Stanowisko FSSM RP w sprawie poparcia przez Lewicę PiSowskiego KPO

Pan Włodzimierz CZARZASTY
PRZEWODNICZĄCY NOWEJ LEWICY
Poseł na Sejm IX kadencji
Wicemarszałek Sejmu IX Kadencji

Pan Robert BIEDROŃ
Lider Partii WIOSNA
Deputowany do PE

Pan Adrian ZANDBERG
Lider Partii RAZEM
Poseł na Sejm IX kadencji

Szanowni Panowie,

Wydarzenia ostatnich dni, w tym Wasze działania jako liderów bliskiej nam formacji politycznej, wzbudziły w środowisku byłych żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych obawy o stopień zrozumienia rzeczywistości społeczno-politycznej w jakiej przyszło nam żyć przez ostatnie lata. Mamy na myśli ustalenia jakie poczyniliście z partią rządzącą poprzedzające głosowanie nad ustawą ratyfikującą unijny Funduszu Odbudowy, a w perspektywie nad Krajowym Planem Odbudowy. Mamy pełną świadomość, że dotyczą one blisko 60 mld euro, jakie mają przypaść Polsce, z ogólnej puli 750 mld unijnego Funduszu Odbudowy, prezentowany jako „nowy Plan Marshalla” po kryzysie spowodowanym pandemią.

Ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikację tego rodzaju umowy międzynarodowej może być uchwalona z zastosowaniem zwykłej większości głosów w Parlamencie. Wiemy jednak, że mimo to są problemy powodowane sporem w „zjednoczonej prawicy”, gdzie jedno z jej ugrupowań odmówiło poparcia ratyfikacji, demonstracyjnie ignorując nasz interes narodowy. Zapewniliście wsparcie rządzącym i gwarancje wyjścia z tego impasu, reprezentując formację opozycyjną, którą konsekwentnie popieraliśmy w ostatnich wyborach i zamierzaliśmy to czynić w przyszłości. Nie raz daliśmy dowód swojej lojalności.

Jako byli żołnierze i funkcjonariusze, którzy swoje życie zawodowe poświęcili służbie Polsce i jej obywatelom, doskonale rozumiemy wagę i znaczenie funduszy europejskich dla odbudowy gospodarki naszego Kraju i przyszłości kolejnych pokoleń Polek i Polaków. Wiemy jednak, że równie istotne jak pieniądze są wartości niematerialne, w tym praworządność, prawa kobiet, prawa człowieka do godnego życia oraz honor żołnierza i funkcjonariusza, których wielu z nas zostało pozbawionych przez partię o przewrotnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Mówimy tu o ugrupowaniu o nieskrywanych zapędach autorytarnych, mającym za nic Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej i prawa jej obywateli, niszczącym podstawy państwa prawa.

Negocjowanie czegokolwiek z takim partnerem jak „zjednoczona prawica” obarczone jest ogromnym ryzykiem, a może i wyrazem naiwności. Jeżeli już miało do tego dojść, to nie rozumiemy, dlaczego jako przedstawiciele tak bliskiej nam formacji politycznej, którą z przekonaniem i determinacją wspieramy, nie działaliście w ramach „zjednoczonej opozycji” i nie uzależniliście deklarowanej zgody na ratyfikację od spełnia podstawowych warunków brzegowych? Dlaczego nie zażądaliście zaprzestania destrukcji wymiaru sprawiedliwości, ograniczania praw kobiet, szykanowania środowisk LGBT, a w naszym przypadku natychmiastowego wyłączenia z systemu prawa haniebnej ustawy represyjnej, niosącej śmierć i zgryzotę wielu naszym Koleżankom i Kolegom? Wreszcie, jak w zaistniałej sytuacji powodującej kryzys wzajemnego zaufania postrzegacie dalszą współpracę z opozycją parlamentarną j pozaparlamentarną, w której widzimy szansę na rychłe odsunięcie PIS od władzy i przywrócenie w naszym Kraju rządów prawa? Obserwowane przez nas wzajemne obrzucanie się niewybrednymi epitetami jest tylko pożywką polityczną dla rządzących i radością ich zwierzchnika. Jak w takich warunkach można realnie myśleć o wygraniu wyborów w 2023 r. lub wcześniej?

Nie dopuszczamy myśli, że o takim, a nie innym zachowaniu się liderów popieranego przez nas ugrupowania politycznego zdecydowały osobiste ambicje, niekoniecznie uwzględniające racje opozycji demokratycznej jako całości, a także lekceważące skrajnie trudną sytuację wielu naszych Koleżanek i Kolegów.

Środowisko emerytów i rencistów policyjnych doznało wielu krzywd ze strony „zjednoczonej prawicy” owładniętej chęcią zemsty, z gruntu irracjonalnej i fałszywie adresowanej. Wielu z nas odeszło już na wieczna służbę i nie doczekawszy się sprawiedliwości. Wie o tym doskonale Pan Andrzej Rozenek poseł NOWEJ LEWICY, którego darzymy wielkim szacunkiem, zaufaniem i któremu jesteśmy wdzięczni za wszystko, co dla nas uczynił na przestrzeni ostatnich lat. Zrobił wszystko to, co mógł w istniejących warunkach zrobić.

Występując w imieniu tysięcy pokrzywdzonych ustawą represyjną czujemy się zlekceważeni także dlatego, że mamy w żywej pamięci Wasze deklaracje niewchodzenia w jakiekolwiek alianse polityczne z tymi, którzy wyrządzili tyle krzywd naszemu środowisku. Takie zachowanie każe wątpić w łączące nas partnerstwo i wzajemną lojalność. A może, jak podnoszą niektórzy, nie zależy Wam na szybkim rozwiązaniu problemu ustawy represyjnej i likwidacji jej skutków. Wszak przed kolejnymi wyborami w 2023 r. lub wcześniej po raz kolejny będzie można grać kartą obietnic. Tego typu opinie nie są nam bliskie. Pojawiają się jednak w przestrzeni publicznej i dlatego wymagają bezzwłocznego zdementowania przez tych, których dotyczą.

Jeżeli zaś jako liderzy formacji lewicowej lokalizujecie swoje elektoraty w innych grupach społecznych, wówczas oczekujemy jasnego komunikatu w tej kwestii. Jeżeli będzie trzeba skierujemy swoje sympatie wyborcze gdzie indziej.

