Nie samą kartą człowiek żyje

NBP wspiera płacenie gotówką. Prezes Adam Glapiński podjął działania, by płatności gotówkowe były powszechnie akceptowane, a dostęp do wypłat gotówkowych nie został utrudniony. To ważne w dobie pandemii i zgodne z oczekiwaniami wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.
Polacy chcą dokonywać płatności i gromadzić oszczędności w formie gotówki. Odnotowany w 2020 r. wzrost wartości pieniądza gotówkowego w obiegu o 83 mld zł (czyli 35 proc.), do kwoty 321,5 mld zł, czyli średnio ok. 22 tys. zł na jedno gospodarstwo domowe, świadczy o tym, że Polacy ufają gotówce – podkreślił prof. Adam Glapiński prezes Narodowego Banku Polskiego.
Samo zaufanie to jednak trochę za mało. Dlatego władze NBP postanowiły wspierać płacenie pieniądzem gotówkowym w Polsce. Przede wszystkim, nigdzie nie może być żadnej presji na zwiększanie płatności kartą.
„NBP stoi na stanowisku, że każdy z nas ma prawo podjąć decyzję w jaki sposób gromadzi oszczędności, w formie gotówki, na rachunkach w banku, czy w jeszcze innej formie. Każdy ma prawo wpłacać pieniądze do banków, oraz je z nich wypłacać. Tak więc wartość gotówki w obiegu to wynik suwerennych decyzji Polaków, a NBP chodzi właśnie o to, żeby każdy mógł sam swobodnie decydować, w jakiej formie gromadzi oszczędności i w jakiej dokonuje płatności. Dlatego NBP broni wolności wyboru obywatela ” – podkreśla prezes Glapiński.
Niestety, tej wolności wyboru gotówki dziś w Polsce brakuje, bo płacenie banknotami i monetami bywa ograniczane oraz utrudniane – co zwłaszcza w warunkach pandemii nie może mieć miejsca. Wedle prezesa NBP dochodzi nawet do tego, że zagrożone jest bezpieczeństwo Polaków płacących gotówką!
„Coraz częściej zdarzają się sytuacje odmowy przyjęcia płatności w formie gotówki, niestety także przez władze samorządowe. Uznaliśmy, że potrzebne są dodatkowe, bardziej skoordynowane działania, dzięki którym Polacy będą mieli zapewnione bezpieczeństwo posługiwania się gotówką – to, że płatności gotówkowe będą powszechnie akceptowane, a dostęp do wypłat gotówkowych nie będzie w żaden sposób ograniczony lub w istotny sposób utrudniany” – podkreślił prezes Adam Glapiński, włączając w ten sposób nasz bank centralny w wojnę z samorządami, prowadzoną od lat przez Prawo i Sprawiedliwość.
Szef NBP zwraca uwagę na kraje, które znacznie bardziej niż Polska zdołały rozwinąć płatności gotówkowe. „Największy udział gotówki w płatnościach w strefie euro miały kraje takie jak: Malta (88 proc.), Cypr (83 proc. ) oraz Hiszpania (83 proc.)” – wskazał prezes Adam Glapiński.
Tak więc, takie właśnie kraje powinny stanowić wzór dla Polski, a nie stojące na drugim biegunie Szwecja, Wielka Brytania, Dania i Norwegia, w których, jak podkreśla prof. Glapiński, udział płatności gotówkowych w ogólnej liczbie płatności detalicznych spadł do zaledwie kilku procent!.
To wręcz karygodny regres – ale na szczęście jest to problem tych krajów, a nie Polski. Co nie zmienia faktu, że cały czas trzeba zachować czujność, by i u nas nie zaczęły spadać płatności gotówkowe.
Zrozumiałe zatem, iż prezes NBP bez entuzjazmu przyjmuje sytuację, w której płatności bezgotówkowe w Polsce rozwijają się dynamicznie. Okazuje się, że na tle innych krajów Unii Europejskiej, konsumenci w Polsce z dużą intensywnością korzystają z bezgotówkowych rozwiązań płatniczych, takich jak płatności zbliżeniowe dokonywane kartami czy płatności mobilne.
W rezultacie, jak pokazują badania zwyczajów płatniczych w Polsce, udział gotówki w płatnościach w 2019 r. wynosił jeszcze 54 proc., a według wstępnych wyników badania w 2020 r. spadł do zaledwie 47 proc. Pozostałą część stanowiły płatności bezgotówkowe.
Niestety, tak jak pod wieloma innymi względami, tak i w rozwoju płatności gotówkowych ustępujemy wielu państwom UE, a zwłaszcza członkom eurostrefy. Jak wskazuje prof. Glapiński, średni udział korzystania z gotówki dla krajów strefy euro wynosił w ubiegłym roku 73 proc. O takim wskaźniku mogą tylko pomarzyć szefowie Narodowego Banku Polskiego.
Na szczęście to się powinno szybko zmienić. NBP rozpoczął bowiem zapowiedziane już wcześniej prace nad Narodową Strategią Bezpieczeństwa Gotówki. Na razie nie wiadomo, na czym będzie polegać ta strategia. Wiemy jednak, że ma to być jedno z najważniejszych zadań naszego banku centralnego. W NBP działa bowiem Rada ds. Obrotu Gotówkowego, a teraz, jak zapowiedział prezes Glapiński, „jej skład i zakres zadań ulegną odpowiedniemu poszerzeniu”.
Pierwsze posiedzenie Rady ds. Obrotu Gotówkowego działającej w nowej, rozszerzonej formule planowane jest na przełom lutego i marca bieżącego roku. Wtedy dowiemy się więcej, jakimi sposobami kierownictwo NBP chce rozwijać płatności gotówkowe w Polsce.
To bardzo dobrze, że Narodowy Bank Polski, jak i całe PiS, tak wiele uwagi poświęcają sprawom bezpieczeństwa. Narodowa Strategia Bezpieczeństwa Gotówki dobrze posłuży spójności funkcjonowania władz państwowych w Polsce i powinna spełnić oczekiwania wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, który przecież wykonuje zadania Przewodniczącego Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego.
Wagi spraw bezpieczeństwa nie wolno zatem umniejszać w jakikolwiek sposób. Kierownictwo NBP zauważa zaś, że wyzwania, związane z pandemią , odsłoniły pewne ryzykowne zjawiska w praktyce polskiego systemu płatniczego. „Zaliczamy do nich zmniejszanie się liczby bankomatów czy też zamykanie oddziałów banków oferujących klientom obsługę gotówkową” – precyzuje prezes Adam Glapiński.
NBP dostrzega także ryzyko w zakresie możliwych ataków cybernetycznych w tym, prowadzonych spoza polskich granic przez obce służby, które mogą poważnie zakłócić funkcjonowanie systemów płatności.
Polska niestety nie potrafi się bronić przed podobnymi atakami. Zrozumiałe więc, że w takich sytuacjach, a także w przypadku technicznych awarii systemów, gotówka jest niezbędnym instrumentem dla zapewnienia ciągłości obrotu gospodarczego, umożliwiającym dokonywanie codziennych zakupów. Wtedy rośnie wprawdzie ryzyko bardziej tradycyjnych ataków, polegających na napadach na konwojentów gotówki, rabowaniu kas sklepowych czy wyrywaniu torebek – ale takie są nieuniknione koszta polskiego postępu, jakim będzie rozwijanie płatności gotówkowych.
Wszystkie działania na rzecz płatności banknotami i monetami nie oznaczają oczywiście, że Polacy dokonujący płatności bezgotówkowych zaczną być w jakikolwiek sposób stygmatyzowani czy szykanowani. Uczciwi obywatele nie mają się czego obawiać.
Jak podkreśla prezes Adam Glapiński, rozwiązania, które zostaną wypracowane w ramach Narodowej Strategii Bezpieczeństwa Gotówki będą miały na celu jedynie „zagwarantowanie uczciwym obywatelom wolności w obszarze zarządzania ich osobistym finansami”.
Prezes Glapiński świadomie pomija wyniki badań, wskazujące na to, że płatności gotówkowe znacznie zwiększają koszty funkcjonowania systemu finansowego Polski. Chodzi zwłaszcza o koszty liczenia, sortowania, pakowania, transportowania i magazynowania gotówki. Badania te nie mają bowiem żadnego znaczenia w sytuacji, gdy zwolennikiem gotówki jest najważniejsza osoba w państwie, prezes Jarosław Kaczyński, który przez wiele lat nie miał karty bankomatowej ani konta w banku. Jak stwierdził on kiedyś, jest to efekt doświadczeń. Teraz z tych doświadczeń wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego będą mogli korzystać wszyscy Polacy.

