Śląska flaga na Rysach

Dzień Śląskiej Flagi, przypadający 15 lipca, efektowną inicjatywą uczcił poseł Lewicy Maciej Kopiec.

Tego dnia na ulicach i budynkach w miastach na Śląsku powiewały żółto-niebieskie barwy regionu. W ten sposób przypomniano, że równo sto lat wcześniej uchwalony został Statut Organiczny Województwa Śląskiego, nadający województwu szeroką autonomię w ramach II Rzeczypospolitej. W Katowicach zaczął pracę Sejm Śląski, który miał w swoich kompetencjach m.in. uchwalanie własnego budżetu, który zasilał Skarb Śląski. Tekst statutu zawierał 45 artykułów. Podczas prac nad nimi dążono do zachowania równowagi między samorządnością regionu a zwierzchnictwem władzy państwowej. Autonomiczne woj. śląskie przestało działać we wrześniu 1939 r. wraz z okupacją i przyłączeniem do III Rzeszy. W 1945 r. zostało ostatecznie zlikwidowane.

Lokalni śląscy aktywiści w samych tylko Katowicach rozwiesili ponad setkę flag, m.in. w tak symbolicznych miejscach, jak górnicze osiedle Nikiszowiec. „Fana”, czyli po śląsku flaga, w lokalnych barwach pojawiła się też na budynkach władz miejskich i najbardziej reprezentacyjnych ulicach w Chorzowie czy Rudzie Śląskiej.

Śląski sztandar załopotał również w najwyższym punkcie Polski – na szczycie Rysów. Wniósł go tam parlamentarzysta Lewicy, urodzony w Wodzisławiu Śląskim, związany z Rybnikiem Maciej Kopiec, razem ze swoim zespołem.

– Postanowiliśmy połączyć miłość do gór i do Śląska – mówi poseł o swojej inicjatywie. Zaznacza również, że flaga, która brała udział w tym szczególnym happeningu, trafi na licytację w ramach najbliższego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Śląsk zlekceważony

W odpowiedzi na interwencję poselską parlamentarzystów Lewicy – Macieja Kopca i Macieja Koniecznego – Polska Grupa Górnicza i Jastrzębska Spółka Węglowa zapewniają, że zrobiły wszystko, by chronić górników przed koronawirusem. Tymczasem liczba zachorowań wciąż rośnie…

Według stanu z soboty 13 czerwca pracowników kopalń zakażonych koronawirusem było już 5400. Wcześniej, 8 czerwca, minister Jacek Sasin razem z ministrem Łukaszem Szumowskim był zmuszony ogłosić, że 11 kopalń bądź ich części (ruchów) nie będzie do końca czerwca prowadzić wydobycia. Związki zawodowe przyjęły tę decyzję różnie. Według regionalnej „Solidarności” nie wolno zamykać kopalń, bo istnieje ryzyko, że nigdy już nie zostaną otwarte. Inne organizacje aprobują przyjęte rozwiązania i zapowiedź postojowego w wysokości 100 proc. górniczej płacy. Jednak, jak zauważył Bogusław Ziętek z „Sierpnia’80”, nawet jeśli spółki górnicze robiy, co mogły, kopalnie powinny były zostać zamknięte już na początku maja.

Czy mogło być inaczej?

Już w styczniu, wraz z posłami i posłankami Lewicy alarmowaliśmy o możliwym zagrożeniu pandemią. Nikt nie słuchał, nikt nie odpowiadał – mówi „Dziennikowi Trybuna” poseł Lewicy Maciej Kopiec, wybrany z jednego z okręgów na Śląsku. W jego przekonaniu rozwiązanie zadowalające wszystkie strony istniało.

