POLDEK

5 czerwca zmarł Leopold Dzikowski – Poldek, fotoreporter.

Właśnie uświadomiłem sobie, że nie mam zdjęcia Poldka, choć mam w archiwum sporo zdjęć, które zrobił Poldek. Z Sejmu, gdzie na korytarzu „łapałem” komentarz nowo wybranego premiera M.R. Rakowskiego. Z Phenianu, gdzie namówił mnie bym stanął u stóp ogromnego pomnika „Wielkiego Wodza”. Mam zdjęcia zrobione przez Poldka na moim ślubie, na spotkaniach imieninowych i z pożegnania z Kancelarią Prezydenta. Pewnie nie jestem odosobniony – w podobnej sytuacji jest wielu, którzy spotkali Go na swojej drodze. Mają zdjęcia zrobione przez Poldka, dokumentujące często bardzo osobiste wydarzenia, ale nie mają jednak zdjęcia samego Poldka. Pomógł Jacek Barcz, także fotoreporter „Sztandaru Młodych”, który udostępnił zdjęcie Poldka takiego, jakim był. Zadowolonego z życia, uśmiechniętego, w ruchu. I oczywiście z aparatem w ręce.

Dzisiaj prawie każdy może udawać fotoreportera. W smartfonach zainstalowali obiektywy Leici, Canona można kupić w sklepie na raty, Internet odarł świat z tajemnicy. Kiedyś, choć wcale nie tak „dawno, dawno temu”, fotoreporterzy byli wybrańcami. Jeśli mieli odwagę, szczęście i umiejętności warsztatowe pokazywali to, czego inni nie mogli zobaczyć. I zdobywali sławę. Poldek miał to wszystko w sobie i zdobył sławę.

Odwaga: „Jednym z najbardziej dramatycznych zdarzeń, jakie fotografowałem to był obóz głodu w Etiopii. To był niewielki szpital radziecki, gdzie lekarze byli zmuszeni selekcjonować chorych. Tylko niewielka część i to w najlepszym stanie była leczona, a reszta automatyczne skazana była na śmierć. Fotografowałem tragedię trzęsienia ziemi w Azerbejdżanie i Bukareszcie. Udało mi się sfotografować dziewczynę, którą żywą odkopano po 56 godzinach.” Jakiej odwagi wymagała taka praca, powoli dowiadujemy się dziś z tragicznych nieraz historii życiowych sprawozdawców wojennych. Nie byłoby tych zdjęć, gdyby nie upór i konsekwencja Poldka. Bo jak w 1985 roku można było wyjechać do Etiopii? Do celowości nagłej podroży służbowej najpierw trzeba było przekonać redakcyjnych szefów, potem Robotniczą Spółdzielnię Wydawniczą, ale i to nie wystarczało – bo skąd wziąć dewizy i jak dostać paszport? Poldek potrafił to wszystko poskładać.

Szczęście (?): „Byłem w Katowicach. Śpieszyłem się do Warszawy, żeby oddać zdjęcia i szybko przemieścić się do Sopotu na festiwal. Siedziałem w przedzie samolotu. Tuż po starcie wstał mężczyzna, oparł się tyłem o drzwi kabiny pilotów, pokazał pakunek twierdząc, że w jednej ręce trzyma kostkę trotylu a w drugiej zawleczkę i chce lecieć do Wiednia. Pilot bezmyślnie przypikował i porywacz uderzył w drzwi kabiny pilota rozkładając ręce. Ładunek wybuchł, całe szczęście, nie rozszczelniając samolotu. Wyleciały drzwi kabiny pilotów uderzając w głowę nawigatora. Porywaczowi urwało rękę, stracił ucho i oko. Nasze ubrania zaczęły się palić. Ja w tym momencie straciłem słuch. Odruchowo sięgnąłem po aparat dokumentując wydarzenie.” „Szczęśliwy” dla Poldka lot odbył się w 1970 roku.

