Harakiri z tym seppuku

Rozważania o jedności lewicy i związanych z tym koniecznych, trudnych kompromisach są naturalne, ale jednak mają swoje granice.

Wyznaczała je zawsze określona sytuacja polityczna i stan-potencjał partii, natomiast siła SLD, o czym od lat wiadomo, jest niestety bardzo słaba, możliwości ograniczone, a przyszłość mglista. Nie wchodząc w analizę popełnionych błędów, bo już inni to nie raz czynili, powszechna rada wyrażała konieczność zakończenia wojny, a przynajmniej rywalizacji i zjednoczenie wszystkich lewicowych sił. Sukces w ostatnich parlamentarnych wyborach potwierdził skuteczność takich działań, acz formalnie nie zakończył procesu jednoczenia.
„Sepuku” to tytuł wypowiedzi Jacka Uczkiewicza na łamach „Dziennika-Trybuna” (20.11.2019), która powstała na podstawie obserwacji z obrad Rady Wojewódzkiej SLD we Wrocławiu. Już sam ten fakt ogranicza uogólnianie sytuacji na cały kraj, ale mimo to warto przyglądnąć się różnym kwestiom przez autora i uczestników spotkania podniesionych.

Przekształcenia SLD,

związane z łączeniem się z „Wiosną” są po to – relacjonuje autor wypowiedź sekretarza Generalnego SLD na tym spotkaniu – „aby za cztery łata, lub wcześniej, rządzić lub współrządzić krajem”. Skądinąd słuszny cel nie wydaje się Uczkiewiczowi wystarczająco przedstawiony w dokumencie KW SLD „Polska jutra”, gdyż „Dokument ten nie wyczerpuje… znamion programu partii pretendującej do rządzenia, a więc do wzięcia odpowiedzialności za państwo.” Znałem bardzo obszerny program pewnej wielkiej partii, który nie ustrzegł jej od klęski, nie znam tego opracowania, ale wiem, że nigdy nie narodził się jakikolwiek program, który nie miałby wad, a nadto zadowolił wszystkich. Natomiast jasny cel, osiągnięty m. in. przez jednoczenie się, trafia do każdego.

„Polityka kierownictwa SLD

jest bezrefleksyjną kontynuacją doktryny Aleksandra Kwaśniewskiego…który jeszcze w 1991 r. stwierdził, że SdRP nie potrzebuje być partią wartości ale „musi nauczyć się wygrywać wybory”. Abstrahując od Kwaśniewskiego, jedno jest pewne, że zarzucanie SLD, bądź przyszłej partyjnej strukturze braku wartości to co najmniej gruba przesada, nadto SLD z różnych powodów od dawna nie wygrał żadnych wyborów.

„Obecna sytuacja Sojuszu

jest efektem – pisze dalej autor – wieloletniego, konsekwentnego działania Włodzimierza Czarzastego, z determinacją zmierzającego do zamknięcia karty pod tytułem SLD. To wszystko dzieje się w 30-tą rocznicę utworzenia Socjaldemokracji Rzeczy-pospolitej Polskiej. Od samego początku wewnątrz tej partii obecny był wątek ucieczki od przeszłości. Pamiętamy wiele prób rozbicia SdRP, skłócenia, likwidacji. Częściowo udało się to przez przekształcenie SdRP w SLD. Dzisiaj świadkami jesteśmy aktu ostatniego – wywabiania SLD z mapy politycznej. Początkowo rolę wywabiacza, miała pełnić Platforma Obywatelska. Gdy ten projekt nie wypalił, znalazł się „na szczęście” pod ręką nowy, dosyć przypadkowy rozcieńczalnik w postaci „Wiosny” Biedronia.”
Obecna sytuacja Sojuszu, który zresztą nigdy nie uciekał od przeszłości, po raz pierwszy, po latach, wydaje się bardziej klarowna, gdyż zamkniecie karty SLD, a otwarcie nowej lewicowej formuły daje nadzieję na przyszłość. I będzie to niewątpliwie nie wina, a zasługa Czarzastego, jakby go zresztą nie oceniać.

Przykład przeobrażenia SdRP w SLD,

które w swoim czasie odniosło ogromny sukces wyborczy, potwierdza jedynie słuszność obecnie podjętych poszukiwań. Przywoływanie w tym kontekście PO jest bezpodstawne, bo chodziło o wspólny anypisowski front całej opozycji, a nadto Czarzasty nie okazał się Nowacką. Natomiast nazywanie „Wiosny” przypadkowym rozpuszczalnikiem SLD tylko wyraża opinię autora o tej partii i stosunek do tak trudnego jednoczenia lewicowych sił. SLD nie potrzeba zresztą żadnego rozpuszczalnika, bo jak będzie po staremu to sam się na stałe wywabi z politycznej mapy.

Liczne uwagi

wyraża także autor w sprawach podziału odpowiedzialności i stanowisk: „SLD sprowadził do roli techniczno-organizacyjnej…wyzbył się firmowania pracami nad programem wyborczym”, „Na najważniejszą…funkcję polityczną szefa klubu parlamentarnego desygnuje się nie szefa największej partii koalicyjnej, ale przedstawiciela „Wiosny”, „Prezydium Klubu „Lewica”. W jego 10-osobowym składzie nie znalazł się nikt z SdRP-owskim pochodzeniem. Za burtą znaleźli się tak doświadczeni parlamentarzyści jak Marek Dyduch czy Tadeusz Tomaszewski”, „Już tylko wisienką na torcie, jest ostentacyjne wręcz pokazywanie się w mediach Przewodniczącego Czarzastego wyłącznie w otoczeniu ludzi, którzy z SdRP się nie kojarzą…a przed „frakcją” SLD trudne czasy.”
A na samym końcu to idzie o stołki, czy też o ludzi, którzy sprawnie wypełniać będą swoje obowiązki ? Warto przy tej okazji przypomnieć, że po zjednoczeniu PPR i PPS, jakie by ono nie było, przez całe liczne lata obowiązywał szczególny parytet: I sekretarz KC PZPR z PPR – premier z PPS, jak I sekretarz KW PZPR z PPS to II sekretarz (organizacyjny) z PPR, i na odwrót. Uczkiewicz w innym miejscu chwali się legitymacją SdRP nr 001 – ja też taką miałem, co prawda z wyższym numerem, ale nie znaczy to abym miał płakać za brakiem byłych działaczy byłej partii w tworzonych nowych strukturach. Dyduch raz jest przez autora krytykowany, ale jak trzeba, to okazuje się niezbędny. SLD zniknie ale nie za sprawą wieku i „nieprawego” pochodzenia jego aktywu jak chce autor, ale dlatego, że wyczerpał – elegancko mówiąc – swoje możliwości.

