Gospodarka 48 godzin

Ekopraktyka i teoria
Ekologiczna świadomość polskich przedsiębiorców jest na wysokim poziomie – niemal wszyscy (93 proc.) twierdzą, że ich branża ma wpływ na środowisko. Natomiast w praktyce tylko niespełna co drugi przedstawiciel sektora małych i średnich przedsiębiorstw deklaruje, że jego firma dba o klimat. Ponadto, firmy robią to z reguły tylko wtedy kiedy kiedy to się opłaca, oczekuje tego klient lub przepisy – i zajmują się dbaniem o środowisko o ile muszą i na najniższym wymaganym poziomie. Dlatego prawie wszystkie firmy segregują śmieci (99 proc.) i utylizują odpady (97 proc.). Działania, które nie są obowiązkowe, podejmowane są natomiast kilkakrotnie rzadziej. Tylko co czwarte małe i średnie przedsiębiorstwo współpracuje z firmami, które dbają o ekologię, co piąte prowadzi działania związane z lokalną społecznością lub eliminuje plastik z opakowań. Takie wyniki przynosi raport EFL „Zielona energia w MŚP pod lupą”. W praktyce, do zielonych inwestycji z rezerwą podchodzi aż 83 proc. firm. Najliczniejsza jest grupa przedsiębiorców – ekosceptyków, którzy dbają o środowisko, bo muszą. Stanowi ona 38 proc. mikro, małych i średnich firm. Na drugim końcu są przedsiębiorcy ekoodpowiedzialni, czyli realizujący proekologiczne zamierzenia z przekonania, że warto to robić – i robią zwykle więcej niż muszą. Takich przedsiębiorców jest dwukrotnie mniej niż ekosceptyków – 17 proc. Co czwarta mała i średnia firma w Polsce jest ekoodporna – nie troszczy się o klimat w ogóle. Zdecydowana większość polskich przedsiębiorstw w ogóle nie korzysta z energii odnawialnej. Przed takimi ekoinwestycjami powstrzymują ich przede wszystkim wysokie koszty oraz długi okres zwrotu. Także pojazdy wykorzystywane w działalności małych i średnich przedsiębiorstw nie przyczyniają się do poprawy klimatu. We flotach firmowych królują pojazdy spalinowe. Hybrydy to tylko 1 proc. aut, a napędy elektryczne nie występują niemal wcale. Podobnie jak z odnawialnymi źródłami elektrycznymi, zakup auta elektrycznego wiąże się ze zbyt wysokim kosztem, do tego ma mały zasięg, a sieć stacji ładowania w Polsce jest jeszcze mocno dziurawa. Taki właśnie jest dotychczasowy, bardzo żałosny bilans programu elektromobilności, szumnie zapowiadanego przez premiera Mateusza Morawieckiego.

Zatrudnieni nie pracujący
W drugim kwartale bieżącego roku 684 tys. osób w Polsce było formalnie zatrudnionych, ale w rzeczywistości nie pracowali bo ich zakład był zamknięty (najczęściej z powodu pandemii) – podaje Główny Urząd Statystyczny. Dzięki temu stopa bezrobocia w naszym kraju pozostaje niska, bo tych osób nie można zaliczyć do grona bezrobotnych. Rok wcześniej, w drugim kwartale 2019 r., takich osób formalnie zatrudnionych, a w praktyce niepracujących z powodu zamknięcia firmy, było tylko 7 tysięcy. Bezrobocie mamy więc niskie, ale za to dużą grupę osób zawodowo biernych. Ponadto wiele osób nie pracuje, bo jest na zwolnieniach lekarskich. W drugim kwartale tego roku grupa Polaków na zwolnieniach zwiększyła się o 84 tysiące w porównaniu z tym samym kwartałem 2019 r. – z 265 tys. do 349 tys. Tylko część z nich chorowała z powodu pandemii bo zakażeń koronawirusem w drugim kwartale było 32 tys.

Nie można rozwijać się kosztem środowiska

Powinniśmy zacząć stosować mierniki zrównoważonego rozwoju, które uwzględniają nakłady na rekonstrukcję tego, co jako ludzkość zniszczyliśmy. Tyle, że takich mierników jeszcze nie skonstruowano.

Czy dotychczasowy model rozwoju, oparty na dążeniu do nieustannego wzrostu produktu krajowego brutto powoli się wyczerpuje?.

