PGE Vive zagra w elicie

Rozdrażnieni wysoką porażką w Kielcach szczypiorniści Paris Saint-Germain HB w rewanżu urządzili graczom PGE Vive równie tęgie lanie, ale w dwumeczu mistrz Polski okazał się lepszy o jedną bramkę i na początku czerwca zagra w Kolonii w Final Four Ligi Mistrzów.

W rozegranym w kieleckiej Hali Legionów pierwszym ćwierćfinałowym meczu zespół PGE Vive Kielce rozgromił Paris Saint-Germain HB 34:24. Takiego wyniku nikt się chyba nie spodziewał, bo w powszechnym przekonaniu faszerowana petrodolarami drużyna „milionerów z Paryża” była faworytem do wygrania tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Nawiasem mówiąc w poprzedniej edycji także tak uważano, ale paryżanie w Final Four zajęli dopiero trzecie miejsce. W obecnych rozgrywkach zdobyli jednak mistrzostwo Francji, a przed potyczką z kielczanami w Lidze Mistrzów zmiatali kolejnych przeciwników z parkietu bez większego trudu. Dlatego mimo dziesięciobramkowej zaliczki kielczanie nie byli pewni awansu.

Paryżanie żądni rewanżu

Obawy okazały się uzasadnione. Gracze PSG ruszyli do ataku od pierwszego gwizdka i na przerwę schodzili z prowadzeniem 18:11. Taki wynik rzecz jasna premiował ekipę mistrzów Polski, ale po zmianie stron paryżanie nadal wściekle atakowali, spychając rywali do chaotycznej obrony. O losach konfrontacji przesądziły jednak dopiero ostatnie minuty. Francuski zespół prowadził już z przewagą 11 bramek i w tym momencie miał awans w kieszeni, lecz w 56. minucie Dujshebaev doprowadził do wyniku 24:34. Chwilę później zawodnik Vive został odepchnięty przez Hansena, który został ukarany czerwoną kartką. Dujshebaev popisał się też w kolejnej akcji, bo wywalczył rzut karny, którego wykorzystał Aguinagalde. PSG odpowiedziało akcją Sagosena, ale ten trafił w słupek. Później bramkę zdobył Władimir Kulesz i Vive traciło już tylko osiem goli. W ostatniej akcji meczu bramkę zdobył Sagosen, ale to trafienie już nic paryżanom nie dało. Sensacja stała się faktem – kielczanie przegrali wprawdzie w rewanżu 26:35, ale w dwumeczu okazali się lepsi o jedną bramkę od PSG i to oni zagrają w półfinale Ligi Mistrzów.
„To był dla nas bardzo trudny mecz. Byliśmy o krok od wyeliminowania, ale nie traciliśmy wiary w sukces i wywalczyliśmy awans do Final Four. W kilku przypadkach zabrakło nam szczęścia. O ile w pierwszym meczu wszystko nam wychodziło, to dzisiaj było odwrotnie – szczęście sprzyjało rywalom. Najważniejsze, że po 120 minutach to my zdobyliśmy o jedną bramkę więcej. Jesteśmy w tym miejscu, w którym chcieliśmy być. Jestem przekonany, że kiedy we własnej hali przegraliśmy z Montpellier i było wiadomo, że straciliśmy szanse na drugie miejsce w grupie, niewielu na nas stawiało. Na naszej drodze do Final Four stanęła bowiem jedna z najlepszych drużyn świata. Ale to my okazaliśmy się lepsi. Gratuluję wszystkim moim zawodnikom tego ogromnego sukcesu” – ocenił spotkanie trener PGE Vive Tałant Dujszebajew.

Francuskie media nie ukrywały rozczarowania brakiem awansu swojego najsłynniejszego zespołu. Podkreślały jednak, że Mikkel Hansen, Nedim Remili, Thierry Omeyer i spółka stworzyli świetne widowisko i zasłużyli na uznanie. „Niewyobrażalna katastrofa” – tak skwitowano odpadnięcie PSG w lequipe.fr. Podkreślono, że paryżanie byli zdecydowanymi faworytami, dlatego ich porażka to „ogromne i niepodziewane fiasko”.