„Zanosi się więc na nową partię

– kontynuuje Jacek Uczkiewicz – której deklaracja ideowo-programowa jest nieznana i nie jest przedmiotem konsultacji, partii, na którą reakcja zarówno członków SLD jak i „Wiosny” jest nierozpoznana. Tymczasem wrocławskie powyborcze doświadczenia współpracy SLD z „Wiosną” niewiele mają wspólnego r z atmosferą miłości roztaczaną w mediach przez szefów tych partii w Warszawie.”

Przyznać należy,

że w tych słowach jest wiele racji, ale mimo wszystko nie te kwestie są najważniejsze. To prawda również, że „Czarzasty prowadzi SLD w nieznane” ale lepsze to niż uwiąd starczo-wyborczy tego politycznego ugrupowania, bowiem nie ma dziś żadnej innej alternatywy dla Sojuszu. O tym powinien wiedzieć autor tych rozlicznych wątpliwości, choćby z racji swojego wieloletniego, także politycznego, doświadczenia. Przeczytałem ten tekst bardzo nim zawiedziony, gdyż oczekiwałem nie tyle zjednoczeniowego huraoptymizmu, co rozważań, może nawet propozycji, na temat przełamania nadzwyczaj skomplikowanych procesów zbliżania, często wręcz wrogich sobie ruchów lewicowych w Polsce. Poza krytyką kierowaną nostalgią za przeszłością, która niczego na przyszłość nie buduje, nie odnalazłem w nim niestety lepszego niż proponowany, środka na długoletnią i śmiertelną chorobę SLD.

Jest wiele pytań,

dużo ważniejszych, które nie padły na wrocławskim spotkaniu, a które i sam sobie zadaję. I najmniej mi idzie o to, czy nowe ugrupowanie, o czym wspominali jego uczestnicy, będzie swoim członkom wręczać partyjne legitymacje, gdyż pomimo jej braku zawsze wiedziałem na kogo mam głosować. Niejasna jest przede wszystkim sytuacja „Razem”, nikt nigdy nie wytłumaczył dlaczego to trójprzymierze sprowadza się jedynie do partii z dwoma tylko partnerami. Jest to szczególnie ważne w kontekście powszechnej opinii o wyjątkowej postaci jaką jest Adrian Zandberg, ale dotyczy również, acz może to nie najważniejsze, podziału środków finansowych. Jaką rolę spełniać ma Robert Biedroń, też niewątpliwie postać charyzmatyczna. Jaki jest plan, jaki pomysł na dalsze rozszerzanie lewicy, na takie ugrupowania jak Inicjatywa Polska, ruchy kobiece, Zieloni. Wreszcie, jak zamierza lewica układać się, i gdzie są tego układu granice, z demokratycznymi partiami i siłami we wspólnym froncie przeciw PiS. I jeszcze szereg innych.

Oj nie lubi promotor „Sepuku”

Czarzastego, który „postanowił dokończyć ten proces agonii SLD, a przez to i jego poprzedniczki SdRP. Nie będę zdziwiony, gdy ten okres oceniony zostanie przez historyków jako okres „autodekomunizacji” polskiej lewicy.” Jak już sięgamy w przeszłość, to jeszcze była Fiszbacha Polska Unia Socjaldemokratyczna i, trochę wcześniej, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, a na poważnie to swoimi wywodami autor proponuje całej polskiej lewicy zbiorowe harakiri.

Sepuku

Jesteśmy świadkami osobliwego wydarzenia. Partia polityczna, uważająca się za lewicową, popełnia otóż publicznie zbiorowe samobójstwo i to niemal nazajutrz po ogłoszeniu swojego triumfu w wyborach parlamentarnych. Jest to moment osobliwy, historyczny, godny uwagi i odnotowania. A nade wszystko godny analizy i wniosków.

