Każdy z marszałkiem Senatu

Swoje stanowisko w sprawie Senatu przedstawił w swoim oświadczeniu w czasie konferencji prasowej w Sejmie przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty. Przytaczamy je w całości.

Obecnie toczy się dyskusja w sprawie Senatu i należy przypomnieć, iż to Lewica zaproponowała koncepcję Paktu Senackiego. Negocjacje składu osób, które wystartują w ramach tego Paktu trwały bardzo długo. I ta koncepcja odniosła sukces. 4 lata temu startowało 460 osób, w tym roku 240. Lewica, KO oraz PSL mają swoich senatorów. Mamy taki efekt, ponieważ wydyskutowaliśmy taki kształt. Kłaniam się nisko Polskiemu Stronnictwu Ludowego, ale też przypominam, że i my nie byliśmy zachłanni. Lewica ma 2 senatorów, a PSL ma 3, jest też kilku senatorów niezależnych.
Kształtuje się prezydium Senatu i jeżeli ta większość 51 senatorek oraz senatorów się utrzyma, to nasze stanowisko w tej sprawie jest następujące. Po pierwsze, nie jesteśmy chętni do rozmowy przez media. Nie jest dobrym pomysłem, aby kandydatki lub kandydata na szefa Senatu zgłaszać poprzez media. Po drugie, jesteśmy otwarci na rozmowy w ramach Paktu Senackiego. Po trzecie, prowadzimy te rozmowy z PSL-em, w bardzo przyjacielskiej i rozsądnej atmosferze. Po czwarte, w prezydium Senatu powinni się znaleźć przedstawiciele PO, PSL, Lewicy, niezależnych oraz PiS-u.
Jesteśmy chętni do podjęcia rozmów w tej sprawie, jak przyjdzie na to czas, gdyż jak na razie senatorki oraz senatorowie nie odebrali swoich nominacji. Czekamy na sygnał od największej partii. Szanujemy to, że Platforma ma najwięcej senatorów., ale stało się tak, ponieważ tak ustaliliśmy. Lewica mogła zgłosić 70 kandydatek i kandydatów do Senatu, PSL również mógł zgłosić swoje 70 osób, ale tego nie zrobiliśmy. Dlaczego mówimy to na konferencji prasowej? Ponieważ znamy historię. Wymyśliliśmy Pakt Senacki i następnie przez miesiąc czekaliśmy na kontakt w tej sprawie. Wydaje nam się, że konferencje prasowe przyspieszą takie procesy. W tej sprawie to jest ostatnia konferencja, ale jeżeli to nic nie da, to sami zadzwonimy, ponieważ lubimy rozmawiać.

 

Nasi kandydaci dziękują za Wasze głosy

Odpowiadając na pytania naszych Czytelników informujemy, że:

Piotr Kusznieruk – lider podlaskiego SLD i wydawca naszej „Trybuny” kandydował do Sejmu RP z listy Lewicy, z drugiego miejsca na liście.

 

 

Piotr Gadzinowski – redaktor naczelny „Trybuny” kandydował do Sejmu RP z tej samej listy w mieście stołecznym Warszawie. Zapewne z ostatniego miejsca na liście.

 

 

Anna-Maria Żukowska – rzeczniczka prasowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kandydowała z listy Lewicy w Warszawie na drugiej pozycji.

 

 

Wincenty Elsner – publicysta i od 2016 wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, startował z 9 miejsca na liście wrocławskiej.

 

 

Jacek Gallant – prawnik, dziennikarz, były: radny, wiceprezydent Lublina, wieloletni dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie, miłośnik Bałkanów i kotów, startował z tamtejszej listy z ostatniego miejsca.

 

 

Tymoteusz Kochan – publicysta i aktywista lewicowy, kandydował z listy Lewicy z regionu szczecińskiego: czyli Szczecin, Świnoujście, powiaty: goleniowski, gryficki, gryfiński, kamieński, łobeski, myśliborski, policki, pyrzycki i stargardzki.

 

 

Cezary Żurawski – Członek Rady Naczelnej PPS, Rzecznik prasowy Partii. Działacz związkowy (ZZPE). „Warszawiak” z urodzenia i przekonania. Publicysta, dziennikarz – startował z listy Lewicy w Warszawie.

 

 

Lech Fabiańczyk – o mandat ubiegał się z listy Lewicy w Koszalinie. Prawdopodobnie był jedynym komunistycznym kandydatem do Sejmu.

 

 

 

Pozwólcie działać

W niedzielę, 13 października obywatele Polski staną przed ostatecznym wyborem. Wyborem pomiędzy demokracją, a „lepszą demokracją”. Nie trudno domyślić się jednak, że owa „lepszość” to próba modyfikacji ustroju, który dotychczas miał gwarantować obywatelom życie w państwie wolności i prawa.

