Azoty Puławy rządzą

Po rozegranej w miniony weekend drugiej kolejce ekstraklasy piłkarzy ręcznych liderem rozgrywek jest zespół KS Azoty Puławy. Druga w tabeli ekipa Łomży Vive Kielce też ma komplet punktów, ale gorszy bilans bramkowy.

Puławianie, których do tego sezonu przygotował 54-letni niemiecki szkoleniowiec Lars Walther, w pierwszej kolejce wygrali na wyjeździe z Grupą Azoty Tarnów 33:20, zaś w minioną sobotę we własnej hali okazali się niegościnni dla ekipy MMTS Kwidzyn, gromiąc ją 42:27. Dzięki tym wysokim wygranym zespół KS Azoty Puławy ma lepszy bilans bramkowy (75:47) od mających także komplety punktów Łomży Vive Kielce (71:47) i KPR Odra Opole (68:60). Czwartą lokatę zajmuje Zagłębie Lubin. Na zwycięską ścieżkę, po porażce w Pogonią Szczecin w pierwszej kolejce, wkroczyła też ekipa wicemistrzów Polski Orlenu Wisły Płock, ale na razie zajmują dopiero piąte miejsce.
Wyniki 2. kolejki:
Chrobry Głogów – KPR Gwardia Opole 31:35; Łomża Vive Kielce – Sandra Spa Pogoń Szczecin 37:22; Torus Wybrzeże Gdańsk – Energa MKS Kalisz 28:28; Orlen Wisła Płock – Górnik Zabrze 27:18; KS Azoty Puławy – MMTS Kwidzyn 42:27; SPR Stal Mielec – Grupa Azoty Tarnów 29:30; Piotrkowianin Piotrków Trybunalski – Zagłębie Lubin 32:32.

Łomża Vive Kielce gra o wszystko

W miniony weekend rozpoczęły się rozgrywki w ekstraklasie piłkarzy ręcznych. Nowy sezon PGNiG Superligi zapowiada się jako najciekawsza rywalizacja od lat, głównie dlatego, że mistrza kraju oraz spadkowicza poznamy już po rundzie zasadniczej, bowiem z uwagi na napięty terminarz władze ligi zrezygnowały z rozgrywania fazy play off.

