Zabrakło łutu szczęścia

Nasza reprezentacja siatkarek po niebywale dramatycznym meczu przegrała 2:3 (25:19, 18:25, 25:23, 31:33, 11:15) z ekipą Turcji w półfinale turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Tokio. O olimpijskie paszporty w finale turnieju w Apeldoorn Turczynki zagrały w niedzielę z zespołem Niemiec, który łatwo ograł w 1/2 finału Holenderki 3:0.

Ekipę biało-czerwonych naprawdę trudno krytykować. Polki walczyły w Apeldoorn wspaniale, przez fazę grupowa przeszły jak burza z kompletem trzech zwycięstw, a nie było to przecież takie oczywiste, bo miały w grupie wyżej notowaną od nich drużynę gospodyń turnieju kwalifikacyjnego. Pokonały jednak Holenderki (lub Niderlandki, bo od nowego roku obywatele Holandii tak życzą nazywać swój kraj) 3:0.

W półfinale Polki rzuciły wyzwanie aktualnym wicemistrzyniom Europy, Turczynkom. Statystyki przemawiały przeciwko ekipie trenera Jacka Nawrockiego. Dawno temu, w 2003 roku, nasze legendarne już dzisiaj „złotka” pokonały Turcję na jej terenie w finale mistrzostw Europy, ale przez następne 17 lat układ sił zmienił się radykalnie na niekorzyść naszej drużyny. Turczynki zamknęły biało-czerwonym drogę do igrzysk olimpijskich w Atenach i w Londynie. W 2004 roku zespół prowadzony przez Andrzeja Niemczyka przegrał z nimi 1:3 w półfinale turnieju kwalifikacyjnego w Baku. Kolejną porażkę poniósł z ich rąk zespół pod wodzą Alojzego Świderka w 2012 roku, przegrywając 0:3 w finale kwalifikacji w Ankarze. Potem było już tylko gorzej. Dość powiedzieć, że od 2011 roku biało-czerwone wygrały z Turcja tylko jeden mecz o stawkę oraz jeden sparing, natomiast rywalki schodziły z boiska jako zwyciężczynie aż 10 razy. Przed sobotnią potyczką po raz ostatni pokonały naszą reprezentacje we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to w półfinale mistrzostw Europy wygrały z nią 3:1.

Nic zatem dziwnego, że przed sobotnim meczem mało kto dawał biało-czerwonym szanse na zwycięstwo, nawet uwzględniając fakt, że turecki zespół w holenderskim turnieju w fazie grupowej nie imponował formą. Przegrał na wstępie 1:3 z Niemkami, potem pokonał 3:1 Chorwację, ale już z Belgią wygrał dopiero po tie-breaku 3:2. To dlatego nasze siatkarki zapewniały, że Turczynki są „do pokonania”.

I rzeczywiście były do pokonania. Polscy i tureccy kibice niemal do ostatniego miejsca wypełnili halę Omnisport w Apeldoorn. O ile w tygodniu frekwencja nie zachwycała, to w weekend fani siatkówki już dopisali. Fani obu drużyn stworzyli na trybunach gorącą atmosferę, która dodatkowo motywowała zawodniczki do gry na wysokim poziomie. Pierwszego seta Polki zagrały koncertowo i wygrały 25:19, w drugim zgubiły koncentracje i przegrały tę partie 18:25, ale w trzecie odsłonie meczu ponownie okazały się lepsze wygrywając 25:23. Niestety, w czwartym secie podopiecznym trenera Nawrockiego zabrakło łutu szczęścia, bo chociaż miały pięć meczboli, to ostatecznie przegrały tę partię 31:33. I jak to w takich przypadkach bywa, w tie-breaku lekką psychiczna przewagę zyskały rywalki i decydującego seta wygrały 15:11 i to one w niedzielę zmierzyły się z Niemkami w finałowej potyczce o olimpijskie paszporty.
Nam wypada jedynie żałować niewykorzystanej szansy, bo w finale nasze siatkarki nie byłyby bez szans w starciu z zespołem Niemiec. W ubiegłorocznych mistrzostwach Europy biało-czerwone pokonały go przecież w ćwierćfinale. Nie ma też jednak powodu do rozdzierania szat. Zespół, który widzieliśmy w Apeldoorn, dobrze rokuje na przyszłość i jeśli znów nie rozbiją go jakieś wewnętrzne swary, może wiele osiągnąć.

Ostatnia szansa na bilet do Tokio

Wtorkowym meczem z Bułgarią w holenderskim Apeldoorn polskie siatkarki rozpoczęły rywalizację w kontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. O jedno miejsce premiowane awansem walczy osiem reprezentacji – oprócz Polski i Bułgarii jeszcze Holandii, Azerbejdżanu, Turcji, Belgii, Chorwacji i Niemiec.

Turniej w Apeldoorn to ostatnia szansa na wywalczenie olimpijskich kwalifikacji dla ośmiu europejskich drużyn. Awans do turnieju w Tokio z naszego kontynentu zapewniły juz sobie ekipy Serbii, Włoch i Rosji, które zwyciężyły w turniejach interkontynentalnych rozgrywanych w sierpniu ubiegłego roku. To właśnie Serbki, wicemistrzynie olimpijskie z Rio de Janeiro, wyeliminowały Polki, wygrywając w decydującym meczu we Wrocławiu 3:1.

Podopieczne Jacka Nawrockiego trafiły do grupy A z Bułgarią, Holandią oraz Azerbejdżanem. W grupie B rywalizować będą Turcja, Belgia, Niemcy i Chorwacja. Do półfinałów awansują po dwie najlepsze ekipy, a do igrzysk awansują tylko zwyciężczynie turnieju kwalifikacyjnego, którego finał zaplanowanego na 12 stycznia.

