Pierwsza taka recesja

Pandemia jeszcze się nie skończyła. Jej skutki będziemy odczuwać przez dłuższy czas. Największe problemy będą mieć przedsiębiorstwa świadczące usługi, bo im najtrudniej przychodzi nadrabianie strat.
Polska gospodarka znajduje się w fazie recesji, a okres jej trwania zależeć będzie między innymi od rozwoju sytuacji pandemicznej, sprawności przeprowadzenia szczepień, skali rządowych obostrzeń w prowadzeniu działalności gospodarczej oraz ryzyk związanych ze zmianami regulacyjnymi, w tym wyższych obciążeń fiskalnych. Kryzys wynikający z pandemii wirusa Covid-19 w różnym stopniu wpłynął na poszczególne sektory gospodarki. Przed największymi wyzwaniami będą stały podmioty z sektora usług.
Opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny wstępne dane dotyczące aktywności gospodarczej w 2020 r. potwierdzają wystąpienie recesji: aktywność gospodarcza zmniejszyła się w ubiegłym roku o 2,8 proc. w porównaniu z rokiem 2019. Dane te są lepsze od wcześniejszych prognoz Komisji Europejskiej i projekcji Narodowego Banku Polskiego.
Przypomnijmy, że po publikacji danych o produkcji przemysłowej w grudniu, szacunki ekonomistów wskazywały na możliwość spadku PKB w 2020 r. o 2,6-2,8 proc. Według projekcji NBP przedstawionej w listopadowym Raporcie o inflacji, PKB miał spaść o 3,5 proc. Z kolei szacunki Komisji Europejskiej przewidywały spadek PKB o 3,6 proc. – zwraca uwagę Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
W 2020 r. popyt krajowy zmniejszył się realnie o 3,7 proc. (w 2019 r. wzrost o 3,5 proc.). Spożycie ogółem spadło realnie o 1,5 proc., w tym spożycie w sektorze gospodarstw domowych więcej, bo o 3,0 proc. (w 2019 r. wzrost odpowiednio o 4,4 proc. oraz o 4,0 proc.). Nakłady brutto na środki trwałe zmniejszyły się o 8,4 proc. (w 2019 r. wzrost o 7,2 proc.). Z punktu widzenia skali wpływu poszczególnych kategorii na zmianę dynamiki PKB, popyt krajowy wpłynął ujemnie w wysokości 3,6 pkt. proc. (w tym spożycie w sektorze gospodarstw domowych minus 1,7 pkt. proc). Zatem wymiana handlowa z zagranicą była czynnikiem ograniczającym w ubiegłym roku skalę spowolnienia aktywności gospodarczej. Wskazywała już na to styczniowa publikacja TEP o dobrych wynikach handlu zagranicznego.
Globalna recesja w 2020 roku była wyjątkowa: nie była efektem przebiegu klasycznego cyklu gospodarczego i szoków wywołanych nierównowagami w gospodarce. Tym razem, pierwotnym źródłem recesji nie okazał sie był kryzys finansowy, walutowy, bankowy czy też zadłużeniowy. To kryzys pandemiczny spowodował, że rządy poszczególnych krajów w obliczu zagrożenia życia i wytrzymałości służby zdrowia, stanęły przed trudną decyzją wprowadzenia obostrzeń w funkcjonowaniu gospodarki. Strategie poszczególnych rządów różniły się między sobą, jednak – co należy podkreślić – na efekty w postaci skali spowolnienia aktywności gospodarczej miała wpływ struktura gospodarki – zauważa TEP.
W przypadku Polski, patrząc na aktywność gospodarczą od strony podażowej, miesięczne dane o produkcji przemysłowej wskazują na duży potencjał przedsiębiorstw do nadrabiania strat. Wartość dodana brutto w przemyśle w 2020 r. zmniejszyła się zaledwie o 0,2 proc. (w 2019 r. wzrost o 4,3 proc.). Straty pandemiczne zostały prawie w pełni nadrobione przez sektor produkcyjny.
Pandemia będąca źródłem kryzysu, dotknęła jednak szczególnie silnie sektor usług i handlu. Według wstępnych danych GUS, wartość dodana brutto w handlu i naprawach w 2020 r. w porównaniu z 2019 r. zmniejszyła się o 4,0 proc. (w 2019 r. mieliśmy wzrost o 5,4 proc.). Generalnie w krajach, gdzie udział sektora usługowego w tworzeniu PKB ma większe znaczenie, wystąpiła głębsza recesja. Przykładem są usługi związane z turystyką, hotelarstwem, gastronomią, kulturą. Co należy podkreślić, to właśnie sektor usług będzie miał największe problemy w okresie popandemicznym. W przeciwieństwie do sektora produkcyjnego, usługodawcy nie mogą w większości przypadków budować zapasów.
Trudno także zakładać możliwość wystąpienia zjawiska odkładania w czasie konsumpcji usług. Popyt na usługi w większości przypadków nie ulega kumulacji. W przyszłości nie wzrośnie przecież liczba weekendów, w których konsumenci będą decydowali się na korzystanie z różnego rodzaju usług (wizyta w kinie, teatrze itp.). Oczywiście nie można wykluczyć zmian preferencji konsumentów, jednak z dużym prawdopodobieństwem nie będzie ona zjawiskiem trwałym.
Powrót do sytuacji sprzed pandemii będzie rozłożony w czasie, w przyszłości nie znajdziemy się w takiej samej sytuacji jak przed kryzysem. Nasze przystosowania do pandemii w jej trakcie najprawdopodobniej zmienią na stałe nasze zachowania – i dla przykładu, w nadchodzących latach zmniejszy się liczba konferencji i kongresów organizowanych w trybie stacjonarnym, które z uwagi na czas i koszty mogą w części przejść na stałe do sfery internetowej.
Pamiętajmy również, że wielu przedsiębiorcom przyjdzie funkcjonować w zmienionym otoczeniu regulacyjnym. Wprowadzane od 2021 r. nowe obciążenia fiskalne stanowią poważne ryzyko w sposobie funkcjonowania części podmiotów.
Jesteśmy w momencie, w którym pandemia jeszcze się nie skończyła. Jej efekty będziemy odczuwali przez dłuższy okres. Szybkość przeprowadzania szczepień będzie oczywiście kluczowa dla wzrostu aktywności gospodarczej w najbliższych kwartałach. Z tego wyjątkowego kryzysu najszybciej wyjdą przedsiębiorstwa produkcyjne. W zależności od skali obostrzeń można również liczyć na szybką odbudowę popytu konsumpcyjnego (efekt odłożonej w czasie konsumpcji). Na odbudowę inwestycji z pewnością będziemy musieli jeszcze poczekać, głównym ich źródłem będą w najbliższych kwartałach wydatki rządowe.
Największe problemy będą miały przedsiębiorstwa świadczące usługi. Po kryzysie duża ich część będzie bardziej zadłużona, z nikłymi perspektywami na odrobienie pandemicznych strat. Część z nich zbankrutuje, część podejmie wysiłek przeprowadzania restrukturyzacji i zmian w strategii zarządzania, w tym również i strategii cenowej.

Przyszłość naszej gospodarki w dobie pandemii

Prawo i Sprawiedliwość jest postrzegane jako partia egoistyczna, która wszystkie swoje działania podporządkowuje utrzymaniu władzy. Narzędziem realizacji tego celu jest kupowanie głosów wyborczych.