Uczestniczyłem niedawno – trochę z przypadku – w obradach dolnośląskiej Rady Wojewódzkiej SLD. Członkowie RW, przewodniczący rad powiatowych wysłuchali informacji Sekretarza Generalnego SLD o przygotowaniach partii do przekształcenia się w nowy byt polityczny. Determinanty tego przekształcenia są dla kierownictwa SLD dwa: przeprowadzić je w ten sposób, aby nie stracić budżetowej dotacji, jaką SLD uzyskał z racji wyniku wyborczego oraz tak, aby nowa partia powstała z przekształconego w ten sposób Sojuszu była do zaakceptowania przez partię Biedronia „Wiosna”. Na pytanie „po co?” odpowiedz jest jedna, powtarzana od jakiegoś czasu jak mantra przez kierownictwo SLD i nowo wybranych posłów: „po to, aby za cztery lata, lub wcześniej, rządzić lub współrządzić krajem”. Przyznam, że oczekiwałem uzasadnienia w rodzaju: „chcemy rządzić, aby realizować nasz program, naszą, lewicową wizję państwa, społeczeństwa i gospodarki”.
Tymczasem dokument KW SLD „Polska jutra” jest, jak zaznaczają to sami autorzy, zbiorem postulatów. Trzeba powiedzieć postulatów z reguły słusznych i oczekiwanych, ale w sumie doraźnych. Są to postulaty na dziś i jutro. Autorzy w żaden sposób nie udowadniają, że potrafią myśleć strategicznie, że potrafią nie tylko trafnie zidentyfikować zagrożenia i wyzwania jakie stają przed Polską i Polakami, ale i znaleźć na nie skuteczne remedium. Ani słowem autorzy nie zająknęli się na kluczowy temat: „Polska w świecie jutra, Polska na arenie międzynarodowej”. Dokument ten nie wyczerpuje więc znamion programu partii pretendującej do rządzenia, a więc do wzięcia odpowiedzialności za państwo. Żądza rządzenia jest jednak przeogromna i hasło „będziemy rządzić” ma w zamyśle autorów być najwyraźniej główną atrakcją nowej partii.
Polityka kierownictwa SLD jest bezrefleksyjną kontynuacją doktryny Aleksandra Kwaśniewskiego, przewodniczącego SdRP, który jeszcze w 1991 r. stwierdził, że SdRP nie potrzebuje być partią wartości ale „musi nauczyć się wygrywać wybory”. Wydawać by się mogło, że po tylu kolejnych wyborczych doświadczeniach SdRP a później SLD jednoznacznie wskazujących, że hołdowanie zasadom wyborczego pragmatyzmu prowadzi wprawdzie do chwilowych sukcesów, po których następują jednak bardzo bolesne i co raz boleśniejsze upadki, zwycięży w SLD opcja szukania siły politycznej w trwałym politycznym zapleczu związanym z atrakcyjną dla tego zaplecza wizją przyszłości społeczeństwa i państwa. Nic z tego. Sprawy idą w odwrotnym kierunku. Kultywowanie przez lata dojutrkowego pragmatyzmu doprowadziło do chemicznego wyprania SLD z poszukiwań koncepcyjnych, z wewnętrznej, permanentnej a nie doraźnej dyskusji programowej.
Tragiczne skutki tej polityki dały o sobie znać w całej pełni na wspomnianym zebraniu dolnośląskiej Rady Wojewódzkiej SLD. Zebranemu aktywowi przedstawiono następujący scenariusz. SLD zmieni swój statut, w tym swoją nazwę (co jeszcze w tym statucie – nie wiadomo) tak, aby możliwe dla „Wiosny” stało się dołączenie do tego nowego bytu politycznego. Ustalono już, że w nowej partii będzie dwóch współprzewodniczących i podobną strukturę zalecono na szczeblach niższych. Okazało się, że z nazwą nowej partii jest pewien kłopot, gdyż nazwa „Lewica” zostało już przez kogoś zastrzeżone, ale, jak powiedział obecny i prawdopodobnie przyszły Sekretarz Generalny, „jakoś sobie z tym poradzimy”. Charakterystyczna była odpowiedz Sekretarza Generalnego na pytanie „co z członkostwem i legitymacjami SLD”. Zdaniem M.Kulaska zostanie zachowana ciągłość członkostwa, nie będzie potrzeby formalnego wstępowania do nowej partii. A legitymacje? – a po co nam nowe legitymacje? – po co wydawać pieniądze na drukowanie kolejnych plastików? – pytał retorycznie sekretarz generalny SLD. Bez echa pozostało wystąpienie jednego z działaczy sygnalizującemu, że należy liczyć się z odejściami z partii – mimo tego, że wsparł go komentarz z sali „ – już odchodzą”.
Zanosi się więc na nową partię, której deklaracja ideowo-programowa jest nieznana i nie jest przedmiotem konsultacji, partii, na którą reakcja zarówno członków SLD jak i „Wiosny” jest nierozpoznana. Tymczasem wrocławskie powyborcze doświadczenia współpracy SLD z „Wiosną” niewiele mają wspólnego z atmosferą miłości roztaczaną w mediach przez szefów tych partii w Warszawie.
Zanosi się również na to, że członkostwo w nowej partii nie będzie ewidencjonowane. Partię tworzyć więc będzie jakoś tam uformowany aktyw, działający w chmurze mniej lub bardziej zidentyfikowanych partyzantów. Mówiąc krótko tworzony jest nowy byt polityczny, nad którym unosi się chmara poważnych znaków zapytania.
Największym dramatem dolnośląskiego zebrania rady wojewódzkiej SLD było moim zdaniem wystąpienie jej przewodniczącego – dzisiaj już posła na Sejm. Marek Dyduch dziękując po wielokroć aktywowi SLD za kampanię wyborczą stwierdził w pewnym momencie coś takiego: „Musimy dokonać przekształcenia partii, wpuścić młodych i oddać im władzę. Czas nam na polityczną emeryturę. Ja sam zamierzam zrezygnować z funkcji przewodniczącego rady wojewódzkiej”. To wystąpienie zasługuje na szerszy komentarz.
Na całym świecie wiek 60 lat jest dla polityka wiekiem złotym, wiekiem jego pełnej dojrzałości i odpowiedzialności. Oczywiście polityk może czuć się wewnętrznie wypalony ideowo i programowo. Ale wypalony polityk zazwyczaj po cichu usuwa się z życia politycznego, a nie czyni ze swojej ideowej i programowej impotencji przepustki do uczestniczenia w tym życiu. A już z pewnością nie powinien swoją niemocą zarażać innych i ciągnąć ich za sobą. Dyduch najpierw podziękował za kampanię wyborczą aby w kolejnych słowach powiedzieć ni mniej ni więcej tylko „spadajmy, pora na nas”. Zapewne nie zdawał sobie sprawy, że takie działanie to odbieranie praw ludziom z racji ich wieku, to ageism w czystej postaci – dyskryminacja, która z zasady obca powinna być demokratycznej partii lewicowej.
Rzecz jednak w tym, że poseł Dyduch kreśląc „świetlaną” przyszłość partii nie świecił własnym światłem. Dokładnie takie same opinie i hasła słyszę od kilku ładnych lat z ust Przewodniczącego SLD Włodzimierz Czarzastego. Po raz pierwszy usłyszałem dosłownie te same sformułowania ponad 3 lata temu, też we Wrocławiu, kiedy to Czarzasty zapowiadał odmłodzenie partii i konieczność uwolnienia jej z balastu „starego aktywu”. Obecna sytuacja Sojuszu jest efektem wieloletniego, konsekwentnego działania Włodzimierza Czarzastego, z determinacją zmierzającego do zamknięcia karty pod tytułem SLD. To wszystko dzieje się w 30-tą rocznicę utworzenia Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Od samego początku wewnątrz tej partii obecny był wątek ucieczki od przeszłości. Pamiętamy wiele prób rozbicia SdRP, skłócenia, likwidacji. Częściowo udało się to przez przekształcenie SdRP w SLD. Dzisiaj świadkami jesteśmy aktu ostatniego – wywabiania SLD z mapy politycznej. Początkowo rolę wywabiacza, miała pełnić Platforma Obywatelska. Gdy ten projekt nie wypalił, znalazł się „na szczęście” pod ręką nowy, dosyć przypadkowy rozcieńczalnik w postaci „Wiosny” Biedronia.
W minionej kampanii wyborczej Czarzasty rolę SLD sprowadził do roli techniczno – organizacyjnej. SLD wyzbył się firmowania pracami nad programem wyborczym „Lewicy” przekazując je „Wiośnie”. Co dzieje się po wyborach? Na najważniejszą, najbardziej eksponowaną funkcję polityczną szefa klubu parlamentarnego desygnuje się nie szefa największej partii koalicyjnej, ale przedstawiciela „Wiosny”.

