W Lublanie nie grali u siebie

Z 24 zespołów, które przystąpiły do rywalizacji w mistrzostwach Europy, na placu boju pozostały cztery – Francja, Słowenia, Polska i Serbia. W porównaniu z poprzednimi mistrzostwami miejsce w czołowym kwartecie utrzymali jedynie brązowi medaliści Serbowie. Broniący tytułu Rosjanie i wicemistrzowska ekipa Niemiec tym razem odpadły w ćwierćfinale, a czwarta Belgia w 1/8 finału.

Tegoroczny europejski czempionach po raz pierwszy w historii rozgrywany jest w czterech krajach – Francji, Słowenii, Holandii i Belgii. Przywileje jakie daje rola gospodarza wykorzystały wszystkie cztery, ale Holendrzy i Belgowie mieli zbyt słabe drużyny, żeby włączyć się do walki o medale. Co innego Francuzi. Oni mieli w swojej części turniejowej drabinki tak naprawdę tylko jednego groźnego przeciwnika, Włochów, z którymi w fazie grupowej wygrali 3:1, ale gdy przyszło im ponownie zmierzyć się z nimi w ćwierćfinale, na wszelki wypadek tak ustawili terminarz gier, żeby rywale mieli jeden dzień na odpoczynek mniej. Działacze francuskiej federacji zrobili zatem dokładnie to samo, o co mieli pretensje do Polaków w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Gdańsku, którzy godziny meczów i ustawili pod swoją drużynę.

Takie „zagrywki” mieszczą się jednak w normie zachowań, które zwykliśmy definiować stwierdzeniem, że „gospodarzom pomagają nawet ściany”. Podobnie rzecz się ma ze sprzedażą biletów na mecze. Polscy kibice uratowali frekwencję w holenderskiej części turnieju, bo na wszystkich meczach z udziałem polskiej drużyny, także w spotkaniu z Holendrami, stanowili większość. Francuzi i Słoweńcy nie mają jednak z tym problemu i w czwartek w Lublanie po raz pierwszy w tym turnieju reprezentacja Polski przyszło zagrać przed widownią, w której jej fani byli w zdecydowanej mniejszości.

Słoweńcy sensacyjnie pokonali Rosjan w ćwierćfinale i zapewniali, że to zwycięstwo doda im skrzydeł w starciu z Polakami. „Jeśli zaprezentujemy taki sam serwis, jak w meczu z Rosją, to z mistrzami świata też możemy wygrać” – zapewniał ich trener Alberto Giuliani. „Zwycięstwem z Rosjanami udowodniliśmy, że możemy pokonać każdego rywala” – dodawał rozgrywający słoweńskiej drużyny Dejan Vincić, dobrze znany w Polsce, bo występuje na co dzień w zespole Czarnych Radom. Słoweńskie media odnotowały z niekłamanym uznanie, iż polski premier Mateusz Morawiecki wysłał rządowy samolot, gdy z powodu strajku słoweńskich linii lotniczych odwołano lot do Lublany, na który mieli bilety polscy siatkarze. „To pokazuje, że siatkówka w Polsce jest sprawą narodową” – pisały w komentarzach tamtejsze media.

Przypominały też, że reprezentacja Polski straciła w turnieju tylko jednego seta, a w ćwierćfinałowym meczu z Niemcami urządziła demonstrację siły pokonując bez większego wysiłku wicemistrzów Europy 3:0. Wiele uwagi poświęcono też nowej gwieździe polskiej drużyny Wilfredowi Leonowi oraz trenerowi biało-czerwonych Vitalowi Heynenowi. Podkreślano, że belgijski szkoleniowiec potrafił stworzyć świetnie zbilansowany zespół, bez słabych punktów i rezerwowymi nie gorszymi od graczy pierwszej szóstki. Cytowany już wcześniej trener ekipy Słowenii Alberto Giuliani z uznaniem wypowiadał się o polskiej drużynie, ale nie przekreślał też szans swoich podopiecznych. „Polacy to zupełnie inny zespół niż Rosja. Popełniają bardzo mało błędów i potrafią wykorzystywać w meczu wszystkie swoje atuty. No i mają jeszcze Leona, ale my też mamy świetnych graczy, którzy są w stanie podjąć z nimi walkę i przy wsparciu kibiców pokusić się o zwycięstwo” – zapewniał przed meczem szkoleniowiec słoweńskiej reprezentacji.

Czwartkowy mecz Słowenia – Polska zakończył się po zamknięciu wydania. Drugie spotkanie półfinałowe, Francja – Serbia, odbędzie się w piątek. Mecz o 3. miejsce zostanie rozegrany w sobotę 28 września w Paryżu (początek godz. 18:00), natomiast finałowa potyczka o złoty medal w niedzielę, także w Paryżu (17:30. Mecze te transmitowane będą do 153 krajów, co jest rekordowym wynikiem w historii siatkówki.

Wyniki 1/8 finału:
Francja – Finlandia 3:0, Włochy – Turcja 3:0, Serbia – Czechy 3:0, Belgia – Ukraina 2:3, Rosja – Grecja 3:0, Słowenia – Bułgaria 3:1, Holandia – Niemcy 1:3, Polska – Hiszpania 3:0.
Wyniki 1/4 finału:
Rosja – Słowenia 1:3, Polska – Niemcy 3:0, Francja – Włochy 3:0, Serbia – Ukraina 3:2.
Mecze 1/2 finału:
Lublana, 26 września: Słowenia – Polska
Paryż, 27 września: Francja – Serbia

 

Koniec laby, pora zagrać na serio

Rozgrywane obecnie w czterech krajach mistrzostwa Europy siatkarzy w fazie grupowej nie grzeszą wysokim poziomem sportowym. Wpływ na to ma niewątpliwie zwiększenie liczby uczestników do 24 zespołów, przez co w stawce znalazły się drużyny mocno odbiegające umiejętnościami od czołówki. Dla polskiej drużyny prawdziwe granie zacznie się więc dopiero od ćwierćfinału, a może nawet półfinału.