Stopy stoją jak stały

Wzrost liczby zakażeń koronawirusem oraz zaostrzenie restrykcji epidemicznych oddziaływują negatywnie na aktywność gospodarczą w Polsce.
Członkowie Rady Polityki Pieniężnej wysyłają rozmaite sygnały do publiczności, ale ich realna polityka jest stała i niezmienna. Tak było także i podczas ostatniego posiedzenia RPP, kiedy podjęto kolejną decyzję o utrzymaniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie (stopa referencyjna 0,10 proc., a depozytowa 0,00 proc.).
Uzasadniając tę decyzję, wyjaśniono, że dane z gospodarki światowej wskazują, iż wraz ze wzrostem liczby zakażeń Covid-19 oraz ponownym zaostrzeniem restrykcji epidemicznych, w IV kwartale 2020 r. wyhamowało ożywienie globalnej koniunktury. Pogorszeniu uległa przede wszystkim sytuacja w sektorze usług, przy dalszym wzroście aktywności w przemyśle.
W ostatnich miesiącach – pod wpływem oczekiwań dotyczących pozytywnego wpływu szczepień na dalszy przebieg pandemii – nastąpiła pewna poprawa nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych, przyczyniając się do wzrostu cen części aktywów finansowych. Wzrosły też ceny części surowców na rynkach światowych, w tym ropy naftowej.
Jednocześnie, inflacja w gospodarce światowej utrzymuje się na niskim poziomie, a w strefie euro nastąpił spadek produktu krajowego brutto w IV kwartale 2020 r. Banki centralne głównych gospodarek utrzymują niskie stopy procentowe oraz prowadzą skup aktywów.
W Polsce wzrost liczby zakażeń Covid -19 oraz zaostrzenie restrykcji epidemicznych także oddziaływały negatywnie na aktywność gospodarczą, również głównie w części sektora usług. W październiku i listopadzie nastąpił spadek sprzedaży detalicznej w naszym kraju.
Utrzymujący się wzrost produkcji przemysłowej sugeruje, że sytuacja w tym sektorze jest relatywnie korzystna – ale szacunki wskazują, że roczna dynamika PKB w IV kwartale 2020 r. była nadal ujemna i prawdopodobnie niższa niż w poprzednim kwartale.
Dane z rynku pracy za listopad wskazują na stabilizację przeciętnego zatrudnienia oraz rocznej dynamiki przeciętnych wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Iinflacja w Polsce w grudniu – według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystyczngo – obniżyła się do 2,3 proc. rok do roku, z 3 proc. w listopadzie).
Można oczekiwać, że po spadku PKB w 2020 r., w bieżącym roku nastąpi ożywienie aktywności gospodarczej, ale skala tego ożywienia będzie zależała przede wszystkim od sytuacji epidemicznej i związanych z nią restrykcji. Dalszy przebieg pandemii oraz jej wpływ na sytuację gospodarczą w kraju i za granicą pozostaje głównym źródłem niepewności dotyczącej kształtowania się krajowej koniunktury.
Pozytywnie na koniunkturę mogą oddziaływać działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP. Wzrost aktywności może być jednak ograniczany przez podwyższoną niepewność oraz gorsze, niż przed pandemią nastroje podmiotów gospodarczych. „Będą one skutkować istotnym obniżeniem dynamiki inwestycji” – stwierdza Rada Polityki Pieniężnej.
Tempo ożywienia gospodarczego może być także osłabiane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią.
W tej sytuacji NBP zapewnia, że będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych i dłużnych gwarantowanych przez Skarb Państwa, na rynku wtórnym w ramach operacji otwartego rynku. Celem tych operacji ma być wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, które jak dotychczas jest raczej nikłe.
Dla wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym. Terminy oraz skala takich działań będą uzależnione od warunków rynkowych.
Szefowie NBP uważają, że ich polityka pieniężna łagodzi negatywne skutki pandemii, wspiera aktywność gospodarczą oraz stabilizuje inflację na poziomie zgodnym z wyznaczonym celem. A wszystko to ma także pozytywnie wpływać na sytuację kredytobiorców i oddziaływać na rzecz wzmocnienia stabilności systemu finansowego. Oby nastąpiły te pożądane skutki.

Flaczki tygodnia

Motto:
„Kurwa, tacy sami ludzie jesteśmy i tacy sami jak ci z Platformy czy w SLD. Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś i tylko różnimy się szefami./…/ Kaczyński dla mnie to jest wzór”. Tako rzekł Janusz Czyż, ideowy „kaczysta”, dolnośląski działacz PiS podczas partyjnej debaty programowej.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią nam życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Trwa Narodowego Planu Szczepień. Narodowy pan minister Dworczyk zapewnił, że wszystkie osoby, które otrzymały pierwszą dawkę, dostaną też drugą, nawet ci krytobiorczy celbryci, a harmonogram NPS zostanie utrzymany, choć będzie zmieniony. Tym razem winny jest koncern Pfizer, który zmniejsza dostawy aby je zwiększyć. Znowu wiemy, że wiedzieć wszystkiego nie będziemy.

Starsza generacja znów zachwyciła młodzieńczym wigorem. Już w chwilę po ogłoszeniu godziny „R”, kupą ruszyła rejestrować się na rządowej Infolinii i w pobliskich placówkach medycznych. Czym szybko zablokowała Infolinię i placówki. Dowiodła też skuteczności kampanii promocji szczepionek firmowanej w TVP info przez celebrycki duet Janda- Miller.

Jeszcze nie zaszczepionych i niezarejestrowanych gapiszonów „Flaczki” pocieszają. Cały ten rumor i kolejki, to robota jedynie 2/3 mieszkańców Polski, którzy chcą się szybko zaszczepić. Kiedy oni dawki przyjmą, to tłok szybko się skończy. Błogosławieni cierpliwi. Byle do wiosny, do jesieni pewnie.

Pierwszą „Konfederację Barską” zawiązała konserwatywna i patriotyczna szlachta w 1768 roku na Podolu. Drugą „Konfederację barską” zawiązano teraz na Podhalu.
Zawiązali ją ubożejący właściciele barów, restauracji, hoteli oraz inni przedsiębiorcy z branży gastronomiczno- turystycznej. Ogłosili swe przedsiębiorstwa strefami wolnymi od władzy warszawskich salonów PiS. Zaczęli otwierać swe bary i restauracje nawet za cenę interwencji policji, kar finansowych i gróźb wykluczenia ich z puli obiecanej przez rząd pomocy finansowej.

Zwłaszcza, że oni w skuteczną pomoc rządową oni już nie wierzą. A zarzuty łamania prawa odpierają licznymi przykładami łamania prawa przez elity PiS. Skoro pani minister Emilewicz i jej rodzina mogą bezczelnie kłamać i łamać prawo, to czemu nowi konfederaci barscy muszą dalej prawa przestrzegać?