Nasze siatkarki podczas zgrupowania w Spale unikały wypowiedzi o konflikcie z trenerem Jackiem Nawrockim, do jakiego doszło w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. Na użytek zewnętrzny wszystkie deklarowały współpracę i zapewniały, że w kadrze panuje atmosfera mobilizacji. „Dla każdej z nas udział w turnieju olimpijskim to spełnienie marzeń. Już sam awans będzie wielką sprawą, zamierzamy więc o to powalczyć” – stwierdziła kapitan reprezentacji Agnieszka Kąkolewska.
Biało-czerwone na inaugurację turnieju w Apeldoorn zmierzyły się z Bułgarią (rozegrane we wtorek spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). W ubiegłym roku w meczu Ligi Narodów Polki pokonały ten zespół 3:1, ale bułgarski zespół w turnieju kwalifikacyjnym wzmocniła Elitsa Wasiliewa. „Ta znakomita zawodniczka jest niekwestionowaną liderką tej drużyny, zarówno w przyjęciu jak i w ataku. Ale Bułgaria to nie tylko Wasiliewa, w ich kadrze jest kilka zawodniczek, które grały w mistrzostwach Europy i świata. Czeka nas więc trudne spotkanie” – przewidywał przed meczem trener Nawrocki.

W Apeldoorn nie ma jednak łatwych rywalek. W czwartek Polki zmierzą się z Holenderkami, gospodyniami turnieju kwalifikacyjnego, które uważane są za główne faworytki do awansu. „To mocny zespół, oparty na grupie siatkarek, które graja ze soba juz od kilku lat, jak Laura Dijkemie, Lonneke Sloetjes, Maret Balkestein-Grothues czy Robin de Kruijf, która na co dzień jest klubową koleżanką Joanny Wołosz w Imoco Volley Conegliano. Holenderki maja dużą siłę w ofensywie” – ocenia Nawrocki. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej biało-czerwone zmierzą się z ekipa Azerbejdżanu, z którą przed wyjazdem do Holandii rozegrały w Spale dwa spotkania sparingowe i dwukrotnie wygrały (5:0 i 3:1). „Azerki grają chimerycznie. Czasem potrafią zagrać bardzo dobry mecz, ale trzeba mieć pecha, żeby trafić na ich dobry dzień. W Spale pokonaliśmy je stosunkowo łatwo, ale w grze o stawkę z pewnością podniosą nam wyżej poprzeczkę” – przewiduje selekcjoner biało-czerwonych. Mecze reprezentacji Polski będzie można oglądać na antenach Polsatu Sport i TVP Sport.

Nasza reprezentacja siatkarek po raz ostatni w turnieju olimpijskim zagrały w 2008 roku w Pekinie. Nie zdołały wtedy awansować do ćwierćfinału i zostały sklasyfikowane na miejscach 9-12.

Kadra Polski:
Rozgrywające: Marlena Kowalewska (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Joanna Wołosz (Imoco Volley Conegliano).
Atakujące: Martyna Łukasik (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Malwina Smarzek-Godek (Zanetti Bergamo), Magdalena Stysiak (Savino Del Bene Scandicci).
Środkowe: Klaudia Alagierska (ŁKS Commercecon Łódź), Agnieszka Kąkolewska (Pomì Casalmaggiore), Anna Stencel (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz).
Przyjmujące: Monika Fedusio (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Zuzanna Górecka (Igor Gorgonzola Novara), Natalia Mędrzyk (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Aleksandra Wójcik (ŁKS Commercecon Łódź),
Libero: Monika Jagła (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Maria Stenzel (Grot Budowlani Łódź).

Terminarz turnieju w Apeldoorn:
07.01.2020 (wtorek)
13:00 Niemcy – Turcja; 16:00 Polska – Bułgaria; 19:30 Azerbejdżan – Holandia;
08.01.2020 (środa)
13:00 Chorwacja – Turcja; 16:00 Belgia – Niemcy; 19:30 Bułgaria – Holandia;
09.01.2020 (czwartek)
13:00 Belgia – Chorwacja; 16:00 Bułgaria – Azerbejdżan; 19:30 Holandia – Polska;
10.01.2020 (piątek)
13:00 Niemcy – Chorwacja; 16:00 Turcja – Belgia; 19:30 Polska – Azerbejdżan;
11.01.2020 (sobota)
17:15 półfinał 1; 20:45 półfinał 2;
12.01.2020 (niedziela)
17:30 finał

 

Buntowniczki wróciły do kadry

Trener Jacek Nawrocki podał skład szerokiej kadry siatkarek na styczniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk, który odbędzie się w holenderskim Apeldoorn. Wśród powołanych znalazły się niemal wszystkie zawodniczki, które kilka tygodni temu podpisały się pod petycją do władz PZPS z żądaniem odwołania Nawrockiego. Selekcjoner biało-czerwonych zapewnia, że konflikt został zażegnany.

Kibice siatkówki z niecierpliwością czekali na ogłoszenie kadry przez Nawrockiego. Dla przypomnienia: afera w kobiecej reprezentacji wybuchła na początku listopada. Aż 13 zawodniczek podpisało się pod oświadczeniem, w którym zarzuciły selekcjonerowi m. in. błędy w prowadzeniu zespołu czy też brak konstruktywnych wskazówek. Wskazywały również na niewłaściwe słownictwo używane przez trenera w rozmowach z nimi oraz na tolerowanie przez niego nadużyć w kwestiach obyczajowych. Konkretnie chodziło o to, że jeden z członków sztabu szkoleniowego utrzymywał bliskie relacje z jedną z zawodniczek. Podpisane pod oświadczeniem siatkarki domagały się zmiany selekcjonera. Władze PZPS zignorowały jednak ich postulat i przedłużyły kontrakt z Nawrockim do 2022 roku.

