Pracowita jesień Lecha

Z czterech polskich zespołów klubowych (Legia, Lechy, Cracovia i Piast), które przystąpiły do eliminacji europejskich pucharów, do fazy grupowej przedarł się jedynie Lech Poznań. „Kolejorz” w IV rundzie kwalifikacji Ligi Europy pokonał belgijski RSC Charleroi 2:1. W piątkowym losowaniu poznaniacy trafili do grupy D z Benficą Lizbona, Glasgow Rangers i Standardem Liege.

Z dwóch polskich zespołów, które dotarły do IV rundy kwalifikacji Ligi Europy, trudniejsze zadanie w walce o awans do fazy grupowej miał Lech Poznań, któremu przyszło zmierzyć się na wyjeździe z aktualnym liderem belgijskiej ekstraklasy RSC Charleroi. Była to trzecia wyjazdowa potyczka graczy „Kolejorza” w tegorocznych kwalifikacjach Ligi Europy. Tylko w I rundzie zagrali u siebie, pokonując łotewski zespół Valmiera FC 3:0. W trzech kolerjnych rundach musieli już walczyć na boiskach przeciwników – w drugiej wygrali ze szwedzkim Hammarby IF 3:0, a w trzeciej rozgromili cypryjski Apollon Limassol aż 5:0. Trzy zwycięstwa i bilans bramkowy 11:0, a mimo to w ostatniej, czwartej rundzie eliminacyjnej to zespół RSC Charleroi był w opinii futbolowych ekspertów murowanym faworytem starcia z podopiecznymi trenera Dariusza Żurawia. Belgijska ekipa mimo atutu własnego boiska nie dała jednak rady wicemistrzom Polski i przegrała po zaciętej walce 1:2. I tak po czterech meczach, w tym trzech na wyjeździe, „Kolejarz” z kompletem zwycięstw i bilansem bramek 13:1 z impetem wjechał do fazy grupowej Ligi Europy, chociaż w trakcie kwalifikacji odeszło z niego dwóch kluczowych graczy – Kamil Jóźwiak i Robert Gumny. Ale chyba największym zyskiem poznańskiej ekipy jest to, że do wywalczenia awansu walnie przyczynili się 18-letni Jakub Kamiński i Filip Marchwiński oraz 21-letni Tymoteusz Puchacz i Jakub Moder.
Zwycięstwo w IV rundzie z RSC Charleroi warte było 300 tys. euro, bo tyle UEFA płaci premii za zwycięstwo w tej fazie rozgrywek Ligi Europy. Po drodze lechici zarobili jeszcze za awanse w poszczególnych rundach (za wygraną z Valmierą dostaną 240 tys. euro, za pokonanie Hammarby IF 260 tys. euro, a za pogrom Apollonu Limassol 280 tys. euro). W sumie wraz z premią za awans do fazy grupowej LE (2,9 mln euro) na konto poznańskiego klubu wpłynie około czterech milionów euro. W grupie D „Kolejorz” ma zagwarantowane rozegranie co najmniej sześciu spotkań, a za każde zwycięstwo może zainkasować 570 tys. euro, natomiast za remis 190 tys. euro). Za pierwsze miejsce w grupie UEFA wypłaci kolejny milion euro, zaś za 2. miejsce, również premiowane awansem do 1/16 finału, dodatkowa premia wynosi pół miliona euro. Lechitom zatem już opłaciła się dobra gra w kwalifikacjach, a przecież nie można z góry przesądzać, że w starciach z wyżej notowanymi zespołami Benfiki Lizbona, Glasgow Rangers i Sportingu Liege będą tylko dostarczycielami punktów.
Legia Warszawa miała znacznie dogodniejszą drogę do fazy grupowej, bo po odpadnięciu z kwalifikacji Ligi Mistrzów, w trzeciej i czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy grała na swoim boisku. Ten atut wystarczył w starciu z mistrzem Kosowa Drita Gnjilane, chociaż zwycięstwo 2:0 odniesione pod wodzą świeżo zatrudnionego trenera Czesława Michniewicza nie było przekonywujące. Ale chyba nikt nie zakładał, że w IV rundzie legioniści nie poradzą sobie z azerskim zespołem Karabach Agdam. Niestety, okazali się o klasę słabsi i przegrali aż 0:3. To kolejne niepowodzenie Legii w europejskich pucharach od momentu, gdy sto procent akcji klubu przejął Dariusz Mioduski. W poprzednich sezonach „Wojskowi” okazywali sie gorsi od kazachskiego FK Astana, mołdawskiego Sheriffa Tiraspol, słowackiego Spartaka Trnava i luksemburskiego Dudelange. Karabach Agdam nie jest przeciwnikiem z wyższej półki od wymienionych, a na pewno z niższej niż zespoły wyeliminowane w tym roku przez Lecha.
Gracze poznańskiego zespołu na pewno będą mieli tej jesieni więcej pracy od innych zespołów w PKO Ekstraklasie i pewnie nie raz po trudnych potyczkach pucharowych stracą ligowe punkty, ale per saldo gra na obu frontach przyniesie im więcej korzyści niż strat.
Nasz pucharowy kwartet w tegorocznych eliminacjach zdobył trochę cennych punktów rankingowych – Lech, Legia, Piast i Cracovia razem uzbierały w sumie 3,5 punktu do ligowego rankingu UEFA. To piąty wynik w Europie w obecnych rozgrywkach. Oczywiście najwięcej uzyskał Lech (1,5), który jako jedyny jeszcze może poprawić ten dorobek, bo w fazie grupowej za każde zwycięstwo może otrzymać 0,75 pkt, za remis 0,5 pkt, a za porażkę 0,25. PKO Ekstraklasa w rankingu UEFA już wyprzedziła ligi na Słowacji i w Słowenii, a jeśli lechici dobrze zapunktują, to nasz rodzima liga może wyprzedzić jeszcze w tym roku białoruską i kazachską, bo ligi z tych krajów nie mają już żadnych przedstawicieli w europejskich pucharach.
Niestety, nie od razu wpłynie to na rozstawienie naszych drużyn w kolejnym sezonie. Gwoli przypomnienia – od sezonu 2021/2022 poza kwalifikacjami Ligi Mistrzów i Ligi Europy znajdą się zespoły z miejsc 2. i 3. PKO Ekstraklasy oraz zdobywca Pucharu Polski, które wezmą udział w kwalifikacjach trzeciego europejskiego pucharu – UEFA Conference League.
Na razie wszystko jest po staremu i lechici rozpoczną zmagania w obecnej edycji Ligi Europy 22 października od meczu u siebie z Benficą Lizbona, następnie 29 października na wyjeździe zagrają z Glasgow Rangers, 5 listopada u siebie ze Standardem Liege, a 26 listopada rewanż z belgiojską drużyną na wyjeździe, a potem w 5. kolejce na wyjeździe zmierzą się 3 grudnia z Benficą, za na zakończenie fazy grupowej 10 grudnia podejmą w Poznaniu Glasgow Rangers.

Grupy Ligi Europy 2020/2021:
Grupa A: AS Roma, Young Boys Berno, CFR Cluj, CSKA Sofia;
Grupa B: Arsenal Londyn, Rapid Wiedeń, Molde FK, Dundalk FC;
Grupa C: Bayer 04 Leverkusen, Slavia Praga, Hapoel Beer Szewa, OGC Nice;
Grupa D: Benfica Lizbona, Standard Liege, Glasgow Rangers, Lech Poznań;
Grupa E: PSV Eindhoven, PAOK Saloniki, Granada CF, Omonia Nikozja;
Grupa F: SSC Napoli, Real Sociedad, AZ Alkmaar, HNK Rijeka;
Grupa G: SC Braga, Leicester City, AEK Ateny, Zoria Ługańsk;
Grupa H: Celtic Glasgow, Sparta Praga, AC Milan, OSC Lille;
Grupa I: Villarreal CF, Karabach Agdam, Maccabi Tel Awiw, Sivasspor;
Grupa J: Tottenham Hotspur, Łudogorec Razgrad, LASK Linz, Royal Antwerp;
Grupa K: CSKA Moskwa, Dinamo Zagrzeb, Feyenoord Rotterdam, Wolfsberger;
Grupa L: KAA Gent, Crvena Zvezda Belgrad, TSG Hoffenheim, Slovan Liberec.

