Głos lewicy

Niedobrze

Tymoteusz Kochan o tym, że nauczyciele postanowili jednak zawiesić strajk:
Decyzja o zawieszeniu strajku zła i głupia.
Taka mobilizacja zdarza się raz na wiele lat, zawiesić strajk nawet bez zmuszenia rządu do rozmów to przegrać wszystko.
Strajk to nie przyjęcie urodzinowe, że da się zwołać znowu na dowolną datę. Energię setek tysięcy ludzi i działaczy właśnie zmarnowano i oddano walkę walkowerem, a rząd kosztowało to tylko specustawę i trzy tygodnie szczucia na nauczycieli w mediach i przy pomocy trolli.
Nauczyciele i edukacja z pustymi rękoma. Najbardziej dotkliwa porażka ruchu związkowego po 89 roku. Kierownictwo jak zwykle zresztą zadecydowało bez konsultacji z oddolnymi oddziałami, które poniosły największe koszty.

Kasa, misiu, kasa

Łukasz Moll o tym, na co rząd nie ma pieniędzy:
Nie ma pieniędzy dla nauczycieli, pracownic MOPS, pielęgniarek, opiekunek niepełnosprawnych i dla czystego powietrza. A wiecie gdzie są? Zostały przejedzone.
Pensje nauczycieli poszły na luksusowe fury.
Kasa dla pracownik MOPS na dobre roczniki win i markowe zegarki.
Podwyżki dla pielęgniarek to urlop na Malediwach zamiast we Włoszech.
Świadczeniami dla pracownic socjalnych wyłożono willę 300m2 dla dwóch osób i legwana plamistego.
Czyste powietrze jest w klimatyzowanych halach sportowych – poza tymi rzadkimi momentami, kiedy gra tam jakiś Thomas Anders.
Z takim rozdawnictwem dla bogaczy ten kraj nie może się rozwijać.

Socjalizm jeszcze powróci, zobaczycie

Krzepiące słowo na Facebooku rzucił Piotr Ikonowicz:
Socjalizmu jeszcze nie było, ale będzie. Koło też nie od razu wynaleziono.

Głos lewicy

Jesteśmy ugotowani

Przemyślenia Łukasza Molla o Dniu Ziemi:
„Mieliśmy ładną koincydencję – zmartwychwstanie, połączyło się z życiodajnymi pogańskimi tradycjami nastania wiosny (zachowanymi w lanym poniedziałku) i z Dniem Ziemi. Prawdziwa celebracja życia.
Tak się złożyło, że jako porządny marksista podszedłem do sprawy życia materialistycznie i w święta pracowałem nad artykułem recenzyjnym dotyczącym zielono-marksistowskich teorii zmian klimatycznych. I przypomniałem sobie dlaczego w ostatnim czasie staram się nie myśleć i nie czytać o ekologii. Coraz więcej wskazuje, że jesteśmy ugotowani – dosłownie. Więcej niż prawdopodobne, że w ciągu kilku kolejnych lat zadecyduje się przyszłość życia na ziemi na niewyobrażalny okres. Być może zniszczymy je w sposób nieodwracalny. Wszystkie możliwe wskaźniki ekologiczne – zanieczyszczenie oceanów, topnienie lodowców, utrata bioróżnorodności, pustynnienie ziem uprawnych – mrożą krew w żyłach. Kiedy pomyślę o tym, że Ziemia może być jakąś martwą pylastą niecką jak planety i gwiazdy, które oglądamy na zdjęciach, doznaję prawdziwej metafizycznej trwogi. I ogarnia mnie bezradność, bo wiem, że kapitał nie zrezygnuje z robienia zysków za wszelką cenę, a i my zostaliśmy pod niego sformatowani w ten sposób, że w swoich głęboko zakorzenionych nawykach nie potrafilibyśmy żyć tak, jak wymaga od nas tego kryzys ekologiczny. W swoich banalnych, codziennych aktywnościach celebrujemy śmierć, nie życie.
I niby wiadomo, skąd tak niska świadomość tego, co nas czeka: wyparcie kłopotliwej prawdy, pogoń mediów za sensacją, sowicie opłacani propagandyści, a przede wszystkim zwykłe przyzwyczajenia, inercja, zaaferowanie codziennością. A jednak nie przestaje mnie to dziwić i na swój chory sposób fascynować.

Do roboty!

