Gospodarka 48 godzin

Bełchatów w płomieniach
W największej w Polsce elektrowni Bełchatów wybuchł pożar. W elektrowni, korzystającej z węgla brunatnego zapalił się taśmociąg do transportu węgla. Pożar może czasowo ograniczyć moc Bełchatowa o 858 megawatów. Pełna moc tej elektrowni wynosi 5102 MW, ale niemal nigdy nie musi być ona w pełni wykorzystywana. To jedna z największych elektrowni świata, a jej funkcjonowanie jest kluczowe dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Wspomniany blok nr. 14 jest najnowszy w Bełchatowie. Został uruchomiony w 2011 r. i nie ma komina, bo oczyszczone spaliny zamiast do atmosfery trafiają do chłodni kominowej. To technologia czystego spalania węgla, a na jej rozwój elektrownia Bełchatów dostała w 2009 r. wsparcie z funduszy Unii Europejskiej wynoszące 180 mln euro. Okazało się jednak, że technologia czystego węgla jakoś się nie przyjęła w Polsce i władze państwowej PGE Polskiej Grupy Energetycznej poinformowały, że ze względu na nieopłacalność tej metody w naszym kraju, nie będzie ona dalej rozwijana. Pożar w Bełchatowie zapewne stanie się dla rządu PiS pretekstem, by jakoś ubłagać Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej o zgodę na nie zamykanie kopalni Turów. W związku z pożarem przypomniał o sobie były PSL-owski wicepremier Waldemar Pawlak. Powiedział one, że pożar to pokłosie braku staranności i dbałości o funkcjonowanie infrastruktury energetycznej. Nawiązał też do wcześniejszej awarii w rozdzielni elektrowni Bełchatów, oświadczając, że była ona spowodowana brakiem dbałości o właściwą eksploatację systemu. Natomiast były SLD-owski premier Leszek Miller zapytał: „Jak nie pożary składowisk śmieci i odpadów, to najpierw wyłączenie 10 bloków w elektrowni Bełchatów, a teraz pożar na jej terenie. Ktoś wie, jak nazywa się wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo?”

Plany w odwrocie
W ubiegłym roku do pracowniczych planów kapitałowych przystąpiło 39 proc. uprawnionych pracowników. W tym roku ten odsetek spadł natomiast do 24 proc. uprawnionych. To duży regres, gdy zważyć, że rząd PiS świadomie skonstruował przepisy o PPK tak, by niełatwo się było z nich wypisać. Polacy nie chcą jednak poświęcać części swych zarobków na finansowanie pracowniczych planów kapitałowych – i nie są pewni, czy odkładane przez nich pieniądze nie zostaną przejęte przez rząd na załatanie dziur w trzeszczącym w szwach budżecie.

Budowa szybu przerwana
Państwowa grupa energetyczna Tauron nie będzie dalej prowadzić zaawansowanej już w połowie budowy szybu górniczego Grzegorz w kopalni węgla kamiennego Sobieski w Jaworznie. Firma zamierza jednak utrzymywać tę rozpoczętą w 2017 r. budowę w tzw. stanie niepogorszonym, by inwestycja mogła być kontynuowana, gdy nadejdą lepsze czasy dla krajowego węgla kamiennego. Szyb miał mieć 870 metrów głębokości, a rozpoczęcie jego użytkowania zapowiadano na 2023 r. Dzięki niemu kopalnia Sobieski mogłaby rozpocząć eksploatację nowych złóż węgla. Rozpoczęcie tej inwestycji w 2017 r. odbyło się z wielką pompą. Ówczesna premier Beata Szydło, zgodnie z otrzymanymi dyrektywami, mówiła na uroczystości, że dzięki mądrym i rozważnym decyzjom rządu, któremu przewodzi, można wszystkim niedowiarkom powiedzieć, że się mylili, uważając, iż czas polskiego górnictwa się skończył – bo budowa nowego szybu w kopalni Sobieski dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. Jak widać, to niedowiarkowie mieli rację, w przeciwieństwie do byłej pani premier.

