IO Tokio 2020/21: Świątek i Kubot za burtą turnieju miksta

Iga Świątek i Łukasz Kubot w I rundzie miksta pokonali francuski duet Fiona Ferro – Pierre-Hugues Herbert 6:3, 7:6(3) i w 1/4 finału o awans do strefy medalowej zagrali z rosyjską parą Jelena Wiesnina – Asłan Karaczew.

W losowaniu par I rundy polski mikst trafił na hiszpański duet Paula Badosa – Pablo Carreno Busta i kibice już ostrzyli sobie apetyty na wielki rewanż Świątek na Badosie za porażkę w trzeciej rundzie turnieju singlowego. Nic jednak z tego nie wyszło, bowiem hiszpańska tenisistka w środę w ćwierćfinałowym pojedynku z Czeszką Marketą Vondrusovą doznała udaru słonecznego i musiała po przegranym 3:6 pierwszym secie skreczować. W grze mieszanej też nie mogła więc wystąpić i w tej sytuacji organizatorzy turnieju w ostatniej chwili dokonali zmiany z turniejowej drabince miksta, desygnując do gry przeciwko polskiej parze Francuzów – Fionę Ferro i Pierre’a-Huguesa Herberta.
Dla Kubota i Świątek bynajmniej nie była to korzystna zmiana, bo 30-letni Herbert to utytułowany deblista, mający w dorobku triumfy we wszystkich turniejach wielkoszlemowych. M.in. wygrał w parze z rodakiem Nicolasem Mahutem tegoroczny French Open. Ale na korcie liczą się głównie aktualna forma, motywacja i wola walki. A te atuty były po stronie polskiej pary. Wyraźnie niedysponowany Herbert przegrał dwa swoje podania i dzięki temu biało-czerwoni po 37 minutach walki wygrali pierwszego seta 6:3. Kubot doskonale grał przy siatce, a Świątek potrafiła zaskoczyć nawet Herberta podczas wymian z głębi kortu. Drugi set był bardziej zacięty i wyrównany. Trwał godzinę i sześć minut, a Kubot i Świątek złamali opór francuskiej pary dopiero w tie-breaku.
Polacy o półfinał zagrali z rosyjskim duetem Jelena Wiesnina – Asłan Karaczew, który w I rundzie wyeliminował rozstawionych w turnieju miksta z numerem 1 Francuzów Kristinę Mladenović i Nicolasa Mahuta. Kubot i Świątek nie byli faworytami, co potwierdziło się na korcie – przegrali 4:6, 4:6 i definitywnie pożegnali się z igrzyskami w Tokio.

IO Tokio 2020/21: Świątek i Hurkacz odpadli z gry

Trudno nie czuć zawodu po występach polskich tenisistów w turnieju olimpijskim w Tokio. Iga Świątek odpadła w II rundzie po porażce z Hiszpanką Paulą Badosą 3:6, 6:7(4), a w III rundzie jej los podzielił też Hubert Hurkacz, którego dużo niżej sklasyfikowany w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Broady pokonał 5:7, 6:3, 3:6.

Mecz z Paulą Badosą kosztował Igę Świątek mnóstwo emocji. Nasza tenisistka, rozstawiona w olimpijskim turnieju z numerem szóstym, była faworytką pojedynku z 23-letnią Hiszpanką (WTA 29), musiała jednak przełknąć gorycz porażki i pożegnać się z marzeniami o zdobyciu olimpijskiego medalu w turnieju indywidualnym. 20-letnia warszawianka przegrała 3:6, 6:7 z fenomenalnie tego dnia usposobioną rywalką. Hiszpanka imponowała potężnym i skutecznym serwisem (83 procent pierwszego podania), ale też w każdym innym elemencie tenisowego rzemiosła jeśli nie przewyższała Polki, to zagrywała je równie dobrze. Nie da się rozegrać tenisowego meczu całkowicie bez błędów, ale Badosa w starciu ze Świątek był bliska takiej perfekcji. Trzeba mieć ogromnego pecha, żeby trafić w turnieju na zawodniczkę znajdującą się akurat, właśnie jak Badosa, w życiowej formie.
Świątek po przegranym pojedynku nie potrafiła ukryć rozczarowania. Przez kilka minut siedziała w swoim boksie z głową zakrytą szczelnie ręcznikiem i wypłakiwała emocje. Opanowała się jednak i wyszła do dziennikarzy w mix-zonie. „JMiałam szanse na skończenie prostych piłek, ale nie każdą potrafiłam wykorzystać, bo miałam ich po prostu niewiele i dlatego były dla mnie zawsze zaskakujące. To było spowodowane tym, że Paula Badosa grała dzisiaj po prostu świetnie i wywierała na mnie bez przerwy presję. Trochę jestem na siebie zła za kilka zepsutych akcji, ale Paula wygrała zasłużenia. Ona generalnie rozgrywa super sezon i myślę, że w Tokio jest w stanie powalczyć o najwyższe laury. Po prostu szacun dla niej” – przyznała mistrzyni French Open 2020. Na hiszpańskiej tenisistce nieskrywana rozpacz Świątek chyba zrobiła wrażeniem, bo po meczu próbowała pokonaną rywalkę pocieszać. „Paula powiedziała mi, że mam przed sobą wspaniałą karierę i to było super w tym momencie. Ona jest bardzo miłą osobą, bardzo ją lubię” – powiedziała z uśmiechem Polka. I dodała” „W trudnych momentach tylko drugi sportowiec może dobrze zrozumieć taką sytuację. Chociaż rywalizujemy ze sobą, to przecież zmagamy się z podobnymi rzeczami i tylko my je możemy zrozumieć. Paula dobrze o tym wiedziała, dlatego jestem jej wdzięczna za miłe słowa”. Badosa w trzeciej rundzie łatwo rozprawiła się z Argentynką Nadią Podoroską 6:2, 6:3. Dla przypomnienia – Podoroska to półfinalistka French Open 2020, a na kortach Rolanda Garrosa przegrała z późniejszą triumfatorką turnieju, czyli… Igą Świątek). W ćwierćfinale Hiszpanka trafiała na Czeszkę Marketę Vondrusovą, która ku rozpaczy gospodarzy igrzysk wyeliminowała ich gwiazdę, Naomi Osakę (6:1, 6:4).
Łzy Igi Świątek i jej autentyczna rozpacz po porażce zrobiły też wrażenie na kibicach, którzy chyba docenili jej zaangażowanie i ogromną chęć osiągnięcia sukcesu w narodowych barwach. Nasza najlepsza obecnie tenisistka jeszcze nie żegna się z igrzyskami, bo wraz z Łukaszem Kubotem zagra w turnieju miksta. Dla polskiej reprezentacji tenisowej to już ostatnia okazja na medalowy sukces. Nie będzie jednak o niego łatwo, bo w pierwszej rundzie Kubot i Świątek trafili na… hiszpański duet Paula Badosa – Pablo Carreno. Idze szybko zatem nadarzyła się okazja do rewanżu, lecz zadanie nie będzie łatwe, bo Carreno to znakomity deblista z czterema wygranymi turniejami na koncie, finalista US Open 2016. Kubot w grze podwójnej jest co prawda bardziej utytułowany, ale będzie musiał wznieść się na wyżyny żeby zrównoważyć lekką przewagę, jaką hiszpańskiej parze daje fenomenalna forma Badosy.
Jeśli jednak Świątek i Kubot wygrają ten pierwszy mecz, co jest przecież mozliwe, w kolejnej rundzie czeka ich jeszcze większe wyzwanie, bo na ich drodze staną albo najwyżej rozstawieni w turnieju miksta Francuzi Kristina Mladenović i Nicolas Mahut, albo rosyjska para Jelena Wiesnina – Asłan Karacew, finaliści tegorocznego French Open w grze mieszanej. Inna sprawa, że do olimpijskiego turnieju miksta zgłosiły się naprawdę mocne pary – doświadczeni i utytułowani debliści, ale też wybitni singliści. Na start ze swoją rodaczką Niną Stojanović zdecydował się nawet lider rankingu ATP Serb Novak Djoković. Zagra także mocna grecka para Maria Sakkari – Stefanos Tsitsipas, która została rozstawiona z drugim numerem.
Zmagania w turnieju miksta rozpoczną się w środę, a Kubot i Świątek będą w nim bronić honoru polskiego tenisa, albowiem w trzeciej rundzie z igrzyskami pożegnał się także rozstawiony w olimpijskim turnieju z numerem siódmym Hubert Hurkacz, którego sensacyjnie ograł sklasyfikowany obecnie na 143. miejscu w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Brady.
Wrocławianin zagrał w miarę dobrze tylko w drugim secie, w dwóch przegranych mylił się momentami jak junior, co nie przystoi zawodnikowi zajmującemu 12. miejsce w światowym rankingu.

