Biało-czerwoni wiceliderami rankingu FIVB

Polscy siatkarze zostali sklasyfikowani na drugim miejscu w najnowszym rankingu Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) – pierwszym zestawionym wedle nowych zasad liczenia punktów. Swoją wcześniejszą lokatę znacznie poprawiły też nasze siatkarki, które awansowały z miejsca w trzeciej dziesiątce na 13 pozycję.

Nowy system liczenia punktów rankingowych uwzględnia wyniki wszystkich meczów rozegranych od 1 stycznia 2019 roku. Pod uwagę brane są rezultaty osiągane we wszystkich oficjalnych rozgrywkach – igrzyskach olimpijskich, kwalifikacjach do igrzysk, eliminacjach i finałach mistrzostw świata, Lidze Narodów, Pucharze Świata, eliminacjach i mistrzostwach kontynentów oraz międzynarodowe turnieju rozgrywane pod auspicjami FIVB. W klasyfikacji mężczyzn pierwsza lokatę utrzymała reprezentacja Brazylii, a w klasyfikacji kobiet ekipa Chin. Polki awansowały na 13. miejsce.
Top 10 rankingu FIVB mężczyzn: Brazylia (427 pkt), 2. Polska (384), 3. USA (365), 4. Rosja (317), 5. Argentyna (291), 6. Francja (291), 7. Włochy (288), 8. Iran (279), 9. Japonia (269), 10. Kanada (255). Top 10 rankingu FIVB kobiet: Chiny (391 pkt), 2. USA (382), 3. Brazylia (328), 4. Włochy (300), 5. Turcja (285), 6. Serbia (280), 7. Japonia (277), 8. Rosja (275), 9. Dominikana (272), 10. Korea Płd (261).

Udane występy odmłodzonej reprezentacji siatkarek

Mocno odmłodzona reprezentacja Polski siatkarek na zakończenie letniego zgrupowania w Szczyrku rozegrała pierwsze po przerwie spowodowanej wybuchem pandemii koronawirusa mecze kontrolne. W Wałbrzychu biało-czerwone we wtorek i środę dwukrotnie pokonały reprezentację Czech 3:0 i 3:2. Oba spotkania odbyły się bez udziału publiczności.

Trzy lata temu Polki i Czeszki zmierzyły się w Warszawie w rozgrywanym w hali Torwaru turnieju kwalifikacyjnym do mistrzostw świata w 2018 roku. Trener Jacek Nawrocki pracował już wtedy z kadrą trzeci sezon, ale po dokonanej w 2015 roku zmianie pokoleniowej musiał zbudowań kadrę niemal od podstaw. Awansu nie wywalczył, bo wtedy jeszcze biało-czerwone były za słabe, żeby stawić czoła faworyzowanej ekipie Serbii. Jak się okazało, nie dały też rady zespołowi Czech, z którym
przegrały 2:3.
Dzisiaj jednak nasza kobieca reprezentacja wyrwała się z europejskiej drugiej ligi i wróciła do elity. Przypomnijmy, że w 2019 roku biało-czerwone wywalczyły czwarte miejsce w mistrzostwach Europy i mają już zapewnione miejsce w europejskim czempionacie, który zostanie rozegrany w 2021 roku. Czeszki tymczasem muszą o prawo występu w tej imprezie bić się w eliminacjach, które zaczną się w sierpniu. Dla nich mecze z Polkami to był sprawdzian formy szykowanej na kwalifikacje, a dla naszych siatkarek mecze w Wałbrzychu były jedynie zwieńczeniem „zgrupowania pandemicznego” w Szczyrku.
O tym, że koronawirus nadal szalej przypominały kartonowe wizerunki fanów rozłożone na trybunach, mierzenie wszystkim temperatury i konieczność przestrzegania dystansu społecznego.
Trener Nawrocki odwrotnie niż selekcjoner męskiej kadry Vital Heynen, nie ściągnął do Szczyrku wszystkich najlepszych zawodniczek. Nie zgrupowaniu nie było kapitan zespołu Agnieszki Kąkolewskiej, a także Joanny Wołosz i Malwiny Smarzek-Godek. Gwiazdami w odmłodzonej mocno ekipie były 20-letnia Magdalena Stysiak i 22-letnia Maria Stenzel.
Oprócz nich w kadry walczącej w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy powołanie dostała jeszcze tylko 21-letnia Martyna Łukasik. Nieobecność Kąkolewskiej, Smarzek-Godek czy Wołosz nie oznacza, że Nawrocki z tych zawodniczek rezygnuje, chociaż były takie podejrzenia, bo przecież na początku roku selekcjoner musiał zmierzyć się z buntem kadrowiczek, z którego wyłamała się w zasadzie tylko Stysiak.
Nawrocki zaprzeczył, ale w Wałbrzychu miał znakomitą okazję sprawdzić w boju zawodniczki, które jego zdaniem mogą stać się filarami kobiecej kadry już w niedalekiej przyszłości. Dobre wrażenie pozostawiły nie tylko Stysiak i Stenzel, lecz także Zuzanna Górecka, Weronika Centka i Julia Twardowska. Ale trener Nawrocki był zadowolony z występu wszystkich zawodniczek.

