Czyja policja?

Joseph Fouché, książę Otranto, minister policji za panowania Napoleona Bonaparte mawiał, że każde społeczeństwo ma taką policję, na jaką zasługuje. Jest w tym ziarno prawdy. Niemcy, którzy wybrali w legalnych wyborach Hitlera i NSDAP zafundowali sobie Gestapo.

Działania policji, wobec spontanicznych protestów społeczeństwa, wywołały powszechne oburzenie a także dyskurs o tym co policji wolno a co jest przekroczeniem prawa. Uprawnienia naszych stróżów porządku opisuje Ustawa z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji oraz nowelizacje i powiązane z nią akty prawne. Pierwszy punkt tej ustawy określa cel powołania służby, a brzmi:

Tworzy się Policję jako umundurowaną i uzbrojoną formację służącą społeczeństwu i przeznaczoną do ochrony bezpieczeństwa ludzi oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego.

Siły policyjne od wieków są powoływane do życia przez różne formacje polityczne i systemy sprawowania władzy. Niewątpliwie są potrzebne tak długo jak spełniają treść zawartą w cytowanym punkcie ustawy.

Niestety kolejne partie władzy powołując się na swój demokratycznie zdobyty mandat wykorzystują policję i inne służby, przeznaczone do walki z określonymi patologiami, do realizacji swoich politycznych celów.

Jak temu przeciwdziałać i kto ma to robić? Nie sądzę, aby odwoływanie się do organów odpowiedzialnych za nadzór nad policją było skuteczne. Przecież pan premier Kaczyński, odpowiedzialny za bezpieczeństwo, pan minister Ziobro, który upolitycznił prokuraturę i niszczy niezawisłość sądownictwa, czy też pan Kamiński zamieszany w afery służb związanych z agentem Tomkiem tego nie zrobią. Właściwym organem państwa, który może naprawić prawo powinien być Sejm RP gdyż ma on mandat suwerena. Tego suwerena, który jest pałowany, gazowany, legitymowany i karany mandatami na ulicach polskich miast za to do czego ma prawo, do wyrażania swojej opinii.

Widzę potrzebę zdecydowanego działania parlamentarnych partii, które w swoich programach i deklaracjach ideowych wyrażają zasady praworządności, przestrzegania praw człowieka i wolności obywatelskich do zainicjowania działań mających na celu uzdrowienie funkcjonowania policji.

Przykładowo:
Uniemożliwienie wykorzystywania jednostek specjalnych (antyterrorystycznych paramilitarnych itp.) w sposób niezgodny z celem ich powołania;

Zakaz dokonywania czynności policyjnych wobec obywateli, przez nieumundurowanych, nieposiadających właściwych oznaczeń funkcjonariuszy, z wyjątkiem przypadków, gdy dochodzi do zbiorowych aktów o charakterze przestępczym takich jak niszczenie mienia i akty przemocy.

Precyzyjne zdefiniowanie i określenie pojęcia „naruszenie nietykalności funkcjonariusza” oraz „znieważenie funkcjonariusza”. Obywatel naruszenie swojej nietykalności musi udowadniać przed sądem na podstawie obdukcji. Policja wykorzystuje ten zarzut nadmiernie, często jako formę represji a udowodnienie przestępstwa jest oparte o arbitralne twierdzenie policjanta, bez dowodów i oceny niezawisłego sądu, co w mojej opinii jest niedopuszczalne;

Ograniczenie stosowania broni gładko lufowej jedynie do interwencji przeciw zamieszkom o charakterze przestępczym skierowanym przeciwko mieniu i zdrowiu obywateli oraz wprowadzenie nakazów jej stosowania w sposób zabezpieczający osoby postronne.

Władza, rządowe media i organa policji odpowiedzialne za wizerunek robią co mogą, aby ten wizerunek poprawić. Mamy policjantów przeprowadzających kaczuszki przez jezdnię, odbierających porody na pustkowiu i liczne produkcje telewizyjne o dzielnych kryminologach, funkcjonariuszach drogówki i prewencji, którzy walczą z podstępnym wrogiem społecznym, a tu spod dywanu wyłazi bezprawie.

Kilka przykładów ujawnionych przez niezależne media:
W Lubuskim (współpraca z kierowanym przez gangstera gangiem „laweciarzy”). Seksafera w rzeszowskim. Sprawa Beaty Cygan, która ewidentnie nosi ślady manipulacji lokalnej policji. Stosowanie niedopuszczalnych metod przymusu, które we Wrocławiu zakończyły się śmiercią Igora Stachowiaka czy też opowieść niesłusznie skazanego Tomasza Komendy o wymuszaniu zeznań biciem. Jak wyjaśnić matactwa policji w sprawie rodziny Olewników?

Czy we wszystkich przypadkach właściwie zadziałała prokuratura i sądy?
Drodzy czytelnicy, nie musimy pałać do policji szczególną empatią, ale powinna przynajmniej wzbudzać chłodny szacunek z odrobiną wdzięczności za wykonywanie bardzo trudnej i jednak potrzebnej służby społecznej, a tego mi brak.