Przewodniczący klubu parlamentarnego to na scenie politycznej osoba dużo bardziej znacząca niż wicemarszałek Sejmu. Ten bowiem, z racji funkcji w Prezydium Sejmu ma z urzędu stępione ostrze polemiki politycznej. Nie koniec na tym.
Znamiennie ukształtowano Prezydium Klubu „Lewica”. W jego 10-osobowym składzie nie znalazł się nikt z SdRP-owskim pochodzeniem. Za burtą znaleźli się tak doświadczeni parlamentarzyści jak Marek Dyduch czy Tadeusz Tomaszewski.
To hasło łączenia młodości z doświadczeniem w realu. Już tylko wisienką na torcie jest ostentacyjne wręcz pokazywanie się w mediach Przewodniczącego Czarzastego wyłącznie w otoczeniu ludzi, którzy z SdRP się nie kojarzą. SLD oddało przywództwo polityczne w klubie parlamentarnym a przed „frakcją” SLD trudne czasy.
Jej jedność wystawiana będzie na próbę z jednej strony przez proces „przekształceniowy” SLD a z drugiej przez jasną, lewicowo bardzo wartościową postawę Zandberga, polityka o charyzmie zdecydowanie górującej zarówno nad Czarzastym jak i Śmieszkiem czy Gawkowskim.
SLD zniknie – to rzecz przesądzona. Nie mogę jednak zgodzić się z tezą, że dzieje się tak za sprawą wieku i „nieprawego” pochodzenia jego aktywu.
Dzieje się tak, gdyż od wielu kadencji kierownictwa SLD nie były w stanie wypracować formuły nowoczesnej partii lewicowej, nie potrafiły zaszczepić młodym Polakom lewicowych idei, skupiając się na politycznym, doraźnym pragmatyzmie.
Włodzimierz Czarzasty postanowił dokończyć ten proces agonii SLD, a przez to i jego poprzedniczki SdRP. Nie będę zdziwiony, gdy ten okres oceniony zostanie przez historyków jako okres „autodekomunizacji” polskiej lewicy. Zasługujący może na jakiś medal „Za zasługi w dekomunizacji”, lub „Za zasługi w walce z postkomunizmem”?
Dokonując przekształceń SLD nie idzie, jak 30 lat temu PZPR do konkretnego celu, konkretnej wizji nowej partii.
Czarzasty prowadzi SLD w nieznane. Ważne jest, że kapsuła z wąską, starannie dobraną załogą na minimum cztery lata zapewniła sobie polityczną egzystencję. Dla ludzi mojego pokroju, zwłaszcza dla tych z legitymacją SdRP nr 001 sytuacja jest jednak trudna.
Czy godzić się z upokarzającą rolą członka partii „drugiego sortu”, rolą zbędnego balastu, czy też honorowo samemu opuścić tą łódź? Póki co członkom SLD dedykuję wstępniak do noworocznego wydania „TAMY”, gazety wrocławskiej SdRP z grudnia 1991r:

Noworoczna przypowieść o odrzutowcach, Ewangelii i socjalizmie.
Jakże doskonałym urządzeniem jest nowoczesny odrzutowiec pasażerski. Jest on najszybszym i najbezpieczniejszym środkiem masowej komunikacji. Nie tylko z racji swojej wspaniałej konstrukcji, silnikom, komputerom, ale również dzięki lotniskom, urządzeniom radiolokacyjnym, naziemnej i satelitarnej kontroli lotów, dzięki całemu systemowi w którym współpracuje najnowocześniejszy sprzęt z dziesiątkami tysięcy wykwalifikowanych ludzi. Co to ma wspólnego z Ewangelią i socjalizmem? W Ewangelii zawarte są nauki Jezusa, ten zaś, jak wiadomo, nauczał przez analogie.
Jak to więc było z tymi odrzutowcami? Przecież nie od razu stały się one tak doskonałe. Początki dzisiejszych samolotów to nieporadne konstrukcje maniaków opętanych bezbożną ideą zbudowania latających maszyn cięższych od powietrza. Budowali swoje pokraczne urządzenia, rujnowali się majątkowo, ginęli. Narażali się na śmiech i drwiny maluczkich, którzy ich działania uznawali za poważenie się na prawa naturalne i boskie.
Realny socjalizm był też taką nieporadną próbą poważenia się na naturalne – wydawało się niewzruszalne, boskie wręcz prawa ekonomiczne. Nie wiem, czy bardziej odpowiada on tej śmiesznej konstrukcji, w której pilot machał drewnianymi skrzydłami naśladując lot kaczki, czy wielopłatom napędzanym siłą mięśni, którym nie dane było zaznać swobodnego lotu. Najpewniej były czymś na kształt owej machiny uwiecznionej na archiwalnych filmach, która wzbiła się w powietrze, przeleciała kilkadziesiąt metrów i rozbiła się w drobny mak.
Jedno jest oczywiste. Bez tych konstruktorów-szaleńców, bez ich wiary w słuszność swojego rozumowania, bez ich śmiesznych dzisiaj konstrukcji, bez ich ofiar – nie było by współczesnego lotnictwa. Tak samo bez realnego socjalizmu, bez PRL-u, nie będzie na świecie ustroju społecznej sprawiedliwości. A przecież taki ustrój będzie. Nowy, lepszy samolot wzbije się w przestworza! Nieprawdaż?
A więc do dzieła – konstruktorzy idealiści, naiwniacy, marzyciele. Nasza jest przyszłość!

 

Przed Konwencją SLD

14 grudnia Konwencja SLD zmieni statut partii. Jak? Na oficjalnej stronie SLD czytamy, że chodzi o: „zmiany w Statucie partii, które dadzą podstawę prawną do zmian organizacyjnych. Należy się spodziewać połączenia Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Partii Wiosna Roberta Biedronia, a także innych lewicowych struktur, które wyrażą taką wolę.” Ale o jakie konkretnie zmiany chodzi? Zmiana statutu to rzecz niebłaha. Jakie są konkretne propozycje tych zmian? Niestety, tutaj jasne odpowiedzi władz SLD się kończą. Spróbujmy to uporządkować na podstawie strzępków doniesień czy fragmentów wystąpień członków kierownictwa SLD.