W sytuacji, w której nie można zamknąć całkowicie kopalń, a jednocześnie wiemy, że zagrożenie może nastąpić – należało ograniczyć pracę kopalń do niezbędnego minimum, zapytać górników czy zgodzą się na pobyt w zagwarantowanych przez państwo, wydzielonych miejscach noclegowych, odpowiednio gratyfikując niedogodności – i co miesiąc zmieniać skład na kolejnych chętnych, przebadanych na obecność wirusa – powiedział nam parlamentarzysta. – Takie ograniczenie czy też izolacja (podkreślam, dla górników, którzy wyrażą na to zgodę i dostaną odpowiedni dodatek do wypłat), zminimalizowałoby w mojej ocenie ilość zachorowań i pozwoliło na funkcjonowanie kopalń bez potrzeby ich całkowitego zamykania.
Ani Polska Grupa Górnicza, ani Jastrzębska Spółka Węglowa nie zdecydowały się na podobny ruch. Kopalnie działały, chociaż, jak zwraca uwagę Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka i inżynier górniczy, podczas zjazdu na dół i pracy przy wydobyciu nie ma mowy o zachowaniu dystansu społecznego. Posłowie Lewicy w maju zapytali, co w takim razie zrobiono dla uchronienia pracowników przed pandemią.

Pestki dyni

Skrzętnie ułożone odpowiedzi, stwierdziły, że ze strony zarządu kopalń wszystko jest w jak najlepszym porządku. Uniknięto odpowiedzi na pytanie, kto konkretnie jest odpowiedzialny za zdrowie górników, ich zabezpieczenie oraz stan epidemiczny – mówi nam Maciej Kopiec. – Według pism, wdrożono obostrzenia: „zakaz korzystania z tabaki” oraz „zakaz spożywania słonecznika oraz pestek dyni” na terenie wyrobisk dołowych.
Posłowie Kopiec i Konieczny czekają jeszcze na odpowiedź Jacka Sasina, do którego także wystosowali interpelację, pytając, co z kolei dla górników zrobiło Ministerstwo Aktywów Państwowych.

Zlekceważeni górnicy

Śląski parlamentarzysta nie ma wątpliwości: górników, czy też szerzej, mieszkańców Śląska, rząd potraktował skandalicznie.

To, że rząd ich zlekceważył, nie jest moją oceną. To fakt, który potwierdza ilość osób, narażonych przez niewłaściwą walkę z pandemią, na zachorowanie. To fakt, że w sytuacji, w której brakuje środków ochronnych na kopalniach, minister Sasin lata rządowym śmigłowcem na briefingi prasowe na Śląsku. To także fakt, że z dostarczonych zbyt późno maseczek robi się wydarzenia medialne – podsumowuje poseł Kopiec. – Na koniec – to fakt, że minister Szumowski mówi, że to my, Ślązacy i Ślązaczki odpowiadamy za zarazę, której jesteśmy punktem centralnym. Trudno to skomentować, nie domagając się dymisji panów Sasina i Szumowskiego, co w każdym kraju, którego ustrój oparty jest na cywilizowanej demokracji – miałoby miejsce.

Na ratunek małym browarom

– Do mojego biura poselskiego wpłynęły niepokojące sygnały od mikrofirm specjalizujących się w sprzedaży autorskiego alkoholu, głownie piwa – pisze poseł Maciej Kopiec, jeden z parlamentarzystów Lewicy, do Ministerstwa Rozwoju.

Tego, że zamknięcie lokali gastronomicznych, pubów i klubów (obecnie już „tylko” ograniczenie ich działalności) będzie mieć fatalne skutki dla producentów alkoholu, można było się domyślić. Zgodnie z kapitalistyczną logiką w najgorszej sytuacji znalazły się małe, lokalne podmioty – zarówno browary, jak i składy win. Sprzedaż w takich miejscach spadła wskutek pandemii do 10-20 proc. dawnej wartości! W obronie tych drobnych biznesów wystąpił poseł Maciej Kopiec.

Parlamentarzysta w interpelacji przesłanej do Ministerstwa Rozwoju – a więc na ręce jednej z głównych autorek „tarcz antykryzysowych”, minister Jadwigi Emilewicz – zauważył, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy w restauracjach, barach czy klubach wróci stan rzeczy sprzed pandemii, a także, czy częściowe zdejmowanie ograniczeń w pracy takich miejsc zachęci klientów do korzystania z ich usług. Jak więc można wesprzeć małe browary, których produkty mają przecież w Polsce wielu miłośników?

– Polska jest jedynym z nielicznych krajów, w których nie można sprzedawać alkoholu w sieci – pisze poseł, zauważając następnie, że ustawa regulująca handel alkoholem liczy sobie blisko 40 lat. Pochodzi z 1982 r., gdy handel – czymkolwiek – wyglądał w Polsce zupełnie inaczej niż dziś.