Rozegranie sezonu 2020/2021 w dotychczasowej formule wobec natłoku spotkań i utrudnień jakie powoduje pandemia koronawirusa władze naszej ekstraklasy piłkarzy ręcznych uznały za zbyt ryzykowne i zdecydowały, że rywalizacja zostanie skrócona do fazy zasadniczej, czyli 26 ligowych kolejek. A to oznacza, że radykalnie zmniejszy się liczba spotkań „o pietruszkę”. Nawet w rundzie rewanżowej, bo już pierwsza kolejka pokazała, że zmniejszyły się dysproporcje sił między zespołami z czołówki a resztą stawki. Najlepszym przykładem jest zaskakująca porażka wicemistrza kraju, Orlenu Wisły Płock, w wyjazdowym meczu z Sandrą Spa Pogoń Szczecin.
A przecież „Nafciarze” jeszcze kilka tygodni temu byli przekonaniu, że w końcu przełamią po dekadzie dominacji hegemonię zespołu z Kielc, który latem popadł w gigantyczne tarapaty finansowe. W mediach pojawiały się już nawet transferowe spekulacje, gdzie powędrują najlepsi gracze PGE Vive, gdy po kolei z nazwy kieleckiego klubu wypadały nazwy głównych sponsorów, w tym firmy Vive należącej do holenderskiego prezesa klubu Bertusa Servaasa. Ale on jakimś cudem wyprowadził klub z opresji i znalazł mu nowego i hojnego sponsora tytularnego, polski koncern browarniczy Van Pur, który za pośrednictwem kieleckich szczypiornistów postanowił promować należący do niego browar Łomża. Ale ponieważ nazwa klubu, Łomża Kielce, byłaby trochę zbyt zabawna, zostawiono rozpoznawalną już w europejskim szczypiorniaku markę Vive. I tak oto kielecki zespół już pod szyldem Łomża VIVE Kielce, ze stabilnym budżetem i nadal pod wodzą trenera Tałanta Dujszebajewa oraz kadrą złożoną z 20 zdrowych i gotowych do gry zawodników, przystąpił z entuzjazmem do walki o dziesiąty z rzędu mistrzowski tytułu, który zamierza okrasić zdobyciem krajowego pucharu. Ale celem nadrzędnym na ten sezon jest co najmniej awansem do finałowej stawki Ligi Mistrzów.
W okresie przygotowawczym do nowego sezonu gracze Łomży Vive Kielce rozegrali rekordową liczbę dziewięciu spotkań sparingowych. Miały im pomóc w przywyknięciu do rywalizacji po pięciomiesięcznej pauzie spowodowanej koronawirusem. Bilans kieleckiej ekipy siedem zwycięstw i dwie porażki. Na rozkładzie mieli takie mocne zespoły, jak Telekom Veszprem (32:29) czy SC DHfK Lipsk (również 32:29), ale porażki ponieśli w starciach z niżej notowanymi drużynami Tatabanya KC (27:28) oraz Fuechse Berlin (27:35).
Z końcem czerwca z Kielcami pożegnało się sześciu zawodników (Mateusz Jachlewski, Blaż Janc, Doruk Pehlivan, Mariusz Jurkiewicz, Julen Aguinagalde, Romaric Guillo), ale sześciu przybyło w ich miejsce (Sigvaldi Gudjonsson z Elverum Handball, Szymon Sićko z Górnika Zabrze, Haukur Thrastarson z Selfoss, Michał Olejniczak z SMS ZPRP Gdańsk, Nicolas Tournat z HBC Nantes, Sebastian Kaczor z SMS ZPRP Gdańsk oraz Cezary Surgiel), a ponadto do zespołu dołączył leczący przez cały poprzedni sezon kontuzję Tomasza Gębala. Teraz kadra mistrzów Polski liczy aż 20 zawodników.
Kapitan Łomży Vive, niemiecki bramkarz Andreas Wolff, tak ocenił potencjał zespołu: „W zeszłym roku atmosfera w zespole była dobra, ale mieliśmy wielu graczy którzy po sezonie odchodzili, co różnie wpływało na innych zawodników. Teraz bardziej skupiamy się na przyszłości, bo wiemy już, że być może przez kolejne kilka lat będziemy grać w bardzo podobnym składzie. Dlatego moim zdaniem będziemy przez mocniejsi, niż rok temu”.
Na swoje szczęście działacze Orlenu Wisły Płock nie czekali na upadek kieleckiego rywala, tylko poczynili solidne wzmocnienia. Z Telkom Veszprem ściągnęli jednego z najlepszych obrońców w Europie, Mirsada Terzicia, a wkrótce na boisko po kontuzji ma wrócić Davida Fernandez.
Czy w tym sezonie jakiś inny zespół może wtrącić się do trwającej od dekady „świętej wojny” miedzy zespołami z Kielc i Płocka? Może będą to Azoty Puławy pod wodzą trenera Larsa Walthera i naszpikowanej reprezentantami Polski, z Michałem Jureckim na czele, może Gwardia Opole, Górnik Zabrze lub wspomniana już ekipa Sandry Spa Pogoń, która na otwarcie rozgrywek pokonała u siebie „Nafciarzy”. Ale o mistrzostwo po staremu kielczanie bić się będą jednak raczej z płocczanami.

Wyniki 1. kolejki PGNiG Superligi:
Łomża Vive Kielce – Torus Wybrzeże Gdańsk 34:25; Grupa Azoty Tarnów – KS Azoty Puławy 20:33; Sandra Spa Pogoń Szczecin – Orlen Wisła Płock 26:24; KPR Gwardia Opole – Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 33:29; Zagłębie Lubin – Energa MKS Kalisz 27:25; Górnik Zabrze – SPR Stal Mielec 27:25; MMTS Kwidzyn – Chrobry Głogów 27:28.

48 godzin sport

Orlen Wisła w Lidze Europy
EHF ogłosiła listę 12 zespołów, które bez eliminacji zagrają w fazie grupowej rozgrywek Ligi Europejskiej piłkarzy ręcznych. W tym gronie znalazł się wicemistrz Polski Orlen Wisła Płock, a ponadto Abanca Ademar Leon (Hiszpania), USAM Nimes Gard (Francja), SC Magdeburg (Niemcy), Grundfos Tatabanya HC (Węgry), HC Eurofarm Pelister (Macedonia), Dinamo Bukareszt (Rumunia), Czechowskie Niedźwiedzie (Rosja), Kadetten Schaffhausen (Szwajcaria), Tatran Presov (Słowacja), Alingsas HC (Szwecja) i Besiktas Aygas (Turcja). O pozostałe cztery miejsca zespoły będą walczyć w eliminacjach 30 zespołów, wśród nich KS Azoty Puławy. Losowanie grup Ligi Europy ma się odbyć 1 października.

Zyskowski zagra w Hiszpanii
Nasz reprezentacyjny koszykarz Jarosław Zyskowski w najbliższym sezonie będzie występował w barwach hiszpańskiego klubu Retbet Bilbao Basket. 28-letni skrzydłowy ostatnio był zawodnikiem Stelmetu Enea BC Zielona Góra, z którym zdobył mistrzostwo Polski (wcześniej dwukrotnie z rzędu zdobywał je z Anwilem Włocławek) oraz został uznany za najlepszego gracza ligi. W hiszpańskiej lidze Zyskowski spotka kolegów z reprezentacji Polski – Adama Waczyńskiego (Unicaja Malaga) oraz A.J. Slaughtera i Aleksandra Balcerowskiego (Herbalife CB Gran Canaria).