Trener kadry dostał wolną rękę, ale też zadanie załagodzenia konfliktu. Nawrocki najpierw przeprowadził w mediach coś w rodzaju kampanii informacyjnej, tłumacząc się z zarzutów jakie postawiły mu podopieczne w swoim oświadczeniu, a następnie przeprowadził z buntowniczkami indywidualne rozmowy. „Były one bardzo otwarte i szczere, czasami też trudne. Ustaliliśmy wspólnie, że ich treść zostawiamy między nami, że to są nasze wewnętrzne sprawy. Ale w sprawie gry w drużynie narodowej usłyszałem od nich budujące deklaracje. Wszystkie wykazały dużą odpowiedzialność w tej kwestii i dlatego wysłałem im powołania do reprezentacji. Jeśli chodzi o mnie, wymazałem sprawę z pamięci. Rozmawiając z dziewczynami nie oczekiwałem, że będą się ze swoich opinii wycofywały. Chciałem się z nimi porozumieć, jak trener z zawodniczką i jak osoba, która ma przygotować zespół do bardzo ważnego turnieju w Apeldoorn. Na razie jestem przekonany, że takie porozumienie osiągnęliśmy” – zapewniał w wypowiedziach dla prasy selekcjoner biało-czerwonych.

W porównaniu ze składem, który zajął czwarte miejsce w mistrzostwach Europy, w powołanej teraz przez Nawrockiego kadrze nie ma Martyny Grajber, Pauliny Maj-Erwardt i Katarzyny Zaroślińskiej-Król, co trzeba uznać za niespodziankę, zwłaszcza w przypadku dwóch pierwszych z wymienionych, bowiem Grajber i Maj-Erwardt były ostatnio podstawowymi zawodniczkami kadry.

Czy to już koniec konfliktu w kadrze siatkarek, zapewne dowiemy się dopiero za jakiś czas. Niebawem rozpocznie się pierwsza część zgrupowania, którą powołane kadrowiczki rozpoczną 19 grudnia w Spale. Na początek ma się tam zjawić jednak tylko 16 z nich, bez zawodniczek występujących w lidze włoskiej, a to ich stanowisko będzie kluczowe. A one pojawią się na zgrupowaniu dopiero w jego drugiej części. Ta faza przygotowań rozpocznie się 28 grudnia i z przerwą sylwestrową potrwa do 5 stycznia.

Tuż przed wylotem do Holandii, który nastąpi 5 stycznia, trener Nawrocki poda ostateczny skład 14-osobowej kadry biało-czerwonych na turniej w Apeldoorn. W Holandii ekipa biało-czerwonych czeka trudne zadanie, bo rywalki będą tam mocne. O prawo gry na igrzyskach w Tokio Polki w grupie A zmierzą się z reprezentacjami Holandii, Bułgarii i Azerbejdżanu. W drugiej grupie rywalizować będą ekipy Turcji, Belgii, Niemiec i Chorwacji. Olimpijski awans uzyskają jedynie triumfatorki turnieju.

Szeroki skład kadry Polski
Rozgrywające:
Alicja Grabka (Legionovia Legionowo), Marlena Kowalewska (Grupa Azoty Chemik Police), Julia Nowicka (Grot Budowlani Łódź), Zofia Szczotkiewicz (Energa MKS Kalisz), Joanna Wołosz (Imoco Volley Conegliano, Włochy).
Atakujące:
Martyna Łukasik (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Aleksandra Rasińska (Volley Wrocław), Malwina Smarzek-Godek (Zanetti Bergamo, Włochy).
Środkowe:
Klaudia Alagierska (ŁKS Commercecon Łódź), Weronika Centka i Małgorzata Jasek (Energa MKS Kalisz), Zuzanna Efimienko-Młotkowska (Developres SkyRes Rzeszów), Agnieszka Kąkolewska (Pomi Casalmaggiore, Włochy), Anna Stencel (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz).
Przyjmujące:
Oliwia Bałuk (E.Leclerc Radomka Radom), Monika Fedusio (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Zuzanna Górecka (Igor Gorgonzola Novara, Włochy), Natalia Mędrzyk (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Julia Twardowska (Grot Budowlani Łódź), Aleksandra Wójcik (ŁKS Commercecon Łódź), Magdalena Stysiak (Savino Del Bene Scandicci, Włochy).
Libero:
Monika Jagła (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Anna Korabiec (ŁKS Commercecon Łódź) oraz Maria Stenzel (Grot Budowlani Łódź).

 

Bunt w kadrze siatkarek

W reprezentacji Polski siatkarek doszło do niecodziennej sytuacji. Tuż po tym jak PZPS ogłosił, że przedłużył kontrakt z jej trenerem Jackiem Nawrockim, do mediów wyciekła wieść, że zawodniczki wysłały do władz związku list, w którym domagają się dymisji szkoleniowca. Nie podpisały się pod nim tylko dwie zawodniczki z kadry, która w tegorocznych mistrzostwach Europy wywalczyła czwarte miejsce – 18-letnia Magdalena Stysiak i o rok starsza Maria Stenzel.

Przy okazji wyszło na jaw, że konflikt między trenerem Nawrockim a zawodniczkami narastał już od dawna, o czym wiedzieli działacze PZPS, z prezesem Jackiem Kasprzykiem na czele, lecz został przez nich zbagatelizowany. Sprawę jako pierwsza nagłośniła „Gazeta Wyborcza” podając, że 13 zawodniczek (dwanaście 14-osobowej kadry na mistrzostwa Europy plus nie uczestnicząca w tej imprezie Kamila Witkowska) wystosowały pismo do władz związku. Treść listu nie została upubliczniona, więc zawarte w nim stanowisko siatkarek nie jest oczywiste. Publikowane w tej sprawie informacje sugerowały, że wyraziły w nim pretensje do trenera Jacka Nawrockiego, iż faworyzuje w kadrze młode zawodniczki, zwłaszcza Magdalenę Stysiak i Marię Stenzel.

