„Trybuna” broni wolnych mediów!

Jako reprezentanci mediów protestujemy przeciwko ograniczeniu wolności słowa, którego przejaw stanowi proces członków redakcji pisma „Brzask” wydawanego przez Komunistyczną Partię Polski.
Postawiony redaktorom zarzut „promowania totalitarnego systemu”, zagrożony karą więzienia do 2 lat, jest absurdalny. Rzeczywiste motywy procesu są polityczne. Prokuratura dąży do wprowadzenia zakazu wyrażania sprzeciwu wobec obecnego systemu społecznego oraz szerzenia antykomunistycznej histerii, a nie obrony demokracji. Stawianie zarzutów na podstawie między innymi publikowania materiałów historycznych oraz przedstawiania poglądów innych osób to ingerencja w swobodę wyrażania opinii.
Proces członków redakcji „Brzasku” jest częścią szerszej kampanii zastraszania społeczeństwa, aby nie miało odwagi wyrażania poglądów niezgodnych z linią polityki pisowskiego państwa, podobnie jak stawianie zarzutów „obrazy uczuć religijnych”, wymuszanie cenzury światopoglądowej.

Skazani za propagowanie komunizmu

Czworo działaczy Komunistycznej Partii Polski zostało skazanych 31 marca 2016 roku przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej za propagowanie ideologii komunistycznej na łamach pisma „Brzask” oraz partyjnej stronie internetowej na kary 9 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania przymusowej, nieodpłatnej pracy społecznej oraz na kary grzywny.
Ten prowokacyjny wyrok zapadł na podstawie procedury nakazowej, bez obecności stron, stosowanej zwykle do wykroczeń, w których wina oskarżonego nie budzi wątpliwości. Sąd nawet nie przeprowadził standardowego postępowania procesowego, opierając się jedynie na akcie oskarżenia. Oskarżeni nie mieli nawet prawa do obrony. Skazani złożyli już sprzeciw od wyroków w trybie nakazowym domagając się rozpatrzenia sprawy w normalnym trybie.
Działaczom KPP postawiono zarzut z artykułu 256§1 kodeksu karnego: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Wcześniejsza próba nowelizacji tego artykułu poprzez dodanie zakazu prezentowania symboliki komunistycznej spotkała się ze sprzeciwem w kraju i za granicą. 19 lipca 2011 roku została unieważniona przez Trybunał Konstytucyjny jako ograniczająca wolność słowa.
Oskarżenie działaczy KPP o promowanie totalitarnego ustroju państwa jest kolejną próbą zrównywania komunizmu z faszyzmem i zakazania w ten sposób działalności komunistycznej.
Sprawę zapoczątkował donos posła PiS Bartosza Kownackiego z 2013 r. Wówczas prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Postępowanie wznowione na podstawie tego donosu przyspieszyło bieg pod koniec ubiegłego roku – po wyborach wygranych przez PiS. 31.12.2015 roku Prokuratura Rejonowa w Katowicach skierowała do Sądu Rejonowego w Dąbrowie Górniczej akt oskarżenia przedstawiający zarzut w brzmieniu: „publicznie propagował totalitarny ustrój państwa, w ten sposób, że wchodząc w skład zespołu redakcyjnego czasopisma „Brzask” zamieszczał na jego łamach treści, odwołujące się bezpośrednio do idei komunistycznego ustroju państwa oraz marksizmu i leninizmu, publikowane następnie na stronie internetowej www.kompol.org, co w kontekście doświadczeń historycznych jest zaprzeczeniem wartości demokratycznych…”, czyli za statutową działalność legalnej partii politycznej.
Dla sprawy istotne jest również upolitycznienie instytucji prokuratury poprzez jej podporządkowanie Ministrowi Sprawiedliwości – Zbigniewowi Ziobro z PiS, mianowanemu Prokuratorem Generalnym.
Wymiar sprawiedliwości w sposób jawny zupełnie inaczej traktuje skrajną prawicę. W tym samym czasie, gdy skazano członków redakcji „Brzasku”, neofaszyści z ONR swobodnie demonstrowali w 82 rocznicę powstania organizacji na ulicach Białegostoku. Na demonstracji nieśli sztandary z symbolem falangi i wzywali do rozprawy z wrogami politycznymi, czyli bezpośrednio nawiązywali do faszyzmu. Pomimo tego Ministerstwo Obrony planuje uzbrojenie neofaszystów w ramach struktur obrony terytorialnej. Wcześniej częstochowski sąd uniewinnił człowieka handlującego rasistowskimi koszulkami, nie dopatrując się w tym naruszenia wspomnianego art. 256 kk. Ostatnio Minister Sprawiedliwości oraz Prokurator Generalny zawiesił wykonanie wyroku wobec nacjonalisty skazanego za napaść na policjanta.
Wyrok na polskich komunistów zbiegł się z uchwaleniem 1 kwietnia przez Sejm ustawy „o zakazie propagowania komunizmu”, która zmusza samorządy do zmiany nazw ulic i innych obiektów kojarzących się z komunizmem i historią PRL, przez co uderza w tradycje ruchu robotniczego. W tym samym czasie Instytut Pamięci Narodowej tworzy rejestr oraz domaga się od samorządów likwidacji pomników żołnierzy radzieckich oraz innych związanych z komunizmem. Dewastacja i likwidacja pomników świadectw historii oraz jej fałszowanie jest właśnie przejawem faszystowskich praktyk.
Burżuazyjny rząd łudzi się, że zastraszy KPP poprzez represje, a antykomunistyczna kampania przyniesie mu korzyści. Żądamy zakończenia antykomunistycznych represji, a także zniesienia ustawy dekomunizacyjnej oraz zaprzestania fałszowania historii.
Ręce precz od KPP!