Nie wierzymy w ten system

Główne powody nikłego uczestnictwa w Pracowniczych Planach Kapitałowych to niskie zaufanie do tego rozwiązania oraz brak zaangażowania pracodawców.
Pracownicze Plany Kapitałowe, które tworzone są sukcesywnie od ponad roku, powinny w dłuższym czasie stać się poważnym, a nawet najważniejszym, dodatkowym źródłem dodatkowych pieniędzy na emeryturze (taką ocenę można znaleźć w biuletynie Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych).
Od 2010 roku dokonano wiele zmian w otwartych funduszach emerytalnych, które de facto oznaczają stopniową likwidację kapitałowej części zabezpieczenia emerytalnego. Jest to najpoważniejsza przeszkoda dla samych PPK, o czym świadczy niski udział osób zatrudnionych w dużych firmach (ok. 40 proc. uprawnionych) oraz sygnały, że partycypacja w średnich i małych będzie jeszcze mniejsza.
Jako największe przyczyny można bez wątpienia wskazać niskie zaufanie osób do systemu organizowanego przez państwo oraz brak zaangażowania pracodawców w propagowanie tej formy oszczędzania.
Gdy miałem rok temu przyjemność spotykać się z pracownikami i pracodawcami, , następujące pytania i wątpliwości dotyczące wdrożenia PPK padały najczęściej: „Zabiorą mi te pieniądze tak jak z OFE?” (pracownicy); „W ustawie są zapisy, że pieniądze są prywatne, ale ustawę można zmienić” (też pracownicy); „Ile nas to będzie kosztować w opcji minimalnej?” (pracodawcy).
Te wątpliwości są tak wyraźne, że ich skutkiem jest z jednej strony wspomniana już niska partycypacja, a z drugiej brak postrzegania PPK przez pracodawców jako ciekawego mechanizmu pomagającego zwiększyć lojalność doświadczonych pracowników np. poprzez powiązanie wysokości wpłat od firmy ze stażem. Obecnie zaledwie 1 proc. pracodawców wpłaca więcej niż ustawowe minimum, czyli 1,5 proc. pensji.
Znajomość tych wątpliwości przed uchwaleniem ustawy regulującej PPK była zresztą stronie rządowej znana, a wiele z nich było zgłaszanych przez partnerów społecznych i izby gospodarcze na etapie konsultacji.
Dzięki merytorycznej argumentacji, w ustawie dodano zapisy, że środki w PPK stanowią prywatną własność uczestnika (takich zapisów brakowało w ustawie regulującej działalność otwartych funduszy emerytalnych). Nastąpiło też zmniejszenie wysokości minimalnych wpłat uczestnika, gdy jego zarobki są bliskie minimalnego wynagrodzenia.
PPK powstały jako programy oszczędnościowe, a nie emerytalne. Są na to co najmniej cztery dowody: przynależność do programu nie jest obowiązkowa (wprawdzie osoby do 55 roku są do niego zapisywane automatycznie, mogą jednak zrezygnować z uczestnictwa w każdej chwili); wypłacić środki można w każdym momencie (czasami wiąże się to jednak z rezygnacją z części benefitów); wypłaty najbardziej opłacają się uczestnikom po ukończeniu 60. roku życia niezależnie od płci, a wiek ten nie jest połączony z wiekiem emerytalnym (choć jest on zbieżny z wiekiem emerytalnym kobiet); wypłaty można dokonać w różny sposób, również jednorazowo, a dożywotnia renta jest tylko jednym z możliwych rozwiązań. Wypłata po 60. roku życia może mieć różną postać, np.: jednorazowa, ratalna, z przeniesieniem na rentę wieczystą lub terminową, a nawet świadczenie małżeńskie.
Sama nazwa produktu, by podkreślić odrębność od systemu zabezpieczenia społecznego, nie zawiera słów kojarzonych z emeryturą. Pomimo to, w mojej ocenie, PPK dla uczestników powinny stanowić pierwszy wybór formy oszczędzania na starość.
Ocena ta wynika z benefitów otrzymywanych przez pracownika w tym produkcie. Jest ona jednoznaczna, gdyż uczestnik nie może zrobić w tym programie tylko jednej rzeczy – samodzielnie wybrać instytucji finansowej, do której przesyłane są wpłaty. Instytucję finansową zarządzającą PPK wybiera pracodawca.
Co natomiast może zrobić pracownik z PPK? Lista takich możliwości jest długa: podjąć decyzję o przystąpieniu lub nie do PPK; zrezygnować z oszczędzania; zawiesić albo wznowić własne wpłaty; zmienić wysokość wpłat w przedziale od 2 do 4 proc. wynagrodzenia, a dla osób o niskich zarobkach nawet od 0,5 do 4 proc.; dokonać zwrotu środków przed 60 rokiem życia; użyć części środków w przypadku ciężkiej choroby swojej lub członka rodziny; użyć wszystkich środków jako nieoprocentowanego kredytu na wkład własny z przeznaczeniem na zaspokojenie swoich potrzeb mieszkaniowych; przenieść (albo nie) dotychczas zgromadzone środki do nowej instytucji finansowej u nowego pracodawcy; zmienić fundusz na bardziej dynamiczny lub na bardziej bezpieczny; wskazać osoby uprawnione do otrzymania środków po śmierci.
Środki są dziedziczone, mogą podlegać podziałowi po rozwodzie lub unieważnieniu małżeństwa, jak również nie podlegają egzekucji, o ile nie jest ona związana z zobowiązaniami alimentacyjnymi. A przy tym jest to obecnie najtańsza forma oszczędzania poprzez fundusze, gdyż nie ma opłat manipulacyjnych i od każdej wpłaty nie ma, a opłaty za zarządzanie są na poziomie średnio około 0,4 proc. aktywów rocznie.
Można więc odpowiedzieć na wątpliwości pracowników, które są dalej bardzo silne, w sposób następujący: PPK to najtańszy program oszczędzania, a jeśli ustawodawca zacznie kiedykolwiek przebąkiwać coś o zabraniu pieniędzy z naszych rachunków, to wszyscy pójdziemy do instytucji finansowych z wnioskami o zwrot środków na nasze prywatne konta, zanim takie zmiany przejdą przez Sejm, Senat i wejdą w życie. Ale wówczas już nikt nie będzie w stanie wprowadzić masowego programu oszczędzania, chyba że będzie obowiązkowy.
Podsumowując, pierwszy okres działalności PPK można uznać za udany, jeśli chodzi o przygotowanie instytucji finansowych i rezultaty ich zarządzania. Rozczarowujący jest poziom uczestnictwa pracowników, wynikający z ogólnego braku zaufania do rozwiązań proponowanych przez ustawodawców, szczególnie po zmianach w OFE, które nastąpiły na przestrzeni ostatnich 10 lat.
Odbudowanie zaufania wymaga stabilności reguł gry, niezależnie od tego kto w przyszłości będzie o nich decydował, a ewentualne zmiany powinny mieć na celu to, by cały system był łatwiejszy do zrozumienia dla przyszłych emerytów. Przy spełnieniu takich warunków pracownicy zobaczą, że nie ma obecnie tak zyskownego sposobu na inwestowanie, który byłby porównywalny z PPK. Uczestnictwo w programie powinno się wówczas stopniowo zwiększać.

Po co komu PPK?

Od kilku miesięcy, bez szerszej dyskusji rząd Mateusza Morawieckiego wprowadza tzw. Pracownicze Plany Kapitałowe. Z korzyścią dla Polaków? Niestety, tu można mieć zasadnicze wątpliwości.