Na naszych oczach w centrum Europy dokonuje się zmiana, która z dobrą nie ma nic wspólnego. Przyjęte i wywalczone prawa są stopniowo i konsekwentnie zastępowane nowymi, które nie dają się zrozumieć przez człowieka, który jest świadomy konstytucyjnie gwarantowanych mu praw obywatelskich. Wydaje się więc tym bardziej znaczące, że w najbliższą niedzielę, korzystając z jednego z nich – prawa wyborczego – każdy obywatel będzie mógł ocalić dla siebie pozostałe.
Prawa obywatela gwarantuje Konstytucja – najważniejszy akt prawny ogłoszony „w trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny” po odzyskaniu w 1989 roku możliwości suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie. Już sama Preambuła jak i pełen tekst tego najważniejszego aktu prawnego wskazuje, że został on przygotowany przez ludzi, którzy ponad wszystko cenią sobie wolność, zarówno swoją jak i wszystkich obywateli. Nie powinno dziwić więc, że najbardziej zaangażowanymi w jej pracę byli przedstawiciele lewicy – jedynej tak naprawdę postępowej i prowolnościowej siły w polskiej polityce.
Należy pamiętać, że choć obecność Konstytucji wydaje się teraz naturalna i wręcz oczywista, wcale nie musiało dojść do jej ustanowienia. A jeżeli już, nie musiałaby zawierać w swojej treści tak szerokich jak obecnie zapisów zabezpieczających wolność obywateli.
Warto zaznaczyć tym samym, że to w jaki sposób jest skonstruowana było efektem sześciu niezwykle pracowitych lat. Wszelkie zapisy w niej zawarte, w drodze konsensusu uzgadniała specjalnie utworzona w tym celu Komisja Konstytucyjna, której jednym z przedstawicieli był ówczesny poseł Aleksander Kwaśniewski. Ten sam, który zadeklarował, że w najbliższych wyborach ponownie zagłosuje na Lewicę.
Tworzenie Konstytucji RP nie było i nie jest jednak jedyną zasługą polskiej lewicy. Warto przypomnieć, że dokładnie 20 lat temu, również dzięki jej staraniom, Rzeczpospolita Polska stała się członkiem NATO – najpotężniejszego w historii paktu obronnego.
Kilka lat wcześniej rozpoczął się również dla Polski proces integracji europejskiej, który 1 maja 2004 roku na mocy Traktatu Akcesyjnego, zakończony został wprowadzeniem Polski do Unii Europejskiej. Sukces udanych negocjacji w Kopenhadze podczas których podpisano rozszerzenie Unii Europejskiej o Polskę należy bezsprzecznie przypisać Leszkowi Millerowi jak również 13,5 milionom Polaków, którzy oddali wówczas swój głos „za” w referendum.
Nie ulega wątpliwości, że działania na międzynarodowej arenie politycznej prowadzone przez lewicowych przedstawicieli doprowadziły do najlepszych w historii kontaktów z krajami za wschodnią granicą, w szczególności z Ukrainą. Przedstawiciele lewicy w ramach swoich działań na arenie międzynarodowej niejednokrotnie mieli również możliwość zaprezentowania swoich umiejętności negocjacyjnych. Ich efektem były między innymi relacje z USA, które poza wzajemnym wsparciem zaowocowały również najbardziej korzystnym w historii kontraktem na wyposażenie Polskich Sił Powietrznych w F16. Te wielozadaniowe samoloty do tej pory stanowią podstawę obronności Polski. Co więcej, w ramach zawartego wówczas kontraktu offsetowego z USA, polska gospodarka wciąż jest beneficjentem zawartych kontraktów i powstaniem w Polsce Doliny Lotniczej – wschodnioeuropejskiego klastra produkcyjnego o wielkim potencjale. Jej początek nie byłby możliwy dzięki otrzymanym z USA technologiom i możliwościom ich wdrażania przez polskich specjalistów.
Mając na uwadze działania polskiej lewicy, należy podkreślić, że one wszystkie skupiają się na zagwarantowaniu obywatelom dostępu zarówno do Europy jak i całego świata. Tym samym w obszarze relacji międzynarodowych Lewica dalej stawia sobie za priorytet prowadzenie polityki proeuropejskiej, czerpiącej z doświadczeń rozwijających się otwartych krajów. Co więcej, warto zaznaczyć, że Sojusz Lewicy Demokratycznej jest obecnie członkiem Partii Europejskich Socjalistów, która w ramach Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów stanowi większość w Europarlamencie. Przewaga ta wskazuje na rzeczywisty kierunek w którym zmierza Europa. Zignorowanie tego trendu może pozbawić Polskę siły sprawczej w Europie. Tym bardziej istotne jest również, aby lewica była silna nie tylko w Europie ale i również w Polsce.
