48 godzin sport

Drugie trafienie Szymańskiego
Reprezentant Polski Sebastian Szymański strzelił gola dla Dynama Moskwa w przegranym 1:2 meczu z Achmatem Grozny w 4. kolejce rosyjskiej ekstraklasy. To drugie ligowe trafienie 22-letniego pomocnika w obecnym sezonie. Drużyna Dynama z dziewięcioma punktami na koncie zajmuje trzecią lokatę. Z rosyjskiej ekstraklasie występuje jeszcze trzech innych reprezentantów Polski – Grzegorz Krychowiak (FK Krasnodar), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa) i Rafał Augustyniak (Urał Jekaterynburg).

Linette lepsza w deblu
​Magda Linette i Amerykanka Bernarda Pera przegrały z rozstawionymi z numerem szóstym Chorwatką Dariją Jurak i Słowenką Andreją Klepac 5:7, 4:6 w półfinale gry podwójnej tenisowego turnieju rangi WTA 1000 na twardych kortach w Montrealu (z pulą 1,835 mln dolarów). Wcześniej, w pierwszej rundzie singla, Linette przegrała z Argentynką Nadią Podoroską 1:6, 2:6.

PSG wygrywa bez Messiego
W meczu drugiej kolejki francuskiej Ligue 1 Paris Saint-Germain, jeszcze bez Leo Messiego w składzie, a także Neymara, pokonał 4:2 drużynę RC Strasburg, w barwach której do 63. minuty grał pozyskany tego lata z Lechii Gdańsk prawy obrońca Karol Fila. W tym sezonie oprócz niego w zespołach francuskiej ekstraklasy występować będzie jeszcze trzech polskich piłkarzy – Przemysław Frankowski w RC Lens, Radosław Majecki w AS Monaco i Arkadiusz Milik w Olympique Marsylia.

Polak w kolarskiej elicie
Flip Maciejuk podpisał dwuletni kontrakt ze startującą w kolarskiej elicie World Tour ekipą Bahrain Victorious. 21-letni zawodnik niedawno wygrał trzyetapowy wyścig L’Etoile d’Or we Francji, zaliczany do Pucharu Narodów kolarzy do lat 23, ponadto jest aktualnym wicemistrzem Polski elity w jeździe indywidualnej na czas. W rozgrywanym w minionym tygodniu wyścigu Tour de Pologne Maciejuk startował w barwach reprezentacji Polski.

Czwarty gol Klimali w MLS
Polski piłkarz Patryk Klimala zdobył gola dla New York Red Bulls w przegranym przez jego zespół 1:2 meczu amerykańskiej MLS z Montreal CF. Było to czwarte ligowe trafienie 23-letniego napastnika w obecnych rozgrywkach. New York Red Bulls zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli konferencji wschodniej z dorobkiem 19 punktów w 18 meczach.

Muhammad Ali byłby dumny
Wnuk legendarnego pięściarza wagi ciężkiej Muhammada Alego, Nico Ali Walsh zaliczył wymarzony debiut w zawodowym ringu. Podczas bokserskiej gali w Oklahomie w swojej pierwszej walce wygrał przez nokaut z Jordanem Weeksem już w pierwszej rundzie. Pojedynek nie trwał nawet dwóch minut. „Myślę, że mój dziadek byłby dzisiaj ze mnie dumny” – powiedział po walce Nico Ali Walsh.

Świetny bieg Kiełbasińskiej
Podczas mitingu w La Chaux-de-Fonds świetnie spisała się Anna Kiełbasińska. Polska sprinterka ustanowiła nowy rekord życiowy. Dystans 400 metrów przebiegła w 50,38 s. To drugi wynik w historii polskiej lekkoatletyki. Szybsza była jedynie Irena Szewińska, która w 1976 roku przebiegł 400 m w rekordowym do dzisiaj czasie 49,28 s. Drugi wynik tabeli wszech czasów uzyskała teraz Kiełbasińska, a trzeci rezultat w historii, 50,41 s, należy do Justyny Święty-Ersetic.

Hurkacz walczył z wiceliderem
Hubert Hurkacz stoczył niesamowity bój z Rosjaninem Daniiłem Miedwiediewiem w ćwierćfinale turnieju ATP 1000 w Toronto. Choć Polak ani razu nie dał się przełamać wiceliderowi rankingu ATP, przegrał w trzech setach 6:2, 6:7(6), 6:7(5). Dla Hurkacza był to pierwszy turniej po nieudanym występie na igrzyskach w Tokio (odpadł już w II rundzie przegrywając z notowanym na 143. miejscu rankingu ATP Brytyjczykiem Liamem Broadym). W turnieju w Toronto w pierwszej rundzie miał wolny los, a w drugiej wygrał walkowerem z Japończykiem Keiem Nishikorim, a w trzeciej pokonał Gruzina Nikołoza Basiliszwilego 6:7, 6:4, 6:4.

Powołania do młodzieżówki
Trener młodzieżowej reprezentacji Polski Maciej Stolarczyk podał nazwiska zawodników z klubów zagranicznych, powołanych na mecze eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy 2023, w których biało-czerwoni zagrają z Łotwą (3 września w Jełgawie) oraz Izraelem (7 września w Lubliniew). Jego wybrańcami zostali: Adrian Benedyczak (Parma Calcio, Włochy), Mateusz Bogusz (UD Ibiza, Hiszpania), Michał Karbownik (Brighton&Hove Albion, Anglia), Jakub Kiwior (MSK Żilina, Słowacja), Marcel Lotka (Hertha Berlin, Niemcy), Aleksander Paluszek (FK Pohronie Żiar, Słowacja), Kamil Piątkowski (RB Salzburg, Austria), Jakub Stolarczyk (Leicester City, Anglia), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy).

