Nie tam widzimy sojuszników dla Polski

Stanowisko Prezydium Polskiej Partii Socjalistycznej w sprawie spotkania w Budapeszcie.

Prezydium Polskiej partii Socjalistycznej z olbrzymim niepokojem i oburzeniem przyjęło podane na konferencji wyniki spotkania Premiera Polski Mateusza Morawieckiego z Prezydentem Węgier Wiktorem Orbanem i Przywódcą włoskiej Ligi Północnej Matteo Salvinim.

Oburza nas fakt, że Premier Mateusz Morawiecki prowadził rozmowy o stworzeniu prawicowego sojuszu w Parlamencie Europejskim, nie jako przedstawiciel Partii PiS, lecz jako premier kraju. Wola i plany PiS nie są tożsame z wolą polskiego narodu, o czym świadczą powtarzające się sondaże, z których wynika, że obecnie PiS nie uzyskałby większości pozwalającej na samodzielne rządy. Uzyskana w ostatnich wyborach przewaga wynikająca z kupowania wyborców obietnicami, często bez pokrycia, legła w gruzach w wyniku widocznej dla coraz większej części społeczeństwa nieudolności w radzeniu sobie z sytuacjami kryzysowymi i braku wiarygodnych programów wyjścia z tego kryzysu.

Nasz skrajny niepokój budzą założenia ideowe tego planowanego, a praktycznie już realizowanego sojuszu. Opiera się on na powrocie do krańcowo konserwatywnych rozwiązań bazujących na rzekomym powrocie do źródeł chrześcijaństwa. Prawdziwe wartości chrześcijańskie to miłość bliźniego, a nie jątrzenie i szukanie wrogów we własnym społeczeństwie i społeczeństwach wyznających inne wartości. To wyznawana w duszy wiara, a nie klerykalizm i przywileje kleru. To wolność do wyznawania własnych poglądów, a nie wszechobecny i narastający przymus religijny. To rola kobiety jako równej mężczyźnie we wszystkich sferach życia społecznego, a nie powielanie staroświeckich poglądów o roli kobiety wyłącznie jako matki i partnera mężczyzny. Trudno też nazwać wartością chrześcijańską przemoc wobec kobiet, którą się chce wzmocnić odrzucając Konwencję Stambulską.

Taka wizja chrześcijaństwa niezgodna jest również z poglądami głoszonymi przez Papieża Franciszka.

Całkiem fałszywie zabrzmiała w ustach Premiera teza o konieczności renesansu w ramach Unii Europejskiej, Okres renesansu to epoka, w której stopniowo odchodzono od wojen religijnych, epoka powstawania nowych, często bardziej progresywnych niż katolicyzm odłamów chrześcijaństwa, to rozwój swobodnej, nie obciążonej dogmatami religijnymi, nauki. To również rozwój sztuki odrywającej się od ciasnych kanonów wiary. To wreszcie narastająca swoboda w kontaktach międzyludzkich, w tym relacjach intymnych. Z takim renesansem, a nie powrotem do średniowiecza, chcemy mieć obecnie do czynienia, a społeczeństwo nie da się zamknąć w ramach skostniałych i mających podłoże polityczne poglądach przywódców partii, które obradowały w Budapeszcie.
Zdziwienie budzić też fakt zawierania sojuszu z partiami, które reprezentują całkowicie odmienny od obecnej polskiej racji stanu stosunek do polityki Rosji.

Dla nas sojusznikami są i pozostaną partie i społeczeństwa krajów postępowych, działających w kierunku rozwoju wolnych społeczeństw jednoczącej się Europy.

Pożegnanie

Zmarł nasz Towarzysz i Przyjaciel

płk. dr Edmund Szopka

jeden z najstarszych żyjących i do końca aktywnych socjalistów, działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej.

Miał wielki wkład w odrodzenie po roku 1990 PPS. Był wzorem ideowego marzyciela, dla którego sprawa niepodległego Państwa Polskiego i sprawiedliwości społecznej, były na pierwszym miejscu.

Wierzymy, że Jego postawa i dorobek stanowić będą wzór dla następnych pokoleń socjalistów.

Cześć Jego Pamięci!

Zdzisław Bombera, Bogusław Gorski, Stanisław Opala, Janusz Ptaszkiewicz,
Andrzej Ziemski

Z żalem żegnamy…

Z żalem przyjąłem wiadomość, że zmarł

Towarzysz
płk. dr Edmund Szopka

jeden z najstarszych, żyjących członków Polskiej Partii Socjalistycznej.
Uczestniczył we wszystkich ważnych wydarzeniach politycznych współczesnej Polski po roku 1945.