Ostatnia ze Złotek zeszła z parkietu

W 2003 reprezentacja Polski siatkarek pod wodzą trenera Andrzeja Niemczyka zdobyła w Ankarze mistrzostwo Europy. Tak narodziła się ekipa słynnych „Złotek”, która dwa lata później obroniła tytuł. W miniony weekend zakończenie kariery ogłosiła ostatnia czynna zawodniczka z tej kadry Anna Miros, bardziej znana kibicom siatkówki pod panieńskim nazwiskiem Podolec.

Nasze siatkarki pod wodzą trenera Andrzeja Niemczyka 28 września 2003 roku po raz pierwszy w historii wywalczyły złoty medal mistrzostw Europy. To był największy sukces w historii żeńskiej siatkówki, na dodatek zupełnie nieoczekiwany, bo odniesiony po 32 latach medalowej posuchy w europejskim czempionacie. Twórca tego sukcesu, trener Niemczyk, przejął kadrę ledwie pięć miesięcy wcześniej zastępując Zbigniewa Krzyżanowskiego. Było to jego drugie podejście do roli selekcjonera – wcześniej prowadził reprezentację siatkarek w latach 1975-1977, a potem pracował w Niemczech i Turcji.
Niemczyk z miejsca zyskał uznanie u najlepszych wówczas siatkarek, które potrafił namówić do gry w kadrze. Także za to, że przed wyjazdem na mistrzostwa Europy nie bał się mówić, że w Turcji zamierza zdobyć medal. Po latach zmarły 2 czerwca 2016 roku szkoleniowiec tak mówił o tworzeniu ekipy „Złotek”. „W mojej kadrze nie brakowało rutynowanych zawodniczek. Magda Śliwa, Dorota Świeniewicz, Gosia Glinka, czy moja córka Gosia Niemczyk, to były już doświadczone siatkarki. Ale nie miały na koncie sukcesów medalowych w mistrzostwach Europy, dlatego same nie wiedziały na co je stać. Zagraliśmy przed mistrzostwami sporo turniejów, z których wynikało, że mamy problem tylko z Włoszkami i Rosjankami. Zakładałem, że te dwa zespoły będą bić się o złoto i srebro, ale pozostałe drużyny w stawce były już w naszym zasięgu. Dlatego zdobycie brązowego medalu uznałem za całkiem realny cel”.
Na turniej do Ankary trener Niemczyk wybrał taki oto skład: Magdalena Śliwa, Izabela Bełcik, Anna Podolec, Małgorzata Glinka, Joanna Mirek, Aleksandra Jagieło, Katarzyna Skowrońska, Dominika Leśniewicz, Małgorzata Niemczyk, Dorota Świeniewicz, Maria Liktoras, Agata Mróz (zmarła w 2008 roku na nowotwór). Polskiej drużynie dopisało szczęście, bo mimo trzech zwycięstw w zmaganiach grupowych po porażce z Włochami 1:3 ich awans do półfinału stanął pod znakiem zapytania, ponieważ włoska ekipa niespodziewanie przegrała z Holenderkami 0:3. Potem jednak w decydującym spotkaniu siatkarki z Italii sensacyjnie uległy 2:3 Bułgarkom i dzięki temu biało-czerwone awansowały do półfinału. „Oglądałyśmy mecz Bułgarek z Włoszkami przed stojącym na korytarzu telewizorem. Ależ to były niesamowite emocje” – wspominała po latach Małgorzata Niemczyk, która po zakończeniu sportowej kariery zajęła się polityka i od 2011 roku jest posłanką.
Ostatecznie do półfinału tureckiego czempionatu nie weszły ani Włoszki, ani też Rosjanki, czyli zespoły, z którymi Polki regularnie przegrywały. Rywalkami biało-czerwonych w walce o awans do finału była reprezentacja Niemiec. Po fantastycznym meczu podopieczne trenera Niemczyka wygrały 3:2, a bohaterką w polskiej ekipie była fenomenalna Małgorzata Glinka, która sama zdobyła aż 40 punktów. „Taki mecz już więcej mi się nie przydarzył” – przyznaje dzisiaj siatkarka, którą uznano za najlepszą zawodniczkę całego turnieju. Dzień później w wypełnionej do ostatniego miejsca hali w Ankarze biało-czerwone zagrały o tytuł z gospodyniami czempionatu, Turczynkami. Rywalki nie wytrzymały presji i w starciu z kapitalnie grającymi Polkami nie miały nic do powiedzenia i gładko przegrały 0:3.
Anna Podolec miała wtedy 18 lat i była najmłodszą zawodniczką w kadrze. Dwa lata później nie znalazła się w jej składzie na mistrzostwach Europy w Chorwacji, gdzie Polki obroniły tytuł, ale wróciła do reprezentacji w kolejnym europejskim czempionacie w 2007 roku, a wcześniej zagrała też w mistrzostwach świata, zaś w 2008 roku zagrała na igrzyskach w Pekinie. Potem leczyła kontuzję i wróciła do kadry dopiero w 2011 roku, a po raz ostatni wystąpiła w narodowych barwach w 2015 roku w Igrzyskach Europejskich w Baku, zdobywając z zespołem srebrny medal. W sumie zagrała w reprezentacji 171 spotkań.
Jako zawodniczka zespołów klubowych Podolec-Miros także ma bogaty dorobek. Zdobyła siedem medali mistrzostw Polski, w tym dwa złote, a w polskiej lidze reprezentowała barwy BKS Bielsko-Biała, Atomu Trefl Sopot, MKS Dąbrowa Górnicza, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, zaś ostatni sezon spędziła w ekipie Energa MKS Kalisz. Za granicą występowała w lidze rosyjskiej (Proton Bałakowo i Awtodor-Mietar Czelabińsk), włoskiej (Asystel Novara) i rumuńskiej (Dinamo Romprest Bukareszt). Z Asystelem Novara zdobyła wicemistrzostwo Serie A (2009 rok) i zwyciężyła w Pucharze CEV.