Punktem wyjścia powinno być uznanie (potwierdzone przez M.Kulaska na posiedzeniu dolnośląskiej Rady Wojewódzkiej SLD we Wrocławiu w dniu 18.11.b.r.), że niezależnie od zabiegów formalnych, o których niżej, właściwie powinniśmy mówić o nowym podmiocie na polskiej scenie politycznej, który pojawi się po zakończeniu procesu integracji SLD i „Wiosna”.
Podstawowe pytanie, to to, czy w ogóle potrzebna jest zmiana statutu, a jeżeli tak, to w jakim zakresie? „Wiosna” startując w wyborach parlamentarnych pod szyldem SLD jakoś przełamała obrzydzenie postkomuszą formacją. Chyba, że jednym z warunków „Wiosny” przystąpienia do niby-koalicji wyborczej było to, że po wyborach połączenie tak, ale na innych zasadach. Połączenie się SLD z innym ugrupowaniem politycznym mogłoby skutkować uznaniem przez PKW wygaśnięcia podstaw do wypłacania SLD subwencji z tytułu wyniku wyborczego. Gdyby tylko chodziło o tą kwestię, to najprostszym rozwiązaniem byłoby rozbudowanie artykułu 15. Statutu, dopuszczającego istnienie wewnątrz SLD platform programowych. Oczywiście należałoby podnieść rangę i umocowanie platform, tak jak to miało miejsce w statucie SdRP, który dopuszczał istnienie wewnątrz partii nie tylko platform programowych, ale i politycznych. Jedną z takich platform mogła by być „Wiosna”. Taki kierunek byłby uzasadniony również zapowiadanym otwarciem partii na „inne lewicowe struktury, które wyrażą taką wolę”. Czy w tym kierunku pójdą zmiany – nie wiadomo.
Wiadomo natomiast, że nastąpi zmiana nazwy partii (M.Kulasek, tamże). Dlaczego zmiana nazwy? Komu ona przeszkadza? SOJUSZ lewicy jest nazwą jak najbardziej adekwatną do zapowiadanego profilu nowej partii. Czyżby było to również jeden z warunków „Wiosny”? Jeżeli tak, to na jakie jeszcze warunki Biedronia przystał Czarzasty?
Oczekiwania albo inicjatywa zmiany szyldu zazwyczaj związana jest ze zmianami treści, które ten szyld ma reprezentować. Jakie więc merytoryczne zmiany proponowane są w Statucie, tak, aby „Wiosna” mogła powiedzieć sakramentalne „tak”?
Ustalono (tamże), że nową partią kierować będzie dwóch współprzewodniczących i że sekretarzem generalnym będzie osoba wskazana przez SLD. Podobna struktura zalecana ma być do powielania na szczeblach terenowych i realizowana w miarę możliwości.
Największa zmiana w funkcjonowaniu SLD może jednak kryć się za odpowiedzią, jaką Sekretarz Generalny udzielił podczas wrocławskiego spotkania na pytanie: „Co z legitymacjami członkowskimi SLD? Czy nowa partia wydawać będzie nowe legitymacje?” M.Kulasek odpowiedział mniej więcej następująco: „Wasze legitymacje SLD zostaną, będziecie je mieli. Ale czy będziemy wydawać nowe legitymacje? A po co? Odchodzi się już od legitymacji członkowskich. Czy nie szkoda pieniędzy na drukowanie nowych plastików”.
Wniosek z powyższego jest bardzo daleko idący. Jeżeli nie będzie legitymacji, to nie będzie również ewidencji członków i obowiązkowych, regularnych składek członkowskich. Nowa partia odejdzie więc od europejskiego standardu partii politycznych i przejmując rozwiązania amerykańskie, gdzie partię stanowią zarządy oraz osoby funkcjonujące w życiu publicznym z nadania partii (u nas: radni, posłowie, prezydenci, wojewodowie itp.) To właśnie te gremia zabiegają o środki na działanie partii oraz mobilizują wyborców i woluntariat, aby wybierały ich na kolejne kadencje. Taki model partii ma swoich wyznawców w doradczych kręgach Zarządu Krajowego. Osobiście byłem świadkiem przedstawiania takiego modelu partii przez jednego z SLD-owskich guru 8 lat temu podczas jednej z debat w Warszawie o przyszłości demokracji. Był ten model w istocie bezrefleksyjną kontynuacją doktryny Aleksandra Kwaśniewskiego, przewodniczącego SdRP, który jeszcze w 1991 r. stwierdził, że SdRP nie potrzebuje być partią wartości ale „musi nauczyć się wygrywać wybory”. Wydawać by się mogło, że po tylu kolejnych wyborczych doświadczeniach SdRP a później SLD jednoznacznie wskazujących, że hołdowanie zasadom wyborczego pragmatyzmu prowadzi wprawdzie (choć nie zawsze) do chwilowych sukcesów, po których następują jednak bardzo bolesne i co raz boleśniejsze upadki, zwycięży w SLD opcja szukania siły politycznej w trwałym politycznym zapleczu związanym z atrakcyjną dla tego zaplecza wizją przyszłości społeczeństwa i państwa. Jak widać – nie. Koncepcja SLD spotkała się na wspomnianej debacie ze spontaniczną i jednoznaczną ripostą przedstawiciela niemieckiej SPD, który przestrzegał przed takim rozwiązaniem. Jego zdaniem nie wpisuje się ono w europejskie standardy i w naszych warunkach prowadzi do upadku partii. Jak inaczej interpretować stanowisko obecnego i przyszłego Sekretarza Generalnego w kwestiach członkowskich? Obawy w stosunku do amerykańskiego modelu patii politycznej są uzasadnione nie tylko widocznym jego kryzysem w USA. Dwupartyjny model amerykański możliwy był po fizycznej likwidacji amerykańskich partii socjalistycznych po II wojnie światowej i zdominował na lata amerykańską scenę polityczną. W Polsce do politycznego duopolu jest daleko, tym bardziej, że sama lewica jest bardzo zróżnicowana i spora jej część odmawia SLD atrybutu lewicowości. Gdyby jednak doszło do „amerykanizacji” SLD, mielibyśmy do czynienia z groteskową sytuacją. Do tej pory członkowie wstępowali lub występowali do SLD. Jeżeli w nowej partii status członka partii zostanie faktycznie zmieniony, to będziemy mieli do czynienia z sytuacją, że to nie jeden czy drugi członek opuści partię, ale to partia wykreśli wszystkich swoich dotychczasowych członków.
W tej strategicznej sprawie władze SLD powinny być bardzo przejrzyste i jednoznaczne. Tym bardziej, że jesteśmy świadkami wielu zdarzeń, które zdają się potwierdzać przypuszczenie, że istotą tych zmian jest ostateczne zamknięcie karty pod tytułem SLD, a z nią i SdRP. Gdyby tak było w istocie, byłby to osobliwy wkład kierownictwa SLD w proces „dekomunizacji”. Nie będę zdziwiony, gdy ten okres oceniony zostanie przez historyków jako okres „autodekomunizacji” polskiej lewicy. Zasługujący może na jakiś medal „Za zasługi w dekomunizacji” lub „Za zasługi w walce z postkomunizmem”?
Na wspomnianym zebraniu Rady Wojewódzkiej SLD we Wrocławiu charakterystyczna była wypowiedź jej przewodniczącego, posła Marka Dyducha, niegdyś założyciela SdRP w Wałbrzychu. Marek Dyduch dziękując po wielokroć aktywowi SLD za kampanię wyborczą, stawiając siebie za wzór do naśladowania stwierdził w pewnym momencie coś takiego: „Musimy dokonać przekształcenia partii, wpuścić młodych i oddać im władzę. Czas nam na polityczną emeryturę. Ja sam zamierzam zrezygnować z funkcji przewodniczącego rady wojewódzkiej”. Na całym świecie wiek 60 lat jest dla polityka wiekiem złotym, wiekiem jego pełnej wiedzy, dojrzałości i odpowiedzialności. Oczywiście polityk może czuć się wewnętrznie wypalony ideowo i programowo. Ale wypalony polityk zazwyczaj po cichu usuwa się z życia politycznego, a nie czyni ze swojej ideowej i programowej impotencji przepustki do uczestniczenia w tym życiu. A już z pewnością nie powinien swoją niemocą zarażać innych i ciągnąć ich za sobą. Dyduch najpierw podziękował za kampanię wyborczą, aby w kolejnych słowach powiedzieć ni mniej, ni więcej tylko „spadajmy, pora na nas”. Zapewne nie zdawał sobie sprawy, że takie działanie to odbieranie praw ludziom z racji ich wieku, to ageism w czystej postaci – to dyskryminacja, która z zasady obca powinna być demokratycznej partii lewicowej.
Rzecz jednak w tym, że poseł Dyduch kreśląc przyszłość partii nie świecił własnym światłem. Dokładnie takie same opinie i hasła słyszę od kilku ładnych lat z ust Przewodniczącego SLD Włodzimierz Czarzastego. Po raz pierwszy usłyszałem dosłownie te same sformułowania ponad 3 lata temu, też we Wrocławiu, kiedy to Czarzasty zapowiadał odmłodzenie partii i konieczność uwolnienia jej z balastu „starego aktywu”. Obecna sytuacja Sojuszu jest efektem wieloletniego, konsekwentnego działania jej przewodniczącego, który miast szukać dróg i sposobów na poszerzanie elektoratu partii z determinacją zmierza do zamknięcia karty pod tytułem SLD. Pamiętamy wiele prób rozbicia SdRP, skłócenia, likwidacji. Częściowo udało się to przez przekształcenie SdRP w SLD. Dzisiaj jesteśmy być może świadkami aktu ostatniego – wywabiania SLD z mapy politycznej. Początkowo rolę wywabiacza, miała pełnić Platforma Obywatelska. Gdy ten projekt nie wypalił, znalazł się pod ręką nowy rozcieńczalnik w postaci „Wiosny” Biedronia.
W minionej kampanii wyborczej Czarzasty rolę SLD sprowadził do roli techniczno- organizacyjnej. SLD wyzbył się firmowania pracami nad programem wyborczym „Lewicy” przekazując je „Wiośnie”. Co dzieje się po wyborach? Na najważniejszą, najbardziej eksponowaną funkcję polityczną szefa klubu parlamentarnego desygnuje się nie szefa największej partii koalicyjnej, ale przedstawiciela „Wiosny”. Przewodniczący klubu parlamentarnego to na scenie politycznej osoba dużo bardziej znacząca niż wicemarszałek Sejmu. Ten bowiem, z racji funkcji w Prezydium Sejmu ma z urzędu stępione ostrze polemiki politycznej. Nie koniec na tym. Znamiennie ukształtowano Prezydium Klubu „Lewica”. W jego 10-osobowym składzie nie znalazł się nikt z SdRP-owskim pochodzeniem. Za burtą znaleźli się tak doświadczeni parlamentarzyści jak Marek Dyduch czy Tadeusz Tomaszewski.  To hasło łączenia młodości z doświadczeniem w realu. Już tylko wisienką na torcie jest ostentacyjne wręcz pokazywanie się w mediach Przewodniczącego Czarzastego wyłącznie w otoczeniu ludzi, którzy z SdRP się nie kojarzą. SLD oddało przywództwo polityczne w klubie parlamentarnym a przed „frakcją” SLD trudne czasy. Jej jedność wystawiana będzie na próbę z jednej strony przez proces „przekształceniowy” SLD a z drugiej przez jasną, lewicowo bardzo wyrazistą i wartościową postawę Adriana Zandberga, polityka charyzmą zdecydowanie górującym zarówno nad Czarzastym jak i Śmieszkiem czy Gawkowskim.
SLD zniknie – to rzecz przesądzona. Jeżeli do samounicestwienia dojdzie to dlatego, że ta partia na to przez długie lata zapracowała. Dlatego też nie jestem przeciwnikiem łączenia SLD i „Wiosny”. Przy czym nie o nazwę nowej partii chodzi, ale o system ideowych wartości, z którymi będą identyfikować się jej członkowie (sympatycy?), a więc o redefinicję pojęcia „lewica”. Z pewnością kwestie obyczajowe – ważne przecież – nie mogą stać się głównym wyznacznikiem lewicowości we współczesnym świecie. Dlatego tak duże znaczenie będą miały te zmiany w statucie, które zmieniać będą również system wartości partii. Tak duże znaczenie będzie mieć też treść zapowiadanego na okoliczność połączenia obydwu partii Manifestu, pełniącego rolę deklaracji ideowo-programowej nowej partii. Niestety, o szczegółach proponowanych zmian nie wiemy jak dotąd nic. Wybieranym na wspomnianej Radzie Wojewódzkiej delegatom na grudniową Konwencję SLD, nie przedstawiono żadnych szczegółów proponowanych zmian statutu, poza ogólnikiem, że mają one służyć połączeniu się SLD z „Wiosną”. To moim zdaniem zdecydowanie za mało. Rzetelność i transparentność w tym historycznym dla lewicy momencie jest szczególnie istotna.

