Porażka Łomży Vive w Lidze Mistrzów

Od porażki rozpoczęli nowy sezon Ligi Mistrzów EHF piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce. W meczu pierwszej kolejki grupy A mistrzowie Polski ulegli na wyjeździe niemieckiej drużynie SG Flensburg-Handewitt 30:31 (14:14). Spotkanie z powodu obowiązujących w Niemczech obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa odbyło się bez udziału publiczności.

Przed startem rozgrywek w Lidze Mistrzów EHF chyba jeszcze nigdy tak mało nie mówiło się o faworytach i wzmocnieniach, co teraz o koronawirusie i o zagrożeniach jakie niesie pandemia. Pomimo perturbacji przez nią wywołanych sezon 2020/2021 w tych elitarnych rozgrywkach pucharowych rozpoczęły się zgodnie z planem. A do końca nie było to wcale takie oczywiste. Niedawno SG Flensburg-Handewitt ogłosił, że inauguracyjny mecz Ligi Mistrzów z Łomżą Vive Kielce odbędzie się bez udziału publiczności. Tuż przed startem wykryto przypadek koronawirusa w Picku Szeged, przez co mecz z Paris Saint-Germain HB, który miał być hitem kolejki, został przełożony. Niepokój rodził się także w Barcelonie, gdy obecność wirusa wykryto u syna trenera Xavi Pascuala. Nikt nie ma złudzeń, że tak może być przez cały sezon, ale nikt nie ma wątpliwości, że grać trzeba. Po to zresztą zmniejszono liczbę uczestników Ligi Mistrzów z 28 do 16 drużyn, żeby wygospodarować torchę rezrwowych terminów na wypadek konieczności przełożenia meczów.
Pierwszy mecz szczypiornistów Łomży Vive Kilece, w Lidze Mistrzów EHF z Flensburg-Handewittz, miał dać odpowiedź na pytanie, co może ugrać w tej edycji Ligi Mistrzów EHF zespół mistrza Polski. Mimo niedawno dopiero zakończonych perturbacji ze zmianą sponsorów, w Kielcach aspiracje sięgają awansu do Final Four, ale realnie oceniając szanse kieleckiej ekipy, to dojście do ćwierćfinału powinno być celem, którego osiągnięcia powinniśmy oczekiwać, chociaż i o to nie będzie łatwo. W grupie A rywalizują przecież mocne ekipy Paris Saint-Germain (gra w nim Kamil Syprzak), Pick Szeged, Flensburga), ale też wciąż idące w górę zespoły FC Porto, Mieszkowa Brześć (Paweł Paczkowski)i wracający na zwycięski szlak po przebudowie Vardar Skopje (Patryk Walczak).
Kielczanie wystawili na mecz z Flensburgiem 16 graczy, rywale mieli w kadrze 14. Na parkiecie siły były jednak wyrównane i niemal do ostatniego momentu nie było pewne, który zespół zwycięży. Na półtorej minuty przed końcem po trafieniu Madsa Mensaha Larsena ekipa z Flensburga prowadziła 31:30. Kielczanie mogli jeszcze doprowadzić do remisu, ale rzut Władysława Kulesza okazał się niecelny i tak mistrzowie Polski rozpoczęli nowy sezon Ligi Mistrzów EHF od porażki. „Zagraliśmy dobrze, mieliśmy trzy bramki przewagi. To był typowy mecz dwóch zespołów na podobnym poziomie, bardzo wyrównany, wszystko mogło zadecydować się w jednej akcji. Teoretycznie mogę być zadowolony z siebie, ale nie trafiłem w najważniejszym momencie” – podsumował Kulesz, który wcześniej w meczu zaliczył sześć trafień.

Vive Kielce bez PGE?

Polska Grupa Energetyczna jako pierwsza z wielkich firm ogłosiła decyzję o zmniejszeniu wydatków na sponsoring sportowy. Spółka zamierza zredukować o połowę zaplanowaną w 2020 roku na ten cel kwotę blisko 27 mln złotych. To duży kłopot m.in. dla szczypiornistów PGE Vive Kielce.

