Sprawa zniszczenia pomnika Zygmunta Berlinga

Minęło już blisko półtora miesiąca minęło od zniszczenia – przez nieznanych dotąd opinii publicznej sprawców – pomnika generała Zygmunta Berlina przy Przyczółku Czerniakowskim. Tymczasem do mediów nie docierają żadne informacje o jakimkolwiek postępowaniu w tej sprawie. Jedynym nazwiskiem, które padło w przestrzeni publicznej w związku z tym wydarzeniem jest nazwisko Adama Słomki, który na tweetterze wyraził radość z powodu tego aktu wandalizmu i niedwuznacznie zasugerował, że ma jakąś wiedzę o sprawcach tego barbarzyńskiego aktu. Poza tym w ostatniej sobotniej edycji programu TVP Info „Studio Polska”, nieprzedstawiony z imienia i nazwiska uczestnik, chwaląc zburzenie pomnika, wręczył posłowi Andrzejowi Szejnie jego niewielki odłamek. W zeszłym tygodniu wybrałem się w to miejsce. Jak na ironię i zapewne ku niezadowoleniu sprawców, choć obalono samą figurę i wyrwano wmurowanego w cokół orła, nie udało się obalić samego cokołu opatrzonego imieniem, nazwiskiem i datami życia generała Berlinga. Milczenie jakie zapadło wokół tej sprawy skłoniło mnie do zwrócenia się do stołecznej policji z pytaniami, na jakim etapie są jej działania w tej sprawie.

Krzysztof Lubczyński
„Dziennik Trybuna”
ul. Rydygiera 8
01-793 Warszawa

Warszawa, dn. 12.09. 2019
Komendant Stołeczny Policji
Warszawa

W oparciu o ustawę o prawie prasowym, w nawiązaniu do aktu zniszczenia pomnika generała Zygmunta Berlinga przy Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, dokonanego w dniu 4.08. 2019 roku, zwracam się o odpowiedź na następujące pytania:
1. Czy Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie?
2. Czy przesłuchano w tej sprawie świadków, poza jednym, przesłuchanym w dniu dokonania zniszczenia?
3. Czy komuś zostały postawione zarzuty?
4. Czy wśród przesłuchanych jest ob. Adam Słomka, autor wpisu na twitterze następującej treści: „Totalitarny monument zdrajcy Zygmunta Berlinga zniesiony społecznie przez antykomunistów”. Treść wpisu sugeruje, że ob. Adam Słomka dysponuje wiedzą odnośnie sprawców zniszczenia.

Z poważaniem
Krzysztof Lubczyński

Fiasko dekomunizacji warszawskich ulic

Szanowna Redakcjo „Trybuny”

Śpieszę donieść ze zakończony wyrokami WSA i NSA „bój” o dekomunizację ulic nie dotarł do wiadomości wszystkich zainteresowanych (firmy i mieszkańcy). Na tym tle działa błąd merytoryczny, głównie wojewody mazowieckiego. Właśnie ten wojewoda na samym początku 2016 r. wciskania na siłę zmiany nazw ulic w Warszawie, nie czekając na ostateczne rozstrzygnięcia sądowe w tej powszechnie oprotestowanej przez mieszkańców sprawie – a priori dokonał zmian nazw ulic wg projektu własnego, pisowskiego i ipeenowskiego.
W tej sprawie wydał stosowne urzędowe polecenie wszystkim jednostkom wojewódzkim (urzędom i prawnym jednostkom ) obowiązkowego stosowania w obrocie prawnym nowych nazw.

Wojewoda i IPN sprawy przegrali na poziomie I instancji tj. WSA( jak i NSA) Wyrok (sygn.akt.IISA/Wa 2082/17 z dn.2018-05-29).
Już tym wyrokiem WSA uchyliło – wadliwe pod względem prawa Zarządzenie Wojewody mazowieckiego z dnia 9 listopada 2017 r. nakazując jednostkom prawnym województwa mazowieckiego stosowanie „swojej” nowej, pisowskiej, dotychczasowej nazwy ulicy ZWM na Andrzeja Romockiego „Morro”.
Skutek takiego bezprawnego pospiechu wojewody mazowieckiego pojawia się co chwila w obiegu prawnym Mazowsza. I nie tylko. Oto dwa przykłady skutków błędu wojewody i braku z jego strony anulowania bzdurnego zarządzenia z dnia 9 listopada 2017 r.:
1. W dniu 22.08.2019 ma nastąpić po generalnej przebudowie Wielkie Otwarcie NOWEJ :Biedronki przy ulicy ZWM. Z tej okazji Biuro Biedronki (Dział Biuro Reklamy) wydał w ogromnej ilości foldery o swoich atrakcyjnych w sprzedaży towarach. Tekst folderu zawiera kontrowersyjną nazwą ulicy Romowskiego „Morro”, jako adresu sklepu.
2. drugi przykład bzdurnego funkcjonowania w obrocie prawnym poprawnej nazwy ulicy ZWM dotyczy firmy Multimedia Polska SA z Gdyni. Ta, podobnie jak Biedronka, niedoinformowana firma przesyła od kilku miesięcy mieszkańcom ul. ZWM comiesięczne faktury na adres „Andrzeja Romockiego „Morro”.

Funkcjonowanie w obrocie prawnym błędów z nazwami ulic, to wina nie tylko miernej administracji firm( np. Biedronka, Multimedia), ale głównie błąd Wojewody mazowieckiego który po uprawomocnieniu się wyroku WSA i NSA w 2019 r. powinien natychmiast zadbać o poinformowanie wszystkich urzędów i firm Mazowsza, że nazwa ulicy ZWM nie została zmieniona w ramach pisowskiej dezubekizacji.

Panie Wojewodo! Do roboty bo wybory blisko!
Z poważaniem

Sławomir Litwin-wieloletni Przewodniczący
Społecznego Komitetu Obrony Nazwy ulicy ZWM tekst.

Bigos tygodniowy

Na początek pro domo sua. Bardzo dobre przemówienia trzech liderów Lewicy na sobotniej konwencji. U Adriana Zandberga podobały mi się poblaski ducha socjaldemokracji skandynawskiej. U Roberta Biedronia – zapowiedzi likwidacji pasożytniczych struktur IPN i Funduszu Kościelnego oraz postawienie na wysokiej pozycji kwestii dobra zwierząt. Retorycznie najlepszy był Włodzimierz Czarzasty. Jego świetne wystąpienie dokonało się w dobrym, empirycznym, szorstkim ale i sarkastycznym brytyjskim stylu.
*****
Śmieszne są wątpliwości, czy Ziobro powinien podać się do dymisji, czy nie powinien. W każdym cywilizowanym kraju byłoby to oczywiste, bo minister konstytucyjny odpowiada za swój resort integralnie, niezależnie od tego, czy uczestniczył czy nie uczestniczył w popełnianych w nich deliktach. Czy Kaczor Ziobrę (Ziobro, Ziobra?) zdymisjonuje? To nader intrygujące pytanie. Jeśli to zrobi, to po pierwsze dlatego, by pokazać, że Polska pod jego rządem jest jednak krajem cywilizowanym. Po drugie, może kalkulować, że do wyborów zostało już mniej niż dwa miesiące, więc Ziobro i tak zostałby schowany do szafy na krótko, a po zwycięstwie może wyjęty ponownie. Przecież Macierewicz też w 2015 miał nie być ministrem obrony. W pisowskich mediach pojawił się też przekaz, że sprawa sędziego Łukasza Piebiaka to „porachunki wewnętrzne nadzwyczajnej kasty”, więc dowództwo pisiorskie ma rączki czyste, „to nie my”, „nie znamy się, nie orientujemy się, zarobieni jesteśmy”. Pikanterii sprawie dodaje dedykacja dla pani Emilii, od szajki dla której pracowała, doczepiona do ofiarowanej jej figury husarza: „Mała Emi, zachowałaś się jak trzeba! Od Herszta i jego żołnierzy”. „Mała Emi” miała być „Inką 2 – reaktywacja”, ale nóżki się powinęły. A tak nawiasem mówiąc – trudno na serio uwierzyć, że Ziobro nie wiedział tego, co pod jego bokiem robi Piebiak, jego wierny wachmistrz Soroka.
*****
Dawno nie serwowałem w bigosie wyników sondaży preferencji przedwyborczych. Nie ukrywam, że w wyniku rozczarowania rozbieżnością między nimi a rzeczywistym wynikiem majowych wyborów europejskich. A jednak tym razem nie mogę się oprzeć przed zacytowaniem wyników badań pracowni Social Changes na zamówienie W polityce.pl braci Karnowskich, które TVP Info puszcza właśnie na okrągło na pasku od wielu już minut, jakby z maniacką uporczywością, zabarwioną lękiem i niepewnością. Według nich PiS, po stracie 5 punktów, ma poparcie 42,9 proc., Koalicja Obywatelska – 30,8 proc., Lewica – 13,4 proc., Koalicja Polska – 8,4 proc., Konfederacja 4,5 proc. Nic więcej nie powiem.
*****
„Żelazny krzyż ściąga pioruny” – takie słowa padły z ust jednego z ratowników w TVP Info, w relacji na żywo z Zakopanego, 23 sierpnia o godz. 9.41. Dlatego nonsensem są te okrzyki oburzenia prawackich mediów, karnowszczyzny i spółki, na profesora Jana Hartmana za to, że powiedział, iż krzyż na szczycie Giewontu jest niebezpieczny dla turystów i należy go usunąć. Ten krzyż rzeczywiście należy usunąć ze względu na przepisy BHP. Ustawiono go w roku 1909, czasach, gdy rzadko kto na Giewont właził, bo turystyka nie była masowa Nie będzie to jednak proste, bo Dżipi Two zawołał kiedyś z tym właściwym sobie kabotynizmem: „Brońcie krzyża od Giewontu do Tatr”, więc katoprawactwo będzie się tego trzymać i nie popuszczać. No chyba, żeby krzyż zostawić, ale zamknąć wstęp na Giewont, chroniąc go przy okazji przed zadeptaniem. Po cholerę tam łażą. To jest jakiś pomysł.
*****
Rada Miasta Gdańska nie zgodziła się na przyznanie Lechowi Kaczyńskiemu, pośmiertnie, tytułu Honorowego Mieszkańca Gdańska. Był on owszem, mieszkańcem Gdańska, ale zaprawdę nie są znane jakieś jego szczególne zasługi dla tego miasta. Co do mnie, to w ogóle nie widzę żadnych nadzwyczajnych zasług Lecha Kaczyńskiego, także jako prezydenta RP. Widzę tylko jeden tytuł do pośmiertnego uhonorowania go. Lech Kaczyński kochał zwierzęta, szczególnie psy. Znane mi jest w pełni wiarygodne i bezpośrednie świadectwo z Ministerstwa Sprawiedliwości, że będąc szefem tego resortu przywiózł tam rannego psa, znalezionego w drodze i zaopiekował się nim. Uważam, że któraś z organizacji działających na rzecz zwierząt czy ekologicznych powinna go uhonorować. Lech Kaczyński żyje w dobrej pamięci tak wielu osób, że upowszechnienie jego godnej najwyższego uznania postawy w tej mierze, mogłoby pozytywnie wpłynąć na stosunek do zwierząt pośród wielu z nich. I żeby było jasne: w tej sprawie ani trochę nie kpinkuję.
*****
Prezes TVPiS Jacek Kurski składając gratulacje twórcom ukraińskiego serialu „Zniewolone” przemawiał po angielsku. Także wywiady z nimi przeprowadzano po angielsku. Do tego doszło, że z naszymi słowiańskimi pobratymcami ukraińskimi nie rozmawiamy po polsku, ukraińsku a choćby i po rosyjsku, tylko mową perfidnego Albionu. „Koniec świata” – jak mawiał dozorca Popiołek z serialu „Dom”.
*****
Dr Hanna Karp, medioznawcza, związana sympatiami z Radiem Maryja, przedstawiła subiektywne portrety ośmiu dzienników („Nasz Dziennik”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Super Express”, „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Gazeta polska Codziennie”, „Polska The Times” ). Na trzeciej z kolei pozycji przedstawiona jest „Trybuna, tak oto: „Jest taki tytuł. Po wielu metamorfozach, do 1989 roku ukazywał się jeszcze jako „Trybuna Ludu”, dziś chce być postrzegany jako dziennik o profilu lewicowym. Wydawany przez bliżej nieznaną spółkę z.o.o. o „polskiej nazwie” Polish Scientific Group. Na pierwszej stronie, w tabloidowym stylu, owszem, jest jedna wielka fotografia … prezydenta Andrzeja dudy z napisem: „My, pierwsza Brygada Świętokrzyska”. O obchodach rocznicy wybuchu powstania próżno szukać. Jedynie zajawka wspomnień z powstania zatytułowanych: „W buraczkach”. Tekst ma podtytuł „Mniej poważne wspomnienia z Powstania Warszawskiego”. Do tej gazety warto będzie wrócić. Poziom propagandy, fascynujący z punktu widzenia poznawczego na poziomie putinowskiego Sputnika”.
Szanowna Pani Doktor! Co do „poziomu propagandy na poziomie putinowskiego Sputnika”, to tak sformułowana ocena wydaje mi się generalnie nietrafna, bo „Dziennik Trybuna” wydaje mi się gazetą nader rzeczową i może jedynie piszący te słowa zbliża się w cotygodniowym bigosie do „propagandy na poziomie putinowskiego Sputnika”, z tym atoli zastrzeżeniem, że kilkakrotnie w „DT” ukazywały się moje teksty (recenzje) o wymowie zdecydowanie krytycznej w stosunku do działań władz Federacji Rosyjskiej. Jednak gdyby nawet – to kudy „Trybunie” pod tym względem do takiego „Naszego Dziennika”, „Gazety Polskiej”, „Sieci” czy „Do rzeczy”. Nawet się do tego poziomu nie zbliżamy. Natomiast z uznaniem przyjmuję deklarację Pani Doktor, że „do tej gazety warto będzie wrócić”. Witamy Panią w gronie naszych Czytelników i liczymy na bardziej rozbudowaną i pogłębioną analizę medioznawczą naszego tytułu.
*****
O niedawno upieczonej pisowskiej propagandystce, ex-lwicy lewicy tym razem nie będzie. Znakomicie wyręczył mnie kilka dni temu na łamach „Dziennika Trybuna” redaktor Piotr Gadzinowski.