– Czy rząd jest świadom konsekwencji ekonomicznych i społecznych przewidywanych upadków małych, krajowych firm zajmujących się produkcją piw i i win na małą skalę? – pyta dalej Maciej Kopiec. – Czy w ramach opracowywania strategii walki z koronawirusem rząd rozważał wprowadzenie internetowej sprzedaży alkoholu ze względu na ich większe bezpieczeństwo w relacji do utrzymanej i stale rosnącej sprzedaży detalicznej w sklepach?

To kolejna z interpelacji kierowanych przez posłów Lewicy w szczegółowych sprawach związanych z walką z efektami pandemii. Oby nie pozostała, jak niektóre poprzednie, bez odpowiedzi.

Lewica po stronie górników

Jak Polska Grupa Górnicza przygotowywała się na epidemiczne zagrożenie? Czy i jak zamierzała chronić pracowników? Posłowie Lewicy przeprowadzili interwencję poselską w siedzibie spółki w Katowicach. Jeśli ich wątpliwości nie zostaną rozwiane, pójdą do prokuratury.

Interwencję poselską przeprowadzili Maciej Konieczny i Maciej Kopiec. Parlamentarzyści oczekują, że Polska Grupa Górnicza udostępni im wykaz procedur sanitarnych, jakie zostały wdrożone w kopalniach po 20 marca, gdy w Polsce zaczął obowiązywać stan epidemii, przedstawi zlecenia zakupów środków ochronnych dla pracowników (maseczek i płynów do dezynfekcji), codzienne raporty z pomiarów temperatury pracowników oraz wybrane protokoły z posiedzeń zarządu spółki. Konkretnie parlamentarzyści zwracają się o udostępnienie sprawozdań z zebrań, na których zdecydowano o kontynuowaniu wydobycia po ogłoszeniu stanu epidemii oraz o przeprowadzeniu masowego testowania górników na obecność koronawirusa. Pytania dotyczą kopalń węgla kamiennego Wujek, Piast-Ziemowit, ROW, Murcki-Staszic, Sośnica, Mysłowice-Wesoła, Bolesław Śmiały. To tam odnotowano najwięcej zakażeń, a wydobycie musiało zostać ograniczone.

Posłowie zwrócili się również o udostępnieniem im całej korespondencji prowadzonej przez PGG ze Śląskim Państwowym Wojewódzkim Inspektoratem Zdrowia po 20 marca włącznie.

Porzucony Śląsk

– Interweniujemy, ponieważ mamy wrażenie, że władza centralna kolejny raz potraktowała Śląsk jako kolonię taniej siły roboczej, o którą nie trzeba dbać, na końcu mówiąc nam, Ślązakom i Ślązaczkom, że to my jesteśmy winni temu, że pandemia wciąż trwa – skomentował działania posłów Maciej Kopiec. Odniósł się do rządowych komentarzy, sugerujących, że w całym kraju epidemia dogasa i tylko Śląsk, gdzie trwa masowe testowanie górników i są ujawniane kolejne pozytywne wyniki, jest niechlubnym wyjątkiem.

– Jeżeli nie dostaniemy żądanych informacji, albo też wyjaśnienia okażą się niewystarczające, zwrócimy się do prokuratury, aby zbadała, czy życie i zdrowie górników zostało bezprawnie narażone na szwank – zapowiedział z kolei poseł Maciej Konieczny. O to, by zaalarmować organy ścigania, apelował wcześniej na konferencji prasowej w Katowicach, wspólnej z posłami i kandydatem Lewicy na prezydenta Robertem Biedroniem, Andrzej Chwiluk ze Związku Zawodowego Górników.

Sprawiedliwa transformacja

Na konferencji tej mówiono nie tylko o najbardziej aktualnych problemach górników. Politycy Lewicy przypomnieli, że miejsca pracy przy wydobyciu węgla nie są wieczne, zwłaszcza wobec trwającego kryzysu klimatycznego, a obowiązkiem rządu jest przygotować plan sprawiedliwej transformacji.
– Cały świat będzie odchodził od starych form przemysłu, a w jego miejsce pojawią się nowe. I od tego, czy my będziemy mieli plan transformacji będzie zależało czy Śląsk będzie w awangardzie tych zmian czy zostanie w tyle – komentuje Maciej Konieczny. Zauważył, że obecnie tego planu nie ma. Górnicy na przemian słyszą, jak wielkie znaczenie ma ich praca i dowiadują się, że wydobycie w tej czy innej kopalni jest nieopłacalne. Dla tracących pracę nie ma innej oferty niż osławione „radźcie sobie”.

