Niesympatyczni i niesprawni

Już ponad pięć lat temu zaczęliśmy poznawać „ludzi prawa i sprawiedliwości”, z wyraźnym pośpiechem obejmujących bardzo ważne, i mniej ważne, stanowiska państwowe. Na karb długiego oczekiwania na ponowny powrót do władzy składałem wówczas ich specyficzne zachowania, dość znacznie różniące się od poprzednich rządów liberałów, lewicy, starej solidarności a nawet gierkowskiej dekady.

Te rzucające się w oczy cechy, to wyjątkowa pewność siebie, okazywanie otwartej lub skrywanej wyższości nad innymi obywatelami, ostentacyjna, czasem autentyczna, ale u większości raczej udawana pobożność. Jednocześnie totalna negacja całego powojennego dorobku i jednolita, urzędowa, optymistyczna wizja przyszłości.

Sympatia nie trwa wiecznie

Realistów najbardziej drażniło podsycanie tej wizji decyzjami, albo planami, nieosiągalnych w dającym się przewidzieć czasie wielkich przedsięwzięć gospodarczych – „największego”, centralnego portu komunikacyjnego konkurującego z jeszcze większym berlińskim, produkcji promów i elektrycznych samochodów, masowej budowy tanich mieszkań. Mieliśmy też błyskawicznie skonstruować i produkować nadzwyczajny polsko – ukraiński wojskowy helikopter, przy którym poprzednio zakontraktowane francuskie Caracale miały być tylko drogim złomem. Nic dziwnego, – co lepszego mogli wymyśleć Francuzi, których przecież w przeszłości „uczyliśmy posługiwać się widelcem”.

Twórcy i opowiadacze tych planów częściowo brali przykład z Gierka, który jednak „mierzył siły” i był bardziej prawdomówny. Zadłużał nas, ale zmotoryzowaliśmy się na małych Fiatach, mieszkania były małe, ale były, „gierkówka” z Warszawy do Katowic wiele lat służyła i nadal nią jeździmy.
Powoli nowa władza stawała się coraz bardziej nielubiana w kraju i zagranicą. Co najmniej, mimo materialnych prezentów, przez połowę ludności w kraju, dlatego, że robiła nieustanny i coraz większy skok na kasę („bo te pieniądze im się należały”), przerzucała „swoich” ludzi na coraz lepiej płatne posady, zachowywała się w sposób „władczy” w stosunku do reszty społeczeństwa. Z państwowej telewizji zrobiła coś w rodzaju goebbelsowskiego „ministerstwa propagandy”. Przypuszczenia, że właściwie dzięki temu przepchnęła w ostatnich wyborach swojego prezydenta, mogą być prawdziwe. Coraz bardziej zaczęła lekceważyć prawo – łącznie z konstytucją – narażając państwo na straty (jak w przypadku nakładów na niezrealizowane wybory korespondencyjne), albo uznając, że „ich ludziom” wolno omijać obowiązując zasady (jak w przypadku wielotysięcznych zarobków posłów i senatorów poza parlamentem, albo – ostatnio – odwiedzać chorych w szpitalach), czego innym nie wolno.
Zagranica przestawała lubić Polskę – a ściślej jej rząd, – bo wszystkie ich badania wskazują, że prowadzone pod hasłem dobrej zmiany zawirowania organizacyjne w wymiarze sprawiedliwości, czasem wręcz humorystyczne ataki na sędziów, tworzenie specjalnych sądów dla ich karania – w konsekwencji doprowadzają do tego, że Polska przestaje być państwem praworządnym. Niechęć budziły i budzą także dziwaczne manewry wokół LGBT, a zwłaszcza dorabianie ideologii do znanych od wieków odchyleń fizjologicznych i psychologicznych. Głośnym dzwonkiem alarmowym tej zmiany oceny naszego kraju powinna być niedawna decyzja norweskich urzędów o przyznaniu azylu Polakowi, który – ich zdaniem – „może nie być osądzony sprawiedliwie w swojej ojczyźnie.

Ale wątpliwości, co do naszej praworządności, nie są jedyną przyczyną wzrostu niechęci Europy. Drugą jest lekceważący stosunek do wszelkich jej uwag i sugestii, niezgodnych z poglądami ideologicznego ajatollaha polskiej prawicy. Na tle tego lekceważenia rozwijają się buńczuczne wypowiedzi naszych mniej ważnych polityków działających w kraju i europosłów. Przykładowo – sugerowanie przez relatywnie młodych ludzi, że jesteśmy przedmurzem europejskiego chrześcijaństwa i tylko my go bronimy, wydaje się trochę niestosowne. W końcu to „zachodni” rycerze z krzyżami na piersiach i sztandarach walczyli w XI i XII wieku z niewiernymi (inna sprawa, że też niesłusznie), kiedy my jeszcze byliśmy także poganami, albo nieufnymi neofitami chrześcijaństwa.

Nie chcę być katastroficznym wróżbitą. Jednak nie można wykluczyć, że to „nielubienie” w Unii może wpływać na realizację naszych oczekiwań wspomagania finansowego z tego źródła. Pomoc w poprawie obrazu Polski ze strony Igi Świątek jest cenna, ale jej skutki nie będą długotrwałe.