Historia po polsku opowiedziana

Sprzed Pałacu Prezydenckiego na ul. Krakowskie Przedmieście do Grobu Nieznanego Żołnierza jest niedaleko – w linii prostej około 600-800 metrów. Podczas konferencji prasowej Lewicy Razem, gdy mocno i jednoznacznie wyrażono protest przeciwko objęciu przez Andrzeja Dudę patronatem rocznicy utworzenia Brygady Świętokrzyskiej NSZ, dźwięki oficjalnych uroczystości było słychać dość wyraźnie. Zaraz po tym, kiedy wysłuchałem co mieli do powiedzenia reprezentanci polskiej lewicy, przeniosłem się pod Grób Nieznanego Żołnierza. Tu świętowała oficjalna Polska, kraj PiS i historycznej narracji polskiej prawicy.

Niedługo stałem, ale wystarczająco, by usłyszeć stek przemilczeń, przeinaczeń, fałszywej narracji i zwyczajnych kłamstw wygłaszanych przez najwyższych urzędników polskiego państwa. Zaprzeczano wprost i bez żenady haniebnym faktom współpracy tej formacji z hitlerowcami, nie mówiono słowa o zwierzęcym antysemityzmie wylewającym się z ich organów prasowych, który wtedy, na popiołach milionów zamordowanych Żydów, był szczególnie odrażający. Wszystko to w towarzystwie młodych chłopaków w mundurach Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, orkiestry i pocztów sztandarowych, po odjęciu których została grupka fanatycznych zwolenników gloryfikacji tej formacji.
Rację miał krwawy kat Winston Churchill, że historię piszą zwycięzcy. Nie przewidział jednak, że kiedy powiedzenie to przekuje w czyn polska prawica, zmieni je w karykaturę. Będzie łgać wbrew setkom dokumentów, historycznych dowodów, czarne nazywać białym, kolaborację z nazistami walką o wolność, a uciechę nad zagładą narodu dalekowzroczną koncepcją polityczną. Nic nie jest w stanie zakłócić jej ofensywy nieprawdy i fałszu. Kiedy dołącza do tych fanatyków prezydent, robi się doprawdy nieciekawie. PiS pewnościa uważa, że wygrał już wszystko. Warto jednak pamiętać, że podwaliny absurdalnego kultu Brygady Świętokrzyskiej stworzyli ręka w rękę posłowie PiS, PO, PSL i Kukiz’15, przyjąwszy przez aklamację we wrześniu 2017 roku uchwałę Sejmu, że NSZ „dobrze zasłużyła się Ojczyźnie”. To oni wspólnie są autorami dzisiejszej fali kłamstw o tej formacji. Lewica odcinając się od tego, ocaliła twarz polskiej klasy politycznej.
Kolejnym nieprawdziwym narracjom podczas obchodów towarzyszyły okrzyki „Cześć i chwała bohaterom” wydawane przez ludzi, z których część może być usprawiedliwiona sędziwym wiekiem i chęcią wybielenia grzechów młodości, a część, dużo młodsza, po prostu niechęcią do korzystania z książek. Przemawiający urzędnicy i ryczący tłum stworzyli pod Grobem Nieznanego Żołnierza atmosferę duszną i nieznośną dla każdego, kto chciałby mieć swobodę nieskrępowanego wyrażania swoich poglądów.
Historię piszą zwycięzcy. Czemu jednak w Polsce piszą ją pozbawieni wiedzy, wstydu i podstawowych zasad moralnych?

Demontaż kontrolowany

Podczas wojny domowej w Grecji był komisarzem w Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku wyemigrował i jako uchodźca polityczny trafił do Polski. Rok później powrócił do Grecji, aby odbudowywać podziemne struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Wkrótce został aresztowany i sądzony przed sądem wojskowym. W procesie politycznym skazano go na karę śmierci. Został rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Do greckich władz napłynęło około 250 tysięcy listów protestacyjnych przeciwko skazaniu Belojanisa na śmierć. W obronie skazanego wystąpili liczni intelektualiści. Pablo Picasso wykonał przedstawiający Belojanisa szkic pod tytułem‚ „Mężczyzna z goździkiem’’. W 1953 roku brytyjski malarz Peter de Francia namalował obraz „Egzekucja Belojanisa”. W Polsce powstała rzeźba Stanisława Horno-Popławskiego „Matka Belojanisa’’. Jego imię nadano także szeregu ulic w różnych miastach.
Wrocławski pomnik Belojanisa został wzniesiony na dziedzińcu szkoły podstawowej 22 w dzielnicy Stabłowice w roku 1973 jako kopia monumentu znajdującego się w miejscowości Krościenko. Zastąpił wcześniejsze miejsce pamięci przygotowane przez Greków mieszkających na terenie szkoły w latach 50. Społeczność grecka zamieszkująca w Krościenku, która ufundowała pomnik Belojanisa w tej miejscowości w ostatnich latach aktywnie występowała w jego obronie, przeciwko próbom jego likwidacji.
Stowarzyszenie Greków we Wrocławiu „Odysseas’’ poinformowało, że upamiętniający Belojanisa monument został usunięty w ramach tak zwanej dekomunizacji, w wyniku opinii wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Nie wiadomo kiedy doszło do demontażu. Stowarzyszenie Odysseas skontaktowało się z grecką ambasadą w Polsce i greckim ministerstwem spraw zagranicznych, które zapowiedziało protest w sprawie pomnika. Protest przeciwko usunięciu pomnika Belojanisa wyraziła również Komunistyczna Partia Grecji oraz Komunistyczna Partia Polski. KKE zwraca uwagę, że pomnik ten zdemontowano w krótkim czasie po prowokacyjnym usunięciu tablicy w Dziwnowie, upamiętniającej rannych bojowników Demokratycznej Armii Grecji przebywających w tamtejszym szpitalu. KPP domaga się jak najszybszego przywrócenia pomnika Belojanisa.
Protest Komunistycznej Partii Polski
Komunistyczna Partia Polski wyraża oburzenie z powodu demontażu pomnika Nikosa Belojanisa we Wrocławiu. Monument znajdował się na dziedzińcu Szkoły Podstawowej nr 22 w dzielnicy Stabłowice.
Nikos Belojanis był bohaterem greckiego, antyfaszystowskiego ruchu oporu podczas drugiej wojny światowej – bojownikiem komunistycznej partyzantki ELAS, a podczas wojny domowej w latach 1947-1949 komisarzem Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku jako uchodźca polityczny przybył do Polski. W 1950 roku powrócił do Grecji aby odbudowywać struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Aresztowany za działalność polityczną Belojanis został skazany przez sąd wojskowy na karę śmierci. Rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Postać Belojanisa stała się także inspiracją dla licznych dzieł sztuki. W Polsce został upamiętniony poprzez patronat nad szeregiem ulic oraz pomniki we Wrocławiu i Krościenku.
Usunięcie wrocławskiego pomnika Belojanisa, podobnie jak wielu innych pomników bohaterów antyfaszystowskiego ruchu oporu oraz ruchu robotniczego w ramach tak zwanej ustawy dekomunizacyjnej stanowi istotny element niszczenia pamięci historycznej. Demontażu pomnika dokonano bez uzgodnienia a nawet zawiadomienia greckiej społeczności w Polsce. Procedura na podstawie której się odbył pozostaje niejasna, a osoby, które wydały decyzję nieznane.
Domagamy się jak najszybszego przywrócenia pomnika Nikosa Belojanisa. Nie ma zgody na przepisywanie historii przez IPN i inne instytucje, a także manipulowanie pamięcią historyczną społeczeństwa.