Działania przedstawicieli lewicy to jednak nie tylko troska o polskiego obywatela i jego miejsce w świecie. Niezaprzeczalnie należy podkreślić ich znaczenie dla rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Chcąc przeanalizować proprzedsiębiorcze dokonania lewicy, warto rozpocząć od Ustawy o działalności gospodarczej z dnia 23 grudnia 1988 r., potocznie określanej jako Ustawa Wilczka. Opracowana została ona według projektu ministra przemysłu Mieczysława Wilczka i premiera Mieczysława Rakowskiego zatwierdzonego przez Sejm PRL IX kadencji. Dzięki liberalnym regulacjom tej Ustawy polscy przedsiębiorcy mogli rozwinąć swoje przedsiębiorstwa i działać. Dzięki niej, zasady „co nie jest zakazane, jest dozwolone” i „pozwólcie działać” obudziły polską gospodarkę. Ustawa wprowadzona wówczas przez przedstawicieli lewicy stała się podstawą dla obowiązującej obecnie ustawy – Prawo działalności gospodarczej, która weszła w życie w 2001 roku. Kolejnym niezwykle ważnym dla budowania polskiego rynku pracy działaniem lewicy było wprowadzenie w 2002 roku Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Dzięki niej zapoczątkowano trwające do dziś działania zabezpieczające wynagrodzenia pracowników pozostające niezależne od między innymi poziomu kompetencji pracownika.
Mając na uwadze powyższe, okres sprawowania rządów przez lewicę był bezspornie czasem bardzo pracowitym i efektywnym. Działania i reformy przeprowadzone przez jej przedstawicieli do tej pory są podstawą dla realizowanych działań politycznych. Co więcej, niepodważalnie dowodzą doświadczenia i siły ludzi, którzy ją budowali i wciąż budują. Obecnie są to już trzy pokolenia środowisk lewicowych. Dzięki połączeniu dotychczasowych dokonań i wielkich ambicji Nowa Lewica odzyskała silę. Odważnie walczy o prawa mniejszości, a więc tych, których właśnie z racji tego, że są w mniejszości nie mogą bronić sami swych praw. Do tej grupy należą między innymi kobiety, których prawa zostały niemal całkowicie zepchnięte na dalszy plan. Obserwując działania obecnego rządu, nie sposób pozbyć się wrażenia, że w Polsce na szeroką skalę mamy do czynienia z zamachem na prawa kobiet. Zagrożone są zarówno ich zdrowie jak i wolność wyboru. Rozpowszechniane są szkodliwe stereotypy na temat roli, jakie mogą pełnić w społeczeństwie. Praktycznie codziennie mamy do czynienia ze wspieranymi przez instytucje państwowe atakami na organizacje zajmujące się tematyką równościową. Dlatego też tak ważne jest przystępowanie polskich samorządów do Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym, co oprócz wsparcia dla tworzenia mechanizmów wprowadzających równość kobiet i mężczyzn w społecznościach lokalnych, może przyczynić się do przeciwstawienia się procesowi spychania Polski w mroki średniowiecza.
Zjawiska łudząco podobne do tych ze średniowiecza właśnie można zauważyć jednak nie tylko w obszarze równouprawnienia, a właściwie jego braku. Obecnie mamy do czynienia również z sytuacją, kiedy to kościół, podobnie jak to działo się wieki temu, wykorzystuje pozycję do której nie ma prawa, a podpisany w dobrej wierze Konkordat został zamieniony na kontrakt pomiędzy konkretną partią polityczną, a instytucją kościoła. Taki układ zapewnia im tym samym przetrwanie i elektorat. Obserwacja tego niepokojącego zjawiska, ciężkiego do przewidzenia jeszcze kilka lat wcześniej, musiała doprowadzić do wniosku, że podpisanie Konkordatu okazało się błędem, za który Polska płaci wysoką cenę. Choć warto wspomnieć , że w 1998 roku posłowie lewicy zostali przegłosowani, dokument ratyfikacyjny został ostatecznie podpisany przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Nikt jeszcze jednak wtedy nie mógł się domyślać, że instytucja kościoła rozrośnie się w Polsce do tak groźnych rozmiarów jak teraz.
Przyznając, że Konkordat okazał się błędem, jak również pozostając przy stanowisku odejścia od niego, należy zaznaczyć, że Lewica nie walczy z religią czy wiernymi. Wręcz przeciwnie, szanuje zarówno każde z wyznań, jak też ateistów. Religia jest jednak sprawą na tyle intymną i indywidualną, że nie powinna być wynoszona do życia publicznego. Lewica walczy o wolną od indoktrynacji przestrzeń publiczną, o klarowne standardy i równość wobec prawa. Co więcej, aby było to możliwe będzie dążyła do ustanowienia państwa świeckim, gdyż jakakolwiek religia, która przyjmowana jest za religię narodową jest jedynie narzędziem do zdobycia liczącej się silnej większości wyborców. Absolutnie nie ma to nic wspólnego z pragnieniem umocnienia narodu i troską o jego tradycje.
***