Puchary są ważniejsze

Lech Poznań w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Europy pokonał Hammarby IF 3:0, a Piast wygrał z TSV Hartberg 3:2. Tym samym w 3. rundzie zagrają aż trzy polskie zespoły, bo do tej fazy rozgrywek Ligi Europy po odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów została przeniesiona Legia Warszawa. Europejskie puchary dla tego tercetu mają teraz priorytet.

Kilkanaście lat temu trzy polskie drużyny klubowe w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy (a wcześniej Pucharu UEFA) było normą, ale w kilku ostatnich sezonach nasze zespoły zazwyczaj odpadały już w pierwszej, góra drugiej rundzie, co zresztą spowodowało spadek PKO Ekstraklasy w rankingu UEFA na upokarzające 32. miejsce. W obecnej edycji europejskich pucharów w końcu jednak sytuacja uległa poprawie, bo w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy mamy trzy zespoły, a na dodatek ekipy Lecha i Piasta dotarły do tej fazy po wyeliminowaniu rywali z wyżej notowanych lig od polskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie trzy nasze drużyny minęły dopiero półmetek kwalifikacji i żeby awansować do fazy grupowej Ligi Europy, muszą jeszcze przejść przez dwie rundy.
Legia ma najłatwiejszego rywala
W trzeciej najłatwiejszego rywala ma Legia, która zmierzy się z mistrzem Kosowa Drita Gnjilane. Najbliższy pucharowy przeciwnik „Wojskowych” także zaczynał od Ligi Mistrzów, ale tu szybko odpadł po porażce z Linfield FC 0:3, natomiast w Lidze Europy miał więcej szczęścia. W poprzedniej rundzie Drita wyeliminowała macedoński Sileks Kratowo wygrywając na wyjeździe 2:0, lecz w potyczce z Legią w Warszawie eksperci nie dają jej praktycznie żadnych szans.
W przypadku awansu do 4. rundy warszawianie podejmą d Qarabg Agdam. Mistrz Azerbejdżanu w ostatnich latach ma „na rozkładzie” w pucharowych potyczkach Wisłę Kraków i Piasta Gliwice, poza tym w sezonie 2017/2018 zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W obecnym sezonie Qarabag jako mistrz Azerbejdżanu wystartował w eliminacjach Ligi Mistrzów. W I rundzie wygrał 4:0 z FK Sileks, w II rundzie pokonał 2:1 Sheriff Tiraspol, ale w III rundzie odpadł po karnych z Molde FK. Po dwóch kolejkach azerskiej ekstraklasy jest liderem rozgrywek. W latach 2017-2019 w jego barwach występował były obrońca Legii Jakub Rzeźniczak.
Kolejorz jedzie na Cypr
Lech Poznań w 3. rundzie zmierzy się z Apollonem Limassol, który wyeliminował w drugiej rundzie OFI Kreta. Cypryjski zespół nie będzie jednak dla „Kolejorza” łatwiejszym rywalem, bo w rankingach klubowych i ligowym Cypr jest obecnie wyżej niż Grecja. Apollon Limassol będzie też przeciwnikiem znacznie trudniejszym od Hammarby IF, ale przy odpowiedniej mobilizacji ekipa trenera Dariusza Żurawia z pewnością może pokusić się o zwycięstwo.
Jeśli poznański zespół awansuje, zmierzy się ze zwycięzcą meczu Royal Charleroi SC – Partizan Belgrad. Oba zespoły są w zasięgu graczy „Kolejorza”. Royal Charleroi to trzecia drużyna belgijskiej ekstraklasy ubiegłego sezonu, dlatego rywalizację w Lidze Europy rozpoczyna od III rundy. W obecnych rozgrywkach w krajowej lidze w pięciu pierwszych kolejkach zdobyła komplet punktów. W przeszłości w barwach tego klubu grali Kazimierz Kmiecik, Dariusz Marciniak i Tomasz Romaniuk, a obecnie piłkarzem tego klubu jest były zawodnik Śląska Wrocław Japończyk Ryota Morioka.
Natomiast Partizan cztery lata temu został wyeliminowany z pucharów przez Zagłębie Lubin i wciąż daleko mu do potęgi z czasów Jugosławii. Obecnie jest wicemistrzem Serbii i finalistą krajowego pucharu, a grę w kwalifikacjach Ligi Europy zaczął od I rundy, wygrywając u siebie 1:0 z łotewskim RFS Ryga. W II rundzie pokonał na wyjeździe po dogrywce 1:0 mołdawski FC Sfintul Gheorghe Suruceni. W przeszłości graczem tego zespołu był Tomasz Rząsa.
Piast wylosował najgorzej
Na najtrudniejszego rywala w 3. rundzie trafił jednak Piast Gliwice, którrego czeka wyprawa do Danii i starcie z zespołem FC Kopenhaga, którego zawodnikiem jest były napastnik gliwicekiej drużyny Kamil Wilczek. W ostatnich latach polskie drużyny na ogół przegrywały z duńskimi – Arka Gdynia z Midtjylland, a Lechia Gdańsk z Broendby Kopenhaga. FC Kopenhaga w poprzednim sezonie dotarł do ćwierćfinału Ligi Europy, odpadając dopiero po dogrywce z potężnym Manchesterem United. Dlatego ten rywal jest zdecydowanie mocniejszy nie tylko od Piasta, ale od każdego innego polskiego zespołu.
Gdyby jednak jakimś cudem gliwiczanie pokonali duńską przeszkodę, to w 4. rundzie zmierzyliby się z lepszym z pary HNK Rijeka – Kołos Kowaliwka. Jesli chodzi o potencjał piłkarski tych zespołów, to zarówno chorwacki, jak i ukraiński są na wyższej półce niż TSV Hartberg, ale na niższej niż FC Kopenhaga. HNK Rijeka to trzeci zespół poprzedniego sezonu chorwackiej ekstraklasy i zdobywca Pucharu Chorwacji. W obecnym sezonie w pierwszych czterech meczach ligowych zdobył sześć punktów. Dzięki wysokiemu współczynnikowi chorwackiej ligi rywalizacje w kwalifikacjach Ligi Europy rozpocznie dopiero od III rundy. Graczami tego zespołu są znani z polskich boisk Zoran Arsenić (Jagiellonia), Antonio Colak (Lechia Gdańsk) i Tibor Halilović (Wisła Kraków).
O sile ekipy Kołosa Kowaliwka niewiele wiadomo, bo ten założony w 2012 roku ukraiński klub dopiero debiutuje w europejskich pucharach. W rundzie zasadniczej poprzedniego sezonu rodzimej ligi w 32 spotkaniach zgromadził 32 punkty i zajął szóste miejsce. Prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył po barażach, pokonując w nich Dniepr Dniepropietrowsk i FK Mariupol. W tym sezonie ukraińskiej ekstraklasy Kołos utrzymuje pozycje w środku tabeli, zaś w eliminacjach Ligi Europy, które zaczął od II rundy, wygrał na wyjeździe 2:1 z Arisem Saloniki. W zespole tym występuje obecnie dwóch graczy znanych z gry w polskiej ekstraklasie – Andrij Bohdanow (Arka Gdynia) i Kyryło Petrow (Korona Kielce).
Liga krajowa na drugim planie
Zakwalifikowanie się do fazy grupowej Ligi Europy w tej chwili jest priorytetem dla tercetu naszych reprezentantów w pucharowych zmaganiach, dlatego w krajowej lidze Legia, Lech i Piast na razie nie błyszczą. W miniony weekend broniący tytułu stołeczny zespół przegrał w 4. kolejce z liderem obecnych rozgrywek PKO Ekstraklasy Górnikiem Zabrze 1:3. Zabrzanie zaczęli sezon z impetem i jak na razie są niepokonani. W sobotę na stadionie przy Łazienkowskiej zaskoczyli mistrza Polski agresywnym pressingiem, a pierwsze skrzypce w ich akcjach ofensywnych grali Jesus Jimenez, Alex Sobczyk i Bartosz Nowak. Oni też byli strzelcami goli dla Górnika, który po czterech kolejkach ma na koncie 12 bramek zdobytych i tylko trzy stracone. Atutem zabrzan jest też ich niesamowite wytrenowanie – żaden inny zespół w naszej lidze nie biega tyle, ile biegają podopieczni trenera Marcina Brosza. W meczu z Legią gracze zabrzańskiej drużyny przebiegli w sumie 122,8 km. Pod tym względem byli lepsi od legionistów o ponad dziesięć kilometrów. To jest jednak wyczerpujący styl gry, ale na razie zabrzanom pary nie brakuje.
W innych meczach 4. kolejki Wisła Kraków przegrała z Wisłą Płock 0:3, Podbeskidzie Bielsko-Biała z Rakowem Częstochowa 1:4, Pogoń Szczecin pokonała Śląsk Wrocław 1:0, a Lechia Gdańsk wygrała ze Stala Mielec 4:2. Niedzielne spotkania Lecha Poznań z Wartą Poznań i Zagłębia Lubin z Cracovią zakończyły się po zamknięciu wydania, a mecz Piasta Gliwice z Jagiellonią Białystok zostanie rozegrany w poniedziałek.