Zachował wzorową postawę ideowego socjalisty i patrioty.

Pozostanie w naszej pamięci jako człowiek, który do końca swych dni walczył o wielkie ideały Polskiej Partii Socjalistycznej: sprawiedliwość społeczną i dobro Państwa Polskiego.

Cześć Jego Pamięci!

Wojciech Konieczny
Senator, przewodniczący
Rady Naczelnej
Polskiej Partii Socjalistycznej

Pożegnanie

Z żalem zawiadamiamy, że w Warszawie zmarł

Towarzysz
płk. dr Edmund Szopka

(1929 – 2021)

jeden z najstarszych, aktywnych członków Polskiej Partii Socjalistycznej.
Rozpoczął działalność w PPS w 1945 roku.

Był po odrodzeniu PPS w 1989 roku wielokrotnie członkiem władz naczelnych Partii, aktywnie działał na rzecz połączenia i zjednoczenia różnych nurtów socjalistycznych.

W ostatnich latach redagował „Tydzień Robotnika”, był przewodniczącym Krajowej Rady Żołnierzy i Weteranów PPS, organizował wokół PPS ruch patriotyczny i pokojowy.

Ruch Socjalistyczny stracił ideowego działacza, wiernego socjalistę, patriotę.

Cześć Jego pamięci

Rada Naczelna
Polskiej Partii Socjalistycznej

Stanowisko Prezydium Rady Naczelnej PPS w sprawie wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich

PPS z zaniepokojeniem obserwuje proces wyłaniania kandydata na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich.

W pierwszej fazie obóz rządzący nie był w stanie wyłonić swojego, niezależnego od partyjnych układów, kandydata a jedynie skupiał się na zablokowaniu bardzo dobrej kandydatury pani Zuzanny Rudzińskiej – Bluszcz popieranej przez organizacje pozarządowe. Obecnie proponuje kandydaturę dr hab. Piotra Wawrzyka, wiceministra spraw zagranicznych, posła na Sejm z nominacji PiS. Kandydatura tato zaprzeczenie roli jaką pełni RPO. Rzecznik musi służyć wszystkim obywatelom i wykazywać się doświadczeniem w obronie praw obywatelskich. To on ma być dla nas, obywateli, instancją, która będzie bronić naszych praw przed zakusami różnych władz, i tych rządowych i tych lokalnych tak, aby ich działanie nie mogło nas skrzywdzić.

Apelujemy poparcia takiej kandydatury przez większość Senatu oraz Sejmu, do parlamentarzystów, do posłów i senatorów o odrzucenie kandydatury która spowoduje, że RPO stanie się „rzecznikiem rządu”. Nie zgadzamy się na to, aby stanowisko RPO zawisło w charakterze kolejnego trofeum w gabinecie pana prezesa Kaczyńskiego.

Głęboko wierzymy w to, że lewica w konsensusie z innymi partiami wykreuje kandydaturę apolityczną, która będzie reprezentować bezstronność oraz poszanowanie naszych praw człowieka i obywatela, opartych o humanizm. Taką osobę, która w naszym imieniu będzie bronić naszego prawa.

Nie dajmy się „wychować” przez PiS!

Najnowszy projekt regulacji prawnych, przewidujący zniesienie odmowy przyjęcia mandatu, potwierdza wielokrotnie powtarzający się zamiar wychowywania społeczeństwa wg wyznawanych przez PiS zasad.

Wg PiS obywatele to zbiorowość bezmyślna i nie posiadająca wystarczającej inteligencji dla samodzielnego podejmowania decyzji. Można to też tak odczytać, że zdaniem autorów projektu obywatele są po prostu prymitywni i to władza ma obowiązek uchronić ich od skutków tego prymitywizmu, odciążając sądy. To kuriozalne uzasadnienie projektu świadczy o tym, że rządzący cofają się mentalnie do średniowiecznych kanonów wychowania, w których dziecko należało bić, aby wyrósł z niego rozumny (czytaj posłuszny) członek społeczeństwa, a odszczepieńców od „ jedynie słusznych” nauk kościoła, należało nawracać mieczem, palić na stosach, torturować tak długo, aż porzucą grzeszne zamiary i doznają zbawienia. Niestety to zbawienie dotyczyło innej rzeczywistości i obecnie podobnie decydowanie za obywateli to kreowanie alternatywnej i mam nadzieję nie dającej się zrealizować rzeczywistości.

