Łomża Vive lepsza od Vardaru w Lidze Mistrzów EHF

Szczypiorniści Łomży Vive Kielce rozpoczęli rundę rewanżową fazy grupowej Ligi Mistrzów EHF od wysokiego zwycięstwa. W minioną środę mistrzowie Polski w 8. kolejce pokonali na swoim boisku Vardar Skopje 36:29 i umocnili się na prowadzeniu w grupie A. Ale w gronie ośmiu zespołów tylko kielczanie rozegrali wszystkie osiem spotkań.

Gracze obu zespołów mogli tylko żałować, że ich starcia w obecnej edycji Ligi Mistrzów EHF zostały rozegrane przy pustych trybunach, bo fani w starciach kielczan ze macedońskim zespołem odgrywają kluczową rolę. W poprzedniej kolejce gracze Vardaru stracili swój ogromy atut, bo w ich hali publiczności niejednokrotnie swoim dopingiem dodawała im skrzydeł w trudnych momentach meczów. Bez tego wsparcia ekipa Vardaru Skopje (zwycięzcy LM w 2919 roku) przegrał u siebie z Łomżą Vive 29:33. Po tygodniu obie drużyny ponownie stanęły naprzeciw siebie, tym razem już jednak w kieleckiej Hali Legionów. Niestety, przez pandemię koronawirusa także z pustymi trybunami.
Faworytem środowego meczu byli kielczanie, także dlatego, że Vardarowi nigdy jeszcze nie udało się wygrać w Kielcach i ekipa trenera Tałanta Dujszebajewa zamierzała ten stan rzeczy utrzymać, mimo braku w kadrze Igora Karacicia i Sigvaldiego Gudjonssona. Chorwata na środku rozegrania zastąpił bohater poprzedniego starcia z Vardarem Alex Dujshebaev (rzucił 10 bramek), którego zmieniał Michał Olejniczak.
Innym zaskoczeniem była obecność w wyjściowej siódemce bramkarza Mateusza Korneckiego. Reprezentant Polski błysnął jednak wielką formą i w decydujących momentach zaliczał udane obrony. Dzięki jego postawie szczypiorniści Łomży Vive jeszcze do przerwy wypracowali kilkubramkową przewagę. Po zmianie stron gospodarze wyciągnęli wnioski z niezbyt udanego w ich wykonaniu początku pierwszej połowy i od razu zabrali się do pracy. Po pięciu minutach od wznowienia gry mieli siedem trafień przewagi, ale wtedy goście rzucili się do rozpaczliwego odrabiania strat, ale od 45. minuty ich nadzieje na wywalczenie choćby remisu zaczęły się rozpływać. Ostatni kwadrans zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy prowadzili już nawet ośmioma bramkami, ale ostatecznie wygrali z przewagą siedmiu trafień.
Łomża Vive po raz pierwszy pokonała Vardar dwukrotnie w jednej edycji LM, ale dzięki temu wykluczyła ten zespół z walki o bezpośredni awans do ćwierćfinału. Innym zespołom kielczanie też odjeżdżają – nawet Flensburgowi, który niespodziewanie stracił punkty z Mieszkowem Brześć. Mistrzowie Polski prowadzą w tabeli grupy A i mają solidną przewagę punktową nad zespołami FC Porto i Mieszkowem Brześć, a także nad budzącą się po falstarcie ekipą Paris Saint-Germain HB.

Łomża Vive Kielce – Vardar Skopje 36:29 (18:12)
Łomża Vive: Kornecki, Wolff – Vujovic, Olejniczak 2, Sićko 2, A, Dujshebaev 7, Tournat 5, Ljewski 1, Kulesz 2, Moryto 7, Surgiel, Fernandez 2, D. Dujshebaev 1, Gębala 4, Karalek 3;
Vardar: Ristovski, Cantegrel – Walczak 1, Stoilow 4, Dimitrovski, Geogiewski, Dissinger 4, Jotić 6, Kałarasz 1, Gadża 1, Cupić 4, Taleski, Dibirow 7, Vujin 1, Vekić, Misewski.