  • PKB jest przede wszystkim miernikiem produkcji, co w ekonomii jest tożsame ze wzrostem, a ponieważ nie wypracowaliśmy do tej pory dobrego miernika rozwoju, to te pojęcia zaczęły być ze sobą utożsamiane – uważa Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen. Podkreśla on, że takie uproszczenie sprawdza się na gruncie teorii wzrostu gospodarczego, ale nie wytrzymuje już konfrontacji z obecną rzeczywistością, która jest dużo bardziej złożona.
  • Oparcie się wyłącznie na PKB ma swoje ograniczenia. Pamiętajmy, że ten wskaźnik zaczął być stosowany w czasach, gdy rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej. Wymyślono go w sytuacji, gdy na świecie żyło niewiele ponad 2 mld ludzi, a działalność gospodarcza odciskała na tyle małe piętno na przyrodzie, że ta sama się regulowała i szybko wracała do naturalnego stanu. Dziś na świecie żyje już 7,5 mld ludzi, a skala i wpływ działalności człowieka są tak duże, że natura już sobie z nim nie radzi – mówi ekspert.
    I dlatego właśnie musimy zacząć stosować mierniki zrównoważonego rozwoju, które uwzględniają nakłady na rekonstrukcję tego, co jako ludzkość zniszczyliśmy. To wymaga zmiany modeli biznesowych, by nie koncentrować się wyłącznie na krótkoterminowym zysku.
  • Taka zmiana jest możliwa i nie musi oznaczać załamania się biznesu. Spójrzmy na Elona Muska, który tak zarządzał firmą, że Tesla przez długi czas nie wykazywała zysku, a jednocześnie miała dużo wyższą kapitalizację niż inne duże koncerny samochodowe – dodaje Adam Czyżewski.
    Pytaniem pozostaje, jak dokonać tych ewentualnych zmian, nie tracąc konkurencyjności? Zwłaszcza, że polskim firmom daleko do statusu technologicznego amerykańskiego potentata, a chwilowe załamanie się koniunktury lub dłuższy okres bez zysku może być gwoździem do biznesowej trumny. W takich warunkach trudno o odważne decyzje i wytyczanie nowych kierunków.
    Mimo to, jak przekonywali rozmówcy podczas debaty w ramach krajowego szczytu klimatycznego TOGETAIR, polskie firmy potrafią dokonać „zielonego zwrotu” nawet w trudnych czasach – choć na razie to głównie tylko teoretyczne wywody. Niewykluczone, że stanie się tak również i w praktyce, bo tak naprawdę ów „zielony zwrot” po prostu może się im zacząć opłacać.
    Przede wszystkim, na każdym etapie trzeba wspierać inicjatywy które ograniczają powstawanie odpadów – a także realnie oraz na skalę przemysłową wprowadzać proekologiczne rozwiązania.
    Ważna w tym może być rola Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – państwowej instytucji, której efekty działania są, w dość powszechnym rozumieniu, raczej znikome. Izabela Żmudka, zastępca dyrektora NCBiR podkreśla ważną rolę naukowców i badaczy w działaniach na rzecz klimatu i środowiska naturalnego.
  • Po to jest taka instytucja jak NCBiR, żeby dawać wsparcie edukacyjne i finansowe, aby zabezpieczać przedsiębiorców i naukowców przed ryzykiem, które zawsze wiąże się z badaniami i rozwojem. Po to, żeby oni na koniec odnosili sukces i zarabiali pieniądze. Nie boję się o tym mówić głośno, bo im więcej będą zarabiać tym gospodarka też będzie się lepiej rozwijać, a przy tym wszystkim to nie muszą być tylko duże projekty. Mamy np. projekty związane z tym jak magazynować wodór – twierdzi dyr. Izabela Żmudka. Oczywiście wszyscy by sobie życzyli, aby projekty, którymi zajmuje się NCBiR zaczęły przynosić pożądane efekty, a coraz wyższe zarobki naszych naukowców przekładały się na większą skuteczność ich badań.
    Dziś kryzys klimatyczny nie jest czymś odległym i niewidocznym. On trwa i już się z nim zmagamy, co widać po nasileniu niebezpiecznych dla człowieka zjawisk atmosferycznych – choć nie wiadomo, czy i na ile działalność człowieka się do nich przyczyniła. W każdym razie, trzeba zadbać, aby krysys klimatyczny nie przemienił się w całkowitą katastrofę klimatyczną. Na pewno człowiek może i powinien ograniczyć rozwijanie gospodarki kosztem środowiska.
    Wprawdzie Polska, za sprawą hamujących działań rządu Prawa i Sprawiedliwości, spada coraz niżej w rankingu krajów dokonujących traansformacji energetycznej, a nasze uzależnienie od węgla dziś wydaje się trwałe – ale rynek energetyki odnawialnej, w dużym stopniu obsługiwany przez polskie lokalne podmioty, przeżywa dziś prawdziwą rewolucję.
    Potrzebne jest obecnie wspólne działanie dla dobra klimatu. Ponad podziałami politycznymi, gospodarczymi czy regionalnymi – choć to niełatwe w Polsce rządzonej przez PIS, ugrupowanie, które stawia właśnie na podsycanie podziałów i konfliktów między Polakami. Nadzieja w tym, że przecież wszystkim nam zależy na tym, abyśmy mogli oddychać czystym powietrzem, pić zdrową wodę i swobodnie korzystać z energii elektrycznej.

Gospodarka 48 godzin

Rośnie deficyt
Rząd PiS, niemal w całości wprzęgnięty w kampanię wyborczą Andrzeja Dudy, nie ma czasu, a pewnie i ochoty, by zajmować się takimi „drobiazgami” jak nowelizacja, kompletnie już zdezaktualizowanego budżetu państwa. Tymczasem czas goni. „Kluczowe jest przygotowanie nowelizacji budżetu państwa na 2020 rok oraz założeń makroekonomicznych przyszłorocznego budżetu. Obecnie obowiązujący budżet państwa, podpisany przez prezydenta 30 marca, zakłada zerowy deficyt i szybki wzrost gospodarczy. Potrzebne są więc nowe założenia budżetu, zakładające, że nastąpi spadek naszego produktu krajowego brutto o około 4-7 proc. W konsekwencji dużo mniejsze będą wpływy podatkowe. W rezultacie, deficyt sektora finansów publicznych, liczony według metodologii Eurostatu wyniesie około 200 mld zł.” – twierdzi prof. Stanisław Gomułka, ekspert Business Centre Club. Rządowi PiS jednak nieśpieszno do nowelizacji budżetu. Prawdopodobnie nadal będzie zaangażowany w kampanię wyborczą Andrzeja Dudy, a przed drugą turą wyborów niezręcznie przedstawiać projekt budżetu z dużym deficytem, bo to mogłoby ograniczyć szanse wyborcze obecnego prezydenta. Niewykluczone więc, że nowelizacja budżetu odbędzie się na raty. Najpierw, jeszcze przed drugą turą wyborów, zostanie przedstawiony projekt budżetu z stosunkowo niewielkim deficytem. Jesienią zaś, po drugiej turze nastąpiłaby kolejna nowelizacja budżetu, już rzeczywista i dopasowana do warunków gospodarczych.

