Niezorganizowani głosu nie mają

8 lip 2020

Czego się nie robi, żeby pozyskać kilka procent wyborców skrajnej prawicy?

Rafał Trzaskowski zdążył w tym celu zapowiedzieć weto dla podnoszenia podatków (niestety polskiego systemu podatkowego, który służy bogatym, nikt i tak nie chciał ruszać) oraz zadeklarować się jako przeciwnik jednego z postulatów środowisk LGBT, które przecież głośno go popierają. Mateusz Morawiecki spróbował go przelicytować w bardzo typowy dla swojej formacji sposób: obiecał żywą gotówkę. Z nowego Funduszu Patriotycznego, obiecał w niedzielę, popłyną pieniądze do grup rekonstrukcyjnych, stowarzyszeń zajmujących się historią i badaczy, „którzy będą szerzyli myśl patriotyczną”. Wiadomo, w patriotycznej Polsce zadaniem badacza nie może być samo tylko badanie i wyciąganie wniosków, potrzeba jeszcze odpowiedniej, bogoojczyźnianej interpretacji.
Co jak co, ale wydawanie kasy na utrwalanie jedynego słusznego podejścia do przeszłości w Polsce kwitnie. Mamy IPN, bijący kolejne rekordy budżetowe, fabrykujący masowo niskich lotów antykomunistyczną, antylewicową produkcję, a dodatkowo ruszył w tym roku Instytut Myśli Narodowej (ten z Janem Żarynem na czele). Mamy Ministerstwo Kultury z jego kierownictwem, które nawet nie ukrywa, że chętniej wesprze wszelkiego sortu inicjatywy narodowe i katolickie niż cokolwiek innego. Mamy co roku na początku marca ogólnopolski festiwal wystaw, spotkań, mszy świętych i biegów „pamięci niezłomnych”. Tytułem kontrastu: uniwersyteckie wydziały historii, podobnie zresztą jak inne wydziały, narzekają na finansowy niedostatek. No, ale tam badacze – ciągle jeszcze w większej, a przynajmniej dużej części – zajmują się badaniem, a nie bieganiem tropem wilczym.
Po co więc obiecywać akurat zwiększenie budżetu na historię? To działacze organizacji nacjonalistycznych w całym kraju, animatorzy rozmaitych Narodowych Hajnówek czy Katowickich Patriotów mają usłyszeć, że władza uruchamia dla nich oficjalny kanał wsparcia. To zachwycający się NSZ-em wyborcy Bosaka mają dojść do wniosku, że popłyną do nich pieniądze. Będą jak krewni i znajomi powrzucani do spółek Skarbu Państwa, czy dobrze opłacani pracownicy telewizji publicznej. Mają tylko sobie przypomnieć, że przy żadnej władzy w Polsce nacjonaliści nie działali tak swobodnie i z takim poparciem… i 12 lipca się władzy odwdzięczyć.
Żeby zawalczyć o wdzięczność tych kilku procent, Morawiecki bez mrugnięcia okiem pluje w twarz pracownikom służby zdrowia, którym obiecał w pierwszej tarczy antykryzysowej zwiększenie wydatków na ten sektor i którzy dostają teraz żałośnie niskie wynagrodzenia za ratowanie życia chorych na Covid-19 współobywateli. Splunięcie dostaje się zresztą wszystkim pracownikom bez wyjątku, bo przecież jednym z głównych środków ratowania gospodarki przed skutkami pandemii jest cięcie wynagrodzeń. Po raz kolejny zlekceważono polskie szkoły – i nauczycieli, i uczniów, i rodziców – bo żaden ekstrafundusz na zorganizowanie z głową zdalnego nauczania podczas pandemii nawet nie przyśnił się naszym rządzącym.
Nie wspomnę już o inwestycjach w infrastrukturę, które gdzieś tam mignęły w pierwszej tarczy, czy o wiszących w powietrzu zwolnieniach w administracji publicznej, które uzasadniano absolutną koniecznością oszczędzania. A ostatnio było jeszcze odrzucenie senackiej poprawki podnoszącej dodatek solidarnościowy o 100 zł, jakby sam dodatek nie był obwarowany dodatkowymi warunkami.
Owszem, może być tak, że dodatkowe pieniądze na patriotów to taki sam przedwyborczy miraż, jak ów nieszczęsny dodatek solidarnościowy, który w pierwszej wersji miał być nie przypominającym jałmużnę uzupełnieniem zasiłku dla bezrobotnych, ale niezależnym świadczeniem, i to takim, które dawałoby setkom tysięcy ludzi jakiś grunt pod nogami w niepewnych czasach. Trochę nawet za tym przemawia: z jednej strony prawica nie zwykła ograniczać się w propagandzie, ale z drugiej – w zapowiedziach powstania funduszu nie padła żadna sugestia, kto będzie pieniądze dzielił ani żadna kwota, a przecież Mateusz Morawiecki uwielbia żonglować tysiącami i milionami. Przekonaliśmy się za to, kogo PiS uważa za grupę, której warto czymś dodatkowym pomachać przed nosem – i nie są to pracownicy, nawet jeśli na Dudę głosowali masowo.
PiS wierzy, że będą głosować dalej, bo na samo wspomnienie realiów rynku pracy za rządów PO czują złość, i jest to ciągle emocja mocniejsza niż te związane z obniżaniem wynagrodzeń podczas pandemii. PiS jest przekonany, że dalej będzie uchodzić za obrońcę prostych ludzi i żadne patologie władzy tego nie zepsują, bo poprzednie rządy wyjątkowo nisko ustawiły poprzeczkę dla uzyskania takiego statusu. PiS wie zresztą, że mamy taką przestrzeń medialną, że miliony Polek i Polaków w ogóle się o patologiach nie dowiedzą, podobnie jak o tym, że aspiracje do reprezentowania ich zgłaszają socjaldemokraci, z niezłym, napisanym dla pracujących obywateli programem.
Gdyby lewica zajmowała się – i mam tu na myśli dłuższą perspektywę, niż tylko ostatnią kampanię – w Polsce tym, co stanowi sens jej istnienia, czyli twardym reprezentowaniem klasy pracującej, narodowo-konserwatywna prawica nie mogłaby przyjmować takich założeń. A już na pewno w momentach kryzysu musiałaby rywalizować innymi hasłami, niż zapowiedź ekstra wydatków na propagandę. Lewica wolała jednak swojego czasu sama się poddać, a i potem, gdy teoretycznie odcięła się od najbardziej kompromitujących praktyk, nie zdobyła się na taką odwagę, dzięki której kiedyś, w historii, nie tylko zdobywała poparcie, ale i zmieniała świat.
PiS walczy więc nie o głosy zepchniętych do narożnika robotników, ale o poparcie tej grupy, która – w odróżnieniu od socjaldemokratów – nie zastanawia się, czy nie łagodzić języka i mitygować żądań, czy nie zastanowić się sto razy przed wyciągnięciem potencjalnie kontrowersyjnych symboli, czy warto rozpychać się w przestrzeni medialnej. Warto wyciągnąć z tego wnioski, zanim ostatnia polska pracownica uzna, że zgadza się na władzę konserwatywnej prawicy z całym jej nienawistnym inwentarzem, bo i tak nie dostanie niczego lepszego.