Po świętach od razu wracam do pracy. Koalicję Europejską i Sojusz Lewicy Demokratycznej czekają w najbliższych tygodniach ważne wydarzenia. 1 maja organizujemy, jak co roku, w Warszawie i innych miastach pochody i pikniki z okazji Święta Pracy. Zapraszamy na nie wszystkich, którym nieobojętne są prawa pracowników, walka o dobre warunki pracy i wyższe płace. Kilka dni później chcemy przypomnieć Polakom o piętnastej rocznicy wejścia Polski do Unii Europejskiej. Wspólnie z Fransem Timmermansem, kandydatem lewicy na szefa Komisji Europejskiej, Leszek Miller i Włodzimierz Cimoszewicz, autorzy naszego sukcesu z 2004 r., będą rozmawiać z wyborcami o przyszłości Polski w Unii Europejskiej. Finał 26 maja, gdy odbędzie się wielki wybór: między Polską w Unii Europejskiej a Polską poza nią – mówi Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD.

Głos lewicy

Jak to być może

Łukasz Moll o tym, jak trudno uzmysłowić sobie, że idol może być pedofilem (na przykadzie Michaela Jacksona i prałata Jankowskiego):
„Leaving Neverland” to ważny, warty obejrzenia dokument wcale nie dlatego, że przedstawia druzgocące dowody na wieloletnie, systematyczne molestowania seksualne, jakiego na wielu kilku- i kilkunastoletnich chłopcach dopuszczał się Michael Jackson. I nawet nie dlatego, że ofiary Króla Popu mówią o tym wszystkim ze szczegółami, bez owijania w bawełnę. Film jest wyjątkowy, ponieważ zdaje sprawę z istnienia pewnej filiacji, jaką wobec swojego idola mogą odczuwać jego wyznawcy. Filiacji tak silnej, że uodporniającej na wszelkie dowody i argumenty podważające wielkość i krystaliczność pomnikowej postaci. Sposób, w jaki dwie ofiary Jacksona wyjaśniają dlaczego przez wiele lat nie tylko milczały, ale aktywnie kryły gwiazdora, zaprzeczały jego winie i przekonywały, że byłby niezdolny do krzywdzenia innych dzieci, pozwala nam zrozumieć jak trudno się z takiej filiacji uwolnić. Bo tym co ryzykujemy dokonując zerwania jest nie tylko utrata czy skrzywdzenie fantazmatycznego obiektu (w tym wypadku – Jacksona), ale coś znacznie więcej – utrata naszej relacji z tym znaczącym Innym, która podtrzymuje przede wszystkim to jak my sami siebie widzimy. Obie ofiary Jacksona wielokrotnie powtarzały, że chciały mieć pewność – nawet po latach – że „Michael mnie kocha, zauważa, wspiera, śledzi moją karierę”. Uderzenie w Jacksona równało się ogołoceniu siebie samego z podmiotowości. I choć dokument jest oskarżeniem nie tylko Jacksona, ale całego otoczenia, które przymykało oczy i pozostawało głuche na krzywdę dzieci, to zarazem jest tego mechanizmu… obroną. Słuchając ofiar Jacksona, zaczynamy rozumieć dlaczego tak wielu fanów piosenkarza zareagowało na dokument ze wściekłością. Więź afektywna jaką ktoś ma z piosenkami Jacksona – czy to będzie zainteresowanie tańcem pod wpływem „Thrillera” czy wspomnienie randki z „You Are Not Alone” – będzie zbyt silna, by zerwać ją bez żalu. Konsekwencje tej patologicznej – choć pewnie koniecznej – identyfikacji wykraczają znacznie poza tak błahą sprawę jak muzyka pop. Ważność „Leaving Neverland” tkwi w tym, że lepiej zrozumiemy struktury emocjonalne pozwalające nam partycypować w ramach pewnych systemów – bez względu na to, czy będzie to III Rzesza, stalinizm, polska transformacja czy globalny kapitalizm jako taki. Ludzie bronią ks. Jankowskiego nie dlatego, że mają gdzieś pedofilię, tak jak obrońcy Balcerowicza niekoniecznie gotowi są narażać się w obronie doktryn ekonomicznych. Chodzi o zachowanie pewnej opowieści o nas samych, która podtrzymywana jest przez nasze inwestycje afektywne w tę czy inną postać, czy raczej w nasze wyobrażenie tej postaci.

Głos Lewicy

To ośmiesza PiS

– Nie jest to nominacja dyktowana kompetencjami – powiedział Janusz Zemke w programie „Fakty po Faktach” oceniając nominację Adama Adruszkiewicza na wiceministra cyfryzacji. – Jest to decyzja czysto polityczna, dyktowana jakąś nadzieją, że pan Andruszkiewicz skłoni jakąś część elektoratu skrajnie prawicowego do tego, żeby wspierać dalej PiS – podkreślił eurodeputowany SLD.