Lech wreszcie ograł Szwedów

W wyjazdowym meczu II rundy eliminacji Ligi Europy Lech Poznań wygrał 3:0 ze szwedzkim Hammarby IF. Bramki dla wicemistrzów Polski strzelili Pedro Tiba, Jakub Kamiński oraz Filip Marchwiński. Od 63. minuty Szwedzi grali w osłabieniu po tym, jak czerwoną kartką ukarany został Jeppe Andersen.

Ostatnim polskim zespołem, który wyeliminował szwedzki klub w europejskich pucharach, była Legia Warszawa, która dokonała tej sztuki w sezonie 2001/2002 zwyciężając w I rundzie Pucharu UEFA IF Elfsborg 4:1 i 6:1. Lech Poznań przed meczem z Hammarby bynajmniej nie był uważany za faworyta, ani w Polsce, ani tym bardziej w Szwecji. Ogólnie szanse zespołów na awans oceniano po równo i w gruncie rzeczy przez blisko godzinę gry te przewidywania się sprawdzały na boisku. Mecz był względnie wyrównany, ale w 55. minucie szczęście dopisało ekipie „Kolejorza”, która objęła prowadzenie po golu Pedro Tiby. Jednak to nie strata bramki podłamała morale graczy Hammarby, tylko czerwona kartka którą osiem minut później został ukarany pomocnik gospodarzy Jeppe Andersen. Niemiecki sędzia Sascha Stegemann przerwał grę po jego dość przypadkowym uderzeniu w twarz Pedro Tiby. Gracz Lecha wykazał przy tym spory talent aktorski, a że Andersen wdał się jeszcze w niepotrzebną dyskusję z arbitrem, ten sięgnął po żółtą kartkę. W tym meczu była to już jednak druga taka kara dla tego gracza, zatem zgodnie z regulaminem konsekwencja musiał być czerwony kartonik i wyrzucenie z boiska. Osłabiony zespół Hammarby próbował mimo to doprowadzić do wyrównania i w ostatnich minutach został dwukrotnie skontrowany przez dwójkę utalentowanych polskich piłkarzy – na 2:0 w 89. minucie podwyższył 18-letni Jakub Kamiński, a na 3:0 już w doliczonym czasie gry trafił jego rówieśnik Filip Marchwiński. Lech przełamał więc niemoc w starciach ze szwedzkimi zespołami – w przeszłości odpadał z europejskich pucharów dwukrotnie z IFK Goeteborg i raz z AIK Solna. Lechici awansowali do trzeciej rundy kwalifikacji, w której zmierzą się na wyjeździe z OFI Kreta lub Apollonem Limassol (mecz tych zespołów został rozegrany w czwartek i zakończył się po zamknięciu wydania).
Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw po meczu, co oczywiste, nie krył zadowoleni z postawy swojego zespołu. „Uważam, że wygraliśmy zasłużenie. Chciałem podkreślić, że gra ofensywna, którą w tym sezonie stosujemy w polskiej lidze, przynosi nam wymierne efekty także na arenie międzynarodowej. Ale rzecz jasna o zwycięstwie przesądzają gole, dlatego uważam, że przełomowym momentem w meczu była bramka Pedro Tiby, która dała nam prowadzenie” – przyznał szkoleniowiec poznańskiej drużyny.
A skoro już wspomniał o ofensywnej formacji swojego zespołu, wygłosił pean pod adresem pozyskanego latem szwedzkiego napastnika Mikaela Ishaka. „Mocno zabiegaliśmy latem żeby go pozyskać i od pierwszego występu w naszym zespole daje nam jakość w ataku. Strzela dużo goli, ale jak jest mocno pilnowany, to walecznością i zaangażowaniem też bardzo pomaga drużynie” – przekonywał Żuraw. O czerwonej kartce dla Andersena wiele m owić nie chciał, bo ponoć całej sytuacji dokładnie nie widział. „Wiem od moich zawodników, że ten zawodnik próbował dyskutować z arbitrem po faulu, którego dopuścił się na Tibie, a w takich sytuacjach jak wiem z praktyki zazwyczaj takie dyskutowanie właśnie tak się kończy” – stwierdził szkoleniowiec Lecha, który do gry przeciwko Hammarby wystawił taki skład: Filip Bednarek – Alan Czerwiński, Lubomir Satka, Dorde Crnomarković, Tymoteusz Puchacz – Jan Sykora (73. Michał Skóraś), Pedro Tiba (84. Filip Marchwiński), Jakub Moder, Dani Ramirez, Jakub Kamiński – Mikael Ishak (90. Mohammad Awwad).
W drugiej rundzie kwalifikacji Ligi Europy rywalizował też Piast Gliwice, który na własnym stadionie w czwartek podejmował austriacki TSV Hartberg. W środę gliwicki klub wydał jednak niepokojący w treści komunikat: „Informujemy, że zgodnie z obowiązującym protokołem UEFA Return to Play, dwa dni przed meczem 2. rundy eliminacji Ligi Europy, zespół, sztab oraz pracownicy Piasta Gliwice przeszli badania na obecność wirusa SARS-CoV-2. U dwóch z przebadanych osób test dał wynik pozytywny. Klub niezwłocznie wdrożył wszystkie niezbędne procedury i podjął odpowiednie działania. Wszystkie pozostałe badane osoby uzyskały wynik negatywny” – napisano na stronie Piasta Gliwice. Obie zakażone osoby zostały odizolowane od drużyny i skierowane na kwarantannę. Czwartkowy mecz eliminacji Ligi Europy z austriackim TSV Hartberg nie był jednak z tego powodu zagrożony (zakończył się po zamknięciu wydania).
Gwoli przypomnienia – trzeci z naszych zespołów uczestniczących w kwalifikacjach Ligi Europy, Legia Warszawa, po odpadnięciu w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2), został przeniesiony od razu do 3. rundy kwalifikacji LE i w przyszły czwartek (24 września) zmierzy się u siebie na Łazienkowskiej ze zwycięzcą potyczki FK Sileks Kratovo (Macedonia Północna) – Drita Gnjilane (Kosowo).

