Wiemy, że nic nie wiemy

To stało się polską tradycją: badania opinii publicznej podają zmienne wyniki w zależności od sondażowni i oczywiście, od zamawiającego. Przed II turą wyborów rzeczywiście trudno wskazać zwycięzcę. Jest za to kilka ciekawych wskazówek.
Sondaże wskazują, że Duda i Trzaskowski idą łeb w łeb, a wynik wyborów prawdopodobnie do końca będzie niepewny. Propisowskie „Do Rzeczy” zamówiło sondaż w Estymatorze i wyszło jak drut, że wygra wybory Andrzej Duda z 50,1 proc., zaś po piętach będzie mu deptał Trzaskowski ze swoimi 49,1 proc. Różnice zatem są w granicach błędu statystycznego i obiecują, że gdyby rzeczywiście wybory zakończyły się takim wynikiem i tak minimalną różnicą między kandydatami, zaroiłoby się od oskarżeń o fałszerstwa wyborcze i protestów wyborczych, które rozpatrywałby w ostateczności zdominowany przez PiS wymiar sprawiedliwości.
Natomiast wp.pl zamówiło sondaż w IBRiS i tam wyszło, że wygra Trzaskowski (chęć głosowania na niego zadeklarowało 47,2 proc), natomiast Duda mógłby liczyć na życzliwość i głos 45,9 proc. głosujących. Udział w wyborach w tym badaniu zadeklarowało 65,4 proc ankietowanych. To oznacza, że są jeszcze duże rezerwy. Tym bardziej, że dla rp.pl sondaż przeprowadziła SW Research i na pytanie czy wiedzą na kogo oddadzą głoś, aż 7,2 proc odpowiedziało „nie”, a zatem ta pokaźna grupa może przechylić szalę na korzyść jednego lub drugiego kandydata w zależności od tego, jak skutecznie będą przekonywani przez sztaby wyborcze rywali. Mało tego, 12,2 proc. odpowiedziało, że wiedzą, na kogo zagłosują, ale mogą zmienić zdanie.
Według tego badania wiadomo, że 5,5 proc. nie pójdzie na wybory.
Oczekiwać należy, że w ciągu ostatniego tygodnia przed wyborami wobec tak wyrównanego wyścigu obie strony użyją wszelkich chwytów i środków, by osiągnąć zwycięstwo, co zapowiada jeszcze bardziej brudną kampanię niż ta przed pierwszą turą.