Gdy wieją wichry zmian, jedni budują mury, inni budują wiatraki.

Absolutnie bardzo dobry start lewicy w nowym Parlamencie! Kilkoma działaniami począwszy od wniosku o likwidację barierek przed Sejmem a na zgłoszonym autorskim projekcie tzw. 30-krotności wynagrodzeń ZUS kończąc.

Lewica pokazuje, jak nie być w defensywie przez 4 lata. Nasuwa się wniosek, że obserwacja działań Platformy Obywatelskiej daje rezultaty. Krótko mówiąc. walenie głową w mur i mówienie, że jest się tylko antypisem, nie wystarczy Polakom. Potrzebne są wiarygodność i innowacje w polityce.

Polacy oczekują właśnie tego…

Teraz trzeba być opozycją konstruktywną i zgłaszać swoje projekty w tym  przede wszystkim takie jak:

–           krótszy tydzień pracy,

–           leki za 5 złotych

–           czy też minimalna emerytura.

I ku mojej radości serca – tak właśnie jest!

Teraz Prawo i Sprawiedliwość, formacja, która mieni się jako prosocjalna, jak będzie w stanie  wytłumaczyć, że zagłosuje przeciwko najniższej emeryturze zgłoszonej przez klub Lewicy?

Przypominam, że chodzi o 1600 złotych! Ha?

I do tego ultra w punkt wystąpienie Adriana Zandberga. jako swoiste kontrexpose,  bo tak je traktuję – zresztą nie tylko ja, ale spora część społeczeństwa. Wszystko to pokazuje, że lewica wykorzystuje swoją szansę.

