Europa zmieni klimat, albo zginie

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że za kilka dni przedstawi plan osiągnięcia neutralności klimatycznej w Europie.

To ważny komunikat, ale już wiadomo, że trudno będzie o zgodę wszystkich 28 państw, ponieważ jeszcze kilka z nich, wśród których jest Polska, opierają swą gospodarkę na węglu, a bez jednomyślnej zgody planu nie uda się wdrożyć w życie.
Plan, o którym wspomina Ursula von der Leyen, zostanie przedstawiony na najbliższym szczycie klimatycznym w Madrycie.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej na spotkaniu z dziennikarzami stwierdziła, że sytuacja z klimatem od dawna jest już naukowo udowodniona, czasu więc jest coraz mniej, a sytuacja jest pilna. W połowie tego roku Polska wraz z Czechami, Węgrami i Estonia zablokowała zapisy w dotyczące zmniejszenia emisji gazów, teraz jednak von der Leyen ma nadzieje, że uda się tę grupę państw przekonać do poparcia planów ratowania klimatu w Europie.
Problemem dla Polski będzie z pewnością fakt, że w przypadku jednogłośnego przyjęcia klimatycznego planu UE, w Polsce, na Śląsku prace straci, jak się szacuje około 40 tysięcy ludzi. Komisja Europejska obiecuje, że da pieniądze dla tych regionów, które bezrobocie
dotknie najsilniej.
„Będziemy musieli pokazać, że ta transformacja będzie sprawiedliwa dla ludzi oraz włączająca. To musi być nasz cel, dlatego pracujemy nad mechanizmem sprawiedliwej transformacji, aby znaleźć równowagę. Tak, będzie musiała nastąpić zmiana. Musimy wdrożyć odpowiednie kroki teraz, wiedząc, że minie całe pokolenie, nim ta zmiana się dokona” – mówiła Ursula von der Leyen Masowa utrata pracy przez tak pokaźną grupę polskich pracowników z pewnością będzie silnym argumentem w rękach rządu PiS, by przeciwstawić się planom Komisji Europejskiej pod hasłami obrony suwerenności i polskiego
rynku pracy.
Faktem jest jednak, że zablokowanie tego planu obecnie oznacza, że Polska i inne kraje sprzeciwiające się klimatycznym propozycjom Europy będą współwinne katastrofie klimatycznej, która dotknie przecież całą planetę.

„Ekologiczna katastrofa” we Wrocławiu

Sezon jesienno-zimowy, to dobry czas by podyskutować o ekologii, ochronie środowiska, smogu i tematach z tym związanych. Zwłaszcza iż to dziś palące zagadnienia.

Społecznego Forum Wymiany Myśli zaprasza więc na najbliższą, październikową debatę poświęconą tej gorącej palecie tematów, tworzących cały wachlarz spraw niosących zagrożenia dla środowiska, egzystencji ludzkości i pojedynczego człowieka. Temat naszej najbliższej dyskusji brzmi:
– „EKOLOGICZNA KATASTROFA: WROCŁAW – POLSKA – EUROPA – ŚWIAT”
Do dyskusji zaprosiliśmy przedstawicieli środowisk ekologicznych z Wrocławia, jak również ludzi związanych z organizacjami zajmującymi się ochroną środowiska. Staramy się zapewnić obecność reprezentantów Uniwersytetu Przyrodniczego specjalizujących się w tej dziedzinie, jak również ludzi z branży górniczo-geologicznej mających inne spojrzenie na klimatyczne zmiany związane z tzw. antropocenem czyli epoką bezwzględnej hegemonii człowieka nad przyrodą. Do udziału w debacie zaprosiliśmy również przedstawicieli wrocławskiego magistratu, odpowiedzialnych za te sprawy w naszym mieście. Czyli będzie i „lokalnie” i „globalnie”. Tematyka jest nie tyle kontrowersyjna co wielopłaszczyznowa i budząca emocje. Może i tym razem w „Tajnych kompletach” też tak będzie. Debata odbędzie się w dniu 24.10.2019r., o godz. 17.30 w księgarni-kawiarni „TAJNE KOMPLETY”, ul. Przejście Garncarskie 2, we Wrocławiu.

Dzień klimatycznego protestu

Tłumy ludzi na ulicach w metropoliach na wszystkich zamieszkanych kontynentach świata, starcia z policją, żądania natychmiastowej zmiany polityki. Tak wyglądał globalny dzień gniewu, zorganizowany przez sieć Extinction Rebellion.

Powstrzymać zmiany klimatyczne, ocalić planetę i ludzkość, wymuszając na politykach podjęcie działań – to hasła i cele ruchu zrzeszającego setki tysięcy ludzi na całym świecie, podejmujących w porozumieniu sieciowym wspólne działania na rzecz uratowania Ziemi przez postępującą apokalipsą.
Od Berlina, przez Amsterdam, Paryż, Londyn, Nowy Jork, Tokio, Los Angeles, aż po Sydney, łącznie w ponad 60 miastach trwały wczoraj i dziś protesty przeciwko bierności polityków w zakresie walki ze zmianami klimatycznymi.
Niektóre demonstracje stanowią mocną manifestację gniewu. Policja zatrzymała kilkaset osób. W Londynie protestujący zamknęli się w samochodach, zablokowali most i kilka ulic w dzielnicy Westminster, gdzie mieszczą się budynki rządowe. Z kolei przed siedzibą ministerstwa obrony odbyła się pikieta. W ciągu dnia planowane są podobne blokady w pobliżu siedziby parlamentu i na Trafalgar Square, jak również siedząca manifestacja na lotnisku London City. Według szacunków aktywistów demonstracje w brytyjskiej stolicy będą pięć razy liczniejsze niż te, które miały miejsce w kwietniu. Spodziewają się, że w ciągu dwóch tygodni protestów w Londynie weźmie w nich udział ok. 30 tys. osób. Londyńska policja próbuje zastraszyć uczestników. Poinformowała o zmobilizowaniu tysięcy dodatkowych funkcjonariuszy w związku i zapowiedziała, że każdy, kto złamie prawo, nawet podczas pokojowych demonstracji, musi się liczyć z aresztowaniem.
Mocne „nie” obecnej polityce napłynęło również z niemieckiej stolicy. Klimatyczni aktywiści rozpoczęli blokadę jednego z głównych rond w centrum Berlina wokół Kolumny Zwycięstwa (Siegessaeule) w parku Tiergarten. Domagają się od rządu zdecydowanych działań na rzecz ochrony klimatu. Na wiecu planowanie jest m.in. przemówienie aktywistki transportującej migrantów z Morza Śródziemnego do Europy Caroli Rackete.
– Przeszkadzamy, bo nie widzimy innej możliwości wymuszenia przeprowadzenia głębokiej i powszechnej zmiany, która zapobiegłaby zmianom klimatu. Polityka klimatyczna rządu poniosła fiasko: lasy płoną, podnosi się poziom oceanów, dzikie zwierzęta masowo wymierają. Ludzkości grozi zagłada – tłumaczyła poniedziałkową blokadę w Berlinie Eva Escosa-Jung, jedna z działaczek grupy.
Ludzie widzą, że demonstracje nie wystarczą i należy sięgnąć po poważniejsze środki – mówiła Annemarie Botzki, rzeczniczka aktywistów – rzeczniczka niemieckiej Extinction Rebellion – Rząd musi działać natychmiast, żeby powstrzymać wymieranie i do 2025 roku osiągnąć zerowe emisje CO2 netto. Rząd powinien ogłosić klimatyczny stan wyjątkowy i zwołać zgromadzenie obywatelskie, które opracuje konkretne działania mające przeciwdziałać katastrofie klimatycznej – dodała.