– PiS zamiast iść do centrum – co zapowiadał prezes jeszcze nie tak dawno – ocenił, że w centrum nie ma czego szukać i że trzeba pilnować, żeby na prawo od PiS nie pojawiła się jakaś siła polityczna. Pan Andruszkiewicz ma być jednym z elementów, żeby taka siła nie powstała. Moim zdaniem, jest to kalkulacja błędna. Ten pan już tyle razy zmieniał poglądy w swoim życiu, ma tak fatalne poglądy, że nie sądzę, żeby to PiS-owi pomogło. To ośmiesza w sumie PiS – stwierdził Zemke.

 

Mit charytatywy

Powoli zaczyna się marketingowy sezon na WOŚP. Przypomnę więc tylko, że to będzie już 27 rok i 27 finał z rzędu, a kolejki do lekarza są coraz większe i coraz trudniej w Polsce o dobrą i przystępną opiekę medyczną, a ludzie bogaci na stałe przerzucili się już na prywatę…

Tak więc cała liberalna teoria o zbawiennym wpływie prywatnej charytatywy i o wielkich skutkach jednodniowej zbiórki do puszek wygląda więc na skutecznie obaloną. WOŚP to opium coraz bardziej chorego ludu. Nasze zdrowie naprawdę nie zależy od tego, co wrzucicie do puszek. Zależy od tych, którzy rządzą państwem.

W zdrowym państwie nie ma potrzeby żadnych puszek – komentuje na swoim profilu fejsbukowym Tymoteusz Kochan.

 

Lis pilnuje kurnika

Jeśli jest dla nas oczywiste, że sędzia piłkarski nie bierze udziału w grze, dlaczego nie jest dla nas oczywiste, że pracownicy nadzoru bankowego od objęcia stanowiska aż do śmierci nie powinni móc posiadać ŻADNYCH instrumentów finansowych zarządzanych przez banki? Ich zarobki, oszczędności, zabezpieczenia na starość powinna obsługiwać instytucja, w której pracują. I tylko ona. Lis nie może pilnować kurnik – również na Facebooku zauważa Łukasz Moll.

Głos lewicy

Co dalej (robić) z lewicą?

 

Jesteśmy tam, gdzie wg Kisielewskiego jedni się mimo wszystko urządzają a nieliczni jednak szukają wyjścia. Polska lewica nawet ta ledwie nominalna ma za sobą błędy, wypaczenia i potknięcia. Ocena przeszłości nie powinna jednak służyć do rozliczeń, tym bardziej personalnych a do unikania tych samych błędów w przyszłości.
Problemy są w zasadzie w każdej z perspektyw, dalszej, ideologicznej i bliższej taktycznej.
O ile powrót do wartości socjaldemokratycznych można zauważyć np. Stanach Zjednoczonych gdzie rozwija się lewe skrzydło Partii Demokratycznej to w Europie, po za może Hiszpanią, lewica jest nadal na równi pochyłej.
W większość krajów Europy partie „starej” są raczej w rozsypce i nic nie wskazuje, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego coś może się poprawić. W Polsce jest cień szansy, że właśnie eurowybory mogą pozwolić lewicy na odbicie się od dna.
Tak się składa, że tylko lewica opowiada się w Polsce konsekwentnie za rozwojem projektu wspólnej Europy. Tylko lewica chciałaby dalszej integracji i wzmocnienia roli instytucji europejskich oraz zakresu współodpowiedzialności Europy nie tylko za polityką zagraniczną i obronną. Konieczna jest zmiana wspólnej polityki gospodarczej, szczególnie wobec globalnego kapitału globalnych firm.
Wyposażenie instytucji europejskich w narzędzia kontroli globalnego kapitału, uczynienie z Unii Europejskiej jednolitego obszaru podatkowego dla działających na tym terenie podmiotów gospodarczych, powinno się spodobać zarówno lewicowym wyborcom jak i prawicowym krytykom globalizacji.
Lewica nie powinna sprzeciwiać się dalszej integracji i współpracy na wszystkich również poza traktatowych płaszczyznach. Powinna również wypracować politykę współpracy ze wszystkimi sąsiadami Unii Europejskiej , włącznie z Rosją i krajami basenu Morza Śródziemnego.
Należąca do Europejskiej Partii Ludowej Platforma Obywatelska czy to sam, czy razem z pożartymi przystawkami, nie jest w stanie zaproponować żadnego nowego rozwiązania czy to w ramach Unii Europejskiej, czy na lokalnym Polskim gruncie. Nie ma żadnych przesłanek programowych, które mogłyby zachęć kogokolwiek, kto wcześniej nie był w PO, do wspólnego startu. Wiedzą o tym również w PSL i raczej nie zdecydują się na koalicję wyborczą, pomimo tego, że i tak należą do tej samej grupy w europarlamencie.
I ile PiS i jemu podobne ugrupowania są reliktami XIX wieku, to PO jest intelektualnie pusta jak wielkanocna pisanka.
Dla wyborów europejskich istotne będą dwie sprawy. Pierwsza to ewentualna zmian linii politycznej w Niemczech, która musi wpłynąć na całe liberalne centrum w Europie. Druga to związanie wyborów Europejskich z sytuacją polityczną wewnątrz poszczególnych krajów Unii. Szczególnie istotne będzie to we Włoszech, Hiszpanii i Francji. We Włoszech i Francji można się spodziewać dalszej dekompozycji sceny politycznej. W Hiszpanii pojawiła się opozycja neofaszystowska na prawo od Partii Ludowej co może wstrząsnąć sceną polityczną bardziej niż powstanie Podemos.
Powołanie nowej komisji europejskiej może okazać się bardzo problematyczne. Zbliżające się wybory europejskie mogą stać politycznym wstrząsem i spowodować kryzys o wiele większy niż Brexit.
Mobilizacja na lewej stronie polskiej polityki jest więc niezwykle ważna nie tylko dla Polski ale i dla całej Europy. Utrzymanie polskiej lewicy w europejskim parlamencie staje się niezwykle ważne. I mogłoby też dać sygnał do powrotu ugrupowania lewicowego do polskiej parlamentu – pisze na swoim blogu „Aristokr’s” Adam Jaśków.