Gdyby Urban nosił turban…

Prawicowi publicyści, wśród nich rozsądny i dowcipny Jan Wróbel z radia TOK FM, zaapelowali do centrowych i lewicowych kolegów, aby nie porównywali obecnej policji państwowej z „komunistycznymi” ZOMO, czyli Zmotoryzowanymi Odwodami Milicji Obywatelskiej.
A pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego do pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Nawet w schyłkowych latach jego państowo- politycznej działalności. Takie porównania są bowiem nieuzasadnione z merytorycznych i ludzkich powodów.
Mechaniczne porównywanie starego, schorowanego Gomułki z, zachowującym się jak zidiociały, aktualnym prezesem Kaczyńskim czynione w imię chwilowego, łatwo osiągalnego poklasku medialnego, zaciemnia jedynie analizy bieżącej rzeczywistości. Nic, poza złośliwą satysfakcją porównujących, do debaty o Polsce nie wnosi. Dodatkowo może jeszcze sprawić przykrość panu prezesowi gdyby owe porównania jakoś przedarły się do niego. A przecież on i tak już wiele się w życiu nacierpiał. Po co mu dodatkowych zgryzot?
Podobnie jest w przypadku obecnej policji państwowej. Lekkomyślne porównywanie jej do dawnego ZOMO to jednoczesne stawianie równanie między obecną IV RP a minioną Polską Ludową. A przecież każdy rozsądny analityk wie jakże to trudne do zrównania polityczne i społeczne byty są. Dodatkowo, a raczej przede wszystkim, porównanie policji państwowej do ZOMO jest wysoce krzywdzące dla policji państwowej. Bo przecież uczciwym policjantom, a takich jest zdecydowana większość, zwyczajnie przykro jest kiedy podczas rozpędzania demonstrujących Polek słyszą raniące ich serca wyzwiska.
Kiedy wracają do domów rodzinnych, a tam dowiadują się, że ich bliskich spotyka jeszcze ostracyzm towarzyski. A nawet słyszą cierpkie uwagi ze strony najbliższych członków rodziny. To wszystko sprawia, że przepracowani policjanci nie mają szansy odpoczynku po pracy. Dlatego mogą popaść w „doły psychiczne” albo jeszcze gorzej w przewlekłe depresje. I kto wtedy będzie łapał bandytów w naszym kraju?, odzywają się raz po raz propaństwowe nuty.
Psy, ZOMO, gestapo
Przyznam, bez przysłowiowego bicia, że przykro mi jest kiedy słyszę jakże to przykro jest policjantom słyszącym raniące ich godność i sumienie obraźliwe dla nich porównania. Jednak od razu nachodzą mnie wtedy też wspomnienia. Czasów kiedy dzisiejsi obrońcy policji biegali na antyreżimowe demonstracje i obrzucali tam ówczesne interweniujące ZOMO.
Czasem brukowymi kamolcami, zwykle obrażającymi funkcjonariuszy wyzwiskami. Najłagodniejsze z nich to były skandowane „Gestapo, gestapo” i „Nie bij Matki za pieniądze”. Pamiętam ówczesne kawały w stylu: „Zamienię córkę milicjantkę na każdą inną. Może być kurwa”. Pamiętam rymowankę: „Gdyby Urban nosił turban, to zamiast świni byłby Chomeini”. Wtedy zakładaliśmy się w studenckim gronie; co może być dla Urbana bardziej obraźliwe. Świnia czy Chomeini?
Nie znałem wtedy jeszcze ”Łysego” osobiście, nie wiedziałem jakże trudno go celnie obrazić. Gdzie ma swą achillesową piętę.
Wtedy też zapewne wielu uczciwym funkcjonariuszom Milicji Obywatelskiej i jej Zmotoryzowanych Odwodom było przykro słysząc raniące ich ego porównania do „Gestapo”. Wtedy też można było udowadniać, że porównanie ich do „Gestapo” jest merytorycznie zbyt daleko idące. A tak po ludzki zwyczajnie niesprawiedliwe. Wtedy jednak nikt, nawet z obozu władzy, nie troszczył się o dobro stan psychiczny pałujących funkcjonariuszy. O ich zawodowe traumy. Ewentualne rozchwiania psycho- fizyczne. Nie proponowano im opieki psychologicznej. Ani nawet skierowania ich na coaching.
Po francusku
Dzisiaj przeróżni pro państwowcy przywołują brutalność policji francuskiej. Organu porządku często stawianego za wzór republikańskiego demokratycznego modelu państwa. To prawda, że francuska policja potrafi bić. Bić bardzo skutecznie. Kilka razy widziałem ich w akcji podczas demonstracji i po nich. Ale ich brutalność zwykle była odpowiedzią na brutalność demontujących. Kiedy policja doświadczała prawdziwego wpierdolu, a nie słuchała jedynie syrenich głosów sugerujących władzy aby ta „wypierdalała”. Również porównywanie pana prezesa Kaczyńskiego do towarzysza sekretarza Gomułki jest efekciarskie, lecz nierzetelne. Obaj zrzędzili na starość, obaj mieli problemy z chorymi nogami, obaj demonstrowali niechęć do Niemców. Ale to wszystkie ich podobieństwa.
Towarzysz Gomułka utykał, bo został postrzelony przez policję podczas demonstracji, siedział w więzieniu sanacyjnym i potem w stalinowskim. W październiku 1956 roku zgromadził największy spontaniczny wiec poparcia w XX wiecznej historii Polski. A w końcówce swej działalności politycznej doprowadził do uznania polskiej granicy zachodniej również przez Niemcy zachodnie.
Pan prezes Kaczyński utykał ostatno, bo nie dba o kondycję fizyczną. W więzieniu za politykę nie siedział. Nie internowano go w czasie stanu wojennego, nie był nigdy nawet zatrzymany przez policję. To prawda, że zgromadził ostatnio w całym kraju najliczniejsze wiece. Ale wiece i marsze protestujące przeciwko jego polityce. Teraz przez swe partyjne intrygi może doprowadzić do rozpoczęcia Polexitu, czyli kolejnej katastrofy państwa polskiego. Jak widać, pan prezes Kaczyński do pięt politycznych towarzyszowi sekretarzowi Gomułce nie dorasta. Dlatego zgadzam się z prawicowymi publicystami nawołującymi do nieporównywania pana prezesa do towarzysza sekretarza.
Grupa rekonstrukcyjna
Polacy lubią odwoływać się do historii. Zwłaszcza naszej Polski, bo zwykle jej dobrze nie znają.
Polacy lubią porównywać obecną rzeczywistość do okresów minionych. Stąd te porównania do ZOMO, towarzysza sekretarza Gomułki. Stąd ostatnie histeryczne ataki elit PiS na Niemcy. Wypominanie Niemcom niechlubnej, nazistowskiej przeszłości. Ataki propagandowe wspólnie z Węgrami. Choć to Węgrzy byli w czasie II wojny światowej wiernymi sojusznikami Hitlera. Ostatnimi w Europie Środkowo- Wschodniej, aż do początku 1945 roku. Tak bracia Węgrzy próbowali Europę rozegrać, że kolejny raz utracili marzenia o Wielkich Węgrach. Jeśli popatrzymy na politykę elit PiS, posłuchamy ich retoryki, bez trudu dostrzeżemy, że to grupa rekonstrukcji sanacji jest.
Sanacji końca lat trzydziestych. Tej z kultem truchła Piłsudskiego, flirtami z radykalnymi narodowcami, narastającym zamordyzmem i propagandą mocarstwowej polityki. Sanacji w stanie dekadencji. Sanacji pułkownika Walerego Sławka, który zaczynaj jako niepodległościowiec, demokrata, demonstrant i terrorysta. A na koniec nadzorując policję brał kolejne pokolenie demokratów za przysłowiową mordę. Sanacji skłóconej. Obozu prezydenta, obozu rządowego, kabotyńskiego pułkownika Becka.
Sanacji prowadzącej politykę skuteczne izolującą Polskę na arenie międzynarodowej. Szukającej potem rozpaczliwego wsparcia w bratniej Rumunii i bratnich Węgrach. Sanacji państwa „Domku z kart”. Takiego „państwa z paździerza”. Jakie to dziś mamy szczęście, że pani kanclerz Niemiec wojny Warszawie nie wypowie. I elitom PiS zamiast wywózki na stepy Kazachstanu grożą jedynie tłuste euro posady we wrażej Brukseli. Gorzki, emigracyjny chleb.

O twórcy Absurdystanu, nie tylko sanitarnego

Z pewnym gorzkim rozbawieniem da się właśnie obserwować niezwykłe przebudzenie europejskich mass mediów w kwestii rządów króla Ubu we Francji, tj. neoliberalnego ekstremisty Emmanuela Macrona.

