Wygrali z Salwadorem w Pucharze Davisa

Nasza tenisowa reprezentacja w miniony weekend odniosła dziewiąte z rzędu zwycięstwa w rozgrywkach Pucharu Davisa. W hali Kalisz Arena biało-czerwoni pokonali ekipę Salwadoru już po dwóch grach singlowych i deblu.

Mecz Polski z Salwadorem rozpoczął się od pojedynku Kacpra Żuka (ATP 263) z Marcelo Arevalo (ATP 457). 22-letni polski tenisista, aktualnie trzecia rakieta w naszym męskim tenisie po Hubercie Hurkaczu i Kamilu Majchrzaku, miał trochę problemów w pierwszym secie, lecz ostatecznie wygrał 7:6(5), 6:1. Potem na kort wyszedł Majchrzak, a jego rywalem był niesklasyfikowany w światowym rankingu 20-letni Lluis Miralles. Dla Salwadorczyka było to bolesne doświadczenie, bo potyczkę z zajmującym obecnie 111. lokatę w rankingu ATP Polakiem przegrał w 39 minut 0:6, 0:6. Po raz ostatni nasz tenisista w meczu Pucharu Davisa odprawił przeciwnika na „rowerku”, jak nazywana jest w żargonie porażka bez zdobytego gema, 12 maja 2002 roku. Wyczynu tego dokonał wtedy Bartłomieja Dąbrowskiego w pojedynku z Estończykiem Andresem Angerjarvem na kortach gdyńskiej Arki.
Tak więc po obu piątkowych spotkaniach singlowych reprezentacja Polski prowadziła z Salwadorem 2-0 i do wygranej potrzebowała już tylko jednego punktu. W sobotę w samo południe było już po wszystkim, bo nasi debliści, Łukasz Kubot i Jan Zieliński, w godzinę uporali się z duetem rywali Arevalo – Miralles, pokonując ich 6:4, 6:2. Dla 38-letniego Kubota, który w ostatniej chwili dołączył do polskiej ekipy, był to 34. zwycięstwo w Pucharze Davisa (15 z nich odniósł w grze podwójnej). Dla polskiej drużyny była to dziewiąta wygrana w tych rozgrywkach. Kolejnego rywala biało-czerwoni poznają we wrześniu, gdy odbędą się kolejne spotkania Grupy Światowej II. Osiem najwyżej notowanych ekip w rankingu narodów ITF wywalczy automatyczny awans do przyszłorocznych spotkań play off o miejsca w Grupie Światowej I. Natomiast cztery najniżej notowane zespoły zostaną rozlosowane w dwie pary i w listopadzie tego roku powalczą o awans.

Australian Open 2021: Świątek i Kubot zagrali na 1/8 finału

Iga Świątek i Łukasz Kubot jako ostatni z reprezentantów Polski zakończyli swój udział w tegorocznym Australian Open. W II rundzie turnieju gry mieszanej polska para przegrała z amerykańsko-belgijskim mikstem Hayley Carter – Sander Gille. Ale na kortach Melbourne Park gra toczy się nadal.

