Walczyły do końca

Polskie siatkarki po raz pierwszy od dziesięciu lat stanęły w mistrzostwach Europy do walki o medale. W Ankarze w półfinałowym spotkaniu biało-czerwone nie sprostały jednak ekipie Turcji i przegrały z nią 1:3. W niedzielę o brązowy medal zmierzyły się z zespołem Włoch, z którym wcześniej w Łodzi wygrały w fazie grupowej.

Ekipa naszych siatkarek do stolicy Turcji podróżowały jednym samolotem czarterowym z reprezentacją Włoch i zawodniczki obu ekip życzyły sobie nawzajem spotkania w finale i walki o złote medale. Te życzenia się jednak nie spełniły.
Nasze siatkarki dziesięć lat temu w Łodzi po raz ostatni wywalczyły miejsce na podium mistrzostw Europy. W tamtym turnieju triumfowała reprezentacja Włoch. W następnym europejskim czempionacie Włoszki nie obroniły tytułu i po porażce z Turcją w meczu o brązowy medal zajęły ostatecznie czwartą lokatę. W kolejnych dwóch edycjach Polki i Włoszki nie przebiły się do strefy medalowej, a w ostatniej siatkarki z Italii przywiozły srebro, przegrywając w finale z Serbią.
Nasz zespół przeżywał w tym okresie kryzys, z którego biało-czerwone w tegorocznej imprezie wyprowadził trener Jacek Nawrocki. Dla jego podopiecznych już jednak sam awans do półfinału był wielkim sukcesem, czego nie da się powiedzieć w przypadku ekipy Włoch, typowanej przed mistrzostwami nawet do zwycięstwa w imprezie. W półfinale doszło do powtórki z finału poprzednich mistrzostw, w którym Włoszki przegrały z Serbią. Tym razem także nie sprostały serbskim siatkarkom przegrywając z nimi 1:3.

Biało-czerwone w dwóch pierwszych setach meczu z dopingowanymi żywiołowo przez komplet publiczności Turczynkami praktycznie nie istniały na parkiecie, przegrywając 17:25 i 16:25, ale w trzeciej partii nieoczekiwanie pokazały lwi pazur i wygrały seta do 25:14. Taki wysoki poziom utrzymały jeszcze przez część czwartej partii, lecz przy prowadzeniu 13:11 oddały inicjatywę rywalkom i przegrały go 18:25, a cały mecz 1:3.

„Turczynki fantastycznie grały serwisem. Mierzymy parametry zagrywki i dzisiaj były one kosmiczne w wykonaniu zespołu tureckiego, który ponadto był jeszcze niesiony dopingiem kibiców. W zagrywce przeciwstawiliśmy się im jedynie w trzecim secie, ale że każdy następny element gry wynikał właśnie z zagrywki, mecz zakończył się tak, jak się zakończył – nasza porażką” – podsumował selekcjoner kadry Polski Jacek Nawrocki.

Polkom pozostała walka o brązowy medal. W rundzie grupowej w Łodzi pokonały Włoszki 3:2, mimo to w Ankarze za murowane faworytki uważano rywalki. „Jeśli zdobędziemy brązowy medal, będziemy się bardzo cieszyć, ale nawet jeśli przegramy, też będziemy szczęśliwe, bo przed mistrzostwami czwarte miejsce brałybyśmy w ciemno. Przecież nikt się nie spodziewał, że zajdziemy w tym turnieju tak daleko” – przyznała przed niedzielnym meczem przyjmująca Magdalena Stysiak.

Niewykluczone, że także jej koleżanki uznały czwartą lokatę za wystarczającą, bo w niedzielnym spotkaniu i brązowy medal biało-czerwone, wprawdzie po zaciętej walce, ale jednak  przegrały z Włoszkami w trzech setach 23:25, 20:25, 24:26 i ostatecznie zajęły w mistrzostwach Europy czwarte miejsce.

 

Niemki na drodze do Ankary

Polskie siatkarki znakomicie wywiązały się z roli faworytek i w łódzkiej Atlas Arenie w 1/8 finału mistrzostw Europy pewnie pokonały Hiszpanię 3:0. W środę 4 września zmierzą się jednak w ćwierćfinale z rywalkami znacznie mocniejszymi, bo niepokonaną jeszcze w tegorocznym czempionacie naszego kontynentu reprezentacją Niemiec.