Księga wyjścia (30)

Ballada jesienna

Jeśli już ktoś przyłączy się do jednego z politycznych plemion, to ślepo i bezrefleksyjnie powtarza narzuconą przez wodza narrację.

Wraz z nadchodzącą jesienią, tętniący życiem Kazimierz Dolny zaczyna powoli zamierać. Tu i ówdzie błąkają się jeszcze „spóźnieni” turyści. Gdy jednak przyjdą pierwsze słoty, a liście już zupełnie opadną z drzew, to i oni znikną, a miasto zastygnie w totalnym bezruchu. Nie ma chyba nic bardziej depresyjnego, niż Kazimierz Dolny między późną jesienią, a wiosną. Z dnia na dzień znikają tłumy, a miejsca, przez które wczoraj trudno było przejść, dziś świecą pustkami. Zostaje ciepły koc i dobre towarzystwo. Przynajmniej dla zdrowia psychicznego. Jeżeli ktoś jest jednak na tyle zdesperowany, by obserwować krajową politykę zamiast spokojnie z lekką melancholią oglądać „Animal Planet”, to naraża się na zbiorową psychozę nienawiści. Weszliśmy w etap polityki plemiennej. Różnica polega jedynie na tym, że można wybrać rodzaj plemienia.
Wszystko inne jest identyczne wystarczy wyrzec się poprzedników i złożyć hołd wierności. Jeśli już ktoś przyłączy się do jednego z politycznych plemion, to ślepo i bezrefleksyjnie powtarza narzuconą przez wodza narrację. Jedyne co może, to się nie uśmiechać, podczas głosowania wbrew swoim przekonaniom.
Agresywna radykalizacja polityki i idąca za tym nienawiść, potoczyły się jak kula śnieżna. Jeszcze niedawno aferą były lipne kilometrówki, za które Hofman z kumplami wylecieli z PiS-u, dzisiaj natomiast korytarze powietrzne zajęły samoloty rządowe, bezkarnie wożąc polityków i ich rodziny w dowolne miejsce kraju, w najbardziej nawet błahej sprawie. Zanim afera zdążyła rozgrzać się na dobre, pojawiła się nowa, przykrywając poprzednią.
Afera goni aferę, a stawiane przez dziennikarzy zarzuty czy nawet pytania są albo ignorowane, albo zbywane jakimś przykładem rządów PO sprzed lat. Mam na myśli afery, o których nie wspomina telewizja publiczna, ale mimo to wypływają w innych mediach.
Osiem lat temu wszystkie stacje telewizyjne mówiły i pokazywały dokładnie to samo. Byliśmy bombardowani jednym i tym samym przekazem ubranym w bliźniaczo podobny komentarz. Nie zawsze rzetelny i nie zawsze prawdziwy, ale za to ładnie i „profesjonalnie” podany. Teraz w zależności, który program włączymy dowiemy się o skrajnie różnych przyczynach tego samego problemu. Jeśli wybrany kanał w ogóle zdecyduje się przekazać nam tę informację, to już bez zbędnej kurtuazji i w formie zależnej od politycznego zamówienia.
Telewizja publiczna spełniła swoją misję idealnie, pokazując że nie do końca należy wierzyć mediom i dobrze jest zweryfikować wiadomość lub „sensację” w kilku różnych, najlepiej niezależnych – źródłach.
Nawet zwolennicy obecnych wodzów widzą, że z tą telewizją nie zawsze jest prawdziwie, ale zrzucają to na karb wyższych interesów narodowo katolickich, jakimi są bóg – honor – ojczyzna i zagrożenia: typu gender czy LGBT.
Ogromny wpływ na przyśpieszenie i tę dynamikę polityczną mają nadchodzące wybory i to jest zupełnie zrozumiałe. Natomiast kompletnie nie rozumiem dlaczego jako jedyną alternatywą dla PiS-u ma być PO? Może w polityce już nie chodzi o program, może zmieniły się kryteria określające przeciwnika z ideologicznych na personalne? Tłumaczyłoby to polityków wędrowników, zmieniających partie i tym samym narrację, ale nie przekonania. O ile całkiem niedawno światem polityki wstrząsnęła informacja o radnym Kałuży, to jakoś bez specjalnego echa Kazimierz M. Ujazdowski reprezentuje szeroko rozumianą opozycję z publicznym poparciem Aleksandra Kwaśniewskiego. O pozostałych byłych prezydentach już nie wspomnę, bo wywodzą się z tego samego, postsolidarnościowego pnia politycznego, który na przestrzeni lat wielokrotnie łączył się i rozpadał. Czy Ujazdowski z PO poprze związki partnerskie z prawem do adopcji, czy też będzie ich przeciwnikiem jak K.M Ujazdowski z PiS?
Politycy zrobią wszystko, by wciągnąć obywateli w swoje mniejsze lub większe gierki. Niestety zwykle im się udaje, a ludzie dają się nabrać. Pewnie dlatego na ulicy widać głównie zawzięte twarze i miny pełne podejrzliwej nienawiści. Internet, zwłaszcza media społecznościowe stały się jednym wielkim ściekiem hejtu.
Na celowniku przykrytych często fałszywym nazwiskiem hejterów znalazła się również Greta Thunberg. Trudno podejrzewać szesnastolatkę o wyrachowanie, ponieważ jednak jej głos usłyszał cały świat trzeba było w inny sposób ją zneutralizować. Od oskarżeń o to, że jest marketingowym produktem, po wyszydzenie jej choroby – Aspergera. Na szczycie klimatycznym ONZ, pełnym pasji głosem zarzuciła politykom, że w obliczu cierpienia, głodu i wymierania ekosystemów mówią tylko o pieniądzach i opowiadają bajki o wiecznym wzroście gospodarczym. Wolna od politycznych ustępstw i towarzyskich zależności brzmiała prawdziwie.