Możliwość cielesnego karcenia dzieci dopuszcza PiS- owski Rzecznik Praw Dziecka, a taki model wychowania przewijał się też w wypowiedziach obecnego Ministra Oświaty. Odszczepieńców czyli ludzi inaczej myślących PiSowcy piętnują na każdym kroku, zarzucają im, podobnie jak to czyniła inkwizycja, wymyślone zbrodnie jak np. rozprowadzanie pigułek na zmianę płci, szerzenie idei morderstwa na poczętych, eutanazji itp.
Oczywistym jest, że prawdziwą intencją władzy jest całkowite podporzadkowanie sobie społeczeństwa i budowa państwa autorytarnego w którym władza ma zawsze rację, a jej funkcjonariusz (np. policjant może zastąpić niezależny sąd).

Proponowane zmiany w prawie o wykroczeniach to dalsza kontynuacja opresyjnego prawa jakie tworzy Minister Sprawiedliwości- Prokurator Generalny od początku swojej kadencji i nie spotyka się ono z refleksją ze strony posłów PiS. To już kolejny projekt zaostrzający prawo. Wmawia się przy okazji społeczeństwu , że to jedyny sposób na zmniejszenie przestępczości. W projektach są dalsze zaostrzenia np. możliwość odbierania majątków podejrzanym na podstawie decyzji prokuratury, a nie sądu.

O restrykcyjności polskiego prawa jeszcze sprzed rządów PiS świadczy np. fakt, że ustawa z 2001 roku, która zmieniła kwalifikację prawną czynu z wykroczenia na przestępstwo (art. 178a KK dotyczący prowadzenia pojazdu w stanie wskazującym na użycie alkoholu) doprowadziła do zwiększenia liczby skazanych z tego artykułu 50.000 razy w roku 2003 w porównaniu z rokiem 2000.

Polska ma jeden z wyższych wskaźników zapełnienia więzień, wydłużają się też kolejki do odbycia kary więzienia. Więzienia i areszty są w Polsce przepełnione, a warunki w nich dalekie od standardów europejskich, bardzo słabo realizowana jest resocjalizacja i rzadko stosuje się kary alternatywne jak dozór elektroniczny i odpracowywanie wyroku . Mamy do czynienia z wieloma pomyłkami sadowymi wynikającymi w większości przypadków z mało wnikliwej pracy prokuratorów przygotowujących akt oskarżenia w sprawach kryminalnych, zajętych na co dzień tworzeniem pretekstów do prewencyjnego zamknięcia nieposłusznych władzy obywateli.

Reforma sprawiedliwości w wykonaniu PiS nie podjęła w zasadzie problemów więziennictwa i aresztów prewencyjnych, które są nagminnie nadużywane. Te problemy nie stanowią wyizolowanych zagadnień i powinny być reformowane w ramach spójnej i podlegającej szerokiej dyskusji koncepcji reformy wymiaru sprawiedliwości ,obejmującej zarówno aspekty prawne, jak i organizacyjne i finansowe.

Filozofowie prawa wskazują na inny model sprawiedliwości określany jako sprawiedliwość niekarząca gdzie nacisk jest położony na wychowaniu, prewencji, resocjalizacji , szybkości działania wymiaru sprawiedliwości i nieuchronności kary, ale też lepszą pracę prokuratury i sądów oraz społeczny, a nie polityczny nadzór nad tymi instytucjami.

W marcu 2018 roku Polska Partia Socjalistyczna skierowała do Prezydenta RP wniosek o rozważenie wdrożenia procesu przygotowania amnestii z okazji 100 lecia odzyskania niepodległości.

Wniosek ten wypływał z czysto humanistycznych wartości i 125 letniej wówczas tradycji PPS, która opierała się zawsze na wartościach najwyższych takich jak niepodległość państwa i dobro wszystkich członków społeczeństwa. Wniosek dotyczył określonych przestępstw mniejszej wagi i byłby ukoronowaniem humanistycznego znaczenia tej rocznicy.

Należy podkreślić, że w okresie II Rzeczypospolitej amnestię ogłaszano 11 razy, a w okresie PRL 10 razy.

Wniosek nie doczekał się odpowiedzi.