Świątek w niedzielę okazała się gorsza od Simony Halep w 1/8 turnieju singla kobiet, natomiast Łukasz Kubot w parze z Holendrem Wesleyem Koolhofem także w 1/8 finału odpadł w turnieju debla mężczyzn. W mikście zdołali awansować do drugiej rundy po zaciętym boju z reprezentantami gospodarzy Astrą Sharmą i Johnem-Patrickiem Smithem, wygranym przez polska parę 5:7, 7:6, 10-6. To był udany rewanż za porażkę w poprzedniej edycji Australian Open, kiedy to właśnie australijski mikst wyeliminował naszych reprezentantów w ćwierćfinale. We wtorek naprzeciwko 38-letniego Kubota i 19-letniej Świątek stanęli 25-letnia Amerykanka Hayley Carter i 30-letni Belg Sander Gille, którzy w pierwszej rundzie niespodziewanie pokonali znakomity czesko-chorwacki duet Barbora Strycova – Nikola Mektić.
Niestety, nie był to jednorazowy przebłysk wysokiej formy, o czym boleśnie przekonali się Kubot i Świątek, będący naszą wielka nadzieją na olimpijski medal w Tokio właśnie w grze mieszanej. Łatwo przegrali 4:6, 1:6 i definitywnie pożegnali się z tegorocznym Australian Open.
Serena najstarsza z najlepszych
Rywalizacja na kortach Melbourne toczy się jednak nadal. W grze pojedynczej w rywalizacji pań w gronie ośmiu ćwierćfinalistek tegorocznej edycji Australian Open znalazły się trzy Amerykanki (Serena Williams, Jennifer Brady i Jessica Pegula) oraz po jednej zawodniczce z Australii (Ashleigh Barty), Rumunii (Simona Halep), Japonii (Naomi Osaka), Czech (Karolina Muchowa) i Tajwanu (Su-Wei Hsieh).
Co ciekawe, wśród ośmiu tenisistów, którzy awansowali do fazy ćwierćfinałowej, nie było ani jednego gracza ze Stanów Zjednoczonych, za to najwięcej, bo trzech graczy miała Rosja (Andrej Rublew, Daniił Miedwiedew, Asłan Karaczew), a po jednym Serbia (Novak Djoković), Hiszpania (Rafael Nadal), Grecja (Stefanos Tsitsipas), Bułgaria (Grigor Dimitrow) i Niemcy (Aleksander Zverev).
Wśród pań w najlepszej ósemce turnieju w komplecie zameldowały się zawodniczki zajmujące trzy pierwsze miejsca w rankingu WTA (Barty, Halep, Osaka). Z piątki pozostałych najwyżej w rankingu jest Williams (WTA 11), a następnie Brady (WTA 24), Muchova (WTA 27), Pegula (WTA 61) i Su-wei Hsieh (71). We wtorek nad ranem Osaka gładko rozprawiła się z Hsieh wygrywając z nią 6:2, 6:2, a Williams wyeliminowała Halep pokonując ją 6:3, 6:3. Amerykańska tenisistka w swoim 77 starcie w imprezie wielkoszlemowej, a po raz 20 w Australian Open, w ćwierćfinale wystąpiła po raz 54., w tym po raz 13. w Melbourne Park.
Do półfinału Wielkiego Szlema awansowała zaś po raz 40., a w Australian Open po raz dziewiąty. Młodsza z sióstr Williams w Melbourne wygrywała już siedem razy (2003, 2005, 2007, 2009, 2010, 2015 i 2017).
Jeśli zwycięży w tej edycji, wyrówna rekordu wszech czasów w liczbie zdobytych tytułów wielkoszlemowych w singlu należący do Australijki Margaret Court. Kolejną rywalką Sereny będzie jednak rozstawiona z w imprezie z numerem trzecim Naomi Osaka. Z młodszą o 16 lat Japonką o stawkę rywalizowała dotychczas trzykrotnie i dwa razy musiała uznać jej wyższość, w tym w finale wielkoszlemowego US Open 2018. Ich półfinałowy pojedynek zapowiada się na wielkie wydarzenie sportowe.
W środę rano w dwóch pozostałych parach liderka rankingu WTA Ashleigh Barty zmierzyła się z Karoliną Muchovą, a Jennifer Brady z Jessicą Pegulą.
Wśród panów w gronie ćwierćfinalistów znaleźli się numer 1 rankingu Novak Djoković i numer 2 Rafael Nadal, odpadł natomiast trzeci na światowej liście Austriak Dominic Thiem.
Sensacyjny kwalifikant z Rosji
Z szóstki pozostałych ćwierćfinalistów najwyżej sklasyfikowany jest Medwedew (ATP 4), potem Tsitsipas (ATP 6), Zverev (ATP 7) i Rublew (ATP 8), a miejsca poza Top 10 rankingu zajmują Dimitrow (ATP 21) i kwalifikant z Rosji Karaczew, sklasyfikowany przed turniejem w rankingu ATP dopiero na 114. pozycji.
Ten 27-letni rosyjski tenisista w tegorocznym Australian Open debiutuje w Wielkim Szlemie i jest pierwszym graczem w tzw. Erze Otwartej, liczonej od 1968 roku, któremu w pierwszym starcie od razu udało się awansować do półfinału. Karaczew w imponującym stylu przechodził kolejne etapy turnieju, a w trzech pierwszych meczach nie oddał rywalom ani jednego seta. W drodze po półfinału pokonał trzech rozstawionych graczy, wśród nich występującego z „ósemką” Argentyńczyk Diego Schwartzmana. W rozegranym w czwartek nad ranem pojedynku ćwierćfinałowym pokonał Grigor Dimitrowa 2:6, 6:4, 6:1, 6:2 i o finał zagra z liderem światowego rankingu Novakiem Djokoviciem, który we wtorek przed południem polskiego czasu pokonał Alexandra Zvereva 6:7(6), 6:2, 6:4, 7:6(6)
W dwóch pozostałych parach 1/4 finału zmierzyli się Andrej Rublew z Daniiłem Medwedewem, a Stefanos Tsitsipas z Rafaelem Nadalem.
Najstarsza w gronie ćwierćfinalistek jest Serena Williams (39 lat), ale rewelacja tego turnieju, Tajwanka Su-Wei Hsieh jest od niej młodsza tylko o cztery lata. Trzecia pod względem wieku w tej stawce jest Simona Halep (29 lat), a w dalszej kolejności Karolina Muchowa (27), Jessica Pegula (26), Jennifer Brady (25), Ashleigh Barty (24). Najmłodsza w stawce jest 23-letnia Naomi Osaka.
W męskiej ósemce ćwierćfinalistów najstarszy jest 34-letni Rafael Nadal, ale Novak Djokovic jest od niego młodszy tylko o jeden rok. Pozostała szóstka graczy mieści się w przedziale wiekowym 20-30: Grigor Dimitrow (29 lat), Asłan Karaczew (27 lat), Daniił Miedwiedew (24 lata), a Alexander Zverev i Andrej Rublew mają po 23 lata. Najmłodszy w stawce Stefanos Tsitsipas ma 22 lata.

Ćwierćfinaliści Australian Open 2021:

Kobiety:
Su-Wei Hsieh (Tajwan, WTA 71, 35 lat);
Naomi Osaka (Japonia, WTA 3, 23 lata);
Serena Williams (USA, WTA 11, 39 lat)
Simona Halep (Rumunia, WTA 2, 29 lat)
Ashleigh Barty (Australia, WTA 1, 24 lata); Karolina Muchova (Czechy, WTA 27, 24 lata);
Jennifer Brady (USA, WTA 24, 25 lat);
Jessica Pegula (USA, WTA 61, 26 lat).

Mężczyźni:
Andrej Rublew (Rosja, ATP 8, 23 lata);
Daniił Medwedew (Rosja, ATP 4, 24 lata);
Stefanos Tsitsipas (Grecja, ATP 6, 22 lata); Rafael Nadal (Hiszpania, ATP 2, 34 lata);
Grigor Dimitrow (Bułgaria. ATP 21, 29 lat); Asłan Karaczew (Rosja, ATP 114, 27 lat);
Novak Djokovic (Serbia, ATP 1, 33 lata);
Alexander Zverev (Niemcy, ATP 7, 23 lata).

Koniec duetu Kubot – Melo

Łukasz Kubot i Marcelo Melo po czterech latach wspólnych startów postanowili zakończyć współpracę. Decyzję podjęli po po przełożonym na jesień wielkoszlemowym French Open, a ostatni raz zagrali razem w ATP Finals 2020.