Po rozegranych w środę meczach poznaliśmy już większość par 1/8 finału. Turniejowa drabinka mogła jeszcze ulec zmianie w przypadku jakiś przetasowań w grupie D, gdzie w czwartek Polska grała z Ukrainą, a Czechy z Czarnogórą (oba mecze zakończyły się po zamknięciu wydania). Ukraińcy w środę pokonali Estończyków 3:0 i tym zwycięstwem zapewnili sobie awans do następnej rundy. Do rozstrzygnięcia pozostawał kolejność zespołów w grupie. W drugim środowym spotkaniu Holendrzy niespodziewanie przegrali po tie-breaku z Czechami 2:3, ale ponieważ była to już ich ostatnia potyczka w grupie D, nie mogli być pewni utrzymania drugiej lokaty. Co prawda plasujący się na trzeciej pozycji Ukraińcy musieliby dokonać cudu i wygrać z niepokonaną wcześniej polską drużyną, ale teoretycznie mieli jeszcze szanse na zdobycie trzech punktów i przeskoczenie Holendrów w tabeli. Dla Czechów wygrana z Holendrami miała znaczenie o tyle, że musieli o ostatnia premiowana awansem czwartą lokatę bić się do samego końca z debiutująca w mistrzostwach Europy Czarnogórą. Ostatecznie i tak w czwartek w bezpośrednim starciu te drużyny ustaliły, która z nich zagra w 1/8 finału z najlepszym zespołem z grupy B, a która dołączy do Estonii i uzupełni grono 8 najsłabszych ekip turnieju.

Polscy siatkarze mieli w środę dzień odpoczynku, ale chociaż nie grali, ich przeciwnicy sami przyklepali im pozycję lidera grupy i awans z pierwszego miejsca bez względu na wynik czwartkowego spotkania z Ukraińcami. Podobnie jak miało to miejsce w niedawnych mistrzostwach Europy siatkarek, także rozgrywanych w czterech krajach, europejska federacja zrobiła w regulaminie ukłon pod adresem gospodarzy czterech grup, żeby nie trafili na siebie w II rundzie turnieju.

W środę zakończyła się natomiast rywalizacja w grupach A i C, z których stworzyły się pary 1/8 finału. W grupie A pierwsze miejsca zajęła Francja z kompletem zwycięstw i stratą zaledwie jednego seta, drugą lokatę wywalczyli Włosi, trzecią Bułgarzy, a czwartą Grecy (odpadły ekipy Portugalii i Rumunii). W grupie C najlepsza okazała się drużyna Rosji, która wygrała wszystkie pięć spotkań tracąc jedynie dwa sety, za nią uplasowały się reprezentacje Słowenii, Finlandii i Macedonii Północnej (odpadły zespoły Turcji i Białorusi).

Z gry naszych siatkarzy w Holandii możemy być, jak na razie, w pełni zadowoleni. Tegoroczne mistrzostwa Europy to piąty turniej z udziałem naszej reprezentacji prowadzonej przez Vitala Heynena. Belgijski szkoleniowiec do perfekcji doprowadził swój autorski system rotowania składem i także w teraz wykorzystuje wszystkich 14 graczy jakich ma do dyspozycji w kadrze. Nie jest żadną tajemnicą, że dla niego celem głównym są przyszłoroczne igrzyska w Tokio, bo obejmując reprezentację Polski zapowiedział, że chce tam wywalczyć medal, najchętniej złoty. Ale rzecz jasna nie odpuszcza też innych turniejów mistrzowskich. Ma już na koncie zdobyte w ubiegłym roku z biało-czerwonymi mistrzostwo świata, a teraz chciałby do kolekcji dorzucić też tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu.

Z przebiegu rywalizacji w fazie grupowej można wnioskować, że przeszkodzić w tym naszym siatkarzom mogą pałający chęcią rewanżu za przegrane w Gdańsku kwalifikacje olimpijskie Francuzi, którzy na dodatek będą gospodarzami spotkań o medale, a oprócz nich jeszcze chyba tylko Rosjanie, chociaż nie można tez lekceważyć zespołów Włoch, Serbii i Bułgarii. W tej chwili te reprezentacje wraz z naszą tworzą europejską siatkarską ekstraklasę.

Gwoli przypomnienia: do 1/8 finału awansują po 4 najlepsze zespoły z wszystkich grup. Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Zapowiada się pracowity rok dla siatkarzy

Polska będzie gospodarzem pierwszych turniejów przyszłorocznej edycji Siatkarskiej Ligi Narodów. Siatkarki zagrają w Radomiu (21-23 maja) z Tajlandią, Niemcami i Włochami, a nasza męska reprezentacja na przełomie maja i czerwca zmierzy się w miejscu jeszcze nieustalonym z USA, Brazylią i Niemcami.

 

Siatkarska Liga Narodów wolą światowej federacji (FIVB) zastąpiły męską Ligę Światową i żeńską World Grand Prix. W pierwszej rozegranej w tym roku edycji tych rozgrywek w rywalizacji mężczyzn triumfowała Rosja (biało-czerwoni zajęli piąte miejsce), natomiast w rywalizacji kobiet najlepsza okazała się ekipa Stanów Zjednoczonych (Polki wywalczył 9. lokatę). Przyszłoroczna edycja odbędzie się w takiej samej formule. 16 reprezentacji będzie rywalizować w pięciu turniejach, a pięć najlepszych w klasyfikacji generalnej plus gospodarz zagra w lipcowym turnieju Final Six.

Kadra siatkarek pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego zmagania rozpoczną w Radomiu, gdzie stawią czoła Włoszkom, aktualnym wicemistrzyniom świata oraz drużynom Tajlandii i Niemiec, zaś fazę interkontynentalną zakończą w Azji, najpierw w Chinach (ekipy gospodyń plus USA i Turcja), a później w Korei łd, gdzie oprócz miejscowej drużyny zagrają jeszcze Japonia i Dominikana.

Z kolei nasi świeżo upieczeni mistrzowie świata pod wodzą Vitala Heynena w pierwszym turnieju w naszym kraju zmierzą się ekipami Australii, USA i Brazylii, czyli na dzień dobry polscy kibice będą mogli obejrzeć rewanże za półfinał i finał tegorocznych mistrzostw globu. Potem nasi siatkarze zagrają w Chinach (gospodarze plus Bułgarzy i Francuzi), następnie w Iranie (gospodarze plus Kanada i Rosja), skąd wrócą do Europy na dwa turnieje – najpierw we Włoszech (gospodarze, Argentyna i Serbia), a na koniec w Niemczech (gospodarze, Japonia i debiutującą w Lidze Narodów Portugalią).