 Niewątpliwie sytuacja społeczno – polityczna wpływa na stan gospodarki. Temat ten przewija się na konferencjach organizowanych „on line” przez wyższe uczelnie, instytuty, stowarzyszenia. Problem jest więc dostrzegany przez środowiska naukowe.    Rzeczywistość w tym zakresie kreuje samodzielnie rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość, a ściślej – Zjednoczona Prawica. Po objęciu władzy w 2015 r PiS przystępuje do rekonstrukcji ustroju Polski. Na pierwszy rzut idzie sądownictwo. Trwa proces podporządkowania sądów władzy politycznej, co wywołuje protesty społeczeństwa. Nie są one tak gwałtowne i nie mają tak szerokiego zasięgu, jak te, które odbywają się jako wyraz dezaprobaty po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 22.10.2020 r., naruszającego dotychczasowe kompromisowe rozwiązanie w sprawie aborcji. Do protestów kobiet dołączyli  rolnicy, niezadowoleni z rozpoczętej procedury ustawodawczej tzw. „piątki dla zwierząt” oraz przedsiębiorcy, niezadowoleni z obostrzeń  związanych z rozprzestrzeniającą się pandemią.
Wiele działań Zjednoczonej Prawicy jest przedmiotem powszechnej krytyki. Dominujące ugrupowanie – Prawo i Sprawiedliwość jest postrzegane jako partia egoistyczna, która wszystkie swoje działania podporządkowuje utrzymaniu władzy. Narzędziem realizacji tego celu jest „nagradzanie” społeczeństwa - kupowanie głosów wyborczych poprzez szeroko zakrojony program socjalny. Pierwsze czterolecie rządzenia to doskonała koniunktura gospodarcza w Europie i w świecie. Ale, jak to stwierdził prof. Witold Orłowski, „kasa jest pusta”.Rządzący nagradzają bowiem nie tylko społeczeństwo, ale również siebie, swoje struktury, i „znajomych królika”.
Nie od rzeczy będzie stwierdzenie, że zarobki w wysokości 50 tys zł miesięcznie - np. w spółce mającej zajmować się stworzeniem Centralnego Portu Komunikacyjnego - w czasach pandemii i w obliczu powszechnego ubożenia społeczeństwa są po prostu niemoralne. Przypomnę, że już na początku 2020 r rząd Australii obniżył sobie pensje na okres dwóch lat.
Działaniami ukierunkowanymi na utrzymanie władzy jest m.in. faworyzowanie tych samorządów, w których władzę sprawuje partia rządząca (dotyczy to np. przyznawania środków na inwestycje z Funduszu Inwestycji Lokalnych), jak też wykorzystanie spółki Skarbu Państwa („Orlen”) do przejmowania prasy. Spółki skarbu państwa są zresztą wykorzystywane dla potrzeb rządu również finansowo – np. KGHM wydał 142 mln zł na zlecone mu przez rząd zakupy środków ochrony osobistej (m.in. był to zakup bezużytecznych maseczek). Przy tej okazji urządzono wielkie „show” w telewizji publicznej – zakup był transportowany największym samolotem świata.
Że celem takich posunięć jest uzyskanie głosów wyborczych świadczy lakoniczna, ale wiele mówiąca wypowiedź prezesa PiS na wieczorze wyborczym po zakończeniu głosowania w 2019 r: „wygraliśmy, ale zasłużyliśmy na więcej”.
Nader istotną rolę w pozyskiwaniu wpływów w społeczeństwie odgrywa natrętna propaganda podporządkowanej partii telewizji publicznej, która może w tym względzie konkurować z telewizją okresu „gierkowskiego”. W przekazie telewizji publicznej odzwierciedla się jeszcze jedna cecha pisowskiej partii – mściwość. Po przegranych wyborach przez Rafała Trzaskowskiego w każdym dzienniku telewizyjnym przedstawiano go w negatywnym świetle. Drugi przykład to nieustanne nękanie kierownictwa Warszawskiego Instytutu Medycznego oraz osób ze świata kultury i polityki zaszczepionych poza kolejnością. Po dwunastu dniach tego „dęcia” wywołało to reakcję rektorów uczelni warszawskich.
Nie sposób w jednym tekście wymienić posunięcia partii rządzącej, które są przedmiotem krytyki. Oprócz wymienionych wyżej spróbuję przedstawić te najważniejsze.
Pierwsza grupa działań to sfera ideologii. Można tu wymienić:
  • działania związane ze zmianą ustroju sądów;
  • mariaż z Kościołem (spektakle odbywające się w Toruniu z udziałem najwyższych władz państwowych to obraz wywołujący zażenowanie), co również szkodzi Kościołowi; wyniki sondażu przeprowadzonego w połowie grudnia 2020 r wykazują, że notowania są najgorsze od 1993 r;
  • napady na środowiska LGBT;
  • zawłaszczanie prasy pod hasłem „repolonizacji”;
  • przedkładanie interesów partyjnych nad interes kraju (próba veta wobec budżetu Unii Europejskiej).
    Rekonstrukcja ustroju Polski skutkuje spadkiem w międzynarodowych indeksach wolności. W Indeksie Wolności Prasy w 2020 r spadliśmy na 62. pozycję, a jeszcze w 2015 r byliśmy na 18. miejscu (na 180 analizowanych państw); wyprzedziły nas takie kraje jak Armenia, Gruzja, Niger.
    W światowym rankingu Indeksu Wolności Gospodarczej zajmowaliśmy w 2016 r 39. miejsce; w 2020 r zajmujemy 46. pozycję. Spośród krajów naszego regionu czołowe pozycje zajmują: Estonia (10), Litwa (16), Czechy (23); Bułgaria i Rumunia też nas wyprzedzają; za nami są Węgry (62) i Słowacja (60). Istnieje duża korelacja pomiędzy PKB na jednego mieszkańca a stopniem wolności gospodarczej – współczynnik ten wynosi 0,63.
    W światowym Indeksie Wolności Człowieka w 2012 r zajmowaliśmy 27. miejsce; w 2019 r – 40. miejsce. Spośród krajów naszego regionu za nami są tylko Węgry, a przoduje Estonia (15).
    Drugą grupę powszechnie krytykowanych działań można określić jako „niefrasobliwe podejście do wydawania pieniędzy”. Rażące przykłady to „rozhuśtanie” wielkich inwestycji: Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei Wiślanej, rozbudowa lotniska w Radomiu. Powszechne jest odczucie – poparte opiniami ekspertów – o nieracjonalności tych programów.
    Inne przykłady, to:
  • wydanie ok. 70 mln złotych – bez podstawy prawnej – na wybory, które się nie odbyły;
  • propozycja ustawy o „działach administracji rządowej”, która wprowadza możliwość wyższego wynagradzania podsekretarzy stanu przez wprowadzenie ich do korpusu służby cywilnej (dotyczy to również parlamentarzystów, których wynagrodzenia są pochodną wynagrodzeń podsekretarzy stanu);
  • wynagradzanie policji wobec zaniedbywania innych grup społecznych, np. uchwalone (po perypetiach) dodatkowe wynagrodzenia dla personelu medycznego nie dotyczą wszystkich zatrudnionych przy pielęgnacji chorych na covid;
  • priorytetowe, przed innymi potrzebami, dotowanie telewizji publicznej (słynne 2 mld zł);
  • permanentne dotowanie biznesowych przedsięwzięć Tadeusza Rydzyka – niemal na życzenie;
  • wymiana parku samochodów służbowych dla resortów administracji centralnej.
    Przedstawione wyżej przykłady finansowania przedsięwzięć, które opinia publiczna krytykuje są tym bardziej rażące w dobie pandemii oraz w obliczu potrzeb społecznych, które są od lat niedofinansowane.
    Przykładem, co dodatkowo uwypukliła pandemia jest też sytuacja w służbie zdrowia. Nakłady na ten cel mierzone odsetkiem PKB są w naszym kraju jednymi z najniższych w Europie. Polska zajmuje pod tym względem trzecie miejsce od końca. Za nami jest tylko Bułgaria i Rumunia. Niedofinansowana jest również nauka i oświata.
    Wyrazem autorytarnego kierunku w sprawowaniu władzy i „przykręcaniu śruby” społeczeństwu jest projekt ustawy w sprawie mandatów (nie można odmówić przyjęcia mandatu).
    Wszystkie te posunięcia, które można nazwać filozofią rządzenia, nie sprzyjają dobrym nastrojom społecznym, stwarzają poczucie niestabilności, która jest pogłębiana przez coraz bardziej widoczne pęknięcia w przedstawianej dotychczas jako monolit Zjednoczonej Prawicy. Sondaże czołowej partii władzy – PiS – w połowie grudnia 2020 r. zbliżyły się już do notowań Koalicji Obywatelskiej.
    Na notowania sondażowe Zjednoczonej Prawicy ma wpływ również pandemia. Druga fala tej pandemii, która nadeszła jesienią 2020 roku uwidoczniła słabości i niedomagania w działaniach rządu, które są powszechnie krytykowane.
    Przedstawiona wyżej charakterystyka sprawowania rządów przez Prawo i Sprawiedliwość definiuje tę partię jako destrukcyjną, a nawet autodestrukcyjną, co zresztą było powodem, że partia ta straciła władzę w 2007 roku.
    Zdecydowanie lepiej niż sprawy społeczne kształtuje się polska gospodarka. Perspektywy gospodarki po pandemii będą zależeć od powodzenia w jej wygaszaniu. To będzie miało znaczenie fundamentalne. Ogłoszone w połowie grudnia 2020 r. obostrzenia na okres od 28.12.2020 r. do 17.01.2021 r. i przedłużone do 31 stycznia 2021 r. zaowocują licznymi bankructwami firm, szczególnie w gastronomii i hotelarstwie. Tak więc w rok 2021 wchodzimy z dalszym pogłębieniem regresu w gospodarce.
    Założenia budżetu państwa na 2021 r. przewidują, że w 2020 r. nastąpi spadek PKB o 4,6 proc, a w 2021 r wzrost o 4 proc. Deficyt budżetu państwa ma wynieść 6 proc. PKB, dług publiczny liczony według metodologii unijnej (ostrzejsze kryteria) ma wynieść 64,7 proc. PKB (konstytucyjny próg wynosi 60 proc. PKB). Wydatki na obronność wzrastają do 2,2 proc. PKB. Stopa bezrobocia przewidziana w budżecie państwa ma wynieść na koniec 2020 r. 8 proc., a w 2021 r. 7,5 proc. Wzrost cen za 2020 r. prognozuje się na 3,3 proc., a na 2021 r. 1,8 proc.
    Rozważmy jakie są przesłanki spełnienia się zaprezentowanych prognoz. Jeżeli chodzi o najważniejszy i najbardziej popularny wskaźnik – PKB, to Polska jest w grupie państw, które w 2020 r wykazują najniższe spadki. Również prognozy na najbliższe dwa lata są korzystne. Prognoza wzrostu PKB na 2021 r. według Eurostatu i przewidziana w budżecie państwa na 2021 r. jest jednakowa (3,3 proc.). Wśród krajów europejskich jest to wielkość przeciętna. Wyższa skala prognozowanego wzrostu dotyczy krajów południa Europy, ze względu na przewidziane reaktywowanie turystyki. Czy tak się stanie będzie zależało od zahamowania pandemii.
    Ogólnie należy stwierdzić, że pandemia spowodowała największe spadki w usługach. Akurat w tej dziedzinie Polska ma opóźnienie w stosunku do rozwiniętych państw Zachodu (większy udział przemysłu w PKB niż w krajach zachodnich), wobec tego szkody poczynione przez pandemię są dla całej gospodarki mniejsze. Jest to swego rodzaju „renta opóźnienia”, którą Polska ma możliwość wykorzystać (opinia prof. Tomkiewicza). Prof. Tomkiewicz idzie jeszcze dalej – twierdzi mianowicie, że mamy okazję zmniejszyć dystans do Zachodu Europy, bo Zachód ma większy kryzys. W tym też duchu wypowiada się prof. Kołodko.
    W tym miejscu warto powiedzieć kilka słów n.t. naszego dystansu do krajów zachodnich. Edwin Bendyk podaje, że w „najlepszym historycznie dla Polski czasie, czyli w jagiellońskim XVI wieku, dochód na mieszkańca Rzeczpospolitej ledwo przekraczał połowę dochodu, jakim cieszyli się mieszkańcy Zachodu”. A największa dochodowa bliskość z Zachodem miała miejsce w 1910 r, kiedy PKB per capita na ziemiach polskich osiągnął 56 proc. poziomu krajów zachodnich. Poziom ten przekroczyliśmy dopiero w ostatnich latach naszej transformacji gospodarczej – relacja do Niemiec to 57 proc. w 2017 r, Francji 68 proc., Japonii 67 proc., Stanów Zjednoczonych 49 proc., ale do Luksemburga tylko 28 proc.
    Wracając do struktury naszego PKB – jest ona również korzystna z punktu widzenia eksportu. A udział eksportu w tworzeniu polskiego PKB jest znaczący (40 – 50 proc.). Z dużą dozą pewności można przewidywać, że skala eksportu do rozwiniętych krajów Unii Europejskiej ze względu na jego strukturę (produkcja materialna) zbytnio nie ucierpi. Osłabiony i osłabiany złoty to dodatkowa stymulacja eksportu.
    Również struktura eksportu z punktu widzenia krajów do których eksportujemy jest korzystna. Czołówka naszych kontrahentów w eksporcie (dane za dziewięć miesięcy 2020 r.) to: Niemcy (25,1 proc.), Czechy (5,5 proc.), Francja (4,9 proc.), Wielka Brytania (4.5 proc.), Włochy (3,4 proc.). Zdecydowany lider w odbiorze naszego eksportu – Niemcy – mają silną gospodarkę i nie ucierpiały znacząco na skutek pandemii, co jest dla nas niezwykle korzystną okolicznością.
    Reasumując – prognoza wzrostu naszego PKB w 2021 r w wysokości 3,3 proc. wydaje się być realna i nie wygórowana.