Rosja chce igrzysk w 2036
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow podczas spotkania z medalistami igrzysk w Tokio (20 złotych, 28 srebrnych i 23 brązowych) potwierdził, iż Rosja ubiega się o organizację letnich igrzysk olimpijskich w 2036 roku. Wcześniejsze odbędą się w Paryżu (2024), Los Angeles (2028) i Brisbane (2032). W historii nowożytnych olimpiad igrzyska gościły w Rosji dwukrotnie – letnie w 1980 roku i zimowe w 2014. O prawo organizacji imprezy w 2004 roku bezskutecznie starał się Petersburg, a o IO 2012 Moskwa.

Białkowski zostaje w Millwall
Były reprezentant Polski Bartosz Białkowski przedłużył o kolejny rok kontrakt z drugoligowym angielskim klubem Millwall FC. 34-letni bramkarz występuje na angielskich boiskach od 2006 roku. Był graczem Southampton (2006-2012), z którego wypożyczono go w tym czasie do Ipswich i Barnsley, następnie grał w Notts County (2012-2014), Ipswich (2014-2020), a od 2019 roku jest zawodnikiem Millwall.

Kadra Polski na Euro 2021 według Paulo Sousy

Na zgrupowanie do Opalenicy portugalski selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa zaprosił 26 piłkarzy plus czwartego bramkarza Radosława Majeckiego, który jednak jest tylko w grupie graczy rezerwowych, wraz z Kamilem Grosickim, Rafałem Augustyniakiem, Robertem Gumnym i Sebastianem Szymańskim.

Najwięcej emocji wzbudziło pominięcie przez selekcjonera biało-czerwonych Kamila Grosickiego. „W takich chwilach emocje trzeba odstawić na bok. Musiałem podjąć trudne decyzje. Wiem, jaki Kamil potrafi reprezentować poziom, ale na ten moment Grosickiego w kadrze na Euro nie ma, bo wybraliśmy inną ścieżkę” – wyjaśnił Paulo Sousa podczas prezentacji składu kadry na mistrzostwa Europy. Jeśli liczył na powszechną akceptację w tej sprawie, to mocno się przeliczył. Zwykle powściągliwy w wyrażaniu opinii o decyzjach trenerów Robert Lewandowski w mediach podkreślał, że brak Grosickiego w kadrze był dla niego zaskoczeniem i że jest mu z tego powodu bardzo przykro. W podobnym tonie wypowiedział się też prezes PZPN Zbigniew Boniek. Grosicki znalazł się jednak w grupie graczy rezerwowych, którzy mogą dołączyć do kadry w zastępstwie zawodników kontuzjowanych lub zakażonych koronawirusem. Oprócz niego w odwodzie Sousa pozostawił jeszcze Radosława Majeckiego (on jako czwarty bramkarz będzie z kadrą tylko na zgrupowaniu w Opalenicy), Sebastiana Szymańskiego, Rafała Augustyniaka
i Roberta Gumnego.
Do kadry biało-czerwonych wrócili pominięci przez Paulo Sousę w powołaniach na marcowe mecze z Węgrami, Andorą i Anglią w eliminacjach MŚ 2022 Tomasz Kędziora i Karol Linetty. „Wtedy nie powołałem Kędziory, bo potrzebowaliśmy piłkarza o trochę innej charakterystyce. Mówiłem jednak, że z niego nie rezygnuję i teraz wrócił do drużyny. Podobnie jak Linetty, który wcześniej chorował na Covid-19 i nie był w marcu w optymalnej formie. Poza tym w jego klubie doszło do zmiany trenera, więc nie był najlepszy czas na powołanie. Karol ma jednak duże doświadczenie, a jego uniwersalność daje nam sporo opcji taktycznych – zapewniał Sousa.
Powołanie Kędziory nie wzbudziło żadnych kontrowersji, bo jest on podstawowym graczem Dynama Kijów, ale już zaproszenie Linettego tak, bo w tym roku od 5 lutego zagrał on w barwach AC Torino tylko 156 minut. Podobnie rzecz się ma z Przemysławem Płachetą, który w rundzie jesiennej jeszcze jako tako radził sobie w drugoligowym angielskim Norwich, lecz od 5 lutego rozegrał niespełna 100 minut. Wydaje się, że jednak bardziej bulwersującą decyzją selekcjoner podjął w przypadku Sebastiana Szymańskiego. Pomocnik Dynama Moskwa ma za sobą chyba swój najlepszy sezon w rosyjskiej ekstraklasie, ale z jakiegoś tajemniczego powodu nie zyskał uznania Paulo Sousy, który twierdzi, iż „czuje się bardziej komfortowo wystawiając na pozycji Szymańskiego innych zawodników”. Czy była to słuszny wybór, przekonamy się już niebawem, na razie jednak możemy jedynie się dziwić, dlaczego wykreślił ze swojej kadry wszechstronnego i kreatywnego w grze Szymańskiego, a zdecydował się powołać Linettego, który w AC Torino zaliczył swój najgorszy sezon w Serie A. Tak na marginesie to warto zauważyć, że w kadrze na Euro 2021 nie ma ani jednego piłkarza z zespołu mistrza Polski Legii Warszawa. Uznania w oczach portugalskiego szkoleniowca nie zyskał ani defensywny pomocnik Bartosz Slisz, ani rozgrywający Bartosz Kapustka.
Na miejsce kontuzjowanego Arkadiusza Recy powołanie otrzymał lewy obrońca Lecha Poznań Tymoteusz Puchacz, a ten wybór Paulo Sousa skomentował krótko: „Nie miałem na tej pozycji wielkiego wyboru, a Puchacz jest młodym zawodnikiem, silnym, ze świetną kondycją i tężyzną fizyczną. Mam nadzieję, że szybko przyswoi sobie naszą koncepcję gry”.
Pewnym zaskoczeniem jest powrót do kadry Dawida Kownackiego, który w drugoligowej Fortunie Duesseldorf dopiero w ostatnich miesiącach zaczął w miarę regularnie grać i strzelać gole, lecz nie pomógł drużynie w tym sezonie wrócić do 1.Bundesligi. Z całą pewnością w tej chwili nie jest to napastnik zdolny wypełnić lukę po kontuzjowanym Krzysztofie Piątku, ale może przyda się bardziej w roli prawoskrzydłowego. „Zastanawiałem się nad tym, czy można wykorzystać Kownackiego na skrzydle, gdzie też by się odnalazł, gdyż ma sporą siłę. Ale takiego grającego w bliskim kontakcie zawodnika jak on potrzebuję w ataku. Nie jako głównego napastnika, ale wsparcie ataku. Tam na pewno sobie poradzi. Wiem, że pokładano w nim wielkie nadzieje, a potem przechodził bardzo trudny okres. Uważam, że teraz dojrzał i jestem entuzjastycznie nastawiony do tego powołania” – przekonuje Paulo Sousa.
Skoro już jesteśmy przy napastnikach, to cieszy rosnąca forma Arkadiusza Milika, bo Robert Lewandowski potrzebuje nie tylko dobrego zmiennika, ale także dobrego partnera w linii ataku w ustawieniu z dwoma napastnikami. Karol Świderski oraz Jakub Świerczok będą jedynie dublerami i chociaż pierwszy z n ich zdobył kilkanaście goli w greckiej, a drugi w polskiej ekstraklasie, to trzeba się modlić, żeby Lewandowskiemu i Milikowi nie przydarzyła się kontuzja.
Sousa nie zmienił zdania co do bramkarzy, powołując Wojciecha Szczęsnego, Łukasza Fabiańskiego i Łukasza Skorupskiego, ale obecność Radosława Majeckiego w roli dublera jest dużym zaskoczeniem, bo w AS Monaco ten młody golkiper spędził ten sezon głównie na ławce rezerwowych. Zdecydowanie bardziej zasłużyli na to występujący w Augsburgu Rafał Gikiewicz oraz robiący furorę w Fiorentinie Bartłomiej Drągowski.

