48 godzin sport

PZPS zmniejsza opłaty
Polski Związek Piłki Siatkowej poinformował o zdjęciu z klubów I i II ligi części kosztów w odniesieniu do sezonu 2020/21. Federacja chce w ten sposób złagodzić skutki finansowe pandemii koronawirusa w przypadku tych drużyn. PZPS w komunikacie przekazał, że obniżone zostaną opłaty, od 25 do nawet 50 procent, za zgłoszenie do rozgrywek w nadchodzącym sezonie oraz opłaty administracyjne za potwierdzenie ważności licencji. Zarząd związku postanowił też, że to on pokryje koszty delegacji sędziowskich (głównego i asystenta) we wszystkich meczach 1. rundy fazy zasadniczej w rozgrywkach seniorskich na szczeblu centralnym zarządzanych przez PZPS (tj. I ligi kobiet, II ligi kobiet i II ligi mężczyzn). Utrzymana też została decyzja o opłaceniu przez federację sędziów głównych/kwalifikatorów w całym sezonie w II lidze kobiet i mężczyzn.

Zamienił Kielce na Gdańsk
Mateusz Jachlewski został w piątek piłkarzem ręcznym Torus Wybrzeża. Niespełna 36-letni srebrny medalista mistrzostw świata z 2007 roku, który 14 ostatnich sezonów spędził w PGE VIVE Kielce, związał się z gdańskim klubem dwuletnim kontraktem. Urodzony w Gdyni Jachlewski do 2006 roku grał w gdańskich klubach – najpierw w SMS, a następnie w AZS AWFiS, a później przeszedł do Vive Kielce. Z tym zespołem wywalczył 11 tytułów mistrza Polski, a w 2016 roku triumfował w Lidze Mistrzów. Ma w dorobku także srebrny medal mistrzostw świata w 2007 roku i dwa występy w igrzyskach – w 2008 i 2016 roku.

Wlazły już w jest Treflu
Transferowa sensacja w PlusLidze stała się faktem. Mariusz Wlazły po 17 latach odszedł ze Skry Bełchatów i podpisał kontrakt z Treflem Gdańsk. 36-letni siatkarz, mistrz świata z 2014 roku, będzie grał w zespole, którego trenerem jest jego przyjaciel z czasów wspólnej gry w reprezentacji Polski, Michał Winiarski.

Wyparło został prezesem
Znakomity przed laty bramkarz Bogusław Wyparło został nowym prezesem pierwszoligowej Stali Mielec. Zastąpił na tym stanowisku Jacka Orłowskiego, który złożył rezygnację z powodów osobistych, a mieleckim klubem kierował 7 lutego 2016 roku. 46-letni Wyparło jest wychowankiem Stali Mielec. W tym klubie zaczynał piłkarską karierę w 1991 roku i ją zakończył w 2016 roku. Występował też m.in. w Łódzkim Klubie Sportowym, w barwach którego wywalczył w sezonie 1997/1998 mistrzostwo Polski, Sokole Tychy, Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. Ma też na koncie trzy mecze w reprezentacji Polski.

Kadra siatkarek bez wirusa
Siatkarki i sztab reprezentacji Polski przebywają w Centralnym Ośrodku Sportu w Szczyrku. Zgodnie z wytycznymi cała ekipa musiał przejść testy na obecność koronawirusa. W piątek ogłoszono, że wszystkie wyniki były negatywne. Do Szczyrku przyjechało 16 zawodniczek, w tym m.in. Zuzanna Górecka, Magdalena Stysiak i Maria Stenzel.

Pożegnali Piotra Rockiego
W minioną sobotę odbył się pogrzeb Piotra Rockiego, który zmarł 1 czerwca w wyniku pęknięcia tętniaka. Wiadomość o jego śmierci była szokiem. Miał 46 lat. Jako piłkarz rozegrał w polskiej ekstraklasie 291 meczów i strzelił 44 gole. Występował m.in. w Polonii Warszawa, Górnika Zabrze, Groclinie Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, Odrze Wodzisław i Legii Warszawa. Z Groclinem zdobył Puchar Polski i dwa Puchary Ligi, a z Legią sięgnął po Superpuchar Polski. Karierę piłkarską zakończył dopiero dwa lata temu w Ruchu Radzionków, gdzie zaczął też pracę w roli trenera. Został pochowany na cmentarzu w Zabrzu. Żegnały go tłumy kibiców oraz wielu jego dawnych kolegów z boiska, m.in. Sebastian Mila, Piotr Świerczewski, Michał Żewłakow i Kamil Kosowski.

Wywalili piłkarza przez żonę
Serbski piłkarz grającego w amerykańskiej MLS zespołu Los Angeles Galaxy Aleksandar Katai, został zwolniony z powodem rasistowskiego komentarza zamieszczonego przez jego żonę na jednym z portali społecznościowych. Tea Kotai wezwała w nim policję do zabijania uczestników protestów, jakie odbywają się w USA po spowodowanej przez funkcjonariuszy śmierci Afroamerykanina George’a Floyda. Aleksandar Kotai przeprosił za zachowanie żony, ale nic to nie pomogło i piłkarz, w który z MLS rozegrał dotąd 64 mecze, strzelił 18 goli i zaliczył 11 asyst, został wyrzucony z ekipy LA Galaxy.