 

 

Doczekaliście się!

 

I żeście się cieszyli jak nakręceni na myśl, że policja rozbije narodowców 11 listopada, żeście postulowali, żeby kiboli lać pałą i poszczuć koniem. Bez pomyślunku, że dzisiaj oni, jutro Wy. Zobaczyliśmy dzisiaj demokratyczne standardy – które wcale nie zaczęły się za PiS: prowadzenie uczestników marszu dla klimatu w kordonie sanitarnym, policyjną inwigilację, prowokacje, bezpodstawne aresztowania, kilkukrotne przeszukiwanie autokarów po drodze. Tak wygląda państwo policyjne, pacyfikacja swobód obywatelskich, kupowanie przez elity bezpieczeństwa pod pretekstem zapewniania go nam i poprzez przekupywanie karierą w służbach mundurowych – komentuje zabezpieczenie COP24 Łukasz Moll.

Głos lewicy

Dość marnowania głosów!

 

Włodzimierz Czarzasty udzielił obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Oto jego fragment:

 

W dziewięciu sejmikach SLD weszło w koalicję z KO i PSL. Jak się negocjuje ze Schetyną?

Nie czuję się w tych rozmowach Kopciuszkiem. Zresztą nikt tam też nie czuje się gigantem – w wielu województwach przewaga naszej koalicji to jeden głos i nie ma znaczenia, czy masz dwudziestu radnych, czy dwóch, skoro i tak potrzeba wszystkich. Najważniejsza jest lojalność, współpracujemy z tymi partiami, które słowa Europa i konstytucja odmieniają w ten sam sposób.

 

Gdy w powiecie koneckim SLD stworzyło koalicję z PiS, pan natychmiast to ukrócił. Teraz okazuje się, że Koalicja Obywatelska również wchodzi w koalicję z PiS – w powiecie lubartowskim, w Bytomiu…

Ja nie wyobrażam sobie współpracy z PiS na żadnym poziomie. W imię dobrosąsiedzkich stosunków nie chcę się odnosić do tego, co robi Platforma, Nowoczesna, czy PSL, bo układamy sobie trudną współpracę.

 

SLD cały czas wysyła sygnały, że szuka koalicjantów.

