Kadra Polski na DME

Reprezentacja Polski w lekkoatletycznych drużynowych mistrzostwach Europy, które w dniach 9-11 sierpnia odbędą się w Bydgoszczy, wystąpi niemal w najsilniejszym składzie.

Dwa lata temu DME rozegranych w Lille nasi lekkoatleci zajęli drugie miejsce, najlepsze w historii ich startów w drużynowych zmaganiach. W klasyfikacji generalnej przegrali tylko z ekipą Niemiec. W Bydgoszczy też zamierzają powalczyć o miejsce na podium, może nawet te najwyższe. Polski Związek Lekkiej Atletyki, obchodzący stulecie założenia, chce uczcić jubileusz zwycięstwem i dlatego wystawił mocny skład. Z największych tuzów naszej „królowej sportu” zabraknie jedynie kontuzjowanej Anity Włodarczyk.

Kadra biało-czerwonych na tegoroczne DME liczy 54 osoby. Są wśród nich m.in. znajdujący się ostatnio w znakomitej formie kulomiot Michał Haratyk i tyczkarz Piotr Lisek. Obaj ustanowili w tym sezonie rekordy kraju – pierwszy pchnął kulę na odległość 22,32 m, a drugi pokonał poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,02 m. Mocnymi punktami polskiej reprezentacji powinni być też średniodystansowcy. Na 800 m pobiegnie Adam Kszczot, a na 1500 m Marcin Lewandowski. W sprincie na 100 m pań liczymy na Ewę Swobodę, na 200 m na Annę Kiełbasińską, zaś na 400 m na aktualną mistrzynię Europy Justynę Święty-Ersetic.
O dobry wynik powinna powalczyć te sztafeta pań 4×400 m oraz płotkarka Karolina Kołeczek, która z rezultatami w granicach 12,70 s plasuje się w europejskich czołówce. W rzucie młotem Włodarczyk zastąpi Joanna Fiodorow, która obiecuje w tej części sezonu rzuty ponad 75 metrów. W rywalizacji młociarzy PZLA wystawi natomiast aktualnego mistrza Europy Wojciecha Nowickiego.

 

Lisek znów przeskoczył sześć metrów

Piotr Lisek imponuje fantastyczną formą. Nasz tyczkarz najpierw 5 lipca wygrał na mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie znakomitym rezultatem 6,01 m, a w miniony weekend zwyciężył także w imprezie tego cyklu w Monako, przeskakując poprzeczkę na wysokości 6,02 m. To rekord tego mityngu i najlepszy wynik w tym roku na świecie.

Trenujący na co dzień w Szczecinie pod okiem Marcina Szczepańskiego Lisek wszystkie wysokości w konkursie w Monako zaliczał w pierwszej próbie. Nasz tyczkarz gdy już miał zwycięstwo w kieszeni, próbował jeszcze przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,06 m, ale tym razem nie dał rady. Drugie miejsce w konkursie w Monako zajął Szwed Armand Duplantis (5,92 m), a trzecie Brazylijczyk Thiago Braz (5,92 m). Na czwartym miejscu piątkowy konkurs zakończył mistrz Europy Paweł Wojciechowski, który uzyskał wynik 5,87 m, jego najlepszy w tym sezonie.

Lisek jest w znakomitej dyspozycji. Zrobił furorę już tydzień wcześniej w Lozannie, gdzie pokonał wysokość 6,01 m. Jego rywale ze skoczni są pod wrażeniem jego wyczynów. Gdy przeskoczył 6,02 m z gratulacjami pospieszyli niemal wszyscy, a pierwszy złożył mu gratulacje Wojciechowski. W takiej formie nasz skoczek będzie głównym faworytem do zwycięstwa w mistrzostwach świata.
Na mityngu w Monako uzyskano też kilka innych wartościowych rezultatów. Rekord świata na jedną milę kobiet poprawiła Holenderka etiopskiego pochodzenia Sifan Hassan, która uzyskała wynik 4.12,33. Mila to nietypowy dystans, ale mieszkająca od 11 lat w Holandii zawodniczka specjalizuje się też w klasycznych dystansach 1500 i 5000 m. W mistrzostwach świata ma zamiar wystartować w obu tych konkurencjach. W konkursie rzutu oszczepem dobre piąte miejsce wywalczył rekordzista Polski Marcin Krukowski, który uzyskał odległość 82,16 m. Konkurencję wygrał Niemiec Andreas Hofmann wynikiem 87,84 m.