Jest fundamentalna różnica między łamiącymi prawo konfederatami barskimi a Kaczyńskim, Szumowskim, Sasinem, Emilewicz, Czarnkiem i innymi prominentami Zjednoczonej Prawicy?
Konfederaci łamią prawo by przeżyć, a elity PiS aby sobie dostatnio i wesoło żyć.

Krajowa Rada Sadownictwa odwołała pana sędziego Leszka Mazura z funkcji jej przewodniczącego, a z prezydium KRS i funkcji rzecznika prasowego Rady odwołano pana sędziego Macieja Miterę. Głosowania odbyły się w trybie tak tajnym, że obaj odwołani w głosowaniu nie uczestniczyli.
Jako oficjalny powód ich odwołania podano „utratę zaufania”.

Tak naprawdę tajni radcy z KRS przestali „ufać” panu Mazurowi, bo udostępnił on mediom protokoły z obrad komisji KRS. Wynikało z nich, że niektórzy członkowie Rady zarabiali na podwójnych dietach. Zamiast pracować w dniach, gdy Rada zbierała się na posiedzeniach, to spotykali się w innych dniach, zwykle krótko i zdalnie. Dzięki temu zamiast jednej diety za posiedznie, około tysiąca złotych, były im wypłacane dwie diety. Bo oni zapewne też wyznają podstawowy dogmat kaczyzmu – „
Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś”.

Krajowa Rada Sądownictwa, zobowiązana strzeżenia niezależności sądów i niezawisłości sędziów, istnieje od 1989 roku. Obecna KRS, wybrana w kwietniu 2018, postrzegana jest przez większość środowisk prawniczych w Polsce i na świecie jako gremium nielegalne. Wybrane aby umożliwić elitom PiS przejęcie kontroli na władzą sądowniczą.
Takim oskarżeniom zaprzeczają prominenci PiS. Wedle ich deklaracji nowa KRS ma zreformować polskie sądownictwo i ograniczyć finansowe nadużycia „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej”.

Trzy lata działalności nowej KRS minęły. Sądownictwa nadal nie zreformowano. Przeciwnie z rok na rok jest coraz gorzej. A teraz okazuje się, że wybrani przez salony PiS „tajni radcy” okradają nas jak tylko mogą.

Pan prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński obwinił zagraniczne firmy oraz unijne regulacje klimatyczne za to, że inflacja w Polsce stała się „nieprzewidywalna”. I w minionym roku utrzymywała się powyżej przewidywanej przez NBP.
Pomimo „nieprzewidywalności” pan prezes zapewnił, że obawy o nadmierny wzrost inflacji w Polsce są nieuzasadnione. Przeciwnie, grozi nam inflacja zbyt niska.

Pan prezes Glapiński ogłosił też, że NBP posiada już dużą część zapasu gotówkowego w banknotach 500-złotowych. Bo w czasie pandemii takie banknoty były „bardzo akceptowane” i dlatego od marca 2020 liczba ich w obiegu wzrosła o 20 milionów. Zapowiedział zwiększenie ich emisji w celu tworzenia wielkiego „Narodowego Zapasu Gotówki”.

Pan prezes NBP zapowiedział też wprowadzenie do obiegu nowego banknotu o nominale 1000 złotych. Będzie on podręczny nie tylko dla budowaniu Narodowego Zapasu. To też zapewne milowy krok usprawniający realizację fundamentalnej wartości elit PiS – „Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś”.

Pamiętacie zapewne zeznania austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera. W 2018 roku pan prezes Kaczyński kazał mu dać łapówkę dla księdza Rafała Sawicza z rady Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego. Sto tysięcy złotych. Austriak tyle nie dał, bo nie posiadał odpowiedniej torby mieszczącej ówczesne banknoty. Po wprowadzeniu nowych banknotów na taką łapówkę wystarczy już większa koperta.
Ludziom będzie lżej.

„Zło atakuje nasz kraj, nasz naród i instytucję, która jest centrum naszej tożsamości, czyli Kościół katolicki”, przemówił z ambony starachowickiego kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych, jaśnie pan prezes Kaczyński.
Guru sekty kaczystów propagował tam jeszcze kult Jadwigi Kaczyńskiej, matki chyba już boskiej. Oraz reklamował film Latkowskiego o aferze Amber Gold.
Ile pan prezes dostał za to z zebranej podczas mszy tacy, tego jeszcze nie wiemy. Ale na jego miejscu „każdy by chciał coś”.

Burzliwy początek roku

Mimo wielu dramatycznych i zaskakujących wydarzeń, nie doszło do spadku cen akcji. Przeciwnie, indeksy biją rekordy.
Na przełomie i początku tego roku uwaga skupiła się przede wszystkim na wydarzeniach w USA. 5 stycznia okazało się, że afera Donalda Trumpa z stanem Georgia („szukajcie głosów, żebym wygrał”) Republikanom bardzo zaszkodziła. W wyniku głosowania w Senacie USA oba miejsca z Georgii wygrali Demokraci niewielką większością głosów.
Wydawało się, że inwestorzy, którzy po wyborach prezydenckich 3 listopada cieszyli się z tego, że Kongres będzie podzielony, zareagują korektą na rynku akcji. Nic z tych rzeczy – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Jeszcze przed atakiem na Kapitol, okazało się, że indeksy ruszyły do góry i ustanawiały nowe rekordy wszech czasów. Korekta nie to, że była krótka – praktycznie jej wcale nie było (tylko na początku sesji indeksy nieco straciły).
W kąt poszły obawy o to, że pełnia władzy Demokratów oznacza wyższe podatki i rozbicie spółek z sektora FAANG (Facebook, Amazon, Apple, Netflix i Google). Bardziej liczyło się to, że Kongres i prezydent Joe Biden zasilą gospodarkę kolejnymi zastrzykami gotówki. Mówiło się o co najmniej 1 bilionie dolarów (w tym o zastrzyku 2.000 USD na gospodarstwo domowe). Zobaczymy, czy te nastroje inwestorów utrzymają się wtedy, kiedy Kongres zacznie swoje pomysły wcielać w życie.
Wszystko było już na dobrej drodze do zakończenia dnia po wyborach w Georgii, ale okazało się, że USA pod rządami Donalda Trumpa to jest państwo z dykty. Mimo tego, że zapowiadany był zjazd zwolenników Trumpa w Waszyngtonie, nie zapewniono właściwej obsady ochrony Kapitolu, co było zaniedbaniem wręcz karygodnym i co zaowocowało scenami, które czasem można zobaczyć w krajach Trzeciego Świata (a i to chyba bardzo rzadko).
Podczas ceremonialnego liczenia głosów elektorskich częściowo uzbrojony i agresywny tłum wtargnął na Kapitol, a kongresmeni i senatorowie uciekali w popłochu. Zginęło pięć osób (jedna zastrzelona, trzy z powodów medycznych, jeden policjant). Bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Donald Trump, który zachęcał do ataku na Kapitol.
Oczywistym było, że w końcu siły porządkowe zaprowadzą porządek i tak też się stało. W kolejnym dniu wstrząśnięci kongresmeni zrezygnowali z części swoich sprzeciwów i już bez przeszkód Joe Biden – Kamala Harris zostali uznani za prezydenta i wiceprezydenta USA. Pozostaje już tylko zaprzysiężenie, które odbędzie się 20 stycznia 2021 roku.
W tle tego dramatycznego wydarzenia było interesujące zachowanie rynku akcji. W dniu ataku indeksy na Wall Street zaczęły spadać, ale mimo tego dramatu Dow Jones ustanowił nowy rekord, a S&P 500 zyskał pół procent. Oczywistym więc było, że kiedy sytuacja się uspokoi, czyli w czwartek, indeksy znowu zyskają i wszystkie ustanowią nowe rekordy. Tak też się stało. Pomagało też to, że Donald Trump nieco się wystraszył i zapowiedział płynne przekazanie władzy – ocenia TEP.
W Polsce po burzy dotyczącej przymusowej restrukturyzacji Idea Banku, czyli po przejęciu go przez Pekao SA na giełdzie papierów wartościowych reakcją był wzrost cen akcji Pekao oraz nurkowanie ceny Getin Noble Bank. Indeks WIG Banki rósł jeszcze mocniej z udziałem Pekao SA – z każdym dniem rósł coraz szybciej. Można powiedzieć, że rynek przyjął to rozwiązania z ulgą. Sprawa Idea Banku jest wielowątkowa, pytanie jednak co dalej jest nadal aktualne.
Po uspokojeniu sytuacji w USA, w czwartek 7 stycznia, WIG 20 zyskał 3,23 proc. otwierając drogę przynajmniej do poziomu sprzed pandemii. Trudno się temu dziwić, jeśli widać to, co dzieje się na rynkach rozwijających się i jakie rekomendacje dają duże banki inwestycyjne (kupować akcje na tych rynkach).
Kilka słów trzeba też powiedzieć o naszym rynku walutowym i wywiadzie Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wynikało z niego, że obniżka stóp procentowych może nastąpić, jeśli Polskę zaatakuje zimowa fala pandemii (czyli nie w styczniu), a NBP nie jest zadowolony z siły złotego.
Takie słowne interwencje jednak na rynek nie działają, więc złoty się umacniał i będzie się umacniał, dopóki NBP znowu nie wkroczy na rynek. A i to może jedynie spowolnić tempo umacniania się naszej waluty. Czekamy więc teraz nie na obniżki stóp, ale na to, kiedy i czy NBP znowu wejdzie na rynek. Jeśli będzie chciał pokazać, że nie chodziło tylko o zysk NBP przekazywany do budżetu, to niedługo będzie musiał to zrobić.

