Skorża wrócił do Lecha

Potwierdziły się medialne spekulacje, że w Lechu Poznań następcą zwolnionego trenera Dariusza Żurawia zostanie Maciej Skorża. Dla 49-letniego szkoleniowca to powrót do poznańskiego klubu. Podpisał kontrakt do 30 czerwca 2023 roku, ale w niedzielnym meczu z Legią zespołu Lecha nie miał odwagi poprowadzić.

Skorża był już trenerem ekipy „Kolejorza” w latach 2014-2015. Przejął zespół 1 września 2014 z rąk Krzysztofa Chrobaka, który niespełna trzy tygodnie wcześniej zastąpił zwolnionego Mariusza Rumaka. Asystentami Skorży zostali wtedy Dariusz Żuraw i Tomasz Rząsa. Pierwszego z nich zastąpił w roli szkoleniowca, a drugi z wymienionych będzie de facto jego przełożonym, bo jest dyrektorem sportowym Lecha.
Pierwsza przygoda Skorży z Lechem pod względem sportowym była udana, bo pod jego wodzą drużyna w sezonie 2014/2015 zdobyła mistrzostwo Polski i sięgnęła po Superpuchar Polski. W przerwie letniej coś się jednak w dobrze funkcjonującym mechanizmie popsuło, bo lechici nowe rozgrywki w ekstraklasie zaczęli fatalnie, szybko też odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów po dwóch porażkach z FC Basel. Ale w Lidze Europy zdołali awansować do fazy grupowej, więc nie było jeszcze dramatu.
Niestety dla Skorży, zespół przegrywał w krajowej lidze mecz za meczem i coraz bardziej tracił szanse na obronienie mistrzowskiego tytułu. Czarę goryczy przelała dotkliwa wyjazdowa porażka w 11. kolejce z Cracovią – lechici przegrali w Krakowie aż 2:5 i następnego dnia zarząd poznańskiego klubu ogłosił dymisję Skorży, zatrudniając w jego miejsce Jana Urbana. Po tym niepowodzeniu Skorża aż do 23 maja 2017 roku pozostawał bezrobotny, ale tego dnia uśmiechnęło się do niego szczęście, bo dostał angaż w Pogoni Szczecin. Od nowego sezonu miał w ekipie „Portowców” zastąpić Kazimierza Moskala. W okresie przygotowawczym coś chyba jednak poszło nie tak, bo szczeciński zespół, który w poprzednich rozgrywkach zajął siódme miejsce, pod wodzą Skorży w 14 ligowych meczach wygrał tylko dwa razy, trzy spotkania zremisował, a w dziewięciu doznał porażek, strzelając w sumie 11 goli i tracąc aż 23. Nie były to wyniki do zaakceptowania dla władz szczecińskiego klubu, bo nie takich spodziewali się po trenerze, który miał w dorobku trzy mistrzowskie tytuły (dwa z Wisłą Kraków i jeden z Lechem), trzy Puchary Polski (dwa z Legią i jeden z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski), Superpuchar Polski (z Lechem) i Puchar Ekstraklasy (z Groclinem Dyskobolią). Zwolniony 30 października 2017 roku za porozumieniem stron Skorża zostawiał Pogoń na ostatnim miejscu w tabeli .
W Polsce jego trenerska marka mocno po tym niepowodzeniu podupadła, ale w Zjednoczonych Emiratach Arabskich o tym chyba nie wiedziano, bo 19 marca 2018 Skorża został selekcjonerem kadry olimpijskiej ZEA i utrzymała się na tym stanowisku do 28 lutego 2020 roku. Gdy prowadzony przez niego zespół nie zakwalifikował się do igrzysk w Tokio, podziękowano mu za dalsza pracę i odesłano do Polski.
Po powrocie jego nazwisko od czasu do czasu pojawiało się w medialnych spekulacjach ilekroć zapowiadało się na zmianę trenera w którymś z naszych topowych zespołów. Tak też było w przypadku Lecha Poznań, bo pozycja Dariusza Żurawia słabła od wielu miesięcy. Jego notowania na krótko wzrosły w marcu, po wyjazdowych wygranych w 19. i 20. kolejce z Wartą Poznań (2:1) i Pogonią Szczecin (1:0), lecz potem przyszła seria trzech meczów bez zwycięstwa – remis z Piastem (0:0) oraz porażki u siebie z Jagiellonią (2:3) i na wyjeździe z Cracovią (1:2). Władze „Kolejorza” uznały, że czas Żurawia się skończył.
Skorża nie miał oporów przed objęciem posady po swoim dawnym współpracowniku, ale wykazał się rozwagą nie przejmując zespołu w przededniu ligowego meczu z Legią. Kibiców wprawdzie na trybunach w niedzielnym meczu nie było , ale zważywszy na swoje związki z Legią, Wisłą Kraków i Pogonią Skorża byłby pewnie przez nich, podobnie jak Czesław Michniewicz w Legii, potraktowany z rezerwą. Obu w oczach fanów „rozgrzeszyłoby” go jedynie zwycięstwo, lecz nikt Lechowi nie dawał na to szans.

