Złoto dla zuchwałych List

1 sierpnia b.r. minęła siedemdziesiąta piąta rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Przeczytałam wiele książek i artykułów publicystycznych na ten temat i nijak nie mogę pojąć sensu tego powstania.

Moja przyjaciółka, bardzo blisko związana z „Solidarnością” i Kościołem tłumaczyła mi, że to bardzo proste, a mianowicie:
„Powstanie skierowane było militarnie przeciwko Niemcom a politycznie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Gdyby Sowieci zachowali się tak, jak liczył na to polski rząd, przebywający na uchodźctwie w Londynie i dowództwo Armii Krajowej, Warszawa zostałaby wyswobodzona już w pierwszych dniach powstania, a władzę w Polsce sprawowałby obóz prolondyński”.
Wyobraziłam sobie tę koncepcję polityczno-militarną.
Armia Czerwona, zgodnie z oczekiwaniami, zachowuje się szlachetnie. Wkracza w pierwszych dniach sierpnia do Warszawy, przegania Niemców, kłania się przywódcom Armii Krajowej, którzy wywołali powstanie i oświadcza: Warszawa jest do waszej dyspozycji, chłopaki!. Zasłużyliście!, Gdyby nie wasze butelki z benzyną, kto wie, co by było. A my teraz tylko pozbieramy naszych zabitych i rannych, po cichutku wycofamy się z waszej stolicy i pogonimy Niemców dalej – do Berlina.
Stało się inaczej. W powstaniu zginęło 200 tysięcy ludzi , Warszawa została prawie całkowicie zmieciona z powierzchni ziemi, w wyniku kapitulacji (2 pażdziernika 1944 r) do niewoli poszło 17 tys. Powstańców a na nędzę i poniewierkę zostało wygnanych kilkaset tysięcy Warszawiaków
200 tysięcy ofiar powstania!
To byli powstańcy, bohaterska młodzież, która szła na śmierć wierząc, że wyzwoli Warszawę, Zginęło ich około 40 tysięcy. To byli cywile, którzy we własnym zakresie organizowali się do walki przeciwko najeżdżcy hitlerowskiemu. To byli również mieszkańcy Warszawy nie zdolni do stawiania oporu, którzy pozostali w domach i tam ginęli: chorzy i starzy. Ginęły również dzieci. Nie znam tych statystyk, ale rodziny były wówczas wielodzietne. A więc musiało być kilkadziesiąt tysięcy ofiar wśród dzieci. Dzieci , od tych– w łonie matek, poprzez niemowlęta, dzieci kilku – i kilkunastoletnie. Ginęły w najróżniejszy sposób. Gdybym wyobraziła sobie w tej chwili najbardziej okrutną śmierć, zapewne było wiele dzieci, które w taki właśnie sposób zapłaciły za powstanie.
Jest w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego, jest ulica T. Komorowskiego „Bora” – przywódcy powstania, który po kapitulacji otrzymał awans od prezydenta Raczkiewicza na wodza naczelnego, nie ma natomiast dotychczas żadnego pomnika dla ofiar.
Niech więc powstanie PIRAMIDA-KOPIEC, zbudowany z 200 tysięcy kamieni dla uhonorowania WSZYSTKICH POLEGŁYCH W POWSTANIU WARSZAWSKIM.

 

Wina i rozrachunki Hansa Hellmuta Kirsta Tytuł w dwa wiersze

Znajomość z prozą Kirsta zawarłem w czasach szkolnych, dzięki „Kurierowi Lubelskiemu”, lokalnemu dziennikowi, który w 1965 opublikował 91 odcinkach „Noc generałów” w pierwszym przekładzie autorstwa J. Frűhlinga i E. Wolffa (następnego przekładu dokonał Karol Czejarek).

Ta kryminalno-wojenna powieść z akcją usytuowaną w Paryżu i Warszawie i główną postacią demonicznego generała Tanza dobrze odpowiadała chłopackiej wyobraźni. Odnotowuję to dlatego, że w tych czasach prozy Kirsta, byłego niemieckiego urzędnika (drobnego) oraz oficera Wehrmachtu, nie publikowano w Polsce z powszechnie znanych powodów politycznych.
Był to bowiem okres zimnej wojny między PRL a NRF (Niemiecka Republika Federalna), silnych nastrojów antyerefenowskich w propagandzie w Polsce, czas świeżej jeszcze pamięci II wojny światowej i niemieckiej okupacji Polski, a także czas jeszcze sprzed zawarcia porozumienia o uznaniu granicy na Odrze i Nysie z grudnia 1970 roku, nazywanego potocznie układem Gomułka-Brandt. Wysyp wydań prozy Kirsta (a wydał 50 książek, w tym 39 powieści) nastąpił w Polsce po 1989 roku, już po śmierci pisarza, głównie w latach 90-tych.
Wydawane one były i przyjmowane przez czytelników na ogół jako popularna proza wojenna, sensacyjna, acz z silnymi akcentami obyczajowymi, nawet psychologicznymi. Wymiar moralny, antynazistowski, antymilitarystyczny prozy Kirsta był zauważany raczej przez mniejszość czytelniczą. Zadziałał tu charakterystyczny mechanizm banalizacji wymowy pisarskiego dzieła.