Opóźnienie tych mediów jest olbrzymie, gdyż szaleństwo neoliberalne długo im nie przeszkadzało. Dopiero po latach niespotykanego autorytaryzmu, wielu ofiar i nieszczęść, powodem do przebudzenia stały się, teraz sławne na cały kontynent, wyjątkowo represyjne środki antyepidemiczne, które poza swą groteską, niczego nie dają. Macronowska idolatria policyjnych represji przechyliła szalę.
Zaczęło się od artykułu w niemieckim Die Zeit. Tekst „Autorytarny Absurdystan” z 12 listopada oprócz analizy politycznych wpływów francuskiej oligarchii i paryskiej „arystokracji” urzędniczej, na których Macron oparł swe żałosne rządy, przynosi wiele anegdot ilustrujących chaos i niewiarygodną chucpę zarządzania „wojny z epidemią”. Na przykład, by wyjść z ogólnego aresztu domowego przewidzianego lockdownem, Francuzi muszą mieć odpowiednie zaświadczenia, choćby chodziło o wyprowadzenie psa, czy zaprowadzenie dziecka do szkoły.
Na początku tego miesiąca szef Macronistanu (jak go nazywają w ojczyźnie) wygłosił przemówienie telewizyjne, w którym usprawiedliwiał godzinę policyjną i powszechny areszt domowy wymyślonymi liczbami: straszył, że w połowie miesiąca 9 tys. łóżek reanimacji będzie zajętych przez pacjentów z covidem, a wkrótce umrze na tę chorobę 400 000 ludzi (!). Konsekwencją tych typowych fałszywych proroctw na rzecz Wielkiego Strachu był zupełnie niespodziewany bunt mediów rządowych (d. publicznych). W końcu wyciągnęły one dowody, że ani godzina policyjna, ani lockdown z aresztem nie miały najmniejszego wpływu na spadek „przypadków” i zachorowań na covid.
Kilka elementów: szczyt liczby „przypadków” (tj. pozytywnych testów na obecność koronawirusa u zdrowych i chorych) przypadł na 2 listopada – potem liczby zaczęły gwałtownie spadać. 2 listopada to był zaledwie 4 dzień ogólnego aresztu domowego: daleko za wcześnie, by mógł zadziałać, jeśli to w ogóle działa. Co do godziny policyjnej, która sparaliżowała wiele miast łącznie ze stolicą, mogła wydawać się owocna, gdyż początek „szczytowania” liczby „przypadków” – 27 października – przypadł 10 dnia po wprowadzeniu tego obostrzenia. Problem: w miastach, w których godziny nie wprowadzono, początek szczytu przypadł tego samego dnia.
Mało tego, według uznanej już naukowej metody badania nagromadzenia wirusów w ściekach spływających z łazienek, spadek nieuchronnie zapowiadający obniżenie liczby „przypadków” i hospitalizacji zaczął się 17 października, tj. w dniu wprowadzenia godziny policyjnej. Obecnie królują dwie hipotezy, które mogłyby to wyjaśnić: jedna to prostu naturalny cykl życia tego typu wirusów i druga, o której nie warto mówić, gdyż na razie otacza ją zbyt silne tabu medialno-polityczno-społeczne typu pierwotnego (wg antropologii).
Jednak już nie problem, czy Macron, strasząc współobywateli wiedział, czy nie wiedział (co byłoby kompromitacją), jak się sprawy przedstawiają, przestraszył europejskie i nawet amerykańskie media, lecz ogólniejsza kwestia postępującej faszyzacji władzy. Partia Macrona, poparta przez Zjednoczenie Narodowe Le Pen, przepchnęła przez parlament przepisy praktycznie uniemożliwiające oskarżenia niezwykle brutalnej francuskiej policji o jawne przestępstwa. Środkiem do tego jest zagrożony więzieniem zakaz publikowania zdjęć i filmów policjantów, na podstawie których można ich zidentyfikować, co jest dozwolone np. w Chinach, Rosji czy innych krajach dyżurnie uchodzących za represyjne.
Skandaliczna, macronowska ustawa o „globalnym bezpieczeństwie” wywołała mocno spóźnione, nagłe przebudzenie liberalnych mediów, które można podziwiać z opadłą szczęką. Lawina artykułów, od Washington Post, Politico czy New York Times , poprzez Guardiana, El Pais, Handelsblatt i całą masę mniej wpływowych gazet z innych krajów, spada na ciężko doświadczoną Francję i jej oszalałego prezydenta. Potrzeba więc było epidemii, by wreszcie zwrócić uwagę na to, co dzieje się pośrodku Europy. Może po prostu Absurdystan jest większy, niż się uważa?

Flaczki tygodnia

Pan prezes Kaczyński potwierdził niepraworządność państwa polskiego.
Bo wedle wyartykułowanej, wręcz wykrzyczanej przez jaśnie pana prezesa definicji- państwo praworządne to takie w którym opozycja parlamentarna siedzi w więzieniu.

Od razu jednak pojawili się zwolennicy fałszywej tezy, że Polska jest państwem praworządnym. Informują oni, że pan prezes tak nie uważa, jedynie przejęzyczył się w „szale polemicznym”.
Tu jednak pojawia się problem natury ustrojowej. System polityczno- prawny IV Rzeczpospolitej oparty nie na Konstytucji RP, tylko dogmacie o nieomylności pana prezesa. Tak jak papież uważany jest za nieomylnego i władnego wśród katolików, tak pan prezes Kaczyński ma nieomylną i nie kwestionowaną władzę wśród kaczystów.
Stwierdzenie, że pan prezes pomylił się, i co gorsza, uzasadnianie „pomyłki” napadem szału, to nie tylko zwykła herezja. To potwierdzenie, że pan prezes Kaczyński podczas „szału polemicznego”, stanu coraz częściej u niego obserwowanego, może zrobić wszystko. Choćby wojnę z Rosją wywołać, jeśli uzna, że Rosja też „krew ma na rękach”.

Nie powiodła się policyjna prowokacja podczas protestów Polek przed bunkrem TVP info na warszawskim Placu Powstańców Warszawy.
Scenariusz prowokacji zapewne był prosty, jak budowa pałki teleskopowej. Przebrani za bandytów policjanci mieli pobić demonstrantów aby zdesperowani demonstranci zaczęli bić policjantów. Aby potem kaczystowska propaganda mogła zrównać protestujące Polki z bandytami- narodowcami. Tymi atakującymi policjantów podczas Marszów Niepodległości.

Ku zdumieniu bawiących się w bandytów policjantów bite przez nich Polki nie zachowały się jak znani im bandyci- narodowcy. Nie pobiły atakujących je bandytów, czyli policjantów. I tak misternie utkana prowokacja poszła się jebać. Jak mawiają rasowi narodowcy i przebrani za nich policjanci.

Ponieważ pomimo wielu wysiłków służby pana prezesa nie mogły zaprezentował protestujących Polek jak bandytów – narodowców, rozpoczęły się chaotyczne poszukiwania zastępczych bandytów. Inaczej trudno byłoby przebranym za bandytów policjantów rozliczyć koszty prowokacyjnej akcji. A szczuje z TVP info nie mieliby kogo propagandowo opluwać.

Bóg pomógł szczujom z TVP i policjantom zarabiającym jako bandyci. Zesłał im marszałka Sejmu RP Włodzimierza Czarzastego i kilkoro innych parlamentarzystów z Lewicy. Przedzierający się, przez kordony policyjne, do pracy w Sejmie marszałek Czarzasty został przez policjantów zatrzymany i poszturchiwany. Inni policjanci używali gazu wobec posłanek Lewicy i KO. Pomimo tego Czarzasty oświadczył, że nie złoży skargi na policjantów, bo winni są ich przełożeni. Wtedy ci przełożeni postanowili dalej bawić się w bandytów. Marszałka Czarzastego oskarżono o napad, pobicie i okaleczenie policjanta. A parlamentarzyści PiS przebąkiwać o odwołaniu Czarzastego z funkcji wicemarszałka Sejmu. A także o wprowadzeniu regulacji prawnych, które ograniczą immunitet poselski.
O kaczystowskiej drodze do „praworządnego państwa”, czyli posadzenia opozycji na więziennych pryczach.