Wimbledon 2021: Hurkacz i Kubot trzymają poziom

Iga Świątek w 1/8 finału wielkoszlemowego Wimbledonu nie sprostała 26-letniej Tunezyjce Ons Jabeur. Polka po zaciętej walce wygrała pierwszego seta 7:5, lecz potem na korcie królowała niepodzielnie rywalka wygrywając 6:1, 6:1 i cały mecz 2-1. Do ćwierćfinału debla awansował natomiast Łukasz Kubot, ponownie występując w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo, ale we wtorek większą sensację sprawił Hubert Hurkacz, pokonując w przełożonym z poniedziałku pojedynku wicelidera rankingu ATP Daniiła Miedwiediewa. W środę nasz tenisista zagra o półfinał z legendą swiatowego tenisa Szwajcarem Rogerem Federererm.

W trzech pierwszych występach na wimbledońskiej trawie Świątek dosłownie zmiotła rywalki, nie tracą nawet seta i oddając Tajwance Su-Wei Hsieh, Rosjance Wierze Zwonariowej i Rumunce Irinie-Camelii Begu łącznie tylko 13 gemów. Ale w poniedziałek przyszło jej stoczyć pojedynek z zawodniczką co prawda dużo niżej od niej notowaną w rankingu WTA (Tunezyjka przed Wimbledonem była sklasyfikowana na 24. miejscu), ale na korcie rankingi nie grają, zaś Jabeur już drugi sezon z rzędu imponuje wysoką formą. W Australian Open 2020 po raz pierwszy awansowała do wielkoszlemowego ćwierćfinału i przeszła do historii kobiecego tenisa jako pierwsza arabska tenisistka, która dokonała takiego wyczynu. Teraz w Wimbledonie ponownie osiągnęła ten szczebel rozgrywek, a wcześniej w Birmingham wygrała pierwszy w karierze turniej WTA.
Jabeur w drugim wielkoszlemowym turnieju z rzędu trafiła na rywalkę z Polski – na ziemnych kortach Rolanda Garrosa w Paryżu rozprawiła się w trzech setach z Magdą Linette, zwyciężając 3:6, 6:0, 6:1. W miniony poniedziałek pojedynek z Igą Świątek na wimbledońskim trawniku także zaczęła od porażki w pierwszym secie, chociaż prowadziła w nim już 5:3. Ale Polka wróciła do gry i wygrała cztery gemy z rzędu. Potem coś się jednak w jej grze popsuło i w dwóch kolejnych partiach zdołała ugrać tylko dwa gemy. W trwającym godzinę i 41 minut meczu atletycznie zbudowana Tunezyjka zaserwowała aż dziewięć asów, a Świątek odpowiedziała tylko dwoma. Poza tym warszawianka zdobyła zaledwie 14 z 37 punktów przy swoim drugim podaniu. Rywalka natomiast przy własnym pierwszym podaniu wygrała 39 z 52 piłek i wykorzystała wszystkie siedem szans na przełamanie, posłała 30 kończących uderzeń przy 23 niewymuszonych błędach. Polce zanotowano 20 piłek wygranych bezpośrednio i 27 pomyłek.
Dla Świątek był to drugi występ w Wimbledonie w głównym turnieju. W 2018 roku wygrała rywalizację w kategorii juniorek, a w swoim debiutanckim występie w gronie seniorek w 2019 roku odpadła już w I rundzie. Rywalką Jabeur w ćwierćfinale była we wtorek Białorusinka Aryna Sabalenka, która w 1/8 finału pokonała reprezentującą od trzech lat Kazachstan Rosjankę Elenę Rybakinę 6:3, 4:6, 6:3. Oprócz nich do 1/4 finału awansowały: Australijki Asheigh Barty i Alija Tomljanović, Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber i Czeszka Karolina Muchova, kolejna Czeszka Karolina Pliskova i Szwajcarka Viktoria Golubic.
W rywalizacji panów do ćwierćfinału po raz 50 w Wielkim Szlemie awansował lider rankingu ATP Serb Novak Djoković, a w środę jego rywalem będzie Węgier Marton Fucsovics. Skład ćwierćfinalistów uzupełnili Rosjanin Karen Chaczanow i Kanadyjczyk Denis Shapovalov, Włoch Matteo Berrettini i kolejny Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime, zaś w czwartej parze Szwajcar Roger Federer musiał czekać na rywala do wtorku, bowiem pojedynek Huberta Hurkacza z wiceliderem rankingu ATP Rosjaninem Daniiłem Miedwiediewem przełożono z powodu opadów deszczu na następny dzień przy wyniku 2:6, 7:6(2), 3:6, 4:3. Po wznowieniu gry szybko się okazało, że przerwa lepiej posłużyła Polakowi. Hurkacz dominował na korcie i przerwaną partię wygrał 6:3. W decydującym piątym secie wrocławianin nie zwolnił tempa i wygrał również 6:3. W nagrodę za ten wyczyn Hurkacz w środę zagra po raz pierwszy w karierze z „Il Maestro”, Rogerem Federerem.
Szwajcarski tenisista był zniesmaczony decyzją organizatorów i przyznał, że przełożenie meczu Hurkacza i Miedwiediewa było „niesprawiedliwe”, bo z tego powodu zwycięzca tego pojedynku będzie miał mniej czasu na regenerację. Ale 40-letni mistrz kortu nie omieszkał też zażartować, że obaj są młodzi i powinni takie próby wytrzymywać, bo on w ich wieku też tak musiał. Hurkacza czeka więc trudna przeprawa, ale jest w takiej formie, że może pokusić się o pokonanie wielkiego mistrza.
Z polskich tenisistów rywalizujących w tegorocznym Wimbledonie jeszcze tylko Łukasz Kubot zdołał awansować do ćwierćfinału. Ponownie tworzący deblową parę z Brazylijczykiem Marcelo Melo legniczanin nawet nie musiał wychodzić na kort, bo w 1/8 finału rywale, Brytyjczyk Lloyd Glasspool i Fin Harri Heliovaara, oddali mecz walkowerem. W 2017 roku Kubot i Melo triumfowali w Wimbledonie w grze podwójnej, ale w tym roku będzie im trudno powtórzyć ten sukces, bo już w ćwierćfinale trafili na rozstawionych w turnieju z numerem 1 Chorwatów Mate Pavicia i Nikolę Mekticia.