Z Ostródy rodem. Udział w zbrodniczym systemie i odkupienie

Hans Helmut Kirst urodził się 5 grudnia 1914 w Ostródzie (wówczas – Osterőde w Prusach Wschodnich) jako syn funkcjonariusza policji w Prusach Wschodnich.
Ze względu na służbę ojca często zmieniał miejsce zamieszkania i uczęszczał do różnych szkół w powiecie ostródzkim. W rodzinnym mieście ukończył Kaiser-Wilhelm-Gymnasium, a następnie Wyższą Szkołę Handlową.
W 1932 podjął pracę w biurze rachunkowym dóbr rycerskich Mühlen (Mielno). Za radą ojca wstąpił 1 kwietnia 1933 do Reichswehry i został żołnierzem zawodowym w Królewcu (dzisiejszy Kaliningrad, Rosja). Wcześniej związał się z organizacją Hitlerjugend, dla której w okolicach Morąga i Gietrzwałdu organizował obozy letnie. We wrześniu 1939 wziął udział w kampanii wrześniowej, a następnie w bitwie o Francję. Kolejnym teatrem wojennym, w którym uczestniczył Kirst, była wojna niemiecko-radziecka rozpoczęta napaścią Niemiec w 1941 roku.
W latach 1943–1945 był oficerem nadzorującym i nauczycielem historii wojny w Szkole Lotnictwa Wojennego w Schongau (Bawaria). W szkole tej służył późniejszy premier Bawarii, Franz Josef Staruss który miał duży wpływ na powojenne życie Kirsta. Po kapitulacji III Rzeszy Kirst został aresztowany i osadzony w areszcie śledczym amerykańskiego obozu internowania w Garmisch-Partenkirchen po tym, jak Strauss doniósł Amerykanom o tym, że Kirst jest nazistą. Doniesienie to było bezpodstawne i stało się przyczyną długoletniego sporu listownego pomiędzy Kirstem i Straussem. Kirst został w końcu zwolniony z aresztu jako „politycznie nieobciążony”.
W tym czasie powstały też jego pierwsze literackie notatki. Między innymi szkic powieści, który posłużył później za podstawę do trylogii „08/15”. Jego inspiracją była proza Erich Marii Remarque. Kirst musiał jeszcze potwierdzić brak nazistowskich przekonań przed Izbą Orzekającą o denazyfikacji.
Przewodniczącym Izby był wspomniany wcześniej Franz Josef Strauss, który wydał mu dwuletni zakaz publikacji. W roku 1947 Kirst przeniósł się do Monachium, gdzie objął posadę krytyka filmowego w dzienniku „Münchner Mittag”. Wstrząśnięty moralnie przeżyciami wojennymi pisarz stał przeciwnikiem wojny, militaryzmu i wszelkich form zbrojeń. Ostro krytykował powołanie Federalnych Sił Zbrojnych (Bundeswehra). Stało się to przyczyną kolejnego sporu z Franzem Josefem Straussem, który w tym czasie był ministrem obrony RFN.
Niezależnie od nieprawdziwości zarzutów o sympatie nazistowskie, jak też wobec braku podstaw do stawiania mu zarzutów wykraczających poza fakt służenia w armii hitlerowskich Niemiec, Kirst po wojnie, konsekwentnie i praktyczną postawą dążył do odkupienia swojej winy uczestnictwa w zbrodniczym systemie nazistowskim.
Od lat 60-tych tantiemy uzyskane ze sprzedaży swoich książek przekazywał między innymi organizacjom socjalnym w Izraelu. Wspomagał również sieroty wojenne w Polsce oraz studentów w Norwegii. W 1958 wszystkie wpływy z norweskiego wydania „Nikt nie ujdzie cało” przeznaczył na stypendia dla norweskich studentów, aby mogli kontynuować działalność w duchu humanistycznych idei Alberta Schweitzera. Przekazywał też tantiemy z książek do dyspozycji organizacji socjalnych Izraela i Polski, gdzie przeznaczone zostały na pomoc sierotom wojennym.
Wpływy ze sprzedaży książek „Rozmowy z psem Antkiem, „Koty z Caslano” i „Psa i jego pana” przekazał na schroniska dla zwierząt. W 1969 roku rozpoczął współpracę z drugim programem niemieckiej telewizji (ZDF). Jako ceniony krytyk filmowy prowadził program „Poradnik kinomana”. W latach 1970–1971 podjął studia w Federalnym Urzędzie Kryminalnym w Wiesbaden. Pobyt w tym mieście zaowocował późniejszymi książkami, których tłem była kryminalistyka. W 1987 roku Kirst przeprowadził się wraz z rodziną do Werdum we Fryzji , gdzie mieszkał do śmierci. Tam też został pochowany, po śmierci 23 lutego 1989 w Bremie.

Pisarz – wbrew pozorom – nieoczywisty

Drogę pisarską rozpoczął w 1947 roku publikacją sztuki teatralnej. Rok później opublikował kolejną sztukę, a trzecią próbę dramaturgiczną podjął po latach, w 1966 roku. Jednak nie twórczość dramaturgiczna była mu pisana. Problematykę, którą podjął w dramatach, z ogromnym natomiast powodzeniem podjął w obszarze prozy powieściowej. Zadebiutował w 1950 roku powieścią. „Nazywaliśmy go Galgenstrick” (1950), którą przetłumaczono na siedem języków. Prawdziwą sławę i uznanie na świecie przyniósł mu jednak wydany w 1954 pierwszy tom trylogii „08/15”.
Dzięki niej Kirst awansował do miana najbardziej poczytnego autora powojennych Niemiec Zachodnich. Większość napisanych przez niego powieści dotyczy czasów III Rzeszy, szczególnie okresu II wojny światowej i rozgrywają się na ogół w środowisku Wehrmachtu, ukazanego radykalnym krytycyzmem.
Jego utwory przesycone są świadomością moralnego upadku narodu niemieckiego. Kirst przedstawił w nich, w krzywym zwierciadle, megalomanię ideologów III Rzeszy. Jego drugi międzynarodowy bestseller, „Fabryka oficerów” ukazał się w 1960 roku. Po studiach w Federalnym Urzędzie Kryminalnym w Wiesbaden napisał szereg opowiadań i powieści kryminalnych, między innymi takich jak „Przedziwni ludzie z Maulen” (1984) i „Niezwykłe wesele w Bärenwalde” (1986).
Mimo międzynarodowych sukcesów i wielu nagród jego książki były przez niemieckich krytyków literackich zaliczane do literatury popularnej. Problematykę dwóch pierwszych powieści Kirsta (także „Sukces” (1953), można określić jeszcze jako „cywilną”, skoncentrowaną na problematyce obyczajowo-psychologiczno-moralnej.
Tematykę wojenną podjął w „08/15”, który był kontynuowany jako kilkupowieściowy cykl przygód żołnierza Ascha. Jego kolejne części to: „08/15 w koszarach” (1955), „08/15 na wojnie” (1954), „08/15 walczy do końca” (1955), „08/15 dzisiaj” (1963), a całość została uwieńczona powieścią „08/15 w partii” (1978).
Inne jego powieści to m.in. „Ostatnią kartą gra śmierć” (1955), „Pan Bóg śpi na Mazurach” (1956), jedna z jego kilku powieści poświęconych rodzinnym Mazurom, wspomniana „Fabryka oficerów” (1960), „Kamraci” (1961), „Noc generałów” (1962), „Wilki” (1967), „Premia Fausta” (1969), „Noc długich noży” (1975), „Pies i jego pan. Opowieść o przyjacielu” (1979), interwał osobisty w jego prozie, „Błyskawiczne dziewczyny” (1984).
Napisał też kilka opowieści stricte historycznych, dokumentalnych, jak „Bunt żołnierzy. Opowieść o 20 lipca 1944” (1965), czy ostatnia jego książka wydana za życia, „Wojna z Polską” (1989). Proza Kirsta doczekała się kilku ekranizacji. W latach 1954-1955 Paul May wyreżyserował trzyczęściowy film oparta na cyklu „08/15”.
W 1958 roku Werner Klingler zekranizował „Szybkie dziewczyny”. „Fabryka oficerów” doczekała się w Niemczech nawet dwóch ekranizacji, w 1960 (reż. Frank Wisbar) i 1989 (reż. Wolf Vollmar). Najgłośniejszą ekranizacją prozy Kirsta pozostaje „Noc generałów” (1966) produkcji USA, ale z udziałem międzynarodowym, w reżyserii Anatola Litvaka, z gwiazdorami ówczesnego kina światowego, Peterem O’Toole, Omarem Shariffem i Donaldem Pleseance. Niektóre ujęcia tego filmu nakręcono w Warszawie.
Kirst był lauretatem wielu nagród, m.in. Złotej Palmy na Międzynarodowym Festiwalu Humoru, Bordighera  (1964), Nagrody im. Edgara Allana Poe (1965), tytułu „Knight of Mark Twain” za powieść „Wilki” (1968), Literacka nagrody im. Sigiego Sommera, 1986, a także nagrody „The Autors Guild” (1966), od największej w Stanach Zjednoczonych organizacji zrzeszającej czynnych autorów, działającej na rzecz ochrony ich praw i wolności słowa.
W języku polskim ukazała się publikacja „Hans Helmut Kirst i jego Ostróda”, a także tekst Karola Czejarka, tłumacza kilku powieści pisarza: „Hans Hellmut Kirst – żołnierz Hitlera czy światowy antynazistowski pisarz?”
Jako się rzekło, proza Hansa Hellmuta Kirsta doczekała się masowej publiczności i osiągnęła około miliona nakładu. Z tego powodu została zakwalifikowana jako pisarstwo popularne, adresowane do masowego czytelnika. Wpłynął na to precyzyjnie skonstruowany, sensacyjny charakter jego narracji, klimat napięć, zagrożenia i konfliktów, a także różnego rodzaju (od detektywistycznych do suspensowych) wątki typowe dla gatunku prozy kryminalnej oraz śmiałe wątki obyczajowe.
Przez część czytelników ceniony był także „szorstki”, „męski”, „wojskowy” klimat jego prozy. Jednak głębsze wczytanie się w ukryte pod tym naskórkiem walory prozy Hansa Hellmuta Kirsta: subtelna ironia (we wspomnianym klimacie „szorstkiej męskości” można doszukać się przewrotnej z niego kpiny i oczywiście krytyki armii i ducha militaryzmu), akcenty ostrej groteski, wyrafinowane podteksty filozoficzne i antropologiczne, czy niebanalny rysunek psychologiczny postaci, pozwalają dostrzec w niej także znaczące wartości artystyczne, literackie.