O nastawieniu rządzących do zdolności obywateli uczestniczenia i
w procesie decyzyjnym świadczy też stałe ograniczanie uprawnień samorządów i odbieranie im możliwości decyzji na swoim terenie. PiS uważa się za omnipotentnego w każdej dziedzinie i wierzy, że tylko poprzez centralne sterowanie wszelkimi procesami można zapewnić dobrostan społeczeństwa. W szczególnie newralgicznej sferze opieki zdrowotnej mieliśmy już przykład odebrania uprawnień wojewódzkim jednostkom Funduszu zdrowia na rzecz centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, a obecnie powstał zamiar przekazania szpitali powiatowych pod pełną jurysdykcję państwa. Jak pokazuje przykład radzenia sobie ( a właściwie nie radzenia) władz centralnych z pandemią i chaosu organizacyjnego z tym związanego ,władza państwowa radzi sobie marnie z tymi żywotnymi dla społeczeństwa problemami, a przykłady pokazują, że wiele samorządów własnymi decyzjami potrafiło złagodzić te problemy.
Społeczeństwo musi być czujne. Bagatelizowanie tych tendencji to zagrożenie naszej przyszłości.

Stanowisko Prezydium RN PPS w sprawie zapowiedzi weta budżetu unijnego

Rząd Mateusza Morawieckiego zagroził Unii Europejskiej wetem budżetu unijnego i pakietu pomocowego mającego na celu przezwyciężenie skutków kryzysu wywołanego pandemią, jeśli powiązane one będą z przestrzeganiem praworządności.

Rząd i Zjednoczona Prawica tłumaczą to, na użytek wewnętrzny, groźbą utraty suwerenności Polski, która ma według nich, w świetle prawa unijnego, swobodę kształtowania prawa związanego z porządkiem prawnym w Polsce. W mediach nasilają się nawoływania przedstawicieli Solidarnej Polski i PiS do opozycji sugerujące, że suwerenność państwa jest podstawową racją stanu i ma ona moralny obowiązek poparcia groźby weta.

Co oznacza dla Zjednoczonej Prawicy zachowanie suwerenności w zakresie praworządności:

– dalsze podporządkowanie wymiaru sprawiedliwości władzy wykonawczej, aby mogła ona w zależności od interesu swoich urzędników swobodnie wyrokować, kto jest winien przestępstwa, a kogo normy prawne nie obowiązują,

– opanowanie mediów prywatnych, aby prowadziły zakłamaną propagandę rzekomych sukcesów władzy, podobnie jak to czyni telewizja zwana niesłusznie publiczną lub narodową,

– natężenie indoktrynacji światopoglądowej i pseudonarodowej w szkołach, kosztem uniwersalnych wartości, co w marzeniach rządzących ma doprowadzić do wychowania pokolenia bezmyślnych, lecz wiernych obywateli,

– dalsze fałszowanie historii i budzenie nastrojów nacjonalistycznych w społeczeństwie,

– całkowite odebranie kobietom ich praw osobistych do dysponowania wg własnej woli swoim ciałem i zepchnięcia kobiet do rozumianej archaicznie roli żony i matki,

– pogłębianie podziałów w społeczeństwie jako przykrywka dla nietrafnych decyzji wynikających z własnej nieudolności.

Stanowczo stwierdzamy, że nie interesuje nas taka suwerenność.

Efektem ewentualnego weta może być pozbawienie Polski, a więc jej społeczeństwa środków pomocy finansowej UE w wysokości 776mld zł, bez której kryzys gospodarczy trwać będzie długie lata, a społeczeństwo cierpieć będzie niewyobrażalną biedę.

Wyrażamy swoje oburzenie faktem rozważania przez rządzących takiego scenariusza.

Zjednoczona prawica wywodzi swoje prawo do dowolnego kształtowania norm prawnych wolą narodu- suwerena, który powierzył im władzę w wyniku wyborów. Suweren został oszukany, bo w trakcie kampanii wyborczej nie informowano suwerena o planach pozbawiania go podstawowych praw związanych z osobistą wolnością, lecz mamiono doraźnymi korzyściami finansowymi.

Suwerenności państwa nie stanowi wartości uniwersalnej i musi odwoływać się do jej efektywności, czyli zdolności do ponoszenia odpowiedzialności za realizację potrzeb i wolności własnych obywateli.
Polska Partia Socjalistyczna walcząc o suwerenność narodu polskiego poddanego obcym mocarstwom walczyła jednocześnie o ustanowienie społeczeństwa sprawiedliwego i cieszącego się wolnościami osobistymi. Znalazło to swój wyraz w decyzjach pierwszych rządów po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku których premierami byli działacze PPS Ignacy Daszyński i Jędrzej Moraczewski.