– Musimy być przygotowani na to, żeby w miejsce tych dobrze płatnych, jak na polskie warunki, uzwiązkowionych miejsc pracy w kopalniach pojawiły się co najmniej równie dobre miejsca pracy w nowym Zielony Przemyśle. Równie dobre miejsca pracy w przemyśle, które także będą dobrze płatne, które będą stabilne i które będą uzwiązkowione. To, na co się nie godzimy, to żeby zamknąć kopalnie i jakoś to będzie – oznajmił poseł wybrany z listy Lewicy w Katowicach. – . Bo „jakoś to będzie” to są śmieciówki, „jakoś to będzie” to jest pomiatanie pracownikiem i na to Lewica nigdy się nie zgodzi.

Piosenka o szatkowaniu

Inicjatywę polskich raperów, zbierających pieniądze na rzecz lekarzy walczących z koronawirusem, poseł Janusz Korwin-Mikke wykorzystał do śpiewania o wieszaniu i szatkowaniu socjalistów. Sejmowa Lewica złożyła już zawiadomienia do prokuratury i do Komisji Etyki Poselskiej.

W krótkim klipie poseł Konfederacji wymachuje bronią i wielokrotnie powtarza hasło znane z nacjonalistycznych demonstracji – to o wieszaniu na drzewach. Zapowiada również uwięzienie wszystkich demokratów, a socjalistów chciałby kastrować i szatkować. O samym celu zbiórki i koronawirusie w klipie nie słychać. Są też za to obelgi także pod adresem PiS; wszak według posła Konfederacji to też lewica.

Zwolennicy skrajnie prawicowego polityka, sądząc po reakcjach na portalach społecznościowych, są zachwyceni. Krytykom odpowiadają: to nie mowa nienawiści, to korzystanie z prawa do artystycznej ekspresji!
Parlamentarzyści Lewicy za dobrze jednak pamiętają, czym w polskiej historii – nie tak odległej – kończyło się nawoływanie do politycznej przemocy, w dowolnej formie.

Nie dla nienawiści

Są granicę dobrej zabawy, składamy doniesienie do prokuratury – informuje Hanna Gill-Piątek, łódzka posłanka Lewicy – nie ma zgody na jawne podżeganie do zabójstwa czy aktów przemocy wobec przeciwników politycznych. Tak zginęli Gabriel Narutowicz, Paweł Adamowicz czy Marek Rosiak, polityk PiS zastrzelony dziesięć lat temu w Łodzi w biurze poselskim. To nie są żarty, tylko paragrafy. Liczymy na szybką reakcję organów ścigania.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 119 par. 1 Kodeksu Karnego złożyła do Prokuratury Rejonowej w Otwocku grupa posłów i posłanek: obok cytowanej Gill-Piątek także Anita Kucharska-Dziedzic, Robert Obaz, Marek Rutka, Katarzyna Ueberhan, Katarzyna Kotula, Maciej Kopiec, Paweł Krutul oraz Monika Falej. Parlamentarzyści Lewicy, którzy od lat walczą z dyskryminacją i mową nienawiści zatruwającą polską debatę publiczną, są szczerze oburzeni.

Faszyści w garniturach

– Janusz Korwin-Mikke wykorzystał akcję charytatywną podżegając do nienawiści. Dwa dni po zakończeniu II Wojny Światowej padają takie słowa, jak „pieprzeni socjaliści mają wisieć zamiast liści” czy „Trzeba wziąć takiego drania, obciąć jaja albo gorzej”. Takie wypowiedzi w ustach posła oznaczają, że możemy zacząć bać się o własne życie. Faszyści w garniturach, nie mogą być tolerowani w przestrzeni publicznej! – komentuje Monika Falej.

Niepokojące analogie między klipem Korwin-Mikkego a nagonką rozpętaną przez endecką prasę bulwarową przeciwko osobie Gabriela Narutowicza dostrzega również posłanka Katarzyna Kotula.