List otwarty

Pan Zbigniew Michalak
Burmistrz Miasta Ostróda
Zwracam się z pytaniem o powód zniknięcia z fasady budynku przy ulicy Sienkiewicza 10 w Ostródzie tablicy pamiątkowej, upamiętniającej Hansa Helmuta Kirsta (1914-1989, światowej sławy pisarza niemieckiego, urodzonego w Ostródzie (dawna Osterőde), być może najsławniejszego obywatela tego miasta. Tablica, pomieszczona na fasadzie budynku pod wspomnianym adresem została oficjalnie odsłonięta 16 września 2002 roku przy udziale czynników kulturalnych i oficjalnych polsko-niemieckich, władz miasta Ostródy oraz wdowy po pisarzu, pani Ruth Kirst. Jako dziennikarz „Dziennika Trybuna” przygotowuję artykuł wspomnieniowy o tym pisarzu, w związku z przypadającą na bieżący rok 30 rocznicą jego śmierci. Kierowany pomieszczonymi w internecie informacjami i fotografią domu z tablicą, pojawiłem się wczoraj w Ostródzie, żeby naocznie zobaczyć obiekt i stwierdziłem, że na fasadzie budynku jej nie ma.
Na podstawie prawa prasowego zwracam się o udzielenie mi informacji o przyczynie braku tablicy: 1. czy została ona zdjęta decyzją władz miasta Ostródy, 2. czy może oddana do renowacji? 3. czy zdjęta przez kogoś bezprawnie, względnie skradziona, co oznaczałoby konieczność powiadomienia organów ścigania? 4. czy władze miasta wiedzą, gdzie tablica aktualnie się znajduje i w jakim jest stanie oraz czy i co zamierzają uczynić, aby tablica wróciła na swoje miejsce na fasadzie budynku przy ulicy Sienkiewicza 10, 5. czy o tym fakcie została powiadomiona ambasada Niemiec w Polsce?
Z poważaniem
Krzysztof Lubczyński

 

 

Kto zniszczył pomnik generała

4 sierpnia zniszczony został pomnik generała Zygmunta Berlinga usytuowany na Pradze, nieopodal Saskiej Kępy, w pobliżu Alei Stanów Zjednoczonych. Według pisma Zastępcy Komendanta Rejonowego Policji Warszawa VII nadkomisarza Wojciecha Zozuli z dnia 12.09.2019 r., skierowanym w odpowiedzi na pismo redakcji „Dziennika Trybuna”, „w sprawie dotyczącej uszkodzenia pomnika gen. Zygmunta Berlinga prowadzone jest postępowanie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Południe”. Jednak – czytamy w piśmie – „na tym etapie postępowania nikomu nie zostały postawione zarzuty”. Od daty sporządzenia wspomnianego pisma upłynęły już dwa miesiące, a do opinii publicznej nie dotarły żadne nowe informacje w tej sprawie. Tymczasem ocalałym cokołem pomnika zaopiekował się w trybie społecznym Andrzej Bychowski, znany aktor i popularny parodysta, którego ten wandalski czyn głęboko oburzył.