Stopy stoją jak stały

Wzrost liczby zakażeń koronawirusem oraz zaostrzenie restrykcji epidemicznych oddziaływują negatywnie na aktywność gospodarczą w Polsce.
Członkowie Rady Polityki Pieniężnej wysyłają rozmaite sygnały do publiczności, ale ich realna polityka jest stała i niezmienna. Tak było także i podczas ostatniego posiedzenia RPP, kiedy podjęto kolejną decyzję o utrzymaniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie (stopa referencyjna 0,10 proc., a depozytowa 0,00 proc.).
Uzasadniając tę decyzję, wyjaśniono, że dane z gospodarki światowej wskazują, iż wraz ze wzrostem liczby zakażeń Covid-19 oraz ponownym zaostrzeniem restrykcji epidemicznych, w IV kwartale 2020 r. wyhamowało ożywienie globalnej koniunktury. Pogorszeniu uległa przede wszystkim sytuacja w sektorze usług, przy dalszym wzroście aktywności w przemyśle.
W ostatnich miesiącach – pod wpływem oczekiwań dotyczących pozytywnego wpływu szczepień na dalszy przebieg pandemii – nastąpiła pewna poprawa nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych, przyczyniając się do wzrostu cen części aktywów finansowych. Wzrosły też ceny części surowców na rynkach światowych, w tym ropy naftowej.
Jednocześnie, inflacja w gospodarce światowej utrzymuje się na niskim poziomie, a w strefie euro nastąpił spadek produktu krajowego brutto w IV kwartale 2020 r. Banki centralne głównych gospodarek utrzymują niskie stopy procentowe oraz prowadzą skup aktywów.
W Polsce wzrost liczby zakażeń Covid -19 oraz zaostrzenie restrykcji epidemicznych także oddziaływały negatywnie na aktywność gospodarczą, również głównie w części sektora usług. W październiku i listopadzie nastąpił spadek sprzedaży detalicznej w naszym kraju.
Utrzymujący się wzrost produkcji przemysłowej sugeruje, że sytuacja w tym sektorze jest relatywnie korzystna – ale szacunki wskazują, że roczna dynamika PKB w IV kwartale 2020 r. była nadal ujemna i prawdopodobnie niższa niż w poprzednim kwartale.
Dane z rynku pracy za listopad wskazują na stabilizację przeciętnego zatrudnienia oraz rocznej dynamiki przeciętnych wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Iinflacja w Polsce w grudniu – według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystyczngo – obniżyła się do 2,3 proc. rok do roku, z 3 proc. w listopadzie).
Można oczekiwać, że po spadku PKB w 2020 r., w bieżącym roku nastąpi ożywienie aktywności gospodarczej, ale skala tego ożywienia będzie zależała przede wszystkim od sytuacji epidemicznej i związanych z nią restrykcji. Dalszy przebieg pandemii oraz jej wpływ na sytuację gospodarczą w kraju i za granicą pozostaje głównym źródłem niepewności dotyczącej kształtowania się krajowej koniunktury.
Pozytywnie na koniunkturę mogą oddziaływać działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP. Wzrost aktywności może być jednak ograniczany przez podwyższoną niepewność oraz gorsze, niż przed pandemią nastroje podmiotów gospodarczych. „Będą one skutkować istotnym obniżeniem dynamiki inwestycji” – stwierdza Rada Polityki Pieniężnej.
Tempo ożywienia gospodarczego może być także osłabiane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią.
W tej sytuacji NBP zapewnia, że będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych i dłużnych gwarantowanych przez Skarb Państwa, na rynku wtórnym w ramach operacji otwartego rynku. Celem tych operacji ma być wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, które jak dotychczas jest raczej nikłe.
Dla wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym. Terminy oraz skala takich działań będą uzależnione od warunków rynkowych.
Szefowie NBP uważają, że ich polityka pieniężna łagodzi negatywne skutki pandemii, wspiera aktywność gospodarczą oraz stabilizuje inflację na poziomie zgodnym z wyznaczonym celem. A wszystko to ma także pozytywnie wpływać na sytuację kredytobiorców i oddziaływać na rzecz wzmocnienia stabilności systemu finansowego. Oby nastąpiły te pożądane skutki.