Kadra Polski na Euro 2021:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Radosław Majecki (AS Monaco, Francja);
Obrońcy:
Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Jan Bednarek (Southampton FC, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Paweł Dawidowicz (Hellas Verona, Włochy), Michał Helik (Barnsley, Anglia), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa), Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań);
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Jakub Moder (Brighton & Hove Albion, Anglia), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin);
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Dawid Kownacki (Fortuna Düsseldorf, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja), Jakub Świerczok (Piast Gliwice).
Gracze rezerwowi:
Rafał Augustyniak (Urał Jekaterynburg, Rosja), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Robert Gumny (FC Augsburg, Niemcy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja).

Polacy ostro postrzelali w Rosji

Grzegorz Krychowiak w miniony weekend zdobył dwie ligowe bramki dla Lokomotiwu Moskwa w wygranym 5:2 meczu z FC Tambow. Po jednym golu strzelili też jego koledzy z kadry Polski – Maciej Rybus i Rafał Augustyniak.

To był udany weekend dla trzech polskich piłkarzy występujących w rosyjskiej ekstraklasie piłkarskiej. Grzegorz Krychowiak strzelił dwa, a Maciej Rybus jednego gola w wygranym przez Lokomotiw Moskwa 5:2 meczu 27. kolejki rosyjskiej Premjer Ligi. Dla Rybusa było to dopiero pierwsze ligowe trafienie w tym sezonie, natomiast dla Krychowiaka już dziewiąte, a licząc wszystkie rozgrywki, nawet jedenaste. A oprócz goli ma jeszcze w dorobku cztery asysty. Nasz reprezentacyjny pomocnik ustanowił tym samym nowy rekord życiowy w liczbie goli strzelonych na rosyjskich boiskach w jednym sezonie. Dotychczas najwięcej bramek, dziewięć, zdobył w poprzednich rozgrywkach.
Także Lokomotiw na finiszu sezonu spisuje się wyśmienicie. Od 21 lutego zespół Krychowiaka i Rybusa notuje same zwycięstwa, zarówno w lidze, jak i w Pucharze Rosji. W środę Lokomotiw pokonał w półfinale krajowego pucharu CSKA Moskwa 3:0 (Krychowiak strzelił gola na 3:0) i 12 maja zagra w finale z ekipą Krylii Sowietow Samara. W potyczce z outsiderem rozgrywek FK Tambow Lokomotiw był murowanym faworytem i nie zawiódł oczekiwań. Trener moskiewskiej drużyny Marko Nikolić w 79. minucie zdjął Krychowiaka z boiska, oszczędzając jego siły na czekający ekipę Lokomotiwu mecz na szczycie ekstraklasy z liderem rozgrywek Zenitem Petersburg, który w 27. kolejce rozgromił u siebie Rotor Wołgograd 6:0. Zenit na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek ma nad drugim w tabeli Lokomotiwem sześć punktów przewagi, a jeszcze 2 maja w 28. kolejce podejmie Lokomotiw u siebie.
Udany weekend zaliczył też trzeci z reprezentantów Polski występujących w rosyjskiej ekstraklasie, Rafał Augustyniak, który strzelił gola dla Urala Jekaterynburg w zremisowanym u siebie 1:1 meczu z Achmatem Grozny. Było to jego czwarte ligowe trafienie w tym sezonie. Ural zajmuje 12. miejsce w tabeli z dorobkiem 31 punktów i na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek ma osiem „oczek” przewagi na strefą spadkową. Powodów do zadowolenia nie miał tylko czwarty z kwartetu biało-czerwonych w Rosji, Sebastian Szymański, bo jego Dynamo Moskwa przegrało z FK Khimki 0:1.

