Lekkoatletyka: Drużynowo powalczyli na Śląskim

W miniony weekend na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbyły się Drużynowe Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce. Uczestniczyło w nich siedem reprezentacji, a mistrzowskiego tytułu broniła reprezentacja Polski.

W ostatniej chwili ze startu w DME wycofano zespół Ukrainy, bo u dwóch dwójki lekkoatletów z tego kraju wykryto zakażenie koronawirusem. Reprezentacja Polski przystąpiła do zawodów mocno przetrzebiona przez kłopoty zdrowotne. W ostatniej chwili ze składu biało-czerwonych wypadł z powodu zatrucia pokarmowego Marcin Lewandowski, który niedawno w Bostonie zajął czwarte miejsce w biegu na jedną milę. W kadrze zastąpił go Michał Rozmys. Z powodów zdrowotnych nie mógł też wystąpić nasz najlepszy tyczkarz Piotr Lisek (zastąpił go Robert Sobera), ale z różnych przyczyn już wcześniej było wiadomo, że w Chorzowie nie będą mogli wystąpić: młociarka Anita Włodarczyk, oszczepniczka Maria Andrejczyk, sprinterka Ewa Swoboda, młociarz Piotr Małachowski i biegacze – Iga Baumgart-Witan, Joanny Jóźwik, Sofia Ennaoui i Adam Kszczot.
„Nasza reprezentacja wystartuje w Chorzowie w osłabionym składzie, ale mimo to będziemy walczyć o jak najwyższe miejsce” – zapowiadała przed zawodami nasza mistrzyni w biegu na 400 metrów Justyna Święty-Ersetic. „Cieszę się, że międzynarodowa impreza w końcu odbędzie się na Śląsku. Czuję się tu jak w domu, jest to stadion, na którym uwielbiam startować. Cieszę się, że wreszcie będą z nami kibice i będą nas dopingowali. Mam nadzieje, że poniosą nas do zwycięstwa” – dodała pochodząca z Raciborza zawodniczka, która w DME 2021 wystartowała w sztafecie 4×400 metrów.
Na przekór trudnościom po pierwszym dniu zawodów biało-czerwoni z dorobkiem 94,5 pkt zajmowali w stawce siedmiu drużyn drugą lokatę, tracąc do prowadzącej Wielkiej Brytanii tylko pół punktu. Kolejne miejsca zajmowały ekipy Niemiec (93,5 pkt), Włoch (87 pkt), Francji (83,5 pkt), Hiszpanii (81pkt) i Portugalii (48,5 pkt).

Kadra Polski na halowe mistrzostwa Europy w Toruniu

Polski Związek Lekkiej Atletyki ogłosił skład reprezentacji na halowe mistrzostwa Europy, które w dniach 4-7 marca odbędą się w Toruniu. W biało-czerwonych barwach wystąpi 45 zawodniczek i zawodników. To powinna być udana impreza dla polskich lekkoatletów, bo kilku z nich ma szanse na złote medale, a kilkunastu szanse na podium.

W reprezentacji Polski nie zabraknie obrońców mistrzowskich tytułów z Glasgow, z poprzednich HME, czyli kulomiota Michała Haratyka, tyczkarza Pawła Wojciechowskiego i sprinterki Ewy Swobody. Obok doświadczonych zawodników w składzie są także wschodzące gwiazdy krajowej lekkoatletyki. Młode pokolenie reprezentować będzie m.in. rekordzistka kraju juniorek w biegu na 400 metrów 17-letnia Kornelia Lesiewicz czy 20-letnia Pia Skrzyszowska, która w tym sezonie pokonała już 60 metrów przez płotki w czasie 7,98 s.
Jak podkreśla prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Henryk Olszewski, nasi zawodnicy prezentują ostatnio formę pozwalającą z optymizmem oczekiwać ich startów w Arenie Toruń. Biało-czerwoni przystąpią do zawodów w roli faworyta – dwie poprzednie edycje europejskiego czempionatu w hali kończyli na pozycji lidera klasyfikacji medalowej.
Jednym z wydarzeń, na które będą czekać polscy kibice będzie występ żeńskiej sztafety 4 x 400 metrów. „Aniołki Matusińskiego” w tej konkurencji wywalczyły w trzech ostatnich edycjach halowych mistrzostw brąz i dwa złote krążki (w 2017 roku w Belgradzie i dwa lata temu w Glasgow).
Toruń jest drugim polskim miastem-gospodarzem halowych mistrzostw Europy. Poprzednio zawody tej rangi gościła w naszym kraju w roku 1975. Impreza odbyła się wówczas w Katowicach.