Perfidnym jest nie tylko hejt ale również to, że reklama jednego z banków odnosi się do zapoczątkowanego przez Gretę protestu. Czy znany aktor biorący w niej udział tego nie widzi, że reklamuje coś, co Greta tak piętnowała? A jeśli widzi, czy to mu nie przeszkadza?
Pogarda wobec wszystkiego czego nie rozumiemy jest chyba naszą narodową przywarą. Bo jak tu zrozumieć, że nastolatka może swoim uporem przebić się na tak ważną konferencję jak szczyt klimatyczny ONZ, zabrać głos i jeszcze szczerze powiedzieć po co i dlaczego tam przyjechała? Przecież nie sposób pojąć świadomości tej dziewczyny i niewyobrażalnego sukcesu. A jednak.
Tym którzy nie wiedzą przypomnę, że nie wzięła się znikąd, zanim poszli za nią inni nastolatkowie – jedni świadomie, inni mniej, jeszcze inni dla towarzystwa – rozpoczęła jednoosobowy protest. W każdy piątek zamiast iść do szkoły, stawała przed szwedzkim parlamentem z zawieszonym transparentem, w którym domagała się ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Zaczęła w sierpniu 2018 roku. Niezależnie od pogody, każdy piątek był jej szkolnym strajkiem. Tylko tak mogła coś powiedzieć władzom i na szczęście głos ten został zauważony. I nie szukajmy drugiego dna w miejscu, gdzie go nie ma.
Wracając jednak do polityki i wyborów, jak zawsze wszyscy obiecują wszystkim wszystko. Gdy już miną wybory i poszczególne partie dostaną te kilka mandatów, zapytani przez wyborców o obietnice rozłożą ręce i powiedzą: „panie, co ja tam mogę?”. Zanim jednak do tego dojdzie to obiecują. Zarówno Zandberg jak i Schetyna czy nawet Kaczyński uzdrowią służbę zdrowia. Wielokrotnie na przestrzeni lat bywałem na SORze, pech chciał, że musiałem pojechać tam przed kilkoma dniami. Tym razem nie jako pacjent, ale osoba towarzysząca. Gdy zadzwonił do mnie ojciec, że coś złego się z nim dzieje, nie chcąc obarczać pogotowia, samodzielnie dotarliśmy najpierw do przyszpitalnej, całodobowej przychodni.
W poczekalni tłum. Zapytałem kto jest ostatni i czy w gabinecie jest jakiś pacjent. Dowiedziałem się, że jakieś dwadzieścia minut wcześniej weszła kobieta. Zajęliśmy więc miejsca przygotowani na dłuższe czekanie. Kilkanaście minut trwało zanim wyszła. Gdy przeliczyłem osoby w kolejce i pomnożyłem przez pół godziny, uznałem że lepiej będzie gdy pójdziemy jednak na SOR.
W szpitalnej poczekalni sytuacja jeszcze gorsza, wyglądało to trochę jak dworzec kolejowy w szczycie sezonu. W kolejce do rejestracji kobieta przyjmująca zapisy informowała każdego jak długo będzie czekał. Najczęściej słyszałem trzy, cztery godziny. Kiedy przyszła nasza kolej, okazało się że będziemy czekać krócej, bo przypadek nagły.
Znaleźliśmy dwa wolne krzesła i czekaliśmy cierpliwie. W pewnym momencie zapytałem czy jest szansa, by położyć ojca na jakiejś leżance, bo zaduch straszny, nawet mnie, zdrowemu kręciło się w głowie. Tym spontanicznym pytaniem, zupełnie przypadkiem znacznie skróciłem nasze czekanie. Kobieta spojrzała przerażona na ojca, zapytała czy wytrzyma chwilę, a lekarz przyjmie go jak tylko upora się z aktualnym pacjentem. Faktycznie jakieś pół godziny później zaczęli robić mu wszelkie badania.
Wizyta trwała do rana, ze wskazaniem by następnie udał się do specjalisty. Najbliższy termin wizyty prywatnej – koniec listopada, o wizytę na fundusz nawet nie pytaliśmy. Wielokrotnie bywałem w tym miejscu, ale takich tłumów jeszcze nigdy nie widziałem.
Wracając jeszcze do polityki, oczywiście że będę głosował, oczywiście jak zawsze na kogoś, kogo znam. Tym razem będzie to Piotr Gadzinowski, ostatni na warszawskiej liście lewicy. Wbrew temu co mówi Zandberg, nie liczę na to, że zdobędą władzę i faktycznie lewica będzie miała realny wpływ na sytuację w kraju. Wiem jednak, że głos Gadzinowskiego będzie znacznie bardziej słyszalny niż innych i celnie, z humorem wypunktuje rządzących. Ale przede wszystkim ten facet nie boi się biskupów.
Może to jednak nie politycy, może to my tacy jesteśmy, a oni jedynie są naszym lustrzanym odbiciem? Jeśli tak, to naprawdę jest smutne.
„Zaczynam jednak tracić wiarę, że jest wyjście stąd”, te słowa piosenki Tadeusza Nalepy, pod tytułem „Sen szaleńca” przyszły mi do głowy na zakończenie tego felietonu. Niech bedą jego mottem.

Bomba z opóźnionym zapłonem

22 września 2019 roku Światowa Organizacja Meteorologiczna wydała raport specjalny dotyczący stanu globalnego klimatu. Zasadniczym problemem naświetlonym w raporcie jest fakt zdecydowanie szybszych i gwałtowniejszych niż przewidywano zmian klimatycznych.