Dla trenera Heynena, który pracę z reprezentacja Polski rozpoczął od obrony mistrzowskiego tytułu, w przyszłym roku najważniejszą imprezą będą kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Tokio. Jak wiadomo dla FIVB czempionat globu to za mało na olimpijska przepustkę, ale od dawna było wiadomo, że tytuł mistrz świata nie zapewni awansu do igrzysk. Pierwszą szansą na jego wywalczenie będzie dla ekipy biało-czerwonych interkontynentalny turniej kwalifikacyjny, który obędzie się w sierpniu przyszłego roku. Awans wywalczy tylko zwycięzca turnieju. Rywale Polaków zostaną wyłonieni na podstawie światowego rankingu z 1 stycznia 2019 roku.

Drugą ważną imprezą w przyszłym roku będą mistrzostwa Europy (13-29 września). Kłopotem jest to, że zaledwie dwa dni po zakończeniu tej imprezy rozpocznie się w Japonii Puchar Świata (1-15 października), w którym występ Polacy jako mistrzowie świata mają zagwarantowany. W poprzednich latach turniej ten, który ze względu na napięty plan gier jest bardzo wyczerpujący dla siatkarzy, był trzecią opcją zapewnienia sobie udziału w turnieju olimpijskim. Teraz jednak decyzją FIVB tej szansy już nie będzie. Kalendarz startów na przyszły rok jest jak widać bogaty w imprezy, ale na szczęście trener Heynen ma do dyspozycji tylu wysokiej klasy graczy, że będzie w stanie stworzyć z nich nawet trzy silne drużyny.

 

Terminarz Ligi Narodów 2019:

1. tydzień (31 maja-2 czerwca): Grupa 1: Chiny (gospodarz), Niemcy, Iran, Włochy. Grupa 2: Argentyna (gospodarz), Bułgaria, Kanada, Portugalia. Grupa 3: Polska (gospodarz), USA, Brazylia, Australia. Grupa 4: Serbia (gospodarz), Francja, Rosja, Japonia.

2. tydzień (7-9 czerwca): Grupa 5: Chiny (gospodarz), Bułgaria, Polska, Francja. Grupa 6: Rosja (gospodarz), USA, Włochy, Portugalia. Grupa 7: Japonia (gospodarz), Argentyna, Brazylia, Iran. Grupa 8: Kanada (gospodarz), Niemcy, Australia, Serbia.

3. tydzień (1-16 czerwca): Grupa 9: Portugalia (gospodarz), Brazylia, Chiny, Serbia. Grupa 10: Bułgaria (gospodarz), Japonia, Włochy, Australia. Grupa 11: Iran (gospodarz), Kanada, Polska, Rosja. Grupa 12: Francja (gospodarz), Argentyna, USA, Niemcy

4. tydzień (21-23 czerwca): Grupa 13: USA (gospodarz), Japonia, Chiny, Kanada. Grupa 14: Włochy (gospodarz), Argentyna, Serbia, Polska. Grupa 15: Iran (gospodarz), Francja, Portugalia, Australia. Grupa 16: Brazylia (gospodarz), Bułgaria, Niemcy, Rosja.

5. tydzień (28-30 czerwca): Grupa 17: Australia (gospodarz), Argentyna, Chiny, Rosja. Grupa 18: Brazylia (gospodarz), Włochy, Kanada, Francja
Grupa 19: Bułgaria (gospodarz), Iran, Serbia, USA. Grupa 20: Niemcy (gospodarz), Japonia, Polska, Portugalia.

Turniej finałowy (10-14 lipca)
USA (gospodarz) plus pięć najlepszych drużyn z rundy zasadniczej.

FIVB nie poważa mistrzów świata

Międzynarodowa federacja siatkówki (FIVB) opublikowała zasady kwalifikacji do turnieju igrzysk 2020 roku w Tokio. Po raz kolejny olimpijskiego paszportu nie przyznano aktualnym mistrzom świata, czyli po raz drugi Polsce.

 

Władze międzynarodowej federacji siatkówki najwyraźniej uznają, że zwycięstwa w najważniejszych światowych imprezach nie powinny dawać żadnych przywilejów, a już zwłaszcza zapewniać udziału w igrzyskach olimpijskich. Skreśliły więc nie tylko aktualnych mistrzów świata, ale zmieniły też zasadę, że do turnieju olimpijskiego kwalifikują się dwa najlepsze zespoły z Pucharu Świata. Jedyną drogą do Tokio ma być udział w turniejach kontynentalnych i interkontynentalnych.

Nasi siatkarze będą mieli dwie szanse na wywalczenia awansu do IO 2020. Najpierw wezmą udział w turnieju interkontynentalnym, w którym o olimpijskie paszporty powalczą 24 najlepsze zespoły w aktualnym notowaniu światowego rankingu, który zostanie opublikowany w styczniu przyszłego roku. Polska na pewno będzie w jego czołówce, ale choć nasi siatkarze obronili mistrzowski tytuł, niekoniecznie znajdą się na pierwszym miejscu. Światowa federacja nie aktualizowała rankingu od połowy 2017 roku. Biało-czerwoni są w nim sklasyfikowani na trzecim miejscu, ale całkiem możliwe, że mimo obrony tytułu nie tylko że nie awansują, ale jeszcze spadną w zestawieniu. Stanie się tak, jeśli FIVB zdecyduje się usunąć z punktacji wyniki nieistniejących już rozgrywek Ligi Światowej i zastąpić je wynikami tegorocznej, pierwszej edycji Ligi Narodów. Byłoby to jednak ewidentnym nadużyciem władzy, albowiem rozgrywki LN nie były dostępne dla wszystkich, tylko dla drużyn wybranych arbitralnie przez federację. Innym pomysłem na zamieszanie w światowym rankingu jest redukcja punktów zdobytych w najstarszych rozgrywkach, między innymi w Pucharze Świata 2015.

Tak czy owak taki turniej kwalifikacyjny będzie równie trudną przeprawą jak mistrzostwa globu. W końcu rywalizować w nim będzie cała światowa czołówka. Nie można zatem wykluczyć, że ekipa Vitala Heynena w zmaganiach interkontynentalnych nie wywalczy przepustki do Tokio. W takiej sytuacji otrzyma drugą szansę w turnieju kontynentalnym. FIVB nie podała jeszcze dokładnych dat rozegrania wspomnianych turniejów.