Z kolei hiszpańska „Marca” chwali kieleckich szczypiornistów i podkreśla, że w pełni zasłużyli na awans. Podkreślono, że zawiodły wielkie gwiazdy PSG: Mikkel Hansen, Sander Sagosen, Luc Abalo czy Nikola Karabatic. Żaden z nich nie stanął na wysokości zadania, gdy wymagała tego sytuacja na parkiecie. Hiszpańskie media podkreślały natomiast, że mimo wysokiego zwycięstwa PGE Vive w pierwszym spotkaniu, w rewanżu „cud był blisko” i kielczanie obronili się głównie dzięki grze Luki Cindricia i Alexa Dujshebaeva. Sukces PGE Vive odbił się szerokim echem nawet w Norwegii. Tamtejszy serwis internetowy smp.no przyznał, że wyeliminowanie Paris Saint-Germain jest ogromnym rozczarowaniem dla francuskiego potentata.

Teraz Final Four w Kolonii

Kielecka drużyna po raz czwarty w historii awansowała do turnieju Final Four Ligi Mistrzów. W 2016 roku wygrała te rozgrywki, a dwukrotnie (2013 i 2015) zajmowała w finale trzecie miejsce.
Tegoroczna edycja Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych zakończy się w Kolonii, gdzie w dniach 1-2 czerwca o miano najlepszej drużyny tego sezonu powalczą FC Barcelona Lassa, węgierski Telekom Veszprem, PGE Vive Kielce i macedoński Vardar Skopje.
Losowanie par półfinałowych odbyło się we wtorek 7 maja. W półfinale PGE Vive zagra z Telkomem Veszprem, a FC Barcelona Lassa z Vardarem Skopje. Kielczanie w obecnym sezonie grali z węgierskim zespołem dwukrotnie w fazie grupowej i oba mecze przegrali – u siebie 35:36, a na wyjeździe 27:29. W 2016 roku PGE Vive i Telkom zmierzyły sie w finale Ligi Mistrzów i tamtą potyczkę wygrała kielecka drużyna po rzutach karnych (4-3). Mecz po dogrywce zakończył się wynikiem 35:35.

Wyniki 1/4 finału Ligi Mistrzów:
Paris Saint Germain Handball – PGE VIVE Kielce 35:26 (18:11)
PSG: Corrales, Omeyer – Gensheimer 5, Keita, Hansen 4, Morros, Nikola Karabatic 2, Sagosen 2, Remili 13, Abalo 5, Stepancić, Luka Karabatic, Toft Hansen 4.
PGE VIVE: Cupara, Ivić – Jurkiewicz, Fernandez 1, Kulesz 5, Mamić, Cindrić 6, Alex Dujszebajew 4, Lijewski, Janc 4, Moryto, Karaliok 2, Aginagalde 4.
Pierwszy mecz: 24:34, bilans dwumeczu 59:60. Awans: PGE Vive.
Telekom Veszprem – SG Flensburg Handewitt 29:25
Pierwszy mecz: 28:22, bilans dwumeczu 57:47. Awans Veszprem.
FC Barcelona Lassa – HBC Nantes 29:26
Pierwszy mecz: 32:25, bilans dwumeczu 61:51. Awans: FC Barcelona Lassa.
Pick Szeged – Vardar Skopje 29:25
Pierwszy mecz: 23:31, bilans dwumeczu 52:56. Awans: Vardar Skopje.

 

PGE Vive lepsze od milionerów

Najbogatsza drużyna piłkarzy ręcznych na świecie, Paris Saint-Germain HB, sensacyjnie przegrała w pierwszym meczu 1/4 finału Ligi Mistrzów EHF z ekipą mistrzów Polski różnicą aż 10 goli. Szczypiorniści PGE Vive Kielce wygrali 34:24 i są teraz w komfortowej sytuacji przed rewanżem, który odbędzie się 5 maja w Paryżu.

