Superliga bez widzów

W ekstraklasie piłkarzy ręcznych zakończyła się pierwsza runda rozgrywek. Po 13. kolejkach na czele 14-zespołowej ligi plasuje się PGE Vive Kielce przed Orlenem Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze. Problem w tym, że meczy PGNiG Superligi prawie nikt nie ogląda.

W pierwszej części ligowego sezonu średnia widzów na jedno spotkanie wynosi 1059 osób. W kończącej pierwszą rundę 13. kolejce w żadnej z hal nie zjawiło się nawet tylu widzów. Najwyższą frekwencję odnotowano w Płocku, ale nawet w Orlen Arenie trybuny świeciły pustkami, bo na mecz „Nafciarzy” z Zagłębiem Lubin wybrało się tylko tysiąc fanów płockiego zespołu. W 13. kolejce PGNiG Superligi średnia widzów była żenująco słaba i wyniosła ledwie 659 osób, co jest najgorszym wynikiem w całej rundzie. Przyzwoita na tym tle frekwencja w Płocku wypada jednak blado gdy porówna się ja do frekwencji na meczu z PGE Vive (4200 widzów). W Szczecinie potyczka Sandry Spa Pogoni z Górnikiem Zabrze zainteresowała tylko 350 kibiców. Jeszcze większą niespodzianka na minus była słaba frekwencja w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie na mecz z liderem ligi PGE Vive pofatygowało się tylko 550 widzów, co jest gorszym wynikiem od średniej jaką ma w tym sezonie piotrkowski klub (628 widzów). Rzadko się zdarza żeby przyjazd naszpikowanej gwiazdami światowego szczypiorniaka kieleckiej drużyny nie wywołał zainteresowania powyżej ligowej przeciętnej w danej hali.

Pod względem średniej widzów liderem PGNiG Superligi także jest PGE Vive Kielce, ale wynik 1987 osób w mogącej pomieścić ponad cztery tysiące osób Hali Legionów na kolana nie powala. Druga lokatę zajmuje  (średnia 1686 widzów), a dopiero trzecią Orlen Wisła Płock (1572). Kolejne miejsca pod względem frekwencji zajmują: KPR Gwardia Opole (1414), Zagłębie Lubin (1182), Chrobry Głogów (1060), Torus Wybrzeże Gdańsk (889), MMTS Kwidzyn (871), KS Azoty Puławy (700), NMC Górnik Zabrze (686), Sandra Spa Pogoń Szczecin (625), Piotrkowianin Piotrków Trybunalski (618), Grupa Azoty Tarnów (412) i SPR Stal Mielec (250).

 

Awans Orlenu Wisły Płock

W miniony weekend z dwóch polskich drużyn rywalizujące w Lidze Mistrzów EHF więcej powodów do zadowolenia mieli szczypiorniści Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” w ostatnim kwadransie odwrócili losy meczu z duńskim GOG ze stanu 17:22 i ostatecznie wygrali 27:24, zapewniając sobie awans do fazy play off z grupy D. Gorzej powiodło się ekipie PGE Vive Kielce, która w 9. kolejce grupy B przegrała na wyjeździe z węgierskim Telekomem Veszprem 24:28.

Dla europejskich klubowych zespołów piłkarzy piłkarzy ręcznych listopad to tylko jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w roku. Szczypiorniści PGE Vive mieli w tym miesiącu do rozegrania dziewięć meczów, w tym aż pięć w Lidze Mistrzów. Kielczanie walczyli ze zmiennym szczęściem, ale w trzech trudnych potyczkach – dwóch z Vardarem Skopje i jednym z Telekomem Veszprem, zdobyli pięć punktów i dzięki temu utrzymywali miejsce w czołówce grupy B. Mistrzowie Polski w minioną sobotę nie sprostali jednak w rewanżowym spotkaniu mistrzom Węgier. U siebie pokonali Telekom Veszprem 34:33, na terenie rywali ulegli im 24:28. Obie ekipy mierzyły się ze sobą już trzynastokrotnie i lepszy bilans tych potyczek ma węgierski zespół. Ale w 2016 roku kielczanie w finale Ligi Mistrzów dokonali w starciu z nimi niebywałego wyczynu, odrabiając dziewięć bramek straty i zdobyli trofeum wygrywając mecz w rzutach karnych, więc mimo faktu, że w tych 13 meczach z Telkomem zanotowali aż dziewięć porażek, jeden remis, nie jechali do Veszprem jak na ścięcie.