Kadra Polski na HME w Toruniu
Kobiety:
Katarzyna Sokólska (60 m), Ewa Swoboda (60 m), Małgorzata Hołub-Kowalik (400 m i sztafeta 4 x 400 m), Justyna Święty-Ersetic (400 m i sztafeta), Angelika Cichocka (800 m), Joanna Jóźwik (800 m), Anna Wielgosz (800 m), Martyna Galant (1500 m), Klaudia Kazimierska (1500 m), Karolina Kołeczek (60 m ppł), Pia Skrzyszowska (60 m ppł), Adrianna Szóstak (trójskok), Klaudia Kardasz (kula), Paulina Ligarska (pięciobój), Adrianna Sułek (pięciobój), Aleksandra Gaworska (sztafeta 4 x 400 m), Natalia Kaczmarek (sztafeta 4 x 400 m), Kornelia Lesiewicz (sztafeta 4 x 400 m), Joanna Linkiewicz (sztafeta 4 x 400 m).
Mężczyźni:
Dominik Kopeć (60 m), Remigiusz Olszewski (60 m), Przemysław Słowikowski (60 m), Kajetan Duszyński (400 m i sztafeta 4 x 400 m), Mateusz Borkowski (800 m), Patryk Dobek (800 m), Adam Kszczot (800 m), Adam Czerwiński (1500 m), Marcin Lewandowski (1500 m), Michał Rozmys (1500 m), Damian Czykier (60 m ppł), Krzysztof Kiljan (60 m ppł), Artur Noga (60 m ppł) Adrian Świderski (trójskok), Piotr Lisek (tyczka), Robert Sobera (tyczka), Paweł Wojciechowski (tyczka), Konrad Bukowiecki (kula), Michał Haratyk (kula), Jakub Szyszkowski (kula), Paweł Wiesiołek (siedmiobój), Dariusz Kowaluk (sztafeta 4 x 400 m), Jakub Krzewina (sztafeta 4 x 400 m), Mateusz Rzeźniczak (sztafeta 4 x 400 m), Wiktor Suwara (sztafeta 4 x 400 m), Karol Zalewski (sztafeta 4 x 400 m).

Atak na rekord świata w skoku o tyczce

Armand Duplantis triumfował w mocno obsadzonym konkursie skoku o tyczce w Rouen, uzyskując najlepszy wynik w tym roku na światowych listach. Po raz kolejny pokusił się też o atak na rekord świata.

Przed tygodniem Duplantis w Duesseldorfie uzyskał 6,01 m i tym wynikiem objął prowadzenie na światowych listach. Kilka godzin później, w Tourcoing, Renaud Lavillenie pokonał poprzeczkę zawieszoną o centymetr wyżej (6,02 m) i odebrał prowadzenie Szwedowi. Taki stan utrzymał się jednak tylko do kolejnego mityngu – w Rouen. W nim spotkali się nie tylko Duplantis i Lavillenie, ale także utytułowany Amerykanin, Sam Kendricks. Konkurs stał na bardzo wysokim poziomie, bo w sumie aż czterech zawodników było w grze po pokonaniu 5,83 m.
Gdy jednak poprzeczka powędrowała 10 centymetrów wyżej, poradziło sobie z nią tylko dwóch skoczków: Lavillenie i Chris Nilsen (wyrównał rekord życiowy). Duplantis postanowił opuścić tę wysokość i wrócił do rywalizacji na wysokości 6,03 m. Pokonał ją jako jedyny w całej stawce. Tym samym objął prowadzenie na światowych listach. Szwedzki tyczkarz postanowił zaatakować należący do niego rekord świata i jeszcze mocniej go wyśrubować, poprosił więc o ustawienie poprzeczki na wysokości 6,19 m. W trzech próbach nie zdołał jej jednak przeskoczyć, ale to dopiero początek lekkoatletycznego sezonu. Być może już w kolejnym mityngu dopnie celu.
Natomiast dwaj nasi tyczkarze, Piotr Lisek i Robert Sobera, w miniony piątek wystartowali w mityngu ISTAF Indoor w Berlinie. Dla Sobery był to pierwszy start w tym roku. Zaczął konkurs od wysokości 5,42 m i zaliczył ją w pierwszej próbie. Również w pierwszej próbie pokonał wysokość 5,62 m, ale gdy podjął próbę na wysokości 5,72 m tuż po wybiciu pękła mu tyczka. Sytuacja wyglądała groźnie, ale na szczęście skończyła się szczęśliwie. W przypadku pęknięcia tyczki skok uznawany jest za nieważny, więc Sobera przeniósł trzy próby na wysokość 5,80 m, lecz wszystkie trzy okazały się nieudane i z wynikiem 5,62 m ostatecznie zajął czwarte miejsce. Z takim samym rezultatem zmagania zakończył Piotr Lisek.