Przed sobotnim spotkaniem w Kielcach za murowanego faworyta tej potyczki uchodził paryski potentat, posiadający kadrę naszpikowaną gwiazdami światowego szczypiorniaka, uważany za drugiego obok FC Barcelona Lassa które kolejny raz jest przymierzane do końcowego triumfu w rozgrywkach. W poprzednim sezonie było podobnie, bo ekipa Paris Saint-Germain też w tej fazie rozgrywek stanęła na drodze kielczan do Final Four Ligi Mistrzów EHF. W Kielcach paryżanie wygrali różnicą sześciu goli i praktycznie rozstrzygnęli kwestię awansu. W rewanżu już tak nie cisnęli, ale oczywiście też okazali się lepsi. W tegorocznej edycji scenariusz zakładał podobny przebieg starcia.

Kieleccy fani szczypiorniaka liczyli, że ich ulubieńcy przynajmniej stoczą z francuskim potentatem wyrównaną walkę, bo trybuny Hali Legionów były zapełnione do ostatniego miejsca. Nie tylko że nie zawiedli się w swoich rachubach, to jeszcze byli świadkami fenomenalnego występu ekipy trenera Tałanta Dujszebajewa, która momentami wręcz ośmieszała swoimi akcjami renomowanych rywali. Ale pierwsze minuty spotkania nie zapowiadały takiego pogromu. Niemiecki skrzydłowy PSG Uwe Gensheimer trzykrotnie pokonał bramkarza PGE Vive Vladimira Cuparę, na co kielczanie odpowiedzieli tylko jednym trafieniem Artioma Karaleka. To była zapowiedź powtórki z poprzedniego sezonu, wtedy też gracze PSG zaczęli kanonadę od pierwszego gwizdka arbitra i odjechali PGE Vive na 12 bramek, a takiej straty polski zespół już nie zdołał odrobić. Tym razem kielczanie byli jednak wystarczająco czujni. Twardą grą w obronie powstrzymywali ataki paryżan, a z ich strony dwie bramki zdobył Luka Cindrić i w 7. minucie było 3:3, a pięć minut później mistrzowie Polski po raz pierwszy objęli w tym meczu prowadzenie, ale którego już nie oddali do końcowego gwizdka sędziego. Na przerwę schodzili z pięciobramkowym prowadzeniem (16:11).

Druga połowa rozpoczęła się od trafienia Władysława Kulesza, ale potem po serii błędów graczy kieleckiej drużyny paryżanie zniwelowali stratę do trzech bramek. Strzelecką niemoc podopiecznych trenera Dujszebajewa przerwał Karalek, a potem przez wiele minut trwała wymiana ciosów, z której zwycięsko wyszli gospodarze, bo w ostatnim kwadransie spotkania w poczynania wyraźnie zdeprymowanych znakomitą grą rywali graczy Paris Saint-Germain HB wkradł się chaos. Zaczęli pudłować na potęgę, a ponieważ zespół PGE Vive odpowiadał skutecznymi atakami, jego przewaga rosła i rosła, ale gdyby nie kilka udanych interwencji bramkarza gości Rodrigo Corralesa, paryżanie wracaliby do domu z jeszcze większym bagażem straconych goli. Ale i tak perspektywa odrobienia 10 bramek może ich nastrajać pesymistycznie.

 

Bolesna porażka PGE Vive

Szczypiorniści PGE VIVE Kielce przegrali we własnej hali z francuskim Montpellier HB 27:28 (11:14) w meczu 12. kolejki Ligi Mistrzów. Była to piąta porażka kieleckiego zespołu w tych rozgrywkach.

Po porażkach macedońskiego Vardaru Skopje (z węgierskim Veszprem) i niemieckiego Rhein-Neckar Loewen (z białoruskim Mieszkowem Brześć) przed kielczanami otworzyła się szansa na zajęcie drugiego miejsca w grupie. Szczypiorniście PGE VIVE zmarnowali jednak tę okazję przegrywając na własnym boisku z Montpellier i pozostali na czwartej pozycji w tabeli. Pewnym usprawiedliwieniem dla nich jest fakt, że do sobotniego starcia z broniącym tytułu francuskim zespołem kielczanie mogli wystawić zespół zdziesiątkowany kontuzjami (m.in. Alex Dujshebaev, Daniel Dujshebaev i Luka Cindric), zaś ekipa Montpellier przyjechała do Kielc w najsilniejszym składzie. Oba zespoły od początku do końca grały twardo w obronie, a wynik oscylował najczęściej wokół remisu. Dopiero w 23. minucie goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie (11:9), a na przerwę schodzili przy wyniku 14:11.

