Piłka ręczna: Liga Mistrzów EHF podzielona na grupy

Piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce poznali przeciwników w rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów EHF w nowym sezonie. Kielczanie zagrają m.in. z FC Barcelona Lassa, Paris Saint-Germain HB, Flensburg-Handewitt i Telekomem Veszprem. Władze europejskiej federacji nie przyznały ekipie Orlenu Wisły Płock miejsca w fazie grupowej Ligi Europy.

Szesnaście drużyn zakwalifikowanych do rozgrywek Ligi Mistrzów podzielono na dwie grupy. Podczas losowania obowiązywała zasada, że do jednej grupy nie mogły trafić kluby z tego samego kraju, a po dwóch przedstawicieli mają w tych rozgrywkach Francja, Niemcy i Węgry. Ostatecznie drużyna Łomży Vive, 16-krotni mistrzowie Polski i triumfatorzy Ligi Mistrzów z sezonu 2015/2016, trafili do grupy B, w której ich rywalami będą: Paris Saint-Germain HB, FC Barcelona Lassa, Flensburg-Handewitt, Telekomem Veszprem, FC Porto Sofarma, Dinamo Bukareszt i Motor Zaporoże. Pierwsze spotkanie kielczanie rozegrają na wyjeździe z Dinamem Bukareszt.
W tej edycji Ligi Mistrzów warunkowo została dopuszczona z powodów finansowych drużyna Vardaru Skopje. Macedoński klub będzie musiał zdeponować w EHF depozyt w wysokości jednego miliona euro, płatny w dwóch ratach (pierwsza do 13 lipca, druga do 27 lipca). Jeśli nie spełni tego warunku, to w Lidze Mistrzów Vardar zostanie zastąpiony przez mistrza Słowenii Gorenje Velenje.
Drużyny, które zajmą pierwsze i drugie miejsce w grupach bezpośrednio awansują do ćwierćfinału. Zespoły z miejsc 3-6 zagrają w barażach o miejsce w najlepszej ósemce rozgrywek. Mecze będą rozgrywane w środy i czwartki. Pierwsza kolejka zaplanowana została na 15-16 września. Final Four tradycyjnie odbędzie się w Kolonii.
Władze EHF już po raz drugi nie przyznały „dzikiej karty” w Lidze Mistrzów drugiemu z polskich zespołów, Orlenowi Wiśle Płock. Mało tego, nie przyznały „Nafciarzom” nawet miejsca w grupie 11 zespołów, które zakwalifikowano do fazy grupowej bez konieczności przebijania się przez kwalifikacje. W tym gronie są mistrzowie swoich krajów: Riihimaeki Cocks (Finlandia), Czechowskie Niedźwiedzie (Rosja), RK Gorenje Velenje (Słowenia), IK Savehof (Szwewcja), Pfadi Winterthur (Szwajcaria) i Tatran Preszów (Słowacja) oraz drużyny z czołowych lig europejskich – SC Magdeburg (Niemcy), HBC Nantes (Francja), Bidasoa Irun (Hiszpania), Eurofarm Rabotnik (Macedonia Północna) i Grundfos Tatabanya (Węgry). Trochę to dziwne, bo w poprzednim sezonie szczypiorniści Orlenu Wisły zajęli 4. miejsce w Lidze Europy EFH, będąc w turnieju Final Four jedyną drużyną spoza niemieckiej Bundesligi. „Nafciarzy” jeszcze liczą, że europejska federacja przyzna im „dziką kartę”.


Liga Mistrzów EHF
Grupa A:

MOL-Pick Szeged (Węgry), THW Kiel (Niemcy), HC Vardar 1961 Skopje (Macedonia Północna), Aalborg Handbold (Dania), Mieszkow Brześć (Białoruś), Montpellier HB (Francja), PPD Zagrzeb (Chorwacja), Elverum Handball (Norwegia);
Grupa B:

FC Barcelona Lassa (Hiszpania), Paris Saint-Germain HB (Francja), FC Porto Sofarma (Portugalia), Łomża Vive Kielce (Polska), SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Telekom Veszprem (Węgry), Dinamo Bukareszt (Rumunia), Motor Zaporoże (Ukraina).

