Rekord świata w Copernicus Cup

Szwed Armand Duplantis poprawił podczas mityngu Orlen Copernicus Cup w Toruniu rekord świata w skoku o tyczce skacząc 6,17 m. Z tego tytułu organizatorzy mityngu wypłacą 20-letniemu tyczkarzowi dodatkową premię w wysokości sześciu tysięcy dolarów.

Dzięki popisom Armanda Duplantisa konkurs skoku o tyczce był ozdobą zaliczanego do prestiżowego cyklu World Athletics Indoor Tour mityngu w Toruniu. Szwedzki tyczkarz poprawił o centymetr wcześniejszy rekord globu ustanowiony w 2014 roku na zawodach w Doniecku przez Francuza Renauda Lavillenie, a wynoszący 6,16 m. Na otwartym stadionie najwyżej w historii skoczył Ukrainiec Siergiej Bubka, który w 1994 roku uzyskał wysokość 6,14 m. Dwa lata wcześniej, w 1992 roku, Bubka w hali uzyskał wysokość 6,15 m i ten jego rekord pod dachem pobił dopiero 22 latach Lavillenie.
Z Polaków najlepszy wynik pod dachem uzyskał Piotr Lisek, który 4 lutego 2017 roku w Poczdamie uzyskał wysokość 6,00 m. Do niego należy też rekord Polski na otwartym stadionie – 6,02 m, ustanowiony w lipcu ubiegłego roku na mityngu w Monako.

Mistrz świata wpadnie do Łodzi

Dwukrotny mistrz świata w skoku o tyczce Amerykanin Sam Kendricks dołączył do grona uczestników lekkoatletycznego mityngu Orlen Cup w Łodzi. W poniedziałek o podpisaniu kontraktu z 27-letnim tyczkarzem za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowali organizatorzy zawodów, które odbędą się we wtorek 11 lutego w hali Atlas Arena.

Kendricks w ubiegłym roku wywalczył w Dausze złoty medal mistrzostw świata wynikiem 5,97 m, a dwa lata wcześniej w Londynie sukces w światowym czempionacie zapewnił mu skok na wysokość 5,95 m. Amerykanin jest też brązowym medalistą olimpijskim z Rio de Janeiro, gdzie uzyskał rezultat 5,85 m. Warto jednak wiedzieć, że Kendricks w ubiegłym roku podczas lekkoatletycznych mistrzostw USA w Des Moines triumfował z wynikiem 6,06 m. Wyżej od niego na otwartym stadionie skoczył tylko legenda tej lekkoatletycznej konkurencji Sergiej Bubka, do którego od 25 lat należy rekord świata – 6,14 m.
Konkurs skoku o tyczce w tegorocznym Orlen Cup zapowiada się więc na wielkie sportowe wydarzenie, bo oprócz Kendricksa w zawodach mają wystąpić Polacy Piotr Lisek (posiadacz rekordu Polski 6,02 m), Paweł Wojciechowski (mistrz świata z 2011 roku) i Robert Sobera (mistrz Europy z 2016), Kanadyjczyk Shawn Barber, który w hali skakał już sześć metrów i ma na koncie złoty medal MŚ 2015 z Pekinu, Szwed Armand Duplantis, mistrz Europy z 2018, mistrz Azji Ernest Obiena z Filipin i Grek Emmanouil Karalis.
Wśród polskich i zagranicznych gwiazd Orlen Cup 2020 kibice będą mogli też obejrzeć m.in. kulomiotów Michała Haratyka, Konrada Bukowieckiego oraz jednego z najbardziej utytułowanych zawodników w tej konkurencji Niemca Davida Storla, skoczkinię wzwyż Kamilę Lićwinko, płotkarkę Klaudię Siciarz, halową rekordzistkę świata juniorek, płotkarzy Artura Nogę, Damiana Czykiera, Brytyjczyka Richarda Kilty i Amerykanina Mike’a Rodgersa.
Mityng w Atlas Arenie rozpocznie się we wtorek 11 lutego o godz. 17:00. Rywalizacja odbędzie się w pięciu konkurencjach: biegi na 60 m oraz na 60 m przez płotki kobiet i mężczyzn, pchnięcie kulą kobiet i mężczyzn, skok o tyczce mężczyzn oraz skok wzwyż kobiet.

Plejada gwiazd wystartuje w Copernicus Cup

Organizatorzy mityngu Orlen Copernicus Cup 2020, zaliczana do cyklu World Athletics Indoor Tour, zapowiedzieli obecność wielu gwiazd lekkoatletyki. Impreza odbędzie się 8 lutego w Arenie Toruń.