Świat jest bardzo różnorodny. Wiele w nim opinii i punktów widzenia. Polska jest jedynie fragmentem stanowiącym jego część. Skupienie uwagi na tym, że jesteśmy elementem świata, a nie odrębną jednostką to jedyna droga do tego, aby mieć realny wpływ na to, co się w nim dzieje. Dzięki swojej różnorodności każdy daje wspólnemu państwu nowy element, który umożliwia zbudowanie całkiem nowej jakości. Choć pokusa zamknięcia się na świat może okazać się dla niektórych zbyt silna, mimo wszystko warto pamiętać, jak wiele zawdzięczamy innym i jak wiele możemy im jeszcze przekazać.

Po czterech latach wracamy do Sejmu!

To już pewne jak śmierć i podatki: SLD wraca do Sejmu! Przez cztery lata Polacy przekonali się, że parlament bez lewicy jest ułomny. Z trybuny sejmowej nie ma kto upomnieć się o prawa kobiet, świecką szkołę, równe traktowanie wszystkich obywateli, zniesienie finansowych przywilejów kościoła i kleru.

Nie ma kto bronić Dąbrowszczaków, dorobku Polski Ludowej, bezprawnie pozbawianych honoru, emerytur i rent funkcjonariuszy policji i służb specjalnych PRL oraz ich rodzin. To się zmieni w nowej kadencji.
Niewiadomą jest tylko liczba lewicowych posłów: 50, 60, a może więcej. Wszystko jest w rękach wyborców. Oczywiście tylko tych, którzy pójdą głosować. Profrekwencyjne apele polityków są dość obłudne. Naprawdę każde ugrupowanie chce, żeby do urn poszedł masowo tylko jego elektorat. Katoprawica wręcz modli się, żeby inni, a zwłaszcza lewicowcy zostali w domu. Dlatego apeluję nie tylko do zwolenników SLD, Wiosny, Lewicy Razem, PPS, Strajku Kobiet, Inicjatywy Feministycznej, Koalicji Ateistycznej, Kongresu Świeckości, KOD, ale do wszystkich, którzy chcą spokojnie, bezpiecznie żyć w demokratycznym, świeckim państwie: Głosujcie na listę nr 3. Nie ma obawy, że będzie to głos stracony. Teraz Zandberg, jako lider Lewicy, w znakomitym stylu wygrywa debaty dla nas.
Reszta startujących do Sejmu komitetów to mniej lub bardziej skrajna prawica. Niczego nie zmienia przypięcie kilku lewicowych kwiatków do Schetynowego kożucha. Platforma do świeckiego państwa ma tak samo negatywny stosunek jak PiS, bo z pochodzenia i poglądów też jest przykościelna. Cierpi, że kaczyści przytulili już prawie cały Episkopat Polski i nadzieję odbić część biskupów, wystawiając na listach KO dawnych, prominentnych, katolickich polityków PiS: Kowala, Poncyliusza i wyjątkowego klęcznika – Ujazdowskiego.
Złudzeń nie zostawia nowa twarz KO, rzekoma kandydatka na premierkę Małgorzata Kidawa-Błońska, bo kocha wszystkich, kleru nie wyłączając. Nie chce podpisać lewicowego Paktu dla kobiet, bo Platformie bardzo pasuje uchwalona pod naciskiem Kościoła restrykcyjna, łamiąca prawa człowieka ustawa antyaborcyjna. O opodatkowaniu oraz likwidacji przywilejów Kościoła i kleru w ogóle nie chce słyszeć ani Schetyna, ani Kidawa-Błońska. Chcieli koalicji z PSL, bo to ta sama, dziewiętnastowieczna, biskupobojna mentalność. Nawet jakiejkolwiek dyskusji w kwestiach światopoglądowych boją się jak diabeł święconej wody.
Tylko Lewica ma w programie świeckie państwo, którego chce 64 proc. Polaków. Główne punkty deklerykalizacji Polski to:
• likwidacja przywilejów podatkowych Kościoła, w tym Funduszu Kościelnego,
• kasy fiskalne dla księży,
• wycofanie lekcji religii ze szkół,
• zniesienie klauzuli sumienia,
• zeświecczenie ceremoniału państwowego,
• liberalizacja ustawy antyaborcyjnej,
• obowiązkowa edukacja seksualna w szkołach,
• refundacja antykoncepcji,
• ustawa o związkach partnerskich.
13 października skierujmy Polskę na właściwe tory: sprawiedliwości społecznej, demokracji, świeckości, równości, praworządności, przestrzegania konstytucji… wystarczy zagłosować na listę nr 3.

Polska dla każdego

To my jesteśmy jedynymi wiarygodnymi obrońcami mniejszości religijnych, etnicznych, a także rzecznikami praw kobiet i społeczności osób nieheteronormatywnych – mówi w rozmowie z Arturem Jaskulskim rzeczniczka SLD Anna Maria Żukowska, „dwójka” na warszawskiej liście Lewicy.

Artur Jaskółski: Pani Rzecznik, wiele się mówi o tym, że nadchodzące wybory parlamentarne są niezwykle ważne. Ale co jest stawką w tych wyborach?

Anna Maria Żukowska: Polska lewica stoi przed ogromnym wyzwaniem, musimy zawalczyć o odbudowę naszej wspólnoty, naszego społeczeństwa. Polska jest podzielona na wrogie sobie obozy, podziały przebiegają przez rodziny, przyjaciół i sąsiadów. A przecież powinniśmy wspólnie realizować zasadę sprawiedliwości społecznej, nasz kraj nie może być podzielony na Polskę A i Polskę B; na oazy spokoju i dobrobytu oraz na pustynie biedy i obskurantyzmu. Chcę równego dostępu do pracy, ochrony zdrowia i usług publicznych. Chcę by każdy i każda czuł się u siebie. Niezależnie od płci, wieku, orientacji seksualnej, koloru skóry, niepełnosprawności i pełnosprawności, wyznania lub jego braku, płci, pochodzenia oraz wykształcenia.
Stoimy też jako Polki i Polacy przed wyborem: czy chcemy Polski dobrobytu i postępu, czy Polski w wersji PiS: dobrobytu dla wybranych w pakiecie z konserwatyzmem i zastojem. Lewica jest siłą, która nie tylko zadba o dobrobyt na wzór krajów skandynawskich, o zasypywanie nierówności społecznych, ale która będzie prowadzić poważną politykę międzynarodową, która będzie po partnersku współpracować w ramach UE i która będzie miała odwagę stawiać czoła wyzwaniom współczesności takim jak kryzys klimatyczny i zmiany w strukturze wiekowej społeczeństwa. Tylko Lewica nie będzie się też bała przeciwstawić hegemonii Kościoła i nie da się zastraszyć. To my jesteśmy jedynymi wiarygodnymi obrońcami mniejszości religijnych, etnicznych, a także rzecznikami praw kobiet i społeczności osób nieheteronormatywnych. Nasze wartości, wartości Lewicy – to Współpraca Wspólnota i Wolność!

Mówi Pani o Lewicy, dla której priorytetem zawsze (no, może nie zawsze…) były sprawy socjalne. Czy ma Pani pomysł na to, jak przywrócić sprawiedliwość społeczną?

Musimy o tym mówić, to zadanie lewicy – ale nie o kosmetycznych zmianach w postaci transferów socjalnych na dzieci, które omijają znaczną część społeczeństwa: osoby bezdzietne, osoby mające dzieci dorosłe oraz emerytki i emerytów, czy o symbolicznej 13 emeryturze. System wymaga głębokiej zmiany. Dość już napychania kieszeni najbogatszym kosztem tych najuboższych! Trzeba sobie jasno powiedzieć: obecny system podatkowy w Polsce to jest WYZYSK. Wyzysk grup najsłabiej uposażonych, przy jednoczesnym preferowaniu tych obrośniętych w kapitał: zarówno finansowy, jak i kulturowy i społeczny.
Podatki muszą być progresywne, a podatek VAT musi być niższy nie na dobra luksusowe, a na podstawowe, jak żywność czy ubrania (5 proc.). VAT powinien być jednak wyższy na produkty, które powodują choroby cywilizacyjne, jak cukrzyca, otyłość, miażdżyca czy nadciśnienie, a więc produkty wysokoprzetworzone, i na cukier.
Korporacje ogólnoświatowe takie muszą przestać omijać przepisy i zatrudniać przez pośredników na śmieciówkach, muszą przestać transferować zyski poza nasz kraj, a jak nie, to do widzenia! Kapitał powinien być opodatkowany: od spekulacji finansowych, obejmujących akcje, obligacje oraz derywaty (do których należy zaliczyć grupę instrumentów bardziej złożonych, takich jak opcje i swapy) powinien być naliczany podatek (FTT) w wysokości 0,1 proc. od wartości wszystkich transakcji między instytucjami, jeśli przynajmniej jedna ze stron ma siedzibę w Polsce. Popieram Exit tax (podatek od niezrealizowanych zysków w związku z „ucieczką” z kapitałem z kraju w celu uniknięcia opodatkowania) i podatek od transakcji na instrumentach pochodnych.
Podatek rolny to powinno być opodatkowanie działalności rolniczej nie od areału, a podatkiem dochodowym w wysokości 19 proc., co pozwoli też uwzględnić rolnikowi koszty. Niejako w zamian należy wprowadzić ustawowe, gwarantowane ceny minimalne skupu na produkty rolne.