Arsenal i Chelsea w finale
Arsenal Londyn pokonał 2:0 Manchesterem City w półfinale Pucharu Anglii. Obie bramki dla „Kanonierów” zdobył Pierre-Emerick Aubameyang. W drugim spotkaniu półfinałowym Chelsea Londyn pokonała Manchester United 3:1. Gole strzelali Olivier Giroud i Harry Maguire dla Chelsea oraz Bruno Fernandes dla United. Finałowe mecz Chelsea z Arsenalem zostanie rozegrany 1 sierpnia na stadionie Wembley w Londynie.

Skończył z sędziowaniem
Znanych angielski arbiter piłkarski Mark Clattenburg ogłosił zakończenie kariery sędziowskiej. Swoją wielką przygodę z gwizdkiem rozpoczął w 2004 roku, a jej szczytowym okresem był rok 2016, kiedy to poprowadził aż trzy spotkania finałowe – w Pucharze Anglii, Lidze Mistrzów i mistrzostwach Europy. Podczas Euro 2016 sędziował m.in. spotkanie 1/8 finału Szwajcaria – Polska. 45-letni Clattenburg od sierpnia będzie szefem wydziału sędziowskiego w lidze greckiej.

Żałoba w boliwijskim futbolu
W wieku 58 lat zmarł prezes Boliwijskiej Federacji Piłki Nożnej Cesar Salinas. Przyczyną śmierci był koronawirus. Od 9 lipca Salinas przebywał w klinice w stolicy kraju La Paz. Od początku epidemii w Boliwii, która ma 11 milionów mieszkańców, zarejestrowano ponad 58 tys. potwierdzonych przypadków infekcji i 2100 zgonów. Pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa miała m.in. tymczasowa prezydent Boliwii Jeanine Anez, a także wiele innych osób z władz. Właśnie podczas jednego ze spotkań z urzędnikami państwowymi prawdopodobnie zaraził się Salinas.

Nie chcą grać o gorszy puchar

Szczypiorniści Górnika Zabrze i Gwardii Opole nie wystąpią w rozgrywkach Ligi Europejskiej EHF. Ale z udziału w tych rozgrywkach rezygnują też zespoły z Niemiec, Hiszpanii i Serbii.