Nasz kwartet w Rosji gra jak z nut

Po wznowieniu rundy wiosennej rosyjskiej ekstraklasy kwartet występujących w niej reprezentantów Polski prezentuje znakomitą formę. Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa) i Rafał Augustyniak (Ural Jekaterynburg) nie zaznali jeszcze w tym roku goryczy porażki.

Sebastian Szymański kontynuuje dobre występy w barwach Dynama Moskwa. Jego zespół wygrał trzykrotnie – raz w pucharze i dwa razy w lidze, a tabeli rosyjskiej ekstraklasy zajmuje piąte miejsce ze stratą sześciu punktów do prowadzącego Zenita Petersburg. Nasz piłkarz jest podstawowym graczem Dynama i należy do czołówki graczy pod względem liczby asyst. Z kolei Grzegorz Krychowiak po wznowieniu rozgrywek przypomniał fanom Lokomotiwu, że w poprzednim sezonie zaliczał się do najlepszych strzelców zespołu. „Krycha” w trzech tegorocznych meczach zdobył dwie bramki – jedną w Pucharze Rosji i jedną w lidze, a w miniony weekend w wyjazdowym spotkaniu z Arsenałem Tuła (3:0) dołożył do tego dorobku asystę. Aktualni wicemistrzowie kraju nie są zadowoleni z odległego, siódmego miejsca w tabeli, ale wygląda na to, że rozpoczęli właśnie marsz w górę tabeli. Krychowiak znów należy do najlepszych graczy zespołu, a występujący z nim w Lokomotiwie inny z naszych reprezentantów, Maciej Rybus, też jest podstawowym graczem. W pucharowej potyczce z FK Tambow swój dobry występ okrasił asystą.
Czwarty z powołanych przez Paulo Sousę do szerokiej kadry zawodników z rosyjskiej ligi, Rafał Augustyniak, od początku sezonu zbiera za swoje występy w barwach Urala Jekaterynburg wysokie noty i zaliczany jest do najlepszych defensywnych pomocników w rosyjskiej ekstraklasie. Jerzy Brzęczek nie widział go w reprezentacji, ale Sousa, po kontuzjach Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego, nie ma wyboru i musi poszukać dla nich zastępstwa. Augustyniak w poprzednich rozgrywkach walczył ze swoją drużyną o miejsce gwarantujące start w europejskich pucharach, w obecnych znajduje się tuż nad strefą spadkową, ale z przewagą pięciu punktów nad zajmującym pierwsze zagrożone degradacją miejsce Rotorem Wołgograd. Nasz piłkarz utrzymuje dobrą formę. Potwierdził ją ostatnio zdobywając dwa gole w meczu ligowym z FK Krasnodar. Niewykluczone zatem, że cała czwórka znajdzie się w wąskiej kadrze na mecze z Węgrami, Andorą i Anglią.

Wirus dopadł reprezentanta Polski

U sześciu piłkarzy z Rostowa stwierdzono koronawirusa. W tej sytuacji cały pierwszy zespół rozpoczął kwarantannę. Na wyjazdowy mecz do Soczi wysłano więc juniorów, którzy pierwsi strzelili gola, ale ostatecznie przegrali aż 1:10. Rosyjskie media podają, że zakażenie Covid-19 wykryto u trzech graczy Dynama Moskwa, wśród których znalazł się reprezentant Polski Sebastian Szymański.

W wyjściowym zespołu FK Rostów znalazło się dwóch 19-latków, dwóch 18-latków oraz siedmiu 17-latków. Kapitanem był 18-letni Nikita Kurpijanow. Średnia wieku w drużynie gości tylko nieznacznie przekroczyła 17 lat. Prezes klubu z Rostowa przyznał, że decyzję o wysłaniu tych młodych piłkarzy podjął w ostatniej chwili, gdy nie powiodły się próby przełożenia spotkania. Dlaczego władze rosyjskiej ekstraklasy nie wyraziły na to zgody? Zadziałały tu pewnie ligowe układy. Zespół PFK Soczi jest zagrożony spadkiem, a to filia potężnego Zenita Petersburg, więc działacze bezwzględnie wykorzystali okazję do łatwego zdobycia punktów. FK Rostów wiele na tym nie stracił, bo mimo porażki utrzymał czwarte miejsce w tabeli i nadal pozostaje w grze o europejskie puchary.
Co znaczy mocna pozycja pokazała analogiczna sytuacja w Dynamie Moskwa. W tym stołecznym klubie u trzech piłkarzy wykryto obecność koronawirusa. Jednym z nich jest reprezentant Polski Sebastian Szymański. Z tego powodu zaplanowane na niedzielę spotkanie lDynama z FK Krasnodar zostało jednak przełożone. 21-letni Szymański przeszedł do moskiewskiego zespołu latem ubiegłego roku z Legii Warszawa za sześć milionów euro. Liderem rosyjskiej ekstraklasy jest Zenit Petersburg, a drugą lokatę zajmuje Lokomotiw Moskwa, w barwach którego grają Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus.

