Po co komu rewolucjoniści

Za walkę o wyzwolenie społeczne w Imperium Rosyjskim groziło więzienie, zesłanie, wreszcie kara śmierci. Dziś poległymi rewolucjonistami zajmują się samozwańczy pisarze historii jedynej prawdziwej i albo uparcie dążą do wymazania ich z pamięci, albo przewracają ich biografie do góry nogami. Efekty widzieliśmy w ostatnich dniach w Wilnie, w Puławach – i nie tylko tam.

Gdyby Wincenty Konstanty Kalinowski, rewolucjonista, uczestnik polsko-rosyjskich organizacji antycarskich, orędownik uwłaszczenia chłopów i parcelacji wielkiej własności ziemskiej, zobaczył swój pompatyczny pogrzeb w Wilnie, byłby co najmniej zdziwiony. 22 listopada 2019 r. trumnę z jego szczątkami z katedry w stolicy Litwy na cmentarz na Rossie odprowadzały delegacje rządowe z pięciu krajów, w tym obecny prezydent Litwy Gitanas Nauseda razem z poprzedniczką, z Polski zaś – prezydent i premier. Wszyscy prześcigali się w przemowach i budowaniu paraleli między historią a współczesnością. Tyle, że z historycznych poglądów Kalinowskiego niewiele w tym wszystkim zostawało. Rewolucjonistę przykrojono do modelu, na który obecnie polskie władze zgłaszają większe zapotrzebowanie – narodowego bojownika o wyzwolenie Polski, a przy okazji narodów sąsiednich, spod rosyjskiej dominacji.

Ignorancja władcy

Gdyby Duda poczytał trochę więcej chociaż o samym powstaniu styczniowym, trafiłby zapewne na prace jego weterana Walerego Przyborowskiego „Dzieje 1863 roku” oraz „Ostatnie chwile powstania styczniowego”, a tam na charakterystykę człowieka, z którego zrobił bojownika o państwo narodowe.
„W chwili wybuchu najwybitniejszą osobą w Komitecie litewskim został Kalinowski, postać z pomiędzy tłumu spiskowców wszelkiego rodzaju tej epoki burzliwej, malująca się najdosadniejszymi i najbardziej zdecydowanymi rysami. Krańcowy Czerwieniec, z podkładką demagogiczną, wyznawca teorii wywrotu socjalnego, był człowiekiem niezaprzeczenie czystym, wielkiej energii i niezłomnego charakteru. Szlachcic z rodu, potomek tej drobnej szlachty mazurskiej, która za Rzeczypospolitej niosła w dziewicze puszcze litewskie zdobycze kultury polskiej, syn tkacza ze Świsłoczy, już w Petersburgu, jako student tamtejszego uniwersytetu, należał do wszystkich kółek rewolucyjnych, jakie na gruncie stolicy caratu przez kilka lat z rzędu powstawały. Po ukończeniu studiów, powrócił w stopniu kandydata prawa do rodzinnej Litwy i rzucił się w wir ówczesnych wypadków. Był on bezwzględnym wyznawcą teoryi demagogiczno-komunistycznych Centralizacji emigracyjnej i federacyjnych programów Hercenowskiego „Kołokola”. Nie wierzył więc w powstanie rozpoczęte, kierowane i prowadzone przez szlachtę”.

Nie z tej bajki

Kalinowski nie wierzył w powstanie, w którym nie wezmą udziału szerokie masy ani nie utożsamiał się z prosto pojmowaną walką polsko-rosyjską. Udział w ruchu antycarskim wspólnie z rosyjskimi radykałami był dla niego czymś naturalnym. Gdy wydawał, na trzy lata przed powstaniem, pismo „Mużyckaja Prauda”, drukował je w języku białoruskich chłopów, choć alfabetem łacińskim. Atakując na jego łamach „Moskali” nie kierował się antagonizmem narodowym, lecz występował przeciwko aparatowi państwa carskiego i obszarnikom. Włączył się do walki o wyzwolenie polsko-litewskiego państwa federacyjnego spod władzy Petersburga, ale z założeniem, że w państwie tym dojdzie do parcelacji wielkiej własności ziemskiej i reformy rolnej, a masy chłopskie zyskają podmiotowość. – Jednoczy nas ta sama, co ich wtedy, przed 156 laty, wspólnota pamięci i losów. Wspólnota wartości i wspólnota dążeń – mówił nad trumną Kalinowskiego Andrzej Duda. Człowiek, o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, by walczył o równość i dążył do wyzwolenia społecznego.
Prezydent Litwy w swoim przemówieniu manewrował, jak mógł, byle ukryć fakt, że powstanie styczniowe w narodowej historiografii litewskiej uważa się w zasadzie za zryw czysto polski, szlachecki, który po swojej przegranej tylko pogorszył sytuację małego i wciąż nie do końca ukształtowanego narodu litewskiego. – Powstanie styczniowe na Litwie przez długi czas było tematem skomplikowanym. Nie byliśmy pewni, jak nowoczesną Litwę połączyć z dziedzictwem Litwy historycznej. Pochówek szczątków powstańców pozwala nam na nowo przemyśleć XIX-wieczną historię Litwy i całego regionu – mówił Gitanas Nauseda. Odważył się też wspomnieć, że jednym z celów Kalinowskiego i towarzyszy była sprawiedliwość społeczna. Przekonywał, że to „znak otwarcia naszych narodów na nowoczesność”. Abstrahując od stopnia ukształtowania narodu litewskiego w 1863 r. – szkoda, że niepodległe Polska i Litwa, kiedy już powstały, niespecjalnie realizowały tę nowoczesną ideę w praktyce.

Co z tą Litwą?

Na wileńskich uroczystościach triumfy święciła inna idea. Doskonale ujął to we wpisie na Facebooku dyrektor muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej Jan Engelgard: „Nad wszystkim unosi się wszechogarniająca rusofobia (co jest nieprawdą, bo czerwoni byli częścią rewolucyjnego ruchu rosyjskiego), po drugie na siłę kreuje się tezę, że w powstaniu były jeszcze strona białoruska i litewska, choć to nieprawda. Rok 1863 nigdy nie był częścią tradycji litewskiej i białoruskiej, o ukraińskiej nie mówiąc. Obecne sztuczne posługiwanie się tą tradycją ma na cele ideologicznego podbudowanie idei Międzymorza – i tyle”. By ratować podupadłe Międzymorze, zapaleni dekomunizatorzy wyciągną z kapelusza rewolucjonistę i odpowiednio ludziom wytłumaczą, o co mu tak naprawdę chodziło.
Na wewnętrznym polskim podwórku za to po staremu Kiedy już się skasowało wszystkie niewłaściwe ulice (ewentualnie przegrało w tej sprawie w sądach administracyjnych i niektóre trzeba zostawić), wyrzucono na złom tablice poświęcone strajkującym robotnikom z okresu międzywojennego, na swoje nieszczęście należącym do niewłaściwych partii, albo partyzantom o lewicowej orientacji, a wreszcie zniszczono upamiętnienia żołnierzy radzieckich – narodowi katolicy muszą sięgnąć głębiej. Radni PiS z Puław wzięli na celownik Ludwika Waryńskiego. Twórca partii Proletariat był przez jakiś czas studentem tamtejszego Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa, z Puław (wtedy Nowej Aleksandrii) jeździł do Warszawy działać wśród robotników fabrycznych. Dlatego wystawiono mu w mieście pomnik i przyznano ulicę.

Propagowanie czegośtam

Na ipeenowskiej liście obiektów do dekomunizacji nie ma ani jednego, ani drugiego, bo być nie może: ustawa z 2016 r. zakłada walkę z przejawami „propagowania totalitaryzmu”. Rządząca prawica jeszcze nie ośmieliła się zadekretować urzędowego wycięcia w pień całej historii ruchu robotniczego i socjalistycznego na ziemiach polskich. Kiedy w początkach ulicznego szaleństwa warszawska ulica Waryńskiego znalazła się pod ostrzałem ekstremistów, Instytut Pamięci Narodowej wydał nawet opinię, w której z wyraźną niechęcią przyznawał, że jednak autor manifestu Proletariatu to nie budowniczy totalitaryzmu. „Internacjonalistyczne i proletariackie poglądy Ludwika Waryńskiego, prezentowane przez niego w latach 70. i 80. XIX wieku,  mogą wzbudzać kontrowersje i dyskusje. Jednakże trudno utożsamiać je z niosącym nową formę zniewolenia totalitarnym systemem komunistycznym, jaki w praktyce powstawał kilkadziesiąt lat po jego śmierci” – wyrzucili z siebie „eksperci od historii”.
Radny Tomasz Kraszewski, który najgłośniej przeciwko Waryńskiemu, świetnie o tym wie, bo historię studiował, a potem jej nauczał. Nie próbuje więc nawet udawać, że chce zwalczać jakiś totalitaryzm. – Ludwik Waryński był przeciwny niepodległości Polski, istnieniu państw narodowych, a popierał państwo robotników i chłopów – oznajmił polityk PiS na posiedzeniu miejskiej komisji kultury i dodał, że pomnik takiego człowieka spotwarza rosnący na tym samym skwerze Dąb Niepodległości, posadzony w 10. rocznicę powstania II Rzeczypospolitej.