Pandemia nie zwalnia uścisku

Po ożywieniu gospodarczym w trzecim kwartale, widmo niemal całkowitego lockdownu grozi pogłębieniem kryzysu. Przyszłoroczne przewidywania są jednak optymistyczne.
Napływające dane potwierdziły, że po silnym spadku globalnego produktu krajowego brutto w drugim kwartale bieżącego roku, w trzecim nastąpiło ożywienie aktywności gospodarczej. Poprawie koniunktury sprzyjało dokonane wcześniej poluzowanie restrykcji epidemicznych, podjęte działania fiskalne, a także towarzyszące im poluzowanie polityki pieniężnej, w tym obniżenie stóp procentowych oraz skup aktywów przez banki centralne – oświadczyła Rada Polityki Pieniężnej.
Jak było do przewidzenia, w listopadzie RPP po raz kolejny podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie, co oznacza, że podstawowa stopa referencyjna wynosi 0,10 proc.. a stopa depozytowa 0,00 proc.
Rada wskazała na oczywisty fakt, że mimo poprawy koniunktury, aktywność gospodarcza w większości krajów pozostała poniżej poziomu sprzed wybuchu pandemii. Ponadto, w ostatnim okresie odnotowano silny wzrost liczby zakażeń COVID-19. W efekcie wiele państw ponownie zaostrzyło restrykcje epidemiczne. Jednocześnie, wzrosła niepewność dotycząca dalszego przebiegu pandemii, a także obawy o perspektywy globalnej koniunktury.
Wzrost liczby zakażeń przyczynił się także do pogorszenia nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych, co znalazło odzwierciedlenie między innymi w osłabieniu walut gospodarek wschodzących, czyli także i Polski. Ceny surowców na rynkach światowych pozostają wyraźnie niższe niż na początku bieżącego roku. Wraz z obniżoną aktywnością gospodarczą oddziałuje to w kierunku utrzymywania się niskiej dynamiki cen w wielu krajach, w tym u głównych partnerów handlowych Polski, co utrudnia nasz rozwój gospodarczy.
Dane z naszego kraju także potwierdzają, że w III kwartale nastąpiło wyraźne ożywienie aktywności gospodarczej po silnym spadku PKB w II kwartale. Wskazują na to zwłaszcza informacje o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej we wrześniu.
Tym pozytywnym sygnałom towarzyszyła pewna poprawa sytuacji na rynku pracy, w tym wzrost dynamiki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Jednocześnie inflacja w październiku – według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego – obniżyła się do 3,0 proc w porównaniu z pażdziernikiem ubiegłego roku (wobec 3,2 proc. rok do roku we wrześniu).
W ostatnim czasie nastąpił jednak w Polsce silny wzrost liczby zakażeń COVID-19 oraz liczby zgonów. W tragicznej, dziennej statystyce śmiertelności, nasz kraj dość regularnie jest już na trzecim miejscu w Europie, z większą liczbą zgonów, niż państwa ludniejsze od nas. Rząd zareagował na to zaostrzeniem restrykcji epidemicznych, co przyczynia się do ponownego wyraźnego osłabienia koniunktury w IV kwartale roku.
RPP zwróciła uwagę, że szczególnie negatywnie na krajową koniunkturę wpływają: obniżenie aktywności w sektorze usług, wprowadzone ograniczenia w handlu, zwiększona niepewność dotycząca dalszego przebiegu i skutków pandemii oraz pogorszenie nastrojów podmiotów gospodarczych.
Krajowa aktywność gospodarcza może być także ograniczania przez pogorszenie koniunktury w otoczeniu polskiej gospodarki oraz brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią. Spadek aktywności gospodarczej w Polsce może natomiast być ograniczany przez działania ze strony polityki gospodarczej, w tym dokonane poluzowanie polityki pieniężnej NBP.
Rada odniosła się do wyników listopadowych przewidywań dotyczących inflacji i PKB w Polsce. Zgodnie z tą projekcją – przygotowaną przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP – roczna dynamika cen znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale od 3,4 do 3,5 proc. w bieżącym roku, 1,8 – 3,2 proc. w przyszłym, oraz 1,6 – 3,6 proc. w 2022 r. Warto zauważyć, iż pięćdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo oznacza, że równie dobrze te liczby mogą być inne.
Z kolei roczne tempo wzrostu PKB według tej projekcji znajdzie się, także z 50-procentowym prawdopodobieństwem, w przedziale od minus 4,1 proc. do minus 3,0 proc. w bieżącym roku, od 0,8 do 4,5 proc. w przyszłym oraz od 3,8 do aż 7,8 proc. w 2022 r.
RPP oświadczyła też, że NBP będzie nadal prowadził zakup obligacji Skarbu Państwa na rynku wtórnym. Celem tych operacji ma być poprawa płynności w sektorze bankowym oraz skuteczniejsze oddziaływanie obniżenia stóp procentowych na gospodarkę (które dotychczas nie jest wielkie). Uczenie nazywa się to wzmocnieniem mechanizmu transmisji monetarnej.
NBP będzie także nadal oferował kredyt przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki, co ma łagodzić negatywne skutki pandemii, wspierać aktywność gospodarczą, stabilizować inflację oraz pozytywnie wpływać na sytuację finansową kredytobiorców.

Niżej już się chyba nie da

Działania NBP mają pomóc w wejściu naszej gospodarki na ścieżkę ożywienia. Ale dopiero po zakończeniu pandemii.