Bliskie jest mi myślenie Włodzimierza Cimoszewicza, który napisał w „Wyborczej”, że cała opozycja powinna wystawić wspólny blok pod hasłem „Europa”. W tych wyborach chodzi o zagwarantowanie, żeby nikt Polski nie chciał z Unii wyprowadzić, bo codziennie obserwujemy, jak wygląda brexit. Drugim elementem jest obrona konstytucji oraz zasad praworządności, i to też nie podlega dyskusji.
Ale ja bym wolał, by zamiast jednego bloku europejskiego powstały dwa: liberalny i lewicowy. I ten blok lewicowy chciałbym współtworzyć. W SLD Lewica Razem już połączyli się ludzie z 22 podmiotów, m.in. z Unii Pracy, PPS, SDPl, Inicjatywy Feministycznej. Teraz naszymi podstawowymi ogólnopolskimi partnerami muszą być Partia Razem, środowisko Zielonych i struktury, które tworzy pan Biedroń. Jeśli nie powstanie blok lewicowy, to dyskusja na temat praw kobiet, świeckiego państwa i sprawiedliwszego systemu podatkowego może na kilka lat zostać zawieszona.

 

 

Polityczna hipokryzja dotyczy wszystkich partii

 

Łukasz Moll wypowiedział się na Facebooku na temat radnych, oskarżanych o „sprzedanie się” w sejmikach:

Czy jeśli w wykrzykiwaniu „zdrajca” i „sprzedawczyk” pod adresem śląskiego radnego wojewódzkiego z Nowoczesnej, który odszedł do PiS, dając im większość potrzebną do rządzenia, chodziło o zasady, o demokrację, o przyzwoitość, to czy ci wszyscy postępujący w imię zasad przyzwoici demokraci rzucą się teraz na podlaskich radnych PiS, że zdradzili i sprzedali się PO? Konsekwencja by tego wymagała.
Ale dajmy spokój tej obłudzie. Obie te sytuacje – ze Śląska i z Podlasia – dowodzą jedynie tego, że nawet regionalne kadry PiS i PO nie wierzą w serwowaną nam przez swoich liderów i okraszoną wielkimi słowami („walka o demokrację”, „walka z układem”) opowieść. Dogadują się, zmieniają partnerów i barwy partyjne tak jak im w danym momencie pasuje. Całe to wyszukiwanie sprzedajnych kurew po obu stronach jest o tyle groteskowe, że odbywa się w jednym wielkim burdelu. A my za to wszystko płacimy.
Chociaż rozumiem, że emocje nakazują jeździć po tych politykach, którzy w warunkach skrajnej polaryzacji skaczą z kwiatka na kwiatek, to pretensje powinniśmy kierować przede wszystkim do zarządców tego przybytku: jak to świadczy o wiarygodności ich formacji, skoro polityczne „kurestwo” stało się modus operandi nawet w warunkach wojennych?
Pora przejrzeć na oczy, zerwać z tym PO-PiSowym szantażem, olać te przepychanki i rozmawiać o lepszej Polsce.

Głos lewicy

Granty, wnioski i niesprawiedliwość

 

Łukasz Moll krytykuje system przyznawania grantów i finansowania nauki na polskich uczelniach wyższych:

Sukces w postępowaniu grantowym to w dużej mierze, owszem, wynik ciężkiej pracy i talentu, ale te zdecydowanie nie wystarczą. Potrzebne jest zwykłe szczęście – to, żeby trafić na kompetentnych, a przy okazji nieuprzedzonych do tematu czy paradygmatu recenzentów. Niezbędny jest know how jak w ogóle pisać takie wnioski – to coś, czego nie nabywa się w toku kształcenia, coś, co ktoś bardziej doświadczony w tej materii musi Ci pokazać. Wobec tego nie obędzie się bez znajomości. Te mają niebagatelne znaczenie przy wyborze opiekuna projektu. Ze swoim tematem i obszarem zainteresowań na moim uniwersytecie nie znalazłbym absolutnie nikogo, kto miałby dorobek pozwalający wnioskowi przejść przez sito oceny. Oznacza to, że w wielu przypadkach trzeba uciec z peryferii do centrum – co też zrobiłem – a tego nie da się zrobić bez odpowiedniej sieci kontaktów, przy zdobywaniu której znowu odgrywają role rozmaite czynniki, na które nie do końca mamy wpływ.
Poza tym robota nad tym wnioskiem jest niewdzięczna. W przypadku porażki cały trud idzie po prostu na marne. Dołujące są negatywne opinie recenzentów, jeśli w oczywisty sposób wynikają z niekompetencji. Od takich recenzji nie ma ścieżki odwoławczej. Cały proces oceny jawi się jako obiektywny i merytokratyczny, stąd jeśli się nie udaje zaczynamy nadmiernie szukać winy po swojej stronie – przejrzenie tego, jak ten system działa, jak arbitralnie odsiewa jednych i wspiera drugich, wymaga odpowiedniego rozpoznania. Posiadanie go frustruje dodatkowo, bo co nam po takiej wiedzy, skoro nie jest premiowana?
Inaczej wreszcie aplikuje się o grant, gdy ma się stabilną sytuację zawodową albo jakieś zabezpieczenie materialne i wtedy to jest po prostu wzmocnienie naszego potencjału badawczego, szansa na wskoczenie na wyższy poziom, a inaczej, gdy grant jest dla Ciebie – tak jak dla mnie – ostatnią deską ratunku, która pozwoli Ci się utrzymać na powierzchni i pracować w zawodzie przynajmniej przez jakiś czas, a być może otwiera Ci drogę do stałego zatrudnienia w przyszłości.
Wiem, ilu bezsprzecznie bardziej zdolnych, pracowitych i interesujących ode mnie młodych akademików grantu nie dostało. Wiem też, ilu wyraźnie słabszych niż ja się na niego załapało. Biorąc to wszystko pod uwagę, nigdy nie będę jednym z tych, którzy powiedzą „jak najwięcej grantów, premiować tylko najlepszych, obiektywnie weryfikować czyjeś zdolności, nie dawać kasy byle komu”. Wystarczająco długo byłem tym „byle kim”, żeby widzieć się teraz po drugiej stronie.