Dlaczego zaopiekował się Pan cokołem, jaki pozostał po zniszczeniu pomnika generała Berlinga?
Jako siedmioletni chłopak, byłem latem 1944 roku świadkiem, jak żołnierze generała Berlinga wyzwalali Pragę, ratując życie co najmniej kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Pragi. Wiadomo bowiem, co Niemcy zrobili w lewobrzeżnej Warszawy mordując setki tysięcy jej mieszkańców i niszcząc znaczną część jej zabudowy i substancji. Pamiętam, jak Niemcy w popłochu opuszczali Warszawę pod koniec lipca 1944. Jakiś czas potem, mniej więcej na początku września, usłyszeliśmy, a mieszkaliśmy wtedy na ulicy Inżynierskiej, nieznaną nam pieśń śpiewaną po polsku. Zaskoczyło nas to, bo do tej pory słyszeliśmy na ulicach tylko ryki niemieckie, te ich różne „ajluajliajla”. A tym razem byli to polscy żołnierze od Berlinga, wynędzniali, umorusani, niejednokrotnie ranni, obandażowani, z temblakami, śpiewający pieśń znad Oki, jak się później dowiedziałem, ową słynną „Spoza gór i rzek, wyszliśmy na brzeg”. Wkrótce potem zamieszkaliśmy na Dąbrowieckiej 25, na Saskiej Kępie, gdzie z II piętra u sąsiadki, pani Marty, z balkonu, rozciągał się rozległy wtedy widok na Wisłę. I właśnie wtedy zobaczyłem, jak żołnierze Berlinga podjęli próbę przeprawienia się przez Wisłę, przyjścia na pomoc powstaniu i wyzwolenia lewobrzeżnej Warszawy. Widziałem Wisłę rozświetloną jaskrawo niemieckimi reflektorami, salwy karabinów maszynowych i ginących, tonących w nurcie rzeki polskich żołnierzy. Po latach dowiedziałem się, że ta przeprawa skończyła się krwawym bojem tych, którzy zdołali przepłynąć, bojem z Niemcami na Przyczółku Czerniakowskim. Nie jestem historykiem, więc nie opowiadam tych zdarzeń jak z podręcznika, a tylko dzielę się swoimi wspomnieniami i wrażeniami chłopaczka sprzed 75 lat.

Pomnik generała Berlinga od lat był na cenzurowanym prawicy, wielokrotnie oblewano go czerwoną farbą, aż pewnego dnia latem tego roku, grupa politycznie motywowanych wandali strąciła jego figurę z cokołu. Jak Pan przyjął wiadomość o tym, 
co się stało?
Od lat, przejeżdżając tędy widziałem ten pomnik, aż pewnego dnia zauważyłem, że pomnika nie ma na cokole. Szybko sprawdziłem, że został on zwalony i zniszczony przez jakichś politycznych łobuzów. Dlatego, żywiąc uczucie wdzięczności dla wyzwoliciela Pragi, postanowiłem zaopiekować się ocalałym cokołem. Był on od dłuższego czasu zaniedbany, brudny, zamazany, a napisy były coraz gorzej widoczne. Własnymi rękami, przy użyciu farby poprawiłem napisy, domalowałem biało-czerwone barwy. Szczęście w nieszczęściu, że choć ci wandale, barbarzyńcy zniszczyli figurę pomnika, to nie zdołali zniszczyć ani solidnego cokołu, ani wyrytego na nim napisu z nazwiskiem generała Zygmunta Berlinga i datami jego życia. Przynoszę też regularnie kwiaty i znicze.

Zwróciłem się do warszawskiej policji z dziennikarskim pytaniem o to, czy w tej sprawie prowadzone jest jakieś postępowanie. Pismem z 23 września b.r. nadkomisarz Wojciech Zozula poinformował mnie, że „prowadzone jest postępowanie”, ale że „na tym etapie postępowania nikomu nie zostały przedstawione zarzuty”. Co Pan na to?
Jestem załamany biernością policji, że nie określę tego ostrzej. W dużo bardziej błahych sprawach, gdzie nie ma żadnych realnych szkód, gorliwie interweniują. A w tym przypadku nikt dotąd nie poniósł żadnych konsekwencji tego czynu. A przecież nielegalnie zniszczono pomnik należący do zasobu i będący w rejestrze obiektów pamięci miasta stołecznego Warszawy, zniszczono dzieło konkretnego artysty. Że nie wspomnę już o tym, że dokonanie takiej operacji bez odpowiedniej zgody administracyjnej, strącenie z wysokości na ziemię ważącego pewnie co najmniej tonę obiektu stwarzało potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia zarówno osób, które dokonały tego nielegalnego czynu, jak i osób postronnych, które potencjalnie mogły się w tym momencie i w tym miejscu znaleźć. To naprawdę było ciężkie złamanie prawa. Co więcej, jeden z obserwatorów, co najmniej obserwator, tego wandalskiego czynu otwarcie się ujawnił na twitterze i chwalił to co się stało. Nie wiem więc na czym polega problem policji z tą sprawą. Tą drogą apeluję do warszawskiej policji o ustalenie winnych, tak by mogli stanąć przed sądem i ponieść karę. Nie odpuszczę tego, a pomnikiem nadal będę się opiekował i w miarę skromnych możliwości konserwował go, na ile się da.

Korfanty do kompletu

Czekał długo. Pamiętam rozmowy o zamiarze wmurowania tablicy pamiątkowej w Warszawie, choćby tablicy. Pomysłodawcy dowiedzieli się o mojej z Korfantym koligacji i szukali u mnie wsparcia na początku pierwszej dekady XXI wieku, tuż po moim odejściu z ministerstwa kultury. Na ile mogłem, starałem się pomagać..

W 2009 roku wreszcie tablicę odsłonięto na murze domu, gdzie przed wojną mieścił się szpitala, w którym przywódca III powstania śląskiego zmarł. Ale na pomnik w Warszawie wciąż czekał. Pierwszy pomnik Wojciecha Korfantego wystawiło miasto Jego urodzenia – Siemianowice Śląskie i to już w roku 1986. Pomnik w Katowicach odsłonięty został w 1999, a we Wrocławiu (miasto studiów Korfantego) w 2014. W piątek 25 października 2019 projektem Karola Badyny do miast tych dołączyła Warszawa.