Gospodarka 48 godzin

Inflacja w odwrocie?
Nie ma powodów do zaniepokojenia groźbą wybuchu inflacji. Tego niebezpieczeństwa nie potwierdzają żadne dane, perspektywy rozwoju gospodarczego, ani kształtowanie się cen światowych czy dynamika płac w Polsce – oświadczył prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. Zdaniem prezesa Glapińskiego, jeżeli można odczuwać jakieś zaniepokojenie to przeciwnym trendem, czyli jej spadkiem – inflacja od początku 2020 roku obniżyła się prawie dwukrotnie. Mimo to szef NBP stwierdził, że spadek inflacji bazowej będzie kontynuowany.

Dług atakuje
Ekonomiści debatują, a dług rośnie. Inwestycje publiczne mogą uzasadniać ich finansowanie długiem, zwłaszcza jeżeli korzyści z nich będą czerpały kolejne pokolenia. Ocenia się jednak, że w krajach rozwiniętych zaledwie 4 proc. przyrostu długu publicznego można powiązać z finansowaniem inwestycji publicznych, a szacunki Forum Obywatelskiego Rozwoju dla Unii Europejskiej wskazują na tylko 1,5 proc. Deficyty budżetowe kumulują się w coraz wyższy dług publiczny, który może ograniczać wzrost gospodarczy i stwarzać ryzyka fiskalne. Dlatego rządy powinny emitować dług tylko w uzasadnionych przypadkach. Często dzieje się jednak inaczej. Wielu ekonomistów uważa, że rządy powinny prowadzić politykę antycykliczną, czyli zwiększać finansowanie długiem w kryzysach gospodarczych i ograniczać w boomach. Jednak w największych gospodarkach świata od 40 lat dług publiczny rośnie, a jego dużym przyrostom w kryzysach nie towarzyszą spadki w boomach – wskazuje Rafał Trzeciakowski z FOR.
Dług publiczny jest wyższy w gospodarkach o starzejących się społeczeństwach, w których istnieje pokusa finansowania coraz liczniejszych, starszych wyborców na koszt młodszych pokoleń. W próbie 51 krajów, większy o 10 puntów procentowych udział osób w wieku 65 pus w populacji, związany jest z długiem publicznym wyższym o 85 proc. w produktcie krajowym brutto. Wysoki dług publiczny i niski wzrost gospodarczy są zjawiskami występującymi wspólnie. Szacuje się, że gospodarki krajów rozwiniętych o długu publicznym poniżej 30 proc. PKB rosną w tempie 3,7 proc. rocznie, natomiast tych o zadłużeniu publicznym powyżej 90 proc. PKB – już tylko 1,2 proc. Ten związek jest dwukierunkowy – zwraca uwagę Rafał Trzeciakowski. Z jednej strony dług publiczny może wypierać inwestycje prywatne, ograniczając dostęp firm do finansowania, lub zniechęcać firmy do inwestycji, tworząc oczekiwania wzrostu podatków w przyszłości. Z drugiej strony jeżeli na przykład rządy reagują na załamania wzrostu gospodarczego wzrostem wydatków publicznych, to zależność może przebiegać w odwrotną stronę.
Od czasu globalnego kryzysu finansowego sprzed dekady na świecie utrzymują się bardzo niskie stopy procentowe, które ułatwiają rządom obsługę zadłużenia publicznego. Nie wiadomo, dlaczego, ani na jak długo, stopy procentowe na świecie spadły – w przeszłości ich wzrosty były jednak skokowe i niemożliwe do przewidzenia. Jak wskazuje R. Trzeciakowski, kiedy stopy procentowe wzrosły w globalnym kryzysie finansowym przed dekadą, Węgry popadły w problemy fiskalne, przy podobnym do spodziewanego na koniec roku w Polsce poziomie zadłużenia (ok. 65 proc. PKB). Kraj uniknął niewypłacalności dzięki pożyczce z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale załamanie silnie przełożyło się na trwały spadek PKB i utratę wielowiekowej przewagi gospodarczej Węgier nad Polską.

Cofamy się w rozwoju o dekadę

Niektóre z państw europejskich dość łatwo decydują się na zamknięcie gospodarki, gdyż jest to dla nich ekonomicznie trudny, ale nie zabójczy ruch. Dla polskiej gospodarki może jednak być zabójczy.
Przedsiębiorcy w Polsce są w coraz większej desperacji i zaczynają łamać narzucone przez rząd ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, korzystając z tego, że nie mają one właściwej podstawy prawnej. Zaczęło się to w branży turystycznej i gastronomicznej, ale protest wobec polskiego lockdownu narasta niemal z każdym dniem.
Wyrazem nastrojów ludzi działających w gospodarce stał się między innymi list otwarty prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezarego Kaźmierczaka do premiera Mateusza Morawieckiego. Szef ZPiP pisze co następuje:
„Szanowny Panie Premierze, zwracam się do Pana z apelem o przywrócenie ogłoszonej w listopadzie mapy drogowej dotyczącej gospodarki w czasie pandemii. Ogłoszona mapa spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem, wskazywała jasne kryteria, którymi będzie kierował się rząd w zarządzaniu kryzysem COVID-19.
Niestety, na skutek jakichś wróżb – rząd bez słowa wytłumaczenia, wycofał się z mapy ogłaszając pełny lockdown. Czemu wróżb? Nie istnieje chyba żaden oficjalny dokument, badanie czy analiza, które wskazywałoby konieczność takiego rozwiązania. Pytałem o to wielu osób – nikt o niczym takim nie wie i nie słyszał.
Ja oczywiście rozumiem tą atmosferę, w której kompetencje i fachowość budowane są przez to kto głośniej i mocniej straszy. Ale naprawdę może czas się od tego wyzwolić – korzystając z rady Jacka Welcha: „Wierzymy Panu Bogu, pozostali proszeni są o pokazanie dowodów”. Pan poprosi ich o dowody. Puszczanie sobie filmów, to trochę za mało.
Wszystko wskazuje na to, że z pandemią przyjdzie nam jeszcze żyć jakiś czas. I trzeba mieć odwagę spojrzeć faktom w oczy – musimy się nauczyć z nią żyć. Albo cofnąć się w poziomie życia i rozwoju o dekadę lub dwie.
Panie Premierze! Nie stać nas dalej. Nie jesteśmy bogatym krajem zachodnim. Cena lockdownu (liczona jako ubytek produktu krajowego brutto) w Niemczech to 3,5 miliarda euro tygodniowo. Hipotetycznie zatem, dwa lata zamknięcia gospodarki to dla Niemców koszt około 360 miliardów euro. PKB per capita zmniejszyłby się z poziomu ok. 41 tysięcy euro do ok. 37 tysięcy euro.
Nominalny PKB per capita Polski w 2019 roku wynosił ok. 13 tysięcy euro. Innymi słowy, po dwóch latach lockdownu Niemcy zbiednieliby, ale wciąż byliby nominalnie prawie trzykrotnie zamożniejsi od Polaków w szczycie koniunktury – to pokazuje, że niektóre z państw europejskich stosunkowo łatwo decydują się na zamknięcie gospodarki, ponieważ jest to dla nich ekonomicznie trudny, ale nie zabójczy ruch.
Według deklaracji wicepremiera Jarosława Gowina, miesiąc lockdownu w Polsce to koszt 100 mld zł. Nawet zakładając, że realnie byłby on o połowę niższy i zbliżony do tego podawanego w szacunkach dla Niemiec, czyli wynosił 50 mld zł, skutkiem zamykania gospodarki jest w naszym przypadku nie względne zubożenie, lecz cofnięcie się w gospodarczym rozwoju o dekadę.
Przyjmując powyższą wartość możemy założyć, że każdy miesiąc lockdownu prowadzi do obniżenia PKB per capita o 2 proc. Innymi słowy, każdy kolejny miesiąc utrzymywania ograniczeń oznacza pogrzebanie połowy wzrostu gospodarczego osiągniętego w 2019 roku. Tak dalej się nie da. Z czego to sfinansujecie?
Nie zamkniecie COVID-19 w domach i zamkniętych firmach. Obok kryzysu pandemicznego fundujemy sobie gigantyczny kryzys gospodarczy. Jesteśmy na krawędzi rozlania się zarazy poza 50 dotkniętych sektorów. Czas biegnie w tygodniach, nie w miesiącach. Czas wracać do pracy (w reżimie DDM – czyli dystans, dezynfekcja, maseczka). Zróbmy to korzystając z listopadowej mapy. Z poważaniem”.
Ten apel szefa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców najprawdopodobniej pozostanie bez należytego odzewu. Rząd PiS nie zwykł bowiem wysłuchiwać uwag partnerów społecznych – a gdyby nawet zechciał wziąć je pod uwagę, to nieudolność obecnej ekipy nie pozwoli na racjonalne odmrożenie polskiej gospodarki.