Parlamentarna większość na czele z Prawem i Sprawiedliwością krytycznie oceniła projekt Lewicy, aby podnieść minimalną emeryturę do 1600 zł brutto, znieść limit trzydziestokrotności przy płaceniu składek emerytalnych i wprowadzić maksymalną emeryturę wysokości sześciokrotności minimalnego wynagrodzenia. W zamian emeryci dostaną jednorazową „trzynastkę” tuż przed wyborami. Niezależnie jednak od tego, które rozwiązanie jest lepsze, równolegle rząd wdraża dość daleko idącą zmianę całego systemu emerytalnego, która pokazuje, jaki jest kierunek działania PiS-owskiej władzy.

Znowu prywatne fundusze

Oto bowiem od kilku miesięcy, bez szerszej dyskusji rząd Mateusza Morawieckiego wprowadza tzw. Pracownicze Plany Kapitałowe. W swoich założeniach jest to powszechny, dobrowolny, a przede wszystkim w pełni prywatny filar systemu emerytalnego. Rozwija się on poprzez wprowadzenie dodatkowych składek emerytalnych po stronie pracowników i pracodawców. Pracownik ma płacić co najmniej 2 proc.wynagrodzenia netto, a kolejne 1,5 proc.ma dopłacać pracodawca z możliwością zwiększenia wpłat do 4 proc.tak od pracownika, jak i pracodawcy. Dodatkowe środki ma dopłacać państwo: 250 zł opłaty powitalnej oraz co roku 240 zł. Rząd argumentuje, że podstawowym celem PPK będzie zwiększenie stopy oszczędności Polaków oraz zapewnienie dodatkowego zabezpieczenia finansowego po osiągnięciu przez nich wieku emerytalnego lub nabyciu uprawnień emerytalnych.

Niestety w praktyce nie wygląda to tak wesoło. PPK mają obsługiwać towarzystwa funduszy inwestycyjnych, czyli w pełni komercyjne instytucje, mające daleko idącą swobodę działalności i narażone na wahania wartości w zależności od koniunktury gospodarczej. W sytuacji kryzysu fundusze mogą zbankrutować i państwo nie ma wpływu na ich kondycję.

Zły ZUS, wspaniały rynek

W takiej sytuacji okazałoby się, że gdy ludzie zostaną pozbawieni dużej części emerytur, państwo będzie jedynym podmiotem, które będzie w stanie im pomóc. Do tego czasu będziemy słyszeć o podłym ZUS-ie i niezwykle potrzebnym i dobrze funkcjonującym filarze komercyjnym systemu emerytalnego.

Sam sposób wdrażania PPK może budzić poważne wątpliwości. Oto bowiem przynależność do PPK nie jest obowiązkowa, ale domyślna, a więc jeżeli ktoś nie chce się zapisywać do PPK, to musi złożyć stosowną deklarację. Jeżeli nie robi nic, to jest wpisany w system. Na dodatek w deklaracji rezygnacji z PPK czytamy o zaletach programu i negatywnych skutkach wypisania się z niego, co też budzi poważne wątpliwości i rodzi podejrzenie o powiązanie rządu z prywatnymi podmiotami. Trudno taki tryb uznać za właściwy. Państwo powinno informować o plusach i minusach komercyjnych programów, a nie zachęcać ludzi do korzystania z nich.

Dlaczego państwo to robi?

Można też mieć wątpliwości co do państwowego wsparcia dla firm obsługujących PPK. Czy nie jest to niedozwolona pomoc dla sektora prywatnego? Trudno zrozumieć, dlaczego państwo ma dofinansować prywatne fundusze, nie mając wpływu na podejmowane przez nie decyzje. W przypadku bankructwa firmy zarządzającej PPK stracą nie tylko bezpośrednio zainteresowani, ale też zostaną zmarnotrawione środki budżetowe.

Pod tym względem znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu podniesienie składek na ZUS. Kontrolę nad ZUS-em bezpośrednio sprawuje państwo. Kontrolę nad prywatnymi funduszami sprawują wyłącznie ich właściciele, którzy nie muszą się liczyć z wolą i oczekiwaniami społeczeństwa.

A czego społeczeństwo oczekuje? Pomimo nachalnej propagandy na rzecz Pracowniczych Planów Kapitałowych, poziom partycypacji w systemie jest relatywnie niski. Jeszcze pod koniec sierpnia 2018 r., składając do Sejmu projekt ustawy o pracowniczych planach kapitałowych, pomysłodawcy szacowali poziom partycypacji na 75 proc. Póki co, okazuje się, że te szacunki były kompletnie nierealistyczne. Jego pierwszy etap skierowany do największych firm, czyli takich, które zatrudniają co najmniej 250 osób, formalnie się zakończył i przystąpiło do niego tylko ok. 40 proc.uprawnionych.

Pracownicy tego nie chcą

Zarazem Polacy krytycznie oceniają wdrożenie PPK. Z przeprowadzonego kilka miesięcy temu badania wynikało, że aż 65 proc.Polaków nie wie, jaką decyzję podejmie w sprawie partycypacji w Pracowniczych Planach Kapitałowych. Co czwarty uważał, że PPK ma więcej zalet niż wad, a jedynie co piąty popierał program. Te dane pokazują klęskę polityki informacyjnej rządu – wdrażany jest program, o którym większość obywateli nie ma wiedzy, a wśród osób mających wyrobioną opinię, przeważa krytycyzm.

Mimo to premier jest zdeterminowany. W swoim sejmowym expose ogłosił, że ochronę PPK trzeba wpisać do Konstytucji. Skąd taka determinacja we wdrażaniu niepopularnego rozwiązania i jaki jest rzeczywisty cel ustawy? Odpowiedź być może poznamy, śledząc powiązania partii rządzącej z firmami obsługującymi PPK i skład ich rad nadzorczych.