Zabrakło łutu szczęścia

Nasza reprezentacja siatkarek po niebywale dramatycznym meczu przegrała 2:3 (25:19, 18:25, 25:23, 31:33, 11:15) z ekipą Turcji w półfinale turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Tokio. O olimpijskie paszporty w finale turnieju w Apeldoorn Turczynki zagrały w niedzielę z zespołem Niemiec, który łatwo ograł w 1/2 finału Holenderki 3:0.

Ekipę biało-czerwonych naprawdę trudno krytykować. Polki walczyły w Apeldoorn wspaniale, przez fazę grupowa przeszły jak burza z kompletem trzech zwycięstw, a nie było to przecież takie oczywiste, bo miały w grupie wyżej notowaną od nich drużynę gospodyń turnieju kwalifikacyjnego. Pokonały jednak Holenderki (lub Niderlandki, bo od nowego roku obywatele Holandii tak życzą nazywać swój kraj) 3:0.

W półfinale Polki rzuciły wyzwanie aktualnym wicemistrzyniom Europy, Turczynkom. Statystyki przemawiały przeciwko ekipie trenera Jacka Nawrockiego. Dawno temu, w 2003 roku, nasze legendarne już dzisiaj „złotka” pokonały Turcję na jej terenie w finale mistrzostw Europy, ale przez następne 17 lat układ sił zmienił się radykalnie na niekorzyść naszej drużyny. Turczynki zamknęły biało-czerwonym drogę do igrzysk olimpijskich w Atenach i w Londynie. W 2004 roku zespół prowadzony przez Andrzeja Niemczyka przegrał z nimi 1:3 w półfinale turnieju kwalifikacyjnego w Baku. Kolejną porażkę poniósł z ich rąk zespół pod wodzą Alojzego Świderka w 2012 roku, przegrywając 0:3 w finale kwalifikacji w Ankarze. Potem było już tylko gorzej. Dość powiedzieć, że od 2011 roku biało-czerwone wygrały z Turcja tylko jeden mecz o stawkę oraz jeden sparing, natomiast rywalki schodziły z boiska jako zwyciężczynie aż 10 razy. Przed sobotnią potyczką po raz ostatni pokonały naszą reprezentacje we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to w półfinale mistrzostw Europy wygrały z nią 3:1.

Nic zatem dziwnego, że przed sobotnim meczem mało kto dawał biało-czerwonym szanse na zwycięstwo, nawet uwzględniając fakt, że turecki zespół w holenderskim turnieju w fazie grupowej nie imponował formą. Przegrał na wstępie 1:3 z Niemkami, potem pokonał 3:1 Chorwację, ale już z Belgią wygrał dopiero po tie-breaku 3:2. To dlatego nasze siatkarki zapewniały, że Turczynki są „do pokonania”.

I rzeczywiście były do pokonania. Polscy i tureccy kibice niemal do ostatniego miejsca wypełnili halę Omnisport w Apeldoorn. O ile w tygodniu frekwencja nie zachwycała, to w weekend fani siatkówki już dopisali. Fani obu drużyn stworzyli na trybunach gorącą atmosferę, która dodatkowo motywowała zawodniczki do gry na wysokim poziomie. Pierwszego seta Polki zagrały koncertowo i wygrały 25:19, w drugim zgubiły koncentracje i przegrały tę partie 18:25, ale w trzecie odsłonie meczu ponownie okazały się lepsze wygrywając 25:23. Niestety, w czwartym secie podopiecznym trenera Nawrockiego zabrakło łutu szczęścia, bo chociaż miały pięć meczboli, to ostatecznie przegrały tę partię 31:33. I jak to w takich przypadkach bywa, w tie-breaku lekką psychiczna przewagę zyskały rywalki i decydującego seta wygrały 15:11 i to one w niedzielę zmierzyły się z Niemkami w finałowej potyczce o olimpijskie paszporty.
Nam wypada jedynie żałować niewykorzystanej szansy, bo w finale nasze siatkarki nie byłyby bez szans w starciu z zespołem Niemiec. W ubiegłorocznych mistrzostwach Europy biało-czerwone pokonały go przecież w ćwierćfinale. Nie ma też jednak powodu do rozdzierania szat. Zespół, który widzieliśmy w Apeldoorn, dobrze rokuje na przyszłość i jeśli znów nie rozbiją go jakieś wewnętrzne swary, może wiele osiągnąć.