Praworządność jest nam wszystkim potrzebna

Rząd PiS wetując budżet unijny, spowoduje, że Polska dostanie o 23 mld środków unijnych euro mniej i nie będzie mogła pożyczyć od UE kolejnych 34 mld euro. Weto będzie zatem działaniem o znamionach zdrady stanu.
Zwiększanie dobrobytu naszego społeczeństwa wymaga budowy nowoczesnej, innowacyjnej i odpornej gospodarki. A to wymaga otwartości na świat oraz rządów prawa. Otwartość umożliwia firmom daleko idącą specjalizację i wzrost wydajności, a rządy prawa chronią obywateli i firmy przed uznaniowymi działaniami władz.
Dlatego w trosce o dalszy wzrost dobrobytu w Polsce protestujemy przeciwko bezpodstawnemu podważaniu znaczenia praworządności, korzyści z naszego członkostwa w Unii Europejskiej oraz obecności zagranicznych inwestorów w Polsce – stwierdza Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony budżetu Unii w przypadku uogólnionych braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich odwołuje się do zapisów praworządności zawartych w art.2 Traktatu o Unii Europejskiej. W art. 2 tego rozporządzenia czytamy, że termin „praworządność” odnosi się do zasady legalizmu, oznaczającej „przejrzysty, rozliczalny, demokratyczny i pluralistyczny proces przyjmowania aktów prawnych; pewność prawa; zakaz arbitralności w działaniu władz wykonawczych; skuteczną ochronę sądową, w tym ochronę praw podstawowych, dokonywaną przez niezależne sądy; podział władzy i równość wobec prawa”.
Rządy Węgier i Polski chcą zawetować kolejną perspektywę budżetową UE na lata 2021 – 2027, przedstawiając kwestię praworządności jako atak na suwerenność państw członkowskich. Dyskusji na ten temat towarzyszą głosy podważające korzyści z polskiego członkostwa w UE, czy inwestycji zagranicznych ulokowanych w naszym kraju.
Jak niebezpieczne mogą być próby zbijania kapitału politycznego na atakowaniu Brukseli, może świadczyć przykład Wielkiej Brytanii. Wbrew swoim początkowym zamiarom Partia Konserwatywna pod naciskiem skrajnej części doprowadziła do Brexitu, którego negatywne skutki gospodarcze będą odczuwane przez lata.
Towarzystwo Ekonomistów Polskich wskazuje: protestujemy przeciwko:

  • Przeciwstawianiu praworządności i suwerenności. Praworządność przede wszystkim leży w interesie polskich obywateli i firm, chroniąc ich przed uznaniowością działań władzy. Liczne prace naukowe dokumentują związek między praworządnością a rozwojem gospodarczym. Problemy z praworządnością nie tylko w widoczny sposób obniżają wzrost produktu krajowego brutto, ale też sprawiają, że przedsiębiorcy są mniej skłonni rozwijać swoje firmy. Bardzo istotnym aspektem praworządności jest niezależność wymiaru sprawiedliwości – kraje, w których sądy nie są niezależne, rozwijają się wolniej.
  • Podważaniu korzyści z polskiego członkostwa w UE. Polska jest relatywnie małym krajem (38 milionów mieszkańców), jednak dzięki naszemu członkostwu w UE polskie firmy mają dostęp do olbrzymiego rynku wewnętrznego UE (prawie 450 milionów mieszkańców). Korzyści dla Polski z dostępu do wspólnego rynku są szacowane na ponad 10 proc. naszego PKB w 2019 r. Odbiciem korzyści z członkostwa w UE są potencjalne straty związane z jej opuszczeniem – rząd brytyjski szacuje, że brak umowy z Unią Europejską obniży brytyjski PKB o 7,6 proc. w perspektywie 15 lat, a nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu kompleksowej umowy, PKB Wielkiej Brytanii wciąż będzie o 1,4 proc. niższy. Dla mniejszego kraju, o znacznie słabszej pozycji negocjacyjnej, potencjalne straty związane z opuszczeniem wspólnego rynku byłyby jeszcze wyższe. Ponadto Polska, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, jest beneficjentem netto napływu środków unijnych, co dodatkowo zwiększa nasze korzyści z członkostwa.
  • Podważaniu korzyści z inwestycji zagranicznych. Prezentowane w mediach dane o zyskach zagranicznych firm obecnych w Polsce mają w zamyśle twórców zapewne wywoływać poczucie eksploatacji ekonomicznej Polski. Pomijają one jednak dwie zasadnicze kwestie – wartość zainwestowanych przez nich wcześniej środków oraz płynące z tego korzyści dla polskiej gospodarki. Zyski zagranicznych firm są wynagrodzeniem za wcześniejsze inwestycje – nikt nie powinien oczekiwać, że prywatne firmy będą działały pro publico bono. Po drugie, większość zysków jest reinwestowanych w rozwój tych firm, a jedynie część jest transferowana do ich właścicieli. Istnieje szeroka literatura pokazująca, że na zagranicznych inwestycjach zyskują nie tylko sami inwestorzy, ale także gospodarki krajów goszczących. Korzyści z zagranicznych inwestycji znacznie wykraczają poza miejsca pracy, które one tworzą, czy zapłacone podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. Wiążą się one z transferem technologii i silniejszym włączeniem krajowej gospodarki w globalne łańcuchy dostaw. Można szacować, że dzięki inwestycjom zagranicznym polska gospodarka jest o około 17 proc. większa. Polityka Insight szacuje pozytywne skutki inwestycji zagranicznych w Polsce na 15,6 proc. PKB.
    Zamiar zawetowania budżetu unijnego przez rządy Polski i Węgier przypada na wyjątkowe okoliczności. Do standardowego, wieloletniego budżetu unijnego (wartego ponad 1 bilion euro) liderzy europejscy postanowili dodać instrument Next Generation EU (NGEU) warty 750 mld euro. Łączna kwota 1,8 bln euro pomoże odbudować gospodarkę Europy po kryzysie wywołanym COVID-19. Nowa Europa będzie bardziej przyjazna dla środowiska, bardziej cyfrowa i odporniejsza na kryzysy.
    NGEU to największy pakiet pomocowy w Europie od kilkudziesięciu lat. Kluczowym elementem tego programu jest Instrument Odbudowy i Zwiększenia Odporności (RRF – Recovery and Resilience Fund). Ma on na celu pobudzenie i przyspieszenie ożywienia gospodarczego w poturbowanych kryzysem gospodarkach UE.
    Zgodnie z uzgodnionym kluczem podziału w ramach Instrumentu Odbudowy i Zwiększenia Odporności Polska ma otrzymać 23 mld euro (ok. 105 mld zł) w formie bezzwrotnych grantów oraz 34 mld euro (ok. 155 mld zł) w formie ew. pożyczek. Łącznie to 57 mld euro (ok. 260 mld zł).
    Każda złotówka z tego programu może wygenerować dodatkowy wzrost gospodarczy, a więc dodatkowe miejsca pracy, dodatkowe inwestycje, zyski i dochody, także publiczne w postaci podatków i składek na ubezpieczenie społeczne. Zatem w przypadku, gdyby te unijne środki finansowe nam odebrano, straty dla polskiego społeczeństwa byłyby wielokrotnie większe.
    Ponadto ten program odbudowy według analiz Komisji Europejskiej, może przynieść największe korzyści dla wzrostu PKB właśnie dla takich gospodarek, jak Polska i Węgry. PKB w gospodarkach naszego regionu (a więc m.in. w Polsce i na Węgrzech) na skutek absorpcji środków z tego planu może wzrosnąć trwale o ponad 2 proc. w długim okresie, a w okresie kulminacyjnym absorpcji środków nawet o 3,5 proc.
    W Holandii czy Francji – generalnie w bogatszych gospodarkach w UE – plan NGEU wygeneruje dodatkowy wzrost poziomu PKB w długim okresie o ok. 0,5 proc. , a w kulminacyjnym momencie o 1 proc. Czyli korzyści Polski z tego programu są trzykrotnie większe niż dla gospodarek bogatych UE. To pokazuje solidarność Unii Europejskiej.
    W przypadku dodatkowego funduszu (NGEU) nie ma żadnego prowizorium. Weto oznacza brak programu, wstrzymanie jego realizacji. Po recesji, polskie firmy, polskie samorządy, społeczności lokalne i rodziny potrzebują tego programu jak tlenu. Także polskie finanse publiczne są mocno nadwyrężone, dług publiczny wkrótce przebije 1,5 biliona złotych. Kryzys oraz liczne rozwiązania zmniejszające dochody jednostek samorządu terytorialnego mocno też nadwyrężyły finanse jednostek lokalnych. Europejski pakiet środków na rzecz ożywienia gospodarki pozwoli nam finansować odbudowę i rozwój gospodarki bez dalszego zadłużania Polaków.
    Polacy czują się Europejczykami i chcą pozostać obywatelami Unii Europejskiej. Doskonale wiedzą, że dotychczasowa obecność w jej strukturach to bezprecedensowy skok w rozwoju cywilizacyjnym naszego kraju. Porozumienie dotyczące 1,8 bln euro, o które apeluje TEP, to udowodnienie konstruktywnego zaangażowania polskiego rządu w rozwiązywanie problemów Europejczyków, takich jak choćby walka z pandemią i jej ekonomicznymi skutkami.