Było sporo o podatkach, ale może porozmawiajmy o przychodach. Co w sprawie pensji i emerytur ma do zaproponowania Lewica?

Osoby zarabiające najmniej, pensję minimalną, którą proponujemy w wysokości 2700 zł brutto, ale docelowo chcemy ją powiązać z medianą zarobków tak, by wynosiła ona 60 proc. średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, powinny mieć ją w całości objęte kwotą wolną od podatku. Tak samo emeryci z najniższymi uposażeniami: najniższa gwarantowana emerytura, inaczej nazywana emeryturą obywatelską, powinna wynosić 1600 zł na rękę, po to, by emeryci również mogli korzystać z owoców wzrostu gospodarczego i aby zmniejszyć rozziew między poziomem życia pracujących a tych będących już na emeryturze. Jako SLD mamy też projekt zmiany tzw. renty wdowiej w ten sposób, by stworzyć możliwość otrzymania po zmarłej osobie pozostającej we wspólnym pożyciu  – mężu, żonie, partnerze lub partnerce, bez względu na płeć – 85 proc. jej emerytury albo zachowania emerytury własnej wraz z prawem do otrzymywania 50 proc. świadczenia osoby zmarłej. Ponieważ najbardziej zagrożone ubóstwem są w tej chwili w Polsce seniorki, absolutnie konieczne jest wprowadzenie mechanizmów wyrównywania emerytur przysługujących kobietom z emeryturami pobieranymi przez mężczyzn, także w odniesieniu do osób, które już uzyskały prawo do emerytury.

Ważnym tematem społecznym, w który zaangażowany był Sojusz Lewicy Demokratycznej, było wycofanie ustawy represyjnej. Co się będzie działo dalej z tą sprawą?

Wraz z Andrzejem Rozenkiem podpisałam w Sejmie Pakt dla Mundurowych – zobowiązujemy się jako Lewica do wycofania ustawy odbierającej emerytom mundurowym ich prawa nabyte, do ukarania winnych uchwalenia tej haniebnej ustawy oraz do niedopuszczenia do kolejnych ustaw przygotowanych przez PiS które sięgałyby po emerytury kolejnych grup, w tym wojskowych.

Przejdźmy teraz może do drugiego tradycyjnego filaru Lewicy – tzw. spraw światopoglądowych….

Tak, zawsze powtarzam, że Lewica, aby stabilnie chodzić po ziemi musi stać na dwóch nogach – socjalnej i światopoglądowej. Kiedy mówimy o świeckim państwie, mówimy też o sprawach, które można zmienić już teraz, bez renegocjacji czy wypowiadania konkordatu. Wydatki z budżetu państwa na Kościół powinny być transparentne. W tej chwili dokładnie nie wiemy, jakie są te wydatki, bo one są poukrywane w różnych pozycjach budżetowych. Np. Polska wydaje znacznie więcej na uczelnie katolickie, niż to pierwotnie było w konkordacie zaplanowane. Według konkordatu miały być finansowane dwie takie uczelnie wyższe, a jest ich więcej. Dalej jest sprawa opodatkowania księży. Za duchownych składkę ZUS płaci w 80 proc. Fundusz Kościelny, a więc to pieniądze pochodzące z budżetu państwa. PIT jest zaś ustalany ryczałtowo od liczby parafian, a nie od rzeczywistej liczby wiernych. To nie jest sprawiedliwe w porównaniu z pozostałymi podatnikami. Zdarza się przecież tak, że bardzo małe parafie są bardzo bogate – za sprawą choćby jednego hojnego biznesmena, który akurat tam jest parafianinem i szczodrze daje na tacę, na kolędę czy intencje mszalne. A mimo wysokiego dochodu, PIT płacony przez proboszcza takiej parafii jest symboliczny. Z kolei kościelne osoby prawne zwolnione są również z podatków VAT i CIT i nawet nie muszą prowadzić ewidencji przychodów. Chcę, by Kościół i księża płacili podatki dochodowe na zasadach obowiązujących nas wszystkich, a więc od wysokości dochodu. Kościoły powinny wprowadzić obowiązek dokumentacji przychodów Kościoła i duchownych, a księża powinni płacić składki ZUS na zasadach ogólnych, więc Fundusz Kościelny powinien zostać zlikwidowany.
Religia powinna być nauczana w salkach katechetycznych, a nie w szkołach. Jednocześnie nauczanie religii nie powinno być finansowane z budżetu państwa – a to są 2 mld zł w tej chwili. Te środki można by przeznaczyć m.in. na nauczanie języków obcych. A naukę danej religii konkretne związki wyznaniowe finansowałyby sobie same. Uroczystości państwowe powinny się odbywać bez oprawy religijnej, powinniśmy wypracować godny, świecki i niemilitarny styl organizowania najważniejszych wydarzeń i obchodów świąt państwowych.