Mityng ORLEN Copernicus Cup w ubiegłym roku został uznany przez IAFF za najlepszy mityng lekkoatletyczny w Europie. Impreza z roku na rok zyskuje na prestiżu, nic zatem dziwnego, że w tegorocznej już szóstej edycji tej imprezy obsada będzie bardzo mocna. Na starcie pojawi się wiele gwiazd „królowej sportu”, w tym rzecz jasna cała czołówka polskiej lekkiej atletyki. Do Torunia przyjadą m. in. serbska skoczkini w dal Ivana Spanovic, szwedzki tyczkarz Armand Duplantis, czy brytyjski płotkarz Andrew Pozzi. Organizatorzy zaplanowali bieg na 800 metrów na koniec mityngu, bo jego obsada jest niebywale mocna. Dość powiedzieć, że nasz mistrz Adam Kszczot uwzględniając ubiegłoroczne rezultaty zgłoszonych do udziału w tej konkurencji, ma dopiero szósty rezultat w stawce.
„Uwielbiam startować w Toruniu i to nie tylko dlatego, że dwa razy udało mi się tu wygrać. Każdego roku obsada jest mocniejsza, więc zwyciężać jest coraz trudniej, ale na trybunach są tłumy fanów, a ich doping naprawdę potrafi uskrzydlać” – zapewnia Iga Baumgart-Witan. W Copernicus Cup jej rywalką będą m. in. jej koleżanki ze sztafety 4×400 m, z mistrzynią Europy Justyną Święty-Ersetic na czele oraz rekordzistką toruńskiego mityngu Szwajcarka Lea Sprunger.
Największym hitem mityngu ma być jednak konkurs skoku o tyczce mężczyzn, w którym udział zapowiedzieli najlepsi specjaliści w tej konkurencji – oprócz Polaków Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego, także wicemistrz świata Szwed Armand Duplantis, Rosjanin Timur Morgunow, Kanadyjczyk Shawnacy Barber i Grek Konstantinos Filippidis. Interesująco zapowiada się też pojedynek w pchnięciu kulą między dwójka naszych najlepszych zawodników Michałem Haratykiem i Konradem Bukowieckim. W toruńskim mityngu lekkoatleci rywalizować będą w 11 konkurencjach – ośmiu biegowych i trzech technicznych. ORLEN Copernicus Cup 2020 będzie czwartym w tegorocznym World Athletics Indoor Tour. Cykl siedmiu zawodów rozpocznie się 25 stycznia w Bostonie, a zakończy 21 lutego w Madrycie.
Organizatorom zależy na perfekcyjnym przebiegu imprezy, bowiem Toruń będzie w 2021 roku gospodarzem Halowych Mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Na tegoroczny Copernicus Cup przyjedzie więc delegacja europejskiej federacji, która oceni mityng także pod kątem przygotowań to przyszłorocznych HME.

Plejada gwiazd wystartuje w Copernicus Cup

Organizatorzy mityngu Orlen Copernicus Cup 2020, zaliczana do cyklu World Athletics Indoor Tour, zapowiedzieli obecność wielu gwiazd lekkoatletyki. Impreza odbędzie się 8 lutego w Arenie Toruń.

Mityng ORLEN Copernicus Cup w ubiegłym roku został uznany przez IAFF za najlepszy mityng lekkoatletyczny w Europie. Impreza z roku na rok zyskuje na prestiżu, nic zatem dziwnego, że w tegorocznej już szóstej edycji tej imprezy obsada będzie bardzo mocna. Na starcie pojawi się wiele gwiazd „królowej sportu”, w tym rzecz jasna cała czołówka polskiej lekkiej atletyki. Do Torunia przyjadą m. in. serbska skoczkini w dal Ivana Spanovic, szwedzki tyczkarz Armand Duplantis, czy brytyjski płotkarz Andrew Pozzi. Organizatorzy zaplanowali bieg na 800 metrów na koniec mityngu, bo jego obsada jest niebywale mocna. Dość powiedzieć, że nasz mistrz Adam Kszczot uwzględniając ubiegłoroczne rezultaty zgłoszonych do udziału w tej konkurencji, ma dopiero szósty rezultat w stawce.
„Uwielbiam startować w Toruniu i to nie tylko dlatego, że dwa razy udało mi się tu wygrać. Każdego roku obsada jest mocniejsza, więc zwyciężać jest coraz trudniej, ale na trybunach są tłumy fanów, a ich doping naprawdę potrafi uskrzydlać” – zapewnia Iga Baumgart-Witan. W Copernicus Cup jej rywalką będą m. in. jej koleżanki ze sztafety 4×400 m, z mistrzynią Europy Justyną Święty-Ersetic na czele oraz rekordzistką toruńskiego mityngu Szwajcarka Lea Sprunger.
Największym hitem mityngu ma być jednak konkurs skoku o tyczce mężczyzn, w którym udział zapowiedzieli najlepsi specjaliści w tej konkurencji – oprócz Polaków Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego, także wicemistrz świata Szwed Armand Duplantis, Rosjanin Timur Morgunow, Kanadyjczyk Shawnacy Barber i Grek Konstantinos Filippidis. Interesująco zapowiada się też pojedynek w pchnięciu kulą między dwójka naszych najlepszych zawodników Michałem Haratykiem i Konradem Bukowieckim. W toruńskim mityngu lekkoatleci rywalizować będą w 11 konkurencjach – ośmiu biegowych i trzech technicznych. ORLEN Copernicus Cup 2020 będzie czwartym w tegorocznym World Athletics Indoor Tour. Cykl siedmiu zawodów rozpocznie się 25 stycznia w Bostonie, a zakończy 21 lutego w Madrycie.
Organizatorom zależy na perfekcyjnym przebiegu imprezy, bowiem Toruń będzie w 2021 roku gospodarzem Halowych Mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Na tegoroczny Copernicus Cup przyjedzie więc delegacja europejskiej federacji, która oceni mityng także pod kątem przygotowań to przyszłorocznych HME.