Michael Jordan sypnął forsą
Michael Jordan ogłosił, że przekaże 100 milionów dolarów organizacjom działającym na rzecz równości rasowej i sprawiedliwości społecznej. Pieniądze zostaną również wykorzystane na edukację i będą dystrybuowane za pośrednictwem marki legendarnego koszykarza w ciągu dziesięciu lat. Jordan jest uznawany za najwybitniejszego koszykarza w historii – to sześciokrotny mistrz NBA z ekipą Chicago Bulls, dwukrotny złoty medalista olimpijski, członek Koszykarskiej Galerii Sław. Od 2006 roku jest współwłaścicielem klubu Charlotte Hornets. Jego majątek szacowany jest na 2,5 miliarda dolarów.

Zbadają wypadek Malinkiewicz
Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Południe wszczęła śledztwo w sprawie wypadku w Wilkowicach, w którego ofiarą stałą się reprezentantka Polski w kolarstwie górskim Rita Malinkiewicz. Policja przesłała materiały, zostały zabezpieczone rowery i samochód, konieczna będzie opinia biegłego z zakresu ruchu drogowego. Do wypadku doszło w miniony poniedziałek w Wilkowicach pod Bielsko-Białą. Na jadące prawidłowo poboczem drogi dwie rowerzystki (Milinkiewicz towarzyszyła w treningu koleżanka) wjechał samochód prowadzony przez 58-letnią kobietę. Z informacji podanych przez śledczych wynika, że miała uprawnienia do prowadzenia pojazdu i była trzeźwa. Malinkiewicz helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego została przetransportowana do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 w Sosnowcu, jej koleżankę przewieziono do szpitala w Bielsku-Białej. Stan obu poszkodowanych rowerzystek jest poważny.

Niemcy w PlusLidze?

Działacze najsilniejszego obecnie niemieckiego klubu siatkarskiego, Berlin Recycling Volleys, sondują możliwość przystąpienia do rywalizacji w polskiej PlusLidze. Chęć taką zgłosił też ukraiński Barkom-Każany Lwów.

W niemieckiej ekstraklasie siatkarskiej nie dzieje się ostatnio najlepiej, bo z rywalizacji wycofały się już trzy zespoły, a kilka jest tego bliskich. W tej sytuacji szefowie Berlin Recycling Volleys rozważają przeniesienie się do polskiej PlusLigi. „Uważamy że w nadchodzących latach klubowa siatkówka będzie cierpieć z powodu kryzysu wywołanego przez koronawirusa. Oczywistym pomysłem było przyjrzenie się możliwości gry w Polsce, która ma jedną z najlepszych lig siatkarskich na świecie. „Nawiązaliśmy kontakt i wymieniliśmy się pomysłami. Nic więcej i nic mniej” – wyjawił dyrektor berlińskiego klubu Kaweh Niroomand. I przyznał, że reakcja strony polskiej była w jego opinii „całkiem pozytywna”. W Niemczech jednak te przymiarki Recycling Volleys są jednak mocno krytykowane.
Grą w PlusLidze zainteresowany jest również zespół z Ukrainy, Barkom-Każany Lwów. Potwierdził to oficjalnie prezes tego klubu Oleg Baran.

Heynen wybrał kadrę do Spały

Selekcjoner siatkarskiej reprezentacji Polski Vital Heynen podał skład kadry na zgrupowanie w Spale, które rozpocznie się 1 czerwca. Belgijski szkoleniowiec powołał 19 zawodników. Przed rozpoczęciem zgrupowania wszyscy zawodnicy oraz sztab szkoleniowy zostaną przebadani na obecność koronawirusa.

Z powodu pandemii w tym sezonie reprezentacyjnym nie odbędzie się żadna ważna impreza. Igrzyska olimpijskie w Tokio zostały przełożone na przyszły rok, a rozgrywki Ligi Narodów odwołano. PZPS informuje, że czyni starania o organizację spotkań sparingowych. Szczegóły pobytu kadrowiczów w Spale będą korygowane na bieżąco, w zależności od sytuacji oraz obowiązujących obostrzeń związanych z pandemią. Ta część zgrupowania ma potrwać do 13 czerwca, a potem wszyscy dostaną dwa tygodnie wolnego. Druga część zaplanowane jest w dniach od 29 czerwca do 11 lipca.
„To nie czas na niespodzianki, to proces budowy drużyny. Nie zamykam przed nikim drzwi i zawsze biorę pod uwagę różne okoliczności jak kontuzje czy objawienie nowego talentu w najbliższym sezonie ligowym. Jednak istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że dwunastkę na przyszłoroczne igrzyska wybiorę z tego grona, które przyjedzie w tym roku do Spały” – przyznał trener Heynen.
Kadra siatkarzy w Spale:

Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Asseco Resovia Rzeszów), Marcina Komenda (Asseco Resovia Rzeszów), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów);

Przyjmujący: Bartosz Bednorz (Zenit Kazań, Rosja), Tomasz Fornal (Jastrzębski Węgiel), Michał Kubiak (Panasonic Panthers, Japonia), Bartosz Kwolek (VERVA Warszawa ORLEN Paliwa), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle);

Atakujący: Dawid Konarski (w trakcie zmiany klubu), Bartosz Kurek (w trakcie zmiany klubu), Maciej Muzaj (Ural Ufa, Rosja);
Środkowi: Mateusz Bieniek (PGE Skra Bełchatów), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Piotr Nowakowski (VERVA Warszawa ORLEN Paliwa);
Libero: Damian Wojtaszek (Verva Warszawa Orlen Paliwa), Paweł Zatorski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

Sztab kadry:
Trener – Vital Heynen; asystenci trenera – Michał Gogol, Sebastian Pawlik i Paweł Woicki; statystyk – Robert Kaźmierczak; trener przygotowania fizycznego – Jakub Gniado; lekarz kadry – Jan Sokal; fizjoterapeuci – Paweł Brandt i Tomasz Pieczko; kierownik kadry – Elżbieta Poznar.