Eksportowe zespoły bez błysku

Pierwsza po przerwie reprezentacyjnej ligowa kolejka miała dać odpowiedź, w jakiej formie są nasze „eksportowe zespoły”, czyli walczące w kwalifikacjach Ligi Europy Lech Poznań, Piast Gliwice i Legia Warszawa. Z trójki pucharowiczów komplet punktów zdobyła jedynie warszawska drużyna, zaś poznaniacy i gliwiczanie swoje mecze zremisowali.

Mecz we Wrocławiu zaczął się dla zespołu Lecha znakomicie, bo już w 7. minucie objął prowadzenie po golu Mikaela Ishaka. Gospodarze wyrównali jednak pięć minut później po golu Piotra Celebana, a w 16. minucie na 2:1 dla nich strzelił Francuz Mathieu Scalet. Gracze „Kolejorza” potrzebowali 12 minut żeby odzyskać inicjatywę i w 28. minucie po trafieniu Hiszpana Daniego Ramireza wyrównali stan meczu, a w 32. minucie Ishak wyprowadził ich na prowadzenie 3:2. Pozyskany latem szwedzki napastnik ma już na koncie cztery gole i na spółkę z czeskim napastnikiem Legii Tomasem Pekhartem prowadzi w klasyfikacji strzelców.
Jeśli Szwed utrzyma taką snajperska dyspozycję dłużej, fani „Kolejorza” szybko przestaną tęsknić za duńskim napastnikiem Christianem Gytkjaerem. Po zmianie stron zespołowi Śląska dopisało szczęście, bo po faulu Tymoteusza Puchacza na Zambijczyku Lubambo Musondzie sędzia podyktował dla wrocławian rzut karny, który na wyrównująca bramkę na 3:3 zamienił Słowak Robert Pich. Mimo okazji z obu stron więcej goli w tym meczu nie padło.
Po trzech kolejkach Śląsk z siedmioma punktami na koncie jest w czubie ligowej tabeli, zaś Lech z dwoma zajmuje miejsce w środku stawki, więc remis uzyskany we Wrocławiu trzeba uznać za obiecujący w kontekście czekającego w środę poznański zespół wyjazdowego meczu z Hammarby IF w 2. rundzie eliminacji Ligi Europy. Mniej optymistycznie wygląda dyspozycja piłkarzy Piasta Gliwice, którzy w Grodzisku Wielkopolskim po słabiutkim występie zremisowali 0:0 z Wartą Poznań. A gwoli przypomnienia, w czwartek w meczu 2. rundy LE rywalem gliwiczan będzie austriacki TSV Hartberg, zespół raczej lepszy od Warty. Trzeci z pucharowiczów, Legia, wejdzie do gry w kwalifikacjach LE dopiero od 3. rundy, ma więc jeszcze trochę czasu. Oby tylko strzeleckiej formy nie stracił Pekhart, który zapewnił „Wojskowym” komplet punktów w wyjazdowej potyczce z Wisła Płock.

Szwedzi na drodze Lecha

W poniedziałek w siedzibie UEFA w Nyonie rozlosowano pary II rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Lecha Poznań czeka trudne wyjazdowe starcie z Hammarby, natomiast Piast Gliwice podejmie u siebie TSV Hartberg. Mecze tej fazy kwalifikacji odbędą się 17 września. Wylosowano też potencjalnych rywali naszych drużyn w trzeciej rundzie kwalifikacji.

W pierwszej rundzie eliminacji LE wystąpiły trzy polskie zespoły. Na placu boju pozostały dwa – Lech i Piast. Z rozgrywkami pożegnała się Cracovia po porażce z Malmoe FF 0:2. „Kolejorz” natomiast pokonał łotewską drużynę Valmiera FK 3:0, a gliwiczanie dość nieoczekiwanie wygrali na wyjeździe z Dynamem Mińsk 2:0. Przed wyznaczonym na miniony poniedziałek losowaniem par 2. rundy, UEFA podzieliła zespoły na grupy. Z polskich zespołów w nieco lepszej sytuacji zdawał się być Lech, który znalazł się w gronie drużyn rozstawionych, ale nic to mu nie dało, bo wylosował fatalnie trafiając na szwedzki zespół Hammarby IF, którego mniejszościowym udziałowcem jest grający obecnie w AC Milan słynny Zlatan Ibrahimovic. Lechici z tym rywalem na dodatek o awans do trzeciej rundy zagrają na wyjeździe.
Może rozzłoszczą Zlatana?
To nie pierwszy raz gdy poznański zespół w europejskich pucharach po wyeliminowaniu łotewskiej drużyny trafia w następnej rundzie na szwedzką. W sezonie 1991/1992 lechici w pierwszej rundzie kwalifikacji do świeżo powstałej Ligi Mistrzów ograli skonto Ryga, ale nie dali rady ekipie IFK Goeteborg (0:1 i 0:3). Siedem lat później w Pucharze UEFA Lech wyeliminował Metalurgs Lipawa, ale w następnej fazie ponownie trafił na zespół z Goeteborga i odpadł po 1:2 u siebie i 0:0 na wyjeździe. Może za trzecim razem ekipie „Kolejorza” pójdzie lepiej i po zwycięstwie nad Valmiera FK pokona także Hammarby. Szanse są jednak niewielkie, bo lechici nie mają farta w pucharowych starciach ze szwedzkimi zespołami. W sezonie 2011/2012 w kwalifikacjach Ligi Europy zostali też wyeliminowani przez AIK Solna, przegrywając 0:3 na wyjeździe i wygrywając tylko 1:0 u siebie.
Hammarby IF jest wprawdzie obecnie zespołem ze środka tabeli szwedzkiej ekstraklasy, ale liga w tym kraju gra systemem wiosna-jesień, więc rywale są w środku rozgrywek i chociaż w tabeli zajmują siódme miejsce, ze stratą 14 punktów do prowadzącego Malmoe FF (ten zespół wyrzucił z kwalifikacji LE Cracovię), to trzeba pamiętać, że w poprzednim sezonie Hammarby do końca walczyło z Djurgardens i Malmoe o mistrzostwo kraju. To wtedy Ibrahimović, który jest wychowankiem Malmoe FF, wykupił jedną czwartą udziałów w Hammarby, czym tak rozwścieczył fanów swojego dawnego klubu, że dzisiaj uważają go za zdrajcę i wieszają deski klozetowe na jego rzeźbie wystawionej przed stadionem w Malmoe. Zwycięzca meczu Hammarby – Lech w 3. rundzie kwalifikacji zmierzy się ze zwycięzcą meczu OFI Kreta – Apollon Limassol.
Ekipa „Kolejorza” w krajowej lidze na razie nie imponuje formą. W pierwszej kolejce ekstraklasy przegrała na wyjeździe 1:2 z Zagłębiem Lubin, a w drugiej na swoim boisku ledwo zremisowała 2:2 z Wisłą Płock. Co prawda obie bramki lechici stracili po rzutach karnych, ale jeden punkt po dwóch kolejkach nie wystawia wicemistrzom kraju najlepszego świadectwa, a jeszcze na dodatek w trzeciej serii gier czeka ich wyjazdowa potyczka z niepokonanym jak do tej pory Śląskiem. Jeśli „Kolejorza” wygra we Wrocławiu, to powinien też poradzić sobie z Hammarby.
Piast Gliwice był losowany spośród drużyn nierozstawionych, zatem jego trener Waldemar Fornalik pewnie odetchnął z ulga na wieść, że jego zespołowi przyjdzie się w 2. rundzie zmierzyć na własnym boisku z austriackim TSV Hartberg.
SV Hartberg w poprzednim sezonie austriackiej ekstraklasy zajął piąte miejsce, a prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył w barażach z Austrią Wiedeń. „Nie lekceważymy żadnego przeciwnika, ale z losowania jesteśmy zadowoleni. Uważam, że jesteśmy w stanie awansować. Na pewno uważnie przyjrzymy się jak gra ten austriacki zespół, być może pojedziemy obejrzeć go na żywo. Niczego nie zaniedbamy” – zapewnia dyrektor sportowy Piasta Bogdan Wilk.
Piast na razie lepszy w pucharach
Także prezes austriackiego klubu Brigitte Annerl nie uważa swojej drużyny za faworyta potyczki w Gliwicach. „Nie możemy się doczekać europejskiej przygody, która zacznie się w Polsce. Podchodzimy do tego meczu bez presji, bo trafiliśmy na silnego rywala, ale TSV zawsze dobrze prezentował się na wyjazdach w lidze, więc może postara się o niespodziankę w spotkaniu z Piastem” – stwierdziła w wypowiedzi zamieszczonej na stronie internetowej TSV Hartberg.
Problem w tym, że zespół Piasta, trzecia siła w ekstraklasie w poprzednim sezonie, obecną edycje rozgrywek zaczął fatalnie, bo od dwóch porażek. Najpierw przegrał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 0:2, a w miniony weekend uległ na własnym stadionie Pogoni Szczecin 0:1. Gdyby nie to, że Cracovia zaczęła rozgrywki z minusowymi pięcioma punktami na koncie, to po dwóch kolejkach Piast byłby w stawce zespołów PKO Ekstraklasy „czerwoną latarnią” z zerowym dorobkiem punktowy, trzema straconymi golami i bez żadnej zdobyczy bramkowej. Nie jest to jednak problem, bo do końca rozgrywek w naszej lidze jeszcze 28 kolejek i będzie czas odrobić straty, a teraz trzeba wszystkie siły poświęcić na jak najlepszy występ w kwalifikacjach Ligi Europy. W przerwie na reprezentację podopieczni trenera Fornalika będą mieli okazję do poprawienia mankamentów w swojej grze, bo przed starciem z TSV czeka ich tylko jeden ligowy mecz, z Wartą Poznań w 3. kolejce ekstraklasy. Jeśli gliwiczanie uporają się z austriackim zespołem, w 3. rundzie zmierzą się z lepszym z pary IFK Goeteborg – FC Kopenhaga.W Lidze Europy powalczy też Legia Warszawa, która w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów przegrała z Omonią Nikozja, ale na pocieszenie dostała jeszcze szansę awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Mistrzowie Polski zaczną od 3. rundy, a swój pierwszy mecz w tych rozgrywkach zagrają 24 września, a zmierzą się ze zwycięzcą pary Sileks Kratovo (Macedonia) – Drita Gnjilane FC (Kosowo).

