Stanowisko Prezydium RN PPS w sprawie zapowiedzi weta budżetu unijnego

Rząd Mateusza Morawieckiego zagroził Unii Europejskiej wetem budżetu unijnego i pakietu pomocowego mającego na celu przezwyciężenie skutków kryzysu wywołanego pandemią, jeśli powiązane one będą z przestrzeganiem praworządności.

Rząd i Zjednoczona Prawica tłumaczą to, na użytek wewnętrzny, groźbą utraty suwerenności Polski, która ma według nich, w świetle prawa unijnego, swobodę kształtowania prawa związanego z porządkiem prawnym w Polsce. W mediach nasilają się nawoływania przedstawicieli Solidarnej Polski i PiS do opozycji sugerujące, że suwerenność państwa jest podstawową racją stanu i ma ona moralny obowiązek poparcia groźby weta.

Co oznacza dla Zjednoczonej Prawicy zachowanie suwerenności w zakresie praworządności:

– dalsze podporządkowanie wymiaru sprawiedliwości władzy wykonawczej, aby mogła ona w zależności od interesu swoich urzędników swobodnie wyrokować, kto jest winien przestępstwa, a kogo normy prawne nie obowiązują,

– opanowanie mediów prywatnych, aby prowadziły zakłamaną propagandę rzekomych sukcesów władzy, podobnie jak to czyni telewizja zwana niesłusznie publiczną lub narodową,

– natężenie indoktrynacji światopoglądowej i pseudonarodowej w szkołach, kosztem uniwersalnych wartości, co w marzeniach rządzących ma doprowadzić do wychowania pokolenia bezmyślnych, lecz wiernych obywateli,

– dalsze fałszowanie historii i budzenie nastrojów nacjonalistycznych w społeczeństwie,

– całkowite odebranie kobietom ich praw osobistych do dysponowania wg własnej woli swoim ciałem i zepchnięcia kobiet do rozumianej archaicznie roli żony i matki,

– pogłębianie podziałów w społeczeństwie jako przykrywka dla nietrafnych decyzji wynikających z własnej nieudolności.

Stanowczo stwierdzamy, że nie interesuje nas taka suwerenność.

Efektem ewentualnego weta może być pozbawienie Polski, a więc jej społeczeństwa środków pomocy finansowej UE w wysokości 776mld zł, bez której kryzys gospodarczy trwać będzie długie lata, a społeczeństwo cierpieć będzie niewyobrażalną biedę.

Wyrażamy swoje oburzenie faktem rozważania przez rządzących takiego scenariusza.

Zjednoczona prawica wywodzi swoje prawo do dowolnego kształtowania norm prawnych wolą narodu- suwerena, który powierzył im władzę w wyniku wyborów. Suweren został oszukany, bo w trakcie kampanii wyborczej nie informowano suwerena o planach pozbawiania go podstawowych praw związanych z osobistą wolnością, lecz mamiono doraźnymi korzyściami finansowymi.

Suwerenności państwa nie stanowi wartości uniwersalnej i musi odwoływać się do jej efektywności, czyli zdolności do ponoszenia odpowiedzialności za realizację potrzeb i wolności własnych obywateli.
Polska Partia Socjalistyczna walcząc o suwerenność narodu polskiego poddanego obcym mocarstwom walczyła jednocześnie o ustanowienie społeczeństwa sprawiedliwego i cieszącego się wolnościami osobistymi. Znalazło to swój wyraz w decyzjach pierwszych rządów po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku których premierami byli działacze PPS Ignacy Daszyński i Jędrzej Moraczewski.

Przedkładamy to pod rozwagę.

Stanowisko Polskiej Partii Socjalistycznej w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego

Zjednoczona Prawica cofa nas do czasów wczesnego średniowiecza, do czasów, gdy w imię szerzenia wiary katolickiej toczyły się wojny.

W czasie wojen wymaga się heroizmu. Teraz Zjednoczona Prawica żąda heroizmu od kobiet, aby były gotowe ryzykować swoim życiem i zdrowiem rodząc dziecko z ciężkimi wadami fizycznymi. Heroizmem jest też znoszenie traumy z powodu wysoce prawdopodobnej śmierci takiego dziecka, a także poświecenie normalnego życia kobiety i całej rodziny dla opieki nad takim dzieckiem, a nierzadko również w jego wieku dorosłym. Traumą psychiczną jest myśl, co się stanie z takim człowiekiem po śmierci opiekunów. Świadome powodowanie u kobiet stanu traumy jest torturą. Konstytucja tego zabrania. Wyrok Trybunału to zderzenie dwóch zapisów
konstytucyjnych.