Dla zawodniczek drużyny Hiszpanii, która na mistrzostwa Europy wróciła po sześcioletniej przerwie, już sam występ w 1/8 finału był ogromnym sukcesem. W starciu z Polkami nie liczyły na zwycięstwo, co nie znaczy, że wyszły na parkiet z góry pogodzone z porażką. Hiszpanki podjęły walkę i momentami stawiały biało-czerwonym mocny opór, nie potrafiły jednak utrzymać koncentracji zbyt długo i z powodu własnych błędów traciły cenne punkty seriami.

Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego pierwszego seta wygrały 25:20, drugiego także 25:20, a trzeciego 25:19, ale we wszystkich trzech partiach przytrafiały im się słabsze momenty w grze, które nawet dużo słabsze od nich hiszpańskie siatkarki potrafiły bezlitośnie wykorzystać.

Pewien wpływ na to miały dokonane przez Nawrockiego roszady w składzie. Nasz zespół zagrał z Hiszpankami w ustawieniu: Klaudia Alagierska, Magdalena Stysiak, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Joanna Wołosz, Natalia Mędrzyk, Malwina Smarzek-Godek, Maria Stenzel (libero) oraz Paulina Maj-Erwardt (libero), Martyna Grajber, Agnieszka Kąkolewska, Martyna Łukasik, Marlena Kowalewska.
Czy dlatego biało-czerwone w niedzielny wieczór zagrały dużo słabiej niż w czwartkowej potyczce z Włoszkami? Niewykluczone, ale jeśli w meczu z Niemkami radykalnie nie poprawią jakości, o awans do półfinału będzie im bardzo trudno.

Niemki jeszcze nie przegrały

Niemki jeszcze w tegorocznych mistrzostwach Europy nie przegrały. Podopieczne trenera Feliksa Koslowskiego rywalizowały w grupie D i wygrały wszystkie pięć spotkań, w tym z silną reprezentacją Rosji, na którą tak bardzo nie chciały w 1/8 finału trafić nasze siatkarki. Niemiecka drużyna na tym etapie rywalizacji trafiła na Słowenię, czwarty zespół w „polskiej” grupie i musiała przenieść się z Bratysławy do Łodzi.
Podróż nie wpłynęła znacząco na jej dyspozycję, bo w Atlas Arenie rozbiła Słowenki 3:0 (25:21, 25:15, 25:20). W zgodnej opinii ekspertów reprezentacja Niemiec nie zaprezentowała się w tym meczu z najlepszej strony i rozegrała najsłabsze spotkanie w tych mistrzostwach. Trzeba jednak założyć, że trener Koslowski raczej nie obawiał się porażki ze słabszymi rywalkami, a mając świadomość, że z trybun grę jego podopiecznych uważnie analizuje cały sztab szkoleniowy polskiej reprezentacji, dla „zmyłki” trochę pomieszał w ustawieniach.

Trenerskie zmyłki

Czyli zrobił mniej więcej to samo, co kilka godzin później w meczu z Hiszpankami zrobił trener polskiej drużyny. Obaj szkoleniowcy co prawda zapewniają, że ich drużyny grały już w tym roku przeciwko sobie tyle razy, o punkty i towarzysko, że nie mają przed sobą praktycznie żadnych tajemnic, ale mimo to podjęli próby wprowadzenia przeciwnika w błąd.
Który z trenerów okaże się lepszym oszustem, przekonamy się w środę. Początek meczu Polska – Niemcy o godz. 20:30. Wcześniej, bo o 18:00 ćwierćfinałową potyczkę stoczą zespoły Rosji i Włoch. Zwyciężczynie tych spotkań pojadą do Ankary. Lepszy zespół z pary Polska – Niemcy zagra tam 7 września w półfinale ze zwyciężczyniami meczu Turcja – Holandia, natomiast triumfatorki starcia włosko-rosyjskiego tego samego dnia w stolicy Turcji zagrają z lepszym zespołem z pary Serbia – Bułgaria. Mecze o medale zaplanowano w niedzielę 8 września w Ankarze – o brąz zacznie się o godz. 16:00, a o mistrzostwo Europy o 18:30.

 

Na huśtawce nastrojów

Nasze siatkarki zaczęły mistrzostwa Europy od trzech zwycięstw, potem z własnej winy uległy Belgii 2:3, chociaż miały trzy piłki meczowe. To niepowodzenie Polki powetowały sobie zwyciężając wicemistrzynie świata Włoszki 3:2, dzięki czemu zajęły drugie miejsce w grupie i w niedzielę w łódzkiej Atlas Arenie zagrały w 1/8 finału z Hiszpanią.

Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego w dwóch ostatnich spotkaniach grupowych przeżyły niesamowitą huśtawkę nastrojów. Przystępując do potyczek z Belgijkami i Włoszkami biało-czerwone miały już awans do 1/8 finału w kieszeni, podobnie zresztą jak ich rywalki. Rywalizacja tych trzech zespołów toczyła się zatem jedynie o kolejność na czołowych miejscach w grupie. Włoszki rozgromiły Belgię 3:0 i z czterema zwycięstwami były liderkami, natomiast nasza reprezentacja po nieoczekiwanej porażce z Belgijkami 2:3 spadła na trzecią pozycję, co oznaczało przeprowadzkę z Łodzi do Bratysławy i perspektywę gry o ćwierćfinał z silnym zespołem Rosji. Nic dziwnego, że fani biało-czerwonych byli rozczarowani takim obrotem sprawy, czemu dali wyraz w niezbyt przychylnych komentarzach zamieszczanych w internecie. Przed rozegranym w miniony czwartek meczem z niepokonaną drużyną Italii mało kto dawał Polkom szanse na korzystny wynik.

Tymczasem biało-czerwone sprawiły ogromną sensacje i po zaciętej walce pokonały aktualne wicemistrzynie świata 3:2, żywiołowo dopingowane przez kibiców, którzy do ostatniego miejsca wypełnili trybuny Atlas Areny. Mecz z Włoszkami był bez dwóch zdań najlepszym występem podopiecznych Jacka Nawrockiego w tym sezonie. Dwa zdobyte punkty zapewniły naszym siatkarkom drugą lokatę w grupie B, dzięki czemu nie tylko uniknęły starcia z ekipą Rosji, lecz także konieczności wyprawy do Bratysławy, gdzie rywalizowały zespoły w grupie. Ponieważ regulamin mistrzostw Europy stanowi, że gospodynie poszczególnych turniejów grupowych w kolejnej fazie nie mogą grać przeciwko sobie, do stolicy Słowacji musiały przemieścić się najlepsze w Łodzi Włoszki i zagrać z trzecią w Bratysławie reprezentacją Słowacji, a Polki w Atlas Arenie zamiast z trzecimi w grupie D Słowaczkami, zagrały w niedzielę z czwartymi w tej grupie Hiszpankami. Do stolicy Słowacji musiała powędrować też trzecia z Łodzi ekipa Belgii, gdzie czekało ją starcie z Rosjankami.

Podróż w odwrotnym kierunku odbyła natomiast reprezentacja Niemiec, która w łódzkiej hali w niedzielę zmierzyła się z czwartą drużyną grupy B, Słowenią. Zwycięskie zespoły z par Polska – Hiszpania i Niemcy – Słowenia zagrają w środę 4 września przeciwko sobie w ćwierćfinale. W drugiej parze na tym szczeblu rywalizacji tego dnia w Atlas Arenie zmierzą się zwyciężczynie potyczek w Bratysławie, czyli lepsze zespoły z par 1/8 finału Rosja – Belgia i Włochy – Słowacja.

Wszystkie niedzielne spotkania zakończyły się po zamknięciu wydania. Polki w meczu z Hiszpankami, które w mistrzostwa Europy wróciły po sześciu latach przerwy i awans do 1/8 finału jest ich sukcesem, były murowanymi faworytkami.

Terminarz gier fazy play-off:
4 września:
Ankara
16:00 Serbia/Rumunia – Azerbejdżan/Bułgaria;
18:30 Turcja/Chorwacja – Holandia/Grecja;
Łódź
18:00 Włochy/Słowacja – Rosja/Belgia;
20:30 Polska/Hiszpania – Niemcy/Słowenia
7 września:
Ankara
16:00 Serbia/Rumunia/Azerbejdżan/Bułgaria – Włochy/Słowacja/Rosja/Belgia
18:30 Turcja/Chorwacja/Holandia/Grecja – Polska/Hiszpania/Niemcy/Słowenia
8 września:
Ankara
16:00 mecz o brązowy medal
18:30 mecz o złoty medal.

