Mistrzynie grają w Shenzhen

Od niedzieli osiem najlepszych tenisistek tegorocznego sezonu rywalizuje w chińskim Shenzhen w turnieju WTA Finals. Zostały podzielone na dwie grupy. W „czerwonej” grają Australijka Ashleigh Barty, Japonka Naomi Osaka, Czeszka Petra Kvitova i Szwajcarka Belinda Bencic, natomiast w „purpurowej” Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep i Ukrainka Jelina Switolina. Turniej potrwa do 3 listopada.

Mistrzostwa WTA z udziałem ośmiu najlepszych singlistek sezonu po raz pierwszy odbywają się w Shenzhen. Poprzednio impreza gościła w Singapurze, natomiast od tego sezonu przez dziesięć kolejnych lat turniej mistrzyń rozgrywany będzie w tym chińskim mieście, bo na tak długo WTA zawarła umowę. Chińczycy przekonali władze zarządzającej kobiecymi rozgrywkami organizacji do przeprowadzki oraz umiejscowienia turnieju mistrzyń na cała dekadę w najprostszy sposób, po prostu zaproponowali podwojenie puli nagród. W Singapurze tenisistki miały do podziału siedem milionów dolarów, teraz grają za dwukrotnie większe pieniądze – ponad 14 milionów dolarów.

Jako pierwsze wyszły na kort Japonka Naomi Osaka i Czeszka Petra Kvitova. Był to ich drugi dopiero pojedynek. W styczniu tego roku zmierzyły się w finale Australian Open i wtedy w trzech setach zwyciężyła 22-letnia japońska tenisistka, zdobywając drugi wielkoszlemowy tytuł w karierze, po US Open 2018. Czeszka w swoim dorobku także ma dwa wielkoszlemowe triumfy, ale oba odniosła na trawiastych kortach Wimbledonu (2011, 2014).

W tym roku Kvitova triumfowała w Sydney i Stuttgarcie, natomiast Osaka, po wygraniu Australian Open, zanotowała spadek formy i straciła pozycję liderki na rzecz Ashleigh Barty, lecz ostatnio wróciła na zwycięską ścieżkę. Wygrała dwa azjatyckie turnieje, w Osace i Pekinie, a przystępując do pojedynku z Kvitovą miała na koncie 10 wygranych meczów z rzędu. W pierwszym secie walka była bardzo wyrównana i Japonka wygrała tę partię tie-breaku 7:6(1). W drugim secie czeska tenisistka poprawiła swoja grę i zwyciężyła 6:4, lecz w decydującej partii pozwoliła rywalce na przejęcie inicjatywy i przegrywała już nawet 2:5, ale ostatecznie po walce uległa jej 4:6.

W drugim niedzielnym pojedynku w grupie czerwonej liderka światowej listy Australijka Ashleigh Barty stanęła do walki ze Szwajcarką Belindą Bencic. Obie tenisistki debiutują w turnieju mistrzyń – Barty co prawda grała w imprezie juz dwukrotnie, ale te dwa występy zanotowała w grze podwójnej. W singlu rywalizuje po raz pierwszy, podobnie jak Bencic, która awans zapewniła sobie rzutem na taśmę wygrywając turniej w Moskwie.

W pojedynku turniejowej „jedynki” z turniejową „siódemką” lepsza okazała się Australijka, która zwyciężyła 5:7, 6:1, 6:2.
W poniedziałek o punkty powalczą zawodniczki z grupy „purpurowej”. W pierwszej serii gier Karolina Pliskova zmierzy się z Jeliną Switoliną, a Bianca Andreescu z Simoną Halep.

Po raz pierwszy od 2015 roku również w deblu jest faza grupowa. W niedzielę odbędą się dwa mecze w Grupie Purpurowej. Su-Wei Hsieh i Barbora Strycova zmierzą się z Samanthą Stosur i Shuai Zhang, z którymi w maju przegrały w Madrycie. Tajwanka i Czeszka triumfowały w tym sezonie w Wimbledonie. Australijka i Chinka w styczniu wygrały Australian Open. Hsieh w 2013 roku zwyciężyła w Masters razem z Shuai Peng. Stosur w imprezie tej była najlepsza dwa razy wspólnie z Lisą Raymond (2005, 2006).
Gabriela Dabrowski i Yifan Xu zagrają z Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą. Kanadyjka i Chinka to finalistki tegorocznego Wimbledonu. Czeszki zdobyły tytuł w Toronto. Największe sukcesy osiągnęły w ubiegłym sezonie, gdy święciły wielkoszlemowe triumfy w Paryżu i Londynie. Są również finalistkami Mistrzostw WTA 2018. W tym roku Dabrowski i Xu pokonały Krejcikovą i Siniakovą w Madrycie i w półfinale Wimbledonu.

 

Barty podwójną liderką

Triumfatorka turnieju w Moskwie Belinda Bencic awansowała z 10. na siódme miejsce w światowym rankingu tenisistek. Szwajcarka zapewniła też sobie miejsce w WTA Finals w Shenzen.

Pozycje liderki rankingu WTA utrzymała Australijka Ashleigh Barty, która jest też pierwsza w rankingu zawodniczek, które wywalczyły prawo gry w tegorocznym turnieju mistrzyń w chińskim Shenzen. Tam na przełomie października i listopada osiem najlepszych w tym roku singlistek i osiem najlepszych par deblowych powalczy w turnieju z pulą nagród przekraczającą 14 mln dolarów.