Elity PiS wielokrotnie wzdychały za II Rzeczpospolitą. Za tamtą luxtorpedą, Centralnym Okręgiem Przemysłowym, ograniczeniem „Sejmokracji”. Czy doczekamy się nowej Berezy Kartuskiej ?

Na razie w Internecie karierę robi pan rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka, który podczas występów w Telewizji „Trwam” określił parlamentarzystów „tchórzami kryjącymi się za immunitetem”. Jego kolega, pan minister Błażej Spychalski z Kancelarii pana prezydenta Dudy zadeklarował w radiowej „Trójce” wielką radość z skutecznej reakcji policji na protesty Polek.
Jeszcze niedawno panowie z PiS regularnie deklarowali swój szacunek wobec Polek. „My w Polsce panie całujemy w rączki”, chwalili się za granicami. Teraz policja państwowa udowodniła ten „rycerski szacunek”. Przy pomocy gazu i pałek teleskopowych.

Głosami prawicy Sejm odrzucił społeczną kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej- Bluszcz na Rzecznika Praw Obywatelskich. Funkcję Rzecznika dalej musi pełnić Adam Bodnar, choć czas jego kadencji już minął, i co sprawia, że on też już mógłby siedzieć. Ech, daleko jeszcze do tej „praworządności” PiS.

Pan Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas miał wyjaśnić, dlaczego w oficjalnych statystykach brakuje tysięcy zakażonych. Ale zamiast wyjaśnień usłyszeliśmy o dymisji inspektora ze względu na jego stan zdrowia. Za dużo lodu wkładał sobie do majtek?

Ośmiesza nas przed całym światem, mówiąc Unii Europejskiej: hajs dajcie, ale nie wymagajcie od nas uczciwości? 25 krajów Unii: Litwa, Czechy, Słowacja, Grecja – patrzy na nas z politowaniem i zmęczeniem. Oni nie mają problemu z powiedzeniem: tak, jesteśmy gotowi na uczciwość. My – zdaniem Kaczyńskiego – problem mamy. My, i zawsze gotowe na pieszczoty z Putinem, Węgry”, komentuje lider ruchu Polska 2050 Szymon Hołownia. I sumuje :„Każdy z nas przez idiotyczne weta straci ponad 6 tysięcy złotych.

A tymczasem pan premier Morawiecki zapowiedział odwołanie tradycyjnych obchodów Świąt Bożego Narodzenia. W zamian obiecał Święta Wielkiej Nocy, bo po 18 stycznia 2020 będzie już szczepionka, czyli będzie tak jak było. Ponieważ nie sprecyzował o której godzinie szczepienia zaczną się, to zdenerwował wielu Polaków. Szczególnie tych, którzy wierzą, że 18 stycznia będą mieć odbiór obiecanych im polskich samochodów elektrycznych.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

BOA – Bardzo Odważni
Antyfeminiści

Ulice miasta się zaroiły,
dziś pokaz swojej szykują siły,
by „kaczej sekty” marzenia ziścić
B-ardzo O-dważni A-ntyfeminiści.

Drżyj białogłowo – nadciąga klęska,
nadchodzi kacza gwardia zwycięska.
Dla kobiet gorsi są jak faszyści
B-ardzo O-dważni A-ntyfeminiści.

Składana pałka i gaz w kieszeni
w mig Twój stan zdrowia potrafią zmienić,
gdy, chcąc poskromić Cię, z nich skorzysta
B-ardzo O-dważny A-ntyfeminista.

Lecz, choć po zmierzchu i po kryjomu
Oni też muszą wrócić do domu.
To tam znajduje swą „cichą przystań”
B-ardzo O-dważny A-ntyfeminista.

Szanowne Panie, Dziewczyny, Babcie
wałki do ciasta czym prędzej złapcie,
niechaj nad uchem dzisiaj zaświszczą
B-ardzo O-dważnym A-ntyfeministom.

Ryszard Grosset

Gospodarka 48 godzin

Bankowe oszczędności
Banki działające w Polsce, chcąc chronić swoje zyski, muszą szukać oszczędności. Dlatego tną koszty, rezygnują z reklam, podnoszą opłaty, zwalniają pracowników, likwidują oddziały, ograniczają obsługę kasową. O ile z obroną zysków jakoś radzą sobie większe banki komercyjne (zwłaszcza zagraniczne, bo krajowe mają już trudniej, co pokazuje przykład banków Leszka Czarneckiego), o tyle mniejsze banki spółdzielcze są zagrożone. – Obecna sytuacja makroekonomiczna stwarza szczególne wyzwanie dla spółdzielczego sektora bankowego. Bankom spółdzielczym, aby obniżyć koszty, w zasadzie pozostaje likwidacja części mniej rentownych placówek, pomimo tego, że zapotrzebowanie na tę bankowość jest w niektórych miejscowościach nadal dość duże – uważa dr. Mieczysław Grodzki, ekspert do spraw spółdzielczości w Business Centre Club. Jego zdaniem, aby poprawić warunki funkcjonowania banków spółdzielczych na trudnych rynkach lokalnych, należy ułatwić uzyskiwanie kredytów dla rolnictwa z dopłatami do oprocentowania finansowanymi przez budżetu państwa. Czyli, bez dodatkowej pomocy państwa się nie obejdzie. Dodatkowym kłopotem banków spółdzielczych jest to, że długotrwałe utrzymywanie przez Radę Polityki Pieniężnej niskich (a praktycznie zerowych) stóp procentowych powoduje sukcesywny odpływ z banków depozytów terminowych. Może to być szczególnie dotkliwe właśnie dla banków spółdzielczych, dla których depozyty są w zasadzie jedynym źródłem finansowania portfela kredytowego. Szkodzi to także klientom, bo „wychodząc” z lokat bankowych, często lokują oni swoje środki w instrumenty finansowe wysokiego ryzyka, co może skończyć się dla nich stratami. Innym bardzo ważnym problemem jest konieczność poprawy skuteczności w dochodzeniu przez banki spółdzielcze niespłacanych kredytów. Bez tego, zdaniem eksperta BCC, koszt kredytu musi być wyraźnie wyższy i tym samym mniej korzystny dla kredytobiorcy.

Złodzieje rowerów
Ze statystyk policyjnych w Warszawie wynika, że w czasie pandemii koronawirusa, czyli w okresie od marca do końca sierpnia bieżącego roku, w stolicy doszło do 630 przypadków kradzieży rowerów. W tym samym okresie ubiegłego roku było ich 540. Tego wzrostu nie należy jednak wiązać wyłącznie z pandemią, lecz z generalnie rosnącym odsetkiem liczby warszawiaków korzystających z rowerów. Im bowiem jest więcej rowerów, tym więcej jest też kradzieży – zwłaszcza, że stołeczni hipsterzy coraz częściej popisują się kosztownymi rowerami, budzącymi zrozumiałe zainteresowanie złodziei. Poza tym w Warszawie, tak jak w wielu innych polskich miastach, stopniowo rośnie liczba niektórych kategorii przestępstw – w tym także kradzieży rowerów. Wreszcie, do wzrostu statystyk kradzieży przyczyniła się też pogoda, która wiosną bieżącego roku była nieco łagodniejsza niż w 2019 r. Skoro było zaś cieplej, to więcej rowerów wyjeżdżało na stołeczne ulice, a więc przybywało także przypadków ich kradzieży. Policja stale zachęca do znakowania rowerów oraz zakładania solidniejszych blokad, co utrudni pracę złodziejom.