PGE Polska Grupa Energetyczna od lat wspiera profesjonalne zespoły w najpopularniejszych dyscyplinach sportowych, w siatkówce PGE Skrę Bełchatów, w piłce ręcznej PGE Vive Kielce, w piłce nożnej PGE FKS Stal Mielec i w koszykówce PGE Spójnię Stargard. Ponadto PGE sponsoruje wielu sportowców w konkurencjach indywidualnych, m.in. Zofię Klepacką (windsurfing), pływaków Alicję Tchórz i Konrada Czerniaka, lekkoatletów Klaudię Siciarz i Damiana Czykiera czy panczenistę Artura Nogala. Jednym z kluczowych projektów sponsoringowych Grupy PGE jest od lipca 2015 roku sponsoring tytularny największej areny sportowej w Polsce – PGE Narodowego w Warszawie, na którym swoje mecze rozgrywa m.in. piłkarska reprezentacja Polski. Do kluczowych projektów zalicza się również sponsoring tytularny najlepszej ligi żużlowej na świecie – PGE Ekstraligi. Grupa PGE aktywnie angażuje się również w sport amatorski, wspierając inicjatywy lokalne na terenie całego kraju, zwłaszcza poprzez promocję sportu wśród dzieci i młodzieży. Działania sponsoringowe w zakresie sportu wspierają również realizację zadań w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu. „Jednym z aspektów analizy umów sponsoringowych w Grupie PGE był brak możliwości realizacji świadczeń sponsorskich na rzecz PGE w związku z pandemią Covid-19” – informuje w opublikowanym komunikacie spółka energetyczna.
Zmniejszenie dotacji przez PGE to kolejny dotkliwy cios, jaki w minionym tygodniu otrzymał zespół kieleckich szczypiornistów. Otóż mistrzowie Polski dowiedzieli się, że w miniony czwartek Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) zdecydowała, iż tegoroczny Final Four Ligi Mistrzów ma się odbyć dopiero w dniach 28-29 grudniu br. Wieść jest o tyle intrygująca, że władze EHF jeszcze nie zdecydowały jak i kiedy zostaną dokończone te pucharowe rozgrywki. Decyzja w tej sprawie ma zapaść dopiero w piątek 24 kwietnia, ale francuski dziennik sportowy „L’Equipe” już napisał, że EHF chce automatycznie zakwalifikować do Final Four cztery najlepsze zespoły z grup A i B (po dwa z każdej). Jeśli ten projekt przejdzie, PGE Vive nie znajdzie się w finałowej stawce, ponieważ w swojej grupie zajęło dopiero trzecią lokatę. W Kolonii przy takim rozwiązaniu zagrałby kwartet: FC Barcelona Lassa, THW Kiel, Paris St. Germain i Telekom Veszprem.
Prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas liczy, że EHF zechce chociaż pokrzywdzonych takim rozwiązaniem zespołom zapewnić jakąś finansową rekompensatę. „Nie spodziewam się wielkich pieniędzy z tego tytułu, bo to nie Liga Mistrzów w piłce nożnej, ale teraz jednak dla nas liczy się każda złotówka” – przyznał Seervas, którego w stan paniki nie wpędziła też wspomniana wyżej decyzja Grupy PGE. „Jako klub osiągamy bardzo dobre wyniki marketingowe. PGE to sprawdza i myślę, że szefowie grupy widzą, że warto w nas inwestować. W komunikacie PGE jest mowa o prowadzonych analizach. Pewnie one będą zbliżone do naszych, dlatego mamy nadzieję, że nas ominą cięcia” – wyraził nadzieję prezes PGE Vive Kielce.

Awans Nafciarzy do Top 16

Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock przegrali rewanżowy mecz z hiszpańskim zespołem Bidasoa Irun 19:24, ale ponieważ u siebie wygrali 32:25, ostatecznie to oni awansowali do 1/8 finału Ligi Mistrzów EHF. Do tej fazy rozgrywek wcześniej zakwalifikował się też zespół PGE Vive Kielce.