Warsztat zawodowy: „Fotografowanie konkursów chopinowskich było bardzo utrudnione ze względu na konieczność zachowania absolutnej ciszy w sali filharmonii. Przy uruchomieniu migawki aparatu zawsze słychać charakterystyczny „pstryk”. Żeby to wygłuszyć owijałem go kilkoma warstwami irchy. Miałem taki przypadek, kiedy artysta pogroził mi palcem z estrady.” W 1985 roku Poldek razem z Grzegorzem Rogińskim zdobył 2. nagrodę w World Press Foto, w kategorii Arts and Entertainment stories, za serię fotografii właśnie z Konkursu Chopinowskiego.

Pewnie każdy z nas, dziennikarzy, którzy trafili do „Sztandaru Młodych”, mógłby opowiedzieć swoją historię o tym, jak Poldek „przyjmował do współpracy”. Był wymagający, ale sprawiedliwy. Nie pozwalał, by fotografię traktować jako mniej ważny dodatek do artykułu. Kłócił się, kiedy dziennikarze wybierali, jego zdaniem, gorszą fotografię. Jednak różnica wieku i statusu zawodowego nie wykluczała jego koleżeństwa. Przełożonym mówił co myślał i pewnie dlatego szefował stowarzyszeniu dziennikarskiemu w redakcji, w której przepracował prawie całe zawodowe życie. Kiedy nie było już „Sztandaru Młodych”, przez lata zwoływał redakcję na koleżeńskie spotkania.

Poldek opowiadał, że pracuje jako fotoreporter, bo lubi taki sposób spędzania wolnego czasu w ramach urlopu dziekańskiego, który wziął na prawie. Wybrał nieustanną przygodę, ale cenił też uroki życia. Tak jak pewną ręką korzystał z menu obsługowego aparatów, tak z klasą, i według swoich upodobań, układał menu naszych spotkań. Zostawił po sobie dobre zdjęcia i dobre wspomnienia.

Cytaty pochodzą z rozmowy, jaką Ryszard Jasiński przeprowadził z Poldkiem dla Radia PiK w 2004 roku.

Edward Brzostowski (1935-2020)

Opuścił nas Edek Brzostowski.

Wydawało to się niemożliwe. Człowiek, który uporczywie trzymał się życia i nie zaniedbywał żadnej okazji, aby być obecny i aktywny. Jego tubalny śmiech słychać było na ulicach ukochanej Dębicy, w Sali Sejmowej i w ministerialnych gabinetach. Całe życie w polityce. Jako minister, poseł, burmistrz, radny, działacz partyjny. Zawsze po lewej stronie, na dobre i na złe. Nigdy nie miał w tej sprawie wątpliwości.

I nieustanny Budowniczy. Za PRL-u zbudował i wiele lat kierował Kombinatem Igloopolu, który był pierwszym wielkim przedsiębiorstwem rolno-spożywczym w naszym kraju. Budował kluby i obiekty sportowe, domy kultury i mieszkania. Był zwolennikiem tezy, że pracownikowi – obok pensji – należy się od firmy znacznie coś więcej. Bywał apodyktyczny i surowy, ale trwało to chwilę. Potem żałował, choć nie zawsze się do tego przyznawał. Serdeczność była Jego wielką cechą.

Bo jednak kochał ludzi. Dobrze się czuł w towarzystwie. W każdym. Czy to byli przywódcy państwa, czy dębiccy sąsiedzi z ulicy. Tak samo rozmawiał z Marszałkiem Sejmu, jak i z kelnerką sejmowej restauracji. I wszystko traktował porządnie. Jak pracował to tyrał, jak biesiadował to do końca. Bardzo Go będzie brakować.