W raporcie możemy przeczytać między innymi w jak niepokojąco szybkim tempie wzrasta średnia temperatura na świecie. Zgodnie z przygotowanymi przez naukowców z Genewy danymi, od 1850 roku, kiedy to ruszyła epoka przemysłowa do początków wieku XX temperatura na Ziemi wzrosła o 1,1 stopnia. Dla porównania, już tylko w latach 2011 – 2015 średnia temperatur podniosła się o 0,2. Rekord ocieplenia przypada jednak na ostatnie 5 lat. Co więcej, zgodnie z cytowanym raportem, 90% wszystkich dziejących się na ziemi kataklizmów jest związanych z niczym innym jak właśnie z pogodą. Jeżeli taki trend się utrzyma, światu grozi seria kataklizmów, spowodowanych gwałtownym podnoszeniem się poziomu mórz. Choć prognoza ta zakrawa o wizję rodem z filmów science fiction to należy zdać sobie sprawę, że jej przejawy są już widoczne w Polsce. Mając do czynienia z powtarzającymi się już niemal rokroczne suszami, ciężko mówić o anomaliach pogodowych, które z czasem ustąpią. Postępujące ocieplenie nie zatrzyma się nagle, a jeżeli tak się cudownie stanie, potrzeba będzie wielu lat, a może kolejnych dekad, aby stan środowiska naturalnego powrócił do czasów sprzed agresywnie prowadzonej ingerencji człowieka.
Osuszanie mokradeł, wylesianie, czy intensywny rozwój bez troski o wodę wraz z efektem globalnego ocieplenia to wciąż aktywna bomba z opóźnionym zapłonem. Dlatego też tak ważne jest podjęcie konkretnych działań, które zabezpieczą tych, którzy już od lat zbierają plony niszczycielskiej polityki. Mam w tym miejscu na myśli rolników. Sytuacja ekonomiczna na wsi jest bardzo trudna. Co więcej, obecnie ocenia się ją za najtrudniejszą od dwudziestu lat. Już niemal wszystkie działy produkcji rolnej są nieopłacalne. Bez wsparcia ich pracy i jej zabezpieczenia nie warto łudzić się, że ceny produktów rolnych, ale i nie tylko one, powrócą do racjonalnego poziomu.
Wielu politykom zarzuca się, że ciężko dojrzeć w ich programach wyborczych uznania problemu klimatycznego za absolutnie priorytetowy. To fakt, że wiele z ugrupowań politycznych, ze względu na swój szeroko pojęty interes, dyplomatycznie pomija ten temat. Nie jest prawdą jednak, że wszystkie z nich. Lewica bardzo jasno opowiada się za stanowiskiem uznania klimatu za jedno z największych wyzwań politycznych najbliższych lat. Ze względu na fakt, że to właśnie susza jest dla Polski obecnie jego najbardziej dotkliwą konsekwencją, Lewica przedstawiła plan ubezpieczeń dla małych i średnich gospodarstw rolnych. Zgodnie z nim koszt ubezpieczenia plonów od suszy będzie w całości pokrywany przez państwo. Co więcej, za priorytet stawia sobie również zwiększenie dla wszystkich gospodarstw dopłat do ubezpieczeń od klęsk żywiołowych, których wysokość mając na uwadze analizy ostatnich lat, drastycznie spada. Nie ma co się dziwić. Działania prewencyjne nie leżą w interesie partii rządzącej, która wyjątkowo usilnie próbuje ignorować ostrzeżenia o nadchodzących kataklizmach. Wsłuchując się w prowadzoną publicznie narrację można doznać wrażenia, że polski obywatel żyje w dwóch absolutnie różnych światach. W jednym z nich ocieplenie klimatyczne nie istnieje, a ci przed nim ostrzegający uznawani za nienormalnych. W drugim, wspomniane zjawisko jak najbardziej istnieje i co gorsze niepokojąco rośnie w siłę.
Głęboko wierzę, że prawda jest jedna. I każdy, kto pozwoli sobie na świadomą refleksję, dotrze do niej samodzielnie. Ma to znaczenie tym bardziej, że świadome zmierzenie się z problemami społeczeństwa da możliwość zbudowania realnie wspierającego programu wyborczego. Lewica stawia na samodzielność myślenia i na tworzenie programu opartego na wartościach. Tym bardziej cieszy, że zgodnie z ostatnim sondażem, to Lewica jest tym ugrupowaniem politycznym, które wybierane jest przez wyborców nie ze względu na strach czy obawy przed zmianą, jak dokonują tego wyborcy innych dużych ugrupowań, ale właśnie ze względu na wyznawane wartości. Warto podkreślić, że samodzielność myślenia, otwartość na różne punkty widzenia nie kłóci się z prowadzeniem prosperującego silnego społeczeństwa. Społeczeństwa świadomego konsekwencji swoich przeszłych działań i wspólnie próbującego naprawić popełnione błędy.

Zdążyć przed katastrofą

Podobno mamy tylko 11 lat na zatrzymanie katastrofy klimatycznej. Można jednak dołożyć swoją cegiełkę, by temu zapobiec.