Ja, Jacob Blake

Kenosha, niespełna 100-tysięczne miasto w stanie Wisconsin, znane było dotąd jedynie z produkcji samochodów oraz jako miejsce urodzenia Orsona Wellesa i Marka Ruffalo, gwiazdora filmów z serii „Avengers”. Od kilku dni o tym, co stało się w Kenosha, donoszą wszystkie światowe media, a ulice amerykańskich miast znowu zapłonęły. Fala oburzenia po zamordowaniu George’a Floyda opadła, wznosi się kolejna bo, jak widać, nic się nie zmieniło.

Zdarzenie, do którego doszło o 17.00 w niedzielę 23 sierpnia, zostało zarejestrowane przez świadka, mieszkańca sąsiedniego domu, a film udostępniony w Internecie. Widać na nim czarnoskórego mężczyznę idącego do samochodu. Za nim, z wymierzoną w niego bronią, podążają dwaj policjanci. Mężczyzna podchodzi do samochodu od strony kierowcy. Policjant chwyta jego podkoszulek od tyłu i siedmiokrotnie strzela w plecy.
Gazeta ,,Kenosha News” podała, że mężczyzna próbował wcześniej rozdzielić bójkę pomiędzy dwiema kobietami. Laquisha Booker, partnerka Blake’a, ujawniła, że podczas zdarzenia ona i trójka ich dzieci znajdowali się w samochodzie.
Postrzelony został przewieziony do szpitala w Milwaukee. Żyje, ale po operacji jest w nadal stanie ciężkim, sparaliżowany od pasa w dół. Pociski uszkodziły m.in. jego rdzeń kręgowy, płuco i biodro.
29-letni Jacob Blake wychował się w niedalekim Evanston, w sąsiednim stanie Illinois. Jego rodzina ma długą historię aktywizmu społecznego. Dziadek Blake’a, także Jacob, był pastorem i lokalnym przywódcą ruchu na rzecz praw obywatelskich. Działał na rzecz tanich mieszkań i poprowadził swoją kongregację do wybudowania bloku mieszkalnego. Sam Blake zgłosił się niedawno jako wolontariusz do organizacji charytatywnej Black Urban Recycling, która zbiera aluminiowe puszki i przetwarza je, aby zebrać środki na centrum czarnej społeczności w Chicago.
Gubernator Wisconsin, Demokrata Tony Evers już w niedzielę wydał oświadczenie potępiające strzelanie do Blake’a. „Choć nie mamy jeszcze wszystkich szczegółów, to wiemy na pewno, że nie jest on pierwszym czarnym człowiekiem lub osobą, która została zastrzelona lub ranna, lub bezlitośnie zabita z rąk osób z organów ścigania w naszym stanie lub kraju” – przyznał. Zapowiedział podjęcie kroków mających wyjaśnić okoliczności zajścia. Po gwałtownych zamieszkach wprowadził w całym stanie stan wyjątkowy i wezwał na pomoc Gwardię Narodową.
Tymczasem w nocy z wtorku na środę na płonących ulicach Kenosha grasował 17-letni Kyle Rittenhouse z Antioch, ze śmiercionośnym karabinem półautomatycznym AR-15 w rękach. Jedną z ofiar trafił w brzuch, drugą w głowę. Zamordowane osoby to 26-latek z Silver Lake i 36-latek z Kenosha, zaś ranny w zajściu mężczyzna to 26-latek z West Allis.
Można założyć, że w tak ekstremalnej i jednoznacznej sytuacji amerykańska policja z pewnością użyje broni. Wszyscy zrozumieją, że było to konieczne, nikt nie będzie miał do niej o to żadnych pretensji. Morderca został jednak bez nadmiernej przemocy zatrzymany i znajduje się obecnie w ośrodku karnym dla młodocianych przestępców.
Zaskakujące? Wcale nie. Po prostu był biały.
Tylko tyle.

Bigos tygodniowy

Nie jestem już w stanie nazywać Polski, „wolnym krajem”, nawet w trybie pół żartem, pół serio. Po zmasowanej, brutalnej akcji policyjnej przeciwko kilku młodym kobietom, które zawiesiły tęczowe flagi na kilku warszawskich pomnikach takie określenie nie przeszłoby mi przez usta. Po tym, jak nakładem dużych sił i środków zatrzymywano je na ulicy, w mieszkaniu czy w odległych od stolicy Bieszczadach, zakuwano w kajdanki i osadzano „na dołku”, po brutalnym stłumieniu piątkowej demonstracji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie (48 osób zatrzymanych) – Polska pod rządami PiS jest represyjnym, klerofaszystowskim państwem policyjnym. Skoro tak szybko, intensywnie i „nadmiarowo” zadziałała policja i prokuratura, to znaczy, że to efekt polityki Kamińskiego Mariusza i Ziobra. To się nie mieści w głowie cywilizowanemu człowiekowi, żeby w kraju nazywanym „wolnym i demokratycznym” stosować takie represje za tak maksymalnie delikatną (wiotka tkanina zawieszona na pomniku czy zapisana przyklejona kartka papieru) formę demonstracji. Przy okazji tylko przypomnę, że po tym, jak w tej samej Warszawie, przed niespełna rokiem dokonano nielegalnego zburzenia pomnika generała Zygmunta Berlinga, żaden ze sprawców, choć byli policji znani, nie poniósł najmniejszych konsekwencji. W odpowiedzi na moje dziennikarskie pisma w tej sprawie, policja praktycznie nie zareagowała.

*****

Zdarzenia, jakie miały miejsce w piątek 7.08 na ulicach Warszawy, na ekranie telewizora wyglądały strasznie Myślę, że nie tylko mnie, te obrazy nieodparcie nasunęły pytanie czy naprawdę konieczne było zastosowanie przez stołeczną policję wobec młodych ludzi środków przymusu bezpośredniego i to w tak brutalnej formie? Czy w polskiej policji umarła instytucja negocjatora, który podjąłby próbę rozwiązania konfliktu? Czy rozkaz (bo nie ma wątpliwości, że ludzie ubrani w granatowe mundury działali na rozkaz) musiał zostać wykonany w takiej formie i kto go wydał? Czy faktycznie niezbędne były brutalne zatrzymania kilkudziesięciu młodych osób, a następnie przewiezienie, skutych z reguły z rękami do tyłu do różnych jednostek policji? Czy nie wystarczyłoby wylegitymowanie i wezwanie do tych różnych jednostek na przesłuchanie w kolejnych dniach? Na te pytania odpowiedzi winien udzielić Komendant Główny Policji, a nie Sylwester Marczak rzecznik KSP, który swoimi wyuczonymi na blachę, szybkimi, zbyt szybkimi okrągłymi wypowiedziami nie wyjaśnił niczego, a przeciwnie spowodował, że widzowie mogli się zastanawiać(mając obrazy interwencji policji w dniu 7 sierpnia przed oczami) o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi i komu zależy na dalszym eskalowaniu konfliktów społecznych. Bigos tygodniowy oczekuje, że dr Szymczyk(jak ktoś nie wie to właśnie tak się nazywa obecny Komendant Główny Policji, zresztą generał) choć raz stanie na wysokości zadania i wyjaśni społeczeństwu, dlaczego podlegli mu funkcjonariusze zrobili to co zrobili i co nie tylko my Polacy na ekranach telewizorów mogliśmy zobaczyć. A tak na marginesie, nie ulega wątpliwości, że przeciwko takiemu jak 7 sierpnia postępowaniu policji powinni zaprotestować nie tylko zwykli ludzie. Czekam też na stanowczy, oficjalny głos w tej sprawie HFPC, Amnesty International, OBWE, Unii Europejskiej.