Kolejne miejsca na światowej liście zajmują: Czeszka Karolina Pliskova, Japonka Naomi Osaka, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep, Czeszka Petra Kvitova, wspomniana już Szwajcarka Belinda Bencić oraz Ukrainka Jelina Switolina, ubiegłoroczna triumfatorka WTA Finals. Top 10 zestawienia zamykają Amerykanka Serena Williams i Holenderka Kiki Bertnes. Z polskich tenisistek najwyżej sklasyfikowana Magda Linette plasuje się na 42. miejsce, a druga z z naszych zawodniczek w Top 100, Iga Świątek, zajmuje 61. lokatę. W drugiej setce listy mamy jeszcze Katarzynę Kawę, obecnie zajmującą 128. miejsce oraz 192. Magdalenę Fręch.

Daleko kończą sezon dwie tenisowe gwiazdy polskiego pochodzenia. Reprezentująca Niemcy Angelique Kerber spadła na 17. miejsce, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka aż na 38. Przypomnijmy, że obie swego czasu były na czele światowej listy. W podobnej sytuacji jest też kilka innych tenisistek, które były liderkami rankingu WTA – Hiszpanka Garbine Muguruza jest 36., Białorusinka Wiktoria Azarenka 50., Amerykanka Venus Williams 53 czy Rosjanka Maria Szarapowa, która wypadła z Top 100 i jest obecnie sklasyfikowana dopiero na 134. pozycji.

 

Wimbledon 2019: Djoković zmorą Hurkacza

W pierwszym tygodniu Wimbledonu w grze pojedynczej odpadła cała czwórka reprezentantów Polski. Kamil Majchrzak i Iga Światek „polegli” już w I rundzie, za to Hubert Hurkacz i Magda Linette pobili swoje życiowe osiągnięcie dochodząc do trzeciej fazy turnieju (1/16 finału). Honoru polskiego tenisa bronią jeszcze Łukasz Kubot w deblu i Alicja Rosolska w mikście.

Hurkacz przegrał z obrońcą tytułu Serbem Novakiem Djokoviciem 5:7, 7:6(5), 1:6, 4:6 w trzeciej rundzie Wimbledonu. W starciu z liderem rankingu ATP nasz tenisista grał znakomicie w dwóch pierwszych setach. Zaliczył kilka zagrań, po których widownia biła mu brawo, ale po wygraniu drugiej partii lider rankingu ATP wszedł na poziom już dla 22-letniego wrocławianina niedostępny. Polak zajmuje obecnie 48. miejsce na światowej liście, a jego rywal ma na koncie 15 tytułów wielkoszlemowych i łącznie 74 wygrane turnieje. Hurkacz ma pecha, bo w drugim turnieju Wielkiego Szlema z rzędu trafił na serbskiego tenisistę. Wcześniej przegrał z nim w trzech setach w pierwszej rundzie French Open 4:6, 2:6, 2:6.

Komplementy Djokovicia

W Londynie stawił Djokoviciowi większy opór i nawet zdołał urwać mu seta. Serb znowu nie szczędził Polakowi komplementów. „Gratuluję Hubertowi postawy w dzisiejszym meczu. Zagrał bardzo dobrze, walczył, serwował świetnie, zagrywał agresywnie z końca kortu. Pierwsze dwa sety to była wielka walka. Miałem kilka szans, żeby wygrać drugą partię, ale to on bardziej na to zasłużył. Każdy z nas zmaga się z rozmaitymi problemami w trakcie meczu. Te pierwsze dwa sety były bardzo długie i dlatego w trzecim secie starałem się głównie „trzymać” serwis. Zagrałem tę partię wręcz perfekcyjnie i podobnie było w czwartej partii” – podsumował pojedynek serbski tenisista. Zapytany, co sądzi o Hurkaczu, stwierdził z uśmiechem: „Pojawiła się ostatnio grupa młodych zawodników, którzy coraz lepiej sobie radzą. Hubert się do niej zalicza i nie mam wątpliwości, że ci zawodnicy prędzej czy późnej zastąpią starych mistrzów. Nie wiem, kiedy któryś z nich wygra Wielkiego Szlema, ale chyba rozumiecie, że chciałby aby stało się to jak najpóźniej.

Na trzeciej rundzie swój udział w tegorocznym Wimbledonie zakończyła też Magda Linette. Nasza tenisistka zmierzyła się z Czeszką Petrą Kvitovą, rozstawioną w imprezie z numerem 6, dwukrotna triumfatorką tego turnieju (2011 i 2014 ). Dla Polki już awans do 1/16 finału był życiowym osiągnięciem, bo we wcześniejszych startach nie potrafiła wygrać tu meczu. Poniosła trzy porażki w eliminacjach i cztery w głównej drabince.

Kvitova za mocna dla Linette

W tegorocznej edycji w pierwszej rundzie pokonała Rosjankę Annę Kalinską, a w drugiej 18-letnią Amerykankę Amandę Anisimovą, półfinalistkę tegorocznego French Open. Gdyby w sobotę wygrała też z Kvitovą, osiągnęłaby swój najlepszy wynik w turniejach Wielkiego Szlema. Niestety, mimo kłopotów z ręką Czeszka okazała się dla polskiej zawodniczki za mocną rywalką i wygrała z nią 6:3, 6:2.

Dla Kvitovej to 12. start w Wimbledonie i po raz szósty awansowała do IV rundy. Bilans jej meczów w tej fazie londyńskiej imprezy to 5-0. W 2011 i 2014 roku triumfowała, poza tym osiągnęła półfinał (2010) i dwa razy ćwierćfinał (2012, 2013). Jej kolejną rywalką będzie Brytyjka Johanna Konta, która w 3. rundzie wyeliminowała Amerykankę Sloane Stephens.
W trzeciej rundzie z wimbledońskimi trawnikami pożegnała się też Dunka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka, która przegrała z Chinką Shuai Zhang 4:6, 2:6. Jeszcze wcześniej z imprezy odpadła broniąca tytułu reprezentantka Niemiec polskiego pochodzenia Angelique Kerber. Ją wyeliminowała niżej notowana 25-letniaq amerykanka Lauren Davis. Dla Kerber ta porażka będzie bolesna, bo w najnowszym notowaniu rankingu wypadnie z Top 10.