Szubienica pod urzędem

Ostatnie dni roku szkolnego część wrocławskiej młodzieży uczciła postawieniem szubienicy pod tamtejszym Urzędem Wojewódzkim. Protestujący żądali wprowadzenia edukacji klimatycznej. Podobne protesty zaplanowano w kilku innych miastach za sprawą tzw. Młodzieżowego Strajku Klimatycznego oraz brytyjskiego, już dorosłego ruchu Extinction Rebellion. Aktywiści i aktywistki protestowali zwłaszcza z powodu braku jakiejkolwiek odpowiedzi Ministra Edukacji Narodowej Dariusza Piontkowskiego na apel o wprowadzenie do programów nauczania edukacji o klimacie. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny przesłał do Ministerstwa Edukacji Narodowej ów apel po pojawieniu się przygotowanego przez ministerstwo materiału edukacyjnego na temat zmian klimatu, gdzie pokazano globalne ocieplenie jako zjawisko niosące niemal same korzyści dla naszej planety. Protestujący żądali, by Dolnośląski Kurator Oświaty spotkał się z delegacją wrocławskiej młodzieży, która chciała przedstawić swoje racje oraz domagać się interwencji w Ministerstwie Edukacji. Od ministra Piontkowskiego żądali zaś odpowiedzi na złożony apel. „Ministrze! Domagamy się rzetelnej i ogólnodostępnej wiedzy na temat naszej przyszłości!” – głosił m.in. ich apel. Zbudowano też szubienicę, pod którą uczennicę stojącą na książkach, symbolicznie trzymała przy życiu nauka o klimacie. Protestujący przygotowali deklarację wsparcia wprowadzenia edukacji klimatycznej, domagając się, by podpisał ją kurator podczas żądanego przez nich spotkania. Kurator się z nimi nie spotkał, tłumacząc to innymi zajęciami, natomiast zaprosił ich na 14 lipca, co protestujący przyjęli z niezadowoleniem, uznając iż zmniejsza to szanse na wprowadzenie edukacji klimatycznej w nadchodzącym roku szkolnym.

Europa zmieni klimat, albo zginie

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że za kilka dni przedstawi plan osiągnięcia neutralności klimatycznej w Europie.

To ważny komunikat, ale już wiadomo, że trudno będzie o zgodę wszystkich 28 państw, ponieważ jeszcze kilka z nich, wśród których jest Polska, opierają swą gospodarkę na węglu, a bez jednomyślnej zgody planu nie uda się wdrożyć w życie.
Plan, o którym wspomina Ursula von der Leyen, zostanie przedstawiony na najbliższym szczycie klimatycznym w Madrycie.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej na spotkaniu z dziennikarzami stwierdziła, że sytuacja z klimatem od dawna jest już naukowo udowodniona, czasu więc jest coraz mniej, a sytuacja jest pilna. W połowie tego roku Polska wraz z Czechami, Węgrami i Estonia zablokowała zapisy w dotyczące zmniejszenia emisji gazów, teraz jednak von der Leyen ma nadzieje, że uda się tę grupę państw przekonać do poparcia planów ratowania klimatu w Europie.
Problemem dla Polski będzie z pewnością fakt, że w przypadku jednogłośnego przyjęcia klimatycznego planu UE, w Polsce, na Śląsku prace straci, jak się szacuje około 40 tysięcy ludzi. Komisja Europejska obiecuje, że da pieniądze dla tych regionów, które bezrobocie
dotknie najsilniej.
„Będziemy musieli pokazać, że ta transformacja będzie sprawiedliwa dla ludzi oraz włączająca. To musi być nasz cel, dlatego pracujemy nad mechanizmem sprawiedliwej transformacji, aby znaleźć równowagę. Tak, będzie musiała nastąpić zmiana. Musimy wdrożyć odpowiednie kroki teraz, wiedząc, że minie całe pokolenie, nim ta zmiana się dokona” – mówiła Ursula von der Leyen Masowa utrata pracy przez tak pokaźną grupę polskich pracowników z pewnością będzie silnym argumentem w rękach rządu PiS, by przeciwstawić się planom Komisji Europejskiej pod hasłami obrony suwerenności i polskiego
rynku pracy.
Faktem jest jednak, że zablokowanie tego planu obecnie oznacza, że Polska i inne kraje sprzeciwiające się klimatycznym propozycjom Europy będą współwinne katastrofie klimatycznej, która dotknie przecież całą planetę.

„Ekologiczna katastrofa” we Wrocławiu

Sezon jesienno-zimowy, to dobry czas by podyskutować o ekologii, ochronie środowiska, smogu i tematach z tym związanych. Zwłaszcza iż to dziś palące zagadnienia.