Nieudolność może trwać dłużej

Praworządni i sprawiedliwi przejęli władzę, rozdając pieniądze. To był zręczny chwyt, bo nie jesteśmy najbogatszym w Europie społeczeństwem, ciągle nie możemy przegonić nawet braci Czechów. Każdy grosz oddawany nam z naszych pieniędzy, jest więc mile widziany i tworzy poparcie najuboższych. Ale Sprawiedliwi postanowili dłużej wykorzystywać ten instrument tworząc różne strumienie wypływu budżetowych pieniędzy do niektórych grup społecznych. Siedząc na przyzbie z przyjaciółmi ze zdumieniem wysłuchiwaliśmy radosnych zapewnień o emerytalnych 13-tkach, 14-tkach a może nawet 15-tkach w 2021 roku. Patrzyliśmy ze zdziwieniem na pospieszne przekopywanie Mierzei Wiślanej, które nie było teraz niezbędne. Z uwagi na rozmiary kanał nie będzie mógł przepuszczać dużych statków i zapewne stanie się głównie atrakcją turystyczną. Zamortyzuje się nie wcześniej, niż za czasów naszych pra, prawnuków.
Wydawanie zarobionych przez społeczeństwo pieniędzy dla utrzymania społecznego poparcia, stało się podstawowym instrumentem stabilizacji władzy. Jednocześnie uznano, że naród będzie się pozytywnie podniecał, jeśli będziemy je także wydawać na zwiększanie naszej siły militarnej, pod hasłem wzrostu obronności. To zresztą nic nowego. Zawsze szykowaliśmy się do jakiejś wojny. A jeżeli wybuchała, to i tak nie byliśmy przygotowani, zarówno w czasach „Potopu” jak i II wojny światowej. A postęp techniczny doprowadził do tego, że we współczesnej wojnie światowej bylibyśmy głównie strefą przelotu rakiet zmierzających do bardziej odległych celów.
Minister finansów w rządzie Donalda Tuska powiedział „pieniędzy na to nie ma i nie będzie”. Mylił się. Pieniędzy jednak trochę było i trochę przybyło przez zwiększenie dyscypliny podatkowej. Ale zaczęły się kończyć. Jak się kończą, nie daje się więcej zarobić i ma się trudne do zapomnienia zobowiązania, to trzeba pożyczać. Różne są dane, analizy i metody liczenia, ale dług państwa wzrósł, do co najmniej 250 – 340 milionów dolarów. Państwa, – czyli nasz. Bo państwo ma tylko takie pieniądze, jakie my oddamy do wspólnej kasy. Gierek został daleko w tyle.

Nieudolność zarządzania i doboru kadr naszych „sprawiedliwych” osiągnęła apogeum w dobie pandemii koronawirusa. Najpierw – zdaniem rządzących – była mało groźną epidemią, potem, na wakacje i przed wyborami, już z nią właściwie wygraliśmy. Kiedy przyszła jesień i nastąpił drastyczny wzrost zachorowań, no to „przecież nie mogliśmy tego przewidzieć”. Nie zastosowano dwutygodniowego zamrożenia wszystkiego, co można zamrozić – łącznie z pobytem dzieci i młodzieży w szkołach i uczelniach, całej gastronomii i turystyki, zakazem organizowania wesel, chrzcin, imprez sportowych, ćwiczeń wojskowych itp. Ślub można wziąć, ale wesele zrobić później. Doświadczenia kilku krajów wykazały, że tylko wtedy można osiągnąć wyraźnie „oderwanie się od nieprzyjaciela”, przerwać taśmę zakażeń, zwolnić znaczną część łóżek w szpitalach.
Pochodną nieudolnych reakcji na pandemię jest także, – o czym już pisałem – kompletny bałagan w organizacji szczepień na grypę. To się jeszcze może uspokoić, ale pozostawiło już ślad w graniczącej z satyrą ocenie sprawności rządu.

Dobroduszność jest cechą często wypominaną mi przez przyjaciół. Mimo, że wpływa ona hamująco na moje oceny dochodzę do wniosku, że w interesie „suwerena” jest możliwie najszybsze zakończenie rządów „prawych i sprawiedliwych”. Może to się uda wcześniej niż się spodziewano, bo różne grupy społeczne zaczynają bardziej agresywnie wyrażać swoje niezadowolenie. Jeśli się nie uda, to trzeba zewrzeć szyki i doprowadzić do zmiany konfiguracji sceny politycznej w wyborach za trzy lata. Trzeba traktować ten cel, jako nadrzędny. Wiem, ze nasi opozycyjni i wyczekujący politycy mają z tym trudności, że ciągle opowiadają o własnych programach i różniących się celach. Na to też przyjdzie czas. Ale najpierw muszą zacisnąć zęby i nie dopuścić do całkowitej degrengolady państwa i utrwalenia anegdotycznych poglądów w świadomości społecznej, a zwłaszcza w umysłach indoktrynowanej młodzieży.

Warszawa – Marki, 13.10.2020r.

Kto następny?

Sianie wrogości przez PiS względem obywateli myślących inaczej, to jego sposób rządzenia krajem. Jest ona (wrogość) twórczo rozwijana i podtrzymywana.

Na górnej półce PiS-owskiej nienawiści są komuniści. Niewiele niżej jest PO, może nie jej wyborcy, ale partia jako uosobienie zła, korupcji i III RP. Ziobro dostał patent na nienawidzenie kasty sędziowskiej. Przede wszystkim straszy się elektorat PiS ludźmi wykształconymi, którzy mogą mącić w głowach obywateli. Niezależni dziennikarze zawsze są dyżurną solą w oku obecnej władzy. Co i rusz wychodzi na wierzch skrywana niechęć do Żydów i straszenie nimi. Niechęć do Niemców i do UE to międzynarodowy poziom zastraszania przez PiS swoich wyborców. Mamy lubić Węgrów, choć nie wiem specjalnie za co. W dwóch światowych wojnach byli przecież w koalicji z Niemcami, których obecna władza nie lubi.