A Waryński na to…

Jak piszą dobrze zorientowani dziennikarze lokalnego „Dziennika Wschodniego”, o ile pomnik Waryńskiego ma mimo wszystko szanse się obronić, to jego ulica już raczej nie. Poważną kandydatką na nową patronkę jest księżna Maria Wirtemberska zd. Czartoryska, urodzona w Puławach, zasłużona m.in. tym, że będąc arystokratką pochylała się z troską nad biednymi chłopami. Filantropia księżnej to jak widać znakomity temat do upamiętnienia, organizowanie uciśnionych, by o swoje prawa walczyli – raczej do wyrzucenia. „Aby ziemia i narzędzia pracy przeszły z rąk jednostek na wspólną własność pracujących, na własność socjalistycznego państwa”, „Aby praca najemna zamieniona była przez pracę zbiorową, zorganizowaną w stowarzyszeniach fabrycznych, rzemieślniczych i rolnych” – to fragmenty programu Waryńskiego. Tu politycy PiS żadnej „wspólnoty wartości” nie odczuwają; nie ma zapotrzebowania. Nawet ataki na carski ustrój Proletariatu nie uratują, nie zrobi się z nich antyrosyjskich bojowników o Polskę.

 

Sprawa zniszczenia pomnika Zygmunta Berlinga

Minęło już blisko półtora miesiąca minęło od zniszczenia – przez nieznanych dotąd opinii publicznej sprawców – pomnika generała Zygmunta Berlina przy Przyczółku Czerniakowskim. Tymczasem do mediów nie docierają żadne informacje o jakimkolwiek postępowaniu w tej sprawie. Jedynym nazwiskiem, które padło w przestrzeni publicznej w związku z tym wydarzeniem jest nazwisko Adama Słomki, który na tweetterze wyraził radość z powodu tego aktu wandalizmu i niedwuznacznie zasugerował, że ma jakąś wiedzę o sprawcach tego barbarzyńskiego aktu. Poza tym w ostatniej sobotniej edycji programu TVP Info „Studio Polska”, nieprzedstawiony z imienia i nazwiska uczestnik, chwaląc zburzenie pomnika, wręczył posłowi Andrzejowi Szejnie jego niewielki odłamek. W zeszłym tygodniu wybrałem się w to miejsce. Jak na ironię i zapewne ku niezadowoleniu sprawców, choć obalono samą figurę i wyrwano wmurowanego w cokół orła, nie udało się obalić samego cokołu opatrzonego imieniem, nazwiskiem i datami życia generała Berlinga. Milczenie jakie zapadło wokół tej sprawy skłoniło mnie do zwrócenia się do stołecznej policji z pytaniami, na jakim etapie są jej działania w tej sprawie.

Krzysztof Lubczyński
„Dziennik Trybuna”
ul. Rydygiera 8
01-793 Warszawa

Warszawa, dn. 12.09. 2019
Komendant Stołeczny Policji
Warszawa

W oparciu o ustawę o prawie prasowym, w nawiązaniu do aktu zniszczenia pomnika generała Zygmunta Berlinga przy Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, dokonanego w dniu 4.08. 2019 roku, zwracam się o odpowiedź na następujące pytania:
1. Czy Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie?
2. Czy przesłuchano w tej sprawie świadków, poza jednym, przesłuchanym w dniu dokonania zniszczenia?
3. Czy komuś zostały postawione zarzuty?
4. Czy wśród przesłuchanych jest ob. Adam Słomka, autor wpisu na twitterze następującej treści: „Totalitarny monument zdrajcy Zygmunta Berlinga zniesiony społecznie przez antykomunistów”. Treść wpisu sugeruje, że ob. Adam Słomka dysponuje wiedzą odnośnie sprawców zniszczenia.

Z poważaniem
Krzysztof Lubczyński

Fiasko dekomunizacji warszawskich ulic

Szanowna Redakcjo „Trybuny”

Śpieszę donieść ze zakończony wyrokami WSA i NSA „bój” o dekomunizację ulic nie dotarł do wiadomości wszystkich zainteresowanych (firmy i mieszkańcy). Na tym tle działa błąd merytoryczny, głównie wojewody mazowieckiego. Właśnie ten wojewoda na samym początku 2016 r. wciskania na siłę zmiany nazw ulic w Warszawie, nie czekając na ostateczne rozstrzygnięcia sądowe w tej powszechnie oprotestowanej przez mieszkańców sprawie – a priori dokonał zmian nazw ulic wg projektu własnego, pisowskiego i ipeenowskiego.
W tej sprawie wydał stosowne urzędowe polecenie wszystkim jednostkom wojewódzkim (urzędom i prawnym jednostkom ) obowiązkowego stosowania w obrocie prawnym nowych nazw.

Wojewoda i IPN sprawy przegrali na poziomie I instancji tj. WSA( jak i NSA) Wyrok (sygn.akt.IISA/Wa 2082/17 z dn.2018-05-29).
Już tym wyrokiem WSA uchyliło – wadliwe pod względem prawa Zarządzenie Wojewody mazowieckiego z dnia 9 listopada 2017 r. nakazując jednostkom prawnym województwa mazowieckiego stosowanie „swojej” nowej, pisowskiej, dotychczasowej nazwy ulicy ZWM na Andrzeja Romockiego „Morro”.
Skutek takiego bezprawnego pospiechu wojewody mazowieckiego pojawia się co chwila w obiegu prawnym Mazowsza. I nie tylko. Oto dwa przykłady skutków błędu wojewody i braku z jego strony anulowania bzdurnego zarządzenia z dnia 9 listopada 2017 r.:
1. W dniu 22.08.2019 ma nastąpić po generalnej przebudowie Wielkie Otwarcie NOWEJ :Biedronki przy ulicy ZWM. Z tej okazji Biuro Biedronki (Dział Biuro Reklamy) wydał w ogromnej ilości foldery o swoich atrakcyjnych w sprzedaży towarach. Tekst folderu zawiera kontrowersyjną nazwą ulicy Romowskiego „Morro”, jako adresu sklepu.
2. drugi przykład bzdurnego funkcjonowania w obrocie prawnym poprawnej nazwy ulicy ZWM dotyczy firmy Multimedia Polska SA z Gdyni. Ta, podobnie jak Biedronka, niedoinformowana firma przesyła od kilku miesięcy mieszkańcom ul. ZWM comiesięczne faktury na adres „Andrzeja Romockiego „Morro”.

Funkcjonowanie w obrocie prawnym błędów z nazwami ulic, to wina nie tylko miernej administracji firm( np. Biedronka, Multimedia), ale głównie błąd Wojewody mazowieckiego który po uprawomocnieniu się wyroku WSA i NSA w 2019 r. powinien natychmiast zadbać o poinformowanie wszystkich urzędów i firm Mazowsza, że nazwa ulicy ZWM nie została zmieniona w ramach pisowskiej dezubekizacji.

Panie Wojewodo! Do roboty bo wybory blisko!
Z poważaniem

Sławomir Litwin-wieloletni Przewodniczący
Społecznego Komitetu Obrony Nazwy ulicy ZWM tekst.

