Jędrzej Moraczewski wraca do łask

Przemysław Prekiel
Jędrzej Moraczewski wraca do łask

commons.wikimedia.org

Przemysław Prekiel rozmawia z Iloną Florczak, historykiem z Uniwersytetu Łódzkiego, o życiu i osiągnięciach Jędrzeja Moraczewskiego.

Obecność Jędrzeja Moraczewskiego w PPS jest raczej nietypowa. Pochodzi z Wielkopolski, inżynier, skąd wziął się socjalizm w jego życiorysie?

Nie jest to pytanie, na które łatwo odpowiedzieć. Jędrzej Moraczewski odziedziczył niewątpliwie patriotyczne poglądy i zachowania. Na pierwszym miejscu w swojej działalności stawiał na odzyskanie niepodległości. Towarzyszyło mu to również podczas działalności socjalistycznej. Bowiem program PPSD również zawierał i mocno podkreślał kwestię odzyskania niepodległości, jako ten ten element najważniejszy. Po lekturze jego wspomnień z okresu dzieciństwa i młodości widać, że na pewno o tych kwestiach decydowała rodzina. Nastawienie na działalność społeczną i działalność jednostki w społeczeństwie. Ważnym etapem w jego życiu był okres studencki, podczas którego był bardzo aktywny w różnego rodzaju kołach zainteresowań. Te dyskusje między wchodzącymi w nowe życie młodymi ludźmi dawały mu możliwość wyboru. Kiedy Jędrzej Moraczewski studiował na Politechnice Lwowskiej działał wówczas już zakonspirowany Związek Młodzieży Polskiej „Zet”. Wielu kolegów Moraczewskiego ze studiów zajęło się działalnością polityczną, zasilając szereg rodzących się wówczas w Galicji partii politycznych. Wielu z nich wybrało ugrupowania prawicowe. Wydaje mi się, że to okres studiów był dla niego momentem przełomowym i zadecydował o dalszych wyborach ideologicznych. Moraczewski podchodził z dobrze sytuowanej rodziny inteligenckiej, choć jak sam podkreślał, sytuacja finansowa na początku jego samodzielnej życiowej drogi nie była najlepsza, to rodzina była dobrze sytuowana i dobrze postrzegana w środowisku lwowskim, ojciec był wysoko postawionym urzędnikiem, ale również cenionym fachowcem w środowisku lwowskich profesorów. Swoją społecznikowską pasją zaraził Jędrzej Moraczewski również swoja żonę, Zofię.

Ukazał się właśnie III tom 1 części wspomnień Jędrzeja Moraczewskiego. Dominują tam oczywiście nauka i praca. Od kilku lat osoba Jędrzeja Moraczewskiego zyskuje na znaczeniu, jest przypominana, ukazują się książki na jego temat m.in. pani autorstwa jego biografia. W okresie PRL-u był kompletnie zapomniany. Czy dziś Jędrzej Moraczewski jest na sztandarach polskiej polityki historycznej?