Do rywalizacji w deblu kobiet w tegorocznej edycji Wimbledonu zgłosiły się jako para Magda Linette i Alicja Rosolska, ale nasze tenisistki odpadły już w pierwszej rundzie.

Hurkacz walczy w Monte Carlo

W najbliższym tygodniu najważniejsza tenisową imprezą w męskim tenisie będzie ATP Masters 1000 na ziemnych kortach w Monte Carlo. Najlepszy obecnie polski tenisista, Hubert Hurkacz, który niedawno wygrał turniej tej samej rangi w Miami, w równie prestiżowym Rolex Monte Carlo Masters został rozstawiony z numerem 13.

Pierwszym rywalem Hurkacza na ceglanej mączce w Monte Carlo będzie zawodnik z kwalifikacji. Jeśli wrocławianin wygra ten pojedynek, w następnej rundzie na jego drodze stanie lepszy z pary Daniel Evans (Wielka Brytania) – Dusan Lajović (Serbia). W przypadku zwycięstwa przeciwnikiem polskiego tenisisty będzie prawdopodobnie najwyżej rozstawiony w turnieju lider rankingu ATP Serb Novak Djoković. Słowo „prawdopodobnie” nie jest wcale takie niedorzeczne, bo Djoković już w swojej pierwszej potyczce może trafić na rewelacyjnego Jannika Sinnera, z którym Hurkacz wygrał w poprzednią niedzielę w finale Miami Open 2021. 19-letni włoski tenisista z kolei w swoim inauguracyjnym pojedynku na kortach w Monte Carlo zagra z 33-letnim Hiszpanem Albertem Ramosem-Vinolasem, którego lekceważyć nie można, bo to finalista monakijskiej imprezy z 2017 roku (przegrał wtedy z Rafaelem Nadalem).
Do górnej części turniejowej drabinki trafiło zresztą kilka wschodzących gwiazd męskiego tenisa. Oprócz Hurkacza znaleźli się w niej jeszcze m.in. Niemiec Alexander Zverev, Grek Stefanos Tsitsipas (już w II rundzie zagra z Włochem Lorenzo Musettim lub Rosjaninem Asłanem Karacewem), Włoch Matteo Berrettini czy Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime. Ale w tej części drabinki „królem polowania” będzie rzecz jasna Djoković, triumfator tegorocznego wielkoszlemowego
Australian Open.
W dolnej połówce wszystkie oczy będą z kolei zwrócone na Hiszpana Rafaela Nadala, który celuje w 12. mistrzostwo w turnieju w Monte Carlo. „Rafa” został w tegorocznej edycji rozstawiony z numerem 3., a jego pierwszym przeciwnikiem będzie kwalifikant lub Francuz Adrian Mannarino. W jego ćwiartce ulokowani zostali również m.in. inny z hiszpańskich tenisistów Roberto Bautista oraz Rosjanin Andriej Rublow. W tej części turniejowego rozstawienia znalazł się też najlepszy obecnie z rosyjskich graczy Daniił Miedwiediew, któremu z racji miejsca w rankingu przysługuje numer 2. Na inaugurację Miedwiediew, finalista tegorocznego Australian Open, powalczy z Serbem Filipem Krajinoviciem lub Gruzinem Nikołozem Basilaszwilim. Potem na jego drodze może stanąć mistrz z 2019 roku (w sezonie 2020 turniej nie odbył się), Włoch Fabio Fognini, zaś w ćwierćfinale może trafić na Hiszpana Pablo Carreno lub Argentyńczyka Diego Schwartzmana. Rywalizacja w głównej drabince zawodów Rolex Monte-Carlo Masters 2021 ruszy już w niedzielę (11 kwietnia). Triumfatora poznamy w kolejną niedzielę (18 kwietnia).
W turnieju debla w Monte Carlo zagra dwóch naszych tenisistów. Łukasz Kubot wystąpi w parze z Holendrem Wesleyem Koolhofem. Polsko-holenderska para została rozstawiona z numerem szóstym, a na początek spotka się z francuskim duetem Adrian Mannarino – Benoit Paire. Potem mogą trafić na włosko-argentyński debel Fabio Fognini – Diego Schwartzman lub austriacko-australijski Oliver Marach – Luke Saville.
Do gry podwójnej zgłosił się też Hurkacz, który ponownie zagra w parze z Kanadyjczykiem Feliksem Augerem-Aliassime. W listopadzie wygrali turniej w Paryżu, a w Monte Carlo ich pierwszymi przeciwnikami będą nagrodzeni dziką kartą tenisiści gospodarzy, Romain Arneodo i Hugo Nys. Monakijczycy to półfinaliści zawodów w Monte Carlo z 2017 roku. Jeśli polsko-kanadyjska para wygra, to w 1/8 finału trafi na najwyżej rozstawionych w grze podwójnej Kolumbijczyków Juana Sebastiana Cabala i Roberta Faraha. W losowaniu drabinki deblowej Kubot i Hurkacz trafili do tej samej turniejowej „ćwiartki”, więc przy sprzyjających wiatrach mogą na siebie trafić, ale dopiero w ćwierćfinale.
Szansę i duże chęci na występ w turnieju głównym w Monte Carlo miał jeszcze Kamil Majchrzak (ATP 118), który wystartował w dwustopniowych kwalifikacjach. W pierwszej rundzie tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego wygrał z wyżej notowanym Włochem Gianlucą Magerem (ATP 91) 6:3, 6:3, zaś w niedzielę w finale kwalifikacji zmierzył się innym włoskim tenisistą Stefano Travaglią (ATP 69). W starciu z tym rywalem nasz reprezentant przegrał w trzech setach 4:6, 6:3, 2:6. Szkoda, bo w przypadku zwycięstwa Majchrzak mógł trafić na Hurkacza i mielibyśmy być może polski pojedynek na ziemnych kortach w Monte Carlo.