Społecznego Forum Wymiany Myśli zaprasza więc na najbliższą, październikową debatę poświęconą tej gorącej palecie tematów, tworzących cały wachlarz spraw niosących zagrożenia dla środowiska, egzystencji ludzkości i pojedynczego człowieka. Temat naszej najbliższej dyskusji brzmi:
– „EKOLOGICZNA KATASTROFA: WROCŁAW – POLSKA – EUROPA – ŚWIAT”
Do dyskusji zaprosiliśmy przedstawicieli środowisk ekologicznych z Wrocławia, jak również ludzi związanych z organizacjami zajmującymi się ochroną środowiska. Staramy się zapewnić obecność reprezentantów Uniwersytetu Przyrodniczego specjalizujących się w tej dziedzinie, jak również ludzi z branży górniczo-geologicznej mających inne spojrzenie na klimatyczne zmiany związane z tzw. antropocenem czyli epoką bezwzględnej hegemonii człowieka nad przyrodą. Do udziału w debacie zaprosiliśmy również przedstawicieli wrocławskiego magistratu, odpowiedzialnych za te sprawy w naszym mieście. Czyli będzie i „lokalnie” i „globalnie”. Tematyka jest nie tyle kontrowersyjna co wielopłaszczyznowa i budząca emocje. Może i tym razem w „Tajnych kompletach” też tak będzie. Debata odbędzie się w dniu 24.10.2019r., o godz. 17.30 w księgarni-kawiarni „TAJNE KOMPLETY”, ul. Przejście Garncarskie 2, we Wrocławiu.

Dzień klimatycznego protestu

Tłumy ludzi na ulicach w metropoliach na wszystkich zamieszkanych kontynentach świata, starcia z policją, żądania natychmiastowej zmiany polityki. Tak wyglądał globalny dzień gniewu, zorganizowany przez sieć Extinction Rebellion.

Powstrzymać zmiany klimatyczne, ocalić planetę i ludzkość, wymuszając na politykach podjęcie działań – to hasła i cele ruchu zrzeszającego setki tysięcy ludzi na całym świecie, podejmujących w porozumieniu sieciowym wspólne działania na rzecz uratowania Ziemi przez postępującą apokalipsą.
Od Berlina, przez Amsterdam, Paryż, Londyn, Nowy Jork, Tokio, Los Angeles, aż po Sydney, łącznie w ponad 60 miastach trwały wczoraj i dziś protesty przeciwko bierności polityków w zakresie walki ze zmianami klimatycznymi.
Niektóre demonstracje stanowią mocną manifestację gniewu. Policja zatrzymała kilkaset osób. W Londynie protestujący zamknęli się w samochodach, zablokowali most i kilka ulic w dzielnicy Westminster, gdzie mieszczą się budynki rządowe. Z kolei przed siedzibą ministerstwa obrony odbyła się pikieta. W ciągu dnia planowane są podobne blokady w pobliżu siedziby parlamentu i na Trafalgar Square, jak również siedząca manifestacja na lotnisku London City. Według szacunków aktywistów demonstracje w brytyjskiej stolicy będą pięć razy liczniejsze niż te, które miały miejsce w kwietniu. Spodziewają się, że w ciągu dwóch tygodni protestów w Londynie weźmie w nich udział ok. 30 tys. osób. Londyńska policja próbuje zastraszyć uczestników. Poinformowała o zmobilizowaniu tysięcy dodatkowych funkcjonariuszy w związku i zapowiedziała, że każdy, kto złamie prawo, nawet podczas pokojowych demonstracji, musi się liczyć z aresztowaniem.
Mocne „nie” obecnej polityce napłynęło również z niemieckiej stolicy. Klimatyczni aktywiści rozpoczęli blokadę jednego z głównych rond w centrum Berlina wokół Kolumny Zwycięstwa (Siegessaeule) w parku Tiergarten. Domagają się od rządu zdecydowanych działań na rzecz ochrony klimatu. Na wiecu planowanie jest m.in. przemówienie aktywistki transportującej migrantów z Morza Śródziemnego do Europy Caroli Rackete.
– Przeszkadzamy, bo nie widzimy innej możliwości wymuszenia przeprowadzenia głębokiej i powszechnej zmiany, która zapobiegłaby zmianom klimatu. Polityka klimatyczna rządu poniosła fiasko: lasy płoną, podnosi się poziom oceanów, dzikie zwierzęta masowo wymierają. Ludzkości grozi zagłada – tłumaczyła poniedziałkową blokadę w Berlinie Eva Escosa-Jung, jedna z działaczek grupy.
Ludzie widzą, że demonstracje nie wystarczą i należy sięgnąć po poważniejsze środki – mówiła Annemarie Botzki, rzeczniczka aktywistów – rzeczniczka niemieckiej Extinction Rebellion – Rząd musi działać natychmiast, żeby powstrzymać wymieranie i do 2025 roku osiągnąć zerowe emisje CO2 netto. Rząd powinien ogłosić klimatyczny stan wyjątkowy i zwołać zgromadzenie obywatelskie, które opracuje konkretne działania mające przeciwdziałać katastrofie klimatycznej – dodała.

Księga wyjścia (30)

Ballada jesienna

Jeśli już ktoś przyłączy się do jednego z politycznych plemion, to ślepo i bezrefleksyjnie powtarza narzuconą przez wodza narrację.

