Pożegnanie…

Ze smutkiem informujemy, że 9 października zmarł, w wieku 97 lat, Kazimierz Jarzębowski, działacz Komunistycznej Partii Polski, weteran ruchu robotniczego.

Działalność komunistyczną rozpoczął jeszcze przed drugą wojną światową. W swoje 18 urodziny, 21 stycznia 1941 r., nielegalnie przedostał się do ZSRR aby prowadzić działalność antyfaszystowską. Na tereny okupowanej Polski powrócił w czerwcu 1941 r., tuż przed atakiem III Rzeszy na ZSRR. Wkrótce potem został aresztowany przez nazistów za pomoc radzieckim jeńcom i zesłany na roboty przymusowe do Niemiec. Po wojnie włączył się w odbudowę Polski. Pracował jako pedagog i kurator, a także dziennikarz w Polskiej Agencji Prasowej.

W latach 60. współtworzył nielegalną Komunistyczną Partię Polski, za co został aresztowany. Od początku lat 90. był członkiem Związku Komunistów Polskich „Proletariat”, a następnie od 2002 r. działał w Komunistycznej Partii Polski. Do końca życia prowadził aktywną działalność społeczną na rzecz represjonowanych oraz poszkodowanych przez kapitalizm.
Cześć jego pamięci!

Towarzysze z KPP

Pożegnanie

28 września odszedł nieoczekiwanie
jeden z ostatnich z naszej agory

JACEK MARCINIAK

Człowiek wielkiego serca i talentów,
wybitny wydawca.

Byłeś wspaniałym Przyjacielem
we wspólnym wspominaniu miasta naszej młodości.
Imponowałeś nam znajomością literatury,
kultury, sztuki i historii.
Takim Cię zapamiętamy.

Spoczywaj Jacku w spokoju.

Łącząc się dziś w żalu i smutku
z

Klarą i całą Rodziną

żegnają Cię

warszawiacy ze Szczecina
Jan Bogutyn, Edward Kuczera, Piotr Łapa

Z głębokim żalem

żegnamy
zmarłego 4 września 2020 roku
wybitnego artystę malarza i krytyka sztuki
Człowieka Lewicy

Andrzeja Skoczylasa

Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się we wtorek 22 września 2020 roku o godzinie 12,00
w Domu Pogrzebowym na Powązkach Wojskowych

Zarząd i przyjaciele z SLD Warszawa-Śródmieście

Pożegnanie

Ze smutkiem przyjąłem informację o śmierci

Leszka Lachowieckiego

animatora życia kulturalnego i ideowego w Warszawie,
współzałożyciela Klubu Dyskusyjnego „Starówka”
i stowarzyszenia „Warszawa w Europie”,
wydawcy „Forum Klubowego”,
organizatora debat ideowych
i wystaw poświęconych historii społecznej stolicy
oraz dziejów polskiej socjaldemokracji.
Kolegi ze szkolnej ławki.

Rodzinie, bliskim i współpracownikom składam wyrazy współczucia.

Włodzimierz Czarzasty
Wicemarszałek Sejmu

Żegnamy profesora Andrzeja Walickiego

Jednego z największych myślicieli Polski przełomu wieków.

Historyk filozofii, wielki humanista, dogłębny znawca historii myśli rosyjskiej, profesor uniwersytetów w Polsce, Australii i Stanach Zjednoczonych, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, laureat Nagrody Balzana, uznawanej w świecie nauki za humanistycznego Nobla, autor bardzo wielu prac z zakresu filozofii politycznej, współtwórca warszawskiej szkoły historii idei. Baczny obserwator także polskiego życia politycznego, bardzo często przemilczany i marginalizowany, bo nie poddawał się obecnej politycznej poprawności i reinterpretacji historii.
Z Dziennika Andrzeja Walickiego (wraz z omówieniem)

O Polsce Ludowej i komunizmie

9.X.2007 r.
Konsekwencją postanowienia znaku równości pomiędzy PRL a „komunizmem” było świadome dążenie do wykluczenia „komunistów” ze wspólnoty narodowej, s t y g m a t y z o w a n i a ich jako „nominalnych” jedynie Polaków oraz zakaz współdziałania partii „postsolidarnościowych” z SdRP, a następnie SLD. Była to więc polityka ideowej dyskryminacji, całkowicie sprzeczna z zasadą, iż nikogo nie wolno dyskryminować ze względu na „światopogląd, opinie polityczne lub wszelkie inne (Karta Praw Podstawowych UE).