– Korwin-Mikke w uwielbianej przez siebie konwencji skandalisty miesza Boga z bronią i życzy ludziom o innych poglądach śmierci. Niestety właśnie dołączył do tych, o których Tuwim pisał po zabójstwie Narutowicza, że “krzyż mieli na piersiach, a browning w kieszeni”. Smutne, że musi uciekać się do takich brzydkich chwytów żeby tylko pozostać w polityce – stwierdziła.

Komisja Etyki rozstrzygnie

Poseł Maciej Kopiec zainteresował sprawą agresywnego klipu również sejmową Komisję Etyki. To czteroosobowe ciało, złożone z przedstawicieli czterech największych sejmowych klubów, ma kompetencje raczej symboliczne: posła, który łamie zasady etyki dla parlamentarzystów, może ukarać zwróceniem uwagi, upomnieniem lub naganą. Nawet taki gest byłby jednak ważnym sygnałem, że na pewne zachowania posłów nie ma przyzwolenia.

– W związku z kolejnym już – w mojej opinii – niegodnym posła na Sejm RP, zachowaniem posła Konfederacji Janusza Korwina-Mikkego, apeluje do Komisji Etyki Poselskiej o zdecydowaną reakcję. Przez 30 lat obecności na scenie politycznej Korwin-Mikke nie nauczył się elementarza parlamentaryzmu, stosuje mowę nienawiści, nawołuje do mordowania ludzi i cynicznie wykorzystuje swoją pozycję do szkalowania osób o odmiennych poglądach politycznych. Stanowczo protestuję przeciwko głoszeniu tez, jakoby Polki i Polacy nie zgadzający się z poglądami Konfederacji byli „szmatami” – uzasadnia swój wniosek poseł Kopiec.

Kasy fiskalne do wymiany po kryzysie

Śląski poseł Maciej Kopiec wraz z kolegami z klubu Lewicy przekonał Ministerstwo Finansów do konieczności przesunięcia terminu instalacji kas fiskalnych nowego typu m.in. w branży fryzjersko-kosmetycznej, gastronomiczno-hotelarskiej, medycznej.

W odpowiedzi na interpelację nr 3716, Jan Sarnowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów stwierdza: „w związku z wprowadzonym stanem epidemii, priorytetowe jest wprowadzenie rozwiązań wspierających podatników w tym bardzo trudnym dla nich czasie. Z uwagi na powyższe planowane jest przesunięcie terminu obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas on-line w przypadku:

1)świadczenia usług związanych z wyżywieniem wyłącznie świadczonych przez stacjonarne placówki gastronomiczne, w tym również sezonowo, oraz w zakresie krótkotrwałego zakwaterowania, a także sprzedaży węgla, brykietu i podobnych paliw stałych wytwarzanych z węgla, węgla brunatnego, koksu i pół koksu przeznaczonych do celów opałowych – z 1 lipca 2020 r. na 1 styczeń 2021 r.,

2)świadczenia usług fryzjerskich, kosmetycznych i kosmetologicznych, budowlanych, w zakresie opieki medycznej świadczonej przez lekarzy i lekarzy dentystów, prawniczych, oraz związanych z działalnością obiektów służących poprawie kondycji fizycznej(wyłącznie w zakresie wstępu) – z 1 stycznia 2021 r. na 1 lipca 2021 r. Przesunięcie to zostanie dokonane rozporządzeniem Ministra Finansów. W tej chwili trwają prace nad przygotowaniem tego rozporządzenia.”