Polsko-brazylijski duet przez cztery sezony wygrał razem 15 deblowych turniejów, w tym wielkoszlemowy Wimbledon w 2017 roku. W tym też roku doszli do finału ATP Finals, a ponadto osiągnęli też finał US Open w 2018 roku. Dwa ostatnie lata nie były już jednak tak udane i stąd decyzja o zakończeniu współpracy. „Postanowiliśmy o tym wkrótce French Open, ale muszę szczerze przyznać, że tak naprawdę była to raczej decyzja z mojej strony” – przyznał Melo.
Pożegnalnym występem Kubota i Melo był udział w fazie grupowej ATP Finals w londyńskiej hali 02 Arena. Do turnieju debla zakwalifikowali się „rzutem na taśmę”, dzięki punktom otrzymanym za wygranie turnieju w Wiedniu oraz za półfinał w halowym turnieju w paryskiej hali Bercy. W turnieju mistrzów stracili szansę na awans do półfinału po porażkach z duetami Rajeev Ram i Joe Salisbury oraz Kevin Krawietz i Andreas Mies, ale na pożegnanie z turniejem nieoczekiwanie pokonali parę Wesley Koolhof – Nikola Mektić, późniejszych triumfatorów ATP Finals 2020.
Kubot i Melo nie kryli wzruszenia. „Doszliśmy do punktu, w którym najlepszym rozwiązaniem dla nas było rozstanie. Wiele par rozstaje się w gniewie, a my dokonaliśmy tego w przyjaźni” – podkreślał w medialnych wypowiedziach brazylijski tenisista.
Co ciekawe, zarówno Brazylijczyk, jak i Polak w nowym sezonie będą mieć za partnerów holenderskich graczy. 40-letni Kubot będzie grał z 31-letnim Wesleyem Koolhofem, który oprócz triumfu w tegorocznym ATP Finals ma na koncie sześć turniejowych zwycięstw oraz dojście do finału tegorocznego US Open. 37-letni Melo natomiast dogadał się z 39-letnim Jeanem-Julienem Rojerem, deblowym mistrzem Wimbledonu (215) i US Open (2017), triumfatorem w parze z Rumunem Hortią Tecau w 29 turniejach deblowych cyklu ATP.

Londyn żegna ATP Finals

W minioną niedzielę najlepsi tenisiści tegorocznego sezonu rozpoczęli w londyńskiej hali 02 Arena zmagania w turnieju ATP Finals. To ostatnia edycja turnieju mistrzów rozgrywana w stolicy Wielkiej Brytanii. W przyszłym roku ośmiu najlepszych singlistów i osiem najlepszych par deblowych będzie rywalizować w Turynie.

Tegoroczny ATP Finals potrwa do niedzieli 22 listopada. W pierwszej fazie zarówno w grze pojedynczej jak i podwójnej zawodnicy zostali podzieleni na dwie grupy. W singlu grupa, w której znaleźli się Serb Novak Djoković(rozstawiony z numerem 1), Rosjanin Danił Miedwiediew (4), Niemiec Alexander Zverev (5) i Argentyńczyk Diego Schwartzman (8), dostała nazwę „Tokio 1970”, nawiązującą do pierwszej edycji ATP Finals, natomiast drugiej, do której trafili Hiszpan Rafael Nadal (2), Austriak Dominic Thiem (3), Grek Stefanos Tsitsipas (6) i Rosjanin Andriej Rublow (7), nadano nazwę „Londyn 2020”, co jest formą pożegnalnego uhonorowania brytyjskiej stolicy za goszczenie 12 edycji turnieju mistrzów.
W grze podwójnej natomiast grupy nazwano na cześć legendarnych amerykańskich deblistów, braci Bryanów. Łukasz Kubot i jego brazylijski partner Marcelo Melo, rozstawieni w turnieju z numerem 8, trafili go grupy „Mike Bryan”. Oprócz nich zagrają w niej: w numerem 2 Rajeev Ram (USA) i Joe Salisbury (Wielka Brytania), z numerem 3 Niemcy Kevin Krawietz i Andreas Mies, a z numerem 5 Wesley Koolhof (Holandia) i Nikola Mektić (Chorwacja). A w grupie „Bob Bryan” zagrają: rozstawieni z numerem 1 Mate Pavić (Chorwacja) i Bruno Soares (Brazylia), z numerem 4 Marcel Granollers (Hiszpania) i Horacio Zeballos (Argentyna), z numerem 6 John Peers (Australia) i Michael Venus (Nowa Zelandia), zaś z numerem 7 Juergen Melzer (Austria) i Edouard Roger-Vasselin (Francja). Do półfinału awansuje po dwóch najlepszych tenisistów z każdej z grupy i po dwie najlepsze pary deblowe.
Kubot i Melo rozpoczęli rywalizację już pierwszego dnia turnieju, w niedzielę. Ich przeciwnikami byli Rajeev Ram i Joe Salisbury, triumfatorzy tegorocznego Australian Open i pierwsza z par deblowych, która zakwalifikowała się do ATP Finals 2020. Ten mecz zakończył się po zamknięciu wydania, podobnie jak wyznaczone na niedzielę dwa pojedynki singlowe – Dominica Thiema ze Stefanosem Tsitsipasem oraz Rafaela Nadala z Andiejem Rublewem.
Z uczestników tegorocznych zmagań najwięcej triumfów w ATP Finals ma na koncie lider rankingu ATP Novak Djoković, który wygrywał w turnieju mistrzów w 2008, 2012, 2013, 2014 i 2015 roku). Serb już po raz 13. zakwalifikował się do tej prestiżowej imprezy. Oprócz niego zwycięstwem w ATP Finals mogą się pochwalić jeszcze Alexander Zverev (2018) i Stefanos Tsitsipas (2019). Zdumiewające, że ani razu jeszcze turnieju mistrzów nie wygrał Rafael Nadal, a w tym roku zagra w tej imprezie już po raz szesnasty z rzędu. Najlepszy wynik hiszpańskiego tenisisty to finał – dotarł do tego etapu dwukrotnie, w 2010 i 2013 roku. Tym razem Hiszpan obiecał swoim fanom, że powalczy zwycięstwo.
Dla Andrieja Rublowa i Diego Schwartzmana start w tegorocznej imprezie będzie debiutem. Zawodnikami rezerwowymi będą Włoch Matteo Berrettini i Kanadyjczyk Denis Shapovalov.
Nasz jedynak w tym doborowym towarzystwie, Łukasz Kubot, w deblowych rozgrywkach turnieju mistrzów startuje już po raz siódmy. Ani on, ani też jego partner Marcelo Melo nie mają w dorobku zwycięstwa. Polak io Brazylijczyk grają razem czwarty rok i po raz czwarty awansowali do kończącego sezon ATP Finals. Trzy lata temu dotarli do finału, w kolejnej edycji odpadli po fazie grupowej, a w poprzednim sezonie doszli do półfinału. Kubot w latach 2009 i 2010 grał w turnieju mistrzów w parze z Austriakiem Oliverem Marachem, ale w obu występach odpadali po fazie grupowej. W 2014 roku nasz tenisista w duecie ze Szwedem Robertem Lindstedtem dotarł do półfinału. Melo natomiast w ATP Finals wystąpi po raz ósmy w karierze.
Polak i Brazylijczyk niemal do samego końca musieli walczyć o prawo gry w turnieju mistrzów. W pierwszej części roku wygrali turniej w Acapulco, po którym z powodu pandemii Covid-19 mieli półroczną przerwę w startach, także z powodu kłopotów zdrowotnych Brazylijczyka. Po wznowieniu rywalizacji w pięciu pierwszych turniejach wygrali tylko trzy mecze, ale w połowie października dotarli do finału w Kolonii, a 1 listopada triumfowali w Wiedniu. Udział w turnieju mistrzów zagwarantowali sobie zaś tydzień temu, awansując do półfinału turnieju w Paryżu.