„Srebra rodowe”… na stół

30. lecie obrad Okrągłego Stołu nie jest pustą rocznicą. Jest okazją, aby z perspektywy 30 lat spojrzeć na tamte czasy, gdy władza i Solidarność układały się ze sobą w atmosferze naznaczonej wzajemną nieufnością, ale także aby podsumować, czego od tego czasu dokonali ich polityczni spadkobiercy. Jakimi „srebrami” mogą się pochwalić? Jest to tym bardziej ważne, że rok 30. rocznicy Okrągłego Stołu to rok wyborczy.

Przy okazji rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu nietrudno było spotkać głosy eksponujące nieufność władzy do „młodego Związku”. Niebywale „gorąca” i złożona sytuacja w całym 1981 r., setki faktów i zdarzeń, wręcz nakazywały daleko idącą ostrożność. Rozbieżność słów i czynów w Solidarności, była widoczna gołym okiem. Niektórzy doradcy, np. Mazowiecki, Geremek, Kuroń, nawet Wałęsa – przyznawali, że zachowania Związku miały niebezpieczny charakter dla stabilności państwa, że władza mogła mieć powody do obaw, do wyostrzania czujności.
Także i Solidarność nie miała zaufania do władzy, wywodząc jego brak z historycznych przesłanek, z dawnych błędów, zaniedbań. Władza, terenowi przedstawiciele byli krytykowani za zbyt wolne tempo i błędy w realizacji porozumień sierpniowych.
Dość wspomnieć pkt.7 – „wypłacenie strajkującym zarobków za strajk jak za urlop wypoczynkowy”. Wiemy, że były dni, w których strajki trwały w kilkuset zakładach pracy jednocześnie. Można więc było ciągle strajkować otrzymując płace, tylko pytanie – skąd brać pieniądze?
Niektórzy Czytelnicy – w reakcji na poprzednie teksty – na przykład radzili, by wyraźnie pokazać wtedy słyszalne „racje i argumenty” wielu terenowych działaczy, setek tysięcy członków „panny S”, rwących się do strajków oraz apele władzy o ich przerwanie i zaniechanie na okres zimy 1981-82. Po kolejnym apelu KC PZPR z 16-18 października „do ludzi pracy miast i wsi”: „Tylko rozsądkiem i wysiłkiem całego społeczeństwa można zatrzymać dramatyczny bieg wydarzeń w naszym kraju. Nikt myślący nie podcina gałęzi, na której siedzi. Apelujemy do Was, zaoszczędźmy ojczyźnie strajków!” – w niektórych środowiskach robotniczych pojawiły się m.in. takie głosy. Można przecież strajkować 8 godz. nic nie jedząc. Można bez jedzenia przeżyć 24 godz. – strajkując. Z czego więc Partia „robi” problem? Czy Państwo – po latach – nie „przyznacie racji” temu „odkrywczemu rozumowaniu”, wielu aktywistów Solidarności?

Pokażcie swoje „srebra”

Mamy za sobą 30 lat ustrojowej transformacji. Jak były tworzone i jak rozpadały się koalicje rządowe, tak opcji prawicowej jak i lewicowe – – pamiętamy. Jaka tam „królowała” wzajemna ufność i szczerość partnerów – też dobrze pamiętamy. Jakie programy wyborcze oferowano, a co realizowano w praktyce – też przytłaczającej większości spośród nas „nie uleciało z pamięci”. Za kilka miesięcy kolejne wybory, najpierw do Parlamentu Europejskiego, a potem do Sejmu i Senatu. Zachęcam więc wszystkie partie, koalicjantów sprawujących władzę – szczególnie wywodzących się ze „zdrowego pnia” Solidarności, by przypomniały sobie szlacheckie wezwanie – „srebra rodowe na stół”! Proszę, przypomnijcie społeczeństwu jak wy – Solidarność u władzy – zrealizowaliście 21 postulatów sierpniowych, których domagaliście się nieograniczoną metodą strajków. Pokażcie wyborcom jakie „wymierne dobro”, w sensie materialnym i moralnym – dla Polski, dla Polaków przez te 30 lat uczyniliście.
Ktoś z Państwa może się tu żachnąć – przecież mimo różnych przeszkód, Polska powoli się rozwija! W czym problem? Fakt, Polska „czołganiem” się rozwija – minął czas, gdy mieliśmy kilka milionów bezrobotnych i nędzarzy, żyjących poniżej granicy ubóstwa (w 2017 r. było ich 4,3 proc. – skutek programu 500+). Przeróżne nadużycia gospodarcze, finansowe. itp. sprawiają, że „Polacy najbardziej obawiają się przestępczości pospolitej, wśród innych negatywnych zjawisk, które generują wymierne ekonomiczne i społeczne straty, wymienić należy: przestępczość zorganizowaną, gospodarczą, korupcję oraz ataki na systemy informatyczne. Bezpośrednie przełożenie poziomu przestępczości na rozwój państwa obserwowalne jest w szczególności na przykładzie przestępczości gospodarczej, która powoduje najwyższe straty. Zjawisko to dotyczy zarówno budżetu państwa (np. zmniejszenie wpływów, uzyskiwanie nienależnych zwrotów, wyłudzanie dopłat) jak i sektora prywatnego” …czytam w Uchwale nr 8 Rady Ministrów z dnia 14 lutego 2017 r. Pomyślcie Państwo – co i której opcji politycznej władza na tej niwie uczyniła, „niezmordowanie” czyni. Niech sami zainteresowani – partie polityczne: AWS, UW, PC, KLD, PSL, SLD, PO, b. Samoobrona – przecież są ich spadkobiercy – pokażcie skutki waszej walki z korupcją i przestępczością gospodarczą! Od roku 1989 do 2017. A od przyjęcia tej uchwały właśnie minęło 2 lata.
Wystawcie więc swoje dokonania pod wyborców osąd. Nie wstydźcie się – śmiało! Zamiast wytykać błędy, „grzechy” i pomniejszać dorobek innych – sami swoje „srebra” pokażcie. Piszę ten tekst, gdy zbliża się czas strajku nauczycieli. Spotykam się z pytaniami-zarzutami: były pieniądze na nagrody dla ministrów („im się należy” – kto to powiedział?); jest miliard 260 mln. zł dla TVP! Nie ma dla nauczycieli – bo takich „wyuczyli” posłów? Czy to tylko skutek reformy szkolnictwa?
Zachęcam do przestudiowania tekstu prof. Jerzego Wiatra – „Jakiej polityki oświatowej potrzebuje Polska?” („Dziennik Trybuna”, 25-26 marca br.). Kilka miesięcy temu był „protest okupacyjny” w Sejmie niepełnosprawnych osób. Politycy, biskupi, parlamentarzyści „pochylali się” czule nad ich dolą. Co, do końca marca 2019 r. dla nich, ich rodzin władza konkretnego, wymiernego uczyniła. Niech pokaże, proszę – „srebra rodowe” na stół!
A zapomnieliście Państwo o strajku pielęgniarek, protestach służby zdrowia? Kilka tygodni temu, rolnicy pod Pomnikiem Lotnika protestowali w osobliwy sposób, pominę zgryźliwe, dosadne komentarze. Sięgnijcie pamięcią dwie dekady wstecz – co nazwano „dziurą Bauca? Kto i jak ją załatał? A słynna już reforma Balcerowicza – ważny temat do rozważań korzyści i strat gospodarczych, także społecznych o różnej skali, nie mówiąc o następstwach, odczuwanych do dziś. Tu chętnych do plucia na „komunę” zapewne nie zbraknie, choć sam jej Autor już „spuścił z tonu” swego sukcesu.

SLD, do biczowania – wystąp!

Motywowany różnymi powodami, skupię uwagę Państwa na niektórych poczynaniach SLD. Dźwiga na swych barkach odium powojennej historii „błędów i wypaczeń”, dokładnie „polityką historyczną” wytykanych i doczernianych – nie zwalnia z ich przypominania. Sukcesy jej poprzedniczki (PZPR), są skrupulatnie zamazywane i niwelowane. Po 1989 r. na swoim „koncie” ma choćby zasłużonych Prezydentów Polski:
Generała Wojciecha Jaruzelskiego – wraz z reformatorami doprowadził do Okrągłego Stołu; a wcześniej poprzez stan wojenny uratował głównie Kierownictwo, działaczy i członków Solidarności przed Sybirem i ofiarami (jeśli są „twarde”, przeczące temu dowody – proszę „na stół”); ujawnienia „białych plam” w historii stosunków PRL-ZSRR, w tym Katynia; ostatecznie uregulował sprawę zachodniej granicy Polski.
Aleksandra Kwaśniewskiego – wprowadził Polskę do NATO i UE. (Tu najnowszy przykład – prof. Bronisław Geremek wprowadził Polskę do NATO, informował plakat na niektórych przystankach autobusowych w Warszawie, na 20. lecie członkostwa). Pytam – a Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski? Gdzie plejada pracowników MSZ, dyplomatów, polityków, wojskowych, którzy wdrażali w Wojsku zasady „Partnerstwa dla pokoju”. Są wątpliwości – proszę pytać generałów: Franciszka Puchałę, Czesława Piątasa, Krzysztofa Szymańskiego, Andrzeja Cieślewskiego, Czesława Laszczkowskiego, Ryszarda Olszewskiego, Jerzego Gotowałę, adm. Piotra Kołodziejczyka, Ryszarda Łukasika i innych (przepraszam wszystkich pominiętych, z szacunkiem dla wysiłku i efektów). Z goryczą pytam – czy w Fundacji im. B. Geremka nie ma elementarnego poczucia uczciwości i wiedzy, by rzetelnie, zgodnie z prawdą sporządzić plakat propagandowy? Wystarczyło pokazać na plakacie Profesora podpisującego dokument na tle pocztu flagowego (symbol Polski), w obecności Prezydenta RP i osoby wojskowej, by tak uszanować dorobek innych osób, bez względu na ówczesne przekonania polityczne! Wstydźcie się swego nieuctwa! A może kłamstwo, fałsz w tej Fundacji jest „na porządku dziennym”? Co ma myśleć młodzież, miliony Polaków znających różne inspiracje i działania, trwające 10 lat na tym polu.