Liczba chętnych do gry w europejskich pucharach stale się zmniejsza. W miniony poniedziałek wycofały się dwa polskie zespoły – NMC Górnika Zabrze oraz Gwardia Opole. W następnych dniach ich śladem podążyły kolejne europejskie ekipy, w tym zespół z Bundesligi – TSV Hannover-Burgdorf. „Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki wpływające na obecną sytuację uznaliśmy, że ryzyko związane z organizacją, zdrowiem czy finansami mogłoby zagrozić istnieniu całego klubu” – wyjaśni powody rezygnacji dyrektor zarządzający Hannoveru, Eike Korsen.
Kilka dni później rezygnację z gry w Lidze Europejskiej ogłosiło hiszpańskie CB Ciudad de Logrono. Jak tłumaczyły władze tego klubu, bezpośrednim powodem jest „niepewność wynikająca z rozwoju pandemii koronawirusa”. „Musimy podejmować odpowiedzialne decyzje, mając na względzie stabilność klubu. Będziemy dalej pracować zgodnie z obowiązującymi przepisami, aby przynosić dumę naszym kibicom” – napisały w oświadczeniu władze hiszpańskiej drużyny. komunikat. Ze startu w rozgrywkach Ligi Europejskiej wycofał się także mistrz Serbii, RK Vojvodina.
Te decyzje nie dziwią, bo w dobie pandemii koronawirusa ryzyko związane z udziałem w rozgrywkach jest ogromne. Począwszy od strat finansowych, bo nie wiadomo, czy mecze da się rozgrywać z udziałem publiczności, poprzez niejasną sytuację związaną żądaniem przez EHF zapłaty kaucji, ponoć zwrotnej, a kończąc na wciąż aktualnym ryzyku zamknięcia z powodu pandemii granic czy konieczności poddania się kwarantannie w razie przypadku zarażenia COVID-19 przez któregoś z członków ekipy.
„To wysoki koszt udziału, zwłaszcza w tych czasach, kiedy panuje koronawirus i wciąż wpływa na gospodarkę. Konieczny byłby także wynajem innej, większej hali. Dlatego koszt udziału w eliminacjach to co najmniej 100 tysięcy złotych. Naszym celem byłby jednak awans do fazy grupowej, a to kolejne 300-400 tysięcy złotych. Nie mamy wśród sponsorów spółek skarbu państwa, ale opieramy się na lokalnych firmach. Te żyją z kibiców obecnych na hali. Wiemy, że nasi partnerzy, i władze miasta bardzo nam kibicują, ale nie mogliśmy liczyć na ich wsparcie finansowe. Cały ciężar kosztów spadłby więc na mnie, jako na właściciela. A jak doskonale wiemy, wszyscy mają aktualnie o wiele pilniejsze wydatki. Chcieliśmy wziąć udział w tych rozgrywkach, ale te koszty mogłyby zagrozić dalszemu funkcjonowaniu klubu i na przykład odbić się na zawodnikach. Oczywiście moglibyśmy im nie płacić regularnie, zagrać w Lidze Europejskiej dzięki zadłużeniu u nich, ale w tak trudnej sytuacji gospodarczej, nie widząc końca zagrożeń ekonomicznych, byłoby to co najmniej nieodpowiedzialne” – tłumaczy swoją decyzję w medialnych wypowiedziach prezes NMC Górnika Zabrze Bogdan Kmiecik.
Podobne argumenty przytacza też dyrektor sportowy Gwardii Opole Tomasz Wróbel. „Uznaliśmy, że ryzyko jest zbyt duże. Można trafić na kwarantannę, rozchorować się, co odbije się na wynikach w Superlidze. Poza tym, granice wciąż są zamykane i nie wiadomo, w jakim kierunku rozwinie się pandemia koronawirusa” – przyznaje działacz opolskiego klubu.
Nie wszystkie jednak kluby rezygnują z udziału w rozgrywkach kontynentalnych. Niemiecki Rhein-Neckar Loewen zapewnił, że w nadchodzącym sezonie na pewno w nich wystąpi. Potwierdziła to oficjalnie dyrektor zarządzająca klubu Jennifer Ketteman. Również władze SC Magdeburg zadecydowały o wzięciu udziału w rozgrywkach, a MT Melsungen wyraziło zainteresowanie w przypadku, gdyby EHF potrzebowała dodatkowego uczestnika do w tych pucharowych rozgrywkach.
Na razie z gry w Lidze Europejskiej nie rezygnują dwa zgłoszone do rywalizacji polskie zespoły – Orlen Wisła Płock oraz KS Azoty Puławy. Dla przypomnienia – ekipa „Nafciarzy”, która w krajowych rozgrywkach wywalczyła wicemistrzostwo, nie dostała miejsca w okrojonej do 16 drużyn Lidze Mistrzów. W polskich zespołów w tych elitarnych rozgrywkach zagra jedynie mistrz kraju PGE Kielce. Płocczanom pozostała więc tylko gra w nowym sezonie w gorszym z europejskich pucharów.

Awanse bez kwalifikacji

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) odwołała eliminacje do mistrzostw świata mężczyzn w 2021 roku oraz do tegorocznych mistrzostw Europy kobiet. Miejsca w tych turniejach rozdzielono przy „zielonym stoliku”. Skorzystały na tym nasze szczypiornistki, ale stracili szczypiorniści, którzy w przyszłym roku w Egipcie nie zagrają.