Do powtórki wyniku z Kielc jednak na Węgrzech nie doszło. Zespół PGE Vive tylko do przerwy dotrzymywał kroku ekipie Telkomu Veszprem, po zmianie stron przejął inicjatywę i pewnie wygrał spotkanie 28:24. Porażka kielczan jest dla nich podwójnie bolesna, bo po sobotnich meczach THW Kiel nie powiększył przewagi i nadal prowadzi z 14 punktami, ale drugi Telkom ma 12 „oczek, a trzecie Montpellier 11. PGE Vive zajmuje czwartą lokatę z 10 pkt na koncie. W najbliższą sobotę kielczanie zagrają u siebie w ostatnim w tym roku występie w Lidze Mistrzów z Mieszkowem Brześć.

Lepsze humory panują w Płocku, bo Orlen Wisła w spotkaniu z duńskim GOG ze stanu 17:22 doprowadzili do swojej wygranej 27:24 i awansowali do kolejnej rundy Ligi Mistrzów z drugiego miejsca w grupie D. W dwumeczu o awans do 1/8 finału „Nafciarzy” czeka jednak trudna przeprawa, bo już wiadomo, że ich rywalem będzie najlepszy zespół grupy C, hiszpański Bidasoa Irun, niegdyś najlepsza klubowa ekipa na Starym kontynencie, która powoli odzyskuje dawny blask.

 

Triumf PGE Vive nad Vardarem

Szczypiorniści PGE Vive Kielce pewnie wygrali we własnej hali z Vardarem Skopje 35:25 w 8. kolejce Ligi Mistrzów EHF. Macedoński zespół tydzień wcześniej podejmował kielczan w Skopje i z trudem zremisował z nimi 28:28, ale tak wysokiej porażki w rewanżu dwukrotnego triumfatora tych rozgrywek mało kto się spodziewał.

Po zremisowanym 28:28 spotkaniu w Skopje ekipa PGE Vive wracała do Kielc z uczuciem niedosytu. Jeszcze kilka tygodni wcześniej taki wynik wywalczony w stolicy Macedonii żółto-biało-niebiescy wzięliby w ciemno, bo to trudny teren, fanatyczni kibice, gorąca atmosfera i naszpikowanymi klasowymi graczami zespół. Obecnie jednak macedońska ekipa przeżywa poważne problemy kadrowe, bo ich skład mocno przerzedziły kontuzje, ale ma też wyraźny kryzys formy. Jedyne co pozostało w tej ekipie na dawnym poziomie, to niebywała ambicja i zaangażowanie zawodników. Na kwadrans przed końcem meczu w Skopje mistrzowie Polski prowadzili trzema trafieniami, zaś ich rywale walczyli już ostatkiem sił. Mimo to zawzięcie walczyli do ostatniego gwizdka i w nagrodę wywalczyli cenny punkt. Trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew stwierdził, że z remisu nie jest zadowolony, bo w jego opinii to stracony punkt. W ekipie Vardaru wszyscy się z tego rezultatu cieszyli i nazywali go nawet „zwycięskim remisem”.

Obawiali sie jednak czekającego ich tydzień później spotkania rewanżowego w Kielcach. Do Polski nie poleciał z zespołem lider Vardaru Łotysz Dainis Kristopans, zabrakło też dwóch innych rozgrywających – JoseGuilherme de Toledo i Siergiej Gorbok także leczą urazy. Sytuacja w grupie B jest jednak skomplikowana i kielczanie nie mogli sobie w sobotę pozwolić na przegraną. Drugi i szósty zespół w tabeli dzieli ledwie jeden punkt, a to oznacza, że margines błędu nie istnieje – w ostatecznym rozrachunku o miejscu w grupie może zadecydować nawet jedna bramka. Porażka w rewanżowym starciu z Vardarem nie wchodziła więc w rachubę. Kielecki zespół miał jeszcze nad rywalami przewagę psychologiczną, bo ekipie Vardaru jeszcze nigdy nie udało się wygrać z PGE Vive w kieleckiej Hali Legionów.