Łomża Vive na czele

Piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce Chorwat Igor Karaczić i Hiszpan Alex Dujshebaev znaleźli się w najlepszej siódemce piątej kolejki Ligi Mistrzów EHF. To nagroda za pokonanie Paris Saint-Germain HB 35:33.

Karaczić i starszy syn trenera kieleckiej drużyny Tałanta Dujszebajewa byli głównymi aktorami rozegranego w miniony czwartek w kieleckiej Hali Legionów meczu z mistrzem Francji. Chorwat rozegrał fantastyczny mecz, zdobywając 13 bramek na 15 oddanych rzutów. Niewiele mu ustępował hiszpański rozgrywający, który francuskich bramkarzy pokonał siedmiokrotnie. W dotychczas rozegranych pięciu kolejkach szczypiorniści Łomży Vive Kielce wygrywali czterokrotnie, a po zwycięstwie nad Paris Saint-Germain HB z dorobkiem 8 punktów objęli prowadzenie w grupie A.
Drugą lokatę z takim samym dorobkiem punktowym, ale gorszym bilansem bramkowym, zajmuje niemiecki SG Flensburg-Handewitt, trzecią zaś sensacyjnie białoruski Mieszkow Brześć (6 pkt), a czwartą mistrz Portugalii FC Porto Sofarma (5 pkt). Te cztery zespoły mają rozegrane po pięć spotkań. Trzy kolejne drużyny, macedoński Vardar Skopje (3 pkt), PSG HB (2 pkt) oraz norweski Elverum Handball (2 pkt) mają na koncie po cztery rozegrane mecze, a zamykający stawkę węgierski MOL-Pick Szeged po trzech potyczkach ma zero punktów. W grupie B liderem jest FC Barcelona Lassa, która po czterech meczach ma na koncie osiem punktów.

Najlepsza siódemka 5. kolejki:
bramkarz – Borko Ristovski (Vardar Skopje), lewoskrzydłowy – Tilen Kodrin (Celje Pivovarna Lasko), lewy rozgrywający – Sander Sagosen (THW Kiel), środkowy rozgrywający – Igor Karaczić (Łomża Vive Kielce), prawy rozgrywający – Alex Dujshebaev (Łomża Vive Kielce), prawoskrzydłowy: Niclas Ekberg (THW Kiel), kołowy: Victor Iturizza (FC Porto). To kolejne wyróżnienia dla zawodników Łomży Vive w tym sezonie. W najlepszej siódemce czwartej kolejki znalazł się islandzki prawoskrzydłowy Sigvaldi Gudjonsson, który walnie przyczynił się do zwycięstwa kielczan nad Mieszkowem Brześć (34:27).

Wygrana Łomży Vive

W miniona środę szczypiorniści Łomży Vive Kielce odnieśli trzecie zwycięstwo w Lidze Mistrzów EHF, pokonując we własnej hali białoruski Mieszkow Brześć 34:27. Mecz rozegrano bez udziału publiczności.

Przed środową potyczką faworytem byli kielczanie, którzy z 10 meczów z białoruskim zespołem wygrali dziewięć. Mieszkow Brześć wygrał z nimi tylko raz – we wrześniu 2017 roku. Pewien niepokój w obozie mistrzów Polski jednak był, bo Białorusini w poprzedniej kolejce sensacyjnie pokonali Paris Saint-Germain HB. A tu jeszcze z powodu nasilającej się pandemii koronawirusa przez ostatnie dwa tygodnie kielecka ekipa nie grała żadnych meczów, bo ZPRP odwołał turniej finałowy Pucharu Polski oraz przełożono dwa ligowe spotkania. Mistrzom Polski wypadły więc z terminarza aż cztery mecze, ale za to mogli przez dwa tygodnie solidnie potrenować. I to wystarczyło. Zespół Łomży Vive zagrał w składzie: Kornecki, Wolff – A. Dujshebaev (4 bramki), Karalek (4), Gudjonsson (4), Vujović (3), Sićko (3), Tournat (4), Karacić (3), Lijewski, Moryto (1), Surgiel (1), Fernandez (2), Kaczor, D. Dujshebaev (2), Gębala (2).

Wygrana Łomży Vive

Szczypiorniści Łomży Vive Kielce w 3. kolejce Ligi Mistrzów EHF pokonali na wyjeździe norweski Elverum Handball 31:22 i awansowali na pozycję wicelidera grupy A, w której prowadzi SG Flensburg-Handewitt.