Koniec Skowronka w Wiśle

Porażka Wisły Kraków z Zagłębiem Lubin (1:2) w 11. kolejce zakończyła trenerską kadencję Artura Skowronka w ekipie „Białej Gwiazdy”. Pozycja szkoleniowca w krakowskim klubie w tym sezonie słabła z każdym kolejnym meczem bez zwycięstwa. A wiślacy wygrali dotąd tylko dwa spotkania, oba z beniaminkami – 6:0 na wyjeździe ze Stalą Mielec i 3:0 u siebie z Podbeskidziem.

Dwa zwycięstwa, cztery remisy i pięć porażek – taki bilans ma Wisła w tym sezonie. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy winą za te przeciętne i dalekie od aspiracji włodarzy krakowskiego klubu wyniki odpowiada wyłącznie trener Skowronek. Nie ulega wątpliwości, że przy istniejącym obecnie w Wiśle skomplikowanym układzie właścicielskim i decyzyjnym wpływ tego szkoleniowca na dobór piłkarzy i kształtowanie stylu gry nie był, delikatnie mówiąc, znaczący. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że w kwestiach sportowych decydujący głos należy do braci Błaszczykowskich, z których Dawid jest prezesem, a Jakub współwłaścicielem i zarazem jednym z kluczowych zawodników. Dla każdego trenera, każdy to przyzna, taka sytuacja to kompetencyjny koszmar. Skowronek był trenerem Wisły od 14 listopada 2019 roku. Pod jego wodzą Wisła rozegrała 35 meczów – wygrała 13 z nich, osiem zremisowała i 14 przegrała.
Po sobotniej porażce z Zagłębiem jeszcze tego samego dnia przed północą służby prasowe „Białej Gwiazdy” posłały w świat za pośrednictwem oficjalnej strony internetowej klubu taki oto komunikat: „W sobotę 28 listopada Zarząd Wisły Kraków podjął decyzję dotyczącą przyszłości Artura Skowronka, który przestaje pełnić funkcję trenera pierwszej drużyny Białej Gwiazdy. Właściciele oraz zarząd klubu pragną podziękować szkoleniowcowi za wkład włożony w odbudowę drużyny (…)”.
Troch więcej przekazał na Twitterze Tomasz Jażdżyński, przewodniczący rady nadzorczej Wisły i zarazem jeden z trzech współwłaścicieli klubu. „Trener Skowronek podjął się rok temu zadania, którego nikt podjąć się nie chciał. Za to należy mu się szacunek i wdzięczność. Dziś jesteśmy zmuszeni podjąć trudną decyzję. Trener nie jest jedyną osobą w szatni odpowiadającą za obecną sytuację. Weźmiemy to pod uwagę w przyszłości” – napisał Jażdżyński.
Nowy trener rozpocznie pracę przy Reymonta w kiepskim momencie. Wiślacy po 11 kolejkach mają na koncie 10 punktów i zajmują miejsce w dole tabeli. Do końca roku mają do rozegrania jeszcze trzy mecze: w 12. kolejce zmierzą się w derbach z Cracovią na jej boisku, w 13. kolejce podejmą Legię, a w ostatnim tegorocznym ligowym występie zagrają na wyjeździe z Lechem. O punkty w starciach z tymi zespołami będzie trudno i nie można wykluczyć, że na zimową przerwę ekipa „Białej Gwiazdy” uda się jako outsider.
Po ogłoszeniu dymisji Skowronka w mediach natychmiast pojawiło się kilka nazwisk jego potencjalnych następców. Ponoć największe szanse na angaż ma dobrze znany przy Reymonta Maciej Skorża, aktualnie pozostający bez zajęcia i ponoć skłonny do ponownego podjęcia pracy w Wiśle, w której pracował w latach 2007-2010 i wywalczył z nią dwa tytuły mistrza Polski. Ale gdy 13 lat temu obejmował trenerskie rządy przy Reymonta, Jakub Błaszczykowski akurat przenosił się do Borussii Dortmund, więc nie dane im było razem pracować. A Skorża jeśli chodzi o trenerski dorobek i dokonania to jednak zdecydowanie większy kaliber od Artura Skowronka, ale jak wieść niesie jest gotów do podjęcia pracy dopiero w przerwie zimowej. Nie jest więc jedynym kandydatem do objęcia posady, ale wymieniani w mediach jego rzekomi konkurenci, chociaż to uznani przed laty piłkarze Bułgar Ljubosław Penew i Niemiec Thomas Doll, to jednak jako szkoleniowcy bez osiągnięć gwarantujących opanowanie kryzysu w zespole. Zapowiada się więc na to, że trzech ostatnich w tym roku spotkaniach Wisłę formalnie poprowadzi legenda klubu Kazimierz Kmiecik, który posiada licencję UEFA Pro, ale niekoniecznie on ustali skład i taktykę.