Trener Vardaru Eduard Kokszarow chciał zaskoczyć kielczan wystawiając na prawej flance nie Ivana Cupicia, lecz Pawła Atmana, ale ten manewr nie przyniósł jego drużynie większych korzyści. Mistrzowie Polski nie dali się zbić z tropu także manewrami z wycofywaniem bramkarza w trakcie ataku, grali czujnie i jeszcze do przerwy rzucili pięć goli na pustą bramkę (trzy razy trafił Blaż Janc, po razie obaj bracia Dujszebajewowie). A że w ataku kielecki zespół spisywał sie jeszcze lepiej niż w obronie, na przerwę podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa schodzili z trzybramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron rywale zaczęli grę od trafienia, ale kielczanie nie dali im się rozkręcić, bo sami zaczęli koncert gry w piłkę ręczną. Znakomicie bronił niemiecki bramkarz PGE Vive Andreas Wolff, chociaż grał z kontuzją stawu skokowego. Macedoński zespół z każdą minutą stawał się coraz bardziej bezradny – grał chaotycznie, bez pomysłu, niestarannie w ataku i niekonsekwentnie w obronie. Nic dziwnego, że na pięć minut przed końcem meczu kielczanie prowadzili już różnicą dziewięciu trafień, by ostatecznie zakończyć spotkanie wynikiem 35:25.

Było to czwarte zwycięstwo PGE Vive Kielce w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów EHF. Po sześć bramek rzucili najskuteczniejsi w drużynie trenera Dujszebajewa chorwacki rozgrywający Igor Karacić i białoruski obrotowy Arciom Karalok. W zespole Vardaru najwięcej trafień, dziewięć, zanotował rosyjski skrzydłowy Timur Dibirow.

„Mój zespół ma ogromny szacunek dla Vardaru, bo to jest aktualny mistrz Europy. Wiemy, że obecnie są w bardzo trudnej sytuacji kadrowej. Ale możemy ich podziwiać. Grali bez Guilherme de Toledo i Dainisa Kristopansa, a Paweł Atman i Christian Dissinger wrócili dopiero po kontuzjach. Wytrzymali tyle, ile mogli. Jesteśmy oczywiście bardzo zadowoleni ze zwycięstwa i dziękujemy naszym kibicom. To nie to samo, kiedy gramy w Skopje, a w Kielcach. Dzisiaj byliśmy bardziej skuteczni i to dało nam wygraną” – podsumował występ swojej drużyny trener kielczan Tałant Dujszebajew.

W innym sobotnim spotkaniu tej grupy Telekom Veszprem wygrał z Mieszkowem Brześć 31:25. W tabeli grupy B prowadzi THW Kiel (13 pkt) przed Telekomem i PGE Vive (po 10 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Montpellier HB (9 pkt), piąty jest Vardar (9), szóste FC Porto (8 pkt), dwie ostatnie pozycje okupują nie mające już szans na awans zespoły Mieszkowa (2 pkt) i Motoru Zaporoże (1).

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa przed Paris Saint-Germain HB (po 12 pkt), trzecia lokatę zajmuje MOL-Pick Szeged (11). Kluczowy dla miejsca Orlenu Wisły Płock mecz tej drużyny z Kadetten Schaffhausen zakończył się po zamknięciu wydania.

 

PGE Vive w dół, Orlen Wisła w górę

Piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce zremisowali na wyjeździe z Vardarem Skopje 28:28 w siódmej kolejce Ligi Mistrzów. To drugi remis kieleckiej drużyny w rozgrywkach, która w grupie B spadła na piątą pozycję. Zwycięstwo odniosła natomiast ekipa Orlenu Wisły Płock i awansowała w tabeli grupy D na trzecie miejsce.

