Remanent po Katarze

W ostatnim dniu mistrzostw świata polska ekipa poprawiła swój medalowy dorobek o dwa krążki: srebro wywalczyła kobieca sztafeta 4×400 m, a brąz Marcin Lewandowski na 1500 m. W sumie biało-czerwoni przywieźli z Kataru sześć medali – jeden złoty, dwa srebrne i trzy brązowe. Nie był to jednak ich najlepszy występ w światowym czempionacie.

Najwięcej medali nasi reprezentanci królowej sportu wywalczyli w mistrzostwach świata rozegranych w 2009 roku w Berlinie. Ze stolicy Niemiec biało-czerwoni przywieźli dziewięć krążków – dwa złote, cztery srebrne i trzy brązowe. Lepszy urobek niż w Dosze mieli też w poprzednich światowych czempionatach – w 2015 roku w Pekinie zdobyli w sumie osiem medali – trzy złote, jeden srebrny i cztery brązowe, natomiast w 2017 roku w Londynie dwa złote, dwa srebrne i cztery brązowe, czyli w sumie również osiem. W liczbie samych złotych krążków lepszy wynik niż w tym roku uzyskali też w 1983 roku w Helsinkach, 2001 roku w Edmonton i 2013 roku w Moskwie – w tych światowych czempionatach zdobywali po dwa medale z najcenniejszego kruszcu.

Bywało lepiej, bywało i gorzej

Tak więc trudno uznać występ naszej ekipy w Dosze za sukces, bo sześć krążków to jednak regres na tle dwóch poprzednich imprez, zwłaszcza jeśli uwzględnimy fakt, że od czterech lat Polski Związek Lekkiej Atletyki jest jak nigdy wcześniej szczodrze finansowany z państwowego budżetu, o co dbał wywodzący się z lekkoatletycznej rodziny minister sportu Witold Bańka. Inna sprawa, że medalowy dorobek w Katarze byłby bardziej okazały, gdyby w mistrzostwach wystartowała Anita Włodarczyk. Nasza mistrzyni w rzucie młotem musiał jednak przejść zabieg artroskopii kolana, a byłaby w Dosze murowaną kandydatką do złota – wcześniej zdobywała mistrzostwo świata aż cztery razy.

Jej osiągnięcie wyrównał w tegorocznym czempionacie Paweł Fajdek, zdobywca jedynego krążka z najcenniejszego kruszcu. W przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich Włodarczyk i Fajdek, o ile będą zdrowi i w najlepszej formie, dają niemal gwarancję zdobycia dwóch złotych medali, a srebro lub brąz gwarantują też inni nasi specjaliści w tej konkurencji – Joanna Fiodorow i Wojciech Nowicki. W konkurencjach rzutowych, poza młotem, już potęgą nie jesteśmy i w miotaniu kulą, dyskiem oraz oszczepem na medalowe zdobycze nie mamy raczej co liczyć. Dowodzą tego nieskrywana bezradność Konrada Bukowieckiego po finałowym konkursie w pchnięciu kulą, w którym zwycięska trójka była od niego lepsza o półtora metra, czy też szczera ocena swojego występu przez dyskobola Piotra Małachowskiego („Szkoda na mnie pieniędzy podatników”).

Niezawodni mistrzowie młota

Nie zmienia to jednak dominującej roli konkurencji rzutowych w naszej ekipie. W Dosze połowę medali, w tym ten jedyny złoty, zdobyli specjaliści w rzucie młotem, dwa krążki (w tym srebro kobiecej sztafety 4×400 m) przedstawiciele konkurencji biegowych, a tylko jeden, i to brązowy, reprezentujący konkurencje techniczne tyczkarz Piotr Lisek.

Medale to nie tylko splendor, ale dla ich zdobywców to także konkretna finansowa korzyść. Nasi lekkoatleci zarobili w Dosze w przeliczeniu ponad 900 tys. złotych. Najwięcej, 60 tys. dolarów, czyli ok. 235 tys. złotych, wpłynie na konto złotego medalisty w rzucie młotem Pawła Fajdka. Najbardziej zapracowana w polskiej ekipie, Justyna Święty-Ersetic, która w ciągu ośmiu dni musiała sześć razy przebiec dystans 400 m (w dwóch sztafetach 4×400 m, mieszanej i kobiecej, oraz w rywalizacji indywidualnej, w której wraz z Igą Baumgart-Witan dotarła aż do finału). Największy sukces odniosła z koleżankami, zdobywając srebro w sztafecie, a za medal z tego kruszcu nagroda wynosi 40 tys. dolarów. To jest jednak kwota do podziału na wszystkie zawodniczki, a w eliminacjach biegł inny skład niż w finale. Za siódme miejsce w finale 400 m Święty-Ersetic otrzymała pięć tysięcy dolarów, czyli około 40 tysięcy złotych.

Wady systemu wynagradzania
Widać na przykładzie drugiej ze srebrnych medalistek w naszej ekipie, młociarki Joanny Fiodorow, która w zgarnęła cała premię za srebro, 40 tys. dolarów (ok 120 tys. zł). Brązowi medaliści, czyli Piotr Lisek i Marcin Lewandowski, otrzymali po 20 tys. dolarów (ok. 80 tys. złotych). W przypadku młociarza Wojciecha Nowickiego, który brązowy medal dostał po proteście i na najniższym stopniu podium stanął ex aequo z Węgrem Bencem Halaszem, zasada podziału sumy nagród została zmodyfikowana – najpierw zsumowano kwoty nagród za trzecie i czwarte miejsce, a potem podzielono ja na dwie równe części. To oznacza, że do kieszeni Nowickiego powinno trafić ok. 70 tys. złotych. Premie finansowe jakimi IAAF nagradza zdobywców miejsc 1-8 od dziesięciu lat utrzymują się na tym samym poziomie.