PPK, czyli wciąż te same błędy

Dyskusja na temat tzw. trzydziestokrotności składek skutecznie przyćmiła potrzebę rozmowy o znacznie bardziej radykalnej zmianie w polskim systemie emerytalnym, jaką jest wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych. Tymczasem kondycja polskiego systemu emerytalnego od wielu lat się pogarsza, a jej fundamentami są odejście od systemu opartego na solidarności pokoleń do systemu kapitałowego opartego na indywidualnych kontach oraz stopniowa komercjalizacja świadczeń emerytalnych.

Kluczowym problemem polskiego systemu emerytalnego jest zepsucie go w 1999 r. przez koalicję UW-AWS i z niego wynikają dzisiejsze problemy. To wtedy nastąpiło przejście do systemu kapitałowego i uruchomiono stopniową komercjalizację systemu połączoną ze zdeprecjonowaniem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W konsekwencji psucia systemu emerytalnego dzisiaj wybór między zachowaniem trzydziestokrotności i jej odrzuceniem jest jak alternatywa między dżumą i cholerą. Albo uprzywilejowujemy część najbogatszych, zwalniając część ich dochodu od płacenia składek, albo zagwarantujemy im olbrzymie emerytury za kilkanaście lat, zarazem zmniejszając wpływy podatkowe. I tak źle, i tak niedobrze.

Trzydziestokrotność zastępcza

Spór wokół trzydziestokrotności zasłania jednak głębsze zmiany systemu emerytalnego uruchomione przez obecny rząd. Głównym kierunkiem zmian wdrażanych przez władzę jest komercjalizacja systemu emerytalnego, czyli dowartościowanie funduszy zarządzanych przez firmy prywatne, uzależnionych od kaprysów giełdy. Już kilkanaście miesięcy temu rząd postanowił przenieść środki z Otwartych Funduszy Emerytalnych do Indywidualnych Kont Emerytalnych. Skąd taki pomysł? OFE odegrały fatalną rolę w ewolucji systemu emerytalnego, w tym wiązały się z wyprowadzeniem z niego setek milionów złotych poprzez wysokie prowizje pobierane przez podmioty, które nimi zarządzały (na początku 10% wartości wpłaconych środków!). Była to jednak formalnie część publicznych środków, nad którymi państwo sprawowało nadzór. Tymczasem IKE to w pełni komercyjna część systemu emerytalnego, nad którą państwo nie sprawuje żadnej kontroli. Jeżeli fundusze nimi zarządzające zaczną spadać na wartości lub wręcz zbankrutują, państwo nie będzie miało nic do powiedzenia.

Z kieszeni do kieszeni

Przeniesienie środków OFE do IKE to zatem krok ku komercjalizacji systemu. Warto zresztą pamiętać, że politycy PiS do dzisiaj wypominają koalicji PO-PSL, że część środków OFE przeniosły z powrotem do ZUS. Tymczasem była to jednak z lepszych i zarazem bardziej oczywistych decyzji rządu Donalda Tuska. Po prostu zlikwidowano patologiczny mechanizm, zgodnie z którym komercyjne fundusze zarabiały na obligacjach skarbu państwa, biorąc na dodatek za to dodatkową prowizję od obywateli. PiS nie tylko krytykuje poprzedni rząd za wzmocnienie ZUS kosztem OFE, ale wzmacnia IKE kosztem OFE, czyli wspiera najbardziej komercyjny filar systemu emerytalnego. Przy okazji państwo nakłada na obywateli opłatę przekształceniową przy przeniesieniu środków z OFE do IKE, chcąc sfinansować bieżące wydatki budżetowe. Co prawda środki mogą być też przeniesione do ZUS, ale domyślnie pieniądze będą przeniesione do IKE, a zatem władza uprzywilejowuje ten wybór, licząc na bierność obywateli.

Na trzecią nóżkę

Jakby tego było mało, PiS postanowił podnieść składki emerytalne, aby dodatkowo umocnić trzeci filar systemu emerytalnego. Jak rząd się chwali w swoich materiałach propagandowych, „Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) to powszechny, dobrowolny i w pełni prywatny system długoterminowego oszczędzania. Podstawowym celem PPK będzie zwiększenie stopy oszczędności Polaków oraz zapewnienie dodatkowego zabezpieczenia finansowego po osiągnięciu przez nich wieku emerytalnego lub nabyciu uprawnień emerytalnych. Dodatkową korzyścią dla gospodarki będzie wzrost bazy finansowania polskich przedsiębiorstw, co pozytywnie wpłynie na rozwój gospodarczy Polski”. System ma dotyczyć ponad 11 mln Polaków. Pracownik ma płacić co najmniej 2 proc. wynagrodzenia netto, a kolejne 1,5 proc. ma dopłacać pracodawca z możliwością zwiększenia wpłat do 4 proc. tak od pracownika, jak i pracodawcy. Dodatkowe środki ma dopłacać państwo: 250 zł opłaty powitalnej oraz co roku 240 zł.

Towarzystwa wzajemnej zyskowności

PPK mają obsługiwać towarzystwa funduszy inwestycyjnych, czyli w pełni komercyjne instytucje, które mają całkowitą swobodę działalności i są narażone na wahania wartości w zależności od koniunktury gospodarczej. W sytuacji kryzysu mogą zbankrutować i państwo nie ma żadnego wpływu na ich kondycję. Z drugiej strony coroczne wsparcie dla nich przez państwo mogłoby być uznane za niedozwoloną pomoc publiczną, bo wydaje się dyskusyjne, aby państwo finansowało część prywatnych funduszy, nie mając na dodatek żadnego wpływu na podejmowane przez nie decyzje.