Pandemia daje się we znaki także zespołom rywalizującym w Lidze Mistrzów piłkarzy ręcznych. Niemal do ostatniego momentu nie było pewne, czy mecz zespołu Łomży Vive w Norwegii dojdzie do skutku, bo istniała obawa, że w kieleckiej ekipie mogło dość do zakażenia wirusem po meczu z MOL-Pick Szeged. Na szczęście po dwukrotnych testach okazało się, że w ekipie z Kielc do zakażeń nie doszło i mogli ruszyć do Norwegii.
W ekipie rywali przed meczem też nie było spokojnie, zwłaszcza gdy okazało się, że z powodu kontuzji nie będzie mógł przeciwko Łomży Vive zagrać skrzydłowy Alexander Blonz, najskuteczniejszy gracz Elverum w meczu z FC Porto, w którym rzucił aż dziesięć bramek i walnie przyczynił się do zwycięstwa norweskiej drużyny w Portugalii.
Atut własnego boiska niewiele pomógł graczom Elverum, bo kielczanie od pierwszego gwizdka dominowali na parkiecie. Znakomicie bronił Andreas Wolff, w ofensywie brylowali Igor Karacić i Alex Duyshebayev i Władisław Kulesz. Mistrzów Polski z uderzenia nie wybiła nawet kontuzja Islandczyka Haukura Thrastarsona i na przerwę schodzili z prowadzeniem 18:11. Po zmianie stron obraz gry nie uległ radykalnej zmianie i ostatecznie kielczanie zakończyli spotkanie z przewagą 9 bramek.
Po trzech kolejkach zespół Łomży Vive zajmuje w grupie A Ligi Mistrzów EHF drugą lokatę z dorobkiem czterech punktów. Prowadzi z kompletem zwycięstw drużyna SG Flensburg-Handewitt, trzecie miejsce zajmuje Mieszkow Brześć (4 pkt), a czwarte FC Porto Sofarma (2 pkt). Te zespoły rozegrały po trzy spotkania, piąte w tabeli Elverum Handball zdobyło dwa „oczka” w dwóch meczach, a szósty Paris Saint-Germain HB po dwóch spotkaniach ma zero punktów, tyle samo co siódmy Vardar Skopje i ósmy MOL-Piock Szeged, które na razie rozegrały po jednym meczu.

Gracz z Łomża Vive Kielce w elicie

W najlepszej siódemce graczy 2. kolejki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych znalazł się zawodnik Łomży Vive Kielce Alex Dujshebaev. Zestawienie zdominowali jednak szczypiorniści HBC Nantes, którzy na wyjeździe ograli THW Kiel.

Rozegrane w ramach drugiej kolejki Ligi Mistrzów EHF wyjazdowe spotkanie z niemieckim zespołem było jubileuszowym, setnym występem ekipy HBC Nantes w europejskich pucharach. Niewykluczone, że gracze francuskiego zespołu postanowili z tej okazji sprawić swoim fanom uciechę i wygrać potyczkę z THW Kiel. Zwycięstwo finalisty tych rozgrywek sprzed dwóch lat nie jest może jakąś wielką sensacją, bo niemiecka drużyna, chociaż bardziej utytułowana i z trzema triumfami w Lidze Mistrzów na koncie, to jednak ostatni sukces odniosła osiem lat temu. Mimo to porażka Niemców 27:35 na własnym boisku została przez EHF uznana za takie istotne wydarzenie, że aż trzech zawodników francuskiej ekipy znalazło się w najlepszej siódemce drugiej kolejki LM.
Największe wrażenie swoim występem wywarł na ekspertach EHF bramkarz HBC Nantes Emil Nielsen. Jego nominacja do „Best 7” to nie jedyne wyróżnienie – jedna z jego interwencji konkuruje też do nagrody dla najlepszej parady bramkarskiej w 2. rundy.
Wśród wyróżnionych znalazł się jeden szczypiornista Łomży Vive Kielce. Alex Dujshebayev z ośmioma trafieniami był najlepszym strzelcem mistrzów w Polski w wygranym spotkaniu z węgierskim MOL-Pick Szeged (26:23) i znacząco przyczynił się do zdobycia przez kielecki zespół pierwszych punktów w tej edycji Ligi Mistrzów. Doceniono też jednego z graczy rywali, bo do „Best 7” trafił też rozgrywający Pick Szeged Joan Canellas.
Najlepsza siódemka 2. kolejki LM:
Bramkarz – Emil Nielsen (HBC Nantes); lewoskrzydłowy – Hampus Wanne (SG Flensburg-Handewitt); lewy rozgrywający – Joan Canellas (MOL-Pick Szeged), środkowy rozgrywający – Rok Ovnicek (HBC Nantes): prawy rozgrywający – Alex Dujshebaev (Łomża VIVE Kielce); prawoskrzydłowy – Blaż Janc (FC Barcelona Lassa); obrotowy – Adria Figueras (HBC Nantes).