W Katarze polska ekipa w klasyfikacji medalowej zajęła ostatecznie 11. miejsce. Wygrała ją z gigantyczną przewagą na konkurentami reprezentacja USA, która zdobyła 29 medali – 14 złotych, 11 srebrnych i cztery brązowe. Reprezentację Polski wyprzedziły jeszcze ekipy Kenii (11 medali: 5 złotych – 2 srebrne – 4 brązowe), Jamajki (11: 3–5–3), Chin (9: 3–3–3), Etiopii (8: 2–5–1), Wielkiej Brytanii (6: 2–3–1), Niemiec (6: 2–0–4), Japonii (3: 2–0–1), Holandii (2:2–0–0) i Ugandy (2: 2–0–0).

Impreza w Katarze, chociaż była ostro krytykowana, to mimo wszystkich wad jednak pod względem sportowym się obroniła. W wielu konkurencjach specyficzne warunki panujące na klimatyzowanym stadionie w Dosze wyniosły rywalizację na kosmiczny wręcz poziom. Padły trzy rekordy świata (Dalilah Muhammad na 400 m ppł, dwa razy Amerykanów w sztafecie mieszanej), poprawiono sześć rekordów mistrzostw, dwadzieścia jeden kontynentalnych i osiemdziesiąt siedem krajowych.
Władze IAAF już jednak wiedzą, że w przyszłości muszą rozważniej wybierać organizatorów. Za dwa lata imprezę zorganizują Amerykanie, a odbędzie się ona w Eugene.

 

Fajdek zgarnął złoty krążek

Nasza lekkoatletyczna ekipa na mistrzostwach świata w Katarze w końcu zdobyła złoty medal. Krążek z najcenniejszego kruszcu wywalczył w rzucie młotem Paweł Fajdek, a drugi z naszych młociarzy, Wojciech Nowicki, chociaż w konkursie zajął czwarte miejsce, po proteście złożonym przez kierownictwo ekipy został nagrodzony brązem. Medal w tym kolorze zdobył też w skoku o tyczce Piotr Lisek.

Nasi młociarze zgodnie z planem sięgnęli po dwa medale mistrzostw świata. Złoto dla Pawła Fajdka było bezdyskusyjne, bo jako jedyny z uczestników konkursu posłał młot poza granicę 80 metrów (80,50 m). Znacznie gorzej spisał się Nowicki, który zajął czwarte miejsce. Polak był mocno zdołowany swoim niepowodzeniem, co nie dziwi, bo sądząc po osiąganych w tym roku wynikach powinien być najgroźniejszym rywalem dla Fajdka, tymczasem w swojej najdalszej nie spalonej próbie Nowicki uzyskał odległość 77,69 m i przegrał jeszcze z Francuzem Quentinem Bigotem (78,19 m) oraz Węgrem Bencem Halaszem (78,18 m).
Wiceprezes PZLA Tomasz Majewski i dyrektor sportowy Krzysztof Kęcki w imieniu polskiej ekipy złożyli jednak protest. Nie kwestionowali w nim decyzji o spalonym rzucie Nowickiego, w którym posłał młot na odległość dającą srebrny medal, lecz decyzje uznającą za prawidłowy rzut Halasza dający mu brązowym medal, chociaż telewizyjne powtórki pokazywały, że Węgier, podobnie jak Polak, także nadepnął na obrzeże koła rzutowego.

Jury odwoławcze po zapoznaniu się z nagraniem doszło do wniosku, że nieprawidłowości w prowadzeniu zawodów były niekorzystne dla polskiego zawodnika i odwołanie polskiej ekipy uznała za uzasadnione, a na tej podstawie jury apelacyjne zdecydowało o przyznanie brązowego medalu także Nowickiemu. Członkowie panelu orzekającego uwzględnili jednak złożoność sytuacji, bo gdyby Węgier od początku wiedział, że spalił pierwszą próbę, to być może zupełnie inna byłaby jego koncentracja do końca konkursu i kolejne próby w jego wykonaniu wyglądałyby jeszcze lepiej. Halasz spalił aż cztery rzuty, a tylko dwa miał mierzone. Dlatego nie odebrano mu brązowego medalu, co oznacza, że w konkursie rzutu młotem przyznano dwa krążki w tym kolorze.

Dzięki tej decyzji, dorobek medalowy reprezentacji Polski po sześciu dniach lekkoatletycznych mistrzostw świata w Dosze, obecnie wynosi cztery medale. Poza złotem Fajdka i brązem Nowickiego, srebro dołożyła młociarka Joanna Fiodorow, a brąz tyczkarz Piotr Lisek.