Siedmiobramkowa zaliczka z pierwszego meczu może nie czyniła z płockiego zespołu stuprocentowego faworyta do awansu, ale nawet rywale dawali płocczanom większe szanse. „Nafciarze” nie dali się jednak wpędzić w samozadowolenie, bo przecież przed rokiem sami byli w podobnej sytuacji w jakiej teraz w starciu z nimi znalazła się hiszpańska ekipa. Doskonale jednak pamiętali, że choć pierwszy mecz z duńskim Bjerringbro-Silkeborg sromotnie przegrali, to w rewanżu zdołali odrobić straty i wywalczyć awans. Szykowali się więc do meczu jak na wojnę, nie zaniedbując niczego. Mecz Orlenu Wisły z Bidasoa Irun europejska federacja piłki ręcznej (EHF) uznała za mecz tygodnia w Lidze Mistrzów. Przebieg polsko-hiszpańskiej potyczki potwierdził jedynie słuszność tego wyboru.
Atmosfera w hali Pabellon Polideportivo Artaleku była piekielnie gorąca, bo licznie przybyli fani zespołu Bidasoa Irun przed mecze byli pełni wiary w sukces swoich ulubieńców i do ostatniego gwizdka wspierali ich żywiołowym dopingiem, przez który z trudem przebijała się licząca około setki grupka kibiców płockiej drużyny. A na parkiecie walka szła na całego od pierwszej akcji. Żadna z ekip nie potrafiła jednak zdominować przeciwnika, więc przez do przerwy wynik oscylował wokół remisu, ale na przerwę „Nafciarze” schodzili prowadząc12:10.
Po zmianie stron wicemistrzowie Polski grali nierówno i na trzy minuty przed końcem gospodarze prowadzili trzema bramkami, a jeszcze dwuminutowym wykluczeniem sędziowie ukarali Igora Żabicia. Nic to nie dało, bo choć grający w przewadze gospodarze zdołali wcisnąć „Nafciarzom” jeszcze dwa gole i ostatecznie wygrali 24:19, to do wywalczenia awansu zabrakło im trzech bramek. Ekipa Orlenu Wisły zasłużyła na awans do czołowej szesnastki Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem „Nafciarzy” w walce o ćwierćfinał będzie Telekom Veszprem. W tym starciu za faworyta powszechnie uważa się węgierski zespół, ale płocczanie też sroce spod ogona nie wypadli. W ostatnich 10 latach w Lidze Mistrzów regularnie przecież awansują do 1/16 finału, a do 1/8 finału zakwalifikowali się już po raz szósty. W miniony weekend grała też drużyna PGE Vive Kielce. Mistrzowie Polski rywalizowali w elicie Champions League EHF, w grupie B i już dawno temu zapewnili sobie awans do 1/8 finału. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej podejmowali u siebie lidera swojej grupy, niemiecki THW Kiel i bardzo chcieli wygrać, bo to był warunek utrzymania trzeciego miejsca w tabeli, a w konsekwencji trafienia na słabszego przeciwnika w walce o ćwierćfinał. Taki sam cel mieli też gracze Montpellier HB, którzy w ostatniej, 14. kolejce grali z rozpadającym się z braku pieniędzy Vardarem Skopje. Kielczanie woleli nie liczyć na waleczność graczy macedońskiego klubu i utrzymanie trzeciej lokaty postanowili sobie zapewnić pokonując w Hali Legionów lidera grupy B THW Kiel i cel zrealizowali wygrywając 32:30. Dzięki tej wygranej zespół PGE Vive zajął trzecie miejsce w grupie B i w walce o ćwierćfinał zmierzy się z szóstą drużyną grupy A – słoweńskim Celje Pivovarna lub chorwackim PPD Zagrzeb. Natomiast THW Kiel jako zwycięzca grupy od razu awansował do ćwierćfinału, podobnie jak najlepsza w grupie A FC Barcelona Lassa.

Porażka PGE Vive w Montpellier

Szczypiorniści PGE Vive Kielce przegrali z Montpellier HB 24:25 w wyjazdowym meczu 11. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Francuski zespół zwycięską bramkę zdobył na dwie sekundy przed końcem spotkania.

Po dwóch miesiącach przerwy wznowiono rozgrywki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. W rywalizacji uczestniczą dwa najlepsze polskie zespoły – PGE Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” zakończyli zmagania w fazie grupowej (grali w najsłabszej grupie D) już w grudniu ub. roku, a kolejne spotkania, już w 1/8 finału, rozegrają 22 i 29 lutego z hiszpańskim zespołem z Bidasoa Irun. Kielczanie biją się o awans w liczącej 16 drużyn elicie, podzielonej na dwie ośmiozespołowe grupy A i B. W sobotę w kolejnej potyczce zmierzyli się z francuskim Montpellier HB. Rywalizacja obu tych zespołów jest o tyle nietypowa, że Francuzi w pięciu ostatnich meczach rozegranych w Kielcach triumfowali w czterech, wygrali też w rundzie jesiennej obecnej edycji Ligi Mistrzów, ale z dla równowagi kielczanie z ostatnich pięciu wyjazdów do Montpellier także cztery razy wracali z tarczą. W miniona sobotę ta swoista tradycja została jednak złamana i zespół PGE Vive wrócił do domu na tarczy.
Gospodarze zaczęli spotkanie od prowadzenia 5:2, ale od 18. minuty kielczanie zaczęli przeważać i wyszli na prowadzenie 11:9, a na przerwę schodzili z wynikiem 14:12. Po zmianie stron francuska drużyna wykorzystała okazję, jaką stworzyły kary indywidualne dla Mateusza Jachlewskiego i Daniela Dujshebaeva i nie tylko odrobili straty, ale tez wyszli na prowadzenie. Kielczanie nie dawali jednak za wygraną i sześciokrotnie doprowadzali do remisu. Ostatni raz na 20 sekund przed końcem meczu, kiedy to na 24:24 rzucił Aguinagalde. Niestety, skutecznym rzutem zdążył jeszcze odpowiedzieć Mohamed Soussi i dał ekipie Montpellier upragnione zwycięstwo.
Po tym spotkaniu mistrzowie Polski z dorobkiem 12 pkt spadli na czwarte miejsce w tabeli grupy B. 1. miejsce zajmuje w niej THW Kiel (18 pkt), 2. Telkom Veszprem (16 pkt), 3. Montpellier (13 pkt), a za PGE Vive są jeszcze 5. FC Porto (10 pkt), 6. Vardar Skopje (9 pkt), 7. Motor Zaporoże (4 pkt) i 8. Mieszkow Brześć (4 pkt). Do kolejnej fazy awansuje sześć zespołów. Ekipa PGE Vive ma miejsce w 1/8 finału w kieszeni, a do rozegrania jeszcze mecze z FC Porto, Motorem Zaporoże i THW Kiel, może zatem poprawić lokatę w tabeli.