Z kim zagrać, żeby zagrać

Wiadomo już, że po odwołaniu Ligi Narodów w tym roku nie będzie reprezentacyjnej części sezonu. Vital Heynen, który właśnie w tych dniach oficjalnie przedłużył kontrakt, na razie jako trener reprezentacji Polski nie ma nic do roboty. Działacze PZPS szukają jednak chętnych do rozegrania latem chociaż kilku turniejów towarzyskich.

Z powodu pandemii nasze siatkarskie reprezentacje, żeńska i męska, w 2020 roku nie rozegrają żadnego oficjalnego spotkania. Dla kadrowiczów będzie to szokująca odmiana. W 2019 ekipa trenera Heynena rozegrała 48 meczów w 142 dni, w halach rozsianych w 17 miastach i 10 krajach. Biało-czerwoni walczyli w Lidze Narodów, kwalifikacjach olimpijskich, mistrzostwach Europy i w Pucharze Świata. Bilans żeńskiej reprezentacji też budzi podziw: 29 meczów w 110 dni, w sześciu krajach i dziewięciu miastach, a w „jadłospisie” Liga Narodów, kwalifikacje do igrzysk oraz mistrzostwa Europy. W tym roku też miało być intensywnie, zwłaszcza dla męskiej kadry, bo miała grać w turnieju olimpijskim,. Lidze Narodów i mistrzostwach Europy. Co się odwlecze, to nie uciecze, bo te imprezy przeniesiono na przyszły rok, jednak czekająca naszą reprezentację tego lata terminarzowa „czarna dziura” wręcz zmusza do szukania jakiegoś sensownego rozwiązania. Takim mogą być mecze towarzyskie, ale ponieważ prawie wszędzie siatkarze i siatkarki od dwóch miesięcy nie trenują, nie będzie to łatwe do zorganizowania.
Na razie rozsyłają wici
PZPS wysłał do kilku federacji propozycję wzięcia udziału w turniejach towarzyskich, które latem, w lipcu lub sierpniu, jest gotów zorganizować w Polsce, nawet bez udziału publiczności. W pierwszej kolejności ofertę posłano do federacji z ościennych krajów, bo ich zespołom najłatwiej byłoby się do Polski dostać. Na razie nikt nie daje wiążącej odpowiedzi, bo żeby reprezentacje mogły zagrać, najpierw muszą trochę potrenować. A pod tym względem w każdym kraju jest inna sytuacja. Działacze PZPS najbardziej liczą na Rosjan, z którymi od lat mają bardzo dobre relacje, a do Gdańska i Kaliningradu obie strony mają blisko i mogą dojechać nawet autokarami.
Inny z pomysłów zakłada, że jeśli nie da się zorganizować spotkań międzypaństwowych, to rozwiązaniem mogą być sparingi z udziałem zawodniczek i zawodników reprezentacyjnych ekip. PZPS oferuje telewizyjnym nadawcom mecze Polski A z Polską B. W męskiej kadrze sytuacja jest komfortowa, bo Vital Heynen ma grupę liczącą ponad 30 siatkarzy na światowym poziomie i gdyby udało się ich wszystkich zebrać w jednym miejscu i czasie, to graczy starczyłoby na cztery równorzędne drużyny, więc dałoby się nawet rozegrać interesujący pod względem sportowym turniej.
Nie jest też tajemnicą powód, dla którego PZPS tak bardzo chce uaktywnić swoje reprezentacje w tym nietypowym roku. Chodzi o utrzymanie dotacji od sponsorów, jak Orlen, Plus i ministerstwo sportu. Donatorzy dają pieniądze za wykonane zgodnie z umową świadczenia, ale ponieważ w tym roku siatkarki i siatkarze nie mają jak się wykazać, te pieniądze do kasy siatkarskiego związku nie wpłyną.
Żeby jakiekolwiek mecze doszły do skutku, nasze reprezentacyjne zespoły muszą się do nich przygotować. „Piłkarze polskich klubów mogą trenować w grupach 13 osobowych. Dobrze by było, żebyśmy i siatkarze dostali taką możliwość, bo sześciu graczy na boisku to dla mnie za mało, żeby przeprowadzić zajęcia. Potrzebuję mieć na treningu co najmniej dwunastu” – stwierdził selekcjoner męskiej kadry Vital Heynen.
Rozmowy zamiast treningów
Belgijski szkoleniowiec w tej chwili zajmuje się wypytywaniem swoich podopiecznych jak widzą tegoroczny sezon. Chce wiedzieć, czy będą chcieli z nim potrenować, a jeśli tak, to jak długo i jakich oczekują warunków. „Zależy mi głównie na tym, żebyśmy spędzili trochę czasu razem, dla podtrzymania ducha zespołu. Niech to będzie chociaż dziesięć dni. Potrenujemy, zrobimy też grilla, bo obiecałem go zawodnikom po tym, jak przedłużyłem kontrakt z PZPS. Żeby to zrobić potrzebna jest jednak na treningi w liczniejszych niż sześcioosobowe grupach” – przekonuje Heynen.
Mecze towarzyskie są w tej chwili dla niego odległą perspektywą. Selekcjoner naszej kadry najpierw chcę się przekonać, czego chce zespół. Z różnych źródeł docierają informacje, że nie wszyscy kadrowicze są skłonni poświęcić ileś tam tygodni na treningi w kadrze tylko dla spotkań towarzyskich. Ale Heynen zapewnia, że dla niego ważniejszy od samych meczów będzie restart fizyczny i mentalny. I gwarantuje, że siatkarze wrócą ze zgrupowania kadry do klubów w przyzwoitej formie.
Warunkiem podstawowym do realizacji tego celu jest jednak wydanie przez rząd zgody na korzystanie z hal sportowych i ośrodków treningowych.