Wraz z nadchodzącą jesienią, tętniący życiem Kazimierz Dolny zaczyna powoli zamierać. Tu i ówdzie błąkają się jeszcze „spóźnieni” turyści. Gdy jednak przyjdą pierwsze słoty, a liście już zupełnie opadną z drzew, to i oni znikną, a miasto zastygnie w totalnym bezruchu. Nie ma chyba nic bardziej depresyjnego, niż Kazimierz Dolny między późną jesienią, a wiosną. Z dnia na dzień znikają tłumy, a miejsca, przez które wczoraj trudno było przejść, dziś świecą pustkami. Zostaje ciepły koc i dobre towarzystwo. Przynajmniej dla zdrowia psychicznego. Jeżeli ktoś jest jednak na tyle zdesperowany, by obserwować krajową politykę zamiast spokojnie z lekką melancholią oglądać „Animal Planet”, to naraża się na zbiorową psychozę nienawiści. Weszliśmy w etap polityki plemiennej. Różnica polega jedynie na tym, że można wybrać rodzaj plemienia.
Wszystko inne jest identyczne wystarczy wyrzec się poprzedników i złożyć hołd wierności. Jeśli już ktoś przyłączy się do jednego z politycznych plemion, to ślepo i bezrefleksyjnie powtarza narzuconą przez wodza narrację. Jedyne co może, to się nie uśmiechać, podczas głosowania wbrew swoim przekonaniom.
Agresywna radykalizacja polityki i idąca za tym nienawiść, potoczyły się jak kula śnieżna. Jeszcze niedawno aferą były lipne kilometrówki, za które Hofman z kumplami wylecieli z PiS-u, dzisiaj natomiast korytarze powietrzne zajęły samoloty rządowe, bezkarnie wożąc polityków i ich rodziny w dowolne miejsce kraju, w najbardziej nawet błahej sprawie. Zanim afera zdążyła rozgrzać się na dobre, pojawiła się nowa, przykrywając poprzednią.
Afera goni aferę, a stawiane przez dziennikarzy zarzuty czy nawet pytania są albo ignorowane, albo zbywane jakimś przykładem rządów PO sprzed lat. Mam na myśli afery, o których nie wspomina telewizja publiczna, ale mimo to wypływają w innych mediach.
Osiem lat temu wszystkie stacje telewizyjne mówiły i pokazywały dokładnie to samo. Byliśmy bombardowani jednym i tym samym przekazem ubranym w bliźniaczo podobny komentarz. Nie zawsze rzetelny i nie zawsze prawdziwy, ale za to ładnie i „profesjonalnie” podany. Teraz w zależności, który program włączymy dowiemy się o skrajnie różnych przyczynach tego samego problemu. Jeśli wybrany kanał w ogóle zdecyduje się przekazać nam tę informację, to już bez zbędnej kurtuazji i w formie zależnej od politycznego zamówienia.
Telewizja publiczna spełniła swoją misję idealnie, pokazując że nie do końca należy wierzyć mediom i dobrze jest zweryfikować wiadomość lub „sensację” w kilku różnych, najlepiej niezależnych – źródłach.
Nawet zwolennicy obecnych wodzów widzą, że z tą telewizją nie zawsze jest prawdziwie, ale zrzucają to na karb wyższych interesów narodowo katolickich, jakimi są bóg – honor – ojczyzna i zagrożenia: typu gender czy LGBT.
Ogromny wpływ na przyśpieszenie i tę dynamikę polityczną mają nadchodzące wybory i to jest zupełnie zrozumiałe. Natomiast kompletnie nie rozumiem dlaczego jako jedyną alternatywą dla PiS-u ma być PO? Może w polityce już nie chodzi o program, może zmieniły się kryteria określające przeciwnika z ideologicznych na personalne? Tłumaczyłoby to polityków wędrowników, zmieniających partie i tym samym narrację, ale nie przekonania. O ile całkiem niedawno światem polityki wstrząsnęła informacja o radnym Kałuży, to jakoś bez specjalnego echa Kazimierz M. Ujazdowski reprezentuje szeroko rozumianą opozycję z publicznym poparciem Aleksandra Kwaśniewskiego. O pozostałych byłych prezydentach już nie wspomnę, bo wywodzą się z tego samego, postsolidarnościowego pnia politycznego, który na przestrzeni lat wielokrotnie łączył się i rozpadał. Czy Ujazdowski z PO poprze związki partnerskie z prawem do adopcji, czy też będzie ich przeciwnikiem jak K.M Ujazdowski z PiS?
Politycy zrobią wszystko, by wciągnąć obywateli w swoje mniejsze lub większe gierki. Niestety zwykle im się udaje, a ludzie dają się nabrać. Pewnie dlatego na ulicy widać głównie zawzięte twarze i miny pełne podejrzliwej nienawiści. Internet, zwłaszcza media społecznościowe stały się jednym wielkim ściekiem hejtu.
Na celowniku przykrytych często fałszywym nazwiskiem hejterów znalazła się również Greta Thunberg. Trudno podejrzewać szesnastolatkę o wyrachowanie, ponieważ jednak jej głos usłyszał cały świat trzeba było w inny sposób ją zneutralizować. Od oskarżeń o to, że jest marketingowym produktem, po wyszydzenie jej choroby – Aspergera. Na szczycie klimatycznym ONZ, pełnym pasji głosem zarzuciła politykom, że w obliczu cierpienia, głodu i wymierania ekosystemów mówią tylko o pieniądzach i opowiadają bajki o wiecznym wzroście gospodarczym. Wolna od politycznych ustępstw i towarzyskich zależności brzmiała prawdziwie.