Reprezentacja Polski piłkarek ręcznych w eliminacjach do tegorocznych mistrzostwach Europy piłkarek ręcznych, które w grudniu odbędą się w Danii i Norwegii, rywalizowały w grupie 7 z Rumunią, Ukrainą i Wyspami Owczymi. Biało-czerwone zdążyły rozegrać dwa mecze: u siebie pokonały ekipę Wysp Owczych 28:16, a na wyjeździe zespół Ukrainy 27:26. Dwa spotkania wygrały też Rumunki. Nie dowiemy się już, która z dwóch niepokonanych drużyn okazałaby się lepsza w bezpośredniej walce, bo EHF anulowała rundę eliminacyjną i zdecydowała, że w mistrzostwach Europy zagrają reprezentacje zakwalifikowane na podstawie wyników uzyskanych w poprzednim czempionacie naszego kontynentu, rozegranym we Francji w 2018 roku. Biało-czerwone zajęły w tej imprezie 14. miejsce, co wystarczyło do kwalifikacji, bowiem w tegorocznych mistrzostwach w Danii i Norwegii wystąpi 16 zespołów. Oprócz reprezentacji Polski zagrają w niej ponadto ekipy Francji, Rosji, Holandii, Rumunii, Szwecji, Węgier, Czarnogóry, Niemiec, Serbii, Hiszpanii, Słowenii, Czech, Chorwacji oraz gospodyń turnieju, czyli Danii i Norwegii.
Europejska Federacja Piłki Ręcznej podobne rozwiązanie zastosowała w przypadku eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata mężczyzn w Egipcie i także z powodu pandemii koronawirusa odwołała eliminacje do tej imprezy. Prowadzono przez trenera Patryka Rombla reprezentacja Polski miała w nich najpierw zmierzyć się w prekwalifikacjach z zespołem Litwy, a dopiero po przejściu tej przeszkody zmierzyć się z wyżej obecnie notowaną w rankingu drużyną Białorusi w dwumeczu o awans do mistrzostw globu.
EHF wyjaśniła w komunikacie, że taką decyzję podjęto w związku z brakiem wolnych terminów na rozegranie mecze eliminacyjne. Do światowego czempionatu postanowiono zakwalifikować drużyny na podstawie rankingu z mistrzostw Europy w 2020 roku. Dla biało-czerwonych nie była to korzystna decyzja, bowiem w rozegranych w styczniu mistrzostwach kontynentu zajęli dopiero 21. miejsce, zaś ostatnią drużyną, która na podstawie rankingu kwalifikowała się na mundial, była 14. w końcowej klasyfikacji ME 2020 Francja.
Tak więc Europę w przyszłorocznym światowym czempionacie reprezentować będą zespoły Słowenii, Niemiec, Portugalii, Szwecji, Austrii, Węgier, Białorusi, Islandii, Czech i Francji oraz Hiszpanii, Chorwacji i Norwegii, które już wcześniej zapewniły sobie awans. Związek Piłki Ręcznej w Polsce po cichu zabiega o przyznanie naszej reprezentacji tzw. dzikiej karty, ale szanse na to są niewielkie.
Pandemia koronawirusa wymusiła na EHF decyzje dotyczące także rozgrywek w europejskich pucharach. W tym przypadku działacze europejskiej federacji również poszli po najmniejszej linii oporu i po prostu zrezygnowali z meczów 1/8 finału oraz ćwierćfinałowych i do Final Four zakwalifikowali po dwie najlepsze drużyny z grup A i B. To oznacza, że w zaplanowanym w dniach 28-29 grudnia tego roku turnieju finałowym Ligi Mistrzów zagrają hiszpańska FC Barcelona Lassa, niemiecki THW Kiel, francuski Paris Saint-Germain i węgierski Telekom Veszprem.
Niestety, skasowanie rywalizacji na poziomie 1/8 i 1/4 finału odebrało szanse na wywalczenie miejsce w Final Four dwom polskim zespołom – PGE Vive Kielce i Orlenowi Wiśle Płock. Kielczanie mieli w 1/8 finału zmierzyć się ze słoweńskim Celje Pivovarna Lasko, natomiast „Nafciarze” z Telekomem Veszprem.
W Final Four Ligi Mistrzyń piłkarek ręcznych, który odbędzie się w dniach 5-6 września w Budapeszcie, zagrają zespoły Metz Handball, Team Esbjerg, Gyoeri Audi ETO KC i Brest Bretagne Handball. EHF postanowiła także, że nie odbędzie się finałowy turniej Pucharu EHF mężczyzn, zaplanowany na 29-30 sierpnia w Berlinie. W pozostałych pucharach (EHF kobiet, Challenge Cup kobiet i mężczyzn) nie zostaną już rozegrane żadne mecze.
Decyzja europejskiej federacji oznacza definitywny koniec sezonu dla PGE Vive Kielce i Orlenu Wisły Płock. Wcześniej bowiem ZPRP zakończył rozgrywki naszej ekstraklasy. Mistrzem kraju został po raz 17. zespół z Kielc, a wicemistrzem ich odwieczny rywal z Płocka. Trzecią lokatę zdobył Górnik Zabrze.

Awans Nafciarzy do Top 16

Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock przegrali rewanżowy mecz z hiszpańskim zespołem Bidasoa Irun 19:24, ale ponieważ u siebie wygrali 32:25, ostatecznie to oni awansowali do 1/8 finału Ligi Mistrzów EHF. Do tej fazy rozgrywek wcześniej zakwalifikował się też zespół PGE Vive Kielce.