Wojny wywołują wodzowie, którzy pozostają na dalekim zapleczu i nie ponoszą żadnego uszczerbku, skazując społeczeństwo na cierpienia. Tak jest i w tym przypadku. To polityk, nie mający rodziny i dzieci, realizując polecenia hierarchów kościelnych, którzy też nie znają życia rodzinnego i nigdy nie weszli w posiadanie wiedzy o kobiecie, pobłogosławili ten haniebny wyrok trybunału.

Jak wykazały wielokrotnie badania opinii, zdecydowana większość społeczeństwa wypowiadała się przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego, a znaczna część społeczeństwa wypowiada się za jego złagodzeniem. Wypowiedzi popierające wyrok pochodzą od ludzi zindoktrynowanych naukami kościoła lub cyników chcących przypodobać się władzy.

Jako wyraz aberracji umysłowej traktujemy poparcie dla wyroku Konfederacji. Partia ta jest głosicielem nieskrępowanej wolności jednostki, ale chce jej ograniczenia dla kobiet. Traktujemy to jako wyraz pogardy dla tej płci, co w sposób nieskrepowany demonstruje Janusz Korwin Mikke.
Stoimy też w przededniu drugiej wojny religijnej, jaką rozpoczęła Zjednoczona Prawica.

Wypowiedzi nowego ministra Oświaty, Nauki i Szkolnictwa Wyższego p. Czarnka wskazują jednoznacznie, że nasze dzieci będą w znacznie większym stopniu niż dotychczas indoktrynowane ideologią katoprawicową i ograniczy im się dostęp do rzetelnej wiedzy o świecie i nowoczesnym społeczeństwie. W nauce i w szkołach wyższych czeka nas rugowanie rzetelnej wiedzy na rzecz ideologii katolickiej.

Społeczeństwo budzi się z letargu i nie da się podporządkować cynikom i fanatykom. Wojna może trwać, ale zwycięstwo będzie nasze.

Czerwoni kosynierzy Gdyni – lewicowa tradycja bojowa

Każda ważna rocznica historycznych wydarzeń staje się dla Prawicy okazją do podkreślenie swego przywiązania do wartości patriotycznych i wkładu w walkę o wolność i niepodległość. Tymczasem to Lewica ma uzasadnione i niezbywalne prawa do szczycenia się tymi zasługami. Ich personifikacją jest postawa PPS i jej zbrojnych oddziałów w trakcie Kampanii Wrześniowej.

Kosy na sztorc

3 września w gdyńskiej siedzibie PPS odbyła się narada przedstawicieli związków zawodowych, na której postanowiono utworzyć sztab bojowy, złożony z członków związków zawodowych. Tego też dnia sztab podjął decyzję o utworzeniu oddziału kosynierów pod komendą radnego, działacza Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), komendanta Drużyn Robotniczych – ppor. Kazimierza Rusinka.

W Gdyni ponad 20 tys. mężczyzn zdolnych do noszenia broni pozostało bez przydziału. Ta sytuacja stała się podstawą etapowego powstania oddziałów robotniczych kosynierów. Rusinek postanowił uzbroić część z nich w kosy. Kosa w warunkach wojny, w której decydowały zmasowane ataki kolumn pancernych, lotnictwo i artyleria, zdawała się czymś nadzwyczaj anachronicznym. Ale kosy były jedyną dostępną bronią do osłony tyłów wojska, do starć w gęstwinie leśnej, a przede wszystkim do zdobycia karabinów, ckm-ów i amunicji. Jak wkrótce miało się okazać, już siódmego dnia od rozpoczęcia walk, kosynierzy mieli więcej karabinów, w tym maszynowych, niż kos – pomysł więc wcale nie był szalony. Kosy zdobywano wszelkimi sposobami, zatrzymano ich transport do Ameryki Łacińskiej, konfiskowano po gospodarstwach, sklepach i składach. W paru stolarniach osadzano je na drążkach, wzorem kościuszkowskiej tradycji kosynierskiej.

Wokół działań bojowych kosynierów gdyńskich gromadziło się sporo sprzecznych relacji. Wręcz poddawano w wątpliwość czy byli elementem Kampanii Wrześniowej. W warunkach improwizacji, w pośpiechu, nie prowadzono kancelarii, nie zadbano o zachowanie pisemnych rozkazów, raportów, a ustne opowieści poszczególnych kosynierów nie zawsze współgrają ze sobą. Nieścisłości dotyczą dat i liczb, a nawet nazwy jednostki. Jedno nie ulega wątpliwości; siłą napędową rekrutacji stała się PPS i jej Milicja, czyli przygotowana wojskowo reprezentacja robotników, która stała się podstawą 1. kompanii kosynierów. Już 9 września oddział kosynierów zwiększył się do etatu batalionu w liczbie do 1300 ludzi pod dowództwem ppłk rez. Stanisława Wężyka.