Perfidnym jest nie tylko hejt ale również to, że reklama jednego z banków odnosi się do zapoczątkowanego przez Gretę protestu. Czy znany aktor biorący w niej udział tego nie widzi, że reklamuje coś, co Greta tak piętnowała? A jeśli widzi, czy to mu nie przeszkadza?
Pogarda wobec wszystkiego czego nie rozumiemy jest chyba naszą narodową przywarą. Bo jak tu zrozumieć, że nastolatka może swoim uporem przebić się na tak ważną konferencję jak szczyt klimatyczny ONZ, zabrać głos i jeszcze szczerze powiedzieć po co i dlaczego tam przyjechała? Przecież nie sposób pojąć świadomości tej dziewczyny i niewyobrażalnego sukcesu. A jednak.
Tym którzy nie wiedzą przypomnę, że nie wzięła się znikąd, zanim poszli za nią inni nastolatkowie – jedni świadomie, inni mniej, jeszcze inni dla towarzystwa – rozpoczęła jednoosobowy protest. W każdy piątek zamiast iść do szkoły, stawała przed szwedzkim parlamentem z zawieszonym transparentem, w którym domagała się ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Zaczęła w sierpniu 2018 roku. Niezależnie od pogody, każdy piątek był jej szkolnym strajkiem. Tylko tak mogła coś powiedzieć władzom i na szczęście głos ten został zauważony. I nie szukajmy drugiego dna w miejscu, gdzie go nie ma.
Wracając jednak do polityki i wyborów, jak zawsze wszyscy obiecują wszystkim wszystko. Gdy już miną wybory i poszczególne partie dostaną te kilka mandatów, zapytani przez wyborców o obietnice rozłożą ręce i powiedzą: „panie, co ja tam mogę?”. Zanim jednak do tego dojdzie to obiecują. Zarówno Zandberg jak i Schetyna czy nawet Kaczyński uzdrowią służbę zdrowia. Wielokrotnie na przestrzeni lat bywałem na SORze, pech chciał, że musiałem pojechać tam przed kilkoma dniami. Tym razem nie jako pacjent, ale osoba towarzysząca. Gdy zadzwonił do mnie ojciec, że coś złego się z nim dzieje, nie chcąc obarczać pogotowia, samodzielnie dotarliśmy najpierw do przyszpitalnej, całodobowej przychodni.
W poczekalni tłum. Zapytałem kto jest ostatni i czy w gabinecie jest jakiś pacjent. Dowiedziałem się, że jakieś dwadzieścia minut wcześniej weszła kobieta. Zajęliśmy więc miejsca przygotowani na dłuższe czekanie. Kilkanaście minut trwało zanim wyszła. Gdy przeliczyłem osoby w kolejce i pomnożyłem przez pół godziny, uznałem że lepiej będzie gdy pójdziemy jednak na SOR.
W szpitalnej poczekalni sytuacja jeszcze gorsza, wyglądało to trochę jak dworzec kolejowy w szczycie sezonu. W kolejce do rejestracji kobieta przyjmująca zapisy informowała każdego jak długo będzie czekał. Najczęściej słyszałem trzy, cztery godziny. Kiedy przyszła nasza kolej, okazało się że będziemy czekać krócej, bo przypadek nagły.
Znaleźliśmy dwa wolne krzesła i czekaliśmy cierpliwie. W pewnym momencie zapytałem czy jest szansa, by położyć ojca na jakiejś leżance, bo zaduch straszny, nawet mnie, zdrowemu kręciło się w głowie. Tym spontanicznym pytaniem, zupełnie przypadkiem znacznie skróciłem nasze czekanie. Kobieta spojrzała przerażona na ojca, zapytała czy wytrzyma chwilę, a lekarz przyjmie go jak tylko upora się z aktualnym pacjentem. Faktycznie jakieś pół godziny później zaczęli robić mu wszelkie badania.
Wizyta trwała do rana, ze wskazaniem by następnie udał się do specjalisty. Najbliższy termin wizyty prywatnej – koniec listopada, o wizytę na fundusz nawet nie pytaliśmy. Wielokrotnie bywałem w tym miejscu, ale takich tłumów jeszcze nigdy nie widziałem.
Wracając jeszcze do polityki, oczywiście że będę głosował, oczywiście jak zawsze na kogoś, kogo znam. Tym razem będzie to Piotr Gadzinowski, ostatni na warszawskiej liście lewicy. Wbrew temu co mówi Zandberg, nie liczę na to, że zdobędą władzę i faktycznie lewica będzie miała realny wpływ na sytuację w kraju. Wiem jednak, że głos Gadzinowskiego będzie znacznie bardziej słyszalny niż innych i celnie, z humorem wypunktuje rządzących. Ale przede wszystkim ten facet nie boi się biskupów.
Może to jednak nie politycy, może to my tacy jesteśmy, a oni jedynie są naszym lustrzanym odbiciem? Jeśli tak, to naprawdę jest smutne.
„Zaczynam jednak tracić wiarę, że jest wyjście stąd”, te słowa piosenki Tadeusza Nalepy, pod tytułem „Sen szaleńca” przyszły mi do głowy na zakończenie tego felietonu. Niech bedą jego mottem.