Podczas czerwcowego posiedzenia, Rada Polityki Pieniężnej, jak było do przewidzenia, podjęła decyzję o utrzymaniu stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego na dotychczasowym poziomie 0,10 proc.
Jednocześnie Rada ustaliła następujący poziom pozostałych stóp procentowych NBP: lombardowa 0,50 proc., depozytowa 0,00 proc., redyskonta i dyskonta 0,11 i 0,12 proc.
Napływające dane potwierdzają, że pandemia COVID-19 przyczyniła się do spadku aktywności gospodarczej na świecie, w tym recesji w gospodarkach będących głównymi partnerami handlowymi Polski. Towarzyszyło temu pogorszenie sytuacji na rynku pracy oraz wyraźne osłabienie nastrojów konsumentów i firm.
„W celu ograniczenia negatywnych skutków pandemii podjęto działania fiskalne mające na celu zmniejszenie skali spadku dochodów gospodarstw domowych i firm, a także stymulację koniunktury gospodarczej” – stwierdza RPP. To się ma nie zmienić. Tym krokom towarzyszy stałe luzowanie polityki pieniężnej, w tym poprzez utrzymywanie bardzo niskich stóp procentowych oraz skup aktywów.
W związku z tym, NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym. Skala tych zakupów ma być uzależniona od warunków rynkowych. Celem tych operacji jest poprawa płynności finansowej w sektorze bankowym, zapewnienie płynności na rynku wtórnym papierów wartościowych oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę (tzw. mechanizm transmisji monetarnej)
NBP będzie także pomagał bankom komercyjnym, a za ich pośrednictwem gospodarce, oferując kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki.
„W ostatnim czasie, wraz z łagodzeniem w wielu krajach restrykcji wprowadzonych w celu opanowania pandemii, następuje stopniowa poprawa nastrojów” – optymistycznie zauważa RPP. Według aktualnych prognoz w drugiej połowie br. nastąpi poprawa koniunktury w
gospodarce światowej, choć poziom aktywności będzie niższy niż przed pandemią. Jednocześnie, wciąż panuje niepewność dotycząca tempa i trwałości poprawy koniunktury na świecie w kolejnych kwartałach.
Poluzowanie polityki monetarnej oraz stymulacja fiskalna w największych gospodarkach rozwiniętych, wraz z pewną poprawą nastrojów przyczyniły się do wzrostu cen części aktywów na międzynarodowych rynkach finansowych, co znalazło także odzwierciedlenie w wzroście kursów walut części krajów.
Jednocześnie w ostatnim okresie wyhamował spadek cen części surowców, choć nadal są one wyraźnie niższe niż na początku roku. Wraz z obniżeniem aktywności gospodarczej przyczynia się to do spadku inflacji w wielu krajach, w tym u głównych partnerów handlowych Polski – choć spadek inflacji w naszym kraju jest niemal niezauważalny.
Nasza gospodarka pozostaje w kryzysie. „W Polsce dane o koniunkturze w kwietniu wskazują na silny spadek aktywności gospodarczej, obniżenie wynagrodzeń i zatrudnienia w przedsiębiorstwach oraz słabe nastroje konsumentów i przedsiębiorstw” – stwierdza RPP.
W ostatnich tygodniach nastąpiło jednak stopniowe łagodzenie restrykcji dotyczących ograniczenia działalności gospodarczej, co przełożyło się na pewną poprawę nastrojów. Towarzyszy temu lekki spadek inflacji.
Można więc oczekiwać, że w najbliższym czasie w Polsce dojdzie do jakiegoś ożywienia aktywności gospodarczej. Oprócz prawdopodobnego dalszego znoszenia restrykcji związanych z pandemią, będą temu sprzyjać działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP. Mają one ograniczać skalę spadku zatrudnienia, wspierając dochody gospodarstw domowych oraz sytuację finansową firm.
Przyszłość wciąż jest jednak mało optymistyczna. Skala oczekiwanego ożywienia aktywności może być ograniczana przez niepewność dotyczącą skutków pandemii, niższe dochody oraz słabsze niż w poprzednich latach nastroje podmiotów gospodarczych. Tempo ożywienia gospodarczego może być także ograniczane przez brak wyraźnego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią.
Szefostwo NBP oczekuje, iż poluzowanie polityki pieniężnej naszego banku centralnego złagodzi negatywne skutki pandemii, przyczyniając się do wolniejszego pogarszania się sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Ma to oddziaływać w kierunku szybszego ożywienia gospodarczego już po zakończeniu pandemii. Tyle, że nie wiadomo, czy i kiedy pandemia się skończy.
Jak widać więc, wyczekiwane z nadzieją i tylekroć wymieniane ożywienie gospodarcze, to pieśń bardzo dalekiej przyszłości. Tak jak i ewentualny efekt obecnych poczynań NBP.

Gospodarka 48 godzin

NBP wspiera budżet

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich apeluje do Prezesa Narodowego Banku Polskiego, Rady Polityki Pieniężnej i Zarządu NBP o niepodejmowanie działań, które nie mieszczą się w zakresie kompetencji NBP. Konstytucja stanowi, że „Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza” (art. 227 ust. 1). Skup skarbowych papierów wartościowych zapowiedziany przez Zarząd NBP w dniu 16 marca 2020 roku, i rozpoczęty 19 marca, grozi pokrywaniem deficytu budżetowego przez bank centralny, czego Konstytucja zabrania (art. 220 ust. 2). Ów zakaz wprowadzono do Konstytucji w wolnej Polsce po doświadczeniach z okresu schyłkowego socjalizmu. Skup papierów skarbowych nie jest przeprowadzany po to, by zabezpieczyć płynność w bankach. W sektorze bankowym utrzymuje się nadpłynność, a obligacje posiadane przez banki mogą być przez nie użyte do poprawy płynności w standardowych operacjach z bankiem centralnym. Rozpoczęty przez NBP skup służy zapewnieniu płynności budżetowi państwa. Rząd nie wykorzystuje jej przy tym do pomocy pracownikom i przedsiębiorstwom, których działalność została wstrzymana albo ograniczona na skutek epidemii koronawirusa. Ani do firm, ani do pracowników wciąż nie trafiło żadne wsparcie finansowe (!). Jeśli wydatki budżetu państwa pokrywa bank centralny, to ich koszt nie znika. Po ogłoszeniu przez NBP skupu papierów skarbowych kurs złotego znacząco się osłabił. W dłuższej perspektywie stracą wszyscy, których dochody lub majątek są niezabezpieczone przed słabym kursem złotego lub inflacją. Banki komercyjne będą niechętnie udzielać nowych kredytów, natomiast zwiększą swoje płynne rezerwy. NBP wkraczając na obszary będące domeną polityki wystawił się na polityczne naciski. Im dłużej pozostanie na tych obszarach, tym bardziej będzie się wikłał w bieżącą politykę i tym trudniej będzie mu się z nich wycofać, czego skutkiem będzie osłabienie złotego. W ten niebezpieczny scenariusz wpisują się działania ogłoszone przez prezesa NBP na wspólnej konferencji z premierem w dniu 8 kwietnia br. Zapowiedziany na niej skup obligacji gwarantowanych przez Skarb Państwa grozi obchodzeniem ograniczenia dla długu publicznego, który zgodnie z art. 216 ust 5 Konstytucji nie może przekroczyć 3/5 wartości produktu krajowego brutto. Obejście tego ograniczenia jednocześnie likwiduje granice dla pokrywania deficytu budżetu przez bank centralny. Skup ten może być źródłem jeszcze innej groźnej patologii: finansowania przez NBP przedsiębiorstw mających wsparcie polityków, maskowanego przez pośrednictwo Polskiego Funduszu Rozwoju i banków będących pod kontrolą Skarbu Państwa. Takie działania byłyby niebezpieczne dla wartości złotego i w ogóle dla racjonalności ekonomicznej, która byłaby wyparta z polskiej gospodarki przez rachuby polityczne.