Polak był jednym z trzech bohaterów konkursu skoku o tyczce – oprócz niego show publiczności zapewnili broniący mistrzowskiego tytułu Amerykanin Sam Kendricks i Szwed Armand Duplantis. Cała trójka w tym sezonie skakała na poziomie 6 metrów – Duplantis równe 6,00, Lisek 6,02, a Kendricks 6,06. Nic dziwnego, że pozostali rywale szybko odpadli z walki. Na wysokości 5,70 m z konkursem pożegnali się Brazylijczyk Augusto Dutra, Chińczyk Bokai Huang, Belg Ben Broeders i Amerykanin Cole Walsh, a na wysokości 5,80 m Bo Kanda Lita Baehre (Niemcy), Thiago Braz (Brazylia), Raphael Holzdeppe (Niemcy), Valentin Lavillenie (Francja), Claudio Michel Stecchi (Włochy). Duplantis, Lisek i Kendricks przeskoczyli tę wysokość w pierwszej próbie i potem rywalizowali już tylko w swoim gronie. Zmagania wygrał Amerykanin, broniąc tym samym jako drugi tyczkarz w historii po legendarnym Sergieju Bubce tytuł mistrza świata. Ale za niespełna rok w konkursie olimpijskim w Tokio kolejność na podium może być inna, bo każdy z tego tercetu jest w stanie zdobyć złoto.

Po środowych zmaganiach (czwartkowe zakończyły sie po zamknięciu wydania) reprezentacja Polski w klasyfikacji medalowej awansowała na szóste miejsce, ale biało-czerwonym będzie trudno utrzymać tak wysoką lokatę do końca mistrzostw. Liderem zestawienia była ekipa Stanów zjednoczonych, która zdobyła najwięcej medali w ogóle (18) oraz najwięcej złotych (8). Drugie w klasyfikacji Chiny miały w dorobku osiem medali, w tym dwa złote. Tyle samo krążków z najcenniejszego kruszcu wywalczyli lekkoatleci z Jamajki i Kenii, a po jednym, oprócz Polski, miały jeszcze drużyny Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii, Norwegii, Japonii, Ugandy i Australii.

 

Oni powalczą w Katarze

Polski Związek Lekkiej Atletyki ogłosił skład kadry na rozpoczynające się 27 września mistrzostwach świata w Dausze. W reprezentacji biało-czerwonych wystartuje 19 zawodniczek i 25 zawodników. Władze PZLA realnie oceniają medalowe szanse naszych lekkoatletów na 4-5 krążków, ale liczą na więcej.

Przed dwoma laty w mistrzostwach globu w Londynie reprezentanci Polski wywalczyli osiem miejsc na podium. Dwa złote medale wywalczyli w rzucie młotem Anita Włodarczyk i Paweł Fajdek, dwa srebrne tyczkarz Paweł Lisek i średniodystansowiec Adam Kszczot, a cztery brązowe Malwina Kopron i Wojciech Nowicki w rzucie młotem, Kamila Lićwinko w skoku wzwyż oraz kobieca sztafeta 4×400 m w składzie Małgorzata Hołub, Iga Baumgart, Aleksandra Gaworska, Justyna Święty, Patrycja Wyciszkiewicz i Martyna Dąbrowska. Powtórzenie tego dorobku w Katarze będzie bardzo trudne do osiągnięcia, choć szans medalowych nasi lekkoatleci będą mieli więcej. Wpływ na rezultaty będą miały jednak nie tylko forma sportowa, lecz także odporność na upały i tzw. dyspozycja dnia, a także odpowiednia motywacja, bo zwykle o tej porze roku lekkoatleci są już na urlopach. Decyzja IAAF o przyznaniu organizacji mistrzostw Katarowi nie była fortunna, zwłaszcza że to rok przedolimpijski. Jeszcze nigdy w historii mistrzostwa świata nie odbywały się na przełomie września i października. Właśnie dlatego wszyscy podchodzą do tego terminu sceptycznie.

W 44-osobowej polskiej ekipie znalazło się wielu utytułowanych zawodników, jak dwukrotny wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem Piotr Małachowski, trzykrotny mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek, mistrz świata w skoku o tyczce Paweł Wojciechowski czy dwukrotny wicemistrz globu na 800 m Adam Kszczot. W kadrze zabrakło natomiast płotkarki Klaudii Siciarz, która poprosiła o zwolnienie ze startu, nie ma też kontuzjowanej mistrzyni sprzed dwóch lat młociarki Anity Włodarczyk czy leczącego uraz łokcia oszczepnika Cypriana Mrzygłoda. Są za to lekkoatleci, którzy nie wypełnili wprawdzie minimum, ale dostali zaproszenie od IAAF – Anna Sabat (bieg na 800 m) i Bartłomiej Stój (rzut dyskiem).
Wśród naszych pewniaków do walki o medale z pewnością są obaj młociarze – broniący tytułu Paweł Fajdek i brązowy medalista sprzed dwóch lat Wojciech Nowicki. W tym sezonie obaj umieścili na światowej liście 12 najlepszych wyników. Pozostaje zatem pytanie, który z nich wyjdzie zwycięsko z potyczki w Dausze. Musiałby stać się jakiś kataklizm, żeby obaj nasi młociarze nie stanęli na podium. Szanse na zajęcie medalowego miejsca na pewno mają tyczkarze Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski, młociarki Malwina Kopron i Joanna Fiodorow, średniodystansowcy Marcin Lewandowski i Adam Kszczot, damska sztafeta 4×400 m oraz kulomioci Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk. Lewandowski został zgłoszony na dwóch dystansach (800 m i 1500 m), ale dopiero na miejscu zapadnie decyzja, na którym z nich wystartuje.
Mistrzostwa w Katarze zakończą się 6 października, a kolejny czempionat globu zaplanowano za dwa lata w amerykańskim Eugene.