Obowiązkowe zwycięstwo Vive

W minioną sobotę szczypiorniści PGE Vive Kielce w 10. kolejce grupy B Ligi Mistrzów EHF podejmowali w Hali Legionów białoruski Mieszkow Brześć. Był to ostatni w tym roku mecz kieleckiej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach. Zwycięstwo 30:24 okazało się ważne, bo przy porażce Montpellier HB z THW Kiel 32:33 dało kielczanom awans na trzecią pozycję w tabeli.

W grupie B z dorobkiem 16 punktów prowadzi THW Kiel i ekipie PGE Vive Kielce będzie piekielnie trudno zepchnąć niemiecki zespół z pierwszego miejsca, cennego, bo dającego od razu bezpośredni awans do ćwierćfinału. Nawiasem mówiąc nie tylko zajmujący w tabeli trzecią lokatę z 12 pkt na koncie kielczanie są tym zainteresowani, także zespoły drugiego w tabeli Telkomu Veszprem (12 pkt) i czwartego Montpellier HB (11 pkt), a nawet piątego FC Porto (10 pkt). Do zakończenia rozgrywek zostały jeszcze cztery kolejki i jeśli żadnej z tych drużyn nie uda się przeskoczyć niemieckiej, to każda będzie do końca walczyć o jak najwyższą końcową lokatę, bo im wyższa, tym większe szanse, że trafi się na słabszego przeciwnika w fazie play off.

Przed sobotnią potyczką z Mieszkowem zespół PGE Vive zajmował piąte miejsce, miał zatem o co walczyć. Białoruska ekipa zresztą także, bo ewentualne zwycięstwo w Kielcach dawało jej jeszcze nadzieję na załapanie się do walki o 1/8 finału i dogonienie w tabeli Vardaru Skopje i FC Porto. W przypadku porażki o awansie mogli zapomnieć, ale że w poprzedniej kolejce ograli właśnie macedońską drużynę, na powtórzenie podobnego wyczynu liczyli także w kieleckiej Hali Legionów.

PGE Vive w pierwszym w tym sezonie bezpośrednim starciu w Lidze Mistrzów wygrało z Mieszkowem 31:27. Dla kielczan był to punkt zwrotny w obecnych rozgrywkach, bo po serii porażek z FC Porto, w krajowej lidze z Orlenem Wisłą Płock oraz u siebie z Montpellier HB, zaczęto wieszczyć kieleckiemu potentatowi kryzys. Po zwycięstwie w Brześciu sytuacja się odwróciła i serię zwycięstw kielczan przerwał dopiero przed tygodniem na swoim parkiecie Telkom Veszprem.

Kolejne trzy starcia Białorusinów w Lidze Mistrzów także zakończyły się fiaskiem. Dwukrotnie lepszy okazał się Telekom Veszprem, Mieszkow na własnym parkiecie pokonał także Vardar Skopje. Przełamanie przyszło dopiero w ostatnią sobotę. Mistrzowie Białorusi przed własną publicznością zdeklasowali obrońców tytułu, Vardar 31:22, chociaż do przerwy przegrywali 12:13. Zdobyte dwa punkty nie poprawiły jednak zbytnio sytuacji Mieszkowa w grupie. Razem z Motorem, mając po cztery „oczka” na koncie, Białorusini zamykają stawkę grupy B, tracąc do szóstego Vardaru pięć punktów. Oczywiście zachowują jeszcze matematyczne szanse na awans, ale realnie oceniając ten sezon w Lidze Mistrzów ekipa Mieszkowa Brześć może już spisać na straty.

Jej porażka z zespołu PGE Vive nie jest żadną sensacją. Obie drużyny wcześniej grały przeciwko sobie już w tych elitarnych rozgrywkach dziewięć razy i mistrzowie Polski wygrali aż ośmiokrotnie, a jedyne zwycięstwo Białorusini wywalczyli w 2017 roku u siebie, wygrywając 28:25. Natomiast w kieleckiej Hali Legionów wszystkie potyczki wygrali kielczanie.

W minioną sobotę także niespodzianki nie było i pokonali białoruski zespół po raz dziewiąty, wygrywając 30:24. Białoruska ekipa walczyła dzielnie do 45. minuty, ale w ostatnim kwadransie spotkanie gospodarze podkręcili tempo i zdobyli wystarczająca przewagę bramkową, żeby w ostatnich minutach kontrolować wynik i przebieg wydarzeń na boisku. Wygrali ostatni w tym roku mecz w Lidze Mistrzów, ale dobrą wiadomością dla fanów kieleckiej drużyny było też to, iż trener zespołu PGE Vive Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji aż 14 zdrowych graczy i wszystkich posłał do gry.