Stopy procentowe w czasie zarazy

Ostatnia obniżka stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego w dobie zbliżającego się kryzysu gospodarczego to krok zbędny, a być może nawet fałszywy.

Komentarze członków Rady Polityki Pieniężnej wskazujące na słuszność cięcia o 50 punktów bazowych i budujące oczekiwania na kolejne obniżki, dowodzą, że RPP niezbyt uważnie obserwuje rzeczywistość gospodarczą, a zbyt mocno polega na anachronicznych podręcznikach do makroekonomii z XX wieku – oceniają przedstawiciele Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Problem, który przed nami się pojawia polega na spowolnieniu obiegu gospodarczego, przerwaniu łańcuchów logistycznych, zwolnieniu obiegu pieniądza i zaburzeniach płynności finansowej. Dotyczy to przede wszystkim sektora przedsiębiorstw, tzw. sfery realnej i usług.
Problem nie polega na niedostosowaniu popytu i podaży pieniądza czy na zbyt wysokim koszcie kredytu. Nie dotyczy zbyt niskich przychodów przedsiębiorców i zbyt wysokich kosztów finansowych. Ten problem jest brutalny: brak płynności, brak przychodów, brak kredytu.
W przestrzeni publicznej oraz w wypowiedziach członków RPP brak zupełnie odniesienia do depozytów składanych w bankach. W ostatnich 10 latach żyjemy w wyjątkowo niskim otoczeniu stóp procentowych. Obniżenie stóp NBP prowadzi do obniżenia oprocentowania depozytów. To oznacza, że oszczędzający w bankach uzyskają przychód pomniejszony do 5 mld zł w skali roku. Oprocentowanie ich oszczędności spadnie praktycznie do zera. Pojawi się pytanie, po co oszczędzać przy tak niskich przychodach odsetkowych?
W coraz większym stopniu jesteśmy świadkami zaniku depozytów terminowych – w warunkach niskich stóp procentowych, poniżej 1 proc., kogo obchodzi, że otrzyma oprocentowanie depozytu większe np. o 0,2 punktu procentowego, jeżeli złoży ten depozyt na pół roku. Obniżka stóp ma dewastujący wpływ na strukturę terminową naszych oszczędności, jak również pasywów banków.
Płynność traci się tylko raz. W związku z tym cena płynności jest ogromna. To jest obecny problem gospodarczy.
Autorzy podręczników do ekonomii nie dyskutują problemu zatrzymania obiegu gospodarczego lub zarządzania gospodarką w stanie wojny (bowiem sytuacja obecna w wielu aspektach stan taki przypomina).
Obniżenie stóp procentowych zmniejsza oprocentowanie części kredytów. Można ten efekt oszacować na około 5 mld zł w skali roku. Jest to zmniejszenie kosztów przedsiębiorców i jednocześnie zmniejszenie przychodów banków.
Obniżenie oprocentowania kredytów nie zwiększa zapotrzebowania na płynność i kredyt, bo to zapotrzebowanie i tak jest teraz bardzo duże. Cena kredytu w takich warunkach nie jest istotna. Część przedsiębiorców znajduje się teraz zapewne w takiej sytuacji, że zapłaciliby za utrzymanie płynności w ciągu najbliższego roku 5 – 10 proc., a nawet 20 proc. (!).
Pytanie, kto może udzielić kredytu, gdy przedsiębiorca nie ma przychodów, bo rozporządzeniem zawieszono możliwość prowadzenia przez niego działalności? Bank, który dysponuje pieniędzmi powierzonymi przez klientów ma w takim przypadku bardzo ograniczone pole działania. Nie może przecież zapomnieć o ochronie deponentów. Nie może udzielić kredytowania podmiotom, które nie zwrócą środków powierzonych przez oszczędzających. Gra idzie o przetrwanie i przedsiębiorstw i banków.
Pozyskanie finansowania czy to przez Skarb Państwa, czy przez przedsiębiorstwa przez emisję obligacji, będzie w nowych warunkach gospodarczych trudne, a to oznacza, że nie będzie tanio. Dlaczego bowiem ci co posiadają wolne środki, mają akceptować obecnie niskie oprocentowanie?.
W warunkach bardzo dużej niepewności gospodarczej i zachowania stóp procentowych w strefie euro bez zmian nie dziwmy się, że polski złoty staje się walutą jeszcze mniej atrakcyjną i wątłą.
W czasach zarazy operacje banków centralnych na stopach procentowych są nieskuteczne, a wręcz mogą być niebezpieczne. Odwracają uwagę od spraw istotnych. Zmiana oprocentowania kredytu nie tylko o 50 punktów bazowych, ale nawet o 5 punktów procentowych może nie mieć żadnego znaczenia, jeśli przedsiębiorstwa z powodu braku dostępu do pieniądza i zatorów płatniczych będą bankrutować.
Istotne jest uruchomienie mechanizmów podtrzymujących płynność. Jednocześnie, takie działania nie powinny zwiększać kosztów banków, jak również ich ryzyka, bo żaden system bankowy na świecie takiego ryzyka i kosztów nie przetrwa.
Konieczne jest uruchomienie gwarancji państwa dla przedsiębiorców, które zapewnią ciągłość pozyskania finansowania w bankach. Gwarancje takie powinny być nie tylko na 60-80 proc. wartości kredytu, ale na 100 proc. Wydaje się, że najskuteczniejszym mechanizmem będzie dystrybucja gwarancji przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który od kilku lat ten mechanizm obsługuje. Wiemy, że to działa – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Jednocześnie, w celu uwolnienia płynności Ministerstwo Finansów powinno przemyśleć rewizję dotychczasowych mechanizmów poboru podatków, które skutecznie zabrały płynność przedsiębiorcom – na rzecz Skarbu Państwa.
Operacje NBP na stopach procentowych dają efekt mizerny w stosunku do prawdziwych potrzeb. Tylko niepotrzebnie odwracają uwagę od prawdziwych problemów i generują wiele niepożądanych skutków ubocznych.
Moja opinia bazuje na wielu latach doświadczeń i pracy na rynku finansowym oraz wieloletnich pracach badawczych nad funkcjonowaniem rynku stóp procentowych. Nie jest wykluczone, że baza informacyjna i decyzyjna NBP jest wsparta jakimiś solidnymi argumentami, które rzeczywiście uzasadniają obniżkę stóp procentowych. Warto, aby takie argumenty zostały poddane szerszej dyskusji.

NBP: coraz poważniejsze zagrożenie

W związku ze skutkami epidemii, nasz bank centralny postanowił pomóc bankom komercyjnym, wykorzystując do tego pieniądze publiczne.

Rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa stanowi coraz poważniejsze zagrożenie dla zdrowia publicznego i wymaga stanowczych reakcji. Z obecną  sytuacją wiążą się także zagrożenia dla sfery realnej polskiej gospodarki – oświadcza Narodowy Bank Polski.

W związku z tym NBP twierdzi, że na bieżąco monitoruje sytuację firm w naszym kraju – które ankietuje w ramach tzw. szybkiego monitoringu oraz ma możliwość przeprowadzania tzw. szybkich sond.

„Na tej podstawie wiemy, że wprawdzie sytuacja płynnościowa większości podmiotów jeszcze nie pogorszyła się istotnie, bo upłynęło niewiele czasu od zaistnienia stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce, jednak sytuacja ta jest bardzo dynamiczna i zaczęła się już pogarszać, a w niektórych obszarach wyraźnie” – podkreśla NBP.

