczekać nawet 2-3 lata” – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Drogi grozy

Na polskich drogach ginie coraz więcej ludzi. Wypadki, do których dochodzi w całym kraju kosztują zaś rocznie ponad 56,6 mld zł – ocenia Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. W ubiegłym roku na drogach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad odnotowano blisko 13 tys. szkód, a ich łączny koszt to 49 mln zł – o 8 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Bajki o gospodarczej dobrej zmianie

Na szczęście dla polskiej gospodarki, PiS-owskie państwowe i rzekomo „bardzo konkretne” programy rozwojowe pozostają tylko w sferze propagandy.
Niedawno minęła trzecia rocznica rzekomego położenia stępki pod budowę polskiego promu pasażerskiego na terenie dawnej Stoczni Szczecińskiej. To dobra okazja do przypomnienia efektów tzw. planu Morawieckiego, jako że prom „Batory”, pod którego stępkę kładł sam twórca planu, to jeden z projektów flagowych.
Plan Morawieckiego można podzielić na trzy części: diagnozę stanu gospodarki, opis planowanych „programów rozwojowych”, których realizacją miałoby zająć się państwo, oraz listę ogólnogospodarczych celów i mierzalnych wskaźników, według których należy realizację tych celów oceniać – wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju.
.Pośród celów, które miały zostać osiągnięte już w tym roku, znalazło się radykalne zwiększenie stopy inwestycji (do 25 proc. PKB). Nie wypadałoby krytykować rządu za niezrealizowanie celu w roku, w którym świat spowiła pandemia, gdyby nie to, że od dojścia PiS do władzy i ogłoszenia planu Morawieckiego w lutym 2016 roku stopa inwestycji najpierw spadała, by potem tylko nieznacznie odbić. W rezultacie w 2017 roku udział inwestycji w polskim PKB był najniższy od 1995 roku, a na koniec 2019 r. wyniósł 18,6 proc. PKB, czyli, jak łatwo policzyć, o 6,4 proc. PKB mniej, niż zapowiadał Morawiecki.
Gdy PiS w 2015 r. przejmowało władzę, inwestycje stanowiły 20 proc. PKB, a zatem za czasów PO – PSL Polska była bliżej celu Morawieckiego, niż po czterech latach rządów PiS. Zmalały też kluczowe dla wzrostu gospodarczego inwestycje prywatne – z 15,6 proc. PKB w 2015 roku do 14,3 proc. w 2019 roku. To efekt m.in. nieprzewidywalnych zmian przepisów oraz ataku na niezależność sądów.
Mateusz Morawiecki zapowiadał też „wzmocnienie naszej nogi przemysłowej”(wzrost udziału produkcji przemysłowej w PKB), w zgodzie z głoszonym przez siebie sloganem „reindustrializacji”. „Reindustrializacja” to oczywiście zaklęcie służące propagandzie o „upadku polskiego przemysłu” w wyniku transformacji – propagandzie stojącej, zdaniem FOR, w jaskrawej sprzeczności z faktami, gdyż produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w latach 1989–2015 o 270 proc. (wg. OECD).
PiS wcale nie przyspieszyło dokonującej się wcześniej industrializacji. Przed wyborami w 2015 roku udział przetwórstwa przemysłowego w wartości dodanej rósł, a Polska znajdowała się pod tym względem w unijnej czołówce. Natomiast od 2017 roku mimo deklaracji Morawieckiego znaczenie przetwórstwa przemysłowego w polskiej gospodarce słabnie, a pierwsze cztery lataPiS wypadają pod tym względem gorzej od ostatnich czterech lat PO – PSL. W ramach „promocji polskich inwestycji zagranicznych” miały one wzrosnąć do ok. 160 mld zł, tymczasem na koniec 2018 roku (ostatnie dostępne dane) spadły do 93,5 mld zł –z poziomu 107,3 mld zł na koniec 2015 roku.