Co można zrobić? Greenpeace przygotowało listę 6 działań, które warto podjąć.
1. Protestuj dla klimatu.
Stan Ziemi jest zbyt poważny, żeby zmiany indywidualnych nawyków zatroskanej części społeczeństwa wystarczyły, by uratować naszą planetę.
Oczywiście warto te małe zmiany podejmować (sam tak robię!), ale potrzebujemy również głębszej, systemowej zmiany, by uratować świat. Dzisiaj największym źródłem gazów cieplarnianych w naszym kraju jest energetyka węglowa. Odpowiada za ok. 40 proc. emisji w Polsce. Odejście od węgla i przejście na czyste alternatywy mogą zapewnić politycy i polityczki. Dlatego tak ważne jest, aby brać udział w demonstracjach takich jak Protest Tysięcy Miast. Protesty społeczne ogniskują uwagę mediów i opinii publicznej, zmuszając decydentów do zainteresowania się tematem i do tłumaczenia się ze swojej bezczynności.
Badania naukowe pokazują, że wystarczy zaangażowanie w protesty zaledwie 3,5 procenta społeczeństwa (!), by zmiana społeczna i polityczna była nie do zatrzymania (o zasadzie „3,5 procenta” można przeczytać więcej w portalu BBC czy polskim SmogLabie).
2. Głosuj dla klimatu.
Możesz głosować w wyborach? Nie przegap tej szansy na zmianę rzeczywistości. Idź na wybory parlamentarne 13 października i zagłosuj na osoby, które planują działać na rzecz klimatu. Ważna jest ich przynależność partyjna, gdyż w wielu sprawach w parlamencie obowiązuje dyscyplina głosowania. Szereg partii politycznych już zapowiedziało, że zapewni odejście Polski od węgla. Rozmawiaj ze swoimi bliskimi, żeby także głosowali z myślą o naszej bezpiecznej przyszłości.
3. Dołącz do organizacji i ruchów działających dla klimatu.
W wielu miastach istnieją organizacje i ruchy oddolne, działające na rzecz klimatu – np. grupy lokalne Extinction Rebellion czy EarthStrike. Napisz do nich i dowiedz się, jak możesz się włączyć w ich działania. Aktywistki i aktywiści biorą udział w protestach, prowadzą kampanie w swoich miastach, edukują. Działając w wolontariacie możesz poznać ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy tak jak ty chcą zmieniać świat.
4. Wspieraj organizacje i ruchy działające dla klimatu.
Jeśli masz taką możliwość – dołącz do grona darczyńców wspierających organizacje i ruchy oddolne działające dla klimatu. To dzięki darczynkom i darczyńcom można prowadzić kampanie bez oglądania się na to, co pomyślą rządzący czy wielkie korporacje.
5. Bądź ambasadorką/ambasadorem zmiany.
Staraj się „być eko” i wprowadzaj zmiany w swoim otoczeniu. Pamiętaj, że prawdziwa zmiana – trochę tak jak przygoda u Tolkiena – zaczyna się za progiem twojego domu. Oszczędzasz energię, ograniczasz konsumpcję, w tym spożycie mięsa i nabiału, a w podróż starasz się wybierać pociągiem? Świetnie! Spróbuj też namówić do zmiany swoje najbliższe otoczenie. W ten sposób zdecydowanie zwiększysz swój wpływ na rzeczywistość. Może namówisz do zainstalowania odnawialnych źródeł energii swojego pracodawcę?
6. Napisz list, w którym przypomnisz politykom i polityczkom, że ich zadaniem jest zadbać o Twoje bezpieczeństwo i Twoją przyszłość.
Napisz, dlaczego chcesz, aby podjęli ambitne działania związane z ochroną klimatu. Napisany list można wysłać na adres: Fundacja Greenpeace Polska, ul. Altowa 4, 02-386 z dopiskiem “List dla klimatu”, do 11 października. Ten list, razem z listami innych osób, zostanie przekazany bezpośrednio do nowych parlamentarzystów i parlamentarzystek podczas pierwszego posiedzenia nowego parlamentu.

Czy Bałtyk umiera?

Globalne zmiany klimatu powodują wielkie zagrożenie dla mórz i oceanów. W przypadku małego i zamkniętego morza, jakim jest Bałtyk, zmiany te powodują zwielokrotniony efekt. Dlatego też Morze Bałtyckie powinno być przedmiotem naszego szczególnego zainteresowania i troski. Ale czy jest?

W Gdańsku doskonale wiemy, jak ważny jest Bałtyk dla naszego bezpieczeństwa, wolności, bogactwa, dobrobytu i zdrowia. Dlatego chcemy pomówić o stanie Morza Bałtyckiego, zachodzących w nim obecnie zmianach, przyszłym pokojowym wykorzystywaniu jego bogactwa, związanych z tym zagrożeń i sposobach przeciwdziałania nim. Czego Polska może się nauczyć z doświadczeń innych krajów, takich jak Niemcy, w zakresie polityki ekologicznej?
Spotkajmy się więc o 18:00, w czwartek 26 września 2019 r. w nowej przestrzeni spotkań w Gdańsku w Sztuce Wyboru (ul. J. Słowackiego 19) gdzie stara pruska historia spotyka się z przyszłością współczesnej europejskiej aglomeracji. Porozmawiajmy w gronie polskich i niemieckich ekspertów w dziedzinie ekologii, ekonomii, polityki i prawa w celu znalezienia konsensusu i zrozumienia na płaszczyźnie socjaldemokratycznych wartości.

Głos lewicy

Ziobro do dymisji!

#Lewica domaga się, by prezydent Andrzej Duda zwołał Radę Gabinetową. Afera w Ministerstwie Sprawiedliwości czeka na wyjaśnienie!
– Polki i Polacy chcą dymisji ministra Ziobry. Nie ma się co dziwić. Jeżeli minister Ziobro wiedział o tym, że w jego ministerstwie działała zorganizowana grupa nękająca sędziów, to powinien raz na zawsze zniknąć z polskiej polityki. Jeżeli nie wiedział, to dyskwalifikuje go to jako szefa resortu. Oznacza to bowiem, że nie panował nad własnym ministerstwem – mówiła podczas konferencji prasowej Dorota Olko, kandydatka Lewicy w okręgu siedlecko-ostrołęckim.
– Mateusz Morawiecki abdykował w sprawie afery hejterskiej, informując, że sprawę kończy dymisja Piebiaka. Tę sprawę trzeba wyjaśnić do samego dna. Wyjaśnić ją na poważnie – bo nie może być sędzią we własnej sprawie minister Ziobro, który jednocześnie jest zwierzchnikiem prokuratury i był szefem ministra Piebiaka – tłumaczył Krzysztof Gawkowski, startujący do Sejmu w okręgu bydgoskim.
– Zgodnie z art. 141 Konstytucji RP wzywamy prezydenta Andrzeja Dudę do tego, żeby zwołał Radę Gabinetową – mówił Gawkowski. – Oczekujemy, że pojawią się podczas niej wyjaśnienia ze strony ministra Ziobry, ale też jasne deklaracje premiera Morawieckiego. Do dziś nie doczekaliśmy się poważnych działań prokuratury, nie zostały zabezpieczone komputery prywatne i publiczne, z których korzystał wiceminister Piebiak i sędziowie oddelegowani do Ministerstwa. Nie mamy żadnej wiedzy na temat tego, by pan Ziobro został objęty postępowaniem nadzorczym. A przecież wiele przesłanek wskazuje na to, że wiedział, że jego resort przekształcił się w zorganizowaną grupę hejterską. Czy działała ona na zlecenie jednego z najważniejszych polityków Zjednoczonej Prawicy?
– W Polsce, o jaką walczy lewica, nie będzie miejsca na zorganizowany hejt. Będziemy z hejtem walczyć, a nie go generować – dodaje Olko.
Źródło: lewica2019.pl