Kubot i Melo zagrają w ATP Finals 2020

Łukasz Kubot i Marcelo Melo wprawdzie przegrali w półfinale gry podwójnej halowego turnieju ATP Masters 1000 w Paryżu (pula nagród 3,3 mln euro) z polsko-kanadyjską parą Hubert Hurkacz – Felix Auger-Aliassime, ale okazało się, że już zwycięstwo w piątkowej potyczce w 1/4 finału zapewniło polsko-brazylijskiemu duetowi czwarty z rzędu awans do kończącego sezonu turnieju mistrzów – ATP Finals 2020, który rozpocznie się w niedzielę 15 listopada.

Hurkacz i Auger-Aliassime w swoim drugim wspólnym występie w grze podwójnej sprawili sensację wygrywając turnieju rangi Masters 1000. W drodze do finału polsko-kanadyjski debel rozprawił się nie tylko z Kubotem i Melo, ale wcześniej, w 1/8 finału, wyeliminował z turnieju rozstawionych w paryskiej imprezie z numerem 1 Kolumbijczyka Roberta Faraha i Argentyńczyka Horacio Zeballosa, zaś w ćwierćfinale pokonali rozstawionych z numerem 7. Australijczyka Johna Peersa i Nowozelandczyka Michaela Venusa. Kubot i Melo w paryskiej hali Bercy byli rozstawieni z numerem 4., natomiast finałowi rywale Hurkacza i Augera-Aliassime, Chorwat Mate Pavić i Brazylijczyk Bruno Soares, których w niedziel pokonali 6:7, 7:6, 10-2, byli turniejową „dwójką”. Hurkacz dzięki triumfowi w deblu poprawił sobie trochę nastrój po porażce w I rundzie singla z niżej notowanym Mołdawianinem Radu Albotem 5:7, 7:6(5), 4:6.
Ale mimo półfinałowej porażki Kubot i Melo wyjadą z Paryża zadowoleni, bo osiągnęli tam zamierzony cel sportowy, jakim było wywalczenie na koniec sezonu miejsca w gronie ośmiu najlepszych par deblowych, co gwarantuje udział w prestiżowym turnieju ATP Finals w londyńskiej hali 02 Arena. Polak i Brazylijczyk wspólnie zagrają w turnieju mistrzów po raz czwarty z rzędu. W 2017 roku dotarli do finału ATP Finals, w którym przegrali z Finem Henrim Kontinenem i Australijczykiem Johnem Peersem. Rok później odpadli w fazie grupowej, a w zeszłym roku zakończyli zmagania w półfinale. Dla Kubota natomiast będzie to już siódmy występ w ATP Finals. W latach 2009 i 2010 grał w tym turnieju w parze z Austriakiem Oliverem Marachem, a w sezonie 2014 ze Szwedem Robertem Lindstedtem. Pochodzący z Belo Horizonte partner Kubota występuje w turnieju mistrzów nieprzerwanie od 2013 roku. W latach 2013-2016 Melo kwalifikował się do tych zawodów wspólnie z Ivanem Dodigiem. W sezonie 2014 brazylijsko-chorwacki debel doszedł do finału, w którym lepsi okazali się legendarni bracia Bob i Mike Bryanowie.
A zatem o triumf w tegorocznym ATP Finals w grze podwójnej zagrają: Rajeev Ram (USA) i Joe Salisbury (Wielka Brytania), Mate Pavić (Chorwacja) i Bruno Soares (Brazylia), Kevin Krawietz i Andreas Mies (obaj Niemcy), Marcel Granollers (Hiszpania) i Horacio Zeballos (Argentyna), Wesley Koolhof (Holandia) i Nikola Mektić (Chorwacja), John Peers i Michael Venus (obaj Australia), Jamie Murray i Neal Skupski (obaj Wielka Brytania) oraz Kubot i Melo. Po raz kolejny zatem 39-letni Kubot będzie jedynym reprezentantem Polski w turnieju mistrzów.
W singlu obsada uczestników tegorocznego turnieju mistrzów również była już wcześniej ustalona, a jako ostatni do ósemki graczy dołączył Argentyńczyk Diego Schwartzman, który wprawdzie przegrał w ćwierćfinale paryskiego turnieju z Rosjaninem Daniłem Miedwiediewem, ale ponieważ mogący go wyprzedzić w klasyfikacji Hiszpan Pablo Carreno Busta również odpadł z imprezy, to tenisista z Buenos Aires ostatecznie rzutem na taśmę uzyskał kwalifikację do londyńskiego turnieju mistrzów, w którym w puli nagród jest 8,5 mln dolarów. Dla 28-letniego Schwartzmana będzie to debiut w tej prestiżowej imprezie, ale przed nim grało w niej aż siedmiu tenisistów z Argentyny – Guillermo Vilas, Jose-Luis Clerk, Guillermo Cori, David Nalbandian, Gaston Gaudio, Mariano Puerta i Juan Martin del Potro. Występ w ATP Finals będzie zwieńczeniem najlepszego jak dotąd w karierze sezonu Schwartzmana, w któym awansował także do Top 10 rankingu ATP, dotarł do półfinału wielkoszlemowego French Open i finału turnieju rangi ATP Masters 1000 w Rzymie, a także do finałów imprez niższej rangi w Cordobie, Kolonii oraz do półfinału turnieju w Buenos Aires.
W tegorocznym ATP Finals w Londynie w grze pojedynczej zagrają zatem: Serb Novak Djoković, Hiszpan Rafael Nadal, Austriak Dominic Thiem, Rosjanin Danił Miedwiediew, Grek Stefanos Tsitsipas, Niemiec Alexander Zverev, Rosjanin Andriej Rublow i wspomniany Argentyńczyk Diego Schwartzman.
Już jednak wiadomo, że Djoković po raz szósty w karierze zakończył sezon jako lider rankingu ATP. Wcześniej dokonał tego w latach 2011-2012, 2014-2015 i 2018. Serb wyrównał tym samym rekordowe osiągnięcie Amerykanina Pete’a Samprasa z lat 1993-1998. Nagrodę odbierze podczas ATP Finals w londyńskiej hali 02 (15-22 listopada).