Porażka Łomży Vive w Lidze Mistrzów

Od porażki rozpoczęli nowy sezon Ligi Mistrzów EHF piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce. W meczu pierwszej kolejki grupy A mistrzowie Polski ulegli na wyjeździe niemieckiej drużynie SG Flensburg-Handewitt 30:31 (14:14). Spotkanie z powodu obowiązujących w Niemczech obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa odbyło się bez udziału publiczności.

Przed startem rozgrywek w Lidze Mistrzów EHF chyba jeszcze nigdy tak mało nie mówiło się o faworytach i wzmocnieniach, co teraz o koronawirusie i o zagrożeniach jakie niesie pandemia. Pomimo perturbacji przez nią wywołanych sezon 2020/2021 w tych elitarnych rozgrywkach pucharowych rozpoczęły się zgodnie z planem. A do końca nie było to wcale takie oczywiste. Niedawno SG Flensburg-Handewitt ogłosił, że inauguracyjny mecz Ligi Mistrzów z Łomżą Vive Kielce odbędzie się bez udziału publiczności. Tuż przed startem wykryto przypadek koronawirusa w Picku Szeged, przez co mecz z Paris Saint-Germain HB, który miał być hitem kolejki, został przełożony. Niepokój rodził się także w Barcelonie, gdy obecność wirusa wykryto u syna trenera Xavi Pascuala. Nikt nie ma złudzeń, że tak może być przez cały sezon, ale nikt nie ma wątpliwości, że grać trzeba. Po to zresztą zmniejszono liczbę uczestników Ligi Mistrzów z 28 do 16 drużyn, żeby wygospodarować torchę rezrwowych terminów na wypadek konieczności przełożenia meczów.
Pierwszy mecz szczypiornistów Łomży Vive Kilece, w Lidze Mistrzów EHF z Flensburg-Handewittz, miał dać odpowiedź na pytanie, co może ugrać w tej edycji Ligi Mistrzów EHF zespół mistrza Polski. Mimo niedawno dopiero zakończonych perturbacji ze zmianą sponsorów, w Kielcach aspiracje sięgają awansu do Final Four, ale realnie oceniając szanse kieleckiej ekipy, to dojście do ćwierćfinału powinno być celem, którego osiągnięcia powinniśmy oczekiwać, chociaż i o to nie będzie łatwo. W grupie A rywalizują przecież mocne ekipy Paris Saint-Germain (gra w nim Kamil Syprzak), Pick Szeged, Flensburga), ale też wciąż idące w górę zespoły FC Porto, Mieszkowa Brześć (Paweł Paczkowski)i wracający na zwycięski szlak po przebudowie Vardar Skopje (Patryk Walczak).
Kielczanie wystawili na mecz z Flensburgiem 16 graczy, rywale mieli w kadrze 14. Na parkiecie siły były jednak wyrównane i niemal do ostatniego momentu nie było pewne, który zespół zwycięży. Na półtorej minuty przed końcem po trafieniu Madsa Mensaha Larsena ekipa z Flensburga prowadziła 31:30. Kielczanie mogli jeszcze doprowadzić do remisu, ale rzut Władysława Kulesza okazał się niecelny i tak mistrzowie Polski rozpoczęli nowy sezon Ligi Mistrzów EHF od porażki. „Zagraliśmy dobrze, mieliśmy trzy bramki przewagi. To był typowy mecz dwóch zespołów na podobnym poziomie, bardzo wyrównany, wszystko mogło zadecydować się w jednej akcji. Teoretycznie mogę być zadowolony z siebie, ale nie trafiłem w najważniejszym momencie” – podsumował Kulesz, który wcześniej w meczu zaliczył sześć trafień.