Wygrali z Salwadorem w Pucharze Davisa

Nasza tenisowa reprezentacja w miniony weekend odniosła dziewiąte z rzędu zwycięstwa w rozgrywkach Pucharu Davisa. W hali Kalisz Arena biało-czerwoni pokonali ekipę Salwadoru już po dwóch grach singlowych i deblu.

Mecz Polski z Salwadorem rozpoczął się od pojedynku Kacpra Żuka (ATP 263) z Marcelo Arevalo (ATP 457). 22-letni polski tenisista, aktualnie trzecia rakieta w naszym męskim tenisie po Hubercie Hurkaczu i Kamilu Majchrzaku, miał trochę problemów w pierwszym secie, lecz ostatecznie wygrał 7:6(5), 6:1. Potem na kort wyszedł Majchrzak, a jego rywalem był niesklasyfikowany w światowym rankingu 20-letni Lluis Miralles. Dla Salwadorczyka było to bolesne doświadczenie, bo potyczkę z zajmującym obecnie 111. lokatę w rankingu ATP Polakiem przegrał w 39 minut 0:6, 0:6. Po raz ostatni nasz tenisista w meczu Pucharu Davisa odprawił przeciwnika na „rowerku”, jak nazywana jest w żargonie porażka bez zdobytego gema, 12 maja 2002 roku. Wyczynu tego dokonał wtedy Bartłomieja Dąbrowskiego w pojedynku z Estończykiem Andresem Angerjarvem na kortach gdyńskiej Arki.
Tak więc po obu piątkowych spotkaniach singlowych reprezentacja Polski prowadziła z Salwadorem 2-0 i do wygranej potrzebowała już tylko jednego punktu. W sobotę w samo południe było już po wszystkim, bo nasi debliści, Łukasz Kubot i Jan Zieliński, w godzinę uporali się z duetem rywali Arevalo – Miralles, pokonując ich 6:4, 6:2. Dla 38-letniego Kubota, który w ostatniej chwili dołączył do polskiej ekipy, był to 34. zwycięstwo w Pucharze Davisa (15 z nich odniósł w grze podwójnej). Dla polskiej drużyny była to dziewiąta wygrana w tych rozgrywkach. Kolejnego rywala biało-czerwoni poznają we wrześniu, gdy odbędą się kolejne spotkania Grupy Światowej II. Osiem najwyżej notowanych ekip w rankingu narodów ITF wywalczy automatyczny awans do przyszłorocznych spotkań play off o miejsca w Grupie Światowej I. Natomiast cztery najniżej notowane zespoły zostaną rozlosowane w dwie pary i w listopadzie tego roku powalczą o awans.

Australian Open 2021: Świątek i Kubot zagrali na 1/8 finału

Iga Świątek i Łukasz Kubot jako ostatni z reprezentantów Polski zakończyli swój udział w tegorocznym Australian Open. W II rundzie turnieju gry mieszanej polska para przegrała z amerykańsko-belgijskim mikstem Hayley Carter – Sander Gille. Ale na kortach Melbourne Park gra toczy się nadal.