*****

I jeszcze jedno, nie cierpię seksizmu, ale nasuwa mi się także pytanie, „gdzie ci mężczyźni”? Gdzie aktywiści LGBT płci męskiej? Dlaczego oni nie uczestniczyli w akcji zawieszania tęczowych barw na pomnikach? Dlaczego tak mało było barw tęczowych w Sejmie podczas zaprzysiężenia Dudy? Dlaczego praktycznie tylko nieliczne grono posłanek Lewicy stanęło na wysokości zadania? Dlaczego?

*****

„Solidarna Polska”, czyli ziobryści wyraźnie wybrali sobie rolę fundamentalistycznych strażników świętego ideologicznego ognia w obozie rządzącym. Odpowiada to ich fanatycznym usposobieniom, a poza tym jest dobrą karta przetargową w grze o wpływy w gangu. Po ataku na antyprzemocową konwencję stambulską, w którym doznali pewnego pomieszania szyku, zamierzają wystąpić z projektem ustawy zmierzającej do spacyfikowania organizacji pozarządowych. W tle epatują się planem „repolonizacji” mediów. Ciąg dalszy nastąpi.

*****

„Na świecie i w Polsce toczy się spór cywilizacyjny. Wolność człowieka kończy się tam, gdzie pojawia się naruszenie godności innej osoby”. I dalej: „Pewne zachowania są karygodne i absolutnie niedopuszczalne.” Zagadka: kto jest autorem tych słów pomieszczonych na facebooku, przyznaję że stanowiących część większej całości, no kto? Oczywiście Mateo, nieoceniony Mateo, i trudno się z nim nie zgodzić, bo co się zdarzyło na ulicach Warszawy, a co mogliśmy zobaczyć na ekranach telewizorów w kontekście spacyfikowania kilkudziesięciu młodych ludzi przez policjantów jest karygodne i absolutnie niedopuszczalne. Świadectwa obecnych na miejscu posłanek i posłów: Klaudii Jachiry (Koalicja Obywatelska), Magdaleny Filiks (Koalicja Obywatelska), Anny Marii Żukowskiej (Lewica), Krzysztofa Śmiszka (Lewica), Magdaleny Biejat(Lewica) odnośnie postępowania funkcjonariuszy tylko tę ocenę potwierdzają.

*****

Ten tydzień zdominują dwa tematy: skala zachorowań na COVID-19 i działania policji przedsięwzięte w dniu 7 sierpnia 2020r. w Warszawie. Jeśli chodzi o pierwszy z nich to Bigos tygodniowy z przykrością stwierdza, że miał rację wieszcząc znaczący wzrost ujawnionych przypadków zakażeń po wyborach 12 lipca 2020 r. Jak się zdaje nie czeka nas nic dobrego, a liczba powiatów w czerwonych strefach będzie rosnąć. Tzw. rząd dobrej zmiany może porzucić marzenia, że będzie dobrze, a my raptem wyzdrowiejemy. Więcej, obowiązkiem tego rządu jest nie tylko wezwanie obywateli do noszenia maseczek, mycia rąk i zachowania dystansu społecznego, ale informowanie o możliwych powikłaniach nie tylko u osób z grup ryzyka z powodu wieku i chorób współistniejących, ale także u osób młodych i do chwili zakażenia w pełni zdrowych. Może warto by było posłuchać w tej sprawie specjalistów, a tych jak się okazuje mamy w Polsce trochę, zamiast kardiologa z bożej (?) łaski Ministra Zdrowia, który przecież nie tak dawno świetnie się bawił z redaktorem Mazurkiem na falach eteru, omawiając problematykę noszenia/nienoszenia maseczek. I przez to, przykro mi pisać, mocno utracił na wiarygodności. Nie chcę krakać, ale na mój nos z dalekimi skutkami COVID 19 będziemy się borykać jeszcze wiele lat, dlatego też młodzi powinni przynajmniej wiedzieć jakie potencjalne zagrożenia na nich czyhają. Drugi temat tygodnia to jak napisałem to działania policji w dniu 7 sierpnia 2020 r. na Krakowskim Przedmieściu wobec młodych ludzi tam zgromadzonych. Niestety policja trwoni na naszych oczach dobrą opinię, jaką wypracowała od 1990 r. I nie pomogą tu wizerunkowe, ujutne gażdżety, jak konwojowanie rodzących Polek do szpitali, ratowanie dzieci, które się duszą, poprzez telefoniczne instruowanie spanikowanych mam co należy zrobić, zmiana fasonów i kolorów mundurów i nakryć głowy czy barw radiowozów. Niestety to tylko polerka, która nie przeważy obrazu jaki zobaczył świat i Polska na początku sierpnia 2020r. w Warszawie. Mamy problem, my jako społeczeństwo i policja, która musi rozwiązać go sama. Najprościej policja, pod wodzą generała, musi odpowiedzieć na zasadnicze pytanie, czy napis jaki ma się niedługo pojawić na radiowozach „pomagamy i chronimy” nie jest tylko niestosownym żartem.

List niemłodego obywatela do młodych policjantów

Kiedy 15 czerwca 1991 roku siedmiu byłych żołnierzy – partyzantów Armii Krajowej ze Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury” – „Nurt” zawiązało Kapitułę Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr Jana Piwnika „Ponurego” wydawało się im, a pewnie i reszcie obywateli naszego kraju, że oto niesława Milicji Obywatelskiej odeszła bezpowrotnie w przeszłość.

Że polski policjant przechodzi ostatecznie na służbę społeczeństwa, prawa, konstytucji. I że odtąd strzec będzie nie bezpieczeństwa i nietykalności władzy oraz interesów polityków i urzędników, ale nietykalności, bezpieczeństwa obywateli w obronie konstytucji i w interesie całego społeczeństwa.

Honorowa Odznaka im. mjr. „Ponurego”, przed wojną aspiranta Policji Państwowej, jest przyznawana za nieprzeciętną odwagę wykazaną podczas wykonywania obowiązków zawodowych w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, za uratowanie życia lub zdrowia ludzkiego albo też mienia wielkiej wartości, połączone z narażeniem na znaczne i realne niebezpieczeństwo, wreszcie – za mądrość, dalekowzroczność i rozwagę przy pracy bezpośredniej lub kierowaniu działaniami Policji, jeśli w rezultacie nastąpiła poprawa stanu bezpieczeństwa, wzrosło poszanowanie prawa lub umocnił się autorytet Policji”. Odznakę przyznawano od 1991 roku zazwyczaj dwojgu policjantów, w zasadzie ze Świętokrzyskiego, ale uhonorowano nią także warszawskiego podkomisarza Andrzeja Struja (w 2010 r. zamordowanego na Woli) i francuskiego żandarma płk Arnauda Beltrame’a, który w 2018 r. zginął z rąk terrorystów, gdy zastąpił wziętych na zakładników cywilów.