Po zmianie stron francuska drużyna nadal dominowała. W 34. minucie jej przewaga urosła do pięciu trafień (17:12), ale w 55. minucie Julen Aginagalde doprowadził do remisu. Na siedem sekund przed końcowym gwizdkiem przy wyniku 27:28 o czas poprosił trener Tałant Dujszebajew. Po wznowieniu gry jego zawodnicy stracili jednak piłkę i nie zdołali doprowadzić do remisu.

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa (18 pkt), przed Telekom Veszprem (16), Vardarem Skopje (15), PGE VIVE Kielce (14), Rhein-Neckar Loewen (12), Montpellier HB (7), Mieszkowem (8) i IFK Kristianstad (5).

 

EHF wprowadza zmiany

Komitet wykonawczy Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej (EHF) zatwierdził reformę rozgrywek od sezonu 2020/2021. Między innymi powstanie Liga Mistrzów złożona z 16 zespołów i Europejska Liga Piłki Ręcznej.

 

Liga Mistrzów EHF w nowej formule rywalizować będzie w składzie 16 drużyn (męska edycja rozgrywek liczy obecnie 28 zespołów). Zostaną one podzielone na dwie ośmiozespołowe grupy. Zrezygnowano z grup „drugiej dywizji” (obecnie są to grupy C i D. W tej ostatniej występuje Orlen Wisła Płock). Dwie najlepsze drużyny z obu grup awansują bezpośrednio do ćwierćfinału, a ekipy z miejsc 3-6 rywalizować będą w 1/8 finału. Zwycięzcy ćwierćfinałów awansują do Final Four, który do 2024 roku rozgrywany będzie w Kolonii. Final Four będzie kończył sezon, po nim nie będą już rozgrywane żadne krajowe rozgrywki. Panie o zwycięstwo w Lidze Mistrzyń walczyć będą pod koniec maja, a panowie w połowie czerwca, czyli dwa tygodnie później niż obecnie.

Drugimi co do ważności rozgrywkami będą Europejskie Ligi Piłki Ręcznej. Rywalizować w nich będą 24 męskie i 16 kobiecych drużyny. Trzecimi rangą rozgrywkami będzie Puchar EHF, rozgrywany od początku do końca w systemie pucharowym (mecz i rewanż). Mecze w Lidze Mistrzów rozgrywane będą w środy i czwartki. Większość spotkań Europejskiej Ligi Piłki Ręcznej odbywać się będzie we wtorki, a wybrane mecze w środy. Piłkarki ręczne grać będą w weekendy, podobnie jak szczypiorniści rywalizujący w Pucharze EHF.

Komitet wykonawczy wydłużył przerwę między końcem sezonu a początkiem nowych rozgrywek. W tym czasie nie będą już jak teraz rozgrywane mecze reprezentacji, bo te przesunięto na przełom kwietnia i maja. Wszystkie zmiany wejdą w życie od sezonu 2020/2021.

 

Zwycięstwa polskich drużyn w Lidze Mistrzów EHF

Fot. W Kielcach szczypiorniści PGE Vive mieli więcej problemów z Mieszkowem Brześć, niż wcześniej na boisku rywali

 

 

W ósmej kolejce Ligi Mistrzów EHF obie polskie drużyny wygrały. Szczypiorniści PGE Vive Kielce pokonali u siebie białoruski Mieszkow Brześć 34:31, a ekipa Orlenu Wisły Płock na wyjeździe szwajcarski Wacker Thun 25:23.