W ogniu walk

Poszczególnych pięć kompanii kosynierów operowało głownie w izolacji od siebie, z rzadka tylko w połączeniu na danym odcinku obrony Gdyni, a następnie jej okolicy. Kilka relacji z walk wokół Gdyni, w tym ppłk. Wężyka złożona władzom PPS w 1947 r., mówi o przystąpieniu kosynierów do walk już 8-9 września pod Koleczkowem. Jednak historycy ustalili, że dopiero w niedzielę 10 września, na ulicy Morskiej w Gdyni Chyloni, rozdawano ochotnikom kosy, które wkrótce miały okazać się bardzo skuteczną białą bronią. Faktycznie więc chrzest bojowy kosynierów nastąpił zaraz potem, w nocy z 10 na 11 września. Wówczas dwie pierwsze kompanie kosynierów wyznaczono do natarcia w środku trzech innych batalionów w rejonie Rumi, w lesie na wschód od szosy Chylonia-Koleczkowo.

Po otwarciu ognia ckm-u kompanie kosynierskie uderzyły na otwartym terenie tak brawurowo, że nieprzyjaciel został wyrzucony z lasu i wycofał się na Łężyce. Straty kosynierów, o których wspomina Rusinek to aż około 70 ludzi, w tym 18 rannych. Po wojnie świadek tamtych wydarzeń, Wiesława Waligórska w liście z Londynu do redakcji „Robotnika” napisała: „Ruszyło stu ludzi, mając w rękach jedynie kosy. Wróciło czterdziestu”. Po latach ustalono jednak, że straty te nie były aż tak dotkliwe: poległo trzech, ośmiu zostało rannych.

Dla dowódcy 3. Rezerwowego Baonu Kadry Floty, mjr. Aleksandra Jabłonowskiego, widok kosynierów szykujących się tego dnia do ataku był wstrząsem: „Widząc ich przedzierających się między krzakami na nakazane stanowiska, uzbrojonych tylko w kosy – zdrętwiałem. Z jednej strony – szczyt techniki, z drugiej – anachronizm”. Kpiąco-lekceważący stosunek żołnierzy do kosynierów szybko zmienił się w podziw i szacunek. Świadczy o tym inna, obrazowa, relacja opisująca ich oczekujących na rozkaz do ataku: „Milczeli ponuro, nie reagowali na kpiny umundurowanych kolegów wyposażonych w pięciostrzałowe mauzery. Nocą poszli do natarcia. Ostrza kos pobłyskiwały w poświacie księżyca, a oni szli zamknięci w sobie, milczący jak hufiec kostuch, hufiec śmierci. Tak samo musieli wyglądać krakowscy chłopi pod rozkazami naczelnika Kościuszki. Dopiero gdy ogarnął ich krzyżowy ogień nieprzyjacielskich kaem-ów, splunęli w garście, krzyknęli «hurra». Uciekali Niemcy od tej straszliwej śmierci, która przepoławiała człowieka. I od tej pory nikt w drugiej kompanii nie śmiał się z Czerwonych Kosynierów”.

Taktyka działania polskiej jednostki była niezwykle prosta, aczkolwiek przynosiła efekty. Przede wszystkim operowali w porze nocnej, czerniąc twarze sadzą – to dlatego Niemcy nazywali ich „czarnymi diabłami”. Posuwali się w ukryciu za piechotą, aż do momentu, gdy padał rozkaz przyjęcia postawy szturmowej. Wówczas zewsząd padało gromkie „hura” i przystępowano do walki. Kto zabił wroga, natychmiast przejmował jego broń, a pozostawioną kosę zabierał następny ochotnik. Tym oto sposobem uzupełniano braki w uzbrojeniu do czasu nadejścia polskich transportów.
Kolejne dni przyniosły dalsze walki kosynierów z 1. kompanii, do połowy września przekształconych w strzelców. Wymienić należy walki stoczone przez kosynierów w lesie koło Szmelty, wypady od Rumi-Zagórza w stronę Pucka i po wycofaniu się z przedpola Gdyni – na Kępie Oksywskiej, ostatnim, poza Helem, skrawku wolnego polskiego wybrzeża o powierzchni 6 na 8 km. Tu trwały dalsze walki kosynierów (wciąż tę nazwę używano mimo prawie całkowitego uzbrojenia w karabiny) o wzgórza na północ od Dąbogórza, przeprowadzono kontrataki pod Babim Dołem, przebijano się na tyły wojsk niemieckich z Kępy Oksywskiej, gdzie walczono na bagnety, kolby i wciąż jeszcze z użyciem pozostałych kos. Kosynierzy bronili rejonu Pagedu, Nowego Oksywia i znajdującej się tam radiostacji oraz zdobyli teren wokół Starego Obłuża. Na nich spoczywał ciężar odsieczy do Babiego Dołu. Jeszcze rankiem 19 września, podczas obrony na mały skrawku koszar Marynarki Wojennej na Kępie Oksywskiej, kompania kosynierów próbowała kontratakować pod dowództwem kpt. rez. Władysława Raucha. W ostatnim boju kosynierzy zadali Niemcom dotkliwe straty, ale już w ostatniej godzinie obrony zabrakło im amunicji. Wówczas powrócili do swej pierwotnej broni; do ostatniego ataku ruszyli na kosy i bagnety osadzone na drążkach. Rusinek idąc z nimi do starcia na linii od strony elektrowni do rzeźni miejskiej, dostał się do niewoli. Zaprzestanie walk nastąpiło tego dnia o godzinie 16.30. Za dowódcą do niewoli poszli kosynierzy, a także inni obrońcy Oksywia. W tej ostatniej akcji kompania poniosła dalsze straty: sześciu zabitych i 12 rannych, lecz w trakcie walk wyeliminowała wielu niemieckich żołnierzy oraz wzięła dziewięciu jeńców.