Kultura przeciw faszyzmowi

Zjazd Pracowników Kultury, zapamiętany jako „zjazd lwowski” odbył się w dniach 16 i 17 maja 1936 r. – był inicjatywą zorganizowaną przez Komunistyczną Partię Polski.

 

Odbył się niemal w miesięcznicę śmierci Władysława Kozaka – robotnika, który zginął z rąk sanacyjnej policji podczas tłumienia kwietniowej demonstracji bezrobotnych (13 kwietnia). Zorganizowany dwa dni później pogrzeb Kozaka stał się pretekstem do wielkiej manifestacji klasy robotniczej Lwowa, która to – po interwencji policji – przerodziła się w regularną walkę uliczną.
Jak wspominał jeden z uczestników zjazdu, Bronisław Dąbrowski, „porąbana szablami policji trumna Władysława Kozaka, ślady barykad i przelana krew robotników – te świeże jeszcze wspomnienia budziły pragnienie odwetu i skłaniały do czynnego protestu. Strajki i demonstracje, potężna manifestacja pierwszomajowa, pieśni rewolucyjne i gniewnie wzniesione pięści – wszystkie te oznaki nadciągającej burzy ujawniały głęboki wstrząs polityczny, jaki ogarniał społeczeństwo lwowskie. W takiej to atmosferze i aurze gorącej i chmurnej rozpoczęły się 16 maja obrady Zjazdu Pracowników Kultury”.

„Lwowski Zjazd Pracowników Kultury był odpowiedzią na apel Międzynarodowego Antyfaszystowskiego Kongresu Pisarzy, zorganizowanego w 1935 r. w Paryżu z inspiracji III Międzynarodówki. Obradujący tam pod przewodnictwem Romain Rollanda, André Gide’a i André Malraux twórcy wezwali do organizowania krajowych kongresów w celu obrony kultury przed faszyzmem”. W zjeździe uczestniczył szereg postaci istotnych dla polskiej kultury – swoje odczyty dla licznej, międzyklasowej publiczności zgromadzonej w sali lwowskiego Teatru Wielkiego oraz Instytutu Technologicznego mieli m.in. Emil Zegadłowicz, Andrzej Pronaszko, Leon Kruczkowski, Jonasz Stern, Tadeusz Kotarbiński czy Władysław Broniewski.

„Dobra kulturalne narażone są w warunkach ucisku i terroru na najwyższe niebezpieczeństwo, gdyż mogą się rozwijać jedynie w atmosferze twórczości, wolności i pełnej zapału wiary w przyszłość. Dlatego potępiamy wszelkie bez wyjątku objawy ucisku fizycznego i moralnego, gdyż godzą w dobro i rozwój kultury, której jesteśmy bojownikami.

Groźne niebezpieczeństwo zmusza do szybkiego i solidarnego działania. Świat ducha musi się zorganizować, ostrzec wszystkich przed grożącym niebezpieczeństwem, upomnieć o swoje prawa… Świat ducha i świat pracy musza sobie podać ręce. Naprzód w bój o wolność człowieka, o wolność i rozwój ducha i kultury, o usunięcie krzywdy społecznej, o pokój dla znękanej ludzkości, o nowe, lepsze i pewniejsze jutro” – brzmiał jeden z postulatów zjazdu.