Wszyscy powinni wiedzieć, że droga do naprawienia krzywd wielu naszych Koleżanek i Kolegów na drodze sądowej, przy konsekwentnie demolowanym systemie wymiaru sprawiedliwości i zapowiedzianym na dzień 25 maja i 17 czerwca b.r. spodziewanym wyroku „TK” Julii Przyłębskiej, będzie długa i niepewna. Dla wielu zakończy się śmiercią przed osiągnięciem celu. Dlaczego o tym zapomnieliście i nie wykorzystaliście tej okoliczności? Czyżby dobro indywidualnego człowieka przestało być wartością lewicową?

Głosząc górnolotne hasła o racji stanu i miliardach euro na szczytne cele, które są potrzebne do odbudowy gospodarki po pandemii, można nie dostrzec krzywdzonego obywatela naszego Kraju. Wszak są to fundamenty idei lewicowych i podstawowych praw człowieka.

Zwracamy się do Was jako liderów naszej formacji politycznej o refleksję i powrót do zasad, które są lub powinny być Waszym przewodnikiem.

Chcemy w Was widzieć polityków obdarzonych atrybutem skuteczności działania. Skuteczność ta, to także zdolność wykorzystywania sprzyjających warunków w realizacji społecznie ważnych celów. Stąd oczekujemy jasnej deklaracji i podjęcia bez zwłoki realnych działań w zakresie obrony naszych niezbywalnych praw i jak najszybszego odwrócenia skutków ustawy represyjnej z 16 grudnia 2016 r. Za chwilę będzie za późno, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Przewodniczący Federacji
Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP

Zdzisław CZARNECKI

Lewica nie poparła KPO bezwarunkowo

Warszawa, 5 maja 2021 roku

insp. Zdzisław Czarnecki
Przewodniczący Zarządu
Federacji Stowarzyszeń
Służb Mundurowych RP

Szanowny Panie Przewodniczący,

Lewica darzy środowisko emerytów mundurowych szacunkiem i uznaniem. Na ten szacunek zapracowaliście przez kilkadziesiąt lat ofiarnej służby dla Polski.

Jednak w 2009 roku koalicja PO-PSL rozpoczęła proces pozbawiania Was praw nabytych. Potem przez uchylone drzwi wszedł PiS, który ograbił Was z emerytur i godności. Byliśmy jedyną siłą broniącą Waszych praw nabytych i protestującą przeciwko bezprawiu.

Podpisaliśmy porozumienie określające zasady współpracy między naszymi środowiskami. Kierownictwo partii oddelegowało do współpracy z Wami posła Andrzeja Rozenka,
który chociaż nigdy tematyką emerytur mundurowych się nie zajmował, to z powierzonego mu zadania wywiązał się wzorowo. Podobnie jak skupiający się na problemach emerytów wojskowych minister Janusz Zemke. Wspólnie zebraliśmy 300 tys. podpisów. Przypieczętowały one naszą współpracę.

Za nami kilka lat dobrej i ścisłej kooperacji. Nie może być tak, że rozbieżność zdań w jednej kwestii przekreśli lata owocnej i zgodnej i współpracy. Byłoby to postępowanie szkodliwe
dla obydwu środowisk.

Podtrzymujemy naszą deklarację, że Lewica nie wejdzie do rządu, który nie zadeklaruje,
że odwróci skutki ustawy represyjnej. Nigdy nie pogodziliśmy się z tym drakońskim prawem stosującym niedemokratyczną zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

Powyższą deklarację potwierdziłem publicznie na antenie Radia Zet w audycji z 5 maja 2021 roku. Zachęcam do odsłuchania tej rozmowy: https://wiadomosci.radiozet.pl/Gosc-Radia-ZET/Wlodzimierz-Czarzasty-Lewica-wejdzie-do-nastepnego-rzadu-i-bedzie-wydawala-pieniadze-za-ktorymi-glosowaly-3-partie-opozycyjne

Lewica wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej. Uznajemy obecność naszego państwa
w strukturach europejskich za historyczne osiągnięcie i gwarant demokratycznego ustroju Polski. Jednocześnie członkostwo w Unii to szansa na poprawę codziennego życia Polaków.

Europejski Fundusz Odbudowy uznaliśmy za narzędzie, które uczyni lepszym życie dziesiątek milionów Polaków. Pozwoli wzmocnić ochronę zdrowia, rozwinąć transport publiczny, ułatwić transformację energetyczną, zapewnić zdalny dostęp do administracji publicznej.

Nie chcieliśmy popierać Funduszu Odbudowy bezwarunkowo, lecz zmienić go w kierunku zgodnym z programem i wartościami Lewicy. Dlatego właśnie Lewica wysunęła postulaty dofinansowania szpitali powiatowych, budowy dostępnych mieszkań na wynajem,
czy wsparcia dla przedsiębiorców i pracowników z branż, które najbardziej ucierpiały z powodu kryzysu.

Wszystkie te warunki łączy jeden wspólny mianownik – mieszczą się w zakresie Krajowego Planu Odbudowy. Realizacja KPO będzie kontrolowana przez Komisję Europejską w dialogu
z Parlamentem Europejskim. Instytucje europejskie są najlepszym gwarantem realizacji naszych warunków.

W rozmowach z rządem Lewica nie postawiła postulatów wykraczających poza sprawy finansowe. Negocjacje dotyczyły pieniędzy z Unii Europejskich. Gwarantem ich uczciwego wydawania jest Komisja Europejska.

Niestety próba uczynienia z Komisji Europejskiej gwaranta ustaleń dotyczących spraw emerytów mundurowych lub praw kobiety byłaby nieskuteczna. Bylibyśmy zdani na dobrą wolę rządu. Komisji Europejskiej wierzymy, rządowi nie.

Żadna z sił politycznych w swoich postulatach dotyczących Krajowego Planu odbudowy
nie postawiła sprawy emerytów mundurowych. Obarczanie Lewicy winą jest więc nieuczciwe.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski komentując ostatnie wydarzenia trafnie zauważył,
że Lewica z rządem nie prowadziła drugich obrad Okrągłego Stołu, które dotyczyłyby całości spraw społecznych.