Z kolei Adam Kszczot zaliczył w Monako swój najlepszy występ w tym sezonie uzyskują na 800 m czas 1.44,69, ale naszemu wicemistrzowi świata wystarczyło to tylko do zajęcia siódmego miejsca. Zwyciężył Nijel Amos z Botswany z najlepszym tegorocznym rezultatem 1.41,89. To szósty najlepszy wynik na tym dystansie w historii. Niezły czas na 1500 m „wykręcił” też Marcin Lewandowski. Nasz halowy mistrz Europy w swoim pierwszym starcie w tym sezonie na tym dystansie uzyskał 3.34,14 i wypełnił minimum na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio, lecz w Monako zajął dopiero 11. lokatę. Wygrał Kenijczyk Timothy Cheruiyot – 3.29,97.

W swoim debiucie w Diamentowej Lidze Karolina Kołeczek zajęła szóste miejsce w biegu na 100 m ppł. Poznanianka uzyskała czas 12,93 s, zaś pierwsza na mecie Amerykanka Kendra Harrison 12,43 s. Także szóstą lokatę w skoku wzwyż zajęła Kamila Lićwinko przeskakując poprzeczkę na wysokości 1,90 m. Wygrała Rosjanka Maria Lasickiene, która jako zaliczyła 2,00 m. Najlepszy tegoroczny wynik na świecie na 400 m ppł (53,32 s) osiągnęła Amerykanka Sydney McLaughlin. Wartościowe rezultaty zanotowały także zawodniczki w biegu na 800 m. Aż pięć z nich uzyskało czasy poniżej dwóch minut. Wygrała Amerykanka Ajee Wilson (1.57,73).

Kolejny mityng Diamentowej Ligi odbędzie się w Londynie w dniach 20-21 lipca.

 

W Europie polscy lekkoatleci nadal są najlepsi

Sukcesem zakończył się występ naszych lekkoatletów w halowych mistrzostwach Europy w Glasgow. Biało-czerwoni wywalczyli pięć złotych i dwa srebrne medale i tak samo jako dwa lata temu w Belgradzie zajęli pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej.

W halowych mistrzostwach w Glasgow złote medale wywalczyli Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice) na 60 m, kobieca sztafeta 4×400 m ( Anna Kiełbasińska, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik oraz Justyna Święty-Ersetic), Paweł Wojciechowski w skoku o tyczce, Marcin Lewandowski w biegu na 1500 m (obaj CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) i Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała) w pchnięciu kulą. Natomiast srebrne krążki zdobyli Sofia Ennaoui (AZS UMCS Lublin) w biegu na 1500 m i Piotr Lisek (OSOT Szczecin) w koku o tyczce.

Pod względem liczby medali jest to gorszy wynik niż dwa lata temu osiągnięty w Belgradzie, bo biało-czerwoni z tamtej imprezy przywieźli 12 krążków. W Glasgow nasi lekkoatleci zdobyli o pięć mniej, ale jakościowo przebili konkurencję, bo mieli w dorobku aż pięć krążków z najcenniejszego kruszcu. I właśnie dzięki temu pokonali w klasyfikacji medalowej gospodarzy mistrzostw Brytyjczyków, którzy wywalczyli w sumie 12 medali, lecz złotych jedynie cztery. Poza tym mieli sześć srebrnych i dwa brązowe. „To wielki sukces naszej reprezentacji, bo wygrała z Brytyjczykami na ich terenie, chociaż oni mieli dużo liczniejszą reprezentację” – stwierdził wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. Trzecia w klasyfikacji medalowej była Hiszpania z trzema złotymi medalami, dwoma srebrnymi i jednym brązowym, a czwarta Norwegia (dwa złote, jeden srebrny i jeden brązowy).