Kielczanie zagrali w tym meczu bez czterech zawodników. Do kontuzjowanych już od dłuższego czasu Tomasza Gębali i Mateusza Jachlewskiego dołączył Arkadiusz Moryto, który urazu doznał podczas ostatniego meczu ligowego z Zagłębiem Lubin i w tym roku kalendarzowym prawdopodobnie nie pojawi się już na parkiecie. W kadrze na to spotkanie nie znalazł się także Daniel Dujshebaev, który dopiero wraca do gry po kontuzji. Spotkanie znacznie lepiej rozpoczęli gospodarze i do przerwy utrzymywali lekką przewagę, ale na przerwę schodzili z tylko z jednobramkowym prowadzeniem (17:16).

W drugiej połowie kielczanie odrobili straty i na kwadrans przed kwadrans przed końcem prowadzili już nawet 25:22, lecz mistrzowie Macedonii w 57. minucie doprowadzili do remisu 26:26, a potem nawet objęli prowadzenie 28:27. Kielczanie wyrównali jednak na 28:28 i 15 sekund przed końcem mieli bramkową sytuację, którą zmarnował jednak Mariusz Jurkiewicz. Ponieważ swoje mecze wygrały Telekom Veszprem i Motpellier HB, PGE Vive po siedmiu kolejkach spadło w tabeli grupy B na piąte miejsce (do następnej fazy rozgrywek awansuje z tej grupy pierwszych sześć drużyn).

Z kolei rywalizująca w słabszej grupie D druga z polskich ekip, Orlen Wisła Płock, pokonała u siebie rosyjski zespół Czechowskie Niedźwiedzie 34:28 i wskoczyła na trzecie miejsce w tabeli, zachowując szanse na zajęcie premiowanej awansem do fazy play off drugiej lokaty.

 

Starcie mistrzów Polski i Węgier

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w szóstej kolejce Ligi Mistrzów EHF pokonali we własnej hali węgierski Telekom Veszprem 34:33. Było to trzecie zwycięstwo kielczan w obecnych rozgrywkach. Do zwycięstwa mistrzów Polski poprowadził Alex Dujshebaev, który zdobył jedenaście bramek.

Mistrzowie Polski nie mają dodatniego bilansu w starciach z mistrzem Węgier. Licząc z sobotnim triumfem w 13 potyczkach wygrali tylko trzy razy, raz zremisowali, a dziewięć spotkań przegrali. Jeden z wygranych meczów miał jednak szczególny ciężar gatunkowy. W 2016 roku PGE Vive i Telkom zmierzyły się w finale Ligi Mistrzów EHF, w którym kielczanie po dogrywce i rzutach karnych triumfowali. W minioną sobotę stawka spotkania była znacznie niższa, bo drużyny na razie rywalizują tylko w fazie grupowej, ale gracze obu zespołów potraktowały potyczkę ambicjonalnie. Kibice w kieleckiej Hali Legionów tylko na tym skorzystali, bo byli świadkami kapitalnego sportowego widowiska.

Trener PGE Vive Tałant Dujszebajew po raz pierwszy w tym sezonie miał do dyspozycji kadrę złożoną z 16 zawodników. Do gry po kontuzjach wrócili Daniel Dujshebaev i Branko Vujović. Natomiast mistrzowie Węgier przyjechali do Kielc osłabieni brakiem Andreasa Nilssona i Kentina Mahe. Spotkanie od pierwszego gwizdkach arbitra toczyło się na bardzo wysokim poziomie. Gospodarze do przerwy mieli lekka przewagę i przez większą część czasu gry prowadzili, jednak nie zdołali odskoczyć rywalom na więcej niż dwie bramki, a do szatni zespoły schodziły przy wyniku 17:17.