30 kwietnia br. spotkałem się z przedstawicielami kierownictwa Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP. Jednym z uczestników spotkania był poseł Andrzej Rozenek. W trakcie spotkania wymieniliśmy nasze oceny wydarzeń z ostatnich kilkunastu dni.

Była to szczera rozmowa. Ale przyświecało jej przekonanie, że jeśli jakieś środowiska mają
za sobą kilka lat dobrej współpracy, to nie powinny ich przekreślać z powodu rozbieżnych ocen jednego wydarzenia.

W Polsce są cztery formacje demokratyczne. W głosowaniu nad pieniędzmi z Unii Europejskiej podzieliły się w stosunku trzy do jednego. Lewica, PSL i ugrupowanie Polska 2050 Szymona Hołowni zagłosowało za ratyfikacją decyzji Rady UE o systemie zasobów własnych. Platforma Obywatelska, wspólnie z partią Zbigniewa Ziobry i Konfederacją nie poparły ustawy ratyfikacyjnej. Platforma zagłosowała podobnie jak gnębiący Wasze środowisko Zbigniew Ziobro i wroga Wam i Unii Europejskiej Konfederacja.

Nie zmieniliśmy naszych przekonań w sprawie praw emerytów mundurowych. Jako Lewica nie ustaniemy w dążeniach do naprawienia krzywd i przywrócenia sprawiedliwości społecznej.

Z poważaniem

Włodzimierz Czarzasty
Przewodniczący Nowej Lewicy

Europejska płaca minimalna to fundament eurointegracji

My, związkowcy z różnych branż zrzeszeni w organizacji Związkowa Alternatywa, jesteśmy zdumieni i zbulwersowani listem organizacji pracodawców, w tym Związku Pracodawców i Przedsiębiorców, przeciwko przepisom na rzecz uregulowania płacy minimalnej na poziomie unijnym.

List ten jest dostępny pod adresem: https://zpp.net.pl/wp-content/uploads/2021/04/23.04.2021-List-ws.-Europejskiej-P%C5%82acy-Minimalnej.pdf).

Inicjatywa Komisji Europejskiej, by ustalić standardy minimalnego wynagrodzenia w całej UE to ważny element procesu integracji europejskiej, a zarazem wyraz jakże ważnej i potrzebnej troski o prawa osób o najniższych dochodach. Inicjatywa KE jest tym bardziej istotna, że działania instytucji unijnych wciąż przywiązują zbyt małą wagę do praw pracowniczych.

Zarazem cele Komisji są bardzo umiarkowane:
w projekcie unijnej dyrektywy o płacy minimalnej znalazł się zapis, że najniższa krajowa nie powinna być niższa niż 60 proc. mediany (środkowa wartość płacy w gospodarce) lub 50 proc. średniego wynagrodzenia w danym kraju. To dobry kierunek zmian, który dałby niskoopłacanym pracownikom elementarną przewidywalność co do minimalnych standardów płacowych w kolejnych latach. I, doprawdy, ciągle nie jest to dużo.

Jednocześnie przyjęcie konkretnych kryteriów dotyczących ustalania poziomu płacy minimalnej częściowo uniezależniałoby jej poziom od koniunktury politycznej.

Warto w tym kontekście zauważyć, że płaca minimalna w Polsce przekracza obecnie poziom 50 proc. średniego wynagrodzenia. Czemu wobec tego nie tylko wielu pracodawców, ale też rząd sprzeciwia się pomysłom unijnym? Najwyraźniej chcą, by w kolejnych latach można było
skokowo obniżyć minimalne wynagrodzenie i dowolnie manipulować jego poziomem, w zależności od kaprysów władzy politycznej i ekonomicznej. Naszym zdaniem to bardzo zły kierunek myślenia.

Pracodawcy twierdzą, że płaca minimalna może mieć negatywny wpływ na konkurencyjność firm, pozbawić pracy część osób o niskich dochodach i zwiększyć liczbę osób zatrudnionych nieformalnie. Uważają też, że unijne regulacje płacowe mogłyby zaburzyć obowiązujące systemy rokowań zbiorowych.

Trudno pojąć, skąd te argumenty. Dane empiryczne nie potwierdzają tezy, że wysoka płaca minimalna prowadzi do wzrostu bezrobocia czy zwiększenia skali szarej strefy. Nie ma takiej korelacji ani w Polsce, ani w innych krajach. Co więcej, w latach, gdy wzrost płacy minimalnej był najszybszy, stopa bezrobocia w Polsce znacznie spadała.

Nie ma też związku między wysokością płacy minimalnej i szarą strefą.
Ponadto warto pamiętać, że KE chce korelacji między płacą minimalną i średnią/medianą, a nie arbitralnego wzrostu minimalnego wynagrodzenia niezależnie od sytuacji na rynku pracy. W tym kontekście pismo ZPP jest tym bardziej niezrozumiałe. Wydaje się raczej, że pracodawcy grożą łamaniem prawa w razie przyjęcia systemowych regulacji odnośnie płacy minimalnej. To podejście naganne i nie do zaakceptowania. Skoro zaś są przedsiębiorcy, którzy nie chcą płacić pracownikom przynajmniej minimalnego wynagrodzenia, to znaczy, że nie nadają się do prowadzenia działalności gospodarczej i powinni zniknąć z rynku. Trudno też zgodzić się z opinią, że wysoka płaca minimalna zaburzy rokowania zbiorowe, tym bardziej, że w Polsce skala układów zbiorowych należy do najniższych w Unii Europejskiej. Skoro zaś ich nie ma, to tym bardziej ważne jest, by obowiązywały precyzyjne zapisy dotyczące całego rynku pracy.

W czasie kryzysu związanego z epidemią koronawirusa jest bardzo ważne, by podjąć działania na rzecz stabilizacji rynku pracy i zwiększenia bezpieczeństwa zatrudnienia. Ten cel powinien być ważny tak dla władz krajowych, jak i unijnych. Z całą pewnością ustanowienie płacy minimalnej na godnym poziomie powinno być elementem realizacji tego celu.

List otwarty do Klubu Parlamentarnego „Lewica”

Wciąż toczy się dyskusja czy lewica powinna poprzeć w Sejmie rządowy projekt ustawy ratyfikującej decyzji Rady w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej.