Niezawodny Kubot

Niedziela zgodnie z tradycją Wimbledonu była w turnieju dniem wolnym. Do drugiego tygodnia zmagań na trawnikach All England Club z naszych tenisistów dotrwał zatem tylko Łukasz Kubot w deblu oraz Alicja Rosolska w mikście. Kubot i grający z nim w parze Brazylijczyk Marcelo Melo są w tegorocznym Wimbledonie rozstawieni w grze podwójnej z numerem 1. Polsko-brazylijski zespół awansował do 1/8 finału pokonując Australijczyków Matta Reida i Alexa De Minaura 6:7(11), 6:4, 6:3, 7:6(10). Spotkanie trwało prawie trzy i pół godziny. O awans do ćwierćfinału triumfatorzy Wimbledonu sprzed dwóch lat powalczą z Brazylijczykiem Marcelo Demolinerem i Hindusem Divijem Sharanem. Przed rokiem Kubot i Melo odpadli w drugiej rundzie.
W grze podwójnej kobiet wystartowały dwie nasze reprezentantki. Magda Linette odpadła już w I rundzie, zaś Rosolska, grając w parze z Australijką Astrą Sharmą, w drugiej, po porażce 3:6, 0:6 z Niemką Anną-Leną Groenefeld i Holenderką Demi Schuurs. Tym samym Rosolska nie powtórzyła sukcesu sprzed roku, kiedy to doszła tu do półfinału w duecie z Amerykanką Abigail Spears. Warszawianka próbuje jeszcze szczęścia w mikście, a jej partnerem jest Chorwat Nikola Mektic. W poniedziałek zagrają z indonezyjsko-japońskim duetem Christopher Rungkat – Shuko Aoyama.

Zestaw par IV rundy
Panowie: David Goffin- Fernando Verdasco, Roberto Bautista Agut – Benoit Paire, Sam Querrey – Tennys Sandgren, Joao Sousa – Rafael Nadal, Kei Nishikori – Mikhail Kukushkin, Guido Pella – Milos Raonic, Novak Djokovic – Ugo Humbert, Matteo Berrettini – Roger Federer.
Panie: Ashleigh Barty – Alison Riske, Barbora Strycova – Elise Mertens, Elina Svitolina – Petra Martic, Shuai Zhang – Dayana Yastremska, Karolina Muchova – Karolina Pliskova, Serena Williams – Carla Suarez Navarro, Simona Halep – Cori Gauff, Johanna Konta – Petra Kvitova.

 

Serena Williams wróciła do Top 10

Tenisowa karuzela kręci się już na całego i wyrzuca z czołówki słabnących. W tym tygodniu padło na duńską tenisistkę Karolinę Woźniacką, która z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra od Australian Open i w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła z 9. na 14. miejsce. Za to do czołowej „10” po raz pierwszy po przerwie macierzyńskiej wróciła Amerykanka Serena Williams.

Pozycję liderki rankingu WTA mimo absencji w rozegranym w ubiegłym tygodniu turnieju w Dosze utrzymała zwyciężczynie tegorocznego Australian Open Naomi Osaka. 21-letnia Japonka przewodzi stawce z dorobkiem 6970 punktów. Na drugie miejsce z trzeciego awansowała finalistka imprezy w Katarze 27-letnia Rumunka Simona Halep (5537 pkt), którą z pierwszego miejsca po sukcesie w Melbourne zepchnęła Osaka. Najniższe miejsce na podium klasyfikacji WTA Tour zajęła 25-letnia Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt), co daje jej formalnie tytuł pierwszej rakiety w Stanach Zjednoczonych. Wedle rankingu numerem drugim w tym kraju jest Serena Williams (3406 pkt), która po raz pierwszy po urlopie macierzyńskim znalazł się w Top 10. N razie 23-krotna triumfatorka wielkoszlemowych turniejów zamyka dziesiątkę najwyżej sklasyfikowanych tenisistek, ale większość ekspertów przewiduje, że 37-letnia gwiazda ten rok zakończy na 1. miejscu.

W Top 10 dwie zawodniczki mają jeszcze tylko Czechy – czwartą lokatę zajmuje 28-letnia Petra Kvitova (5120 pkt), a piąta młodsza od niej o dwa lata Karolina Pliskova (5055 pkt). Pozostał miejsca zajmują 24-letnia Ukrainka Elina Switolina (5020), 31-letnia Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4960), 27-letnia Holenderka Kiki Bertnes (4885) i 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka (2565).

Z czołowej „10” rankingu wypadła duńska tenisistka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka, która spadła na 14. miejsce . a to dlatego, że z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra w tenisa od Australian Open. Wycofała się ze startów w Dosze i Dubaju, co będzie ja kosztowało utratę wielu punktów i dalszy spadek w klasyfikacji. Pierwszą rakietą w Polsce wśród pań pozostaje 27-letnia Magda Linette, zajmująca obecnie 89. pozycję. Druga z Polek w zestawieniu, 17-letnia Iga Świątek, wróciła na 140. miejsce. Niewielki awans zaliczyła też 21-letnia Magdalena Fręch, obecnie 178.. W trzeciej setce rankingu WTA mamy trzy reprezentantki – Katarzyna Kawa jest 264., Urszula Radwańska 274., a Katarzyna Piter 297.