Wpadka Krychowiaka

W 15. kolejce rosyjskiej Premier Ligi trzej reprezentanci Polski – Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus i Sebastian Szymański – rozegrali całe mecze, co powinno ucieszyć trenera naszej kadry Jerzego Brzęczka.

Krychowiak i Rybus nie mieli jednak wielkich powodów do zadowolenia, bo ich Lokomotiw Moskwa tylko zremisował z FK Ufa 1:1. Drużyna naszych piłkarzy objęła prowadzenie w 60. minucie, ale 11 minut później w polu karnym Lokomotiwu poważny błąd popełnił Krychowiak. Nasz reprezentacyjny pomocnik próbując wybić piłkę nie trafił w nią i na dodatek jeszcze sfaulował zawodnika rywali, za co został ukarany żółtą kartką, a przeciwnicy dostali jeszcze rzut karny. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Lovro Bizjak. Była to ostatnia bramka jaka padła w tym spotkaniu, ale rosyjskie media nie winiły Krychowiaka za stratę punktów. Polak poza tą jedną wpadką zagrał na swoim normalnym poziomie, podobnie jak Rybus. Lokomotiw nie wykorzystał szansy na objęcie prowadzenia w lidze. Podopieczni Jurija Siemina są wiceliderami i tracą dwa punkty do Zenita Petersburg.
Występujący w barwach Dynama Moskwa 20-letni Sebastian Szymański także zaliczył 90 minut w spotkaniu z Achmatem Grozny. Jego zespół na swoim stadionie stracił bramkę tuż przed przerwą po rzucie karny, a od 60. minuty grał w dziesiątkę, mimo to zdołał wywalczyć remis 1:1. W doliczonym czasie gry wyrównał Iwan Ordec.

W zespole z Groznego całe spotkanie rozegrał 22-letni Konrad Michalak, natomiast drugi z naszych graczy w tej ekipie, 24-letni Damian Szymański, cały mecz spędził na ławce rezerwowych. 22-letni Michalak to jeszcze niedawny młodzieżowy reprezentant Polski, natomiast były gracz Wisły Płock Damian Szymański ma na koncie cztery występy w kadrze Jerzego Brzęczka.

 

Krychowiak czaruje w Rosji

W miniony weekend w rosyjskiej ekstraklasie piłkarskiej doszło do derbowej potyczki dwóch moskiewskich zespołów – Lokomotiwu i Dynamo. Zagrało w nim dwóch polskich piłkarzy, Grzegorz Krychowiak i Sebastian Szymański. Lepiej wypadł ten pierwszy, bo Lokomotiw wygrał 2:1, a jego wybrano na najlepszego gracza meczu.

Dla Lokomotiwu wygrana z lokalnym rywalem była czwartym ligowym zwycięstwem w obecnym sezonie. Zespół prowadzony przez trenera Jurija Siemina z dorobkiem 13 punktów w sześciu meczach awansował na pozycję wicelidera rozgrywek. W tabeli prowadzi z przewagą jednego „oczka” obrońca mistrzowskiego tytułu Zenit Petersburg.

Kolejny znakomity występ zaliczył Krychowiak, którego wybrano na najlepszego gracza spotkania. Pomocnik reprezentacji Polski w obecnych rozgrywkach zdobył już dwie bramki, co w przypadku defensywnego pomocnika jest wyczynem godnym pochwały. Nasz piłkarz po wyrwaniu się z Paris Saint-Germain wyraźnie odżył i gra teraz nawet lepiej, niż za czasów występów w FC Sevilla. Jeśli utrzyma formę ma szansę zostać jedną z największych gwiazd rosyjskiej ligi. Nie trzeba dodawać, że może to przynieść wymierną korzyść także reprezentacji Polski.

 

Ośmiu w rosyjskiej lidze

Liczba polskich piłkarzy w rosyjskiej Priemjer Lidze systematycznie rośnie. Po letnich transferach w nowym sezonie będzie ich w sumie ośmiu: Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus, Sebastian Szymański, Damian Szymański, Konrad Michalak, Maciej Wilusz, Michał Kucharczyk i Rafał Augustyniak. Więcej graczy z naszego kraju występuje jedynie we włoskiej Serie A.

Trójka naszych graczy występuje w klubach ze stolicy Rosji. 29-letni Grzegorz Krychowiak i jego rówieśnik Maciej Rybus od dawna są już filarami Lokomotiwu Moskwa, a 20-letni Sebastian Szymański tego lata przeszedł z Legii Warszawa do Dynamo Moskwa. Dwóch Polaków, 24-letni Damian Szymański i 21-letni Konrad Michalak, znalazło przystań w Czeczeni, w klubie Achmat Grozny, wcześniej znanym pod nazwą Terek. Z kolei 30-letni Maciej Wilusz w drużynie FK Rostów gra od lata 2017 roku, a trafił do tego zespołu z Lecha Poznań. Jako ostatni z wymienionej grupy piłkarzy do Priemjer Ligi trafili 28-letni Michał Kucharczyk i 25-letni Rafał Augustyniak. Pierwszy przeszedł za darmo po rozwiązaniu kontraktu z Legią, za drugiego do Urala Jekaterynburg zapłacił spadkowiczowi z ekstraklasy Miedzi Legnica pół miliona euro.

