Śląsk zlekceważony

W odpowiedzi na interwencję poselską parlamentarzystów Lewicy – Macieja Kopca i Macieja Koniecznego – Polska Grupa Górnicza i Jastrzębska Spółka Węglowa zapewniają, że zrobiły wszystko, by chronić górników przed koronawirusem. Tymczasem liczba zachorowań wciąż rośnie…

Według stanu z soboty 13 czerwca pracowników kopalń zakażonych koronawirusem było już 5400. Wcześniej, 8 czerwca, minister Jacek Sasin razem z ministrem Łukaszem Szumowskim był zmuszony ogłosić, że 11 kopalń bądź ich części (ruchów) nie będzie do końca czerwca prowadzić wydobycia. Związki zawodowe przyjęły tę decyzję różnie. Według regionalnej „Solidarności” nie wolno zamykać kopalń, bo istnieje ryzyko, że nigdy już nie zostaną otwarte. Inne organizacje aprobują przyjęte rozwiązania i zapowiedź postojowego w wysokości 100 proc. górniczej płacy. Jednak, jak zauważył Bogusław Ziętek z „Sierpnia’80”, nawet jeśli spółki górnicze robiy, co mogły, kopalnie powinny były zostać zamknięte już na początku maja.

Czy mogło być inaczej?

Już w styczniu, wraz z posłami i posłankami Lewicy alarmowaliśmy o możliwym zagrożeniu pandemią. Nikt nie słuchał, nikt nie odpowiadał – mówi „Dziennikowi Trybuna” poseł Lewicy Maciej Kopiec, wybrany z jednego z okręgów na Śląsku. W jego przekonaniu rozwiązanie zadowalające wszystkie strony istniało.

W sytuacji, w której nie można zamknąć całkowicie kopalń, a jednocześnie wiemy, że zagrożenie może nastąpić – należało ograniczyć pracę kopalń do niezbędnego minimum, zapytać górników czy zgodzą się na pobyt w zagwarantowanych przez państwo, wydzielonych miejscach noclegowych, odpowiednio gratyfikując niedogodności – i co miesiąc zmieniać skład na kolejnych chętnych, przebadanych na obecność wirusa – powiedział nam parlamentarzysta. – Takie ograniczenie czy też izolacja (podkreślam, dla górników, którzy wyrażą na to zgodę i dostaną odpowiedni dodatek do wypłat), zminimalizowałoby w mojej ocenie ilość zachorowań i pozwoliło na funkcjonowanie kopalń bez potrzeby ich całkowitego zamykania.
Ani Polska Grupa Górnicza, ani Jastrzębska Spółka Węglowa nie zdecydowały się na podobny ruch. Kopalnie działały, chociaż, jak zwraca uwagę Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka i inżynier górniczy, podczas zjazdu na dół i pracy przy wydobyciu nie ma mowy o zachowaniu dystansu społecznego. Posłowie Lewicy w maju zapytali, co w takim razie zrobiono dla uchronienia pracowników przed pandemią.

Pestki dyni

Skrzętnie ułożone odpowiedzi, stwierdziły, że ze strony zarządu kopalń wszystko jest w jak najlepszym porządku. Uniknięto odpowiedzi na pytanie, kto konkretnie jest odpowiedzialny za zdrowie górników, ich zabezpieczenie oraz stan epidemiczny – mówi nam Maciej Kopiec. – Według pism, wdrożono obostrzenia: „zakaz korzystania z tabaki” oraz „zakaz spożywania słonecznika oraz pestek dyni” na terenie wyrobisk dołowych.
Posłowie Kopiec i Konieczny czekają jeszcze na odpowiedź Jacka Sasina, do którego także wystosowali interpelację, pytając, co z kolei dla górników zrobiło Ministerstwo Aktywów Państwowych.

Zlekceważeni górnicy

Śląski parlamentarzysta nie ma wątpliwości: górników, czy też szerzej, mieszkańców Śląska, rząd potraktował skandalicznie.

To, że rząd ich zlekceważył, nie jest moją oceną. To fakt, który potwierdza ilość osób, narażonych przez niewłaściwą walkę z pandemią, na zachorowanie. To fakt, że w sytuacji, w której brakuje środków ochronnych na kopalniach, minister Sasin lata rządowym śmigłowcem na briefingi prasowe na Śląsku. To także fakt, że z dostarczonych zbyt późno maseczek robi się wydarzenia medialne – podsumowuje poseł Kopiec. – Na koniec – to fakt, że minister Szumowski mówi, że to my, Ślązacy i Ślązaczki odpowiadamy za zarazę, której jesteśmy punktem centralnym. Trudno to skomentować, nie domagając się dymisji panów Sasina i Szumowskiego, co w każdym kraju, którego ustrój oparty jest na cywilizowanej demokracji – miałoby miejsce.