Są także strachy sezonowe, czasowe, albo sytuacyjne. Kilka lat temu zagrożeniem byli obcy niosący ze sobą wszy i choroby. Kiedy temat ograł się i okazał nieprawdziwy, wskazano na LGBT i neomarksizm, z którego LGBT, jak wiadomo, wywodzi się. Temat też powoli przestaje interesować i męczyć nawet wyborców PiS, bo zagrożenia żadnego nie widać. No, ale przecież te wrogie względem narodu, działania lewaków mogą być prowadzone w podziemiu i dlatego trzeba być zawsze czujnym.

Pandemia i polityczna wojna przyspiesza życie polityczne i wywołuje nerwowość u rządzących. Dlatego wzrasta i będzie nasilać się częstotliwość ataków na różne grupy społeczne., Kilka dni temu poseł Brudziński, ten od „komunistów i złodziei”, zaatakował ludzi kultury. Ci od kultury domagali się pomocy rządowej, a wstydu nie mają, bo przecież rządowe, czyli wg PiS ich pieniądze, dawane są tylko swoim. Zreflektowano się i publicznie wycofano z ataku, ale to nie zmienia faktu, że pieniądze nadal idą tylko do swoich.

Pandemia nie daje za wygraną, więc wskazano, że to lekarze słabo przykładają się do leczenia i dlatego jest, jak jest. Rządowi nie idzie, trzeba wskazać winnego. Wkrótce można spodziewać się ponownych ataków na nauczycieli, bo problemy z nauczaniem w szkołach narastają. Uczniowie też nie powinni czuć się bezpieczni. Coraz mniej chętnie chodzą na religię, ulegają złym wpływam lewactwa i ciekawi ich świat. To już może wystarczyć, by zaatakować młodzież za lewackie odchylenia i przy okazji skarcić rodziców, by podążali drogą, jaką PiS im wskazuje. Minister Czarnek (in spe) już jest szykowany do takich zadań. Generalnie każda grupa obywateli może być obwiniona o jakieś niepowodzenia władzy, czy zwyczajne sypanie politycznego piachu w PiS-owskie tryby co też jest naganne.

Na razie wyłączone jest z ataków wojsko i służby utrzymujące porządek, bo to jest wewnętrzne, zbrojne ramię PiS-owskiej władzy. Nie muszą się obawiać ataku dziesiątki tysięcy księży, bo aktualnie PiS żyje z nimi w konkubinacie. Jedni drugich wspierają w utrzymywaniu PiS-owskiej władzy, bo, że na to, co dzieje się w Polsce życzliwie patrzy z góry Opatrzność, szczerze nie wierzę.

Mazowsze bez Warszawy

W Sejmie, a potem w gazetach, pojawiła się informacja, że partia rządząca szykuje rozbiór Mazowsza. W jego miejsce ma być utworzone dwa województwa: jedno Warszawskie, a drugie Obwarzankowe.

To pierwsze będzie najbogatsze w Polsce, to drugie najbiedniejsze. Stolicą tego pierwszego będzie Warszawa, chyba, ze Premier Sasin dogada się z przewodniczącym Gawkowskim – to będzie Wołomin. Drugiego stolica będzie przechodnia – obstawiam Radom na początku, znając silną pozycję Ministra Suskiego i Senatora Bielana w aparacie władzy. Jak wróci poseł Jasiński to stolicę rzucimy do Płocka, a jak do łask wróci Minister Tchórzewski do Siedlec.

Nie mam nic przeciwko dyskusji na ten temat. Zawsze uważałem, że podział administracyjny kraju i architektura samorządu jest rzeczą wtórną w stosunku do celów państwa. Tylko, że tak naprawdę nie wiemy, jakie cele nasze państwo w tej chwili określa jako najważniejsze. Jeśli to likwidacja podziału na Polską A i B, to akurat ten pomysł podział ten sankcjonuje. Jeśli myślimy o decentralizacji – to w tym przypadku osłabimy samorządy w obydwu nowych województwach. Jeśli o ograniczaniu administracji to tym pomysłem ją podwajamy. Jeśli o równomiernym rozwoju i spójności społecznej, to właśnie będziemy ją dekonstruować.

Powinno to wszystko być przedmiotem wnikliwej dyskusji społecznej. Społeczeństwo i społeczności lokalne i regionalne to nie jest paczka gwoździ, którą możemy sobie przerzucać tak, jak nam pasuje. To kontakty gospodarcze, skomplikowany i powiązany ze sobą system edukacyjny, kulturowy czy zdrowotny. Granice województw to także granice dostępu do rozmaitego rodzaju usług publicznych, w tym świadczonych przez wysoko wyspecjalizowane jednostki, których właścicielem jest samorząd wojewódzki. Kto przejmie Szpital Ginekologiczny na Karowej – jedyny w swoim rodzaju, świadczący dziś usługi dla całego Mazowsza? Jeśli Marszałek Warszawski, to gdzie pojadą kobiety z patologią ciąży zamieszkałe w Żurominie? Jeśli Marszałek Obwarzanka, to jak zareaguje mieszkanka Powiśla, której przytrafi się to nieszczęście. To tysiące takich problemów, o których nawet nie chce mi się pisać, bo wszak dla każdego, który wie, jak „chodzi” nasze życie są to kwestie oczywiste.