Zwycięski zespół zagrał w składzie: w bramce Wolff, a w polu – Janc (7 goli), Vujović (6), Karalek (4), Karacić (4), Kulesz (3), D. Dujshebaev (3), A. Dujshebaev (2), Aguinagalde (1), Pehlivan, Lijewski, Jurkiewicz, Fernandez, Guillo.

 

Awans Orlenu Wisły Płock

W miniony weekend z dwóch polskich drużyn rywalizujące w Lidze Mistrzów EHF więcej powodów do zadowolenia mieli szczypiorniści Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” w ostatnim kwadransie odwrócili losy meczu z duńskim GOG ze stanu 17:22 i ostatecznie wygrali 27:24, zapewniając sobie awans do fazy play off z grupy D. Gorzej powiodło się ekipie PGE Vive Kielce, która w 9. kolejce grupy B przegrała na wyjeździe z węgierskim Telekomem Veszprem 24:28.

Dla europejskich klubowych zespołów piłkarzy piłkarzy ręcznych listopad to tylko jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w roku. Szczypiorniści PGE Vive mieli w tym miesiącu do rozegrania dziewięć meczów, w tym aż pięć w Lidze Mistrzów. Kielczanie walczyli ze zmiennym szczęściem, ale w trzech trudnych potyczkach – dwóch z Vardarem Skopje i jednym z Telekomem Veszprem, zdobyli pięć punktów i dzięki temu utrzymywali miejsce w czołówce grupy B. Mistrzowie Polski w minioną sobotę nie sprostali jednak w rewanżowym spotkaniu mistrzom Węgier. U siebie pokonali Telekom Veszprem 34:33, na terenie rywali ulegli im 24:28. Obie ekipy mierzyły się ze sobą już trzynastokrotnie i lepszy bilans tych potyczek ma węgierski zespół. Ale w 2016 roku kielczanie w finale Ligi Mistrzów dokonali w starciu z nimi niebywałego wyczynu, odrabiając dziewięć bramek straty i zdobyli trofeum wygrywając mecz w rzutach karnych, więc mimo faktu, że w tych 13 meczach z Telkomem zanotowali aż dziewięć porażek, jeden remis, nie jechali do Veszprem jak na ścięcie.

Do powtórki wyniku z Kielc jednak na Węgrzech nie doszło. Zespół PGE Vive tylko do przerwy dotrzymywał kroku ekipie Telkomu Veszprem, po zmianie stron przejął inicjatywę i pewnie wygrał spotkanie 28:24. Porażka kielczan jest dla nich podwójnie bolesna, bo po sobotnich meczach THW Kiel nie powiększył przewagi i nadal prowadzi z 14 punktami, ale drugi Telkom ma 12 „oczek, a trzecie Montpellier 11. PGE Vive zajmuje czwartą lokatę z 10 pkt na koncie. W najbliższą sobotę kielczanie zagrają u siebie w ostatnim w tym roku występie w Lidze Mistrzów z Mieszkowem Brześć.

Lepsze humory panują w Płocku, bo Orlen Wisła w spotkaniu z duńskim GOG ze stanu 17:22 doprowadzili do swojej wygranej 27:24 i awansowali do kolejnej rundy Ligi Mistrzów z drugiego miejsca w grupie D. W dwumeczu o awans do 1/8 finału „Nafciarzy” czeka jednak trudna przeprawa, bo już wiadomo, że ich rywalem będzie najlepszy zespół grupy C, hiszpański Bidasoa Irun, niegdyś najlepsza klubowa ekipa na Starym kontynencie, która powoli odzyskuje dawny blask.

 

PGE Vive w dół, Orlen Wisła w górę

Piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce zremisowali na wyjeździe z Vardarem Skopje 28:28 w siódmej kolejce Ligi Mistrzów. To drugi remis kieleckiej drużyny w rozgrywkach, która w grupie B spadła na piątą pozycję. Zwycięstwo odniosła natomiast ekipa Orlenu Wisły Płock i awansowała w tabeli grupy D na trzecie miejsce.

Kielczanie zagrali w tym meczu bez czterech zawodników. Do kontuzjowanych już od dłuższego czasu Tomasza Gębali i Mateusza Jachlewskiego dołączył Arkadiusz Moryto, który urazu doznał podczas ostatniego meczu ligowego z Zagłębiem Lubin i w tym roku kalendarzowym prawdopodobnie nie pojawi się już na parkiecie. W kadrze na to spotkanie nie znalazł się także Daniel Dujshebaev, który dopiero wraca do gry po kontuzji. Spotkanie znacznie lepiej rozpoczęli gospodarze i do przerwy utrzymywali lekką przewagę, ale na przerwę schodzili z tylko z jednobramkowym prowadzeniem (17:16).