Sprawy światopoglądowe to także prawa reprodukcyjne. Czy Lewicy wystarczy determinacji, by walczyć o nie?

SLD jest partią, która jako jedyna w Polsce dwukrotnie doprowadziła do liberalizacji przepisów dotyczących przerywania ciąży. To nie będzie koniec naszych starań. Również w przyszłej kadencji SLD będzie składało ustawę dotyczącą liberalizacji przepisów o przerywaniu ciąży. Jeśli Lewica będzie miała moc sprawczą w parlamencie, to my te zmiany w końcu przeprowadzimy! Mamy badania, z których wynika, że poparcie dla liberalizacji rośnie, bo tzw. „kompromis aborcyjny” tak naprawdę nie działa. Jak jeszcze dodamy do tego klauzulę sumienia, to znajdujemy się w sytuacji, w której nawet w tych przypadkach, w których zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą kobieta ma prawo przerwać ciążę, fizycznie nie ma możliwości gdzie tego zrobić. Kompromis zamienił się w zakaz aborcji.
Przywrócimy też finansowanie in vitro z budżetu państwa, pełny dostęp do badań prenatalnych, i wprowadzimy refundację antykoncepcji.

O, a jak już jesteśmy przy polityce lekowej..

W sprawie leków – to Lewica jako jedyna proponuje unikalne rozwiązanie: WSZYSTKIE leki, które są wystawiane na receptę, będą kosztować maksymalnie 5 zł. Nie można przecież karać ludzi za chorowanie!

Co jest Pani zdaniem największym problemem społecznym?

Zdecydowanie mieszkalnictwo! To który dotyka wszystkich grup społecznych, w każdym wieku, niezależnie od pochodzenia, wykształcenia, itd. To brak mieszkań! My jako Lewica mamy na to pomysł: powołamy państwowego dewelopera, który będzie budował nie dla zysku, a dla obywateli i w latach 2021 – 2031 zapewni milion mieszkań na terenach należących do Skarbu Państwa. Koszt najmu nie będzie przekraczał 20 zł za m2. Mieszkania będzie można potem wykupić na raty z maksymalnym oprocentowaniem 3 proc..

POKOLENIA rekomendują Gadzinowskiego

Uchwała Zarządu warszawskiej organizacji Stowarzyszenia POKOLENIA w sprawie wyborów parlamentarnych 2019 roku.

Stowarzyszenia POKOLENIA jako organizacja obywatelska, skupiająca ludzi, którym bliska jest troska o stan spraw naszej Ojczyzny , zawsze aktywnie uczestniczyła w wielkich wydarzeniach politycznych mających miejsce w naszym kraju. Mając to na uwadze Zarząd Krajowy Stowarzyszenia zebrany na posiedzeniu w dniu 28 czerwca 2019 roku postanowił:
1. Uznać, że zbliżające się wybory do Sejmu i Senatu RP są zasadniczym wyzwaniem dla wszystkich sił społecznych i politycznych sprzeciwiających się marszowi od pryncypiów demokracji i wolności. Są okazją odsunięcia od władzy polityków prawicy, którzy fałszywie interpretują historie i niegodnie obchodzą się z dorobkiem wielu pokoleń Polek i Polaków.
2. Uznać, że miejsce POKOLEŃ jest – jak zawsze – po stronie sił postępu i demokracji, zawsze razem z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, który jest partią najbliższą przekonaniom członkiń i członków POKOLEŃ.
3. Wezwać wszystkie członkinie i członków POKOLEŃ do aktywnego udziału w kampanii wyborczej razem z naszymi sojusznikami i partnerami politycznymi.
4. Zwrócić się do naszych partnerów w tej kampanii o uwzględnienie na listach wyborczych i udzielenie poparcia kandydatom do Senatu oraz do Sejmu RP zgłoszonym przez Stowarzyszenie POKOLENIA.

W nawiązaniu do powyższej Uchwały Zarząd warszawskiej organizacji Stowarzyszenia POKOLENIA postanawia:

1. Udzielić rekomendacji w wyborach do Sejmu koledze Piotrowi Gadzinowskiemu – redaktorowi naczelnemu dziennika „Trybuna”, byłemu działaczowi organizacji młodzieżowych, sympatykowi naszego Stowarzyszenia.
2. Zwrócić się z apelem do naszych członków i sympatyków o oddanie głosu na Piotra Gadzinowskiego, który na liście nr 3 do sejmu z Komitetu Wyborczego SLD w Warszawie jest umieszczony na ostatnim miejscu.

Zarząd Warszawskiej Organizacji Stowarzyszenia POKOLENIA

Obrazki kampanijne

Która partia ile ma pieniędzy uwidacznia się w trakcie kampanii wyborczej. Jadąc trasą od Kudowy do Kłodzka naliczyłem ponad 40 dużych bilbordów wyborczych PiS. Do tego liczne mniejsze banery. I dalej. Od Kłodzka do Wrocławia było ich jeszcze więcej. Znacznie mniej było podobnej propagandy ze strony PO. Owszem bilbordy i banery też były, ale w ilości znacznie mniejszej. Widziałem także jeden baner, niestety porwany, SLD.
Zatrzymani w obiektywnym pojmowaniu zjawisk politycznych liberalni dziennikarze bredzą nadal o finansowej potędze SLD. No właśnie ją widać. We Wrocławiu jest nieco inaczej. Tutaj ton w propagandzie wyborczej na ulicach narzuca PO, ale PiS-u też nie brakuje. Tu i ówdzie, nieśmiało pojawiają się banery Lewicy. A kampania obwieszania przystanków, płotów itp., dopiero się rozkręca. Cieszy mnie, że elektorat lewicy, wg ostatnich badań, jest najbardziej przewiązany do wartości i tym samym najbardziej świadomy, a wtedy niepotrzebne mu bilbordy. Obserwując atak wyborczy PiS-u na wyborców widać kto jakie ma pieniądze w partyjnej kasie. Parafrazując ludową opinię, że PiS też kradnie, jak inne partie polityczne, ale się z nami dzieli, to owa kradzież PiS-u jest wyjątkowo pazerna co właśnie widać na ulicach, reklamach w gazetach itp. No i oczywiście cała TVP w służbie PiS. Za pieniądze wszystkich obywateli oczywiście.