Świątek w niedzielę okazała się gorsza od Simony Halep w 1/8 turnieju singla kobiet, natomiast Łukasz Kubot w parze z Holendrem Wesleyem Koolhofem także w 1/8 finału odpadł w turnieju debla mężczyzn. W mikście zdołali awansować do drugiej rundy po zaciętym boju z reprezentantami gospodarzy Astrą Sharmą i Johnem-Patrickiem Smithem, wygranym przez polska parę 5:7, 7:6, 10-6. To był udany rewanż za porażkę w poprzedniej edycji Australian Open, kiedy to właśnie australijski mikst wyeliminował naszych reprezentantów w ćwierćfinale. We wtorek naprzeciwko 38-letniego Kubota i 19-letniej Świątek stanęli 25-letnia Amerykanka Hayley Carter i 30-letni Belg Sander Gille, którzy w pierwszej rundzie niespodziewanie pokonali znakomity czesko-chorwacki duet Barbora Strycova – Nikola Mektić.
Niestety, nie był to jednorazowy przebłysk wysokiej formy, o czym boleśnie przekonali się Kubot i Świątek, będący naszą wielka nadzieją na olimpijski medal w Tokio właśnie w grze mieszanej. Łatwo przegrali 4:6, 1:6 i definitywnie pożegnali się z tegorocznym Australian Open.
Serena najstarsza z najlepszych
Rywalizacja na kortach Melbourne toczy się jednak nadal. W grze pojedynczej w rywalizacji pań w gronie ośmiu ćwierćfinalistek tegorocznej edycji Australian Open znalazły się trzy Amerykanki (Serena Williams, Jennifer Brady i Jessica Pegula) oraz po jednej zawodniczce z Australii (Ashleigh Barty), Rumunii (Simona Halep), Japonii (Naomi Osaka), Czech (Karolina Muchowa) i Tajwanu (Su-Wei Hsieh).
Co ciekawe, wśród ośmiu tenisistów, którzy awansowali do fazy ćwierćfinałowej, nie było ani jednego gracza ze Stanów Zjednoczonych, za to najwięcej, bo trzech graczy miała Rosja (Andrej Rublew, Daniił Miedwiedew, Asłan Karaczew), a po jednym Serbia (Novak Djoković), Hiszpania (Rafael Nadal), Grecja (Stefanos Tsitsipas), Bułgaria (Grigor Dimitrow) i Niemcy (Aleksander Zverev).
Wśród pań w najlepszej ósemce turnieju w komplecie zameldowały się zawodniczki zajmujące trzy pierwsze miejsca w rankingu WTA (Barty, Halep, Osaka). Z piątki pozostałych najwyżej w rankingu jest Williams (WTA 11), a następnie Brady (WTA 24), Muchova (WTA 27), Pegula (WTA 61) i Su-wei Hsieh (71). We wtorek nad ranem Osaka gładko rozprawiła się z Hsieh wygrywając z nią 6:2, 6:2, a Williams wyeliminowała Halep pokonując ją 6:3, 6:3. Amerykańska tenisistka w swoim 77 starcie w imprezie wielkoszlemowej, a po raz 20 w Australian Open, w ćwierćfinale wystąpiła po raz 54., w tym po raz 13. w Melbourne Park.
Do półfinału Wielkiego Szlema awansowała zaś po raz 40., a w Australian Open po raz dziewiąty. Młodsza z sióstr Williams w Melbourne wygrywała już siedem razy (2003, 2005, 2007, 2009, 2010, 2015 i 2017).
Jeśli zwycięży w tej edycji, wyrówna rekordu wszech czasów w liczbie zdobytych tytułów wielkoszlemowych w singlu należący do Australijki Margaret Court. Kolejną rywalką Sereny będzie jednak rozstawiona z w imprezie z numerem trzecim Naomi Osaka. Z młodszą o 16 lat Japonką o stawkę rywalizowała dotychczas trzykrotnie i dwa razy musiała uznać jej wyższość, w tym w finale wielkoszlemowego US Open 2018. Ich półfinałowy pojedynek zapowiada się na wielkie wydarzenie sportowe.
W środę rano w dwóch pozostałych parach liderka rankingu WTA Ashleigh Barty zmierzyła się z Karoliną Muchovą, a Jennifer Brady z Jessicą Pegulą.
Wśród panów w gronie ćwierćfinalistów znaleźli się numer 1 rankingu Novak Djoković i numer 2 Rafael Nadal, odpadł natomiast trzeci na światowej liście Austriak Dominic Thiem.
Sensacyjny kwalifikant z Rosji
Z szóstki pozostałych ćwierćfinalistów najwyżej sklasyfikowany jest Medwedew (ATP 4), potem Tsitsipas (ATP 6), Zverev (ATP 7) i Rublew (ATP 8), a miejsca poza Top 10 rankingu zajmują Dimitrow (ATP 21) i kwalifikant z Rosji Karaczew, sklasyfikowany przed turniejem w rankingu ATP dopiero na 114. pozycji.
Ten 27-letni rosyjski tenisista w tegorocznym Australian Open debiutuje w Wielkim Szlemie i jest pierwszym graczem w tzw. Erze Otwartej, liczonej od 1968 roku, któremu w pierwszym starcie od razu udało się awansować do półfinału. Karaczew w imponującym stylu przechodził kolejne etapy turnieju, a w trzech pierwszych meczach nie oddał rywalom ani jednego seta. W drodze po półfinału pokonał trzech rozstawionych graczy, wśród nich występującego z „ósemką” Argentyńczyk Diego Schwartzmana. W rozegranym w czwartek nad ranem pojedynku ćwierćfinałowym pokonał Grigor Dimitrowa 2:6, 6:4, 6:1, 6:2 i o finał zagra z liderem światowego rankingu Novakiem Djokoviciem, który we wtorek przed południem polskiego czasu pokonał Alexandra Zvereva 6:7(6), 6:2, 6:4, 7:6(6)
W dwóch pozostałych parach 1/4 finału zmierzyli się Andrej Rublew z Daniiłem Medwedewem, a Stefanos Tsitsipas z Rafaelem Nadalem.
Najstarsza w gronie ćwierćfinalistek jest Serena Williams (39 lat), ale rewelacja tego turnieju, Tajwanka Su-Wei Hsieh jest od niej młodsza tylko o cztery lata. Trzecia pod względem wieku w tej stawce jest Simona Halep (29 lat), a w dalszej kolejności Karolina Muchowa (27), Jessica Pegula (26), Jennifer Brady (25), Ashleigh Barty (24). Najmłodsza w stawce jest 23-letnia Naomi Osaka.
W męskiej ósemce ćwierćfinalistów najstarszy jest 34-letni Rafael Nadal, ale Novak Djokovic jest od niego młodszy tylko o jeden rok. Pozostała szóstka graczy mieści się w przedziale wiekowym 20-30: Grigor Dimitrow (29 lat), Asłan Karaczew (27 lat), Daniił Miedwiedew (24 lata), a Alexander Zverev i Andrej Rublew mają po 23 lata. Najmłodszy w stawce Stefanos Tsitsipas ma 22 lata.

Ćwierćfinaliści Australian Open 2021:

Kobiety:
Su-Wei Hsieh (Tajwan, WTA 71, 35 lat);
Naomi Osaka (Japonia, WTA 3, 23 lata);
Serena Williams (USA, WTA 11, 39 lat)
Simona Halep (Rumunia, WTA 2, 29 lat)
Ashleigh Barty (Australia, WTA 1, 24 lata); Karolina Muchova (Czechy, WTA 27, 24 lata);
Jennifer Brady (USA, WTA 24, 25 lat);
Jessica Pegula (USA, WTA 61, 26 lat).

Mężczyźni:
Andrej Rublew (Rosja, ATP 8, 23 lata);
Daniił Medwedew (Rosja, ATP 4, 24 lata);
Stefanos Tsitsipas (Grecja, ATP 6, 22 lata); Rafael Nadal (Hiszpania, ATP 2, 34 lata);
Grigor Dimitrow (Bułgaria. ATP 21, 29 lat); Asłan Karaczew (Rosja, ATP 114, 27 lat);
Novak Djokovic (Serbia, ATP 1, 33 lata);
Alexander Zverev (Niemcy, ATP 7, 23 lata).

Koniec duetu Kubot – Melo

Łukasz Kubot i Marcelo Melo po czterech latach wspólnych startów postanowili zakończyć współpracę. Decyzję podjęli po po przełożonym na jesień wielkoszlemowym French Open, a ostatni raz zagrali razem w ATP Finals 2020.