Najnowsze

Radny KO i lekarz cudotwórca

Radny KO i lekarz cudotwórca

Dawid Kacprzyk, radny Ursusa związany z Koalicją Obywatelską i lekarz Warszawskiego Szpitala Południowego, zrezygnował...

Wyrwać Tuska?

Wyrwać Tuska?

Czeka nas odlewanie Tadeusza Mazowieckiego. W spiżu, w pomnikowej formie. Zaproponował to premier Donald Tusk, lider...

Sprawdź również

Radny KO i lekarz cudotwórca

Radny KO i lekarz cudotwórca

Dawid Kacprzyk, radny Ursusa związany z Koalicją Obywatelską i lekarz Warszawskiego Szpitala Południowego, zrezygnował z członkostwa w partii po publikacjach o swoich zarobkach i czasie pracy. Marcin Kierwiński poinformował, że przyjął jego rezygnację. Kacprzyk jest...

Parada Równości po 25 latach

Parada Równości po 25 latach

Tysiące osób przeszły w sobotę 13 czerwca ulicami Warszawy w Paradzie Równości. Tegoroczny marsz odbył się pod hasłem „25 lat dumy. 25 lat buntu”. Była to edycja rocznicowa. Pierwsza Parada Równości odbyła się w stolicy w 2001 roku, a organizatorzy zapowiadali...

Moralność czynszojadów

Moralność czynszojadów

Większość Polaków ma na własność mieszkania. Lokator to dla nich postać podejrzana. Podejrzana o niepłacenie w terminie czynszów. W ramach powszechnego uwłaszczenia, trwającego głównie w latach 90. i na początku XXI wieku, prawo własności do swoich mieszkań uzyskało w...

Skazani na Gibałę

Skazani na Gibałę

Czas gry wstępnej mija, lista potencjalnych kandydatów do walki – choć niekoniecznie walki o sam tron – się wypełnia. Tron, a raczej gabinet, chwilowo zajmuje Stanisław Kracik pod nieco mylącym szyldem „Prezydent Krakowa – Sekretariat”. Powoli jednak kształtuje się...

China Day w Ambasadzie Chin. Warszawiacy przyszli zobaczyć Chiny

China Day w Ambasadzie Chin. Warszawiacy przyszli zobaczyć Chiny

We wtorek 2 czerwca Ambasada Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie zorganizowała China Day. Wydarzenie przyciągnęło setki uczniów, studentów, przedstawicieli uczelni, ludzi biznesu i mieszkańców stolicy zainteresowanych Chinami. W programie znalazły się warsztaty...

Moralność czynszojadów

Młodych na bruk

„Nasza Przyjaźń nie jest na sprzedaż” skandują młodzi ludzie wyrzucani przez policję z drewnianych domków, które kiedyś służyły budowniczym Pałacu Kultury, a potem były osiadłem akademików. Od kilku lat osiedle Przyjaźń zostało porzucone przez uczelnię. Do pustych...

Mądry Krakus po szkodzie

Mądry Krakus po szkodzie

Każdy element tego przysłowia wymaga namysłu. Bo czy my, mieszkańcy Krakowa, ponieśliśmy szkodę? Rasowy kołcz powiedziałby: być może, ale też dostaliśmy szansę – szansę na nowy, lepszy wybór, nowe, lepsze miasto, nowy, lepszy świat, choć rada (miasta) stara, problemy...