Bigos tygodniowy

Od poprzedniego Bigosu upłynęło nieco więcej niż zazwyczaj czasu, więc mogłoby się wydawać, że Bigos zdoła w międzyczasie dojść do siebie w kwestii głosowania Lewicy nad Europejskim Funduszem Odbudowy. Udało się częściowo. Ludzkie pojęcie przechodzi, jaki zamęt dealu Lewicy z PiS zapanował w Bigosie, jakie bicie się z własnymi myślami on przeżył. Po pierwsze, dla patrioty Lewicy fakt, że porozumiała się ona z bandyckim i oszukańczym wrogiem, z katami kobiet i grabarzami resztek ich praw, z niszczycielami praworządności, był sam w sobie koszmarny. Gdy Bigos słyszy „PiS”, dostaje bielma na oczach z wściekłości (nie ma rewolweru do odbezpieczenia), a tu Lewica się z nimi układa. Po drugie, Bigos jest tylko człowiekiem, więc potężny atak na Lewicę ze strony tzw. liberalnych mediów, te frazy o zdradzie w ogólności, zdradzie kobiet w szczególności, o pakcie Ribbentrop-Mołotow i przejściu wojsk Jagiełły na stronę Krzyżaków jakieś wrażenie musiały na nim wywrzeć. Po trzecie, już sama tylko wizja (najprawdopodobniej całkowicie nierealna), że można by stworzyć Techniczny Rząd Tymczasowy i na zbity pysk, na dzień dobry, wyrzucić z TVP tych wszystkich pisowskich propagandystów z Holecką, Klarenbachem, Karnowskimi, Łęskim czy Adamczykiem i resztą, podziałał na Bigos jak afrodyzjak. Jeśli do tego dodać, że sceptycznie o decyzji Lewicy wypowiedziało się też m.in. także kilkoro działaczy terenowych formacji (Łódź), bardzo lubiany przez Bigos Ogólnopolski Strajk Kobiet, a także skrzywdzeni przez PiS emeryci mundurowi oraz poseł Rozenek – dopełniło to miary w tej materii pomieszania. Do tego doszła ogólna narracja, że deal Lewica-PiS przedłuży władzę tej partii. Słowem: horror, nic tylko się powiesić. Kiedy jednak Bigos z tych pierwotnych emocji nieco ochłonął, zaczął się zastanawiać nieco bardziej na chłodno, że sama tylko miła sercu narracja „z bandytami się nie negocjuje”, w realnej polityce nie wystarczą. I mniejsza już o to, że Koalicja Obywatelska, która oczekiwała lojalności od Lewicy, nie okazała jej lojalności podczas głosowania nad kandydaturą Piotra Ikonowicza na stanowisko RPO. Mniejsza o to, że w roli obrońców praw kobiet Platforma jest bardzo świeża i mało wiarygodna. I nawet mniejsza o to, że KO traktowała Lewicę dotąd jak hetkę-pętelkę. Bigos najbardziej obawia się, że ów deal może przynieść Lewicy uszczerbek i rzeczywiście może przyczynić się do przedłużenia mafijnych rządów PiS. „Mafia pozostanie mafią, nawet jeśli Lewica grzecznie naciśnie guzik” – napisał OSK. Bigos boi się też millerowskiego „efektu Ogórka”, który tak bardzo kilka lat temu zaszkodził Lewicy. Ten pejzaż zamętu jest tak rozległy, że aby go tu kompletnie odmalować, Bigos musiałby zająć co najmniej dwie, a może i trzy kolumny „Dziennika Trybuna”. Reasumując: Bigos już, już miał rozłożyć ramiona w geście bezradności i powtórzyć za Gombrowiczem: „Nie jestem ja aż tak szalony abym co mniemał, albo i nie mniemał”, gdy w tej okropnej prostracji, w ostatniej niemal chwili przyszły Bigosowi w sukurs przedwczorajsze Flaczki. Dokonana przez nie precyzyjna analiza sytuacji przemówiła Bigosowi do przekonania. Flaczki nie tylko klarownie uwypukliły racjonalne przesłanki decyzji Lewicy (m.in. podkreśliły mirażowy, fantasmagoryczny charakter pomysłu rządu technicznego od Lewicy do Konfederacji i może z Gowinem na dokładkę), ale do tego wyciągnęły z tej analizy dość optymistyczną konkluzję, którą w uproszczeniu i skrócie można sprowadzić do wniosku, że Lewica złożyła na obliczu PiS „pocałunek śmierci”, który w dalszej konsekwencji osłabi jego władzę. Nic tylko marzyć, aby ta prognoza się spełniła. Zatem na ten moment, póki co, ciągle przykładając mokry ręcznik do skołowanej głowy i ciągle nie mogąc (sorry) do końca wyzbyć się wątpliwości, czy aby na pewno nie zrobiła błędu, Bigos postanowił wierzyć w mądrość polityczną Lewicy (a ma inne wyjście?) i trzymać się omdlałymi dłońmi wykładni sformułowanej przez Flaczki. A jak będzie, czas pokaże. Ufff!