Bigos tygodniowy

Na początek pro domo sua. Bardzo dobre przemówienia trzech liderów Lewicy na sobotniej konwencji. U Adriana Zandberga podobały mi się poblaski ducha socjaldemokracji skandynawskiej. U Roberta Biedronia – zapowiedzi likwidacji pasożytniczych struktur IPN i Funduszu Kościelnego oraz postawienie na wysokiej pozycji kwestii dobra zwierząt. Retorycznie najlepszy był Włodzimierz Czarzasty. Jego świetne wystąpienie dokonało się w dobrym, empirycznym, szorstkim ale i sarkastycznym brytyjskim stylu.
*****
Śmieszne są wątpliwości, czy Ziobro powinien podać się do dymisji, czy nie powinien. W każdym cywilizowanym kraju byłoby to oczywiste, bo minister konstytucyjny odpowiada za swój resort integralnie, niezależnie od tego, czy uczestniczył czy nie uczestniczył w popełnianych w nich deliktach. Czy Kaczor Ziobrę (Ziobro, Ziobra?) zdymisjonuje? To nader intrygujące pytanie. Jeśli to zrobi, to po pierwsze dlatego, by pokazać, że Polska pod jego rządem jest jednak krajem cywilizowanym. Po drugie, może kalkulować, że do wyborów zostało już mniej niż dwa miesiące, więc Ziobro i tak zostałby schowany do szafy na krótko, a po zwycięstwie może wyjęty ponownie. Przecież Macierewicz też w 2015 miał nie być ministrem obrony. W pisowskich mediach pojawił się też przekaz, że sprawa sędziego Łukasza Piebiaka to „porachunki wewnętrzne nadzwyczajnej kasty”, więc dowództwo pisiorskie ma rączki czyste, „to nie my”, „nie znamy się, nie orientujemy się, zarobieni jesteśmy”. Pikanterii sprawie dodaje dedykacja dla pani Emilii, od szajki dla której pracowała, doczepiona do ofiarowanej jej figury husarza: „Mała Emi, zachowałaś się jak trzeba! Od Herszta i jego żołnierzy”. „Mała Emi” miała być „Inką 2 – reaktywacja”, ale nóżki się powinęły. A tak nawiasem mówiąc – trudno na serio uwierzyć, że Ziobro nie wiedział tego, co pod jego bokiem robi Piebiak, jego wierny wachmistrz Soroka.
*****
Dawno nie serwowałem w bigosie wyników sondaży preferencji przedwyborczych. Nie ukrywam, że w wyniku rozczarowania rozbieżnością między nimi a rzeczywistym wynikiem majowych wyborów europejskich. A jednak tym razem nie mogę się oprzeć przed zacytowaniem wyników badań pracowni Social Changes na zamówienie W polityce.pl braci Karnowskich, które TVP Info puszcza właśnie na okrągło na pasku od wielu już minut, jakby z maniacką uporczywością, zabarwioną lękiem i niepewnością. Według nich PiS, po stracie 5 punktów, ma poparcie 42,9 proc., Koalicja Obywatelska – 30,8 proc., Lewica – 13,4 proc., Koalicja Polska – 8,4 proc., Konfederacja 4,5 proc. Nic więcej nie powiem.
*****
„Żelazny krzyż ściąga pioruny” – takie słowa padły z ust jednego z ratowników w TVP Info, w relacji na żywo z Zakopanego, 23 sierpnia o godz. 9.41. Dlatego nonsensem są te okrzyki oburzenia prawackich mediów, karnowszczyzny i spółki, na profesora Jana Hartmana za to, że powiedział, iż krzyż na szczycie Giewontu jest niebezpieczny dla turystów i należy go usunąć. Ten krzyż rzeczywiście należy usunąć ze względu na przepisy BHP. Ustawiono go w roku 1909, czasach, gdy rzadko kto na Giewont właził, bo turystyka nie była masowa Nie będzie to jednak proste, bo Dżipi Two zawołał kiedyś z tym właściwym sobie kabotynizmem: „Brońcie krzyża od Giewontu do Tatr”, więc katoprawactwo będzie się tego trzymać i nie popuszczać. No chyba, żeby krzyż zostawić, ale zamknąć wstęp na Giewont, chroniąc go przy okazji przed zadeptaniem. Po cholerę tam łażą. To jest jakiś pomysł.
*****
Rada Miasta Gdańska nie zgodziła się na przyznanie Lechowi Kaczyńskiemu, pośmiertnie, tytułu Honorowego Mieszkańca Gdańska. Był on owszem, mieszkańcem Gdańska, ale zaprawdę nie są znane jakieś jego szczególne zasługi dla tego miasta. Co do mnie, to w ogóle nie widzę żadnych nadzwyczajnych zasług Lecha Kaczyńskiego, także jako prezydenta RP. Widzę tylko jeden tytuł do pośmiertnego uhonorowania go. Lech Kaczyński kochał zwierzęta, szczególnie psy. Znane mi jest w pełni wiarygodne i bezpośrednie świadectwo z Ministerstwa Sprawiedliwości, że będąc szefem tego resortu przywiózł tam rannego psa, znalezionego w drodze i zaopiekował się nim. Uważam, że któraś z organizacji działających na rzecz zwierząt czy ekologicznych powinna go uhonorować. Lech Kaczyński żyje w dobrej pamięci tak wielu osób, że upowszechnienie jego godnej najwyższego uznania postawy w tej mierze, mogłoby pozytywnie wpłynąć na stosunek do zwierząt pośród wielu z nich. I żeby było jasne: w tej sprawie ani trochę nie kpinkuję.
*****
Prezes TVPiS Jacek Kurski składając gratulacje twórcom ukraińskiego serialu „Zniewolone” przemawiał po angielsku. Także wywiady z nimi przeprowadzano po angielsku. Do tego doszło, że z naszymi słowiańskimi pobratymcami ukraińskimi nie rozmawiamy po polsku, ukraińsku a choćby i po rosyjsku, tylko mową perfidnego Albionu. „Koniec świata” – jak mawiał dozorca Popiołek z serialu „Dom”.
*****
Dr Hanna Karp, medioznawcza, związana sympatiami z Radiem Maryja, przedstawiła subiektywne portrety ośmiu dzienników („Nasz Dziennik”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Super Express”, „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Gazeta polska Codziennie”, „Polska The Times” ). Na trzeciej z kolei pozycji przedstawiona jest „Trybuna, tak oto: „Jest taki tytuł. Po wielu metamorfozach, do 1989 roku ukazywał się jeszcze jako „Trybuna Ludu”, dziś chce być postrzegany jako dziennik o profilu lewicowym. Wydawany przez bliżej nieznaną spółkę z.o.o. o „polskiej nazwie” Polish Scientific Group. Na pierwszej stronie, w tabloidowym stylu, owszem, jest jedna wielka fotografia … prezydenta Andrzeja dudy z napisem: „My, pierwsza Brygada Świętokrzyska”. O obchodach rocznicy wybuchu powstania próżno szukać. Jedynie zajawka wspomnień z powstania zatytułowanych: „W buraczkach”. Tekst ma podtytuł „Mniej poważne wspomnienia z Powstania Warszawskiego”. Do tej gazety warto będzie wrócić. Poziom propagandy, fascynujący z punktu widzenia poznawczego na poziomie putinowskiego Sputnika”.
Szanowna Pani Doktor! Co do „poziomu propagandy na poziomie putinowskiego Sputnika”, to tak sformułowana ocena wydaje mi się generalnie nietrafna, bo „Dziennik Trybuna” wydaje mi się gazetą nader rzeczową i może jedynie piszący te słowa zbliża się w cotygodniowym bigosie do „propagandy na poziomie putinowskiego Sputnika”, z tym atoli zastrzeżeniem, że kilkakrotnie w „DT” ukazywały się moje teksty (recenzje) o wymowie zdecydowanie krytycznej w stosunku do działań władz Federacji Rosyjskiej. Jednak gdyby nawet – to kudy „Trybunie” pod tym względem do takiego „Naszego Dziennika”, „Gazety Polskiej”, „Sieci” czy „Do rzeczy”. Nawet się do tego poziomu nie zbliżamy. Natomiast z uznaniem przyjmuję deklarację Pani Doktor, że „do tej gazety warto będzie wrócić”. Witamy Panią w gronie naszych Czytelników i liczymy na bardziej rozbudowaną i pogłębioną analizę medioznawczą naszego tytułu.
*****
O niedawno upieczonej pisowskiej propagandystce, ex-lwicy lewicy tym razem nie będzie. Znakomicie wyręczył mnie kilka dni temu na łamach „Dziennika Trybuna” redaktor Piotr Gadzinowski.