„Baty” za Koalicję…

Wiadomość o udziale SLD w Koalicji Europejskiej ucieszyła mnie. Wreszcie wnioski i nauki płynące z Okrągłego Stołu przyniosą po 30 latach pożyteczny owoc. Razem, bacząc na główny cel, możemy więcej i lepiej dla dobra Polski – logika tego uczy. O sukcesach członkostwa w UE i stąd płynących korzyści – często pisze w „Trybunie” prof. Bogusław Liberadzki, dziękuję! Jakże okazałem się naiwnym, gdy po kilku dniach przeczytałem krytyczne uwagi pod adresem przewodniczącego SLD. Pytam – gdzie byli krytycy, ci „mądrale”, na kogo postawili przypominając słaby wynik wyboczy do samorządów. Znów, dawne urazy, błędy itp. wzięły na Lewicy górę, obudziły się uśpione animozje? Kiedy wreszcie zapiekłość, zapamiętanie się w swoich racjach pozwoli – głównie młodym działaczom Lewicy – pójść razem, ze „starymi”, dostrzec „coś” dobrego u obecnych adwersarzy i krytyków Lewicy w PO, PSL, Razem, by „coś” wspólnie zrealizować, nie tracąc własnej tożsamości. Wszystkim krytykom Przewodniczącego podsuwam dwa rozwiązania. Pierwsze – usiądźcie i napiszcie swoje programy wyborcze, oceńcie szanse spełnienia teraz, na przestrzeni 2-4 lat, poddajcie pod osąd Kierownictwa. I drugie – niech śmiały działacz skieruje odważną propozycję: proszę wybrać mnie przewodniczącym, a doprowadzę SLD do sukcesu jaki wam przedstawiam pod rozwagę!, w krótkim czasie, 2-4 lat. Póki co, Panu Przewodniczącemu z tych łam „Trybuny” gratuluję rozwagi i odwagi, umiejętności widzenia „racji wyższych”, które dziś nazywają się zdobyciem jak największej liczby głosów Polaków dla posłów SLD do PE, by mogli spełniać cele przedstawione wyborcom.
Wszystkich Państwa serdecznie zachęcam – przedstawcie publicznie, na środowiskowych spotkaniach cele i zadania, które waszym zdaniem są realne do osiągnięcia przez SLD w ramach Koalicji, a stąd w UE. Życzę Państwu energii i siły woli, by tego dokonać. Naprawdę warto, dla siebie i naszych dzieci. Zaś nabyte tu doświadczenie, będzie przydatne do wyborów parlamentarnych. Też dla nas, mających serce i rozum po Lewej stronie!
Członek SLD – wcześniej PZPR – obecny europoseł Pan Janusz Zemke ma najdłuższy, 30. letni staż parlamentarny. Niedawno obchodził 70. urodziny. Proszę, Panie Ministrze – przyjąć gratulacje, życzenia osobistego i rodzinnego szczęścia, dobrego zdrowia na wiele długich lat owocnej pracy dla nas – Polaków. SLD – obok Jubilata – może poszczycić się także widocznym i słyszalnym dorobkiem europosłów – prof. Krystyny Łybackiej (pisze o tym „Przegląd” nr 12 z 2019 r.) i prof. Bogusława Liberadzkiego. Nieco krótszy staż w PE ma prof. Adam Gierek, popierany przez SLD.

Przewodniczący przeprasza…

Przed 1 marca br., Pan Włodzimierz Czarzasty, w imieniu członków i Kierownictwa, przeprosił Polaków za posłów SLD, którzy w 2011 r. poparli ustawę o Dniu Wyklętych. Pan Przewodniczący SLD, nie wyjaśniał, nie usprawiedliwiał, że ta formacja miała inne intencje i oczekiwania wobec ustawy. „Rzeczywistość” – jak to często w Polsce bywa – zaskoczyła wielu. Kilka dni później, słowa te powtórzył w Hajnówce, protestując wraz z wieloma osobami, w tym członkami Lewicy– przeciwko „upatriotycznianiu” zbrodniarzy, poprzez manifestacje dla ich pamięci i zacieraniu ich czynów, hańbiących ludzką godność i człowieczeństwo. Panie Przewodniczący – proszę z łam „Trybuny” przyjąć wyrazy uznania i wdzięczności za te słowa przeproszenia, wypowiedziane szczerze i w pokorze wobec ludzkiego cierpienia i zaniedbania w naprawie krzywd, wyrządzonych ludziom i ich rodzinom. Cała Lewica, bez najmniejszej zwłoki powinna uznać ten ludzki gest i publicznie domagać się zmiany tej ustawy – mając też na względzie poczucie własnej godności. Głośne obchody tego „Dnia” w Hajnówce zwróciły uwagę sąsiadów, co nasz Ambasador wyjaśniał w MSZ Białorusi. Jeśli ktoś z Czytelników poczuł się urażony „przesadną jaskrawością” powyższych słów, gotów jestem je powtórzyć oraz służę takimi przykładami – ku refleksji.
Oddział kpt. Romualda Rajsa, ps. „Bury”, w dniach 29-31.01.1946 oraz 2.02.46 spalił 5 wsi: Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska, zabijając w okrutny sposób 82 osoby, w tym starców, kobiety i dzieci, których spalono żywcem z zamkniętych budynkach; w Zaleszanach spalił żywcem 14 osób, w tym 7 dzieci (ciężarną Marię, żonę Sergiusza Niczyporuka, 3 synów, brata z żoną i dzieckiem), 2 zastrzelił. W Zaniach i Szpakach nie spalono katolickich domów i ich prawosławnych sąsiadów. Dla oszczędności amunicji, ludzi palono żywcem w domach, zabijano obuchami siekier; strzelano tylko do uciekających i rannych.
Oddział IPN w Białymstoku 30 czerwca 2005 r. uznał „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa. Akcje „Burego” w „żadnym wypadku nie sprzyjały poprawie stosunków narodowych polsko – białoruskich i zrozumienia walki polskiego podziemia o niepodległość Polski”. 18 listopada 2008 r. wyrok ten utrzymał Sąd Okręgowy w Białymstoku. Ze wspomnień bandytów „Burego”: „Ja tam nie żałuję ich, broń Boże, bo to kacapy. Cholera, ale jednak to człowiek był. Nie wiem jak strzelali inni, bo to zależało od ludzi, ale ja to nie przepuścił. Ja byłem okropnie cięty na nich, ale lepiej niech to między nami zostanie. Ale jednak taka walka to nie dla katolika. Mogłem ich puścić, ale nie puściłem. Nie wypuściłem nikogo” – mówił Czesław Popławski „Pliszka” o rajdzie przez wioski prawosławne. „Żadnych tam dyskusji po tym nie było. Chłopaki wspominali, a ten to zrobił, a ten to. Większość z nas była cięta na Białorusinów. To nauczka-mówili chłopaki – żeby się nauczyli, że z Polakami nie ma żartów” – „wyklęty” Marian Maliszewski „Wyrwa” (Karta 1990). Zachęcam do czytania „Przeglądu”.
Józef Kuraś zgwałcił wezwaną z Waksmundu Czubiakową, matkę 2 dzieci, a jego podwładny, który ją odprowadzał, też ją zgwałcił i zastrzelił. „Ogień” ze swoją bandą w latach 1945-47 dokonał zabójstw wielu Polaków, Słowaków i Żydów (dokładna liczba jest wciąż trudna do ustalenia) oraz ok. 120 zwykłych napadów rabunkowych.

„Panowie-chłopi”, proszę o głos

Oddział NSZ „Szarego” – 8 czerwca 1945 r. w Wierzchowinach zamordował 194 osoby, w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety, 65 dzieci do 11 lat (najstarszy miał 92 lata, najmłodszy 2 tygodnie). Jeden z „bohaterów” tej akcji, 15-latek, przechwalał się, że „dwoje staruszków tak się prosili, a ja ich łopatą zatłukłem”. Tu fakt z Sejmu, który dn. 9 listopada 2012 r. debatował nad „Uchwałą” w związku z 70. rocznicą powstania Narodowych Sił Zbrojnych (została przyjęta). Namiętne spory nad jej treścią trwały podczas prac Sejmowej Komisji Kultury i obrad Sejmu. Pytanie posła SLD, prof. Tadeusza Iwińskiego – „Jak posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego mogą głosować za uczczeniem struktury, która unicestwiała chłopów biorących ziemię z reformy rolnej?” – pozostało bez najmniejszej reakcji ze strony PSL. Gdy słuchałem transmisji z obrad, było mi po ludzku wstyd i żal. Zastanawiałem się, czyżby w PSL nie znali naukowców, np. prof. Józefa Kozioła, który z aptekarską dokładnością i wiarygodnością przedstawiłby swoim Kolegom dowody bandytyzmu NSZ? Znana była i promowana wtedy książka „Pany i rezuny”, Autorzy – Grzegorz Motyka i Rafał Wnuk. Kopie dokumentów i opisy „praktycznej współpracy” NSZ z UPA i innymi bandyckimi grupami w mordowaniu Polaków na Wołyniu i południowo-wschodniej Polsce, w niej porażają bestialstwem.
Zapytam – dlaczego wtedy, w 2012 r. i dziś, w 2019 r., PSL sprzyja fałszowaniu historii? Dlaczego pozwala na „upatriotycznianie” wielu przestępstw NSZ, choć nie należy wykluczyć, iż były grupy osób czy drobne oddziały, które nie dopuszczały się bestialstw. Dlaczego w tekście „Uchwały”, głosami PSL nie dokonano takiego rozróżnienia. Ewidentne zbrodnie NSZ mocą poparcia posłów PSL uzyskały sejmową pieczęć „zasługi dla Ojczyzny”. Zauważcie, „Panowie-chłopi”, że w 2012 r. NSZ nie było na pomniku Polskiego Państwa Podziemnego, obok którego przechodzicie do Sejmu. Nie było też śladu o BCh, choć były samodzielnie walczącą formacją, dopiero w końcowym okresie wojny podległą AK.
Zapytam – dlaczego PSL, głośno i wyraźnie nie poparło Włodzimierza Czarzastego, nie poszło śladem SLD? „Panowie-chłopi”, ujawnijcie prawdę o swej postawie wtedy i obecnie! Nie wstydźcie się, „srebra rodowe” na stół!