Upały jak w Afryce

– W całym kraju mamy suszę. Wiemy, dlaczego są tak dotkliwe: to przez kryzys klimatyczny, którego efektem są ekstremalne zjawiska pogodowe – czy to nawałnice, czy właśnie susze – mówiła na konferencji prasowej Anna-Maria Żukowska, „dwójka” Lewicy na liście warszawskiej. – Kryzys klimatyczny jest faktem. Naukowcy nie mają wątpliwości, co jest jego podstawową przyczyną – emisje gazów cieplarnianych spowodowane ludzką aktywnością.
Źródło: lewica2019.pl

Zielona rewolucja nie przyjdzie z dnia na dzień

Jak wygląda młody ruch na rzecz walki z kryzysem klimatycznym? Jakie stoją przed nim wyzwania, jakie odniósł do tej pory sukcesy i czego mu nadal brakuje? Czy dla młodych aktywistów walka o przyrodę to również walka z kapitalizmem? Wojciech Łobodziński (Strajk.eu) rozmawia z Janką Świerżewską, warszawską aktywistką.

Jak zaczęłaś działać w ruchu klimatycznym?
Zaczęło się od czytania. Kolejne publikacje na temat zmian klimatycznych i ich przyczyn, na które trafiałam, przekonywały mnie, że sprawa jest arcypoważna. Potem usłyszałam o Grecie Thunberg oraz o akcji Extinction Rebellion z 17 listopada, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Postanowiłam więc pojechać wraz z siostrami w grudniu na COP24 do Katowic. I tam stało się coś, co zrobiło na mnie wstrząsające wrażenie.
Co takiego?
Oburzyło mnie podejście władz. Do Katowic przyjechała masa aktywistów i aktywistek, również z zagranicy. Stosowano wobec protestujących przemoc, przeszukiwano autobusy, to wszystko jasno świadczyło o stosunku polityków do nas i do problematyki zmian klimatycznych. Do tego sam szczyt zakończył się praktycznie bez żadnej konkluzji.
Dlatego po powrocie udałam się na spotkanie Earth Strike. Tam stwierdziłam, że robią oni świetne rzeczy, lecz jednak nie jest to miejsce dla mnie. Dopiero 15 marca odnalazłam się wśród protestujących uczniów i uczennic… i tak postanowiłam dołączyć do Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.
Ty już nie jesteś uczennicą – jesteś chyba jedną ze starszych osób w MSK?
Tak, jedną z najstarszych. Wśród nas przeważają osoby uczęszczające do liceum, ale są też osoby takie jak ja, czyli studiujące.
Liderami są licealiści?
Nie mamy lidera czy liderki. Jesteśmy organizacją niehierarchiczną, decydujemy o wszystkim bezpośrednio, spotykając się co tydzień. Mieliśmy też grupy tematyczne, istniała grupa edukacyjna czy filmowa. Teraz troszkę to zmieniamy – będziemy się organizować wokół projektów, zadań. Bardzo dużo rozmawiamy, dyskutujemy, zadziwia mnie nasza aktywność i siła do całego działania.
Polska usłyszała o was przy okazji marcowej demonstracji, o której wspomniałaś. Ale to było jedno wydarzenie, jeśli wziąć pod uwagę, że powtarzacie je cyklicznie – jedno w miesiącu.
Może przypomnę, że tamta demonstracja była naprawdę gigantyczna. To była największa demonstracja klimatyczna w Polsce do tej pory. Ale faktycznie, doszliśmy do wniosku, że musimy działać bardziej regularnie. Zorganizowaliśmy między innymi kilka wykładów: tematem jednego z nich było ogólne nakreślenie problemu klimatycznego, a drugiego – dyskusja wokół strategii działania na rzecz zatrzymania zmian klimatycznych w dobie kapitalizmu. Ważne jest również tworzenie społeczności, co osiągamy, zapraszając na otwarte spotkania, np. do wspólnego malowania banerów. Wiele się przy takiej okazji można od siebie nauczyć.
Dodatkowo bardzo dużo czasu poświęciliśmy mediom, byliśmy w radiach i telewizji. Wykorzystywaliśmy każdą okazję do szerzenia wiedzy o zmianach klimatycznych. Ostatnio udało nam się spotkać z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim.
Jak ono wyglądało? Czy prezydent rozumie wagę problemów, z jakimi przyszliście?
Pierwszy kontakt wypadł trochę szokująco. Napisaliśmy do niego list, na który on odpowiedział filmem, w którym… połączono kwestie smogu i klimatu. Tymczasem smog jest kwestią lokalną, dużo łatwiejszą do rozwiązania…
Jest to raczej symptom ludzkiego podejścia do przyrody, a nie kwestia zmian klimatycznych jako całości.
Tak. Więc my też odpowiedzieliśmy filmem, w którym wyjaśniliśmy tę kwestię. W odpowiedzi dostaliśmy zaproszenie na spotkanie. W jego trakcie przedstawiliśmy Rafałowi Trzaskowskiemu ideę zorganizowania obywatelskiego panelu dotyczącego zmian klimatycznych. Prezydent zgodził się, że byłaby to pożyteczna inicjatywa. Również dość mocno wybrzmiała kwestia edukacji. Okazało się, że w ratuszu zauważono nasze działania na tym polu, między innymi spotkania edukacyjne, które odbywały się w Teatrze Powszechnym. Mamy w tej sprawie współpracować, prezydent zaangażował się między innymi w wyznaczanie symbolicznej linii jednego metra na budynku Pałacu Kultury.
Zadowoliło was to w pełni?
Początkowo tak. Pierwszy raz zostaliśmy potraktowani poważnie przez jakąkolwiek władzę, wcześniej nawet nie mieliśmy okazji się sprawdzić w kontakcie z jej przedstawicielami. Ale teraz musimy pilnować, żeby ta teoretyczna zgoda przełożyła się na praktyczne rozwiązania.
Na razie bilans władz Warszawy w walce o klimat wygląda tak, że Rafał Trzaskowski nadal tę walkę zapowiada, a na posiedzeniu rady miasta niemal równocześnie wprowadzono „alarm klimatyczny” i uchwalono zabudowę otuliny Jeziorka Czerniakowskiego.
Dlatego walczymy o to, by wraz z innymi ekologami i ekolożkami zakotwiczyć w świadomości pojęcie kryzysu klimatycznego, by pokazać, że to już się dzieje. Susze, powodzie, burze, nagłe wahania temperatur, to wszystko już tu jest i będzie się potęgować. Staramy się zmienić język, wprowadzić do debaty publicznej pojęcia i problematykę kryzysu klimatycznego. A przy tym doskonale rozumiemy, że to nie jest sprawa, którą da się załatwić jedną ustawą, zmianami prawnymi. Wymaga zupełnie innych taktyk, które dopiero wypracowujemy.
Jeśli mowa o taktykach… Byłaś teraz w Niemczech, bywasz często w Londynie. Masz obraz tego, jak działają tamtejsze ruchy klimatyczne, na przykład Ende Gelände. Jakie wnioski? Jak ma się Polska do europejskiej całości?
Młodzieżowy Strajk Klimatyczny jest częścią globalnego ruchu Fridays for Future, który rzeczywiście wziął się ze szwedzkiego strajku Grety. Są też ruchy bardziej radykalne, takie jak Extinction Rebellion, organizatorzy niezwykle głośnego i konfrontacyjnego Extinction Week w Londynie.
Główną różnicą jest to, że zagraniczne ruchy nie będące częścią Fridays for Future mówią o szybszej, rewolucyjnej zmianie, ich zdaniem nie ma czasu na budowanie ruchu ponad podziałami.
Extinction Rebellion twierdzi, że by móc wywrzeć niezbędną do zmiany presję na polityków i władzę, musi najpierw przekonać do siebie i zaktywizować 3,5 proc. społeczeństwa. Oni mają określoną strategię działania podług tych danych, również skupiają się na klasowych, ekonomicznych oraz postkolonialnych aspektach zmian klimatycznych.