Remanent po Katarze

W ostatnim dniu mistrzostw świata polska ekipa poprawiła swój medalowy dorobek o dwa krążki: srebro wywalczyła kobieca sztafeta 4×400 m, a brąz Marcin Lewandowski na 1500 m. W sumie biało-czerwoni przywieźli z Kataru sześć medali – jeden złoty, dwa srebrne i trzy brązowe. Nie był to jednak ich najlepszy występ w światowym czempionacie.

Najwięcej medali nasi reprezentanci królowej sportu wywalczyli w mistrzostwach świata rozegranych w 2009 roku w Berlinie. Ze stolicy Niemiec biało-czerwoni przywieźli dziewięć krążków – dwa złote, cztery srebrne i trzy brązowe. Lepszy urobek niż w Dosze mieli też w poprzednich światowych czempionatach – w 2015 roku w Pekinie zdobyli w sumie osiem medali – trzy złote, jeden srebrny i cztery brązowe, natomiast w 2017 roku w Londynie dwa złote, dwa srebrne i cztery brązowe, czyli w sumie również osiem. W liczbie samych złotych krążków lepszy wynik niż w tym roku uzyskali też w 1983 roku w Helsinkach, 2001 roku w Edmonton i 2013 roku w Moskwie – w tych światowych czempionatach zdobywali po dwa medale z najcenniejszego kruszcu.

Bywało lepiej, bywało i gorzej

Tak więc trudno uznać występ naszej ekipy w Dosze za sukces, bo sześć krążków to jednak regres na tle dwóch poprzednich imprez, zwłaszcza jeśli uwzględnimy fakt, że od czterech lat Polski Związek Lekkiej Atletyki jest jak nigdy wcześniej szczodrze finansowany z państwowego budżetu, o co dbał wywodzący się z lekkoatletycznej rodziny minister sportu Witold Bańka. Inna sprawa, że medalowy dorobek w Katarze byłby bardziej okazały, gdyby w mistrzostwach wystartowała Anita Włodarczyk. Nasza mistrzyni w rzucie młotem musiał jednak przejść zabieg artroskopii kolana, a byłaby w Dosze murowaną kandydatką do złota – wcześniej zdobywała mistrzostwo świata aż cztery razy.

Jej osiągnięcie wyrównał w tegorocznym czempionacie Paweł Fajdek, zdobywca jedynego krążka z najcenniejszego kruszcu. W przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich Włodarczyk i Fajdek, o ile będą zdrowi i w najlepszej formie, dają niemal gwarancję zdobycia dwóch złotych medali, a srebro lub brąz gwarantują też inni nasi specjaliści w tej konkurencji – Joanna Fiodorow i Wojciech Nowicki. W konkurencjach rzutowych, poza młotem, już potęgą nie jesteśmy i w miotaniu kulą, dyskiem oraz oszczepem na medalowe zdobycze nie mamy raczej co liczyć. Dowodzą tego nieskrywana bezradność Konrada Bukowieckiego po finałowym konkursie w pchnięciu kulą, w którym zwycięska trójka była od niego lepsza o półtora metra, czy też szczera ocena swojego występu przez dyskobola Piotra Małachowskiego („Szkoda na mnie pieniędzy podatników”).

Niezawodni mistrzowie młota

Nie zmienia to jednak dominującej roli konkurencji rzutowych w naszej ekipie. W Dosze połowę medali, w tym ten jedyny złoty, zdobyli specjaliści w rzucie młotem, dwa krążki (w tym srebro kobiecej sztafety 4×400 m) przedstawiciele konkurencji biegowych, a tylko jeden, i to brązowy, reprezentujący konkurencje techniczne tyczkarz Piotr Lisek.