Z klubem się nie targował

Selekcjoner siatkarskiej kadry Polski Vital Heynen po otrzymaniu podwyżki przedłużył kontrakt z PZPS do października 2021 roku, ale nową umowę z Sir Safety Perugia podpisał na starych warunkach.

Właściciel włoskiego klubu Gino Sirci ujawnił ten fakt w wypowiedziach udzielanych tamtejszym mediom. Przyznał w nich z rozbrajającą szczerością, że doszedł do porozumienia z belgijskim szkoleniowcem w kilkanaście sekund. „Z trenerem Heynenem o przedłużeniu jego kontraktu rozmawiałem bardzo krótko. Żałuję, że nie mogłem mu niestety dać podwyżki, ale ze względu na epidemię koronawirusa musimy teraz oszczędzać”. Tym samym oficjalnie już wiadomo, że Heynen nadal będzie łączył pracę w klubie z prowadzeniem reprezentacji Polski.
Sirci nie widzi w tym problemu, ale liczy, że w nowym sezonie belgijski szkoleniowiec z uwagi na odwołane w tym roku z powodu pandemii koronawirusa imprezy z udziałem reprezentacji narodowych, będzie jesienią i zimą miał więcej czasu dla Sir Safety Perugia. „Trener był z nami szczery i już w kwietniu uprzedził, że jestem bliski przedłużenia umowy z polską federacją. Postawił sprawę jasno, nie próbował niczego dla siebie ugrać. Zgodziłem się bez oporów, bo w ostatnim roku przecież już z powodzeniem łączył obie prace, więc z mojego punktu widzenia nie było to żadnym problemem. Teraz wygląda zaś na to, że drużyny narodowe przez pandemię będą grały mniej, zatem przed nowym sezonem szybciej pojawi się w klubie” – stwierdził właściciel Sir Safety Perugia.
W kwietniu włoska federacja siatkarska podjęła decyzję o anulowaniu sezonu 2019/2020 w Serie A. Nie wyłoniono mistrza ligi, a zespół z Perugii, którego największą gwiazdą jest grający w reprezentacji Polski Kubańczyk Wilfredo Leon, w momencie zawieszenia rozgrywek zajmował w ligowej tabeli trzecie miejsce. Poza tym zespół pozostaje w grze o triumf w Lidze Mistrzów. Ekipa z Perugii w ćwierćfinale rywalizuje z rosyjskim Fakiełem Nowy Urengoj i w chwili zawieszenia rozgrywek miała na koncie wygrany na wyjeździe 3:1 pierwszy mecz.

Z Heynenem na igrzyska

Vital Heynen pozostaje na stanowisku selekcjonera siatkarskiej reprezentacji Polski. PZPS przedłużył z belgijskim szkoleniowcem wygasający z końcem września kontrakt do października 2021 roku, co oznacza, że poprowadzi on zespół biało-czerwonych nie tylko na igrzyskach w Tokio, lecz także w mistrzostwach Europy, nawet jeśli odbędą się we wrześniu.

Dotychczasowa umowa Heynena z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej wygasała z końcem września tego roku. Przesunięcie igrzysk na rok 2021 sprawiło, że konieczne stało się jej przedłużenie. Nie jest to żaden problem, jeśli obie strony zamierzają kontynuować współpracę na dotychczasowych warunkach. W przypadku belgijskiego szkoleniowca pojawiły się jednak wątpliwości, do których zresztą sam się przyczynił. Po zakończeniu ubiegłorocznego sezonu reprezentacyjnego w wywiadach Heynen nie ukrywał, że jego celem jest zdobycie w Tokio z reprezentacją Polski złotego medalu, ale wyznał też, że potem zamierza zafundować sobie roczny urlop od siatkówki. Wybuch pandemii koronawirusa pokrzyżował mu te plany, lecz stało się to oczywiste dopiero wtedy, gdy MKOl ogłosił decyzję o przełożeniu igrzysk na przyszły rok. Wtedy w Polsce nagle uświadomiono sobie, że przecież Heynenowi z końcem września kończy się umowa. Co prawda prezes PZPS Jacek Kasprzyk w mediach zapewniał, że będzie to tylko formalność, lecz mijały kolejne tygodnie, a negocjacje wciąż trwały.
Stare porzekadło mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Co prawda zarówno PZPN, jak i Heynen dzisiaj solennie zapewniają, że nie one były przyczyną przedłużających się rozmów, ale z nieoficjalnych informacji jakie wyciekły do mediów wiadomo, iż belgijski szkoleniowiec podpisując umowę w 2018 roku zgodził się na roczną gażę w wysokości 70 tysięcy euro netto plus premie za wyniki. W pierwszym roku pracy z kadrą Polski wyszedł na swoje, bo biało-czerwoni pod jego wodzą obronili tytuł mistrzów świata i zostali za ten sukces obsypani workami pieniędzy. Ale w 2019 roku nasi siatkarze wygrali jedynie turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio, natomiast w mistrzostwach Europy i Lidze Narodów wywalczyli brązowe medale, zaś w Pucharze Świata zajęli drugą lokatę. W sumie były to cenne osiągnięcie, lecz już nie tak opłacalne finansowo. Heynen w tym sezonie, przerwanym z powodu pandemii, obowiązki selekcjonera reprezentacji Polski godził jeszcze z obowiązkami trenera włoskiego zespołu klubowego Sir Safety Perugia.
Jego klubowi pracodawcy byli zadowoleni z wyników i przedłużyli kontrakt z Belgiem o rok, zatem stało się w tym momencie jasne, że Heynen odłożył planowany rozbrat z siatkówką. Ale chyba nawet działacze PZPS nie mieli stuprocentowej pewności, czy jego chęć pracy z reprezentacją Polski nadal jest taka silna, jak deklarował wcześniej. Kilka innych federacji miało chęć „podebrania” Polakom tego szkoleniowca i jeśli wierzyć plotkom, w podsuwanych mu mimochodem przez „zaprzyjaźnione osoby” ofertach padały kwoty znacznie wyższe od tych, jakie płacił mu PZPS.
Od czegoś takiego można dostać zawrotu głowy i chyba coś takiego przytrafiło się też Heynenowi, bo jak wieść niesie zaczął negocjacje z prezesem Kasprzykiem od żądania trzykrotnej podwyżki dotychczasowego uposażenia. Sternik polskiej siatkówki przystępując do rozmów nie miał złudzeń, że belgijski szkoleniowiec ponownie zgodzi się pracować za 70 tysięcy euro, lecz na 200 tysięcy w żaden wypadku zgodzić się nie mógł. W tej chwili polskiej federacji po prostu nie stać na taką gażę dla trenera kadry. Ostatecznie stanęło ponoć na kwocie 120 tysięcy euro, co wydaje się rozsądnym kompromisem dla obu stron. „W czasie negocjacji nie było nawet chwili, w której one by utknęły w martwym punkcie. Wierzcie mi, naprawdę nie chciałem się wzbogacić kosztem polskiej federacji” – zapewnia Heynen.