Mierząca 203 cm Stysiak to najlepsza atakująca mistrzostw Europy juniorek, ale Nawrocki przesunął ją na pozycję przyjmującej. Był to udany manewr personalny, bo Stysiak okazała się zawodniczką zdolną dorównać skutecznością w ataku Malwinie Smarzek-Godek. Odkryciem selekcjonera okazała się też 19-letnia libero Maria Stenzel. I z tych trzech młodych zawodniczek (Smarzek-Godek ma 23 lata) Nawrocki uczynił filary zespołu, który był o włos od sprawienia ogromnej sensacji w pierwszym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, gdy stoczył równy bój z mistrzyniami świata Serbkami. Wzrost poziomu gry Polki potwierdziły w Lidze Narodów oraz w mistrzostwach Europy, w których zajęły znakomite czwarte miejsce, pokonując pod drodze m.in. drużynę Włoch.

Kapitan drużyny wyjaśnia

W tej imprezie gwiazdą naszej reprezentacji była Stysiak, która najlepiej grała w najważniejszych meczach, błyszczały też Stenzel i Smarzek-Godek. Starsze i bardziej doświadczone kadrowiczki poczuły się zepchnięte przez trenera na drugi plan. Nagle zaczęło im przeszkadzać, że na treningach na nie wrzeszczy, że klnie jak szewc, że nie chce z nimi rozmawiać i nie reaguje na żadne personalne sugestie. Atmosfera w ekipie psuła się coraz bardziej, ale Nawrocki zapewniał działaczy PZPS, że ma sytuację pod kontrolą.

Kapitan naszej reprezentacji Agnieszka Kąkolewska w wypowiedzi dla Onet Sport tak przedstawiła przyczynę konfliktu: (…) „Tak naprawdę został rozdmuchany jeden z wielu problemów, a tym głównym był brak komunikacji. To chyba dziwne, że pierwszymi osobami, które pytają mnie o zaistniałą sytuację są dziennikarze, a przecież jestem kapitanem drużyny. Nie trener, władze PZPS, czy osoba, która dokonała wycieku sprawy do mediów, tylko dziennikarze. To właśnie pokazuje, gdzie tkwi problem. A tym jest brak komunikacji. Na każdym szczeblu. To główna przyczyna wszystkiego, co się teraz dzieje.

(…) Próbowałyśmy o tym rozmawiać z trenerem. Niewiele jednak się zmieniło. Niektóre dziewczyny próbowały porozmawiać o tym z prezesem związku, ale to też nic nie dało. Dowodem choćby to, że chociaż jestem kapitanem drużyny, nikt z PZPS nie wykonał do mnie żadnego telefonu w tej sprawie. Zamiast wysłuchać co mamy do powiedzenia, sprawę przekazano do mediów i postawiono w złym świetle nas, zawodniczki. (…) Pojawiały się insynuacje o niechęci zespołu do Magdy Stysiak. Chciałabym je zdementować. Uważam, że to okropne insynuacje, mające na celu odwrócenie uwagi od istoty problemu. Cieszymy się, że Magda do nas dołączyła, jest ważnym elementem naszego zespołu. Każdy wie jakie predyspozycje ma ta młoda siatkarka”.
Kąkolewska zaprzeczyła też, że list był inspirowany przez menedżerów. „To była tylko i wyłącznie nasza decyzja. Nie miały na to wpływu osoby trzecie. Większość drużyny postanowiła, że trzeba ten problem zgłosić do PZPS. (…) Nadal będziemy chciały odwołania trenera Jacka Nawrockiego. Z drugiej strony, jestem otwarta na rozmowy, bo tylko w ten sposób można znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. W tym wypadku muszą jednak działać ze sobą wszystkie strony. Problemy są po to, żeby je rozwiązywać. Niekoniecznie trzeba je tak rozdmuchiwać, jak tę sprawę, bo to nie prowadzi do niczego dobrego”.

Prezes PZPS wyraża sprzeciw

Prezes naszej siatkarskiej federacji, Jacek Kasprzyk, ma jednak w tym względzie odmienny pogląd. „Top prawda, że rozmawiały ze mną o tej sprawie Joanna Wołosz i Malwina Smarzek-Godek. Gdy pytałem je o konkretne zarzuty, słyszałem, że o braku komunikacji. Merytorycznych uwag do pracy trenera Nawrockiego nie było. Panie muszą więc zmienić podejście do sprawy. Dziwi mnie to, że one sobie wyobrażają, iż na ich żądanie zatrudnimy nowego trenera, którego one wskażą. Asia Wołosz nawet od razu podała mi nazwisko włoskiego trenera, którego według niej powinniśmy zatrudnić. To jej były klubowy szkoleniowiec. Cóż, takie jest życie, trzeba się mierzyć z różnymi sytuacjami, dlatego bardzo się cieszę, że zarząd związku jednomyślnie poparł trenera Nawrockiego. On ma na oku kolejne młode, bardzo zdolne dziewczyny i przygotowane rozwiązania na wypadek, gdyby obrażone na niego zawodniczki odmówiły gry w kadrze” – zapewnia prezes PZPS.