Nasi siatkarze na razie nie przejmują się tymi kombinacjami, bo głowy mają zaprzątnięte rozgrywkami ligowymi. A także nasłuchiwaniem wieści ze sfer rządowych, bo w czwartek gazeta.pl rozpuściła plotkę, iż premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję o dofinansowaniu mistrzowskiej drużyny siatkarzy kwotą 15 mln złotych. Jedne źródła podają, że pieniądze trafia do PZPS z rezerwy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, inne, że kwotę tę wyłoży Orlen, który tyle miał łożyć na polską siatkówkę jako sponsor, ale kilka miesięcy przed mistrzostwami świata wypowiedział umowę. Szefowie koncernu paliwowego po sukcesie siatkarzy uznali to za błąd i są ponoć gotowi tak właśnie go naprawić.

 

Siatkarskie MŚ 2018: Powtórka z rozrywki

Cztery lata temu w katowickim Spodku reprezentacja Polski pokonała Brazylię w finale mistrzostw świata. W minioną niedzielę w Turynie kibice siatkówki mieli powtórkę z rozrywki, bo finale MŚ 2018 te dwie drużyny spotkały się ponownie.

 

Zanim jednak broniąca w Turynie mistrzowskiego tytułu reprezentacja Polski stanęła w szranki z aktualnymi złotymi medalistami olimpijskimi olimpijskimi, wcześniej musiała stawić czoła drużynie Stanów Zjednoczonych, uważanej za najlepszą obecnie na świecie. Biało-czerwoni nie wygrali z Amerykanami od Pucharu Świata w 2015 roku. Później mierzyli się z nimi czterokrotnie – dwa razy za trenerskiej kadencji Vitala Heynena, jeden raz pod wodzą Stephane’a Antigi i jeden raz za godnych zapomnienia rządów Ferdinando De Giorgiego. Wspólnym mianownikiem tych czterech meczów było to, że nasi siatkarze je przegrali. To właśnie Amerykanie zamknęli biało-czerwonym drogę do półfinału ostatnich igrzysk olimpijskich, wygrywając z nimi gładko 3:0. Nasi siatkarze mieli więc pełne prawo popaść w kompleks niższości wobec graczy z ekipy USA, albo też pałać do nich żądzą odwetu za doznane upokorzenia. Ku zaskoczeniu wszelkich ekspertów i większości fanów, serca polskich graczy zdominowało to drugie uczucie. Inna sprawa, że aktualnym mistrzom świata nie wypada wciąż przegrywać, nawet z tak dobrą drużyn jaką tworzą Amerykanie.

 

Ile razy można przegrywać?

Do półfinałowej potyczki tegorocznego czempionatu biało-czerwoni grali z Amerykanami 24 razy, połowę spotkań przegrywając, ale połowę jednak wygrywając . Niestety, w ostatnich latach to gracze zza oceanu regularnie udzielali im lekcji pokory. Nawet w 2014 roku, gdy nasz zespół zdobył prymat na świecie, to w drodze po tytuł z Amerykanami jednak przegrał. Od tamtej pory, z 11 rozegranych meczów o stawkę, tylko dwa zakończyły się wygraną polskiej drużyny. Wygrała z nimi w Krakowie w 2015 roku w jednym z dwóch meczów fazy interkontynentalnej Ligi Światowej oraz w Tokio w ostatniej edycji Pucharu Świata. Pozostałe potyczki nasi gracze kończyli na tarczy. Szczególnie bolesne okazały się porażki o brązowy medal Ligi Światowej w 2015 roku, wspomniana już na igrzyskach olimpijskich 2016 oraz w tegorocznym Final Six Ligi Narodów.
W światowym czempionacie nasi siatkarze rywalizowali z Amerykanami siedmiokrotnie. W dawnych czasach, w 1956, 1960, 1970 i 1974 roku, biało-czerwoni bili ich bez trudu. W czterech rozegranych meczach z nimi nasz zespół stracił ledwie dwa sety. Ale w „czasach nowożytnych” potyczki z nimi kończyły się na ogół sromotnymi porażkami (w 1986 i 2014). Zwycięstwo w półfinale tegorocznych mistrzostw świata było zatem pierwszym triumfem biało-czerwonych w starciach z Amerykanami w tych turniejach od 1974 roku.

W bułgarsko-włoskim turnieju Amerykanie byli niepokonani aż do trzeciej fazy turnieju, a nasz zespół po drodze zaliczył wpadki w spotkaniach z Argentyną i Francją. Ostatecznie biało-czerwoni awansowali do trzeciej rundy po wygranej 3:0 z Serbami, a potem znów zaliczył porazke w meczu z Włochami 2:3, chociaż bez konsekwencji, bo wcześniej ponownie ograł Serbów 3:0 i awansował do półfinału z pierwszego miejsca. Amerykanie natomiast wygrali z Rosją 3:0 i mając awans w kieszeni, w spotkaniu z Brazylia wystawili rezerwowy skład, który przegrał 0:3 i w efekcie ekipa USA w grupie I zajęła drugą lokatę, przez co trafiła w półfinale na Polaków. Niewykluczone, że taki miała zamiar licząc, że z nimi pójdzie jej łatwiej niż z Serbami.

 

Statystyki mówią prawdę

Ale z turniejowych statystyk wcale nie wynikało, że biało-czerwoni są jakoś wyraźnie słabsi od faworyzowanych Amerykanów, bo wprawdzie polski zespół ustępował im w ataku, ale był lepszy w grze blokiem. Spójrzmy, jak prezentowali się gracze obu zespołów w ogólnej turniejowej klasyfikacji: w kategorii najlepszy punktujący 6. był Aaron Russel, ale Bartosz Kurek siódmy wśród atakujących pierwszy był Matthew Anderson, a najlepszy z naszych, Artur Szalpuk, dopiero 13. Lecz wśród najlepiej blokujących wyżej był Michał Kubiak (4), a Maxwell Holt był piąty, wśród najlepiej serwujących Bartosz Kurek miał lepsze wyniki niż Taylor Sander, wśród najlepiej broniący Paweł Zatorski był wyżej od Erika Shoji. Na boisku to wszystko wyszło ja szydło z worka.

Po meczu amerykański portal „VolleyMob” narzekał, że Polacy wyeliminowali ich reprezentację głównie siłami dwóch graczy – Bartosza Kurka i Michała Kubiaka. Według statystyk zdobyli oni 65 procent punktów, wzięli na siebie 68 procent ataków i mieli ponad 50 procent skuteczności.