Siedmiobramkowa zaliczka z pierwszego meczu może nie czyniła z płockiego zespołu stuprocentowego faworyta do awansu, ale nawet rywale dawali płocczanom większe szanse. „Nafciarze” nie dali się jednak wpędzić w samozadowolenie, bo przecież przed rokiem sami byli w podobnej sytuacji w jakiej teraz w starciu z nimi znalazła się hiszpańska ekipa. Doskonale jednak pamiętali, że choć pierwszy mecz z duńskim Bjerringbro-Silkeborg sromotnie przegrali, to w rewanżu zdołali odrobić straty i wywalczyć awans. Szykowali się więc do meczu jak na wojnę, nie zaniedbując niczego. Mecz Orlenu Wisły z Bidasoa Irun europejska federacja piłki ręcznej (EHF) uznała za mecz tygodnia w Lidze Mistrzów. Przebieg polsko-hiszpańskiej potyczki potwierdził jedynie słuszność tego wyboru.
Atmosfera w hali Pabellon Polideportivo Artaleku była piekielnie gorąca, bo licznie przybyli fani zespołu Bidasoa Irun przed mecze byli pełni wiary w sukces swoich ulubieńców i do ostatniego gwizdka wspierali ich żywiołowym dopingiem, przez który z trudem przebijała się licząca około setki grupka kibiców płockiej drużyny. A na parkiecie walka szła na całego od pierwszej akcji. Żadna z ekip nie potrafiła jednak zdominować przeciwnika, więc przez do przerwy wynik oscylował wokół remisu, ale na przerwę „Nafciarze” schodzili prowadząc12:10.
Po zmianie stron wicemistrzowie Polski grali nierówno i na trzy minuty przed końcem gospodarze prowadzili trzema bramkami, a jeszcze dwuminutowym wykluczeniem sędziowie ukarali Igora Żabicia. Nic to nie dało, bo choć grający w przewadze gospodarze zdołali wcisnąć „Nafciarzom” jeszcze dwa gole i ostatecznie wygrali 24:19, to do wywalczenia awansu zabrakło im trzech bramek. Ekipa Orlenu Wisły zasłużyła na awans do czołowej szesnastki Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem „Nafciarzy” w walce o ćwierćfinał będzie Telekom Veszprem. W tym starciu za faworyta powszechnie uważa się węgierski zespół, ale płocczanie też sroce spod ogona nie wypadli. W ostatnich 10 latach w Lidze Mistrzów regularnie przecież awansują do 1/16 finału, a do 1/8 finału zakwalifikowali się już po raz szósty. W miniony weekend grała też drużyna PGE Vive Kielce. Mistrzowie Polski rywalizowali w elicie Champions League EHF, w grupie B i już dawno temu zapewnili sobie awans do 1/8 finału. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej podejmowali u siebie lidera swojej grupy, niemiecki THW Kiel i bardzo chcieli wygrać, bo to był warunek utrzymania trzeciego miejsca w tabeli, a w konsekwencji trafienia na słabszego przeciwnika w walce o ćwierćfinał. Taki sam cel mieli też gracze Montpellier HB, którzy w ostatniej, 14. kolejce grali z rozpadającym się z braku pieniędzy Vardarem Skopje. Kielczanie woleli nie liczyć na waleczność graczy macedońskiego klubu i utrzymanie trzeciej lokaty postanowili sobie zapewnić pokonując w Hali Legionów lidera grupy B THW Kiel i cel zrealizowali wygrywając 32:30. Dzięki tej wygranej zespół PGE Vive zajął trzecie miejsce w grupie B i w walce o ćwierćfinał zmierzy się z szóstą drużyną grupy A – słoweńskim Celje Pivovarna lub chorwackim PPD Zagrzeb. Natomiast THW Kiel jako zwycięzca grupy od razu awansował do ćwierćfinału, podobnie jak najlepsza w grupie A FC Barcelona Lassa.

Pokaźna zaliczka bramkowa Nafciarzy

Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock w pierwszym meczu barażowym o awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów EHF pokonali na swoim boisku wicemistrza Hiszpanii Bidasoa Irun 32:25 (17:11. Rewanżowe spotkanie odbędzie się w najbliższą sobotę na boisku rywali.