Medale to nie tylko splendor, ale dla ich zdobywców to także konkretna finansowa korzyść. Nasi lekkoatleci zarobili w Dosze w przeliczeniu ponad 900 tys. złotych. Najwięcej, 60 tys. dolarów, czyli ok. 235 tys. złotych, wpłynie na konto złotego medalisty w rzucie młotem Pawła Fajdka. Najbardziej zapracowana w polskiej ekipie, Justyna Święty-Ersetic, która w ciągu ośmiu dni musiała sześć razy przebiec dystans 400 m (w dwóch sztafetach 4×400 m, mieszanej i kobiecej, oraz w rywalizacji indywidualnej, w której wraz z Igą Baumgart-Witan dotarła aż do finału). Największy sukces odniosła z koleżankami, zdobywając srebro w sztafecie, a za medal z tego kruszcu nagroda wynosi 40 tys. dolarów. To jest jednak kwota do podziału na wszystkie zawodniczki, a w eliminacjach biegł inny skład niż w finale. Za siódme miejsce w finale 400 m Święty-Ersetic otrzymała pięć tysięcy dolarów, czyli około 40 tysięcy złotych.

Wady systemu wynagradzania
Widać na przykładzie drugiej ze srebrnych medalistek w naszej ekipie, młociarki Joanny Fiodorow, która w zgarnęła cała premię za srebro, 40 tys. dolarów (ok 120 tys. zł). Brązowi medaliści, czyli Piotr Lisek i Marcin Lewandowski, otrzymali po 20 tys. dolarów (ok. 80 tys. złotych). W przypadku młociarza Wojciecha Nowickiego, który brązowy medal dostał po proteście i na najniższym stopniu podium stanął ex aequo z Węgrem Bencem Halaszem, zasada podziału sumy nagród została zmodyfikowana – najpierw zsumowano kwoty nagród za trzecie i czwarte miejsce, a potem podzielono ja na dwie równe części. To oznacza, że do kieszeni Nowickiego powinno trafić ok. 70 tys. złotych. Premie finansowe jakimi IAAF nagradza zdobywców miejsc 1-8 od dziesięciu lat utrzymują się na tym samym poziomie.

W Katarze polska ekipa w klasyfikacji medalowej zajęła ostatecznie 11. miejsce. Wygrała ją z gigantyczną przewagą na konkurentami reprezentacja USA, która zdobyła 29 medali – 14 złotych, 11 srebrnych i cztery brązowe. Reprezentację Polski wyprzedziły jeszcze ekipy Kenii (11 medali: 5 złotych – 2 srebrne – 4 brązowe), Jamajki (11: 3–5–3), Chin (9: 3–3–3), Etiopii (8: 2–5–1), Wielkiej Brytanii (6: 2–3–1), Niemiec (6: 2–0–4), Japonii (3: 2–0–1), Holandii (2:2–0–0) i Ugandy (2: 2–0–0).

Impreza w Katarze, chociaż była ostro krytykowana, to mimo wszystkich wad jednak pod względem sportowym się obroniła. W wielu konkurencjach specyficzne warunki panujące na klimatyzowanym stadionie w Dosze wyniosły rywalizację na kosmiczny wręcz poziom. Padły trzy rekordy świata (Dalilah Muhammad na 400 m ppł, dwa razy Amerykanów w sztafecie mieszanej), poprawiono sześć rekordów mistrzostw, dwadzieścia jeden kontynentalnych i osiemdziesiąt siedem krajowych.
Władze IAAF już jednak wiedzą, że w przyszłości muszą rozważniej wybierać organizatorów. Za dwa lata imprezę zorganizują Amerykanie, a odbędzie się ona w Eugene.

 

Fajdek zgarnął złoty krążek

Nasza lekkoatletyczna ekipa na mistrzostwach świata w Katarze w końcu zdobyła złoty medal. Krążek z najcenniejszego kruszcu wywalczył w rzucie młotem Paweł Fajdek, a drugi z naszych młociarzy, Wojciech Nowicki, chociaż w konkursie zajął czwarte miejsce, po proteście złożonym przez kierownictwo ekipy został nagrodzony brązem. Medal w tym kolorze zdobył też w skoku o tyczce Piotr Lisek.