W rywalizacji mężczyzn w czołówce doszło tylko do drobnej korekty, bo 29-letni Japończyk Kei Nishikori przeskoczył na liście Rogera Federera i awansował jego kosztem na szóstą pozycję. 37-letni „Il Maestro” jest obecnie siódmy, a na czele rankingu ATP niezmiennie pozostaje 31-letni Serb Novak Djoković (10955 pkt), który ma sporą przewagę nad drugim w zestawieniu 32-letnim Hiszpanem Rafaelem Nadalem (8320 pkt) i trzecim na liście 21-letnim Niemcem Alexandrem Zverevem (6475). Najwyżej sklasyfikowany z polskich tenisistów 21-letni Hubert Hurkacz spadł na 78. miejsce, a nasza męska rakieta nr 2, Kamil Majchrzak, utrzymał 158. lokatę.

 

Przetasowania w tenisowych rankingach

Po Australian Open doszło do zmian w tenisowych rankingach. Wśród pań nową liderką została Japonka Naomi Osaka, a na drugie miejsce awansowała pokonana przez nią w finale Czeszka Petra Kvitova. Wśród panów nie doszło do zmian na szczycie – liderem pozostał zwycięzca turnieju Serb Novak Djoković, a wiceliderem pokonany przez niego Hiszpan Rafael Nadal.

Osaka jest pierwszą japońską tenisistką na czele światowej listy, a 26. w historii tego prestiżowego zestawienia. 21-letnia zawodniczka zmieniła na prowadzeniu Rumunkę Simonę Halep, która prowadziła niemal nieprzerwanie od 9 października 2017 roku (między 29 stycznia a 19 lutego ubiegłego roku na moment wyprzedzała ją Dunka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka). Japonka jest najmłodszą liderką rankingu WTA od 2010 roku. Wtedy pierwszą rakietą świata wśród kobiet została 20-letnia wówczas Woźniacka. Wyniki australijskiej lewy Wielkiego Szlema ustawiły na nowo hierarchię w Top 10 światowej listy. Z czołowej dziesiątki wypadła Rosjanka Daria Kastkina, a w jej miejsce awansowała Białorusinka Aryna Sabalenka (3485 pkt). Dziewiątą lokatę zajmuje Karolina Woźniacka (3566), triumfatorka ubiegłorocznej edycji Australian Open, która tym razem odpadła już w 3. rundzie, za co zapłaciła spadkiem w rankingu aż o sześć miejsce.

Ósma jest Holenderka Kiki Bertens (4430 pkt, awans o jedną pozycję), siódma Ukrainka Jelina Switolina (4940 pkt, pozycja bez zmian), szósta Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4965 pkt i spadek z pozycji wiceliderki). Na piąte miejsce awansowała półfinalistka tegorocznej edycji Czeszka Karolina Pliskova (5100 pkt, skok o trzy pozycje), na czwarte Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt, poprzednio piąta). Niedawna liderka Simona Halep jest trzecia (5582 pkt), Kvitova z 6290 pkt jest druga. Osaka prowadzi z dorobkiem 7030 pkt. Wśród polskich tenisistek numerem 1 nadal jest Magda Linette, ale poznanianka spadła w rankingu aż o 18 miejsc i zajmuje obecnie 98. lokatę. Nasza rakietą numer 2 została 17-letnia Iga Świątek, która po udanym występie w Australian Open awansował o 37 miejsc na 140 pozycję.

Wśród panów nie doszło do tylu zmian. Novak Djoković po Australian Open umocnił się na prowadzeniu w rankingu ATP z dorobkiem 10955 pkt. Drugą lokatę utrzymał pokonany w finale Rafael Nadal (8320 pkt), ale z trzeciego miejsca spadł aż na szóste broniący tytułu Szwajcar Roger Federer (4600 pkt). Jego miejsce zajął Niemiec Alexander Zverev (6475 pkt). Na czwartą pozycję awansował Argentyńczyk Juan Martin Del Potro (5060 pkt), na piątą reprezentant RPA Kevin Anderson (4845 pkt), siódmy jest Japończyk Kei Nishikori (4110 pkt), ósmy Austriak Dominic Thiem (3960), dziewiąty Amerykanin John Isner (3155), a Top 10 zamyka Chorwat Marin Cilić (3140). Najlepszy z polskich tenisistów, Hubert Hurkacz, awansował o trzy lokaty i zajmuje obecnie 73. miejsce, najwyższe w jego karierze. Drugą rakietą jest Kamil Majchrzak, który w najnowszym notowaniu został sklasyfikowany na 156. pozycji, również najlepszej w karierze. W rankingu deblistów prowadzi Amerykanin Mike Bryan, a najlepszy z Polaków Łukasz Kubot a jest dziewiąty.

 

Australian Open: Triumfy Osaki i Djokovicia

Japonka Naomi Osaka pokonała Czeszką Petrę Kvitovą 7:6(2), 5:7, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała Australian Open. W męskim finale Serb Novak Djoković niespodziewanie łatwo pokonał Hiszpana Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 6:3.

Kvitova i Osaka w sobotnim finale w Melbourne Park zmierzyły się po raz pierwszy. 28-letnia Czeszka to dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014), ale w Australian Open jej najlepszym dotąd osiągnięciem był półfinał w 2012 roku. W poprzedniej edycji tego turnieju odpadła już w pierwszej rundzie, w obecnych zmaganiach aż do finału szła przez turniej jak burza. Zatrzymała ją dopiero Osaka, która drugim z rzędu triumfem w Wielkim Szlemie chyba potwierdziła, że jest już tenisową gwiazdą pierwszej wielkości.

