6 lipca 2022

loader

Hopla z przerzutką

droga w Polsce Karkonosze

Pisowskie przepisy zabraniają nieletnim jazdy rowerem bez karty. Zdanie egzaminu na kartę może zaś być przyczyną wielu różnych dolegliwości wywołanych śmiechem.

Żeby jeździć rowerem trzeba mieć skończone 18 lat. Można też mieć 10 lat, tyle że trzeba mieć kartę rowerową. Przepisy stanowią, że kartę wydaje nieodpłatnie dyrektor szkoły. Z jednym malutkim ale. Kartę rowerową może uzyskać osoba, która wykazała się niezbędnymi kwalifikacjami.

Kwalifikacje intelektualne tych, którzy egzaminują nie pozostawiają złudzeń. Wystarczy poczytać testy, które w szkołach muszą zdawać 10-latkowie, żeby do końca życia mieć serdecznie w dupie wszystko co wiąże się z prawem, ze szczególnym uwzględnieniem prawa o ruchu drogowym.

„Przedstawiony znak informuje, że miejsce przeznaczone do przechodzenia pieszych przez jezdnię znajduje się:
a) w odległości do 100 metrów od znaku,
b) w odległości 10 metrów od znaku,
c) bezpośrednio za znakiem.”

Pytanie skądinąd zasadne, słuszne i zbawienne. Tyle, że w przypadku testu kompetencyjnego dla służb odpowiedzialnych za ustawianie znaków drogowych. Pierwszą odpowiedzią, która się nasuwa jest zakompleksienie nauczyciela układającego test. Mści się na adeptach karty rowerowej za to, że sam zdał egzamin na prawo jazdy za 23-cim podejściem.

„Holowanie roweru przez kierującego innym rowerem:
jest niedopuszczalne,
jest dozwolone, jeżeli holowany rower jest niesprawny technicznie, np. ma zerwany łańcuch,
c) jest dozwolone, pod warunkiem że kierujący rowerem ciągnącym, ma ukończone 13 lat.”
Jeśli ktoś pokaże mi 10-latka, który wpadłby na pomysł holowania w czasie jazdy drugiego roweru, to ma u mnie flaszkę. Belfrowi układającemu taką zagadkę, należy zaś pogratulować wyobraźni.

„Nie należą do obowiązkowego wyposażenia w rowerze:
a) dwa sprawnie działające hamulce,
b) dzwonek lub sygnał o nieprzeraźliwym dźwięku,
c) światło pozycyjne z przodu i z tyłu roweru.”

To z kolei pytanie wykoncypowane przez nudzącego się debila. Zamiast sprawdzać wiedzę, testuje inteligencję zdającego egzamin. Zawijas retoryczny znamionuje chęć pokazania przez nauczyciela, kto to jest kim. Zbolałe ego układacza pytań mogłoby bowiem nie zdzierżyć zadania najzwyklejszego pytania o to co rower musi mieć.

„Znak ten oznacza wjazd do miejscowości, w której:
a) zabronione jest całkowicie używanie sygnałów dźwiękowych,
b) istnieje ograniczenie prędkości do 20 km/godz,
c) istnieje ograniczenie prędkości obowiązującej w obszarze zabudowanym.”

Ciekawe czy ktoś, kto układał tę kwestię, kiedykolwiek jechał rowerem. Gdyby przydarzyło mu się to choć raz, wiedziałby, że po pierwsze ciężko wycisnąć z jednośladu więcej niż 50 km/godz., a jeśli się już to uda, to i tak z powodu braku prędkościomierza nie da się tego sprawdzić.

„Postój pojazdu jest dozwolony:
a) na ulicy jednokierunkowej (na obszarze zabudowanym),
b) na moście, wiadukcie, w tunelu,
c) na pasie oddzielającym między jezdniami.”

Gdyby nie to, że chodzi o rower, to wszystko cacy. A widział może ktoś, kiedyś, gdzieś rower zaparkowany przy poboczu, a nie uwiązany do słupa, przytroczony do kraty wystawowej, albo osadzony w stojaku dla rowerów? Ponieważ rower w Polsce służy do podpierdolenia, o czym wiedzą już dzieci, prowadza go się ze sobą wszędzie, ale na pewno nie na postój dla bryczek.

„Długość kolumny pieszych nie może przekraczać:
a) 50 metrów, a odległość między kolumnami nie może być mniejsza niż 150 metrów,
b) 50 metrów a odległość między kolumnami nie może być mniejsza niż 100 metrów,
c) 30 metrów a odległość między kolumnami nie może być mniejsza niż 50 metrów.”

Na penisa 10-latkowi wiedza o dreptaniu w pielgrzymkach? Zwłaszcza, że i tak jak nie skończy 18 lat to nie ma prawa kierować grupą pieszych po jezdni. A jak skończy 18 lat, to karta rowerowa nie jest mu do tego potrzebna.

„Światło pozycyjne roweru powinno być widoczne w nocy z odległości:
a) co najmniej 100 m,
b) co najmniej 150 m,
c) co najmniej 200 metrów.”