Złote Kolce dla biegaczki i młociarza

Mistrzyni Polski na 400 m Justyna Święty-Ersetic i młociarz Wojciech Nowicki zostali tegorocznymi laureatami nagrody „Złote Kolce”, przyznawanej przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Dwie kolejne lokaty w klasyfikacji kobiet zajęły biegaczka Sofia Ennaoui i oszczepniczka Maria Andrejczyk, natomiast wśród mężczyzn tyczkarz Piotr Lisek i kulomiot Micha Haratyk.

Mimo że z powodu pandemii koronawirusa w 2020 roku nie odbyły się żadne międzynarodowe imprezy lekkoatletyczne (odwołano mistrzostwa Europy i przełożono igrzyska olimpijskie), nie zdecydowano się na odwołanie plebiscytu „Złote Kolce”. W piątek w siedzibie TVP wręczono nagrody dla najlepszych polskich lekkoatletów mijającego roku. Wśród pań zwyciężyła startująca na co dzień w barwach AZS Katowice Justyna Święty-Ersetic, która w sezonie halowym poprawiła rekord Polski na 400 m, wygrała World Athletics Indoor Tour na tym dystansie oraz uzyskała drugi czas na świecie. Także latem biegaczka imponowała formą zdobywając złoty medal mistrzostw Polski, a sezon na otwartych stadionach zakończyła z drugim wynikiem w Europie i ósmym na świecie. Drugą lokatę przyznano specjalistce w biegach średniodystansowych Sofii Ennaoui (AZS UMCS Lublin), a trzecie oszczepniczce Marii Andrejczyk (LUKS Hańcza Suwałki).
Wśród mężczyzn wygrał Wojciech Nowicki (Podlasie Białystok), który został w 2020 roku mistrzem Polski i z wynikiem 80,28 m był liderem europejskich tabel. Po „Złote Kolce” młociarz z Białegostoku sięgnął po raz drugi w karierze. Drugie miejsce w tegorocznym plebiscycie zajął tyczkarz Piotr Lisek (OSOT Szczecin), a trzecie kulomiot Michał Haratyk (Sprint Bielsko-Biała). W tym roku tradycyjną punktację zastąpiono głosowaniem – laureatów „Złotych Kolców” wybrała specjalnie powołana do tego Kapituła, w której znaleźli się przedstawiciele Telewizji Polskiej, „Przeglądu Sportowego” oraz Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.
„Złote Kolce” to najbardziej prestiżowa nagroda w polskiej lekkoatletyce. Wręczana od 1970 roku przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Pierwszymi zwycięzcami rankingu byli znakomita płotkarka Teresa Sukniewicz oraz czołowy europejski średniodystansowiec Henryk Szordykowski.

Memoriał Skolimowskiej

W rozegranym w niedzielę na Stadionie Śląskim w Chorzowie Memoriale Kamili Skolimowskiej mimo kiepskiej pogody padło kilka znakomitych wyników. Najbardziej wartościowy uzyskał niemiecki oszczepnik Johannes Vetter.