Fridays for Future i MSK raczej chcą pozyskać jak najwięcej ludzi, o różnych poglądach, bez względu na przynależność klasową, poglądy polityczne i miejsce zamieszkania. Dążymy do tego by każdy i każda mogła się zaangażować.
Wierzysz, że masowy ruch klimatyczny w Polsce jest możliwy?
Chcę w to wierzyć. Wydaje mi się jednak, że tu ze strony politycznej i społecznej jest trudniej niż w Europie Zachodniej. Gdy wraz z ekipą z MSK pojechałam na protest do Niemiec, dokładnie do Aachen, gdzie było 40 tysięcy osób, czułam tam, że tak powinno być wszędzie i zastanawiałam się, dlaczego u nas dotąd protesty nie mają tej skali.
Nawet jeśli czuję, że przez te kilka miesięcy udało nam się mnóstwo rzeczy, uważam, że to nie jest wystarczająco dużo. Można byłoby robić więcej.
Ale czego można by robić więcej i z kim? Wiosna Biedronia, która wprowadziła do mainstreamu temat zmian klimatycznych, sprowadzała kwestię do zamknięcia kopalń do 2035 r. Albo robiła sobie zdjęcie z Ingą Zasowską i z wami. Jednym słowem puste show. Razem ma dobry i dokładny program środowisko-energetyczny… i 1 proc. poparcia. Reszta znaczących partii problem omija lub go neguje.
Niestety to wszystko jest prawdą. Dlatego nie liczę na partie polityczne. Raczej na to, że różne ruchy klimatyczne będą musiały się widocznie połączyć i zacząć współpracować. Na razie każdy ma swój program i pomysł na to, jak zawalczyć o środowisko i zadbać o przyszłość klimatu. Na przykład MSK jest bardzo legalistyczny, nie będzie podejmował akcji silnie konfrontacyjnych. Dla mnie jest to jednak oczywiste, że jeśli nikt nas nie będzie słuchał, to dojdzie do przesilenia.
Już teraz zamierzamy doprowadzić do tego, by temat kryzysu klimatycznego wybrzmiał jak najbardziej w najbliższych wyborach parlamentarnych. Partie polityczne nie chcą wprowadzić tej sprawy do swojej agendy – a my chcemy je do tego zmusić. Trzeba zacząć mówić po nazwiskach, obarczać polityków odpowiedzialnością, gdy jej unikają. Wprost trzeba rozliczać partie, które nic kompletnie nie robią. Tutaj nie ma miejsca na puste hasła. Będziemy chodzić na wieczory wyborcze i na konferencje, pisać o tym w mediach
społecznościowych.
A czy to nie będzie wołanie „bogatych dzieci z dużych miast”? Fajnie opublikować tekst na Krytyce Politycznej, dobrze jest komentować sprawy klimatu w TOK FM czy GW, ale czy to wystarczy, żeby wyjść poza określoną banieczkę, przekonywać nowych ludzi?
Non stop o tym dyskutujemy. Zastanawiamy się, jak działać, jednocześnie nie tworząc wokół siebie atmosfery uprzywilejowanych i wyedukowanych dzieciaków. Szukamy odpowiedzi na pytanie: jak poszerzać świadomość ludzi bez wstępnego wykluczania, często nieświadomego, jak wytłumaczyć akcje i formy działania osobom, dla których działalność polityczna jest czymś kompletnie świeżym. Musimy wchodzić do szkół, do normalnych ludzi, wyjść z banieczki „aktywistycznej elity”.
Z pewnością niebawem będziemy przeprowadzać happeningi edukacyjne w miejscach publicznych, nie na uniwersytetach, lecz na bulwarach wiślanych, na ulicach i chodnikach, tak by wyjść do wszystkich, a nie siedzieć w przysłowiowym Barze Studio.
Patrząc na ruchy w Europie zachodniej Europy mam wrażenie, że one wyrastają z innej rzeczywistości społecznej. Tam istniały tradycje polityczne, na ich fundamentach partie, fundacje, stowarzyszenia oraz skłoty, razem będąc potężnie usieciowione. W Polsce środowisko jest bardzo małe, z zaledwie kilkoma tytułami medialnymi, skupione przede wszystkim w Warszawie.
Wiemy, że z pewnością nie będziemy mieli sponsorów, nawet europejskich. Mamy zamiar działać oddolnie ze zrzutek. Nie zamierzamy również powoływać stowarzyszenia czy fundacji, nie zamierzamy się zbiurokratyzować i wyłaniać automatycznie liderów czy liderki. Jednocześnie bardzo staramy się nie być tylko warszawscy.
I na ile to się udaje?
W marcu w naszej akcji wzięło udział łącznie trzydzieści miast, w każdym z nich miały miejsce demonstracje.
Jak liczne?
Zdecydowanie mniejsze niż w Warszawie. Jednak były! To jest najważniejsze. Młodzi ludzie wyszli na ulice i zaczęli domagać się walki z kryzysem klimatycznym.
Szczecin czy region śląski to nasze najbardziej liczne i aktywne grupy spoza stolicy. Śląsk ma tutaj do spełnienia niezwykle ważną rolę ze względu na środowisko górnicze.
Rozmawialiście, czy też będziecie rozmawiać ze związkami zawodowymi górników?
Do tej pory nie mieliśmy takiej okazji, jednak do tego dojdzie. Zrobimy to jako cały Blok Klimatyczny – wszystkie organizacje walczące z kryzysem klimatycznym.
Nie może być tak, że będziemy mówić o odejściu od węgla jednocześnie omijając górników i ich rodziny, musimy ich szanować i uwzględnić ich w rozmowie dotyczącej kryzysu klimatycznego. Jeśli ma nadejść jakakolwiek zmiana, to musi ona być przeprowadzona zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej. Musimy pamiętać o każdym rodzaju pracowników, a przy tym wyrażać solidarność z górnikami, nie z kapitałem węglowym. Przecież kwestie klimatyczne są niezwykle społeczne i klasowe, to najbiedniejsi najbardziej odczują efekt postępującego kryzysu klimatycznego. Susze, głód, powodzie będą dotyczyć w pierwszym szeregu właśnie ich. Musimy o nich pamiętać i walczyć o ich prawa i bezpieczeństwo.
Myślisz, że w tym świecie rozdartym konfliktami, rządzonym logiką kapitału, uda się przeprowadzić Zieloną Transformację czy nawet Zieloną Rewolucję? Ja obawiam się, że w miarę postępowania kryzysu klimatycznego, który pociągnie za sobą kolejne, np. zaostrzenie problemów migracyjnych, ludzie będą się skupiać na takich właśnie symptomach, nie na sednie problemu. Do tego jesteśmy w uprzywilejowanej Europie, którą globalne Południe usiłuje dogonić, a to wiąże się ze zwiększeniem emisji zanieczyszczeń…
Mówimy o Europie, bo to ona musi zredukować swoją emisję zanieczyszczeń. Mamy więcej środków, lepszą technologię, to na nas historycznie spoczywa odpowiedzialność. Rewolucja czy zielona transformacja nie nadejdzie z dnia na dzień – ale jeśli politycy i społeczeństwa nadal będą odsuwać radykalne kroki, jeśli nasz ruch poniesie porażkę, masa ludzi umrze albo w wyniku katastrof ekologicznych, albo w wojnach o resztki surowców i resztki cywilizacji, kiedy ruszy fala uchodźców z wysuszonej Afryki czy spustoszonej monsunami Azji. To jest problem, któremu nie można zaprzeczyć.
Musimy walczyć z korporacjami, z logiką zysku, z denialistami klimatycznymi, musimy to zrobić. Ten świat nie może upaść kompletnie na głowę.
Wierzysz, że ten świat się uratuje, że logika zysku, o której mówisz, nie zwycięży i nie doprowadzi nas do samozagłady?
Ja i ci, którzy działają, wierzą w to, że się uda. Co innego w tej sytuacji pozostaje? Można tylko wierzyć i z tą wiarą działać.