Na innych odcinkach walczyły pozostałe kompanie kosynierskie. 2. kompania operowała przy Dowództwie Sztabu 3. Gdyńskiego Batalionu Morskiego Obrony Narodowej z przydziałem do 1. Morskiego Pułku Strzelców. Poniosła duże straty w trakcie walk pod Dębogórzem, koło Młyna Kaina, a także w trakcie obrony koszar na Kępie Oksywskiej.

18 września wysłano na front 3. kompanię kosynierów, jeszcze przed zakończeniem jej formowania. Dwa pierwsze plutony przeprowadziły samodzielną akcję bojową na przerwanym odcinku pierwszej linii obrony koło Pagedu na południe od wsi Obłuże, walcząc dzielnie przeciw 16. batalionowi Landespolizei i stawiając nadzwyczaj silny opór, nie pozwoliły wyprzeć się z bronionych pozycji. W brawurowym kontrataku z użyciem kos, odbito budynek Agencji. Dwa kolejne plutony walczyły na wzgórzach obok koszar po wyprowadzeniu ich na rwący się front w Obłużu i w rejonie radiostacji Nowe Oksywie.

Tego dnia na południowy odcinek Kępy Oksywskiej nacierał 2. Pułk Landespolizei. Pododdziały marynarzy, saperów, artylerzystów, łącznościowców i kompanie Czerwonych Kosynierów stawiały zacięty opór, ale ponosiły duże straty. Stopniowo też byli wypierani ze swoich pozycji. Siły Landespolizei, walcząc przeciw marynarzom i kosynierom, zajęły wzgórze 63.0 z radiostacją. Zamienione w obronny pierścień okoliczne wzgórza również były zajęte. Obrońcom pozostały teraz już tylko budynki koszar. Dwukrotnie kosynierzy odrzucali zaciekłe ataki Wehrmachtu, utrzymując pozycje przez kolejną dobę aż do kapitulacji.

Najpóźniej, bo już po wycofaniu się na Oksywie, została zorganizowana 4. Kompania. Uzbrojono ją w zdobytą na nieprzyjacielu broń palną. Otrzymała zadanie wzmocnienia zagrożonego odcinka od północnej strony wsi Obłuże, wokół której, od rana toczyły się zacięte walki. Plutony 4. kompanii broniły zaciekle rejonu koszar NA Kępie Oksywskiej. Niestety, posiłki kosynierskie nie mogły wpłynąć na pogarszającą się sytuację.

Bilans, zasługi i ocena

Historia Batalionu Czerwonych Kosynierów to dziesięć stoczonych bitew i ponad 150 poległych na ogólną liczbę od 800 do 1300 ochotników służących w tej formacji. Istniały jednak oddziały kosynierskie także spoza struktury tego batalionu, jak 5. i 6. kompanie kosynierów a także kompanie bez numeracji. Wg materiału będącego w dyspozycji redakcji „Robotnika”, istniało aż kilkanaście kompanii kosynierów. Ustalenie dokładnej liczby kosynierów jest trudne ze względu na brak dokumentacji i sprzeczności występujące w relacjach. Obecnie ocenia się, że w kosy uzbrojono łącznie ponad 3 tys. mężczyzn.

Zarówno kosynierów walczących poza oksywskimi koszarami, jak i wewnątrz nich czekał najgorszy los, którego nie spodziewali się. W momencie kapitulacji wszyscy byli już umundurowani i posiadali karty mobilizacyjne. Mogli oczekiwać traktowania ich jak jeńców wojennych, w zgodzie z Pierwszą Konwencją Genewską z 1864 r. Niemcy jednak, już wcześniej okazywali wściekłość z powodu użycia ich do walk. Nazywali ich „Polnische Banditen”, domagali się nawet od Polaków wycofania z frontu, szczególnie po tym, gdy zobaczyli skutki użycia kos.