W mityngu jak zawsze wystartowało wiele gwiazd lekkiej atletyki. Znakomitą formą zaimponował zwłaszcza Johannes Vetter, który rzucił oszczepem na niewiarygodną odległość 97,76 m. To wynik tylko o 72 cm gorszy od rekordu świata ustanowionego w 1996 roku przez legendarnego czeskiego oszczepnika Jana Żeleznego (98,48 m). Dwa kolejne miejsca na podium zajęli Polacy – Marcin Krukowski (84,62 m) oraz Cyprian Mrzygłód (77,11 m). Rywalizację kobiet w tej konkurencji wygrała Maria Andrejczyk wynikiem 65,70 m.
Na wysokim poziomie stał też konkurs pchnięcia kulą mężczyzn. Wygrał faworyt, Amerykanin Ryan Crouser, który wygrał wynikiem 22,70 m, ustanawiając rzecz jasna rekord mityngu. Drugi był rekordzista Polski Michał Haratyk (21,78 m), a czwarty Konrad Bukowiecki (20,88 m).
W konkurencji, w której brylowała Kamila Skolimowska, czyli w rzucie młotem, wśród mężczyzn najlepszy był Paweł Fajdek, który wygrał wynikiem 79,81 m, przed Wojciechem Nowickim (78,88 m) i Grekiem Hristosem Frantzeskakisem (76,78 m). Wśród pań zwyciężyła Francuzka Alexandra Tavernier uzyskując odległość 74,12 m, dwie kolejne lokaty zajęły Polki Malwina Kopron (72,37 m) i Katarzyna Furmanek (71,99 m).
Wartościowy rezultat uzyskała na 1500 m Sofia Ennaoui, która uzyskała czas 3.59,70, co jest trzecim wynikiem na tym dystansie w historii polskiej lekkoatletyki. Reprezentantka Polski przegrała jednak z Brytyjką Laurą Muir, która wynikiem 3.58,24 pobiła rekord mityngu. Udany występ zanotował tyczkarz Piotr Lisek, który skoczył 5,82 m i pokonał m.in. Amerykanina Sama Kendricksa (5,72 m) i Francuza Renauda Lavillenie (5,62 m). Najlepszy wynik w tym sezonie w biegu na 400 metrów uzyskała Justyna Święty-Ersetic (51,33). Wśród mężczyzn na tym dystansie triumfował Karol Zalewski (45,74).

Lisek skoczył wysoko

Piotr Lisek wziął udział w nietypowych zawodach lekkoatletycznych, Inspiration Games, rozgrywanych jednocześnie na siedmiu stadionach. W skoku o tyczce Polak uzyskał swój najlepszy rezultat w tym sezonie – 5,66 m.

Inspiration Games to lekkoatletyczny trójmecz pomiędzy Europą, Ameryką Północną i Resztą Świata. Zmagania ze względu na ograniczenia spowodowane pandemią koronawirusa rozgrywane były jednocześnie na siedmiu stadionach na całym świecie. Zawodnicy rywalizowali ze sobą zdalnie, a swoje wyniki mogli porównać wirtualnie z wynikami rywali startujących na innych stadionach. W skoku o tyczce do rywalizacji stanął Piotr Lisek, mając za rywali Valentina Lavillenie oraz Sama Kendricksa. Lavillenie szybko przestał się liczyć w walce o wygraną, bo nie zaliczył już pierwszej wysokości (5,36 m). Lisek 5,36 pokonał za pierwszym razem, a trzy kolejne wysokości – 5,46, 5,56 oraz 5,66 zaliczył w drugim podejściu, lecz już następna wysokość, 5,76 m, okazałą się dla niego zbyt dużym wyzwaniem. Ale 5,66 to i tak najlepszy wynik naszego tyczkach uzyskany w tym roku. Lisek musiał uznać wyższość Kendricksa, który w czwartek był zupełnie poza zasięgiem rywali. Amerykanin zakończył zmagania z wynikiem 5,81 m. Warto dodać, że Lisek skakał na stadionie w Karlstad, gdzie startował także dzień wcześniej. W środę uzyskał tam 5,62 m, co pozwoliło zająć mu trzecie miejsce – za Armandem Duplantisem oraz Benem Broedersem.
Nietypowe były też rozegrane w miniony czwartek zawody skoku wzwyż w ramach Orlen TVP Sport Cup, które odbyły się w studiu Telewizji Polskiej. W kategorii pań wygrała je Kamila Lićwinko z przeciętnym wynikiem 1,82 m, wyprzedzając na podium Wiktorię Miąso (1,78 m) i Aleksandrę Nowakowską (1,70 m). W rywalizacji panów triumfował Norbert Kobielski, który zwyciężył ze słabym rezultatem 2,22 m, pokonując faworyzowanego Selwestra Bednarka (2,13 m). Trzecią lokatę z wynikiem 2,08 m wywalczył Adrian Kordoński. W tej formule odbędą się jeszcze dwa lekkoatletyczne czwartki w ramach cyklu Orlen TVP Sport Cup.