Po zmianie stron kielczanie podkręcili jednak tempo i poprawili jakość gry. Znakomicie grał zwłaszcza Alex Dujszebajew, który w całym spotkaniu zdobył aż 11 bramek. W pewnym momencie zespół Tałanta Dujszebajewa miał już cztery bramki przewagi, lecz wtedy rywale zwarli szyki i po przewadze kielczan nic nie zostało. W końcówce mistrzowie Polski okazali się jednak odrobinę lepsi i wygrali mecz różnicą jednej bramki (34:33). Było to ich pierwsze zwycięstwo z Telekomem od trzech lat, od pamiętnego finału Ligi Mistrzów EHF w Kolonii, a zarazem ich pierwsza wygrana z węgierskim zespołem na własnym boisku. Zespół PGE Vive po pokonaniu Telkomu ma siedem punktów i awansował na drugie miejsce w tabeli grupy B. Na jej czele znajduje się THW Kiel, trzeci jest Telkom, czwarty Montpellier HB, piąty Vardar Skopje.

Znacznie gorzej w szóstej kolejce spotkań powiodło się drugiej z polskich drużyn, rywalizującemu w grupie D Orlenowi Wiśle Płock. „Nafciarze” przegrali w Bukareszcie z Dinamem 20:29 (10:13), doznając trzeciej porażki w tej edycji Ligi Mistrzów EHF. W poprzedniej kolejce płocczanie zremisowali z mistrzem Rumunii 26:26. Dinamo w grupie D jest jak na razie niepokonane – na półmetku rozgrywek miało na koncie trzy zwycięstwa i dwa remisy, natomiast ekipa Orlenu Wisły dwa dwa zwycięstwa, jeden remis i dwie porażki. Przegrywając w Bukareszcie płocczanie prawdopodobnie zamknęli sobie drogę do baraży, a potem do 1/8 finału. Po sześciu kolejkach zajmują czwartą lokatę ze stratą pięciu punktów do prowadzącego z dorobkiem 10 „oczek” Dinama. W 7. kolejce (10 listopada) Orlen Wisła podejmie u siebie zajmujący piąte miejsce rosyjski zespół Czechowskie Niedźwiedzie.
W grupie A liderem jest FC Barcelona Lassa (10 pkt) przed Paris Saint-Germain HB (8 pkt). W grupie C prowadzi z dorobkiem 10 pkt prowadzi inny hiszpański zespół, Bidasoa Irun.

 

Nafciarze z dziką kartą w Lidze Mistrzów EHF

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) ustaliła listę 28 klubów, które w sezonie 2019/2020 zagrają w Lidze Mistrzów. Do udziału w tych elitarnych europejskich rozgrywkach pucharowych zgłosiło się 35 drużyn, ale siedem EHF odrzuciło. Ten los nie spotkał dwóch polskich zespołów i w nowej edycji znów w Lidze Mistrzów zagrają PGE Vive Kielce oraz Orlen Wisła Płock.

Komitet Wykonawczy EHF podał kryteria, którymi się kierował dzieląc drużyny na przynależne do grup wyżej notowanych A i B oraz do niżej notowanych grup C i D. Były to m.in. miejsce rozgrywania spotkań, prawa telewizyjne, ranking ligi krajowej, średnia liczba widzów w hali, wyniki sportowe osiągane w europejskich pucharach, potencjał sponsorski, przestrzeganie przepisów oraz respektowanie swobody mediów w dostępie do informacji. W nowym sezonie w stawce 28 drużyn nie będzie już nadreprezentacji ekip z Francji i Niemiec. Europejska Federacja Piłki Ręcznej nie przyznała dodatkowych miejsca dla klubów z tych krajów.

O ile zakwalifikowanie do rozgrywek jedynie dwóch zespołów z Bundesligi, zamiast jak wcześniej trzech, specjalnie nie dziwi, bo już w ostatniej edycji wystartowały tylko Flensburg i Rhein-Neckar Loewen. Wprawdzie Niemcy chcieli w nowym sezonie dodatkowe miejsce dla SC Magdeburg, ale sternicy europejskiego szczypiorniaka pozostali nieugięci. Nie tylko dla Bundesligi, lecz także dla francuskiej ekstraklasy, bowiem odrzucono aplikację finalisty sprzed roku, HBC Nantes. W ostatnich dwóch sezonach Francuzi mieli zagwarantowane trzy miejsca w Lidze Mistrzów, a w poprzedniej edycji do Final Four dostała się cała trójka. EHF postanowiła wyrównać szanse i odmówiła „dzikiej karty” nie tylko Nantes, lecz także starającemu się o powrót do elity Chambery Savoie HB. Dzięki temu do grona najlepszych w Europie dostał się m.in. macedoński Eurofarm Rabotnik czy drugi klub ze Szwecji, IFK Kristianstad. Odrzucono też kandydatury Metalurga Skopje, norweskiego OFI Arendal i luksemburskiego Handball Esch.