Gospodarka 48 godzin

Władza usuwa sędziów
Igor Tuleya to trzeci w tym roku sędzia, który został pozbawiony immunitetu za to, że nie przymykał oczu na naruszenia prawa przez Prawo i Sprawiedliwość. Karanie, a w konsekwencji usuwanie z zawodu sędziów, którzy bronią niezawisłości (co oznacza, że mogą też podejmować działania niemiłe obecnej władzy) oraz zastępowanie ich sędziami posłusznymi PiS-owi, to istota tzw. reformy sądownictwa, realizowanej przez obóz rządzący. Po pozbawieniu immunitetu można już zatrzymać sędziego Tuleyę, postawić mu zarzuty i odsunąć od orzekania. Sędzia stracił immunitet w wyniku decyzji zależnej od PiS, nielegalnej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Dlatego zapowiedział, że nie stawi się dobrowolnie na przesłuchanie. Oświadczył, iż prokuratura będzie musiała go pozbawić wolności i doprowadzić siłą. I tak się zapewne stanie, bo ileż to roboty?. A PiS-owska telewizja „publiczna” efektownie pokaże i odpowiednio nagłośni zatrzymanie sędziego Tuleyi. „Postępowanie wobec sędziego Tuleyi to przykład rażącego naruszania reguł praworządności w Polsce. Pod dowolnymi zarzutami polityczna prokuratura i Izba Dyscyplinarna SN mogą odsunąć dowolnego sędziego, którego orzeczenia są niewygodne” – w ten sposób prof. Krystian Markiewicz, prezes stowarzyszenia sędziów Iustitia podsumował „reformę sądownictwa” prowadzoną przez PiS-owską władzę. .

Mamy kryzys
Polski produkt krajowy brutto w III kwartale 2020 r. zmniejszył się realnie o 1,5 proc. rok do roku, wobec wzrostu o 4,4 proc. w analogicznym kwartale 2019 r. – podał Główny Urząd Statystyczny. Wpłynęło na to obniżenie popytu krajowego o 3,2 proc. w skali roku (natomiast w II kwartale 2020 r. odnotowano zmniejszenie popytu krajowego o 9,9 proc.). Jednakże spożycie w sektorze gospodarstw domowych wzrosło o 0,4 proc., wobec spadku w II kw. 2020 r. aż o 10,8 proc. Nakłady brutto na środki trwałe (inwestycje) w III kwartale obniżyły się o 9,0 proc. (wobec spadku w II kw. o 10,7 proc.). Warto zwrócić uwagę, że trzeci kwartał w polskiej gospodarce był zauważalnie lepszy od drugiego. W porównaniu z poprzednim kwartałem, w III kwartale 2020 r. PKB zwiększył się realnie o 7,9 proc. W przemyśle wartość dodana brutto w III kwartale 2020 r. zwiększyła się realnie o 17,7 proc., w transporcie o 17,1 proc., a w handlu i naprawach o 15,3 proc. Natomiast wartość dodana brutto w budownictwie w III kwartale 2020 r. zmniejszyła się realnie o 2,9 proc., zaś w działalności finansowej i ubezpieczeniowej spadła o 3,7 proc.

Rynek pracy ucierpiał
Pandemia negatywnie wpływa na rynek pracy w Polsce. Wprawdzie stopa bezrobocia wciąż jest stabilna i wynosi według metodologii unijnej średnio około 3 proc., jednak dodatkowe wskaźniki pokazują zwiększone wykorzystanie zwolnień chorobowych i nasilenie pracy w niepełnym wymiarze godzin (wpływające na wysokość zarobków). Wzrosły również wskaźniki braku aktywności zawodowej, a najbardziej ucierpiała młodzież i kobiety. Potrzebne więc wsparcie aby ograniczyć wpływ drugiej fali pandemii na rynek pracy. Chodzi o ułatwienie powrotu do pracy grup najbardziej dotkniętych przez kryzys, aby uniknąć trwałego wzrostu strukturalnego bezrobocia – zauważają eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Gospodarka 48 godzin

Strata zostanie

Aktywność gospodarcza w Polsce wyraźnie wzrosła w III kwartale 2020 r., ale nowa „pełzająca” blokada gospodarki, wprowadzona przez rząd Prawa i Sprawiedliwości doprowadziła kraj do drugiego dna recesji w IV kwartale. Krótkoterminowy koszt ekonomiczny drugiej blokady będzie stanowił jednak tylko niewielką część negatywnych skutków gospodarczych, jakie Polska poniosła w dotychczasowym okresie pandemii. Analitycy Euler Hermes prognozują spadek realnego produktu krajowego brutto w Polsce o około 4,3 proc. w IV kwartale w porównaniu z trzecim kwartałem. W całym 2020 roku nasz PKB, wedle tych przewidywań, ma spaść o 3,7 proc. Natomiast całoroczna prognoza wzrostu gospodarczego w Polsce w 2021 r. przewiduje, że PKB zwiększy się o 3,2 proc. Czyli, w przyszłym roku polska gospodarka jeszcze nie odrobi wszystkich strat.