Po czterech kolejkach spotkań najwyżej w tabeli rosyjskiej najwyższej ligi plasuje się Zenit Petersburg, za nim jest CSKA Moskwa, a trzecią pozycję zajmuje zespół Wilusza, FK Rostów. Polak nie ma jednak w tym wielkiego udziału. Do stycznia tego roku był podstawowym graczem Rostowa i stoperem często wyróżnianym w ligowych rankingach. Grał na lewej stronie w trzyosobowym bloku obronnym, ale zimą zerwał więzadła krzyżowe i chociaż już wrócił do zespołu, póki co jego mecze ogląda z ławki rezerwowych. Czwartą lokatę zajmuje Lokomotiw, w którym znaczące role odgrywają Krychowiak i Rybus. Trzy miejsca niżej jest Ural, w którym na razie regularnie gra tylko Augustyniak, dziewiątą lokatę zajmuje Achmar z Michalakiem i Damianem Szymańskim, a najniżej z klubów z polskimi piłkarzami znajduje się stołeczne Dynamo, które zajmuje aktualnie 10. pozycję. Poza Wiluszem i Kucharczykiem pozostała szóstka naszych piłkarzy regularnie pojawia się na boisku.

Polskim weteranem w rosyjskiej ekstraklasie jest Rybus, który trafił tu z Legii Warszawa przechodząc w 2012 roku wraz z Marcinem Komorowskim do Tereka Groznego. Po czterech sezonach chciał spróbować sił na Zachodzie i podpisał kontrakt z Olympique Lyon, ale we Francji nie czuł się najlepiej i nie grał dobrze. Wytrzymał rok i wrócił do Rosji, lecz już nie do czeczeńskiego klubu, lecz do Lokomotiwu Moskwa. Agent Rybusa, Mariusz Piekarski, stoi też za transferami z Wisły Płock Damiana Szymańskiego i Konrada Michalaka oraz z Legii Sebastiana Szymańskiego. Michała Kucharczyka, Rafała Augustyniaka i Macieja Wilusza w lidze rosyjskiej ulokowała agencja INNfootball Daniela Webera . Za swoich dwóch graczy Wisła Płock zarobiła w sumie trzy miliony euro, za Szymańskiego Legia dostała 5,5 mln euro. Augustyniak kosztował pół miliona euro.

Najdroższym i najbardziej znanym z polskich piłkarzy jest rzecz jasna Krychowiak, który w Lokomotiwie wraca do piłkarskiego życia po upokorzeniach jakich doświadczył w Paris Saint-Germain. Poprzedni sezon spędził w moskiewskim zespole na zasadzie wypożyczenia, a ponieważ grał znakomicie i został nawet wyróżniony tytułem najlepszego pomocnika ligi, działacze Lokomotiwu zdecydowali się wyłożyć za transfer definitywny reprezentanta Polski 12 mln euro. Paris Saint-Germain stracił na tej transakcji grube miliony, bo wykupując Krychowiaka z FC Sevilla zapłacili za niego około 26 mln euro, ale to problem francuskiego potentata. Lokomotiw zrobił dobry interes, bowiem polski piłkarz już od początku sezonu gra fantastycznie i nawet strzelił zwycięskiego gola, a we wrześniu będzie miał okazję przypomnieć się kibicom w Europie w fazie grupowej Ligi Mistrzów i w meczach reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020.

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powinien teraz uważniej śledzić poczynania grupy polskich piłkarzy w rosyjskiej lidze. Krychowiak i Rybus to przecież podstawowi gracze reprezentacji, Damiana Szymańskiego Brzęczek zna jeszcze z czasów gdy był trenerem Wisły Płock, a już wysyłał mu powołania na zgrupowania kadry. W kręgu jego zainteresowania juz wcześniej znaleźli się też błyskotliwy rozgrywający Sebastian Szymański, który po przeprowadzce do Dynama Moskwa gra regularnie w podstawowym składzie i zbiera dobre recenzje, a także i szybki jak wiatr skrzydłowy Konrad Michalak, który w Achmacie Grozny dzięki temu atutowi ma duże szanse wypłynąć na szersze wody. Ten piłkarz może już wkrótce rozwiązać selekcjonerowi kadry problem z obsadą prawego skrzydła.

Wilusz, Kucharczyk i Augustyniak z różnych powodów na powołania do reprezentacji Polski nie mają co liczyć. Wilusz ich nie dostawał nawet wtedy, gdy grał w Rosji na wysokim poziomie, a zespole biało-czerwonych Kamil Glik nie miał na stoperze równego mu partnera. Tym bardziej nie dostanie teraz, gdy walczy o powrót do formy po kontuzji, a Glik ma u swego boku w środku obrony Jana Bednarka. Kucharczyk też nie cieszył się uznaniem selekcjonerów kadry nawet jako kluczowy zawodnik Legii, a Augustyniak gra na pozycji defensywnego pomocnika, na której Brzęczek ma kłopot bogactwa jak z bramkarzami czy napastnikami. Obserwować go jednak nie zawadzi.

 

Zaskakujący sukces młodzieżówki

Od niedzieli 16 czerwca we Włoszech i San Marino trwają mistrzostwa Europy drużyn do lat 21. Reprezentacja Polski w pierwszym spotkaniu dość nieoczekiwanie pokonała faworyzowaną Belgię 3:2. W drugim meczu grupy A Włosi pokonali Hiszpanię 3:1. W środę biało-czerwoni zmierzą się z gospodarzami turnieju. Awans do półfinału turnieju zapewnia promocje do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio.