Ostatnia szansa na bilet do Tokio

Wtorkowym meczem z Bułgarią w holenderskim Apeldoorn polskie siatkarki rozpoczęły rywalizację w kontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. O jedno miejsce premiowane awansem walczy osiem reprezentacji – oprócz Polski i Bułgarii jeszcze Holandii, Azerbejdżanu, Turcji, Belgii, Chorwacji i Niemiec.

Turniej w Apeldoorn to ostatnia szansa na wywalczenie olimpijskich kwalifikacji dla ośmiu europejskich drużyn. Awans do turnieju w Tokio z naszego kontynentu zapewniły juz sobie ekipy Serbii, Włoch i Rosji, które zwyciężyły w turniejach interkontynentalnych rozgrywanych w sierpniu ubiegłego roku. To właśnie Serbki, wicemistrzynie olimpijskie z Rio de Janeiro, wyeliminowały Polki, wygrywając w decydującym meczu we Wrocławiu 3:1.

Podopieczne Jacka Nawrockiego trafiły do grupy A z Bułgarią, Holandią oraz Azerbejdżanem. W grupie B rywalizować będą Turcja, Belgia, Niemcy i Chorwacja. Do półfinałów awansują po dwie najlepsze ekipy, a do igrzysk awansują tylko zwyciężczynie turnieju kwalifikacyjnego, którego finał zaplanowanego na 12 stycznia.

Nasze siatkarki podczas zgrupowania w Spale unikały wypowiedzi o konflikcie z trenerem Jackiem Nawrockim, do jakiego doszło w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. Na użytek zewnętrzny wszystkie deklarowały współpracę i zapewniały, że w kadrze panuje atmosfera mobilizacji. „Dla każdej z nas udział w turnieju olimpijskim to spełnienie marzeń. Już sam awans będzie wielką sprawą, zamierzamy więc o to powalczyć” – stwierdziła kapitan reprezentacji Agnieszka Kąkolewska.
Biało-czerwone na inaugurację turnieju w Apeldoorn zmierzyły się z Bułgarią (rozegrane we wtorek spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). W ubiegłym roku w meczu Ligi Narodów Polki pokonały ten zespół 3:1, ale bułgarski zespół w turnieju kwalifikacyjnym wzmocniła Elitsa Wasiliewa. „Ta znakomita zawodniczka jest niekwestionowaną liderką tej drużyny, zarówno w przyjęciu jak i w ataku. Ale Bułgaria to nie tylko Wasiliewa, w ich kadrze jest kilka zawodniczek, które grały w mistrzostwach Europy i świata. Czeka nas więc trudne spotkanie” – przewidywał przed meczem trener Nawrocki.

W Apeldoorn nie ma jednak łatwych rywalek. W czwartek Polki zmierzą się z Holenderkami, gospodyniami turnieju kwalifikacyjnego, które uważane są za główne faworytki do awansu. „To mocny zespół, oparty na grupie siatkarek, które graja ze soba juz od kilku lat, jak Laura Dijkemie, Lonneke Sloetjes, Maret Balkestein-Grothues czy Robin de Kruijf, która na co dzień jest klubową koleżanką Joanny Wołosz w Imoco Volley Conegliano. Holenderki maja dużą siłę w ofensywie” – ocenia Nawrocki. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej biało-czerwone zmierzą się z ekipa Azerbejdżanu, z którą przed wyjazdem do Holandii rozegrały w Spale dwa spotkania sparingowe i dwukrotnie wygrały (5:0 i 3:1). „Azerki grają chimerycznie. Czasem potrafią zagrać bardzo dobry mecz, ale trzeba mieć pecha, żeby trafić na ich dobry dzień. W Spale pokonaliśmy je stosunkowo łatwo, ale w grze o stawkę z pewnością podniosą nam wyżej poprzeczkę” – przewiduje selekcjoner biało-czerwonych. Mecze reprezentacji Polski będzie można oglądać na antenach Polsatu Sport i TVP Sport.

Nasza reprezentacja siatkarek po raz ostatni w turnieju olimpijskim zagrały w 2008 roku w Pekinie. Nie zdołały wtedy awansować do ćwierćfinału i zostały sklasyfikowane na miejscach 9-12.