Rozwichrzone myśli i sugestie

Zastanówcie się Państwo – co mogli czuć i przeżywać przez lata ocaleni sąsiedzi i ich najbliżsi na Podlasiu, Podhalu, Lubelszczyźnie, Rzeszowszczyźnie. Konkretnie – rodzina Niczyporuków czy Czubiakowej – o swojej żonie, córce, matce i babci. Syn Kurasia nie miał wstydu „tyle, co brudu za paznokciem”, by domagać się obecnie 1 mln. zł odszkodowania za „patriotyczne” wyczyny ojca-mordercy. Zastanówcie się Państwo – gwałt, morderstwo jest od kilku lat czynem chwalebnym. Do czego doszliśmy, jak nisko upadliśmy moralnie? Zachęcam do przeczytania refleksyjnego tekstu w „Przeglądzie” nr 8, z 18-24 lutego oraz 9, z 25 lutego – 3 marca 2019 r. Pani Sędzi za obiektywizm oceny „dowodów” i lekcję rozumienia sprawiedliwości – wyrazy szacunku i poważania.
Uważam, że dla milionów trzeźwo myślących Polaków, członków i Kierownictwa SLD, „sprawa wyklętych” – to wyzwanie, wręcz wezwanie wobec powojennego podziemia, do wydania i wykonania naszego testamentu. Dlaczego – ktoś z Państwa zapyta. Wśród wielu organizacji zbrojnych, które – ocenił prof. Leon Kieres (b. prezes IPN) „uległy zbandyceniu” – byli ewidentni mordercy, zbrodniarze. Ale znaleźli się także ludzie młodzi, wiedzeni złudną ideą walki o Polskę, np. prof. Zdzisław Sadowski. Proszę, przeczytajcie Państwo tekst w „Przeglądzie” nr 2 ze stycznia br. o reformatorze naszej gospodarki. Sugeruję rozważenie takiej opcji. SLD w przyszłym Sejmie powinno przedstawić ustawę o zmianie nazwy tego „Dnia” na dzień pokory i przebaczenia, pokuty i pamięci (robocza nazwa). Proszę wrócić do słów cytowanych – „Cholera, ale jednak to człowiek był”, czy „taka walka to nie dla katolika”, albo „nie wypuściłem nikogo”. Dla żyjących przestępców, ich rodzin – dzień osobistej, duchowej pokory i pokuty. Dla rodzin zamordowanych – dzień przebaczenia i pamięci, także w pokorze, skrytości ducha, wyciszenia dojmującego bólu, urazu i nienawiści. Wiem – to jest trudne. Może potrzebne będzie wypowiedzenie się całego społeczeństwa, np. w referendum. Ale nie może to być dzień zamiany zbrodni na „chwałę”. Musi to być też dzień pokornej skruchy i pamięci wobec niewinnie skrzywdzonych.
Jako ludzie ceniący humanizm, musimy dać wymierny dowód swej postawie. Dla kogo? – ktoś zapyta? Dla siebie – młody, dorosły i sędziwy Polaku – dla siebie! Jeśli z oceny przeszłości, która jest tkanką naszej przyszłości, nie usuniemy zła i nie zaszczepimy w sobie wymogu prawdy – właśnie wobec siebie, czeka nas wymarcie.
Biskup Polowy WP, inaugurując tegoroczne obchody „Dnia”, w homilii zachęcał „aby wsłuchiwać się w słowa świadków historii”. Mówił, że „nie chodzi o to, by wzbudzać nienawiść, ale żeby poznać prawdę, o wielkiej rzeszy Polaków, którzy dali świadectwo prawdzie”. Czy opisy aktów zbrodni, będące w archiwach IPN i publicznym obiegu, jeszcze wymagają „pieczęci Prawdy”? Czy cierpienia fizyczne i duchowe rodzin zamordowanych przez bandytów, którzy dziś-powiedzmy otwarcie – przy milczącej zgodzie duchownych, głównie biskupów – są na ołtarzach, wymagają jeszcze „pieczęci Prawdy”? Uwłaczałbym tu majestatowi śmierci i cierpienia, pytając o czyją prawdę tu chodzi.

Fałszywy „żołnierz”

Matka-Historia uczy nas, że żołnierz jest ostoją patriotyzmu, ducha polskości, także – nie wstydźmy się przyznać – w znacznym stopniu promotorem religijności Wojska i jego człowieczeństwa. Gdzie był i jest polski żołnierz, tam każdy ma czuć się bezpiecznie! Czy nie tego uczy choćby udział WP w misjach pokojowych? (ciekaw jestem Państwa refleksji po zwiedzeniu wystawy „Od Biskupstwa Polowego do Ordynariatu Polowego”). Nie jest do pogodzenia z żadną filozofią ani religią, by palącego żywcem cywili, zabijającego ich siekierą – nazywać tym szlachetnym mianem! Powtórzę – kojarzącym się z patriotyzmem. Nigdy więc nie użyję słowa „żołnierz” w odniesieniu do owego „Dnia”. Dla Polaka – żołnierz to godność, splendor noszenia „narodowej szaty”. Tak nauczyła mnie Matka-Historia!
Chcę głęboko wierzyć, że Ordynariat Polowy WP, uczestnicząc w państwowych pogrzebach „wodzów” bandyckich oddziałów, miał i wciąż ma w pamięci ich zbrodnie popełnione na osobach cywilnych. Że odprawiając za ich morderców, znanych z nazwiska i pseudonimów, a wymienianych podczas nabożeństw – także za zamordowane dzieci, kobiety, starców – zanosi błagalne suplikacje: „wieczny odpoczynek racz im dać Panie”. Pamiętam zdegustowanie Biskupa Polowego WP krytycznymi ocenami za udział w państwowym pochówku „Łupaszki”. Wyżej cytowane słowa, przyjmuję jako naukę stamtąd płynącą.

Wątpiącym…

Dla Czytelników wątpiących w sens tych sugestii lub też wywodzących swe racje z przekonań wyznaniowych i religijnych, mam taką propozycję. Jan Paweł II 4 marca 1979 r. ogłosił I encyklikę „Redemptor Hominis” – „Odkupiciel człowieka”. Kilka razy używa tam i wyjaśnia sens słów – „człowiek jest drogą Kościoła”, „Człowiek nie może żyć bez miłości”. Nawiasem mówiąc, postrzega człowieka we współczesnej przyrodzie, co dla ekologów może być interesujące. Przy innej okazji, Papież wyjaśnia, że „martwica sumień, ich obojętność na dobro i zło, jest wielkim zagrożeniem człowieka, także społeczeństwa, gdyż ostatecznie od ludzkich sumień zależy poziom moralności społeczeństwa… Trzeba wszystko czynić, ażeby mu przywrócić zdrowie ducha”.
Przewodniczący SLD, bez wiedzy i nauki Papieża-Polaka, na tej drodze uczynił godny najwyższego szacunku i pilnej realizacji – krok! Innym dał godny naśladowania przykład. Paliłby mnie ogień wstydu, gdybym Biskupom, Episkopatowi rekomendował jako myśl przewodnią na Wielki Post, tę Encyklikę Jana Pawła II.

„Bury nasz bohater” – chociaż nie do końca

Instytut Pamięci Narodowej, gdy już doprowadził do wściekłości polskich prawosławnych i wywołał skandal w stosunkach Warszawa-Mińsk swoim stanowiskiem w sprawie „Burego”, próbuje gasić pożar. Pokrzykując: nic się nie stało!

Wydane 21 marca nowe oświadczenie Instytutu jest o tyle lepsze od poprzedniego, że nie dowiemy się już z niego, iż spalenie pięciu białoruskich wsi to za mało na prawdziwą zbrodnię o cechach ludobójstwa, bo przecież Romuald Rajs mógł zniszczyć więcej. Teraz IPN ogłasza po prostu, że nie ma nic strasznego w tym, że co innego głoszą historycy Instytutu w swoich publikacjach, a co innego wynika z prokuratorskich śledztw prowadzonych przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W przypadku „Burego”, potwierdza Instytut, nadal w mocy pozostają wnioski końcowe prokuratora Dariusza Olszewskiego ze słowami potępienia dla działalności Rajsa. IPN twierdzi również, że nie miał i nie sugerował intencji wznowienia i rewizji śledztwa w tej sprawie.
Z drugiej strony Instytut nie był uprzejmy zauważyć nic niestosownego w swoim komunikacie i upiera się, że firmowani przez niego historycy prowadzą badania z pełnym szacunkiem dla warsztatu swojej dyscypliny. Jak z tym szacunkiem jest, udowodnił Jakub Woroncow w artykule na łamach „Przeglądu” – przypomniał, że praktycznie wszyscy autorzy, których opinie o „Burym” cytował skandaliczny komunikat, są związani ze skrajną prawicą.
– Wolność badań naukowych pozwala historykom na odnoszenie się do ustaleń śledztwa, a nawet ich kwestionowanie. Jednocześnie żadne interpretacje naukowe, nawet dalece rozmijające się z sentencją umorzenia śledztwa, nie mogą zmieniać decyzji prokuratora – to esencja nowej publikacji IPN. Należy ją czytać następująco: wnioski Olszewskiego zostaną w mocy, żeby nie było nowych skandali, tymczasem jednak my nadal będziemy promować „Burego” jako bohatera.
Nie tylko zresztą jego. IPN zaprasza również na odsłonięcie kolejnego pomnika „Łupaszki” – w opisie wydarzenia dwa razy pada „jeden z najwybitniejszych”. Dlaczego dla historyków to postać kontrowersyjna, a części obywateli Polski kojarzy się raczej z przelaną krwią? Znowu się nie dowiemy.

Pamiętajmy

24 marca 1944 została bestialsko zamordowana rodzina Ulmów. Wiktoria i Józef oraz ich szóstka ich dzieci, a także kolejne w drodze, zapłacili najwyższą cenę za ukrywanie ósemki Żydów z rodziny Goldman. W ubiegłym roku rząd ustanowił oficjalnie 24 marca dniem pamięci Polaków, którzy tak jak Ulmowie, pomagali zaszczutym Żydom. Takich bohaterów było około 7 tysięcy – a to i tak tylko osoby, którym instytut Yad Vashem przyznał tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Polaków w gronie Sprawiedliwych z 51 krajów jest najwięcej.
W tym dniu wyjątkowo warto zaufać IPN i uczcić tych, którzy narażali własne życie dla życia współbraci.
Mateusz Morawiecki w Sadownem na Mazowszu upamiętni tablicą „lokalnych Ulmów”. Piekarz Leon Lubkiewicz wraz z żoną Marianną i synem Stefanem zginęli, ponieważ rozdawali chleb Żydom ukrywającym się w lokalnych lasach. Przeżył ich młodszy syn Stanisław. Wspominał: „Do końca 1942 roku ojciec piekł chleb po kryjomu i sprzedawał go ludziom. Wiem, że wtedy mój ojciec Leon Lubkiewicz dawał za darmo chleb ukrywającym się Żydom”.
Prócz tego w głównych budynkach Poczty Polskiej w Białymstoku, Bydgoszczy, Lublinie, Łodzi i Tarnowie będzie można obejrzeć wystawę o „Żegocie”.
Zamiast wyklętych zbrodniarzy, Polacy ratujący Żydów całkowicie zasługują na upamiętnienie i na swój dzień pamięci.

Na dywaniku w Mińsku

Nie cichnie burza po skandalicznym komunikacie IPN z ostatniego poniedziałku, w którym Romualda Rajsa, zabójcę obywateli Polski wyznania prawosławnego, przedstawiono jako bohatera walki o wolną ojczyznę. Z publikacji instytutu musiał tłumaczyć się polski ambasador w Mińsku, a placówka IPN w Białymstoku, która prowadziła śledztwo w sprawie „Burego”, odcina się od zawartych w niej wniosków.