Klęska Łomży Vive Kielce w Lidze Mistrzów EHF

Szczypiorniści Łomży Vive Kielce w rewanżu na własnym boisku przegrali z francuskim HBC Nantes 31:34 (wcześniej we Francji wygrali 25:24) i 1/8 finału odpadli z rywalizacji o awans do Final Four Ligi Mistrzów EHF.

Dla ekipy Łomży Vive awans do Final Four Ligi Mistrzów był głównym celem w tym sezonie. Ale mocno skomplikowała sobie zadanie przegrywając 11 lutego spotkanie grupowe z Mieszkowem Brześć, przez co straciła drugie miejsce w grupie i zamiast o ćwierćfinał bić się z dużo słabszym słoweńskim RK Celje Pivovarna Lasko, przyszło im walczyć z mocnym HBC Nantes, a w perspektywie z jeszcze silniejszym węgierskim Telekom Veszprem, z którym kielczanie nigdy jeszcze nie wygrali dwumeczu.
I w tym sezonie już nie będą mieli okazji poprawić niekorzystnych statystyk w starciach z węgierskim potentatem, bo nie odpadli w 1/8 finału, chociaż w pierwszym meczu pokonali wicemistrzów Francji 25:24. Trenerem HBC Nantes jest jednak dobry znajomy trenera Dujszebajewa z czasów wspólnej gry w Ciudad Real, Hiszpan Alberto Entrerrios. Kielczanie nigdy wcześniej nie grali z HBC Nantes, bo ten zespół dopiero po raz czwarty występuje w Lidze Mistrzów. Ale mimo zwycięstwa na wyjeździe nikt w ekipie mistrzów Polski nie twierdził, że rewanż będzie tylko czystą formalnością.
A powinien być, bo ekipa HBC Nantes przyjechała do Kielc mocno osłabiona kadrowo, ale dublerzy nieoczekiwanie pokazali lwi pazur, zwłaszcza 23-letni rozgrywający Aymeric Minne, który nie grał w pierwszym meczu. W kieleckiej Hali Legionów należał do najlepszych na boisku.
Zespół Łomży Vive grała słabo praktycznie we wszystkich formacjach, ale mimo to jeszcze 58. minucie utrzymywał korzystny dla siebie remis 30:30, ale ostatecznie ulegli 31:34 i już w drugim sezonie z rzędu, a w czwartym z ostatnich pięciu, nie zagrają w Final Four Ligi Mistrzów. Na powtórzenie największego sukcesu w historii klubu, czyli zwycięstwo w finale Champions League, będą musieli poczekać co najmniej do następnych rozgrywek. Zagrają w nich, bo kolejnego mistrzostwa Polski nikt im nie zabierze.

Łomża Vive jedzie do Nantes

Szczypiorniści Łomży Vive Kielce przegrali z niemieckim SG Flensburgiem-Handewitt 28:31 swój ostatni mecz w fazie grupowej Ligi Mistrzów EHF. Porażka ta zepchnęła kielczan na dopiero trzecie miejsce w grupie A.