Nasi młociarze zgodnie z planem sięgnęli po dwa medale mistrzostw świata. Złoto dla Pawła Fajdka było bezdyskusyjne, bo jako jedyny z uczestników konkursu posłał młot poza granicę 80 metrów (80,50 m). Znacznie gorzej spisał się Nowicki, który zajął czwarte miejsce. Polak był mocno zdołowany swoim niepowodzeniem, co nie dziwi, bo sądząc po osiąganych w tym roku wynikach powinien być najgroźniejszym rywalem dla Fajdka, tymczasem w swojej najdalszej nie spalonej próbie Nowicki uzyskał odległość 77,69 m i przegrał jeszcze z Francuzem Quentinem Bigotem (78,19 m) oraz Węgrem Bencem Halaszem (78,18 m).
Wiceprezes PZLA Tomasz Majewski i dyrektor sportowy Krzysztof Kęcki w imieniu polskiej ekipy złożyli jednak protest. Nie kwestionowali w nim decyzji o spalonym rzucie Nowickiego, w którym posłał młot na odległość dającą srebrny medal, lecz decyzje uznającą za prawidłowy rzut Halasza dający mu brązowym medal, chociaż telewizyjne powtórki pokazywały, że Węgier, podobnie jak Polak, także nadepnął na obrzeże koła rzutowego.

Jury odwoławcze po zapoznaniu się z nagraniem doszło do wniosku, że nieprawidłowości w prowadzeniu zawodów były niekorzystne dla polskiego zawodnika i odwołanie polskiej ekipy uznała za uzasadnione, a na tej podstawie jury apelacyjne zdecydowało o przyznanie brązowego medalu także Nowickiemu. Członkowie panelu orzekającego uwzględnili jednak złożoność sytuacji, bo gdyby Węgier od początku wiedział, że spalił pierwszą próbę, to być może zupełnie inna byłaby jego koncentracja do końca konkursu i kolejne próby w jego wykonaniu wyglądałyby jeszcze lepiej. Halasz spalił aż cztery rzuty, a tylko dwa miał mierzone. Dlatego nie odebrano mu brązowego medalu, co oznacza, że w konkursie rzutu młotem przyznano dwa krążki w tym kolorze.

Dzięki tej decyzji, dorobek medalowy reprezentacji Polski po sześciu dniach lekkoatletycznych mistrzostw świata w Dosze, obecnie wynosi cztery medale. Poza złotem Fajdka i brązem Nowickiego, srebro dołożyła młociarka Joanna Fiodorow, a brąz tyczkarz Piotr Lisek.

Polak był jednym z trzech bohaterów konkursu skoku o tyczce – oprócz niego show publiczności zapewnili broniący mistrzowskiego tytułu Amerykanin Sam Kendricks i Szwed Armand Duplantis. Cała trójka w tym sezonie skakała na poziomie 6 metrów – Duplantis równe 6,00, Lisek 6,02, a Kendricks 6,06. Nic dziwnego, że pozostali rywale szybko odpadli z walki. Na wysokości 5,70 m z konkursem pożegnali się Brazylijczyk Augusto Dutra, Chińczyk Bokai Huang, Belg Ben Broeders i Amerykanin Cole Walsh, a na wysokości 5,80 m Bo Kanda Lita Baehre (Niemcy), Thiago Braz (Brazylia), Raphael Holzdeppe (Niemcy), Valentin Lavillenie (Francja), Claudio Michel Stecchi (Włochy). Duplantis, Lisek i Kendricks przeskoczyli tę wysokość w pierwszej próbie i potem rywalizowali już tylko w swoim gronie. Zmagania wygrał Amerykanin, broniąc tym samym jako drugi tyczkarz w historii po legendarnym Sergieju Bubce tytuł mistrza świata. Ale za niespełna rok w konkursie olimpijskim w Tokio kolejność na podium może być inna, bo każdy z tego tercetu jest w stanie zdobyć złoto.

Po środowych zmaganiach (czwartkowe zakończyły sie po zamknięciu wydania) reprezentacja Polski w klasyfikacji medalowej awansowała na szóste miejsce, ale biało-czerwonym będzie trudno utrzymać tak wysoką lokatę do końca mistrzostw. Liderem zestawienia była ekipa Stanów zjednoczonych, która zdobyła najwięcej medali w ogóle (18) oraz najwięcej złotych (8). Drugie w klasyfikacji Chiny miały w dorobku osiem medali, w tym dwa złote. Tyle samo krążków z najcenniejszego kruszcu wywalczyli lekkoatleci z Jamajki i Kenii, a po jednym, oprócz Polski, miały jeszcze drużyny Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii, Norwegii, Japonii, Ugandy i Australii.

 

Oni powalczą w Katarze

Polski Związek Lekkiej Atletyki ogłosił skład kadry na rozpoczynające się 27 września mistrzostwach świata w Dausze. W reprezentacji biało-czerwonych wystartuje 19 zawodniczek i 25 zawodników. Władze PZLA realnie oceniają medalowe szanse naszych lekkoatletów na 4-5 krążków, ale liczą na więcej.