Z podsumowania, jakie zrobiono w FOR przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku, wynika, że pod względem sześciu z dziewięciu wskaźników wybranych przez Morawieckiego polska gospodarka lepiej radziła sobie za czasów PO – PSL niż za rządów PiS. Jak już jednak wspomniano na początku, plan Morawieckiego to nie tylko wskaźniki. To także „programy rozwojowe”(„konkretne bardzo”, jak podkreślił twórca planu).
Polskie państwo miało dowieść swojej przedsiębiorczości, angażując się we wskazane przez Morawieckiego projekty inwestycyjne jak budowa pełnej gamy polskich dronów („Żwirko i Wigura”), rozwój kompetencji w dziedzinie cyberbezpieczeństwa („Cyberpark Enigma”) czy produkcja maszyn górniczych („Polski Kombajn Górniczy”). Miejsca nie zabrakło również dla produkcji pojazdów komunikacji miejskiej (w końcu w jakimś celu znacjonalizowano znajdującą się na skraju bankructwa Pesę) i budowy polskiego promu pasażerskiego („Batory”).
Żeby planowi budowy państwowego promu nadać impet, 23 czerwca 2017 roku stępkę położył sam ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki. Pół roku później państwowy Fundusz Rozwoju Spółek otrzymał z Funduszu Reprywatyzacji 200 mln zł na realizację „różnorakich zadań z zakresu szeroko rozumianej gospodarki morskiej”. Rok później FRS przejął od państwowego funduszu MARS Stocznię Szczecińską i Morską Stocznię Remontową „Gryfia”, której w ostatnich półroczu udzielił dwóch pożyczek pieniężnych w niepodanej do publicznej wiadomości kwocie. Mimo całej propagandowej pompy i przesunięć aktywów między państwowymi instytucjami projekt nie posunął się do przodu, a stępka rdzewieje w tym samym miejscu, w którym położył ją Mateusz Morawiecki.
Znamienna jest też propaganda towarzysząca zapowiedzianemu w planie Morawieckiego „Planowi Rozwoju Elektromobilności”. Przyjęty w marcu 2017 roku „Plan” roztaczał wizję miliona pojazdów elektrycznych na polskich drogach do 2025 roku. Dwa i pół roku później – zaraz przed wyborami parlamentarnymi – rząd przyjął jednak stojącą z nim w sprzeczności „Strategię Zrównoważonego Rozwoju Transportu do 2030 roku”. Według „Strategii” w Polsce samochodów ma być nie milion, lecz 600 tysięcy, nie elektrycznych, lecz elektrycznych i hybrydowych, i nie do 2025 roku, lecz do 2030 roku.
Później, już w exposé Morawiecki głosił „rozwijanie programu elektromobilności”, a niedawno wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin oświadczył, że „my jesteśmy dzisiaj gotowi do tego,żeby te auta [elektryczne] produkować”, ale problem leży w tym, „jak sprzedać te samochody”. Tymczasem przez trzy lata od ogłoszenia „Planu Rozwoju Elektromobilności” zarejestrowano w Polsce 6,3 tys. elektrycznych samochodów pasażerskich, co proporcjonalnie do ogółu zarejestrowanych samochodów plasuje nas w unijnym ogonie. Trzeba przy tym podkreślić, że państwowi akcjonariusze wnieśli już do spółki Electromobility Poland 70 mln zł.
Należy uznać, że na razie – szczęśliwie dla polskiej gospodarki – państwowe i „konkretne bardzo programy rozwojowe” pozostają w sferze propagandy. Mniej szczęśliwie wygląda to, iż na finansowanie propagandowych zabiegów rząd przeznacza realne środki. Najbardziej jednak ubolewać należy nad podważaniem osiągnięć polskiej prywatnej przedsiębiorczości, którą zastąpić miałoby „przedsiębiorcze państwo”. Wyraził to ostatnio na zjeździe klubów „Gazety Polskiej” Jacek Sasin, który powiedział, że „często ten kapitał polski prywatny ma swoje korzenie w różnego rodzaju działalnościach przestępczych”, a „dzisiaj realnie duży polski kapitał to są spółki skarbu państwa”. W rzeczywistości jednak to państwo, wykraczające poza swoje podstawowe funkcje, staje się siedliskiem nepotyzmu i korupcji.