 

Przed tygodniem w Brześciu zespół PGE Vive pokonał ekipę Mieszkowa bez problemu 35:26, ale Białorusini do rewanżu w Kielcach przygotowali się sumiennie i w miniona sobotę stawili mistrzom Polski zdecydowanie silniejszy opór. Losy zwycięstwa w tym spotkaniu ważyły się niemal do ostatnich minut. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 17:16 dla gospodarzy, ale po zmianie stron kielczanie mocno przycisnęli. Nie potrafili jednak utrzymać koncentracji i kilkakrotnie trwonili wypracowaną przewagę kilku bramek. W końcówce spotkania sytuacja się powtórzyła, na szczęście trener Tałant Dujszebajew miał w odwodzie Krzysztofa Lijewskiego, którego wejście na boisko przeważyło szalę na korzyść mistrzów Polski. W 55. minucie PGE Vive prowadziło 31:27, lecz wtedy rywale po raz ostatni w tym spotkaniu poderwali sie do walki i doprowadzili do wyniku 31:30. Końcówka meczu należała już jednak do kielczan, którzy ostatecznie zwyciężyli 34:31. Aż 10 bramek rzucił Alex Dujszebajew, Blaż Janc dorzucił sześć trafień, Arkadiusz Moryto pięć, a Krzysztof Lijewski i Mateusz Jachlewski po cztery.

Była to szósta wygrana PGE Vive w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Kielecki zespół zajmuje drugie miejsce w grupie A z dorobkiem 12 punktów i stratą dwóch „oczek” do prowadzącej w tabeli ekipy FC Barcelona Lassa. Trzecie miejsca zajmuje drużyna Rhein-Neckar Loewen (10 pkt), czwarty jest Vardar Skopje (10 pkt), piąty Telkom Veszprem (8 pkt), szósty Mieszkow Brześć (4 pkt), siódmy Montpellier HB (3 pkt), a stawkę zamyka IFK Kristianstad (3 pkt). Zwycięzca grupy awansuje bezpośrednio do ćwierćfinału, natomiast drużyny z miejsc 2-6 zagrają w 1/8 finału.

Znakomicie radzi sobie też w najsłabszej grupie D ekipa Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” po wyjazdowej wygranej ze szwajcarskim Wacker Thun 25:23 mają na koncie 12 punktów i prowadzą w tabeli, wyprzedzając o jeden punk hiszpańską drużynę Abanca Ademar Leon. Trzecie miejsce ze stratą dwóch „oczek” zajmuje Dinamo Bukareszt, czwarty jest norweski Elverum Handball (8 pkt), piątą lokatę zajmuje fiński Riihimaeki Cocks (4 pkt), a czerwona latarnią jest Wacker Thun z dorobkiem jednego punktu.

Z grupy D awansuje jednak tylko zwycięzca, a najgroźniejszym konkurentem „Nafciarzy” jest Abanca Ademar. Z hiszpańską drużyną płocczanie przegrali na wyjeździe 24:27, więc losy awansu rozstrzygną się zapewne w rewanżowym spotkaniu, które odbędzie się 24 listopada w Orlen Arenie w Płocku.

 

Konflikt z EHF kosztuje coraz więcej

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) znów nałożyła na polskie kluby grzywny za odmowę używania loga oficjalnego sponsora Ligi Mistrzów, Nord Stream 2.

 

EHF co tydzień publikuje oświadczenia, w których informuje o karach nakładanych na PGE Vive Kielce i Orlen Wisłę Płock. W tym tygodniu komunikat dotyczył sankcji na odmowę użycia logo Nord Stream 2 w meczach 5. kolejki Ligi Mistrzów. Oba polskie zespoły oczywiście zagrały z wklejonymi jego miejsce logami fundacja PLAY International, ale ze swoich koszulek usunęły też loga PGE i Orlenu. Dla władz europejskiego szczypiorniaka nie jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, zwłaszcza że na egzekwowaniu swoich praw marketingowych EHF zarabia tera podwójnie, albowiem wzięła już pieniądze od konsorcjum Nord Stream 2, a teraz dodatkowo wyciąga pieniądze od sponsorujących polskie kluby koncernów PGE i Orlen, bo to one zwracają klubom zapłacone grzywny.