Vive Kielce bez PGE?

Polska Grupa Energetyczna jako pierwsza z wielkich firm ogłosiła decyzję o zmniejszeniu wydatków na sponsoring sportowy. Spółka zamierza zredukować o połowę zaplanowaną w 2020 roku na ten cel kwotę blisko 27 mln złotych. To duży kłopot m.in. dla szczypiornistów PGE Vive Kielce.

PGE Polska Grupa Energetyczna od lat wspiera profesjonalne zespoły w najpopularniejszych dyscyplinach sportowych, w siatkówce PGE Skrę Bełchatów, w piłce ręcznej PGE Vive Kielce, w piłce nożnej PGE FKS Stal Mielec i w koszykówce PGE Spójnię Stargard. Ponadto PGE sponsoruje wielu sportowców w konkurencjach indywidualnych, m.in. Zofię Klepacką (windsurfing), pływaków Alicję Tchórz i Konrada Czerniaka, lekkoatletów Klaudię Siciarz i Damiana Czykiera czy panczenistę Artura Nogala. Jednym z kluczowych projektów sponsoringowych Grupy PGE jest od lipca 2015 roku sponsoring tytularny największej areny sportowej w Polsce – PGE Narodowego w Warszawie, na którym swoje mecze rozgrywa m.in. piłkarska reprezentacja Polski. Do kluczowych projektów zalicza się również sponsoring tytularny najlepszej ligi żużlowej na świecie – PGE Ekstraligi. Grupa PGE aktywnie angażuje się również w sport amatorski, wspierając inicjatywy lokalne na terenie całego kraju, zwłaszcza poprzez promocję sportu wśród dzieci i młodzieży. Działania sponsoringowe w zakresie sportu wspierają również realizację zadań w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu. „Jednym z aspektów analizy umów sponsoringowych w Grupie PGE był brak możliwości realizacji świadczeń sponsorskich na rzecz PGE w związku z pandemią Covid-19” – informuje w opublikowanym komunikacie spółka energetyczna.
Zmniejszenie dotacji przez PGE to kolejny dotkliwy cios, jaki w minionym tygodniu otrzymał zespół kieleckich szczypiornistów. Otóż mistrzowie Polski dowiedzieli się, że w miniony czwartek Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) zdecydowała, iż tegoroczny Final Four Ligi Mistrzów ma się odbyć dopiero w dniach 28-29 grudniu br. Wieść jest o tyle intrygująca, że władze EHF jeszcze nie zdecydowały jak i kiedy zostaną dokończone te pucharowe rozgrywki. Decyzja w tej sprawie ma zapaść dopiero w piątek 24 kwietnia, ale francuski dziennik sportowy „L’Equipe” już napisał, że EHF chce automatycznie zakwalifikować do Final Four cztery najlepsze zespoły z grup A i B (po dwa z każdej). Jeśli ten projekt przejdzie, PGE Vive nie znajdzie się w finałowej stawce, ponieważ w swojej grupie zajęło dopiero trzecią lokatę. W Kolonii przy takim rozwiązaniu zagrałby kwartet: FC Barcelona Lassa, THW Kiel, Paris St. Germain i Telekom Veszprem.
Prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas liczy, że EHF zechce chociaż pokrzywdzonych takim rozwiązaniem zespołom zapewnić jakąś finansową rekompensatę. „Nie spodziewam się wielkich pieniędzy z tego tytułu, bo to nie Liga Mistrzów w piłce nożnej, ale teraz jednak dla nas liczy się każda złotówka” – przyznał Seervas, którego w stan paniki nie wpędziła też wspomniana wyżej decyzja Grupy PGE. „Jako klub osiągamy bardzo dobre wyniki marketingowe. PGE to sprawdza i myślę, że szefowie grupy widzą, że warto w nas inwestować. W komunikacie PGE jest mowa o prowadzonych analizach. Pewnie one będą zbliżone do naszych, dlatego mamy nadzieję, że nas ominą cięcia” – wyraził nadzieję prezes PGE Vive Kielce.