Przedkładamy to pod rozwagę.

Stanowisko Polskiej Partii Socjalistycznej w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego

Zjednoczona Prawica cofa nas do czasów wczesnego średniowiecza, do czasów, gdy w imię szerzenia wiary katolickiej toczyły się wojny.

W czasie wojen wymaga się heroizmu. Teraz Zjednoczona Prawica żąda heroizmu od kobiet, aby były gotowe ryzykować swoim życiem i zdrowiem rodząc dziecko z ciężkimi wadami fizycznymi. Heroizmem jest też znoszenie traumy z powodu wysoce prawdopodobnej śmierci takiego dziecka, a także poświecenie normalnego życia kobiety i całej rodziny dla opieki nad takim dzieckiem, a nierzadko również w jego wieku dorosłym. Traumą psychiczną jest myśl, co się stanie z takim człowiekiem po śmierci opiekunów. Świadome powodowanie u kobiet stanu traumy jest torturą. Konstytucja tego zabrania. Wyrok Trybunału to zderzenie dwóch zapisów
konstytucyjnych.

Wojny wywołują wodzowie, którzy pozostają na dalekim zapleczu i nie ponoszą żadnego uszczerbku, skazując społeczeństwo na cierpienia. Tak jest i w tym przypadku. To polityk, nie mający rodziny i dzieci, realizując polecenia hierarchów kościelnych, którzy też nie znają życia rodzinnego i nigdy nie weszli w posiadanie wiedzy o kobiecie, pobłogosławili ten haniebny wyrok trybunału.

Jak wykazały wielokrotnie badania opinii, zdecydowana większość społeczeństwa wypowiadała się przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego, a znaczna część społeczeństwa wypowiada się za jego złagodzeniem. Wypowiedzi popierające wyrok pochodzą od ludzi zindoktrynowanych naukami kościoła lub cyników chcących przypodobać się władzy.

Jako wyraz aberracji umysłowej traktujemy poparcie dla wyroku Konfederacji. Partia ta jest głosicielem nieskrępowanej wolności jednostki, ale chce jej ograniczenia dla kobiet. Traktujemy to jako wyraz pogardy dla tej płci, co w sposób nieskrepowany demonstruje Janusz Korwin Mikke.
Stoimy też w przededniu drugiej wojny religijnej, jaką rozpoczęła Zjednoczona Prawica.

Wypowiedzi nowego ministra Oświaty, Nauki i Szkolnictwa Wyższego p. Czarnka wskazują jednoznacznie, że nasze dzieci będą w znacznie większym stopniu niż dotychczas indoktrynowane ideologią katoprawicową i ograniczy im się dostęp do rzetelnej wiedzy o świecie i nowoczesnym społeczeństwie. W nauce i w szkołach wyższych czeka nas rugowanie rzetelnej wiedzy na rzecz ideologii katolickiej.

Społeczeństwo budzi się z letargu i nie da się podporządkować cynikom i fanatykom. Wojna może trwać, ale zwycięstwo będzie nasze.

Czerwoni kosynierzy Gdyni – lewicowa tradycja bojowa

Każda ważna rocznica historycznych wydarzeń staje się dla Prawicy okazją do podkreślenie swego przywiązania do wartości patriotycznych i wkładu w walkę o wolność i niepodległość. Tymczasem to Lewica ma uzasadnione i niezbywalne prawa do szczycenia się tymi zasługami. Ich personifikacją jest postawa PPS i jej zbrojnych oddziałów w trakcie Kampanii Wrześniowej.

Kosy na sztorc

3 września w gdyńskiej siedzibie PPS odbyła się narada przedstawicieli związków zawodowych, na której postanowiono utworzyć sztab bojowy, złożony z członków związków zawodowych. Tego też dnia sztab podjął decyzję o utworzeniu oddziału kosynierów pod komendą radnego, działacza Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), komendanta Drużyn Robotniczych – ppor. Kazimierza Rusinka.