Czeszki nie dały jej rady

Japonka została rozstawiona w Melbourne z numerem czwartym. Mieszkająca na co dzień w Stanach Zjednoczonych 21-letnia tenisistka ogromny postęp zanotowała w poprzednim sezonie. Zaczęła go jako 68. rakieta świata, a zakończyła na czwartej pozycji w światowej hierarchii. Błysnęła wielką formą już w marcowym, silnie obsadzonym turnieju WTA w Indian Wells, ale uwagę całego tenisowego świata zwróciła na siebie niespodziewanym triumfem w US Open. Niespodziewanym podwójnie, bo wcześniej ani razu nie przeszła 1/8 finału w Wielkim Szlemie, a ponadto w finale jej rywalką była wielka Serena Williams. Amerykańska gwiazda fatalnie zniosła porażkę z młodszą o 17 lat przeciwniczką. Karczemnymi awanturami z sędzią meczu popsuła widowisko, a Osace radość zwycięstwa popsuły wrogie wobec niej zachowanie nowojorskiej publiczności, która bardzo chciała świętować 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny. W Melbourne kibice zachowywali się życzliwie wobec obu walczących w finale zawodniczek.

Ten rok Japonka zaczęła od półfinału w Brisbane. Australian Open zaczęła od zwycięstwa w I rundzie nad Polka Magdą Linette, a potem poradziła sobie z kolejnymi pięcioma rywalkami. Przepustkę do finału dała jej wygrana z Czeszką Karoliną Pliskovą, która w ćwierćfinale wyeliminowała Serenę Williams i wybawiła Japonkę od konieczności dania Amerykance rewanżu za US Open. Osaka, która ma także amerykańskie obywatelstwo, jest pierwszą japońską tenisistką, która wygrała Australian Open. Została też 10. w historii triumfatorką dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu. Za triumf na kortach Melbourne Park zarobiła 4,1 mln dolarów australijskich, czyli 2,91 mln dolarów amerykańskich. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Naomi Osaka znajdzie się po raz pierwszy w karierze na pierwszym miejscu i będzie rzecz jasna pierwszą Japonką na szczycie światowej hierarchii tenisistek. Petra Kvitova zajmie w rankingu drugą pozycję, ale dla nie będzie to powtórzenie tego osiągnięcia, bo już kiedyś był numerem 2. na światowej liście.

Starcie tenisowych gigantów

W rywalizacji mężczyzn w finale tegorocznego Australian Open spotkało się dwóch najlepszych obecnie tenisistów – sklasyfikowany w rankingu ATP na pierwszym miejscu 31-letni Serb Novak Djoković i zajmujący druga lokatę w zestawieniu 32-letni Hiszpan Rafael Nadal. W półfinale na drodze tych dwóch mistrzów tenisa stanęli „młodzi, gniewni” – 20-letni Grek Stefanos Tsitsipas i 24-letni Francuz Lucas Pouille.
Zamiast udanego „zamachu na majestat” kibice obejrzeli dwa najbardziej jednostronne półfinały Wielkiego Szlema w Erze Otwartej. Rafael Nadal w starciu z Tsitsipasem stracił ledwie sześć gemów, gromiąc greckiego pretendenta 6:2. 6:4, 6:0. Jeszcze surowiej z Pouille’em obszedł się Djoković, który pozwolił Francuzowi ugrać zaledwie cztery gemy wygrywając pojedynek 6:0, 6:2, 6:2. Nigdy nie wcześniej w erze nowożytnej zawodowego tenisa nie zdarzyło się, żeby w dwóch rozegranych od pierwszej do ostatniej piłki półfinałach wielkoszlemowego turnieju zwycięzcy oddali pokonanym tak niewielką liczbę gemów.

Siódmy triumf Djokovicia

W niedzielnym finale Rafael Nadal i Novak Djoković zmierzyli się już po raz 53, co jest rekordem w erze tenisa zawodowego. Bilans wcześniej rozegranych 52 pojedynków był korzystny dla Serba, który zwyciężył 27 razy, natomiast Hiszpan wygrał 25 spotkań. Starcie na kortach Melbourne Park było ich 15. w Wielkim Szlemie. W tych potyczka lepszy bilans ma Nadal, który zanotował 9 zwycięstw i 6 porażek). Jeśli chodzi o wielkoszlemowe finały, to wcześniej obaj mierzyli się siedem razy, a Hiszpan triumfował czterokrotnie. W finale Australian Open wcześniej Nadal i Djoković spotkali się tylko raz, w 2012 roku, gdy po rekordowym, trwającym pięć godzin i 52 minuty widowisku Serb zwyciężył 5:7, 6:4, 6:2, 6:7(5), 7:5.
Djoković miał chyba odrobinkę mocniejszą motywację od Nadala, bo w przypadku zwycięstwa mógł zostać pierwszym tenisistą w historii, który wygrał wielkoszlemowy turniej na Antypodach po raz siódmy. I osiągnął ten cel nadspodziewanie łatwo. Wszyscy spodziewali się wielogodzinnego, morderczego pojedynku tenisowych gigantów, tymczasem Serb w 124 minuty wygrał 6:3, 6:2, 6:3.

Djoković po raz siódmy w karierze wygrał Australian Open i ustanowił pod tym względem męski rekord wszech czasów. Wcześniej był najlepszy w Melbourne w 2008, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku. To jego 15. tytuł wielkoszlemowy.

 

Australian Open: Greckie objawienie

Do ćwierćfinału Australian Open nie przebili się broniący tytułów Karolina Woźniacka i Roger Federer. Sensacją turnieju są półfinałowe awanse debiutującej w Melbourne Park 25-letnieju Amerykanki Danielle Collins i 20-letniego Greka Stefanosa Tsitsipasa.

W tegorocznej edycji zmagań na kortach Melbourne Park tytułów bronili Karolina Woźniacka i Roger Federer. Dunka polskiego pochodzenia odpadła szybko, bo już w 1/16 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 3:6 z triumfatorką Australian Open z 2008 roku Marią Szarapową. Ta porażka będzie Woźniacką słono kosztować, bo straci mnóstwo punktów rankingowych i w najnowszym notowaniu światowej listy tenisistek spadnie z trzeciego miejsca pod koniec pierwszej dziesiątki. Swoich pozycji nie utrzyma też też druga z polskich tenisistek w obcych barwach, Angelique Kerber. Rosyjska gwiazda też wiele się nie nawojowała, bo po wyeliminowaniu Woźniackiej już w następnej rundzie sama została wyeliminowana przez reprezentantkę gospodarzy Ashleigh Barty.