Aleja Ojców Niepodległości

Usytuowanie pomnika jest nieprzypadkowe. Ta część alej Ujazdowskich bywa nazywana Aleją Ojców Niepodległości. Powszechnie uważa się że było ich sześciu. Jako pierwszy wizerunek otrzymał Józef Piłsudski; na terenie Akademii Wychowania Fizycznego, niedługo po Jego śmierci, ustawiono kolumnę z rzeźbiarskim portretem Marszałka, dłuta Alfonsa Karnego; stała tam do września 1939. Władze AWF przywróciły ją na to miejsce w 1990 roku. Tuż przed wybuchem II wojny, z funduszy ofiarowanych między innymi przez Jana Wedla, odlano rzeźbę Ignacego Jana Paderewskiego lecz nie zdążono jej już posadowić, a tym bardziej odsłonić. Przechowywana w magazynach dopiero w 1976 stanęła na dziedzińcu Muzeum Narodowego; rok później przeniesiono ją w okolice Uniwersytetu Muzycznego im F. Chopina (wówczas PWSM). Po siedmiu latach, w 1985, rzeźbę przeniesiono na teren Parku Ujazdowskiego. Pomnik Paderewskiego tym różni się od pozostałych, o których za chwilę, że autor Michał Kamieński, usadził Paderewskiego w wygodnym fotelu. A pierwsze skojarzenie sugeruje, że premier, ale przecież pianista winien siedzieć na taborecie koncertowym, przy klawiaturze… W tym samym 1985 roku odsłonięto sześciometrowy (najwyższy z omawianych) pomnik Wincentego Witosa. Monumentalne dzieło Mariana Koniecznego, który sprawował wówczas mandat posła, stanęło na placu Trzech Krzyży. W roku 1995 odsłonięty został, wedle projektu Tadeusza Łodziany, pomnik Piłsudskiego vis a vis placu Jego imienia, a trzy lata później trzeci już warszawski monument Marszałka, dłuta Stanisława Kazimierza Ostrowskiego, przy Belwederze. Kolejny Ojciec Niepodległości Roman Dmowski doczekał się, w 2006 roku, pomnika autorstwa trojga rzeźbiarzy (Wojciecha Mendzelewskiego, Marii Marek-Prus i Wojciecha Prusa). Rzeźba ustawiona w pobliżu Placu na Rozdrożu budziła od początku szereg sprzeciwów; politycznych, nie artystycznych. Nie negując zasług Dmowskiego dla odrodzenia Polski zarzucano Mu (Marek Edelman czy Maria Janion) najdelikatniej ujmując „egoizm narodowy”. Pomnik bywał oblewany farbami, oprotestowywany pikietami. Piąty „Ojciec Niepodległości” Ignacy Daszyński uhonorowany został dopiero w roku 2018. Pomnik wedle projektu Jacka Kucaby, stoi ukryty w zieleni skweru przy Placu na Rozdrożu, opodal Trasy Łazienkowskiej, niewidoczny dla przechodzących Alejami Ujazdowskimi. 25 października 2019 też przy Placu na Rozdrożu, ale od strony Agrykoli do wszystkich wcześniej wymienionych dołączył Korfanty. Na Trakcie Królewskim, najbardziej wysunięty na południe, przy Belwederze, stoi Piłsudski; na północy góruje Witos, po drodze doń prawie niewidoczny Paderewski na siedząco wita spacerujących po Parku Ujazdowskim, a dalej jeszcze raz Piłsudski tym razem przy Hotelu Europejskim…

Rozdroże

Daszyński, Dmowski, Korfanty, Paderewski i Witos nie porzucili swych pierwotnych poglądów, idei i celów, byli im wierni przez całe życie, i mimo wielu różnic potrafili jednoczyć się dla spraw najważniejszych. Daleko od młodzieńczych, socjalistycznych idei odszedł Piłsudski. Pomyślałem więc, że dla tych trzech pomników Piłsudskiego najwłaściwszą lokalizacją byłby Plac na Rozdrożu. Gdyby wszystkie one tam się znalazły nazwa placu zyskałaby rangę symbolu, przypominając jak krótko trwała początkowa jedność i porozumienie „Ojców Niepodległości”, wspólne ich działania na rzecz Ojczyzny. W niedługim czasie drogi ich rozeszły się, a wzajemne relacje, z winy Piłsudskiego, przeobraziły we wrogość. Wrogość tych, którzy po 1926 roku dzierżyli władzę wobec swoich dawnych sojuszników.

Barwy historii

Nie jestem zwolennikiem opisywania historii jedynie w biało czarnych barwach. Druga Rzeczpospolita to bezdyskusyjnie sukces, powód do dumy z racji odzyskania niepodległości, odbudowania struktur państwowych, scalenia ziem podzielonych między zaborców, Ale Czytelnikom Trybuny, nie trzeba przypominać zabójstwa Narutowicza, Twierdzy Brzeskiej, Berezy Kartuskiej, krwawo tłumionych strajków chłopskich, okupionego ofiarami przewrotu w 1926 roku, czy narastającej, w latach trzydziestych, fali antysemityzmu. Zaskakująco negatywną ocenę II RP przedstawiła w niedawnym wywiadzie prasowym Krystyna Zachwatowicz Wajda: „[…] przez świadectwo mojej mamy, przez książkę Miłosza Powrót w dwudziestolecie, przez to co Józio Czapski opowiadał, uważam, że dwudziestolecie międzywojenne było koszmarem”. I tu przypomniała mi się wypowiedź Andrzeja Łapickiego z 1989 roku, z kampanii wyborczej. Wyrażał nadzieję, że jest szansa na powrót do zapamiętanej z dzieciństwa atmosfery II RP, która kojarzyła mu się błogo i radośnie z amarantem, z zapomnianym w latach PRL kolorem zdobiącym ułańskie mundury i wojskowe sztandary. Koszmar i amarant, amarant i koszmar…

Pomnik z życia

Los nie szczędził Korfantemu ciosów w zasadzie przez całe Jego życie. Zaczęło się w 1903 roku odmową udzielenia Mu ślubu na terenie Śląska przez niemieckich duchownych. Zawarł go w Krakowie. Na pewno koszmarem (używając nomenklatury Krystyny Zachwatowicz) była dla Wojciecha Korfantego druga połowa dwudziestolecia międzywojennego. Po roku 1930 został aresztowany i wraz z posłami Centrolewu osadzony w Twierdzy Brzeskiej gdzie poddawano go upokarzającym i poniżającym represjom tak fizycznym jak i psychicznym. Był zmuszany czyścić więzienne latryny. Mimo, że ostatecznie wyłączono go z postępowania sądowego i zwolniono to w roku 1935, w obawie przed powtórnym aresztowaniem, zmuszony był opuścić Polskę udając się na samotną emigrację do Czechosłowacji. Spotkał tam w tej samej roli Wincentego Witosa. W roku 1938 nie pozwolono mu przyjechać do Polski na pogrzeb syna Witolda. Po aneksji Czechosłowacji chcąc uniknąć aresztowania, tym razem ze strony Niemców, wyemigrował do Francji dołączając do porozumienia Sikorskiego, Paderewskiego, Witosa i Hallera zwane Frontem Morges. W obliczu zagrożenia wybuchem wojny, w kwietniu 1939, Wojciech Korfanty wrócił do Polski deklarując gotowość włączenia się w działalność na rzecz obrony kraju. Odpowiedzią władz sanacyjnych było osadzenie Korfantego na Pawiaku. Po blisko trzech miesiącach, w stanie agonalnym, został przewieziony z aresztu do szpitala gdzie, sześć dni po operacji, zmarł 17 sierpnia. Jeden z lekarzy wydał opinię, iż operowana wątroba pacjenta nosiła znamiona otrucia organizmu arszenikiem. Pogrzeb w Katowicach, mimo prób przeciwdziałania przez władze, był wielką kilkutysięczną manifestacją zwolenników zmarłego.
Jesienią 1939, wdowa po Korfantym Elżbieta, oraz żona jego drugiego syna Zbigniewa, moja ciotka Eugenia, wraz z trzyletnimi synkami Wojciechem i Feliksem (bliźniacy) otrzymali włoskie paszporty. Podobnie jak rodziny Sikorskiego i Hallera. Był to ratunek przed zagrożeniem ze strony okupanta. Z wyjątkiem wdowy Wojciecha, która wróciła po wojnie do Katowic, reszta rodziny Korfantego pozostała na emigracji. Od polowy lat 70. zaczęli odwiedzać co kilka lat Polskę i zamieszkałą tu rodzinę. Feliks Korfanty w roku 1997 odebrał z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przyznany jego dziadkowi Order Orła Białego.