Awans Nafciarzy do Top 16

Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock przegrali rewanżowy mecz z hiszpańskim zespołem Bidasoa Irun 19:24, ale ponieważ u siebie wygrali 32:25, ostatecznie to oni awansowali do 1/8 finału Ligi Mistrzów EHF. Do tej fazy rozgrywek wcześniej zakwalifikował się też zespół PGE Vive Kielce.

Siedmiobramkowa zaliczka z pierwszego meczu może nie czyniła z płockiego zespołu stuprocentowego faworyta do awansu, ale nawet rywale dawali płocczanom większe szanse. „Nafciarze” nie dali się jednak wpędzić w samozadowolenie, bo przecież przed rokiem sami byli w podobnej sytuacji w jakiej teraz w starciu z nimi znalazła się hiszpańska ekipa. Doskonale jednak pamiętali, że choć pierwszy mecz z duńskim Bjerringbro-Silkeborg sromotnie przegrali, to w rewanżu zdołali odrobić straty i wywalczyć awans. Szykowali się więc do meczu jak na wojnę, nie zaniedbując niczego. Mecz Orlenu Wisły z Bidasoa Irun europejska federacja piłki ręcznej (EHF) uznała za mecz tygodnia w Lidze Mistrzów. Przebieg polsko-hiszpańskiej potyczki potwierdził jedynie słuszność tego wyboru.
Atmosfera w hali Pabellon Polideportivo Artaleku była piekielnie gorąca, bo licznie przybyli fani zespołu Bidasoa Irun przed mecze byli pełni wiary w sukces swoich ulubieńców i do ostatniego gwizdka wspierali ich żywiołowym dopingiem, przez który z trudem przebijała się licząca około setki grupka kibiców płockiej drużyny. A na parkiecie walka szła na całego od pierwszej akcji. Żadna z ekip nie potrafiła jednak zdominować przeciwnika, więc przez do przerwy wynik oscylował wokół remisu, ale na przerwę „Nafciarze” schodzili prowadząc12:10.
Po zmianie stron wicemistrzowie Polski grali nierówno i na trzy minuty przed końcem gospodarze prowadzili trzema bramkami, a jeszcze dwuminutowym wykluczeniem sędziowie ukarali Igora Żabicia. Nic to nie dało, bo choć grający w przewadze gospodarze zdołali wcisnąć „Nafciarzom” jeszcze dwa gole i ostatecznie wygrali 24:19, to do wywalczenia awansu zabrakło im trzech bramek. Ekipa Orlenu Wisły zasłużyła na awans do czołowej szesnastki Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem „Nafciarzy” w walce o ćwierćfinał będzie Telekom Veszprem. W tym starciu za faworyta powszechnie uważa się węgierski zespół, ale płocczanie też sroce spod ogona nie wypadli. W ostatnich 10 latach w Lidze Mistrzów regularnie przecież awansują do 1/16 finału, a do 1/8 finału zakwalifikowali się już po raz szósty. W miniony weekend grała też drużyna PGE Vive Kielce. Mistrzowie Polski rywalizowali w elicie Champions League EHF, w grupie B i już dawno temu zapewnili sobie awans do 1/8 finału. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej podejmowali u siebie lidera swojej grupy, niemiecki THW Kiel i bardzo chcieli wygrać, bo to był warunek utrzymania trzeciego miejsca w tabeli, a w konsekwencji trafienia na słabszego przeciwnika w walce o ćwierćfinał. Taki sam cel mieli też gracze Montpellier HB, którzy w ostatniej, 14. kolejce grali z rozpadającym się z braku pieniędzy Vardarem Skopje. Kielczanie woleli nie liczyć na waleczność graczy macedońskiego klubu i utrzymanie trzeciej lokaty postanowili sobie zapewnić pokonując w Hali Legionów lidera grupy B THW Kiel i cel zrealizowali wygrywając 32:30. Dzięki tej wygranej zespół PGE Vive zajął trzecie miejsce w grupie B i w walce o ćwierćfinał zmierzy się z szóstą drużyną grupy A – słoweńskim Celje Pivovarna lub chorwackim PPD Zagrzeb. Natomiast THW Kiel jako zwycięzca grupy od razu awansował do ćwierćfinału, podobnie jak najlepsza w grupie A FC Barcelona Lassa.