Kadra Polski:
Rozgrywające: Marlena Kowalewska (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Joanna Wołosz (Imoco Volley Conegliano).
Atakujące: Martyna Łukasik (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Malwina Smarzek-Godek (Zanetti Bergamo), Magdalena Stysiak (Savino Del Bene Scandicci).
Środkowe: Klaudia Alagierska (ŁKS Commercecon Łódź), Agnieszka Kąkolewska (Pomì Casalmaggiore), Anna Stencel (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz).
Przyjmujące: Monika Fedusio (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Zuzanna Górecka (Igor Gorgonzola Novara), Natalia Mędrzyk (Grupa Azoty KPS Chemik Police), Aleksandra Wójcik (ŁKS Commercecon Łódź),
Libero: Monika Jagła (Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz), Maria Stenzel (Grot Budowlani Łódź).

Terminarz turnieju w Apeldoorn:
07.01.2020 (wtorek)
13:00 Niemcy – Turcja; 16:00 Polska – Bułgaria; 19:30 Azerbejdżan – Holandia;
08.01.2020 (środa)
13:00 Chorwacja – Turcja; 16:00 Belgia – Niemcy; 19:30 Bułgaria – Holandia;
09.01.2020 (czwartek)
13:00 Belgia – Chorwacja; 16:00 Bułgaria – Azerbejdżan; 19:30 Holandia – Polska;
10.01.2020 (piątek)
13:00 Niemcy – Chorwacja; 16:00 Turcja – Belgia; 19:30 Polska – Azerbejdżan;
11.01.2020 (sobota)
17:15 półfinał 1; 20:45 półfinał 2;
12.01.2020 (niedziela)
17:30 finał

 

Walczyły do końca

Polskie siatkarki po raz pierwszy od dziesięciu lat stanęły w mistrzostwach Europy do walki o medale. W Ankarze w półfinałowym spotkaniu biało-czerwone nie sprostały jednak ekipie Turcji i przegrały z nią 1:3. W niedzielę o brązowy medal zmierzyły się z zespołem Włoch, z którym wcześniej w Łodzi wygrały w fazie grupowej.

Ekipa naszych siatkarek do stolicy Turcji podróżowały jednym samolotem czarterowym z reprezentacją Włoch i zawodniczki obu ekip życzyły sobie nawzajem spotkania w finale i walki o złote medale. Te życzenia się jednak nie spełniły.
Nasze siatkarki dziesięć lat temu w Łodzi po raz ostatni wywalczyły miejsce na podium mistrzostw Europy. W tamtym turnieju triumfowała reprezentacja Włoch. W następnym europejskim czempionacie Włoszki nie obroniły tytułu i po porażce z Turcją w meczu o brązowy medal zajęły ostatecznie czwartą lokatę. W kolejnych dwóch edycjach Polki i Włoszki nie przebiły się do strefy medalowej, a w ostatniej siatkarki z Italii przywiozły srebro, przegrywając w finale z Serbią.
Nasz zespół przeżywał w tym okresie kryzys, z którego biało-czerwone w tegorocznej imprezie wyprowadził trener Jacek Nawrocki. Dla jego podopiecznych już jednak sam awans do półfinału był wielkim sukcesem, czego nie da się powiedzieć w przypadku ekipy Włoch, typowanej przed mistrzostwami nawet do zwycięstwa w imprezie. W półfinale doszło do powtórki z finału poprzednich mistrzostw, w którym Włoszki przegrały z Serbią. Tym razem także nie sprostały serbskim siatkarkom przegrywając z nimi 1:3.

Biało-czerwone w dwóch pierwszych setach meczu z dopingowanymi żywiołowo przez komplet publiczności Turczynkami praktycznie nie istniały na parkiecie, przegrywając 17:25 i 16:25, ale w trzeciej partii nieoczekiwanie pokazały lwi pazur i wygrały seta do 25:14. Taki wysoki poziom utrzymały jeszcze przez część czwartej partii, lecz przy prowadzeniu 13:11 oddały inicjatywę rywalkom i przegrały go 18:25, a cały mecz 1:3.

„Turczynki fantastycznie grały serwisem. Mierzymy parametry zagrywki i dzisiaj były one kosmiczne w wykonaniu zespołu tureckiego, który ponadto był jeszcze niesiony dopingiem kibiców. W zagrywce przeciwstawiliśmy się im jedynie w trzecim secie, ale że każdy następny element gry wynikał właśnie z zagrywki, mecz zakończył się tak, jak się zakończył – nasza porażką” – podsumował selekcjoner kadry Polski Jacek Nawrocki.

Polkom pozostała walka o brązowy medal. W rundzie grupowej w Łodzi pokonały Włoszki 3:2, mimo to w Ankarze za murowane faworytki uważano rywalki. „Jeśli zdobędziemy brązowy medal, będziemy się bardzo cieszyć, ale nawet jeśli przegramy, też będziemy szczęśliwe, bo przed mistrzostwami czwarte miejsce brałybyśmy w ciemno. Przecież nikt się nie spodziewał, że zajdziemy w tym turnieju tak daleko” – przyznała przed niedzielnym meczem przyjmująca Magdalena Stysiak.