Kadra Polski na MŚ 2019 w Dosze

Kobiety:
100 m – Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice); 400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice); 800 m – Anna Sabat (CWKS Resovia); 100 m ppł – Karolina Kołeczek (AZS UMCS Lublin); 400 m ppł – Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław); bieg na 3000 m z przeszkodami – Alicja Konieczek (OŚ AZS Poznań); chód na 20 km – Katarzyna Zdziebło (LKS Stal Mielec); skok wzwyż – Kamila Lićwinko (KS Podlasie Białystok); pchnięcie kulą – Paulina Guba (AZS UMCS Lublin), Klaudia Kardasz (KS Podlasie Białystok); rzut dyskiem – Daria Zabawska (AZS UMCS Lublin); rzut młotem – Malwina Kopron (AZS UMCS Lublin), Joanna Fiodorow (OŚ AZS Poznań); rzut oszczepem – Maria Andrejczyk (LUKS Hańcza Suwałki); sztafeta 4×400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice), Aleksandra Gaworska (AZS AWF Kraków), Małgorzata Hołub-Kowalik (KL Bałtyk Koszalin), Patrycja Wyciszkiewicz (OŚ AZS Poznań).

Mężczyźni:
800 m – Adam Kszczot (RKS Łódź), Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); 1500 m – Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); 110 m ppł – Damian Czykier (KS Podlasie Białystok); 400 m ppł – Patryk Dobek (MKL Szczecin); bieg na 3000 m z przeszkodami – Krystian Zalewski (Barnim Goleniów); chód na 20 km – Dawid Tomala (KU AZS Politechniki Opolskiej); chód na 50 km – Rafał Augustyn (LKS Stal Mielec), Artur Brzozowski (AZS AWF Katowice), Rafał Sikora (AZS AWF Katowice); skok o tyczce – Piotr Lisek (OSOT Szczecin), Robert Sobera (AZS AWF Wrocław), Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); pchnięcie kulą – Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn), Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała), Jakub Szyszkowski (AZS AWF Katowice); rzut dyskiem – Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), Bartłomiej Stój (KU AZS Politechniki Opolskiej), Robert Urbanek (MKS Aleksandrów Łódzki); rzut młotem – Paweł Fajdek (KS Agros Zamość), Wojciech Nowicki (KS Podlasie Białystok); rzut oszczepem – Marcin Krukowski (KS Warszawianka); dziesięciobój – Paweł Wiesiołek (KS Warszawianka); sztafeta 4×400 m – Łukasz Krawczuk (WKS Śląsk Wrocław), Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław), Wiktor Suwara (AZS AWF Warszawa).

 

Polacy w kadrze Europy

PZLA poinformował, że w kadrze Europy na spotkanie z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, które odbędzie się w dniach 9-10 września w Mińsku, znalazło się 16 polskich lekkoatletów.

Do reprezentacji Starego Kontynentu powołano zawodników z 31 krajów. Najliczniej w kadrze Europy reprezentowana będzie Wielka Brytania (24 lekkoatletów), ale druga siłą będą w niej biało-czerwoni. Gospodarze zawodów, Białorusini, wystawią 10 zawodników. PZLA poinformował, że w grupie wybranej do udziału w meczu z ekipą Stanów Zjednoczonych znaleźli się Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Adam Kszczot, Piotr Lisek, Paweł Wojciechowski, Michał Haratyk czy Piotr Małachowski.

Mecz Europa – USA zostanie rozegrany 9 i 10 września na stadionie Dynama Mińsk. Relację z imprezy pokaże Telewizja Polska. Polscy lekkoatleci powołani do kadry Europy na spotkanie z USA w Mińsku: Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Karol Zalewski (bieg na 400 metrów), Adam Kszczot (bieg na 800 m), Sofia Ennaoui (bieg na 1500 m), Karolina Kołeczek (biega na 100 m ppł), Patryk Dobek (400 m ppł), Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski (skok o tyczce), Paulina Guba, Konrad Bukowiecki, Michał Haratyk (pchnięcie kulą), Piotr Małachowski (rzut dyskiem), Joanna Fiodorow, Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki (rzut młotem).

W Mińsku w każdej konkurencji indywidualnej rywalizować będzie czwórka Amerykanów i czwórka Europejczyków. Startujący zawodnicy, oprócz niekwestionowanego prestiżu, mogą też liczyć na sute premie. Pula nagród w każdej z indywidualnych konkurencji wynosi 23 000 euro. Z tej kwoty dla zwycięzcy przewidziano nagrodę w wysokości siedmiu tysięcy euro.

 

Kadra Polski na DME

Reprezentacja Polski w lekkoatletycznych drużynowych mistrzostwach Europy, które w dniach 9-11 sierpnia odbędą się w Bydgoszczy, wystąpi niemal w najsilniejszym składzie.

Dwa lata temu DME rozegranych w Lille nasi lekkoatleci zajęli drugie miejsce, najlepsze w historii ich startów w drużynowych zmaganiach. W klasyfikacji generalnej przegrali tylko z ekipą Niemiec. W Bydgoszczy też zamierzają powalczyć o miejsce na podium, może nawet te najwyższe. Polski Związek Lekkiej Atletyki, obchodzący stulecie założenia, chce uczcić jubileusz zwycięstwem i dlatego wystawił mocny skład. Z największych tuzów naszej „królowej sportu” zabraknie jedynie kontuzjowanej Anity Włodarczyk.