Wyniki 11. kolejki PKO Ekstraklasy:
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin 2:1, Wisła Płock – Cracovia 0:1, Stal Mielec – Jagiellonia Białystok 3:1, Podbeskidzie – Śląsk Wrocław 0:2, Wisła Kraków – Zagłębie Lubin 1:2, Raków Częstochowa – Warta Poznań 1:0, Legia Warszawa – Piast Gliwice 2:2. Spotkanie Lechii Gdańsk z Lechem Poznań odbędzie się w poniedziałek (początek godz. 18:00).

Skorża szuka roboty

Maciej Skorża zakończył pracę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Najbardziej utytułowany polski trener klubowy nie zdołał awansować z olimpijską ekipą tego kraju do igrzysk w Tokio.

Reprezentacja Zjednoczonych Emiratów Arabskich do lat 23 prowadzona przez Macieja Skorżę nie zakwalifikowała się do igrzysk olimpijskich. Żeby zagrać w Tokio musiała w mistrzostw Azji zespołów U-23 wywalczyć miejsce na podium, ale nie zrealizowała postawionego przed nią zadania, kończąc zmagania w ćwierćfinale, na dodatek po kompromitująco wysokiej porażce 1:5 z Uzbekistanem. Skorża na razie zachował posadę, bo w styczniu prowadzona przez niego reprezentacja U-23 ma jeszcze do rozegrania turniej w Tajlandii, ale dla szefów federacji piłkarskiej ZEA najważniejszy był jednak awans do igrzysk. A to oznacza, że raczej nie przedłużą umowy z 48-letnim polskim szkoleniowcem.
Sprawa nie jest jednak przesądzona, bo Skorża jeszcze kilka tygodni temu był brany pod uwagę jako selekcjoner pierwszej reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich, co oznacza, że ma w tym kraju mocna markę. Ostatecznie posadę tę powierzono 67-letniemu holenderskiemu szkoleniowcowi Bertowi van Marwijkowi, ale Skorża ni musi się martwić o swoją przyszłość. Na brak ofert nie narzeka. Może pracować w którymś z klubów w ZEA lub przenieść się do Arabii Saudyjskiej (pracował już w tym kraju, w latach 2012-2013 prowadził tam zespół Ettifaq FC), albo też wrócić do polskiej ekstraklasy. Co prawda jego ostatnia trenerska misja w naszej lidze, w 2017 roku w Pogoni Szczecin, zakończyła się po kilku miesiącach dymisją (zespół w 14 meczach pod jego wodzą przegrał aż dziewięć, tylko dwa wygrał i w trzech wywalczył remis), ale Skorża ma na koncie trzy tytuły mistrza Polski (dwa z Wisłą Kraków i jeden z Lechem Poznań), trzy triumfy w Pucharze Polski i jeden w Superpucharze Polski. Pod tym względem żaden z trenerów pracujących obecnie w klubach ekstraklasy nie może się z nim równać. Dlatego mimo niepowodzenia z „Portowcami” Skorża wciąż dostaje oferty i możliwe, że na którąś się skusi.

Lotto Ekstraklasa: Podział na grupy coraz wyraźniejszy

W 9. kolejce znów zmienił się lider Lotto Ekstraklasy. Lechia po remisie u siebie z Zagłębiem Lubin musiała ustąpić z pierwszego miejsca na rzecz Jagiellonii.