Bomba z opóźnionym zapłonem

22 września 2019 roku Światowa Organizacja Meteorologiczna wydała raport specjalny dotyczący stanu globalnego klimatu. Zasadniczym problemem naświetlonym w raporcie jest fakt zdecydowanie szybszych i gwałtowniejszych niż przewidywano zmian klimatycznych.

W raporcie możemy przeczytać między innymi w jak niepokojąco szybkim tempie wzrasta średnia temperatura na świecie. Zgodnie z przygotowanymi przez naukowców z Genewy danymi, od 1850 roku, kiedy to ruszyła epoka przemysłowa do początków wieku XX temperatura na Ziemi wzrosła o 1,1 stopnia. Dla porównania, już tylko w latach 2011 – 2015 średnia temperatur podniosła się o 0,2. Rekord ocieplenia przypada jednak na ostatnie 5 lat. Co więcej, zgodnie z cytowanym raportem, 90% wszystkich dziejących się na ziemi kataklizmów jest związanych z niczym innym jak właśnie z pogodą. Jeżeli taki trend się utrzyma, światu grozi seria kataklizmów, spowodowanych gwałtownym podnoszeniem się poziomu mórz. Choć prognoza ta zakrawa o wizję rodem z filmów science fiction to należy zdać sobie sprawę, że jej przejawy są już widoczne w Polsce. Mając do czynienia z powtarzającymi się już niemal rokroczne suszami, ciężko mówić o anomaliach pogodowych, które z czasem ustąpią. Postępujące ocieplenie nie zatrzyma się nagle, a jeżeli tak się cudownie stanie, potrzeba będzie wielu lat, a może kolejnych dekad, aby stan środowiska naturalnego powrócił do czasów sprzed agresywnie prowadzonej ingerencji człowieka.
Osuszanie mokradeł, wylesianie, czy intensywny rozwój bez troski o wodę wraz z efektem globalnego ocieplenia to wciąż aktywna bomba z opóźnionym zapłonem. Dlatego też tak ważne jest podjęcie konkretnych działań, które zabezpieczą tych, którzy już od lat zbierają plony niszczycielskiej polityki. Mam w tym miejscu na myśli rolników. Sytuacja ekonomiczna na wsi jest bardzo trudna. Co więcej, obecnie ocenia się ją za najtrudniejszą od dwudziestu lat. Już niemal wszystkie działy produkcji rolnej są nieopłacalne. Bez wsparcia ich pracy i jej zabezpieczenia nie warto łudzić się, że ceny produktów rolnych, ale i nie tylko one, powrócą do racjonalnego poziomu.
Wielu politykom zarzuca się, że ciężko dojrzeć w ich programach wyborczych uznania problemu klimatycznego za absolutnie priorytetowy. To fakt, że wiele z ugrupowań politycznych, ze względu na swój szeroko pojęty interes, dyplomatycznie pomija ten temat. Nie jest prawdą jednak, że wszystkie z nich. Lewica bardzo jasno opowiada się za stanowiskiem uznania klimatu za jedno z największych wyzwań politycznych najbliższych lat. Ze względu na fakt, że to właśnie susza jest dla Polski obecnie jego najbardziej dotkliwą konsekwencją, Lewica przedstawiła plan ubezpieczeń dla małych i średnich gospodarstw rolnych. Zgodnie z nim koszt ubezpieczenia plonów od suszy będzie w całości pokrywany przez państwo. Co więcej, za priorytet stawia sobie również zwiększenie dla wszystkich gospodarstw dopłat do ubezpieczeń od klęsk żywiołowych, których wysokość mając na uwadze analizy ostatnich lat, drastycznie spada. Nie ma co się dziwić. Działania prewencyjne nie leżą w interesie partii rządzącej, która wyjątkowo usilnie próbuje ignorować ostrzeżenia o nadchodzących kataklizmach. Wsłuchując się w prowadzoną publicznie narrację można doznać wrażenia, że polski obywatel żyje w dwóch absolutnie różnych światach. W jednym z nich ocieplenie klimatyczne nie istnieje, a ci przed nim ostrzegający uznawani za nienormalnych. W drugim, wspomniane zjawisko jak najbardziej istnieje i co gorsze niepokojąco rośnie w siłę.
Głęboko wierzę, że prawda jest jedna. I każdy, kto pozwoli sobie na świadomą refleksję, dotrze do niej samodzielnie. Ma to znaczenie tym bardziej, że świadome zmierzenie się z problemami społeczeństwa da możliwość zbudowania realnie wspierającego programu wyborczego. Lewica stawia na samodzielność myślenia i na tworzenie programu opartego na wartościach. Tym bardziej cieszy, że zgodnie z ostatnim sondażem, to Lewica jest tym ugrupowaniem politycznym, które wybierane jest przez wyborców nie ze względu na strach czy obawy przed zmianą, jak dokonują tego wyborcy innych dużych ugrupowań, ale właśnie ze względu na wyznawane wartości. Warto podkreślić, że samodzielność myślenia, otwartość na różne punkty widzenia nie kłóci się z prowadzeniem prosperującego silnego społeczeństwa. Społeczeństwa świadomego konsekwencji swoich przeszłych działań i wspólnie próbującego naprawić popełnione błędy.

Zdążyć przed katastrofą

Podobno mamy tylko 11 lat na zatrzymanie katastrofy klimatycznej. Można jednak dołożyć swoją cegiełkę, by temu zapobiec.