Pierwsza kara finansowa wynosiła ponoć 12,5 tys. euro, a każda następna była podwyższana, co może oznaczać, że EHF wydoiła już niechętnych Nord Stream 2 Polaków na co najmniej 100 tys. euro i jak tak dalej pójdzie, do końca ich udziału w rozgrywkach wyciągnie od PGE Vive i Orlenu Wisły prawie tyle samo pieniędzy, ile zapłacił jej w ramach sponsoringu Ligi Mistrzów Nord Stream 2. Przeprowadzone w ubiegłym tygodniu w Wiedniu negocjacje z działaczami EHF, jak nietrudno zgadnąć zakończyły się fiaskiem.

 

Sukces PGE Vive w Lidze Mistrzów

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w 5. kolejce Ligi Mistrzów EHF pokonali u siebie Vardar Skopje 31:27 i dogonili mistrza Macedonii w tabeli grupy A. Gorzej wiedzie się Orlenowi Wiśle Płock. „Nafciarze” przegrali z Dinamem Bukareszt 21:24 i wypadli z czołówki grupy D.

 

Takie mecze jak PGE Vive z Vardarem są ozdobą rozgrywek Ligi Mistrzów, bo wyrównany poziom zespołów gwarantuje znakomite i emocjonujące widowiska. W starciu mistrzów Polski i Macedonii tym razem dominowały jednak brutalne faule, niesportowe gesty ze strony graczy obu zespołów, prowokacyjne zachowania, kłótnie na parkiecie i przy stoliku sędziowskim. Walka toczyła się więc na noże i nikt w niej nie chciał odpuścić.

Podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa uzyskali jednak przewagę i do przerwy momentami prowadzi nawet z przewagą czterech trafień, ale na krótki odpoczynek schodzili tylko z jednobramkowym prowadzeniem (16:15). Po zmianie stron atmosfera na boisku zrobiła się jeszcze bardziej gorąca, do czego swoje trzy grosze dorzucili sędziowie, wykluczając z gry Alexa Dujshebaeva, chociaż to rywale powstrzymali nieprzepisowo jego atak. Kielczanie zareagowali błyskawicznie i odskoczyli macedońskiej ekipie na pięć bramek. Vardar próbował jeszcze odrobić stratę, ale kielczanie kontrowali bezbłędnie i ostatecznie zwyciężyli wynikiem 31:27. Dzięki tej wygranej w tabeli grupy A zrównali się punktami z mistrzem Macedonii oraz zespołem FC Barcelona Lassa.

Natomiast drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock, przegrał z Dinamem Bukareszt 21:24 (10:13). „Nafciarze” przez tę porażkę wypadli w grupie D na trzecie miejsce nie dające awansu do kolejnej fazy rozgrywek, ale do prowadzącego zespołu Dinama traci dwa punkty, a do drugiego w tabeli hiszpańskiego Abanca Ademar Leon jeden, więc wciąż ma jeszcze szanse nawet na wygranie rywalizacji w grupie. Wcześniej, bo już w środę 17 października, czeka płocczan starcie z PGE Vive w krajowej ekstraklasie. Wynik tej kolejnej „świętej wojny” da odpowiedź, w jakim miejscu znajdują się oba zespoły.
Oba polskie kluby od lat ze sobą zaciekle rywalizują o pryma w Polsce, ale w tym sezonie na forum międzynarodowym są zmuszone do ścisłej współpracy.

Chodzi o sankcje EHF za odmowę eksponowania przez PGE Vive i Orlen Wisłę podczas meczów w Lidze Mistrzów loga sponsora rozgrywek konsorcjum Nord Stream 2. Właśnie europejska federacja po raz trzeci ukarała je za to grzywnami finansowymi, a jak wieść niesie, kolejna odmowa może skutkować wykluczeniem obu polskich zespołów z rozgrywek. We wtorek w Wiedniu odbyło się w tej sprawie spotkanie, lecz nieprzejednane stanowisko obu stron nie rokowało na satysfakcjonujące dla wszystkich zainteresowanych rozwiązanie.