W niedzielnym finale większe szanse dawano jednak Brazylijczykom, dla których był to piąty z rzędu występ w decydującym meczu o mistrzostwo świata. Cztery lata temu z Polakami w Katowicach przegrali, teraz pałali żądzą rewanżu. „Dotarliśmy do finału w pięciu ostatnich edycjach czempionatu globu. Tylko nasza reprezentacja może się pochwalić takim osiągnięciem. Wystąpiliśmy też w czterech ostatnich finałach igrzysk olimpijskich i też tylko my tego dokonaliśmy. Mamy prawo oczekiwać od naszych zawodników zwycięstwa” – pisały przed meczem z Polską brazylijskie media. Spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania, podobnie jak wcześniejszy mecz o 3. miejsce USA – Serbia. Wrócimy do w następnym numerze.

Mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn 2018, reprezentacja Polski w siatkówce mężczyzn, Polska – USA 3:2, Brazylia – Serbia 3:0, Polska – Brazylia, Aaron Russel, Bartosz Kurek, Matthew Anderson, Artur Szalpuk, Michał Kubiak, Maxwell Holt, Taylor Sander, Paweł Zatorski, Erika Shoji, Vital Heynen, Jakub Kochanowski, VolleyMob,

 

Siatkarskie MŚ 2018: Kombinowanie się nie opłaca

Włosi podczas losowania grup trzeciej fazy mistrzostw świata zadbali, żeby nie trafić na zespoły USA, Rosji i Brazylii. Byli przekonani, że łatwiej im pójdzie w starciach z Serbami i Polakami. Ale już w środę ta kombinacja wyszła im bokiem.

 

Przed losowanie nawet nasi siatkarze prorokowali, że trafią do jednej grupy z Włochami i Serbami. Te przewidywania okazały się słuszne. Sama ceremonia wzbudziła kontrowersje już na samym początku. Przez pierwsze minuty nikt z obserwatorów nie potrafił się zorientować, na jakich zasadach drużyny zostają przydzielane do dwóch grup. Prowadzący losowanie kilkukrotnie wyjmowali i z powrotem wkładali do kulek kartki z nazwami zespołów. Nic dziwnego, że w komentarzach zarzucano później gospodarzom mistrzostw ustawienie losowania.

Włosi chcieli trafić do grupy z Polską i Serbią, bo z Rosjanami grali wcześniej i z nimi przegrali, a na Amerykanów nikt z uczestników turnieju nie chciał trafić, bo oni w tych mistrzostwach rozwalali wszystkich jak leci i do trzeciej fazy turnieju przeszli bez porażki. Zauważono, że najlepsze zespoły z drugich miejsc (Rosja i Serbia) zostały od razu przydzielone do grup. Dlaczego? Chodziło o to, żeby w losowaniu brały udział już tylko dwie, a nie trzy kulki. W dodatku kulki losowano ze szklanych, przezroczystych misek, a nazwy grup do kulek były wkładane na żywo, dzięki czemu znajdujący się przy stole przedstawiciel włoskiej federacji mógł bez problemu zapamiętać, w której kulce znajduje się która grupa. I zdaje się z tej możliwości bez żenady skorzystał.

Obecni na losowaniu dziennikarze dość szybko zorientowali się, że jest ono prowadzone nieuczciwie, dlatego poprosili Aleksandara Boricia, szefa Europejskiej Federacji Siatkówki, żeby na „sierotkę” wyciągającą kule z owych przezroczystych misek wybrać jakąś przypadkowe osoby z sali. W odpowiedzi usłyszeli, „byłoby to trudne”. Działacze światowej federacji nie zareagowali też na późniejsze negatywne komentarze na temat losowania, a w środę po meczu Włochy – Serbia cały zgiełk wokół tej sprawy ucichł.

Włosi przeliczyli się bowiem w swoich rachubach. W spotkaniu z Serbami nie rozpoczęli marszu po złoty medal, bo na oczach 12 tysięcy fanów ich siatkarze przerżnęli w kompromitującym stylu 0:3 (15:25, 20:25, 17:25). Tego samego dnia w drugiej grupie Rosjanie zmierzyli się ze skazywanymi powszechnie na pożarcie Brazylijczykami i chociaż prowadzili już z nimi w setach 2:0, ostatecznie przegrali mecz 2:3. Nic dziwnego, że te wyniki jeszcze bardziej rozpaliły emocje przed czwartkowymi spotkaniami.
Nasi siatkarze musieli stawić czoła nakręconym wygraną z Włochami Serbom, którzy jeszcze na dodatek pałali żądzą rewanżu za lanie 0:3, jakie Polacy sprawili im w poprzedniej rundzie. Ten „mecz prawdy”, który miał też dać odpowiedź na pytanie, co biało-czerwoni będą w stanie ugrać w Turynie, zakończył się po zamknięciu wydania, podobnie jak spotkanie Rosji z ekipą Stanów Zjednoczonych.

 

Polscy siatkarze powalczą o medale

Po przegranych meczach z Argentyną i Francją nasi siatkarze byli już jedną nogą za burtą mistrzostw świata. Mieli jednak szczęście, że decydujące o awansie do Final Six spotkanie grali z Serbami, którzy mieli już awans w kieszeni i nie zamierzali „umierać za Francję”.

 

Polski zespół po w pierwszej fazie mistrzostw był niepokonany w pięciu meczach i do kolejnej rundy awansował z kompletem punktów. Dlatego takim wielkim rozczarowaniem były dwie porażki biało-czerwonych z Argentyną (2:3) i Francją 1:3, tym bardziej bolesne, że poniesione w fatalnym stylu. Finezja, polot i siła naszych siatkarzy gdzieś zniknęły i zamiast zespołu widzieliśmy na parkiecie grupkę zagubionych i niezdolnych do podjęcia walki młodych mężczyzn. Ale w spotkaniu z Serbią wrócił do drużyny jej kapitan Michał, który wcześniej borykał się z kłopotami zdrowotnymi, a wraz z nimi do pozostałych graczy wróciły odwaga i wiara w swoje możliwości.