Wynik naszej reprezentacji mógłby być jeszcze lepszy, bo polskim lekkoatletom przydarzyło się kilka wpadek. Żadnego medalu nie zdobyły choćby biegaczki na 400 m – Iga Baumgart-Witan odpadła w półfinale, zaś Justyna Święty-Ersetic w finale przybiegła na ostatniej pozycji. A przecież przed mistrzostwami obie zajmowały czołowe miejsca na światowych listach najlepszych tegorocznych wyników w hali i były uważane za murowane faworytki do medali. Na szczęście w biegu sztafetowym obie potwierdziły swoją niekwestionowaną klasę, co nie zmienia jednak faktu, że zmarnowały szanse na powiększenie medalowego dorobku polskiej ekipy.
Majewski też nie mógł tego odżałować, ale dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą stara się tłumaczyć te niepowodzenia. „W sporcie nigdy nie można być niczego pewnym na sto procent. Wiele zawodniczek startujących na 400 m poprawiało w Glasgow swoje wyniki, było dużo rekordów życiowych. Iga i Justyna miały najlepsze wyniki w tym roku, to prawda, ale rywalki też były mocne. Mieliśmy też kilka innych słabszych występów, choćby chłopaków na 800 metrów. Martwi mnie trochę, że w naszej ekipie nikt nie zrobił jakiejś super niespodzianki. Na szczęście mamy gwiazdy, które nie zawodzą, trzeba jednak pamiętać, że to była najłatwiejsza impreza jaką mamy w najbliższym czasie. Przed nami mistrzostwa świata, a za rok igrzyska. Łatwe medale się skończyły, teraz będzie tylko trudniej i trudniej” – twierdzi z przekonaniem wiceprezes PZLA.
Brytyjczycy dali plamę jedynie przy nagradzaniu medalistów. Nasza sztafeta pań 4×400 m odebrała trofea podczas pożegnalnego bankietu, w jakiejś wnęce. Kiedy Mazurka Dąbrowskigo grano Michałowi Haratykowi, nie wiedziała o tym nawet Telewizja Polska, więc radosnego momentu nie zarejestrowały kamery. Kulomiot polski hymn usłyszał z magnetofonu, wrzawę robili mu wolontariusze. Były potem z tego żarty, że to zemsta za kamerę, którą Haratyk rozbił dzień wcześniej kulą podczas konkursu.

Ale jeśli pominąć te żałośnie smutne i pozbawione należytej powagi ceremonie, to mistrzostwa jako takie należy uznać za udane. Poziom zawodów był wysoki, trybuny pękały w szwach, a publiczność dopingowała żywiołowo. Uczestnicy mistrzostw zgodnie twierdzili, że tak naprawdę narzekać mogli jedynie na pogodę, bo Glasgow było spowite mgłą, a ostatniego dnia na miasto spadł huraganowy wiatr.

 

Lekkoatletyka: Udane zawody w Łodzi

Dużo świetnych wyników uzyskano podczas halowego mityngu Orlen Cup w Łodzi. Swoje konkurencje wygrali sprinterka Ewa Swoboda, skoczek wzwyż Sylwester Bednarek, ex eaquo tyczkarze Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek oraz kulomiot Konrad Bukowiecki. Nasi lekkoatleci walczą o minima na zbliżające się halowe mistrzostwa Europy w Glasgow.

Bukowiecki wygrał konkurs pchnięcia kulą wynikiem lepszym od minimum wyznaczonym przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Nasz kulomiot posłał kulę na odległość 20,95 m, a w pokonanym polu zostawił drugiego na podium Niemca Davida Storla (20,52 m) oraz trzeciego Jamajczyka Odayne Richardsa (20,33 m). „Jak na pierwszy start w tym sezonie było całkiem przyzwoicie. 21 metrów wyglądałoby lepiej na papierze, ale tak naprawdę nigdy tak mocno nie rozpoczynałem sezonu. Czuję, że stać mnie na więcej, ale dzisiejsze warunki nie pozwoliły mi zaprezentować wszystkiego. Koło było fatalne i starczyło na 20,95. Chcę się poprawiać, co w moim przypadku oznacza rekord Polski. Taki mam plan i do tego dążę” – zapewnia Bukowiecki.