Znowu do tych samych

Przynależność do PPK nie jest obowiązkowa, ale domyślna, to znaczy jeżeli ktoś nie chce się zapisywać do PPK, to musi złożyć stosowną deklarację. Jeżeli nie zrobi nic, to zostanie wpisany w system. Trudno taki tryb uznać za uczciwy. To tak jakby państwo podejmowało decyzję o tym, że obywatel bierze pożyczkę w banku, a decyzja o wzięciu byłaby cofnięta dopiero po złożeniu przez obywatela specjalnej deklaracji, w której oświadczałby, że nie życzy sobie kredytu. Na dodatek w deklaracji rezygnacji z PPK czytamy o zaletach programu i negatywnych skutkach wypisania się z niego. Innymi słowy państwo promuje prywatne podmioty, nie wskazując ewentualnych wad PPK, nie mówiąc już o zaletach ZUS.

Niech rośnie filar

Wprowadzenie PPK oznacza wzrost składek dla pracodawców i pracowników, co zdaniem rządu stanowi konsekwencję spadających emerytur. Można się zastanawiać nad przyczynami tego spadku, ale trudno pojąć, dlaczego państwo odgórnie wspiera filar komercyjny zamiast gwarantować społeczeństwu godne emerytury poprzez umocnienie pierwszego filaru, czyli ZUS-u. W tym kontekście trudno też zrozumieć deklaracje Mateusza Morawieckiego z jego expose, aby do konstytucji wpisywać ochronę PPK i IKE. Czy premier chce konstytucyjnie zagwarantować komercjalizację systemu emerytalnego?

Zbankrutują emeryci

Dobrze by było, gdyby polscy politycy uczyli się na błędach. Niestety w przypadku systemu emerytalnego wydaje się, że w kółko powielane są te same, nieudane rozwiązania. Warto pamiętać, że trzeci filar istnieje w Polsce nie od dziś. Powstał już ponad 20 lat temu. Niestety jego ewolucja nie jest zachęcająca. Tylko w 2008 r. Indywidualne Konta Emerytalne poniosły gigantyczne straty, sięgające nawet połowy wartości wpłaconych środków. Wtedy wiele osób, które z nich korzystało, zrezygnowało. Środków nie odzyskały nigdy. Nie mamy żadnych gwarancji, że taka sytuacja się nie powtórzy. Dotyczy to też PPK, które są częścią komercyjnego filaru systemu emerytalnego, tyle że wspieranego przez państwo. A zatem w przypadku bankructwa firmy zarządzającej PPK stracą nie tylko bezpośrednio zainteresowani, ale też zostaną zmarnotrawione środki pobierane z podatków całego społeczeństwa.

Zdefiniujmy świadczenie

Zamiast komercjalizować system emerytalny, wspierać prywatne fundusze i dosypywać do nich pieniądze ze środków publicznych, lepiej powrócić do systemu opartego na solidarności pokoleń oraz umocnić najbardziej stabilny i najtańszy w obsłudze, publiczny filar systemu emerytalnego.

Sen o emeryturze

Wszędzie słuchać płacz i zgrzytanie zębów gdy tylko poruszony zostaje temat emerytur i systemu emerytalnego. A przecież cel reformy był jasny obniżyć emerytury. Zmniejszyć koszty budżetowe zmusić przyszłych emerytów do samodzielnego oszczędzania. Niejako przy okazji utuczono firmy zarządzające funduszami emerytalnymi ustanawiając absurdalnie wysokie prowizje i opłaty z zarządzanie. Zanim nadeszła katastrofa rząd PO wycofał się z „reformy” a jakoby „prosocjalny” PiS postanowił na przyszłych emerytach jeszcze raz zarobić.

Nikt nie zwraca uwagi, że przyszłe niskie emerytury to efekt dwóch procesów.
Po pierwsze niskich płac. Comiesięczny wskaźnik średniej płacy wyliczany jest na podstawie niepełnych danych. Do wyznaczenia przeciętnej pensji brane są pod uwagę tylko wynagrodzenia w firmach, które zatrudniają powyżej 9 osób. A takie przedsiębiorstwa na polskim rynku są w zdecydowanej mniejszości. W 2016 roku przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw kształtowała się na poziomie 4346,76 zł (3094 zł netto). Jednak, że aż 66 proc. zatrudnionych zarabiało poniżej tej kwoty. Właśnie w raporcie za rok 2016 GUS po raz ostatni podał też wartość dominanty, czyli najczęstszego miesięcznego wynagrodzenie brutto, dla ogółu zatrudnionych w gospodarce. Wyniosło ono wynosiło w październiku 2016 r. 2074,03 zł, czyli ok. 1511 zł na rękę. To mniej niż połowa przeciętnego wynagrodzenia w firmach.
Czyli niskie wynagrodzenia to niskie składki emerytalne, co w sumie daje niskie emerytury.
Najnowsze dane dotyczące tzw. stopy zastąpienia emerytur w Polsce wg ZUS powinny dać nam do myślenia. W 2014 r. przeciętna miesięczna wypłata emerytury stanowiła 61,8 proc. przeciętnej miesięcznej krajowej pensji. W 2018 r. ta stopa wynosiła już 56,4 proc. Szacunki na 2028 to już tylko niecałe 47 %. Gdyby ktoś zarabiał najniższe wynagrodzenie i zdecydował się na emeryturę z końcem 2020 roku to mógłby liczyć na niewiele ponad 1300 PLN brutto. Czyli nieco ponad 1100 netto.
Po drugie, duża część pracujących nie może dziś liczyć na taki luksusy jak etat. Prawie jedna piąta ogółu pracujących to samozatrudnieni oraz pracujący na umowy cywilno-prawne. Ich perspektywy emerytalne wyglądają jeszcze gorzej. No chyba, że na należą do wąskiej grupy prezesów kontraktowych czy ludzi wielkiego sukcesu, ale pączki w maśle (czy rogale Marcińskie co kto lubi) to nieliczne wyjątki. Prowadzący jednoosobową działalność płacą (2019) składkę emerytalną w wysokości 558 złotych (od podstawy dochodu 2859). Mogą też skorzystać z ulgi „nas start” i wtedy ich składka emerytalna będzie jeszcze mniejsza. I oczywiście mniejsza też emerytura.
Tak to wygląda.
Co robić ? No więc po pierwsze zmienić system podatków od dochodów osobistych na progresywny i wprowadzić stawkę 10% dla dochodów w granicach 24.000 rocznie. Oczywiście należy wyżej opodatkować przychody przekraczające 120 000 oraz wrócić do rozliczania jednoosobowej działalności gospodarczej na zasadach ogólnych. Ledwo wiążącym koniec z końcem „przedsiębiorcom” zapewne pozwoli skorzystać z nowej obniżonej stawki PIT a nasze pączki w maśle, stracą odrobinę tłuszczyku i lukru. Będą zdrowsze.
Po drugie, co nieuchronne podnieść składkę na ubezpieczanie emerytalne a w dalszej perspektywie całkowicie porzucić „reformę emerytalną”. Niestety trzeba będzie też szybko zlikwidować wprowadzane właśnie PPK, które jak zgodnie oceniają specjaliści mają głównie służyć zarządzającym nimi firmom. Czy powrót do koncepcji OFE.
A po trzecie wypowiedzieć konkordat, to też da spore oszczędności dla budżetu.