 

Pewny awans biało-czerwonych

Po niedzielnej przerwie nasze siatkarki wróciły do rywalizacji w mistrzostwach Europy. W poniedziałek biało-czerwonych pokonały Ukrainę 3:1, a że wcześniej wygrały po 3:0 ze Słowenią i Portugalią, te trzy zwycięstwa zapewniły im awans do kolejnej fazy europejskiego czempionatu.

Dla podopiecznych trenera Jacka Nawrockiego w starciu z ukraińską drużyną liczyło się jedynie zwycięstwo, bo zapewniało im awans do 1/8 finału bez względu na rezultaty pozostałych jeszcze biało-czerwonym do rozegrania spotkań z ekipami Belgii i Włoch. Faworytkami poniedziałkowego starcia z drużyną Ukrainy były Polki i na parkiecie, poza pierwszym setem, dobitnie to potwierdziły. Wygrały 3:1 i zapewniły sobie awans do 1/8 finału.

O trzy czołowe miejsca w grupie w łódzkiej Atlas Arenie nasze siatkarki rywalizują już tylko z Belgijkami i Włoszkami. W bezpośrednim starciu tych drużyn lepsze okazały się aktualne wicemistrzynie świata Włoszki, które wygrały 3:0 (25:18, 25:21, 25:23). Z nimi reprezentacja Polski zmierzą się w czwartek 29 sierpnia w ostatnim spotkaniu fazy grupowej, a dzień wcześniej podopieczne trenera Jacka Nawrockiego zagrają z drużyną Belgii.

 

Zaczęły bez straty seta

Nasze siatkarki w piątek i sobotę rozegrały w łódzkiej ?Atlas Arenie pierwsze dwa mecze w fazie grupowej mistrzostw Europy. Biało-czerwone najpierw pokonały Słowenię 3:0 (25:12, 25:22, 25:23), a następnie rozgromiły debiutującą w europejskim czempionacie reprezentację Portugalii 3:0 (25:14, 25:16, 25:11) i objęły prowadzenie w grupie B. Kolejny mecz Polki rozegrają w poniedziałek, z Ukrainą.

Dziesięć lat temu, również w Atlas Arenie, nasze siatkarki wywalczyły brązowy medal mistrzostw Europy. Było ta ostatnia jak dotąd medalowa zdobycz reprezentacji Polski w imprezach tej rangi. Kibice liczą, że trwającą już dekadę posuchę w zdobywaniu trofeów podopieczne trenera Jacka Nawrockiego przerwą już teraz, w rozgrywanym w czterech krajach tegorocznym czempionacie naszego kontynentu.

Selekcjoner biało-czerwonych najbardziej obawiał się pierwszego meczu w turnieju. Bynajmniej nie ze względu na Słowenki, bardziej martwiło go jak wytrzymają stres jego zawodniczki. W pierwszym secie jego obawy zdawały się płonne, bo nasze siatkarki grały koncertowo i dosłownie zmiotły rywalki z parkietu. W dwóch kolejnych partiach ich gra się jednak posypała i chociaż ostatecznie zwyciężyły 3:0, to w dwóch kolejnych setach Polki już tak nie dominowały na boisku. Momentami grające dopiero po raz drugi w mistrzostwach Europy Słowenki stawiały naszej drużynie niemal równorzędny opór. Tymczasem w innych meczach w grupie B faworytki radziły sobie doskonale. Belgijki łatwo pokonały Ukrainki 3:0, a Włoszki równie efektownie 3:0 rozprawiły się z Portugalkami.

A biało-czerwone w sobotę miały w terminarzu wyznaczone spotkanie właśnie z ekipą Portugalii. Trener Nawrocki nie wystawił w wyjściowym składzie liderki naszej kadry Malwiny Smarzek-Godek, dając pograć jej dublerce Katarzynie Zaroślińskiej. Już pierwszy set pokazał, że rywalki ustępują naszej drużynie o dwie klasy i nie będą w stanie nawiązać z nimi walki.
W drugim sobotnim spotkaniu grupy B Belgia pewnie wygrała ze Słowenią 3:0, a Włochy z Ukrainą 3:0. Pierwsze miejsce w tabeli po dwóch dniach zmagań zajmuje reprezentacja Polski z dwoma zwycięstwami na koncie, sześcioma punktami i bilansem setów 6-0. Taki sam dorobek mają zajmujące kolejne dwie lokaty ekipy Belgii i Włoch, ale Polki są lepsze w bilansie tzw. małych punktów. Te trzy zespoły mogą być już w zasadzie pewne awansu do następnej fazy mistrzostw, zaś kwestię pierwszeństwa przyjdzie im rozstrzygnąć w bezpośrednich starciach. Rywalizację o czwarte miejsce, ostatnie premiowane awansem, rozstrzygną zaś między sobą zespoły Ukrainy i Słowenii, bo Portugalki jak na razie wydają się zdecydowanie najsłabsze w stawce.