Są także problemy natury nieoczywistej, bo mentalnej. Wyjęcie Warszawy (obojętnie z iloma powiatami) z Mazowsza dekonstruuje polska tradycję i bardzo wyrazistą tożsamość regionalną. Małopolska bez Krakowa (czemu nie), Wielkopolska bez Poznania (czemu nie), Pomorze bez Trójmiasta (to oczywiste). Czy przypadkiem nie doprowadzi to do zniszczenia więzi społecznych, naturalnych kanałów migracji awansowych? Czy obywatele Płońska i Lipska (i tych powiatów) zechcą widzieć swoje kariery w Płocku lub Radomiu, czy raczej będą wiać do Warszawy, zasilając swoimi podatkami to województwo, a nie macierzyste. Oczywiście, możemy wprowadzić zakaz meldunku w Warszawie (trenowaliśmy to w PRL), ale będzie to dość skomplikowane.

Niezorientowani przywołają w tym miejscu fundusze unijne, wskazując, że biedne Mazowsze dostaje mniej pieniędzy przez bogata Warszawę. Warto wyjaśnić, że podstawą podziału funduszy unijnych nie jest nasz podział wojewódzki tylko podział NUTS, czyli wyodrębnienie tych regionów, które wymagają nadzwyczajnej pomocy. Od kilku lat Warszawa i Mazowsze są w tym podziale odrębnymi regionami. Zysk Mazowsza polega na tym, że dzięki pieniądzom przynoszonym przez mieszkańców Warszawy stać go na wkład własny do funduszy unijnych. Bez tych pieniędzy tego wkładu własnego nie będzie.

Zatem jakie cele przyświecają partii rządzącej?

Po pierwsze władza. Mazowszem od lat rządzą koalicje bez PiS-u, a w normalnych, demokratycznych warunkach „pozbycie” się Adama Struzika – jednego z najwybitniejszych i najbardziej doświadczonych samorządowców – nie wchodzi w grę. Decydują o tym obywatele Warszawy, miasta mało chętnego partii rządzącej. Pozbycie się Warszawy z Mazowsza otwiera drogę do przewagi Prawa i Sprawiedliwości w nowym województwie. Nasz marszałek, nasi wicemarszałkowie, nasz urząd, nasi – bo przyjmowani od zera urzędnicy – to kusi.

Po drugie – to dwie nowa administracje wojewódzkie i ponad dwa tysiące dobrze opłacanych posad. Dotychczasowym pracownikom Urzędów Wojewódzkiego i Marszałkowskiego damy wypowiedzenia (likwidacja miejsca pracy) i zatrudnimy nowych – w podwójnej ilości. Dwóch wojewodów, czterech wicewojewodów, kilkudziesięciu dyrektorów, Wojewódzkich Inspektorów, Komendantów itd. Do tego ich zastępcy i wice-, dyrektorzy, naczelnicy i kierownicy. Paru się zostawi, ktoś musi się znać na robocie, ale reszta zostanie zastąpiona lepszymi, bo naszymi, kadrami.

Po trzecie – jedno województwo będzie biedne i jego budżet będzie zależny od pomocy rządowej. Drugie bardzo bogate i będzie komu zabierać. Nikt nie zaprotestuje, bo lemingów i amatorów caffe latte nikt nie będzie bronił. Skubnie się ich Janosikowym (to akurat w moim przekonaniu słuszny mechanizm). Ale skubnie się ich także innymi instrumentami finansowymi, które być może znajdą się w nowej ustawie, a może znajdą się w kolejnej ustawie antycovidowej, zgłoszone jako poprawka na posiedzeniu sejmowej komisji sportu. Zanim ktokolwiek się zorientuje będzie po sprawie.

Po czwarte – jakaż to piękna okazja, aby pokazać Trzaskowskiemu miejsce w szeregu. W odróżnieniu od wielu moich Kolegów uważam, że gość ma potencjał. Wie to tez Jarosław Kaczyński. W modelu, który się rodzi, Trzaskowski będzie jednym z paru (kilkunastu) starostów. Rządził będzie marszałek, nadzorował wojewoda, a TVP będzie siedziała prezydentowi Warszawy na plecach. Tu awaria ścieków, tam zabierzemy zarząd nad Krakowskim Przedmieściem, a na deser złapiemy pijanego zastępcę dyrektora do spraw nijakich. To na Rafale Trzaskowskim trenowany będzie nowy system kierowania samorządem. Jak się władzy ten eksperyment uda, to już nikt jej nie podskoczy. I to też chodzi.

Średniowiecze – pisowska reaktywacja

Ciemnota i zacofanie wśród części Polek i Polaków gnieździły się zawsze, lecz współcześnie to PiS katalizuje jej rozrost i powoduje, że jak dżdżownice porażone prądem, wypełza na powierzchnię.

Ciemnotę kojarzymy z wiekami ciemnymi (XII-IX w. p.n.e.). To był okres niszczenia dorobku poprzedników, kulturowego upadku, plądrowania grobów, rosnącej biedy. Jakoś dziwnie kojarzy się to wszystko z rządami PiS-u. Głównie jednak, o zaprzepaszczenie szansy ciągłego rozwoju i upadek cywilizacyjnych norm obwiniamy średniowiecze. Tworzyło ono własną cywilizację praktycznie od nowa. I tu skojarzeń z pisowską rzeczywistością dostrzec można znacznie więcej.

Jeżeli patrzeć na prostaczków, którzy ślepo wierzyli w demony i w Boga zarazem, uważali władzę za pochodzącą z niebios, to średniowiecze można nazwać wiekami ciemnymi. Teraz wiek ciemny funduje nam dyktatura ciemniaków z PiS-u (parlamentarzyści i wiceministrowie z wykształceniem podstawowym, zawodowym i średnim, marszałek po zawodówce, rządowi eksperci po kościelnych kursach itp.). W średniowieczu za człowieka światłego uchodził potrafiący czytać i podpisać się. PiS doprowadził do podobnej sytuacji, gdzie mamy ,,mężów uczonych” w obsadzanych przez nich instytucjach; w senatorskich fotelach zasiadają przecież ślusarze, stolarze, tapicerzy, technicy kolejowi itp.