 

Trudno przewidzieć jak długo zespół z Białegostoku utrzyma się na prowadzeniu, bo w czołówce panuje ścisk i w następnej kolejce na prowadzenie może wysforować się nie tylko tracąca do Jagiellonii jeden punkt Lechia, ale także gorsze od lidera ledwie o dwa oczka ekipy Wisły Kraków i Legii. Niewielką stratę do białostocczan (trzy punkty) mają też zespoły Zagłębia Lubin i Piasta, kontakt wzrokowy z liderem ma też jeszcze Korona, która traci cztery punkty.

Na ostatnie miejsce w „grupie mistrzowskiej” po porażce z Arką spadł Lech i w Poznaniu od razu zawyły syreny alarmowe. Trener „Kolejorza” Ivan Djurdjević po meczu w Gdyni szczerze przyznał, że jego zespół znalazł się w trudnym położeniu, ale prawdę mówiąc on sam jest chyba w trudniejszej sytuacji. W ostatnich latach o tej porze roku w poznańskim klubie najczęściej dochodzi do zmiany szkoleniowca. Spotkało to Jacka Zielińskiego (2010), który zapłacił za pięć porażek z rzędu, mimo że wcześniej zdobył mistrzostwo Polski i awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Jesienią w tarapaty popadł też Jose Maria Bakero, chociaż szefowie Lecha z dymisją wstrzymali się do początku rundy wiosennej.

Maciej Skorża także stracił prace po jesiennej zapaści zespołu, ledwie cztery miesiące po zdobyciu mistrzostwa w 2015 roku. Rok później jego los podzielił Jan Urban. Tylko Nenad Bjelica przetrzymał jesienne niepowodzenia, ale to nie znaczy, że Djurdjević może sobie pozwolić na kolejne niepowodzenia. Nasza ekstraklasa już coraz wyraźniej dzieli się na dwie grupy, a Lecha od najlepszej w dolnej połówce tabeli Miedzi dzielą tylko dwa punkty. A do lidera ma już sześć „oczek” straty.

 

Skorża gra o brąz dla ZEA

Piłkarze reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich nie zagrają w finale Igrzysk Azjatyckich. Zespół prowadzony przez Macieja Skorżę w półfinale przegrał z Japonią 0:1 i zagra o trzecie miejsce.

 

W Indonezji trwają Igrzyska Azjatyckie, w których uczestniczy reprezentacja Zjednoczonych Emiratów Arabskich U-23, którą prowadzi Maciej Skorża. Polski szkoleniowiec w fazie grupowej miał dużo szczęścia, bo choć przegrał dwa pierwsze spotkania (0:1 z Syrią i 1:2 z Chinami), to zwycięstwo w trzecim (4:1 z Timorem Wschodnim) dało jego drużynie awans do fazy pucharowej. To była zapowiedź kolejnych piłkarskich horrorów. W 1/8 finału i w ćwierćfinale kadra ZEA eliminowała rywali (Indonezję oraz Koreę Północną) dopiero w rzutach karnych. Zwycięska seria jednak skończyła się w półfinale. Podopieczni Skorży odpadli w starciu z Japonią. Rywale wygrali 1:0, a bramka padła dopiero w 78. minucie i strzelił ją Ayase Ueda. Tym samym polskiemu trenerowi nie będzie dane zagrać o złoty medal.

Prowadzony przez Skorżę zespół ZEA nie poprawi więc w Indonezji najlepszego wyniku w igrzyskach azjatyckich, osiągniętego przez reprezentację tego kraju w 2010 roku, kiedy to w rozgrywanych w Chinach igrzyskach wywalczyła srebrny medal. Polski szkoleniowiec ma jeszcze szansę na zdobycie brązowego medalu, o który 1 września prowadzona przez niego drużyna zagra z Syrią. W finale zmierzą się Japonia i Korea Południowa.

Skorża jest selekcjonerem olimpijskiej reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich od marca tego roku, a mecze Igrzysk Azjatyckich 2018 są pierwszymi o stawkę, w których prowadzi ten zespół. Głównym celem jaki przed nim postawili szefowie federacji piłkarskiej ZEA jest jednak awans do igrzysk olimpijskich 2020 w Japonii. Eliminacje dopiero się odbędą.