Głos lewicy

Socjalistą być

Piotr Ikonowicz wyznaje na Facebooku:

Bycie socjalistą w dzisiejszej Polsce wymaga odwagi i rozumu. Liberałowie szydzą z naszych marzeń o Polsce sprawiedliwej, w której mieszkanie, leczenie nie jest przywilejem tylko prawem, gdzie pracowników traktuje się z szacunkiem i godnie się ich wynagradza. A tzw. „prawdziwi Polacy” wyzywają nas od komuchów. Kiedy odsłaniano pomnik Ignacego Daszyńskiego, jednego z tych wielu socjalistów, którzy doprowadzili do Niepodległości w 1918 roku, poczułem dumę, że tak jak on, jak Stefan Okrzeja, Kazimierz Pużak, Mieczysław Niedziałkowski, jestem socjalistą. Bo walka o Polskę sprawiedliwą to jest prawdziwy patriotyzm. My, socjaliści broniąc słabszych przed przemocą ze strony możnych i bogatych uprawiamy ten patriotyzm na co dzień.

 

Prawicowy sojusz

Łukasz Moll zastanawia się nad korzyściami sojuszu narodowców z rządzącymi:

Powiem szczerze, że dla mnie takie sklejenie modelu patriotyzmu według PiS z narodowcami wydaje się korzystne. Narodowcy są PiS potrzebni jako ekstremum, które umożliwia przesuwanie sceny politycznej w prawo, ale zblatowanie z nimi jest niebezpieczne wizerunkowo, z czego w PiS zdają sobie sprawę i stąd ten kordon oddzielający jednych od drugich na marszu.
Sądzę jednak, że to sąsiedztwo zaszło właśnie na tyle daleko, że rosnąć będzie zapotrzebowanie na alternatywny model wspólnoty, być może na inny typ patriotyzmu, być może jakiś europeizm, internacjonalizm czy kosmopolityzm, a najpewniej wyjdzie z tego jakaś hybryda tych typów idealnych, która pozwala urządzać wspólnotę do wewnątrz i na zewnątrz. Inne siły polityczne to dostrzegają, na lewicy Biedroń sięga po Kościuszkę jako rzecznika patriotyzmu demokratycznego i postępowego, a SLD i Razem po socjalistę Daszyńskiego.
Obawiam się jednak dwóch scenariuszy. Pierwszy: reakcją na nacjonalistyczny projekt PiS i skrajnej prawicy będzie jakiś płytki anty-patriotyzm, śmieszkowo-ironiczny stosunek do polactwa, takie manifestacyjne wycofywanie się z polskości. On już jest niestety rozpowszechniony. Niestety, bo po prostu nie działa.
Drugi: że nawet najfajniejszy patron, symbol, idea czy święto nie chwycą jeśli nie będzie wokół niego czytelnego projektu politycznego, z którym będzie można się utożsamić w taki emocjonalny sposób i – co więcej – ta emocjonalność, zwłaszcza w naszych warunkach, musi być nie tylko pozytywno-uśmiechnięta, ale także negatywno-wkurwiona. Na tym polu śmiertelnym zagrożeniem dla lewicy będzie Tusk, którego powrót do polskiej polityki będzie oznaczał próbę wskrzeszenia projektu liberalno-konserwatywnego, który zaostrzy wojnę PO-PiS i jeszcze bardziej zmarginalizuje lewicę. Tak, chcę Wam powiedzieć, że rywalizując z PiS, lewica powinna wspólnie z nią zwalczać Tuska i odesłać formację neoliberalną na boczny tor, gdzie w swoim skisłym sosie ta będzie mogła stawiać pomniki bohaterom polskiej transformacji i gratulować sobie sukcesu, którego zmanipulowani, głupi rodacy nie potrafią dostrzec.