Pary 2. rundy eliminacji Ligi Europy:
Ścieżka ligowa: Hammarby IF – Lech Poznań, Piast Gliwice – TSV Hartberg, Kajsar Kyzołorda – APOEL Nikozja, Locomotiw Tbilisi – Dynamo Moskwa, Coleraine – Motherwell, KF Teuta – Granada, Viking FK – Aberdeen FC, CSKA Sofia – Bate Borysów, KF Laci – Hapoel Ber-Szewa, Ventspils – Rosenborg, Servette Genewa – Stade de Reims, Olimpia Ljubljana – Zrinsjki Mostar, Hibernians FC – Fehervar, Nomme Kalju/NS Mura – Aarhus, Neftci Baku – Galatasaray Stambuł, IFK Goteborg – FC Kopenhaga, OFI Kreta – Apollon Limassol, Bala Town – Standard Liege, FC Botosani – Shkendija FK, Aris Saloniki – Kolos Kovalivka, FK Riterial – Slovan Liberec, FC Borac Banja Luka – Rio Ave, FK Kukesi – VfL Wolfsburg, NK Osijek – FC Basel, Bodo/Glimt – Żalgiris Wilno, Niederkorn – Willem II Tilburg, Suruceni – Partizan Belgrad, Lokomotiv Płowdiw – Tottenham Hotspur, Budapest Honved – Malmoe FC, Lincoln FC – Glasgow Rangers, Renova – Hajduk Split, DAC Dunajska Streda – FK Jablonec, Shamrock Rovers – AC Milan. Ścieżka mistrzowska: Inter Escaldes – Dundalk FC, Kuopion Palloseura – Slovan Bratislava, Linfield Belfast – Floriana FC, FC Ryga – Tre Fiori, Djurgarden IF – Europa FC, Flora Tallin – KR Reykjavik, Siłeks Kratowo – Drita FC, FK Astana – Buducnost Podgorica, Ararat-Armenia Erywań – Fola Esch, Connah’s Quay Nomads FC – Dinamo Tbilisi.

FC Sevilla i Inter Mediolan w finale

Inter Mediolan w półfinale Ligi Europy pokonał Szachtar Donieck 5:0. Było to najwyższe zwycięstwo w historii tych rozgrywek odniesione w 1/2 finału. Włoska drużyna w finale zagra z zespołem FC Sevilla, pięciokrotnym triumfatorem Ligi Europy, który w drugim półfinałowym spotkaniu pokonał Manchester United 2:1. Piłkarze FC Sevilla w „gorszym z europejskich pucharów” mają szansę uratować honor hiszpańskiej Primiera Division, a Inter włoskiej Serie A.

Inter gromiąc Szachtar 5:0 odniósł najwyższe zwycięstwo w meczu półfinałowym w 49-letniej historii tych rozgrywek (licząc z Pucharem UEFA). Mediolański zespół do przerwy prowadził tylko 1:0, po bramce Lautaro Martineza, ale po zmianie stron kolejne gole strzelili Danilo D’Ambrosio, ponownie Martinez, a na koniec dwa trafienia dołożył Romelu Lukaku. W finale Inter zmierzy się z Sevillą, która wywalczyła awans po zwycięstwie nad Manchesterem United 2:1. Zespół z Sewilli dzierży rekord w liczbie triumfów w Lidze Europy – w latach 2006-2016 wygrywał te rozgrywki pięciokrotnie. Inter natomiast ma na koncie trzy zwycięstwa, ale ostatnie wywalczył w 1998 roku. Finał Ligi Europy 2020 zostanie rozegrany w piątek 21 sierpnia w Kolonii.

Zwycięstwa faworytów w 1/4 finału

W poniedziałek na czterech niemieckich stadionach, w Duisburgu, Duesseldorfie, Gelsenkirchen oraz Kolonii, rozpoczął się finałowy turniej Ligi Europy. W dwóch pierwszych spotkaniach ćwierćfinałowych Inter Mediolan pokonał Bayer Leverkusen 2:1, a Manchester United po dogrywce wygrał 1:0 z FC Kopenhaga.