Kubot i Melo walczą o awans do ATP Finals

Łukasz Kubot i jego deblowy partner Marcelo Melo wygrali w miniony weekend rywalizacje w grze podwójnej w turniej ATP w Wiedniu. Dzięki tej wygranej awansowali w tegorocznym rankingu deblistów ATP Race to London z 11. na ósmą pozycję. Ale żeby zagrać w kończącym sezon ATP Finals w Londynie, muszą dobrze wypaść w rozgrywanym w tym tygodniu turnieju w paryskiej hali Bercy.

W minioną niedzielę Łukasz Kubot i Marcelo Melo po raz trzeci zwyciężyli w halowych zawodach ATP Tour 500 w Wiedniu i znacznie zwiększyli swoje szanse na występ w ATP Finals 2020. W najnowszym notowaniu rankingu ATP Doubles Race to London przeskoczyli trzy pary i awansowali na ósmą pozycję. To ostatnia lokata, która daje prawo gry w kończącym sezon turnieju mistrzów. Aby utrzymać się w gronie zakwalifikowanych do ATP Finals ośmiu najlepszych w tym roku par deblowych, polsko-brazylijski duet musi jeszcze dobrze zagrać w Paryżu.
ATP Finals zostanie rozegrany w dniach 15-22 listopada w londyńskiej hali O2 Arena. W zmaganiach weźmie udział ośmiu najlepszych singlistów oraz osiem najlepszych par deblowych tegorocznego sezonu. Występ w grze podwójnej zapewnili już sobie Amerykanin Rajeev Ram i Brytyjczyk Joe Salisbury (mistrzowie Australian Open), Niemcy Kevin Krawietz i Andreas Mies (mistrzowie French Open), Chorwat Mate Pavić i Brazylijczyk Bruno Soares (mistrzowie US Open) oraz Hiszpan Marcel Granollers i Argentyńczyk Horacio Zeballos (triumfatorzy turniejów w Buenos Aires, Rio de Janeiro i Rzymie). Do obsadzenia pozostały jeszcze cztery wolne miejsca. O tym, które pary uzupełnią stawkę finalistów turnieju mistrzów przesądzą rezultaty osiągnięte przez zainteresowanych w imprezie ATP Masters 1000, która od poniedziałku rozgrywana jest w paryskiej hali Bercy. Do zdobycia w stolicy Francji jest aż 1000 punktów, a taka zdobycz w tegorocznym sezonie, tak mocno okrojonym przez pandemię koronawirusa, może znacznie wywindować zwycięską parę w rankingu.
Przed rozpoczęciem zawodów Paris Rolex Masters na premiowanych awansem do ATP Finals miejscach są Holender Wesley Koolhof i Chorwat Nikola Mektić, Australijczycy John Peers i Michael Venus, Brytyjczycy Jamie Murray i Neal Skupski oraz Kubot i Melo. Okupujący ósmą lokatę Polak i Brazylijczyk mają w dorobku 1780 punktów i tracą tylko 20 „oczek” do wyprzedzających ich w zestawieniu Murray’a i Skupskiego, których pokonali w niedzielnym finale turnieju w Wiedniu 7:6(5), 7:5. Za plecami Kubota i Melo wielkiego tłoku nie ma, ale zajmujący dziewiątą lokatę Austriak Jurgen Melzer i Francuz Edouard Roger-Vasselin mają do polsko-brazylijskiej pary tylko 110 punktów straty, a kolejni na liście Australijczycy Max Purcell i Luke Saville 115. Australijski debel mógł poprawić swoją pozycję, ale przegrał w niedzielę finałowy mecz z turnieju w Nur-Sułtanie. Zwycięzcy z kazachskiej stolicy, Belgowie Sander Gille i Joran Vliegen, także liczą się w grze o ATP Finals. Cień szansy mają jeszcze Francuzi Pierre-Hugues Herbert i Nicolas Mahut, ale musieliby powtórzyć zeszłoroczny sukces w Paryżu i liczyć na korzystny układ innych wyników.
Kubot i Melo nie mają zatem zbyt wielu konkurentów. Swoje zrobiła też pandemia, bo zakażeni koronawirusem Kolumbijczyk Juan Sebastian Cabal i Chorwat Ivan Dodig musieli się wycofać z ostatnich imprez sezonu 2020. Ponadto część graczy leczy urazy lub z obawy przed zakażeniem zrezygnowała z gry w tym roku.
W paryskim turnieju Kubot i Melo zostali rozstawieni z numerem czwartym i w pierwszej rundzie zawodów otrzymali wolny los. Ale już w 2. rundzie czeka ich poważne wyzwanie, bo ich przeciwnikami mogą być albo żądni rewanżu za porażkę w Wiedniu Jamie Murray i Neal Skupski lub nie mniej groźny duet Aisam-ul-Haq Qureshi (Pakistan) i Stefanos Tsitsipas (Grecja). Jeszcze trudniejsze zadanie może ich czekać w przypadku awansu do ćwierćfinału, bo w tej fazie turnieju mogą trafić na broniących tytułu Pierre’a-Huguesa Herberta i Nicolasa Mahuta.
Polsko-brazylijski debel trafił w losowaniu do górnej połówki turniejowej drabinki. Najwyżej rozstawieni zostali w niej Robert Farah i Horacio Zeballos, którzy razem nie mają szans na występ w ATP Finals 2020. Z kolei faworytami dolnej części drabinki będą rozstawieni z numerem 2 Mate Pavić i Bruno Soares.