 

Niesprawiedliwość

Ryszard Szarfenberg dostrzega słabe punkty Rodziny 500 plus:

500+ a samotne/samodzielne rodzicielstwo dwójki lub więcej dzieci: „Świadczenie wychowawcze na dane dziecko nie przysługuje, jeżeli osobie samotnie wychowującej dziecko nie zostało ustalone, na rzecz tego dziecka od jego rodzica, świadczenie alimentacyjne na podstawie tytułu wykonawczego”. Cel przepisu: „uszczelnianie” przed wyłudzaniem 500+ na pierwsze lub jedyne dziecko przez fikcyjnych samotnych rodziców. Pytanie: a co z drugim dzieckiem, na które 500+ należy się bez kryterium, a więc nie może być ono teoretycznie wyłudzone? Jeżeli 500+ nie zostanie przyznane na drugie i kolejne dzieci samotnemu rodzicowi, bo nie ma ustalonego świadczenia alimentacyjnego, to będzie niesprawiedliwe i dyskryminujące dla tych dzieci.

Głos lewicy

Pan w sklepie

Wpis prof. Magdaleny Środy na Facebooku wywołał poruszenie:
Powiało optymizmem. Pan w dzielnicowym sklepie, powiedział, że nic mi nie sprzeda jeśli nie obiecam, że będę głosowała na Trzaskowskiego. Obiecałam. Tłumaczył swój pryncypializm tym, że zaroiło się od „obcych” ludzi, co to przyjechali do Warszawy wspierać farbowanego lisa z Opola. „A jaki mają język?! Słyszy pani te k… latające w powietrzu? To „nowi Warszawiacy”. PiS ma wielkie pieniądze, a metody działania tej partii nie są ograniczone żadną etyką, żadnym dobrem wspólnym, żadną religią, to czysty nihilizm, stać ich więc na wszystko. Jeśli Warszawa się podda to koniec z tym miastem, tak jak koniec demokracji zbudował nam inny farbowany lis (choć to może raczej coś na kształt ryby), który udawał kandydata na prezydenta wszystkich Polaków, a został podnóżkiem podnóżków prezesa. Uwaga na oszustów! Warszawa to nowoczesne miasto, nie kruchta, nie pisoland, nie jakiewo… Dziś obowiązek głosowania jest absolutnie fundamentalny.

 

Polityczni celebryci niczego się nie uczą

Poruszył on między innymi także Łukasza Molla:
A tak wygląda liberalna rasistka z Warsiawy. Mój ruski szampan na drugą turę już się mrozi. Tak, wiem, że radość z cudzego wypadku to niski instynkt, ale skoro wieczór wyborczy na pewno nie będzie dla mnie szczęśliwy to niech chociaż będzie wesoły. Brakować mi będzie rozdziawionej paszczy wieszcza Wajdy i rozzłoszczonego na polactwo niczym sam Zbigniew Stonoga profesora Bartoszewskiego, ale póki są Środa, Żebrowski, Holland, Lis i Stuhr, będę się bawił wybornie obserwując jak te wszystkie najtęższe umysły, tak bardzo europejskie, otwarte i krytyczne wypuszczą z siebie jedynie skowyt, pogardę dla współobywateli i inne znacznie niższe instynkty niż moje cyniczne upajanie się ich klęską. A potem jak zwykle niczego się nie nauczą. Sam nie miałbym jednak w sobie tyle obrzydliwości, żeby przyłożyć rękę do triumfu Jakiego – tyle obrzydliwości, ile oni mają, żeby widząc to, co widzą, iść w zaparte, najbardziej elitarną ścieżką z możliwych i z paluszkami złożonymi w symbol victorii lansować kandydata jednej z dwóch sitw tak jakby szykowali się do obalenia okupanta z samym Piłsudskim pod rękę.