Podobnie jak w przypadku Ligi Mistrzów, także w Lidze Europy UEFA postanowiła dokończyć przerwane przez pandemię koronawirusa rozgrywki w formie turnieju. Mecze odbywają się bez udziału publiczności na stadionach w Duisburgu, Duesseldorfie, Gelsenkirchen oraz Kolonii, która też będzie gospodarzem zaplanowanego na 21 sierpnia finału.
Pierwsze dwa spotkania nie rozczarowały kibiców. Inter Mediolan po restarcie sezonu gra bardzo dobrze. Z 15 rozegranych meczów przegrał tylko, a w Serie A wywalczył tytuł wicemistrzowski i w przeciwieństwie do zespołu Bayeru Leverkusen zapewnił sobie awans do Ligi Mistrzów w nowej edycji tych rozgrywek. Ale piłkarze Interu chcą zakończyć miniony sezon triumfem w Lidze Europy i dlatego w starciu z „Aptekarzami” dali z siebie wszystko. Spotkanie zakończyło się wygrana włoskiego zespołu 2:1, a wszystkie trzy gole padły przed przerwą: na 1:0 w 15. minucie trafił Nicolo Barella, na 2:0 podwyższył Romelu Lukaku w 21. minucie, a kontaktowa bramkę dla Bayeru trzy minuty później uzyskał Kai Havertz. I na tym strzelanie goli gracze obu drużyn zakończyli. W półfinale (17 sierpnia) rywalem Interu bedzie zwycięzca wtorkowego meczu Szachtara Donieck z FC Basel (zakończył się po zamknięciu wydania).
W drugim poniedziałkowym spotkaniu zmierzyły się zespoły Manchesteru United i FC Kopenhaga. Faworytem była angielska drużyna, bo duński zespół nigdy wcześniej nie dotarł w europejskich pucharach do fazy ćwierćfinałowej. Ale 14 lat temu (w listopadzie 2006 roku) oba kluby stoczyły walkę w Lidze Mistrzów i wtedy nieoczekiwanie wygrał zespół FC Kopenhaga 1:0. Trenerem tamtej drużyny był obecny jej szkoleniowiec Staale Solbakken, a piłkarzem „Czerwonych Diabłów” był wtedy dzisiejszy trener United Ole Gunnar Solskjaer. Obaj Norwegowie znają się dobrze, a Solskjaer przed meczem nie krył obaw o wynik starcia z kopenhaskim zespołem. „Znam dobrze Staale Solbakkena, to mój dobry przyjaciel. Jego zespoły są zawsze dobrze zorganizowane i gra się przeciwko nim bardzo trudno. A on ma teraz do dyspozycji wielu młodych i utalentowanych piłkarzy” – ocenił trener „Czerwonych Diabłów”. Jego obawy okazały się uzasadnione, bo gracze FC Kopenhaga nie dali sobie strzelić gola przez 90 minut regulaminowego czasu gry, nawet z rzutu karnego. Dopiero druga „jedenastka” podyktowana przeciwko nim w dogrywce przesądziła o zwycięstwie podopiecznych Solskjaera 1:0. W półfinale Manchester United trafi na zwycięzcę wtorkowej potyczki Wolverhampton Wanderers z FC Sevilla, która zakończyła się po zamknięciu wydania. Mecz zaplanowano na niedzielę 16 sierpnia.

Cracovia trafiła najgorzej

Trzy polskie zespoły startujące w tym sezonie w kwalifikacjach Ligi Europy w poniedziałek poznały swoich przeciwników w I rundzie. Najlepiej trafił Lech Poznań, bo zagra u siebie z łotewskim Valmiera FC, natomiast Cracovię czeka wyjazd do Szwecji na mecz z Malmoe FF, zaś Piasta Gliwice na Białoruś, bo trafił w losowaniu na Dynamo Mińsk.

Drużyny Lecha i Piasta dostały się do eliminacji LE 2020/2021 jako medaliści mistrzostw Polski, natomiast Cracovia jako zdobywca Pucharu Polski. W losowaniu par I rundy tylko Lech znalazł się wśród rozstawiony drużyn, a ponadto będzie gospodarzem potyczki z łotewskim Valmiera FC. Piłkarzy Cracovii czeka wyprawa do Szwecji, a Piast Gliwice identycznie jak w poprzednim sezonie zacznie swoją przygodę od wyjazdu na Białoruś.
Z tego tercetu najlepsze wyniki w europejskich pucharach ma na koncie Lech Poznań, który m.in. dwukrotnie przebijał się do fazy grupowej Ligi Europy (w sezonie 2009/2010 i 2014/2015). Osiągnięcia Piasta i Cracovii są znacznie słabsze. Gliwiczanie zadebiutowali w europejskich pucharach startem w kwalifikacjach Ligi Europy w sezonie 2013/2014, ale odpadli już w I rundzie z Karabachem Agdam. W sezonie 2016/2017 także w I rundzie wyeliminował ich IFK Goeteborg, a w poprzednim sezonie odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z białoruskim BATE Borysow, a potem w kwalifikacjach Ligi Europy z FC Ryga.
Cracovia w ostatniej dekadzie dwukrotnie bez powodzenia startowała w kwalifikacjach Ligi Europy: w sezonie 2016/2017 w I rundzie przegrała oba mecze z macedońskim Shkendija Tetowo (1:2 i 0:2), a w poprzednim sezonie także odpadła w I rundzie tych pucharowych rozgrywek po remisach 2:2 i 1:1 ze słowackim zespołem DAC Dunajska Streda.
Kolejorz powita Łotyszy
Pierwszy pucharowy przeciwnik Lecha Poznań, łotewski zespół Valmiera FC, na poznańskim stadionie dopiero zadebiutuje w europejskich rozgrywkach. Klub z niewielkiego, liczącego 25 tysięcy mieszkańców miasteczka dopiero dwa lata temu wrócili do łotewskiej ekstraklasy po 15 latach przerwy. W poprzednim sezonie wywalczyli w lidze czwarte miejsce, w obecnym na półmetku zajmują trzecie miejsce, z zespołami ze stolicy – FC Ryga i FK RFS.
W kadrze Valmiera FC niemal połowa graczy to obcokrajowcy. W ostatnim meczu ligowym w podstawowym składzie pojawiło się ich siedmiu – dwóch Nigeryjczyków, Francuz, Tunezyjczyk, Senegalczyk, Gruzin i Ukrainiec. Gwiazdą drużyny jest 19-letni nigeryjski napastnik Toluwalase Arokodare, który z dorobkiem 12 goli w 13 spotkaniach jest liderem klasyfikacji strzelców łotewskiej ligi. „Kolejorz” zagra z Valmiera FC w czwartek 27 sierpnia. Trzy dni później zagra w ekstraklasie z Wisłą Płock, także u siebie.
Trudny rywal Cracovii
Krakowianie przed losowaniem wiedzieli, że trafią na któryś ze szwedzkich zespołów, Malmoe lub Hammarby, albo albański FK Kukesi. Los wyznaczył im na przeciwnika w I rundzie najmocniejszego rywala z tego zestawu – Malmoe FF, z którego w wielki piłkarski świat 20 lat temu wyruszył Zlatan Ibrahimovic. Trener „Pasów” Michał Probierz nie był tym zachwycony. Szwedzki zespół jest faworytem tej potyczki, nie tylko dlatego, że będzie jej gospodarzem. Według wyceny branżowego portalu Transfermarkt.de piłkarze Malmoe FF są warci 18,5 mln euro, podczas gdy wszyscy gracze Cracovii zostali wycenieni na 9,5 mln euro. Poza tym szwedzki zespół w sezonach 2014/2015 i 2015/2016 występował w fazie grupowej Ligi Mistrzów, zaś w dwóch ostatnich docierał do 1/16 finału Ligi Europy, a odpadał po porażkach z takim firmami, jak VfL Wolfsburg i Chelsea Londyn.
Główną siłę rażenia Szwedów stanowi wypożyczony z Anderlechtu Bruksela Isaac Kiese Thelin. 28-letni napastnik w 12 spotkaniach zdobył osiem bramek. Trwający sezon to dodatkowy atut Szwedów, bo Malmoe jest w środku rozgrywek. Spotkanie odbędzie się 27 sierpnia na Eleda Stadion.
Znów wyprawa Piasta na Białoruś
„To nie jest najlepszy czas na podróż do Mińska” – stwierdził dyrektor sportowy Piasta Gliwice Bogdan Wilk, gdy poznał wynik losowania. Piast w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy ma 27 sierpnia zagrać na wyjeździe z Dynamem Mińsk. Ale niewykluczone, że do tego czasu jedynym problemem dla UEFA będzie w tym kraju koronawirus.
Piast w losowaniu mógł trafić na rywala z Łotwy (FK Ventspils) albo jednego z dwóch zespołów z Białorusi (Szachtior Soligorsk, Dinamo Mińsk). Trafił na ekipę ze stolicy Białorusi. We wtorek działacze gliwickiego klubu zaczęli przygotowania do wyprawy na Białoruś. Zanim jednak podopieczni Waldemara Fornalika zagrają z Dynamem, w najbliższą sobotę zainaugurują nowy sezon meczem z Resovią w 1/32 finału Pucharu Polski, a tydzień później zagraj ze Śląskiem Wrocław w I kolejce ekstraklasy. Trzecim meczem gliwiczan w tym sezonie będzie już pucharowe starcie z Dinamem w Mińsku.