Przed dwoma laty w mistrzostwach globu w Londynie reprezentanci Polski wywalczyli osiem miejsc na podium. Dwa złote medale wywalczyli w rzucie młotem Anita Włodarczyk i Paweł Fajdek, dwa srebrne tyczkarz Paweł Lisek i średniodystansowiec Adam Kszczot, a cztery brązowe Malwina Kopron i Wojciech Nowicki w rzucie młotem, Kamila Lićwinko w skoku wzwyż oraz kobieca sztafeta 4×400 m w składzie Małgorzata Hołub, Iga Baumgart, Aleksandra Gaworska, Justyna Święty, Patrycja Wyciszkiewicz i Martyna Dąbrowska. Powtórzenie tego dorobku w Katarze będzie bardzo trudne do osiągnięcia, choć szans medalowych nasi lekkoatleci będą mieli więcej. Wpływ na rezultaty będą miały jednak nie tylko forma sportowa, lecz także odporność na upały i tzw. dyspozycja dnia, a także odpowiednia motywacja, bo zwykle o tej porze roku lekkoatleci są już na urlopach. Decyzja IAAF o przyznaniu organizacji mistrzostw Katarowi nie była fortunna, zwłaszcza że to rok przedolimpijski. Jeszcze nigdy w historii mistrzostwa świata nie odbywały się na przełomie września i października. Właśnie dlatego wszyscy podchodzą do tego terminu sceptycznie.

W 44-osobowej polskiej ekipie znalazło się wielu utytułowanych zawodników, jak dwukrotny wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem Piotr Małachowski, trzykrotny mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek, mistrz świata w skoku o tyczce Paweł Wojciechowski czy dwukrotny wicemistrz globu na 800 m Adam Kszczot. W kadrze zabrakło natomiast płotkarki Klaudii Siciarz, która poprosiła o zwolnienie ze startu, nie ma też kontuzjowanej mistrzyni sprzed dwóch lat młociarki Anity Włodarczyk czy leczącego uraz łokcia oszczepnika Cypriana Mrzygłoda. Są za to lekkoatleci, którzy nie wypełnili wprawdzie minimum, ale dostali zaproszenie od IAAF – Anna Sabat (bieg na 800 m) i Bartłomiej Stój (rzut dyskiem).
Wśród naszych pewniaków do walki o medale z pewnością są obaj młociarze – broniący tytułu Paweł Fajdek i brązowy medalista sprzed dwóch lat Wojciech Nowicki. W tym sezonie obaj umieścili na światowej liście 12 najlepszych wyników. Pozostaje zatem pytanie, który z nich wyjdzie zwycięsko z potyczki w Dausze. Musiałby stać się jakiś kataklizm, żeby obaj nasi młociarze nie stanęli na podium. Szanse na zajęcie medalowego miejsca na pewno mają tyczkarze Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski, młociarki Malwina Kopron i Joanna Fiodorow, średniodystansowcy Marcin Lewandowski i Adam Kszczot, damska sztafeta 4×400 m oraz kulomioci Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk. Lewandowski został zgłoszony na dwóch dystansach (800 m i 1500 m), ale dopiero na miejscu zapadnie decyzja, na którym z nich wystartuje.
Mistrzostwa w Katarze zakończą się 6 października, a kolejny czempionat globu zaplanowano za dwa lata w amerykańskim Eugene.

Kadra Polski na MŚ 2019 w Dosze

Kobiety:
100 m – Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice); 400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice); 800 m – Anna Sabat (CWKS Resovia); 100 m ppł – Karolina Kołeczek (AZS UMCS Lublin); 400 m ppł – Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław); bieg na 3000 m z przeszkodami – Alicja Konieczek (OŚ AZS Poznań); chód na 20 km – Katarzyna Zdziebło (LKS Stal Mielec); skok wzwyż – Kamila Lićwinko (KS Podlasie Białystok); pchnięcie kulą – Paulina Guba (AZS UMCS Lublin), Klaudia Kardasz (KS Podlasie Białystok); rzut dyskiem – Daria Zabawska (AZS UMCS Lublin); rzut młotem – Malwina Kopron (AZS UMCS Lublin), Joanna Fiodorow (OŚ AZS Poznań); rzut oszczepem – Maria Andrejczyk (LUKS Hańcza Suwałki); sztafeta 4×400 m – Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice), Aleksandra Gaworska (AZS AWF Kraków), Małgorzata Hołub-Kowalik (KL Bałtyk Koszalin), Patrycja Wyciszkiewicz (OŚ AZS Poznań).