Mniej więcej w tym samym czasie, w którym toczyły się wyżej wzmiankowane wypadki, jako „w czystej postaci państwo policyjne” określił państwo PiS ex-solidaruch i ex-pisowiec Marian Banaś, prezes NiK. Nic dodać nic ująć. Niezależnie od tego, co ma za paznokciami sam „pancerny Marian”, ten od pokoi na godziny oraz niezależnie od całego kontekstu sprawy, to jako bądź co bądź prezes Najwyższej Izby Kontroli wie on dobrze, co mówi.


Negatywnym skutkiem ubocznym tego, co się stało między PiS a Lewicą, jest występująca w pisowskich szczujniach ekspresja serdecznych afektów pod adresem „postkomunistów”. Chwalą Lewicę rozmaite pisowskie indywidua, od Wildsteinów, poprzez Janeckich, Klarenbachów, Holeckie, po resztę towarzystwa, poruczników Karnowskich nie wyłączając. Jako związany z Lewicą czuję się molestowany przez niechcianych adoratorów obśliniającymi całusami i obmacywankami. Łapy przy sobie!


PiS konsekwentnie olewa wyroki sądów. Mimo sądowego zabezpieczenia, w zarządzie Polska-Press są już tylko pisowcy, a namiestniczka Kania robi czystki wśród redaktorów naczelnych. PiS chytrym zabiegiem przejmuje Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie. Nie ma dnia bez jakiegoś przecherstwa, oszustwa, czy bezczelności PiS. Czarnek zamierza okrężną drogą wprowadzić de facto przymus uczęszczania przez uczniów na katechezę, a Babcia Basia została niedawno haniebnie zmaltretowana przez policjantów. Czyli po staremu.


Nie słabnie obłąkańcza kampania religijnego terroru. Prokuratura warszawska podjęła czynności w sprawie „obrazy uczuć religijnych”, bo ktoś gdzieś opublikował słowa papieża Franciszka na tle barw tęczy. Z kolei grupa Godek skierowała do prokuratury lubelskiej podobne oskarżenie w sprawie plakatu tamtejszej artystycznej Galerii Labirynt, na którym młoda kobieta zjada jakieś mięso, podobno polędwicę. Zdaniem godkowców jest to polędwica z dziecka poczętego. Natomiast w Oleśnicy, po tym jak tamtejsza rada miejska zakazała rajdów przez miasto tzw. ciężarówki antyaborcyjnej, wojewoda uchylił zakaz motywując to koniecznością respektowania wolności wyrażania poglądów. I to są całe pisiory. Gdy im coś nie odpowiada ideologicznie, n.p. barwy tęczy czy błyskawica Strajku Kobiet, to zwalczają to wszelkimi dostępnymi środkami nie bacząc na konstytucyjną wolność ekspresji. Gdy natomiast coś im odpowiada, to bronią tego zacięcie. Czysta moralność Kalego.


Pierwszy Gamoń RP, mówiąc o powstaniu śląskim pomylił „insurekcję” z „rezurekcją”. Bo to nie tylko Gamoń, ale i Dewot, więc ciągle mu rezurekcje w głowie.

Gospodarka 48 godzin

Podatnicy dla o. Rydzyka
325 milionów złotych z państwowej kasy otrzymał w czasach rządów PiS ojciec Tadeusz Rydzyk na swoją działalność – policzył Oko.press. Najbardziej hojne jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego, które na propagandę ojca Rydzyka przekazało od 2015 roku kwotę 185 mln zł z pieniędzy podatników. Nieco mniej, bo 74 mln zł przelał Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki. Trzecie miejsce na podium zajął Zbigniew Ziobro. Za poparcie redemptorysty, tak ważne dla istnienia politycznego Zbigniewa Ziobry, minister i prokurator generalny zapłacił 26 mln zł z pieniędzy podatników. Przeciwnik ministra sprawiedliwości, premier Mateusz Morawiecki, wbrew pozorom jest tu w trudniejszej sytuacji. Wprawdzie kieruje całym rządem, ale nie stoi na czele konkretnego ministerstwa, za pośrednictwem którego mógłby przekazywać pieniądze Polaków na cele ojca Rydzyka. Ma jednak do dyspozycji ich środki, którymi zarządza jego kancelaria – i właśnie z kancelarii premiera przekazano 8 mln zł na huczne urodziny radia ojca Rydzyka. Resztę środków, składających się na wspomnianą kwotę 325 mln zł zapłaciły inne urzędy i firmy państwowe.