Na Serbów rzucili się z zaciekłością, jakby nie do końca ufali sygnałom, że rywale nie będą walczyć na sto procent. I na pożegnanie Warny i w ogóle bułgarskiej części mistrzostw Polacy rozegrali fantastyczne spotkanie, w którym przypomnieli rywalom, że są aktualnymi czempionami globu. „Mecz z Argentyną nam nie wyszedł przez różne względy. Meczu z Francją nie liczę. Dla mnie tego spotkania nie było. Z Serbią zagraliśmy bardzo dobrze. Nie wiem, czy rywale, nawet gdyby grali na maksa, daliby nam radę. W naszej kadrze nie ma chyba ani jednego zawodnika, któremu wystarczałby tylko awans do czołowej szóstki turnieju. Mamy w swojej karierze jako zespół lepsze występy. Wszyscy chcemy więc walczyć o jak najwyższe cele, czyli inaczej mówiąc, po prostu o medale” – powiedział po meczu Fabian Drzyzga.

 

Lekkie pretensje Francuzów

Największymi poszkodowanymi po meczu Polska – Serbia byli jednak nie ośmieszeni wysoka przegraną rywale biało-czerwonych, lecz reprezentacja Francji. Trójkolorowi pogubili punkty już w pierwszej rundzie bułgarsko-włoskiego turnieju. Na otwarcie drugiej fazy rywalizacji przegrali z Serbią 2:3 i wydawało się, że mogą już pakować walizki. Tymczasem pomocną dłoń wyciągnęli do nich Polacy, którzy niespodziewanie ulegli Argentynie 2:3, a potem przegrali także z Francuzami, co otworzyło przed trójkolorowymi drzwi do następnej rundy zmagań. To jednak zależało od wyniku potyczki Polaków z Serbami. Tylko zwycięstwo zespołu prowadzonego przez trenera Nikolę Grbicia dawało im awans. Serbowie mieli już miejsce w finałowej szóstce zapewnione wcześniej, co widać było na boisku, bo przegrali gładko w trzech setach do 17, 16 i 14.

Pojawiły się potem głosy, głównie we francuskich mediach, że serbski zespół dał się pokonać celowo, bo dzięki temu upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – wyeliminował z rywalizacji mocniejszą od Polaków w powszechnym mniemaniu ekipę Francję, a po drugie nie trafił w trzeciej rundzie na drużyny Rosji i USA. „Spodziewaliśmy się takiego rozstrzygnięcia. Polska grała o awans, a Serbia o nic. To frustrujące, ale to nasza wina, bo wcześniej wszystko zależało od nas. To pokazuje, jak duże znaczenie mają pierwsze mecze w takim turnieju” – skomentował wynik rywalizacji w grupie trener Francuzów Earvin N’Gapeth. „Wszyscy jesteśmy rozczarowani i bardzo źli, bo przegraliśmy trzy mecze po 2:3, a mogliśmy je wygrać. W takim turnieju to niewybaczalne. Frustrujące jest to, że odpadliśmy, chociaż mamy zespół, który stać na wiele więcej” – dodał lider drużyny, przyjmujący Earvin N’Gapeth.

 

Losowanie po włosku

Tak więc to Serbowie i Polacy dołączyli do zespołów Włoch, Rosji, USA i Brazylii. Te sześć reprezentacji od środy do niedzieli bić się będzie o medale. Decydująca faza rywalizacji odbędzie się w Turynie. Sześć drużyn zostało w wyniku losowania podzielonych na dwie grupy. Włosi zadbali, żeby nie trafić na niepokonanych w turnieju Amerykanów, a także na aktualnych mistrzów olimpijskich Brazylijczyków i aktualnych mistrzów Europy Rosjan. Widać uznali, że łatwiej im pójdzie z broniącymi tytułu mistrzów świata Polakami oraz Serbami i upakowali obie te ekipy ze swoim zespołem w grupie J, zaś do grupy I wsadzili trzy potęgi – Brazylię, USA i Rosję. No cóż, gospodarzom jak wiadomo nawet ściany pomagają.

Nasi siatkarze zgodnie zapewniali, że teraz jest im już kompletnie obojętne na kogo trafią w decydującej fazie imprezy. Selekcjoner serbskiej reprezentacji Nikola Grbić przekonywał natomiast, że bardzo by chciał trafić ponownie na Polaków, żeby zrewanżować im się za lanie w Warnie. Będzie miał do tego okazję już w czwartek.

Wszystkie spotkania w decydująca fazie mistrzostw świata odbędą się w Turynie. Od środy do piątku zostaną rozegrane mecze grupowe, a w tej fazie już wyniki w poprzednich rundach mistrzostw nie będą liczone. W sobotę zaplanowano spotkania półfinałowe, a w niedzielę cztery najlepsze zespoły powalczą o medale.

 

Terminarz 3. fazy MŚ 2018:

(wszystkie mecze w Turynie)

Środa 26 września:
Brazylia – Rosja (grupa I), godz. 17:00;
Włochy – Serbia (grupa J), godz. 21:15;

Czwartek 27 września
USA – Rosja (grupa I), godz. 17:00;
Polska – Serbia (grupa J), godz. 20:30;

Piątek 28 września
Brazylia – USA (grupa I), godz. 17.00;
Włochy – Polska (grupa J), godz. 21.15;

Sobota 29 września:
Mecze 1/2 finału: 1. zespół z gr. J – 2 zespół z gr. I; 2. zespół z gr. J – 1 zespół z gr. I;

Niedziela 30 września:
Finał i mecz o 3. miejsce.

MŚ 2018 w siatkówce mężczyzn: A tak pięknie zaczęli

Nasi siatkarze przeszli przez I rundę mistrzostw świata jak burza, co zrodziło w kibicach wiarę, że bułgarsko-włoskim czempionacie będą w stanie obronić tytuł. Ale po porażkach z Argentyną i Francją już mało kto liczył, że pokonają Serbię i awansują do kolejnej fazy turnieju.