Gdzie mamy PPK?

To miał być sztandarowy pomysł PiS na rozwiązanie problemu niskich emerytur w przyszłości. Okazał się klapą. Rząd liczył, że 75 proc. polskich firm powierzy część swoich wynagrodzeń funduszom kapitałowym, które następnie będą spekulować tymi środkami na giełdzie. Ostatecznie dało się na to nabrać zaledwie 40 proc. zatrudnionych w dużych przedsiębiorstwach.

Mateusz Morawiecki podczas expose mówił, że chce zmienić konstytucję RP tak, „by zagwarantować środki z PPK i IKE obywatelom, zagwarantować ich prywatność i ochronę”.
Opublikowany dzisiaj raport Poziom partycypacji w Pracowniczych Planach Kapitałowych, opracowany przez Instytut Emerytalny oraz Kancelaria Prawa Pracy Wojewódka i Wspólnicy tłumaczy przyczyny oświadczenia szefa rządu. Okazuje się, że prognozy rządu o 75 proc. pracowników, którzy przystąpią do PPK okazały się kompletnie przestrzelone. A ich stosunek do programu jest naznaczony nieufnością.
Z opracowania wyłania się spore zróżnicowanie na poziomie zakładów. W niektórych poziom partycypacji w PPK sięga 90 proc., a w innych zapisało się zaledwie 5 proc.
„W przypadku przytłaczającej większości pracodawców poziom partycypacji w PPK oscyluje między 20 a 69 proc. W zależności więc od sposobu liczenia średni rzeczywisty poziom partycypacji w PPK to ok. 40 proc.” – czytamy w raporcie.
Rząd robi co może by ratować swój projekt. Szefowie niektórych firm, cytowani przez Wyborczą twierdzą, że przez to, że w ich przedsiębiorstwach niewielki odsetek pracowników wybrał PPK, do zakładów kierowani są inspektorzy PIP, co ma stanowić przestrogę i motywację dla skuteczniejszego nakłaniania zatrudnionych do programu. Krytycznie o pomyśle wpisania PPK do Konstytucji i sposobach „zachęcania” wypowiadają się autorzy raportu.
– Nie jest najlepszym prognostykiem zapisywanie gdziekolwiek treści w rodzaju „tego wam nie zabiorę”. Bo w istocie sprowadza się to do uświadomienia wszystkim, że bez takich postanowień, a mogę się założyć, że nie znajdą się one w naszej konstytucji, rządzący mogą wszystko i kiedy chcą w majestacie prawa zabrać – powiedział ekspert.Pracownicze Plany Kapitałowe to pomysł rządu Mateusza Morawieckiego na udobruchanie finansjery, która z niepokojem spoglądała na likwidacje poprzedniego prywatnego systemu emerytalnego – OFE. Oficjalnie władza przedstawiała projekt jako odpowiedź na „problem demograficzny”. Zdaniem rządu w najbliższych latach nastąpi zachwianie proporcji emerytów do osób pracujących. „Prospołeczny” rząd PiS uznał, że najlepszą receptą będzie automatyczne przekazywanie części wynagrodzeń na konta podmiotów, które następnie będą spekulować kapitałem. Pracownik może zrezygnować z udziału w tej hucpie, jedynie, gdy złoży u swojego pracodawcy odpowiedni wniosek.

Dobrowolność nie wystarczy

Przyszłość emerytalna Polaków rysuje się niestety w dosyć ciemnych barwach. Obecnej władzy bardzo zależy więc, byśmy sami dodatkowo oszczędzali na swe emerytury.