Historia po polsku opowiedziana

Sprzed Pałacu Prezydenckiego na ul. Krakowskie Przedmieście do Grobu Nieznanego Żołnierza jest niedaleko – w linii prostej około 600-800 metrów. Podczas konferencji prasowej Lewicy Razem, gdy mocno i jednoznacznie wyrażono protest przeciwko objęciu przez Andrzeja Dudę patronatem rocznicy utworzenia Brygady Świętokrzyskiej NSZ, dźwięki oficjalnych uroczystości było słychać dość wyraźnie. Zaraz po tym, kiedy wysłuchałem co mieli do powiedzenia reprezentanci polskiej lewicy, przeniosłem się pod Grób Nieznanego Żołnierza. Tu świętowała oficjalna Polska, kraj PiS i historycznej narracji polskiej prawicy.

Niedługo stałem, ale wystarczająco, by usłyszeć stek przemilczeń, przeinaczeń, fałszywej narracji i zwyczajnych kłamstw wygłaszanych przez najwyższych urzędników polskiego państwa. Zaprzeczano wprost i bez żenady haniebnym faktom współpracy tej formacji z hitlerowcami, nie mówiono słowa o zwierzęcym antysemityzmie wylewającym się z ich organów prasowych, który wtedy, na popiołach milionów zamordowanych Żydów, był szczególnie odrażający. Wszystko to w towarzystwie młodych chłopaków w mundurach Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, orkiestry i pocztów sztandarowych, po odjęciu których została grupka fanatycznych zwolenników gloryfikacji tej formacji.
Rację miał krwawy kat Winston Churchill, że historię piszą zwycięzcy. Nie przewidział jednak, że kiedy powiedzenie to przekuje w czyn polska prawica, zmieni je w karykaturę. Będzie łgać wbrew setkom dokumentów, historycznych dowodów, czarne nazywać białym, kolaborację z nazistami walką o wolność, a uciechę nad zagładą narodu dalekowzroczną koncepcją polityczną. Nic nie jest w stanie zakłócić jej ofensywy nieprawdy i fałszu. Kiedy dołącza do tych fanatyków prezydent, robi się doprawdy nieciekawie. PiS pewnościa uważa, że wygrał już wszystko. Warto jednak pamiętać, że podwaliny absurdalnego kultu Brygady Świętokrzyskiej stworzyli ręka w rękę posłowie PiS, PO, PSL i Kukiz’15, przyjąwszy przez aklamację we wrześniu 2017 roku uchwałę Sejmu, że NSZ „dobrze zasłużyła się Ojczyźnie”. To oni wspólnie są autorami dzisiejszej fali kłamstw o tej formacji. Lewica odcinając się od tego, ocaliła twarz polskiej klasy politycznej.
Kolejnym nieprawdziwym narracjom podczas obchodów towarzyszyły okrzyki „Cześć i chwała bohaterom” wydawane przez ludzi, z których część może być usprawiedliwiona sędziwym wiekiem i chęcią wybielenia grzechów młodości, a część, dużo młodsza, po prostu niechęcią do korzystania z książek. Przemawiający urzędnicy i ryczący tłum stworzyli pod Grobem Nieznanego Żołnierza atmosferę duszną i nieznośną dla każdego, kto chciałby mieć swobodę nieskrępowanego wyrażania swoich poglądów.
Historię piszą zwycięzcy. Czemu jednak w Polsce piszą ją pozbawieni wiedzy, wstydu i podstawowych zasad moralnych?

Demontaż kontrolowany

Podczas wojny domowej w Grecji był komisarzem w Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku wyemigrował i jako uchodźca polityczny trafił do Polski. Rok później powrócił do Grecji, aby odbudowywać podziemne struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Wkrótce został aresztowany i sądzony przed sądem wojskowym. W procesie politycznym skazano go na karę śmierci. Został rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Do greckich władz napłynęło około 250 tysięcy listów protestacyjnych przeciwko skazaniu Belojanisa na śmierć. W obronie skazanego wystąpili liczni intelektualiści. Pablo Picasso wykonał przedstawiający Belojanisa szkic pod tytułem‚ „Mężczyzna z goździkiem’’. W 1953 roku brytyjski malarz Peter de Francia namalował obraz „Egzekucja Belojanisa”. W Polsce powstała rzeźba Stanisława Horno-Popławskiego „Matka Belojanisa’’. Jego imię nadano także szeregu ulic w różnych miastach.
Wrocławski pomnik Belojanisa został wzniesiony na dziedzińcu szkoły podstawowej 22 w dzielnicy Stabłowice w roku 1973 jako kopia monumentu znajdującego się w miejscowości Krościenko. Zastąpił wcześniejsze miejsce pamięci przygotowane przez Greków mieszkających na terenie szkoły w latach 50. Społeczność grecka zamieszkująca w Krościenku, która ufundowała pomnik Belojanisa w tej miejscowości w ostatnich latach aktywnie występowała w jego obronie, przeciwko próbom jego likwidacji.
Stowarzyszenie Greków we Wrocławiu „Odysseas’’ poinformowało, że upamiętniający Belojanisa monument został usunięty w ramach tak zwanej dekomunizacji, w wyniku opinii wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Nie wiadomo kiedy doszło do demontażu. Stowarzyszenie Odysseas skontaktowało się z grecką ambasadą w Polsce i greckim ministerstwem spraw zagranicznych, które zapowiedziało protest w sprawie pomnika. Protest przeciwko usunięciu pomnika Belojanisa wyraziła również Komunistyczna Partia Grecji oraz Komunistyczna Partia Polski. KKE zwraca uwagę, że pomnik ten zdemontowano w krótkim czasie po prowokacyjnym usunięciu tablicy w Dziwnowie, upamiętniającej rannych bojowników Demokratycznej Armii Grecji przebywających w tamtejszym szpitalu. KPP domaga się jak najszybszego przywrócenia pomnika Belojanisa.
Protest Komunistycznej Partii Polski
Komunistyczna Partia Polski wyraża oburzenie z powodu demontażu pomnika Nikosa Belojanisa we Wrocławiu. Monument znajdował się na dziedzińcu Szkoły Podstawowej nr 22 w dzielnicy Stabłowice.
Nikos Belojanis był bohaterem greckiego, antyfaszystowskiego ruchu oporu podczas drugiej wojny światowej – bojownikiem komunistycznej partyzantki ELAS, a podczas wojny domowej w latach 1947-1949 komisarzem Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku jako uchodźca polityczny przybył do Polski. W 1950 roku powrócił do Grecji aby odbudowywać struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Aresztowany za działalność polityczną Belojanis został skazany przez sąd wojskowy na karę śmierci. Rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Postać Belojanisa stała się także inspiracją dla licznych dzieł sztuki. W Polsce został upamiętniony poprzez patronat nad szeregiem ulic oraz pomniki we Wrocławiu i Krościenku.
Usunięcie wrocławskiego pomnika Belojanisa, podobnie jak wielu innych pomników bohaterów antyfaszystowskiego ruchu oporu oraz ruchu robotniczego w ramach tak zwanej ustawy dekomunizacyjnej stanowi istotny element niszczenia pamięci historycznej. Demontażu pomnika dokonano bez uzgodnienia a nawet zawiadomienia greckiej społeczności w Polsce. Procedura na podstawie której się odbył pozostaje niejasna, a osoby, które wydały decyzję nieznane.
Domagamy się jak najszybszego przywrócenia pomnika Nikosa Belojanisa. Nie ma zgody na przepisywanie historii przez IPN i inne instytucje, a także manipulowanie pamięcią historyczną społeczeństwa.

„Srebra rodowe”… na stół

30. lecie obrad Okrągłego Stołu nie jest pustą rocznicą. Jest okazją, aby z perspektywy 30 lat spojrzeć na tamte czasy, gdy władza i Solidarność układały się ze sobą w atmosferze naznaczonej wzajemną nieufnością, ale także aby podsumować, czego od tego czasu dokonali ich polityczni spadkobiercy. Jakimi „srebrami” mogą się pochwalić? Jest to tym bardziej ważne, że rok 30. rocznicy Okrągłego Stołu to rok wyborczy.