Analogie są zadziwiające. XI-XIII wiek to okres nastrojów antymuzułmańskich, okres zbrojnych krucjat. Poza religijnymi, ich przyczyny miały także podłoże polityczne i ekonomiczne. Pis skutecznie rozniecił dziś nastroje antyislamskie i zrobił to ze względów religijnych, szowinistycznych, rasistowskich i ideologicznych, budząc do muzułman niechęć, wrogość, odrazę (,,zarazki, pasożyty, pierwotniaki”). Zresztą wielu zaczadzonych prostaczków do krucjat jest już gotowych; już zorganizowali tzw. Armię Boga, zastępy Rycerzy Jezusa, wznoszący miecze podczas mszy, tymczasem wprawiający się w pospolitych pobiciach muzułmanów i każdego o ciemnej karnacji, wyzywaniu ich i szykanowaniu. Ot, taka chuligańska krucjata na miarę prymitywnej propagandy PiS-u. Wszystko to ma być obroną polskiego zaścianka, czyli niewpuszczaniem w granice Polski choćby jednego nieszczęsnego uchodźcy, jednocześnie z powoływaniem się na tradycyjną, wielowiekową, polską tolerancję i gościnność w tle, która ma nas rzekomo wyróżniać na tle zdemoralizowanej Europy. Co zadziwia, sam Morawiecki ogłasza swoistą polską krucjatę, tyle że przeciw… państwom UE, co wiąże się wg niego z potrzebą chrystianizacji Europy i obrony pomników Wojtyły. To m.in. skutek fanatyzmu religijnego, renesansu wypaczonej religijności, zmieszanej z demonstrowaniem nienawiści, agresji do innowierców i obcych. Ta groteskowa religijność dostrzegana jest na każdym kroku; jakieś babiny obcałowują plamę uryny na murze czy korzeń drzewa, bo przypomina im oblicze Jezusa lub Maryi, pełzają na kolanach niczym robaki, leżą krzyżem na chodnikach, tłumy klęczą na krawężnikach, przebierają się w jakieś czerwone peleryny, niczym Zyndram z Maszkowic, bijący krzyżaka … Ale nawet jakiś profesor Uniwersytetu Ekonomicznego o nazwisku niewartym przytoczenia apeluje o ,,żarliwą modlitwę w intencji wypędzenia złego ducha,”, bo tylko taka modlitwa pomoże w zrozumieniu obecnej ekonomii”.

Dalej. Odżyły jakieś pokraczne, średniowieczne obyczaje, zabobony i przesądy. W dużej części to zasługa kościoła kat. Groteskowe zawierzanie Maryi gospodarki narodowej, bezpieczeństwa narodowego, a nawet polskiej armii. To Jasnogórska Panienka ma nas bronić, nie armia polska, która sama oddaje się jej opiece, a Macierewicz może wygłosić do żołnierzy sentencję:,, ,Możecie się czuć bezpieczni, ponieważ zostaliście zawierzeni opiece Matki Przenajświętszej” (!). Jednocześnie prezydent nie mógł pominąć takiej uroczystości w Łagiewnikach jak koronowanie Chrystusa na króla Polski. A może większość Polaków sobie po prostu nie życzy takiej średniowiecznej szopki?. My nie, ale tatuś prezydenta tak. Dlatego twierdzi, że akt oddania się Chrystusowi Królowi powinien być w Polsce przyjęty”. To dlatego wdzięczne jego wielbicielki, babiny z Radia Maryja, stercząc pod PADem propagowały hasło: ,,Błogosławiony członek, który cię spłodził”.
Czy my żyjemy w czasach bitwy pod Grunwaldem? Czy naprawdę, jak twierdził zdewociały Antoni, wiara chrześcijańska to najważniejszy oręż wojska? To może i ogień krzyżowy stanowi najistotniejszą taktykę naszego armii?. Nawet zdrowie Polaków zawierzamy siłom niebieskim. Jakiś dominikanin ogłosił: ,,Katoliku, nie lecz się, Bóg cię wyleczy, on jest od tego” (!) Odradzają się absurdalne przesądy i ruchy: zakaz in vitro, odmowy aborcji, transfuzji krwi, szczepień, niekorzystanie z współczesnych osiągnięć ludzkości, a skutki widać jak na dłoni – powrót zapomnianych od średniowiecza chorób jak cholera, odra, rotawirusy, meningokoki, świnka, krztusiec, zapalenie opon mózgowych i różyczka. Wszystkie te choroby mogą być śmiertelne. Ciemnota tryumfuje, gdy jej nosiciele głoszą: ,,szczepionki wytwarzane są z martwych płodów, a za choroby odpowiada szatan”. Ba, nawet prezydent ogłosił się przeciwnikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych. Mało tego, dziwactwa rodem z średniowiecza jakie wyczynia prezydent doprawdy zdumiewają, jak wtedy gdy w 2014 r. specjalnie wybrał się do Zembrzyc, by niejaka Myrna Nazzour pocąca się ,,Świętym Łojem” lub ,,Błogosławionymi Wydzielinami”, wtarła mu w skórę swój błogosławiony tłuszcz organiczny. Nie dziwią więc pełzające na kolanach procesje na granicy państwa z księdzem i krzyżem na czele, mające zatrzymać wirusa na rubieżach Rzeczypospolitej, jak niegdyś husarze tatarskie hordy. Inny ksiądz prowadzi na plaże rozmodlone babcie by wiodą święconą skropić Bałtyk, aby ten nie dopuścił do Polski złych mocy. Terlikowski stworzył własną teorię, wg której rak szyjki macicy przenoszony jest drogą płciową, a najlepszą ochroną przed nim jest … moralne, zgodne z nauczaniem kościoła, życie seksualne. Ksiądz Głuszek ogłasza swe odkrycie: ,,Źródło mocy uzdrawiającej nie może pochodzić od nieokreślonej energii, ale pochodzi od Boga”. Toteż zanim udamy się do lekarza z jakimś problemem, warto dowiedzieć się w jaki sposób może nam pomóc wiara. Witamy w średniowieczu! To wówczas znane były tzw. babki – zielachy, wywarami odczyniające ,,złe moce i chorość”. Dziś też kościół ż poucza, że terapie ziołowe mają być naczelnymi metodami leczenia, są one lepsze od leków farmaceutycznych i zabiegów chirurgicznych.