Uważam, że taki projekt lewica poprzeć powinna, ale nie bezwarunkowo. Przychylam się tu do opinii, że to rząd zabiegać powinien o zdobycie parlamentarnej większości dla swojego projektu. Warunkowość oparcia ze strony lewicy, czy też całej sejmowej opozycji jest jak najbardziej uzasadniona. Codzienna praktyka pokazuje z jaką wręcz frywolnością rządzący odnoszą się dzisiaj do przepisów normujących gospodarowanie środkami publicznymi, z jaką łatwością wykorzystują je do budowania swojej i swoich rodzin potęgi finansowej. Ostatnim, skandalicznym przykładem jest odmowa Polskiej Fundacji Narodowej, jednego ze sztandarowych projektów rządu PiS, o wartości na dzisiaj ponad 600 mln złotych poddania się badaniom Najwyższej Izby Kontroli. Ile jeszcze jest takich fundacji, funduszy i innych podmiotów, do których wyprowadzane są środki budżetowe i środki przedsiębiorstw zarządzanych przez przedstawicieli rządu, i które uznają się za zwolnione od kontroli najwyższego organu kontroli państwa?

W pełni zasadne jest więc moim zdaniem uwarunkowanie poparcia opozycji dla wspomnianego rządowego przedłożenia od ustalenia zasad tworzenia i funkcjonowania Krajowego Planu Odbudowy, który ma być odpowiedzialny za realizację na szczeblu krajowym NextGenerationEU – największego w historii pakietu środków na rzecz ożywienia gospodarki. Chciałem jednak zwrócić uwagę na inny problem – nie mniej doniosły, o którym jednak zwykło się zapominać. Rzecz idzie o system kontroli wydatkowania środków unijnych. Jeszcze za czasów rządów PO przyjęto fatalne moim zdaniem rozwiązanie lokujące jednostkę odpowiedzialną za sporządzenie „rocznego podsumowania dotyczącego dostępnych audytów i deklaracji”, czyli de facto dokumentu potwierdzającego wiarygodność wydatkowania unijnych środków w Polsce w Ministerstwie Finansów. Mógł rząd, śladem niektórych innych państw, podjąć decyzję o przekazaniu tych kompetencji Najwyższej Izbie Kontroli, ale zdecydował inaczej, według zasady: nikt tak dobrze nas nie oceni jak my sami.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości poszedł dalej. Wyjął procedury poświadczenia wiarygodności z Ministerstwa Finansów i powołał z hukiem Międzyresortowy Zespół do spraw Funduszy Unii Europejskiej, któremu przewodniczy minister funduszy i polityki regionalnej. Europejski Trybunał Obrachunkowy co rok publikuje obszerny raport z badania wykonania budżetu Unii Europejskiej, w tym z badania wiarygodności wydatków. Le 80% budżetu unijnego realizowane jest na szczeblu krajowym. Konia jednak z rzędem temu, kto na stronach rządowych znajdzie publikację „Rocznego podsumowania…” jakie rząd polski zobowiązany jest dostarczać Komisji Europejskiej w ramach wspólnej kontroli budżetu unii. Prawdą jest też, że nikt o taką publikację nie woła.

NextGenerationEU jest programem nie tylko o olbrzymiej wartości, ale również oryginalnym, gdyż po praz pierwszy wprowadzi do obrotu środki pozyskane z pożyczek zaciągniętych solidarnie przez państwa członkowskie – w znacznej części na rzecz wsparcia różnych podmiotów gospodarczych. Pociągnie to za sobą nieuchronnie nowe problemy związane z systemową kontrolą wydatkowania tych środków.

Dlatego uważam, że Lewica swoją zgodę na ratyfikację właściwego rządowego projektu ustawy bezwzględnie uwarunkować powinna od:
Wprowadzenia do Krajowego Planu Odbudowy szczegółowych i konkretnych zapisów odnoszących się do systemu kontroli wydatkowania tych środków.

Wyznaczenia Sejmowej Komisji Kontroli Państwowej zadania bieżącego monitorowania procesu kontroli środków w ramach NextGenerationEU.
Niezwłocznego zlecenia wydania opinii prawnej w sprawie uznania środków z NextGenerationEU za środki publiczne, co jest warunkiem rzetelnego audytu wykorzystania tych środków.

Niezależnie od powyższego proponuję, aby KP Lewica wystąpił do Kolegium Najwyższej Izby Kontroli o:

Uwzględnienie w Strategii Kontroli NIK zadania „Kontrola tworzenia i realizacji Krajowego Planu Odbudowy”.

Przeprowadzenia audytu „rocznych podsumowań dotyczących dostępnych audytów i deklaracji”, jakie rząd polski jest zobowiązany corocznie przedkładać Komisji Europejskiej.

Być może stanowisko KP Lewica nie będzie ważyło na decyzji Sejmu, ale przecież liczy się również opinia publiczna.

List otwarty

skierowany do prezydenta RP, prezesa Rady Ministrów, marszałków Sejmu i Senatu, przewodniczących Klubów Parlamentarnych
Warszawa 18 marca 2021 roku

Polska Lewica, Unia Pracy i Porozumienie Socjalistów przypominają, że w naszej kulturze politycznej Konstytucja Rzeczypospolitej spełnia szczególną rolę. Nie tylko organizuje nasze życie polityczne i społeczne, jest punktem odniesienia dla wszelkich praw Rzeczypospolitej, ale jest też dla nas, Polsków nienaruszalną wartością.

Uważamy zatem, że kluczowe, przesądzające o skutkach dla przyszłych pokoleń decyzje rządu czy też Sejmu mogą wejść w życie jedynie uzyskując konstytucyjną większość w polskim parlamencie.

Głosowanie nad ratyfikacją europejskiego programu odbudowy jest taką decyzją. Program ten zmienia postanowienia traktatu Lizbońskiego o Unii Europejskiej a także jest wyraźnym krokiem w kierunku federalizacji Unii Europejskiej.

Polscy obywatele muszą mieć pewność, że partie polityczne reprezentowane w Sejmie akceptują i popierają takie rozwiązanie, czego wyrazem będzie konstytucyjna większość uzyskana w głosowaniu ratyfikacyjnym a także obywatele Rzeczypospolitej muszą mieć gwarancję, że głosowane rozwiązania są zgodne z Konstytucją RP.