Porażka PGE Vive w Montpellier

Szczypiorniści PGE Vive Kielce przegrali z Montpellier HB 24:25 w wyjazdowym meczu 11. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Francuski zespół zwycięską bramkę zdobył na dwie sekundy przed końcem spotkania.

Po dwóch miesiącach przerwy wznowiono rozgrywki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. W rywalizacji uczestniczą dwa najlepsze polskie zespoły – PGE Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” zakończyli zmagania w fazie grupowej (grali w najsłabszej grupie D) już w grudniu ub. roku, a kolejne spotkania, już w 1/8 finału, rozegrają 22 i 29 lutego z hiszpańskim zespołem z Bidasoa Irun. Kielczanie biją się o awans w liczącej 16 drużyn elicie, podzielonej na dwie ośmiozespołowe grupy A i B. W sobotę w kolejnej potyczce zmierzyli się z francuskim Montpellier HB. Rywalizacja obu tych zespołów jest o tyle nietypowa, że Francuzi w pięciu ostatnich meczach rozegranych w Kielcach triumfowali w czterech, wygrali też w rundzie jesiennej obecnej edycji Ligi Mistrzów, ale z dla równowagi kielczanie z ostatnich pięciu wyjazdów do Montpellier także cztery razy wracali z tarczą. W miniona sobotę ta swoista tradycja została jednak złamana i zespół PGE Vive wrócił do domu na tarczy.
Gospodarze zaczęli spotkanie od prowadzenia 5:2, ale od 18. minuty kielczanie zaczęli przeważać i wyszli na prowadzenie 11:9, a na przerwę schodzili z wynikiem 14:12. Po zmianie stron francuska drużyna wykorzystała okazję, jaką stworzyły kary indywidualne dla Mateusza Jachlewskiego i Daniela Dujshebaeva i nie tylko odrobili straty, ale tez wyszli na prowadzenie. Kielczanie nie dawali jednak za wygraną i sześciokrotnie doprowadzali do remisu. Ostatni raz na 20 sekund przed końcem meczu, kiedy to na 24:24 rzucił Aguinagalde. Niestety, skutecznym rzutem zdążył jeszcze odpowiedzieć Mohamed Soussi i dał ekipie Montpellier upragnione zwycięstwo.
Po tym spotkaniu mistrzowie Polski z dorobkiem 12 pkt spadli na czwarte miejsce w tabeli grupy B. 1. miejsce zajmuje w niej THW Kiel (18 pkt), 2. Telkom Veszprem (16 pkt), 3. Montpellier (13 pkt), a za PGE Vive są jeszcze 5. FC Porto (10 pkt), 6. Vardar Skopje (9 pkt), 7. Motor Zaporoże (4 pkt) i 8. Mieszkow Brześć (4 pkt). Do kolejnej fazy awansuje sześć zespołów. Ekipa PGE Vive ma miejsce w 1/8 finału w kieszeni, a do rozegrania jeszcze mecze z FC Porto, Motorem Zaporoże i THW Kiel, może zatem poprawić lokatę w tabeli.

Obowiązkowe zwycięstwo Vive

W minioną sobotę szczypiorniści PGE Vive Kielce w 10. kolejce grupy B Ligi Mistrzów EHF podejmowali w Hali Legionów białoruski Mieszkow Brześć. Był to ostatni w tym roku mecz kieleckiej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach. Zwycięstwo 30:24 okazało się ważne, bo przy porażce Montpellier HB z THW Kiel 32:33 dało kielczanom awans na trzecią pozycję w tabeli.