Przy okazji rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu nietrudno było spotkać głosy eksponujące nieufność władzy do „młodego Związku”. Niebywale „gorąca” i złożona sytuacja w całym 1981 r., setki faktów i zdarzeń, wręcz nakazywały daleko idącą ostrożność. Rozbieżność słów i czynów w Solidarności, była widoczna gołym okiem. Niektórzy doradcy, np. Mazowiecki, Geremek, Kuroń, nawet Wałęsa – przyznawali, że zachowania Związku miały niebezpieczny charakter dla stabilności państwa, że władza mogła mieć powody do obaw, do wyostrzania czujności.
Także i Solidarność nie miała zaufania do władzy, wywodząc jego brak z historycznych przesłanek, z dawnych błędów, zaniedbań. Władza, terenowi przedstawiciele byli krytykowani za zbyt wolne tempo i błędy w realizacji porozumień sierpniowych.
Dość wspomnieć pkt.7 – „wypłacenie strajkującym zarobków za strajk jak za urlop wypoczynkowy”. Wiemy, że były dni, w których strajki trwały w kilkuset zakładach pracy jednocześnie. Można więc było ciągle strajkować otrzymując płace, tylko pytanie – skąd brać pieniądze?
Niektórzy Czytelnicy – w reakcji na poprzednie teksty – na przykład radzili, by wyraźnie pokazać wtedy słyszalne „racje i argumenty” wielu terenowych działaczy, setek tysięcy członków „panny S”, rwących się do strajków oraz apele władzy o ich przerwanie i zaniechanie na okres zimy 1981-82. Po kolejnym apelu KC PZPR z 16-18 października „do ludzi pracy miast i wsi”: „Tylko rozsądkiem i wysiłkiem całego społeczeństwa można zatrzymać dramatyczny bieg wydarzeń w naszym kraju. Nikt myślący nie podcina gałęzi, na której siedzi. Apelujemy do Was, zaoszczędźmy ojczyźnie strajków!” – w niektórych środowiskach robotniczych pojawiły się m.in. takie głosy. Można przecież strajkować 8 godz. nic nie jedząc. Można bez jedzenia przeżyć 24 godz. – strajkując. Z czego więc Partia „robi” problem? Czy Państwo – po latach – nie „przyznacie racji” temu „odkrywczemu rozumowaniu”, wielu aktywistów Solidarności?

Pokażcie swoje „srebra”

Mamy za sobą 30 lat ustrojowej transformacji. Jak były tworzone i jak rozpadały się koalicje rządowe, tak opcji prawicowej jak i lewicowe – – pamiętamy. Jaka tam „królowała” wzajemna ufność i szczerość partnerów – też dobrze pamiętamy. Jakie programy wyborcze oferowano, a co realizowano w praktyce – też przytłaczającej większości spośród nas „nie uleciało z pamięci”. Za kilka miesięcy kolejne wybory, najpierw do Parlamentu Europejskiego, a potem do Sejmu i Senatu. Zachęcam więc wszystkie partie, koalicjantów sprawujących władzę – szczególnie wywodzących się ze „zdrowego pnia” Solidarności, by przypomniały sobie szlacheckie wezwanie – „srebra rodowe na stół”! Proszę, przypomnijcie społeczeństwu jak wy – Solidarność u władzy – zrealizowaliście 21 postulatów sierpniowych, których domagaliście się nieograniczoną metodą strajków. Pokażcie wyborcom jakie „wymierne dobro”, w sensie materialnym i moralnym – dla Polski, dla Polaków przez te 30 lat uczyniliście.
Ktoś z Państwa może się tu żachnąć – przecież mimo różnych przeszkód, Polska powoli się rozwija! W czym problem? Fakt, Polska „czołganiem” się rozwija – minął czas, gdy mieliśmy kilka milionów bezrobotnych i nędzarzy, żyjących poniżej granicy ubóstwa (w 2017 r. było ich 4,3 proc. – skutek programu 500+). Przeróżne nadużycia gospodarcze, finansowe. itp. sprawiają, że „Polacy najbardziej obawiają się przestępczości pospolitej, wśród innych negatywnych zjawisk, które generują wymierne ekonomiczne i społeczne straty, wymienić należy: przestępczość zorganizowaną, gospodarczą, korupcję oraz ataki na systemy informatyczne. Bezpośrednie przełożenie poziomu przestępczości na rozwój państwa obserwowalne jest w szczególności na przykładzie przestępczości gospodarczej, która powoduje najwyższe straty. Zjawisko to dotyczy zarówno budżetu państwa (np. zmniejszenie wpływów, uzyskiwanie nienależnych zwrotów, wyłudzanie dopłat) jak i sektora prywatnego” …czytam w Uchwale nr 8 Rady Ministrów z dnia 14 lutego 2017 r. Pomyślcie Państwo – co i której opcji politycznej władza na tej niwie uczyniła, „niezmordowanie” czyni. Niech sami zainteresowani – partie polityczne: AWS, UW, PC, KLD, PSL, SLD, PO, b. Samoobrona – przecież są ich spadkobiercy – pokażcie skutki waszej walki z korupcją i przestępczością gospodarczą! Od roku 1989 do 2017. A od przyjęcia tej uchwały właśnie minęło 2 lata.
Wystawcie więc swoje dokonania pod wyborców osąd. Nie wstydźcie się – śmiało! Zamiast wytykać błędy, „grzechy” i pomniejszać dorobek innych – sami swoje „srebra” pokażcie. Piszę ten tekst, gdy zbliża się czas strajku nauczycieli. Spotykam się z pytaniami-zarzutami: były pieniądze na nagrody dla ministrów („im się należy” – kto to powiedział?); jest miliard 260 mln. zł dla TVP! Nie ma dla nauczycieli – bo takich „wyuczyli” posłów? Czy to tylko skutek reformy szkolnictwa?
Zachęcam do przestudiowania tekstu prof. Jerzego Wiatra – „Jakiej polityki oświatowej potrzebuje Polska?” („Dziennik Trybuna”, 25-26 marca br.). Kilka miesięcy temu był „protest okupacyjny” w Sejmie niepełnosprawnych osób. Politycy, biskupi, parlamentarzyści „pochylali się” czule nad ich dolą. Co, do końca marca 2019 r. dla nich, ich rodzin władza konkretnego, wymiernego uczyniła. Niech pokaże, proszę – „srebra rodowe” na stół!
A zapomnieliście Państwo o strajku pielęgniarek, protestach służby zdrowia? Kilka tygodni temu, rolnicy pod Pomnikiem Lotnika protestowali w osobliwy sposób, pominę zgryźliwe, dosadne komentarze. Sięgnijcie pamięcią dwie dekady wstecz – co nazwano „dziurą Bauca? Kto i jak ją załatał? A słynna już reforma Balcerowicza – ważny temat do rozważań korzyści i strat gospodarczych, także społecznych o różnej skali, nie mówiąc o następstwach, odczuwanych do dziś. Tu chętnych do plucia na „komunę” zapewne nie zbraknie, choć sam jej Autor już „spuścił z tonu” swego sukcesu.

SLD, do biczowania – wystąp!

Motywowany różnymi powodami, skupię uwagę Państwa na niektórych poczynaniach SLD. Dźwiga na swych barkach odium powojennej historii „błędów i wypaczeń”, dokładnie „polityką historyczną” wytykanych i doczernianych – nie zwalnia z ich przypominania. Sukcesy jej poprzedniczki (PZPR), są skrupulatnie zamazywane i niwelowane. Po 1989 r. na swoim „koncie” ma choćby zasłużonych Prezydentów Polski:
Generała Wojciecha Jaruzelskiego – wraz z reformatorami doprowadził do Okrągłego Stołu; a wcześniej poprzez stan wojenny uratował głównie Kierownictwo, działaczy i członków Solidarności przed Sybirem i ofiarami (jeśli są „twarde”, przeczące temu dowody – proszę „na stół”); ujawnienia „białych plam” w historii stosunków PRL-ZSRR, w tym Katynia; ostatecznie uregulował sprawę zachodniej granicy Polski.
Aleksandra Kwaśniewskiego – wprowadził Polskę do NATO i UE. (Tu najnowszy przykład – prof. Bronisław Geremek wprowadził Polskę do NATO, informował plakat na niektórych przystankach autobusowych w Warszawie, na 20. lecie członkostwa). Pytam – a Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski? Gdzie plejada pracowników MSZ, dyplomatów, polityków, wojskowych, którzy wdrażali w Wojsku zasady „Partnerstwa dla pokoju”. Są wątpliwości – proszę pytać generałów: Franciszka Puchałę, Czesława Piątasa, Krzysztofa Szymańskiego, Andrzeja Cieślewskiego, Czesława Laszczkowskiego, Ryszarda Olszewskiego, Jerzego Gotowałę, adm. Piotra Kołodziejczyka, Ryszarda Łukasika i innych (przepraszam wszystkich pominiętych, z szacunkiem dla wysiłku i efektów). Z goryczą pytam – czy w Fundacji im. B. Geremka nie ma elementarnego poczucia uczciwości i wiedzy, by rzetelnie, zgodnie z prawdą sporządzić plakat propagandowy? Wystarczyło pokazać na plakacie Profesora podpisującego dokument na tle pocztu flagowego (symbol Polski), w obecności Prezydenta RP i osoby wojskowej, by tak uszanować dorobek innych osób, bez względu na ówczesne przekonania polityczne! Wstydźcie się swego nieuctwa! A może kłamstwo, fałsz w tej Fundacji jest „na porządku dziennym”? Co ma myśleć młodzież, miliony Polaków znających różne inspiracje i działania, trwające 10 lat na tym polu.