W związku z powyższym domagamy się natychmiastowej wykładni Trybunału Konstytucyjnego, czy przedkładane do ratyfikacji rozwiązania prawne są zgodne z Konstytucją i czy będą wpływać bezpośrednio na jej zapisy (np. w sprawie nieprzekraczalnych progów zadłużenia w relacji do PKB).

Domagamy się także uchwały Sejmu przesądzającej o koniecznej konstytucyjnej większości dla ratyfikacji europejskiego programu odbudowy.

Polska Lewica przewodniczący Jacek Zdrojewski
Unia Pracy przewodniczący Waldemar Witkowski
Porozumienie Socjalistów przewodniczący Andrzej Ziemski

List otwarty do Pani Marty Lempart

Szanowna Pani

Pozwoli Pani, że zacznę od cytatu pastora Niemőllera, antyfaszysty, więźnia hitlerowskich katowni, postaci historycznej:

„….kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Wszak nie byłem komunistą.
kiedy przyszli po socjalistów, nie protestowałem, bo socjalistą też nie byłem.
kiedy przyszli po Żydów, również nie protestowałem, bo przecież nie byłem Żydem.
kiedy przyszli po mnie, nie miał już kto protestować….”

Proszę oto sobie wyobrazić, że my – środowisko emerytów mundurowych, w tym nie tylko służb specjalnych PRL, ale także innych, mających nieszczęście podlegać w swoim czasie ministerstwu Spraw Wewnętrznych, zachowując kolejność grup represjonowanych z cytatu, znajdujemy się na 2 miejscu listy. Pierwsze miejsce zajęli ludzie, którzy również pracowali dla Polski – takiej, jaka była, bo innej nie mieliśmy.

Potem na tapetę wzięto nas. Nasze środowisko. Wtedy skrzywdzono „tylko” kilkadziesiąt tysięcy osób. Albo aż kilkadziesiąt. Bardzo ostro potraktowano. Dwukrotnie. W 2009 i 2016 r. Pozbawiono nas nie tylko wypracowanych ofiarnie emerytur, czyli środków do życia. Odebrano nam także część naszych praw obywatelskich (np. bierne prawo wyborcze w niektórych organizacjach społecznych). Upodlono, pozbawiono godności. Wielu z nas (także wdów po funkcjonariuszach, ich niepełnosprawnych dzieci, znakomitych sportowców) zepchnięto tym samym na skraj ubóstwa, nawet bezdomności.

Dalej przystąpiono do ataku na kolejne grupy zawodowe: lekarzy, pielęgniarki i sędziów.

Na koniec zaatakowano WAS – nasze wspaniałe KOBIETY.

Nie słyszałem powszechnych protestów przeciwko represjonowaniu grupy pierwszej i nas, przedstawicieli grupy drugiej. Pierwsze głośniejsze oburzenie społeczne wzbudziły ataki tej skretyniałej władzy na służbę zdrowia, a szczególnie na sędziów. Jednakże skala tych protestów była zdecydowanie ograniczona.

OLBRZYM jeszcze się nie obudził.

Aż doszło do zdarzenia bezprecedensowego. Do bezpośredniego ataku na OLBRZYMA.

Na Was. Na polskie KOBIETY.

Faktyczny sprawca ataku jest tchórzem. Nie stać go na wystąpienie z otwartą przyłbicą. Zawsze wysyła swoich pachołków. W tym przypadku posłużył się stworzoną przez siebie atrapą w postaci trybunału konstytucyjnego.

Trudno wyobrazić sobie, że suweren nie przewidział reakcji. Być może nie przewidział jedynie jej formy i zasięgu. Brutalna pacyfikacja była zamierzona i została zrealizowana.

Jednakże można odnieść wrażenie, że stworzony przez niego konflikt zaczął go przerastać, ponieważ po pierwsze, zaczęła zawodzić policja, po drugie, współkoalicjanci zaczęli okazywać pewną nerwowość.
Na to wszystko nakłada się nieudolność rządu w zakresie walki z pandemią. Sznurki, którymi dotychczas sterował swoimi kukiełkami, wydają się rwać, są co najmniej poprzecierane. Nie wiadomo, czy i kiedy popękają. Wielki strateg okazuje się całkiem malutkim człowieczkiem. Problemy zaczynają go przerastać.

Co więcej, Pani Marto, mały człowieczek zwyczajnie się Was boi. Tak. Zwyczajnie, po ludzku, po prostu się boi.

Nie wiem, czy ten strach Wam i nam też dobrze się przysłuży. Ludzie wystraszeni zdolni są do zachowań nieprzewidywalnych.
Nieśmiało przypomnę, że na wiosnę ubiegłego roku policja dokonała zakupu sprzętu specjalnego – armatek wodnych. Dotychczas nie zostały użyte. Ale być może trzymane są na specjalną okazję. Na przykład na przypadające 8 marca Święto Kobiet. Bo przecież jest to data święta szczególnego. Trudno założyć, że OSK zachowa się w tym dniu biernie.

Rzecz jasna, absolutnie nie życzę Wam publicznej kąpieli z tej okazji. Piszę to, ponieważ wiem, podobnie jak moje przyjaciółki i przyjaciele – emeryci mundurowi, że ta władza jest zdolna do wszelkiego łajdactwa wobec nas, zwykłych obywateli. I chce utrzymać się przy korycie za wszelką cenę. W tej chwili już nawet nie dla wysysanych z nas – naszego Państwa pieniędzy, ile bardziej po to, aby odwlec moment, kiedy trzeba będzie ponieść odpowiedzialność za wszystkie świństwa, za notoryczne łamanie prawa na każdym szczeblu i w każdej instytucji przez tę tzw. zjednoczoną prawicę zawłaszczonej i zdemolowanej.

Popatrzmy przez chwilę na drugą stronę naszej sceny politycznej. Otóż w normalnych krajach, o demokracji nawet tylko z grubsza utrwalonej, po drugiej stronie występuje zazwyczaj opozycja. Realna i aktywna.

U nas – to chyba nasza krajowa specjalność, tej opozycji faktycznie nie ma.