Kadra biało-czerwonych na tegoroczne DME liczy 54 osoby. Są wśród nich m.in. znajdujący się ostatnio w znakomitej formie kulomiot Michał Haratyk i tyczkarz Piotr Lisek. Obaj ustanowili w tym sezonie rekordy kraju – pierwszy pchnął kulę na odległość 22,32 m, a drugi pokonał poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,02 m. Mocnymi punktami polskiej reprezentacji powinni być też średniodystansowcy. Na 800 m pobiegnie Adam Kszczot, a na 1500 m Marcin Lewandowski. W sprincie na 100 m pań liczymy na Ewę Swobodę, na 200 m na Annę Kiełbasińską, zaś na 400 m na aktualną mistrzynię Europy Justynę Święty-Ersetic.
O dobry wynik powinna powalczyć te sztafeta pań 4×400 m oraz płotkarka Karolina Kołeczek, która z rezultatami w granicach 12,70 s plasuje się w europejskich czołówce. W rzucie młotem Włodarczyk zastąpi Joanna Fiodorow, która obiecuje w tej części sezonu rzuty ponad 75 metrów. W rywalizacji młociarzy PZLA wystawi natomiast aktualnego mistrza Europy Wojciecha Nowickiego.

 

Lisek znów przeskoczył sześć metrów

Piotr Lisek imponuje fantastyczną formą. Nasz tyczkarz najpierw 5 lipca wygrał na mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie znakomitym rezultatem 6,01 m, a w miniony weekend zwyciężył także w imprezie tego cyklu w Monako, przeskakując poprzeczkę na wysokości 6,02 m. To rekord tego mityngu i najlepszy wynik w tym roku na świecie.

Trenujący na co dzień w Szczecinie pod okiem Marcina Szczepańskiego Lisek wszystkie wysokości w konkursie w Monako zaliczał w pierwszej próbie. Nasz tyczkarz gdy już miał zwycięstwo w kieszeni, próbował jeszcze przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,06 m, ale tym razem nie dał rady. Drugie miejsce w konkursie w Monako zajął Szwed Armand Duplantis (5,92 m), a trzecie Brazylijczyk Thiago Braz (5,92 m). Na czwartym miejscu piątkowy konkurs zakończył mistrz Europy Paweł Wojciechowski, który uzyskał wynik 5,87 m, jego najlepszy w tym sezonie.

Lisek jest w znakomitej dyspozycji. Zrobił furorę już tydzień wcześniej w Lozannie, gdzie pokonał wysokość 6,01 m. Jego rywale ze skoczni są pod wrażeniem jego wyczynów. Gdy przeskoczył 6,02 m z gratulacjami pospieszyli niemal wszyscy, a pierwszy złożył mu gratulacje Wojciechowski. W takiej formie nasz skoczek będzie głównym faworytem do zwycięstwa w mistrzostwach świata.
Na mityngu w Monako uzyskano też kilka innych wartościowych rezultatów. Rekord świata na jedną milę kobiet poprawiła Holenderka etiopskiego pochodzenia Sifan Hassan, która uzyskała wynik 4.12,33. Mila to nietypowy dystans, ale mieszkająca od 11 lat w Holandii zawodniczka specjalizuje się też w klasycznych dystansach 1500 i 5000 m. W mistrzostwach świata ma zamiar wystartować w obu tych konkurencjach. W konkursie rzutu oszczepem dobre piąte miejsce wywalczył rekordzista Polski Marcin Krukowski, który uzyskał odległość 82,16 m. Konkurencję wygrał Niemiec Andreas Hofmann wynikiem 87,84 m.

Z kolei Adam Kszczot zaliczył w Monako swój najlepszy występ w tym sezonie uzyskują na 800 m czas 1.44,69, ale naszemu wicemistrzowi świata wystarczyło to tylko do zajęcia siódmego miejsca. Zwyciężył Nijel Amos z Botswany z najlepszym tegorocznym rezultatem 1.41,89. To szósty najlepszy wynik na tym dystansie w historii. Niezły czas na 1500 m „wykręcił” też Marcin Lewandowski. Nasz halowy mistrz Europy w swoim pierwszym starcie w tym sezonie na tym dystansie uzyskał 3.34,14 i wypełnił minimum na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio, lecz w Monako zajął dopiero 11. lokatę. Wygrał Kenijczyk Timothy Cheruiyot – 3.29,97.

W swoim debiucie w Diamentowej Lidze Karolina Kołeczek zajęła szóste miejsce w biegu na 100 m ppł. Poznanianka uzyskała czas 12,93 s, zaś pierwsza na mecie Amerykanka Kendra Harrison 12,43 s. Także szóstą lokatę w skoku wzwyż zajęła Kamila Lićwinko przeskakując poprzeczkę na wysokości 1,90 m. Wygrała Rosjanka Maria Lasickiene, która jako zaliczyła 2,00 m. Najlepszy tegoroczny wynik na świecie na 400 m ppł (53,32 s) osiągnęła Amerykanka Sydney McLaughlin. Wartościowe rezultaty zanotowały także zawodniczki w biegu na 800 m. Aż pięć z nich uzyskało czasy poniżej dwóch minut. Wygrała Amerykanka Ajee Wilson (1.57,73).

Kolejny mityng Diamentowej Ligi odbędzie się w Londynie w dniach 20-21 lipca.