Przez większość rozgrywek w Lidze Mistrzów EHF ekipa Łomży Vive spisywała się znakomicie i w pewnym momencie wydawało się nawet, że zakończy rywalizację w grupie jeśli nie na pierwszym, to w najgorszym przypadku na drugiej pozycji. Lutowy maraton odbił się jednak na formie mistrzów Polski, a poza tym EHF rozdał Flensburgowi i Paris Handball punkty po odwołanych z powodu pandemii meczach tych zespołów. I z tego powodu właśnie od wyniku potyczki z niemieckim zespołem zależała pozycja kielczan w fazie grupowej, a co za tym idzie – ich dalsza droga do Final Four.
Po porażce 28:31 Łomża Vive spadła na trzecie miejsce w grupie A, kończąc zmagania z dorobkiem 19 punktów – właśnie za Flensburgiem (21 pkt) i Paris Handball (także zdobyło 19 pkt, ale miało lepszy bilans bramkowy), co oznacza, że w 1/8 finału mistrzom Polski przyjdzie 31 marca stoczyć na wyjeździe walkę z francuskim HBC Nantes, zwycięzcą Ligi Mistrzów z sezonu 2017-2018 i ćwierćfinalisty poprzedniej edycji (rewanż w Kielcach odbędzie się 7 kwietnia). Kolejne lokaty w grupie A zajęły: 4. Mieszkow Brześć (13 pkt), 5. Porto Handball (12 pkt), 6. MOL-Pick Szeged (12 pkt), 7. Vardar Skopje (9 pkt) i 8. Elverum Handball (5 pkt).
W grupie B kolejność była następująca: FC Barcelona Lassa (28 pkt), 2. Telkom Veszprem (20 pkt), 3. THW Kiel (17 pkt), 4. Aalborg Hanball (14 pkt), 5. Motor Zaporoże (13 pkt), 6. HBC Nantes (12 pkt), 7. Celje Pivovarna Lasko (8 pkt), 8. RK PPD Zagrzeb (0 pkt).
Zestaw par 1/8 finału LM EHF:
HBC Nantes (Francja) – Vive Kielce, Celje Pivovarna Lasko (Słowenia) – Paris Handbal (Francja), Motor Zaporoże (Ukraina) – Mieszkow Brześć (Białoruś), MOL-Pick Szeged (Węgry) – THW Kiel (Niemcy), Vardar Skopje – Telkom Veszprem (Węgry), RK PPD Zagrzeb (Chorwacja) – SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Porto Handball (Portugalia) – Aalborg Handball (Dania), Elverum Handball (Norwegia) – FC Barcelona Lassa (Hiszpania).

Zadyszka Łomży Vive

Szczypiorniści Łomży Vive Kielce nie zdołali przywieźć z wyprawy na Białoruś kompletu punktów. Kielczanie przegrali z Mieszkowem Brześć 30:35, ponosząc drugą porażkę w obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Koronawirus wywrócił kalendarz gier do góry nogami. W poprzednim tygodniu mistrzowie Polski rozegrali dwa spotkania w Lidze Mistrzów EHF. Najpierw we wtorek na własnym parkiecie pokonali FC Porto 32:30, a już kilkanaście godzin później grzali autokarem do przygranicznego Brześcia, na kolejny mecz, z Mieszkowem. Kielczanie zaczęli dobrze – od prowadzenia 2:0, ale gospodarze na swoim boisku są groźni nawet dla najmocniejszych drużyn. Przekonały się już o tym najpotężniejsze kluby w Europie – tylko w tym sezonie przegrały w Brześciu Paris Saint-Germain HB i MOL-Pick Szeged, a SG Flensburg-Handewitt wygrał tu dosłownie rzutem na taśmę. W czwartek do grona pokonanych dołączyli gracze Łomży Vive. Białoruski zespół szybko przejął inicjatywę i zaczął dyktować warunki gry. Kielczanie schodzili na przerwę przegrywając 11:15 i po zmianie stron tej straty nie zdołali już odrobić, a cały mecz przegrali różnicą pięciu bramek. To dopiero druga porażka kieleckiego zespołu w starciach z Mieszkowem – wcześniej ulegli tu 25:28. Wpadkę podopiecznych trenera Tałanta Dujszebajewa da się jednak usprawiedliwić zmęczeniem, bo terminarz gier mają bardzo napięty – z Mieszkowem grali czwarty mecz w ciągu tygodnia.
Niewykluczone, że ta porażka może nawet pogrzebać szanse kieleckiej ekipy na zajęcie pierwszego miejsca w grupie, z drugiej jednak strony po zmianie regulaminu rozgrywek Ligi Mistrzów lokata w ścisłej czołówce nie daje już takich korzyści jak kiedyś. EHF podała niedawno wiadomość, że w związku z wieloma zaległymi meczami wszyscy uczestnicy Ligi Mistrzów awansują do fazy pucharowej. A Łomża Vive nawet jeśli nie zajmie pierwszego miejsca w grupie, to ma duże szanse na drugą lokatę. Teraz jednak nie mają już o co się szarpać, bo i tak kielczanom przyjdzie bić się o awans w 1/8 finału.

Łomża Vive lepsza od Vardaru w Lidze Mistrzów EHF

Szczypiorniści Łomży Vive Kielce rozpoczęli rundę rewanżową fazy grupowej Ligi Mistrzów EHF od wysokiego zwycięstwa. W minioną środę mistrzowie Polski w 8. kolejce pokonali na swoim boisku Vardar Skopje 36:29 i umocnili się na prowadzeniu w grupie A. Ale w gronie ośmiu zespołów tylko kielczanie rozegrali wszystkie osiem spotkań.