W mistrzostwach Europy reprezentacji młodzieżowych, od 1978 roku rozgrywanych w formule U-21, nasi młodzi piłkarze ani razu nie przebili się do półfinału turnieju, nie mają zatem w dorobku żadnego medalu tej imprezy. Dwa lata temu młodzieżowcy walczyli o prymat w Europie na polskich stadionach. Niestety, PZPN nie potrafił przygotować na ten turniej odpowiednio mocnej drużyny. Biało-czerwoni prowadzeni przez Marcina Dornę nie wyszli nawet z grupy. Była to sportowa porażka, bo Dorna nie miał w kadrze nieudaczników. Dowodzi tego choćby fakt, że z tamtej ekipy Jerzy Brzęczek powołuje dzisiaj Tomasza Kędziorę, Jana Bednarka, Karola Linettego, Dawida Kownackiego, Przemysława Frankowskiego i Krzysztofa Piątka, a oprócz nich o kadrę otarli się lub ocierają Jarosław Jach, Paweł Dawidowicz, Paweł Jaroszyński, Adam Buksa, Bartosz Kapustka i Mariusz Stępiński.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek czasem potrafi uczyć się na własnych błędach, a że osobiście bardzo mu zależało, żeby w dwóch tegorocznych imprezach z udziałem reprezentacji młodzieżowych dobrze wypaść, do prowadzenia kadry U-20, która na przełomie maja i czerwca wystąpiła w roli gospodarza rozgrywanych w naszym kraju mistrzostw świata, zatrudnił byłego trenera Legii Warszawa Jacka Magierę, natomiast do prowadzenia kadry U-21 trenerskiego weterana Czesława Michniewicza.

Michniewicz lepszy od Magiery

Magiera miał łatwiej, bo jego zespół jako gospodarz mundialu U-20 nie musiał przebijać się przez eliminacje, lecz może właśnie dlatego zbudowany przez niego zespół zdołał tylko wyjść z grupy i odpadł w 1/8 finału. Michniewicz miał zadanie nieporównanie trudniejsze, bo musiał ze swoją ekipą awans do turnieju we Włoszech i San Marino wywalczyć. Dokonał tego dopiero w barażach, w których biało-czerwoni pokonali Portugalczyków, rywali także w futbolu młodzieżowym z górnej europejskiej półki. W losowaniu grupowych przeciwników nasi młodzi piłkarze nie mieli szczęścia, bo trafili do grupy A z gospodarzami turnieju Włochami, Hiszpanią i Belgią. Dlatego nikt nie stawiał przed nimi wygórowanych żądań.

Sytuację zmienił zwycięski mecz z reprezentacją Belgii, której pierwsza reprezentacja jest obecnie numerem 1 w rankingu FIFA (Polska zajmuje w nim 19. miejsce). W tym kraju szkolenie młodych piłkarzy stoi na wysokim poziomie i trener Johan Walem miał znacznie większy wybór wysokiej klasy zawodników niż Michniewicz, dlatego w jego kadrze zabrakło kilku znanych już graczy z tego rocznika, regularnie powoływanych do pierwszej reprezentacji kraju. Bez nich też jednak byli uważani za faworytów, a już na pewno w spotkaniu z Polakami.

Porażka 2:3 była dla Belgów szokiem. „Na tym poziomie margines błędu jest bardzo mały. Nie wystarczy dobrze grać przez pierwsze 25 minut. Zaczęliśmy doskonale, a później straciliśmy dobry rytm i pojawiało się coraz więcej problemów. Pierwszy gol dla Polaków nigdy nie powinien paść, a ich drugie trafienie podcięło nam skrzydła” – narzekał trener Johan Walem przed kamerami telewizji RTBF. Złości nie kryli też belgijscy piłkarze. Strzelec drugiej bramki dla Belgów Dion Cools stwierdził: „Polacy zaskoczyli nas golem z rzutu rożnego i gra się posypała”. Bardziej nieuprzejmy w ocenie rywali był obrońca Elias Cobbaut: „Polacy strzelili nam szmaciane gole. Mieli cztery okazje i trafili trzy razy”.

Czesław Michniewicz, dla którego dobry wynik w mistrzostwach Europy może okazać się punktem zwrotnym w podupadłej ostatnio trenerskiej karierze, po spotkaniu z Belgami stonował optymizm. „W każdej rywalizacji trzeba mieć trochę szczęścia, a my tego wieczoru mieliśmy wszystko” – ocenił na łamach serwisu internetowego PZPN. W środę 19 czerwca biało-czerwonych czeka jednak jeszcze trudniejsze wyzwanie – mecz z gospodarzami turnieju Włochami. Tym razem Polacy nie mogą liczyć na efekt zaskoczenia, bo ich zwycięstwo nad Belgami zostało w Italii zauważone i szeroko komentowane.

Przejmą kadrę za dwa lata?

Włosi wierzą w wygraną swojego zespołu, ale doceniają siłę polskiego zespołu i podkreślają, że kilku graczy z kadry Michniewicza już występuje w zagranicznych klubach (Dawid Kownacki jest graczem Sampdorii Genua wypożyczonym do Fortuny Duesseldorf, Kamil Grabara z FC Liverpool został wypożyczony do duńskiego AGF Aarhus), Krystiana Bielika Arsenal wypożyczył do trzecioligowego Charlton Athletic, Karol Świderski ostatni sezon spędził jako zawodnik PAOK Saloniki i Jakub Piotrowski z KRC Genk), kolejni latem pójdą w ich ślady (po transferach są już Sebastian Szymański, który odejdzie z Legii Warszawa do Dynama Moskwa, Szymon Żurkowski sprzedany przez Górnika Zabrze do Fiorentiny oraz Konrad Michalak oddany przez Lechię Gdańsk do rosyjskiego klubu Achmat Grozny, a do zmiany klubów szykują Robert Gumny z Lecha Poznań, Patryk Dziczek z Piasta Gliwice i Mateusz Wieteska z Legii Warszawa, a chęć na to mają też pozostali gracze kadry.