Nie jest. Choć został przywrócony do łask. Szczególnie XXI wieku przywrócił pamięć o tej szlachetnej postaci. Np. w 2018 r. wreszcie doceniono jego wkład w odzyskanie przez Polskę niepodległości – pośmiertnie został odznaczony najwyższym odznaczeniem państwowym – Orderem Orła Białego. Tak naprawdę jednak jego osoba z kart historii nigdy nie zniknęła. Trudno bowiem sobie wyobrazić historię II RP bez niego. W każdym podręczniku od szkoły podstawowej po studia wyższe Jędrzej Moraczewski występuje jako pierwszy premier II RP. w PRL-u nie cieszył się względami z oczywistych powodów. Był bowiem piłsudczykiem a ci nie mieli szansy na pozytywną i wyważoną pamięć w tym okresie. W 1968 roku ukazał się pierwszy artykuł biograficzny autorstwa Aleksandry Tymienieckiej. Jego bogata spuścizna została jednak pominięta. Ta ogromna spuścizna została rodzinie Moraczewskich odebrana i znalazła się w Archiwum KC PZPR. Obecnie przywrócono mu dobre imię. Naukowcy dostrzegają ogromny potencjał źródłowy i możliwość spojrzenia z dystansu na jego postać epokę w której żył. Obecnie można zauważyć duże zainteresowanie rodziną Moraczewskich wśród uczniów szkol średnich a może nawet większe osobą jego żony, Zofii Moraczewskiej. Jedną z pierwszych posłanek, pierwszą, która przemawiała w polskim parlamencie. Pierwszą biografie Jędrzeja Moraczewskiego napisał prof. Janusz Gołota, moja cząstkowa biografia. Obecnie na rynku mamy szereg wybór prac Jędrzeja Moraczewskiego. Oprócz jego wspomnień, opracowane przeze mnie, w 2016 roku roku historycy z Wrocławia wydali jego „Dziennik wydarzeń 1939-1944” następnie wydali korespondencję z okresu I wojny światowej między małżonkami, oraz listy Zofii Moraczewskiej do siostry Heleny Kozickiej. Ta ogromna spuścizna jest szeroko dostępna, nie jest na szczęście głęboko zakopana w jakimś archiwum.

Nie sposób nie wspomnieć o Sulejówku, miejscu związanym z Jędrzejem Moraczewskim. Ma tam swoją ulicę i pamięć o nim i jego rodzinie jest chyba żywa?

Tak. Są dwie szkoły w Sulejówku, które noszą imię Zofii i Jędrzeja Moraczewskich. W mieście jest żywa pamięć o dokonaniach lokalnych małżeństwa Moraczewskich. Ta pamięć odżyła, kiedy w Towarzystwie Przyjaciół Sulejówka, które zostało założone przy współudziale Moraczewskich jeszcze w okresie międzywojennym,, zacząć działać Mirosław Krzysztof Smosarski, który zmarł niestety we wrześniu tego roku. Był on również mężem jednej z wnuczek Moraczewskich i bardzo dbał o pamięć o tych wybitnych ludziach. Był właścicielem domku Moraczewskich w Sulejówku. Dzięki jego działalności oraz pomocy lokalnych władz udało się przywrócić temu miejscu należyty blask. Założono tam Izbę Pamięci Zofii i Jędrzeja Moraczewskich. Właściciele byli bardzo otwarci na różnego rodzaju inicjatywy lokalne. To właśnie za namową Mirosława Smosarskiego zdecydowałam się podjąć pracę nad opracowaniem i wydaniem Wspomnień Moraczewskiego. Wracając do „Siedziby” (bo tak nazwali swój dom Moraczewscy) – ten domek jest naprawdę uroczy i oddaje klimat tamtej epoki. W pobliżu z kolei znajduje się Muzeum Józefa Piłsudskiego, które prowadzi udane akcje edukacyjne. Dużą wagę do pamięci o Moraczewskich w Sulejówku przykłada również burmistrz tego miasta, który z wykształcenia jest również historykiem.

Jędrzeja Moraczewskiego kojarzymy dziś przede wszystkim z okresem 1918/1919 kiedy to sprawował urząd premiera. Zasługi tego rządu są ogromne i niepodważalne. Wymieńmy kilka- 8 godzinny dzień pracy, ubezpieczenia społeczne, prawo do ustroju, prawa wyborcze dla kobiet. Te wszystkie postulaty spotkały się jednak z wielkim sprzeciwem prawicy, który uznawała te postulaty za bolszewickie.