Gracze obu zespołów mogli tylko żałować, że ich starcia w obecnej edycji Ligi Mistrzów EHF zostały rozegrane przy pustych trybunach, bo fani w starciach kielczan ze macedońskim zespołem odgrywają kluczową rolę. W poprzedniej kolejce gracze Vardaru stracili swój ogromy atut, bo w ich hali publiczności niejednokrotnie swoim dopingiem dodawała im skrzydeł w trudnych momentach meczów. Bez tego wsparcia ekipa Vardaru Skopje (zwycięzcy LM w 2919 roku) przegrał u siebie z Łomżą Vive 29:33. Po tygodniu obie drużyny ponownie stanęły naprzeciw siebie, tym razem już jednak w kieleckiej Hali Legionów. Niestety, przez pandemię koronawirusa także z pustymi trybunami.
Faworytem środowego meczu byli kielczanie, także dlatego, że Vardarowi nigdy jeszcze nie udało się wygrać w Kielcach i ekipa trenera Tałanta Dujszebajewa zamierzała ten stan rzeczy utrzymać, mimo braku w kadrze Igora Karacicia i Sigvaldiego Gudjonssona. Chorwata na środku rozegrania zastąpił bohater poprzedniego starcia z Vardarem Alex Dujshebaev (rzucił 10 bramek), którego zmieniał Michał Olejniczak.
Innym zaskoczeniem była obecność w wyjściowej siódemce bramkarza Mateusza Korneckiego. Reprezentant Polski błysnął jednak wielką formą i w decydujących momentach zaliczał udane obrony. Dzięki jego postawie szczypiorniści Łomży Vive jeszcze do przerwy wypracowali kilkubramkową przewagę. Po zmianie stron gospodarze wyciągnęli wnioski z niezbyt udanego w ich wykonaniu początku pierwszej połowy i od razu zabrali się do pracy. Po pięciu minutach od wznowienia gry mieli siedem trafień przewagi, ale wtedy goście rzucili się do rozpaczliwego odrabiania strat, ale od 45. minuty ich nadzieje na wywalczenie choćby remisu zaczęły się rozpływać. Ostatni kwadrans zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy prowadzili już nawet ośmioma bramkami, ale ostatecznie wygrali z przewagą siedmiu trafień.
Łomża Vive po raz pierwszy pokonała Vardar dwukrotnie w jednej edycji LM, ale dzięki temu wykluczyła ten zespół z walki o bezpośredni awans do ćwierćfinału. Innym zespołom kielczanie też odjeżdżają – nawet Flensburgowi, który niespodziewanie stracił punkty z Mieszkowem Brześć. Mistrzowie Polski prowadzą w tabeli grupy A i mają solidną przewagę punktową nad zespołami FC Porto i Mieszkowem Brześć, a także nad budzącą się po falstarcie ekipą Paris Saint-Germain HB.

Łomża Vive Kielce – Vardar Skopje 36:29 (18:12)
Łomża Vive: Kornecki, Wolff – Vujovic, Olejniczak 2, Sićko 2, A, Dujshebaev 7, Tournat 5, Ljewski 1, Kulesz 2, Moryto 7, Surgiel, Fernandez 2, D. Dujshebaev 1, Gębala 4, Karalek 3;
Vardar: Ristovski, Cantegrel – Walczak 1, Stoilow 4, Dimitrovski, Geogiewski, Dissinger 4, Jotić 6, Kałarasz 1, Gadża 1, Cupić 4, Taleski, Dibirow 7, Vujin 1, Vekić, Misewski.

Łomża Vive na czele

Piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce Chorwat Igor Karaczić i Hiszpan Alex Dujshebaev znaleźli się w najlepszej siódemce piątej kolejki Ligi Mistrzów EHF. To nagroda za pokonanie Paris Saint-Germain HB 35:33.