Powalczą o Ligę Mistrzów?

Wiadomo już, że Legia Warszawa zagra w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, drugi w tabeli Piast Gliwice w kwalifikacjach Ligi Europy. Bliski tego celu jest też trzeci w stawce Lech Poznań. Do Piasta i Lecha dołączy zwycięzca finałowego meczu Pucharu Polski, czyli Cracovia lub Lechia Gdańsk.

Rozgrywki ekstraklasy są już na finiszu. We wtorek i środę zaplanowano przedostatnią, 36. kolejkę, a w najbliższy weekend odbędzie się ostatnia, 37. seria spotkań. Wszystkie najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły, a o co walczyć ma jeszcze tylko Lech Poznań, któremu teoretycznie miejsce na podium mógłby jeszcze odebrać Śląsk Wrocław. Ale ekipa „Kolejorza” ma sześć punktów przewagi nad wrocławianami i do przyklepania medalu potrzebuje zdobyć jeden punkt – jeśli nie wywalczy go w środę w wyjazdowym meczu z Cracovią, to okazję do tego będzie miał jeszcze w niedzielę u siebie w starciu z Jagiellonią, która, co jest całkiem możliwe, już w środę zakończy sprawę, jeśli pokona u siebie drużynę Śląska.
Zagra najmocniejszy kwartet
Wygląda więc na to, że w nowym sezonie europejskich pucharów nasz futbol w kwalifikacjach Ligi Mistrzów reprezentować będzie Legia, a w kwalifikacjach Ligi Europy Piast, Lech oraz zwycięzca finału Pucharu Polski, czyli Cracovia lub Lechia. Obiektywnie oceniając, w tej chwili są to zdecydowanie najlepsze polskie zespoły klubowe, co oczywiście wcale nie oznacza, że w najbliższym sezonie zdołają coś zwojować w europejskich pucharach. Legia poniosła w 35 kolejkach dziewięć porażek, co czyni ją jednym z najsłabszych mistrzów Polski w ostatnich latach. Z drugiej strony 21 zwycięstw to więcej niż odnotowała zwycięska drużyna Jacka Magiery z sezonu 2017/2017, ale o trzy mniej niż mistrzowska ekipa prowadzona przez Henninga Berga w sezonie 2013/2014, natomiast jest pierwszym zespołem od pięciu lat, który zapewnił sobie tytuł na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. W pięciu poprzednich sezonach losy mistrzostwa rozstrzygały się w ostatniej serii spotkań. Najgroźniejsi rywale Legii, Piast i Lech, też nie wypadają rewelacyjnie. Broniący tytułu gliwiczanie mają na koncie 11 porażek i sześć remisów, a Lech Poznań siedem porażek i 12 remisów.
UEFA podjęła decyzję, że wszystkie spotkania pierwszych trzech rund eliminacyjnych odbędą się bez udziału kibiców bez względu na sytuację epidemiczną w poszczególnych krajach. Ma to zapewnić równe szanse dla wszystkich drużyn. Świeżo upieczony mistrz Polski, Legia Warszawa, rozpocznie eliminacje już od I rundy. Mecze I rundy eliminacyjnej mają zostać rozegrane w dniach 18-19 sierpnia, spotkania II rundy zaplanowano na 25 i 26 sierpnia, zaś III na 15 i 16 września. Faza grupowa rozpocznie się dopiero pod koniec października. Pierwszą rundę kwalifikacji Ligi Europy zaplanowano na 27 sierpnia.
Z powodu pandemii koronawirusa i braku terminów UEFA postanowiła, że mecze pierwszych rund eliminacyjnych, zarówno w Lidze Mistrzów, jak i w Lidze Europy, odbędą się bez spotkań rewanżowych, a gospodarze będą wyłaniani drogą losowania. Legia w pierwszej rundzie eliminacyjnej zostanie rozstawiona, co oznacza, że uniknie takich zespołów, jak Celtic Glasgow, Astana, Łudogorec Razgrad czy Crvena Zvezda Belgrad. Potencjalni przeciwnicy to np. mistrz Luksemburga Fola Esch, mistrz Szwecji Djurgardens, mistrz Czarnogóry Buducnost Podgorica czy Białorusi Dinamo Brześć. Legia może też trafić na zespoły z Islandii, Armenii, Albanii, Macedonii lub Malty.
Na rozstawienie legioniści mogą jeszcze liczyć tylko w II rundzie eliminacji, bo w trzeciej prawdopodobnie znajdą się już w gronie słabszych zespołów. Gdyby jednak szczęście i forma legionistom dopisały i jakimś cudem przebili się do IV rundy eliminacyjnej, to w ostatnim etapie walki o awans do fazy grupowej Champions League beda musieli pokonać zespół klasy Ajaksu Amsterdam czy Red Bull Salzburg.
Już trzeba szykować drużyny
Jeśli Legia odpadnie w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, w IV rundzie eliminacji Ligi Europy, najprawdopodobniej będzie mogła liczyć na rozstawienie obok takich drużyn jak Molde, Makabi Tel Awiw oraz potencjalni pozostali spadkowicze z III rundy LM (Quarabag, Young Boys Berno lub FC Basel czy Crvena Zvezda). A jej potencjalnym rywalem może okazać się ktoś ze wspomnianych drużyn Sheriff Tiraspol, FC Midtjylland, Slovan Bratislava, Olimpię Ljubljana, FK Sarajewo, Univeristatea Craiova, Ferencvaros czy Dundalk FC.
Trener Legii Aleksandar Vuković w dwóch ostatnich kolejkach ekstraklasy może przetestować graczy z szerokiego zaplecza. Już w środę na spotkanie z Lechią w Gdańsku z różnych powodów nie zabrał aż 11 zawodników z podstawowej kadry zespołu. Zostawił Artura Jędrzejczyka, który ma na koncie tyle żółtych kartek, że następna grozi mu zawieszeniem na dwa mecze. Oprócz niego na Ergo Arenie nie zagrają Domagoj Antolić, Walerian Gwilia, Michał Karbownik i Luquinhas (dostali wolne) oraz kontuzjowani Andre Martins, Igor Lewczuk, Tomas Pekhart, Arvydas Novikovas, William Remy, Jose Kante i Marko Vesović. W tej sytuacji szansę występu będą mieli tacy gracze, jak Maciej Rosołek, Piotr Pyrdoł, Ariel Mosór, Paweł Stolarski, Luis Rocha, Bartosz Slisz, Mateusz Cholewiak, Radosław Cielemęcki czy Szymon Włodarczyk.
W kwalifikacjach Ligi Mistrzów stołeczny zespół czeka piekielnie trudne zadanie, a bez znaczących wzmocnień kadry nie ma nawet co marzyć o przebiciu się do fazy grupowej tych elitarnych rozgrywek. Po meczu z Cracovią trener Vuković otwarcie zaapelował do szefa klubu o transfery pięciu, sześciu zawodników na poziomie pozyskanego niedawno z Lechii Gdańsk Filipa Mladenovicia.Właściciel Legii Dariusz Mioduski w wypowiedziach dla mediów raczej unika mocarstwowych obietnic. „Jeśli nie sprzedamy Michała Karbownika, to niewielki. Transfer to nie tylko kwota płacona klubowi, ale też pensja piłkarza, premia za podpis. Z powodu pandemii straciliśmy ponad 20 milionów zł, ale wciąż jesteśmy w stanie trochę zdziałać na rynku transferowym” – zapewnił sternik warszawskiego klubu. Legia musi pilnie ściągnąć dobrego bramkarza na miejsce Radosława Majeckiego, potrzebuje też skutecznego napastnika, bo Jose Kante do sierpnia będzie leczył kontuzję.
Podobne problemy kadrowe mają lub będą mieć także trenerzy Piasta i Lecha, bo po zakończeniu rozgrywek zacznie się skrócony przez pandemię okres transferowy, z którego oba te zespoły na pewno nie wyjdą wzmocnione. Pandemia dość poważnie zrujnowała budżety klubowe i transfery do załatania dziur są wręcz niezbędne. Lech i Piast w poprzednich sezonach sporo zarobiły na sprzedaży najlepszych graczy, a tego lata także właściciel Legii nie ukrywa, że jeśli pojawią się dobre oferty za Michała Karbownika i Luquinhas, piłkarze ci będą mogli odejść.
Zestaw par 36. kolejki:
Grupa mistrzowska (środa, 15 lipca):
Lechia Gdańsk – Legia Warszawa, godz. 20:30, sędziuje Tomasz Musiał (Kraków);
Cracovia – Lech Poznań, godz. 20:30, sędziuje Jarosław Przybył (Kluczbork);
Pogoń Szczecin – Piast Gliwice, godz. 20:30, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce);
Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław, godz. 20:30, sędziuje Szymon Marciniak (Płock).
Rozegrane we wtorek mecze w grupie spadkowej – Arki Gdynia z Górnikiem Zabrze, Zagłębia Lubin z Wisłą Kraków, ŁKS Łódź z Rakowem Częstochowa oraz Wisły Płock z Koroną Kielce zakończyły się po zamknięciu wydania.