Niewykluczone, że także jej koleżanki uznały czwartą lokatę za wystarczającą, bo w niedzielnym spotkaniu i brązowy medal biało-czerwone, wprawdzie po zaciętej walce, ale jednak  przegrały z Włoszkami w trzech setach 23:25, 20:25, 24:26 i ostatecznie zajęły w mistrzostwach Europy czwarte miejsce.

 

Niemki na drodze do Ankary

Polskie siatkarki znakomicie wywiązały się z roli faworytek i w łódzkiej Atlas Arenie w 1/8 finału mistrzostw Europy pewnie pokonały Hiszpanię 3:0. W środę 4 września zmierzą się jednak w ćwierćfinale z rywalkami znacznie mocniejszymi, bo niepokonaną jeszcze w tegorocznym czempionacie naszego kontynentu reprezentacją Niemiec.

Dla zawodniczek drużyny Hiszpanii, która na mistrzostwa Europy wróciła po sześcioletniej przerwie, już sam występ w 1/8 finału był ogromnym sukcesem. W starciu z Polkami nie liczyły na zwycięstwo, co nie znaczy, że wyszły na parkiet z góry pogodzone z porażką. Hiszpanki podjęły walkę i momentami stawiały biało-czerwonym mocny opór, nie potrafiły jednak utrzymać koncentracji zbyt długo i z powodu własnych błędów traciły cenne punkty seriami.

Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego pierwszego seta wygrały 25:20, drugiego także 25:20, a trzeciego 25:19, ale we wszystkich trzech partiach przytrafiały im się słabsze momenty w grze, które nawet dużo słabsze od nich hiszpańskie siatkarki potrafiły bezlitośnie wykorzystać.

Pewien wpływ na to miały dokonane przez Nawrockiego roszady w składzie. Nasz zespół zagrał z Hiszpankami w ustawieniu: Klaudia Alagierska, Magdalena Stysiak, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Joanna Wołosz, Natalia Mędrzyk, Malwina Smarzek-Godek, Maria Stenzel (libero) oraz Paulina Maj-Erwardt (libero), Martyna Grajber, Agnieszka Kąkolewska, Martyna Łukasik, Marlena Kowalewska.
Czy dlatego biało-czerwone w niedzielny wieczór zagrały dużo słabiej niż w czwartkowej potyczce z Włoszkami? Niewykluczone, ale jeśli w meczu z Niemkami radykalnie nie poprawią jakości, o awans do półfinału będzie im bardzo trudno.

Niemki jeszcze nie przegrały

Niemki jeszcze w tegorocznych mistrzostwach Europy nie przegrały. Podopieczne trenera Feliksa Koslowskiego rywalizowały w grupie D i wygrały wszystkie pięć spotkań, w tym z silną reprezentacją Rosji, na którą tak bardzo nie chciały w 1/8 finału trafić nasze siatkarki. Niemiecka drużyna na tym etapie rywalizacji trafiła na Słowenię, czwarty zespół w „polskiej” grupie i musiała przenieść się z Bratysławy do Łodzi.
Podróż nie wpłynęła znacząco na jej dyspozycję, bo w Atlas Arenie rozbiła Słowenki 3:0 (25:21, 25:15, 25:20). W zgodnej opinii ekspertów reprezentacja Niemiec nie zaprezentowała się w tym meczu z najlepszej strony i rozegrała najsłabsze spotkanie w tych mistrzostwach. Trzeba jednak założyć, że trener Koslowski raczej nie obawiał się porażki ze słabszymi rywalkami, a mając świadomość, że z trybun grę jego podopiecznych uważnie analizuje cały sztab szkoleniowy polskiej reprezentacji, dla „zmyłki” trochę pomieszał w ustawieniach.

Trenerskie zmyłki

Czyli zrobił mniej więcej to samo, co kilka godzin później w meczu z Hiszpankami zrobił trener polskiej drużyny. Obaj szkoleniowcy co prawda zapewniają, że ich drużyny grały już w tym roku przeciwko sobie tyle razy, o punkty i towarzysko, że nie mają przed sobą praktycznie żadnych tajemnic, ale mimo to podjęli próby wprowadzenia przeciwnika w błąd.
Który z trenerów okaże się lepszym oszustem, przekonamy się w środę. Początek meczu Polska – Niemcy o godz. 20:30. Wcześniej, bo o 18:00 ćwierćfinałową potyczkę stoczą zespoły Rosji i Włoch. Zwyciężczynie tych spotkań pojadą do Ankary. Lepszy zespół z pary Polska – Niemcy zagra tam 7 września w półfinale ze zwyciężczyniami meczu Turcja – Holandia, natomiast triumfatorki starcia włosko-rosyjskiego tego samego dnia w stolicy Turcji zagrają z lepszym zespołem z pary Serbia – Bułgaria. Mecze o medale zaplanowano w niedzielę 8 września w Ankarze – o brąz zacznie się o godz. 16:00, a o mistrzostwo Europy o 18:30.