Karaczić i starszy syn trenera kieleckiej drużyny Tałanta Dujszebajewa byli głównymi aktorami rozegranego w miniony czwartek w kieleckiej Hali Legionów meczu z mistrzem Francji. Chorwat rozegrał fantastyczny mecz, zdobywając 13 bramek na 15 oddanych rzutów. Niewiele mu ustępował hiszpański rozgrywający, który francuskich bramkarzy pokonał siedmiokrotnie. W dotychczas rozegranych pięciu kolejkach szczypiorniści Łomży Vive Kielce wygrywali czterokrotnie, a po zwycięstwie nad Paris Saint-Germain HB z dorobkiem 8 punktów objęli prowadzenie w grupie A.
Drugą lokatę z takim samym dorobkiem punktowym, ale gorszym bilansem bramkowym, zajmuje niemiecki SG Flensburg-Handewitt, trzecią zaś sensacyjnie białoruski Mieszkow Brześć (6 pkt), a czwartą mistrz Portugalii FC Porto Sofarma (5 pkt). Te cztery zespoły mają rozegrane po pięć spotkań. Trzy kolejne drużyny, macedoński Vardar Skopje (3 pkt), PSG HB (2 pkt) oraz norweski Elverum Handball (2 pkt) mają na koncie po cztery rozegrane mecze, a zamykający stawkę węgierski MOL-Pick Szeged po trzech potyczkach ma zero punktów. W grupie B liderem jest FC Barcelona Lassa, która po czterech meczach ma na koncie osiem punktów.

Najlepsza siódemka 5. kolejki:
bramkarz – Borko Ristovski (Vardar Skopje), lewoskrzydłowy – Tilen Kodrin (Celje Pivovarna Lasko), lewy rozgrywający – Sander Sagosen (THW Kiel), środkowy rozgrywający – Igor Karaczić (Łomża Vive Kielce), prawy rozgrywający – Alex Dujshebaev (Łomża Vive Kielce), prawoskrzydłowy: Niclas Ekberg (THW Kiel), kołowy: Victor Iturizza (FC Porto). To kolejne wyróżnienia dla zawodników Łomży Vive w tym sezonie. W najlepszej siódemce czwartej kolejki znalazł się islandzki prawoskrzydłowy Sigvaldi Gudjonsson, który walnie przyczynił się do zwycięstwa kielczan nad Mieszkowem Brześć (34:27).

Wygrana Łomży Vive

W miniona środę szczypiorniści Łomży Vive Kielce odnieśli trzecie zwycięstwo w Lidze Mistrzów EHF, pokonując we własnej hali białoruski Mieszkow Brześć 34:27. Mecz rozegrano bez udziału publiczności.

Przed środową potyczką faworytem byli kielczanie, którzy z 10 meczów z białoruskim zespołem wygrali dziewięć. Mieszkow Brześć wygrał z nimi tylko raz – we wrześniu 2017 roku. Pewien niepokój w obozie mistrzów Polski jednak był, bo Białorusini w poprzedniej kolejce sensacyjnie pokonali Paris Saint-Germain HB. A tu jeszcze z powodu nasilającej się pandemii koronawirusa przez ostatnie dwa tygodnie kielecka ekipa nie grała żadnych meczów, bo ZPRP odwołał turniej finałowy Pucharu Polski oraz przełożono dwa ligowe spotkania. Mistrzom Polski wypadły więc z terminarza aż cztery mecze, ale za to mogli przez dwa tygodnie solidnie potrenować. I to wystarczyło. Zespół Łomży Vive zagrał w składzie: Kornecki, Wolff – A. Dujshebaev (4 bramki), Karalek (4), Gudjonsson (4), Vujović (3), Sićko (3), Tournat (4), Karacić (3), Lijewski, Moryto (1), Surgiel (1), Fernandez (2), Kaczor, D. Dujshebaev (2), Gębala (2).

Wygrana Łomży Vive

Szczypiorniści Łomży Vive Kielce w 3. kolejce Ligi Mistrzów EHF pokonali na wyjeździe norweski Elverum Handball 31:22 i awansowali na pozycję wicelidera grupy A, w której prowadzi SG Flensburg-Handewitt.