Bez względu na emocje Niemców, rozstrzeliwanie kosynierów, którym przysługiwały wszelkie prawa jeńców wojennych, było typową zbrodnią wojenną. Wyszukiwano spośród pojmanych, a po zdekonspirowaniu oddawano pod sądy wojenne, które wydawały z zasady wyroki śmierci. W najlepszym przypadku wysyłano ich do obozów koncentracyjnych, przede wszystkim do Stutthofu i Mauthausen, w których tylko nieliczni przetrwali wojnę.

Organizator kompanii kosynierskich, ppłk Wężyk, jako socjalista używał w stosunku do swych podkomendnych nazwy Czerwonych Kosynierów już w trakcie walk we wrześniu 1939 r. Chętnie też tę nazwę eksponowała także propaganda powojennych władz. Z kolei po 1989 r., jakby wstydząc się jej, tłumaczono, że słowo „czerwoni” to nic więcej jak wytwór komunistycznej propagandy i nazwę skazano na banicję. Jednak w relacjach prasowych z września 1939 r., czarno na białym widzimy nazwę „Czerwoni”. Taka nazwa figuruje też na wydawanych kosynierom legitymacjach. Ten przymiotnik, związany z inicjatywą PPS tworzenia robotniczych oddziałów ochotniczych, przesądził o zasmucającym losie etosu gdyńskich kosynierów; w 1990 r. usunięto w Gdyni nazwę ulicy Czerwonych Kosynierów, a także zlikwidowano ich patronat jednej z tamtejszych szkół. Choć ich oddziały były niewielką siłą w stosunku do ogółu obrońców miasta, to jednak nie pomniejsza to bohaterstwa. Pomimo różnych ocen po 1939 r. dotyczących działalności kosynierów, ich wysiłku, patriotycznego zaangażowania i chęci walki w okresie września 1939 r. są godne upamiętnienia dla przyszłych pokoleń.

Stanowisko Prezydium Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej

wobec wydarzeń związanych z próbą przeforsowania podwyżek uposażeń dla najwyższych urzędników w Polsce.

Podwyżki uposażeń dla najwyższych urzędników państwowych oraz podwyższenie dotacji dla partii politycznych, przeprowadzone przez Sejm w ciągu 24 godzin, na dodatek w dniu, w którym społeczeństwo dowiedziało się o rozmiarach kryzysu gospodarczego, wywołały słuszny gniew polskiego społeczeństwa, w tym członków naszej partii. Członkowie PPS byli zaszokowani butą i pazernością posłów i dawali temu wyraz w publikacjach prasowych, naszej stronie internetowej i mediach społecznościowych.

Szczególne nasze oburzenie wywołała postawa opozycji, która w większości głosowała za podwyżkami.

Odpowiedzialna opozycja powinna dążyć do ograniczenia wydatków w okresie kryzysu gospodarczego, jaki mamy w Polsce, i przeciwstawiać się wszelkim przejawom rozpasania rządzących.

Z ulgą przyjęliśmy fakt, że partie opozycyjne wycofały się z poparcia dla tych podwyżek. Senat na wniosek złożony przez przedstawicieli lewicy, w tym senatora Wojciecha Koniecznego, przewodniczącego naszej partii, odrzucił ustawę w całości.

Dobrze, że opozycja przeprosiła, ale pozostał niesmak i konstatacja jak łatwo posłowie opozycji dają sobą manipulować przez PiS.

PiS narzeka, że wysocy urzędnicy państwowi zarabiają dużo mniej niż fachowcy na rynku, ale zapomina dodać, że to sam przeforsował dwa lata temu obniżkę wynagrodzeń dla nich, a przy okazji parlamentarzystów i samorządowców o 20 proc.. W kampaniach wyborczych nie padało hasło koniecznych podwyżek dla tej grupy osób, a w kampanii prezydenckiej nie wspomniano o potrzebie ustalenia wynagrodzenia dla żony prezydenta. Fałsz i obłuda rządzą polską polityką.

Stanowisko RN PPS w sprawie protestów w Warszawie

Polska Partia Socjalistyczna uważa, że ostatnie protesty i reakcja policji wynikają z faktu, że polski prawicowiec sprawia wrażenie, iż boi się wszystkiego: uchodźców, LGBT, gender, Niemców, Rosjan, spisku Brukseli, elit, Grety Thunberg, rozpadu rodziny, upadku Kościoła, terrorystów. Swój lęk leczy wiarą, że silna ręka władzy jest w stanie na zawsze ukoić jego lęki, a odmawianie praw ludziom inaczej myślącym jest na nie cudownym lekarstwem.