W konkursie tyczkarzy pierwsze miejsce zajęli ex aequo Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek. Obaj skoczyli po 5,80 m; dla obu jest to najlepszy wynik w tym sezonie, który wypełnia minimum na HME w Glasgow. Trzecie miejsce zajął Robert Sobera z wynikiem gorszym od minimum – 5,70 m. Dobrze spisały się polskie kulomiotki – Klaudia Kardasz zajęła drugie miejsce z rekordem życiowym 18,14 m, a tylko o cztery centymetry gorsza od niej była mistrzyni Europy z otwartego stadionu, Paulina Guba. Obie wypełniły minimum na zawody w Glasgow, a w Łodzi wygrała Białorusinka Aliona Dubicka. W czwartej konkurencji technicznej, skoku wzwyż mężczyzn, najlepszy był Sylwester Bednarek z wynikiem 2,20 m, który jest jednak gorszy od minimum na HME w Glasgow.

sprint kobiet na 60 m wygrała Ewa Swoboda, która już wcześniej zapewniła sobie prawo startu w halowym czempionacie wynikiem 7,08 s, dającym jej pierwsze miejsce w tym roku na światowej liście. W Łodzi Swoboda uzyskała czas 7.13 s, a minimum na HME wypełniła też piąta na mecie Anna Kiełbasińska (7,28 s). Tę samą konkurencję wśród mężczyzn wygrał Amerykanin Mike Rodgers z czasem 6,55. Najlepszy z Polaków, Remigiusz Olszewski, zajął trzecią lokatę z czasem 6,64 s, który uprawnia go do startu w Glasgow.

W biegu na 60 m ppł troje reprezentantów Polski wypełniło minima na HME – w rywalizacji kobiet Klaudia Siciarz zajęła drugie miejsce z czasem 8,06 s (wygrała Amerykanka Evonne Britton wynikiem 8,04 s), zaś w wśród mężczyzn Dawid Żebrowski (7,79) i Artur Noga (7,81 sek), którzy zajęli odpowiednio trzecie i czwarte miejsca. W eliminacjach Noga pobiegł jeszcze szybciej – 7,77 sek. Drugi w finale Damian Czykier (7,76 s) już wcześniej zapewnił sobie miejsce w ekipie na mistrzostwa w Glasgow. W Orlen Cup w tej konkurencji triumfował Hiszpan Orlando Ortega (7,59 s).

Już w środę w Toruniu mityng Orlen Copernicus Cup, a HME w Glasgow odbędą się w dniach 1-3 marca.

 

Udane święto królowej sportu

Aż 41226 widzów na Stadionie Śląskim w Chorzowie obejrzało w minioną środę Memoriał Kamili Skolimowskiej. Kibice oklaskiwali zwycięstwa gwiazd polskiej lekkoatletyki – Michała Haratyka, Pawła Fajdka, Piotra Liska, Marcina Lewandowskiego i Ewy Swobody.

 

Wejściówki na środowe zawody były za darmo, co jednak nie do końca tłumaczy znakomitą frekwencję. Wygląda na to, że sukcesy naszych lekkoatletów odniesione na niedawnych mistrzostwach Europy w Berlinie nakręciły zainteresowanie polskich kibiców zmaganiami gwiazd królowej sportu. Zawody poświęcone pamięci zmarłej w 2009 roku w wieku 26 lat z powodu zatoru tętnicy płucnej Kamili Skolimowskiej mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem wcześniej odbywały się w Warszawie. Teraz Stadion Śląski w Chorzowie stał się areną imprezy. Na tym pięknym obiekcie na oczach ponad 40 tysięcy działy się naprawdę wielkie rzeczy.

Prestiżowe zwycięstwo w konkursie skoku o tyczce odniósł Piotr Lisek. Czwarty zawodnik niedawnych ME w Berlinie musiał się trochę napracować, bo wysokości 5,80 m i 5,85 m dające mu wygraną zaliczył dopiero w trzecich próbach. Nasz tyczkarz wyprzedził mistrza świata z 2015 roku Shawnacy Barbera (5,80), rekordzistę świata Renauda Lavilleniego (5,70) i mistrza świata z 2011 roku Pawła Wojciechowskiego (również 5,70). Kapitalny pojedynek w rzucie młotem stoczyli świeżo upieczeni mistrz Europy Wojciech Nowicki i wicemistrz Paweł Fajdek. Lepszy okazał się Fajdek, który wreszcie przerwał serię porażek z Nowickim i wygrał z nim wynikiem 79,41 m. Aktualny mistrz naszego kontynentu był gorszy o równe dwa metry. W rywalizacji młociarek pod nieobecność Anity Włodarczyk Joannie Fiodorow do zwycięstwa wystarczyła odległość 74,39 m, ale był to jej najlepszy wynik w tym sezonie. Brązowa medalistka z Berlina wyprzedziła wicemistrzynię Europy Alexandrę Tavernier. Francuzka uzyskała 73,38 m. W rywalizacji kulomiotów najlepszy był mistrz Europy Michał Haratyk (21,33 m), który pokonał obecnego mistrza świata Nowozelandczyka Toma Walsha (21,28 m).