Piędź ziemi

Data odsłonięcia monumentu Wojciecha Korfantego była nieprzypadkowa, to 101. rocznica Jego słynnego przemówienia w Reichstagu, wygłoszonego niemal w przededniu upadku Rzeszy, w przededniu odrodzenia Polski. Zażądał wówczas zjednoczenia wszystkich ziem polskich z dostępem do morza. „Mości panowie, nie chcemy ani piędzi ziemi niemieckiej. Żądamy jedynie, w myśl postanowień punktu trzynastego programu Wilsona, własnej, jednej, złożonej z ziem trzech zaborów Polski”. W uroczystości zorganizowanej przez prezydenta Warszawy Pana Rafała Trzaskowskiego (pomnik sfinansowano ze środków Stolicy) wziął udział wnuk Wojciecha – Feliks z żoną Jolandą. Podróż z USA obfitowała w szereg przeciwności, zamiast dwa dni wcześniej, Państwo Korfantowie wylądowali w Warszawie na trzy kwadranse przed zaplanowaną godziną odsłonięcia pomnika. Zdążyli, a Feliks Korfanty pięknie przemówił częściowo po polsku i częściowo po angielsku, przepraszając że językiem ojczystym nie włada tak jak chciałby, gdyż od śmierci swego brata i matki nie ma już z kim rozmawiać po polsku. Feliks i Jolanda Korfantowie, przebywali w Polsce jeszcze przez kilka dni. W Sejmie spotkali się z Panią Marszałek Małgorzatą Kidawą-Błońską. Dwaj pradziadkowie Pani Marszałek, prezydent Stanisław Wojciechowski i premier Władysław Grabski, nie należeli do ulubieńców Piłsudskiego, a szczególnie Wojciechowski. Obaj dobrze znali Wojciecha Korfantego, który z Grabskim (jako minister skarbu) był w składzie drugiego rządu Witosa. Ciekawe czy potomkowie tych wybitnych polityków rozmawiali tylko o Drugiej Rzeczpospolitej? Czy tylko o przeszłości?

Akt wandalizmu

– Z jednej strony, jestem oburzona tym, co się stało. Ale też, niestety, ze smutkiem mogę przyznać, że i tak ten pomnik generała Zygmunta Berlinga poprzez władze miasta miał być usunięty z przestrzeni miejskiej Warszawy do końca 2019 roku. W ramach dekomunizacji miał zniknąć. W związku z tym i tak miał być w ramach dekomunizacji z tego miejsca w Warszawie wyrzucony.
Moim zdaniem to jest akt wandalizmu – powiedziała mediom Monika Jaruzelska.

4 sierpnia po raz kolejny uaktywniła się skrajna prawica, owoc pisowskiej polityki nienawiści. Grupa antykomunistycznych bandytów pod wodzą Adama Słomki obaliła pomnik generała Zygmunta Berlinga, znajdujący się w Warszawie. Pomnik stał w miejscu, z którego oddziały Wojska Polskiego przeprawiały się w 1944 roku z pomocą walczącej Warszawie. Gen. Berling zgodził się na desant, wobec oburzenia żołnierzy, którzy nie chcieli się przyglądać bezczynnie jak ginie Warszawa. Podczas tego desantu oraz starć na Powiślu zginęło ponad 2,5 tys. żołnierzy Wojska Polskiego.
Były poseł Słomka chce zniszczyć pamięć o tych, którzy oddali życie w walce z faszyzmem. Nie po raz pierwszy promuje bandyckie metody fałszowania historii. Wcześniej brał udział w zniszczeniu lub uszkodzeniu wielu miejsc pamięci, nawołuje do nienawiści, lży sądy zachowując przy tym bezkarność. Mamy nadzieję, że ta bezkarność wkrótce się skończy.
Niszczenie pomników, zarówno dokonywane przez prawicowe bojówki, jak i mające miejsce w ramach ustawy dekomunizacyjnej, to element historycznego rewizjonizmu i barbarzyństwa, niegodnego cywilizowanego kraju. Niszczy się pamięć o walczących o wolność z faszyzmem, a wybiela i usprawiedliwia nazistowskich kolaborantów.
KPP konsekwentnie sprzeciwia się fałszowaniu historii oraz wszelkiemu niszczeniu pomników i innych świadectw historii.

Berling won

Pomnik generała Zygmunta Berlinga na Saskiej Kępie znalazł się nieprzypadkowo: stanął przy rozjazdach koło Trasy Łazienkowskiej, ponieważ dokładnie stamtąd wysłał podczas powstania warszawskiego desant na słabnący Czerniaków. Aby ratować powstańców, życie oddało w całej stolicy w sumie około 3,5 tysiąca berlingowców.
Generał stanął na Pradze Południe w 1985 roku – czyli w roku mojego urodzenia, a także w dzielnicy, w której przyszłam na świat.
Teraz okazuje się, że musi zniknąć ze swojego miejsca, skąd patrzył na Wisłę .
Rzecznik dzielnicy Praga Południe twierdzi, że generał nie opuści jednak stolicy – przeprowadzi się jednak przymusowo na Żoliborz, do Muzeum Historii Polski, które obiecało go przygarnąć – tak jak wcześniej Feliksa Dzierżyńskiego oraz „czterech śpiących” z Dworca Wileńskiego.
W ciągu ostatnich lat biedny Berling wciąż padał ofiarą wandali – kilkukrotnie został oblany czerwoną farbą i okrzyknięty zdrajcą.
Generał należał do PZPR, współpracował z radzieckimi służbami specjalnymi.
Jego przenosiny do muzeum będą kosztowały miasto około 50 tysięcy złotych. To kosmiczna suma, dlatego dekomunizację odłożono do końca roku, ponieważ, jak łatwo się domyślić, miasto ma inne, priorytetowe wydatki w okolicy.
Rzecznik urzędu dzielnicy zapowiada, że w miejscu „po Berlingu” powstanie skwer. Zbiera już od mieszkańców pomysły na jego zagospodarowanie. Nie ukrywa, że zgłosiło się do urzędu kilku mieszkańców, stanowczo domagających się, aby Berling mógł pozostać w swojej dotychczasowej lokalizacji. Ale na dekomunizację nie ma rady.