Igrzyska za rok, a Heynen bez umowy

Przełożenie igrzysk w Tokio na następny rok wielu sportowcom i trenerom pokrzyżowało życiowe plany. Wśród poszkodowanych znalazł się selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen, który po igrzyskach planował przerwę w pracy szkoleniowej i dlatego podpisał kontrakt z PZPS do końca września tego roku.

Pandemia koronawirusa sparaliżował sportowe życie na całym świecie. MKOl i komitet organizacyjny igrzysk w Tokio długo stali na stanowisku, żeby najważniejsze wydarzenie sportowe odbyło się zgodnie z planem, czyli od 24 lipca do 9 sierpnia. Pod naciskiem sportowców, którzy nie mają jak odpowiednio przygotować się do igrzysk, ponieważ władze krajowe apelują o pozostanie w domach oraz pod presją ze strony narodowych komitetów olimpijskich, MKOl się ugiął. Igrzyska olimpijskie w Tokio przełożone zostały na przyszły rok. To wydarzenie bez precedensu w historii ruchu olimpijskiego. W przeszłości tę największą imprezę sportową odwołano w latach 1916, 1940 i 1944 z powodu I i II wojny światowej, ale nigdy wcześniej nie zmieniono jej daty. Dokładnego terminu jeszcze nie wyznaczono, ale według nieoficjalnych informacji będzie to przełom lipca i sierpnia przyszłego roku. Już zdobyte kwalifikacje olimpijskie zachowują ważność, co jest dobrą wiadomością między innymi dla siatkarskiej reprezentacji Polski.
Belgijski trener biało-czerwonych, Vital Heynen, przyjął decyzję o przełożeniu igrzysk ze spokojem i zrozumieniem. „Droga po olimpijski medal z Polakami będzie dłuższa niż zakładałem. W sumie to nawet dobrze, bo mamy szesnaście dodatkowych miesięcy, żeby jeszcze podnieść poziom gry. Oczywiście szkoda, że igrzyska nie odbędą się w planowanym terminie, ale zdobycie medalu po takich zawirowaniach będzie miało dodatkowy walor. Nie widzę w tym problemu dla zespołu. Już tego lata bylibyśmy bardzo dobrą drużyną, a za rok możemy być nawet lepsi, bo motywacja u moich zawodników się nie zmieniła” – zapewnia Heynen.
Na razie jednak nie wiadomo jeszcze, kiedy siatkarskie rozgrywki zostaną wznowione. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) przełożyła Ligę Narodów na drugą połowę roku i te rozgrywki miały się rozpocząć po igrzyskach w Tokio. Ale skoro olimpijskie zmagania przełożono, stwarza to nowe możliwości do przeorganizowania siatkarskiego kalendarza.
Wymuszone przez pandemię zmiany spowodowały też zmianę osobistych planów. Niektórzy siatkarze naszej kadry, którzy po Tokio 2020 planowali zakończenie reprezentacyjnych karier, teraz muszą podjąć decyzję czy chcą je kontynuować z pełnym poświęceniem jeszcze przez rok. Także trener Heynen musiał skorygować swoje plany dotyczące pracy z polską reprezentacją. „Wszyscy wiedzą, że po igrzyskach chciałem zrobić sobie przerwę trenerską. Roczną, może półtoraroczną, aby odpocząć i przemyśleć sobie parę spraw. Myślałem, że do Polski na dłużej już nie wrócę, ale wobec zaistniałych wydarzeń będę musiał popracować z jej reprezentacją dłużej” – wyjawił niedawno Heynen.
Przy okazji media przypomniały, że belgijski trener miał przecież kontrakt tylko do końca września tego roku. I nagle z oczywistego faktu zrobił się problem, bo z wypowiedzi nawet prominentnych działaczy PZPS bynajmniej nie wynikało, iż przedłużenie umowy przez Belga jest formalności. Wątpliwości nie rozwiał nawet prezes PZPS Jacek Kasprzyk, mówiąc: „Zależy nam, żeby trener pracował z kadrą do czasu przełożonych igrzysk. Nie chcemy robić żadnej rewolucji. Wierzę, że uda nam się dojść do porozumienia i będziemy dalej współpracować, tak żeby jak najlepiej przygotować się na igrzyska w nowym terminie” – stwierdził prezes PZPS. I przyznał, że Heynen wprawdzie nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale władze naszej siatkarskiej federacji nie wyobrażają sobie w tej chwili innego scenariusza niż przedłużenie kontraktu z belgijskim szkoleniowcem.
Reprezentujące interesy Belga agencja menedżerska z kolei zapewnia, że jak dotąd nie otrzymała z PZPS oficjalnej oferty przedłużenia kontraktu, ale dostaje wiadomości, że działacze planują podjęcie negocjacji w najbliższym tygodniu. Trudno jednak stwierdzić, czy zaproponują jedynie automatyczne przedłużenie obecnie obowiązującej umowy o rok, do końca września 2021 roku. „Nic innego w tej chwili nie wchodzi w grę. Cały czas mowa jest o pracy z kadrą Polski tylko do momentu zakończenia igrzysk. Dla Vitala turniej olimpijski w Tokio będzie zamknięciem cyklu, dopiero potem podejmie decyzję, co dalej” – przyznaje agencja nawet w oficjalnych komunikatach.
Nową umowę z Belgiem miał podpisać już nowy prezes PZPS, ale z powodu epidemii koronawirusa zjazd sprawozdawczo-wyborczy PZPS prawdopodobnie zostanie przełożony. Co oznacza, że pertraktacje z Heynenem zapewne zostaną odłożone w czasie.