Znowu drożej
Wzrost cen w Polsce wciąż jest wysoki. W listopadzie średnio towary i usługi konsumpcyjne były wyższe o 3 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Wpływ na to mają w największym stopniu ceny energii podwyższone na początku roku. Inflacja może spaść do 2,5 proc. w przyszłym roku. Ponadto nastąpiły podwyżki cen wywozu śmieci oraz opłat mieszkaniowych.

Chcą się dogadać
Jak było do przewidzenia, PiS-owska ekipa zaczęła rakiem wycofywać się z konfliktu z Unią Europejską. Do zapoczątkowania tej tendencji odkomenderowany został wicepremier Jarosław Gowin, który w rozmowie z Business Insider oświadczył, że Polska nie powinna skorzystać z opcji atomowej wetowania budżetu UE. Powiedział także: „Polska do dynamicznego rozwoju potrzebuje środków unijnych, w tym także środków z Funduszu Odbudowy. Liczę zatem, że rzutem na taśmę uda się wypracować kompromis w sprawie ostatecznego kształtu „zasady praworządności”/…/ Podkreślam raz jeszcze: należy zrobić wszystko, by uniknąć weta budżetowego, a tym samym i zawieszenia Recovery Fund”.

Lepiej od oczekiwań
Wskaźnik koniunktury PMI dla sektora produkcyjnego w Polsce pozostał w listopadzie na poziomie z poprzedniego miesiąca i wyniósł 50,8 proc., co wskazuje na tendencje rozwojowe (powyżej 50 proc.). Przedsiębiorcy, nieco wbrew oczekiwaniom nadal zwiększali zatrudnienie. Wzrost liczby nowych miejsc pracy w przemyśle był w listopadzie najszybszy od czerwca 2018 – wynika z raportu firmy badawczej IHS Markit. To jeden z czynników, który mimo spadku nowych zamówień pomógł we wzroście wskaźnika PMI, obrazującego koniunkturę w produkcji. Pomimo spadku liczby zamówień, przedsiębiorcy z sektora wytwórczego zwiększyli zatrudnienie, do czego przyczyniła się pandemia. Trzeba było bowiem zastąpić pracowników przebywających na kwarantannie. Ponadto, oprócz wysokiego wzrostu zatrudnienia w przemyśle, przyczyną lepszej koniunktury był też wzrost zapasów. Widmo kolejnych restrykcji związanych z pandemią koronawirusa spowodowało bowiem zapełnienie stanów magazynowych w polskich fabrykach – wskazuje IHS Markit. Nastąpił także piąty miesiąc spadku zapasów wyrobów gotowych, co spowodowane zostało ograniczonymi mocami przerobowymi. Te zapasy trzeba będzie odtworzyć, co także może poprawiać koniunkturę.

Czy będziemy musieli dłużej pracować?

Zła wiadomość jest taka, że bez podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat odsetek osób pobierających tylko emeryturę minimalną wzrośnie z obecnych 40 proc. do 70 proc. Dobra – że nastąpi to dopiero za 40 lat, a potem sytuacja się nie zmieni co najmniej przez kolejne 30 lat. I jeszcze jedna dobra – nie sposób dokładnie przewidzieć tego, co będzie za kilkadziesiąt lat, więc nie warto martwić się na zapas.
Nie unikniemy podwyższenia wieku emerytalnego – wskazuje Centrum Analiz Społeczno Ekonomicznych. Takie są wnioski z seminarium mBank-CASE zorganizowanego 29 października 2020 r., którego tematem był wpływ wieku emerytalnego na obecną i przyszłą sytuację polskiego rynku pracy, wzrost gospodarczy oraz finanse publiczne.
Ustawowy wiek emerytalny, ale przede wszystkim faktyczny wiek przechodzenia na emeryturę, mają istotny wpływ na rynek pracy i gospodarkę. Jak mówi prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH, w wielu krajach rozwiniętych, w tym w Polsce, wiek emerytalny stał się instrumentem polityki społecznej oraz rynku pracy. Przejawem jest np. zróżnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i upowszechnienie wcześniejszych emerytur traktowanego jako sposób na zmniejszenia podaży pracy.
Do 2008 roku (kiedy to ograniczono uprawnienia do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę) faktyczny wiek emerytalny był o kilka lat niższy od ustawowego i dopiero po 2008 roku zaczął on znacząco rosnąć, dochodząc już obecnie do wieku ustawowego. Po decyzji politycznej o powrocie do wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn (odpowiednio 60 i 65 lat) trudno się w nadchodzących latach spodziewać podniesienia ustawowego wieku emerytalnego. Jednocześnie ponad połowa Polaków w wieku 50 plus deklaruje chęć przejścia na emeryturę tak szybko, jak to będzie możliwe.
Rezygnacja z procesu podnoszenia i zrównywania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn sprawia, że w 2050 roku Polska prawdopodobnie będzie krajem o najniższym w Unii Europejskiej ustawowym wieku emerytalnym. W innych krajach wiek ten albo już teraz jest wyższy niż Polsce, albo też będzie podnoszony. Jeśli wiek ustawowy zostałby utrzymany na obecnym poziomie, to do 2070 roku zasób siły roboczej w Polsce skurczy się o ok. 35 proc., zaś wskaźnik obciążenia demograficznego wzrośnie z obecnych 30 proc. do ok. 80 proc.
Prof. Chłoń-Domińczak podkreśla, że eliminacja uprawnień do wcześniejszych emerytur doprowadziła do znacznego wzrostu aktywności zawodowej kobiet w wieku okołoemerytalnym, co przełożyło się na znaczący wzrost ich kapitału emerytalnego. Mimo tego, przy utrzymaniu obecnego ustawowego wieku emerytalnego kobiet, będą one otrzymywały o ok. 40 proc. niższą emeryturę od mężczyzn, podczas gdy jego podniesienie do 65 roku życia ograniczyłoby tę lukę do około 8 pkt. proc.
System emerytalny ma to do siebie, że powinien być stabilny nie tylko w sensie ekonomicznym, ale również w sensie politycznym. Oznacza to, że większość społeczeństwa powinna chcieć, aby system pozostał taki, jaki jest – uważa dr Michał Rutkowski z Banku Światowego.
Do podniesienia faktycznego wieku przechodzenia na emeryturę nie wystarczą zachęty finansowe w postaci wzrostu świadczenia za każdy dodatkowy rok pracy zawodowej po osiągnięciu minimalnego wieku emerytalnego. Zdaniem dr. Rutkowskiego większość ludzi zachowuje się krótkowzrocznie i przechodzi na emeryturę od razu po osiągnięciu minimalnego wieku, więc istotne wydłużenie aktywności zawodowej osób w wieku okołoemerytalnym bez podniesienia minimalnego wieku przechodzenia na emeryturę nie wydaje się możliwe.
Według prof. Joanny Tyrowicz z Uniwersytetu Warszawskiego, obecny polski system emerytalny w założeniu miał być zbilansowany, ale w rzeczywistości nie jest. Wynika to przede wszystkim z konieczności dopłat do emerytur minimalnych, co po obniżeniu wieku emerytalnego w 2017 roku kosztuje budżet państwa aż 4,5 proc. PKB.
Z modeli szacowanych przez jej zespół wynika, że w przypadku utrzymania obecnego ustawowego wieku emerytalnego (odpowiednio 60 i 65 lat) odsetek osób pobierających emeryturę minimalną będzie sukcesywnie rósł w ciągu najbliższych 40 lat z obecnych 40 proc. do 70 proc., a następnie utrzyma się na tym poziomie przez kolejne 30 lat. Jeśli jednak wiek emerytalny zostałby podniesiony do 67 lat dla obu płci, to odsetek ten nie wzrósłby.
Utrzymanie obecnego wieku emerytalnego będzie więc miało negatywny wpływ na stan budżetu państwa i w efekcie również na PKB. Z punktu widzenia świadczeniobiorców najbardziej poszkodowane będą najwięcej zarabiające kobiety, bo ich emerytury będą o 30 – 40 proc. niższe względem tych, jakie otrzymałyby pracując do 67 roku życia. Negatywne skutki dla mężczyzn będą dużo słabsze – ci najlepiej zarabiający będą mieć świadczenie niższe o 7 – 12 proc.
Wynika z tego, że na dziś kluczowe wydaje się podniesienie wieku emerytalnego kobiet do 65 roku życia, zaś dalsze jego podnoszenie do 67 lat ma już mniejsze znaczenie.
Prof. Filip Chybalski (Politechnika Łódzka) zwraca uwagę, że niska aktywność zawodowa osób w wieku okołoemerytalnym współwystępuje z ich gorszym stanem zdrowia. Skłania to do dofinansowania działań stymulujących zachowania prozdrowotne. Politykę promującą przedłużanie aktywności zawodowej warto ukierunkować na konkretne zawody lub grupy zawodów.
Wprawdzie tego, co nastąpi za kilkadziesiąt lat nie sposób precyzyjnie przewidzieć, ale jak uważa prof. Marek Góra (Szkoła Główna Handlowa), jedno jest pewne – za około 30 lat wiek emerytalny będzie dużo wyższy niż teraz. Wprawdzie obecnie wiek emerytalny jest wykorzystywany jako narzędzie walki politycznej i dlatego jest obniżany, ale nie będzie to możliwe w perspektywie kilkudziesięciu lat. Wiek emerytalny będzie więc wyższy i na to trzeba się odpowiednio przygotować.
W tym kontekście istotne są dwie zasadnicze cechy polskiego systemu emerytalnego, które różnią go od systemów w innych krajach. Po pierwsze w polskim systemie nie mamy klasycznego wieku emerytalnego, tylko wiek minimalny, który nie pełni funkcji fiskalnej, a jedynie społeczną. Wiek minimalny jest ustanowiony po to, żeby uchronić ludzi przed błędnymi decyzjami, które mogłyby mieć negatywne skutki społeczne.
Po drugie, wysokość emerytury minimalnej nie jest w żaden sposób gwarantowana, tak jak to było w starym systemie emerytalnym. Może więc podlegać bieżącej regulacji. W przyszłości o wysokości minimalnej emerytury będzie decydowała siła przetargowa pokolenia osób młodych względem starszych oraz bieżąca sytuacja budżetowa.
Prof. Góra podkreśla, że należy już teraz informować młodych ludzi, że będą w przyszłości pracowali dużo dłużej od swoich rodziców. Muszą to wiedzieć dziś, żeby mogli się do tego odpowiednio przygotować, np. inwestując w długookresowe podtrzymywanie dobrego stanu zdrowia i zmienność swoich kwalifikacji zawodowych. Według niego ostatnie obniżenie ustawowego wieku emerytalnego (czyli powrót do 60 i 65 lat) wyrządziło ludziom dużą szkodę, bo przekazało im fałszywą informację, że nie muszą się przygotowywać do dłuższej pracy w przyszłości.