Opłaca się wygrywać

Reprezentantka Niemiec, która wygrała Australian Open w 2016 roku, w ubiegłym roku doszła do półfinału, a w tym odpadła w kompromitującym stylu już w 1/8 finału, przegrywając z niżej notowaną Danielle Collins (WTA 35) 0:6, 2:6. 25-letnia Amerykanka z Florydy, która dopiero od niedawna na serio zaczęła grać w tenisa, bo wcześniej ważniejsze były dla niej studia biznesowo-medialne i tytuł magistra, w Melbourne Park rozbiła dwukrotną triumfatorkę turniejów Wielkiego Szlema w 59 minut. Collins to obecnie czwarta rakieta w USA wśród kobiet – przed nią są tylko Sloane Stephens, Serena Williams i Madison Keys, a z nią legendarna Venus Williams. Sroce spod ogona więc nie wypadła i chociaż w Australian Open gra po raz pierwszy, jej obecność w najlepszej ósemce nie jest aż taką sensacją, bo ta mierząca 178 cm tenisistka potrafi naprawdę znakomicie grać, o czym przekonała się także Rosjanka Anastasia Pawljuczenkowa, która w 1/4 finału przegrała z Collins 6:2, 5:7, 1:6.

Tegoroczny turniej na kortach Melbourne Park nie jest jakoś specjalnie przełomowy, bo młodzież oraz mniej znani gracze odważnie atakują pozycje uznanych mistrzów już od kilku sezonów, odkąd premie za sam start w Wielkim Szlemie zaczęły przewyższać premie za zwycięstwa w turniejach niskiej rangi. Nasza utalentowana juniorka Iga Świątek za awans do II rundy zarobiła 75 tys. dolarów, czyli więcej niż zarobiła w sumie za wszystkie wygrane przez siebie turnieje klasy ITF.

Numery w rankingu nie grają

Mistrzowie trzymają się jednak mocno i nie oddają bez walki zdobytych pozycji. W ósemce ćwierćfinalistek z młodego pokolenia znalazły się tylko 21-letnia Japonka Naomi Osaka (WTA 4), triumfatorka ubiegłorocznego US Open oraz 22-letnia Australijka Ashleigh Barty (WTA 15). Pozostała szóstka to zaprawione w wieloletnich bojach weteranki światowych kortów – Czeszki Petra Kvitova (28 lat, WTA 6) i Karolina Pliskova (26, WTA 8), Ukrainka Elina Switolina (24, WTA 7), Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa (27, WTA 44) i najbardziej utytułowana z nich 37-letnia Serena Williams (WTA 16). Zdobywczyni 23 wielkoszlemowych tytułów bardzo chce pobić rekord wszech czasów w liczbie tych trofeów. W pierwszych trzech rundach zmiatała młodsze rywalki z kortu jak odkurzacz, bez straty seta. Dopiero w 1/8 finału starsza z sióstr Williams natrafiła na silniejszy opór, ale to nic dziwnego, bo jej przeciwniczką była liderka rankingu Rumunka Simona Halep. Wygrała jednak 6:1, 4:6, 6:4.

Tsitsipas bije swojego idola

Wśród mężczyzn sensacją jest nieobecność w ćwierćfinale broniącego tytułu Rogera Federera. 37-letni Szwajcar przegrał z 20-letnim Grekiem Stefanosem Tsitsipasem 7:6(11), 6:7(3), 5:7, 6:7(5). Legendarny „Maestro” jeszcze nigdy w karierze nie miał tak słabych statystyk wykorzystywania breakpointów. Do tej pory najgorsze, gdy nie wygrał żadnego, miał w finale Igrzysk olimpijskich w Londynie z Andy’m Murray’em. „Nie wiem, jak mogłem przegrać drugiego seta, gdy wypracowałem sobie tyle szans. A rywal? Do niego należy przyszłość. Będzie na szczycie bardzo, bardzo długo” – komplementował swojego pogromcę Federer, któremu grozi teraz ostry zjazd w rankingu ATP, dlatego zapowiedział, że w tym sezonie nie zrezygnuje ze startów na kortach ziemnych, na czym niewątpliwie zyska wielkoszlemowy French Open w Paryżu.

Dla Tsitsipasa Federer jest idolem i wzorcem do naśladowania. Gra w stylu Szwajcara, nosi podobną przepaskę na włosach, ale jest o 17 lat młodszy i to jemu eksperci lepiej wróżą na przyszłość, a szwajcarskiemu mistrzowi przepowiadają rychłe zejście ze sceny. Przoduje w tym szczególnie znany z kontrowersyjnych opinii John McEnroe. Federer skomentował opinię Amerykanina w swoim stylu: „Uwielbiam Johna, ale słyszę te jego przepowiednie od dziesięciu lat”. Tsistsipas jest teraz flagowym przedstawicielem pokolenia młodych graczy. Zastąpił w tej roli Alexandra Zvereva, bo Niemiec zawodzi w turniejach Wielkiego Szlema. W tegorocznej edycji odpadł w 1/8 finału po porażce z Milosem Raonicem. Był tym tak sfrustrowany, że połamał rakietę. A Tsitsipas pokonał w 1/4 finału Bautistę i awansował do półfinału. W najlepszej ósemce męskiego turnieju oprócz niego, Bautisty i Raonica znaleźli się jeszcze Novak Djoković, Rafael Nadal, Lucas Pouille, Kei Nishikori i Frances Tiafoe.