Może się czepiam, ale chyba taka kwestia powinna raczej interesować producentów osprzętu rowerowego? 10-latek powinien wiedzieć tylko, że światło ma sprawne.

„Cofanie pojazdu jest:
a) zabronione w tunelu,
b) dozwolone na moście lub wiadukcie,
c) dozwolone na drodze ekspresowej.”

Przypomnę tylko, że cały czas mamy do czynienia z pytaniami z testu na kartę uprawniającą dzieciaki do przemieszczania się rowerem. Osobę, która ułożyła powyższą zagadkę należałoby poprosić o przejechanie się jakimkolwiek jednośladem do tyłu. Jak skręci przy tym kark, to większej straty jako społeczeństwo nie odnotujemy.

„Dziecko korzystające z drogi, musi znajdować się pod opieką osoby, która osiągnęła wiek co najmniej 10 lat, gdy samo:
a) nie ukończyło 7 lat,
b) nie ukończyło co najmniej 5 lat,
c) ukończyło 8 lat, lecz ma do pokonania drogę dłuższą niż 500 metrów.”

Wiedza w wymienionym zakresie jest widać każdemu 10-latkowi niezbędna. Choćby po to, że gdy zobaczy szczeniaka w wieku niższym niż opisany w ustawie, to będzie mógł przejechać przestępcę bez żadnych skrupułów.

„Kierujący stwarza zagrożenie w ruchu:
a) ciągnąc za pojazdem sanki z dziećmi,
b) wyprzedzając na ulicy jednokierunkowej,
c) wymijając się z innym pojazdem w strefie zamieszkania.”

Konia z rzędem wielkości zysków sektora bankowego w ubiegłym roku, jak pokaże popieprzający po śniegu rower robiący za kulig. Ale czegoż się nie robi, gdy się jest nauczycielem i chce się pognębić uczniów?

„Jeżeli sygnalizator umieszczony jest po prawej stronie jezdni, to zatrzymanie pojazdu wynikające z nadawanego sygnału czerwonego może nastąpić:
a) za linią zatrzymania,
b) na środku drogi poprzecznej,
c) przed linią zatrzymania, w razie jej braku – przed sygnalizatorem.”

Chcieć ujebać, to móc. I nieważne, że sam układający nic nie rozumie. Nieważne, że prawdopodobnie nie mieli pojęcia o tym co uchwalają, ci co to uchwalili. Ważne, żeby 10-latek znał poprawną odpowiedź. I nie jest nią żadna cienka, czerwona linia.

„Dopuszcza się zawracanie na:
a) autostradzie i drodze ekspresowej,
b) skrzyżowaniu lub miejscu do tego przeznaczonym znajdującym się na drodze ekspresowej,
c) moście, wiadukcie, w tunelu lub drodze jednokierunkowej.”

Równie dobrze można by zadać gówniarzowi pytanie w jakiej odległości powinny mijać się w powietrzu samoloty. O wjeździe rowerem na ekspresówkę, czy hajłeja, otóż, nie można sobie nawet pomarzyć. Natomiast gdy układającemu to pytanie wydaje się, że karta rowerowa daje uprawnienia do popieprzania motorynką, której na „eskę” wjechać można, to nic z tego. Dwa lata temu Sejm klepnął prawo nakazujące by nieletni motorowerzyści mieli prawo jazdy kategorii AM. Karta rowerowa uprawnia tylko do pedałowania.

„Kierujący pojazdem widząc ten znak, w razie zbliżania się pociągu powinien zatrzymać swój pojazd:
a) przy tym znaku,
b) co najmniej 10 metrów przed tym znakiem,
c) co najmniej 15 metrów przed tym znakiem.”

Powinien być jeszcze podpunkt d, dotyczący wyłącznie mózgowca, który układał powyższe pytanie. Podpunkt zakładający nakaz zatrzymania się przezeń na torach i bezwzględny zakaz opuszczania tego miejsca do czasu przejazdu pociągu.

No i rzecz jasna spośród opcji poniższego pytania wybrać odpowiedź „b”.


„Krwotoki zewnętrzne należy tamować:
a) uciskiem na ranę,
b) nie należy tamować,
c) opaską uciskową.”

Pani premier zapowiedziała przegląd oznakowania dróg. Słusznie, bo wyedukowani na podobnych testach inteligentni inaczej ustawiacze znaków powodują, że każdy kierowca staje się przestępcą. Na każdej trasie są bowiem kwiatki w postaci postawienia przy sobie wykluczającego się oznakowania. Sęk w tym, że mentalności ustawiaczy za bardzo się zmienić nie da. Warto może byłoby zatem wziąć za pysk tych, którzy odpowiadają za edukację drogową dzieci. Żeby w końcu przestało być tak, że przepisy drogowe, w których sensu nie ma za grosz, służą tylko drogówce do wlepiania mandatów za miliony złotych.

Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Poprzedni

Cudowne rozmnożenie

Następny

Wuj dobra rada