W trakcie referatów i dyskusji poruszano temat niezbędnej reformy edukacji, w tym potrzeby powszechnej tolerancji narodowej i wyznaniowej, skuteczniejszej walki z analfabetyzmem, równouprawnienia języków mniejszości narodowych oraz zmian w systemie kształcenia – postulowano wprowadzenie programu opartego na idei wolności i postępu. Dziennikarze, dziennikarki, literaci i literatki apelowali o zniesienie cenzury, opowiadali się przeciw „faszyzacji życia literackiego” oraz umacnianiu się periodyków proimperialnych i prokapitalistycznych. Artystki i artyści apelowali o poszanowanie wolności twórczej i tworzenie miejsc pracy dla osób spoza głównego obiegu sanacyjnego mecenatu. Ludzie teatru podnosili kwestię potrzeby dotacji dla teatrów robotniczych i ludowych oraz zmian w polityce repertuarowej placówek państwowych, dotychczas faworyzującej przedstawienia mierne artystycznie, ale efektowne z punktu widzenia merkantylnego.

W wystąpieniach głównym wątkiem stała się potrzeba sztuki zaangażowanej, która powinna być upowszechniana szerokiej publiczności – bez względu na status majątkowy, czy przynależność etniczną odbiorców i odbiorczyń. Efektem tych debat stała się idea powołania Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Kultury – projektu, który jak dotąd, pozostaje w sferze niespełnionych marzeń robotników i robotnic kultury.

Co znamienne dla drugiej połowy lat 30., zjazd – pomimo swojego owocnego przebiegu – nie odbył się bez incydentów. Sobotnie wystąpienie Leona Kruczkowskiego zostało zakłócone przez ONR-owców – do sali Instytutu Technologicznego wrzucono butelki z cuchnąca cieczą i kamienie, które raniły kilku uczestników. Zainterweniowała milicja robotnicza, która umożliwiła dalsze prowadzenie odczytu.

Dla części uczestników zjazdu lwowskiego onr-owski incydent nie był końcem nieprzyjemności – Henryk Dembiński, lewicowy działacz społeczny i publicysta (jeden z inicjatorów zjazdu), został aresztowany za działalność komunistyczną; kilku innych uczestników zwolniono z pracy. Andrzeja Pronaszkę – odpowiedzialnego za odczyt „Sztuka plastyczna” – publicznie zganiono na łamach polskiej prasy, natomiast Bronisława Dąbrowskiego uznano za „skreślonego z listy zespołu [lwowskiego] Teatru Wielkiego” w prasie lokalnej.

W obronie KPP

Szykany wobec Komunistycznej Partii Polski i redakcji „Brzasku” są w Polsce objęte zmową milczenia. Silniej znacznie reagują na nie lewicowe środowiska za granicą. Przed polskimi placówkami dyplomatycznymi organizowane były pikiety, wysyłane były apele do władz polskich unijnych. Teraz list w sprawie prześladowań działaczy KPP i przeciwko polityce „dekomunizacyjnej” polskiego rządu skierował do francuskiego ministra spraw zagranicznych Jean-Yvesa Le Drian deputowany do Zgromadzenia Narodowego Alain Bruneel. Oto jego treść:

 

Panie Ministrze,

Pragnę powiadomić Pana o antykomunistycznej polityce prowadzonej przez ultrakonserwatywne władze Polski z partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS).

Władze zdecydowały właśnie o odebraniu patronatów ulic działaczom komunistycznym, a także prowadzą represje za pośrednictwem aparatu sądowego. Troje działaczy KPP ryzykuje wyrok więzienia za głoszenie postępowych idei w piśmie „Brzask”.

Ten atak na wolność wypowiedzi i wolność prasy wpisuje się w szerszą kampanię, której celem jest wymazanie z historii Polski wszelkich odniesień do komunizmu.

Liczne organizacje i obywatele mobilizują się wokół tematu uważając, że wyrok skazujący, nawet symboliczny, będzie wstępem do delegalizacji KPP, a to z kolei poważnym zagrożeniem demokracji.
Poważne oburzenie sprawa ta wywołuje w północnej Francji, gdzie zamieszkiwały setki polskich robotników z czasów międzywojennych. Wielu z nich, górników, w większości komunistów, nie wahało się chwycić za bron aby uwolnić Francję od nazizmu.

Pragnąłbym uzyskać od Pana informację co robi francuska dyplomacja aby sprzeciwić się tym poważnym atakom na wolność i obrazę pamięci francusko-polskiego ruchu oporu.

Niech pozwoli Pan Minister przekazać sobie wyrazy szacunku.

Alain Bruneel

Wsparcie dla KPP na całym świecie – tylko nie w Polsce – nabiera siły. Pod międzynarodową petycją do Komisji Praw Człowieka ONZ w obronie polskich komunistów podpisało się ponad 800 osób z całego świata. Tymczasem 27 września przed sądem w Dąbrowie Górniczej miała miejsce kolejna rozprawa z powództwa przeciwko trójce działaczy KPP (objęte powództwem były cztery osoby, jedna z nich zmarła w czasie postępowania). Tego samego dnia odbyła się kolejna demonstracja solidarnościowa – tym razem przed polskim konsulatem w Kaliningradzie.