Warto zapamiętać te nazwiska, bo po Euro 2020 piłkarze z tego pokolenia zaczną wypierać z pierwszej reprezentacji zawodników dzisiaj już mających trzydzieści i więcej lat, jak Łukasz Fabiański, Kamil Glik, Kamil Grosicki, Jakub Błaszczykowski czy Grzegorz Krychowiak. Trener Brzęczek lub jego następca może mieć wkrótce prawdziwy kłopot bogactwa na każdej pozycji. Niestety, będzie się musiał sporo po Europie najeździć, bo w kadrze nie będzie miał ani jednego zawodnika z naszej ekstraklasy.

 

Kadra Brzęczka trochę się sypie

Z 28 piłkarzy powołanych przez Jerzego Brzęczka na mecze z Macedonią Północną i Izraelem, z kadry wypadli z powodu kontuzji Wojciech Szczęsny i Arkadiusz Reca, zaś Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego i Roberta Gumnego selekcjoner odesłał na zgrupowanie szykującej się do mistrzostw Europy reprezentacji młodzieżowej.

Po marcowych meczach reprezentacja Polski prowadzi w grupie G z kompletem sześciu punktów i bilansem bramkowym 3:0 (z Austrią 1:0, z Łotwą 2:0). Najbliżsi przeciwnicy naszych piłkarzy zajmują dwa kolejne miejsca w tabeli. Drugi Izrael wygrał z Austrią 4:2 i zremisował ze Słowenią 1:1 (4 pkt, bramki 5:3), a trzecia Macedonia Północna pokonała 3:1 Łotwę i zremisowała 1:1 ze Słowenią (4 pkt, bramki 4:2). Oczywiście kibice w tych krajach nie dopuszczają nawet myśli, że ich drużyny przegrają z Polakami.

U nas też panuje powszechne przekonanie, że chociaż ostatnio reprezentacja nie zachwyca swoją grą, to w tej grupie Lewandowski i spółka „nie mają z kim przegrać”, dlatego oczekuje się od ekipy Brzęczka dwóch kolejnych zwycięstw. „Zdajemy sobie sprawę, że w marcowych spotkaniach z Austrią i Łotwą nie zagraliśmy tak, jak oczekiwaliśmy. Przeanalizowaliśmy te mecze i wiemy, co powinniśmy poprawić, żeby wejść na poziom, który ta drużyna jest w stanie zaprezentować. Ale mecze o punkty to nie jest czas na eksperymenty. Naszym celem jest zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy, a sześć punktów jeszcze awansu nie daje, musimy w czekających nach meczach zagrać z maksymalnym zaangażowaniem. Macedonia i Izrael nie należą do światowej czołówki, ale to solidne drużyny. Trzeba będzie z nimi zagrać z maksymalnym zaangażowaniem, bo myślenie, że wystarczą tylko umiejętności, to wielki błąd” – mobilizuje swoich graczy Brzęczek.

W podobny ton uderzył też kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski, ale on ostatnio apele o maksymalna mobilizację powtarza przed każdym zgrupowaniem. Niestety, nie zawsze są to apele skuteczne. Tym razem „Lewy” przypomniał kolegom, że w przeszłości nasza drużyna miała problemy z utrzymaniem koncentracji zwłaszcza w drugich spotkaniach, granych w krótkim odstępie czasowym po pierwszym meczu. Tym razem biało-czerwoni będą w tym drugim starciu walczyć z zespołem Izraela.

Czy to wystarczy, przekonamy się już w najbliższy piątek. Do gry o punkty eliminacji Euro 2020 zostało Brzęczkowi 23 zawodników, z których drobne problemy zdrowotne mają Kamil Glik (przeciążenie ścięgna Achillesa) i Maciej Rybus (naciągnięcie mięśnia dwugłowego). Pozostali są ponoć w pełni sił, chociaż na różnym poziomie wytrenowania, bo rozgrywki ligowe w Europie skończyły się w maju. Kamil Grosicki na przykład ostatni mecz zagrał na początku maja, potem zdążył wyskoczyć na dwutygodniowy urlop, z którego przyjechał prosto do Polski i ponownie podjął treningi.

Selekcjoner biało-czerwonych zapewniał jednak na zwyczajowej konferencji prasowej, że jest zadowolony stanem fizycznym kadrowiczów. „Większość piłkarzy zakończyła sezon więcej niż dziesięć dni przed meczami z Macedonią i Izraelem, dlatego też zaczęliśmy zgrupowanie nieco wcześniej. Intensywność czwartkowych i piątkowych treningów była już bardzo wysoka” – zapewniał Brzęczek. Uciął też spekulacje na temat obsady reprezentacyjnej bramki pod nieobecność Szczęsnego. „W tej kwestii sprawa jest jasna. Numerem jeden jest Wojtek, ale mamy wspaniałych zawodników na tej pozycji. Teraz podstawowym bramkarzem będzie oczywiście Łukasz Fabiański, który jest zawodnikiem na podobnym poziomie” – zakończył trener Jerzy Brzęczek.