Mistrzowie Polski, PGE Vive Kielce, ponownie trafią do którejś z dwóch najsilniejszych grupa (A lub B), natomiast „Nafciarze” z Płocka, którzy dostali się do rozgrywek dzięki „dzikiej karcie”, znów będą musieli rywalizować w słabszym zestawie przeciwników w grupach C lub D. W grupach A i B wystąpi po osiem zespołów, sześć z nich awansuje dalej. W słabszym zestawie do barażów o fazę Top 16 dostaną się tylko po dwie czołowe drużyny z każdej grupy. Losowanie fazy grupowej odbędzie się w czwartek 27 czerwca w Erste Campus w Wiedniu.

Podziała na koszyki:

Grupy A/B: Mieszkow Brześć (Białoruś), HC PPD Zagrzeb (Chorwacja), Aalborg Handbold (Dania), SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Barcelona Lassa (Hiszpania), Paris Saint-Germain HB (Francja), Telekom Veszprem HC (Węgry), HC Vardar (Macedonia), Elverum (Norwegia), PGE VIVE Kielce (Polska), FC Porto Sofarma (Portugalia), RK Celje Pivovarna Lasko (Słowenia), HC Motor Zaporoże (Ukraina), THW Kiel (Niemcy), Montpellier Handball (Francja), MOL-Pick Szeged (Węgry);

Grupy C/D: Cocks (Finlandia), Dinamo Bukareszt (Rumunia), Czechowskie Niedźwiedzie (Rosja), IK Sävehof (Szwecja), Kadetten Schaffhausen (Szwajcaria), Tatran Preszow (Słowacja), GOG (Dania), Bidasoa Irun (Hiszpania), HC Eurofarm Rabotnik (Macedonia), Orlen Wisła Płock (Polska), Sporting Lizbona (Portugalia), IFK Kristianstad (Szwecja).

 

EHF wprowadza zmiany

Komitet wykonawczy Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej (EHF) zatwierdził reformę rozgrywek od sezonu 2020/2021. Między innymi powstanie Liga Mistrzów złożona z 16 zespołów i Europejska Liga Piłki Ręcznej.

 

Liga Mistrzów EHF w nowej formule rywalizować będzie w składzie 16 drużyn (męska edycja rozgrywek liczy obecnie 28 zespołów). Zostaną one podzielone na dwie ośmiozespołowe grupy. Zrezygnowano z grup „drugiej dywizji” (obecnie są to grupy C i D. W tej ostatniej występuje Orlen Wisła Płock). Dwie najlepsze drużyny z obu grup awansują bezpośrednio do ćwierćfinału, a ekipy z miejsc 3-6 rywalizować będą w 1/8 finału. Zwycięzcy ćwierćfinałów awansują do Final Four, który do 2024 roku rozgrywany będzie w Kolonii. Final Four będzie kończył sezon, po nim nie będą już rozgrywane żadne krajowe rozgrywki. Panie o zwycięstwo w Lidze Mistrzyń walczyć będą pod koniec maja, a panowie w połowie czerwca, czyli dwa tygodnie później niż obecnie.

Drugimi co do ważności rozgrywkami będą Europejskie Ligi Piłki Ręcznej. Rywalizować w nich będą 24 męskie i 16 kobiecych drużyny. Trzecimi rangą rozgrywkami będzie Puchar EHF, rozgrywany od początku do końca w systemie pucharowym (mecz i rewanż). Mecze w Lidze Mistrzów rozgrywane będą w środy i czwartki. Większość spotkań Europejskiej Ligi Piłki Ręcznej odbywać się będzie we wtorki, a wybrane mecze w środy. Piłkarki ręczne grać będą w weekendy, podobnie jak szczypiorniści rywalizujący w Pucharze EHF.