W niedzielę biało-czerwone miały dzień przerwy. Kolejne spotkanie rozegrają w poniedziałek z Ukrainą (początek godz. 20:30, transmisja w TVP Sport).

W 1/8 finału turnieju ekipy z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C według schematu A1-C4, A2-C3, A3-C2, A4-C1. W identyczny sposób połączą się reprezentacje z grupy B i D. Zwycięzcy awansują do ćwierćfinałów, które zostaną rozegrane w Łodzi i Ankarze. Ale spotkania, które zadecydują o medalach, odbędą się tylko w Ankarze 8 i 9 września.

 

Tajlandzki prysznic

Polskie siatkarki w rozegranym we Wrocławiu turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk łatwo pokonały Portoryko 3:0 i z trudem Tajlandię 3:2. Dlatego w meczu o awans z Serbią nikt nie dawał im szans.

Reprezentacja Serbii to aktualne mistrzynie świata i na parkiecie we Wrocławiu pokazały, że wciąż trzymają wysoki poziom. Serbki rozgromiły Portorykanki i Tajlandki gładko po 3:0, więc te zwycięstwa nie kosztowały ich zbyt wiele sił. Polki musiały się znacznie bardziej natrudzić, zwłaszcza w spotkaniu z Tajlandkami, w którym były dosłownie o krok od porażki. Ostatecznie wygrały po tie-breaku 3:2. Trener biało-czerwonych Jacek Nawrocki był jednak zadowolony. „Bardzo się cieszę, że dziewczyny wyszły z tak trudnego spotkania zwycięsko. Nawet gdyby ten mecz skończył się inaczej, nie miałbym prawa nic złego im powiedzieć. Nasza gra w ofensywie nie była zła, a w ataku mieliśmy ponad 40 procent udanych akcji. Jeżeli chodzi o grę blokiem, to wskaźniki nie są może najlepsze, ale ataków zawodniczek Tajlandii nie jest tak łatwo zablokować i mało której drużynie na świecie się to udaje. Ten zespół potrafił wygrać z Brazylią, a nawet zrobić psikusa ekipie USA” – przekonywał selekcjoner reprezentacji Polski.

Nawrocki nie robił kibicom wielkich nadziei na sukces w niedzielnym meczu z Serbkami. Zapytany po spotkaniu z Tajlandią, co mogłoby przesądzić o wygranej biało-czerwonych z mistrzyniami świata, żartobliwie odpowiedział: „Dla nas byłoby najlepiej, gdyby Serbki nie przyjechały na mecz”. Ale już na serio receptę miał właściwą. „Przede wszystkim musimy dobrze zagrywać, żeby odrzucić rywalki od siatki. Bez tego nie podejmiemy z nimi walki”.
Mecz Polska – Serbia zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Egzamin generalny

Od środy reprezentacja Polski siatkarek rywalizować będzie w turnieju w Kaliningradzie z udziałem zespołów Rosji, Belgii i Niemiec. Trener Jacek Nawrocki powołał na te zawody 16 zawodniczek.

Dla naszego zespołu będzie to generalny sprawdzian formy przed turniejem kwalifikacji olimpijskich, który odbędzie się we Wrocławiu. Biało-czerwone w tym sezonie już grały z zespołami, z którymi zmierzą się w Kaliningradzie. W Lidze Narodów Polki okazały się lepsze od Rosjanek, Belgijek i Niemek. W miniony weekend nasze siatkarki pokonały w Ostrowcu Świętokrzyskim reprezentacje Czech i Białorusi.

Kadra na turniej w Kaliningradzie:
Rozgrywające – Julia Nowicka, Marlena Kowalewska, Joanna Wołosz; atakujące – Martyna Łukasik, Malwina Smarzek-Godek, Katarzyna Zaroślińska-Król; przyjmujące – Martyna Grajber, Natalia Mędrzyk, Magdalena Stysiak, Aleksandra Wójcik; środkowe – Klaudia Alagierska, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Agnieszka Kąkolewska, Kamila Witkowska; libero – Paulina Maj-Erwardt, Maria Stenzel.