Ekipa „Nafciarzy” zajęła w grupie D drugie miejsce, natomiast zespół Bidasoa Irun wygrał rywalizację w grupie C i w ten sposób los zetknął drużyny wicemistrzów Polski i Hiszpanii w barażach o awans do najlepszej szesnastki obecnej edycji Ligi Mistrzów EHF. Ciekawostką sobotniego starcia w płockiej Orlen Arenie był debiut na tym obiekcie w roli sędziów meczu mężczyzn pań. W roli rozjemców wystąpiły Francuzki Charlotte i Julie Bonaventura.
Bidasoa ma za sobą rewelacyjny okres, zasłużyła na tytuł rewelacji rozgrywek. Przeszła przez pierwszy etap właściwie suchą stopą, dość szybko zapewniła sobie miejsce w barażach o fazę TOP 16. Większość graczy jest anonimowa nawet dla fanów piłki ręcznej, w szerszym świecie zaistnieli chilijscy bracia Rodrigo i Esteban Salinas, przyszłością hiszpańskiej kadry są Xoan Ledo, Jon Azkue oraz Kauldi Odriozola. Węgrzy wiążą nadzieje z niedawno ściągniętym Donatem Bartokiem. Ale to nie są miażdżące atuty, bo skład Wisły prezentuje się zdecydowanie lepiej.
I w sobotę w bezpośredniej konfrontacji na boisku było to aż nadto widoczne. „Nafciarze”, prowadzeni przez hiszpańskiego trenera Xaviego Sabate, od początku spotkania byli wyraźnie lepszym zespołem, co potwierdzili kolejnymi udanymi akcjami i po 25 minutach prowadzili z przewagą siedmiu bramek, a na przerwę schodzili przy wyniku 17:11.
Po zmianie stron rywale na chwilę zmniejszyli stratę do pięciu trafień, ale w 46. minucie płocczanie ponownie wysoko prowadzili 26:18. Ostatecznie mimo lepszej gry w drugiej połowie meczu zespół Orlenu Wisły ostatecznie zwyciężył 32:25, a przewaga siedmiu bramek powinna okazać się wystarczająca, że w sobotę 29 lutego po rewanżowym meczu na boisku rywali awans do Top 16 Ligi Mistrzów EHF świętowali wicemistrzowie Polski. Dalej będzie jednak znacznie trudniej, bo triumfatora tego dwumeczu w 1/8 finału czeka starcie z FC Barcelona Lassa lub Paris Saint-Germain HB.

Porażka PGE Vive w Montpellier

Szczypiorniści PGE Vive Kielce przegrali z Montpellier HB 24:25 w wyjazdowym meczu 11. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Francuski zespół zwycięską bramkę zdobył na dwie sekundy przed końcem spotkania.

Po dwóch miesiącach przerwy wznowiono rozgrywki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. W rywalizacji uczestniczą dwa najlepsze polskie zespoły – PGE Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” zakończyli zmagania w fazie grupowej (grali w najsłabszej grupie D) już w grudniu ub. roku, a kolejne spotkania, już w 1/8 finału, rozegrają 22 i 29 lutego z hiszpańskim zespołem z Bidasoa Irun. Kielczanie biją się o awans w liczącej 16 drużyn elicie, podzielonej na dwie ośmiozespołowe grupy A i B. W sobotę w kolejnej potyczce zmierzyli się z francuskim Montpellier HB. Rywalizacja obu tych zespołów jest o tyle nietypowa, że Francuzi w pięciu ostatnich meczach rozegranych w Kielcach triumfowali w czterech, wygrali też w rundzie jesiennej obecnej edycji Ligi Mistrzów, ale z dla równowagi kielczanie z ostatnich pięciu wyjazdów do Montpellier także cztery razy wracali z tarczą. W miniona sobotę ta swoista tradycja została jednak złamana i zespół PGE Vive wrócił do domu na tarczy.
Gospodarze zaczęli spotkanie od prowadzenia 5:2, ale od 18. minuty kielczanie zaczęli przeważać i wyszli na prowadzenie 11:9, a na przerwę schodzili z wynikiem 14:12. Po zmianie stron francuska drużyna wykorzystała okazję, jaką stworzyły kary indywidualne dla Mateusza Jachlewskiego i Daniela Dujshebaeva i nie tylko odrobili straty, ale tez wyszli na prowadzenie. Kielczanie nie dawali jednak za wygraną i sześciokrotnie doprowadzali do remisu. Ostatni raz na 20 sekund przed końcem meczu, kiedy to na 24:24 rzucił Aguinagalde. Niestety, skutecznym rzutem zdążył jeszcze odpowiedzieć Mohamed Soussi i dał ekipie Montpellier upragnione zwycięstwo.
Po tym spotkaniu mistrzowie Polski z dorobkiem 12 pkt spadli na czwarte miejsce w tabeli grupy B. 1. miejsce zajmuje w niej THW Kiel (18 pkt), 2. Telkom Veszprem (16 pkt), 3. Montpellier (13 pkt), a za PGE Vive są jeszcze 5. FC Porto (10 pkt), 6. Vardar Skopje (9 pkt), 7. Motor Zaporoże (4 pkt) i 8. Mieszkow Brześć (4 pkt). Do kolejnej fazy awansuje sześć zespołów. Ekipa PGE Vive ma miejsce w 1/8 finału w kieszeni, a do rozegrania jeszcze mecze z FC Porto, Motorem Zaporoże i THW Kiel, może zatem poprawić lokatę w tabeli.

Nafciarze dostali ciężkie lanie w Hali Legionów

W pierwszej ligowej „świętej wojnie”, jak w ekstraklasie piłkarzy ręcznych zwie się potyczki dwóch najsilniejszych polskich zespołów klubowych, we własnej hali sensacyjnie zwyciężyła ekipa Orlenu Wisły Płock. W miniony wtorek w Kielcach szczypiorniści PGE Vive wzięli srogi rewanż i rozbili „Nafciarzy” 29:20, dzięki czemu odzyskali utracone po porażce w Płocku pierwsze miejsce w tabeli Superligi.