Żadna ze stron na razie nie ma woli wyjawienia, o co tak naprawdę w tym konflikcie chodzi. Protestujące kadrowiczki twierdzą, że miały już dosyć złego traktowane przez trenera podczas treningów, jego ataków złości i wulgarnych połajanek. A także tego, że o wszystkim jednoosobowo decyduje sam. Łatwo tego sporu rozwiązać się więc nie da. O ile w ogóle da się go rozwiązać.
Oświadczenie zbuntowanych:
W opublikowanym w miniony czwartek oświadczeniu zbuntowane przeciwko selekcjonerowi kadry zawodniczki swoje pretensje pod jego adresem sformułowały w kilku punktach. Podajemy najbardziej bulwersujące z nich (pisownia oryginalna): (…)
– Bagatelizowanie stanu zdrowia zawodniczek oraz okazywanie niezadowolenia w przypadku kontuzji. Często przekładanie wyniku ponad zdrowie zawodniczek.
– Obniżanie poczucia wartości zespołu, pewności siebie oraz indywidualnie zawodniczek. Zaniżanie aspiracji i potencjału drużyny. Brak psychologicznego i mentalnego prowadzenia zespołu.
– Brak szczerości oraz nagminnie powtarzające się złe wypowiedzi na temat swoich zawodniczek, często również w rozmowach z innymi siatkarkami.
– Błędy w prowadzeniu meczów, brak konstruktywnych wskazówek, napady furii, które źle wpływały na zespół oraz obraźliwe wypowiedzi świadczące o braku szacunku.
– Akceptowanie przez Trenera Nawrockiego nieprofesjonalnego zachowania jednego z członków sztabu (zażyłe, bliskie relacje z jedną z zawodniczek). Dopuszczanie do niemoralnego zachowania, przy jednoczesnym braku reakcji ze strony Trenera na zgłaszanie problemu przez zawodniczki” (….).

Trener Nawrocki także opublikował oświadczenie. Nie odniósł się w nim jednak do konkretnych zarzutów stawianych przez za jego podopieczne. Ogólnie rzecz biorąc szkoleniowiec stwierdził, że takie konflikty są czymś naturalnym w sportach zespołowych i ubolewał jedynie, że ten w kadrze siatkarek stał się przedmiotem nikomu niepotrzebnej publicznej debaty.

 

Walczyły do końca

Polskie siatkarki po raz pierwszy od dziesięciu lat stanęły w mistrzostwach Europy do walki o medale. W Ankarze w półfinałowym spotkaniu biało-czerwone nie sprostały jednak ekipie Turcji i przegrały z nią 1:3. W niedzielę o brązowy medal zmierzyły się z zespołem Włoch, z którym wcześniej w Łodzi wygrały w fazie grupowej.

Ekipa naszych siatkarek do stolicy Turcji podróżowały jednym samolotem czarterowym z reprezentacją Włoch i zawodniczki obu ekip życzyły sobie nawzajem spotkania w finale i walki o złote medale. Te życzenia się jednak nie spełniły.
Nasze siatkarki dziesięć lat temu w Łodzi po raz ostatni wywalczyły miejsce na podium mistrzostw Europy. W tamtym turnieju triumfowała reprezentacja Włoch. W następnym europejskim czempionacie Włoszki nie obroniły tytułu i po porażce z Turcją w meczu o brązowy medal zajęły ostatecznie czwartą lokatę. W kolejnych dwóch edycjach Polki i Włoszki nie przebiły się do strefy medalowej, a w ostatniej siatkarki z Italii przywiozły srebro, przegrywając w finale z Serbią.
Nasz zespół przeżywał w tym okresie kryzys, z którego biało-czerwone w tegorocznej imprezie wyprowadził trener Jacek Nawrocki. Dla jego podopiecznych już jednak sam awans do półfinału był wielkim sukcesem, czego nie da się powiedzieć w przypadku ekipy Włoch, typowanej przed mistrzostwami nawet do zwycięstwa w imprezie. W półfinale doszło do powtórki z finału poprzednich mistrzostw, w którym Włoszki przegrały z Serbią. Tym razem także nie sprostały serbskim siatkarkom przegrywając z nimi 1:3.

Biało-czerwone w dwóch pierwszych setach meczu z dopingowanymi żywiołowo przez komplet publiczności Turczynkami praktycznie nie istniały na parkiecie, przegrywając 17:25 i 16:25, ale w trzeciej partii nieoczekiwanie pokazały lwi pazur i wygrały seta do 25:14. Taki wysoki poziom utrzymały jeszcze przez część czwartej partii, lecz przy prowadzeniu 13:11 oddały inicjatywę rywalkom i przegrały go 18:25, a cały mecz 1:3.

„Turczynki fantastycznie grały serwisem. Mierzymy parametry zagrywki i dzisiaj były one kosmiczne w wykonaniu zespołu tureckiego, który ponadto był jeszcze niesiony dopingiem kibiców. W zagrywce przeciwstawiliśmy się im jedynie w trzecim secie, ale że każdy następny element gry wynikał właśnie z zagrywki, mecz zakończył się tak, jak się zakończył – nasza porażką” – podsumował selekcjoner kadry Polski Jacek Nawrocki.

Polkom pozostała walka o brązowy medal. W rundzie grupowej w Łodzi pokonały Włoszki 3:2, mimo to w Ankarze za murowane faworytki uważano rywalki. „Jeśli zdobędziemy brązowy medal, będziemy się bardzo cieszyć, ale nawet jeśli przegramy, też będziemy szczęśliwe, bo przed mistrzostwami czwarte miejsce brałybyśmy w ciemno. Przecież nikt się nie spodziewał, że zajdziemy w tym turnieju tak daleko” – przyznała przed niedzielnym meczem przyjmująca Magdalena Stysiak.

Niewykluczone, że także jej koleżanki uznały czwartą lokatę za wystarczającą, bo w niedzielnym spotkaniu i brązowy medal biało-czerwone, wprawdzie po zaciętej walce, ale jednak  przegrały z Włoszkami w trzech setach 23:25, 20:25, 24:26 i ostatecznie zajęły w mistrzostwach Europy czwarte miejsce.

 

W Ankarze zagrają o medale

Nasze siatkarki znów zachwyciły kibiców. W minioną środę po emocjonującym meczu pokonały w łódzkiej Atlas Arenie reprezentację Niemiec 3:2 i awansowały do półfinału mistrzostw Europy. W tej fazie turnieju biało-czerwone zagrają w Ankarze z ekipą Turcji. W drugiej parze półfinałowej zmierzą się aktualne mistrzynie Europy Serbki z wicemistrzowską ekipą Włoch.