5.XII.2007 r.

A. Walicki zgadza się z tezą prof. Pełczyńskiego (Zbigniew, prof. Oksfordu), który dowodzi, że proces dekomunizacji Polski rozpoczął się w roku 1956! i cytuje Go: „Twierdzę, że >Polska droga do komunizmu< stała się, od roku 1956, drogą o d komunizmu…Polska weszła na drogę od komunizmu na długo przed narodzinami Solidarności i … wydarzenia lat 1980 – 1981 rozwijały się w tak dramatycznym tempie właśnie ze względu na ten tak długi okres przygotowawczy” (Zbigniew Pełczyński: „Poland. The Road from Communism” 1982).

I dalej tamże prof. Z. Pełczyński na temat zasług W. Gomułki: „Po pierwsze, system komunistyczny utracił piętno sowieckiego pochodzenia i sowieckiej dominacji(….) Po drugie, Gomułka uczynił system akceptowalnym, utrzymując przymus na minimalnym poziomie(…) Po trzecie. Gomułka zniósł wiele dokuczliwych środków kontroli osobistej zwłaszcza kontaktów z Zachodem (….) Po czwarte, zaprzestano urabiania kultury według kanonów z socrealizmu czy innych oficjalnych dogmatów. Uniwersytety i instytuty badawcze zyskały pewną samorządność, marksizm – leninizm był teraz traktowany jako jedno z wielu możliwych stanowisk, co prawda nadal popierane przez partię rządzącą i silnie subsydiowane (….) Stowarzyszenia zawodowe i kulturalne cieszyły się szeroką autonomią(….) jedno czy dwa spośród nich, jak np. Związek Literatów Polskich, zupełnie wyzbyły się charakteru ideologicznego…Wreszcie, również w ramach PZPR Gomułka wprowadził znaczny zakres wolności. Marksizm-leninizm pozostał oficjalną doktryną, nie wolno go było kwestionować publicznie, ale władze partyjne nie wnikały zbyt głęboko w stan umysłu członków partii – liczyło się tylko zewnętrzne zachowanie. Agnostycyzm ideologiczny był powszechny, nawet praktyki religijne były tolerowane. Partia stała się raczej szeroko otwartym kościołem politycznym niż fanatyczną sektą – jej celem nie było wybawienie dusz z okopów religijnych, lecz skuteczne zarządzanie państwem i rozwojem gospodarczym. Po krótkotrwałej próbie zastąpienia komunistycznej legitymizacji władzy jawnym nacjonalizmem nastał czas pragmatycznego modelu Gierka, następnie zaś (w roku 1980) próba modelu konsultacyjnego, a po stanie wojennym eksperymentowanie z pluralizmem w ramach ustroju autorytarnego wciąż, ale nie próbującego restaurować ideologicznej więzi z tradycją komunizmu.. Negocjacyjna forma zmiany ustroju w roku 1989 była więc zakończeniem, a nie początkiem, długiego procesu faktycznej dekomunizacji.”