Zmianę nastawienia EHF widać choćby w pominięcie gracza PGE Vive w „siódemce kolejki”. Wcześniej zawsze któryś z kielczan trafiał na listę wyróżnionych, a tym razem nikt się nie znalazł mimo wygranej z Vardarem Skopje.

 

Spór o Nord Stream 2 trwa

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) nie odpuszcza polskim klubom grającym w Lidze Mistrzów. PGE Vive Kielce po raz drugi musi zapłacić karę finansową za zakrycie loga głównego sponsora rozgrywek Nord Stream 2. Podobna sankcja dotknie też zapewne Orlen Wisłę Płock, która zrobiła to samo.

 

Polskie kluby weszły w konflikt z EHF po tym, jak federacja bez żadnych konsultacji podpisała umowę sponsorską z Nord Stream 2, spółki konkurencyjnej dla głównych sponsorów Vive Kielce (PGE) i Wisły Płock (Orlen). Nasze koncerny są spółkami skarbu państwa i są pod kontrolą państwa, a polski rząd sprzeciwia się budowie Gazociągu Północnego biegnącego po dnie Bałtyku.

W myśli podpisanej przez EHF umowy sponsorskiej wszyscy uczestniczy rozgrywek Ligi Mistrzów są zobowiązani do eksponowania na koszulkach meczowych logo Nord Stream 2 oraz na parkietach, bandach i wszelkich materiałach promocyjnych. PGE Vive i Orlen Wisła uznały, że dla nich większą wartość mają ich umowy z polskimi sponsorami i na znak lojalności z nimi zrezygnowały z używania emblematów Nord Stream 2, za co zostały ukarane przez europejska federację grzywnami. Ich wysokość została utajniona, ale z przecieków wynika, że było to 12,5 tys. euro, ale te kwoty zostały im ponoć zrefundowane przez PGE i Orlen.

Ostatecznie władze EHF zgodziły się, aby polskie kluby w Lidze Mistrzów w meczach u siebie występowały bez loga Nord Stream 2 na koszulkach, ale też bez znaków graficznych PGE i Orlenu, które zastąpiły loga Lumi oraz Vervy, natomiast w miejscu Nord Stream 2 pojawiło się logo fundacji PLAN International. A ponieważ te rozwiązanie podtrzymały także także na wyjazdach, federacja nałożyła na nie kolejna grzywnę. EHF zaproponował obu polskim klubom i ich sponsorom spotkanie mediacyjne, które wyznaczono na 16 października w Wiedniu.

 

Wygrana PGE Vive

Szczypiorniści PGE Vive w 4. kolejce Ligi Mistrzów EHF z trudem pokonali najsłabszy w grupie A szwedzki IFK Kristianstad. Jeszcze gorzej wypadła ekipa Orlenu Wisły Płock, która poniosła pierwszą porażkę w rozgrywkach ulegając hiszpańskiemu Ademar Leon.

 

Chyba nikt w Kielcach nie zakładał, że podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa będą musieli niemal do ostatnich sekund spotkania z outsiderem grupy A walczyć o zwycięstwo. Szwedzka drużyna to najsłabsza ekipa w stawce ośmiu zespołów. Przed tygodniem we własnej hali dostała straszliwy łomot od FC Barcelona Lassa przegrywając z „Dumą Katalonii” różnicą aż 19 goli. A jeszcze kielecki klubu mógł w starciu z IFK wreszcie wystawić najmocniejszy skład w tym sezonie. Wcześniej z powodu plagi kontuzji w kilku meczach Dujszebajew miał do dyspozycji zaledwie dziesięciu zdrowych zawodników. Tym razem do kadry meczowej mógł włączyć Lukę Cindricia, Blaża Janca i Marko Mamicia.