Pandemia daje się we znaki także zespołom rywalizującym w Lidze Mistrzów piłkarzy ręcznych. Niemal do ostatniego momentu nie było pewne, czy mecz zespołu Łomży Vive w Norwegii dojdzie do skutku, bo istniała obawa, że w kieleckiej ekipie mogło dość do zakażenia wirusem po meczu z MOL-Pick Szeged. Na szczęście po dwukrotnych testach okazało się, że w ekipie z Kielc do zakażeń nie doszło i mogli ruszyć do Norwegii.
W ekipie rywali przed meczem też nie było spokojnie, zwłaszcza gdy okazało się, że z powodu kontuzji nie będzie mógł przeciwko Łomży Vive zagrać skrzydłowy Alexander Blonz, najskuteczniejszy gracz Elverum w meczu z FC Porto, w którym rzucił aż dziesięć bramek i walnie przyczynił się do zwycięstwa norweskiej drużyny w Portugalii.
Atut własnego boiska niewiele pomógł graczom Elverum, bo kielczanie od pierwszego gwizdka dominowali na parkiecie. Znakomicie bronił Andreas Wolff, w ofensywie brylowali Igor Karacić i Alex Duyshebayev i Władisław Kulesz. Mistrzów Polski z uderzenia nie wybiła nawet kontuzja Islandczyka Haukura Thrastarsona i na przerwę schodzili z prowadzeniem 18:11. Po zmianie stron obraz gry nie uległ radykalnej zmianie i ostatecznie kielczanie zakończyli spotkanie z przewagą 9 bramek.
Po trzech kolejkach zespół Łomży Vive zajmuje w grupie A Ligi Mistrzów EHF drugą lokatę z dorobkiem czterech punktów. Prowadzi z kompletem zwycięstw drużyna SG Flensburg-Handewitt, trzecie miejsce zajmuje Mieszkow Brześć (4 pkt), a czwarte FC Porto Sofarma (2 pkt). Te zespoły rozegrały po trzy spotkania, piąte w tabeli Elverum Handball zdobyło dwa „oczka” w dwóch meczach, a szósty Paris Saint-Germain HB po dwóch spotkaniach ma zero punktów, tyle samo co siódmy Vardar Skopje i ósmy MOL-Piock Szeged, które na razie rozegrały po jednym meczu.

Gracz z Łomża Vive Kielce w elicie

W najlepszej siódemce graczy 2. kolejki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych znalazł się zawodnik Łomży Vive Kielce Alex Dujshebaev. Zestawienie zdominowali jednak szczypiorniści HBC Nantes, którzy na wyjeździe ograli THW Kiel.

Rozegrane w ramach drugiej kolejki Ligi Mistrzów EHF wyjazdowe spotkanie z niemieckim zespołem było jubileuszowym, setnym występem ekipy HBC Nantes w europejskich pucharach. Niewykluczone, że gracze francuskiego zespołu postanowili z tej okazji sprawić swoim fanom uciechę i wygrać potyczkę z THW Kiel. Zwycięstwo finalisty tych rozgrywek sprzed dwóch lat nie jest może jakąś wielką sensacją, bo niemiecka drużyna, chociaż bardziej utytułowana i z trzema triumfami w Lidze Mistrzów na koncie, to jednak ostatni sukces odniosła osiem lat temu. Mimo to porażka Niemców 27:35 na własnym boisku została przez EHF uznana za takie istotne wydarzenie, że aż trzech zawodników francuskiej ekipy znalazło się w najlepszej siódemce drugiej kolejki LM.
Największe wrażenie swoim występem wywarł na ekspertach EHF bramkarz HBC Nantes Emil Nielsen. Jego nominacja do „Best 7” to nie jedyne wyróżnienie – jedna z jego interwencji konkuruje też do nagrody dla najlepszej parady bramkarskiej w 2. rundy.
Wśród wyróżnionych znalazł się jeden szczypiornista Łomży Vive Kielce. Alex Dujshebayev z ośmioma trafieniami był najlepszym strzelcem mistrzów w Polski w wygranym spotkaniu z węgierskim MOL-Pick Szeged (26:23) i znacząco przyczynił się do zdobycia przez kielecki zespół pierwszych punktów w tej edycji Ligi Mistrzów. Doceniono też jednego z graczy rywali, bo do „Best 7” trafił też rozgrywający Pick Szeged Joan Canellas.
Najlepsza siódemka 2. kolejki LM:
Bramkarz – Emil Nielsen (HBC Nantes); lewoskrzydłowy – Hampus Wanne (SG Flensburg-Handewitt); lewy rozgrywający – Joan Canellas (MOL-Pick Szeged), środkowy rozgrywający – Rok Ovnicek (HBC Nantes): prawy rozgrywający – Alex Dujshebaev (Łomża VIVE Kielce); prawoskrzydłowy – Blaż Janc (FC Barcelona Lassa); obrotowy – Adria Figueras (HBC Nantes).