 

Alain Bruneel jest członkiem Francuskiej Partii Komunistycznej (PCF), deputowanym z departamentu Nord, członkiem komisji do spraw gospodarczych. Od 1999 do 2017 r. był burmistrzem miasta Lewarde.

Głos z Francji

Międzynarodowy Komitet Solidarności Klasowej (ICCS), Francuskie Stowarzyszenie Odbudowy Komunistycznej i Stowarzyszenie Przyjaciół Edwarda Gierka we Francji wystosowały apel do komisji Praw Człowieka ONZ w obronie Komunistycznej Partii Polski.

 

„Prześladując komunistów PiS chce przestraszyć Polaków, którzy nie godzą się na ograniczanie demokratycznych wolności, likwidacji zdobyczy socjalnych, niszczeniu praw kobiet i kontroli poglądów. Wspiera również faszystowskie grupy paramilitarne oraz posłusznie wypełnia zalecenia NATO dotyczące przygotowań do wojny z Rosją” – napisali autorzy listu. „Antytotalitarne argumenty podnoszone przez polskie władze są niedorzeczne. Uważają one, że antytotalitarne jest zakazywanie wyrażania poglądów i usuwanie pamiątek po Polsce Ludowej oraz ruchu antyfaszystowskim, a w rzeczywistości uderzają w pluralizm, co pokazuje jak fałszywy jest ich antytotalitaryzm przykrywający nienawiść możnych względem wszystkich sprzeciwiających się antyspołecznej polityce związanej z restauracją kapitalistycznego wyzysku w Polsce – czytamy dalej w apelu.

Autorzy apelu wskazują, że szykany i nękanie KPP i jej działaczy przypominają „polowania na czarownice” z czasów osławionego senatora McCarthy’ego, podczas gdy równocześnie władze polskie dają przyzwolenie na jawną działalność organizacji skrajnej prawicy.

Petycja została ogłoszona na stronie internetowej https://www.initiative-communiste.fr/articles/europe-capital/petition-internationale-a-lonu-pour-defendre-les-droits-du-parti-communiste-de-pologne/ Choć jej inicjatywa wyszła z Francji podpisało ją już szereg działaczy lewicowych – nie tylko związanych z nurtem komunistycznym – z szeregu krajów, m.in. ze Szwajcarii, Belgii, Hiszpanii, Włoch i Brazylii.

W apelu zwracają się oni m.in. o „otwarte potępienie dyskryminującego i antydemokratycznego zachowania polskich władz” oraz „przypomnienie UE, że deklarowała obronę wolności politycznej oraz wolności poglądów dla obywateli oraz wszystkich mieszkańców Unii”.

Nie dla rewizjonizmu

Francuska Partia Komunistyczna (PCF) zabrała głos przeciwko prowadzonej przez polski rząd polityce historycznego rewizjonizmu.

 

„Polski rząd reakcyjnej i ksenofobicznej partii PiS prowadzi politykę zmierzającą ku przebudowie polskiego społeczeństwa w duchu klerykalnym i etnocentrycznym nie zważając na protest Unii Europejskiej. Częścią tej polityki jest wymazywanie z historii Polski komunistów” – czytamy w komunikacie ogłoszonym przez PCF. Francuscy komuniści podkreślają w nim, że władze polskie z pełną determinacją pod hasłem dekomunizacji starają się zatrzeć w ogóle wszelkie ślady polskiego ruchu robotniczego. „PCF potępia stanowczo ten rewizjonizm historyczny” – napisali, dodając że działania polskich władz stanowią obrazę nie tylko dla tradycji robotniczych na ziemiach polskich, ale w całej Europie – również we Francji.

To nie pierwszy raz, kiedy Francuska Partia Komunistyczna zabiera głos wobec tego, co dzieje się w Polsce. Wcześniej PCF – podobnie jak i partie komunistyczne z innych krajów Europy i nie tylko Europy – aktywnie solidaryzowała się z Komunistyczną Partią Polski będącą obiektem szykan ze strony władz. KPP – tylko z racji iż w jej nazwie znajduje się skazane na ostracyzm słowo „komunizm” przypisuje się „propagowanie totalitaryzmu”.

Wobec działaczy KPP prowadzone są postępowania sądowe grożące w konsekwencji delegalizacją tej organizacji. Byłby to nie tylko cios w całą polską lewicę, ale też niebezpieczny precedens. Tym bardziej niebezpieczny, że organizacje skrajnej prawicy, które – w odróżnieniu od KPP – totalitaryzm jawnie propagują, podżegają do aktów nienawiści rasowej i obnoszą się z faszystowską symboliką nie ponoszą za to żadnych konsekwencji, a wręcz wydaje się, że korzystają z ochronnego parasola trzymanego nad nimi przez kontrolowaną przez PiS administrację państwową.