Komitet wykonawczy wydłużył przerwę między końcem sezonu a początkiem nowych rozgrywek. W tym czasie nie będą już jak teraz rozgrywane mecze reprezentacji, bo te przesunięto na przełom kwietnia i maja. Wszystkie zmiany wejdą w życie od sezonu 2020/2021.

 

Zwycięstwa polskich drużyn w Lidze Mistrzów EHF

Fot. W Kielcach szczypiorniści PGE Vive mieli więcej problemów z Mieszkowem Brześć, niż wcześniej na boisku rywali

 

 

W ósmej kolejce Ligi Mistrzów EHF obie polskie drużyny wygrały. Szczypiorniści PGE Vive Kielce pokonali u siebie białoruski Mieszkow Brześć 34:31, a ekipa Orlenu Wisły Płock na wyjeździe szwajcarski Wacker Thun 25:23.

 

Przed tygodniem w Brześciu zespół PGE Vive pokonał ekipę Mieszkowa bez problemu 35:26, ale Białorusini do rewanżu w Kielcach przygotowali się sumiennie i w miniona sobotę stawili mistrzom Polski zdecydowanie silniejszy opór. Losy zwycięstwa w tym spotkaniu ważyły się niemal do ostatnich minut. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 17:16 dla gospodarzy, ale po zmianie stron kielczanie mocno przycisnęli. Nie potrafili jednak utrzymać koncentracji i kilkakrotnie trwonili wypracowaną przewagę kilku bramek. W końcówce spotkania sytuacja się powtórzyła, na szczęście trener Tałant Dujszebajew miał w odwodzie Krzysztofa Lijewskiego, którego wejście na boisko przeważyło szalę na korzyść mistrzów Polski. W 55. minucie PGE Vive prowadziło 31:27, lecz wtedy rywale po raz ostatni w tym spotkaniu poderwali sie do walki i doprowadzili do wyniku 31:30. Końcówka meczu należała już jednak do kielczan, którzy ostatecznie zwyciężyli 34:31. Aż 10 bramek rzucił Alex Dujszebajew, Blaż Janc dorzucił sześć trafień, Arkadiusz Moryto pięć, a Krzysztof Lijewski i Mateusz Jachlewski po cztery.

Była to szósta wygrana PGE Vive w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Kielecki zespół zajmuje drugie miejsce w grupie A z dorobkiem 12 punktów i stratą dwóch „oczek” do prowadzącej w tabeli ekipy FC Barcelona Lassa. Trzecie miejsca zajmuje drużyna Rhein-Neckar Loewen (10 pkt), czwarty jest Vardar Skopje (10 pkt), piąty Telkom Veszprem (8 pkt), szósty Mieszkow Brześć (4 pkt), siódmy Montpellier HB (3 pkt), a stawkę zamyka IFK Kristianstad (3 pkt). Zwycięzca grupy awansuje bezpośrednio do ćwierćfinału, natomiast drużyny z miejsc 2-6 zagrają w 1/8 finału.

Znakomicie radzi sobie też w najsłabszej grupie D ekipa Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” po wyjazdowej wygranej ze szwajcarskim Wacker Thun 25:23 mają na koncie 12 punktów i prowadzą w tabeli, wyprzedzając o jeden punk hiszpańską drużynę Abanca Ademar Leon. Trzecie miejsce ze stratą dwóch „oczek” zajmuje Dinamo Bukareszt, czwarty jest norweski Elverum Handball (8 pkt), piątą lokatę zajmuje fiński Riihimaeki Cocks (4 pkt), a czerwona latarnią jest Wacker Thun z dorobkiem jednego punktu.

Z grupy D awansuje jednak tylko zwycięzca, a najgroźniejszym konkurentem „Nafciarzy” jest Abanca Ademar. Z hiszpańską drużyną płocczanie przegrali na wyjeździe 24:27, więc losy awansu rozstrzygną się zapewne w rewanżowym spotkaniu, które odbędzie się 24 listopada w Orlen Arenie w Płocku.