Gorszy sort SLD

Wraz z przefarbowanymi kaczystami, w PO zagościła pisowska mentalność. Schetyna pozazdrościł Kaczyńskiemu klasyfikacji Polaków i na początek dokonał podziału koalicjantów, z którymi w maju startował do Brukseli.

Do lepszego sortu, nazwanego „pierwszym wyborem”, zaliczył PSL. Lewica nie załapała się na żaden wybór, więc została z Koalicji Europejskiej wyautowana, ale dopiero po tygodniach zwodzenia, żeby nie miała czasu na oczekiwane przez wyborców zawiązanie lewicowego porozumienia. Głównym grzechem lewaków było zdobycie aż 5 mandatów do PE. Pod tym względem ludowcy zachowali się zdecydowanie przyzwoiciej: wzięli tylko trzy.
Kolejnym krokiem było wyróżnienie gorszego sortu SLD. Nowoczesna i Inicjatywa Polska, jako skonsumowane wcześniej przystawki, drżały, żeby nie mieć lewicowej konkurencji na listach do Sejmu. Mocno się jej obawiali także aktualni posłowie PO, więc wspólnie gardłowali za samodzielnym startem, ale potrzebowali lewicowego listka do przykrycia konserwatywnego, prawicowego programu. Tej roli nie spełniała IP, bo progresywne postulaty zamieniła na miejsca na wyborczych listach dla Nowackiej i Jońskiego. O resztę się nie biła, żeby nie stwarzać sobie wewnętrznej konkurencji. Na lep poselskich mandatów schetynowcy ściągnęli więc kilkoro obecnych i byłych samorządowców SLD. Uznali ich za lepszy sort lewicy, w odróżnieniu od gorszego, startującego z lewicowej koalicji. Mają równoważyć odradzający się POPiS w postaci umieszczonych na listach PO byłych podpór kaczyzmu – Poncyliusza, Kowala, Ujazdowskiego.
Niemoralny manewr dzielenia i wartościowania ludzi lewicy przez PO nie jest autorskim pomysłem Schetyny. Został ściągnięty z PiS, w którego szeregach znaleźli miejsce liczni byli członkowie PZPR (Czabański, Jasiński, Kryże, Łopiński, Piotrowicz, Sowińska, Wolski). Zresztą i w szeregach PO nigdy ich nie brakowało (Balcerowicz, Kudrycka, Kutz, Śledzińska-Katarasińska). PSL zaś, jako ZSL, było przystawką PZPR, a w III RP dwukrotnie chętnym koalicjantem SLD.
Poniekąd dzięki niechęci PO i PSL do wielkiej, antypisowskiej koalicji, powstała w Polsce trzecia siła: Lewica. Spełniło się marzenie lewicowych wyborców. Mają jedną listę, na której są przedstawiciele SLD, Wiosny, Razem, PPS, samorządowcy, działacze społeczni. Tylko brać i wybierać.

Czemu PO nigdy nie pokona PiS

Na kogo w październiku zagłosują liberałowie? Powiecie – jak to na kogo? Na Koalicję Obywatelską! Niby oczywiste, ale jednak niekoniecznie.