Nie wiedziała, co czyni?
Organizacje pozarządowe (oczywiście z wyjątkiem tych opanowanych przez klientów Prawa i Sprawiedliwości) apelują do I Prezes Sądu Najwyższego o wycofanie z Trybunału Konstytucyjnego wniosku w sprawie zbadania konstytucyjności przepisów ograniczających dostęp do informacji publicznej. Wiadomo, że TK, który orzeka zgodnie z oczekiwaniami obecnej władzy, zdecyduje, iż te przepisy są zgodne z Konstytucją, co oznaczać będzie faktyczny koniec dostępu do informacji publicznej. Wprawdzie także i Sąd Najwyższy został przejęty przez PiS, jednak wśród przedstawicieli niezależnych organizacji pozarządowych istnieje jeszcze cień przekonania, być może nieuzasadnionego, że SN wraz ze swoją szefową będzie bronił prawa i dobra obywateli – a nie dobra władzy. Stowarzyszenie Dziennikarzy RP uważa, że dziennikarzom, a w szczególności reporterom i publicystom śledczym, I prezes SN zamierza założyć knebel, ale być może podświadomie. Jest to więc próba umożliwienia pani I Prezes SN wyjścia z twarzą z obecnej sytuacji, poprzez sugerowanie, że nie wiedziała ona co czyni i miała ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia swego czynu oraz kierowania własnym postępowaniem. Nie wiadomo jednak, czy pani Małgorzata Manowska zechce skorzystać z tego koła ratunkowego. Twierdzi ona, że jawność nie ma pierwszeństwa przed prawem do prywatności i ochroną danych osobowych (co w tym przypadku oznacza ochronę interesów władzy). Nie uważa też, że jej wniosek uderza w fundamenty ustawy,w której zawarte są podstawowe prawa obywatelskie do jawności życia publicznego. Skutki czynu pani Małgorzaty Manowskiej już widać. Jak twierdzi SDRP, wiele instytucji publicznych niemal natychmiast po ujawnieniu informacji o złożeniu przez nią wniosku do TK zaczęło ograniczać dostęp do informacji publicznej lub odmawiać udzielania informacji do czasu opublikowania orzeczenia Trybunału. Słuszne są więc obawy, że po orzeczeniu TK będziemy mogli zapomnieć o ujawnianiu błędów władzy i różnych przekrętów w instytucjach oraz firmach państwowych.

Bigos tygodniowy

Część stacji telewizyjnych pokazała wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, jak z powagą, zza maseczki, opowiadał o najważniejszej decyzji Dudy w drugiej kadencji. Łamiącym głosem, nieomal ze łzami w oczach dziękował mu za otwarcie możliwości poszusowania na Podhalu, ale nie tylko. Dla przypomnienia Gowin, wicepremier z Krakowa, kilka dni wcześniej poinformował publikę, że stoki narciarskie będą zamknięte, ze względu na szalejącą pandemię. Jak się okazało tylko mu się tak wydawało, żartował. Z rozkoszną szczerością przyznał na oczach i uszach telewidzów, że zadzwonił do niego Duda i oświadczył stanowczo, że w żadnym razie nie zaakceptuje zamknięcia stoków. I proszę, stoki narciarskie będą otwarte mimo szalejącej pandemii. Byłoby śmiesznie, gdyby nie było strasznie.


Nie tylko Marszałek Czarzasty zauważył wiekopomną decyzję pierwszego narciarza RP. Odezwał się Terlecki Ryszard, kiedyś wolny człowiek z Krakowa, dzisiaj niefajny pisowski wicemarszałek Sejmu, choć trzeba przyznać, że czasami szczery. Nie ukrywał, że Duda jest „miłośnikiem narciarstwa, więc zrozumiałe, że jest zainteresowany tym, żeby wyciągi działały”. Lud walczy o przetrwanie, ciężko jest, ale zawsze dzięki Dudzie może sobie wyskoczyć rankiem na relaks w góry, a wieczorkiem ściągnąć do domu, bo w górach hotele, tak jak w całej Polsce, zamknięte.