 

Jedna Malwina Smarzek to za mało

Reprezentacja Polski siatkarek nie zakwalifikowała się do półfinału rozgrywanego w chińskim Nankinie Final Six Ligi Narodów. Biało-czerwone przegrały z wyżej notowanymi Amerykankami (1:3) i Brazylijkami (2:3).

W środę Polki przegrały 1:3 z reprezentacją USA i żeby zachować szanse na awans do półfinału, koniecznie musiały w czwartek pokonać Brazylijki, dwukrotne złote medalistki olimpijskie i trzykrotne mistrzynie świata. Nie były w tym starciu bez szans, bo w tegorocznej edycji Ligi Narodów w fazie interkontynentalnej przecież z nimi wygrały. Utytułowane rywalki wzięły jednak rewanż, chociaż podopieczne trenera Jacka Nawrockiego tanio skóry nie sprzedały, bo prowadziły już w setach 2:1.

Nasza reprezentacja rozpoczęły starcie z Brazylią w identycznym ustawieniu jak w meczu ze Stanami Zjednoczonymi. Na boisku pojawiły się Agnieszka Kąkolewska, Magdalena Stysiak, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Joanna Wołosz, Natalia Mędrzyk, Malwina Smarzek oraz libero Maria Stenzel. Nic nie ujmując pozostałym naszym reprezentantkom, o sile polskiej drużyny dzisiaj stanowi jednak 23-letnia Malwina Smarzek, która już drugi sezon z rzędu bije w Lidze Narodów rekordy. Poprzednie rozgrywki zakończyła jako najlepiej punktująca, zebrała wtedy 361 punktów. Teraz 365 punktów zgromadziła już przed ostatnim meczem fazy interkontynentalnej.

Każdy mecz naszej reprezentacji pokazuje, ile znaczy w niej Smarzek, której dzisiaj zastąpić się zwyczajnie nie da. Po fazie interkontynentalnej miała 365 punktów, w przegranym 1:3 meczu z USA na początek Final Six zdobyła 22, więc było jasne, że z Brazylią osiągnie jako pierwsza zawodniczka w historii Ligi Narodów granicę 400 punktów. Wyczyn polskiej siatkarki odnotowały oficjalne kanały FIVB w social mediach. Po pierwszym secie starcia z Brazylijkami Smarzek miała osiem punktów w ataku, w drugim ciągnęła naszą grę bardzo długo, a nie wygraliśmy go dlatego, że nie dostawała praktycznie żadnej pomocy ze strony koleżanek. Jak znaczące jest jej indywidualne osiągnięcie świadczy fakt, że druga najlepiej punktująca siatkarka w stawce, Brayelin Martinez, miała na koncie 258 pkt, gdy Polka w spotkaniu z Brazylia przekraczała barierę 400 punktów.

W przegranym 2:3 meczu z Brazylijkami Smarzek zdobyła ostatecznie 33 punkty. A Polki z jednym punktem skończyły swój udział w turnieju Final Six. W piątek o pierwsze miejsce w naszej grupie zagrają pewne już awansu do półfinałów USA i Brazylia. Mimo to z występu naszej drużyny w Lidze Narodów możemy być zadowoleni. Biało-czerwone były najniżej notowaną ekipą ze wszystkich 16 uczestniczących w rozgrywkach. Polki w rankingu FIVB zajmują 26. miejsce, w Nankinie walczyły z trzecimi w tym zestawieniu Amerykankami i czwartymi Brazylijkami.

Teraz nasze siatkarki wrócą do kraju i dołączą do grupy, która przygotowuje się w Szczyrku do zdecydowanie ważniejszych turniejów niż Liga Narodów. Najpierw zagrają w kwalifikacjach olimpijskich (2-4 sierpnia) rozgrywanych we Wrocławiu, w których rywalkami Polek będą aktualne mistrzyni świata i Europy Serbki, a potem w mistrzostwach Europy, których Polska jest współgospodarzem.

 

Siatkarki o krok od finału

Reprezentacja Polski siatkarek pod wodzą Jacka Nawrockiego we wtorek 18 czerwca rozpoczęła turniej Ligi Narodów w południowokoreańskim Boryeong. W pierwszym meczu biało-czerwone zmierzyły się z Japonią.