W drugiej połowie kielczanie odrobili straty i na kwadrans przed kwadrans przed końcem prowadzili już nawet 25:22, lecz mistrzowie Macedonii w 57. minucie doprowadzili do remisu 26:26, a potem nawet objęli prowadzenie 28:27. Kielczanie wyrównali jednak na 28:28 i 15 sekund przed końcem mieli bramkową sytuację, którą zmarnował jednak Mariusz Jurkiewicz. Ponieważ swoje mecze wygrały Telekom Veszprem i Motpellier HB, PGE Vive po siedmiu kolejkach spadło w tabeli grupy B na piąte miejsce (do następnej fazy rozgrywek awansuje z tej grupy pierwszych sześć drużyn).

Z kolei rywalizująca w słabszej grupie D druga z polskich ekip, Orlen Wisła Płock, pokonała u siebie rosyjski zespół Czechowskie Niedźwiedzie 34:28 i wskoczyła na trzecie miejsce w tabeli, zachowując szanse na zajęcie premiowanej awansem do fazy play off drugiej lokaty.

 

Starcie mistrzów Polski i Węgier

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w szóstej kolejce Ligi Mistrzów EHF pokonali we własnej hali węgierski Telekom Veszprem 34:33. Było to trzecie zwycięstwo kielczan w obecnych rozgrywkach. Do zwycięstwa mistrzów Polski poprowadził Alex Dujshebaev, który zdobył jedenaście bramek.

Mistrzowie Polski nie mają dodatniego bilansu w starciach z mistrzem Węgier. Licząc z sobotnim triumfem w 13 potyczkach wygrali tylko trzy razy, raz zremisowali, a dziewięć spotkań przegrali. Jeden z wygranych meczów miał jednak szczególny ciężar gatunkowy. W 2016 roku PGE Vive i Telkom zmierzyły się w finale Ligi Mistrzów EHF, w którym kielczanie po dogrywce i rzutach karnych triumfowali. W minioną sobotę stawka spotkania była znacznie niższa, bo drużyny na razie rywalizują tylko w fazie grupowej, ale gracze obu zespołów potraktowały potyczkę ambicjonalnie. Kibice w kieleckiej Hali Legionów tylko na tym skorzystali, bo byli świadkami kapitalnego sportowego widowiska.

Trener PGE Vive Tałant Dujszebajew po raz pierwszy w tym sezonie miał do dyspozycji kadrę złożoną z 16 zawodników. Do gry po kontuzjach wrócili Daniel Dujshebaev i Branko Vujović. Natomiast mistrzowie Węgier przyjechali do Kielc osłabieni brakiem Andreasa Nilssona i Kentina Mahe. Spotkanie od pierwszego gwizdkach arbitra toczyło się na bardzo wysokim poziomie. Gospodarze do przerwy mieli lekka przewagę i przez większą część czasu gry prowadzili, jednak nie zdołali odskoczyć rywalom na więcej niż dwie bramki, a do szatni zespoły schodziły przy wyniku 17:17.

Po zmianie stron kielczanie podkręcili jednak tempo i poprawili jakość gry. Znakomicie grał zwłaszcza Alex Dujszebajew, który w całym spotkaniu zdobył aż 11 bramek. W pewnym momencie zespół Tałanta Dujszebajewa miał już cztery bramki przewagi, lecz wtedy rywale zwarli szyki i po przewadze kielczan nic nie zostało. W końcówce mistrzowie Polski okazali się jednak odrobinę lepsi i wygrali mecz różnicą jednej bramki (34:33). Było to ich pierwsze zwycięstwo z Telekomem od trzech lat, od pamiętnego finału Ligi Mistrzów EHF w Kolonii, a zarazem ich pierwsza wygrana z węgierskim zespołem na własnym boisku. Zespół PGE Vive po pokonaniu Telkomu ma siedem punktów i awansował na drugie miejsce w tabeli grupy B. Na jej czele znajduje się THW Kiel, trzeci jest Telkom, czwarty Montpellier HB, piąty Vardar Skopje.

Znacznie gorzej w szóstej kolejce spotkań powiodło się drugiej z polskich drużyn, rywalizującemu w grupie D Orlenowi Wiśle Płock. „Nafciarze” przegrali w Bukareszcie z Dinamem 20:29 (10:13), doznając trzeciej porażki w tej edycji Ligi Mistrzów EHF. W poprzedniej kolejce płocczanie zremisowali z mistrzem Rumunii 26:26. Dinamo w grupie D jest jak na razie niepokonane – na półmetku rozgrywek miało na koncie trzy zwycięstwa i dwa remisy, natomiast ekipa Orlenu Wisły dwa dwa zwycięstwa, jeden remis i dwie porażki. Przegrywając w Bukareszcie płocczanie prawdopodobnie zamknęli sobie drogę do baraży, a potem do 1/8 finału. Po sześciu kolejkach zajmują czwartą lokatę ze stratą pięciu punktów do prowadzącego z dorobkiem 10 „oczek” Dinama. W 7. kolejce (10 listopada) Orlen Wisła podejmie u siebie zajmujący piąte miejsce rosyjski zespół Czechowskie Niedźwiedzie.
W grupie A liderem jest FC Barcelona Lassa (10 pkt) przed Paris Saint-Germain HB (8 pkt). W grupie C prowadzi z dorobkiem 10 pkt prowadzi inny hiszpański zespół, Bidasoa Irun.