To było wówczas naturalne i bardzo potrzebne. Historiografia z okresu PRL podkreślała, że ludność była rewolucyjnie nastawiona, że rewolucja była blisko. Obecnie nauka ma inny pogląd na te kwestie. Były oczywiście napięcia społeczne, ale nie na taką skalę jak to przedstawiano przed 1989 rokiem. Rozwiązania, które zostały przyjęte w 1918 roku czyniły z Polski jedno z najbardziej nowoczesnych państw w Europie. To była potrzeba chwili. Świat po I wojnie światowej bardzo się zmienił. Rząd Moraczewskiego zrobił to radykalnie i szybko. To jedno z największych osiągnięć tego rządu, który istniał krótko i funkcjonował w bardzo trudnych warunkach. Nie akceptowany przez państwa Ententy, atakowany przez prawicę i Kościół. To był czas po Wielkiej Wojnie, kraj był zrujnowany, panowała olbrzymia bieda, nie było przemysłu, panował chaos. Na terenie państwa polskiego nadal stacjonowały obce wojska. Pamiętajmy o tym, że to był z założenia rząd tymczasowy. Moraczewski w grudniu 1918 roku pisał do żony, że „za tydzień ustąpimy”. Bez tego wsparcia Zachodu odbudowa państwa polskiego była niemożliwa. Zachód nie uznawał jego rządu a zachodnia pomoc była w tym czasie niezwykle potrzebna. Sympatią Zachodu cieszył się z kolei Komitet Narodowy Polski z Romanem Dmowskim na czele.

Nie sposób nie wspomnieć o zamachu prawicy na rząd Jędrzeja Moraczewskiego z stycznia 1919 roku. Ten zamach się nie udał, sam Józef Piłsudski jego twórców wyśmiał. Roman Dmowski wiedział o tym zamachu?

Na pewno poinformowano o zamachu Ignacego Paderewskiego. On sam zdecydowanie odciął się od zamachowców. Moraczewski z kolei bagatelizował fakt przeprowadzenia zamachu, choć został aresztowany wraz z jednym z ministrów. Wspominał nawet, że to był doskonały czas, aby odpocząć. Znamienne jest to, że zamachowcy nie ponieśli praktycznie żadnej kary. Był to jednak zamach na legalną władzę i nie wyciągnięto konsekwencji wobec jego organizatorów. Wydaje się słuszne obecna w historiografii przekonanie, że zamach dał wreszcie Piłsudskiemu pretekst do odwołania jednostronnego skądinąd rządu, który także w założeniu jego twórców, był tymczasowy, a najważniejszym jego zadaniem było rozpisanie i zorganizowanie wyborów do Sejmu Ustawodawczego. Kilka dni przed wyborami i, co należy podkreślić, przez rozpoczęciem obrad konferencji pokojowej w Paryżu, był to najodpowiedniejszy moment, na ustąpienie rządu Moraczewskiego i powołanie rządu Ignacego Paderewskiego, który bardzo szybko został uznany przez państwa zachodnie. Dobrze jednak, że podczas nieudanego zamachu wojsko opowiedziało się za Piłsudskim i szybko opanowano tę sytuację. Moraczewski z ulgą złożył swoją dymisję. Nie chciał być premierem, to nie było jego marzenie. To był dla niego obowiązek, powierzony przez Piłsudskiego, który musiał wypełnić.

Przechodzimy do zamachu majowego. Cała lewica poparła Józefa Piłsudskiego. Trudno sobie wyobrazić, żeby PPS broniła rządu Wincentego Witosa, którego uważała za sprawcę tragedii z listopada 1923 roku. Jędrzej Moraczewski w chwili próby jednak opowiedział się jednak po stronie Marszałka, zostawił PPS. Został jednym z rozłamowców. To był ostateczny rozbrat z partią po 1928 roku?

Z partią tak, ale nie z socjalizmem. Nad jego karierą zawisł związek z Piłsudskim. Trudno mi zrozumieć i wytłumaczyć takie uwielbienie dla jednostki. Musiał mieć Piłsudski takie cechy charakteru, które przyciągały ludzi. Moraczewski porzucił partię, która współtworzył, która reprezentował na najwyższych stanowiskach, nadawał jej kierunek polityczny, reprezentował partię na zewnątrz. Oficjalnie jednak to on został z partii wyrzucony, ale takie były konsekwencje jego postępowania i wyborów, jakich dokonał.

Po śmierci Józefa Piłsudskiego obóz sanacji był już inny. Inny był również kierunek ideowy władzy, która ewidentnie skręciła w prawo czego symbolem było powstania OZN. Jak Moraczewski odnajdował się w tamtej rzeczywistości?