Głos lewicy

Szermierze prawości

– Jeśli prezes PiS nie chce, żeby wszystko więdło w partii, to powinno się pomóc pakować premierowi rzeczy w Radzie Ministrów – powiedział Jerzy Wenderlich w Radio TOK FM.
Zdaniem wiceprzewodniczącego SLD Marek Falenta, mówiąc, że ma sekstaśmy na polityków PO, rzuca partii rządzącej koło ratunkowe. W rozmowie z Janem Wróblem apelował, by poczekać na dalszy rozwój wypadków. Zaznaczył jednak, że „te różne ośmiorniczki, które zmiotły z grona rządzących Platformę Obywatelską, wyglądają, jak zwykła kromka chleba, przy tym, co mówił na taśmach pan Morawiecki”.
– Jak ci szermierze prawości i sprawiedliwości skakali na te taśmy z „ośmiorniczkami, z „teoretycznym państwem” – przypomniał polityk i podkreślił, że dzisiaj ci sami ludzie bagatelizują nagrania z udziałem Mateusza Morawieckiego. – Premier (na nagraniach – red.), mówi, że jeśli będą przebywać imigranci, to trzeba strzelać. Świadczy to o ułomności jego myślenia, dramacie osobowościowym. Nie brzmi mi to jak przenośnia, tylko stan umysłu – stwierdził gość TOK FM.

 

Taśmy Morawieckiego

Z punktu widzenia taśm Morawieckiego – afery rządowej, która w tej czy innej formie była tak przewidywalna jak to, że zima zaskoczy kiedyś drogowców – myślę sobie, że to straszna szkoda, że gdzieś tak jeszcze w schyłkowej fazie rządów PO, już po pierwszej aferze taśmowej, która uderzyła mocno w polityków tamtej partii, nie zawiązała się jakaś nowa populistyczna partia, idąca z przekazem „oni wszyscy muszą odejść”, „mamy dość kasty polityków, bankierów, hierarchów kościelnych, medialnych autorytetów”. Wiecie, partia taka w stylu hiszpańskiej Podemos – lewicowa, ale nieepatująca tradycyjną symboliką, która w Polsce jest niezrozumiała albo się źle kojarzy, tylko opracowująca nową, dostosowaną do aktualnych realiów.
Myślę sobie, że taka raczkująca partia mogłaby – przy tych dobrych wiatrach – powalczyć o wejście do Sejmu. No, może przesadzam, ale na pewno mogłaby przekroczyć 3 proc. i dostać subwencję z budżetu na kolejne 4 lata. I z PiS u władzy konsekwentnie iść z tym samym przekazem, co przy PO, czekać aż wybije szambo. Zamiast dać się sterroryzować do przyznania, że PiS jest gorszy od PO, zagrać makiawelicznie – mówić: „Poczekajcie, PiS na razie jest lepszy od PO, ale jeszcze zobaczycie! Dali 500+, przywrócili niższy wiek emerytalny, podnieśli płacę godzinową – ale poczekajcie! Tak, mówią, że rozprawią się z kastą sędziowską (jakie tam wolne sądy, bujda!), ale zobaczycie, wsadzą swoją. Jeszcze się przekonacie! O, zobaczcie, znów się chcą przypodobać biskupom z tą aborcją. Mówicie, że w innych kwestiach będzie inaczej? Dobra, możemy się założyć, że macie rację. Na razie są lepsi niż PO, jasna sprawa, ale poczekajcie. O, patrzcie na Misiewicza. Odosobniony przypadek, mówicie? Spoko, tak sobie to tłumaczcie. O, a taśmy Morawieckiego jak wytłumaczycie? Co, przyznajecie, że jednak PiS tak samo zły jak PO? Że to jedna banda? Tak? No to o co szedł ten zakład? Że jak wyjdzie na nasze, to głosujecie na nas? No to wszyscy RAZEM, na pełnej: PiS-PO-jedno zło!”.
Straszna szkoda, że taka sekwencja się nie wydarzyła. No, ale kto mógł przypuszczać, że tak będzie te trzy czy trzy i pół roku temu. I efekt pewnie będzie w końcu taki jak zawsze. Ta afera obali tych, przyjdą tamci – dotrwają do swojej własnej afery. W międzyczasie wrócą ci pierwsi, przefarbowani albo nie – aż znowu wybije szambo i dojdzie do zamiany miejsc. Społeczeństwo jest na to nieproduktywne wahadło skazane, a kasty traktują je jak huśtawkę, z której nie można spaść.
No, ale mądry lewak po szkodzie.

Tako rzecze Łukasz Moll.