 

Kiepska passa PGE Vive

Szczypiorniści PGE VIVE Kielce mieli kiepski tydzień. Najpierw w środę po raz pierwszy od ponad trzech lat przegrali z Orlenem Wisłą Płock, a w sobotę w Lidze Mistrzów ulegli francuskiemu Montpellier HB.

Mistrzowie Polski podejmowali francuski zespół na swoim boisku w ramach 4. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Obie drużyny przystąpiły do tego meczu mocno osłabione. Kielczanie zagrali bez Mateusza Jachlewskiego, Tomasza Gębali, Daniela Dujshebaeva i Branko Vujovica. W szeregach gości zabrakło Diego Simoneta, Jonasa Truchanoviciusa, Gilberto Duarte i Melvyna Richardsona. Spotkanie lepiej rozpoczęli goście i po 10 minutach prowadzili 5:2. Wtedy trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew zmienił w bramce slabo grającego Andreasa Wolffa na Mateusza Korneckiego i gospodarze zaczęli odrabiać straty i przed końcem pierwszej połowy zmniejszyli stratę do jednej bramki, lecz rywale byli czujni na przerwę schodzili z prowadzeniem 14:12.

Po zmianie stron kielczanie zaspali początek i w 40. minucie przegrywali 13:17. Zdołali jednak odrobić te straty i w 46. minucie przegrywali tylko jednym trafieniem (21:22). Kolejny przestój kielczan okazał się bardzo kosztowny. W ciągu trzech minut rywale odskoczyli na 25:21. Kielczanie raz jeszcze zabrali się do odrabiania strat. W 52. minucie Julen Aginagalde doprowadzili do wyniku 24:26, a chwilę potem ponownie stojący w bramce Wolff obronił rzut karny, a w kolejnej akcji popisał się kapitalną interwencją.

Końcówkę meczu kibice w Hali Legionów oglądali na stojąco, gorąco dopingując swoją drużynę, lecz drużyna z Montpellier nie dała sobie odebrać zwycięstwa i wygrała 29:27. Kielczanie ponieśli drugą porażkę w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów i zajmują 5. miejsce w liczącej osiem zespołów grupie B.

 

PGE Vive zagra w elicie

Rozdrażnieni wysoką porażką w Kielcach szczypiorniści Paris Saint-Germain HB w rewanżu urządzili graczom PGE Vive równie tęgie lanie, ale w dwumeczu mistrz Polski okazał się lepszy o jedną bramkę i na początku czerwca zagra w Kolonii w Final Four Ligi Mistrzów.

W rozegranym w kieleckiej Hali Legionów pierwszym ćwierćfinałowym meczu zespół PGE Vive Kielce rozgromił Paris Saint-Germain HB 34:24. Takiego wyniku nikt się chyba nie spodziewał, bo w powszechnym przekonaniu faszerowana petrodolarami drużyna „milionerów z Paryża” była faworytem do wygrania tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Nawiasem mówiąc w poprzedniej edycji także tak uważano, ale paryżanie w Final Four zajęli dopiero trzecie miejsce. W obecnych rozgrywkach zdobyli jednak mistrzostwo Francji, a przed potyczką z kielczanami w Lidze Mistrzów zmiatali kolejnych przeciwników z parkietu bez większego trudu. Dlatego mimo dziesięciobramkowej zaliczki kielczanie nie byli pewni awansu.

Paryżanie żądni rewanżu

Obawy okazały się uzasadnione. Gracze PSG ruszyli do ataku od pierwszego gwizdka i na przerwę schodzili z prowadzeniem 18:11. Taki wynik rzecz jasna premiował ekipę mistrzów Polski, ale po zmianie stron paryżanie nadal wściekle atakowali, spychając rywali do chaotycznej obrony. O losach konfrontacji przesądziły jednak dopiero ostatnie minuty. Francuski zespół prowadził już z przewagą 11 bramek i w tym momencie miał awans w kieszeni, lecz w 56. minucie Dujshebaev doprowadził do wyniku 24:34. Chwilę później zawodnik Vive został odepchnięty przez Hansena, który został ukarany czerwoną kartką. Dujshebaev popisał się też w kolejnej akcji, bo wywalczył rzut karny, którego wykorzystał Aguinagalde. PSG odpowiedziało akcją Sagosena, ale ten trafił w słupek. Później bramkę zdobył Władimir Kulesz i Vive traciło już tylko osiem goli. W ostatniej akcji meczu bramkę zdobył Sagosen, ale to trafienie już nic paryżanom nie dało. Sensacja stała się faktem – kielczanie przegrali wprawdzie w rewanżu 26:35, ale w dwumeczu okazali się lepsi o jedną bramkę od PSG i to oni zagrają w półfinale Ligi Mistrzów.
„To był dla nas bardzo trudny mecz. Byliśmy o krok od wyeliminowania, ale nie traciliśmy wiary w sukces i wywalczyliśmy awans do Final Four. W kilku przypadkach zabrakło nam szczęścia. O ile w pierwszym meczu wszystko nam wychodziło, to dzisiaj było odwrotnie – szczęście sprzyjało rywalom. Najważniejsze, że po 120 minutach to my zdobyliśmy o jedną bramkę więcej. Jesteśmy w tym miejscu, w którym chcieliśmy być. Jestem przekonany, że kiedy we własnej hali przegraliśmy z Montpellier i było wiadomo, że straciliśmy szanse na drugie miejsce w grupie, niewielu na nas stawiało. Na naszej drodze do Final Four stanęła bowiem jedna z najlepszych drużyn świata. Ale to my okazaliśmy się lepsi. Gratuluję wszystkim moim zawodnikom tego ogromnego sukcesu” – ocenił spotkanie trener PGE Vive Tałant Dujszebajew.