Firmy narzekają, banki dostają wsparcie

Przedsiębiorcy zgłaszają bardzo duże obawy przed narastaniem zatorów płatniczych. Wiadomo już także, że niektórzy eksporterzy nie otrzymują należnych płatności od swoich kontrahentów zagranicznych. Ograniczona może zostać działalność niektórych firm w wyniku przymusowej kwarantanny pracowników lub też konieczności pozostania w domu, na przykład w związku ze sprawowaniem niezbędnej opieki nad dziećmi, osobami niepełnosprawnymi lub osobami starszymi.

 Dodatkowo następuje pogorszenie nastrojów, prowadzące do ograniczenia zakupów towarów nieżywnościowych i usług (jak je zresztą robić, skoro duża część placówek handlowych została zamknięta), a także do zakłócenia globalnych sieci podaży oraz zagrożeń dla inwestycji.

„Wszyscy liczymy na to, że sytuacja szybko się poprawi” – taką nadzieję wyraża zarząd NBP.

Jednakże, „Uwzględniając powagę sytuacji oraz zagrożenie dla sfery realnej gospodarki Zarząd NBP, na podstawie obowiązujących regulacji, podjął decyzję o wykorzystaniu dodatkowych instrumentów” – oświadczyło szefostwo naszego banku centralnego.

„Wprowadzone zostaną operacje zasilające banki w płynność, tzw. operacje repo” – dodają władze NBP. „To zasilanie w płynność” to po prostu wpompowanie dodatkowych pieniędzy, którymi NBP chce zasilić banki komercyjne z polskich środków publicznych. Natomiast operacje repo polegają na tym, że bank centralny kupuje od banków komercyjnych papiery wartościowe, zobowiązując się jednocześnie do odsprzedaży tych papierów po określonej w dniu transakcji cenie i wyznaczonym terminie. Jest to po prostu  sposób udzielania przez bank centralny dogodnych pożyczek dla banków komercyjnych.

Czyli, tak jak w przypadku kryzysu finansowego z 2008 r., banki komercyjne skorzystają bo uzyskają dostęp do większej kasy. Ciekawe, czy w związku z tym banki rzeczywiście złagodzą warunki kredytowe dla przedsiębiorstw, którym coraz bardziej brakuje przychodów?

NBP zapowiada, że dostęp do tych pożyczek będzie rodzajem ubezpieczenia na wypadek pojawienia się „potrzeby zasilania banków w płynność” (czyt: w dodatkowe pieniądze). Podobno tego typu działania podjęło już wiele banków centralnych.

NBP już rozpoczął akcję pożyczania pieniędzy publicznych bankom komercyjnym Pierwszą operację repo przeprowadzono 17 marca.

Żeby było płynniej

Bank centralny zapowiada także, że wdroży na dużą skalę zakupy obligacji skarbowych na rynku wtórnym w ramach tzw. strukturalnych operacji otwartego rynku, co poprawi długoterminową strukturę płynności w sektorze bankowym (która zresztą, jak wynikało z wcześniejszych informacji, wcale nie była zła). Rezultatem tych operacji powinno być także utrzymanie płynności rynku wtórnego obligacji skarbowych.

W ramach pomagania bankom komercyjnym, NBP wprowadzi także kredyt wekslowy dla banków, który – w założeniu – ma umożliwiać refinansowanie kredytów udzielanych przez banki innym przedsiębiorstwom. Chodzi o to, by banki komercyjne w Polsce, nie ograniczyły, jak to mają we zwyczaju, udzielania przedsiębiorstwom kredytów akurat wtedy, gdy te kredyty są najbardziej potrzebne.

NBP zarekomendował także Radzie Polityki Pieniężnej istotne obniżenie stopy rezerwy obowiązkowej oraz podniesienie oprocentowania tej rezerwy. To dodatkowa forma wspierania banków komercyjnych, która ma umożliwić  utworzenie dodatkowego „bufora płynnościowego” dla tych banków oraz obniży ich koszty z tytułu utrzymywania rezerwy. A może warto by też zasugerować bankom koemrcyjnym, by obniżyły gigantyczne zarobki, wypłacane swoim prezesom i zarządom?

Zarząd NBP tłumaczy, że wprowadza bądź rekomenduje wszystkie te działania w celu wsparcia odpowiedniej polityki fiskalnej oraz uzyskania „właściwych reakcji”  po stronie sektora bankowego. Chodzi bowiem o to, że przede wszystkim niezbędne są pilne działania zmniejszające obciążenia przedsiębiorstw, co powinno ograniczyć straty i zmniejszyć ryzyko upadłości firm. Działania takie mogą zaś podjąć tylko banki komercyjne – ale będą one też zależeć od decyzji polskiego rządu.

Propozycje dla rządu

NBP sugeruje, że pakiet działań rządu mógłby obejmować czasowe wprowadzenie metody kasowej rozliczania podatków (co polegać będzie, najogólniej mowiąc, na ich odłożeniu w czasie) dla wszystkich firm oraz zawieszenie w ogóle płatności podatków i składek na ZUS – a także rozłożenie ich na nieoprocentowane raty, płatne po okresie karencji, na umotywowany wniosek przedsiębiorcy.

Firmy, które znajdą się w trudnej sytuacji i tak nie zapłacą podatków, a bez podobnych  rozwiązań grozić im będzie upadłość.

NBP uważa, że dość radykalnym, ale skutecznym rozwiązaniem byłaby w uzasadnionych przypadkach możliwość obniżenia wynagrodzenia (nie niżej niż płaca minimalna) na określony okres, przy obowiązku późniejszego wyrównania. Takie rozwiązanie jest z pewnością korzystniejsze niż upadłość i bezrobocie. Należałoby także rozważyć kompensowanie przedsiębiorcy przez ZUS kosztów absencji związanej z epidemią koronawirusa już od pierwszego dnia.

Pomysłowi czasowego zmniejszenia płac jak najbardziej warto przyklasnąć – z tą drobną poprawką, że najskuteczniejszy przykład zawsze idzie z góry. Obniżka wynagrodzeń powinna więc najpierw objąć Narodowy Bank Polski oraz banki komercyjne działające w Polsce. 

Komisja Nadzoru Finansowego, którą trudno uznać za najsprawniej działający organ państwa, powinna natomiast dokładnie monitorować charakter i zakres wpływu epidemii na zdolność banków do świadczenia usług finansowych – i informować o tym Komitet Stabilności Finansowej.

Banki stawiają warunki

Banki komercyjne wstępnie zapowiadają, że mogą się zgodzić na zastosowanie karencji w spłacie kredytu. Ale oczywiście nie za darmo. Dlatego władze banków komercyjnych oczekują – przy poparciu NBP – zredukowania lub zawieszenia podatku bankowego. Zarząd NBP popiera także obniżenie wymaganego tzw. „bufora ryzyka”, by zapobiec ograniczaniu kredytów przez banki komercyjne. Szefostwo NBP mówi eufemistycznie o „obniżeniu” bufora, ale w rzeczywistości proponuje jego całkowita likwidację – czyli redukcję do zera, co miałoby dać bankom komercyjnym ok. 30 mld zł uwolnionego kapitału.

Prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział już, że będzie proponował Radzie Polityki Pieniężnej obniżenie stóp procentowych. Uważa on, że obniżka stóp: „będzie w dłuższej perspektywie wspierać sytuację finansową banków dzięki korzystnemu oddziaływaniu na jakość portfela kredytowego”.

Niezależnie od decyzji wspierających NBP, komercyjny sektor bankowy w Polsce od lat funkcjonuje stabilnie, jest zyskowny i ma duże rezerwy płynnościowe oraz kapitałowe. Dziś główne wyzwanie to to konieczność utrzymania płynności przedsiębiorstw w naszym kraju – i na ich sytuacji trzeba skoncentrować się w pierwszej kolejności.