Co można zrobić? Greenpeace przygotowało listę 6 działań, które warto podjąć.
1. Protestuj dla klimatu.
Stan Ziemi jest zbyt poważny, żeby zmiany indywidualnych nawyków zatroskanej części społeczeństwa wystarczyły, by uratować naszą planetę.
Oczywiście warto te małe zmiany podejmować (sam tak robię!), ale potrzebujemy również głębszej, systemowej zmiany, by uratować świat. Dzisiaj największym źródłem gazów cieplarnianych w naszym kraju jest energetyka węglowa. Odpowiada za ok. 40 proc. emisji w Polsce. Odejście od węgla i przejście na czyste alternatywy mogą zapewnić politycy i polityczki. Dlatego tak ważne jest, aby brać udział w demonstracjach takich jak Protest Tysięcy Miast. Protesty społeczne ogniskują uwagę mediów i opinii publicznej, zmuszając decydentów do zainteresowania się tematem i do tłumaczenia się ze swojej bezczynności.
Badania naukowe pokazują, że wystarczy zaangażowanie w protesty zaledwie 3,5 procenta społeczeństwa (!), by zmiana społeczna i polityczna była nie do zatrzymania (o zasadzie „3,5 procenta” można przeczytać więcej w portalu BBC czy polskim SmogLabie).
2. Głosuj dla klimatu.
Możesz głosować w wyborach? Nie przegap tej szansy na zmianę rzeczywistości. Idź na wybory parlamentarne 13 października i zagłosuj na osoby, które planują działać na rzecz klimatu. Ważna jest ich przynależność partyjna, gdyż w wielu sprawach w parlamencie obowiązuje dyscyplina głosowania. Szereg partii politycznych już zapowiedziało, że zapewni odejście Polski od węgla. Rozmawiaj ze swoimi bliskimi, żeby także głosowali z myślą o naszej bezpiecznej przyszłości.
3. Dołącz do organizacji i ruchów działających dla klimatu.
W wielu miastach istnieją organizacje i ruchy oddolne, działające na rzecz klimatu – np. grupy lokalne Extinction Rebellion czy EarthStrike. Napisz do nich i dowiedz się, jak możesz się włączyć w ich działania. Aktywistki i aktywiści biorą udział w protestach, prowadzą kampanie w swoich miastach, edukują. Działając w wolontariacie możesz poznać ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy tak jak ty chcą zmieniać świat.
4. Wspieraj organizacje i ruchy działające dla klimatu.
Jeśli masz taką możliwość – dołącz do grona darczyńców wspierających organizacje i ruchy oddolne działające dla klimatu. To dzięki darczynkom i darczyńcom można prowadzić kampanie bez oglądania się na to, co pomyślą rządzący czy wielkie korporacje.
5. Bądź ambasadorką/ambasadorem zmiany.
Staraj się „być eko” i wprowadzaj zmiany w swoim otoczeniu. Pamiętaj, że prawdziwa zmiana – trochę tak jak przygoda u Tolkiena – zaczyna się za progiem twojego domu. Oszczędzasz energię, ograniczasz konsumpcję, w tym spożycie mięsa i nabiału, a w podróż starasz się wybierać pociągiem? Świetnie! Spróbuj też namówić do zmiany swoje najbliższe otoczenie. W ten sposób zdecydowanie zwiększysz swój wpływ na rzeczywistość. Może namówisz do zainstalowania odnawialnych źródeł energii swojego pracodawcę?
6. Napisz list, w którym przypomnisz politykom i polityczkom, że ich zadaniem jest zadbać o Twoje bezpieczeństwo i Twoją przyszłość.
Napisz, dlaczego chcesz, aby podjęli ambitne działania związane z ochroną klimatu. Napisany list można wysłać na adres: Fundacja Greenpeace Polska, ul. Altowa 4, 02-386 z dopiskiem “List dla klimatu”, do 11 października. Ten list, razem z listami innych osób, zostanie przekazany bezpośrednio do nowych parlamentarzystów i parlamentarzystek podczas pierwszego posiedzenia nowego parlamentu.

Czy Bałtyk umiera?

Globalne zmiany klimatu powodują wielkie zagrożenie dla mórz i oceanów. W przypadku małego i zamkniętego morza, jakim jest Bałtyk, zmiany te powodują zwielokrotniony efekt. Dlatego też Morze Bałtyckie powinno być przedmiotem naszego szczególnego zainteresowania i troski. Ale czy jest?

W Gdańsku doskonale wiemy, jak ważny jest Bałtyk dla naszego bezpieczeństwa, wolności, bogactwa, dobrobytu i zdrowia. Dlatego chcemy pomówić o stanie Morza Bałtyckiego, zachodzących w nim obecnie zmianach, przyszłym pokojowym wykorzystywaniu jego bogactwa, związanych z tym zagrożeń i sposobach przeciwdziałania nim. Czego Polska może się nauczyć z doświadczeń innych krajów, takich jak Niemcy, w zakresie polityki ekologicznej?
Spotkajmy się więc o 18:00, w czwartek 26 września 2019 r. w nowej przestrzeni spotkań w Gdańsku w Sztuce Wyboru (ul. J. Słowackiego 19) gdzie stara pruska historia spotyka się z przyszłością współczesnej europejskiej aglomeracji. Porozmawiajmy w gronie polskich i niemieckich ekspertów w dziedzinie ekologii, ekonomii, polityki i prawa w celu znalezienia konsensusu i zrozumienia na płaszczyźnie socjaldemokratycznych wartości.