 

W Europie polscy lekkoatleci nadal są najlepsi

Sukcesem zakończył się występ naszych lekkoatletów w halowych mistrzostwach Europy w Glasgow. Biało-czerwoni wywalczyli pięć złotych i dwa srebrne medale i tak samo jako dwa lata temu w Belgradzie zajęli pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej.

W halowych mistrzostwach w Glasgow złote medale wywalczyli Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice) na 60 m, kobieca sztafeta 4×400 m ( Anna Kiełbasińska, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik oraz Justyna Święty-Ersetic), Paweł Wojciechowski w skoku o tyczce, Marcin Lewandowski w biegu na 1500 m (obaj CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) i Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała) w pchnięciu kulą. Natomiast srebrne krążki zdobyli Sofia Ennaoui (AZS UMCS Lublin) w biegu na 1500 m i Piotr Lisek (OSOT Szczecin) w koku o tyczce.

Pod względem liczby medali jest to gorszy wynik niż dwa lata temu osiągnięty w Belgradzie, bo biało-czerwoni z tamtej imprezy przywieźli 12 krążków. W Glasgow nasi lekkoatleci zdobyli o pięć mniej, ale jakościowo przebili konkurencję, bo mieli w dorobku aż pięć krążków z najcenniejszego kruszcu. I właśnie dzięki temu pokonali w klasyfikacji medalowej gospodarzy mistrzostw Brytyjczyków, którzy wywalczyli w sumie 12 medali, lecz złotych jedynie cztery. Poza tym mieli sześć srebrnych i dwa brązowe. „To wielki sukces naszej reprezentacji, bo wygrała z Brytyjczykami na ich terenie, chociaż oni mieli dużo liczniejszą reprezentację” – stwierdził wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. Trzecia w klasyfikacji medalowej była Hiszpania z trzema złotymi medalami, dwoma srebrnymi i jednym brązowym, a czwarta Norwegia (dwa złote, jeden srebrny i jeden brązowy).

Wynik naszej reprezentacji mógłby być jeszcze lepszy, bo polskim lekkoatletom przydarzyło się kilka wpadek. Żadnego medalu nie zdobyły choćby biegaczki na 400 m – Iga Baumgart-Witan odpadła w półfinale, zaś Justyna Święty-Ersetic w finale przybiegła na ostatniej pozycji. A przecież przed mistrzostwami obie zajmowały czołowe miejsca na światowych listach najlepszych tegorocznych wyników w hali i były uważane za murowane faworytki do medali. Na szczęście w biegu sztafetowym obie potwierdziły swoją niekwestionowaną klasę, co nie zmienia jednak faktu, że zmarnowały szanse na powiększenie medalowego dorobku polskiej ekipy.
Majewski też nie mógł tego odżałować, ale dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą stara się tłumaczyć te niepowodzenia. „W sporcie nigdy nie można być niczego pewnym na sto procent. Wiele zawodniczek startujących na 400 m poprawiało w Glasgow swoje wyniki, było dużo rekordów życiowych. Iga i Justyna miały najlepsze wyniki w tym roku, to prawda, ale rywalki też były mocne. Mieliśmy też kilka innych słabszych występów, choćby chłopaków na 800 metrów. Martwi mnie trochę, że w naszej ekipie nikt nie zrobił jakiejś super niespodzianki. Na szczęście mamy gwiazdy, które nie zawodzą, trzeba jednak pamiętać, że to była najłatwiejsza impreza jaką mamy w najbliższym czasie. Przed nami mistrzostwa świata, a za rok igrzyska. Łatwe medale się skończyły, teraz będzie tylko trudniej i trudniej” – twierdzi z przekonaniem wiceprezes PZLA.
Brytyjczycy dali plamę jedynie przy nagradzaniu medalistów. Nasza sztafeta pań 4×400 m odebrała trofea podczas pożegnalnego bankietu, w jakiejś wnęce. Kiedy Mazurka Dąbrowskigo grano Michałowi Haratykowi, nie wiedziała o tym nawet Telewizja Polska, więc radosnego momentu nie zarejestrowały kamery. Kulomiot polski hymn usłyszał z magnetofonu, wrzawę robili mu wolontariusze. Były potem z tego żarty, że to zemsta za kamerę, którą Haratyk rozbił dzień wcześniej kulą podczas konkursu.

Ale jeśli pominąć te żałośnie smutne i pozbawione należytej powagi ceremonie, to mistrzostwa jako takie należy uznać za udane. Poziom zawodów był wysoki, trybuny pękały w szwach, a publiczność dopingowała żywiołowo. Uczestnicy mistrzostw zgodnie twierdzili, że tak naprawdę narzekać mogli jedynie na pogodę, bo Glasgow było spowite mgłą, a ostatniego dnia na miasto spadł huraganowy wiatr.

 

Lekkoatletyka: Udane zawody w Łodzi

Dużo świetnych wyników uzyskano podczas halowego mityngu Orlen Cup w Łodzi. Swoje konkurencje wygrali sprinterka Ewa Swoboda, skoczek wzwyż Sylwester Bednarek, ex eaquo tyczkarze Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek oraz kulomiot Konrad Bukowiecki. Nasi lekkoatleci walczą o minima na zbliżające się halowe mistrzostwa Europy w Glasgow.