Zrobili porządki po pandemii

Władze UEFA w minioną środę podjęły szereg decyzji porządkujących bałagan w rozgrywkach, jaki wywołało ich wstrzymanie w marcu z powodu wybuchu pandemii koronawirusa. Teraz wiadomo m.in. , że w sierpniu zostaną dokończone zmagania w europejskich pucharach, a od września ruszy Liga Narodów.

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin ogłosił, że rozgrywki w obu europejskich pucharach zostaną dokończone w sierpniu w formule turniejowej, lecz nie w Stambule i Gdańsku jak było pierwotnie ustalone. Oba te miasta będą gospodarzami finałów za rok, teraz natomiast do tej roli wybrano Lizbonę (Liga Mistrzów) oraz cztery stadiony w Niemczech (Liga Europy). Ustalenia podjęte na posiedzeniu Komitetu Wykonawczego UEFA oznaczają, że gospodarze najbliższych finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy dostali dodatkowy rok na przygotowanie sie do tych wydarzeń. Stambuł i Gdańsk gościć będą finalistów w przyszłym roku, a był to termin przyznany Petersburgowi i Sewilli. Te miasta będą arenami finałów w 2022 roku w miejsce przesuniętych na kolejny rok Monachium (LM) i Budapesztu (LE).
Ciekawym pomysłem jest turniejowa formuła dokończenia rozgrywek w obu europejskich pucharach. Wiadomo już, że w Lidze Mistrzów najpierw 5 i 6 sierpnia zostaną rozegrane zaległe mecze 1/8 finału, a po skompletowaniu pełnego składu ćwierćfinalistów wszystkie osiem zespołów zjedzie do Lizbony, gdzie w dniach od 12 do 23 sierpnia na dwóch stadionach, Estadio da Luz oraz Jose Alvalade, rozegrają turniej bez spotkań rewanżowych. Podobna formuła obowiązywać będzie w Lidze Europy. Po wyłonieniu wszystkich ćwierćfinalistów osiem zespołów od 10 do 21 sierpnia rywalizować będzie na niemieckich boiskach – w Duisburgu, Duesseldorfie, Gelsenkirchen i Kolonii. Na razie nie wiadomo, czy na rywalizację w Lidze Mistrzów i Lidze Europy kibice będą mogli oglądać z trybun. Wszystko zależy od decyzji portugalskich i niemieckich władz. „W tej chwili odpowiadając na takie pytanie, musiałbym powiedzieć, że te mecze zostaną rozegrane bez udziału kibiców, ale za miesiąc sytuacja może się przecież radykalnie zmienić” – powiedział prezydent UEFA Aleksander Ceferin.
Kolejną decyzją podjętą w środę przez Komitet Wykonawczy była zmiana formatu eliminacji do nowej edycji Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Wedle nich mecze eliminacyjne będą rozrywane w formule jednego meczu, bez rewanżów. Wyjątkiem będzie jedynie ostatnia runda kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Ustalono też, że faza grupowa tych elitarnych rozgrywek rozpocznie się 28 października. Wszystkie federacje muszą zgłosić swoich uczestników nowej edycji pucharowych rozgrywek UEFA do 3 sierpnia. PZPN nie powinien mieć z tym problemu, bo wszystkie rozgrywki zakończy znacznie wcześniej.
Debatowano też o przełożonych na przyszły rok mistrzostwach Europy. Wbrew wcześniejszym pogłoskom okazało się, że ostatecznie turniej odbędzie się jednak w 12 miastach, czyli tak jak pierwotnie planowano. Komitet Wykonawczy postanowił, że turniej odbędzie się w dniach 11 czerwca – 11 lipca 2021 roku wedle schematu organizacyjnego ustalonego na tegoroczną imprezę, tyle że z przesunięciem o jeden dzień.
Na środowym posiedzeniu Komitet Wykonawczy UEFA zatwierdził jesienny kalendarz dla reprezentacji narodowych. Oprócz rozgrywek w Lidze Narodów w październiku i listopadzie dołożono po jednym terminie na mecze towarzyskie.
Komitet Wykonawczy zdecydował też, że inauguracja rozgrywek w Lidze Narodów odbędzie się w dniach 3-5 września. Następne kolejki zaplanowano 6-8 września, 10-11 października, 13-14 października, 14-15 listopada, 17-18 listopada. Gwoli przypomnienia – nasza reprezentacja zagra w tzw. dywizji A z Holandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Trener Jerzy Brzęczek powinien tym razem potraktował te zmagania poważnie, bowiem wyniki w nich osiągnięte przesądzą o miejscu w koszyku podczas losowania grup mistrzostw świata 2022 w Katarze.
W eliminacjach do tego mundialu zostanie stworzonych 10 grup. Połowa z nich będzie się składała z pięciu zespołów, a połowa z sześciu. Eliminacje do MŚ 2022 rozpoczną się 13 marca 2021 roku, a baraże zaplanowano na marzec 2022 roku. Turniej w Katarze odbędzie się nietypowej porze, bo w listopadzie i grudniu 2022 roku. Wystartuje w nim 15 zespołów z Europy.