Biało-czerwone idą przez mistrzostwa Europy niczym burza. Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego do grona ośmiu najlepszych drużyn Europy dotarły odnosząc pięć zwycięstw w sześciu spotkaniach turnieju rozgrywanego w Łodzi oraz trzech innych miastach – Bratysławie, Budapeszcie i Ankarze. W grupie uległy jedynie Belgii (3:2), pokonały za to m. in. wicemistrzynie świata Włoszki (3:2), a w 1/8 finału wyeliminowały ekipę Hiszpani (3:0). W środę w łódzkiej Atlas Arenie w swoim ostatnim w tegorocznych mistrzostwach Europy meczu na tym obiekcie zmierzyły się z reprezentacją Niemiec.

Niemki okazały się przeciwniczkami znacznie bardziej wymagającymi. Biało-czerwone w obecnym sezonie spotkały się z nimi aż pięciokrotnie. W meczach rozegranych w ramach turnieju Volley Masters w szwajcarskim Montreux oraz turnieju Ligi Narodów w Opolu wygrały z nimi dwukrotnie po 3:1, ale w turnieju o Puchar Gubernatora Kaliningradu przegrały 2:3. W sparingach rozegranych tuż przed mistrzostwami Europy trenerzy Jacek Nawrocki i Feliks Koslowski umówili sie na dwie gry kontrolne w Bremie i Muenster – obie wygrały Polski (3:2 i 5:0).

Ale w trakcie europejskiego czempionatu podopieczne trenera Koslowskiego spisywały się wybornie – wygrały wszystkie mecze w fazie grupowej, a w 1/8 finału rozbiły w pył ekipę Słowenii, wygrywając z nią 3:0. Dlatego wynik środowej potyczki Polek z Niemkami w Atlas Arenie była sprawą otwartą i siatkarscy eksperci zgodnie przyznawali obu drużynom po pięćdziesiąt procent szans na zwycięstwo.

„Polska ma świetne zawodniczki na każdej pozycji, a do tego jedną z najlepszych rozgrywających na świecie. Kto inny ma w szóstce cztery dwumetrowe siatkarki? Nie my więc będziemy faworytami tego spotkania” – przyznał przed meczem Koslowski. Z pewnością była to wypowiedź mająca na celu przeniesienie presji na polski zespół, ale faktem jest, że dla jego zespołu awans do najlepszej ósemki europejskiego czempionatu był już dużym sukcesem. „Osiągnęliśmy dużo więcej niż zakładaliśmy. Nie spodziewaliśmy się, że wygramy grupę i że zajdziemy aż do ćwierćfinału. Pracuję w tej reprezentacji od 2006 roku, wcześniej jako asystent, i nie przypominam sobie, żeby udało jej się pokonać Rosjanki, nawet w meczach towarzyskich, a co dopiero w starciach o stawkę” – przyznał selekcjoner niemieckiej kadry.

W meczu z polskim zespołem Niemki zagrały znakomicie, być może najlepiej w tym roku. To jednak nie wystarczyło, bo biało-czerwone też wskoczyły na najwyższy poziom. Tym razem ich gra nie opierała się już jedynie na Malwinie Smarzek-Godek, bo fenomenalnie zagrała także druga z naszych skrzydłowych, 18-letnia zaledwie Magdalena Stysiak, najskuteczniejsza zawodniczka w tym spotkaniu na boisku. To jej asy serwisowe w tie-breaku zdemolowały niemiecką drużynę. Jeśli utrzyma tę dyspozycję także po przeprowadzce do Ankary, biało-czerwone mogą pokusić się nawet o medal.

Reprezentacja Polski wyruszyła do stolicy Turcji z ekipą Włoch w czwartek po południu samolotem czarterowym. Na miejsce oba zespoły dotarły późnym wieczorem i na zaaklimatyzowanie się w nowym miejscy będą miały tylko piątek, bo już w sobotę przyjdzie im zmierzyć się w meczach półfinałowych. Włoszki wyjdą na parkiet o 16:00, a ich przeciwniczkami będą mistrzynie świata Serbki. To będzie powtórka wielkiego finału z poprzednich mistrzostw Europy. Wtedy Serbki okazały się lepsze, ale teraz szanse są równe. Podobnie jak w drugim spotkaniu półfinałowym, które zacznie się o 18:30, w którym gospodynie turnieju Turczynki zmierz się z naszą reprezentacją.

Dzień później w niedzielne popołudnie odbędą się spotkania o medale – najpierw o brązowy, a potem o złoty. Po latach posuchy wśród zespołów walczących o te cenne trofea znów jest reprezentacja Polski.

 

Niemki na drodze do Ankary

Polskie siatkarki znakomicie wywiązały się z roli faworytek i w łódzkiej Atlas Arenie w 1/8 finału mistrzostw Europy pewnie pokonały Hiszpanię 3:0. W środę 4 września zmierzą się jednak w ćwierćfinale z rywalkami znacznie mocniejszymi, bo niepokonaną jeszcze w tegorocznym czempionacie naszego kontynentu reprezentacją Niemiec.

Dla zawodniczek drużyny Hiszpanii, która na mistrzostwa Europy wróciła po sześcioletniej przerwie, już sam występ w 1/8 finału był ogromnym sukcesem. W starciu z Polkami nie liczyły na zwycięstwo, co nie znaczy, że wyszły na parkiet z góry pogodzone z porażką. Hiszpanki podjęły walkę i momentami stawiały biało-czerwonym mocny opór, nie potrafiły jednak utrzymać koncentracji zbyt długo i z powodu własnych błędów traciły cenne punkty seriami.

Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego pierwszego seta wygrały 25:20, drugiego także 25:20, a trzeciego 25:19, ale we wszystkich trzech partiach przytrafiały im się słabsze momenty w grze, które nawet dużo słabsze od nich hiszpańskie siatkarki potrafiły bezlitośnie wykorzystać.

Pewien wpływ na to miały dokonane przez Nawrockiego roszady w składzie. Nasz zespół zagrał z Hiszpankami w ustawieniu: Klaudia Alagierska, Magdalena Stysiak, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Joanna Wołosz, Natalia Mędrzyk, Malwina Smarzek-Godek, Maria Stenzel (libero) oraz Paulina Maj-Erwardt (libero), Martyna Grajber, Agnieszka Kąkolewska, Martyna Łukasik, Marlena Kowalewska.
Czy dlatego biało-czerwone w niedzielny wieczór zagrały dużo słabiej niż w czwartkowej potyczce z Włoszkami? Niewykluczone, ale jeśli w meczu z Niemkami radykalnie nie poprawią jakości, o awans do półfinału będzie im bardzo trudno.

Niemki jeszcze nie przegrały

Niemki jeszcze w tegorocznych mistrzostwach Europy nie przegrały. Podopieczne trenera Feliksa Koslowskiego rywalizowały w grupie D i wygrały wszystkie pięć spotkań, w tym z silną reprezentacją Rosji, na którą tak bardzo nie chciały w 1/8 finału trafić nasze siatkarki. Niemiecka drużyna na tym etapie rywalizacji trafiła na Słowenię, czwarty zespół w „polskiej” grupie i musiała przenieść się z Bratysławy do Łodzi.
Podróż nie wpłynęła znacząco na jej dyspozycję, bo w Atlas Arenie rozbiła Słowenki 3:0 (25:21, 25:15, 25:20). W zgodnej opinii ekspertów reprezentacja Niemiec nie zaprezentowała się w tym meczu z najlepszej strony i rozegrała najsłabsze spotkanie w tych mistrzostwach. Trzeba jednak założyć, że trener Koslowski raczej nie obawiał się porażki ze słabszymi rywalkami, a mając świadomość, że z trybun grę jego podopiecznych uważnie analizuje cały sztab szkoleniowy polskiej reprezentacji, dla „zmyłki” trochę pomieszał w ustawieniach.

Trenerskie zmyłki

Czyli zrobił mniej więcej to samo, co kilka godzin później w meczu z Hiszpankami zrobił trener polskiej drużyny. Obaj szkoleniowcy co prawda zapewniają, że ich drużyny grały już w tym roku przeciwko sobie tyle razy, o punkty i towarzysko, że nie mają przed sobą praktycznie żadnych tajemnic, ale mimo to podjęli próby wprowadzenia przeciwnika w błąd.
Który z trenerów okaże się lepszym oszustem, przekonamy się w środę. Początek meczu Polska – Niemcy o godz. 20:30. Wcześniej, bo o 18:00 ćwierćfinałową potyczkę stoczą zespoły Rosji i Włoch. Zwyciężczynie tych spotkań pojadą do Ankary. Lepszy zespół z pary Polska – Niemcy zagra tam 7 września w półfinale ze zwyciężczyniami meczu Turcja – Holandia, natomiast triumfatorki starcia włosko-rosyjskiego tego samego dnia w stolicy Turcji zagrają z lepszym zespołem z pary Serbia – Bułgaria. Mecze o medale zaplanowano w niedzielę 8 września w Ankarze – o brąz zacznie się o godz. 16:00, a o mistrzostwo Europy o 18:30.

 

Wtopa biało-czerwonych

Po zaciętym spotkaniu polskie siatkarki przegrały w Łodzi z Belgijkami 2:3 w fazie grupowej mistrzostw Europy. Biało-czerwone nie wykorzystały trzech piłek meczowych.

Mecz z Belgią miał być pierwszym sprawdzianem realnych możliwości Polek, bo do tej pory nie grały z drużynami z europejskiej czołówki. Oba zespoły przystępowały do meczu pewne już awansu do 1/8 finału. Biało-czerwone miały na koncie komplet zwycięstw: z Portugalią i Słowenią (po 3:0) oraz Ukrainą (3:1). Belgijki odniosły trzy zwycięstwa (z Ukrainą i Słowenią po 3:0, a z Portugalią 3:1 i dotkliwą porażkę z Włoszkami 0:3. Dodatkowym smaczkiem polsko-belgijskiej potyczki było to, że w kadrze rywalek były aż cztery Polki. Oprócz Kai Grobelnej pozostałe urodziły się w Belgii.

Niestety, nasze siatkarki okazały się nadzwyczaj gościnne dla ekipy Belgii i przegrały z nią 2:3, chociaż w końcówce tie-breaka miały aż trzy piłki meczowe. Nie potrafiły jednak wykorzystać okazji i poniosły pierwszą porażkę w turnieju. W czwartek Polki zmierzyły się z Włoszkami w ostatnim meczu grupowym. Aktualne wicemistrzynie świata były murowanymi faworytkami tej potyczki, a w przypadku ich wygranej Polki awansują dalej z trzeciego miejsca i w 1/8 finału czekał ich mecz z inną siatkarska potęgą – Rosją. Na walkę Polek o medale raczej się nie nastawiajmy.

Belgia – Polska 3:2 (20:25, 27:25, 20:25, 25:21, 17:15). Nasz zespół zagrała w składzie: Joanna Wołosz, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Agnieszka Kąkolewska, Magdalena Stysiak, Natalia Mędrzyk, Malwina Smarzek-Godek, Maria Stenzel, Martyna Grajber, Marlena Kowalewska, Klaudia Alagierska, Paulina Maj-Erwardt.