Polsko-brazylijski duet przez cztery sezony wygrał razem 15 deblowych turniejów, w tym wielkoszlemowy Wimbledon w 2017 roku. W tym też roku doszli do finału ATP Finals, a ponadto osiągnęli też finał US Open w 2018 roku. Dwa ostatnie lata nie były już jednak tak udane i stąd decyzja o zakończeniu współpracy. „Postanowiliśmy o tym wkrótce French Open, ale muszę szczerze przyznać, że tak naprawdę była to raczej decyzja z mojej strony” – przyznał Melo.
Pożegnalnym występem Kubota i Melo był udział w fazie grupowej ATP Finals w londyńskiej hali 02 Arena. Do turnieju debla zakwalifikowali się „rzutem na taśmę”, dzięki punktom otrzymanym za wygranie turnieju w Wiedniu oraz za półfinał w halowym turnieju w paryskiej hali Bercy. W turnieju mistrzów stracili szansę na awans do półfinału po porażkach z duetami Rajeev Ram i Joe Salisbury oraz Kevin Krawietz i Andreas Mies, ale na pożegnanie z turniejem nieoczekiwanie pokonali parę Wesley Koolhof – Nikola Mektić, późniejszych triumfatorów ATP Finals 2020.
Kubot i Melo nie kryli wzruszenia. „Doszliśmy do punktu, w którym najlepszym rozwiązaniem dla nas było rozstanie. Wiele par rozstaje się w gniewie, a my dokonaliśmy tego w przyjaźni” – podkreślał w medialnych wypowiedziach brazylijski tenisista.
Co ciekawe, zarówno Brazylijczyk, jak i Polak w nowym sezonie będą mieć za partnerów holenderskich graczy. 40-letni Kubot będzie grał z 31-letnim Wesleyem Koolhofem, który oprócz triumfu w tegorocznym ATP Finals ma na koncie sześć turniejowych zwycięstw oraz dojście do finału tegorocznego US Open. 37-letni Melo natomiast dogadał się z 39-letnim Jeanem-Julienem Rojerem, deblowym mistrzem Wimbledonu (215) i US Open (2017), triumfatorem w parze z Rumunem Hortią Tecau w 29 turniejach deblowych cyklu ATP.

Londyn żegna ATP Finals

W minioną niedzielę najlepsi tenisiści tegorocznego sezonu rozpoczęli w londyńskiej hali 02 Arena zmagania w turnieju ATP Finals. To ostatnia edycja turnieju mistrzów rozgrywana w stolicy Wielkiej Brytanii. W przyszłym roku ośmiu najlepszych singlistów i osiem najlepszych par deblowych będzie rywalizować w Turynie.

Tegoroczny ATP Finals potrwa do niedzieli 22 listopada. W pierwszej fazie zarówno w grze pojedynczej jak i podwójnej zawodnicy zostali podzieleni na dwie grupy. W singlu grupa, w której znaleźli się Serb Novak Djoković(rozstawiony z numerem 1), Rosjanin Danił Miedwiediew (4), Niemiec Alexander Zverev (5) i Argentyńczyk Diego Schwartzman (8), dostała nazwę „Tokio 1970”, nawiązującą do pierwszej edycji ATP Finals, natomiast drugiej, do której trafili Hiszpan Rafael Nadal (2), Austriak Dominic Thiem (3), Grek Stefanos Tsitsipas (6) i Rosjanin Andriej Rublow (7), nadano nazwę „Londyn 2020”, co jest formą pożegnalnego uhonorowania brytyjskiej stolicy za goszczenie 12 edycji turnieju mistrzów.
W grze podwójnej natomiast grupy nazwano na cześć legendarnych amerykańskich deblistów, braci Bryanów. Łukasz Kubot i jego brazylijski partner Marcelo Melo, rozstawieni w turnieju z numerem 8, trafili go grupy „Mike Bryan”. Oprócz nich zagrają w niej: w numerem 2 Rajeev Ram (USA) i Joe Salisbury (Wielka Brytania), z numerem 3 Niemcy Kevin Krawietz i Andreas Mies, a z numerem 5 Wesley Koolhof (Holandia) i Nikola Mektić (Chorwacja). A w grupie „Bob Bryan” zagrają: rozstawieni z numerem 1 Mate Pavić (Chorwacja) i Bruno Soares (Brazylia), z numerem 4 Marcel Granollers (Hiszpania) i Horacio Zeballos (Argentyna), z numerem 6 John Peers (Australia) i Michael Venus (Nowa Zelandia), zaś z numerem 7 Juergen Melzer (Austria) i Edouard Roger-Vasselin (Francja). Do półfinału awansuje po dwóch najlepszych tenisistów z każdej z grupy i po dwie najlepsze pary deblowe.
Kubot i Melo rozpoczęli rywalizację już pierwszego dnia turnieju, w niedzielę. Ich przeciwnikami byli Rajeev Ram i Joe Salisbury, triumfatorzy tegorocznego Australian Open i pierwsza z par deblowych, która zakwalifikowała się do ATP Finals 2020. Ten mecz zakończył się po zamknięciu wydania, podobnie jak wyznaczone na niedzielę dwa pojedynki singlowe – Dominica Thiema ze Stefanosem Tsitsipasem oraz Rafaela Nadala z Andiejem Rublewem.
Z uczestników tegorocznych zmagań najwięcej triumfów w ATP Finals ma na koncie lider rankingu ATP Novak Djoković, który wygrywał w turnieju mistrzów w 2008, 2012, 2013, 2014 i 2015 roku). Serb już po raz 13. zakwalifikował się do tej prestiżowej imprezy. Oprócz niego zwycięstwem w ATP Finals mogą się pochwalić jeszcze Alexander Zverev (2018) i Stefanos Tsitsipas (2019). Zdumiewające, że ani razu jeszcze turnieju mistrzów nie wygrał Rafael Nadal, a w tym roku zagra w tej imprezie już po raz szesnasty z rzędu. Najlepszy wynik hiszpańskiego tenisisty to finał – dotarł do tego etapu dwukrotnie, w 2010 i 2013 roku. Tym razem Hiszpan obiecał swoim fanom, że powalczy zwycięstwo.
Dla Andrieja Rublowa i Diego Schwartzmana start w tegorocznej imprezie będzie debiutem. Zawodnikami rezerwowymi będą Włoch Matteo Berrettini i Kanadyjczyk Denis Shapovalov.
Nasz jedynak w tym doborowym towarzystwie, Łukasz Kubot, w deblowych rozgrywkach turnieju mistrzów startuje już po raz siódmy. Ani on, ani też jego partner Marcelo Melo nie mają w dorobku zwycięstwa. Polak io Brazylijczyk grają razem czwarty rok i po raz czwarty awansowali do kończącego sezon ATP Finals. Trzy lata temu dotarli do finału, w kolejnej edycji odpadli po fazie grupowej, a w poprzednim sezonie doszli do półfinału. Kubot w latach 2009 i 2010 grał w turnieju mistrzów w parze z Austriakiem Oliverem Marachem, ale w obu występach odpadali po fazie grupowej. W 2014 roku nasz tenisista w duecie ze Szwedem Robertem Lindstedtem dotarł do półfinału. Melo natomiast w ATP Finals wystąpi po raz ósmy w karierze.
Polak i Brazylijczyk niemal do samego końca musieli walczyć o prawo gry w turnieju mistrzów. W pierwszej części roku wygrali turniej w Acapulco, po którym z powodu pandemii Covid-19 mieli półroczną przerwę w startach, także z powodu kłopotów zdrowotnych Brazylijczyka. Po wznowieniu rywalizacji w pięciu pierwszych turniejach wygrali tylko trzy mecze, ale w połowie października dotarli do finału w Kolonii, a 1 listopada triumfowali w Wiedniu. Udział w turnieju mistrzów zagwarantowali sobie zaś tydzień temu, awansując do półfinału turnieju w Paryżu.