Mężczyźni:
800 m – Adam Kszczot (RKS Łódź), Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); 1500 m – Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); 110 m ppł – Damian Czykier (KS Podlasie Białystok); 400 m ppł – Patryk Dobek (MKL Szczecin); bieg na 3000 m z przeszkodami – Krystian Zalewski (Barnim Goleniów); chód na 20 km – Dawid Tomala (KU AZS Politechniki Opolskiej); chód na 50 km – Rafał Augustyn (LKS Stal Mielec), Artur Brzozowski (AZS AWF Katowice), Rafał Sikora (AZS AWF Katowice); skok o tyczce – Piotr Lisek (OSOT Szczecin), Robert Sobera (AZS AWF Wrocław), Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL); pchnięcie kulą – Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn), Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała), Jakub Szyszkowski (AZS AWF Katowice); rzut dyskiem – Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), Bartłomiej Stój (KU AZS Politechniki Opolskiej), Robert Urbanek (MKS Aleksandrów Łódzki); rzut młotem – Paweł Fajdek (KS Agros Zamość), Wojciech Nowicki (KS Podlasie Białystok); rzut oszczepem – Marcin Krukowski (KS Warszawianka); dziesięciobój – Paweł Wiesiołek (KS Warszawianka); sztafeta 4×400 m – Łukasz Krawczuk (WKS Śląsk Wrocław), Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław), Wiktor Suwara (AZS AWF Warszawa).

 

Polacy w kadrze Europy

PZLA poinformował, że w kadrze Europy na spotkanie z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, które odbędzie się w dniach 9-10 września w Mińsku, znalazło się 16 polskich lekkoatletów.

Do reprezentacji Starego Kontynentu powołano zawodników z 31 krajów. Najliczniej w kadrze Europy reprezentowana będzie Wielka Brytania (24 lekkoatletów), ale druga siłą będą w niej biało-czerwoni. Gospodarze zawodów, Białorusini, wystawią 10 zawodników. PZLA poinformował, że w grupie wybranej do udziału w meczu z ekipą Stanów Zjednoczonych znaleźli się Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Adam Kszczot, Piotr Lisek, Paweł Wojciechowski, Michał Haratyk czy Piotr Małachowski.

Mecz Europa – USA zostanie rozegrany 9 i 10 września na stadionie Dynama Mińsk. Relację z imprezy pokaże Telewizja Polska. Polscy lekkoatleci powołani do kadry Europy na spotkanie z USA w Mińsku: Iga Baumgart-Witan, Justyna Święty-Ersetic, Karol Zalewski (bieg na 400 metrów), Adam Kszczot (bieg na 800 m), Sofia Ennaoui (bieg na 1500 m), Karolina Kołeczek (biega na 100 m ppł), Patryk Dobek (400 m ppł), Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski (skok o tyczce), Paulina Guba, Konrad Bukowiecki, Michał Haratyk (pchnięcie kulą), Piotr Małachowski (rzut dyskiem), Joanna Fiodorow, Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki (rzut młotem).

W Mińsku w każdej konkurencji indywidualnej rywalizować będzie czwórka Amerykanów i czwórka Europejczyków. Startujący zawodnicy, oprócz niekwestionowanego prestiżu, mogą też liczyć na sute premie. Pula nagród w każdej z indywidualnych konkurencji wynosi 23 000 euro. Z tej kwoty dla zwycięzcy przewidziano nagrodę w wysokości siedmiu tysięcy euro.

 

Kadra Polski na DME

Reprezentacja Polski w lekkoatletycznych drużynowych mistrzostwach Europy, które w dniach 9-11 sierpnia odbędą się w Bydgoszczy, wystąpi niemal w najsilniejszym składzie.

Dwa lata temu DME rozegranych w Lille nasi lekkoatleci zajęli drugie miejsce, najlepsze w historii ich startów w drużynowych zmaganiach. W klasyfikacji generalnej przegrali tylko z ekipą Niemiec. W Bydgoszczy też zamierzają powalczyć o miejsce na podium, może nawet te najwyższe. Polski Związek Lekkiej Atletyki, obchodzący stulecie założenia, chce uczcić jubileusz zwycięstwem i dlatego wystawił mocny skład. Z największych tuzów naszej „królowej sportu” zabraknie jedynie kontuzjowanej Anity Włodarczyk.

Kadra biało-czerwonych na tegoroczne DME liczy 54 osoby. Są wśród nich m.in. znajdujący się ostatnio w znakomitej formie kulomiot Michał Haratyk i tyczkarz Piotr Lisek. Obaj ustanowili w tym sezonie rekordy kraju – pierwszy pchnął kulę na odległość 22,32 m, a drugi pokonał poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,02 m. Mocnymi punktami polskiej reprezentacji powinni być też średniodystansowcy. Na 800 m pobiegnie Adam Kszczot, a na 1500 m Marcin Lewandowski. W sprincie na 100 m pań liczymy na Ewę Swobodę, na 200 m na Annę Kiełbasińską, zaś na 400 m na aktualną mistrzynię Europy Justynę Święty-Ersetic.
O dobry wynik powinna powalczyć te sztafeta pań 4×400 m oraz płotkarka Karolina Kołeczek, która z rezultatami w granicach 12,70 s plasuje się w europejskich czołówce. W rzucie młotem Włodarczyk zastąpi Joanna Fiodorow, która obiecuje w tej części sezonu rzuty ponad 75 metrów. W rywalizacji młociarzy PZLA wystawi natomiast aktualnego mistrza Europy Wojciecha Nowickiego.