W Gdyni ponad 20 tys. mężczyzn zdolnych do noszenia broni pozostało bez przydziału. Ta sytuacja stała się podstawą etapowego powstania oddziałów robotniczych kosynierów. Rusinek postanowił uzbroić część z nich w kosy. Kosa w warunkach wojny, w której decydowały zmasowane ataki kolumn pancernych, lotnictwo i artyleria, zdawała się czymś nadzwyczaj anachronicznym. Ale kosy były jedyną dostępną bronią do osłony tyłów wojska, do starć w gęstwinie leśnej, a przede wszystkim do zdobycia karabinów, ckm-ów i amunicji. Jak wkrótce miało się okazać, już siódmego dnia od rozpoczęcia walk, kosynierzy mieli więcej karabinów, w tym maszynowych, niż kos – pomysł więc wcale nie był szalony. Kosy zdobywano wszelkimi sposobami, zatrzymano ich transport do Ameryki Łacińskiej, konfiskowano po gospodarstwach, sklepach i składach. W paru stolarniach osadzano je na drążkach, wzorem kościuszkowskiej tradycji kosynierskiej.

Wokół działań bojowych kosynierów gdyńskich gromadziło się sporo sprzecznych relacji. Wręcz poddawano w wątpliwość czy byli elementem Kampanii Wrześniowej. W warunkach improwizacji, w pośpiechu, nie prowadzono kancelarii, nie zadbano o zachowanie pisemnych rozkazów, raportów, a ustne opowieści poszczególnych kosynierów nie zawsze współgrają ze sobą. Nieścisłości dotyczą dat i liczb, a nawet nazwy jednostki. Jedno nie ulega wątpliwości; siłą napędową rekrutacji stała się PPS i jej Milicja, czyli przygotowana wojskowo reprezentacja robotników, która stała się podstawą 1. kompanii kosynierów. Już 9 września oddział kosynierów zwiększył się do etatu batalionu w liczbie do 1300 ludzi pod dowództwem ppłk rez. Stanisława Wężyka.

W ogniu walk

Poszczególnych pięć kompanii kosynierów operowało głownie w izolacji od siebie, z rzadka tylko w połączeniu na danym odcinku obrony Gdyni, a następnie jej okolicy. Kilka relacji z walk wokół Gdyni, w tym ppłk. Wężyka złożona władzom PPS w 1947 r., mówi o przystąpieniu kosynierów do walk już 8-9 września pod Koleczkowem. Jednak historycy ustalili, że dopiero w niedzielę 10 września, na ulicy Morskiej w Gdyni Chyloni, rozdawano ochotnikom kosy, które wkrótce miały okazać się bardzo skuteczną białą bronią. Faktycznie więc chrzest bojowy kosynierów nastąpił zaraz potem, w nocy z 10 na 11 września. Wówczas dwie pierwsze kompanie kosynierów wyznaczono do natarcia w środku trzech innych batalionów w rejonie Rumi, w lesie na wschód od szosy Chylonia-Koleczkowo.

Po otwarciu ognia ckm-u kompanie kosynierskie uderzyły na otwartym terenie tak brawurowo, że nieprzyjaciel został wyrzucony z lasu i wycofał się na Łężyce. Straty kosynierów, o których wspomina Rusinek to aż około 70 ludzi, w tym 18 rannych. Po wojnie świadek tamtych wydarzeń, Wiesława Waligórska w liście z Londynu do redakcji „Robotnika” napisała: „Ruszyło stu ludzi, mając w rękach jedynie kosy. Wróciło czterdziestu”. Po latach ustalono jednak, że straty te nie były aż tak dotkliwe: poległo trzech, ośmiu zostało rannych.

Dla dowódcy 3. Rezerwowego Baonu Kadry Floty, mjr. Aleksandra Jabłonowskiego, widok kosynierów szykujących się tego dnia do ataku był wstrząsem: „Widząc ich przedzierających się między krzakami na nakazane stanowiska, uzbrojonych tylko w kosy – zdrętwiałem. Z jednej strony – szczyt techniki, z drugiej – anachronizm”. Kpiąco-lekceważący stosunek żołnierzy do kosynierów szybko zmienił się w podziw i szacunek. Świadczy o tym inna, obrazowa, relacja opisująca ich oczekujących na rozkaz do ataku: „Milczeli ponuro, nie reagowali na kpiny umundurowanych kolegów wyposażonych w pięciostrzałowe mauzery. Nocą poszli do natarcia. Ostrza kos pobłyskiwały w poświacie księżyca, a oni szli zamknięci w sobie, milczący jak hufiec kostuch, hufiec śmierci. Tak samo musieli wyglądać krakowscy chłopi pod rozkazami naczelnika Kościuszki. Dopiero gdy ogarnął ich krzyżowy ogień nieprzyjacielskich kaem-ów, splunęli w garście, krzyknęli «hurra». Uciekali Niemcy od tej straszliwej śmierci, która przepoławiała człowieka. I od tej pory nikt w drugiej kompanii nie śmiał się z Czerwonych Kosynierów”.