Trudne rozstanie Wlazłego ze Skrą

Zawieszona z powodu epidemii siatkarska PlusLiga tkwi w zawieszeniu. Dzięki przełożeniu przez FIVB Ligi Narodów na jesień, w maju i czerwcu zwolniły się w kalendarzu terminy i rozgrywki ligowe dałoby się dokończyć, lecz problemem są kończące się wielu zawodnikom 15 maja kontrakty. W tej grupie graczy znalazł się m.in. Mariusz Wlazły, który właśnie ogłosił, że po tym sezonie odchodzi z PGE Skry Bełchatów.

Polska Liga Siatkówki i Polski Związek Piłki Siatkowej zapowiadają, że pod koniec tego tygodnia podejmą ostateczną decyzję w sprawie rozgrywek PlusLigi. Wiadomo jednak, że ani w marcu, ani też w kwietniu nasze klubowe zespoły nie będą mogły wznowić rywalizacji z powodu obowiązujących zarządzeń władz państwowych zakazujących organizowania jakichkolwiek imprez sportowych, nawet bez udziału publiczności. Piłkarska PKO Ekstraklasa w tej sytuacji przedłużyła zawieszenie rozgrywek do końca kwietnia, więc podobnie mogłaby zrobić także PlusLiga, której do zakończenia sezonu zasadniczego pozostały dwie ligowe kolejki. Prezes PZPS Jacek Kasprzyk proponuje, aby zmienić zasady rozegrania play offów i przeprowadzić je w formie dwumeczów między zespołami z miejsc 1-2, 3-4 i 5-6. Taki wariant byłby co prawda krzywdzący dla zespołów z miejsc 5-8, bo nie mogłyby uczestniczyć w walce o medale, lecz w sytuacjach wyjątkowych nie da się uniknąć niesprawiedliwości. A w takiej wersji dałoby się zakończyć zmagania ligowe do 15 maja, czyli do ostatniego dnia obowiązywania zawartych na ten sezon kontraktów z zawodnikami. Ale warunkiem zastosowania takiego rozwiązania jest poluzowanie rygorów i przywrócenie możliwości wspólnych treningów co najmniej od połowy kwietnia. Powrót do gry od razu po kwarantannie będzie szkodliwy dla zdrowia zawodników i narazi ich na ryzyko kontuzji.
Na razie jednak na luzowanie rygorów się nie zanosi, bo liczba zakażonych w Polsce przecież nie maleje, zatem niewykluczone, że w tej sytuacji działacze PLS i PZPS pójdą śladem Polskiego Związku Koszykówki czy Związku Piłki Ręcznej w Polsce i jak one po prostu zakończą rozgrywki na etapie, na którym zostały przerwane, powielając zasadę, że nie ma spadków do niższej ligi.
Taki wariant wywoła jednak wiele kontrowersji i sporów. Nie wszystkie drużyny w PlusLidze rozegrały tę samą liczbę spotkań, więc te, które z różnych względów, często niezależnych od nich, nie mogły rozegrać swoich meczów w terminie, już teraz wyrażają niezadowolenie. „Trudno oczekiwać, żeby było inaczej. Najważniejszą częścią sezonu są play offy i wyniki w nich uzyskane ustalają faktyczna ligową hierarchię. Nie będzie więc sprawiedliwie, jeśli medale zostaną rozdane na podstawie aktualnego układu tabeli” – stwierdził Mariusz Wlazły, kapitan zespołu PGE Skry Bełchatów.
Trudno nie przyznać mu racji, ale z drugiej strony ten wariant wydaje się najkorzystniejszy dla wszystkich. Bo w przypadku anulowania całego sezonu, a taka koncepcja też jest rozważana, pojawi się fundamentalny problem finansowych rozliczeń między klubami a zawodnikami. Tu już na porozumienie i solidarność nie ma co liczyć, a zawodnicy w swoich żądania dotrzymania zobowiązań płacowych nie będą mogli zasłaniać się argumentem, że przecież nie jest ich winą iż liga nie dokończyła rozgrywek. Sęk w tym, że nie jest to także winą klubów, więc na pewno nie zechcą one ponosić całego finansowego obciążenia.
Pogorszenie relacji między władzami klubów a zawodnikami w „czasie zarazy” jest nieuniknione. Dowodzi tego choćby przykład cytowanego wyżej Mariusza Wlazłego, siatkarze wybitnego, należącego do grona największych ikon polskiej siatkówki. Niedawno na antenie Polsatu Sport mistrz świata z 2014 roku wyjawił, że po tym sezonie, po 17 latach spędzonych w zespole Skry Bełchatów, odejdzie z tego klubu. Przyczyna jest prozaiczna – bełchatowski klub po prostu nie przedłużył umowy z 36-letnim atakującym.
„Od kilku sezonu zarząd PGE Skry szuka zawodnika zdolnego mnie zastąpić i przypuszczam, że w końcu znalazł, bo prezes klubu Konrad Piechocki zaproponował mi imprezę pożegnalną, co jednak ciekawe – zorganizowaną przy okazji obchodów jubileuszu 90-lecia klubu. No cóż, musiałem odmówić i mam nadzieję, że kibice w Bełchatowie to zrozumieją i nie będą mi mieli tego za złe” – powiedział kapitan PGE Skry Bełchatów.
„Jestem zaskoczony, że ta informacja ujrzała światło dzienne teraz i w takich okolicznościach. Ale mogę ją potwierdzić” – stwierdził w wypowiedziach dla mediów wyraźnie wkurzony niedyskrecją Wlazłego prezes Piechocki. Ma powód do złości, bo pozbywając się w takim momencie ikony klubu odebrał innych zawodnikom Skry chęć do jakichkolwiek poświęceń.