– W myśl obecnych przepisów nowelizacji ustawy o VAT z dnia 1 maja 2019 r. od 1 lipca 2020 r. cała branża gastronomiczna musi wymienić kasy fiskalne na nowe z funkcją real-time reporting. Obecnie firmy z branży gastronomicznej są na skraju bankructwa, masowo zwalniają pracowników. Do ich właścicieli nie dotarły jeszcze przelewy z rządowych programów pomocowych. Jak można łatwo sprawdzić, najtańsza kasa on-line kosztuje około 1500 zł brutto. Małe bary, bistra, restauracje, fryzjerzy, kosmetyczki od ponad miesiąca nie świadczą usług. Ich właściciele obecnie zadłużają się, aby wypłacić pensje, negocjują z właścicielami lokali, składają skomplikowane formularze pomocowe, po prostu nie mają środków finansowych na wymiany kas, a rząd zmuszał ich do wyboru, czy zapłacić inne zobowiązania, czy zainwestować w nową kasę fiskalną – powiedziała Hanna Gill-Piątek, łódzka posłanka zasiadająca w Komisji Finansów
-Nikt nie wyobrażał sobie, żeby w obecnej sytuacji epidemiologicznej tysiące handlowców i instalatorów kas fiskalnych ruszyło do setek tysięcy placówek gastronomicznych, fryzjerów, medyków, firm budowlanych, aby wymieniać kasy fiskalne i szkolić z ich obsługi. Byłoby to po prostu nieodpowiedzialne. Należy się wielki plus dla Ministerstwa Finansów – podsumował poseł Kopiec. Zauważył również, że potrzeba uszczelnienia ściągalności VAT-u jest realna, ale należy brać poprawkę na sytuację, w jakiej jesteśmy. Podczas epidemii są po prostu inne priorytety.

„Ekspert” pracodawców kontra emerytury

Mamy pracować dłużej, a o dodatkowych emeryturach powinniśmy zapomnieć, podobnie jak obecni emeryci – to oferta, jaką złożył społeczeństwu Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji „Lewiatan” i członek Rady Dialogu Społecznego.

Mordasewicz był najpierw gwiazdą liberalnych mediów tradycyjnych, a potem, gdy rozwijały się media społecznościowe, kultową postacią z memów. Zawsze głęboko zaniepokojony o dobrostan polskiego biznesu, krytycznie nastawiony do postulatów pracowniczych – wietrzący postawy roszczeniowe, gromiący prawo do zwolnień lekarskich. Zawsze po stronie kapitału.

Lata lecą, mamy rok 2020 i okazuje się, że ekspert „Lewiatana” wciąż nadaje na tym samym poziomie. W rozmowie z portalem MarketNews24 zwierzył się, że bardzo nie podoba mu się projekt 13 emerytury.

– Trzynasta i czternasta emerytura to psucie systemu emerytalnego. Jeżeli ktoś chciałby je dostawać, to powinien płacić trzynastą i czternastą składkę – skomentował Mordasewicz.

Zdaniem ulubionego eksperta biznesu takie świadczenia obciążają społeczeństwo. Według Mordasewicza państwo nie powinno podwyższać podatków najbogatszym czy sięgać do kieszeni korporacji. Ma lepszy pomysł – powinniśmy pracować dłużej, a dodatkowe emerytury muszą zostać odebrane.

– Jeżeli wyrównamy wiek emerytalny mężczyzn i kobiet do 65 lat, a w przyszłości będziemy stopniowo, bardzo powoli go podnosić oraz zlikwidujemy przywileje emerytalne górników, rolników czy pracowników służb mundurowych, to system emerytalny w Polsce będzie całkiem nieźle zrównoważony – powiedział ekspert Konfederacji Lewiatan.

Trzynasta emerytura to pomysł Prawa i Sprawiedliwości na mobilizację elektoratu przed nachodzącymi wyborami prezydenckimi. Pierwsze przelewy z tego tytuły trafią na konta seniorów na początku kwietnia, a więc tuż przed bojem o Belweder.

Podczas niedawnego głosowania w Sejmie, projekt został poparty przez Lewicę, której deputowani zaznaczyli jednak, że to doraźny środek zaradczy, a nie kompleksowe rozwiązanie problemu niskich emerytur.

– Redystrybucja to termin ekonomiczny, a nie przedmiot marketingu politycznego. Sprawnie działające państwo potrafi ciężko zarobione przez obywatelki i obywateli pieniądze redystrybuować zapewniając godne życie emerytkom i emerytom. Każde rozwiązanie musi być analizowane z punktu widzenia skuteczności realnej poprawy jakości życia, a nie tylko waszego wyniku wyborczego droga Prawo i Sprawiedliwość. Tworzycie iluzję państwa opiekuńczego, którego horyzontem jest okres od wyborów do wyborów, a realna sytuacja polskich emerytur to według Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, równia pochyła – mówił w środę w Sejmie podczas pierwszego czytania projektu Maciej Kopiec, poseł Lewicy.