Kubot i Melo zagrają w ATP Finals 2020

Łukasz Kubot i Marcelo Melo wprawdzie przegrali w półfinale gry podwójnej halowego turnieju ATP Masters 1000 w Paryżu (pula nagród 3,3 mln euro) z polsko-kanadyjską parą Hubert Hurkacz – Felix Auger-Aliassime, ale okazało się, że już zwycięstwo w piątkowej potyczce w 1/4 finału zapewniło polsko-brazylijskiemu duetowi czwarty z rzędu awans do kończącego sezonu turnieju mistrzów – ATP Finals 2020, który rozpocznie się w niedzielę 15 listopada.

Hurkacz i Auger-Aliassime w swoim drugim wspólnym występie w grze podwójnej sprawili sensację wygrywając turnieju rangi Masters 1000. W drodze do finału polsko-kanadyjski debel rozprawił się nie tylko z Kubotem i Melo, ale wcześniej, w 1/8 finału, wyeliminował z turnieju rozstawionych w paryskiej imprezie z numerem 1 Kolumbijczyka Roberta Faraha i Argentyńczyka Horacio Zeballosa, zaś w ćwierćfinale pokonali rozstawionych z numerem 7. Australijczyka Johna Peersa i Nowozelandczyka Michaela Venusa. Kubot i Melo w paryskiej hali Bercy byli rozstawieni z numerem 4., natomiast finałowi rywale Hurkacza i Augera-Aliassime, Chorwat Mate Pavić i Brazylijczyk Bruno Soares, których w niedziel pokonali 6:7, 7:6, 10-2, byli turniejową „dwójką”. Hurkacz dzięki triumfowi w deblu poprawił sobie trochę nastrój po porażce w I rundzie singla z niżej notowanym Mołdawianinem Radu Albotem 5:7, 7:6(5), 4:6.
Ale mimo półfinałowej porażki Kubot i Melo wyjadą z Paryża zadowoleni, bo osiągnęli tam zamierzony cel sportowy, jakim było wywalczenie na koniec sezonu miejsca w gronie ośmiu najlepszych par deblowych, co gwarantuje udział w prestiżowym turnieju ATP Finals w londyńskiej hali 02 Arena. Polak i Brazylijczyk wspólnie zagrają w turnieju mistrzów po raz czwarty z rzędu. W 2017 roku dotarli do finału ATP Finals, w którym przegrali z Finem Henrim Kontinenem i Australijczykiem Johnem Peersem. Rok później odpadli w fazie grupowej, a w zeszłym roku zakończyli zmagania w półfinale. Dla Kubota natomiast będzie to już siódmy występ w ATP Finals. W latach 2009 i 2010 grał w tym turnieju w parze z Austriakiem Oliverem Marachem, a w sezonie 2014 ze Szwedem Robertem Lindstedtem. Pochodzący z Belo Horizonte partner Kubota występuje w turnieju mistrzów nieprzerwanie od 2013 roku. W latach 2013-2016 Melo kwalifikował się do tych zawodów wspólnie z Ivanem Dodigiem. W sezonie 2014 brazylijsko-chorwacki debel doszedł do finału, w którym lepsi okazali się legendarni bracia Bob i Mike Bryanowie.
A zatem o triumf w tegorocznym ATP Finals w grze podwójnej zagrają: Rajeev Ram (USA) i Joe Salisbury (Wielka Brytania), Mate Pavić (Chorwacja) i Bruno Soares (Brazylia), Kevin Krawietz i Andreas Mies (obaj Niemcy), Marcel Granollers (Hiszpania) i Horacio Zeballos (Argentyna), Wesley Koolhof (Holandia) i Nikola Mektić (Chorwacja), John Peers i Michael Venus (obaj Australia), Jamie Murray i Neal Skupski (obaj Wielka Brytania) oraz Kubot i Melo. Po raz kolejny zatem 39-letni Kubot będzie jedynym reprezentantem Polski w turnieju mistrzów.
W singlu obsada uczestników tegorocznego turnieju mistrzów również była już wcześniej ustalona, a jako ostatni do ósemki graczy dołączył Argentyńczyk Diego Schwartzman, który wprawdzie przegrał w ćwierćfinale paryskiego turnieju z Rosjaninem Daniłem Miedwiediewem, ale ponieważ mogący go wyprzedzić w klasyfikacji Hiszpan Pablo Carreno Busta również odpadł z imprezy, to tenisista z Buenos Aires ostatecznie rzutem na taśmę uzyskał kwalifikację do londyńskiego turnieju mistrzów, w którym w puli nagród jest 8,5 mln dolarów. Dla 28-letniego Schwartzmana będzie to debiut w tej prestiżowej imprezie, ale przed nim grało w niej aż siedmiu tenisistów z Argentyny – Guillermo Vilas, Jose-Luis Clerk, Guillermo Cori, David Nalbandian, Gaston Gaudio, Mariano Puerta i Juan Martin del Potro. Występ w ATP Finals będzie zwieńczeniem najlepszego jak dotąd w karierze sezonu Schwartzmana, w któym awansował także do Top 10 rankingu ATP, dotarł do półfinału wielkoszlemowego French Open i finału turnieju rangi ATP Masters 1000 w Rzymie, a także do finałów imprez niższej rangi w Cordobie, Kolonii oraz do półfinału turnieju w Buenos Aires.
W tegorocznym ATP Finals w Londynie w grze pojedynczej zagrają zatem: Serb Novak Djoković, Hiszpan Rafael Nadal, Austriak Dominic Thiem, Rosjanin Danił Miedwiediew, Grek Stefanos Tsitsipas, Niemiec Alexander Zverev, Rosjanin Andriej Rublow i wspomniany Argentyńczyk Diego Schwartzman.
Już jednak wiadomo, że Djoković po raz szósty w karierze zakończył sezon jako lider rankingu ATP. Wcześniej dokonał tego w latach 2011-2012, 2014-2015 i 2018. Serb wyrównał tym samym rekordowe osiągnięcie Amerykanina Pete’a Samprasa z lat 1993-1998. Nagrodę odbierze podczas ATP Finals w londyńskiej hali 02 (15-22 listopada).