Demontaż kontrolowany

Podczas wojny domowej w Grecji był komisarzem w Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku wyemigrował i jako uchodźca polityczny trafił do Polski. Rok później powrócił do Grecji, aby odbudowywać podziemne struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Wkrótce został aresztowany i sądzony przed sądem wojskowym. W procesie politycznym skazano go na karę śmierci. Został rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Do greckich władz napłynęło około 250 tysięcy listów protestacyjnych przeciwko skazaniu Belojanisa na śmierć. W obronie skazanego wystąpili liczni intelektualiści. Pablo Picasso wykonał przedstawiający Belojanisa szkic pod tytułem‚ „Mężczyzna z goździkiem’’. W 1953 roku brytyjski malarz Peter de Francia namalował obraz „Egzekucja Belojanisa”. W Polsce powstała rzeźba Stanisława Horno-Popławskiego „Matka Belojanisa’’. Jego imię nadano także szeregu ulic w różnych miastach.
Wrocławski pomnik Belojanisa został wzniesiony na dziedzińcu szkoły podstawowej 22 w dzielnicy Stabłowice w roku 1973 jako kopia monumentu znajdującego się w miejscowości Krościenko. Zastąpił wcześniejsze miejsce pamięci przygotowane przez Greków mieszkających na terenie szkoły w latach 50. Społeczność grecka zamieszkująca w Krościenku, która ufundowała pomnik Belojanisa w tej miejscowości w ostatnich latach aktywnie występowała w jego obronie, przeciwko próbom jego likwidacji.
Stowarzyszenie Greków we Wrocławiu „Odysseas’’ poinformowało, że upamiętniający Belojanisa monument został usunięty w ramach tak zwanej dekomunizacji, w wyniku opinii wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Nie wiadomo kiedy doszło do demontażu. Stowarzyszenie Odysseas skontaktowało się z grecką ambasadą w Polsce i greckim ministerstwem spraw zagranicznych, które zapowiedziało protest w sprawie pomnika. Protest przeciwko usunięciu pomnika Belojanisa wyraziła również Komunistyczna Partia Grecji oraz Komunistyczna Partia Polski. KKE zwraca uwagę, że pomnik ten zdemontowano w krótkim czasie po prowokacyjnym usunięciu tablicy w Dziwnowie, upamiętniającej rannych bojowników Demokratycznej Armii Grecji przebywających w tamtejszym szpitalu. KPP domaga się jak najszybszego przywrócenia pomnika Belojanisa.
Protest Komunistycznej Partii Polski
Komunistyczna Partia Polski wyraża oburzenie z powodu demontażu pomnika Nikosa Belojanisa we Wrocławiu. Monument znajdował się na dziedzińcu Szkoły Podstawowej nr 22 w dzielnicy Stabłowice.
Nikos Belojanis był bohaterem greckiego, antyfaszystowskiego ruchu oporu podczas drugiej wojny światowej – bojownikiem komunistycznej partyzantki ELAS, a podczas wojny domowej w latach 1947-1949 komisarzem Demokratycznej Armii Grecji. W 1949 roku jako uchodźca polityczny przybył do Polski. W 1950 roku powrócił do Grecji aby odbudowywać struktury Komunistycznej Partii Grecji (KKE). Aresztowany za działalność polityczną Belojanis został skazany przez sąd wojskowy na karę śmierci. Rozstrzelany 30 marca 1952 r. pomimo licznych protestów w Grecji i na całym świecie. Postać Belojanisa stała się także inspiracją dla licznych dzieł sztuki. W Polsce został upamiętniony poprzez patronat nad szeregiem ulic oraz pomniki we Wrocławiu i Krościenku.
Usunięcie wrocławskiego pomnika Belojanisa, podobnie jak wielu innych pomników bohaterów antyfaszystowskiego ruchu oporu oraz ruchu robotniczego w ramach tak zwanej ustawy dekomunizacyjnej stanowi istotny element niszczenia pamięci historycznej. Demontażu pomnika dokonano bez uzgodnienia a nawet zawiadomienia greckiej społeczności w Polsce. Procedura na podstawie której się odbył pozostaje niejasna, a osoby, które wydały decyzję nieznane.
Domagamy się jak najszybszego przywrócenia pomnika Nikosa Belojanisa. Nie ma zgody na przepisywanie historii przez IPN i inne instytucje, a także manipulowanie pamięcią historyczną społeczeństwa.

Jankowski zdemontowany

Po ostatnim głosowaniu radnych miasta, przedstawiciele „Solidarności” przezornie zabrali w piątek rano swojego prałata „pod pachę” i usunęli sprzed kościoła św. Brygidy. Cokół na razie pozostał pusty. – Pomnik stanie w innym miejscu, ale decyzja w sprawie terminu i lokalizacji jeszcze nie zapadła – powiedział Karol Guzikiewicz.
Przewodniczący zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” oraz szef społecznego komitetu budowy pomnika, Krzysztof Dośla, zapowiedział już wczoraj, że związkowcy z uwagi na wynik głosowania rady, sami usuną na razie pomnik swojego kapelana sprzed oczu mieszkańców. Karol Guzikiewicz był decyzją radnych oburzony. Według niego miała ona charakter polityczny.
– Stała się rzecz zła, bo nic nie zostało udowodnione. Pokazało się prawdziwe oblicze pani Dulkiewicz: z jednej strony lata w obronie konstytucji, a najważniejsze prawa obywatelskie łamie. Nie chciała poczekać na rozstrzygnięcie sądowe, siostry księdza prałata są obarczone tym oszczerstwem – powiedział mediom, komentując demontaż monumentu. – Stąd teraz ta inicjatywa, żeby pomnik nie został uszkodzony. Ten pomnik na pewno wróci, być może na terenie koło kościoła św. Brygidy, ale na to musi być zgoda arcybiskupa…
Guzikiewicz zapowiedział również represje wobec tych działaczy, którzy poparli wniosek o rozbiórkę pomnika na obchodach rocznicy Grudnia’70 i Sierpnia’80 w Gdańsku. „Zdeptali symbole” – nie ma wątpliwości związkowiec. Niniejszym zakazał im wstępu do kościoła. Stwierdził też, że grupa radnych PiS niejako w odwecie będzie chciała odebrać tytuł honorowego mieszkańca Gdańska Günterowi Grassowi.
– Pani Dulkiewicz będzie miała teraz egzamin z polskości. Czy Guenter Grass – esesmam, który służył z własnej woli w Waffen SS – zasługuje na honorowe obywatelstwo, bo Polak Henryk Jankowski nie zasługiwał – zapowiedział buńczucznie Guzikiewicz.