Linette lepsza od Hurkacza

W tegorocznym US Open w grze pojedynczej wystartowała piątka biało-czerwonych: 28-letnia Magda Linette (WTA 37), 19-letnia Iga Świątek (WTA 53), 27-letnia Katarzyna Kawa (WTA 125), 23-letni Hubert Hurkacz (ATP 33) i 24-letni Kamil Majchrzak (ATP 107) oraz w grze podwójnej 38-letni Łukasz Kubot.

W I rundzie Linette pokonała 22-letnią Australijkę Maddison Inglis (WTA 119) 6:1, 4:6, 6:4, a w drugiej rundzie zmierzyła się z 25-letnią reprezentantką Czarnogóry Danką Kovinic (WTA 92). Tenisistki te spotkały się po raz pierwszy w głównym cyklu turniejowym, ale była to ich trzecia potyczka – w 2012 roku w Grado i turnieju ITF wygrała Kovinic, a sześć lat później w Bol Polka była od niej lepsza w challengerze WTA. Linette uczestniczy w US Open po raz szósty, ale wcześniej ani razu nie przebiła się do 3. rundy. Udała jej się ta sztuka dopiero w tegorocznym starcie. Nasza najlepsza obecnie tenisistka pokonała Kovinić 6:1, 6:7(2), 7:6(4). Dzięki temu zwycięstwu Linette została drugą Polką, która osiągnęła trzecią rundę w każdym turnieju wielkoszlemowym. Pierwszą była oczywiście Agnieszka Radwańska. W kolejnym meczu w US Open Linette zmierzy się z wyżej notowaną 24-letnią Estonką Anett Kontaveit (WTA 21).
Z kolei Świątek zaczęła nowojorski turniej od zaskakująco łatwej wygranej 6:3, 6:3 z wyżej notowaną 23-letnią Rosjanką Weroniką Kudiermietową (WTA 42). Zwycięstwo warszawianki może napawać optymizmem, bo wygrała z zawodniczka rozstawioną w nowojorskiej imprezie. Ich pojedynek trwał 92 minuty. Świątek zaserwowała jednego asa, wykorzystała pięć z dziewięciu piłek na przełamanie, posłała 16 zagrań kończących, popełniła tylko osiem niewymuszonych błędów i łącznie zdobyła 69 punktów, o 11 więcej od rywalki. W drugiej rundzie trafiła na teoretycznie łatwiejszą rywalkę, bo na sklasyfikowaną obecnie na 160. miejscu światowej listy 25-letnią Amerykankę Sachię Vickery (ich czwartkowy mecz zakończył się po zamknięciu wydania).
Z trójki naszych tenisistek w pierwszej rundzie najtrudniejszą rywalkę miała Kawa, której los przydzielił zajmującą obecnie 31. miejsce w rankingu WTA 26-letnią Tunezyjkę Ons Jabeur. Polka łatwo przegrała pierwszego seta 2:6, dopiero w drugim stawiła wyżej notowanej rywalce większy opór ulegając 6:7(6), ale z turniejem musiała się pożegnać.
Z dwójki naszych tenisistów w I rundzie zawiódł jedynie Majchrzak, który w pierwszej wersji terminarza miał zagrać z wyżej notowanym Francuzem Benoitem Paire. Miał jednak szczęście, bo rywal wycofał się po wykryciu zakażenia koronawirusem, a w jego miejsce wyznaczono sklasyfikowanego na 185. pozycji w rankingu ATP 25-letniego Amerykanina Ernesto Escobedo. Ta zmiana niewiele jednak dała, bo Majchrzak, który przed rokiem doszedł w US Open do trzeciej ryndy, nie jest obecnie w najwyższej formie i nieoczekiwanie przegrał 6:7(3), 2:6, 3:6.
Do drugiej rundy pewnie natomiast awansował Hurkacz, pokonując 6:3, 6:4, 6:4 26-letniego Niemca Petera Gajowczyka (ATP 127). Kolejnym rywalem naszego najlepszego obecnie tenisisty był 21-letni Hiszpan Alejandro Davidovich Fokina (ATP 99), dlatego spodziewano się, że wrocławianin w swoim trzecim starcie w nowojorskiej imprezie wreszcie zajdzie dalej niż do drugiej rundy (w debiucie w 2018 roku odpadł na tym poziomie, a przed rokiem już w pierwszej rundzie). Niestety, Hurkacz niespodziewanie przegrał z Fokiną 4:6, 6:1, 2:6, 2:6. Pewnym usprawiedliwieniem może być to, że miał problemy z prawą ręka i w czwartej partii poprosił o pomoc medyczną. Rywal nie dał się jednak wybić z uderzenia.
Z turnieju odpadł też nasz jedyny reprezentant w grze podwójnej, Łukasz Kubot, grający w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo. Obaj są sklasyfikowani na siódmym miejscu w rankingu deblistów, dlatego ich porażka z niżej notowanym belgijskim duetem Sander Gille (ATP 44) – Joran Vliegen (ATP 36) jest sensacją.
Tak więc z szóstki naszych reprezentantów w tegorocznym US Open na placu boju pozostała Linette, która awansowała do 3. rundy oraz Świątek, którą jednak w czwartek czekał jeszcze bój w drugiej rundzie z Sachią Vickery. Warto przypomnieć, że za udział w I rundzie organizatorzy US Open płacą 61 tys. dolarów premii, za przejście drugiej premia rośnie do 100 tys. dolarów, za trzecią do 163 tys. dolarów, a za czwartą płacą już 250 tys. dolarów. Ćwierćfinał wyceniono w tym roku na 425 tys. dolarów, a półfinał na 800, zaś finalista zgarnie 1,5 mln, a zwycięzca równe trzy miliony dolarów. Kwoty te, chociaż imponujące, są jednak mniejsze niż przed rokiem, bo z powodu strat poniesionych w wyniku pandemii koronawirusa organizatorzy zmniejszyli pulę nagród do 53 mln dolarów.