 

Na huśtawce nastrojów

Nasze siatkarki zaczęły mistrzostwa Europy od trzech zwycięstw, potem z własnej winy uległy Belgii 2:3, chociaż miały trzy piłki meczowe. To niepowodzenie Polki powetowały sobie zwyciężając wicemistrzynie świata Włoszki 3:2, dzięki czemu zajęły drugie miejsce w grupie i w niedzielę w łódzkiej Atlas Arenie zagrały w 1/8 finału z Hiszpanią.

Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego w dwóch ostatnich spotkaniach grupowych przeżyły niesamowitą huśtawkę nastrojów. Przystępując do potyczek z Belgijkami i Włoszkami biało-czerwone miały już awans do 1/8 finału w kieszeni, podobnie zresztą jak ich rywalki. Rywalizacja tych trzech zespołów toczyła się zatem jedynie o kolejność na czołowych miejscach w grupie. Włoszki rozgromiły Belgię 3:0 i z czterema zwycięstwami były liderkami, natomiast nasza reprezentacja po nieoczekiwanej porażce z Belgijkami 2:3 spadła na trzecią pozycję, co oznaczało przeprowadzkę z Łodzi do Bratysławy i perspektywę gry o ćwierćfinał z silnym zespołem Rosji. Nic dziwnego, że fani biało-czerwonych byli rozczarowani takim obrotem sprawy, czemu dali wyraz w niezbyt przychylnych komentarzach zamieszczanych w internecie. Przed rozegranym w miniony czwartek meczem z niepokonaną drużyną Italii mało kto dawał Polkom szanse na korzystny wynik.

Tymczasem biało-czerwone sprawiły ogromną sensacje i po zaciętej walce pokonały aktualne wicemistrzynie świata 3:2, żywiołowo dopingowane przez kibiców, którzy do ostatniego miejsca wypełnili trybuny Atlas Areny. Mecz z Włoszkami był bez dwóch zdań najlepszym występem podopiecznych Jacka Nawrockiego w tym sezonie. Dwa zdobyte punkty zapewniły naszym siatkarkom drugą lokatę w grupie B, dzięki czemu nie tylko uniknęły starcia z ekipą Rosji, lecz także konieczności wyprawy do Bratysławy, gdzie rywalizowały zespoły w grupie. Ponieważ regulamin mistrzostw Europy stanowi, że gospodynie poszczególnych turniejów grupowych w kolejnej fazie nie mogą grać przeciwko sobie, do stolicy Słowacji musiały przemieścić się najlepsze w Łodzi Włoszki i zagrać z trzecią w Bratysławie reprezentacją Słowacji, a Polki w Atlas Arenie zamiast z trzecimi w grupie D Słowaczkami, zagrały w niedzielę z czwartymi w tej grupie Hiszpankami. Do stolicy Słowacji musiała powędrować też trzecia z Łodzi ekipa Belgii, gdzie czekało ją starcie z Rosjankami.

Podróż w odwrotnym kierunku odbyła natomiast reprezentacja Niemiec, która w łódzkiej hali w niedzielę zmierzyła się z czwartą drużyną grupy B, Słowenią. Zwycięskie zespoły z par Polska – Hiszpania i Niemcy – Słowenia zagrają w środę 4 września przeciwko sobie w ćwierćfinale. W drugiej parze na tym szczeblu rywalizacji tego dnia w Atlas Arenie zmierzą się zwyciężczynie potyczek w Bratysławie, czyli lepsze zespoły z par 1/8 finału Rosja – Belgia i Włochy – Słowacja.

Wszystkie niedzielne spotkania zakończyły się po zamknięciu wydania. Polki w meczu z Hiszpankami, które w mistrzostwa Europy wróciły po sześciu latach przerwy i awans do 1/8 finału jest ich sukcesem, były murowanymi faworytkami.

Terminarz gier fazy play-off:
4 września:
Ankara
16:00 Serbia/Rumunia – Azerbejdżan/Bułgaria;
18:30 Turcja/Chorwacja – Holandia/Grecja;
Łódź
18:00 Włochy/Słowacja – Rosja/Belgia;
20:30 Polska/Hiszpania – Niemcy/Słowenia
7 września:
Ankara
16:00 Serbia/Rumunia/Azerbejdżan/Bułgaria – Włochy/Słowacja/Rosja/Belgia
18:30 Turcja/Chorwacja/Holandia/Grecja – Polska/Hiszpania/Niemcy/Słowenia
8 września:
Ankara
16:00 mecz o brązowy medal
18:30 mecz o złoty medal.

 

Pewny awans biało-czerwonych

Po niedzielnej przerwie nasze siatkarki wróciły do rywalizacji w mistrzostwach Europy. W poniedziałek biało-czerwonych pokonały Ukrainę 3:1, a że wcześniej wygrały po 3:0 ze Słowenią i Portugalią, te trzy zwycięstwa zapewniły im awans do kolejnej fazy europejskiego czempionatu.