W średniowieczu kościół, rozpustni papieże zohydzali wiernym seks. Dziś jest podobnie; duszpasterz neofaszystów, ks. Kneblewski uważa seks przedmałżeński za grzech śmiertelny. Sobecka i pseudokapłan Rydzyk, głoszą, że seks to wymysł szatana, a jednocześnie wśród księży, wzorem swoich średniowiecznych kolegów, kwitnie seks w każdej najbardziej wyrafinowanej wersji. Pis i kościół odrzucają cywilizacyjne osiągnięcia. Nawet biskup Pieronek twierdził, że ci, którzy decydują się na in vitro kierują się tylko chęcią kupna sobie laleczki i nazywalłto fanaberią.
To niewiarygodne, ale i nieznana w średniowieczu higiena, staje się dziedziną wyklętą. Oto pisowski ekspert MEN od wychowania do życia w rodzinie, teolog pastoralny po KUL-u, dr. hab. Dudziak, wg. której seks to grzech, antykoncepcja to hedonizm sprzyjający wzrostowi śmiertelności u kobiet, ta kościelno-pisowska myślicielka ogłasza, że ,,mycie części intymnych to grzech śmiertelny i bezeceństwo”. Rządowa ekspertka o niewartym zapamiętania nazwisku przekonuje, że utrata dziewictwa obniża odporność organizmu kobiety. Te eksperckie dziwolągi pełnymi garściami czerpią z dorobku średniowiecznych ideologów kościoła, byle tylko zohydzić ludziom uprawianie seksu i obudzić wstręt do kobiet. Bo przecież w II w. Klemens z Aleksandrii pisał: „Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą”. W VI w. filozof Boethius, pisał, że ,,kobieta jest świątynią zbudowaną na bagnie”. Tomasz z Akwinu głosił, że ,, kobiety są błędem natury”, zaś Odo z Cluny powiedział: „obejmować kobietę to tak jak obejmować wór gnoju”. W XIII w. św. Tomasz z Akwinu powiedział „nic bardziej wadliwego nie było zrobione w pierwszym stworzeniu rzeczy; kobieta nie powinna być wtedy stworzona”. Ortodoksyjni chrześcijanie, twierdzili że kobiety są winne wszystkich grzechów.

Czy te średniowieczne bzdety, poza zniechęcaniem do erotyki, budują szacunek do kobiet i ich równorzędne traktowanie? Papież Pius II powiedział: „Gdy widzisz kobietę, myśl, że to diabeł”, a jezuita François Garasse podzielił się refleksją: ,,Kobieta uczona to coś gorszego niż brodata”. No cóż, może dlatego posłanką PiS-u była Sobecka. Ale te pełne pogardy, wyższości słowa średniowiecznych duchownych wobec kobiet dają plon w dzisiejszej pisowskiej rzeczywistości. Poseł PiS-u Szlachta sztorcuje posłankę PO Leszczynę (była wiceminister finansów): ,,Proszę nie stosować mentorskiego tonu, bo nawet nie jest to stosowne jako kobiecie”.
W kontekście kultywowania przez PiS i hierarchów ciemnoty i zacofania, czymś naturalnym jawi się palenie przed gdańskim kościołem książek, a także przedmiotów uznanych przez część księży za godzące w chrześcijaństwo, np. ludowe maski afrykańskie. Polska pisowska staje się jednocześnie największym zagłębiem kształcenia księży egzorcystów (m.in. za pomocą salcesonu), a rydzykowy ulubieniec, poseł Tarczyński, jako pomocnik egzorcysty, na własne oczy widział opętane przez szatana kobiety plujące gwoździami i śrubami.

W średniowieczu szkoły usytuowywano przy kościołach. W pisowsko-prezesowej ,,Włolsce” kontynuowana jest symbioza tych dwóch instytucji, z tym, że to kościół szerokim frontem wpełzł do szkół. Widzimy to po nauczaniu religii w środku rozkładu lekcji, po ilości godzin nauczaniu religii większej od biologii, historii i matematyki, po postulatach uznania religii za równorzędny przedmiot, po księżach i zakonnicach przyjmujących egzaminy maturalne.