Z raportu przygotowanego w 2018 roku przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wynika, że obecni 20-latkowie otrzymają emeryturę na poziomie 31,6 proc. ich ostatniego wynagrodzenia netto.
Za przykładem innych państw, takich jak np. Wielka Brytania czy Nowa Zelandia, poszedł polski rząd tworząc Pracownicze Plany Kapitałowe. Program oparty jest na wpłatach pochodzących zarówno od samego pracownika, pracodawcy, jak i państwa. Jak zapewnia ustawodawca system jest całkowicie prywatny i dobrowolny.
Czy jednak rzeczywiście tak jest? Artykuł 3 ust. 2 Ustawy z dnia 4 października 2018 r. o Pracowniczych Planach Kapitałowych wskazuje, że „środki gromadzone w PPK stanowią prywatną własność uczestnika PPK”.
Formalnie wszystko jest więc tak jak być powinno i w przeciwieństwie do ustawy o Otwartych Funduszach Emerytalnych, która zniechęciła wielu Polaków do oszczędzania przy pomocy instrumentów zapewnianych przez państwo, teoretyczne bezpieczeństwo naszych pieniędzy wydaje się być zagwarantowane. Czy będzie tak w praktyce?
Dziś z pewnością trudno jest wyrokować o sytuacji gospodarczej w jakimkolwiek kraju na świecie w perspektywie choćby dziesięcioletniej. Z drugiej strony, środki z PPK można w każdej chwili wypłacić, w najgorszym wypadku tracąc zarobiony kapitał (pełną wysokość wpłat od państwa i 30 proc. wpłat od pracodawcy).
Czy zatem system PPK jest dobrowolny? Owszem, jest ale… brak chęci uczestnictwa w nim wymaga złożenia raz na cztery lata oświadczenia o braku tej woli. Bez podjęcia stosownego działania, każdy z nas staje się automatycznie członkiem programu. Pracowniczy Plan Kapitałowy jest największym wyzwaniem dla pracodawców – niezależnie od poziomu zatrudnienia, każdy z nich będzie zmuszony do wdrożenia procedury w swojej firmie musząc m.in wybrać reprezentację pracowników, przystosować oprogramowanie informatyczne, a w końcu podpisać umowy – najpierw o zarządzanie PPK, później o prowadzenie PPK (za niepodpisanie umowy w terminie grożą kary finansowe do 1 mln zł).
PPK to dla wielu pracodawców trudność. Problem może się powiększać, bowiem podmioty przystępujące do programu jako pierwsze, to firmy największe, a więc takie, których zasoby finansowe oraz kadrowe są znaczne. Co jednak czeka pracodawców zatrudniających kilkanaście osób? Czynności, które będą oni zmuszeni podjąć, są dokładnie takie same, jak te leżące po stronie dużych korporacji, zagrożenia również są tożsame.

 

Czy PPK to zachęta?

Pracodawcy powinni poważnie potraktować swoje uczestnictwo
w Pracowniczych Planach Kapitałowych.

W Polsce zaczyna brakować pracowników. Według badania przeprowadzonego przez Work Service ponad połowa firm w Polsce ma niekiedy problem z pozyskaniem osób do pracy.
Jak wynika z sondażu Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec czerwca 2018 roku – czyli już dość dawno – było 165 tys. nieobsadzonych stanowisk.
Pracodawcy chcą zachęcić pracowników oferując im oprócz podstawowych świadczeń różnego rodzaju benefity. Czy oferta Pracowniczych Planów Kapitałowych, która jest prywatnym sposobem oszczędzania przez zatrudnionego z udziałem pracodawcy, będzie jednym z nich?
Rynek pracodawcy, który zaczyna obecnie przekształcać się w rynek pracownika spowodował, że niektóre przedsiębiorstwa starają się uatrakcyjnić ofertę pracy dla potencjalnego pracownika. Karnety na siłownię, świadczenia medyczne, bony na zakupy to tylko niektóre z nich. Teraz może dojść jeszcze jeden.
– Jestem przekonany, że oferta oszczędzania w PPK i składek płaconych przez pracodawców, może przyciągnąć wielu kandydatów. PPK mogą zmienić sytuację co do oszczędzania własnych środków na przyszłość. Jeśli pracodawcy będą wyraźnie komunikować, że u nich w firmie program może być realizowany i został zgromadzony odpowiedni budżet to zyskają w ten sposób nowe narzędzie pomocne w procesach rekrutacyjnych – uważa prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.
Partycypowanie pracodawców w oszczędzaniu na przyszłość jest bardzo popularne szczególnie w Europie Zachodniej. Prym wiodą Holandia, Islandia, Irlandia czy kraje skandynawskie. Polska w tych rankingach jest niestety na szarym końcu.
PPK to prywatny sposób oszczędzania zatrudnionego uwzględniający też ograniczony udział pracodawcy i państwa. Uzbieraną kwotę można przeznaczyć na emeryturę, mieszkanie, ale także na poratowanie zdrowia. Przystępując do programu jesteśmy właścicielami składek już na początku oszczędzania. Środki zgromadzone na rachunku PPK nie podlegają egzekucji sądowej ani administracyjnej (poza alimentami), istnieje też możliwość dziedziczenia aktywów.
– Przy łącznej wpłacie 3,5% wynagrodzenia i udziale państwa uczestnik przez okres 40 lat pracy może uzbierać około 100 000 zł – oblicza prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.
Nie są to kokosy, zważywszy, że przy wciąż rosnącej inflacji, za 40 lat te pieniądze nie będą wiele warte. Dlatego pracodawcy, którzy zapiszą w budżecie maksymalną stawkę płaconą w imieniu swoich pracowników, będą mogą łatwiej ich pozyskać.

Jaki system emerytalny: OFE, PPK, IKE czy świadczenie emerytalne oparte na solidarności pokoleniowej? Kto zapłaci za kolejne eksperymenty na pracownikach i weteranach pracy? Jaka będzie jesień życia młodego dziś pokolenia?