Tenże tak zwany wielki strateg dlatego jest taki mocny i bezkarny, bowiem zwyczajnie nie ma z kim przegrać. A przynajmniej nie miał do tej pory. Bo teraz na tej scenie pojawiłyście się WY, KOBIETY. I jesteście aktywne, co się zowie. I jest Was dużo. Statystycznie biorąc, o jakieś 10% więcej, niż nas – facetów. Czyli, stanowicie w tej chwili jedyną realną siłę w naszym kraju. Do tego macie poparcie w każdej warstwie i klasie społecznej. Wywodzicie się z różnych, bardzo różnych środowisk. Chcecie, aby zidiociali pseudopolitycy, starzy kawalerowie w sukienkach udający duchownych, całe to towarzystwo o inteligencji bezobjawowej, przestało wtrącać się w Wasze prywatne życie, w Wasze wybory, w Wasze prawa obywatelskie. Żeby ci śmieszni ludkowie zrozumieli w końcu, że ich czas przeminął. Że skończyła się ich władza, że utracili już rząd dusz. My też tego chcemy. Bardzo mocno chcemy.

Napisałem wyżej, że nie mamy opozycji.

Truizm, który pozwala na postawienie pytania. Czy nie nadszedł już kres takich tworów, jak partie polityczne? Czy nie pora na powstanie apolitycznych ruchów obywatelskich? Czy nie czas pogonić od władzy takich różnych kretynów, jak „obatel”, „zero” „bożek” z Żoliborza, „pies” z Krakowa i towarzyszącą im menażerię?

Jeśli teraz jest jedyna, niepowtarzalna okazja, aby uratować nasz piękny kraj, aby ocalić wszystkich tych, dla których takie słowa i pojęcia jak: honor, prawa człowieka, wolność wyboru, wolność sumienia i wszystkie inne wartości zapisane w pierwszej konstytucji RP, zwanej marcową, ułożonej przez sejm ustawodawczy prawie równo sto lat temu, to należy bezwzględnie ją wykorzystać.
Dodać muszę, że wspomniany sejm zdominowany został w dużej mierze przez socjalistów z PPS.

Skoro sięgnąłem do historii, pozwolę sobie przypomnieć, że właśnie sto lat temu KOBIETY stanęły przed szansą na uzyskanie swojej reprezentacji w Sejmie. Reprezentacji wyłonionej przez związki kobiece. Jednakże zarówno lewicowe organizacje kobiece, jak też te, które były pod silnym wpływem endecji, a tym samym kościoła, dały się omamić obietnicom polityków – mężczyzn, że mogą zostać wybrane w ramach istniejących partii politycznych. Nie trzeba dodawać, że nadal zdominowanych przez mężczyzn. Skończyło się wyborem bodaj sześciu czy siedmiu KOBIET na funkcje poselskie.

Może więc pora, aby PANIE się zorganizowały, przekształciły OSK w ugrupowanie nie będące partią polityczną, ale w coś w rodzaju ruchu społecznego? Wyłoniły spośród siebie kandydatki na posłanki oraz senatorki, i po prostu, zwyczajnie, wygrały te najbliższe wybory parlamentarne. Bez względu na to, kiedy one będą. Dopiero za trzy lata, czy też wcześniej.

Może to być dobry początek budowy społeczeństwa obywatelskiego w skali makro. Bo w skali mikro, czyli w Polsce gminnej, istnieje już dość silny zaczyn tego społeczeństwa. Mimo upartyjnienia. Wielu wójtów jest faktycznie apolitycznych. Są po prostu samorządowcami. Niekiedy świetnymi w tej roli. Sam znam co najmniej kilkunastu. Ale znam też, niestety, zatwardziałych partyjniaków, głównie pisowców, którzy niewiele robią dla miejscowych społeczności, za to wiele dla siebie i „swojaków”.

Marzy mi się, aby nasz nowy sejm był zdominowany przez KOBIETY.

Mądre KOBIETY.

Takie, które uporządkują zdemolowany system prawny Państwa. Które uchwalą prawo oparte na kanonach prawa europejskiego. Prawo zgodne z prawami człowieka. Takie, które nie jest martwą literą, zapisaną w konstytucji, które nie jest rozciągliwe jak guma do majtek, czy do żucia. Do tego prawo spójne, mądre i logiczne, czyli takie, jakie powinno być w kraju, mającym aspiracje używania do nazwy kraju demokratycznego. Prawo nie działające wstecz, nie stosujące odpowiedzialności zbiorowej, zapewniające realny rozdział państwa od związków wyznaniowych i organizacji religijnych, zabraniające ich finansowania. (Wręcz przeciwnie; traktujące je jako podmioty do opodatkowania). Wreszcie prawo dające każdej osobie PRAWO WYBORU SWOJEJ DROGI ŻYCIOWEJ, w tym także do decyzji o odejściu ze świata żywych.

Mam nadzieję, że ta garść moich myśli będących efektem spotkań, rozmów i dyskusji z moimi przyjaciółmi nie tylko z naszego środowiska służb mundurowych, tych represjonowanych i tych jeszcze ocalałych, da się jakoś spożytkować. Na pewno zaś jest wyrazem naszego poparcia Pani działań.

Jeśli uzna Pani, że nasze, naszego środowiska oceny, będące efektem doświadczeń zawodowych i umiejętności analitycznych mogą być przydatne dla OSK, proszę o sygnał, bądź skierowanie tego listu do osób z Zespołu zajmującego się, (mam nadzieję), analizami i prognozami. Być może jeszcze się przydamy.
Jest w nas, emerytach służb specjalnych „silna potrzeba” wspierania wszystkich ludzi i organizacji dążących do normalności.

Proszę o tym pamiętać. To nie są czcze słowa. Ani gołosłowna deklaracja.

Marcin Szymański
Emerytowany oficer kontrwywiadu PRL
E-mail: zebek86@interia.pl

Cisza

Czy coś słychać? Czy jakiś najmarniejszy chociaż dźwięk rozchodzi się nad pobojowiskiem? Jakiś szmer, powiew? Może ktoś coś mówi, może chociaż szeptem, może pełznie gdzieś cierpienie rannych? Nic? Zero? To zatem najwyższa pora by ją zagrać. Tę „Ciszę” znaczy. „Il Silenzio”. Tę samą, która jest fragmentem wojskowego ceremoniału pogrzebowego. Bowiem tak spektakularnej politycznej klęski korpus generalski służb wszelakich nie poniósł nigdy wcześniej.