Dzielna policja państwowa ścigając groźnych bandytów, w osobach między innymi studentów, uczestniczących w demonstracji Strajku Kobiet wdarła się na teren Politechniki Warszawskiej. Rektor uczelni prof. Krzysztof Zaremba zażądał pilnych wyjaśnień od Komendanta Stołecznego Policji nadinspektora Dobrodzieja Pawła, zwracając uwagę, że takich aktów naruszeń autonomii uczelni nie notowano od wielu lat. Ten aspirujący podobno do roli pierwszego policjanta RP funkcjonariusz wydał z siebie pismo, z którego treści wynika że:”Policjanci, którzy dostali się na teren Politechniki Warszawskiej opuścili go niezwłocznie po tym, gdy zostali poinformowani o fakcie przebywania w jej obrębie. Nie zmienia to faktu, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca”. No, cóż święta prawda panie Dobrodzieju, tylko dlaczego policjanci w ogóle wchodzili na teren uczelni, czyżby mieli braki w wyszkoleniu? A gdzie byli dowódcy tej udanej akcji, czyżby też mieli braki w wyszkoleniu? Bo przecież trudno uznać, za nieocenionym rzecznikiem KSP Marczakiem Sylwestrem, że to nieznajomość topografii spowodowała ten skandaliczny najazd na teren uczelni i pogwałcenie prawa.


Pandemia trwa, umierają pacjenci, ale umierają także medycy. W minionym tygodniu podano, że w czasie zarazy zmarło już 43 lekarzy, 32 pielęgniarki, 6 dentystów, 3 farmaceutów, 2 ratowników medycznych i 2 położne. Lista nieobecności budzi grozę, a uniki pisowskiej władzy nie chcącej płacić godziwie przedstawicielom służby zdrowia, walczącym o nasze zdrowia na pierwszej linii, oburzenie. Czy naprawdę państwa polskiego, które według rządzących jest potęgą gospodarczą, mogącą sobie poradzić choćby bez unijnych funduszy, nie stać na to, aby ludziom codziennie ryzykującym życie i zdrowie, po prostu uczciwe płacić?


Europa przygotowuje się do rozpoczęcia szczepienia na Covid -19. W tym tygodniu szczepienia zaczęli Brytyjczycy, w drugiej połowie grudnia szczepienia zaczynają Francuzi, Niemcy będą szczepić od połowy stycznia 2021 roku. A my? No cóż, najpierw z ust Mateo naród usłyszał, że 18 stycznia 2021r. zaczynamy Narodowy Program Szczepień (NPS), ale nie minął nawet tydzień i koncepcja się zmieniła, teraz szczepienia rozpoczniemy na przełomie stycznia i lutego 2021 roku. Trudno jakoś w to uwierzyć, tym bardziej gdy zerknie się na nielubianego sąsiada z zachodu. Niemcy już w październiku mieli precyzyjne plany odnośnie przeprowadzenia styczniowej akcji. My-dumni Polacy natomiast jesteśmy w przysłowiowym proszku, nie mamy tak naprawdę żadnego planu, bo i po co? Chłodziarki, w których ma być przechowywany preparat kupi się od handlarza bronią, tylko jak załatwić lekarzy i pielęgniarki w liczbie skromnie licząc kilkudziesięciu tysięcy osób gotowych wykonać NPS, gdy medycy urobieni są po pachy przy zarazie? E, tam, coś się wymyśli, jakoś to będzie, bo Polak potrafi.


W Toruniu odbyła się uroczystość z okazji 29.rocznicy powstania Radia Maryja. Jak wynika z relacji w telewizji Trwam, uroczystości były skromniejsze niż w latach minionych, nie odnotowano zbiorowych pląsów, choć liczba uczestników mszy była znaczna. Nie to jednak przyciągnęło uwagę obserwatorów. Okazuje się, że redemptoryści za nic mają obostrzenia epidemiologiczne, wprowadzone przez państwo, limity osób mogących przebywać w kościele, odległości pomiędzy uczestnikami ceremonii, maseczki. Po prostu w tym zgromadzeniu zakonnym przepisy ważne w czasach zarazy, nie przyjęły się. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w uroczystościach brał udział oberprokurator Ziobro, ale jak się zdaje nic nie widział. Nieoceniona Joanna Scheuring-Wielgus (Lewica) zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury, z żądaniem przeprowadzenia w tej sprawie dochodzenia. Ciekawe, czy prokurator poprowadzi sprawę i ciekawe jak ją skończy? Umorzeniem? I co na to toruński sanepid?


„Biskup Edward Janiak to współczesny męczennik mediów” miał powiedzieć Rydzyk w czasie mszy rocznicowej w Toruniu, o skompromitowanym tuszowaniem afery pedofilskiej hierarsze Kościoła Katolickiego. Dla przypomnienia w październiku 2020r. Watykan przyjął rezygnację Janiaka z urzędu biskupa kaliskiego i nakazał mu przebywanie poza diecezją. Sprawa zatem jest arcypoważna i z medialnym męczeństwem biskupa nie ma nic, ale to nic wspólnego, a wygłaszanie przez Rydzyka takich oświadczeń oburza i obraża ofiary pedofili w sutannach.