Będą skakać i rzucać w TVP

Telewizja Polska we współpracy z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki zamierza przeprowadzić cykl nietypowych mityngów, bo organizowanych w warszawskiej siedzibie TVP przy ulicy Woronicza 17. Pierwsza z sześciu imprez „Lekkoatletyczne czwartki – ORLEN TVP Sport Cup” odbędzie się 18 czerwca.

Udział w mityngach zapowiedziały już największe gwiazdy polskiej lekkoatletyki w skoku o tyczce (Piotr Lisek, Paweł Wojciechowski), skoku wzwyż (Kamila Lićwinko, Sylwester Bednarek) i pchnięcia kulą (Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk). Prezes PZLA Henryk Olszewski zapewnia, że zawodnicy już nie mogą doczekać się tych startów. „To będzie dla nich świetna rozgrzewka przed sezonem, który z powodu pandemii wyjątkowo rozpocznie się w sierpniu, a zakończy w połowie października” – przekonuje sternik naszej „królowej sportu”. Z kolei dyrektor TVP Sport Marek Szkolnikowski podkreśla wyjątkowość tego przedsięwzięcia w skali Europy. „W niestandardowych czasach trzeba czasami podejmować niestandardowe działania. Na razie zaplanowaliśmy sześć mityngów, ale liczymy, że nasz pomysł spotka się z zainteresowaniem widzów. Jeśli pomysł chwyci, nie wykluczamy, że zagości na stałe na naszych antenach” – przyznał Szkolnikowski.
O szczegółach więcej powiedział natomiast wiceprezes PZLA Sebastian Chmara. „Robimy coś takiego po raz pierwszy, ale wszystko będzie wyglądało profesjonalnie. Na parkingu przed siedzibą Telewizji Polskiej odbędą się zawody w skoku o tyczce i pchnięciu kulą, natomiast w studiu numer 1 skok wzwyż. Wierzymy, że wszystko się uda, chociaż to wielkie wyzwanie, bo nikt jeszcze nie próbował przenosić lekkoatletycznych zawodów na taką skalę do siedziby telewizji” – stwierdził Chmara.
Na razie nie ma szans, żeby mityngi odbywały się z udziałem kibiców, więc PZLA zabiega chociaż o to, żeby zapewnić wstęp na zawody przedstawicielom innych mediów. Pierwsze czwartkowe zawody przed budynkiem Telewizji Polskiej na żywo transmitowane będą na antenie TVP Sport.
Dla kulomiotów i tyczkarzy starty w takich nietypowych miejscach nie są nowością. Dla Kamili Lićwinko skakanie w studio telewizyjnym będzie nowym doświadczeniem. „Przez kontuzję straciłam część sezonu halowego, potem była przymusowa przerwa z powodu koronawirusa, więc jestem spragniona startów i rywalizacji. Nie mogę już doczekać się udziału w tym projekcie. O swoja formę jestem spokojna” – zapewnia halowa mistrzyni świata z 2014 roku.

Odmrażanie sportu budzi kontrowersje

Sportowcy z jednej strony cieszą się z rządowych decyzji znoszących część wprowadzonych na czas pandemii ograniczeń, ale też wskazują na niekonsekwencję lub nielogiczność w projekcie odmrażania sportu. Najwięcej kontrowersji budzą zwłaszcza wyznaczone limity osób mogących tym samym momencie trenować w jednym miejscu.