Informacje o postawie białostockiego IPN pojawiły się na profilu „Kpt. Romuald Rajs „Bury” – nie mój bohater”, prowadzonym przez radnego Bielska Podlaskiego i działacza mniejszości białoruskiej Tomasza Sulimę. Regularnie przypomina on o przebiegu rajdu oddziału Rajsa przez prawosławne wsie w regionie Bielska i Hajnówki, a także przygląda się, jak postać „Burego” jest eksploatowana w polityce historycznej (czy, jak kto woli, zwykłej propagandzie). Tym razem przedstawił reakcję pracownika białostockiego oddziału IPN, naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, na poniedziałkowy komunikat IPN podważający wcześniejsze publikacje Instytutu w tej sprawie.
– Centrala IPN publikując komunikat nie informowała nas i nie konsultowała go. Jedynym obowiązującym postanowieniem w tej sprawie pozostają wyniki śledztwa prowadzonego przez prok. Dariusza Olszewskiego oraz orzeczenie Sądu Okręgowego w Białymstoku – powiedział prokurator Janusz Romańczuk.
Przypomnijmy, że prokurator Olszewski prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa mieszkańców Zaleszan, Zań i Szpaków oraz morderstwa na porwanych wcześniej wozakach dokonanego w lesie koło Puchał Starych przez trzy lata. Rozmawiał z żyjącymi jeszcze świadkami, poznawał relacje zarówno mieszkańców napadniętych wsi, jak i żołnierzy „Burego”, studiował dokumenty. Wniosek, iż w powiecie bialskim doszło do zbrodni o znamionach ludobójstwa, do morderstw motywowanych m.in. uprzedzeniami narodowościowymi i religijnymi, sformułował na bardzo solidnych podstawach. W poniedziałkowym komunikacie IPN podważono go bez konsultacji z osobami, które uczestniczyły w tamtym śledztwie. Jako „nowe badania” przedstawiono natomiast dociekania historyków o prawicowych lub skrajnie prawicowych sympatiach, którzy nie kwestionują zebranych wiadomości o mordach oddziału „Burego”. Przekonują jednak, że zbrodni o znamionach ludobójstwa nie było, bo… „Bury” spalił tylko pięć wiosek. Na to sformułowanie z oburzeniem zareagowało także ministerstwo spraw zagranicznych Białorusi. – Naszą szczególną troskę wywołał otwarty cynizm niektórych polskich „badaczy”, na ustaleniach których opiera się komunikat IPN – powiedział Anatol Hłaz, sekretarz prasowy MSZ w Mińsku. Do ministerstwa wezwany został polski ambasador Artur Michalski.

Psi gwizdek

Co roku 1 marca obchodzony jest w Polsce Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ustanowiony w 2011 roku świętem państwowym. Oficjalnie mówi się, że święto to jest uczczeniem pamięci żołnierzy, którzy walczyli z „sowiecką okupacją”, pod którą Polska znalazła się na skutek drugiej wojny światowej. Kult Żołnierzy Wyklętych ma jednak konkretny cel polityczny – o którym organizatorzy wprost nie mówią.