Głos lewicy

Prałat Jankowski padł

Trzej aktywiści obalili gdański pomnik księdza Henryka Jankowskiego. Oto ich oświadczenie:
Każdy z nas ma nad sobą swój skrawek nieba gwiaździstego, każdy nosi w kieszeni swój osobisty kompas wskazujący dobro i zło, krzywdę i przewinę, a myśli i działania wywodzi tyleż z własnego rozumu i osobniczego doświadczenia, co i z przyrodzonej wrażliwości na niesprawiedliwość i upokorzenie spotykające drugiego człowieka. Oparłszy swe stanowisko na obowiązującym kontrakcie społecznym, którego fundamentalnymi składowymi są m.in. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej i Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej i wczytawszy się w karty niedawnej historii, której byliśmy naocznymi świadkami, oraz wsłuchawszy się w głos ofiar udokumentowany szeroko w upublicznionych materiałach ze śledztw prokuratorskich i dziennikarskich,
Oskarżamy Henryka Jankowskiego, księdza katolickiego, kapelana NSZZ ,,Solidarność”, wieloletniego proboszcza parafii pw. św. Brygidy w Gdańsku o podły i haniebny gwałt na godności, wolności seksualnej i prawie do prywatności oraz wykorzystanie trudnej sytuacji społecznej młodych ludzi powierzonych jego opiece; o liczne zamachy na godność oraz o dyskryminację osób i społeczności poprzez szerzenie mowy nienawiści, publiczne głoszenie poglądów antysemickich i lżenie ludzi o odmiennych poglądach politycznych w swych kazaniach, wypowiedziach publicznych i instalacjach kwazi-artystycznych natury (pseudo-)religijnej.
Instytucję kościoła katolickiego w Polsce o systemowe współsprawstwo w złu wyrządzonym ludziom przez Henryka Jankowskiego: w szczególności zaś tych jej przedstawicieli, którzy z pełną świadomością zła czynionego przez Henryka Jankowskiego, nie zareagowali w sposób skuteczny, aby złu temu położyć kres, milczeli lub wręcz z premedytacją kryli przestępstwa Jankowskiego. Uparcie i intencjonalnie milczących świadków i depozytariuszy tajemnicy o społeczne współsprawstwo w złu wyrządzonym ludziom przez Henryka Jankowskiego: świadków należących do świeckiego otoczenia Jankowskiego, którzy zdecydowali się trwać przez lata w zmowie milczenia i bezczynności i poprzez swoją postawę wyrażali de facto przyzwolenie na zło. Administrację publiczną o administracyjne współsprawstwo w złu wyrządzonym ludziom przez Henryka Jankowskiego, nierzadko wynikające z politycznego oportunizmu i pospolitej prywaty: administrację, której decyzje (np: odznaczenie Medalem K.E.N., nadanie jego imienia skwerowi w sąsiedztwie kościoła pw. św. Brygidy i wybudowanie jego pomnika) podejmowane w świadomości uczynionego przezeń zła, były aktem podłej instytucjonalnej zniewagi wobec bezbronnych ofiar pedofila i antysemity. Administrację, której nieskuteczność i opieszałość w wycofywaniu się z tych decyzji stanowi czytelny przykład powszechnej praktyki podporządkowywania dobra wspólnego dobru uprzywilejowanej instytucji kościoła katolickiego.

Komuniści pamiętają o wdzięczności

Przeciwko likwidacji Pomnika Wdzięczności Żołnierzom Radzieckim w Warszawskim Parku Skaryszewskim zaprotestowała Komunistyczna Partia Polski wydając oświadczenie. Oto jego treść:

 

„Komunistyczna Partia Polski wyraża oburzenie z powodu zniszczenia pomnika upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej zlokalizowanego w warszawskim Parku Skaryszewskim. Pomnik wzniesiono w miejscu, w którym pochowani zostali żołnierze polegli we wrześniu 1944 roku podczas wyzwalania warszawskiej Pragi. Mieszkańcy dzielnicy od lat uznawali monument za nieodłączny element krajobrazu parku i w ogromnej większości opowiadali się za jego pozostawieniem. Był to ostatni pomnik upamiętniający wyzwolenie Warszawy zlokalizowany poza cmentarzem-mauzoleum żołnierzy radzieckich.
Polskie władze od wielu lat przepisują i fałszują historię, utworzono w tym celu specjalną instytucję – Instytut Pamięci Narodowej. Służy temu również ustawa dekomunizacyjna zmuszająca samorządy do usuwania pomników symbolizujących komunizm, w tym upamiętniających żołnierzy radzieckich. Nie da się jednak ukryć, że w latach 1944-1945 Polskę wyzwalała Armia Czerwona wraz z walczącymi u jej boku żołnierzami Wojska Polskiego. W trakcie walk o wyzwolenie terenów obecnej Polski zginęło ponad 600 tysięcy żołnierzy radzieckich. Polacy zawdzięczają im ratunek przed fizyczną eliminacją przez niemieckich nazistów.
Pomimo wcześniejszych zapowiedzi o przeniesieniu pomnika doprowadzono do zniszczenia monumentu. Decyzję o demontażu podjęli urzędnicy warszawskiego ratusza, czyli ludzie powiązani z Platformą Obywatelską. Pokazuje to, że tak zwana ‚’demokratyczna opozycja’’ nie sprzeciwia się PiS-owskiemu przepisywaniu historii. Samorządy innych miast sprzeciwiające się dyktatowi władz umiały znaleźć rozwiązania prawne aby uratować miejsca pamięci od likwidacji. Niszczenie pomników jest wyrazem barbarzyństwa, który można porównać do działań talibów czy Państwa Islamskiego usuwających wszelkie pamiątki historyczne i zabytki nie pasujące do ich światopoglądu. Prawdy historycznej nie da się zniszczyć przy pomocy młota pneumatycznego”.
Nadmienić trzeba, że polskie władze nie ograniczają swojej gorączki dekomunizacyjnej wyłącznie do obecności symboli i nazw w przestrzeni publicznej, a również do eliminowania z życia politycznego wszystkiego, co ma jakiekolwiek odniesienia do komunizmu nie tylko w wersji stalinowskiej, a ofiarą tych działań jest właśnie KPP. Przypomnijmy, że 29 listopada w Sądzie Rejonowym w Dąbrowie Górniczej odbędzie się ostatnia rozprawa przeciwko trójce działaczy tej partii, którzy zostali oskarżeni o szerzenie ideologii totalitarnej Zostaną wtedy ogłoszone wyroki.