W pierwszym etapie „odmrażania sportu” ustalono m.in. ile osób może przebywać jednocześnie na boiskach piłkarskich, stadionach lekkoatletycznych i w halach sportowych. Gwoli przypomnienia – od 18 maja na stadionach, boiskach, skoczniach i torach może przebywać maksymalnie 14 osób plus dwóch trenerów, na otwartych pełnowymiarowych boiskach piłkarskich 22 osoby plus czterech trenerów, a w halach sportowych powyżej 1000 m2 35 osób. Przy ustalaniu tych limitów nie uwzględniono jednak stadionów lekkoatletycznym, bo może na nich w jednej grupie trenować 14 zawodników pod opieka dwóch trenerów.
To ograniczenie bulwersuje lekkoatletyczne środowisko, co nie dziwi, bowiem jest rzeczywiście trochę nielogiczne. Skoro w zamkniętej hali może na raz przebywać ponad 30 osób, to dlaczego nie może tyle samo ćwiczyć na znacznie większym przecież obiekcie lekkoatletycznym. Wygląda jednak na to, że przepis w ministerstwie sportu konstruowano pod presją przedstawicieli gier zespołowych i nie uwzględniono w nim potrzeb sportów indywidualnych.
Narzekania dochodzą też z Centralnych Ośrodków Sportu w Spale i w Wałczu, gdzie skoszarowano sportowców z olimpijskich dyscyplin sportu, dla których jest to jedyna możliwość prowadzenia profesjonalnych treningów. Podkreślał to w publicznych wypowiedziach m.in. nasz znakomity tyczkarz Piotr Lisek. „W Centralnym Ośrodku Sportu w Spale jest wygodniej trenować niż na przydomowej działce. Wiadomo, że w tym sezonie mamy problem z tym, żeby przygotowywać się pod konkretną imprezę. Są zawodnicy, którzy mogą sobie sezon odpuścić, ale ja jestem ambitny i jakie zawody by się w tym roku nie odbywały, jeżeli będą bezpieczne, to ja jestem gotów startować. Robię to także dla swoich fanów” – podkreśla nasz medalista mistrzostw świata.
Nie wszyscy z tej szansy skorzystali, bo gdy odwołano sierpniowe mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce, odpadła motywacja do dobrowolnego poddania się znacznie większemu reżimowi sanitarnemu niż w domu. Poza tym w Wałczu trenerzy i sportowcy czekali na wynik testów na obecność koronawirusa trzy dni, co zaburzyło ich plan treningowy. Po 70 godzinach oczekiwania otrzymali w końcu informację, że wszystkie wyniki są negatywne. Sportowcy są przyzwyczajeni do innych standardów pracy i nawet podczas pandemii nie chcą bez potrzeby tracić dni treningowych. Na opieszałość w testach narzekali nie tylko lekkoatleci, ale także trener kadry kajakarek Tomasz Kryk. Podobna sytuacja miała też miejsce w Spale, gdzie sportowcy także czekali bezczynnie na wyniki testów dwa dni. Niby wszyscy rozumieją, że takie są teraz realia i na razie nic nie da się z tym zrobić, ale czasem trudno jest zawodnikom znosić takie sytuacje, nawet jeśli wiedzą, że bez tego musieliby siedzieć nadal w domach.
Lekkoatleci ostatnio trochę odżyli, bo po przeniesieniu na przyszły rok igrzysk oraz mistrzostw Europy zapowiadało się, że w tym roku nie będą mieli w ogóle okazji do startów, ale ostatnio podbudowały ich wieści, że w sierpniu jednak ruszy sezon mityngów. Każdy zawodnik przecież trenuje po to, żeby jak najlepiej przygotować się do rywalizacji, nie da się też pominąć bardziej prozaicznego powodu dopingującego do wytężonego wysiłku podczas treningów, bo starty w mityngach to przecież źródło dochodów, a kto lepiej w zawodach wypada, ten więcej zarabia.
Zdaniem trenerów wszelkich specjalności i dyscyplin, brak jakichkolwiek startów w tym roku za całą pewnością odbiłby się poważnie na formie sportowców w przyszłym roku. Zapewniają, że ich organizmy potrzebuje startów i adrenaliny, jaka przy tej okazji się wytwarza, a nawet najbardziej wydajny trening to jednak zupełni inna kategoria wysiłku.