Francuskie media nie ukrywały rozczarowania brakiem awansu swojego najsłynniejszego zespołu. Podkreślały jednak, że Mikkel Hansen, Nedim Remili, Thierry Omeyer i spółka stworzyli świetne widowisko i zasłużyli na uznanie. „Niewyobrażalna katastrofa” – tak skwitowano odpadnięcie PSG w lequipe.fr. Podkreślono, że paryżanie byli zdecydowanymi faworytami, dlatego ich porażka to „ogromne i niepodziewane fiasko”.

Z kolei hiszpańska „Marca” chwali kieleckich szczypiornistów i podkreśla, że w pełni zasłużyli na awans. Podkreślono, że zawiodły wielkie gwiazdy PSG: Mikkel Hansen, Sander Sagosen, Luc Abalo czy Nikola Karabatic. Żaden z nich nie stanął na wysokości zadania, gdy wymagała tego sytuacja na parkiecie. Hiszpańskie media podkreślały natomiast, że mimo wysokiego zwycięstwa PGE Vive w pierwszym spotkaniu, w rewanżu „cud był blisko” i kielczanie obronili się głównie dzięki grze Luki Cindricia i Alexa Dujshebaeva. Sukces PGE Vive odbił się szerokim echem nawet w Norwegii. Tamtejszy serwis internetowy smp.no przyznał, że wyeliminowanie Paris Saint-Germain jest ogromnym rozczarowaniem dla francuskiego potentata.

Teraz Final Four w Kolonii

Kielecka drużyna po raz czwarty w historii awansowała do turnieju Final Four Ligi Mistrzów. W 2016 roku wygrała te rozgrywki, a dwukrotnie (2013 i 2015) zajmowała w finale trzecie miejsce.
Tegoroczna edycja Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych zakończy się w Kolonii, gdzie w dniach 1-2 czerwca o miano najlepszej drużyny tego sezonu powalczą FC Barcelona Lassa, węgierski Telekom Veszprem, PGE Vive Kielce i macedoński Vardar Skopje.
Losowanie par półfinałowych odbyło się we wtorek 7 maja. W półfinale PGE Vive zagra z Telkomem Veszprem, a FC Barcelona Lassa z Vardarem Skopje. Kielczanie w obecnym sezonie grali z węgierskim zespołem dwukrotnie w fazie grupowej i oba mecze przegrali – u siebie 35:36, a na wyjeździe 27:29. W 2016 roku PGE Vive i Telkom zmierzyły sie w finale Ligi Mistrzów i tamtą potyczkę wygrała kielecka drużyna po rzutach karnych (4-3). Mecz po dogrywce zakończył się wynikiem 35:35.

Wyniki 1/4 finału Ligi Mistrzów:
Paris Saint Germain Handball – PGE VIVE Kielce 35:26 (18:11)
PSG: Corrales, Omeyer – Gensheimer 5, Keita, Hansen 4, Morros, Nikola Karabatic 2, Sagosen 2, Remili 13, Abalo 5, Stepancić, Luka Karabatic, Toft Hansen 4.
PGE VIVE: Cupara, Ivić – Jurkiewicz, Fernandez 1, Kulesz 5, Mamić, Cindrić 6, Alex Dujszebajew 4, Lijewski, Janc 4, Moryto, Karaliok 2, Aginagalde 4.
Pierwszy mecz: 24:34, bilans dwumeczu 59:60. Awans: PGE Vive.
Telekom Veszprem – SG Flensburg Handewitt 29:25
Pierwszy mecz: 28:22, bilans dwumeczu 57:47. Awans Veszprem.
FC Barcelona Lassa – HBC Nantes 29:26
Pierwszy mecz: 32:25, bilans dwumeczu 61:51. Awans: FC Barcelona Lassa.
Pick Szeged – Vardar Skopje 29:25
Pierwszy mecz: 23:31, bilans dwumeczu 52:56. Awans: Vardar Skopje.