Bukowiecki wygrał konkurs pchnięcia kulą wynikiem lepszym od minimum wyznaczonym przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Nasz kulomiot posłał kulę na odległość 20,95 m, a w pokonanym polu zostawił drugiego na podium Niemca Davida Storla (20,52 m) oraz trzeciego Jamajczyka Odayne Richardsa (20,33 m). „Jak na pierwszy start w tym sezonie było całkiem przyzwoicie. 21 metrów wyglądałoby lepiej na papierze, ale tak naprawdę nigdy tak mocno nie rozpoczynałem sezonu. Czuję, że stać mnie na więcej, ale dzisiejsze warunki nie pozwoliły mi zaprezentować wszystkiego. Koło było fatalne i starczyło na 20,95. Chcę się poprawiać, co w moim przypadku oznacza rekord Polski. Taki mam plan i do tego dążę” – zapewnia Bukowiecki.

W konkursie tyczkarzy pierwsze miejsce zajęli ex aequo Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek. Obaj skoczyli po 5,80 m; dla obu jest to najlepszy wynik w tym sezonie, który wypełnia minimum na HME w Glasgow. Trzecie miejsce zajął Robert Sobera z wynikiem gorszym od minimum – 5,70 m. Dobrze spisały się polskie kulomiotki – Klaudia Kardasz zajęła drugie miejsce z rekordem życiowym 18,14 m, a tylko o cztery centymetry gorsza od niej była mistrzyni Europy z otwartego stadionu, Paulina Guba. Obie wypełniły minimum na zawody w Glasgow, a w Łodzi wygrała Białorusinka Aliona Dubicka. W czwartej konkurencji technicznej, skoku wzwyż mężczyzn, najlepszy był Sylwester Bednarek z wynikiem 2,20 m, który jest jednak gorszy od minimum na HME w Glasgow.

sprint kobiet na 60 m wygrała Ewa Swoboda, która już wcześniej zapewniła sobie prawo startu w halowym czempionacie wynikiem 7,08 s, dającym jej pierwsze miejsce w tym roku na światowej liście. W Łodzi Swoboda uzyskała czas 7.13 s, a minimum na HME wypełniła też piąta na mecie Anna Kiełbasińska (7,28 s). Tę samą konkurencję wśród mężczyzn wygrał Amerykanin Mike Rodgers z czasem 6,55. Najlepszy z Polaków, Remigiusz Olszewski, zajął trzecią lokatę z czasem 6,64 s, który uprawnia go do startu w Glasgow.

W biegu na 60 m ppł troje reprezentantów Polski wypełniło minima na HME – w rywalizacji kobiet Klaudia Siciarz zajęła drugie miejsce z czasem 8,06 s (wygrała Amerykanka Evonne Britton wynikiem 8,04 s), zaś w wśród mężczyzn Dawid Żebrowski (7,79) i Artur Noga (7,81 sek), którzy zajęli odpowiednio trzecie i czwarte miejsca. W eliminacjach Noga pobiegł jeszcze szybciej – 7,77 sek. Drugi w finale Damian Czykier (7,76 s) już wcześniej zapewnił sobie miejsce w ekipie na mistrzostwa w Glasgow. W Orlen Cup w tej konkurencji triumfował Hiszpan Orlando Ortega (7,59 s).

Już w środę w Toruniu mityng Orlen Copernicus Cup, a HME w Glasgow odbędą się w dniach 1-3 marca.

 

Udane święto królowej sportu

Aż 41226 widzów na Stadionie Śląskim w Chorzowie obejrzało w minioną środę Memoriał Kamili Skolimowskiej. Kibice oklaskiwali zwycięstwa gwiazd polskiej lekkoatletyki – Michała Haratyka, Pawła Fajdka, Piotra Liska, Marcina Lewandowskiego i Ewy Swobody.

 

Wejściówki na środowe zawody były za darmo, co jednak nie do końca tłumaczy znakomitą frekwencję. Wygląda na to, że sukcesy naszych lekkoatletów odniesione na niedawnych mistrzostwach Europy w Berlinie nakręciły zainteresowanie polskich kibiców zmaganiami gwiazd królowej sportu. Zawody poświęcone pamięci zmarłej w 2009 roku w wieku 26 lat z powodu zatoru tętnicy płucnej Kamili Skolimowskiej mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem wcześniej odbywały się w Warszawie. Teraz Stadion Śląski w Chorzowie stał się areną imprezy. Na tym pięknym obiekcie na oczach ponad 40 tysięcy działy się naprawdę wielkie rzeczy.

Prestiżowe zwycięstwo w konkursie skoku o tyczce odniósł Piotr Lisek. Czwarty zawodnik niedawnych ME w Berlinie musiał się trochę napracować, bo wysokości 5,80 m i 5,85 m dające mu wygraną zaliczył dopiero w trzecich próbach. Nasz tyczkarz wyprzedził mistrza świata z 2015 roku Shawnacy Barbera (5,80), rekordzistę świata Renauda Lavilleniego (5,70) i mistrza świata z 2011 roku Pawła Wojciechowskiego (również 5,70). Kapitalny pojedynek w rzucie młotem stoczyli świeżo upieczeni mistrz Europy Wojciech Nowicki i wicemistrz Paweł Fajdek. Lepszy okazał się Fajdek, który wreszcie przerwał serię porażek z Nowickim i wygrał z nim wynikiem 79,41 m. Aktualny mistrz naszego kontynentu był gorszy o równe dwa metry. W rywalizacji młociarek pod nieobecność Anity Włodarczyk Joannie Fiodorow do zwycięstwa wystarczyła odległość 74,39 m, ale był to jej najlepszy wynik w tym sezonie. Brązowa medalistka z Berlina wyprzedziła wicemistrzynię Europy Alexandrę Tavernier. Francuzka uzyskała 73,38 m. W rywalizacji kulomiotów najlepszy był mistrz Europy Michał Haratyk (21,33 m), który pokonał obecnego mistrza świata Nowozelandczyka Toma Walsha (21,28 m).