Kubot i Melo walczą o awans do ATP Finals

Łukasz Kubot i jego deblowy partner Marcelo Melo wygrali w miniony weekend rywalizacje w grze podwójnej w turniej ATP w Wiedniu. Dzięki tej wygranej awansowali w tegorocznym rankingu deblistów ATP Race to London z 11. na ósmą pozycję. Ale żeby zagrać w kończącym sezon ATP Finals w Londynie, muszą dobrze wypaść w rozgrywanym w tym tygodniu turnieju w paryskiej hali Bercy.

W minioną niedzielę Łukasz Kubot i Marcelo Melo po raz trzeci zwyciężyli w halowych zawodach ATP Tour 500 w Wiedniu i znacznie zwiększyli swoje szanse na występ w ATP Finals 2020. W najnowszym notowaniu rankingu ATP Doubles Race to London przeskoczyli trzy pary i awansowali na ósmą pozycję. To ostatnia lokata, która daje prawo gry w kończącym sezon turnieju mistrzów. Aby utrzymać się w gronie zakwalifikowanych do ATP Finals ośmiu najlepszych w tym roku par deblowych, polsko-brazylijski duet musi jeszcze dobrze zagrać w Paryżu.
ATP Finals zostanie rozegrany w dniach 15-22 listopada w londyńskiej hali O2 Arena. W zmaganiach weźmie udział ośmiu najlepszych singlistów oraz osiem najlepszych par deblowych tegorocznego sezonu. Występ w grze podwójnej zapewnili już sobie Amerykanin Rajeev Ram i Brytyjczyk Joe Salisbury (mistrzowie Australian Open), Niemcy Kevin Krawietz i Andreas Mies (mistrzowie French Open), Chorwat Mate Pavić i Brazylijczyk Bruno Soares (mistrzowie US Open) oraz Hiszpan Marcel Granollers i Argentyńczyk Horacio Zeballos (triumfatorzy turniejów w Buenos Aires, Rio de Janeiro i Rzymie). Do obsadzenia pozostały jeszcze cztery wolne miejsca. O tym, które pary uzupełnią stawkę finalistów turnieju mistrzów przesądzą rezultaty osiągnięte przez zainteresowanych w imprezie ATP Masters 1000, która od poniedziałku rozgrywana jest w paryskiej hali Bercy. Do zdobycia w stolicy Francji jest aż 1000 punktów, a taka zdobycz w tegorocznym sezonie, tak mocno okrojonym przez pandemię koronawirusa, może znacznie wywindować zwycięską parę w rankingu.
Przed rozpoczęciem zawodów Paris Rolex Masters na premiowanych awansem do ATP Finals miejscach są Holender Wesley Koolhof i Chorwat Nikola Mektić, Australijczycy John Peers i Michael Venus, Brytyjczycy Jamie Murray i Neal Skupski oraz Kubot i Melo. Okupujący ósmą lokatę Polak i Brazylijczyk mają w dorobku 1780 punktów i tracą tylko 20 „oczek” do wyprzedzających ich w zestawieniu Murray’a i Skupskiego, których pokonali w niedzielnym finale turnieju w Wiedniu 7:6(5), 7:5. Za plecami Kubota i Melo wielkiego tłoku nie ma, ale zajmujący dziewiątą lokatę Austriak Jurgen Melzer i Francuz Edouard Roger-Vasselin mają do polsko-brazylijskiej pary tylko 110 punktów straty, a kolejni na liście Australijczycy Max Purcell i Luke Saville 115. Australijski debel mógł poprawić swoją pozycję, ale przegrał w niedzielę finałowy mecz z turnieju w Nur-Sułtanie. Zwycięzcy z kazachskiej stolicy, Belgowie Sander Gille i Joran Vliegen, także liczą się w grze o ATP Finals. Cień szansy mają jeszcze Francuzi Pierre-Hugues Herbert i Nicolas Mahut, ale musieliby powtórzyć zeszłoroczny sukces w Paryżu i liczyć na korzystny układ innych wyników.
Kubot i Melo nie mają zatem zbyt wielu konkurentów. Swoje zrobiła też pandemia, bo zakażeni koronawirusem Kolumbijczyk Juan Sebastian Cabal i Chorwat Ivan Dodig musieli się wycofać z ostatnich imprez sezonu 2020. Ponadto część graczy leczy urazy lub z obawy przed zakażeniem zrezygnowała z gry w tym roku.
W paryskim turnieju Kubot i Melo zostali rozstawieni z numerem czwartym i w pierwszej rundzie zawodów otrzymali wolny los. Ale już w 2. rundzie czeka ich poważne wyzwanie, bo ich przeciwnikami mogą być albo żądni rewanżu za porażkę w Wiedniu Jamie Murray i Neal Skupski lub nie mniej groźny duet Aisam-ul-Haq Qureshi (Pakistan) i Stefanos Tsitsipas (Grecja). Jeszcze trudniejsze zadanie może ich czekać w przypadku awansu do ćwierćfinału, bo w tej fazie turnieju mogą trafić na broniących tytułu Pierre’a-Huguesa Herberta i Nicolasa Mahuta.
Polsko-brazylijski debel trafił w losowaniu do górnej połówki turniejowej drabinki. Najwyżej rozstawieni zostali w niej Robert Farah i Horacio Zeballos, którzy razem nie mają szans na występ w ATP Finals 2020. Z kolei faworytami dolnej części drabinki będą rozstawieni z numerem 2 Mate Pavić i Bruno Soares.