 

Serbki były za mocne

Reprezentacja Polski siatkarek nie wywalczyła awansu do przyszłorocznych igrzysk w Tokio. Biało-czerwone w decydującym meczu przegrały z Serbią 1:3 i to aktualne mistrzynie świata zapewniły sobie w olimpijskie paszporty. Ale nasze siatkarki będą jeszcze miały jedną szansę, w turnieju interkontynentalnym.

Kwalifikacje siatkarek na igrzyska olimpijskie w 2020 roku podzielone są na dwa etapy. Pierwszy to turnieje interkontynentalne, które odbyły się w miniony weekend. W sześciu turniejach rywalizują dwadzieścia cztery ekipy, a olimpijskie przepustki przewidziano jedynie dla zwycięskich drużyn. Jak już wiemy, nasze siatkarki, chociaż grały na własnym terenie, tej okazji nie wykorzystały.

Drugi etap kwalifikacji do igrzysk to turnieje kontynentalne, które odbędą się w styczniu przyszłego roku. W turnieju europejskim weźmie udział siedem najlepszych zespołów z rankingu CEV, które jeszcze nie wywalczyły awansu oraz ekipa gospodyń imprezy. Awans uzyska jednak tylko najlepsza ekipa. Polki maja niemal pewny udział w turnieju interkontynentalnym, bo w aktualnym rankingu CEV zajmują ósme miejsce ex aequo z Bułgarią, ale już trzy wyżej sklasyfikowane zespoły, czyli Serbia, Włochy i Rosja, są pewne występu w Tokio. Gra Polek w styczniowym turnieju kwalifikacyjnym jest więc niemal pewna. Dużo też będzie zależało od tego, jak nasz zespół spisze się w mistrzostwach Europy.

Ale biało-czerwone w tym zestawieniu wyprzedzają zespoły Serbii, Rosji i Włoch, które już awans na igrzyska wywalczyły. Na korzyść Polek przemawia też fakt, że jako jedna z trzech europejskich reprezentacji wywalczyły awans do Final Six Ligi Narodów. Ale o składzie europejskiego turnieju kontynentalnego ostatecznie przesądzi notowanie rankingu CEV po mistrzostwach Europy, które rozpoczną się w sierpniu. Polki w poprzednim czempionacie naszego kontynentu w 2015 roku zajęły ósme miejsce, więc powinny bez trudu obronić swoja pozycję.

Czego zabrakło naszym siatkarkom, żeby pokonać Serbki i zapewnić sobie już teraz prawo gry o olimpijskie medale? Chyba najbardziej, to wiary w siebie, zwłaszcza w drugim i czwartym secie. Nasze siatkarki mogły doprowadzić do tie-breaka, bo w pewnym momencie czwartej partii prowadziły już 18:12. Niestety, zamiast „docisnąć” rywalki, roztrwoniły przewagę. Meczowe statystyki pokazują, że o porażce Polek przesądziła słabsza gra w ataku – Serbki miały 62 procent skuteczności, a nasze zawodniczki tylko 53 procent. Co ciekawe, nasz zespół miał w swoich szeregach tak samo skuteczną zawodniczkę jak rywalki. Najlepsza w serbskiej ekipie Tijana Bosković zdobyła 27 punktów, tyle samo co najskuteczniejsza z Polek Malwina Smarzek-Godek. Tylko że Bosković miała jeszcze kilka koleżanek w drużynie grających na równie wysokim poziomie, a Smarzek-Godek nie.

Siatkarscy eksperci w miarę zgodnie podkreślają, że reprezentacja Polski zrobiła znaczny postęp i że powoli rodzi się drużyna, która za rok, dwa może dołączyć do ścisłej światowej czołówki.

 

Tajlandzki prysznic

Polskie siatkarki w rozegranym we Wrocławiu turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk łatwo pokonały Portoryko 3:0 i z trudem Tajlandię 3:2. Dlatego w meczu o awans z Serbią nikt nie dawał im szans.

Reprezentacja Serbii to aktualne mistrzynie świata i na parkiecie we Wrocławiu pokazały, że wciąż trzymają wysoki poziom. Serbki rozgromiły Portorykanki i Tajlandki gładko po 3:0, więc te zwycięstwa nie kosztowały ich zbyt wiele sił. Polki musiały się znacznie bardziej natrudzić, zwłaszcza w spotkaniu z Tajlandkami, w którym były dosłownie o krok od porażki. Ostatecznie wygrały po tie-breaku 3:2. Trener biało-czerwonych Jacek Nawrocki był jednak zadowolony. „Bardzo się cieszę, że dziewczyny wyszły z tak trudnego spotkania zwycięsko. Nawet gdyby ten mecz skończył się inaczej, nie miałbym prawa nic złego im powiedzieć. Nasza gra w ofensywie nie była zła, a w ataku mieliśmy ponad 40 procent udanych akcji. Jeżeli chodzi o grę blokiem, to wskaźniki nie są może najlepsze, ale ataków zawodniczek Tajlandii nie jest tak łatwo zablokować i mało której drużynie na świecie się to udaje. Ten zespół potrafił wygrać z Brazylią, a nawet zrobić psikusa ekipie USA” – przekonywał selekcjoner reprezentacji Polski.

Nawrocki nie robił kibicom wielkich nadziei na sukces w niedzielnym meczu z Serbkami. Zapytany po spotkaniu z Tajlandią, co mogłoby przesądzić o wygranej biało-czerwonych z mistrzyniami świata, żartobliwie odpowiedział: „Dla nas byłoby najlepiej, gdyby Serbki nie przyjechały na mecz”. Ale już na serio receptę miał właściwą. „Przede wszystkim musimy dobrze zagrywać, żeby odrzucić rywalki od siatki. Bez tego nie podejmiemy z nimi walki”.
Mecz Polska – Serbia zakończył się po zamknięciu wydania.