Na wysokim poziomie stały też konkurencje biegowe. Na sto metrów kobiet wygrała Ewa Swoboda z wynikiem 11,23 s, najlepszym jaki uzyskała w ostatnich dwóch latach. Większe większe wrażenie zrobili jednak w tej konkurencji panowie. Amerykanin Ronnie Baker wygrał „setkę” z czasem 9,87 s i był to najlepszy wynik na świecie w obecnym sezonie. Szybko biegano też na 400 metrów. Rywalizację mężczyzn rezultatem 44,43 s wygrał Steven Gardiner z Bahama, który wyprzedził Karola Zalewskiego (45,32). Z jeszcze większą przewagą swoje zwycięstwo na tym dystansie odniosła biegaczka z RPA Caster Semenya, u której stwierdzono hiperandrogenizm. Semenya uzyskała czas 50,06 s i wyraźnie pokonała drugą na mecie złotą medalistkę z Berlina Justynę Święty-Ersetic (51,45 s). Do niespodzianki doszło natomiast w biegu na 800 metrów mężczyzn. Mistrz Europy z Berlina Adam Kszczot był dopiero trzeci, a wygrał wicemistrz Europy w biegu na 1500 m Marcin Lewandowski.

 

 

Diamentowa Liga na finiszu

Paulina Guba pchnęła kulą 17,92 m i zajęła drugie miejsce w mityngu Diamentowej Ligi w Birmingham. Trzecia w biegu na 1500 m była Sofia Ennaoui, a czas 4.02,06 jest jej najlepszym w sezonie. Obie Polki awansowały do finałowych zawodów w Brukseli.

 

Do finału Diamentowej Ligi w sumie zakwalifikowało się siedmioro reprezentantów Polski. Wicemistrzyni Europy z Berlina wygrała z wieloma zawodniczkami ze szczytów światowych list. Niedoścignione były tylko reprezentująca Holandię Sifan Hassan i biegająca zdecydowanie poniżej czterech minut Etiopka Gudaf Tsegay. Sofia Ennaoui pokonała 1500 m w świetnym czasie 4:02.06, najlepszym w tym sezonie i tylko sekundę gorszym od rekordu życiowego. Trzecia lokata dała Polce – rzutem na taśmę – awans do finałowego mityngu Diamentowej Ligi.

W zawodach wieńczących sezon wystąpią też Adam Kszczot, Michał Haratyk, Paulina Guba, Marcelina Witek, Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski. Dwójka z nich pojawiła się na starcie w Birmingham. Kszczot przegrał z kenijską koalicją, pomimo dobrego czasu 1:44.75 zajął szóstą lokatę, tuż za plecami Marcina Lewandowskiego (lepszy o 0,22 s). Wygrał Emmanuel Korir, który uzyskał fenomenalny rezultat 1:42.79 i pobił rekord mityngu.

Trochę rozczarowana wynikiem może być Guba. 17,92 m wystarczyło do drugiej lokaty za plecami Christiny Schwanitz, ale polska kulomiotka przyzwyczaiła do pchnięć poza 18. metr. Druga z Biało-Czerwonych, Klaudia Kardasz, w swoim debiucie była szósta z rezultatem znacznie poniżej możliwości (16,79 m).