Dla podopiecznych trenera Jacka Nawrockiego w starciu z ukraińską drużyną liczyło się jedynie zwycięstwo, bo zapewniało im awans do 1/8 finału bez względu na rezultaty pozostałych jeszcze biało-czerwonym do rozegrania spotkań z ekipami Belgii i Włoch. Faworytkami poniedziałkowego starcia z drużyną Ukrainy były Polki i na parkiecie, poza pierwszym setem, dobitnie to potwierdziły. Wygrały 3:1 i zapewniły sobie awans do 1/8 finału.

O trzy czołowe miejsca w grupie w łódzkiej Atlas Arenie nasze siatkarki rywalizują już tylko z Belgijkami i Włoszkami. W bezpośrednim starciu tych drużyn lepsze okazały się aktualne wicemistrzynie świata Włoszki, które wygrały 3:0 (25:18, 25:21, 25:23). Z nimi reprezentacja Polski zmierzą się w czwartek 29 sierpnia w ostatnim spotkaniu fazy grupowej, a dzień wcześniej podopieczne trenera Jacka Nawrockiego zagrają z drużyną Belgii.

 

Zaczęły bez straty seta

Nasze siatkarki w piątek i sobotę rozegrały w łódzkiej ?Atlas Arenie pierwsze dwa mecze w fazie grupowej mistrzostw Europy. Biało-czerwone najpierw pokonały Słowenię 3:0 (25:12, 25:22, 25:23), a następnie rozgromiły debiutującą w europejskim czempionacie reprezentację Portugalii 3:0 (25:14, 25:16, 25:11) i objęły prowadzenie w grupie B. Kolejny mecz Polki rozegrają w poniedziałek, z Ukrainą.

Dziesięć lat temu, również w Atlas Arenie, nasze siatkarki wywalczyły brązowy medal mistrzostw Europy. Było ta ostatnia jak dotąd medalowa zdobycz reprezentacji Polski w imprezach tej rangi. Kibice liczą, że trwającą już dekadę posuchę w zdobywaniu trofeów podopieczne trenera Jacka Nawrockiego przerwą już teraz, w rozgrywanym w czterech krajach tegorocznym czempionacie naszego kontynentu.

Selekcjoner biało-czerwonych najbardziej obawiał się pierwszego meczu w turnieju. Bynajmniej nie ze względu na Słowenki, bardziej martwiło go jak wytrzymają stres jego zawodniczki. W pierwszym secie jego obawy zdawały się płonne, bo nasze siatkarki grały koncertowo i dosłownie zmiotły rywalki z parkietu. W dwóch kolejnych partiach ich gra się jednak posypała i chociaż ostatecznie zwyciężyły 3:0, to w dwóch kolejnych setach Polki już tak nie dominowały na boisku. Momentami grające dopiero po raz drugi w mistrzostwach Europy Słowenki stawiały naszej drużynie niemal równorzędny opór. Tymczasem w innych meczach w grupie B faworytki radziły sobie doskonale. Belgijki łatwo pokonały Ukrainki 3:0, a Włoszki równie efektownie 3:0 rozprawiły się z Portugalkami.

A biało-czerwone w sobotę miały w terminarzu wyznaczone spotkanie właśnie z ekipą Portugalii. Trener Nawrocki nie wystawił w wyjściowym składzie liderki naszej kadry Malwiny Smarzek-Godek, dając pograć jej dublerce Katarzynie Zaroślińskiej. Już pierwszy set pokazał, że rywalki ustępują naszej drużynie o dwie klasy i nie będą w stanie nawiązać z nimi walki.
W drugim sobotnim spotkaniu grupy B Belgia pewnie wygrała ze Słowenią 3:0, a Włochy z Ukrainą 3:0. Pierwsze miejsce w tabeli po dwóch dniach zmagań zajmuje reprezentacja Polski z dwoma zwycięstwami na koncie, sześcioma punktami i bilansem setów 6-0. Taki sam dorobek mają zajmujące kolejne dwie lokaty ekipy Belgii i Włoch, ale Polki są lepsze w bilansie tzw. małych punktów. Te trzy zespoły mogą być już w zasadzie pewne awansu do następnej fazy mistrzostw, zaś kwestię pierwszeństwa przyjdzie im rozstrzygnąć w bezpośrednich starciach. Rywalizację o czwarte miejsce, ostatnie premiowane awansem, rozstrzygną zaś między sobą zespoły Ukrainy i Słowenii, bo Portugalki jak na razie wydają się zdecydowanie najsłabsze w stawce.

W niedzielę biało-czerwone miały dzień przerwy. Kolejne spotkanie rozegrają w poniedziałek z Ukrainą (początek godz. 20:30, transmisja w TVP Sport).

W 1/8 finału turnieju ekipy z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C według schematu A1-C4, A2-C3, A3-C2, A4-C1. W identyczny sposób połączą się reprezentacje z grupy B i D. Zwycięzcy awansują do ćwierćfinałów, które zostaną rozegrane w Łodzi i Ankarze. Ale spotkania, które zadecydują o medalach, odbędą się tylko w Ankarze 8 i 9 września.