Zanim wyjaśnię dlaczego, zastanówmy się – kim w zasadzie są ci liberałowie? Najczęściej utożsamiamy ich z elektoratem KO/PO i Nowoczesnej. Przypisujemy im miłość do niskich podatków, wstręt do programów socjalnych, deficyt empatii, klasizm i uwielbienie prywatyzacji jako panaceum na każde zło. Rzadziej postępowe podejście do kwestii praw LGBT, kobiet i uchodźców. No i taki liberał, w mniemaniu lewaka nienawidzi PiS przede wszystkim za rozdawnictwo, w szczególności 500 plus.
Wymieniony zbiór postaw nie ma wiele wspólnego z wartościami liberalnymi. To raczej wykwity fatalnie przeprowadzonej transformacji ustrojowej, patologiczne odruchy, wygenerowane przez rynkowe mechanizmy, z którymi obywatele przez lata obcowali bez zabezpieczeń. Prawdziwych liberałów, takich dla których sprawy pryncypialne to: troska o społeczeństwo obywatelskie, partycypację społeczną i demokratyczne zaplecze instytucjonalne z jednej strony, a z drugiej dopiero niskie podatki i swoboda aktywności gospodarczej, jest w Polsce pewnie porównywalna liczba, co zdeklarowanych marksistów.
A więc kluczowe pytanie brzmi: na kogo zagłosuje elektorat Koalicji Obywatelskiej? Ten segment wyborców jest w inny sposób związany ze swoim brandem niż elektorat PiS, który jak wspomniałem w poprzednim moim tekście, dzieli się na cynicznych, wierzących i kalkulujących. W przypadku antypisu platformerskiego kluczową wartością, która wiąże emocjonalnie z brandem, jest skuteczność i wiarygodność w odsunięciu i ponownym niedopuszczeniu PiS do władzy. Ta grupa nie oczekuje wiele po ekipie Schetyny, bo Platforma nie zapewniła praktycznie żadnych namacalnych benefitów, poza rozwojem infrastruktury. Nie było transferów socjalnych, wyprawkowych czy innych fruktów, a od państwa można było się spodziewać jedynie egzekucji komorniczej. Pragnie jedynie powrotu dość mało ambitnie rozumianej stabilności, której brakuje w czasach pisowskiej permanentnej awantury.
Wyborcy Platformy nie głosowali na Platformę dlatego, że kochają Grzegorza Schetynę, jego wartości, wizję Polski. Bo lider PO/KO nie jest wizjonerem, ani politykiem wartości, lecz jedynie politycznym rzemieślnikiem. Głosowali, bo mieli nadzieję, że ich kraj będzie się rozwijał w schemacie zarysowanym przez Unię Europejską, a poziom zamożności stopniowo doganiał standardy zachodnie. Kaczyńskiego nie chcą, bo kojarzy im się z obciachem, zaściankiem i niepokojem. Tak więc poprą najsilniejszego gracza, kto ową europejskość do ich przybliży i będzie najbardziej wiarygodny w trwałym pozbawieniu PiS władztwa.
Pojawienie się Lewicy nie pozostanie przez tych ludzi niezauważone. Do do gry wchodzi siła jasno i wyraziście antypisowska, zawierająca kilka znanych nazwisk, kojarzonych z różnymi sprawami i poglądami. Mamy liberalnego Biedronia, wujkowatego Czarzastego grożącego Ziobrze Trybunałem Stanu i dużego faceta z brodą, który fajnie przemawia i jest pewny tego co mówi. Lewica odpala efektowną konwencje, na której porusza tematy, które są ważne dla większości społeczeństwa, ma kilkanaście procent w sondażach. To już nie jest Partia Razem, kojarząca się z miejską młodzieżą. To poważa formacja, trzecia siła w tym kraju.
Kluczową sprawą dla polityków Lewicy podczas tej kampanii jest oczywiście przedstawienie się jako siła zdolna do przywrócenia podstawowych funkcji socjalnych państwa i zmiany rażącej dysproporcji sił pomiędzy pracownikami, a kapitałem, ale jest też szansa na zastosowanie dość prostego, a potencjalnie skutecznego gestu wobec wyborców Koalicji Obywatelskiej, którym należy komunikować, że nic nie daje takiej pewności trwałego pozbycia się Kaczyńskiego jak lewicowa koalicja. Nawet jeśli elektorat KO nie kocha socjalu, nie przejmuje się służbą zdrowia, bo uznaje, że leczyć się można prywatnie, to przy odpowiednio sformułowanym przekazie powinien zrozumieć, że tylko ugrupowanie łączące demokratyczne wartości z postulatami rozszerzenia praw obywatelskich i unormowania praw kobiet, a także oferujące społeczeństwu paletę usług publicznych i socjalnych jest w stanie zaspokoić społeczne oczekiwania i stać się antypisowską siłą główną. Ponieważ, moi mili wyborcy KO, kolejna era Tuska i Schetyny oznaczać będzie powrót władzy bezradnej, nieczującej oczekiwań społecznych, nie potrafiącej zaspokoić podstawowych potrzeb obywateli, co skończy się niechybnie powrotem PiSu do władzy w następnym rozdaniu.
Powiedzmy sobie jasno – Platforma Obywatelska nie potrafiła rządzić. Nie stworzyła sobie warunków do reprodukcji własnego panowania, nie nawiązała emocjonalnej więzi z elektoratem na innym poziomie niż nie-bycie-pisem, nie zniszczyła aparatów ideologicznych swojej konkurencji jak IPN, nie stworzyła własnych aparatów. Była bierna i bezradna. A to głównie dlatego, że PO stała się partią zdolną do wygrywania wyborów w wyniku dość przykrego posttranformacyjnego nieporozumienia, rynkowej indoktrynacji i chaosu w głowach obywateli, którzy głosowali złudzeniami, wybierali w ramach sztucznego antagonizmu przeciwko swojemu interesowi. Najwyższa pora by Platforma Obywatelska wróciła na należne jej miejsce w naszej politycznej konstelacji – partyjki nielicznej klasy średniej, cieszącej się poparciem 7-8 proc – jak niemiecka FDP czy brytyjscy Liberalni Demokraci. Przyszłość Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska to “back to KLD”. Naturalną przeciwwagą dla PiS i najgroźniejszą bronią przeciwko szaleństwu Kaczyńskiego jest bowiem socjaldemokratyczna Lewica.

Klepanie nieprawdy

Nawet poważni naukowcy od polityki i znani dziennikarze z uporem powtarzają, że SLD, w sprawach obyczajowych jest konserwatywne.

Nie popierają tego żadnymi badaniami. Zresztą, badań jak prezentuje się elektorat SLD w tych sprawach, na tle innych elektoratów, jest niewiele, ale są. Zapoznałem się z kilkoma badaniami i mogę stwierdzić, że wyborcy SLD, w sprawach obyczajowych , stosunku do kościoła, spraw aborcyjnych itp. stoją zdecydowanie na lewo do elektoratów PO, PiS, PSL nie wymieniając prawicowego planktonu. Mogę to potwierdzić własnymi doświadczeniami, a trochę wyborców SLD znam. Być może nie są awangardą w tych sprawach, ale czy muszą? Jeżeli elektorat SLD jest konserwatywny to jaki jest elektorat PO, o PiS nie wspominając. Superkonserwatywny, megakonserwatywny czy ultrakonserwatywny? O tym komentatorzy wolą nie mówić.
Oni, niczym mantrę klepią, że SLD to konserwatyści. I tak bez końca. Oznacza to, że komentatorzy są leniwi i opowiadają rzeczy zasłyszane od innych. Ci inni też nie raczyli zastanowić się nad tym co mówią. I tak zamyka się błędne kółko klepiących zasłyszane opinie. Można powiedzieć – szanowni komentatorzy przestańcie być konserwatywni i leniwi na umyśle. Włączcie myślenie, to nic nie kosztuje.