Dzisiaj ważny dzień w Brukseli, nasz Mateo z wiernym przyjacielem Viktorem O. stanie naprzeciw szefów 25 państw Unii Europejskiej i będzie się bić o budżet na lata 2021-2027 i Fundusz Odbudowy. Nie jest wykluczone, że cwany Viktor w ostatniej chwili pryśnie na z góry upatrzone pozycje, zostawiając naszego Mateo na placu boju. Wiadomo Polak lubi się bić, choć nie zawsze wiadomo o co. Unia wydaje się być zirytowana postawą Polski i Węgier, blokujących powiązanie wypłat z nowego budżetu i Funduszu Odbudowy z praworządnością. Jak wieść niesie, przygotowywane są awaryjne rozwiązania, które mogą doprowadzić do powstania Funduszu Odbudowy dla 25 krajów, z pominięciem Polski i przyjęcia prowizorium budżetowego, oznaczającego znacznie mniejsze wypłat na naszą rzecz. To naprawdę to nie są żarty, już za chwilę wszyscy możemy stracić kupę kasy, jakże potrzebnej w tej covidowej rzeczywistości choćby przedsiębiorcom czy służbie zdrowia. Czy naprawdę nas stać na taką pokazówkę na unijnym forum? I kto odpowie za tę piękną katastrofę, jeżeli faktycznie Mateo krzyknie veto?

Komu służy sojusz z Rydzykiem

Jeżeli partia mająca 30 procent poparcia nawiązuje sojusz z Kościołem, którego formalni wierni stanowią ponad 90 procent, a praktykujący ponad 60 procent, to taki sojusz opłaca się wyłącznie tej partii, a nie temu Kościołowi.