Porażka Łomży Vive w Lidze Mistrzów

Od porażki rozpoczęli nowy sezon Ligi Mistrzów EHF piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce. W meczu pierwszej kolejki grupy A mistrzowie Polski ulegli na wyjeździe niemieckiej drużynie SG Flensburg-Handewitt 30:31 (14:14). Spotkanie z powodu obowiązujących w Niemczech obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa odbyło się bez udziału publiczności.

Przed startem rozgrywek w Lidze Mistrzów EHF chyba jeszcze nigdy tak mało nie mówiło się o faworytach i wzmocnieniach, co teraz o koronawirusie i o zagrożeniach jakie niesie pandemia. Pomimo perturbacji przez nią wywołanych sezon 2020/2021 w tych elitarnych rozgrywkach pucharowych rozpoczęły się zgodnie z planem. A do końca nie było to wcale takie oczywiste. Niedawno SG Flensburg-Handewitt ogłosił, że inauguracyjny mecz Ligi Mistrzów z Łomżą Vive Kielce odbędzie się bez udziału publiczności. Tuż przed startem wykryto przypadek koronawirusa w Picku Szeged, przez co mecz z Paris Saint-Germain HB, który miał być hitem kolejki, został przełożony. Niepokój rodził się także w Barcelonie, gdy obecność wirusa wykryto u syna trenera Xavi Pascuala. Nikt nie ma złudzeń, że tak może być przez cały sezon, ale nikt nie ma wątpliwości, że grać trzeba. Po to zresztą zmniejszono liczbę uczestników Ligi Mistrzów z 28 do 16 drużyn, żeby wygospodarować torchę rezrwowych terminów na wypadek konieczności przełożenia meczów.
Pierwszy mecz szczypiornistów Łomży Vive Kilece, w Lidze Mistrzów EHF z Flensburg-Handewittz, miał dać odpowiedź na pytanie, co może ugrać w tej edycji Ligi Mistrzów EHF zespół mistrza Polski. Mimo niedawno dopiero zakończonych perturbacji ze zmianą sponsorów, w Kielcach aspiracje sięgają awansu do Final Four, ale realnie oceniając szanse kieleckiej ekipy, to dojście do ćwierćfinału powinno być celem, którego osiągnięcia powinniśmy oczekiwać, chociaż i o to nie będzie łatwo. W grupie A rywalizują przecież mocne ekipy Paris Saint-Germain (gra w nim Kamil Syprzak), Pick Szeged, Flensburga), ale też wciąż idące w górę zespoły FC Porto, Mieszkowa Brześć (Paweł Paczkowski)i wracający na zwycięski szlak po przebudowie Vardar Skopje (Patryk Walczak).
Kielczanie wystawili na mecz z Flensburgiem 16 graczy, rywale mieli w kadrze 14. Na parkiecie siły były jednak wyrównane i niemal do ostatniego momentu nie było pewne, który zespół zwycięży. Na półtorej minuty przed końcem po trafieniu Madsa Mensaha Larsena ekipa z Flensburga prowadziła 31:30. Kielczanie mogli jeszcze doprowadzić do remisu, ale rzut Władysława Kulesza okazał się niecelny i tak mistrzowie Polski rozpoczęli nowy sezon Ligi Mistrzów EHF od porażki. „Zagraliśmy dobrze, mieliśmy trzy bramki przewagi. To był typowy mecz dwóch zespołów na podobnym poziomie, bardzo wyrównany, wszystko mogło zadecydować się w jednej akcji. Teoretycznie mogę być zadowolony z siebie, ale nie trafiłem w najważniejszym momencie” – podsumował Kulesz, który wcześniej w meczu zaliczył sześć trafień.