Rekord świata w Copernicus Cup

Szwed Armand Duplantis poprawił podczas mityngu Orlen Copernicus Cup w Toruniu rekord świata w skoku o tyczce skacząc 6,17 m. Z tego tytułu organizatorzy mityngu wypłacą 20-letniemu tyczkarzowi dodatkową premię w wysokości sześciu tysięcy dolarów.

Dzięki popisom Armanda Duplantisa konkurs skoku o tyczce był ozdobą zaliczanego do prestiżowego cyklu World Athletics Indoor Tour mityngu w Toruniu. Szwedzki tyczkarz poprawił o centymetr wcześniejszy rekord globu ustanowiony w 2014 roku na zawodach w Doniecku przez Francuza Renauda Lavillenie, a wynoszący 6,16 m. Na otwartym stadionie najwyżej w historii skoczył Ukrainiec Siergiej Bubka, który w 1994 roku uzyskał wysokość 6,14 m. Dwa lata wcześniej, w 1992 roku, Bubka w hali uzyskał wysokość 6,15 m i ten jego rekord pod dachem pobił dopiero 22 latach Lavillenie.
Z Polaków najlepszy wynik pod dachem uzyskał Piotr Lisek, który 4 lutego 2017 roku w Poczdamie uzyskał wysokość 6,00 m. Do niego należy też rekord Polski na otwartym stadionie – 6,02 m, ustanowiony w lipcu ubiegłego roku na mityngu w Monako.

Mistrz świata wpadnie do Łodzi

Dwukrotny mistrz świata w skoku o tyczce Amerykanin Sam Kendricks dołączył do grona uczestników lekkoatletycznego mityngu Orlen Cup w Łodzi. W poniedziałek o podpisaniu kontraktu z 27-letnim tyczkarzem za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowali organizatorzy zawodów, które odbędą się we wtorek 11 lutego w hali Atlas Arena.

Kendricks w ubiegłym roku wywalczył w Dausze złoty medal mistrzostw świata wynikiem 5,97 m, a dwa lata wcześniej w Londynie sukces w światowym czempionacie zapewnił mu skok na wysokość 5,95 m. Amerykanin jest też brązowym medalistą olimpijskim z Rio de Janeiro, gdzie uzyskał rezultat 5,85 m. Warto jednak wiedzieć, że Kendricks w ubiegłym roku podczas lekkoatletycznych mistrzostw USA w Des Moines triumfował z wynikiem 6,06 m. Wyżej od niego na otwartym stadionie skoczył tylko legenda tej lekkoatletycznej konkurencji Sergiej Bubka, do którego od 25 lat należy rekord świata – 6,14 m.
Konkurs skoku o tyczce w tegorocznym Orlen Cup zapowiada się więc na wielkie sportowe wydarzenie, bo oprócz Kendricksa w zawodach mają wystąpić Polacy Piotr Lisek (posiadacz rekordu Polski 6,02 m), Paweł Wojciechowski (mistrz świata z 2011 roku) i Robert Sobera (mistrz Europy z 2016), Kanadyjczyk Shawn Barber, który w hali skakał już sześć metrów i ma na koncie złoty medal MŚ 2015 z Pekinu, Szwed Armand Duplantis, mistrz Europy z 2018, mistrz Azji Ernest Obiena z Filipin i Grek Emmanouil Karalis.
Wśród polskich i zagranicznych gwiazd Orlen Cup 2020 kibice będą mogli też obejrzeć m.in. kulomiotów Michała Haratyka, Konrada Bukowieckiego oraz jednego z najbardziej utytułowanych zawodników w tej konkurencji Niemca Davida Storla, skoczkinię wzwyż Kamilę Lićwinko, płotkarkę Klaudię Siciarz, halową rekordzistkę świata juniorek, płotkarzy Artura Nogę, Damiana Czykiera, Brytyjczyka Richarda Kilty i Amerykanina Mike’a Rodgersa.
Mityng w Atlas Arenie rozpocznie się we wtorek 11 lutego o godz. 17:00. Rywalizacja odbędzie się w pięciu konkurencjach: biegi na 60 m oraz na 60 m przez płotki kobiet i mężczyzn, pchnięcie kulą kobiet i mężczyzn, skok o tyczce mężczyzn oraz skok wzwyż kobiet.