Na początku mecz ze szwedzkim outsiderem układał się zgodnie z oczekiwaniami. Kielczanie nie zawodzili w ofensywie i trzymali wysoki poziom w grze obronnej, więc ich przewaga systematycznie rosła. Po 10 minutach mieli trzy gole przewagi, po 23. już sześć, a na przerwę schodzili z pięciobramkowym prowadzeniem 17:12. Nic nie zapowiadało późniejszych kłopotów, ale po zmianie stron co w kieleckiej maszynie się zacięło i mistrzowie roztrwonili przewagę i dopiero w końcówce spotkania szalę na ich korzyść przechylili Michał Jurecki i bramkarz Filip Ivić. Pierwszy dał prowadzenie 31:30, drugi obronił rzut rywali i stworzył okazję, by Alex Dujszebajew 40 sekund przed końcem trafił na 32:30. Potem oba zespoły trafiły po razie i ostatecznie PGE Vive wygrało z IFK Kristianstad 33:31. W następnej kolejce do Hali Legionów przyjedzie macedoński Vardar Skopje, zwycięzca Ligi Mistrzów sprzed roku, ale też obecny lider grupy A, który z 8 pkt na koncie wyprzedza w tabeli Barcelonę i PGE Vive (oba zespoły mają po 6 pkt).

Drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock przed potyczką z Ademar Leon poniósł szokującą ligową porażkę z Górnikiem Zabrze. Uczucie niepewności pogłębiła jeszcze nieobecność w kadrze kontuzjowanych Mateusza Góralskiego i Tomasza Gębali oraz Igora Żabicia, którego żona na dniach miała rodzić i wyjechał do Słowenii. Pierwsza połowa pokazała, że „Nafciarze” nie wyciągnęli żadnych wniosków z wpadki z Górnikiem. Hiszpanie bezlitośnie wykorzystali słabość płocczan i wygrali 27:24.

Mimo tej porażki, pierwszej w obecnej edycji Ligi Mistrzów, mający sześć punktów na koncie Orlen Wisła utrzymał prowadzenie w grupie D, ale drugie w tabeli Dinamo Bukareszt wyprzedza już tylko lepszym bilansem bramkowym, zaś nad trzecim Ademarem Leon ma tylko jedno „oczko” przewagi”.

 

ZPRP prosi o mediację

Nie milkną echa decyzji PGE VIVE Kielce i Orlenu Wisły Płock o zaklejeniu podczas meczów w Lidze Mistrzów logo sponsora rozgrywek, Nord Stream 2. Po stronie polskich klubów stanął ZPRP i zwrócił się do EHFz prośbą o mediację.

 

EHF dopiero 31 sierpnia poinformowała, że Liga Mistrzów ma nowego partnera, właśnie Nord Stream 2. To spółka odpowiedzialna za budowę niechcianego przez polskie władze Gazociągu Północnego oraz podmiot konkurencyjny w stosunku do sponsorów tytularnych polskich klubów: Polskiej Grupy Energetycznej oraz PKN Orlenu. PGE VIVE Kielce i Orlen Wisła Płock po długich negocjacjach szefowie tych klubów zdecydowali, że zakleją logo sponsora, mimo grożących za to surowych sankcji, z wykluczeniem z rozgrywek włącznie.

Związek Piłki Ręcznej w Polsce stanął po stronie klubów, a prezes ZPRP Andrzej Kraśnicki wystosował pismo do szefa EHF Michaela Wiederera. Napisał w nim m. in.: (…) „ Oba kluby zdecydowały, że na koszulkach meczowych nie będą eksponować logo i nazwy Nord Stream 2. Ta decyzja była wyrazem lojalności wobec krajowych sponsorów obu klubów – PGE Polskiej Grupy Energetycznej, Polskiego Koncernu Naftowego Orlen, a także Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa – sponsora strategicznego polskiej piłki ręcznej oraz sponsora tytularnego PGNiG Superligi Mężczyzn, PGNiG Superligi kobiet, PGNiG Pucharu Polski mężczyzn, PGNiG Pucharu kobiet oraz PGNiG Summer Superligi. Wymienieni sponsorzy to największe w Polsce firmy energetyczne i paliwowe, niezwykle zaangażowane w rozwój polskiej piłki ręcznej. Ich wsparcie jest dla klubów i dla Związku Piłki Ręcznej w Polsce niezwykle cenne, ważne i decydujące.  (…) Wycofanie się tych sponsorów byłoby zagrożeniem dla dalszego funkcjonowania dyscypliny w Polsce”.