Zaś A. Walicki pisze: Ustrój PRL nie był komunizmem ani z punktu widzenia doktryny marksistowskiej, ani z punktu widzenia kierownictwa PZPR lub KPZR, ani wreszcie z punktu widzenia zwykłego zdrowego rozsądku. Polemicznie z Leszkiem Kołakowskim Prof. Walicki polemizuje z wieloma autorami, a przede wszystkim z Leszkiem Kołakowskim w sprawie tzw. zdrady „ideałów Października” przez W. Gomułkę. Pisze, że zawód Kołakowskiego i innych rewizjonistów brał się stąd, że mieli oni nadzieję na „wewnętrzne zdemokratyzowanie się partii”, na dopuszczenie do gremiów decyzyjnych „skrzydła rewizjonistycznego”…To zaś było niebezpieczną utopią, nie mogącą liczyć na tolerancję ZSRR i innych naszych sąsiadów. Realną „mądrością etapu” (wyrażenie St. Stommy) była liberalizacja bez politycznej demokratyzacji, tego jedynie oczekiwało od partii społeczeństwo polskie – w odróżnieniu od ambitnych „rewizjonistów” partyjnych, niemniej wyobcowanych społecznie niż partyjni dogmatycy. Ja osobiście, jako młody człowiek nie należący do PZPR i powiązany (podobnie jak Pełczyński) ze środowiskami AK-owskimi, nie myślałem nawet o politycznej demokratyzacji partii, a więc nie przeżyłem rozczarowania, które stało się udziałem Kołakowskiego. Oczekiwałem od partii tego jedynie, aby ograniczyła zakres swej władzy i aby nie przestając być partią autorytarną (bo tylko taka partia mogła spełnić rolę klosza ochraniającego odrębności polskie), zrezygnowała z aspiracji totalitarnych i z prymatu ideologii nad celami ogólnonarodowymi. Sądzę, że na tym właśnie polegał niepisany kontrakt między władzą, a społeczeństwem polskim zawarty w 1956 r. Mimo klęski poniesionej przez wewnątrzpartyjnych rewizjonistów, Gomułka w gruncie rzeczy dotrzymał tej umowy: Polska po roku 1956 była przecież krajem w y c h o d z ą c y m już z ortodoksyjnego komunizmu, zupełnie innym niż w czasach stalinowskich…. Nic więc dziwnego, że zareagowałem na pojawienie się „Głównych nurtów marksizmu” obszernym listem do Kołakowskiego, pisanym w Genewie w dniach 27 luty-3 marca 1979 r. Wyraziłem w nim m.in. stanowczy sprzeciw wobec tezy, iż Październik 1956 był „początkiem końca kulturalnej odnowy”, pisząc, iż był to tylko „początek końca p o l i t y c z n y c h aspiracji rewizjonizmu.

O lewicy

23 III 2008, Nieborów

Prof. Walicki polemizuje z tezą Kołakowskiego, twierdzącego, że „nie wie co to dziś lewica”. Moim zdaniem, spoiwem lewicy są dziś następujące postulaty: – Nieodwracalność podstawowych zdobyczy welfare state (ubezpieczenia społeczne, publiczna służba zdrowia, darmowa edukacja. Domaganie się ich anulacji jest klasycznym wstecznictwem). – Niezgoda na „świętość” i aksjologiczną nadrzędność prawa własności prywatnej. Prywatyzacja tylko ze względów pragmatycznych, reprywatyzacja jako absolutny wyjątek Niedopuszczalność ekspropriacji na rzecz właścicieli sprzed wielu lat.(….) – Horyzontalna i wertykalna (pokoleniowa) solidarność społeczna. – Etyczny indywidualizm. Odrzucenie dyktatury wspólnoty, narodu, państwa. Dyktatura w imię wartości kolektywistycznych to śmiertelny grzech komunizmu, od którego lewica musi się odżegnać. W warunkach polskich: – Niezgoda na etnocentryzm i politykę nienawiści. W tym bezwarunkowe odrzucenie żądań pozasądowej lustracji i pomysłów dyskryminowania ekskomunistów. – Niezgoda na wszelkie formy instytualizacji rządów, a także nieformalnej władzy tzw. elit, zwłaszcza zaś tych, które skompromitowały się przez nadużycia sztandaru „postsolidarności”(…) – Krytyka mitotwórstwa służącego tym siłom, zwłaszcza mitów „kombatanckich”. – Odrzucenie Orwellowskiej nowomowy, czyli prób zdominowania społeczeństwa przez narzucenie języka (np. „roszczenia” zamiast „uprawnienia”, „dziecko” lub nawet „Polak” jako określenie embrionu itp.) – Protest przeciwko próbom monopolizacji wartości narodowych, w tym zwłaszcza przeciwko próbom konstruowania i narzucania „jednej pamięci narodowej”, wykluczającej tradycje polskiej lewicy. – Maksymalny obiektywizm w ocenie Polski Ludowej, z szacunkiem dla ludzi dobrze ją wspominających oraz w trosce o to, aby jej zaczerniony obraz nie stawał się narzędziem prawicowej indoktrynacji. – Obrona cywilizowanych zasad państwa prawa. W związku z tym stanowczy sprzeciw wobec zawłaszczania zasług i czynienia z tego specjalnych uprawnień („nam więcej wolno”) oraz wobec polityki traktowania kogokolwiek jako „obywatela drugiej kategorii”. – Niezgoda na rusofobię, odrzucenie, rzecz jasna, wszelkich form antysemityzmu. – Odrzucenie pseudoantykomunizmu, tj antykomunizmu bez komunistów, służącego dyskryminacji postpeerelowskiej lewicy, przy jednoczesnym antykomunizmie we właściwym sensie tego terminu.(….) – Czy również sprawy obyczajowe i moralne? Tak, w zakresie rzeczywistego równouprawnienia kobiet, kontroli urodzin, antykoncepcji. Swoboda obyczajowa w rozsądnych granicach, bo przesada pod tym względem to nie lewicowość, lecz kontrkultowy libertynizm. Zapowiadając napisanie książki o ideologiach narodowych w Polsce w listopadzie 2002 r. zanotował: Poświęcę socjalizmowi sporo miejsca, ktoś musi przeciwstawić się ideowemu monopolowi prawicy.. Ja zrobię to z pozycji Berlinowskiego pluralizmu. Niech jednak lewica zajmie się swoimi tradycjami, czemu tego nie robi? Gdzie książki o polskim socjalizmie, gdzie edycje myślicieli lewicowych? Zdumiewająca inercja, zdumiewający brak wiary w siebie, to tak chyba trzeba to nazwać. Hurtowe potraktowanie okresu PRL jako „czarnej dziury” skutecznie odcięło młode pokolenie Polaków od niedawnej przeszłości, zrywając łańcuch pokoleń, co jest przecież istotą ciągłości życia narodowego i rodząc kuriozalne wręcz niezrozumienie realnych dylematów, przed którymi stała starsza część społeczeństwa. Po drugie zawłaszczenie pojęcia patriotyzm przez tzw. obóz postsolidarnościowy zrodziło tendencje do utożsamiania elity narodu ze stowarzyszeniem skłóconych kombatantów, legitymując jednocześnie piętnowanie krytyków tego stowarzyszenia mianem „postkomunistów” lub metrykalnych tylko Polaków. W marcu 2003 r. prof. Walicki pisał: Polska ma większe szanse jako zachód Wschodu niż jako peryferie Zachodu(…)…Polska ciekawsza była jako miejsce spotkania katolicyzmu z komunizmem niż jako kraj konserwatywnego i triumfującego Kościoła.