Był już poza polityką, ale oceniał te zmiany bardzo krytycznie. Skupił się raczej na publicystyce i działalności lokalnej, choć nadal utrzymywał kontakty z wieloma politykami. Dystansował się od przywódców sanacji np. od Walerego Sławka, który stanął na czele BBWR. Moraczewski uważał, że ta organizacja nie przetrwa i wyrażał wątpliwości, że będzie ona zgodna z linią Marszałka. Zamknął jednak sobie również drogę powrotu do PPS. Partia uznała go za zdrajcę i nie miał tam czego szukać.

Jego stosunki z działaczami PPS nie były chyba później najlepsze? Zerwano ostatecznie te więzi przyjaźni. W kolejnych tomach, które mam nadzieję się ukażą, Moraczewski dość krytycznie ocenia działania PPS. Atakuje wielu byłych towarzyszy m.in. Hermana Liebermana

To prawda. Bardzo wiele się zmieniło w stosunkach z działaczami socjalistycznymi, z którymi współdziałał podczas pracy politycznej i poselskiej. Z Hermanem Liebermanem współpracował od dawna, jeszcze w okresie, gdy obaj byli posłami w austriackiej Radzie Państwa. Podczas I wojny światowej dwaj posłowie trzymali się razem, służąc w I Brygadzie Legionów Polskich i realizując wytyczne Piłsudskiego na różnych polach, w parlamencie, w Naczelnym Komitecie Narodowym, czy w PPSD. Jednak polityka, niestety, potrafi podzielić nawet najbliższych przyjaciół,. Po zamachu majowym drogi dawnych towarzyszy partyjnych rozeszły się, a o i sami nie szczędzili sobie nawzajem gorzkich i krytycznych słów. Warto dodać, że we Wspomnieniach Moraczewski nigdy otwarcie nie wypowiadał się krytycznie o Daszyńskim, przywódcy PPSD w Galicji. Również „złotousty Ignac” (jak nazywano Daszyńskiego), w swych Pamiętnikach, pisanych już po rozłamie w PPS i wykluczeniu Moraczewskiego z partii, nie wyrażał się negatywnie, pisząc o swym koledze partyjnym. To pokazuje jego wielkość jako polityka i prawdziwego męża stanu.

Czy zatem mimo tego, że z PPS został wyrzucony i nazwany zdrajcą, może być dziś dla lewicy kimś ważnym, kogo bierze się na sztandary?

Absolutnie tak. Należy wspomnieć o jego patriotycznej i konsekwentnej działalności niepodległościowej. Jego przykład wyraźnie pokazuje, że socjalista może być jednocześnie patriotą, przywiązanym do wartości narodowych, że jedno nie wyklucza drugiego. Po 1989 r. i znacznie później, w dyskursie politycznym, czasem też niestety propagandowym socjalistów stawiano na równi z komunistami, co było dla nich bardzo krzywdzące. Współcześni Moraczewskiemu działacze narodowi określali go jako partyjnego aparatczyka i doktrynera. Mimo swego niekiedy doktrynerstwa, był jednak politykiem zdolnym i skłonnym do kompromisu. Widzimy to zwłaszcza podczas okres I wojny światowej, gdy próbował nawiązywać kontakty z działaczami prawicy w celu stworzenia wspólnego frontu celem odzyskania niepodległości. Nie udało się wtedy, nie udało się też doprowadzić do utworzenia rządu ogólnonarodowego w listopadzie 1918 r. Jednak rząd socjalisty Moraczewskiego, wprowadził dekrety, które wprowadzały w odrodzonej Polsce ustrój demokratyczny, powszechne prawo wyborcze ( przyznając prawo głosu także kobietom!) i ośmiogodzinny dzień pracy – przyjęte przez rząd rozwiązania stawiały Polskę w awangardzie państw europejskich. Z tego powodu postać Moraczewskiego na zawsze wpisała się w polską historię.

Poprzedni

Klęska strategii czy strategia klęski?

Następny

20 tysięcy za honor