 

Lisek znów przeskoczył sześć metrów

Piotr Lisek imponuje fantastyczną formą. Nasz tyczkarz najpierw 5 lipca wygrał na mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie znakomitym rezultatem 6,01 m, a w miniony weekend zwyciężył także w imprezie tego cyklu w Monako, przeskakując poprzeczkę na wysokości 6,02 m. To rekord tego mityngu i najlepszy wynik w tym roku na świecie.

Trenujący na co dzień w Szczecinie pod okiem Marcina Szczepańskiego Lisek wszystkie wysokości w konkursie w Monako zaliczał w pierwszej próbie. Nasz tyczkarz gdy już miał zwycięstwo w kieszeni, próbował jeszcze przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,06 m, ale tym razem nie dał rady. Drugie miejsce w konkursie w Monako zajął Szwed Armand Duplantis (5,92 m), a trzecie Brazylijczyk Thiago Braz (5,92 m). Na czwartym miejscu piątkowy konkurs zakończył mistrz Europy Paweł Wojciechowski, który uzyskał wynik 5,87 m, jego najlepszy w tym sezonie.

Lisek jest w znakomitej dyspozycji. Zrobił furorę już tydzień wcześniej w Lozannie, gdzie pokonał wysokość 6,01 m. Jego rywale ze skoczni są pod wrażeniem jego wyczynów. Gdy przeskoczył 6,02 m z gratulacjami pospieszyli niemal wszyscy, a pierwszy złożył mu gratulacje Wojciechowski. W takiej formie nasz skoczek będzie głównym faworytem do zwycięstwa w mistrzostwach świata.
Na mityngu w Monako uzyskano też kilka innych wartościowych rezultatów. Rekord świata na jedną milę kobiet poprawiła Holenderka etiopskiego pochodzenia Sifan Hassan, która uzyskała wynik 4.12,33. Mila to nietypowy dystans, ale mieszkająca od 11 lat w Holandii zawodniczka specjalizuje się też w klasycznych dystansach 1500 i 5000 m. W mistrzostwach świata ma zamiar wystartować w obu tych konkurencjach. W konkursie rzutu oszczepem dobre piąte miejsce wywalczył rekordzista Polski Marcin Krukowski, który uzyskał odległość 82,16 m. Konkurencję wygrał Niemiec Andreas Hofmann wynikiem 87,84 m.

Z kolei Adam Kszczot zaliczył w Monako swój najlepszy występ w tym sezonie uzyskują na 800 m czas 1.44,69, ale naszemu wicemistrzowi świata wystarczyło to tylko do zajęcia siódmego miejsca. Zwyciężył Nijel Amos z Botswany z najlepszym tegorocznym rezultatem 1.41,89. To szósty najlepszy wynik na tym dystansie w historii. Niezły czas na 1500 m „wykręcił” też Marcin Lewandowski. Nasz halowy mistrz Europy w swoim pierwszym starcie w tym sezonie na tym dystansie uzyskał 3.34,14 i wypełnił minimum na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio, lecz w Monako zajął dopiero 11. lokatę. Wygrał Kenijczyk Timothy Cheruiyot – 3.29,97.

W swoim debiucie w Diamentowej Lidze Karolina Kołeczek zajęła szóste miejsce w biegu na 100 m ppł. Poznanianka uzyskała czas 12,93 s, zaś pierwsza na mecie Amerykanka Kendra Harrison 12,43 s. Także szóstą lokatę w skoku wzwyż zajęła Kamila Lićwinko przeskakując poprzeczkę na wysokości 1,90 m. Wygrała Rosjanka Maria Lasickiene, która jako zaliczyła 2,00 m. Najlepszy tegoroczny wynik na świecie na 400 m ppł (53,32 s) osiągnęła Amerykanka Sydney McLaughlin. Wartościowe rezultaty zanotowały także zawodniczki w biegu na 800 m. Aż pięć z nich uzyskało czasy poniżej dwóch minut. Wygrała Amerykanka Ajee Wilson (1.57,73).

Kolejny mityng Diamentowej Ligi odbędzie się w Londynie w dniach 20-21 lipca.