Postscriptum (styczeń 2009)

Prof. Walicki cytuje poglądy Tony Judta, z którymi się utożsamia, krytyczne wobec tezy Kołakowskiego twierdzącego, że marksizm stracił wszelką aktualność we współczesnym świecie. Uważa, że wprawdzie komunistyczna eschatologia jest dziś martwa, ale nie odnosi się to do marksizmu. Dziś kwestia społeczna odrodziła się jako centralna sprawa świata, a wraz z nią, czy chcemy tego czy też nie, znów pojawiła się szansa dla marksizmu. Nieprzypadkowo w sondażu BBC z 2005 roku Marks uznany został „za największego filozofa wszystkich czasów”.

I dalej cytat z Judta: „…lewica musi przezwyciężyć swój kryzys , ponieważ jej istnienie niezbędne jest dla współczesnego świata, aczkolwiek w zupełnie nowej roli: w roli siły konserwatywnej broniącej osiągnięć liberalnego państwa opiekuńczego.(…)…państwo nie może być organizatorem produkcji (….) jest nie do zastąpienia w ubezpieczeniach społecznych, służbie zdrowia, edukacji, a nawet w zabezpieczeniu transportu i organizacji wypoczynku. We wszystkich tych dziedzinach państwo nie może być wyeliminowane przez rynek lub spontaniczne siły „społeczeństwa obywatelskiego”. Zadaniem lewicy jest więc obrona wspólnego dobra przez wytyczanie racjonalnych granic urynkowienia i prywatyzacji.”

Dlaczego prof. A. Walicki nie lubi III RP.