Buntowniczki wróciły do kadry

Trener Jacek Nawrocki podał skład szerokiej kadry siatkarek na styczniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk, który odbędzie się w holenderskim Apeldoorn. Wśród powołanych znalazły się niemal wszystkie zawodniczki, które kilka tygodni temu podpisały się pod petycją do władz PZPS z żądaniem odwołania Nawrockiego. Selekcjoner biało-czerwonych zapewnia, że konflikt został zażegnany.

Kibice siatkówki z niecierpliwością czekali na ogłoszenie kadry przez Nawrockiego. Dla przypomnienia: afera w kobiecej reprezentacji wybuchła na początku listopada. Aż 13 zawodniczek podpisało się pod oświadczeniem, w którym zarzuciły selekcjonerowi m. in. błędy w prowadzeniu zespołu czy też brak konstruktywnych wskazówek. Wskazywały również na niewłaściwe słownictwo używane przez trenera w rozmowach z nimi oraz na tolerowanie przez niego nadużyć w kwestiach obyczajowych. Konkretnie chodziło o to, że jeden z członków sztabu szkoleniowego utrzymywał bliskie relacje z jedną z zawodniczek. Podpisane pod oświadczeniem siatkarki domagały się zmiany selekcjonera. Władze PZPS zignorowały jednak ich postulat i przedłużyły kontrakt z Nawrockim do 2022 roku.

Trener kadry dostał wolną rękę, ale też zadanie załagodzenia konfliktu. Nawrocki najpierw przeprowadził w mediach coś w rodzaju kampanii informacyjnej, tłumacząc się z zarzutów jakie postawiły mu podopieczne w swoim oświadczeniu, a następnie przeprowadził z buntowniczkami indywidualne rozmowy. „Były one bardzo otwarte i szczere, czasami też trudne. Ustaliliśmy wspólnie, że ich treść zostawiamy między nami, że to są nasze wewnętrzne sprawy. Ale w sprawie gry w drużynie narodowej usłyszałem od nich budujące deklaracje. Wszystkie wykazały dużą odpowiedzialność w tej kwestii i dlatego wysłałem im powołania do reprezentacji. Jeśli chodzi o mnie, wymazałem sprawę z pamięci. Rozmawiając z dziewczynami nie oczekiwałem, że będą się ze swoich opinii wycofywały. Chciałem się z nimi porozumieć, jak trener z zawodniczką i jak osoba, która ma przygotować zespół do bardzo ważnego turnieju w Apeldoorn. Na razie jestem przekonany, że takie porozumienie osiągnęliśmy” – zapewniał w wypowiedziach dla prasy selekcjoner biało-czerwonych.

W porównaniu ze składem, który zajął czwarte miejsce w mistrzostwach Europy, w powołanej teraz przez Nawrockiego kadrze nie ma Martyny Grajber, Pauliny Maj-Erwardt i Katarzyny Zaroślińskiej-Król, co trzeba uznać za niespodziankę, zwłaszcza w przypadku dwóch pierwszych z wymienionych, bowiem Grajber i Maj-Erwardt były ostatnio podstawowymi zawodniczkami kadry.