 

Biało-czerwoni pierwszą fazę bułgarsko-włoskiego czempionatu rozpoczęli od pięciu kolejnych zwycięstw i awansowali do drugiej fazy zmagań z kompletem punktów. W miniony piątek nasz sen o potędze rozwiał się jednak jak dym, bo podopieczni trenera Vitala Heynena niespodziewanie przegrali z Argentyną 2:3. A że Serbowie pokonali Francję, bezpieczna przewaga punktowa jaka mieli nad nimi biało-czerwoni mocno stopniała. W sobotę sytuacja naszej drużyny zrobiła się jeszcze gorsza, bo przegrali z Francuzami 1:3. Była to pierwsza porażka Polaków z trójkolorowymi w historii ich potyczek w mistrzostwach świata. W niedzielę biało-czerwonych czekała ostatnie starcie w tej fazie mistrzostw, z rozpędzoną reprezentacją Serbii. Nasi siatkarze wciąż jeszcze mogli wywalczyć awans z pierwszego miejsca, ale musieli ten mecz koniecznie wygrać za trzy punkty.
Nikt nie liczył, że Francuzi przegrają z Argentyńczykami, a tylko taki wynik dawał naszej drużynie awans z drugiego miejsca nawet w przypadku porażki z Serbami. Ekipa „Les Blues” rozwiała te nadzieje gromiąc „Albicelestes” i biało-czerwoni musieli jednak stanąć do walki „o wszystko”.

Eksperci nie dawali im większych szans. Pomijając fakt, że po dwóch porażka byli kompletnie rozbici psychicznie i na parkiecie wyglądali jak ostatnie siatkarskie łamagi, to na domiar złego z Serbami w ostatnich czterech latach nie mieli dobrego bilansu. Prawdę mówiąc, mieli ten bilans fatalny. W 2015 roku nasz zespół przegrał z nimi w turnieju finałowym Ligi Światowej 2:3, potem co prawda pokonał ich w eliminacjach do igrzysk 2016 roku, ale później przyszły dwie porażki w Lidze Światowej 2016, jedna w Memoriale Wagnera i na otwarcie mistrzostw Europy 2017 na Stadionie Narodowym (0:3).Po raz ostatni nasz zespół zmierzył się z ekipą Serbii w tegorocznej edycji Ligi Narodów i choć po wyrównanej walce, to jednak przegrał z nią 0:3 (23:25, 23:25, 23:25).

Po wygranych 3:2 z Francją i 3:0 z Argentyną Serbowie mieli już awans w kieszeni, więc na pokonaniu Polaków specjalnie im nie zależało, chociaż w przypadku wygranej mogli przejść do kolejnej fazy mistrzostw z pierwszego miejsca. Ale tedy wraz z nimi awansowaliby Francuzi, w tym momencie zespół znacznie bardziej konkurencyjny w walce o medale niż Polacy, co mogło zrodzić pokusę odpuszczenia meczu z biało-czerwonymi. Czy tak się stało nie wiemy, bo niedzielny mecz Polska – Serbia zakończył się po zamknięciu wydania. Wrócimy do niego w kolejnym numerze.

 

Narodziny siatkarskiej gwiazdy

Jakub Kochanowski przebojem wdarł się na siatkarskie salony. 21-letni siatkarz zdobył decydujące punkty dla naszej reprezentacji w spotkaniach z Iranem i Bułgarią, najmocniejszymi jak dotąd przeciwnikami biało-czerwonych.

 

Nasi siatkarze awansowali do kolejnej fazy mistrzostw świata z kompletem punktów. Taki wynik osiągnęły jeszcze tylko zespoły USA i Włoch. Biało-czerwoni kolejną rundę turnieju rozegrają w Warnie. Czekają ich potyczki ze znacznie bardziej wymagającymi rywalami, niż mieli w pierwszej fazie, nie wyłączając Irańczyków i Bułgarów. Mecze z tymi zespołami nasz reprezentacja wygrała pewnie. Iran to przeciwnik dla Polaków od pewnego czasu niewygodny, ale w Warnie pokonali ten zespół bez straty seta. Z współgospodarzami imprezy, Bułgarami, też zwycięstwo ekipy Vitala Heynena nie było zagrożone, chociaż nasi rywale zdołali urwać seta. „To był najtrudniejszy jak dotąd dla nas mecz. Myśleliśmy, że sam się wygra” – przyznał szczerze trener Heynen.

Na szczęście w końcówkach obu tych spotkań uaktywnił się nieprawdopodobny siatkarski talent Jakuba Kochanowskiego. Lider naszej mistrzowskiej drużyny juniorów w ubiegłego roku z impetem wkroczył w świat dorosłej siatkówki i znakomicie wkomponował się w zespół, który pod wodzą belgijskiego selekcjonera przystąpił w Warnie do obrony mistrzowskiego tytułu wywalczonego cztery lata temu w Polsce.

 

Ten Kochanowski jest boski

Kochanowski znakomitą zagrywką w końcówce trzeciego seta rozbił Irańczyków, a potem niemal to samo powtórzył w decydującej partii meczu z Bułgarami. Trener Heynen nie raczył jednak publicznie pochwalić rewelacyjnego młokosa. Na pytanie jak ocenia rewelacyjną grę Kochanowskiego, skrzywił się tylko i uciął temat. „Nie będę mówił o indywidualnościach. Mamy 14-osobową kadrę i to jest zwycięstwo całej tej grupy.

Sam Kochanowski też chyba jeszcze nie czuje się w roli gwiazdy, bo w każdej wypowiedzi skwapliwie pomniejsza swoje zasługi i podkreśla wkład całej drużyny. Nawiasem mówiąc pozostali kadrowicze, nie wyłączając tuzów w rodzaju Michała Kubiaka i Bartosza Kurka, robią to samo, co dowodzi, że nasi reprezentanci mimo różnic wiekowych tworzą zgraną paczkę. Nie jest to dobra wiadomość dla ich rywali, także tych, z którymi im przyjdzie walczyć w drugiej fazie mistrzostw.

A zrządzeniem losu biało-czerwoni trafili do grupy H, w której przyjdzie im od piątku rywalizować naprawdę mocnymi przeciwnikami. Serbia, która minimalnie przegrała z niepokonaną jak dotąd ekipą USA 2:3, w pierwszej fazie ograła Kamerun (3:0), Tunezję(3:1), Australię (3:1), a na koniec w tie-breaku pokonała mocną Rosją 3:2. Drugi z rywali biało-czerwonych, Francja, awansowała z 3. pozycji w grupie B. Ekipa trenera Laurenta Tillie zaczęła od wygranej z Chinami 3:0, ale przegrała z Brazylią i Holandią po 2:3, po drodze pokonując Egipt 3:0 i Kanadę 3:1.