 

WTA Finals dla Switoliny

Elina Switolina zakwalifikowała się do WTA Finals w Singapurze jako ostatnia w stawce ośmiu tenisistek. Ale w turnieju Ukrainka wygrała wszystkie pojedynki, zaś w finale pokonała Amerykankę Sloane Stephens 3:6, 6:2, 6:2.

 

W niedzielnym finale WTA Finals w Singapurze, ostatnim rozegranym w tym mieście, spotkały się dwie niepokonane w turnieju tenisistki. Switolina w fazie grupowej pokonała Czeszkę Petrę Kvitova 6:3, 6:3, drugą z czeskich reprezentantek Karolinę Pliskovą 6:2, 2:6, 6:2 i Dunką o polskich korzeniach Karolinę Woźniacką 5:7, 7:5, 6:3, a w półfinale wyeliminowała Holenderkę Kiki Bertens 7:5, 6:7, 6:4. Sloane Stephens natomiast w fazie grupowej wygrała z Japonką Naomi Osaką 7:5, 4:6, 6:1, z Holenderka Kiki Bertens 7:6, 2:6, 6:3 i reprezentantką Niemiec Angelique Kerber 6:3, 6:3, zaś w półfinale uporała się z Czeszka Karolina Pliskovą 0:6, 6:4, 6:1. Dla ukraińskiej tenisistki już sam awans do finału turnieju mistrzyń był największym osiągnięciem w karierze, Amerykanka miała już na koncie triumf w ubiegłorocznym wielkoszlemowym US Open. Przed meczem eksperci dawali jednak obu zawodniczkom równe szanse na zwycięstwo.

I jak się okazało, prognozowali słusznie, chociaż pojedynek lepiej zaczęła Stephens. Wyraźnie stremowana Switolina grała pasywnie dopiero od stanu 1:4 zaczęła stawiać rywalce większy opór, ale pierwszego seta przegrał ostatecznie 3:6. W drugiej partii po tremie nie było już śladu i Ukrainka zaczęła uzyskiwać coraz wyraźniejsza przewagę. Grała dynamicznie, swobodnie, posyłała zabójcze krosy, zwłaszcza bekhendowe, a zaskakiwana nimi Stephens popełniała więcej błędów. Switolina wciąż podnosiła poziom swojej gry, natomiast Amerykanka odwrotnie. Ukrainka wygrała drugą partię 6:2, a w trzeciej nie pozwoliła Amerykance na więcej i po dwóch godzinach i 23 minutach jak najbardziej zasłużenie sięgnęła o mistrzowski tytuł i ponad dwa miliony dolarów premii.

Było to drugie spotkanie tych tenisistek w tym roku. Wcześniej w półfinale turnieju w Montrealu zwyciężyła Stephens. Ich aktualny bilans wynosi teraz 2-2. Dla Stephens to trzeci przegrany finał w tym roku. Przegrała jeszcze w Montrealu i w wielkoszlemowym French Open w Paryżu, w którym uległa Rumunce Simonie Halep. Amerykanka ma w swoim dorobku sześć wygranych turniejów. Switolina w wielkoszlemowych turniejach najdalej doszła do ćwierćfinału – w French Open w 2015 i 2017 i Australian Open 2018. W Singapurze wygrała wszystkie pięć meczów i jest pierwszą zawodniczką od 2013 roku, której to się udało (pięć lat temu dokonała tego Serena Williams). W tym sezonie wcześniej triumfowała w turniejach Brisbane, Dubaju i Rzymie.

W grze podwójnej triumfowały Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenović.

 

 

Kerber wciąż w grze

Z dwóch polskich tenisistek uczestniczących w tegorocznym ATP Finals na placu boju pozostała już tylko reprezentująca Niemcy Angeliqua Kerber. Grająca dla Danii Karolina Woźniacka przegrała z Ukrainką Jeliną Switolina i odpadła z turnieju. Do półfinału z grupy „Białej” oprócz Switoliny awansowała jeszcze Czeszka Karolina Pliskova.

 

Po czterech dniach Mistrzostw WTA żadna z ośmiu zawodniczek nie wywalczyła jeszcze awansu do półfinału. Dopiero piątek dnia, w czwartek, doszło do pierwszych rozstrzygnięć. W grupie „Białej” najpierw zmierzyły się dwie Czeszki – Petra Kvitova z Karolina Pliskovą. Pierwsza to dwukrotna mistrzyni Wimbledonu, a w tym roku od lutego do czerwca wygrała pięć turniejów (Petersburg, Doha, Praga, Madryt i Birmingham). Pliskova doszła do ćwierćfinałów w Australian Open i US Open oraz wygrała dwa turnieje (Stuttgart, Tokio). Dla niej jest to trzeci występ w WTA Finals. Najlepszy rezultat osiągnęła w poprzednim sezonie dochodząc do półfinału, a tegorocznej edycji powtórzyła ten wyczyn. Kvitova natomiast to triumfatorka tej imprezy z 2011 roku. W finale wystąpiła jeszcze trzy lata temu, ale wtedy uległa Agnieszce Radwańskiej. Uczestniczy po raz szósty w Turnieju Mistrzyń. Bilans meczów obu Czeszek to 3-0 dla Kvitovej, lecz w czwartek na korcie wyraźnie dominowała Pliskova, która wygrała 6:3, 6:4 i za jednym zamachem zapewniła sobie awans i pozbawiła na to szans rodaczkę.