26 marca 2004 r. prof. Walicki w swoim dzienniku uzasadnił, dlaczego nie lubi III RP: 1.Nie podoba mi się sposób rozstania z PRL pozbawiony krzty wielkoduszności.(…) Widoczne jest to w argumentacji „dekomunizacyjnej”, skrajnej w stosunku do Jaruzelskiego. 2.Nie podoba mi się moralnie sposób rozstania z Rosją.(…) Resentyment, nienawiść.(…) 3.Nie podoba mi się moralnie stosunek do dziedzictwa lewicy. Dlaczego Polska ma być we wszystkich sprawach i zawsze po stronie konserwatyzmu, prawicy?(….) 4.Nie podoba mi się moralnie zarówno klerykalizm, jak i – może jeszcze bardziej- lękliwy konformizm wobec kleru!(…) 5.Zrozumiałe, że nie podoba mi się moralnie lizusostwo wobec Stanów Zjednoczonych połączone (…) z nadymaniem się wobec Europy.(…) 6.Bardzo nie podoba mi się, moralnie właśnie, socjaldarwinowska nuta tak silna w naszym pseudoliberalizmie. Jak można bezwstydnie głosić przewagę silniejszego nad słabszym, wyższość tzw. elit nad „ludem”? (…) . Do wyboru i opracowania tych fragmentów „Dziennika” zmieszczonego w „Zdaniu” (nr 1-2 z 2009),a dokonanych przez Krystyna Dąbrowę, dołączył internauta S.Ż,: „Kilka godzin po śmierci Profesora portal wyborcza.pl zamieścił wspomnienie o profesorze Andrzeju Walickim, w którym nazywany jest przez cytowanych rozmówców „najwybitniejszym polskim filozofem”, „jednym z najbardziej rozpoznawalnych w świecie polskich intelektualistów”. A przecież to na łamach „Gazety Wyborczej” profesor Walicki został w sposób najbardziej obrzydliwy zaatakowany przez Mirosława Czecha [ nota bene członka władz Unii Wolności i Unii Demokratycznej – Z.T.], nie szczędzącego mu, obelg i poniżających porównań. „Gazeta Wyborcza” ma swój znaczący udział w haniebnym przemilczaniu i marginalizowaniu Andrzeja Walickiego.” Papierowe wydanie „GW” też się nie popisało zamieszczając zaledwie krotką notkę wspomnieniową. Dodać jeszcze wypada, że dwa największe portale informacyjne Onet i WP nie odnotowały tej smutnej wiadomości, bo widać, że w kształtowaniu opinii i świadomości naszego społeczeństwa ważniejsze są ciekawochy z Plejady niż odejście Wybitnego Polaka. Nie sprostał też portal LEWICA, zagubiony w politycznych bieżączkach, zapomniał, bądź nie dostrzegł i nie zrozumiał, kogo właśnie Lewica straciła. W najnowszej książce Andrzeja Walickiego „O Rosji inaczej”, wydanej przez „Przegląd” – Fundację Oratio Recta w 2019 roku zawarto również opinię Zygmunta Baumana o Autorze: „Jesteś, Andrzeju… najwybitniejszym myślicielem polityczno-historycznym, jakiego Polska posiada wśród żyjących, jedynym myślicielem zaiste oryginalnym, nieredukującym zjawiska „Polska” do jakiegokolwiek z zachodnich czy wschodnich „izmów”. Czy w ogóle do przypadku ogólnego prawa (lub raczej ogólnej mody). Jedynym, który zdobył się na przemyślenie polskiej sytuacji i wyjątkowości wynikających stąd dezyderatów praktycznych. W tym właśnie Twoja wielkość i w tym też tragedia […].

Andrzej Walicki – filozof niepokorny

Śmierć Andrzeja Walickiego (1930-2020) zamyka pewien okres historii polskiej filozofii i myśli społecznej – historii w której Zmarły odegrał wielką, nie zawsze i nie przez wszystkich docenianą – rolę.

Warto więc zastanowić się nad sensem, jaki nadawał swojej pracy, traktowanej nie tylko jako działalność czysto naukowa, ale także jako szczególny rodzaj służby społecznej. W wydanej w 2010 roku autobiografii („Idee i ludzie”) mocno podkreślał, że jego dokonany w młodości wybór zainteresowań naukowych polską i rosyjską filozofią i myślą społeczną był wyrazem nie tylko czysto intelektualnej ciekawości, ale także przekonania, ze ta drogą będzie mógł wpływać na ewolucje klimatu intelektualnego a tym samym – warunków politycznych.