Polowania to rozrywka możnowładców średniowiecza, królewskie łowy świadczyły o potędze, dostatku i statusie. Pisowska brać uwielbia naśladować te średniowieczne obyczaje. Setki tysięcy zwierząt i ptaków ginie co roku w okresie łownym. To podnosi ich w własnych oczach, czyni elitą, prawdziwymi twardzielami, rasą panów. ,,Czyńcie sobie ziemię poddaną” – głosił szkodnik Szyszko, powtarzając ten anachronizm za tłustym biskupem. Tylko, że czasy średniowiecza dawno minęły, a ziemię z jej bogactwami należy chronić, nie podbijać ją, jak Hunowie nowe terytoria. Nie dziwi więc w tym aspekcie gdy wiceminister środowiska, niejaki Mazurek ogłasza, że ,,ekolodzy są wrogami chrześcijaństwa i Polski”, a do tego ,,dominujący nurt ekologii chce wyeliminować człowieka”(!). W średniowieczu nie było ekologów, a pis chciałby dziś tego samego.
Kościół był od zawsze instytucjonalnie związany z państwem. Od początku średniowiecza Kościół był elementem systemu feudalnego, gromadził majątki, które później przynosiły olbrzymie zyski ekonomiczne. Posiadłości ziemskiej arcybiskupa gnieźnieńskiego sięgały bardzo rozległych terenów Wielkopolski. Władcy polscy mieli kontakty niemalże przyjacielskie z przedstawicielami kościoła i obie strony korzystały na tym współżyciu. W dzisiejszych realiach nic się nie zmieniło, mimo upływu wieków. Kościół staje się dziś średniowiecznym możnowładcą, latyfundystą, z pewnością największym właścicielem gruntów w kraju (nie licząc Skarbu Państwa). Katolickie osoby prawne posiadają obecnie co najmniej 160 tys. ha gruntów w Polsce. Majątek kościoła pochodzący z ziemi to 6-7mld zł, kolejne miliardy to budynki. Każdego roku państwo na cele związane z działalnością kościoła kat. wydaje co najmniej 5 mld zł, w dużej części pieniądze te idą do imperium Rydzyka. Pis zapowiadało przed wyborami, że ziemię będzie mógł kupować wyłącznie Skarb Państwa i drobni rolnicy. Ale w parlamencie powstaje projekt wg którego spod ograniczeń wyłącza się także związki wyznaniowe, w tym kościół.

W warunkach dzisiejszego neośredniowiecza pocieszeniem niech będzie to, że nawet w tamtym czasie działali ludzie światli, wbrew ograniczeniom popychający ludzkość naprzód. Nie brak ich i dzisiaj, a ludzie mający jako takie wykształcenie, wiedzą, że po ciemnych wiekach nastąpiło jednak odrodzenie i oświecenie.

Strach, pryncypia i poczucie wdzięczności

Te trzy wyróżniki, zdaniem szewca Fabisiaka, zadecydowały o głosach wyborców.