Taktyka działania polskiej jednostki była niezwykle prosta, aczkolwiek przynosiła efekty. Przede wszystkim operowali w porze nocnej, czerniąc twarze sadzą – to dlatego Niemcy nazywali ich „czarnymi diabłami”. Posuwali się w ukryciu za piechotą, aż do momentu, gdy padał rozkaz przyjęcia postawy szturmowej. Wówczas zewsząd padało gromkie „hura” i przystępowano do walki. Kto zabił wroga, natychmiast przejmował jego broń, a pozostawioną kosę zabierał następny ochotnik. Tym oto sposobem uzupełniano braki w uzbrojeniu do czasu nadejścia polskich transportów.
Kolejne dni przyniosły dalsze walki kosynierów z 1. kompanii, do połowy września przekształconych w strzelców. Wymienić należy walki stoczone przez kosynierów w lesie koło Szmelty, wypady od Rumi-Zagórza w stronę Pucka i po wycofaniu się z przedpola Gdyni – na Kępie Oksywskiej, ostatnim, poza Helem, skrawku wolnego polskiego wybrzeża o powierzchni 6 na 8 km. Tu trwały dalsze walki kosynierów (wciąż tę nazwę używano mimo prawie całkowitego uzbrojenia w karabiny) o wzgórza na północ od Dąbogórza, przeprowadzono kontrataki pod Babim Dołem, przebijano się na tyły wojsk niemieckich z Kępy Oksywskiej, gdzie walczono na bagnety, kolby i wciąż jeszcze z użyciem pozostałych kos. Kosynierzy bronili rejonu Pagedu, Nowego Oksywia i znajdującej się tam radiostacji oraz zdobyli teren wokół Starego Obłuża. Na nich spoczywał ciężar odsieczy do Babiego Dołu. Jeszcze rankiem 19 września, podczas obrony na mały skrawku koszar Marynarki Wojennej na Kępie Oksywskiej, kompania kosynierów próbowała kontratakować pod dowództwem kpt. rez. Władysława Raucha. W ostatnim boju kosynierzy zadali Niemcom dotkliwe straty, ale już w ostatniej godzinie obrony zabrakło im amunicji. Wówczas powrócili do swej pierwotnej broni; do ostatniego ataku ruszyli na kosy i bagnety osadzone na drążkach. Rusinek idąc z nimi do starcia na linii od strony elektrowni do rzeźni miejskiej, dostał się do niewoli. Zaprzestanie walk nastąpiło tego dnia o godzinie 16.30. Za dowódcą do niewoli poszli kosynierzy, a także inni obrońcy Oksywia. W tej ostatniej akcji kompania poniosła dalsze straty: sześciu zabitych i 12 rannych, lecz w trakcie walk wyeliminowała wielu niemieckich żołnierzy oraz wzięła dziewięciu jeńców.

Na innych odcinkach walczyły pozostałe kompanie kosynierskie. 2. kompania operowała przy Dowództwie Sztabu 3. Gdyńskiego Batalionu Morskiego Obrony Narodowej z przydziałem do 1. Morskiego Pułku Strzelców. Poniosła duże straty w trakcie walk pod Dębogórzem, koło Młyna Kaina, a także w trakcie obrony koszar na Kępie Oksywskiej.

18 września wysłano na front 3. kompanię kosynierów, jeszcze przed zakończeniem jej formowania. Dwa pierwsze plutony przeprowadziły samodzielną akcję bojową na przerwanym odcinku pierwszej linii obrony koło Pagedu na południe od wsi Obłuże, walcząc dzielnie przeciw 16. batalionowi Landespolizei i stawiając nadzwyczaj silny opór, nie pozwoliły wyprzeć się z bronionych pozycji. W brawurowym kontrataku z użyciem kos, odbito budynek Agencji. Dwa kolejne plutony walczyły na wzgórzach obok koszar po wyprowadzeniu ich na rwący się front w Obłużu i w rejonie radiostacji Nowe Oksywie.