Według raportu na temat pedofilii w Kościele, przedstawionego niedawno przez Episkopat Polski, „małoletni płci męskiej stanowili 58,4 proc. ofiar nadużyć seksualnych ze strony duchownych, natomiast 41,6 proc. to małoletnie ofiary płci żeńskiej”. To były dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, uzyskane nawet w polskiej sytuacji, gdzie dziewczynki są mniej chronione przed molestowaniem, niż chłopcy, a prawicowy argument, że tylko „pederastia” jest problemem, a nie pedofilia, został przyswojony nawet przez pedofilów w sutannach.
W filmie braci Sekielskich ksiądz-pedofil, który molestował małe dziewczynki, mówi do jednej ze swoich dawnych ofiar, jakby to było alibi: „ale ja przecież nigdy nie robiłem takich rzeczy z chłopcami”.
Jak się do tego ma wypowiedź czołowego intelektualisty Prawa i Sprawiedliwości, ulubionego rozmówcy Jarosława Kaczyńskiego, drugiej pozycji na liście PiS do europarlamentu z Małopolski Ryszarda Legutki, że „ponad 80 procent przypadków nadużyć dotyczy chłopców w wieku od 12 do 17 lat, no to przepraszam bardzo, co to jest za pedofilia? To nie jest żadna pedofilia, to jest pederastia po prostu”?
Oczywiście Legutko, mimo że był pytany o film braci Sekielskich i o sytuację w Polsce, powołał się na „badania amerykańskie”. Jako najlepszy w Polsce znawca amerykańskich wojen kulturowych nie dodał, że zostały one tam wykonane na zlecenie przeciwników papieża Franciszka, chcących ewidentne winy i zaniechania Kościoła zrzucić na „gejów” i „rewolucję obyczajową lat sześćdziesiątych”.
Kiedy jednak intelektualista świadomie nagina rzeczywistość, nie robi tego z niewiedzy, ani z głupoty, ale dlatego, że mu się to opłaca. Opłaca się jemu, jego partii, opłaca się jego liderowi, od którego zależy posada tego intelektualisty w europarlamencie, cała jego kariera polityczna, dla której zrezygnował z kariery akademickiej i w ogóle – z bycia filozofem.
Tak jest właśnie w przypadku Ryszarda Legutki. Zmuszanie go do przeprosin mija się z sensem, bo on uważa, że relatywizowanie i obrona patologii pojawiających się w polskim Kościele po prostu opłaca się jego partii – PiS-owi. I oczywiście Ryszard Legutko ma rację.
Dlaczego bowiem Jarosław Kaczyński zdecydował się na sojusz nie tyle z Kościołem, co z jego najbardziej patologiczną i niechrześcijańską częścią, jaką jest tzw. Kościół Rydzyka?
Dlaczego jego ludzie bronią dziś księży i biskupów, którzy chronili pedofilów przed odpowiedzialnością, umożliwiali skazanym dalszy kontakt z dziećmi, jeśli tylko ci biskupi i księża rewanżują się publicznie okazywanym poparciem dla PiS?
Odpowiedź jest żenująco prosta. Jeżeli partia mająca 30 procent poparcia w polskim społeczeństwie nawiązuje sojusz z Kościołem, którego wierni formalni stanowią w tym społeczeństwie ponad 90 procent, a praktykujący ponad 60 procent, to taki sojusz opłaca się wyłącznie tej partii, a nie temu Kościołowi. Polscy katolicy są w różnych partiach. Zarówno jako politycy, liderzy, jak też jako wyborcy. Pozwalając Kaczyńskiemu i jego partii na przyssanie się do najsilniejszej w Polsce instytucji, żerowanie na jej autorytecie – niektórzy ludzie polskiego Kościoła zdradzają znaczną część swoich wiernych. Można powiedzieć, że zdradzają większość katolików na rzecz mniejszości PiS-owców.
Jarosław Kaczyński doskonale to wiedział, kiedy przyssał się do Kościoła. Kiedy zaczął mówić – z właściwą sobie przesadą, która zawsze jest znakiem cynizmu – że „ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę”.
Ale czy wiedzieli to biskupi pozwalając Kaczyńskiemu wykorzystać autorytet Kościoła w swojej partyjnej walce o ziemską, osobistą władzę?
Jednak jest jeszcze tzw. Kościół Rydzyka – biskupi, księża i wierni, którzy o katolicyzmie czy o chrześcijaństwie uczyli się z Radia Maryja. A więc uczyli się źle, bo chrześcijaństwo jest religią uniwersalną, religią etyczną, religią miłosierdzia. A z Radia Maryja dowiadywali się, że jest religią kulturowej i partyjnej wojny, religią polskiego nacjonalizmu, a nawet „białego” rasizmu. Stanisław Michalkiewicz, czołowy felietonista Radia Maryja, powiedział niedawno o kobiecie, której sąd przyznał odszkodowanie za to, że jako trzynastolatka była wielokrotnie gwałcona przez księdza pedofila: „żadne k…wy na całym świecie nie są tak wynagradzane”. Michalkiewicz nadal jest felietonistą Radia Maryja, nadal „naucza” polskich katolików, szczególnie chętnie o Żydach i o kobietach.
Jednak ani Jarosławowi Kaczyńskiemu, ani Mateuszowi Morawieckiemu, ani Jarosławowi Gowinowi, ani Zbigniewowi Ziobrze, nie przeszkadza to pompować w Radio Maryja kolejne miliony i regularnie pielgrzymować do Tadeusza Rydzyka z błaganiem o polityczne wsparcie.
Jednak akurat Kościołowi Rydzyka opłaca się sojusz z PiS-em, na którym traci cały Kościół katolicki w Polsce. To bowiem właśnie dzięki pieniądzom od PiS-u (dokładniej, pieniądzom z państwowego budżetu i ze środków unijnych, którymi dysponuje rząd), a także dzięki uprzywilejowanym kontaktom z władzą Tadeusz Rydzyk powoli przejmuje cały polski Kościół. Promuje swoich proboszczów i biskupów, osłabia i próbuje zniszczyć proboszczów i biskupów wobec siebie krytycznych.
Prymas Józef Glemp, przecież nie żaden „liberał”, raczej „konserwatysta”, tyle że mający na uwadze dobro instytucji, którą kierował, potrafił napisać o Rydzyku – w głośnym liście z 1997 roku do jego zakonnego przełożonego, prowincjała redemptorystów – „ojciec Rydzyk, mimo popularności i poparcia wielkich rzesz, nie może żądać dla siebie przywilejów i stać ponad prawem…, nie można szerzyć przekonania, że teraz przeżywamy najtrudniejsze czasy, zasada: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam, nie jest zasadą ewangeliczną”. I dodawał: „sam słuchałem ojca Rydzyka i byłem upokorzony jego pychą”.
Dziś już nikt tak w całym polskim episkopacie nie powie, nie ośmieli się tak powiedzieć.
Rydzyk urósł w czasie pierwszych rządów PiS w latach 2006-2007. Już wtedy dostawał od Kaczyńskiego pieniądze, przywileje i częstotliwości. Jeszcze bardziej urósł dzisiaj, po czterech latach kolejnych rządów PiS.
Zatem powtórzmy jeszcze raz – Kaczyńskiemu sojusz jego 30-procentowej partii z 90- czy choćby 60-procentowym Kościołem opłaca się w sposób oczywisty. Rydzykowi sojusz z Kaczyńskim też się opłaca, bo daje mu nadzieję na przejęcie całego 90-procentowego Kościoła. Ale dlaczego na taki sojusz zgadzają się polscy biskupi? A zgadzają się faktycznie, zgadzają się milcząc, zgadzają się tolerując.

Podkop

Minister spraw wewnętrznych Brudziński, ksywa „Jojo” chce ścigać uczestników parady LGBT w Częstochowie za to, że mieli znieważyć orła, polskie godło narodowe nadając tłu tęczowe barwy.

 

Ten sam Brudziński, który jeszcze kilka tygodni temu przepraszał uczestników naukowej konferencji o Marksie za najście, które na nich zrobiła jego policja.
PiS próbuje szturmować Sąd Najwyższy, ale jeśli porównać to z blitzkriegiem roku 2016 do lata 2017 robi to z „jakąś taką nieśmiałością” i póki co wstrzymuje się od sięgania po łom. Takich przykładów rozchwiania ideowego i nerwowości można zaobserwować dużo więcej.

 

Budżetówka się sroży. Rolnicy też.

Niebawem władza może stanąć wobec perspektywy protestów szeregu grup zawodowych, w tym budżetówki, od nauczycieli do policjantów, którzy podobnie jak niepełnosprawni postanowili wyciągnąć konsekwencje z ogłoszonego przez PiS cudu gospodarczego.
Bardzo niebezpieczna jest dla PiS także narastające wkurzenie rolników, w tym doprowadzonych do rozpaczy plantatorów owoców miękkich. Jakiekolwiek pogłoski o słabnięciu PiS byłyby grubo przedwczesne, to niebawem władza wejdzie w turbulencje, bo protesty budżetówki nie mieszczą się na sześćdziesięciu metrach sejmowego korytarza z ograniczonym dostępem do łazienki. Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że nawet prorządowej „Solidarności” Dudy Piotra trudno będzie bez mydła wysługiwać się władzy, gdy do protestów przystąpią inne związki i centrale z OPZZ Jana Guza na czele.
Dla PiS szczególnie niebezpieczny jest ferment w niedopłaconej policji, bo w sytuacji, gdyby nie daj boże siła jej wsparcia dla władzy okazała się – delikatnie mówiąc – niedostatecznie gorliwa i niedostatecznie szczelna. Warto pamiętać, że po 14 lipca 1789 roku francuskiej rewolucji nie poparł wyższy kler fioletowy, ale szary kler parafialny już w ogromnym stopniu tak.
Nieudolnością wprost nie do pojęcia jest to, że nikt po stronie opozycji nie złożył dotąd choćby policji i służbom mundurowym sensownej oferty, zanim zrobi to przyciśnięta do muru władza PiS. Nie lubię krytykować żadnej opozycji, bo jej sprzyjam, ale czasem ręce opadają. Co zrobić, jak się kto neoliberałem urodził, głupi musi umrzeć.

 

Madonno, Czarna Madonno

Z drugiej strony rydzykowszczyzna zaczyna się denerwować brakiem postępu a nawet regresem na drodze do całkowitego zakazu aborcji, od którego Kaczyński i pisowscy „realiści” opędzają się jak od muchy tse-tse, bo jak ognia boją się czarnych protestów. Rydzykowcy nie są w ciemię bici i tak jak wiedzą, że konfitury trzeba zagarniać na full, bo to mogą być ostatnie tłuste lata, tak obecny układ może być ostatnia szansą na drugą Irlandię tyle że w wersji sprzed ćwierć wieku.
Tym bardziej, że jedna z liderek czarnych protestów Marta Lempart oświadczyła, że pójdą one w dużej liczbie pod atrapę Trybunału Konstytucyjnego, gdyby to rękami magister Przyłębskiej próbowano wyjąć te antyaborcyjne kasztany z ognia.
A rydzykowszczyzna wie przecież, że rzeczona magister nie zrobi tego, czego zabroni jej prezes. Ostra rekuza dana godkowszczyźnie nawet przez pisowską przewodniczącą komisji sejmowej, która zepchnęła do piwnicy projekt „Zatrzymaj aborcję”, nakazuje zastąpić grę pionkiem grą większymi figurami.
Atutem dla rydzykowszczyzny może być zakaz kandydowania do samorządów nałożony na beneficjentów spółek Skarbu Państwa, który wywołał w aparacie PiS popłoch od morza do Tatr i od Bugu po Odrę i Nysę Łużycką. Rydzyk może zaproponować im swoje listy wyborcze, do których coraz bardziej się przymierza, bez warunku pozbycia się spółkowych fruktów za to z warunkiem wierności poczętemu życiu.
Aby nieco złagodzić te napięcia, władza zintensyfikowała ostatnio wyrazy synowskiego oddania klerowi, a w mszy przed obchodami 550-lecia polskiego parlamentaryzmu uczestniczyli jak jeden mąż uchodzący za prezydenta Polski pan Duda i uchodzący za marszałków Sejmu i Senatu „dwaj panowie K” (co brzmi jak tytuł peerelowskiego kryminału milicyjnego), Kuchciński i Karczewski.
Także premier Matteo, największy polski wizjoner gospodarczy od czasów, gdy w 1828 roku książę Drucki-Lubecki założył Bank Polski wpisał się w nabożny nastrój i przemawiał na Jasnej Górze mając za plecami ojca Rydzyka i to bardzo w jego poetyce. Wyraźnie nawiązując do lektury „Potopu” mówił o tym, że znów są tacy, którzy próbują dokonać „podkopu pod polskość” i oddawał się w niewolę Czarnej Madonny. Nie jest to język bankowego technokraty, ale sorry Winnetou – biznes is biznes. Nie ma wątpliwości, że gdyby nie straszny cień „czarnego protestu”, jak nic zaniósłby Rydzykowi do stóp na częstochowskich wałach zakaz aborcji, włożony do kosza między chleb, sól i wieniec z polnego kwiecia. Ale nie wszystko można w życiu mieć.

 

Władza sądzenia

O jej znaczeniu mówił już sam Emmanuel Kant, ale nie o tym teraz mowa.
Jako się rzekło na wstępie, PiS – w porównaniu do barbarzyńskiej determinacji w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego i nieco przez Dudę Andrzeja pohamowanego natarcia Ziobry na sądy powszechne – w kwestii Sądu Najwyższego wyraźnie osłabł. I nawet walkowerem oddanego mu przez prezes Małgorzatę Gersdorf jej czasu w postaci urlopu wziętego wybitnie nie w porę, nie wykorzystuje tak, jak można by się tego spodziewać, a durny wystrzał „lustracyjny” oddany przez dyrektora Cenckiewicza z IPN w stronę p.o. prezesa SN, sędziego Józefa Iwulskiego okazał się niewypałem nawet dla większości propisowskich mediów ( z wyjątkiem niezawodnej TVPiS, zwanej też kur-„wizją”).
Los Sądu Najwyższego nie jest zatem wbrew pozorom przesądzony, o ile Luksemburg zdąży z zawieszeniem pisowskiej ustawy o SN, prezes Gersdorf będzie mniej labilna w swoich posunięciach i na dłużej zapomni o wypoczynku.
A szansa jest, bo po pierwsze, Duda w narcystycznym dążeniu do roli przez wszystkich podziwianej primadonny (jak ten człowiek kocha siebie samego z wzajemnością i jak uprawia autoerotyzm nawet dźwiękiem własnej wymowy!) znów może w popłochu zaplątać się we własne nogi, a Ziobro może w tej akurat kwestii jedynie gryźć z bezsilności palce. A po drugie, PiS przeżywa obecnie fazę, która zdarza się przestępcom pochodzącym z dobrego domu – zaczyna bać się własnej, uprzedniej przestępczej odwagi i ta refleksyjność osłabia jego determinację.

 

Ośrodki zarodowe

A tymczasem PiS, w kontrze, szykuje się do wypłacenia wyprawki „za trzysta” i kontynuuje budowę ośrodków zarodowych, pisowskich ośrodków lebensborn, wzorem Heinricha Himmlera.
Bo co innego będą miały do roboty młode małżeństwa osadzone w paździerzowych, jak z filmów Barei (pisała o tym w „DT” Weronika Książek) osiedlach z programu „mieszkanie plus”, n.p, w Białej Podlaskiej, niż – jak mawiał kiedyś Lech Wałęsa – „przez fakty dokonane robić robotę” i z braku innej, a przynajmniej lepszej, kolekcjonować rok po roku „500 plus”? Podobno taki ośrodek zarodowy PiS chce sprokurować także w okolicach warszawskiego Ursynowa. Tylko kogo tam osiedli? Leniwych do rozrodu hipsterów z placu Zbawiciela?

 

Czy mogę prosić­­­?

Na koniec, po raz 863 wystąpiłbym z poważnym ostrzeżeniem, a co najmniej prośbą do wodzów PiS, by zechcieli szanować art.25 Konstytucji i nie modlili się tak głośno w kościele jak ostatnio. Tyle że wtedy, z uczciwą symetrią musiałbym poprosić towarzyszkę profesor Genowefę Grabowską, eksparlamentarzystkę SLD, by tak bezwstydnie i bez mydła nie wysługiwała się PiS w żyrowaniu jego poczynań przeciw prawu i demokracji. Kika i tak Towarzyszka nie prześcignie.