W drugim pojedynku grupy „Białej” o drugie miejsce w półfinale walczyły Karolina Woźniacka z Eliną Switoliną. Ukrainka, mimo zwycięstw nad obiema Czeszkami, w starciu z reprezentantka Danii nie była faworytką. W tym roku Switolina wygrała turnieje w Brisbane, Dubaju i Rzymie, a w wielkoszlemowych imprezach najdalej dotarła w Australian Open, ale tylko do ćwierćfinał. Woźniacka natomiast nakręcona ubiegłorocznym triumfem w WTA Finals zaczęła nowy sezon od zwycięstwa w Australian Open
Switolina zadebiutowała w WTA Finals rok temu. Pokonała Simonę Halep, ale wcześniejsze dwa spotkania przegrała i nie wyszła z grupy. Dla Woźniackiej to szósty występ w imprezie. Wcześniej tylko raz nie wyszła z grupy, w 2011 roku. Osiem lat temu po raz pierwszy zagrała w finale ulegają jednak Belgijsce Kim Clijsters. Switolina i Woźniacka po raz drugi zmierzą się w Singapurze. Przed rokiem Dunka straciła tylko dwa gemy. Trzy wcześniejsze ich mecze wygrała Ukrainka. W czwartek obie stoczyły zacięta walkę, z której zwycięsko wyszła Switolina, wygrywając 5:7, 7:5, 6:3.

W piątek zapadną rozstrzygnięcia w grupie „Czerwonej. Sloane Stephens w drugiej serii gier pokonała Kiki Bertens, ale chociaż odniosła drugie zwycięstwo, nie może być jeszcze pewna awansu do półfinału. Komfort popsuła Amerykance reprezentująca Niemcy Angelique Kerber, która w pierwszym meczy nieoczekiwanie przegrała z Holenderką Kiki Bertens, ale w środę po zaciętym meczu pokonała wschodzącą gwiazdę kobiecego tenisa Naomi Osakę 6:4, 5:7, 6:4. Był to pojedynek zawodniczek, które w tym roku triumfowały w imprezach wielkoszlemowych. Kerber sięgnęła po tytuł w Wimbledonie, a Osaka niespodziewanie wygrała US Open.

Dzięki zwycięstwu nad Japonką, mieszkająca w podpoznańskim Puszczykowie 30-letnia Kerber, dla której jest to piąty starty w WTA Finals, przedłużyła swoje szanse na awans do półfinału. Żeby wyjść z grupy musi jednak pokonać w piątek Sloane Stephens.

 

W WTA Finals nie ma faworytek

Przed tegorocznego turnieju mistrzyń w Singapurze prognozowano, że główne role odegrają w nim broniąca tytułu Karolina Woźniacka i debiutująca w imprezie Naomi Osaka. Tymczasem obie przegrały swoje pierwsze pojedynki.

 

Trwająca od niedzieli w Singapurze 48. edycja turnieju mistrzyń już pierwszego dnia sypnęła niespodziankami. W starciu Petry Kvitovej z Jeliną Switoliną eksperci więcej szans na zwycięstwo dawali czeskiej tenisistce, która ma już w dorobku triumf w tej imprezie odniesiony w 2011 roku i doświadczenie z kilku innych startów zakończonych mniej spektakularnymi osiągnięciami, a poza tym od czterech lat nie przegrała pojedynku ze Switoliną. Ukrainka zakwalifikowała się do tegorocznej edycji WTA Finals w ostatniej chwili i już szykowała się do gry w turnieju w chińskim Zhuhai. Ale w starciu z Kvitovą Switolina wyciągnęła wnioski ze swojego ubiegłorocznego występu z Singapurze, w którym zdołał wygrać tylko jeden pojedynek i nie wywalczyła awansu do półfinału. W meczu z Kvitovą była skoncentrowana i waleczna od początku i nie straciła koncentracji do ostatniej piłki. Wygrała pewnie 6:3, 6:3 i przerwała trwającą cztery lata serię niepowodzeń w meczach z tą czeską zawodniczką.

W drugim spotkaniu w grupie „białej” zmierzyły się Karolina Woźniacka i druga z reprezentantek Czech w stawce, Karolina Pliskova. Faworyzowana reprezentantka Danii nie miała jednak swojego najlepszego dnia i chociaż walczyła ambitnie, to po półtorej godzinie gry schodziła z kortu pokonana 2:6, 4:6. Pliskova poprawiła swój niekorzystny bilans pojedynków z Woźniacką na 4-6, ale nie można wykluczyć, że obie tenisistki w Singapurze zmierzą się ze sobą ponownie. Dunka polskiego pochodzenia w drugiej kolejce gier pokonała bowiem Kvitovą 7:5, 3:6, 6:2 i zachowała szanse na awans do półfinału. Pliskova natomiast mogła już zapewnić sobie awans w przypadku wygrania pojedynku ze Switoliną (zakończył się po zamknięciu wydania), ale Ukrainka była dokładnie w takiej samej korzystnej sytuacji.

W grupie „czerwonej” sytuacja jest taka sama, czego dowodem są wyniki rozegrany w poniedziałek spotkań. W starciu triumfatorek dwóch ostatnich edycji wielkoszlemowego US Open eksperci więcej szans dawali tegorocznej zwyciężczyni Japonce Naomi Osace, tymczasem Amerykanka Sloane Stephens, która do Singapuru zakwalifikowała się tylko dlatego, że z powodu kontuzji wycofała się Rumunka Simona Halep, spłatała wszystkim psikusa wygrywając z Osaka po kapitalnym pojedynku 7:5, 4:6, 6:1. W drugiej parze również trzeba było trzech setów na wyłonienie zwyciężczyni, ale porażka wyżej notowanej w rankingu Angelique Kerber z Holenderką Kiki Bertens 6:1, 6:3, 6:4 jest sporą niespodzianką. I potwierdzeniem tezy, że w tegorocznej edycji WTA Finals nie ma stuprocentowych faworytek. O zwycięstwie tej czy innej zawodniczki decydują niuanse, bo wszystkie przyjechały do Singapuru doskonale przygotowane do gry i mocno zmotywowane. Dlatego nie sposób przewiedzieć, która z nich wygra ten turniej.