„Baty” za Koalicję…

Wiadomość o udziale SLD w Koalicji Europejskiej ucieszyła mnie. Wreszcie wnioski i nauki płynące z Okrągłego Stołu przyniosą po 30 latach pożyteczny owoc. Razem, bacząc na główny cel, możemy więcej i lepiej dla dobra Polski – logika tego uczy. O sukcesach członkostwa w UE i stąd płynących korzyści – często pisze w „Trybunie” prof. Bogusław Liberadzki, dziękuję! Jakże okazałem się naiwnym, gdy po kilku dniach przeczytałem krytyczne uwagi pod adresem przewodniczącego SLD. Pytam – gdzie byli krytycy, ci „mądrale”, na kogo postawili przypominając słaby wynik wyboczy do samorządów. Znów, dawne urazy, błędy itp. wzięły na Lewicy górę, obudziły się uśpione animozje? Kiedy wreszcie zapiekłość, zapamiętanie się w swoich racjach pozwoli – głównie młodym działaczom Lewicy – pójść razem, ze „starymi”, dostrzec „coś” dobrego u obecnych adwersarzy i krytyków Lewicy w PO, PSL, Razem, by „coś” wspólnie zrealizować, nie tracąc własnej tożsamości. Wszystkim krytykom Przewodniczącego podsuwam dwa rozwiązania. Pierwsze – usiądźcie i napiszcie swoje programy wyborcze, oceńcie szanse spełnienia teraz, na przestrzeni 2-4 lat, poddajcie pod osąd Kierownictwa. I drugie – niech śmiały działacz skieruje odważną propozycję: proszę wybrać mnie przewodniczącym, a doprowadzę SLD do sukcesu jaki wam przedstawiam pod rozwagę!, w krótkim czasie, 2-4 lat. Póki co, Panu Przewodniczącemu z tych łam „Trybuny” gratuluję rozwagi i odwagi, umiejętności widzenia „racji wyższych”, które dziś nazywają się zdobyciem jak największej liczby głosów Polaków dla posłów SLD do PE, by mogli spełniać cele przedstawione wyborcom.
Wszystkich Państwa serdecznie zachęcam – przedstawcie publicznie, na środowiskowych spotkaniach cele i zadania, które waszym zdaniem są realne do osiągnięcia przez SLD w ramach Koalicji, a stąd w UE. Życzę Państwu energii i siły woli, by tego dokonać. Naprawdę warto, dla siebie i naszych dzieci. Zaś nabyte tu doświadczenie, będzie przydatne do wyborów parlamentarnych. Też dla nas, mających serce i rozum po Lewej stronie!
Członek SLD – wcześniej PZPR – obecny europoseł Pan Janusz Zemke ma najdłuższy, 30. letni staż parlamentarny. Niedawno obchodził 70. urodziny. Proszę, Panie Ministrze – przyjąć gratulacje, życzenia osobistego i rodzinnego szczęścia, dobrego zdrowia na wiele długich lat owocnej pracy dla nas – Polaków. SLD – obok Jubilata – może poszczycić się także widocznym i słyszalnym dorobkiem europosłów – prof. Krystyny Łybackiej (pisze o tym „Przegląd” nr 12 z 2019 r.) i prof. Bogusława Liberadzkiego. Nieco krótszy staż w PE ma prof. Adam Gierek, popierany przez SLD.

Przewodniczący przeprasza…

Przed 1 marca br., Pan Włodzimierz Czarzasty, w imieniu członków i Kierownictwa, przeprosił Polaków za posłów SLD, którzy w 2011 r. poparli ustawę o Dniu Wyklętych. Pan Przewodniczący SLD, nie wyjaśniał, nie usprawiedliwiał, że ta formacja miała inne intencje i oczekiwania wobec ustawy. „Rzeczywistość” – jak to często w Polsce bywa – zaskoczyła wielu. Kilka dni później, słowa te powtórzył w Hajnówce, protestując wraz z wieloma osobami, w tym członkami Lewicy– przeciwko „upatriotycznianiu” zbrodniarzy, poprzez manifestacje dla ich pamięci i zacieraniu ich czynów, hańbiących ludzką godność i człowieczeństwo. Panie Przewodniczący – proszę z łam „Trybuny” przyjąć wyrazy uznania i wdzięczności za te słowa przeproszenia, wypowiedziane szczerze i w pokorze wobec ludzkiego cierpienia i zaniedbania w naprawie krzywd, wyrządzonych ludziom i ich rodzinom. Cała Lewica, bez najmniejszej zwłoki powinna uznać ten ludzki gest i publicznie domagać się zmiany tej ustawy – mając też na względzie poczucie własnej godności. Głośne obchody tego „Dnia” w Hajnówce zwróciły uwagę sąsiadów, co nasz Ambasador wyjaśniał w MSZ Białorusi. Jeśli ktoś z Czytelników poczuł się urażony „przesadną jaskrawością” powyższych słów, gotów jestem je powtórzyć oraz służę takimi przykładami – ku refleksji.
Oddział kpt. Romualda Rajsa, ps. „Bury”, w dniach 29-31.01.1946 oraz 2.02.46 spalił 5 wsi: Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska, zabijając w okrutny sposób 82 osoby, w tym starców, kobiety i dzieci, których spalono żywcem z zamkniętych budynkach; w Zaleszanach spalił żywcem 14 osób, w tym 7 dzieci (ciężarną Marię, żonę Sergiusza Niczyporuka, 3 synów, brata z żoną i dzieckiem), 2 zastrzelił. W Zaniach i Szpakach nie spalono katolickich domów i ich prawosławnych sąsiadów. Dla oszczędności amunicji, ludzi palono żywcem w domach, zabijano obuchami siekier; strzelano tylko do uciekających i rannych.
Oddział IPN w Białymstoku 30 czerwca 2005 r. uznał „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa. Akcje „Burego” w „żadnym wypadku nie sprzyjały poprawie stosunków narodowych polsko – białoruskich i zrozumienia walki polskiego podziemia o niepodległość Polski”. 18 listopada 2008 r. wyrok ten utrzymał Sąd Okręgowy w Białymstoku. Ze wspomnień bandytów „Burego”: „Ja tam nie żałuję ich, broń Boże, bo to kacapy. Cholera, ale jednak to człowiek był. Nie wiem jak strzelali inni, bo to zależało od ludzi, ale ja to nie przepuścił. Ja byłem okropnie cięty na nich, ale lepiej niech to między nami zostanie. Ale jednak taka walka to nie dla katolika. Mogłem ich puścić, ale nie puściłem. Nie wypuściłem nikogo” – mówił Czesław Popławski „Pliszka” o rajdzie przez wioski prawosławne. „Żadnych tam dyskusji po tym nie było. Chłopaki wspominali, a ten to zrobił, a ten to. Większość z nas była cięta na Białorusinów. To nauczka-mówili chłopaki – żeby się nauczyli, że z Polakami nie ma żartów” – „wyklęty” Marian Maliszewski „Wyrwa” (Karta 1990). Zachęcam do czytania „Przeglądu”.
Józef Kuraś zgwałcił wezwaną z Waksmundu Czubiakową, matkę 2 dzieci, a jego podwładny, który ją odprowadzał, też ją zgwałcił i zastrzelił. „Ogień” ze swoją bandą w latach 1945-47 dokonał zabójstw wielu Polaków, Słowaków i Żydów (dokładna liczba jest wciąż trudna do ustalenia) oraz ok. 120 zwykłych napadów rabunkowych.