Szewc Fabisiak uważa, że zarządzanie strachem zaczyna wypierać lansowanie motywacji pozytywnych. Dotyczy to nie tylko ostatniej kampanii prezydenckiej, lecz także tej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, gdy w niemal całej Unii straszono a to katastrofą klimatyczną a to masowym napływem uchodźców co przysporzyło głosów z jednej strony ugrupowaniom ekologicznym, z drugiej zaś nacjonalistycznej prawicy.
W Polsce kampanijna przepychanka, zwłaszcza w drugiej turze, szła na noże. Dlatego też niewspółmierną rolę odgrywało straszenie w stylu: co to będzie, gdy wygra konkurent, a nie nasz kandydat. Przodowało w tym głównie ugrupowanie wspierające Andrzeja Dudę, co jest zrozumiałe, gdyż ewentualna porażka wyborcza miałaby dla całe tej formacji o wiele większe konsekwencje, niż dla przegranego kontrkandydata i jego sprzymierzeńców.
Szewc Fabisiak, podobnie jak wielu innych, znalazł w skrzynce pocztowej anonimową ulotkę opatrzona jedynie logo Duda 2000. Roztaczała one perspektywy świetlanej przyszłości pod przewodem Dudy w przypadku jego ponownego wyboru. Wystarczyło jednak odwrócić kartkę, aby dowiedzieć się co nas czeka, gdyby jednak wygrał nie Duda, a Trzaskowski. Otóż niechybnie bieda, kryzys a także co, co jest domeną PiS, czyli afery, podział i konflikty. Tego typu dość prymitywna propagandówka miała zapewne przekonać ludzi rozumujących w czarno-białych, bez jakichkolwiek odcieni, kategoriach. Szewc Fabisiak uważa jednak, że jeśli ktoś kto innych uważa za idiotów, to albo sam jest idiotą albo wyrachowanym cynikiem.
Straszenie w wydaniu PiS podczas całej kampanii podlegało zresztą twórczej ewolucji. Co prawda, w odróżnieniu od innych wyborów, nie wyciągano mało już nośnego tematu uchodźców, koncentrując się najpierw na LGBT, a następnie na Niemcach, którzy za pośrednictwem obecnych w Polsce swoich mediów usiłowały wpływać na wynik wyborów. Co gorsza dyktując nam nie w obcych językach a w powszechnie znanej polszczyźnie. Nagła nagonka antyniemiecka oprócz pobudzenia historycznych reminiscencji ma również inny sens. Bliżej na ten temat szewc Fabisiak wypowie się przy okazji dywagacji na temat polityki zagranicznej.
Jako obiektywny obserwator szewc Fabisiak dostrzega również taktykę strachu w szeroko rozumianym bloku opozycyjnym obejmującym nie tylko PO ale też inne niechętne obecnej władzy ugrupowania oraz licznych komentatorów. Będącego realistą szewca Fabisiaka jakoś nie przekonują argumenty o chęci wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Za dużo płynie stamtąd kasy. Zbyt wielu posiadaczy gruntów rolnych, wliczając w to Kościół, otrzymuje dutki w ramach unijnej wspólnej polityki rolnej aby ewentualny polexit miałby się rządzącym opłacać.
PiS co prawda z jednej strony gra na dumno-narodowych emocjach, z drugiej zaś kuli ogon pod siebie, gdy Unia nakazuje wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej czy też przywrócenie na urząd pani Małgorzaty Gersdorf. Z kolei Unia może chętnie krytykować słabe kraje członkowskie jednak strategicznie jest zorientowana na rozszerzenie a nie zmniejszanie stanu członkostwa a poza tym przeżywa problemy związane z brexitem.
Z kolei argumenty, skądinąd słuszne, o zawłaszczaniu sądów mało interesują tych co z sądami nie mają do czynienia a jeżeli już to raczej w takich sprawach, gdzie ingerencja nie jest formacji rządzącej potrzebna.
Podobnie jest ze sprawą wolności mediów. Ludzie już od dawna odwykli od czytania prasy za wyjątkiem lokalnych gazetek, w które można się zaopatrzyć za darmo, a które ponadto piszą o sprawach własnej gminy czy powiatu, co wielu ludzi bardziej interesuje niż wielka polityka. Z kolei telewizor służy im głównie do oglądania ciągnących się latami seriali oraz obserwowania prognozy pogody.
Kolejne spostrzeżenie, które nasuwa się szewcowi Fabisiakowi jest takie, iż wielu wyborców przy głosowaniu kieruje się swoiście pojmowanymi zasadami. Co prawda Szymon Hołownia lansował hasło „głową i sercem”, jednak w warunkach polskich brzmi ono zbyt idealistycznie. Ta nieco połowiczna większość, która głosowała na Dudę czyniła to albo głową mając utrwalone w pamięci transfery socjalne albo czymś w rodzaju serca popierając tego kandydata, który prezentuje bliskie im kulty Polski silnej i chrześcijańskiej, rodzinności i religijności dodatkowo propagowane przez miejscowego księdza, który dla wielu jest wciąż autorytetem. Zwłaszcza, gdy osobiście nie był zaangażowany w afery pedofilskie.
Szewc Fabisiak zauważa też, że pomimo sympatii politycznych ludzie głosują nie koniecznie tak jak im sugerują władze danej partii, lecz w oparciu o własne poglądy i kalkulacje. Stąd też wynika budzące niekiedy komentatorskie zdziwienie zjawisko tzw. przepływu elektoratów.
Ostatni z trzech wymienionych na wstępie czynników to coś, co szewc Fabisiak nazywa poczuciem wdzięczności. Za kolejne pieniężne plusy, za trzynastą emeryturę itd. Skoro dali, wprawdzie nie prezydent osobiście, lecz pisowski rząd, kto jednak wchodziłby w takie detale – to wypadałoby się odwdzięczyć w postaci postawienia krzyżyka przy nazwisku kandydata utożsamianego z tą właśnie partią. I to, zdaniem szewca Fabisiaka, mogło przeważyć wyborczą szalę na korzyść Andrzeja Dudy.
Jakie bowiem powody do wdzięczności można mieć wobec Rafała Trzaskowskiego i ugrupowania opozycyjnego, które nie dysponuje środkami budżetowymi a w pamięci wyborców jej dwukadencyjne rządy bynajmniej nie u wszystkich wyborców budzą nostalgiczne wspomnienia dobrych czasów do których chciałoby się wrócić?

Niech żyje V RP

Bo IV RP już pokazała, na co ją stać. Państwo z kartonu nie działa prawidłowo w praktycznie żadnej dziedzinie.

W łoskocie kamieni rzucanych w dinozaury, w hałasie wymyślonych seksafer i łamanych łóżek, w jazgocie wrzasków i pomówień, walą się bliźniacze wieże IV RP, w którą już nikt nie wierzy.

Tutaj już nikt nie wierzy w cokolwiek.

Kościół zajęty deweloperką nie ma czasu i ochoty odnaleźć i potępić księży gwałcących dzieci.
Bratanica żyjąca w cnocie, po raz trzeci przed ołtarzem ślubuje wierność i uczciwość małżeńską. Wuj w ubóstwie żyjący, w butach schodzonych kuśtykając, miliardami obraca.
Bezdomny na ulicy życie kończąc, w akcie ostatniej woli luksusowe samochody, na potrzeby kultu religijnego, zakonnikowi bez grosza przy duszy, pod pałac podstawia.

Z tragicznej katastrofy

ukryty zamach zrobili, a zamach jawnie polityczny w atak choroby próbują zamienić.
Policja zapracowana, prawo otwarcie łamiąc, na lewych zwolnieniach przebywa, a jeśli już do pracy wróci, marsze bandytów ochrania.
W szkołach publicznych więcej lekcji religii niż biologii i historii. Kobiety strachem, groźbą, przekupstwem i kłamstwem do dzieci rodzenia zmuszać wciąż próbują. Sekciarski Instytut ludzkimi sumieniami zarządza.
Premier kwiaty na grobie morderców i renegatów składając, po raz kolejny kłamie z mównicy.
Ten co skarżące się głosy zygot z zamrażarki usłyszał, głosów już urodzonych dzieci i kobiet gwałconych bezkarnie nie słysząc, głosuje za, choć się nie uśmiecha.
Bankierzy na telefon miliardy wybranym rozdają, a za niezapłaconą ratę 15 zł staruszce komornik resztę renty odebrał.

Albo zbudujemy

całkiem inną, nową Rzeczpospolitą, albo nie zostanie tu kamień na kamieniu.