Czwartym zespołem w grupie H jest Argentyna, z którą Polacy zagrają już w piątek 21 września. „Albicelestes” w pierwszej fazie przegrali z Belgią 1:3, wygrali z Dominikaną 3:0, przegrali 1:3 z Włochami, wygrali ze Słoweńcami po tie-breaku i na koniec przegrali z Japonią 2:3. W awansie do trzeciej fazy turnieju najpierw brane pod uwagę są zwycięstwa odniesione przez poszczególne drużyny, a dopiero potem punkty. Do następnej rundy przechodzą liderzy z czterech grup oraz dwa najlepsze drużyny z drugich miejsc. Nasza drużyna zacznie w piątek od meczu z Argentyną, w sobotę zagra z Francją, a w niedzielę z Serbią. Wszystkie mecze rozpoczną się o 19:40, transmisje w TVP i Polsacie.

 

Podział na grupy w II fazie MŚ

Grupa E (Mediolan)
Włochy – 1. miejsce w grupie A
Holandia – 2. miejsce w grupie B
Rosja – 3. miejsce w grupie C
Finlandia – 4. miejsce w grupie D
Grupa F (Bolonia)
Brazylia – 1. miejsce w grupie B
Belgia – 2. miejsce w grupie A
Słowenia – 3. miejsce w grupie A
Australia – 4. miejsce w grupie C
Grupa G (Sofia)
USA – 1. miejsce w grupie C
Iran – 2. miejsce w grupie D
Bułgaria – 3. miejsce w grupie D
Kanada – 4. miejsce w grupie B
Grupa H (Warna)
Polska – 1. miejsce w grupie D
Serbia – 2. miejsce w grupie C
Francja – 3. miejsce w grupie B
Argentyna – 4. miejsce w grupie A

 

Klasyfikacja MŚ po I fazie grupowej

Grupa A:
M Z-P Sety Pkt
1. Włochy 5 5-0 15:2 15
2. Belgia 5 3-2 11:8 10
3. Słowenia 5 3-2 12:10 9
4. Argentyna 5 2-3 10:11 6
5. Japonia 5 2-3 8:11 5
6. Dominikana 5 0-5 1:15 0
Grupa B:
1. Brazylia 5 4-1 13:6 11
2. Holandia 5 4-1 12:8 11
3. Francja 5 3-2 13:7 11
4. Kanada 5 3-2 11:7 9
5. Egipt 5 1-4 4:13 3
6. Chiny 5 0-5 3:15 0
Grupa C:
1. USA 5 5-0 15:5 13
2. Serbia 5 4-1 14:7 12
3. Rosja 5 3-2 12:6 10
4. Australia 5 2-3 9:11 7
5. Kamerun 5 1-4 4:12 3
6. Tunezja 5 0-5 2:15 0
Grupa D:
1. Polska 5 5-0 15:3 15
2. Iran 5 4-1 12:7 11
3. Bułgaria 5 3-2 11:6 9
4. Finlandia 5 2-3 9:12 6
5. Kuba 5 1-4 6:13 3
6. Portoryko 5 0-5 3:15 1

 

Nie opłaca się kombinować w siatkarskich mistrzostwach świata

Polscy siatkarze w przedostatnim meczu pierwszej fazy mistrzostw świata wygrali z Iranem 3:0 i umocnili się na prowadzeniu w grupie, ale we wtorkowym meczu z Bułgarią też mieli o co grać, bo organizatorzy mistrzostw zmienili regulamin i teraz wynik każdego meczu ma znaczenie.

 

Po trzech pojedynkach z niżej notowanymi rywalami, znakomitej przystawce do dania głównego, w poniedziałek dla polskich mistrzów świata w zasadzie rozpoczął się mundial. Nie ujmując nic naszym trzem pierwszym rywalom, z którymi Polacy pewnie wygrali trzy pierwsze mecze w Pałacu Kultury i Sportu w Warnie, w starciu z Iranem mieliśmy poznać faktyczną wartość reprezentacji Vitala Heynena i zweryfikować jej szanse na walkę o medale. Zwycięstwo dawało naszym siatkarzom komplet punktów, cenną zdobycz w kontekście zmagań w kolejnej rundzie oraz trzy „oczka” przewagi nad współgospodarzami mistrzostw Bułgarami, z którymi biało-czerwoni zagrali we wtorek w ostatnim meczu w grupie D.

Przed ostatnią kolejką pierwszej fazy czempionatu działacze FIVB podjęli decyzje, które w ich mniemaniu mają zapobiec odpuszczaniu meczów w ostatniej kolejce w celu zajęcia miejsca zapewniającego dalszą rywalizację w gronie słabszych zespołów. System awansów i schemat podziału na grupy jeszcze przed zakończeniem zmagań nagle przestał się podobać oficjelom ze światowej federacji.

Kto z kim nie chciałby lub chciałby zagrać, które miejsce bardziej opłaca się zająć – tego typu kombinacje i kalkulacje były integralna częścią rywalizacji od zawsze, ale teraz FIVB nagle postanowiła zapobiec tym niesportowym zagrywkom. Polacy nie zamierzali jednak bawić się kombinacje, tylko awansować z kompletem zwycięstw. Podobnym bilansem co oni legitymowali się jeszcze tylko Włosi i Amerykanie.

W drugiej części rywalizacji podczas mundialu szesnaście najlepszych reprezentacji zostanie przydzielonych do 4 grup (E, F, G, H), w których każdy zmierzy się z każdym. O tym, do której grupy trafi dana ekipa, będzie decydowało miejsce w grupie w I fazie imprezy. Jednakże, jeżeli do tego etapu zmagań z miejsca 1, 2 lub 3 w swojej grupie awansują współgospodarze, czyli Włosi oraz Bułgarzy, zagrają oni przed własną publicznością odpowiednio w Mediolanie i Sofii . Zespoły z grupy D z pierwszej, drugiej i trzeciej lokaty pozostają w Bułgarii, ekipa z czwartej pozycji przeniesie się do Włoch. Do trzeciego etapu mundialu awansuje sześć reprezentacji: czterech zwycięzców grup i dwie najlepsze drużyny z drugich miejsc, przy czym przy ustalaniu końcowej kolejności w grupach będą brane pod uwagę wyniki uzyskane w I i II fazie turnieju.

Trzecia faza mistrzostw odbędzie się w Turynie. Sześć drużyn zostanie przydzielonych do dwóch grup (I i J), w których każdy zagra z każdym. Faza finałowa także zostanie rozegrana w Turynie. Półfinały odbędą się 29 września, a następnego dnia zostaną rozegrany finał i mecz o 3. miejsce.