Zmarł Edward Brzostowski

                                                                 Zmarł

                                   Edward BRZOSTOWSKI

                                           Działacz społeczny i państwowy,

               Poseł na Sejm RP, burmistrz Dębicy, radny sejmiku podkarpackiego

                Twórca i szef Igloopolu, Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej

                       Człowiek niepospolity i wierny swoim wyborom ideowym,

                                                     Zawsze lewicowy

                                                      Grono przyjaciół

Nie żyje ikona polskiej lewicy

Wygrała WSZYSTKIE wybory, w których startowała. Świetna minister edukacji w rządzie Leszka Millera. Zagwarantowała całym rocznikom 1984 i 1985 (mój rocznik) możliwość tzw. starej matury, za co byłem Jej bardzo wdzięczny. Pamiętam jak przy pierwszym poznaniu podziękowałem Jej za to, a Pani minister uśmiechnęła się radośnie oczywiście zza dymu papierosowego, który naprawdę uwielbiała. Paliła bardzo dużo, a ja z Nią przy każdym spotkaniu. W Sejmie czy w Europarlamencie, w Hawełce czy w Jej biurze. Paliła niczym Helmut Schmidt. Pracowaliśmy razem w Radzie Polityczno-Programowej SLD pod kierownictwem Józefa Oleksego. Z Panią Minister wystąpiłem na pierwszej konferencji prasowej w Sejmie promując raport prof. Przemysława Sadury „Szkoła i nierówności społeczne”, od samego początku wspierała Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. Byliśmy umówieni za miesiąc, 21 maja w Poznaniu gdzie mieliśmy zorganizować dyskusję „30 lat III – krytyczna perspektywa”. Powiedziała, że oczywiście z przyjemnością przyjdzie na nasze wydarzenie i da się nam zaprosić na kolację. Nadmieniła tylko, by było bez przepychu, bo w końcu jesteśmy z lewicy. Znów słyszałem Jej charakterystyczny śmiech. I taką Minister Łybacką zapamiętam!

Opuściła nas Krystyna Łybacka

20 kwietnia 2020 roku opuściła nas

                                   KRYSTYNA ŁYBACKA

Członek-założyciel Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej
i Sojuszu Lewicy Demokratycznej,Wiceprzewodnicząca Partii, Wybitna            Kobieta Lewicy, Nauczycielka Akademicka, pryncypialna, życzliwa i                                                                  uśmiechnięta.

                                           Taką Ją będziemy pamiętać

Przyjaciele z Lewicy i Jej partii,
b. członkowie kierownictw SdRP i SLD,
bracia i siostry z ław poselskich

Zmarła dr Krystyna Łybacka

                                                                Zmarła

                         dr Krystyna ŁYBACKA

                    Minister Edukacji Narodowej i Sportu w latach 2001-2004
                          Posłanka Na Sejm i do Parlamentu Europejskiego
         Wybitna postać polskiej Lewicy i rzetelna reprezentantka Wielkopolan

                                                    Część Jej pamięci!

                                     Prezes i członkowie Rady Ministrów,
               Jej Koleżanki, Koledzy i Przyjaciele z Rządu Rzeczypospolitej

Z najwyższym smutkiem przyjąłem informację o śmierci dr Krystyny Łybackiej

              Z najwyższym smutkiem przyjąłem informację o śmierci

                    dr Krystyny Łybackiej

                             Minister Edukacji Narodowej i Sportu,
                      Posłanki na Sejm I, II, III, IV, V, VI i VII kadencji,
                             Posłanki do Parlamentu Europejskiego,

                              osoby mądrej, skutecznej i wrażliwej,

          wybitnej postaci wielkopolskiej, polskiej i europejskiej lewicy.

  Rodzinie, przyjaciołom i współpracownikom składam wyrazy współczucia.

                                      Włodzimierz Czarzasty
                                    Wicemarszałek Sejmu RP

Zmarł Janek Topolewski

18 kwietnia zmarł

Janek TOPOLEWSKI

Człowiek Lewicy, intelektualista, wydawca,
Działacz społeczny i polityczny

koledzy i przyjaciele
Andrzej Barcikowski, Jan Bogutyn, Henryk Brzeziński,                        Marianna Dąbrowska,Krzysztof Janik, Tadeusz Kielan, Antoni Krysiuk,
Edward Kuczera, Piotr Łapa, Stanisław Łątkiewicz,
Jacek Marciniak, Wojciech Nosek, Ryszard Rzetelski,