200 generałów i admirałów wojska, policji, Straży Granicznej, PSP, BOR, SW i służb specjalnych wyraziło onegdaj „głęboki niepokój w związku z rozwojem sytuacji w Kraju”. Tak – przez duże „K”, a jakże.
Generalicja, „wielki niemowa”, ni z tego ni z owego, nagle, postanowiła przemówić, zająć stanowisko wobec wydarzeń dziejących się na ulicach. A przecież mundurowi mają być apolityczni… Nigdy nie byli, to inna sprawa, ale przynajmniej udawali apolitycznych godząc się milcząco na każdą formę upolitycznienia ich formacji. Na przykład, gdy wojsko było klerykalizowane, aż sprowadzono je do dodatku do Ordynariatu Polowego. Albo, gdy „prostowano” szlaki bojowe oręża polskiego, wymazując, bądź zamazując całe karty dziejów armii idących ze wschodu. Siedzieli też cicho, gdy policja padała na kolana przed ołtarzami, gdy strażakom święcono sikawki, wreszcie, gdy panowie dowódcy afiliowali się przy wszystkich po kolei ekipach politycznych rządzących akurat krajem. Każda ekipa, każdy Zwierzchnik Sił Zbrojnych miał przecież „swoich” generałów, czyż nie? Panowie generałowie szli na ten układ, przyjmowali go z dobrodziejstwem inwentarza, ale też z wdzięcznością za coraz bardziej oszałamiające awanse.

Z czasem więc służba ojczyźnie zrakowaciała, a w najlepszym razie przyjęła postać patologiczną. Wyzwoliła instynkty, które przeniosły się wraz z nosicielem na emeryturę. Okazało się bowiem, że kto raz sobie „podowodził”, chciałby dowodzić zawsze! Jakże irytujący jest ten brak atrybutów władzy?! Zwłaszcza wśród mundurowych w sile wieku. Brakuje im sekretariatów, tajnych kancelarii, odpraw, oficerów do zleceń, kierowców na zawołanie, no i tego splendoru, bicia w dach na każdym kroku, tego: „tak jest panie generale”, „oczywiście panie generale”, „rozkaz, panie generale”…

Gdy więc idą w odstawkę przedłużają sobie ważność na własną rękę. Bardzo często wraz z gronem dotychczasowych podwładnych zakładają na przykład stowarzyszenia, których celem niezmiennym jest „praca na rzecz obronności państwa”. Jest takich stowarzyszeń kilkadziesiąt. Niektóre rzeczywiście są pożyteczne i pracowite. Niestety nikt, od lewicy po prawicę, się nimi nie interesuje. Byli wojskowi i ich rodziny interesują panów polityków tylko w okresie wyborczym. Chcą wyłącznie ich głosów, bo przecież na wojsku znają się sami i o wiele lepiej. To oczywiście rodzi dodatkową frustrację, żal, ale też jeszcze silniejszą chęć zaistnienia, pokazania, że jestem i ciągle mam coś do powiedzenia… Gdy więc trafiła się okazja, że panowie generałowie mogli wyjść poza rozmowy między sobą, z rozmachem otworzyli okna swych emeryckich kwater i zakrzyknęli ile tchu w płucach: „Tu jesteśmy i siła nas!”.

Konkretnie w formie listu otwartego zaapelowali do „rządzących, posłów i senatorów”, aby w ważnych kwestiach (w tym przypadku asumpt do publicznego wystąpienia emerytowanych szarż dały nie kwestie żywotne dla obronności kraju, a protesty aborcyjne) „uwzględnili wolę większości społeczeństwa i doprowadzili do zmiany nieakceptowanych rozwiązań”, no i – co jak rozumiem jest bardzo ważne – by „działali zawsze zgodnie z prawem, pamiętając, że służą społeczeństwu”. Był jeszcze apel o unikanie przemocy i odezwa do „autorytetów” by „odważnie broniły wartości nadrzędnych” i przekonały rządzących do rozmów ze wszystkimi stronami konfliktu”…

Autor, autor! – chciałby się zawołać. Kimże jest ów mąż, który czuje w sobie potencjał, ważność i siłę moralną, by zainspirować taki apel? Musi to być ktoś, kto wiarę ma w sobie, że go posłuchają, że zareagują jak stare kawaleryjskie konie na głos trąbki, na jego głos. Jednego tylko domyślić się mogę, który tak potrafi zawinąć, zakręcić słowem, żeby było jego, ale nie na niego. I jednego tylko widzę „wachmistrza Sorokę”, szoguna, wiernie u jego boku stojącego, gotowego choćby własne epolety ośmieszyć, byle radość uczynić swojemu panu.

Ośmieszyć? Już przecież na pierwszy rzut oka widać, że podpisani pod listem do rządzących generałowie, to zbieranina od Sasa do Lasa. A poza tym – od kiedy to generałowie wojska stawiali na równi ze sobą generałów policji, straży pożarnej, więziennictwa, a tym bardziej ochroniarzy? Od kiedy „żołnierz” znaczy to samo, co „funkcjonariusz”? Kto zna wojsko wie, że to są ważne imponderabilia. Już choćby z tego powodu list budzi nieufność, że ta demonstrowana jedność jest sztuczna. Poza tym – i to ważniejsze – jaką (przynajmniej niektórzy z podpisanych) mają legitymację, żeby nagle upominać się o respektowanie prawa? Przecież, gdy byli ważni i sprawowali funkcje państwowe, wnieśli swój wkład w jego falandyzację i odzieranie z powagi.