Pandemia nie zwalnia uścisku

Po ożywieniu gospodarczym w trzecim kwartale, widmo niemal całkowitego lockdownu grozi pogłębieniem kryzysu. Przyszłoroczne przewidywania są jednak optymistyczne.
Napływające dane potwierdziły, że po silnym spadku globalnego produktu krajowego brutto w drugim kwartale bieżącego roku, w trzecim nastąpiło ożywienie aktywności gospodarczej. Poprawie koniunktury sprzyjało dokonane wcześniej poluzowanie restrykcji epidemicznych, podjęte działania fiskalne, a także towarzyszące im poluzowanie polityki pieniężnej, w tym obniżenie stóp procentowych oraz skup aktywów przez banki centralne – oświadczyła Rada Polityki Pieniężnej.
Jak było do przewidzenia, w listopadzie RPP po raz kolejny podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie, co oznacza, że podstawowa stopa referencyjna wynosi 0,10 proc.. a stopa depozytowa 0,00 proc.
Rada wskazała na oczywisty fakt, że mimo poprawy koniunktury, aktywność gospodarcza w większości krajów pozostała poniżej poziomu sprzed wybuchu pandemii. Ponadto, w ostatnim okresie odnotowano silny wzrost liczby zakażeń COVID-19. W efekcie wiele państw ponownie zaostrzyło restrykcje epidemiczne. Jednocześnie, wzrosła niepewność dotycząca dalszego przebiegu pandemii, a także obawy o perspektywy globalnej koniunktury.
Wzrost liczby zakażeń przyczynił się także do pogorszenia nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych, co znalazło odzwierciedlenie między innymi w osłabieniu walut gospodarek wschodzących, czyli także i Polski. Ceny surowców na rynkach światowych pozostają wyraźnie niższe niż na początku bieżącego roku. Wraz z obniżoną aktywnością gospodarczą oddziałuje to w kierunku utrzymywania się niskiej dynamiki cen w wielu krajach, w tym u głównych partnerów handlowych Polski, co utrudnia nasz rozwój gospodarczy.
Dane z naszego kraju także potwierdzają, że w III kwartale nastąpiło wyraźne ożywienie aktywności gospodarczej po silnym spadku PKB w II kwartale. Wskazują na to zwłaszcza informacje o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej we wrześniu.
Tym pozytywnym sygnałom towarzyszyła pewna poprawa sytuacji na rynku pracy, w tym wzrost dynamiki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Jednocześnie inflacja w październiku – według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego – obniżyła się do 3,0 proc w porównaniu z pażdziernikiem ubiegłego roku (wobec 3,2 proc. rok do roku we wrześniu).
W ostatnim czasie nastąpił jednak w Polsce silny wzrost liczby zakażeń COVID-19 oraz liczby zgonów. W tragicznej, dziennej statystyce śmiertelności, nasz kraj dość regularnie jest już na trzecim miejscu w Europie, z większą liczbą zgonów, niż państwa ludniejsze od nas. Rząd zareagował na to zaostrzeniem restrykcji epidemicznych, co przyczynia się do ponownego wyraźnego osłabienia koniunktury w IV kwartale roku.
RPP zwróciła uwagę, że szczególnie negatywnie na krajową koniunkturę wpływają: obniżenie aktywności w sektorze usług, wprowadzone ograniczenia w handlu, zwiększona niepewność dotycząca dalszego przebiegu i skutków pandemii oraz pogorszenie nastrojów podmiotów gospodarczych.
Krajowa aktywność gospodarcza może być także ograniczania przez pogorszenie koniunktury w otoczeniu polskiej gospodarki oraz brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią. Spadek aktywności gospodarczej w Polsce może natomiast być ograniczany przez działania ze strony polityki gospodarczej, w tym dokonane poluzowanie polityki pieniężnej NBP.
Rada odniosła się do wyników listopadowych przewidywań dotyczących inflacji i PKB w Polsce. Zgodnie z tą projekcją – przygotowaną przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP – roczna dynamika cen znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale od 3,4 do 3,5 proc. w bieżącym roku, 1,8 – 3,2 proc. w przyszłym, oraz 1,6 – 3,6 proc. w 2022 r. Warto zauważyć, iż pięćdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo oznacza, że równie dobrze te liczby mogą być inne.
Z kolei roczne tempo wzrostu PKB według tej projekcji znajdzie się, także z 50-procentowym prawdopodobieństwem, w przedziale od minus 4,1 proc. do minus 3,0 proc. w bieżącym roku, od 0,8 do 4,5 proc. w przyszłym oraz od 3,8 do aż 7,8 proc. w 2022 r.
RPP oświadczyła też, że NBP będzie nadal prowadził zakup obligacji Skarbu Państwa na rynku wtórnym. Celem tych operacji ma być poprawa płynności w sektorze bankowym oraz skuteczniejsze oddziaływanie obniżenia stóp procentowych na gospodarkę (które dotychczas nie jest wielkie). Uczenie nazywa się to wzmocnieniem mechanizmu transmisji monetarnej.
NBP będzie także nadal oferował kredyt przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki, co ma łagodzić negatywne skutki pandemii, wspierać aktywność gospodarczą, stabilizować inflację oraz pozytywnie wpływać na sytuację finansową kredytobiorców.