Płocczanie w Hali Legionów zagrali bez Renato Sulicia, który został zawieszony za niesportowe zachowanie w meczu z Gwardią Opole, natomiast w zespole gospodarzy zabrakło Igora Karacicia, Krzysztofa Lijewskiego, Angela Fernandeza i Doruka Pehlivana. W wyjściowym składzie znalazł się za to Alex Dujshebaev, którego występ stał pod znakiem zapytania ze względu na kontuzję palca.
Kilka miesięcy temu Orlen Wisła przerwała trwającą 3,5 roku serię porażek z PGE Vive i w końcu zdołała pokonać najgroźniejszego konkurenta w walce o mistrzowski tytuł. Po tym spotkaniu oba zespoły zgodnie wygrywały swoje kolejne mecze w Superlidze, przez co „Nafciarze” przez ten czas twardo trzymali pozycję lidera tabeli. W końcu jednak przyszedł czas na weryfikację mocarstwowych ambicji płockiego zespołu w mateczniku PGE Vive, czyli kieleckiej Hali Legionów. A że poniesiona w jesiennej rundzie porażka mocno rozsierdziła ekipę trenera Tałanta Dujszebajewa, to mimo braku kilku podstawowych graczy w rewanżu dosłownie zmietli rywali z parkietu.
„Jesteśmy zadowoleni w wygranej, ale nie chciałbym w szatni euforii, bo to tylko jeden mecz. Tak jak przegrane spotkanie w Płocku. Chcę, żeby teraz wszyscy twardo stąpali po ziemi, bo przed nami kolejne wyzwania” – podsumował występ swojej drużyny trener Dujszebajew. Mobilizacja jest wskazana, bo już w piątek 8 lutego PGE Vive czeka wyjazdowy mecz w Lidze Mistrzów z Montpellier.
Istnieje szansa, że do składu dołączy przynajmniej jeden rekonwalescent. Wiadomo, że Igor Karacić musi jeszcze pauzować, ale Angel Fernandez i Krzysztof Lijewski powinni być już gotowi do gry.

Superliga bez widzów

W ekstraklasie piłkarzy ręcznych zakończyła się pierwsza runda rozgrywek. Po 13. kolejkach na czele 14-zespołowej ligi plasuje się PGE Vive Kielce przed Orlenem Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze. Problem w tym, że meczy PGNiG Superligi prawie nikt nie ogląda.

W pierwszej części ligowego sezonu średnia widzów na jedno spotkanie wynosi 1059 osób. W kończącej pierwszą rundę 13. kolejce w żadnej z hal nie zjawiło się nawet tylu widzów. Najwyższą frekwencję odnotowano w Płocku, ale nawet w Orlen Arenie trybuny świeciły pustkami, bo na mecz „Nafciarzy” z Zagłębiem Lubin wybrało się tylko tysiąc fanów płockiego zespołu. W 13. kolejce PGNiG Superligi średnia widzów była żenująco słaba i wyniosła ledwie 659 osób, co jest najgorszym wynikiem w całej rundzie. Przyzwoita na tym tle frekwencja w Płocku wypada jednak blado gdy porówna się ja do frekwencji na meczu z PGE Vive (4200 widzów). W Szczecinie potyczka Sandry Spa Pogoni z Górnikiem Zabrze zainteresowała tylko 350 kibiców. Jeszcze większą niespodzianka na minus była słaba frekwencja w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie na mecz z liderem ligi PGE Vive pofatygowało się tylko 550 widzów, co jest gorszym wynikiem od średniej jaką ma w tym sezonie piotrkowski klub (628 widzów). Rzadko się zdarza żeby przyjazd naszpikowanej gwiazdami światowego szczypiorniaka kieleckiej drużyny nie wywołał zainteresowania powyżej ligowej przeciętnej w danej hali.

Pod względem średniej widzów liderem PGNiG Superligi także jest PGE Vive Kielce, ale wynik 1987 osób w mogącej pomieścić ponad cztery tysiące osób Hali Legionów na kolana nie powala. Druga lokatę zajmuje  (średnia 1686 widzów), a dopiero trzecią Orlen Wisła Płock (1572). Kolejne miejsca pod względem frekwencji zajmują: KPR Gwardia Opole (1414), Zagłębie Lubin (1182), Chrobry Głogów (1060), Torus Wybrzeże Gdańsk (889), MMTS Kwidzyn (871), KS Azoty Puławy (700), NMC Górnik Zabrze (686), Sandra Spa Pogoń Szczecin (625), Piotrkowianin Piotrków Trybunalski (618), Grupa Azoty Tarnów (412) i SPR Stal Mielec (250).