Szanse na finałową rywalizację ma jeszcze Marcin Krukowski. Najlepszy polski oszczepnik znowu rzucał na dobrym poziomie, osiągnął 83,96 m i był piąty w bardzo mocnej stawce (wygrał Andreas Hoffman – 89,82 m). Dzięki temu jest pierwszy na liście rezerwowych przed ostatnimi zawodami. W skoku w dal piąte miejsce zajął Tomasz Jaszczuk (7,84 m), a Damian Czykier popełnił falstart i został zdyskwalifikowany w rywalizacji płotkarzy na 110 m. Do rozegrania pozostały już tylko dwa finałowe mityngi Diamentowej Ligi – 30 sierpnia w Zurychu i dzień później w Brukseli. Zapewniony w nich udział ma na chwilę obecną siedmioro Polaków: tyczkarze Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski, oszczepniczka Marcelina Witek, kulomiotka Paulina Guba i startujący w tej samej konkurencji Michał Haratyk, w biegu na 800 m Kszczot i na 1500 m Ennaoui. Wielu naszych lekkoatletów jest jednak na liście rezerwowej,a zatem wciąż mają szanse na występ w finałowej stawce.

Diamentowa Liga (ang. Diamond League) – cykl najbardziej prestiżowych mityngów lekkoatletycznych, który rozgrywany jest od sezonu 2010 i zastąpił Golden League. Diamentowa Liga składa się z 12 mityngów. Odbywają się one w Chinach, USA, w Europie oraz na Bliskim Wschodzie. Zawodnicy, którzy zgromadzą najwięcej punktów w klasyfikacji generalnej swojej konkurencji otrzymują diament o wartości 80 tys. dolarów.

 

Szwedzko-amerykański geniusz tyczki

Podczas mistrzostw Europy w Berlinie objawił się skoczek o tyczce z talentem na miarę legendarnego Sergieja Bubki. Nazywa się Armand Duplantis i ma dopiero 18 lat.

 

Dla Armanda Duplantisa Bubka jest postacią z zamierzchłej historii. Jego sportowym idolem jest bardziej współczesny hegemon w tej widowiskowej lekkoatletycznej konkurencji Francuz Renaud Lavillenie. W niedzielę pokonał go w wielkim stylu, uzyskując wysokość 6,05 m. Słynny francuski tyczkach wynikiem 5,95 m zdobył jedynie brązowy medal, bo tego wieczoru lepszy od niego był jeszcze genialnie skaczący Rosjanin Timur Morgunow, który zdobył srebro przeskakując poprzeczkę na wysokości 6,00 m. Za tym tercetem uplasowali się dwaj nasi zawodnicy – Piotr Lisek (5,90 m) i Paweł Wojciechowski (5,80 m). Wyniki pokazują, że konkurs stał na niebotycznym poziomie.

Wynik Duplantisa to zarazem rekord świata juniorów i rekord Szwecji. Wyżej w historii skoczyli tylko Bubka, który w 1994 roku na otwartym stadionie uzyskał 6,14 m oraz Lavillenie, który pod dachem podczas halowych zawodów w Doniecku w 2014 roku skoczył aż 6,16 m. Szwedzki tyczkarz stał się jedną z największych gwiazd berlińskiego czempionatu i nową sportową gwiazdą Szwecji. Ale z jego osiągnięć mają prawo czuć się dumni także Amerykanie, bo Armand jest synem ich rodaka Grega Duplantisa, także wyśmienitego tyczkarza. Pochodząca ze Szwecji matka Helen Hedlund uprawiała siedmiobój.

Armand od dziecka był jednak zafascynowany sportem, który uprawiał jego ojciec i poświęcał mu każdą wolną chwilę. Do niego należą najlepsze wyniki na świecie od siedmiolatków (2,33 m) do dwunastolatków (3,97 m). Gdy stało się jasne, że będzie w przyszłości wybitnym tyczkarzem, rodzice pozwolili mu wybrać kraj, którego barwy chce reprezentować. I Armand zdecydował się startować dla Szwecji. Sukces w Berlinie otwiera mu drzwi do wielkiej kariery, także w wymiarze finansowym. Szwedzkie media informują, że młody Duplantis mógłby już teraz podpisać kilka lukratywnych kontraktów reklamowych.

Świeżo upieczony mistrz Europy na razie do tego się jednak nie kwapi, bo jest studentem Louisiana State University, a przepisy obowiązujące na uczelniach w USA zabraniają sportowcom akademickim posiadania sponsorów. Dlatego do igrzysk w Tokio Armand Duplantis pozostanie amatorem, ale w 2020 roku z pewnością będzie jednym z faworytów do złota.