„Panowie-chłopi”, proszę o głos

Oddział NSZ „Szarego” – 8 czerwca 1945 r. w Wierzchowinach zamordował 194 osoby, w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety, 65 dzieci do 11 lat (najstarszy miał 92 lata, najmłodszy 2 tygodnie). Jeden z „bohaterów” tej akcji, 15-latek, przechwalał się, że „dwoje staruszków tak się prosili, a ja ich łopatą zatłukłem”. Tu fakt z Sejmu, który dn. 9 listopada 2012 r. debatował nad „Uchwałą” w związku z 70. rocznicą powstania Narodowych Sił Zbrojnych (została przyjęta). Namiętne spory nad jej treścią trwały podczas prac Sejmowej Komisji Kultury i obrad Sejmu. Pytanie posła SLD, prof. Tadeusza Iwińskiego – „Jak posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego mogą głosować za uczczeniem struktury, która unicestwiała chłopów biorących ziemię z reformy rolnej?” – pozostało bez najmniejszej reakcji ze strony PSL. Gdy słuchałem transmisji z obrad, było mi po ludzku wstyd i żal. Zastanawiałem się, czyżby w PSL nie znali naukowców, np. prof. Józefa Kozioła, który z aptekarską dokładnością i wiarygodnością przedstawiłby swoim Kolegom dowody bandytyzmu NSZ? Znana była i promowana wtedy książka „Pany i rezuny”, Autorzy – Grzegorz Motyka i Rafał Wnuk. Kopie dokumentów i opisy „praktycznej współpracy” NSZ z UPA i innymi bandyckimi grupami w mordowaniu Polaków na Wołyniu i południowo-wschodniej Polsce, w niej porażają bestialstwem.
Zapytam – dlaczego wtedy, w 2012 r. i dziś, w 2019 r., PSL sprzyja fałszowaniu historii? Dlaczego pozwala na „upatriotycznianie” wielu przestępstw NSZ, choć nie należy wykluczyć, iż były grupy osób czy drobne oddziały, które nie dopuszczały się bestialstw. Dlaczego w tekście „Uchwały”, głosami PSL nie dokonano takiego rozróżnienia. Ewidentne zbrodnie NSZ mocą poparcia posłów PSL uzyskały sejmową pieczęć „zasługi dla Ojczyzny”. Zauważcie, „Panowie-chłopi”, że w 2012 r. NSZ nie było na pomniku Polskiego Państwa Podziemnego, obok którego przechodzicie do Sejmu. Nie było też śladu o BCh, choć były samodzielnie walczącą formacją, dopiero w końcowym okresie wojny podległą AK.
Zapytam – dlaczego PSL, głośno i wyraźnie nie poparło Włodzimierza Czarzastego, nie poszło śladem SLD? „Panowie-chłopi”, ujawnijcie prawdę o swej postawie wtedy i obecnie! Nie wstydźcie się, „srebra rodowe” na stół!

Rozwichrzone myśli i sugestie

Zastanówcie się Państwo – co mogli czuć i przeżywać przez lata ocaleni sąsiedzi i ich najbliżsi na Podlasiu, Podhalu, Lubelszczyźnie, Rzeszowszczyźnie. Konkretnie – rodzina Niczyporuków czy Czubiakowej – o swojej żonie, córce, matce i babci. Syn Kurasia nie miał wstydu „tyle, co brudu za paznokciem”, by domagać się obecnie 1 mln. zł odszkodowania za „patriotyczne” wyczyny ojca-mordercy. Zastanówcie się Państwo – gwałt, morderstwo jest od kilku lat czynem chwalebnym. Do czego doszliśmy, jak nisko upadliśmy moralnie? Zachęcam do przeczytania refleksyjnego tekstu w „Przeglądzie” nr 8, z 18-24 lutego oraz 9, z 25 lutego – 3 marca 2019 r. Pani Sędzi za obiektywizm oceny „dowodów” i lekcję rozumienia sprawiedliwości – wyrazy szacunku i poważania.
Uważam, że dla milionów trzeźwo myślących Polaków, członków i Kierownictwa SLD, „sprawa wyklętych” – to wyzwanie, wręcz wezwanie wobec powojennego podziemia, do wydania i wykonania naszego testamentu. Dlaczego – ktoś z Państwa zapyta. Wśród wielu organizacji zbrojnych, które – ocenił prof. Leon Kieres (b. prezes IPN) „uległy zbandyceniu” – byli ewidentni mordercy, zbrodniarze. Ale znaleźli się także ludzie młodzi, wiedzeni złudną ideą walki o Polskę, np. prof. Zdzisław Sadowski. Proszę, przeczytajcie Państwo tekst w „Przeglądzie” nr 2 ze stycznia br. o reformatorze naszej gospodarki. Sugeruję rozważenie takiej opcji. SLD w przyszłym Sejmie powinno przedstawić ustawę o zmianie nazwy tego „Dnia” na dzień pokory i przebaczenia, pokuty i pamięci (robocza nazwa). Proszę wrócić do słów cytowanych – „Cholera, ale jednak to człowiek był”, czy „taka walka to nie dla katolika”, albo „nie wypuściłem nikogo”. Dla żyjących przestępców, ich rodzin – dzień osobistej, duchowej pokory i pokuty. Dla rodzin zamordowanych – dzień przebaczenia i pamięci, także w pokorze, skrytości ducha, wyciszenia dojmującego bólu, urazu i nienawiści. Wiem – to jest trudne. Może potrzebne będzie wypowiedzenie się całego społeczeństwa, np. w referendum. Ale nie może to być dzień zamiany zbrodni na „chwałę”. Musi to być też dzień pokornej skruchy i pamięci wobec niewinnie skrzywdzonych.
Jako ludzie ceniący humanizm, musimy dać wymierny dowód swej postawie. Dla kogo? – ktoś zapyta? Dla siebie – młody, dorosły i sędziwy Polaku – dla siebie! Jeśli z oceny przeszłości, która jest tkanką naszej przyszłości, nie usuniemy zła i nie zaszczepimy w sobie wymogu prawdy – właśnie wobec siebie, czeka nas wymarcie.
Biskup Polowy WP, inaugurując tegoroczne obchody „Dnia”, w homilii zachęcał „aby wsłuchiwać się w słowa świadków historii”. Mówił, że „nie chodzi o to, by wzbudzać nienawiść, ale żeby poznać prawdę, o wielkiej rzeszy Polaków, którzy dali świadectwo prawdzie”. Czy opisy aktów zbrodni, będące w archiwach IPN i publicznym obiegu, jeszcze wymagają „pieczęci Prawdy”? Czy cierpienia fizyczne i duchowe rodzin zamordowanych przez bandytów, którzy dziś-powiedzmy otwarcie – przy milczącej zgodzie duchownych, głównie biskupów – są na ołtarzach, wymagają jeszcze „pieczęci Prawdy”? Uwłaczałbym tu majestatowi śmierci i cierpienia, pytając o czyją prawdę tu chodzi.

Fałszywy „żołnierz”

Matka-Historia uczy nas, że żołnierz jest ostoją patriotyzmu, ducha polskości, także – nie wstydźmy się przyznać – w znacznym stopniu promotorem religijności Wojska i jego człowieczeństwa. Gdzie był i jest polski żołnierz, tam każdy ma czuć się bezpiecznie! Czy nie tego uczy choćby udział WP w misjach pokojowych? (ciekaw jestem Państwa refleksji po zwiedzeniu wystawy „Od Biskupstwa Polowego do Ordynariatu Polowego”). Nie jest do pogodzenia z żadną filozofią ani religią, by palącego żywcem cywili, zabijającego ich siekierą – nazywać tym szlachetnym mianem! Powtórzę – kojarzącym się z patriotyzmem. Nigdy więc nie użyję słowa „żołnierz” w odniesieniu do owego „Dnia”. Dla Polaka – żołnierz to godność, splendor noszenia „narodowej szaty”. Tak nauczyła mnie Matka-Historia!
Chcę głęboko wierzyć, że Ordynariat Polowy WP, uczestnicząc w państwowych pogrzebach „wodzów” bandyckich oddziałów, miał i wciąż ma w pamięci ich zbrodnie popełnione na osobach cywilnych. Że odprawiając za ich morderców, znanych z nazwiska i pseudonimów, a wymienianych podczas nabożeństw – także za zamordowane dzieci, kobiety, starców – zanosi błagalne suplikacje: „wieczny odpoczynek racz im dać Panie”. Pamiętam zdegustowanie Biskupa Polowego WP krytycznymi ocenami za udział w państwowym pochówku „Łupaszki”. Wyżej cytowane słowa, przyjmuję jako naukę stamtąd płynącą.