Turniej Wielkiego Szlema w Nowym Jorku

Turniej w Nowym Jorku zwykle kończył roczny cykl imprez Wielkiego Szlema. W tym sezonie tylko rozgrywany w styczniu Australian Open odbył się zgodnie z terminarzem, ale z powodu wybuchu pandemii koronawirusa już majowy French Open w Paryżu przeniesiono na koniec września, zaś czerwcowy Wimbledon w ogóle odwołano. US Open ostatecznie doszedł do skutku, lecz z udziału w rozpoczynających się 31 sierpnia zmaganiach zrezygnowało wielu czołowych tenisistek i tenisistów.

Rozpoczynający się w poniedziałek US Open będzie pierwszy wielkoszlemowy turniej rozgrywany od ogłoszenia pandemii. W styczniu, gdy skala zakażenia Covid-19 nie była jeszcze globalna, udało się bez przeszkód przeprowadzić zmagania w Australian Open, ale już na początku marca turnieje pod szyldem ATP, WTA i ITF zostały odwołane. Organizatorzy French Open zdecydowali się przesunąć swój turniej na jesień, ale Wimbledon odwołano, bo Brytyjczycy nie chcieli narazić swoich trawników na dewastację w porze roku niesprzyjającej ich utrzymaniu w odpowiednim stanie.
Rywalizację na światowych kortach wznowiono dopiero w sierpniu, ale najwięcej kontrowersji wzbudzał US Open. Rozważano na jakich zasadach ma być przeprowadzony nowojorski turniej. Sugestie, że powinien zostać odwołany, amerykańska federacja nie przyjmowała do wiadomości, bo jej działacze nie chcieli tego ze względu na gigantyczne straty finansowe. Zgodzili się więc zrobić imprezę bez udziału publiczności, choć to już było dla nich wyrzeczenie, ograniczyli liczbę par deblowych oraz zrezygnowali z przeprowadzenia eliminacji w singlu. Znacząco ograniczono też liczbę osób, które mogą towarzyszyć zawodnikom podczas turnieju i na kortach. po długich debatach ostatecznie wykreślono z programu tegorocznego US Open zmagania mikstów i rozgrywki juniorskie. Planowano jeszcze wykreślić zawody w tenisie na wózkach, ale po protestach graczy niepełnosprawnych wycofano się z tego zamiaru. Wszyscy uczestnicy turnieju rozgrywanego na obiektach Flushing Meadows zostali umieszczeni w odizolowanej od otoczenia strefie, są regularnie badani na obecność koronawirusa.
Te obostrzenia nie wszystkich jednak przekonały do gry w US Open. Ze startu w tym wielkoszlemowym turnieju zrezygnowali m.in. broniący tytułów w singlu Kanadyjka Bianca Andreescu i Hiszpan Rafael Nadal, ale znaleźli wielu naśladowców. W rywalizacji pań na kortach Flushing Meadows zabraknie liderki rankingu WTA Australijki Ashleigh Barty, wiceliderki Simony Halep (Rumunia), piątej w zestawieniu Jeliny Switoliny (Ukraina), siódmej Kiki Bertens (Holandia) i ósmej Belindy Bencic (Szwajcaria). Z czołowych tenisistów na przyjazd do Nowego Jorku, oprócz wspomnianego Rafaela Nadala, nie zdecydowali się też Szwajcarzy Roger Federer (poddał się operacji kolana i nie zagra już w tym roku) oraz Stan Wawrinka, Francuz Gael Monfils, Australijczyk Nick Kyrgios i Japończyk Kei Nishikori.
Skorzystali na tym zawodniczki i zawodnicy z dalszych miejsc rankingowych, także nasi reprezentanci. Zajmująca obecnie 35. miejsce na światowej liście Magda Linette (w poniedziałek w 1. rundzie zmierzy się z Australijką Maddison Inglis) została po raz pierwszy turniejach Wielkiego Szlema rozstawiona w głównej drabince turniejowej (dostała numer 24).
Hubert Hurkacz także został rozstawiony z numerem 24 i w 1. rundzie trafił na Niemca Petera Gojowczyka. Oprócz tej dwójki w singlu zagrają też Iga Świątek (WTA 51), która zmierzy się z Rosjanką Weroniką Kudermetową, Kamil Majchrzak (ATP 108), na którego w 1. rundzie czeka rozstawiony z numerem 17. Francuz Benoit Paire oraz debiutująca w głównej drabince zawodów tej rangi Katarzyna Kawa (WTA 125). Ona też miała pecha w losowaniu, bo jej rywalką znakomicie grająca ostatnio Tunezyjka Ons Jabeur (WTA 27).
W deblu natomiast Łukasz Kubot zagra w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo. Tym razem na Flushing Meadows zabraknie także specjalizującej się w grze podwójnej Alicji Rosolskiej. Dla 34-letniej tenisistki z Warszawy to pierwsza nieobecność w turnieju Wielkiego Szlema od 2006 roku. W US Open Rosolska dwa lata temu dotarła do finału miksta.

48 godzin sport

Nasze piłkarki tropem Lewego
Zespół piłkarek nożnych VfL Wolfsburg, w barwach którego występują dwie reprezentantki Polski, Ewa Pajor (na zdjęciu) i Katarzyna Kiedrzynek, zakwalifikował się do finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń UEFA. We wtorek niemiecka drużyna pokonała w San Sebastian Barcelonę 1:0. Zwycięską bramkę w 58. minucie zdobyła Szwedka Fridolina Rolfoe, dobijając piłkę po efektownym strzale Pajor z tzw. przewrotki. W drugim spotkaniu półfinałowym zmierzyły się dwie francuskie drużyny – Paris Saint-Germain (występuje w niej inna z reprezentantek Polski, Paulina Dudek) przegrał z Olympique Lyon 0:1. Wielki finał odbędzie się w najbliższą niedzielę. Dla piłkarek z Wolfsburga to piąty finał Ligi Mistrzyń. Mają na koncie dwa triumfy w tych rozgrywkach, ale faworytkami finału będą jednak zawodniczki Olympique Lyon. Ten zespół wygrał cztery ostatnie edycje Ligi Mistrzyń, a w sumie ma na koncie pięć triumfów.