Tego dnia na południowy odcinek Kępy Oksywskiej nacierał 2. Pułk Landespolizei. Pododdziały marynarzy, saperów, artylerzystów, łącznościowców i kompanie Czerwonych Kosynierów stawiały zacięty opór, ale ponosiły duże straty. Stopniowo też byli wypierani ze swoich pozycji. Siły Landespolizei, walcząc przeciw marynarzom i kosynierom, zajęły wzgórze 63.0 z radiostacją. Zamienione w obronny pierścień okoliczne wzgórza również były zajęte. Obrońcom pozostały teraz już tylko budynki koszar. Dwukrotnie kosynierzy odrzucali zaciekłe ataki Wehrmachtu, utrzymując pozycje przez kolejną dobę aż do kapitulacji.

Najpóźniej, bo już po wycofaniu się na Oksywie, została zorganizowana 4. Kompania. Uzbrojono ją w zdobytą na nieprzyjacielu broń palną. Otrzymała zadanie wzmocnienia zagrożonego odcinka od północnej strony wsi Obłuże, wokół której, od rana toczyły się zacięte walki. Plutony 4. kompanii broniły zaciekle rejonu koszar NA Kępie Oksywskiej. Niestety, posiłki kosynierskie nie mogły wpłynąć na pogarszającą się sytuację.

Bilans, zasługi i ocena

Historia Batalionu Czerwonych Kosynierów to dziesięć stoczonych bitew i ponad 150 poległych na ogólną liczbę od 800 do 1300 ochotników służących w tej formacji. Istniały jednak oddziały kosynierskie także spoza struktury tego batalionu, jak 5. i 6. kompanie kosynierów a także kompanie bez numeracji. Wg materiału będącego w dyspozycji redakcji „Robotnika”, istniało aż kilkanaście kompanii kosynierów. Ustalenie dokładnej liczby kosynierów jest trudne ze względu na brak dokumentacji i sprzeczności występujące w relacjach. Obecnie ocenia się, że w kosy uzbrojono łącznie ponad 3 tys. mężczyzn.

Zarówno kosynierów walczących poza oksywskimi koszarami, jak i wewnątrz nich czekał najgorszy los, którego nie spodziewali się. W momencie kapitulacji wszyscy byli już umundurowani i posiadali karty mobilizacyjne. Mogli oczekiwać traktowania ich jak jeńców wojennych, w zgodzie z Pierwszą Konwencją Genewską z 1864 r. Niemcy jednak, już wcześniej okazywali wściekłość z powodu użycia ich do walk. Nazywali ich „Polnische Banditen”, domagali się nawet od Polaków wycofania z frontu, szczególnie po tym, gdy zobaczyli skutki użycia kos.

Bez względu na emocje Niemców, rozstrzeliwanie kosynierów, którym przysługiwały wszelkie prawa jeńców wojennych, było typową zbrodnią wojenną. Wyszukiwano spośród pojmanych, a po zdekonspirowaniu oddawano pod sądy wojenne, które wydawały z zasady wyroki śmierci. W najlepszym przypadku wysyłano ich do obozów koncentracyjnych, przede wszystkim do Stutthofu i Mauthausen, w których tylko nieliczni przetrwali wojnę.

Organizator kompanii kosynierskich, ppłk Wężyk, jako socjalista używał w stosunku do swych podkomendnych nazwy Czerwonych Kosynierów już w trakcie walk we wrześniu 1939 r. Chętnie też tę nazwę eksponowała także propaganda powojennych władz. Z kolei po 1989 r., jakby wstydząc się jej, tłumaczono, że słowo „czerwoni” to nic więcej jak wytwór komunistycznej propagandy i nazwę skazano na banicję. Jednak w relacjach prasowych z września 1939 r., czarno na białym widzimy nazwę „Czerwoni”. Taka nazwa figuruje też na wydawanych kosynierom legitymacjach. Ten przymiotnik, związany z inicjatywą PPS tworzenia robotniczych oddziałów ochotniczych, przesądził o zasmucającym losie etosu gdyńskich kosynierów; w 1990 r. usunięto w Gdyni nazwę ulicy Czerwonych Kosynierów, a także zlikwidowano ich patronat jednej z tamtejszych szkół. Choć ich oddziały były niewielką siłą w stosunku do ogółu obrońców miasta, to jednak nie pomniejsza to bohaterstwa. Pomimo różnych ocen po 1939 r. dotyczących działalności kosynierów, ich wysiłku, patriotycznego zaangażowania i chęci walki w okresie września 1939 r. są godne upamiętnienia dla przyszłych pokoleń.