Stoimy na stanowisku, że wykluczeni prędzej czy później stawią opór. Świat przyspiesza, a więc opór pojawia się szybciej. W tym kontekście widzimy najnowsze protesty środowisk LGBT do których przyłączają się inni, zwłaszcza młodzież, która zawsze nosi w sobie bakcyla buntu, ale także odznacza się wrażliwością na krzywdę innych.

Polska Partia Socjalistyczna nie popiera aktów wandalizmu w ogólności ale zwraca uwagę na wyjątkową agresywność przekazu uszkodzonego samochodu.

W imię demokracji przypominamy, że reakcje funkcjonariuszy prawa muszą być adekwatne do wielkości przewinienia. Zastosowanie dwumiesięcznego aresztu tymczasowego wobec Margot zrównuje jej przewinienia o niewielkich skutkach do osób podejrzanych o poważne przestępstwa przeciwko zdrowiu lub mieniu. Wnioskowanie przez prokuraturę takiego środka zapobiegawczego jest skandalicznym nadużyciem, a przyjęcie tego przez sąd jest niezrozumiałe.
Także działania policji w stosunku do protestujących daleko wykraczają poza adekwatne działania prewencyjne.

Całkowicie nie akceptujemy tezy o profanacji pomników i obrazie uczuć religijnych poprzez zawieszenie tęczowej flagi na figurze z krzyżem. Pomniki nie zostały uszkodzone, a tęczowa flaga stanowi symbol wyzwolenia nie tylko dla środowisk LGBT. Na równi można traktować zawieszenie banneru wyborczego Andrzeja Dudy na krzyżu na Giewoncie, co nie spotkało się z żadnym potępieniem. Także katolickie krzyże wiszące w urzędach, szkołach czy Sejmie budzą obawy wyznawców innych religii i niewierzących o nadmierną dominację jednej religii. Uważamy, że zawiadomienia o przestępstwie nie powinien składać wiceminister sprawiedliwości, bo świadczy to o zamiarze wywołania konfliktu przez ten resort.

Historia Polskiej Partii Socjalistycznej uczy, że z prześladowanych protestujących mogą wyrosnąć przyszli bohaterowie
i przywódcy. Jeden z ojców naszej niepodległości – Józef Piłsudski – rozpoczynał swoją działalność jako przywódca bojówek PPS, biorąc również udział w zamachach terrorystycznych.

Przed nami prawdopodobne protesty pracowników wynikające z załamania gospodarki, spowodowane epidemią, ale także wcześniejszą niefrasobliwą polityką gospodarczą rządu PiS.

Polska Partia Socjalistyczna uważa, że jedyną drogą zapewnienia pokoju społecznego jest dialog i współpraca, a nawet współudział szerokiego grona specjalistów reprezentujących różne opcje polityczne w przygotowywaniu i realizacji przedsięwzięć gospodarczych i społecznych a nie eskalacja przemocy i nazywanie protestujących chuliganami.

Jeśli jednak, na skutek uporu rządzących, dojdzie do masowych protestów to członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej wzywają lewicę, aby stanęła na ich czele.

Uchwała Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej z dn. 6 czerwca 2020 r.

W sprawie wyborów na urząd Prezydenta RP.

Chcąc przeforsować posłusznego Prawu i Sprawiedliwości prezydenta Zjednoczona Prawica zafundowała społeczeństwu chaos wyborczy. Zaplanowane na 10 maja wybory nie odbyły się. Nie został wprowadzony żaden ze stanów nadzwyczajnych. Rząd RP nie sprostał tej sytuacji. Mimo oczekiwań Polaków na wypracowanie konsensusu pomiędzy władzą a opozycją zjednoczona prawica nadal brnęła w rozwiązania niekonstytucyjne, deklarując dla pozoru wolę dialogu. Do stworzonego wcześniej podziału społeczeństwa doszła głęboka nieufność obu stron grożąca całkowitą dekompozycją układów społecznych.

Polska Partia Socjalistyczna opowiadała się zawsze za dialogiem i porozumieniem.

Dla przywrócenia równowagi politycznej niezbędny jest wybór prezydenta nieuwikłanego w budowanie w Polsce ustroju autorytarnego. PPS poparła już kandydata Roberta Biedronia i podtrzymuje dziś to poparcie. W chwili obecnej tylko Robert Biedroń jest kandydatem głoszącym hasła lewicowe, oczekujemy jednocześnie mocnego zaakcentowania w kampanii wyborczej postulatów obrony interesów pracowniczych, bo to praca jest źródłem dobrobytu społecznego.

Przewodniczący RN PPS
(-) Wojciech Konieczny

Polska demokracja w niebezpieczeństwie!