Na wysokim poziomie stały też konkurencje biegowe. Na sto metrów kobiet wygrała Ewa Swoboda z wynikiem 11,23 s, najlepszym jaki uzyskała w ostatnich dwóch latach. Większe większe wrażenie zrobili jednak w tej konkurencji panowie. Amerykanin Ronnie Baker wygrał „setkę” z czasem 9,87 s i był to najlepszy wynik na świecie w obecnym sezonie. Szybko biegano też na 400 metrów. Rywalizację mężczyzn rezultatem 44,43 s wygrał Steven Gardiner z Bahama, który wyprzedził Karola Zalewskiego (45,32). Z jeszcze większą przewagą swoje zwycięstwo na tym dystansie odniosła biegaczka z RPA Caster Semenya, u której stwierdzono hiperandrogenizm. Semenya uzyskała czas 50,06 s i wyraźnie pokonała drugą na mecie złotą medalistkę z Berlina Justynę Święty-Ersetic (51,45 s). Do niespodzianki doszło natomiast w biegu na 800 metrów mężczyzn. Mistrz Europy z Berlina Adam Kszczot był dopiero trzeci, a wygrał wicemistrz Europy w biegu na 1500 m Marcin Lewandowski.

 

 

Diamentowa Liga na finiszu

Paulina Guba pchnęła kulą 17,92 m i zajęła drugie miejsce w mityngu Diamentowej Ligi w Birmingham. Trzecia w biegu na 1500 m była Sofia Ennaoui, a czas 4.02,06 jest jej najlepszym w sezonie. Obie Polki awansowały do finałowych zawodów w Brukseli.

 

Do finału Diamentowej Ligi w sumie zakwalifikowało się siedmioro reprezentantów Polski. Wicemistrzyni Europy z Berlina wygrała z wieloma zawodniczkami ze szczytów światowych list. Niedoścignione były tylko reprezentująca Holandię Sifan Hassan i biegająca zdecydowanie poniżej czterech minut Etiopka Gudaf Tsegay. Sofia Ennaoui pokonała 1500 m w świetnym czasie 4:02.06, najlepszym w tym sezonie i tylko sekundę gorszym od rekordu życiowego. Trzecia lokata dała Polce – rzutem na taśmę – awans do finałowego mityngu Diamentowej Ligi.

W zawodach wieńczących sezon wystąpią też Adam Kszczot, Michał Haratyk, Paulina Guba, Marcelina Witek, Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski. Dwójka z nich pojawiła się na starcie w Birmingham. Kszczot przegrał z kenijską koalicją, pomimo dobrego czasu 1:44.75 zajął szóstą lokatę, tuż za plecami Marcina Lewandowskiego (lepszy o 0,22 s). Wygrał Emmanuel Korir, który uzyskał fenomenalny rezultat 1:42.79 i pobił rekord mityngu.

Trochę rozczarowana wynikiem może być Guba. 17,92 m wystarczyło do drugiej lokaty za plecami Christiny Schwanitz, ale polska kulomiotka przyzwyczaiła do pchnięć poza 18. metr. Druga z Biało-Czerwonych, Klaudia Kardasz, w swoim debiucie była szósta z rezultatem znacznie poniżej możliwości (16,79 m).

Szanse na finałową rywalizację ma jeszcze Marcin Krukowski. Najlepszy polski oszczepnik znowu rzucał na dobrym poziomie, osiągnął 83,96 m i był piąty w bardzo mocnej stawce (wygrał Andreas Hoffman – 89,82 m). Dzięki temu jest pierwszy na liście rezerwowych przed ostatnimi zawodami. W skoku w dal piąte miejsce zajął Tomasz Jaszczuk (7,84 m), a Damian Czykier popełnił falstart i został zdyskwalifikowany w rywalizacji płotkarzy na 110 m. Do rozegrania pozostały już tylko dwa finałowe mityngi Diamentowej Ligi – 30 sierpnia w Zurychu i dzień później w Brukseli. Zapewniony w nich udział ma na chwilę obecną siedmioro Polaków: tyczkarze Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski, oszczepniczka Marcelina Witek, kulomiotka Paulina Guba i startujący w tej samej konkurencji Michał Haratyk, w biegu na 800 m Kszczot i na 1500 m Ennaoui. Wielu naszych lekkoatletów jest jednak na liście rezerwowej,a zatem wciąż mają szanse na występ w finałowej stawce.

Diamentowa Liga (ang. Diamond League) – cykl najbardziej prestiżowych mityngów lekkoatletycznych, który rozgrywany jest od sezonu 2010 i zastąpił Golden League. Diamentowa Liga składa się z 12 mityngów. Odbywają się one w Chinach, USA, w Europie oraz na Bliskim Wschodzie. Zawodnicy, którzy zgromadzą najwięcej punktów w klasyfikacji generalnej swojej konkurencji otrzymują diament o wartości 80 tys. dolarów.