W sytuacji konfliktu politycznego, trawiącego nasz kraj, policja coraz częściej występuje jako strona – ściga osoby nakładające koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniki, pacyfikuje skromne i pokojowe protesty przeciwko narastającej fali nienawiści, biega za rowerzystką, która rower udekorowała politycznymi deklaracjami, ugania się za niepełnosprawnym na wózku udającym tekturowy czołg, wynosi spod Pomnika Powstania Warszawskiego siedzące tam osoby, trzymające pęki białych róż, podczas gdy obok maszerują rozwydrzeni nacjonaliści, domagający się zmiany konstytucyjnego porządku i ziejący nienawiścią do wszelkiej różnorodności. Policjanci – na rozkaz z pewnością – usuwają Białe Róże, które rażą swoim pokojowym przesłaniem tłum, wznoszący bynajmniej nie pokojowe hasła, jak „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Nie o takiej policji myśleli założyciele Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Ich celem było wyróżnienie policjantów, którzy honorowo wywiązują się z obowiązków i umacniają autorytet policji.

Niestety, autorytet się kruszy, policja zdaje się wracać do przeszłości. Wiem, funkcjonariusze wykonywać muszą polecenia i rozkazy przełożonych i tych obciąża najmocniej przejście całej formacji na służbę jednej siły politycznej i porzucenie pracy dla całego społeczeństwa.Jednak każdy z Was jest oceniany nie tylko przez swoich dowódców – patrzą na Was ludzie o różnych poglądach, wyznaniu, wykształceniu i zawodzie, którzy zastanawiają się, czy w każdej sytuacji mogą liczyć na Waszą pomoc i ochronę, czy nie będziecie kierować się uprzedzeniami, czy interes jakiegoś polityka nie powstrzyma Was od udzielenia pomocy jego rywalowi.
Przełożeni uczą Was, jak postępować z zatrzymanymi, nie mówią Wam jednak, jakie prawa im przysługują. Szkolą Was do stanowczego postępowania ze wskazanymi osobami, nie wiecie jednak, jak rozpoznać przemoc w rodzinie. Umiecie wynieść nieopierającego się demonstranta, ale nie nauczono Was słyszeć i rozumieć wrzask nienawiści. Czy dano Wam do przeczytania najważniejsze prawo Rzeczypospolitej – Konstytucję? Ktoś Wam objaśnił jej znaczenie?

Sytuacja staje się nieznośna. Honor policjanta został przez polityków narażony na szwank, a gdy to się nie zmieni – pogrzebany będzie ostatecznie. Mnie, niemłodego obywatela, martwi to w dwójnasób: jako obywatela właśnie, ale i jako potomka policjantów (jeden zabity w Twerze przez Sowietów, drugi – w Powstaniu Warszawskim przez hitlerowców) oraz syna, siostrzeńca i bratanka trzech spośród siedmiu członków-założycieli Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Chciałbym, by każdemu z Was można było przypiąć baretkę tej odznaki, mającej formę krzyża, na którego ramionach umieszczono łacińską sentencję LAUS TIBI (chwała Ci). Chwała za uczciwą służbę wszystkim obywatelom, prawu, konstytucji. Polsce.

Pomyślcie o tym.

Ameryka, Ameryka

Tydzień po amerykańskim święcie narodowym, tym razem nie był w Stanach Zjednoczonych okresem tradycyjnej letniej kanikuły.