Niebezpieczeństwo utraty demokracji w naszym kraju nasila się. Rząd i koalicja rządząca nie potrafili utworzyć podstawy prawnej dla przesunięcia wyborów prezydenckich na czas bezpieczny dla obywateli, nie zagrażający ich życiu i zdrowiu w trakcie trwania epidemii. Decyzję o zaniechaniu organizacji wyborów w dniu 10 maja podjęli prezesi dwóch partii nie pełniący oficjalnych funkcji państwowych. Ta sprawa z pewnością znajdzie się na kartach historii obok innych niechlubnych polskich rozwiązań prawnych, jak na przykład liberum veto.

Polska Partia Socjalistyczna popiera stanowisko Lewicy, że właściwym rozwiązaniem dla odsunięcia w czasie wyborów jest wprowadzenie stanu klęski żywiołowej.

Uchwalona przez Sejm i podpisana już przez prezydenta ustawa o wyborach korespondencyjnych łamie zasady konstytucyjne i powszechnie uznawane normy legislacyjne. Przyjęta ordynacja wyborcza stwarza kolejne zagrożenie dla demokracji. Ustawa powierzyła przeprowadzenia wyborów rządowi zamiast Państwowej Komisji Wyborczej. Ograniczyła czynne prawo wyborcze Polonii. Nie wprowadziła niezależnej kontroli liczenia głosów i ewidencji pakietów wyborczych, których wydrukowano o 3 miliony więcej niż jest uprawnionych do udziału w wyborach. Kontrola społeczna jest niezbędną częścią demokracji.

Anarchizacja prawa konstytucyjnego przez większość parlamentarną budzi niepokój wszystkich Polek i Polaków. Kraj potrzebuje zdecydowanego działania całej klasy politycznej dla budowy zaufania do instytucji państwa, do stabilności systemu prawnego i do budowy prawa uznawanego jako sprawiedliwe i chroniące wolność obywateli. Takie zasady obowiązują w Unii Europejskiej, do której należymy.

Polska Partia Socjalistyczna woła na alarm! Włączamy się do współpracy wszystkich partii dla przygotowania nowej ordynacji wyborczej i przeprowadzenia uczciwych wyborów. Wzywamy obywatelki i obywateli szanujących prawo i demokrację do powszechnego wsparcia tych działań!

List otwarty do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego

Szanowny Panie Ministrze, Profesorze, Doktorze!

Przez ostatnie dwa miesiące znaczna część naszego społeczeństwa obdarzyła Pana olbrzymim zaufaniem. Polacy poszukują wiedzy u ekspertów bo chcą postępować racjonalnie w interesie całego społeczeństwa. Z wiarą przyjęliśmy Pańskie oświadczenie, że nie jest celowe noszenie maseczek ochronnych. Tymczasem od czwartku, 16 kwietnia będą one obowiązkowe poza domem. Wolność osobista stanowi dla większości obywateli naszego kraju jedną z najważniejszych wartości. Pomimo ewidentnej niekonstytucyjności wielu wprowadzonych ograniczeń i występujących na co dzień bezsensownych ich interpretacji przez służby mundurowe, obywatele przyjmowali je ze zrozumieniem. W większości dostosowali się do przepisów kwarantanny ograniczających wolność. Wiara w wypowiadane przez Pana sądy i prezentowane argumenty miała tu wielkie znaczenie.

W dniu 10 kwietnia Pańska wiarygodność stanęła pod wielkim znakiem zapytania.

Zobaczyliśmy w mediach zdjęcia z obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej i przekonaliśmy się, że członkowie partii Prawo i Sprawiedliwość nie stosują się do wydanych przez siebie ograniczeń wynikających ze stanu epidemii. Złamane zostały zakazy dotyczące gromadzenia się, środków ochrony osobistej itp. Prezes partii Prawo i Sprawiedliwość wjechał samochodem na cmentarz, aby zapalić świeczki na grobie bliskiej osoby choć cmentarze są zamknięte od dawna. Policja nie interweniowała. Sanepid nie wypowiedział się.

Powstaje zasadne pytanie, czy wprowadzone ograniczenia służą rzeczywiście walce z epidemią, czy też są kolejnym przejawem stopniowego ograniczania praw obywatelskich. Sytuacja ta ewidentnie współgra z dążeniem do przeprowadzenia na siłę , bez oglądania się na konsekwencje dla życia obywateli, wyborów prezydenckich w dniu 10 maja.