Otwarte Fundusze Emerytalne wprowadzono decyzja rządu AWS w 1999r,czyli mija 20 lat od tamtego pełnego marketingowych sztuczek zachęcania Polaków do nowej formuły oszczędzania na emeryturę. Radykalna reforma podważająca dotychczasowy solidaryzm społeczny po latach okazała się konstrukcją karmiącą kapitał z jednej strony a z drugiej rujnującą finanse publiczne.
Ekipa Donalda Tuska w 2013 roku zorientowała się że dalsze trwanie w błędzie rujnuje Polskę. Polacy powinni wiedzieć, że tylko 5 z 28 państw Unii Europejskiej wprowadziły zdefiniowaną składkę emerytalną, pozostałe 23 utrzymuje tradycyjny system zdefiniowanego świadczenia. Neoliberalna rewolucja 1999 roku doprowadziła do drastycznego obniżenia świadczeń emerytalnym otwierając drogę do OFE. Dla przypomnienia taką drogę preferowali prominenci Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Decyzje przekazania środków z OFE do ZUS w 2011 i 2014 zmniejszyło deficyt budżetowy ale nie zlikwidowało źródła błędnych decyzji z 1999r. Środki OFE uznane przez Trybunał Konstytucyjny za publiczne ,są łakomym kaskiem dla rządzących, którzy zaproponowali w ostatnim czasie likwidację OFE ale aktywa tak chcą przesuwać aby mieć te środki nadal do swojej dyspozycji przez opłatę przekształceniową proponowaną dotychczasowym uczestnikom.
O fundamentalnych dla młodego pokolenia decyzjach kształtujących w przyszłości ich dobrostan emerytalny dyskutować będą:
– prof. Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej
– Piotr Kuczyński, publicysta ekonomiczny i doradca rynków finansowych.
Dyskusję będzie moderować Kamil Łukaszek (Społeczne Forum Wymiany Myśli w Warszawie).

Serdecznie zapraszamy do aktywnego uczestnictwa w naszym spotkaniu.

OFE 2.0

Rząd PiS-u po dojściu do władzy zrealizował swoją obietnicę i przywrócił poprzedni wiek emerytalny.

 

To bardzo dobrze – samo podwyższenie wieku emerytalnego, a tym właściwie była „reforma’’ rządu Donalda Tuska, wynikała z konieczności ratowania budżetu pod neoliberalnym zarządzaniem. Wtedy też dotarło do wszystkich, że emerytury z OFE będą groszowe, a same fundusze przyczyniły się jedynie do wydrenowania dziury w ZUS-ie. Słusznie je więc zaorano, zamiast jednak konsekwentnie sięgnąć do głębokich kieszeni – sięgnięto do tych płytkich. Nic więc dziwnego, że taka „reforma’’, oznaczająca dla wielu ciężko pracujących ludzi to, że mogą swojej emerytury nie zobaczyć, wzbudziła powszechny opór. A potem wjechał Kaczyński. Uważam zresztą, choć nie mam na to twardych danych, że powrót do poprzedniego wieku emerytalnego przyczynił się do utrwalenia władzy PiS-u co najmniej tak samo jak szeroko reklamowane w publicystyce 500+.
PiS już jednak rządzi 3 lata. I poza zmniejszeniem wieku, w zakresie emerytur zrobiono niewiele. W tej chwili próbuje się to propagandowo przykryć wprowadzeniem Pracowniczych Planów Kapitałowych (w poniedziałek prezydent podpisał ostatecznie ustawę). Będzie to przedstawiane jako ratunek dla podkopywanego przez demografię systemu emerytalnego, realnie jednak w programie nie chodzi wcale o seniorów, lecz o dobro elit finansowych.
Teoretycznie program PKK jest dobrowolny. Ale to pracownik będzie musiał się z niego wypisywać i to co 2 lata. W praktyce więc należeć będzie doń znakomita większość pracujących. Co miesiąc od 3,5 do 8 proc. naszej pensji (w zależności od naszej i pracodawcy deklaracji) będzie trafiać do prywatnych instytucji finansowych, które zgarną za to sutą prowizję. Swoje dorzuci państwo – także, co kuriozalne, tym najbogatszym; te dopłaty pochodzić będą z Funduszu Pracy (przeciwko temu zaborowi protestowały związki zawodowe). Po osiągnięciu wieku 60 lat, uzbierane pieniądze będą wypłacane przez 10 lat. I tak wszyscy staniemy się rentierami…
W ciągu 10 lat na rynki finansowe z tytułu PPK ma wpłynąć ok. 50 mld. zł. Powtórzę: z naszych kieszeni wprost do kolegów Morawieckiego z sektora finansowego. Ręczę, że po odejściu z rządu, nasz premier nie będzie miał problemów ze znalezieniem dobrze płatnej pracy.
Z podawanych w mediach optymistycznych obliczeń wynika, że jeśli mamy 30 lat i zarabiamy średnią krajową, otrzymamy z PPK ok 1 tys. zł. Problem w tym, że nie znamy realnej wartości tego tysiaka za 30 lat, zresztą ⅔ pracujących zarabia mniej. I bierzemy pod uwagę jedynie ten wariant, który zakłada zyski prywatnych funduszy inwestycyjnych. A z tym przecież różnie bywa. Jak pamiętamy, kryzys finansowy w 2008 roku pożarł połowę dziesięcioletnich zysków z OFE. I choć teraz – w zależności od wieku – nasze składki będą inwestowane w różny sposób (dla młodych – ryzykownie, dla starszych – mniej), to nadal przecież mamy do czynienia z kapitalistyczną ruletką.
Obietnica przyszłych pieniędzy z rynków finansowych petryfikuje także system emerytalny. Rządzący godzący się na coraz niższe świadczenia w obecnej logice systemu mają wymówkę – nie ma już potrzeby myśleć np. o emeryturze obywatelskiej, równym i godnym świadczeniu dla wszystkich. Przecież jakoś to będzie. Zmniejszy się też presja zwiększenia składek na ZUS za pomocą presji na wyższe wynagrodzenia. A emerytom pozostanie modlitwa. Do świętego Boga Rynku.