Krychowiak znowu strzela w Rosji, a Szymański asystuje
W piątej kolejce rosyjskiej ekstraklasy piłkarskiej Lokomotiw Moskwa przegrał z Achmatem Groznym 2:3. Drugą z bramek dla zespołu ze stolicy Rosji zdobył Grzegorz Krychowiak, który rozegrał całe spotkanie. Inny z reprezentantów Polski występujących w tym zespole, Maciej Rybus tym razem cały mecz spędził na ławce rezerwowych. Lokomotiw zajmuje w tabeli siódme miejsce z dorobkiem siedmiu punktów. Wydarzeniem 5. kolejki było zwycięstwo Dynama Moskwa z aktualnym mistrzem Rosji Zenitem Petersburg 1:0. Asystę przy golu dla stołecznej drużyny zanotował Sebastian Szymański, trzeci z reprezentantów Polski w rosyjskiej ekstraklasie.

Kolejne zmiany w tegorocznym kalendarzu Formuły 1
W kalendarzu tegorocznych mistrzostw świata Formuły 1 wprowadzono kolejne zmiany i obecnie znajduje się w nim 17 rund. Z powodu pandemii koronawirusa odwołano Grand Prix Chin, ale dołączono wyścig w Turcji (15 listopada) i dodano drugi w Bahrajnie (odbędą się 29 listopada i 6 grudnia). To trzeci przypadek w tym roku, by na jednym torze rywalizowano dwukrotnie. Wcześniej miało to miejsce w Austrii i Wielkiej Brytanii. Sezon ma zostać zakończony 13 grudnia w Abu Zabi. Wszystkie z sześciu dotychczas rozegranych rund MŚ odbyły się w Europie i bez udziału publiczności. Pierwszym wyścigiem z udziałem kibiców ma być GP Rosji w Soczi, które zaplanowane jest na 27 września. Kalendarz ogłoszony jeszcze przed pandemią był rozpisany na 22 wyścigi.

Walkower dla Stali Gorzów karą dla Włókniarza Częstochowa
Komisja Orzekająca Ligi wydała werdykt w sprawie nierozegranego z powodu fatalnego stanu toru meczu Włókniarza Częstochowa ze Stalą Gorzów. Wynik został zweryfikowany jako walkower na korzyść gorzowian, którzy tym samym otrzymali dwa duże punkty meczowe oraz punkt bonusowy. Dzięki tej zdobyczy ekipa Stali z 15 punktami zdobytymi w 12 meczach awansowała w ligowej tabeli na czwarte miejsce. Pierwsze trzy lokaty zajmują Unia Leszno (22 pkt), Falubaz Zielona Góra (17) i Motor Lublin (16), a za plecami gorzowskiego zespołu plasują się Sparta Wrocław (14) i Włókniarz (13), ale mają rozegrane po 11 meczów.

Nasi tenisiści nie popisali się w Nowym Jorku
Łukasz Kubot i Brazylijczyk Marcelo Melo przegrali z reprezentantami gospodarzy Stevem Johnsonem i Austinem Krajickiem 3:6, 6:7 (4-7) w 2. rundzie debla turnieju ATP rangi Masters1000 na kortach twardych w Nowym Jorku. Nowojorska impreza jest pierwszą w cyklu ATP od momentu wznowienia zmagań w cyklu. W tym turnieju w grze pojedynczej wystartowali Kamil Majchrzak (nie przeszedł kwalifikacji) orazx Hubert Hurkacz, który już w 1. rundzie przegrał z Amerykaninem Johnem Isnerem. Turniej Western&Southern Open z pulą nagród 4,2 mln dolarów, zwykle odbywa się w Cincinnati, ale tegoroczna edycja z powodu koronawirusa została przeniesiona go do Nowego Jorku, gdzie od 31 sierpnia rozpocznie się US Open.

Rakietą w koronawirusa

Czołowi polscy tenisiści zaangażowali się w akcję „Rakietą w koronawirusa”. Ich celem jest zebranie pół miliona złotych na zakup sprzętu ochronnego dla lekarzy i personelu medycznego.

Inicjatorką akcji jest Sandra Zaniewska – była tenisistka, a obecnie trenerka. „Na bieżąco obserwuję sytuację w polskich szpitalach. Nietrudno zauważyć, że najbardziej palący problem to brak środków chroniących lekarzy i personel medyczny. Dlatego chciałam zaangażować swoje środowisko do wspólnego zbierania funduszy na ten cel. Zgłosiłam się z prośbą do Fundacji Sensoria i tak zrodził się pomysł” – wyjawiła na łamach portalu tenisklub.pl Zaniewska. Do zainicjowanej przez nią akcji „Rakietą w koronawirusa” zaangażowali się wszyscy czołowi polscy tenisiści – Łukasz Kubot, Hubert Hurkacz, Kamil Majchrzak, Magda Linette, Iga Świątek, Alicja Rosolska, Katarzyna Kawa, Paulina Kawa i Urszula Radwańska.
Celem zbiórki jest zebranie 500 tysięcy złotych, które zostaną przeznaczone na podstawowe środki ochrony dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i sanitariuszy. Cały zakupiony za zebrane pieniądze sprzęt ma zostać przekazany placówkom medycznym, które zmagają się z największymi deficytami sprzętowymi. Zbiórkę można śledzić w internecie. Jej częścią są także aukcje, na których można wylicytować m.in. rakiety z autografami m.in. Igi Świątek czy Kamila Majchrzaka, a także sportowe ubory uzywane w turniejach przez Magdę Linette i Urszulę Radwańskiej.
Akcję „Rakietą w koronawirusa” wsparła też nasza najwybitniejsza tenisisowa gwiazda, Agnieszka Radwańska, która już wcześniej sama z siebie „zaserwowała” w Covid-19, fundując 10 tysięcy maseczek dla Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. „To moja cegiełka dla tych, którzy dzisiaj najbardziej potrzebują naszego wsparcia. Jestem pełna podziwu z jakim zaangażowaniem i poświęceniem pracownicy służby zdrowia walczą o nasze zdrowie i nasze wspólne bezpieczeństwo” – krótko wyjaśniła powody swojego działania Radwańska.