Określenie „Żołnierze Wyklęci” zostało wymyślone przez Leszka Żebrowskiego publicystę m.in. „Naszego Dziennika” i „Gazety Polskiej Codziennie” oraz późniejszego doradcę Ruchu Narodowego. Po raz pierwszy oficjalnie zostało użyte w 1993 roku przez stowarzyszenie nazywane Ligą Republikańską, kiedy to zorganizowano w Warszawie wystawę zatytułowaną „Żołnierze Wyklęci – antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 r.”. Jak tłumaczył Grzegorz Wąsowski – jeden z twórców wystawy i były członek Ligi Republikańskiej, żołnierze ci byli „wyklęci”, ponieważ po upadku komunizmu nadal byli zapomniani – a podmioty opiniotwórcze (jak władze, media), nie starały się przywrócić (odpowiedniej) pamięci o nich. Tak więc, wykorzystując potencjalne poczucie winy, żołnierzy tych postanowiono przedstawiać jako podwójne ofiary – najpierw sowieckiego terroru, a potem milczenia panującego już po zmianach ustrojowych.
Według oficjalnych komunikatów termin „Żołnierze Wyklęci” miał odnosić się do ogółu żołnierzy walczących z komunistami po zajęciu Polski przez Związek Sowiecki. Pierwotnym więc skutkiem wypromowania go – i najprawdopodobniej zakładanym celem jego twórców — było wrzucenie do jednego zbioru i traktowanie jako jedności, wszystkich antykomunistycznych partyzantów działających wtedy w Polsce. Rozmyto w ten sposób wiele dotyczących ich kwestii – idee jakimi się kierowali, ich cele, wizję Polski, o jaką walczyli, działania, których się podejmowali – wraz z etyczną ich oceną. Do jednej grupy wrzucono zarówno tych, którzy rzeczywiście chcieli żyć w wolnym i demokratycznym kraju, jak i członków Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i pomniejszych formacji, którzy marzyli o nacjonalistycznym państwie katolickim i mordowali niczemu winnych obywateli polskich, niepasujących do tej wizji. Tym samym zaczęto zacierać granicę pomiędzy walczącymi o wolność i zbrodniarzami – po to by na ideach tych pierwszych, przepchnąć kult tych drugich.
Tak więc faktycznym beneficjentem funkcjonowania terminu „Żołnierze Wyklęci” są członkowie organizacji partyzanckich o katolickim charakterze. Najczęściej NSZ – które, były nacjonalistyczną organizacją katolicką, czerpiąca swoją formę polityczną m.in. z przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego. To do nich zasadniczo odnosi się to pojęcie – i to oni są pod nim gloryfikowani. Trudno oczekiwać innych intencji związanych z kultem „Żołnierzy Wyklętych”, jeżeli weźmie się pod uwagę działalność Leszka Żebrowskiego – który zajmuje się właśnie promowaniem historii „narodowych” organizacji zbrojnych – NSZ, NZW, NOW – oraz samą Ligę Republikańską, która była organizacją również odwołującą się do katolicyzmu. Jej deklaracja stanowiła, m.in. że: „Nierozłącznym elementem polskiej tradycji jest katolicyzm. Kościół jako część narodowej przeszłości pozwala jednostce nawet przy zagubieniu przez nią kontaktu z sacrum na trwanie w świecie niezmiennych wartości”. Deklaracja więc w pewien sposób utożsamia polskość z katolicyzmem, czym skłania się w kierunku idei państwa katolickiego. Polska, jakiej chciała Liga Republikańska, mogłaby być więc docelowo podobna do państwa, jakiego chciały NSZ i NZW – a przed wojną Obóz Wielkiej Polski, Obóz Narodowo Radykalny, Ruch Narodowo-Radykalny Falanga, Pogotowie Patriotów Polskich czy Polska Organizacja Faszystowska — gdzie nazywana była Katolickim Państwem Polskim, Katolickim Państwem Narodu Polskiego lub Wielką Polską.
Sam Kościół Katolicki stał się zresztą jednym z czołowych promotorów kultu „Żołnierzy Wyklętych”. Jeżeli mówi się o nich z zaangażowaniem, w duchu rzeczywistego poparcia i utożsamiania się z nimi — to w mediach katolickich, na katolickich marszach, w katolickich kazaniach (jak np. homilia ks. bp. Jerzego Mazura wygłoszona podczas pogrzebu żołnierzy NZW w Orłowie, 15 lutego 2014 roku).
Promocja „Żołnierzy Wyklętych” nie stanowi odkłamywania historii – jak twierdzą ludzie związani z ich kultem – ale jest dalszym jej przekłamywaniem, tyle że na modłę katolicką, a nie komunistyczną. Odkłamywanie historii polega na rzetelnym przedstawianiu faktów, z użyciem terminów ściśle definiujących historyczne desygnaty. Nie jest na pewno odkłamywaniem dorabianie dodatkowych pojęć, których celem jest mieszanie niezwiązanych, czy nawet przeciwnych sobie ludzi i idei. Zwłaszcza pojęć stworzonych na rzecz peryferyjnej drogi perswazji – niejasnych, odwołujących się do emocji, mitologizujących rzeczywistość.
Stosowanie w debacie publicznej takiego określenia jak „Żołnierze Wyklęci” jest manipulacją, stworzoną na cele historycznego rewizjonizmu. Jest podobnym narzędziem, jak stosowane w propagandzie komunistycznej etykiety w postaci „bandytów” i „zaplutych karłów reakcji”, które przyczepiano wszystkim antykomunistycznym działaczom. Podobne formy manipulacji nie są zresztą ani nowe, ani rzadkie. Grecki filozof Arystoteles wskazał, że na skuteczność retoryki ważny wpływ mają fakty, na które argumentujący nie ma bezpośredniego wpływu – i ustalił możliwości obejścia tej przeszkody. Rzymski filozof i mówca – Cicero, rozwinął myśl Arystotelesa, formując technikę, którą obecnie nazywa się perswazją wstępną – a która stosowana jest powszechnie m.in. przez obrońców w sądach. Jej celem jest wpoić odbiorcy, co powinien wiedzieć i uznawać za oczywiste, dobrać definicje, wygodnie sformułować problem, odpowiednio zarządzić wiarygodnością – tworząc dogodne warunki dla perswazji właściwej. Termin „Żołnierze Wyklęci” jest właśnie tego rodzaju kreacją – a służy ona pośredniej promocji ugrupowań takich jak Prawo i Sprawiedliwość czy Ruch Narodowy. Ma uwiarygodniać ich działalność – poprzez wskazywanie, że kontynuują one tradycję jakichś powszechnie cenionych dawniej organizacji. Legitymizować agresywny bunt przeciw liberalnemu porządkowi — utożsamiając go z „patriotyzmem”. Krzewić nienawiść do ludzi o innych poglądach czy pochodzeniu — już na płaszczyźnie definicji i z wykorzystaniem pokrętnie przedstawianej historii.
Mówi się, że istotą kultu „Żołnierzy Wyklętych” ma być ich walka z komunizmem. Należy więc tu przypomnieć, że w katolickiej retoryce mianem „komunistów” określa się nie tylko faktycznych komunistów, ale po prostu ludzi wyraźnie niepodzielających katolickich poglądów lub wywodzących się z pewnych grup etnicznych – a szczególnie zadeklarowanych liberałów, demokratów, lewicowców, ateistów, wyznawców prawosławia, ludzi o żydowskim, białoruskim, rosyjskim lub ukraińskim pochodzeniu. Na przykład w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” w 2012 roku, kard. Stanisław Nagy stwierdza, że „komunizm nie zginął, ale przedzierzgnął się w inteligencką ideologię nazywaną liberalizmem”. Ks. Marek Dziewiecki w artykule „Ateizm, czyli urojona wizja człowieka”, sugeruje, że wszyscy ateiści są odpowiedzialni za komunistyczne zbrodnie i powinni za nie przepraszać.
Takie etykietowanie „komunizmem” pozwala przedstawiać niegroźne, niezwiązane ze sobą osoby, jako zorganizowane, poważne zagrożenie – a za tym, umożliwia zachęcanie do walki z nimi i usprawiedliwianie wszelkich krzywd im wyrządzonych. Każdy bowiem atak, stanie się tym samym „obroną” – siebie, państwa, wolności – przed „komunistyczną tyranią”. Strona katolicka etykietowała swoją opozycję „komunizmem” nie tylko w Polsce. Bardzo wyraźne było to na przykład w katolickiej Hiszpanii.
To właśnie zjawisko było też jednym z motywów zbrodni dokonywanych przez „Żołnierzy Wyklętych” oraz jest nieodłączną częścią ich obecnego kultu. Dokument IPN – „Informacja o ustaleniach końcowych śledztwa S 28/02/Zi w sprawie pozbawienia życia 79 osób — mieszkańców powiatu Bielsk Podlaski w tym 30 osób tzw. furmanów w lesie koło Puchał Starych, dokonanych w okresie od dnia 29 stycznia 1946 r. do dnia 2 lutego 1946” – zaznacza:
„Nie sposób podejrzewać dzieci i starców, którzy zginęli przy pacyfikacji o współpracę z komunistami. Należy zatem uznać, że przyjęcie tezy o sprzyjaniu komunistom znajdowało tylko oparcie w ogólnym i upowszechnionym wówczas stereotypie, iż osoby deklarujące swoją narodowość jako białoruską mają przekonania komunistyczne, częściej w odróżnieniu od Polaków zapisują się do PPR i pełnią służbę w organach bezpieczeństwa”.
Wspomniany dokument zawiera też dość obrazowy opis zbrodni dokonanych przez tych, których gloryfikuje się jako „Żołnierzy Wyklętych” – w tym wypadku NZW.
„Wieczorem 1 lutego 1946 r. odbyła się odprawa dowódców plutonów. Kpt. Rajs przydzielił dowódcom zadania zniszczenia po jednej ze wsi: Zanie, Szpaki, Końcowizna. Wymienione wsie były w przeważającej części zamieszkałe przez ludność wyznania prawosławnego. […]
W godzinach wieczornych do wsi Szpaki wkroczył pluton pod dowództwem „Wiarusa”. Żołnierze zaczęli podpalać zbudowania i strzelać do mieszkańców. Śmierć od kul lub w płomieniach oraz od odniesionych od tego ran poniosło 7 osób. […] W jednym z domów dokonano gwałtu na kobiecie (zeznanie k. 1939 ). Wymieniona poddała się napastnikom, gdyż wcześniej Maria Pietruczuk (18 lat), która stawiała opór napastnikom, została postrzelona w okolicy klatki piersiowej i pleców. Zmarła w wyniku odniesionych ran w dniu 6.02.1946 r. w szpitalu w Bielsku. […]
Drugi pluton, dowodzony przez „Bitnego” po przybyciu do Zań zajął następujące pozycje. Z jednej strony wieś została otoczona przez drużynę „Gołębia”, a z drugiej – przez drużynę „Szczygła”. Trzecia drużyna pod dowództwem „Ładunka” weszła do wsi, gdzie zaczęto podpalać poszczególne zabudowania. Nie podkładano ognia pod domy należące do osób wyznania katolickiego, jak też nie podpalano zabudowań tych prawosławnych, którzy zamieszkiwali w bezpośrednim pobliżu gospodarstw, należących do rodzin katolickich (według zeznań świadków wówczas w Zaniach mieszkały 4 rodziny katolickie). Mieszkańców, którzy usiłowali wydostać się z płonących domów, zapędzano z powrotem lub strzelano do ludzi wybiegających z palących się budynków i próbujących uciec ze wsi. Przed oddaniem strzałów niektórych mieszkańców pytano o narodowość i wyznanie. […]
Szczegóły dotyczące usiłowania zastrzelenia Piotra Nikołajskiego podała jego żona: „Po chwili zauważyliśmy, że domy we wsi zaczynają się palić. Nasz dom też zaczął się palić. Wszyscy, którzy byli w tym domu, zaczęli wybiegać na zewnątrz. Mąż zabrał jedno dziecko, a ja drugie. Ola miała wówczas pół roku, a Maria 2 i pół roku. Wybiegaliśmy na ulicę. Mąż został wówczas ranny w nogę – w udo. Nie mógł uciekać. Ja widziałam, jak się przewrócił na ziemię z dzieckiem na ręku. Wówczas, to podbiegło do niego kilku partyzantów. Słyszałam, że któryś z nich mówił, że trzeba go zabić, słyszałam, jak inni oświadczyli, że nie mają z czego. Natomiast jeden z nich powiedział, a ja mam. Wyjął pistolet i strzelił z boku w skroń. Nie zabił męża, bo kula przeszła przez oczy, wybijając je. […]
Córka zabitego Daniela Olszewskiego z Zań, gdy zobaczyła leżącego na drodze ojca, to stwierdziła, że tato jeszcze żył. „Był ranny w głowę. […] Ja nie zauważyłam wtedy, że obok między drzewami leży siostra Marysia. Ją trafili w usta. Potem Romualda Siennicka mówiła, że Marysia bardzo się męczyła i musieli ją dobić z bliska”. Córka Kseni Antoniuk zeznała , iż udało się jej uciec do pobliskiego lasu, gdzie spędziła noc. Gdy wróciła, to mama, jak i brat Jan Antoniuk i 4-letni syn siostry Jan Sielewończuk zostali już pochowani. Jej ojciec Aleksander został ranny w obie ręce, z których jedną amputowano. Jak się dowiedziała od mieszkańców kule trafiły go, gdy usiłował wynieść z płonącego domu swojego wnuczka Jana Sielewończuka. […]
Józef A. złożył następujące zeznania opisujące zabójstwo matki Nadziei. […] Matka wyjrzała na zewnątrz domu i powiedziała, wracając do izby, że wschodnia część wsi się pali. Po kilku minutach matka wzięła obraz katolickiej Matki Boskiej oraz gromnicę i wyszła na zewnątrz, a my za nią, łącznie 5 osób, to znaczy te dwie dziewczyny, dwie moje siostry i ja. W tym samym czasie z ulicy podeszło 3 osobników. Jeden zapytał w naszym kierunku — prawosławni, czy katolicy. Matka odpowiedziała — panowie jesteśmy Polakami, jak nie wierzycie, to może to potwierdzić sąsiadka, która jednak nie potwierdziła, że jesteśmy katolikami. Wówczas to jeden z tych trzymających pistolet w ręku strzelił do matki. Ja w tym momencie zacząłem uciekać za dom, a potem w pole do lasu. Słyszałem kilka strzałów. Wywróciłem się i udałem zabitego. Siostry i sąsiadki zostały wepchnięte do domu. Dom podpalono”.