W grupie B z dorobkiem 16 punktów prowadzi THW Kiel i ekipie PGE Vive Kielce będzie piekielnie trudno zepchnąć niemiecki zespół z pierwszego miejsca, cennego, bo dającego od razu bezpośredni awans do ćwierćfinału. Nawiasem mówiąc nie tylko zajmujący w tabeli trzecią lokatę z 12 pkt na koncie kielczanie są tym zainteresowani, także zespoły drugiego w tabeli Telkomu Veszprem (12 pkt) i czwartego Montpellier HB (11 pkt), a nawet piątego FC Porto (10 pkt). Do zakończenia rozgrywek zostały jeszcze cztery kolejki i jeśli żadnej z tych drużyn nie uda się przeskoczyć niemieckiej, to każda będzie do końca walczyć o jak najwyższą końcową lokatę, bo im wyższa, tym większe szanse, że trafi się na słabszego przeciwnika w fazie play off.

Przed sobotnią potyczką z Mieszkowem zespół PGE Vive zajmował piąte miejsce, miał zatem o co walczyć. Białoruska ekipa zresztą także, bo ewentualne zwycięstwo w Kielcach dawało jej jeszcze nadzieję na załapanie się do walki o 1/8 finału i dogonienie w tabeli Vardaru Skopje i FC Porto. W przypadku porażki o awansie mogli zapomnieć, ale że w poprzedniej kolejce ograli właśnie macedońską drużynę, na powtórzenie podobnego wyczynu liczyli także w kieleckiej Hali Legionów.

PGE Vive w pierwszym w tym sezonie bezpośrednim starciu w Lidze Mistrzów wygrało z Mieszkowem 31:27. Dla kielczan był to punkt zwrotny w obecnych rozgrywkach, bo po serii porażek z FC Porto, w krajowej lidze z Orlenem Wisłą Płock oraz u siebie z Montpellier HB, zaczęto wieszczyć kieleckiemu potentatowi kryzys. Po zwycięstwie w Brześciu sytuacja się odwróciła i serię zwycięstw kielczan przerwał dopiero przed tygodniem na swoim parkiecie Telkom Veszprem.

Kolejne trzy starcia Białorusinów w Lidze Mistrzów także zakończyły się fiaskiem. Dwukrotnie lepszy okazał się Telekom Veszprem, Mieszkow na własnym parkiecie pokonał także Vardar Skopje. Przełamanie przyszło dopiero w ostatnią sobotę. Mistrzowie Białorusi przed własną publicznością zdeklasowali obrońców tytułu, Vardar 31:22, chociaż do przerwy przegrywali 12:13. Zdobyte dwa punkty nie poprawiły jednak zbytnio sytuacji Mieszkowa w grupie. Razem z Motorem, mając po cztery „oczka” na koncie, Białorusini zamykają stawkę grupy B, tracąc do szóstego Vardaru pięć punktów. Oczywiście zachowują jeszcze matematyczne szanse na awans, ale realnie oceniając ten sezon w Lidze Mistrzów ekipa Mieszkowa Brześć może już spisać na straty.

Jej porażka z zespołu PGE Vive nie jest żadną sensacją. Obie drużyny wcześniej grały przeciwko sobie już w tych elitarnych rozgrywkach dziewięć razy i mistrzowie Polski wygrali aż ośmiokrotnie, a jedyne zwycięstwo Białorusini wywalczyli w 2017 roku u siebie, wygrywając 28:25. Natomiast w kieleckiej Hali Legionów wszystkie potyczki wygrali kielczanie.

W minioną sobotę także niespodzianki nie było i pokonali białoruski zespół po raz dziewiąty, wygrywając 30:24. Białoruska ekipa walczyła dzielnie do 45. minuty, ale w ostatnim kwadransie spotkanie gospodarze podkręcili tempo i zdobyli wystarczająca przewagę bramkową, żeby w ostatnich minutach kontrolować wynik i przebieg wydarzeń na boisku. Wygrali ostatni w tym roku mecz w Lidze Mistrzów, ale dobrą wiadomością dla fanów kieleckiej drużyny było też to, iż trener zespołu PGE Vive Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji aż 14 zdrowych graczy i wszystkich posłał do gry.

Zwycięski zespół zagrał w składzie: w bramce Wolff, a w polu – Janc (7 goli), Vujović (6), Karalek (4), Karacić (4), Kulesz (3), D. Dujshebaev (3), A. Dujshebaev (2), Aguinagalde (1), Pehlivan, Lijewski, Jurkiewicz, Fernandez, Guillo.