Czy to już koniec konfliktu w kadrze siatkarek, zapewne dowiemy się dopiero za jakiś czas. Niebawem rozpocznie się pierwsza część zgrupowania, którą powołane kadrowiczki rozpoczną 19 grudnia w Spale. Na początek ma się tam zjawić jednak tylko 16 z nich, bez zawodniczek występujących w lidze włoskiej, a to ich stanowisko będzie kluczowe. A one pojawią się na zgrupowaniu dopiero w jego drugiej części. Ta faza przygotowań rozpocznie się 28 grudnia i z przerwą sylwestrową potrwa do 5 stycznia.

Tuż przed wylotem do Holandii, który nastąpi 5 stycznia, trener Nawrocki poda ostateczny skład 14-osobowej kadry biało-czerwonych na turniej w Apeldoorn. W Holandii ekipa biało-czerwonych czeka trudne zadanie, bo rywalki będą tam mocne. O prawo gry na igrzyskach w Tokio Polki w grupie A zmierzą się z reprezentacjami Holandii, Bułgarii i Azerbejdżanu. W drugiej grupie rywalizować będą ekipy Turcji, Belgii, Niemiec i Chorwacji. Olimpijski awans uzyskają jedynie triumfatorki turnieju.

Szeroki skład kadry Polski
Rozgrywające:
Alicja Grabka (Legionovia Legionowo), Marlena Kowalewska (Grupa Azoty Chemik Police), Julia Nowicka (Grot Budowlani Łódź), Zofia Szczotkiewicz (Energa MKS Kalisz), Joanna Wołosz (Imoco Volley Conegliano, Włochy).
Atakujące:
Martyna Łukasik (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Aleksandra Rasińska (Volley Wrocław), Malwina Smarzek-Godek (Zanetti Bergamo, Włochy).
Środkowe:
Klaudia Alagierska (ŁKS Commercecon Łódź), Weronika Centka i Małgorzata Jasek (Energa MKS Kalisz), Zuzanna Efimienko-Młotkowska (Developres SkyRes Rzeszów), Agnieszka Kąkolewska (Pomi Casalmaggiore, Włochy), Anna Stencel (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz).
Przyjmujące:
Oliwia Bałuk (E.Leclerc Radomka Radom), Monika Fedusio (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Zuzanna Górecka (Igor Gorgonzola Novara, Włochy), Natalia Mędrzyk (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Julia Twardowska (Grot Budowlani Łódź), Aleksandra Wójcik (ŁKS Commercecon Łódź), Magdalena Stysiak (Savino Del Bene Scandicci, Włochy).
Libero:
Monika Jagła (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Anna Korabiec (ŁKS Commercecon Łódź) oraz Maria Stenzel (Grot Budowlani Łódź).

 

Nawrocki próbuje zgasić pożar w kadrze

Trener naszej kadry siatkarek Jacek Nawrocki w końcu zabrał głos w sprawie listu 13 kadrowiczek do PZPS, w którym domagają się m.in. jego dymisji. Selekcjoner udzielił kilku wywiadów. Przyznał w nich, że nie zamierza rezygnować z prowadzenia reprezentacji i że zamierza porozmawiać w cztery oczy z każdą z protestujących zawodniczek.

Gwoli przypomnienia – kilka dni temu działacze PZPS przedłużyli kontrakt z Jackiem Nawrockim na stanowisku szkoleniowca reprezentacji Polski do 2022 roku. Miało to miejsce w tym samym dniu, gdy do PZPS wpłynął list podpisany przez 13 siatkarek, w którym to zawodniczki zwróciły uwagę na problemy w pracy ze szkoleniowcem, sugerując, że chcą jego dymisji.
Chyba najpoważniejszy z zarzutów siatkarek pod adresem trenera Nawrockiego dotyczył tolerowania przez niego zażyłych relacji jednego z członków sztabu szkoleniowego kadry z jedną z zawodniczek. „Nie ingeruję w prywatne sprawy siatkarek i członków sztabu. To są dorośli ludzie i jeśli nie ma to wpływu na ich pracę, nie mieszam się do tego. Ta sprawa została już zresztą załatwiona, bo trener o którym mowa zrezygnował z pracy z kadrą” – wyjaśnił Nawrocki.

W oświadczeniu siatkarki zarzucały też selekcjonerowi nader częste bagatelizowanie ich złego stanu zdrowia oraz niestosowne zachowanie, słownictwo i intrygowania. Nawrocki odpowiedział i na te zarzuty. „Żaden wynik nie jest ważniejszy od zdrowia. Nigdy nie zdarzyło się, żebym wbrew opiniom lekarzy czy fizjoterapeutów zmuszał zawodniczki do gry. (…) Nie jestem dumny z wszystkich swoich słów czy zachowań w relacjach z zawodniczkami, ale nie uważam też, że przekroczyłem zwyczajowe normy obowiązujące w sporcie. Czasem trener musi wstrząsnąć zespołem, powiedzieć jakieś mocniejsze słowo, czasem krzyknąć. Nie jestem też manipulantem, jak zarzuciły mi kadrowiczki w swoim oświadczeniu. Nigdy żadnej z nich nie traktowałem przedmiotowo. Każdemu trenerowi zdarza się w rozmowach z jedną zawodniczką mówić o drugiej. Gdyby wszystko, co one napisały, było prawdą, kadra Polski byłaby jakimś łagrem” – przekonuje selekcjoner.

I zapewnia, że nie myśli o swoich podopiecznych jako „buntowniczkach”. Mam zamiar szczerze porozmawiać z każdą z nich. I dopiero potem podejmie decyzje kadrowe i ustali skład na styczniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio.