Apel o wykonanie wyroku

Mimo robienia przez rządzących dobrej miny do złej gry, doskonale oni wiedzą, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest niekorzystny dla Prawa i Sprawiedliwości.

Wyrok przyznaje Sądowi Najwyższemu kompetencję zbadania prawomocności funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.
A ponieważ SN nie został przejęty przez PiS, więc rośnie liczba organizacji pozarządowych, wzywających władzę do wykonania wyroku TSUE.
„W związku z ogłoszonym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu ws. KRS i Izby Dyscyplinarnej, podkreślamy, że pełne wykonanie orzeczenia jest obowiązkiem wszystkich władz Rzeczypospolitej Polskiej. Wskazujemy, że państwo członkowskie UE, które nie przestrzega standardów dotyczących niezawisłości sądów krajowych nie może uczestniczyć w ponadnarodowej integracji europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości uważa bowiem niezawisłość sędziowską za element wartości praworządności w rozumieniu art. 2 TUE, która jest nieodzowna dla funkcjonowania systemu prawnego Unii Europejskiej, a także do tego, by inne państwa członkowskie i instytucje unijne miały zaufanie do polskich sądów i do polskiego systemu sądowniczego.
Jeżeli wyrok TSUE nie zostanie zrealizowany szybko i w zgodzie ze standardami europejskimi, zasadą pewności prawa, a także z poszanowaniem praw obywateli, którzy pokładali zaufanie w polskim systemie sądownictwa, to nieuchronnie dojdzie do bezprecedensowego chaosu w systemie prawnym. Orzeczenia polskich sądów nie będą przede wszystkim korzystać z zasady wzajemnego zaufania i uznawania w innych państwach członkowskich UE.
Wskazujemy na to, że na prezesach sądów, sędziach, a także na ustawodawcy, KRS i pozostałych władzach państwowych ciąży ogromna odpowiedzialność, by w jak najszybszym czasie wykonać wyrok TSUE, by zagwarantować bezpieczeństwo prawne wszystkich obywateli UE” – stwierdza niedawny apel szeregu organizacji.
Są to między innymi: Amnesty International Polska, Fundacja im. S. Batorego, Forum Obywatelskiego Rozwoju, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Instytut Prawa i Społeczeństwa, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Sędziów Sądów Administracyjnych, Forum Współpracy Sędziów, Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy, Stowarzyszenie Prokuratorów „Lex Super Omnia”, Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, Stowarzyszenie Sędziów „Themis”, Stowarzyszenie Wolne Sądy.
Wszystkie te organizacje niejednokrotnie krytykowały Prawo i Sprawiedliwość za naruszanie standardów praworządności. Teraz będą powtarzać swój apel, co stawia rządzących w niezręcznej sytuacji. Ale to przede wszystkim od Sądu Najwyższego będzie zależeć, co dalej. Należy oczekiwać, że niezwłocznie zajmie się on zbadaniem prawomocności działania KRS i Izby Dyscyplinarnej SN.

Pożegnanie z PiS-owską władzą nad sądami

Obecna Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego przestanie istnieć, a Krajowa Rada Sądownictwa będzie musiała zostać powołana na nowych zasadach. Trudno wyobrazić sobie inne konsekwencje wyroku TSUE.

Znaczna (szczególnie ta najbardziej niechętna wobec obecnej władzy) część środowiska sędziowskiego triumfuje po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Orzekł on, iż to Sąd Najwyższy ostatecznie rozstrzygnie, czy Izba Dyscyplinarna SN może być uznana za niezależny i niezawisły sąd. Także Sąd Najwyższy oceni, czy Krajowa Rada Sądownictwa daje wystarczające gwarancje niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej.

PiS strzelił samobója

Orzeczenie TSUE to bolesny cios dla obecnej ekipy. Sąd Najwyższy nie został dotychczas przejęty przez Prawo i Sprawiedliwość, toteż można się spodziewać, jakie będą jego wyroki w sprawie KRS oraz Izby Dyscyplinarnej.
Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” przypomina zatem, że w wypadku, gdyby Sąd Najwyższy uznał wadliwość powołania i funkcjonowania nowej Krajowej Rady Sądownictwa, niezbędne będzie podjęcie kroków w celu wybrania nowej KRS zgodnie z prawem unijnym.
Sędziowie apelują zatem do polityków o ułatwienia dla Polaków, poszkodowanych aktywnością partyjnych prawników.
Jak wielokrotnie podnosiło stowarzyszenie „Iustitia”, Krajowa Rada Sądownictwa, w której 23 spośród 25 członków powołali politycy, może nie spełniać warunków niezależności od władzy politycznej. Jeżeli Sąd Najwyższy, kierując się zaleceniami TSUE, stwierdzi, że nie jest ona organem niezależnym, może to oznaczać chaos prawny dla tysięcy obywateli polskich, gdyż przy udziale KRS powołano nie tylko sędziów Izby Dyscyplinarnej, ale również około 300 sędziów sądów powszechnych. Sędziowie ci od czasu powołania wydali tysiące wyroków.
W rezultacie „Iustitia” stwierdza: ponad 70 000 postępowań może zostać uznanych za wadliwe. Konieczne będzie zatem zapewnienie obywatelom skutecznej procedury wznowienia postępowań. Wygląda na to, że PiS, obejmując władzę nad Krajową Radą Sądownictwa, strzeliło sobie bramkę samobójczą.

A nie mówiliśmy?

– Jako stowarzyszenie „Iustitia” podkreślaliśmy od początku skutki błędów w odwoływaniu dotychczasowych i powoływaniu nowych członków KRS, a także Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Byliśmy z tego tytułu hejtowani w rządowych mediach oraz stawiani przed oblicze rzecznika dyscyplinarnego. W obliczu wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej najważniejsze jest uchronienie obywateli przed katastrofą prawną. Kilkuset tysiącom Polaków grozi anulowanie ich wyroków oraz fundamentalne pozbawienie poczucia sprawiedliwości. Ci, którzy rozpętali ten chaos, powinni natychmiast go naprawić. Apeluję o to do rządzących polityków. Tutaj nie chodzi o to, jak odbiorą to Wasi wyborcy. Tu chodzi o coś więcej: o stabilność Polski, o bezpieczeństwo zwykłych obywateli. Wasze samopoczucie w ministerstwach w Warszawie powinno być teraz na ostatnim miejscu . Macie obowiązek respektować wyrok TSUE i wydany na jego podstawie wyrok SN. Nie potrafiliście naprawić sytuacji w polskim wymiarze sprawiedliwości, o co prosimy od lat. Teraz mamy gotowe rozwiązanie, jak ustrzec zwykłych ludzi przed szkodliwością Waszych działań – stwierdził prof. Krystian Markiewicz, prezes SSP “Iustitia”.
Jakie to rozwiązanie? Otóż, jak wskazują sędziowie, dla ważności wszystkich postępowań sądowych niezbędne będzie w pierwszej kolejności odpolitycznienie procesu nominacyjnego sędziów.
„W tym celu, aby być w zgodzie w wyrokiem TSUE konieczne jest powołanie nowej KRS, spełniającej wymogi dla państwa praworządnego. Członkowie będący sędziami powinni być wybierani w powszechnych wyborach przez sędziów, a nie przez polityków” – stwierdza „Iustitia”. Tu akurat stowarzyszenie sędziów się pośpieszyło, bo to przecież Sąd Najwyższy ma ocenić, czy będzie trzeba powołać nową Krajową Radę Sądownictwa (i jak należałoby to zrobić).
„Iustitia” postuluje, by w celu zapobieżenia chaosowi prawnemu, do czasu wydania przez Sąd Najwyższy orzeczenia w oparciu o wyrok TSUE, sędziowie i kandydaci na sędziów nie zgłaszali się do konkursów na stanowiska sędziowskie, a jeśli się już zgłosili w celu objęcia stanowiska, niezwłoczne wycofali się.

Słyszała osoba?

„Iustitia” apeluje też do osób powołanych na stanowiska sędziowskie przy udziale upolitycznionej KRS („Iustitia” odmawia im tytułu sędziowskiego, uznając je jedynie za „osoby”) aby wstrzymali się z orzekaniem; a do sędziów „właściwych”, tych dobrze powołanych – aby nie orzekali w składach z takimi „osobami”, do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy, jaki jest status ustrojowy tychże osób.
Podobnie, „Iustitia” apeluje do sędziów sądów dyscyplinarnych o wstrzymanie się z orzekaniem do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy kwestii statusu „osób” zasiadających w Izbie Dyscyplinarnej SN.
Do instytucji pełniącej dotąd rolę KRS (której „Iustitia” nie uważa za Krajową Radę Sądownictwa) oraz do Prezydenta RP (w tym przypadku „Iustitia” nie mówi o osobie pełniącej dotąd rolę prezydenta) apeluje zaś o natychmiastowe wstrzymanie postępowań nominacyjnych na sędziów – gdyż każda kolejna nominacja pogłębia chaos prawny ze szkodą dla obywateli.
Wreszcie, do Ministra Sprawiedliwości „Iustitia” apeluje o nieogłaszanie nowych konkursów na stanowiska sędziowskie do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy statusu KRS. Domaga się też – w razie stwierdzenia przez Sąd Najwyższy, że KRS nie spełnia warunków niezależności od władzy politycznej, a co za tym idzie, nominacje sędziowskie z jej udziałem są dotknięte wadą prawną – o zapewnienie specjalnej, przyspieszonej procedury wznowienia postępowań, w których orzekały „osoby” powołane przy udziale upolitycznionej KRS.
Na koniec jest też apel do Sejmu i Senatu, aby uchwalono nową ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, przewidującą wybór 15 sędziów przez samych sędziów, w ogólnopolskich wyborach, zapewniających odpowiednią reprezentację wszystkich rodzajów i szczebli sądownictwa. No i apel do Sądu Najwyższego: o jak najszybsze rozstrzygnięcie statusu KRS, sędziów Izby Dyscyplinarnej oraz statusu ustrojowego „osób” powołanych przy udziale upolitycznionej KRS i skutków wadliwości orzeczeń przez nich wydanych.

Leczenie dżumy cholerą

Nie da się ukryć, że realizacja postulatów Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” przypominałaby leczenie dżumy cholerą. I że propozycje tego towarzyszenia, mające jakoby zapobiec chaosowi prawnemu, mogą dopiero go wzmóc.
Dla porządku warto więc przypomnieć, że Sąd Najwyższy w uchwale z 10 kwietnia 2019 r. (uchwała ta jest zasadą wpisaną do księgi zasad prawnych) orzekł:
„Udział w składzie sądu osoby, która została powołana przez Prezydenta RP (…) w trybie określonym przepisami ustawy z 8 grudnia 2017 r. (tej PiS-owskiej, oprotestowanej przez środowisko sędziowskie – przyp aut.) nie narusza prawa do rozpoznania sprawy przez niezawisły i bezstronny sąd, wskutek czego osoba taka nie jest osobą nieuprawnioną do orzekania, a skład orzekający sądu, w którym zasiada taka osoba, nie jest sądem nienależycie obsadzonym”. Ta zasada prawna wiąże wszystkie składy orzekające Sądu Najwyższego w każdej sprawie.
Trudno więc sobie także wyobrazić, że to, iż Krajowa Rada Sądownictwa mogła zostać powołana w sposób niewłaściwy, miałoby stanowić podstawę do unieważnienia wszystkich sędziów, powołanych przy udziale tejże KRS.

Ponieśli i wilka

Stowarzyszenie Iustitia z okazji 15 marca – Dnia Edukacji Prawnej – zorganizowało w całej Polsce kilkadziesiąt akcji edukacyjnych polegających na symulacji procesów sądowych oraz rozmowach o mowie nienawiści. Eventy będą odbywać się w sądach i szkołach aż do końca kwietnia. Tegoroczną edycję wspierają m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich i Komisja Europejska. W Warszawie święto zainaugurował pokazowy proces w Sądzie Najwyższym: było to rozstrzygnięcie sprawy wilka z bajki o Czerwonym Kapturku. Został uniewinniony.
Poszczególne role odgrywali aktorzy (w oskarżonego wilka wcielił się Jerzy Radziwiłłowicz), ale obrońcy, sędziowie i prokuratorzy, a także cały przebieg procesu był „prawdziwy”. Konsultantem w sprawie wilka był znany przyrodnik Adam Wajrak, a w jego obronie występowali Rzeczniczka Praw Zwierząt – mec. Karolina Kuszlewicz oraz mec. Andrzej Gąsiorowski z fundacji Fota4Climate.
Symulacja procesu w Sądzie Najwyższym na użytek dzieci i młodzieży miała na celu zapoznanie się z procedurami sądowymi, ale również poruszała temat ochrony prawnej dzikich zwierząt w Polsce, zwłaszcza, że wilki padły w ostatnich miesiącach ofiarą nagonki ze strony władzy wspierającej myśliwych. A ci utrzymują, że gatunek ten stanowi zagrożenie dla człowieka i wskazane byłoby zdjęcie z niego ochrony.
– Tropię wilki od lat. Mieszkam w miejscu w Puszczy Białowieskiej, gdzie jest ich największe zagęszczenie. Wilki bardzo boją się ludzi, starają się do nas nie podchodzić, bo prześladowaliśmy je latami. W Polsce nie zdarzył się nigdy atak drapieżniczy wilka na człowieka – zeznawał „biegły” Adam Wajrak. Na pytanie, co zrobić, jeśli spotkamy w lesie wilka, odpowiedział: – Och, trzeba się zachwycić! Bo to będzie bardzo krótkie spotkanie, a wilków w lesie jest niezwykle mało. Ledwo dwa tysiące. Sam, gdy pierwszy raz spotkałem wilka, to nogi mi drżały ze strachu. To przykre i niesprawiedliwe wysoki sądzie.
Ustalono, że wilk w naszym kraju często pada ofiarą negatywnych stereotypów, podobnie jak dzik (fikcyjna postać dzika zeznawała zresztą w procesie jako świadek), którego przed masowymi odstrzałami broniła w styczniu cała Polska.
„Wilk ma prawo do obrony przed pochopnym i niesprawiedliwym potraktowaniem tak jak każda istota” – apelowali w mowie końcowej obrońcy wilka.
– W mojej ocenie przepisy dotyczące ochrony przyrody są jednymi z najbardziej fikcyjnych przepisów od zawsze – powiedział nam jeden z nich – mec. Andrzej Gąsiorowski. – Prawo jest wtedy przestrzegane, jeśli ludzie czują psychiczną potrzebę ochrony jakichś dóbr, w przypadku przyrody tak się nie dzieje. Dlatego obchodzi się nawet niedoskonałe przepisy. Organy stosowania prawa działają z ogromną inercją. W zasadzie trochę lepiej jest tylko w obszarze ochrony praw zwierząt towarzyszących, cała reszta to w znacznej mierze fikcja. Ale sama akcja edukacyjna okazała się bardzo udana. Dzieci naprawdę się w nią zaangażowały.
Oprócz Sądu Najwyższego, w Warszawie eventy edukacyjne przygotowały także sądy rejonowe na Mokotowie i Woli, zaś Rzecznik Praw Obywatelskich zorganizował debatę o mowie nienawiści. Podobne akcje planuję inne polskie miasta.

PiS tylko udaje siłę Wywiad

Justyna Koć (wiadomo.co) rozmawia z doktorem Markiem Migalskim o tym, czemu według niego to wobec własnego obozu Kaczyński mógłby dziś krzyczeć „komuniści i złodzieje”.

 

JUSTYNA KOĆ: Platforma składa wniosek o konstruktywne wotum nieufności, wiedząc z góry, że nie ma ono szans. To marnowanie czasu?

DR MAREK MIGALSKI, politolog: Zazwyczaj wnioski o konstruktywne wotum nieufności kończą się niepowodzeniem, ale przecież nie o to chodzi tym, którzy go składają. Grzegorz Schetyna potrafi doliczyć do 231 i wie, że nie jest w stanie obalić rządu Morawieckiego, natomiast tu chodzi o coś innego. O ciągnięcie tematów niewygodnych dla PiS-u, przedstawiających rząd i Morawieckiego w złym świetle. Chodzi o debatę, aby w przestrzeni publicznej krążyły tematy niewygodne dla rządu i żeby w dalszym ciągu narzucać agendę polityczną, nie pozwolić przejść PiS-owi do kontrofensywy. Rzeczywiście jest tak, że od kilku tygodni PiS nie mogło narzucić żadnego tematu debaty, jest tylko reaktywne i odpowiada tylko na kolejne wewnętrzne problemy swojego obozu. To konstruktywne wotum jest kontynuacją pozytywnego dla opozycji trendu.

 

Rząd jest w defensywie od czasu wyborów, ale sytuacja z KNF tę sytuację jeszcze zaostrzyła. O tym też mówił Grzegorz Schetyna, uzasadniając wniosek.

Nie ma takich takich spraw, które by raz na zawsze zepchnęły jakąś partię do defensywy, natomiast sprawa KNF jest rzeczywiście problemem dla PiS. Ta partia zdobywała władzę pod hasłami sanacji obyczajów, obiecywała, że będzie postępować inaczej niż krytykowana PO. Okazało się, że to wobec własnego obozu Jarosław Kaczyński mógłby dziś krzyczeć „komuniści i złodzieje”. To pokazuje, że PiS nie odzyskało od wyborów inicjatywy, nie jest w stanie narzucić agendy, czyli tego, co udawało się PiS-owi przez wiele lat.

 

Od 2015 roku, kiedy PiS przejął władzę?

Tak, w latach 2015-2018 polska polityka toczyła się wokoło tego, co zaproponował Jarosław Kaczyński bądź jego ludzie. Teraz to się ewidentnie skończyło, w PiS-ie widać napięcie i wewnętrzną wojnę, przy jednoczesnym pozbieraniu się opozycji. Ten problem PiS-u trwa od kilku tygodni i nic nie zapowiada, żeby miał się skończyć.

 

Sprawa zatrudnienia syna ministra Kamińskiego w Banku Światowym pogrąży PiS jeszcze bardziej?

Tego typu sytuacja jest podobnie druzgocąca jak nagranie Chrzanowskiego. Też pokazuje PiS w „negliżu”, takim jakim on chciał, żeby wyborcy postrzegali jego przeciwników politycznych: jako partię kolesiostwa i nepotyzmu. To w połączeniu ze słynnymi ciągle premiami premier Szydło, z pozycją ministra Zielińskiego, z którym bez przerwy walczą policjanci, to buduje de facto tę druzgocącą, katastrofalną dla PiS-u narrację. Uderza w to, co PiS, zdawało się, ma najsilniejsze: surowość obyczajów, patriotyzm, poświęcenie dla kraju. Nie wygląda to na specjalnie przemyślaną strategię opozycji, ale można doszukać się w tym elementów uderzania w najsilniejszy punkt przeciwnika. Jest taka koncepcja Karla Rove, amerykańskiego spin doktora, która mówi o ataku przeciwnika w najsilniejsze miejsca, bo po pierwsze się nie spodziewa, po drugie wprowadza to w konfuzję wyborców przeciwnika.

 

Tu chyba PiS sam się uderza.

Tak, ale opozycja jak na razie dobrze to wykorzystuje. Przez pierwsze dwa lata PiS zajmował stanowiska, teraz już jest etap cieszenia się nimi i władzą. Działa tu też mechanizm, który często gubi partię rządzącą: skoro uszło nam już tyle na sucho, to dlaczego ma się nie udać i tym razem. Długo, niezależnie od tego, co robił PiS, sondaże ani drgnęły, prasa i media, poza opozycyjnymi, wszystko wybaczały, wyborcy byli ciągle łaskawi, zatem „hulaj dusza, piekła nie ma”. To takie degenerowanie się władzy, u PiS-u przyszło po 2-3 latach. Stawiam tezę, że PiS jest do pokonania wtedy, kiedy wszyscy widzą, że nie jest wszechmocny, omnipotentny; przykład to 27:1 podczas głosowania w Europie. Wtedy po raz pierwszy i na razie ostatni PO wyprzedziła PiS, właśnie dlatego, że wyborcy zobaczyli, że PiS jest ośmieszony, nieporadny. Kaczyński świetnie o tym wiedział i próbował ratować sytuację, wręczając kwiaty na lotnisku i dziękując Beacie Szydło. Wiedział, że gdy Europa powiedziała sprawdzam, to okazało się, że PiS jest bezsilny. PiS zwyżkuje, kiedy wszyscy myślą, że jest nie do pokonania, także przeciwnicy, że Kaczyński jest genialnym strategiem, nawet jeśli potworem. Kiedy to jest zdekodowane, obnażone jako nieprawdziwe, PiS przegrywa. Dlaczego sprawa z SN jest moim zdaniem kluczowa? Jeśli opozycji uda się przekonać wyborców, że PiS rakiem, pospiesznie w trzy godziny i 27 minut wycofuje się z tego, czego broniło przez rok, i to pod wpływem tej „wyimaginowanej wspólnoty”, to będzie to dla PiS-u mordercze. Tym bardziej, że Kaczyński zrejterował przed tymi, których wyśmiewał i upokarzał. Tymczasem okazało się, że kilku sędziów w Luksemburgu może rzucić Jarosława Kaczyńskiego na łopatki. Oczywiste jest, że PiS będzie robił wszystko, żeby ukryć ten stan rzeczy i pokazywać swoją wszechmoc.

 

Opozycja mówi o politycznej korupcji na Śląsku, sprawa jest tym bardziej pikantna, że wszystko organizował minister w KPRM Michał Dworczyk. Czy to spodoba się wyborcom PiS?

Moim zdaniem to przekabacenie posła Kałuży zaszkodzi PiS-owi, ponieważ znowu pokazuje tę partię tak, jak nie chce być widziana, jako kogoś, kto korumpuje, mafię, która przekupuje biednego radnego. Dla mnie to jest pyrrusowe zwycięstwo. Minister Dworczyk i PiS ogłosili zwycięstwo i oczywiście ono tym jest, bo zyskali władzę nad drugim co do wielkości województwem, tylko jeżeli opozycja to wykorzysta, to możemy mieć do czynienia z reinkarnacją Misiewicza, a sam pan Kałuża stanie się symbolem, słusznie czy nie, przekupstwa.

Głos lewicy

Nowy etap represji

Redakcja miesięcznika „Brzask” donosi:”

Prokuratura domaga się ponownego osądzenia członków Komunistycznej Partii Polski oraz redakcji pisma „Brzask”, którzy zostali oskarżeni o „propagowanie totalitaryzmu”.
2 lutego 2017 r. Prokurator Rejonowy w Katowicach, twierdząc, że „odwoływanie się do ideologii marksistowsko-leninowskiej wskazuje na propagowanie ustroju totalitarnego”, odwołał się od decyzji Sądu Rejonowego w Dąbrowie Górniczej, który umorzył toczące się od ponad roku postępowanie karne.
Pierwszy wyrok skazujący zapadł w trybie nakazowym, wyłącznie w oparciu o akt oskarżenia przedstawiony przez prokuraturę, bez udziału oskarżonych w rozprawie. 31 marca 2016 roku czworo członków redakcji „Brzasku” zostało skazanych na 9 miesięcy prac społecznych oraz grzywny za odwoływanie się do marksizmu-leninizmu. Wszyscy oskarżeni złożyli odwołanie od wyroku, domagając się rozpatrzenia sprawy w toku standardowej procedury.
26 stycznia Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej podjął decyzję o umorzeniu postępowania. Sąd przypomniał, że zarówno KPP, jak i „Brzask” są legalne. W publikacjach nie dopatrzył się propagowania totalitarnego ustroju. Dodał, że „nie jest karalne identyfikowanie się z (…) ideologią komunistyczną”.
10 dni przed umorzeniem postępowania zmarł jeden z oskarżonych – Marian Indelak.
Ponownym rozpatrzeniem sprawy zajmuje się Sąd Okręgowy w Katowicach, który 19 kwietnia odroczył podjęcie decyzji w sprawie zażalenia prokuratury na umorzenie postępowania do czasu uzupełnienia materiałów procesowych.

 

Wolne sądy?

– Pytanie do Prawa i Sprawiedliwości: po co było to całe zamieszanie, po co było narażać Polskę na sankcje i negatywne reakcje ze strony Unii Europejskiej, skoro dzisiaj wszystkie zapisy ustawy są wycofywane – powiedziała Anna-Maria Żukowska podczas konferencji prasowej w Sejmie 21 listopada 2018 r., komentując nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, którą przedłożyli posłowie PiS w reakcji na działania organów Unii Europejskiej – Dobrze, że są wycofywane, ponieważ od samego początku nie były potrzebne – podkreśliła rzeczniczka prasowa SLD.
– W żaden sposób tzw. reformy sądownictwa zaproponowane przez PiS, nie poprawiły sytuacji osób niezamożnych, które mają do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, ani nie przyspieszyły procedowania postępowań przed sądami – oceniła Żukowska.
– Żaden postulat, który by się do tego przyczynił, jak np. Sędziego Pokoju, a który był zgłaszany przez SLD, nie został wdrożony. Sędzia pokoju skróciłby czas oczekiwania na orzeczenia w drobnych sprawach oraz zwiększyłby dostęp obywatelek i obywateli do wymiaru sprawiedliwości – poinformowała polityczka lewicy.
– Doceniamy, iż PiS potrafił się wycofać ze swych złych zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym – dodała.

Info ze strony SLD.

 

Zrujnowana reputacja

Marek Belka o aferze KNF: Tej afery nie da się porównać z żadnym tego rodzaju wydarzeniem w ostatniej dekadzie, jeszcze się nie zdarzyło, aby wysokiej rangi urzędnik państwowy składał tego typu niemoralne propozycje osobie przez siebie kontrolowanej. Wszelkie porównania afery KNF z jakąkolwiek inną są nie na miejscu. Co się tak naprawdę stało? Zrujnowano reputację instytucji bardzo ważnej i bardzo szanowanej, a polski nadzór bankowy był uważany przez świat za instytucję najwyższej jakości. Po pierwsze, okazało się, że dziś można w KNF-ie załatwić sprawę za łapówkę. Po drugie, okazało się, iż ta instytucja może być użyta, nie była, ale wystarczy, że może być użyta jako narzędzie wywłaszczenia prywatnej własności. Wreszcie cała sprawa pokazała, że pewne bardzo delikatne, ale ważne instrumenty nadzorcze stosowane w Europie – chodzi tu o przymusową restrukturyzację – mogą być poddane w wątpliwość jeżeli chodzi o polski system bankowy.

Nie do śmiechu

Kupa śmiechu była wokół opublikowanych przez TOK FM fragmentów przesłuchań kandydatów do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

 

Ale śmiech przeplatał się z autentycznym przerażeniem: to tacy ludzie chcą kandydować do struktury, która może jedną decyzją powodować śmierć zawodową i cywilną polskich prawników? To tacy ludzie, dewoci, niedokształceni lub po prostu mało inteligentni chcą decydować o kształcie polskiego wymiaru sprawiedliwości, który sobie wymarzył PiS? Straszne.

Oto notariusz, który uważa, że o jego wartości jako członka Izby Dyscyplinarnej świadczą jego akty notarialne, a nie jakiś tam prace naukowe. Oto sędzia sądu okręgowego (!), który bez wstydu i argumentów reklamuje się, używając jakichś wypowiedzi na poziomie pięciolatka. Pani za całe kwalifikacje mająca poukładane (gratulujemy!) życie rodzinne. Sędzia za zaszczyt i najlepsze referencje uważający swe przegrane sprawy przed sądem dyscyplinarnym, prawnik przekonany, że stoi za nim biblijna przypowieść.

Radio TOK FM, reprezentujące przecież neoliberalne elity Polski, nieprzypadkowo zamieściło te kompromitujące kandydatów fragmenty. Rzucono je w przestrzeń publiczną, by pokazać: „patrzcie oto, jak niski poziom prezentują ci, którymi PiS ciąć będzie jak mieczem niepokornych i szlachetnych sędziów, który brzydzą się współpracą z autorytarną władzą. Zobaczcie, jak niski poziom prezentują potencjalni pretorianie Kaczyńskiego”. W domyśle – za czasów naszej władzy takiego czegoś nie było. To jest oczywiście prawda, ale niecała.

Bo byłoby dla TOK FM idealnie, gdyby ci wszyscy ludzie zostali prawnikami w 2015 roku, zaraz po dojściu do władzy przez PiS i niosący swe oszałamiające argumenty przed oblicze nowych panów przez ostatnie dwa lata. Tyle, że to niemożliwe. To są prawnicy, którzy nie wzięli się z powietrza. Oni tu byli już w III RP. Oni sądzili, bronili, oskarżali, pisali akty notarialne. Jeżeli poziom ich pracy i jej owoce w postaci wyroków, decyzji i postanowień, czyli to, z czym mieli do czynienia zwykli ludzie, był taki jak argumentacja pokazana podczas aplikowania do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, to wnioski są wstrząsające.

Oczywiście, można założyć, że TOK FM coś tam wycięło z kontekstu, czegoś nie dopowiedziało, słowem, troszkę manipulowało. To nieładnie, ale się zdarza. Można też przyjąć założenie, że z obecną władzą chcą współpracować tylko udzie o intelekcie przegrywającym pojedynek z intelektem ukwiału. Inni zaś, mądrzejsi, do Izby Dyscyplinarnej zgłaszać się nie mają zamiaru. Mało możliwe, ale niech będzie. A co, jeśli kandydaci do Izby Dyscyplinarnej to średnia statystyczna polskiego wymiaru sprawiedliwości?

Byłby to żywy dowód, że niska społeczna ocena całego polskiego wymiaru sprawiedliwości ma swoje uzasadnienie. Że ta grupa zawodowa pozbawiona była elementarnych mechanizmów wewnętrznej selekcji, pozwalającej na eliminowanie najsłabszych profesjonalnie swoich członków, kierowała się źle pojmowaną zasadą korporacyjnej solidarności i pozwalała przez całe lata funkcjonować w swojej przestrzeni ludziom, których szeroko rozumiane kwalifikacje do tego zawodu są niewielkie lub żadne. Powie ktoś, że przesadzam, bo w każdej grupie znajdą się ludzie nieprofesjonalni, nieobiektywni i zwykli durnie. Nie. Przez tyle lat słyszałem, że to najlepsi z najlepszych, elita elit, ludzie bez skazy i ze spiżu odlani, że teraz mam prawo mieć swoje wobec nich oczekiwania. Tyle lat mówili, że nie można mieszać się w ich sprawy, bo ich zawód cechują wysokie kwalifikacje moralne, tak wysokie, że nie prześlizgnie się przez to sito nikt, kto nie zasługuj na społeczne zaufanie. To nieprawda.

A zatem rację ma Ziobro i jego kompania, kiedy wmawiają nam, że trzeba tę kastę żelazną miotłą wymieść i wymienić na prawdziwych i nieskalanych bo pisowskich sędziów? Też nie.

I PO, i teraz PiS niczego innego nie chcieli i nie chcą, jak tylko dysponować posłuszną grupą prawników, która chronić będzie ich klasowe i partykularne interesy. Istota się nie zmienia przecież – prawo służyć ma klasie panującej. Zmieniają się tylko szczegóły tego dealu, w którym nie chodzi o sprawiedliwość dla wszystkich, tylko dla wybranych. Przypomnijcie sobie umorzenie sprawy o narażenie utraty życia i zdrowia ukraińskiej pracownicy, którą pracodawca wywiózł wpółumierającą na przystanek autobusowy. Sąd uzasadniał umorzenie niską szkodliwością czynu i perspektywami rozwoju firmy dającej pracę.

Dopóki nie wywrócimy stolika zwanego neoliberalnym systemem kapitalistycznym, żadnych zmian w systemie sprawiedliwości nie możemy oczekiwać.

Głos prawicy

W trasie

– Zaczynamy dziś wielką drogę po Polsce, by kontynuować rozmowę z Polakami. Trzeba nieustannie pracować, bo „Dobra Zmiana” wymaga ciągłego działania – powiedział Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podczas kongresu PiS w Warszawie.
Dodał, że dobra władza dba o obywateli.
– Chcemy nie tylko mówić, ale słuchać i dyskutować. Nie działamy dla siebie, ale dla Polaków – stwierdził.
Podkreślił, że Prawo i Sprawiedliwość musi być „partią czystych rąk i nie ma w niej miejsca dla tych, którzy będą sobie te ręce brudzić”.
Premier Mateusz Morawiecki przedstawił pięć propozycji dla Polski: Dobry Start, Obniżka CIT do 9 proc., Program Dostępność+, Mała firma – mały ZUS, Drogi lokalne. Oznajmił, że podczas podróży po Polsce i spotkań z mieszkańcami, jest wysłuchanie i odpowiedzenie na potrzeby Polaków.
– Nasi poprzednicy mają tylko jeden program: anty-PiS, a nasz program nazywa się Polska, i to Polska równych szans. Pokazaliśmy, że można zupełnie inaczej prowadzić politykę społeczną i gospodarczą. Nasz obóz jest po to, aby dawać społeczeństwu bezpieczeństwo – powiedział.
Wicepremier Beata Szydło przypomniała, że program Prawa i Sprawiedliwości powstał po wysłuchaniu trosk, uwag i potrzeb Polaków.
– Godne życie dla polskich rodzin to coś, co wspólnie osiągnęliśmy. Dzieci i rodzina są fundamentem Polski i naszą przyszłością – stwierdziła – Dlatego chcemy wprowadzić udogodnienia dla młodych mam. Wprowadzamy program darmowych leków dla kobiet w ciąży oraz emeryturę dla kobiet, które nie pracowały zawodowo, a wychowały minimum 4 dzieci – powiedziała Wicepremier Beata Szydło.
Info z pis.org.pl

 

Krysia donosi

Krystyna Pawłowicz, poseł PiS i członek Krajowej Rady Sądownictwa ostro komentuje działanie Naczelnego Sądu Administracyjnego, który postanowił o wstrzymaniu wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z wnioskami o powołanie sędziów do Izby Karnej SN. Zdaniem Krystyny Pawłowicz działania te są nadużyciem sędziów, którzy z poparciem NSA, próbują sabotować procedurę wyboru przez prezydenta kandydatów do Sądu Najwyższego. Poseł Pawłowicz podkreśla, że NSA nie miał prawa wydać postanowienia w sprawie odwołujących się sędziów, gdyż działają oni z naruszeniem ustawowej procedury. Jak informuje Krystyna Pawłowicz, ustawowa procedura przewiduje złożenie odwołań do NSA za pośrednictwem KRS, która przesyła je do NSA wraz ze swoim odniesieniem się do skargi. Przesyła je wraz z aktami personalnymi kandydatów. Skarżący sędziowie Gąciarek i Skrzecz, jak wszystko na to wskazuje, złożyli odwołania równocześnie bezpośrednio też do NSA. Z kolei NSA złamał procedurę ustawową, gdyż nie czekając na skargę sędziów złożoną w KRS i na odpowiedź Rady na zarzuty, ani tez na akta personale, samodzielnie podjął działania. Działania te nie są przewidziane w ustawie, która żadnych „wstrzymań” i „zawieszeń” uchwał KRS nie przewiduje. Krystyna Pawłowicz przypomniała, że KRS miała zaopiniować dla prezydenta kandydatury na sędziów czterech izb SN: Dyscyplinarnej, Cywilnej, Karnej i Kontroli Nadzwyczajnej i spraw publicznych. Wszystkie kandydatury zostały zaopiniowane i przygotowywane są obecnie sukcesywnie indywidualne uzasadnienia każdej z nich.
– W pierwszej kolejności przygotowaliśmy uzasadnienia uchwał dla kandydatów do Izby Dyscyplinarnej i wysłaliśmy je do prezydenta. Te kandydatury zostały już przyjęte, a sędziowie wyznaczeni. Teraz kończymy opiniowanie uchwał dotyczących kandydatów do pozostałych izb. Do każdej z izb, kilku kandydatów, zgłosiło zastrzeżenia i złożyło odwołania. Procedura jest taka, że odwołania kandydatów od uchwał KRS powinny być składane do NSA tylko i wyłącznie za pośrednictwem Przewodniczącego KRS. Dwóch sędziów, stosując prawo dowolnie, najwyraźniej ścigając się z czasem, z pominięciem procedury ustawowej, przekazało swoje odwołania równolegle, bezpośrednio NSA, a nie tylko do KRS. Tak stało się właśnie w przypadku sędziów kandydujących do Izby Karnej, sędziego Piotra Gąciarka i Rafała Skrzecza – mówi Krystyna Pawłowicz w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

Prawo, niesprawiedliwość, konstytucja i sądy

Wydaje się, że już wieki minęły odkąd PiS wygrało wybory. I cóż? Pomimo strachu i całej tej alarmistycznej prasy szarzy obywatele w zasadzie nie odczuwają, by działa się jakaś straszna tragedia, chociaż ewidentnie burzone są fundamenty instytucji prawnych.

 

Część społeczeństwa wierzy, że nic groźnego się nie dzieje, a być może nawet ta nowa rewolucyjna władza ma trochę racji, że robi takie gwałtowne ruchy. Bo sądy działały zbyt wolno – a trzeba, by działały szybko; bo sędziowie tworzą uprzywilejowaną kastę – a nikt nie powinien stać ponad prawem; bo jakiś sędzia gdzieś się upił – a nie powinien!

 

Perfidia

Perfidia tej sytuacji polega na tym, że zasłaniając się tymi zarzutami, rządzący burzą trójpodział władzy i naruszają konstytucję. Zyskują przy tym kredyt zaufania i czas, bo wyborcy mimowolnie chcą osądzić, czy te nowe zmiany realnie pozbawią sędziów przywileju bycia nietykalnymi, czy młodsi nowi sędziowie Sądu Naczelnego, będą w stu procentach nieskazitelni, a procesy szybkie i bezstronne. Czy sędziowie SN będą znakomici i rano i z wieczora – i czy nie będą „donosili” do Brukseli na ukochaną ojczyznę. Wysuwając miałkie oskarżenia, PiS sprawia, że naród skupia się na duperelkach i traci z oczu rzecz najważniejszą” mianowicie to, że w tej grze nie chodzi wcale o naprawienie drobnych, choć realnych mankamentów, lecz o całkowite, trwałe przejęcie władzy i gwarancję, że się jej już nie utraci.
Nikt o zdrowych zmysłach nigdy przecież nie da gwarancji, że wśród tysięcy sędziów nie znajdzie się jakaś jedna czarna owca. Zarzut „to kasta” niema w dodatku żadnego uzasadnienia. Sędziowie muszą być kastą, aby móc wykonywać swoje obowiązki bez obaw o ingerencję ze strony twórców bieżącej polityki. Oskarżanie Sądu Najwyższego, że „donosi” na polskie władze do Brukseli to czysty idiotyzm. Unia Europejska nie jest wrogiem polskiego państwa. Jest dla nas niczym dobra i wyrozumiała matka, która i doradzi i wysłucha skargi. Porównywanie UE do niegdysiejszej „wrogiej Rosji” czy do morderczego nazizmu jest skrajnym nieporozumieniem. Jeżeli PiS zamierza dalej podążać tą ścieżką, powinno natychmiast wycofać wszystkich swoich europarlamentarzystów. Ale tego nie zrobi, bo najwyraźniej ich politykom smakują „judaszowe” pieniądze.

 

Centralizacja

W sprawie reformy sądownictwa ogół skupia się na drobiazgach, zamiast dostrzec, że tak naprawdę chodzi o coś innego: wyłącznie o centralizację władzy i zniesienie świętej do tej pory zasady trójpodziału, istniejącego właśnie po to, by nikt nie mógł zbudować sobie dyktatury.
Teraz chodzi o stworzenie instytucji podległych jednej partii, o to, by władzę obsadzić ludźmi niegodnymi jej sprawowania, ale posłusznymi i uległymi wobec tych, którzy rozdają wysokie stanowiska.
Profesor Strzębosz mógł być niepokorny, bo miał dorobek i uznaną już w świecie prawniczym pozycję. Sędzia Przyłębska nie ma żadnego tytułu naukowego, nie mówiąc o dorobku – jest, zatem skazana na to, aby wiecznie pamiętać, kto ją na stanowisku postawił. Prokurator z Podkarpacia również doskonale zdaje sobie sprawę, kto przymknął oko na jego PRL-owską przeszłość i komu zawdzięcza godności. Nawet niezwykle wymowna, złotousta pani profesor wie, że jej rzekomy tytuł profesorski jest lansowany tylko przez PiS, nigdy nie posiadała prezydenckiej nominacji do tego tytułu – może nim epatować tylko w murach swojej uczelni i nigdzie indziej. Jest doktorem habilitowanym.

 

Mierni, nadaktywni i do tego wierni

Tak, więc obsadzanie najwyższych urzędów ludźmi o marnych referencjach, albo bez dorobku czy społecznej pozycji, gwarantuje tej formacji, że będą jej wierni po grób. Taki sam manewr zastosował Stalin po przejęciu władzy. „Starych” bolszewików z autorytetem i dorobkiem zastąpił swoimi figurantami. Dopiero ten zestaw ludzi umożliwił mu na realizację krwawego imperium.
Przyjrzyjmy się przez chwilę ludziom teraz trzymających władzę: czy po przegranych wyborach mają jakąś godną przyszłość, szansę by utrzymać wysoki jak teraz status społeczny Czy może pan Misiewicz, któremu oficerowie salutowali jak ministrowi, wróci dobrowolnie zamiatać aptekę? Czy minister Błaszczak wróci chętnie na radnego do Wołomina za 2 tys. zł? Minister Kołodko miał zapewniony powrót na uczelnię, Ćwiąkalski – do praktyki prawnika. Minister Ziobro nie ma, dokąd wrócić. Ci ludzie i tysiące im podobnych zrobią wszystko by utrzymać swój wysoki status.
Znajdujemy się w zaklętym kręgu, bowiem dyspozytor tego układu jest poza odpowiedzialnością, a wykonawcy, by przetrwać na prestiżowych pozycjach – muszą akceptować jego ryzykowne polecenia. Ten układ paradoksalnie jest wewnętrznie trwały i z biegiem czasu wspólne poczucie zagrożenia wynikające z popełnionych wykroczeń czy nadużyć jeszcze go scementuje. Ja nawet nie mówię o naruszaniu konstytucji, ja mówię o tysiącach bogobojnych ludzi wyrzucanych z pracy bez merytorycznego uzasadnienia. Jaką to wielką wojnę przegrało Polskie Wojsko, że 70% najwyższych oficerów, generałów, straciło swoją karierę zawodową. Gdy przyjdzie czas próby: kryzys gospodarczy, zwyrodnienie jedynowładztwa, ferment społeczny dopiero wtedy niektórzy przejrzą na oczy i dostrzegą, czemu te wszystkie „reformy sądownictwa” miały służyć. Mając taką silną władzę da się siłą opanować każdy kryzys.

 

A qui bono?

Czekają nas nowe wybory. Książę Rochefoucauld mawiał: „niech żadna dama nie chwali się swoim honorem, gdy jeszcze żaden sprawny i elegancki kawaler nie dybał na jej cnotę”. Czy uczciwe partie mają szansę równej walki politycznej z ugrupowaniem, które bez żenady używa potęgi państwa, by organizować swoje działania? Która kusi młodych ludzi tysiącami posad z uposażeniami wywołującymi zawrót głowy? Czy partie przestrzegające rozdziału państwa i kościoła mają jakieś szanse z blokiem politycznym, który używa autorytetu kościoła, by wygrywać polityczne batalie?. Wynik tych zmagań poznamy wkrótce, a jest się, czego obawiać. Znając te wszystkie wyzwania – działajmy w dobrej wierze. A będzie, co Bóg da.

Przestajemy być państwem prawa PRAWORZĄDNOŚĆ W POLSCE

Na wszystkich szczeblach sądownictwa zwiększają się zagrożenia i jednocześnie zmniejszają gwarancje dla niezawisłości sędziów i niezależności sądów.

 

Stanowisko Komitetu Helsińskiego w Polsce głosi, że nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, przyjęta z kolejnym rażącym naruszeniem procedury stanowienia prawa w demokracji parlamentarnej, zamyka etap najważniejszych pozakonstytucyjnych zmian ustroju sądownictwa, zmian w rekrutacji, kadencyjności oraz obsadzie kadr sędziowskich. Ustawa zwana przez jej projektodawców „dopinającą reformę” umożliwia poddanie sądownictwa wpływowi władzy politycznej, co rujnuje podział władz.
Na wszystkich szczeblach sądownictwa zwiększają się zagrożenia i jednocześnie zmniejszają gwarancje dla niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Niszczy to zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa i anarchizuje życie publiczne w Polsce. Łamiąc Konstytucję, zmieniono prawo tak, aby umożliwić arbitralne, nieprzejrzyste i nieobjęte efektywną kontrolą sądową działanie władzy wykonawczej.
Obniżanie standardów i wybiórczość stosowania prawa zaczynają być odczuwalne. Przykłady to ograniczenia wprowadzane przez prawa o zgromadzeniach, prawa o wykroczeniach, ograniczenia jawności i dostępu do przestrzeni publicznej, ograniczenia w korzystaniu przez jednostki z wolności, niepewność ochrony prawnej. Prawo i jego stosowanie używane jest coraz szerzej do antagonizowania społeczeństwa, zastraszania obywateli i ich grup.
Członkowie Komitetu Helsińskiego pisali w lutym tego roku i teraz to powtarzają: okres, jaki minął od listopada 2015 r., przyniósł najwięcej wyzwań i zagrożeń dla praw i wolności człowieka po 1989 roku. Dziś jest to już głęboki kryzys demokracji w Polsce: parlament staje się atrapą, a jego pracę cechuje lekceważenie Konstytucji i niepoważne traktowanie legislacji. Towarzyszy temu zakłamany, wykluczający język, niszczący kooperację i dyskurs społeczny. Destrukcja demokratycznych standardów praw i wolności człowieka oddala nasz kraj od ładu demokracji liberalnej i zbliża do autorytarnych rządów jednej partii.

Sędziowie we własnej sprawie

Czy działania Sądu Najwyższego były zgodne z prawem unijnym i wyrokami Trybunału Sprawiedliwości UE?

 

Sąd Najwyższy skierował pięć pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, dotyczących ostatnich zmian w ustawach regulujących ustrój sądownictwa (chodziło o interpretację prawa unijnego w kontekście przymusowego przeniesienia niektórych sędziów SN w stan spoczynku bądź uzależnienia ich dalszego orzekania od wydania im niczym nieskrępowanej zgody władzy wykonawczej).
Pytania uzupełniają postępowanie prowadzone przez Komisję Europejską, która również ma wątpliwości wobec ustawy o Sądzie Najwyższym.
Jednocześnie SN zawiesił stosowanie kilku przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym wobec niektórych sędziów.

 

Szukanie obiektywnych wskazówek

Dlaczego SN postanowił być sędzią we własnej sprawie?
Otóż zdaniem Sądu Najwyższego, unijna zasada skutecznej ochrony sądowej – która jest zasadą ogólną prawa UE i wynika ze wspólnych tradycji konstytucyjnych państw członkowskich – obejmuje również prawo do niezależnego sądu zagwarantowane w Karcie Praw Podstawowych UE i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Sąd Najwyższy uznał, że potrzebuje odpowiedzi Trybunału Sprawiedliwości UE. Wyjaśnienie wątpliwości, co do zgodności z prawem unijnym przepisów ustawy o SN obniżających wiek przejścia w stan spoczynku jest bowiem, zdaniem Sądu Najwyższego, jedynym skutecznym sposobem zapewnienia przestrzegania w porządku prawnym RP zasady państwa prawa jako wartości, na której opiera się UE – oraz zagwarantowania prawa do skutecznej ochrony sądowej.
W sytuacji kryzysu praworządności w Polsce tylko unijny TS może dostarczyć obiektywnych i pozbawionych politycznych uprzedzeń wskazówek interpretacyjnych.
Oczywiście, Sąd Najwyższy mógł równie dobrze przekazać do sprawę do rozstrzygnięcia Trybunałowi Konstytucyjnemu. Jednakże za skierowaniem pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE stoi – jak się wydaje – przekonanie SN, iż obecna sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego nie pozwala temu ostatniemu na niezależne i rzetelne wyjaśnienie sprawy.

 

Trzeba przestrzegać prawa UE

Decyzja Sądu Najwyższego o skierowaniu sprawy do unijnego Trybunału Sprawiedliwości (a nie do polskiego Trybunału Konstytucyjnego) może być wskazówką dla sądów niższej instancji przekonanych o braku efektywnej kontroli konstytucyjności w Polsce.
Sąd Najwyższy miał pełne prawo zadać pięć pytań unijnemu Trybunałowi Sprawiedliwości. Dyskusję wzbudziło też jednak zastosowanie przez Sąd Najwyższy nowatorskiego, jak na polskie warunki, środka polegającego na zawieszeniu stosowania przepisów ustawy o SN wobec sędziów zagrożonych „czystką”.
Było oczywiste, że taki ruch ze strony SN spowoduje głosy o wejściu Sądu Najwyższego w rolę ustawodawcy. Jednak z faktu, iż konkretny instrument prawny zastosowano po raz pierwszy w historii w żadnym razie nie wynika, że jest on niezgodny z prawem.
Zgodnie z zasadą lojalnej współpracy, wyrażoną w art. 4 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej, jak również z zasadą efektywności – na wszystkich organach państw członkowskich (w tym również na sądach) spoczywa obowiązek zapewnienia skuteczności prawa unijnego.
Przez kilkadziesiąt lat działalności Trybunału Sprawiedliwości UE wypracował on mechanizmy, które pozwalają sądom krajowym na urzeczywistnienie tego obowiązku. Zalicza się do nich m.in. odmowę zastosowania przepisu krajowego sprzecznego z prawem UE lub dokonywanie wykładni prawa krajowego, aby tak dalece jak to możliwe, zapewnić skuteczność prawa unijnego w krajowym porządku prawnym. Podobnie, prawo UE wymaga, by – dla zapewnienia skutecznej ochrony sądowej – sąd krajowy miał możliwość zastosowania środków tymczasowych.
W tej sprawie Sąd Najwyższy połączył trzy wskazane tu środki – i w oparciu o instytucję zabezpieczenia roszczeń niepieniężnych z kodeksu postępowania cywilnego, zawiesił stosowanie trzech przepisów ustawy o SN wobec sędziów tego sądu, zagrożonych skróceniem wieku emerytalnego za sprawą nieskrępowanej decyzji Prezydenta RP.

 

Wszyscy powinni to respektować

Nie widzę w decyzji Sądu Najwyższego niczego niezgodnego z prawem UE – nie zawiesił on całej ustawy o SN, nie zrobił tego wobec wszystkich obywateli i dokonał zawieszenia tylko do czasu wydania orzeczenia przez unijny Trybunał Sprawiedliwości. Zastosował więc najmniej inwazyjną metodę, która pozwala za zabezpieczenie skuteczności przyszłego wyroku TS, a tym samym zapewnienie właściwego stosowania prawa unijnego w Polsce.
Tego rodzaju zawieszenie przepisów powinno być respektowane przez wszystkie organy państwa – w tym nową Krajową Radę Sądownictwa i Prezydenta RP. Zaangażowani są oni bowiem (lub będą) w postępowania bezpośrednio dotyczące sędziów, którym skrócono wiek przejścia w stan spoczynku.
Można postawić tezę, że dotyczy to również Sejmu i Senatu i nakazuje powstrzymanie się od uchwalania nowych przepisów, które mogłyby wpłynąć na sytuację prawną sędziów SN.
Opisywana sprawa uzupełnia postępowanie, prowadzone obecnie przez Komisję Europejską, która również wyraża wątpliwości co do zgodności ustawy o SN z zasadami państwa prawa.

 

Nowy etap walki o państwo prawa

Komisja Europejska może podnieść przed TS kwestię każdego przepisu ustawy o SN, co pozwoli unijnemu Trybunałowi na rzetelną i wszechstronną ocenę sytuacji wokół Sądu Najwyższego w kontekście przestrzegania prawa unijnego.
Z drugiej strony, nierespektowanie postanowienia SN przez władzę wykonawczą może mieć daleko idące konsekwencje. Oznaczać będzie nie tylko podważenie prawa krajowego (co ma już miejsce od kilkunastu miesięcy), ale również wyraźne zakwestionowanie unijnego porządku prawnego.
Takie działanie z pewnością powinno się spotkać z stosowną odpowiedzią instytucji unijnych, gdyż godzi ono pośrednio sytuację w całej UE i państwach członkowskich. Podsumowując, Sąd Najwyższy podjął nowatorską i nieznaną wcześniej w Polsce decyzję, kierując do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pięć pytań i zawieszając przepisy ustawy o SN.
Jest to początek nowego etapu walki wymiaru sprawiedliwości z większością rządzącą o zgodność z prawem (i zasięg) zmian w ustawach regulujących sądownictwo – a tym samym o interpretację zasad państwa prawa.
Wyraźne włączenie w ten spór unijnego Trybunału Sprawiedliwości może być obecnie jednym skutecznym środkiem wstrzymania, lub chociażby spowolnienia bezprecedensowego podważania zasad praworządności przez obecną większość rządzącą.
Mam nadzieję, że podobną skargę wniesie również Komisja Europejska, a wszelkie próby podważania decyzji SN spotkają się z odpowiednią reakcją instytucji unijnych.