Wątpiącym…

Dla Czytelników wątpiących w sens tych sugestii lub też wywodzących swe racje z przekonań wyznaniowych i religijnych, mam taką propozycję. Jan Paweł II 4 marca 1979 r. ogłosił I encyklikę „Redemptor Hominis” – „Odkupiciel człowieka”. Kilka razy używa tam i wyjaśnia sens słów – „człowiek jest drogą Kościoła”, „Człowiek nie może żyć bez miłości”. Nawiasem mówiąc, postrzega człowieka we współczesnej przyrodzie, co dla ekologów może być interesujące. Przy innej okazji, Papież wyjaśnia, że „martwica sumień, ich obojętność na dobro i zło, jest wielkim zagrożeniem człowieka, także społeczeństwa, gdyż ostatecznie od ludzkich sumień zależy poziom moralności społeczeństwa… Trzeba wszystko czynić, ażeby mu przywrócić zdrowie ducha”.
Przewodniczący SLD, bez wiedzy i nauki Papieża-Polaka, na tej drodze uczynił godny najwyższego szacunku i pilnej realizacji – krok! Innym dał godny naśladowania przykład. Paliłby mnie ogień wstydu, gdybym Biskupom, Episkopatowi rekomendował jako myśl przewodnią na Wielki Post, tę Encyklikę Jana Pawła II.

„Bury nasz bohater” – chociaż nie do końca

Instytut Pamięci Narodowej, gdy już doprowadził do wściekłości polskich prawosławnych i wywołał skandal w stosunkach Warszawa-Mińsk swoim stanowiskiem w sprawie „Burego”, próbuje gasić pożar. Pokrzykując: nic się nie stało!

Wydane 21 marca nowe oświadczenie Instytutu jest o tyle lepsze od poprzedniego, że nie dowiemy się już z niego, iż spalenie pięciu białoruskich wsi to za mało na prawdziwą zbrodnię o cechach ludobójstwa, bo przecież Romuald Rajs mógł zniszczyć więcej. Teraz IPN ogłasza po prostu, że nie ma nic strasznego w tym, że co innego głoszą historycy Instytutu w swoich publikacjach, a co innego wynika z prokuratorskich śledztw prowadzonych przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W przypadku „Burego”, potwierdza Instytut, nadal w mocy pozostają wnioski końcowe prokuratora Dariusza Olszewskiego ze słowami potępienia dla działalności Rajsa. IPN twierdzi również, że nie miał i nie sugerował intencji wznowienia i rewizji śledztwa w tej sprawie.
Z drugiej strony Instytut nie był uprzejmy zauważyć nic niestosownego w swoim komunikacie i upiera się, że firmowani przez niego historycy prowadzą badania z pełnym szacunkiem dla warsztatu swojej dyscypliny. Jak z tym szacunkiem jest, udowodnił Jakub Woroncow w artykule na łamach „Przeglądu” – przypomniał, że praktycznie wszyscy autorzy, których opinie o „Burym” cytował skandaliczny komunikat, są związani ze skrajną prawicą.
– Wolność badań naukowych pozwala historykom na odnoszenie się do ustaleń śledztwa, a nawet ich kwestionowanie. Jednocześnie żadne interpretacje naukowe, nawet dalece rozmijające się z sentencją umorzenia śledztwa, nie mogą zmieniać decyzji prokuratora – to esencja nowej publikacji IPN. Należy ją czytać następująco: wnioski Olszewskiego zostaną w mocy, żeby nie było nowych skandali, tymczasem jednak my nadal będziemy promować „Burego” jako bohatera.
Nie tylko zresztą jego. IPN zaprasza również na odsłonięcie kolejnego pomnika „Łupaszki” – w opisie wydarzenia dwa razy pada „jeden z najwybitniejszych”. Dlaczego dla historyków to postać kontrowersyjna, a części obywateli Polski kojarzy się raczej z przelaną krwią? Znowu się nie dowiemy.

Pamiętajmy

24 marca 1944 została bestialsko zamordowana rodzina Ulmów. Wiktoria i Józef oraz ich szóstka ich dzieci, a także kolejne w drodze, zapłacili najwyższą cenę za ukrywanie ósemki Żydów z rodziny Goldman. W ubiegłym roku rząd ustanowił oficjalnie 24 marca dniem pamięci Polaków, którzy tak jak Ulmowie, pomagali zaszczutym Żydom. Takich bohaterów było około 7 tysięcy – a to i tak tylko osoby, którym instytut Yad Vashem przyznał tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Polaków w gronie Sprawiedliwych z 51 krajów jest najwięcej.
W tym dniu wyjątkowo warto zaufać IPN i uczcić tych, którzy narażali własne życie dla życia współbraci.
Mateusz Morawiecki w Sadownem na Mazowszu upamiętni tablicą „lokalnych Ulmów”. Piekarz Leon Lubkiewicz wraz z żoną Marianną i synem Stefanem zginęli, ponieważ rozdawali chleb Żydom ukrywającym się w lokalnych lasach. Przeżył ich młodszy syn Stanisław. Wspominał: „Do końca 1942 roku ojciec piekł chleb po kryjomu i sprzedawał go ludziom. Wiem, że wtedy mój ojciec Leon Lubkiewicz dawał za darmo chleb ukrywającym się Żydom”.
Prócz tego w głównych budynkach Poczty Polskiej w Białymstoku, Bydgoszczy, Lublinie, Łodzi i Tarnowie będzie można obejrzeć wystawę o „Żegocie”.
Zamiast wyklętych zbrodniarzy, Polacy ratujący Żydów całkowicie zasługują na upamiętnienie i na swój dzień pamięci.

Na dywaniku w Mińsku

Nie cichnie burza po skandalicznym komunikacie IPN z ostatniego poniedziałku, w którym Romualda Rajsa, zabójcę obywateli Polski wyznania prawosławnego, przedstawiono jako bohatera walki o wolną ojczyznę. Z publikacji instytutu musiał tłumaczyć się polski ambasador w Mińsku, a placówka IPN w Białymstoku, która prowadziła śledztwo w sprawie „Burego”, odcina się od zawartych w niej wniosków.

Informacje o postawie białostockiego IPN pojawiły się na profilu „Kpt. Romuald Rajs „Bury” – nie mój bohater”, prowadzonym przez radnego Bielska Podlaskiego i działacza mniejszości białoruskiej Tomasza Sulimę. Regularnie przypomina on o przebiegu rajdu oddziału Rajsa przez prawosławne wsie w regionie Bielska i Hajnówki, a także przygląda się, jak postać „Burego” jest eksploatowana w polityce historycznej (czy, jak kto woli, zwykłej propagandzie). Tym razem przedstawił reakcję pracownika białostockiego oddziału IPN, naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, na poniedziałkowy komunikat IPN podważający wcześniejsze publikacje Instytutu w tej sprawie.
– Centrala IPN publikując komunikat nie informowała nas i nie konsultowała go. Jedynym obowiązującym postanowieniem w tej sprawie pozostają wyniki śledztwa prowadzonego przez prok. Dariusza Olszewskiego oraz orzeczenie Sądu Okręgowego w Białymstoku – powiedział prokurator Janusz Romańczuk.
Przypomnijmy, że prokurator Olszewski prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa mieszkańców Zaleszan, Zań i Szpaków oraz morderstwa na porwanych wcześniej wozakach dokonanego w lesie koło Puchał Starych przez trzy lata. Rozmawiał z żyjącymi jeszcze świadkami, poznawał relacje zarówno mieszkańców napadniętych wsi, jak i żołnierzy „Burego”, studiował dokumenty. Wniosek, iż w powiecie bialskim doszło do zbrodni o znamionach ludobójstwa, do morderstw motywowanych m.in. uprzedzeniami narodowościowymi i religijnymi, sformułował na bardzo solidnych podstawach. W poniedziałkowym komunikacie IPN podważono go bez konsultacji z osobami, które uczestniczyły w tamtym śledztwie. Jako „nowe badania” przedstawiono natomiast dociekania historyków o prawicowych lub skrajnie prawicowych sympatiach, którzy nie kwestionują zebranych wiadomości o mordach oddziału „Burego”. Przekonują jednak, że zbrodni o znamionach ludobójstwa nie było, bo… „Bury” spalił tylko pięć wiosek. Na to sformułowanie z oburzeniem zareagowało także ministerstwo spraw zagranicznych Białorusi. – Naszą szczególną troskę wywołał otwarty cynizm niektórych polskich „badaczy”, na ustaleniach których opiera się komunikat IPN – powiedział Anatol Hłaz, sekretarz prasowy MSZ w Mińsku. Do ministerstwa wezwany został polski ambasador Artur Michalski.