Arktyka płonie

Światowa Organizacja Meteorologiczna bija na alarm.

Przez ostatnie półtora miesiąca w Arktyce wybuchło ponad 100 pożarów; to nienotowany w tej strefie fenomen. Powodem jest drastyczny skok temperatur.
Arktyka to obszar geograficzny, którego terytorium obejmuje rejony Rosji, Kanady, Norwegii, Szwecji i Finlandii, a także Alaskę, Grenlandię, Islandię oraz Ocean Arktyczny. Największe pożary wystąpiły na Alasce i na Syberii. Niektóre z nich osiągnęły monstrualne rozmiary. Do największego pożaru doszło w Ontario w Kanadzie. Główną przyczyną tego zjawiska są niezwykle wysokie temperatury i wywołana przez nie susza.
Anomalie występujące na Syberii są doprawdy wstrząsające. Aż o 10 stopni Celsjusza została przekroczona średnia temperatura z lat 1981-2010. Nie lepiej jest na amerykańskiej Alasce. Tam czerwiec br. był najgorętszym okresem, odkąd w ogóle prowadzi się tam pomiar temperatury! Dochodziła ona do 32 stopni Celsjusza. Niemal codziennie wybuchały tam samoistnie pożary. Tylko w tym roku odnotowano ich tam ponad 400. Pożary w Arktyce są szczególnie niebezpieczne nie tylko ze względu na bezpośrednie szkody jakie wyrządzają, lecz także z powodu gigantycznej emisji dwutlenku węgla jaki się wówczas wytwarza.
Eksperci Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) obliczyli, że w samym tylko czerwcu pożary spowodowały uwolnienie do atmosfery aż 50 milionów ton dwutlenku węgla. To ilość równa całorocznej emisji dwutlenku węgla w Szwecji lub wszystkim emisjom wywołanym przez pożary za kołem podbiegunowym w latach 2010-2018.
Pożary w Arktyce zwiększają też ryzyko szybszego topnienia pokrywy wiecznej zmarzliny. To również jest wyjątkowo niebezpieczne, gdyż powoduje to uwalnianie metanu, jednego z gazów mających największy wpływ na powstawanie efektu cieplarnianego.
– Od początku czerwca jesteśmy w Arktyce świadkami bezprecedensowych pożarów. Pożary nie wybuchają tam na obszarach zalesionych, jak to się dzieje latem w innych częściach Europy, lecz na wysychającej powierzchni wiecznych lodów. – cytuje rzeczniczkę WMO Clare Nullis portal TVN Meteo.
Poważnym zagrożeniem są również inne substancje emitowane do atmosfery podczas tych pożarów. Nie mają one bezpośredniego przełożenia na zmiany klimatyczne, lecz są niebezpieczne dla zdrowia ludzi.
– Pożary te rodzą obawy, co do ich wpływu na zdrowie, ponieważ towarzyszy im powstawanie trujących substancji i gazów toksycznych, które mogą się przenosić na wielkie odległości – powiedziała jeszcze Nullis.
Ofiarą tego zjawiska padła ludność Fairbanks, miasta położonego w środkowej części Alaski. Odnotowano tam w tym roku najgorsze zanieczyszczenie powietrza na świecie. Jeden z tamtejszych szpitali utworzył „schron dla czystego powietrza”.