Chodzi o to, aby przejściowy, miejmy nadzieję, spadek sprzedaży i produkcji nie doprowadził do trwałej redukcji zatrudnienia oraz upadłości firm. Wiele firm korzysta z kredytów więc obniżenie stóp procentowych wpłynie na poprawę ich kondycji finansowej – podobnie jak i kondycji gospodarstw domowych spłacających kredyty, zwłaszcza mieszkaniowe.

Obniżka stóp procentowych to natychmiastowy i bezpośredni sposób obniżenia kosztów zaciągniętych zobowiązań. To ulga dla większości zadłużonych, w tym dla całego sektora finansów publicznych.

Zmiany stóp procentowych wprawdzie nie zapobiegną zaburzeniom w produkcji i podaży, ani nie sprawią, że w krótkim okresie wzrośnie popyt – jednak obniżą  obciążenia wynikające z istniejących zobowiązań, co będzie stanowić wsparcie dla budżetów firm i gospodarstw domowych.

Witajcie w ciężkich czasach

NBP przewiduje wolniejsze tempo rozwoju gospodarczego, pogorszenie w inwestycjach, wzrost cen energii elektrycznej dla osób prywatnych o 8 proc. rocznie.

Listopadowe przewidywania dotyczące inflacji i produktu krajowego brutto nie przyniosła dużych niespodzianek. Raport Narodowego Banku Polskiego uwzględnił planowane podwyżki płacy minimalnej, wypłaty trzynastej emerytury, brak zmian w płatności składki ZUS oraz podwyżkę cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych wynoszącą po 8 proc. w 2020 i 2021 roku.
Wszystkie te założenia nie spowodowały znaczących zmian ścieżki inflacji przez najbliższe dwa lata. W scenariuszu bazowym NBP inflacja jest nadal pod kontrolą, co będzie stanowiło silny argument dla członków Rady Polityki Pieniężnej do utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie przez najbliższe kwartały.

Uratuje nas konsumpcja?

Kluczowe dla projekcji NBP na temat inflacji i PKB są założenia dotyczące czynników zewnętrznych. Uwzględnione zostało głębsze spowolnienie w sektorze przemysłowym oraz budowlanym krajów Unii Europejskiej.
Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, przedłużający się okres niekorzystnej sytuacji w sektorze produkcyjnym, w tym szczególnie w sektorze samochodowym, może odbić się negatywnie na polskiej gospodarce. Efekty spowolnienia mogą dotknąć polską gospodarkę bardziej, niż dzisiaj widzą to analitycy NBP – co składa się na jeden z czynników ryzyka listopadowej projekcji.
Oczywiście działania podejmowane przez rządy krajów strefy euro mogą tę sytuację zmienić, jednak w tej chwili zaskoczenie tempem pogarszania się sytuacji w krajach UE jest spore. Dowodem na to może być duża rewizja w dół dynamiki PKB w Niemczech – z 1,2 proc. do 0,6 proc. – jaką uwzględnili w swoim modelu analitycy NBP. Fakt ten może budzić zaniepokojenie wśród polskich przedsiębiorców, szczególnie eksporterów.
W ocenie Towarzystwa Ekonomistów Polskich, koniunkturę w Polsce podtrzymuje konsumpcja gospodarstw domowych, jednak mając na uwadze skalę stymulacji fiskalnej, można byłoby oczekiwać nieco lepszych wyników. W projekcji na kolejne lata będzie ona stanowiła nadal główny czynnik wzrostu aktywności gospodarczej.
Należy jednak podkreślić, że oczekiwane spadki liczby pracujących oraz mniejsze tempo dynamiki płac nie będzie sprzyjało podtrzymaniu konsumpcji w dłuższym okresie. W tej sytuacji wzrost płacy minimalnej w 2020 i 2021 roku i w efekcie wzrost funduszu płac może częściowo podtrzymać wzrostowe tendencje w konsumpcji.

Inwestycje z ciężką zadyszką

Według oceny NBP, wzrost płacy minimalnej nie powinien spowodować wyraźnego impulsu inflacyjnego. Według scenariusza banku centralnego, przedsiębiorcy będą starali się przede wszystkim wpływać na wzrost wydajności pracy oraz obniżenie pozapłacowych kosztów pracy.
Listopadowy raport o inflacji wskazuje na malejące znaczenie inwestycji współfinansowanych ze środków unijnych. Dynamika napływu środków unijnych będzie słabsza, co w połączeniu z malejącymi oczekiwaniami wobec prywatnych inwestycji daje obraz nieco bardziej niepokojący.
Bank centralny oczekuje spadku dynamiki inwestycji z 7,1 proc. w 2019 roku do odpowiednio 4,0 proc. i 1,9 proc. w latach 2020-2021. Pocieszeniem może być fakt, że z uwagi na cenową konkurencyjność polskiej gospodarki (z punktu widzenia kosztów pracy), duża orientacja na konsumpcję może ograniczyć negatywny scenariusz spowolnienia aktywności gospodarczej.
W sumie NBP oczekuje, że dynamika wzrostu PKB zmniejszy się z 4,3 proc. w tym roku do 3,6 proc. w 2020 roku oraz do 3,3 proc. w 2021 roku.
O podwyższonej inflacji w bieżącym roku decydują dwa czynniki: ceny żywności i ceny usług. Analitycy NBP uważają, że w najbliższych kwartałach będziemy mieli do czynienia z efektem wygaśnięcia czynnika pogodowego, zwiększającego ceny żywności.
Z kolei wzrost kosztów usług, który wynika głównie z rosnących kosztów pracy oraz wzrost cen wywozu śmieci, nie stanowi większego zagrożenia w średnim okresie. W obu przypadkach, po przejściowych wzrostach cen, należy oczekiwać ich stabilizacji.
Według oceny banku centralnego, wpływ podwyżki płacy minimalnej na procesy inflacyjne (inflację bazową) jest ograniczony, tym bardziej, że rekompensowany jest niższą presją popytową. Wydaje się, że efekt tego czynnika może być niedoszacowany.

Skok cen prądu

Dla inflacji w 2020 roku ważne będą decyzje rządu dotyczące cen energii. W projekcji NBP założono wzrost cen energii dla gospodarstw domowych o 8 proc. w przyszłym roku i kolejne 8 proc. w 2021 roku. Taki scenariusz wydaje się dziś mało prawdopodobny.
Z jednej strony trudno założyć, że rząd podejmie decyzje o tak wysokim wzroście cen energii, a z drugiej, założenie o utrzymaniu kosztów wytwarzania energii elektrycznej na niezmienionym poziomie jest założeniem bardzo konserwatywnym. Obniżka aktywności gospodarcza będzie bowiem sprzyjała niższej inflacji, w tym również spadkowi kosztów produkcji energii.
Bank centralny założył brak wyraźnych, proinflacyjnych zmian ceny energii na światowych rynkach. W modelu NBP przyjęto niewielkie obniżenie cen ropy i niewielkie wzrosty cen gazu.
W sumie, w scenariuszu bazowym inflacja nie przekroczy w przyszłym roku górnej granicy przedziału jej wahań, czyli 3,5 proc. Na koniec 2020 roku ma wynieść 2,8 proc. oraz 2,6 proc. na koniec 2021 roku. Inflacja bazowa będzie rosnąć do połowy 2020 r., aby następnie w kolejnych okresach zwolnić.
Zarówno w przypadku projekcji NBP dotyczącej inflacji, jak i dynamiki PKB tzw. bilans ryzyk jest ujemny – co oznacza, że mamy do czynienia z większym prawdopodobieństwem niższego tempa wzrostu inflacji i PKB od tego, co przedstawiono w scenariuszu bazowym.