Mniej parad, fanfar, fajerwerków i grilla – 4 lipca w Stanach Zjednoczonych był skromniejszy niż zwykle. W ogrodzie Białego Domu w Waszyngtonie, otoczonym ściśle przez policję, prezydent Donald Trump ogłosił jednak zwycięstwo:
Trump walczy z marksistami
„Właśnie wygrywamy z radykalną lewicą, z marksistami, anarchistami, wywrotowcami i rabusiami”. Stali oni setki metrów dalej, za kordonem policji.
Wyliczanka Trumpa miała ucieleśniać antyrasistowskich manifestantów, którzy dają o sobie znać na ulicach od policyjnego zaduszenia George’a Floyda w Minneapolis, pod koniec maja. Jego zdaniem, niepokoje są podsycane przez wrogie media Demokratów, które „bezpodstawnie zarzucają rasizm swym opozycjonistom”. Na National Mall w Waszyngtonie byli pro i anty-Trumpowcy. Według transpłciowej zwolenniczki obecnego prezydenta Kristy Pandory Greczowski, obrzuconej głośno obelgami przez anty-Trumpowców, „zamiast zjednoczenia, są podziały jak na wojnie”.
Black Lives Matter Plaza, kawałek ulicy, który stał się epicentrum kontestacji i gdzie zgromadzili się ludzie, komentował przechwałki miliardera. Trump wygrażał Chińczykom, że epidemia to przez nich, że powinni „odpowiedzieć”. Jednocześnie minimalizował problem covid-19: „Poczyniliśmy znaczne postępy, nasza strategia działa. Do końca roku wszystko będzie załatwione, będzie lekarstwo lub szczepionka.” Same triumfy.
Manifestanci mogli potem oglądać „monumentalne” fajerwerki, jakby Ameryka wygrała wojnę. Latały samoloty stare i nowe, duma rozpierała pierwszy rząd widzów w ogrodzie otoczonym przez siły bezpieczeństwa. Joe Biden, konkurent Trumpa, w tym czasie przekonywał, że w USA panuje „systemowy rasizm”, podczas gdy „wszyscy rodzimy się równi”. To on prowadzi w sondażach, na cztery miesiące przed głosowaniem. Ok. 20 organizacji wezwało do manifestacji w stolicy, przed memoriałem Lincolna, skąd w 1963 r. Martin Luther King wygłosił słynne przemówienie „I have a dream”.
Fala morderstw w Nowym Jorku
W czasie weekendu święta narodowego 4 lipca w Nowym Jorku doszło do 45 strzelanin, w których zginęło 11 osób. Normalnie, o tej porze roku występuje średnio ok. 15 wymian ognia na weekend. W czerwcu ich liczba wzrosła o 130 proc. w stosunku do czerwca zeszłego roku. Zdaniem policji winne są ostatnie reformy policji, ograniczające jej budżet.
Terence Monahan, szef nowojorskich policjantów, skrytykował przede wszystkim „szalone” rozporządzenie miasta, które zabrania siedzenia na plecach zatrzymanych. Główną jednak przyczyną wzrostu strzelanin jest jego zdaniem nienawiść do policji wyrażana na antyrasistowskich manifestacjach, co miało fatalnie obniżyć morale „stróżów prawa”. Dodatkowe przyczyny to według niego opróżnianie więzień w czasie epidemii, zawieszenie pracy sądów oraz zmniejszenie budżetu policji.
Burmistrz Nowego Jorku, demokrata Bill de Blasio, widzi to inaczej. Strzelaniny wzrosły głównie dlatego, że sądy były zamknięte, a to przez pandemię: „To są społeczne efekty przebywania miesiącami w zamknięciu, podczas gdy działalność gospodarcza jeszcze nie wróciła do formy” – wyjaśniał. W miniony weekend w Stanach zginęło od kul pięcioro dzieci. 6-letni chłopiec w San Francisco, 7-letnia dziewczynka w Chicago, 8-letni chłopiec w Alabamie, 11-letni w Waszyngtonie. W Minnesocie zastrzelono kobietę zaraz po porodzie.
Prezydent Trump jest po stronie policji. Strzela tweetami z Białego Domu, że to wszystko wina demokratów, burmistrzów wielkich metropolii, którzy zdecydowali się na reformy pod naciskiem manifestacji anty-policyjnych. Jego zdaniem, demokratom chodzi o „chronienie kryminalistów”. Miasto odebrało policji ponad miliard dolarów, który ma przeznaczyć na prace społeczne, pomoc mniejszościom i pokrzywdzonym.
Budżet wojskowy zwiększony o miliardy dolarów
Komisja Przydziałów Budżetowych Kongresu USA, zdominowana przez Demokratów przedstawiał propozycje budżetu wojskowego na przyszły rok. Nie żałują pieniędzy.
Ogólny budżet wojskowy miałby wynieść 694,6 miliarda dolarów czyli, o 1,3 miliarda więcej niż w tym roku. 162,3 miliarda byłoby przeznaczone na osobową część sił zbrojnych, przy jednoczesnym założeniu, że liczba wojskowych zwiększy się o 12 tysięcy ludzi, do 1 351 000 żołnierzy. W rezerwie pozostanie 802 tysiące żołnierzy. 140,1 mld zostałaby przeznaczona na zakup uzbrojenia, w tym na 91 myśliwców najnowszej generacji F-35, 12 najnowocześniejszych samolotów F-15EX i 9 okrętów dla US Navy. Na prace nad nowymi rodzajami broni Kongres chciałby przeznaczyć aż 104 miliardy dolarów.
Nie obyło się bez „pomocy” swoim najwierniejszym sojusznikom: o 25 milionów dolarów miałaby zostać zwiększona pomoc dla armii ukraińskiej – do 275 milionów dolarów. Pieniądze te byłyby przeznaczona przede wszystkim na szkolenia, logistykę, uzbrojenie i przygotowanie służb wywiadowczych i szpiegowskich.
Demokratyczni kongresmeni nie byliby sobą, gdyby nie wprowadzili zakazu budowania za wojskowe pieniądze ściany na granicy z Meksykiem, sztandarowej obietnicy Trumpa z czasów kampanii wyborczej. Zakazuje się także finansowania z tych pieniędzy zagarnięcia pól naftowych w Iraku i Afganistanie i budowania tam baz, a także przeprowadzania prób jądrowych , które „nie są niezbędne”. Zabrania także sprzedawania Turcji myśliwców F-35.
1 milion dolarów przeznaczono na zmianę nazw wojskowych obiektów, dróg i ulic nazwanych na cześć wodzów i oficerów Konfederacji.
Raper Kanye West na prezydenta
Czarny raper i producent muzyczny Kanye West ogłosił, że będzie kandydować w najbliższych wyborach prezydenckich, między republikańskim Trumpem, a demokratą Bidenem. W 2016 r. gwiazdor hip-hopu, mąż Kim Kardashian, wzywał do głosowania na Trumpa. Cztery lata później prezentuje swój program polityczny: „coś między Trumpem a Sandersem”.
West miał przykry wypadek, wykrywacze metali dzwonią na lotniskach, bo szczękę mu załatano stalą. Odtąd stał się bardzo religijny, nagrywał albumy w stylu Jesus is King. Jednocześnie upewnił się, że zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych. W jednym z kawałków – Facts (Charlie Heat Version) – prorokuje, że to się stanie w tym roku. Dał dwa miliony dolarów dla czarnych rodzin pokrzywdzonych przez amerykańską policję.
Westa śledzi na Twitterze ok. 30 milionów Amerykanów. Mogli się dowiedzieć, że „Musimy teraz spełnić obietnice Ameryki, ufając Bogu, jednocząc nasze wizje, budując przyszłość”. Po tej propozycji dodał, że jest kandydatem. Miliarder Elon Musk od razu go „w pełni” poparł, choć wcześniej niektóre media zastanawiały się nad zdrowiem psychicznym muzyka.
43-letni Kanye West ma zamiar odebrać Bidenowi jego czarny elektorat, tradycyjnie skierowany na Demokratów. Nie dementuje pogłosek ze swego otoczenia, że Biden jest „prawdziwym zombie”, niebezpiecznym dla ludzi. Kandydat Demokratów wypalił w maju do czarnego dziennikarza, że jeśli nie chce nań głosować, to „nie jest czarny”. Ktoś to przetłumaczył: „Jeśli jesteś czarny, Biden – twój pan, każe ci głosować na siebie. Bez gadania, bo jesteś niewolnikiem.” – były wiceprezydent u Obamy stracił wśród czarnej mniejszości.
West pewnie pomoże Trumpowi i przy okazji wzmocni swój przekaz. Jego ostatni kawałek – Wash Us In the Blood – z mocnymi konotacjami biblijnymi i rodzajem modlitwy do Ducha Świętego, odnosi się do antyrasistowskich manifestacji po śmierci George’a Floyda. Jego program jest na razie mglisty – „celować w gwiazdy, lądować w chmurze, gdy się nie uda”.

Amerykańskie miasta redukują budżety policji

Najnowszy przykład to Los Angeles. Rada miejska metropolii nad Oceanem Spokojnym przegłosowała zmniejszenie budżetu lokalnej policji o ok. 150 milionów dolarów. W ten sposób odpowiedziała na postulaty manifestacji antyrasistowskich po śmierci uduszonego przez policjantów Afroamerykanina George’a Floyda.

Redukcja budżetu policji uważanej przez część manifestantów nawet za „siły zbrojne Ku-Klux-Klanu” przeszła stosunkiem głosów 12:2. Przed redukcją ten budżet wynosił prawie dwa miliardy. Według Los Angeles Times, liczebność policji spadnie w ciągu roku nieco poniżej 10 tys., tj. do swego najniższego poziomu od 2008 r. Większość zaoszczędzonych pieniędzy pójdzie na inwestycje w zaniedbanych dzielnicach i dla mniejszości etnicznych.
„To krok do przodu, który pozwoli pomóc mieszkańcom należącym do mniejszości, przywrócić im szacunek, godność i równość szans, na które zasługują” – mówił Curren Price, jedyny Afroamerykanin w komisji budżetowej rady miasta. „Chciałbym podziękować organizatorom Black Lives Matter w Los Angeles i innym za wywarcie nacisku” – dodał Price – „Bez ich wysiłku ta reforma nie byłaby możliwa”.
W całym kraju postulat przekazania funduszy policyjnych na rzecz pokrzywdzonych mniejszości stał się głównym roszczeniem manifestacji antyrasistowskich. Rekordową obniżkę budżetu policji wprowadził Nowy Jork, gdzie służy 36 tys. funkcjonariuszy: dostaną ponad miliard dolarów mniej.