Właśnie ewolucję! Walicki był jednym z najwybitniejszych – ale bynajmniej w Polsce nie tak licznych – przedstawicieli realizmu politycznego, który każe podejmować działania mające szanse powodzenia: liczyć zamiary na siły, a nie – jak to u nas popularne – odwrotnie. Studiował w najgorszym okresie polskiego stalinizmu (w latach 1949-54), ale już wtedy potrafił znajdować dla swego niepospolitego intelektu nisze, w których mógł chronić się przed przemożnym wpływem panującej ideologii. W odróżnieniu od wielu jego ówczesnych i przyszłych przyjaciół ( w tym Leszka Kołakowskiego, z którym przez wiele lat wiódł niezwykle ciekawy dialog) nigdy nie został zarażony bakcylem fanatyzmu i uwielbienia dla wizji arkadii, która miała zrodzić się w wyniku dyktatury. Był przed takim fanatyzmem uodporniony swym pochodzeniem (prawnuk powstańca styczniowego i zesłańca syberyjskiego Ludwika Walickiego, syn wybitnego historyka sztuki i więźnia politycznego w okresie stalinowskim Michała Walickiego), ale przede wszystkim swym niezwykle głębokim umysłem, który chronił go przed politycznym fanatyzmem.

Dla Walickiego przełom październikowy 1956 roku oznaczał przede wszystkim – jak o tym wielokrotnie pisał – kres totalitaryzmu i wolność badań naukowych. Dla tych, którzy tej strony ówczesnego przełomu nie dostrzegają, zapoznanie się z ogromnym dorobkiem Walickiego powinno być odtrutką na naiwne przyswajanie sobie poglądu o „zaprzepaszczonym” Październiku. Walicki – inaczej niż ówcześni „rewizjoniści” – rozumiał, ze zasadnicza zmiana polityczna w kierunku pełnej demokracji nie była możliwa, jak długo utrzymywała się radziecka (ale akceptowana przez Zachód) hegemonia w naszej części Europy. Doceniał natomiast zasadniczą zmianę klimatu dla badan naukowych i był przekonany, że podejmując zadanie zrozumienia i odkłamania historii rosyjskiej filozofii i myśli politycznej najlepiej może służyć przyszłej, korzystnej ewolucji stosunków politycznych w Rosji, a tym samym także sprawie nowych stosunków polsko-rosyjskich opartych na poszanowaniu polskiej suwerenności i na dążeniu do zbliżenia obu, ciężko przez historię doświadczonych, narodów.
Twórczość naukowa Walickiego zapewniła mu pozycję wielkiego autorytetu w skali światowej. Jego prace ukazywały się w wielu językach i stanowią dziś nieodłączną część światowego dorobku w dziedzinie historii filozofii rosyjskiej. Był profesorem uczelni australijskich i amerykańskich, członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk, laureatem nagrody Eugenio Balzana (w 1998 roku), doktorem honoris causa, kawalerem Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski, nadanego mu przez prezydenta Kwaśniewskiego w 2005 roku.

A jednak ten wielki uczony i mądry intelektualista spotykał się z niezrozumieniem – a nawet z pochopnymi krytykami – we własnym kraju, i to zwłaszcza w kręgu liberalno-demokratycznej opozycji, o czym świadczyły nader krytyczne omówienia jego autobiografii przez Marka Beylina i Aleksandra Halla („Gazeta Wyborcza, 17-18 lipca 2010), czy napastliwy artykuł Mirosława Czecha poświęcony stosunkowi Walickiego do Rosji (w tejże gazecie 18 lipca 2015). Autorzy ci nie mogli Walickiemu darować jego krytycznej (ale przecież bynajmniej nie wrogiej!) oceny działań opozycji solidarnościowej w latach 1980-81 a także (w wypadku M. Czecha) jego stosunku do dzisiejszej Rosji, wyraźnie odbiegającego od obowiązującego tonu totalnej krytyki.

Wydana w 1995 roku praca Walickiego „Marxism and the Leap to the Kingdom of Freedom” (“Marksizm i skok do królestwa wolności”) stanowi najpoważniejszą w literaturze światowej analizę marksowskiej utopii. Nacechowana jest chęcią zrozumienia przyczyn, dla których teoria odwołująca się do odwiecznego marzenia o wolności zrodziła jeden z najbardziej zbrodniczych systemów dwudziestego wieku. Krytycy tej książki (m.in. Andrzej Paczkowski, Wojciech Roszkowski i Paweł Śpiewak) zarzucali mu relatywizm moralny a nawet obojętność wobec reguł etycznych.