Tak w bardziej szczegółowym ujęciu wyglądały działania, które obecnie w ramach kultu „Żołnierzy Wyklętych” są przedstawiane jako „bohaterska walka z komunizmem” i „walka o wolną Polskę”. Tego rodzaju akcje przeprowadzano w wielu miejscach. W niektórych wypadkach żołnierze próbowali, grożąc śmiercią, zmusić swoje ofiary do przyjęcia katolicyzmu – np. akcja NZW we wsi Drochlin. Podobną działalność prowadziły NSZ. Przykładem może być tu mord na ludności żydowskiej w Przedborzu oraz mord na ludności pochodzenia ukraińskiego w Wierzchowinach (najstarsza ofiara miała w tym wypadku 92 lata, najmłodsza 2 tygodnie). Ponadto sporo osób – w tym działaczy Armii Krajowej – wyłącznie za żydowskie pochodzenie czy wyraźne liberalne poglądy, trafiło na listy proskrypcyjne NSZ.
Pojawiający się czasem argument okrutnych realiów wojny, podczas której zawsze ma dochodzić do pewnych incydentów, jest pokrętną próbą odwrócenia uwagi od istoty problemu. Faktem jest, że rabunków, gwałtów czy mordowania ludności dopuszczali się żołnierze z różnych formacji, w wielu krajach. Jest jednak różnica pomiędzy systemami, które za takie zachowania karały – a organizacjami takimi jak NSZ, gdzie działania te były spójne z ich politycznymi celami, znajdowały usprawiedliwienie w ich ideologii oraz były inspirowane działającą tam propagandą – wskazującą na niekatolików jako „komunistów” i „wrogów ojczyzny”, których należy zwalczać i dla których nie powinno być w Polsce miejsca.
Podobną nieprzypadkowość terroru widać w działalności zagranicznych organizacji katolickich tamtego okresu. Na przykład Manuel Tuñón de Lara, Julio Valdeón Baruque i Antonio Domínguez Ortiz w książce „Historia Hiszpanii” piszą, że „masowych zbrodni dopuszczały się wprawdzie obie strony, jednakże w obozie frankistowskim były one realizowane lub tolerowane odgórnie, mieściły się w koncepcji prowadzenia wojny, traktowano je jako narzędzie walki, „wojenną konieczność”. Po stronie republikańskiej natomiast krwawy terror nie należał do arsenału politycznej broni; był on zresztą wysoce nieopłacalny dla rządu, gdyż spontaniczny i wymykający się spod kontroli stawał się nieselektywny, nie paraliżował wroga, a jedynie dostarczał argumentów antyrepublikańskiej propagandzie” Masowy terror – mający swoje uzasadnienie w katolicyzmie, był więc cechą charakterystyczną i wspólną tak samo dla Falangi Hiszpańskiej, Ustaszy czy Słowackiej Partii Ludowej, jak i NSZ i NZW.
Kwestia politycznych dążeń NSZ i innych tego rodzaju formacji jest często w ogóle pomijana. Wyeliminowanie całych grup społecznych było zaś jednym z ich ideowych celów – drogą do budowania wspomnianego państwa katolickiego, czystego od wszelkich przejawów odmienności politycznej, wyznaniowej czy etnicznej. Takie dążenia w Polsce widoczne były zresztą już przed wojną. Przykładem nastawienia na powolne wykluczanie pewnych części społeczeństwa, może być tutaj idea getta ławkowego dla żydowskich studentów, forsowana m.in. przez ONR (którego ideologiczną kontynuacją były NSZ).
Jak wyglądałaby Polska, którą chciały budować NSZ i NZW – i jak wyglądałoby samo jej tworzenie – można zobaczyć na przykładach innych państw tamtego okresu, w których opcja katolicka przejmowała władzę – jak Chorwacja pod rządami Pavelicia. Węgry pod rządami Szálasiego, Hiszpania władana przez Franco (wraz z poprzedzającym okresem wojny domowej), Włochy rządzone przez Mussoliniego czy Słowacja pod wodzą Tiso. Wszystkie te państwa były totalitarne. Katolicyzm potępia demokrację, za jedyne akceptowalne systemy uznając monarchię i dyktaturę (Leon XIII – „Diuturnum illud”). Potępia również wolność słowa i wolność wyznania (Grzegorz XVI – „Mirari vos”, Leon XIII – „Libertas’, Pius IX – „Quanta cura”, Pius XI – „Divini Redemptoris”). Dla niepodporządkowanych przewiduje karę śmierci. Wedle nauk Kościoła Katolickiego, każdy akt okrucieństwa wobec ludzi o innych poglądach, jest działaniem słusznym. Święty katolicki – Tomasz z Akwinu („Summa theologiae”), nakazuje karać śmiercią heretyków, by nie rozprzestrzeniali heretyckiej myśli. Inny katolicki święty – Bernard z Clairvaux („Liber ad Milites Templi de laude novae militiae”) – naucza, że mordowanie niewiernych jest dla katolika powinnością. W państwach tych normą więc były represje wymierzone w ludzi cechujących się innymi poglądami politycznymi, wyznaniem, orientacją seksualną czy pochodzeniem etnicznym (które utożsamiano z wyznaniem lub służeniem obcym interesom).
W Chorwacji, Hiszpanii, Portugalii i Austrii w celu więzienia i eliminacji takich osób tworzono obozy koncentracyjne – np. Jasenovac, Stara Gradiška, Ciglana, Castuera, Formentera, Miranda de Ebro, Tarrafal, Wöllersdorf, Kaisersteinbruch. Słowacja i Węgry wysyłały swoje ofiary do obozów nazistowskich. Powszechna była mowa nienawiści. Na przykład w Chorwacji, w dzienniku „Novi List” franciszkanin Dionizije Juričev uświadamiał, że zabijanie siedmioletnich dzieci nie jest złe. Na łamach pisma „Katolički tjednik” (25 maja 1941 roku) można było przeczytać: „Są granice miłości. Ruch wyzwolenia świata od Żydów to ruch prowadzący do odnowy godności człowieka. Stoi za nim wszechwiedzący i wszechmocny Bóg”.9 Hiszpański generał Gonzalo Queipo de Llano postulował, żeby wymieszać mięso i krew „komunistów” (czyli wszystkich zwolenników republiki) i użyć ich jako zaprawy przy budowie kościołów. Biskup Kartaginy Miguel de los Santos Díaz Gómara mówił: „Błogosławione niech będą armaty, jeśli w lejach, które otwierają, zakwitną słowa Ewangelii”. Kardynał Isidro Gomá y Tomá w liście pasterskim z 24 listopada 1936 roku określa zaś przemoc sił Franco jako „prawdziwą krucjatę o religię katolicką”.
W Hiszpanii, po upadku republiki, zaczęto rozprawiać się z jej pozostałościami. Kościół Katolicki otrzymywał od państwa liczne przywileje. Przekazywano mu wydawnictwa i szkoły. Znoszono wolność słowa, wolność wyznania i wolność zgromadzeń. Zdelegalizowano małżeństwa cywilne i rozwody. Pozamykano niekatolickie kościoły. Nauka religii katolickiej w szkołach i płacenie podatków na rzecz prywatnych katolickich szkół stały się obowiązkowe. Wprowadzono kary za homoseksualizm i rozpowszechnianie środków antykoncepcyjnych. Rodzinom podejrzanym o niekatolickie poglądy, odbierano dzieci — które następnie sprzedawano do bogatych rodzin katolickich. Choć obozy koncentracyjne w Hiszpanii nie były typowymi obozami śmierci, to ludzie również ginęli tam w dużych ilościach np. przez wykańczającą pracę. W Chorwacji organizowano masowe mordy i brutalne egzekucje poprzedzone nierzadko torturami – np. obdzierano ludzi żywcem ze skóry, fragmentowano za pomocą pił i siekier, wyłupywano oczy, odcinano języki i nosy, kobietom obcinano piersi, nabijano dzieci na pale. Bywało, że tego rodzaju mordów dokonywali sami zakonnicy franciszkańscy.
Falangę Hiszpańską czy Ustaszy cechował katolicki fundament tak samo, jak NSZ i NZW, które odziedziczyły go po przedwojennych organizacjach chcących budować katolicką Polskę. Tak samo cechował je również terror, uzasadniany katolicką retoryką. Śmiało można więc uznać, że działacze NSZ i NZW walczyli o taki właśnie porządek, jaki zaistniał w Chorwacji czy Hiszpanii. Gdyby nie stanowili niewielkich oddziałów partyzanckich w państwie opanowanym przez komunistów, a warunki pozwoliły im urosnąć w siłę – najprawdopodobniej tak jak ich zagraniczne odpowiedniki, również wprowadziliby masowy terror. Dziś – jako „Żołnierze Wyklęci” – są zaś symbolem swoich czynów i dążeń.
Promocja „Żołnierzy Wyklętych”, ich kult – stanowią tym samym pośrednie szerzenie nienawiści. To nie tylko promowanie ksenofobicznych, totalitarnych, antywolnościowych idei, którymi kierowały się NSZ czy NZW, ale i wskazywanie przykładu „właściwych” postaw. Sugerowanie, że jacyś ludzie są „bohaterami” i „patriotami”, ponieważ zabijali za samą odmienność — jest sugestią, że takie działania są słuszne i pożądane. Z drugiej strony, wskazuje się w ten sposób, że każdy współczesny człowiek o podobnych cechach jak ofiary „Żołnierzy Wyklętych” – jest też zły, że jest „komunistą”, „wrogiem ojczyzny” i nie powinno być dla niego miejsca w otaczającej rzeczywistości, a krzywdzenie go nie jest niczym niestosownym.
Z tego względu kult „Żołnierzy Wyklętych” upodobały sobie środowiska pseudokibicowskie. Niegdyś agresja ich była związana prawie wyłącznie z barwami klubowymi oraz wątkami nazistowskimi. Kult „Żołnierzy Wyklętych” – tymczasem, nie dość, że uzasadnia nienawiść i przemoc wobec odmienności, to jeszcze został wypromowany w Polsce jako coś pozytywnego. Tak też pseudokibice zaczęli utożsamiać się z „Żołnierzami Wyklętymi”. Bywa więc, że groźby, przemoc i akty wandalizmu są przez nich uznawane za wyraz „patriotyzmu”. Wszelkie działania policji, polityków, organizacji społecznych czy publicystów wymierzone w tych pseudokibiców — są natomiast przez nich przedstawiane jako działania uderzające w „patriotów” i za tym porównywanie do prześladowań komunistycznych.
Jak utożsamianie mordowania ludzi z „patriotyzmem”, stanowić może bezpośrednią motywację do aktów agresji, racjonalizację takich zachowań lub usprawiedliwienie dla bandytyzmu — pokazuje sprawa z Legnicy, gdzie w 2015 roku pewien mężczyzna dokonał morderstwa na dwóch starszych małżeństwach. W lutym zaatakował parę z ulicy Oświęcimskiej. Starszego mężczyznę obalił na ziemię uderzeniem młotka w głowę. Potem zabił nim jego żonę. Kiedy usłyszał, że leżący mężczyzna wydaje z siebie jakieś dźwięki, wrócił do niego, zadając mu kolejne ciosy młotkiem – łącznie około 12. W sierpniu zaatakował zaś starszą parę z ulicy Głogowskiej, której remontował dom. Kobietę tłukł młotkiem w głowę i inne części ciała. Dodatkowo zadał jej kilka dźgnięć przy pomocy noża kuchennego. Łącznie wykonał około 31 ciosów. Podobnie przy pomocy młotka i noża zabił jej niepełnosprawnego męża, leżącego w łóżku w pomieszczeniu obok. Przed sądem twierdził, że zrobił to, bo został „wychowany w duchu patriotycznym”. Bronił się, usprawiedliwiając swój czyn tym, że wykonał egzekucję na „zdrajcach” narodu, „komunistach” i ludziach obrażających „patriotów”.
Kult „Żołnierzy Wyklętych” jest więc nie tylko wypaczaniem historii, ale zakamuflowaną pozytywnymi pozorami formą promocji ksenofobii, antywolnościowych idei, nienawiści i agresji. Dzięki temu kultowi, z jednej strony – pewne środowiska, które są świadome zbrodni „Żołnierzy Wyklętych”, mogą je oficjalnie pochwalać. Z drugiej – mogą reagować pozorowanym oburzeniem, gdy ktoś te zbrodnie potępi – nazywając to „atakiem na polskich patriotów”, „oczernianiem Polaków” i domagając się na tej podstawie cenzury. Aby w podobny sposób uciszyć krytyków i mieć niekrępowaną możliwość promocji organizacji takich jak NSZ – Prawo i Sprawiedliwość próbowało na przykład wprowadzić w 2013 roku prawny zakaz jakiegokolwiek publicznego oskarżania polskich „antykomunistycznych” partyzantów o udział w masowych zbrodniach.
Eksponowanie kultu „Żołnierzy Wyklętych”, powiązane chęcią uciszania jego krytyki, jest zresztą dla partii katolickich, nie tylko narzędziem szerzenia nienawiści, ale i nośnikiem innych niejawnych sygnałów kierowanych do wyborców. Metodę taką czasami określa się jako „psi gwizdek” (od angielskiego „dog whistle”), co jest odwołaniem do działania gwizdka wysyłającego dźwięk o częstotliwości słyszalnej dla psa, ale nie dla człowieka. W tym wypadku, do własnego, świadomego elektoratu dociera komunikat sugerujący, że partia taka gotowa jest akceptować ksenofobię, agresję, pochwalanie zbrodni i totalitarnych dążeń. Nieświadoma część społeczeństwa nie słyszy zaś nic poza pozytywnymi hasłami o patriotyzmie, wolności i walce z komunizmem. Rozprzestrzenianie się kultu NSZ i NZW to jednak nie tylko wina ugrupowań katolickich. To również wina polityków uważających się za liberałów – którzy kierując się wyłącznie własnym interesem, skłonni są celowo to zjawisko ignorować lub nawet je wspierać.
Brak reakcji na kult „Żołnierzy Wyklętych”, akceptowanie go czy nawet wspieranie jego ekspansji, buduje patologiczną sytuację w sferze społecznej i politycznej, pomaga zaburzać funkcjonowanie prawa i wypaczać debatę publiczną. Przyczynia się również do kreowania negatywnego wizerunku Polski, jako państwa przemilczającego niewygodne dla siebie fragmenty historii oraz gloryfikującego zbrodniarzy. Doprowadzono w ten sposób do stanu, w którym można legalnie promować totalitarne dążenia, agresję i uprzedzenia — jednocześnie zamykając usta tym, którzy to potępiają. Ludzie nieświadomi historii organizacji takich jak NSZ, mogą natomiast w pozorowanym duchu patriotyzmu i oporu wobec totalitaryzmu komunistycznego – być łagodnie przeciągani na stronę zwolenników ksenofobii, nacjonalizmu i alternatywnej tyranii. Kult „Żołnierzy Wyklętych” przemyca bowiem przez barierę akceptacji tych ludzi, pochwałę czynów i idei, z którymi normalnie by się nie zgodzili. Dzięki opakowaniu tego kultu w patriotyzm i pozytywny wydźwięk, takie osoby, nawet jeżeli faktycznie nie pochwalają jego obiektu, to przynajmniej będą go akceptować a w ich umysłach powstanie filtr, skutkujący odrzucaniem jakiejkolwiek krytyki bojówkarzy nazywanych „Żołnierzami Wyklętymi”.