W dalszym ciągu przeprowadza się zbyt małą ilość testów na koronawirusa przez co dane o zasięgu epidemii mogą nie odpowiadać rzeczywistości.
Zdumiewa nas Pańska opinia o możliwości bezpiecznego przeprowadzenia wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym. Jest to sprzeczne z danymi porównawczymi ilości zakażeń i zgonów pomiędzy landami Niemiec opublikowanymi przez Instytut Roberta Kocha. Nastąpił wyraźnie szybszy wzrost ilości zakażeń i zgonów w Bawarii po dacie przeprowadzenia wyborów samorządowych w trybie korespondencyjnym.
Wielokrotnie zapewniał Pan o tym, że nie zawaha się Pan przeciwstawić tym politykom, których cele polityczne są sprzeczne z zdrowiem obywateli. Oczekujemy, by spełnił Pan swoje przyrzeczenie albo podał się do dymisji.

Z wyrazami szacunku
Członkowie Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej

PPS z nauczycielami

10 stycznia br., Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego podjął uchwałę, którą de facto rozpoczął realizacje procedur związanych z wejściem w spór zbiorowy. Jest to odpowiedź związkowców na kolejne fiasko rozmów z minister edukacji. W konsekwencji coraz bardziej prawdopodobny jest strajk generalny w oświacie.

Dziś postawa nauczycieli każe nam uczciwie spojrzeć na problemy w oświacie. Nie powinniśmy traktować ich jedynie jako problemy nauczycieli. Jako Socjaliści uważamy, że Państwo powinno gwarantować młodym ludziom naukę na najwyższym możliwym poziomie. Tylko wtedy, będzie ono w stanie dobrze się rozwijać. Niestety, wydatki na oświatę w Polsce (w przeliczeniu na jednego ucznia) plasują nas znacznie poniżej średniej krajów UE. To ma swoje daleko idące konsekwencje.
We współczesnej Polsce rządzący przerzucają na rodziców największe koszty nauczania swych dzieci. Rodzice płacą za dodatkowe zajęcia, świetlice szkolne, wycieczki edukacyjne, składają się na doposażenie szkół itp. Dotyczy to nauki na każdym poziomie, również przedszkolnym, gdzie na przykład zajęcia dodatkowe są niestety również dodatkowo płatne. Już na tym poziomie nauczania, państwo kreuje podziały na bogatszych i biedniejszych, a co za tym idzie mających szansę wiedzieć więcej lub mniej (przy czym, szanse te nie wynikają z własnej woli czy możliwości dziecka). Naszym zdaniem, zdaniem Socjalistów, nauka szkolna powinna być w pełni gwarantowana przez Państwo, zatem obecna sytuacja jest niedopuszczalna.
Reformy oświaty nie przyniosły żadnej poprawy. Nieprzemyślane,źle przygotowywane, często w oparciu o ideologiczne przesłanki zmiany, doprowadziły do chaosu. Kolejni ministrowie udają, że wszystko jest w porządku. Przekonują, że sytuacja jest dobra, a nawet bardzo dobra.
Naszym zdaniem, w sytuacji gdy finanse państwa, zgodnie z zapewnieniami rządu, są w tak dobrej kondycji, nie ma powodów, aby nauczyciele nie mogli odczuć tej poprawy. Podwyżki, o które walczą, pozwolą uwierzyć, że rząd myśli o oświacie dojrzale. Nie można budować dobrego systemu kształcenia i wychowania  bez większych nakładów. Po 1989 roku pozycja nauczyciela była deprecjonowana przez koleje rządy. Dziś wreszcie pora to zmienić!
Polska Partia Socjalistyczna uważa, że dobrym początkiem będzie podniesienie pensji nauczycielom i pracownikom oświaty. Przecież rządzący tak pięknie tłumaczą, że zarobki w zarządach spółek skarbu państwa muszą być wysokie, muszą bowiem przyciągnąć do pracy profesjonalistów. Dziś PPS pyta, dlaczego  profesjonalistów w szkole można tak słabo opłacać?
Związek Nauczycielstwa Polskiego mówi o uporządkowaniu wielu kwestii w szkolnictwie, m. in. odbiurokratyzowaniu przedszkola i szkoły. Nauczyciele nie mają czasu na uczenie, wciąż wypełniają jakieś biurokratyczne zestawienia. To należny zmienić. Jednak jako Socjaliści przestrzegamy, zmiany po raz kolejny nie mogą być pozorowane i motywowane ideologicznie. Polska publiczna szkoła kolejnej takiej reformy może nie przetrwać. Nie skazujmy następnych pokoleń jedynie na prywatną edukację. Koniecznym jest dialog społeczny i wsłuchiwanie się w problemy, które nauczyciele zgłaszają. Opuszczanie sali negocjacyjnej niczego nie załatwia.
Polska Partia Socjalistyczna w pełni solidaryzuje się z nauczycielami. Popieramy strajk zapowiedziany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Wraz ze związkowcami, domagamy się istotnych podwyżek płac dla pracowników oświaty i przywrócenia odpowiedniej rangi zawodowi nauczyciela.