Walicki te ataki znosił ciężko, o czym mogłem się nieraz przekonać w wielogodzinnych rozmowach, które z nim prowadziłem. Krytyka jego stanowiska wynikała, moim zdaniem, z pewnego rodzaju absolutyzmu moralnego, któremu hołdują jego krytycy. Nie pozwala on im zrozumieć, dlaczego uczony o bezspornie demokratycznych przekonaniach nie był w stanie angażować się w ruch demokratycznej opozycji, gdyż sądził, iż jest on zagrożeniem dla tej dozy ograniczonej suwerenności i wolności intelektualnej, którą Polsce udało się nie tylko wywalczyć w 1956 roku, ale także utrzymać w latach następnych. żywił nadzieję na to, że stopniowa zmiana klimatu politycznego w ZSRR otworzy drogę do głębszych i dalej idących zmian – także w Polsce. Ze zrozumieniem i sympatia obserwował politykę Gorbaczowa i bolał nad jej niepowodzeniem. Ostatnia książka Walickiego („O Rosji inaczej”, 2019) pokazuje go jako wnikliwego obserwatora polityki rosyjskiej, wolnego od apologii, ale tez wolnego od tendencji do bezwzględnego potępienia.

Dla ludzi lewicy Walicki pozostaje bardzo ważnym, ale wymagającym studiowania, punktem odniesienia. Sam o sobie pisał, że „nie potrafiłby stać się działaczem lewicy”, ale zarazem deklarował: „Owszem, jestem po stronie lewicy wedle kryteriów nie tylko polskich, lecz również światowych, oburza mnie bowiem dramatyczny, nieprawdopodobny wzrost nierówności społecznych, krytykuję demontaż osiągnięć państwa opiekuńczego, reprezentującego przecież złoty okres kapitalizmu, przeciwstawiam się fałszowaniu znaczenia terminu ‘gospodarka rynkowa’ przez utożsamianie rynku z ‘wolnym rynkiem’ w sensie neoliberalnym” („Idee i ludzie, s. 426). Sam siebie określał mianem „lewicowego liberała”.

Był także Walicki zdecydowanym obrońcą dorobku Polski Ludowej i krytykiem oficjalnej „polityki historycznej” opartej na totalnym potępieniu całego tego okresu. „Władze ustawodawcze i sądowe nie mogą orzekać, co ma być obowiązującą prawdą o przeszłości” – pisał w wydanych w 2000 roku „Polskich zmaganiach z wolnością” (s.174). W tejże pracy bronił decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego jako tej, która zapobiegła radzieckiej zbrojnej interwencji. Nic dziwnego, że był tak ostro krytykowany przez zwolenników czarno-białego widzenia polskiej historii.
Pod koniec życia Walicki był pesymistycznie nastawiony do tego, co go otaczało. Bolał go pogarszający się stan stosunków polsko-rosyjskich i narastający klimat nacjonalistycznego fanatyzmu w Polsce, dawał wyraz swemu rozgoryczeniu z powodu spotykających go ataków prasowych. Pisał, że świat poszedł w kierunku dezawuującym jego „plan życiowy” i podważającym sensowność jego pracy. Rozumiem rozczarowanie wielkiego uczonego, ale w tej sprawie jestem innego zdania. Uważam, że dorobek intelektualny Walickiego, jego sposób widzenia świata i miejsca w nim Polski mają wielkie znaczenie nie tylko dziś, ale i w latach, które są przed nami. Właśnie lewica, tak bardzo spragniona wielkich autorytetów moralnych i intelektualnych, ma obowiązek – ale i prawo – traktować myśli Andrzeja Walickiego jako drogowskaz na powikłanych szlakach historii.

Z żółtego kalendarza

Był jednym z najpopularniejszych piosenkarzy lat sześćdziesiątych.

Jego pełne liryzmu i uczuciowości przeboje, jak „Kochać”, „Żółte kalendarze”, „Goniąc kormorany”, „Puste koperty”, „Zabawa podmiejska” przez lata rozbrzmiewały z radioodbiorników i płyt, a jako łatwo wpadające w ucho były nucone przez słuchaczy kilku generacji. Reprezentował styl ludowego barda miłości.

Urodził się w Lublinie, tam się wychował i wykształcił. Debiutował w lubelskim kabarecie „Czart” w kawiarni „Czarcia Łapa” na Starym Mieście oraz kabarecie tamtejszej Akademii Medycznej „Dren59”. Stąd wystartował do wieloletniej ogólnopolskiej kariery wokalno-gitarowej, której apogeum przypadło na lata sześćdziesiąte i początek siedemdziesiątych.

Piotr Szczepanik zmarł 20 sierpnia 2020 roku.

KLUB