Nasza kobieca reprezentacja kończy fazę grupową Ligi Narodów w Korei Południowej, gdzie oprócz Japonii jej rywalkami będzie ekipy gospodyń turnieju oraz Dominikany. Polki przystąpiły do turnieju z 21 punktami na koncie, które dawały im 7. miejsce w tabeli, ale z realnymi szansami na awans do Final Six, który odbędzie się w dniach 2-6 lipca w Chinach.

Biało-czerwone przed turniejem w Boryeong były w tabeli za Japonkami, a za plecami miały Dominikanki. Koreanki nie walczą już o nic, bo chociaż zajmują ostatnie, 16. miejsce, spadek z Ligi Narodów im nie grozi. Polki we wtorek pokonały Japonki 3:1 i awansowały na 6. miejsce. Jeśli w środę pokonają Dominikanę, a w czwartek Koreę Południową, z całą pewnością zagrają w Final Six.

 

Mieszanka rutyny z młodością

Selekcjoner reprezentacji Polski siatkarek Jacek Nawrocki wysłał powołania do kadry dla 30 zawodniczek. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami do ekipy biało-czerwonych dołączy kilka rutynowanych zawodniczek, m. in. Joanna Wołosz. Pierwsze zgrupowanie rozpocznie się 23 kwietnia w Szczyrku.

Trener Nawrocki uważa to za swój osobisty sukces, że zdołał przekonać do powrotu kilka doświadczonych zawodniczek, które z różnych powodów miały przerwę w reprezentacyjnej karierze. To dość radykalna zmiana w jego koncepcji prowadzenia kadry, bo wcześniej raczej dążył do pokoleniowej zmiany i powoływał coraz młodsze siatkarki. Tym razem chyba uznał, że lepszym rozwiązaniem może być klasyczna mieszanka rutyny z młodością i zaprosił na zgrupowanie kilka weteranek po trzydziestce. Na liście kadrowiczek znalazł się zatem rozgrywająca ŁKS Commercecon Łódź Marta Wójcik, która debiutowała w biało-czerwonych barwach jeszcze za selekcjonerskiej kadencji Andrzeja Niemczyka.

Z kolei po rocznym rozbracie do kadry wraca Joanna Wołosz, a na pozycji rozgrywającej powołania dostały jeszcze zawodniczki występujące w reprezentacji w ubiegłorocznym cyklu Ligi Narodów – Julia Nowicka i Marlena Pleśnierowicz. Z kolei po trzech latach przerwy do kadry wraca doświadczona libero, brązowa medalistka mistrzostw Europy z 2009 roku Paulina Maj-Erwardt, występująca w tym sezonie w zespole BKS Profi Credit Bielsko-Biała. Nawrocki powołał też doświadczoną środkową Developresu SkyRes Rzeszów Kamilę Witkowską.

Selekcjoner biało-czerwonych wyjaśnia, że ogłosił tak liczna szeroką kadrę na sezon 2019 dlatego, że Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) pozwala zgłosić właśnie tyle zawodniczek do Ligi Narodów, która wystartuje 21 maja. Potem ta kadra ma zostać ograniczona do 24 siatkarek.

Pierwsze zgrupowanie selekcjoner zaplanował w Szczyrku od 23 kwietnia. Mają się tam pojawić zawodniczki, które już definitywnie zakończyły rozgrywki klubowe. Pierwszym sprawdzianem dla biało-czerwonych w tym roku będzie start w prestiżowym turnieju Montreux Volley Masters. Impreza rozegrana zostanie w dniach 13-18 maja i będzie ostatnim sprawdzianem formy przed inauguracją kolejnej edycji Ligi Narodów. Nasze siatkarki w fazie grupowej zmierzą się z Japonkami, Chinkami i Niemkami. Start w Lidze Narodów zaczną 21 maja turniejem w Opolu. Te rozgrywki Nawrocki traktuje poważnie, bowiem Polska jest w gronie czterech krajów walczących o utrzymanie w elicie.

Najważniejsze zawody czekają jednak nasze siatkarki dopiero w sierpniu. Najpierw, na początku miesiąca, wystąpią przed własną publicznością w interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk 2020 roku w Tokio. Ich rywalkami będą Portorykanki, Tajlandki i aktualne mistrzynie świata Serbki. Tylko najlepszy zespół zapewni sobie awans do turnieju olimpijskiego. Sezon biało-czerwone zakończą mistrzostwami Europy, których Polska jest współgospodarzem.