 

PGE Vive górą w Brześciu

Szczypiorniści PGE Vive Kielce wrócili z tarczą z wyjazdu do Brześcia. Na Białorusi mistrzowie Polski łatwo pokonali w meczu Ligi Mistrzów EHF Mieszkow Brześć 35:26 i wrócili do czołówki zespołów w grupie A.

 

Kielczanie mogą być zadowoleni z występu w spotkaniu z Mieszkowem Brześć. Mistrzowie Polski pewnie pokonali Białorusinów, deklasując ich zwłaszcza w drugiej połowie meczu. Tym samym kielczanie zrewanżowali się za ubiegłoroczną porażkę w Brześciu. Spotkanie rozstrzygnęło się jednak dopiero po przerwie, bo po pierwszej połowie mistrzowie Polski mieli tylko dwubramkową przewagę (15:13). Znakomite zawody zaliczyli Blaż Janc (8 bramek) i Alex Dujshebaev (7 bramek). Zwycięstwo jest cenne, bo grupa A jest bardzo wyrównana i każdy punkt może decydować o końcowym miejscu w tabeli. W najbliższą sobotę (17 listopada) kielczanie podejmą ekipę Mieszkowa u siebie. Białorusini zapowiadają walkę, ale ich szanse na wygraną nie są duże.

Na czele grupy A po siedmiu kolejkach jest zespół FC Barcelona Lassa. Hiszpanie prowadzą z dorobkiem 12 punktów. Na drugim miejscu jest niemiecki Rhein-Neckar Loewen z 10 punktami. Taki sam dorobek ma trzecia w tabeli drużyna PGE Vive, ale ma gorszy bilans bramkowy (229:207 do 217:202). Kolejne lokaty zajmują: Vardar Skopje (Macedonia – 10 pkt, bramki 199:185; Telekom Veszprem (Węgry) – 6 pkt, 198:203, Mieszkow Brześć (Białoruś) – 4 pkt, 183:209, IFK Kristianstad (Szwecja), 3 pkt, 199:236, Montpellier HB (Francja) – 1 pkt, 185:213.

W dobrej sytuacji jest też drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” w siódmej kolejce Orlen Wisła Płock wróciła na pierwsze miejsce w tabeli najsłabszej w stawce Ligi Mistrzów grupy D i jest na dobrej drodze, by awansować kolejnej fazy rozgrywek.

 

Konflikt z EHF kosztuje coraz więcej

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) znów nałożyła na polskie kluby grzywny za odmowę używania loga oficjalnego sponsora Ligi Mistrzów, Nord Stream 2.

 

EHF co tydzień publikuje oświadczenia, w których informuje o karach nakładanych na PGE Vive Kielce i Orlen Wisłę Płock. W tym tygodniu komunikat dotyczył sankcji na odmowę użycia logo Nord Stream 2 w meczach 5. kolejki Ligi Mistrzów. Oba polskie zespoły oczywiście zagrały z wklejonymi jego miejsce logami fundacja PLAY International, ale ze swoich koszulek usunęły też loga PGE i Orlenu. Dla władz europejskiego szczypiorniaka nie jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, zwłaszcza że na egzekwowaniu swoich praw marketingowych EHF zarabia tera podwójnie, albowiem wzięła już pieniądze od konsorcjum Nord Stream 2, a teraz dodatkowo wyciąga pieniądze od sponsorujących polskie kluby koncernów PGE i Orlen, bo to one zwracają klubom zapłacone grzywny.

Pierwsza kara finansowa wynosiła ponoć 12,5 tys. euro, a każda następna była podwyższana, co może oznaczać, że EHF wydoiła już niechętnych Nord Stream 2 Polaków na co najmniej 100 tys. euro i jak tak dalej pójdzie, do końca ich udziału w rozgrywkach wyciągnie od PGE Vive i Orlenu Wisły prawie tyle samo pieniędzy, ile zapłacił jej w ramach sponsoringu Ligi Mistrzów Nord Stream 2. Przeprowadzone w ubiegłym tygodniu w Wiedniu negocjacje z działaczami EHF, jak nietrudno zgadnąć zakończyły się fiaskiem.