Co prawda znajduję na liście generałów, których życiorysy ciut się pochlapały zupą z „obiadu drawskiego”, ale największej zabawy dostarczają jednak generałowie służb tajnych i policji. Są na przykład pośród nich słudzy prawa, którzy mogliby wyjaśnić po latach tajemnicę „afery starachowickiej”, w której utopiono Sobotkę, znajduję też wybitnych scenarzystów i reżyserów „afery Olina”, również – złapanych za rękę – autorów przecieków do prasy, co do dziś jest ulubioną bronią tajniaków zaplątanych w polityczne koterie i wojenki… Może dlatego ich apel o rozsądek i pomiarkowanie nie zrobił na nikim wrażenia dłuższego niż kilka godzin? A jeśli już to na dziennikarzach zbliżonych do obecnej władzy, którzy w mnożeniu epitetów (i to najgorszego rodzaju) pod adresem sygnatariuszy listu nie mieli sobie równych. Co więc zrobili panowie generałowie, gdy na skutek tej patriotycznej inicjatywy zelżono ich tak potwornie? Nic. Nie słyszę, żeby jakiś proces został wytoczony komukolwiek, żeby jakieś honorowe zadośćuczynienie miało gdzieś miejsce.

I po co wam to panowie było?… „Głupi niedźwiedziu! gdybyś w mateczniku siedział/Nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział”… Tłumacząc tę mądrość na język współczesnej debaty, w której panowie generałowie tak śmiesznie zaistnieli, można powiedzieć, że całe gui pro guo stąd wynikło, że panowie generałowie nie do końca zrozumieli znaczenie zwrotu „stan spoczynku”. Trzeba go mianowicie rozumieć dosłownie, zwłaszcza jak samemu jest się po przejściach.

List otwarty Lewicy w sprawie walki z pandemią

Szanowny Panie Premierze!

W dniu 28 października 2020 r. Sejm uchwalił ustawę o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19.

Nowa ustawa zapewnia dodatki w wysokości 100 proc. wynagrodzenia zasadniczego dla wszystkich pracowników służby zdrowia zaangażowanych w walkę z epidemią COVID-19, czyli nie tylko lekarzy i pielęgniarek, ale także dla salowych, rehabilitantów, opiekunów medycznych, ratowników, kierowców karetek , diagnostów,techników RTG,pracowników sterylizacji,kucharek i ekip technicznych.

Ustawa jest korzystna także dla funkcjonariuszy Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Ochrony Państwa delegowanych do pracy przy epidemii, którzy będą mieli prawo do 100 proc. uposażenia w przypadku kwarantanny lub izolacji w czasie walki z pandemią.

Dzięki tej ustawie, polskich lekarzy mogą szybciej, niż dotychczas, wspomóc polskojęzyczni lekarze z Ukrainy, Białorusi czy np. z Kazachstanu, którzy uzyskali kwalifikacje zawodowe poza Unią Europejską i mają co najmniej trzyletnie doświadczenie zawodowe jako lekarze specjaliści.

Ustawa wydłuża terminu realizacji recepty na leki, które są obecnie nieodstępne, o 150 dni od dnia jej wystawienia.

Powierza tez koordynatorowi wojewódzkiemu ratownictwa medycznego oraz koordynatorowi krajowemu rozstrzyganie sporów dotyczących przyjęcia do szpitala osoby w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego,
Zwracamy się do Pana Premiera o nie blokowanie tej ustawy i o pilne spowodowanie jej publikacji w Dzienniku Ustaw.

Na prośbę Pana Premiera posłowie i senatorowie Lewicy zrobili wszystko, by wesprzeć Prawo i Sprawiedliwość w procedowaniu tej ustawy, aby została uchwalona szybko i z korzyścią dla Polaków. Dlatego niezrozumiałe jest blokowanie przez Pana Premiera wejście tej ustawy w życie.
Przypominam, że dzisiaj – 9 listopada 2020 roku – mija 12 dzień od jej uchwalenia przez Sejm RP.

Panie Premierze – ta ustawa, to dobra ustawa dla polskiej służby zdrowia, polskich lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników służby zdrowia w czasie pandemicznego kryzysu.

Ta ustawa jest dobra i oczekiwana przez Polaków Pracownicy służby zdrowia walczący z COVID-19 czekają na należne im podwyżki! Proszę nie blokować ich praw do wyższych wynagrodzeń!

W związku z powyższym, prosimy Pana Premiera o pilną odpowiedź na następujące pytania
1. Kiedy Rząd zamierza opublikować treść tej ustawy?
2. Czy są Panu Premierowi znane powody zwłoki czasowej w zakończeniu czynności opublikowania ustawy , o której szybkie wprowadzenie zabiegał Rząd i osobiście Pan Premier?.

Z wyrazami szacunku:
Jan Szopinski
wraz z Posłankami i Posłami Lewicy:
Rafał Adamczyk, Monika Falej, Przemysław Koperski, Katarzyna Kretkowska, Anita Kucharska-Dziedzic, Marcin Kulasek, Robert Kwiatkowski, Beata Maciejewska, Wanda Nowicka, Robert Obaz, Karolina Pawliczak, Małgorzata Prokop-Paczkowska, Marek Rutka , Joanna Senyszyn, Andrzej Szejna, Zdzisław Wolski

List posłanek Lewicy

Przedstawiamy treść listu otwartego, jaki posłanki Lewicy skierowały do europejskiej komisarz ds. równości Heleny Dalli oraz do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen.

My, Europejki, posłanki i przewodniczące parlamentarnych zespołów zajmujących się prawami kobiet zwracamy się do Pani z prośbą o spotkanie w niezmiernie pilnej sprawie.

Chciałybyśmy przedstawić Pani szczegóły poważnego kryzysu politycznego będącego skutkiem drastycznych naruszeń praw kobiet, które ostatnio zaszły w Polsce. 22 października Trybunał Konstytucyjny, co do legalności którego są poważne wątpliwości natury konstytucyjnej, uznał, że aborcja z powodów embriopatologicznych jest sprzeczna z konstytucją, a zatem będzie zdelegalizowana, co de facto oznacza prawie całkowity zakaz aborcji w Polsce. Ta skandaliczna decyzja doprowadziła do największych protestów społecznych. Od dnia ogłoszenia „wyroku” setki tysięcy ludzi protestuje na ulicach miast i mniejszych miejscowości, mimo ogromnego zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi, które stwarza szalejąca pandemia koronawirusa. Podczas spotkania chciałybyśmy zaprezentować nasze stanowisko w tej sprawie, a także dowiedzieć się, jakie kroki może podjąć Unia Europejska, zwłaszcza Komisja, w celu ochrony fundamentalnych praw Polek jako obywatelek Unii.

Liczymy na pozytywną odpowiedź możliwie jak najszybciej.