Jestem głęboko przekonany, że tak będzie przez 4 lata a być może krócej, patrząc na przepychanie kolanem kandydatur Pani Pawłowicz i Pana Piotrowicza przy hasłach i okrzykach: Hańba!

Cały czas twierdzę, że taka kadencja parlamentu, niekoniecznie musi być czteroletnia. Zobaczycie.

„Skoro można pomyśleć, że może być lepiej, to znaczy, że już jest lepiej.” Tak mawia nasza noblistka Olga Tokarczuk – i tu bez cienia wątpliwości można się z nią zgodzić.

Swoją drogą, Premier znalazł czas na spotkanie na zakończenie kariery Łukasza Piszczka, a od 10 października ani Prezydent ani Premier niestety tego czasu nie znaleźli, by spotkać się z Laureatką Literackiej Nagrody Nobla. Ciekawa ta nasza Polska, na szczęście lepiej budować wiatraki, niż mury, gdy wieje wiatr przemian. Ale o tym w następnym spotkaniu 🙂

Cel: nowoczesne państwo dobrobytu

– Nasze propozycje ustawowe będą dotyczyć między innymi leków za 5 zł wypisywanych na receptę. I przyznam, że chętnie zobaczę, jak PiS będzie głosowało przeciw temu prospołecznemu projektowi – mówi Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w rozmowie z Krzysztofem Lubczyńskim.

Rozmawialiśmy prawie dwa lata temu i wtedy perspektywa, że SLD wróci do parlamentu, a do tego powróci w towarzystwie koalicjantów, z których jeden jeszcze nie istniał, a drugi był bardzo zdystansowany, była jeszcze mało prawdopodobna…

Ale była jasna wizja powrotu SLD do parlamentu, choć nasze notowania były bardzo skromne na poziomie 2-3 procent, a dziś mamy kolejny cel do realizacji za następne cztery lata: powrócić do władzy, rządzić albo współrządzić, a przede wszystkim zrealizować nasz program. Taki jest cel, jaki chcemy zrealizować z partnerami. Udało się nam podtrzymać współpracę i podjęliśmy dobrą decyzję o utworzeniu wspólnego klubu parlamentarnego SLD, Wiosny i Razem.

Na przewodniczenie i współprzewodniczenie ilu komisjom sejmowym przez posłów lewicy Pan liczy?

To będzie wynikało z arytmetyki sejmowej, przyznam że nie wiem w tym momencie, ile tego będzie, ale nie ma to dla mnie specjalnego znaczenia. Najważniejszy jest program, choć i tak z racji arytmetyki parlamentarnej nie zrealizujemy wszystkich naszych zamiarów.

Z jakimi projektami ustaw lewica wystąpi w czasie pierwszych stu dni działania parlamentu?

Ustawy, które lewica będzie zgłaszała, będą w większości odrzucane przez PiS, bo taka jest, jak powiedziałem, sejmowa arytmetyka. Mimo to będziemy te ustawy zgłaszać, żeby się przekonać jak PiS i Koalicja Obywatelska będą uzasadniać odrzucanie naszych projektów. Będziemy pokazywali program i reakcje na niego posłów i posłanek innych partii. Nasze propozycje ustawowe będą dotyczyć między innymi: leków za pięć złotych wypisywanych na receptę. I przyznam, że chętnie zobaczę, jak PiS będzie głosowało przeciw temu prospołecznemu projektowi. Wiem ile ludzie muszą za leki płacić i wiem że wielu na to nie stać.

Dalej, zaproponujemy reformę Państwowej Inspekcji Pracy, likwidację umów śmieciowych, płatne w stu procentach chorobowe, powiązanie płacy minimalnej ze średnią krajową, zaproponujemy minimalną płacę w budżetówce w kwocie 3500 złotych i minimalną 2700 zł, zakaz darmowych stażów, reformę przepisów dotyczących samorządu pracowniczego. Przedstawimy projekty związane z prawami reprodukcyjnymi kobiet,bezpłatną antykoncepcją, prawem do aborcji do 12 tygodnia, do in vitro. Nadto przedstawimy projekty przepisów dotyczących podatku cyfrowego, likwidacji liniowego PIT dla przedsiębiorstw. Będziemy proponować przepisy dotyczące zakazu eksmisji na bruk, zakazu reklamy leków i suplementów, ustawę o renaturyzacji rzek, pakt dla lasów. Zajmiemy się sytuacją naszych dzieci, proponując darmowe posiłki w szkołach dla uczniów, darmowe posiłki dla studentów, przywrócenie dentystów w szkołach podstawowych i średnich, lekcje języka angielskiego zamiast religii w szkołach, wyprowadzenie religii ze szkół. Naszym zdaniem konieczne jest przygotowanie przepisów mających na celu zapewnienie transparentności finansowania Kościoła.

To tylko niektóre sprawy, z którymi będziemy występować i będziemy się przyglądać jak na to reagować będzie PiS, ale także demokratyczni partnerzy jak PO czy PSL-Koalicja Polska. Prezentowanie naszych projektów będzie sprawdzaniem, symulacją naszego programu, a jednocześnie będzie obnażać obłudę PiS, PO czy PSL. Niech zasłona opadnie, niech Polki i Polacy dowiedzą się, kto wnosi projekty im pomagające, a kto tego nie robi.

Są też sprawy dotyczące starszego pokolenia, np. sprawa emerytury wdowiej, z dwoma wariantami do wyboru, z czym już występowaliśmy. Chcemy też w każdej gminie powołać całodzienne domy opieki dla osób starszych. Chcemy też powołać w szpitalach wojewódzkich oddziały geriatrii, bo w tej dziedzinie są ogromne luki i zaległości. Będę marzył, by któraś z tych ustaw została przyjęta. Dopiero na koniec tego wyliczenia dodam sprawę związków partnerskich, żeby pokazać, że wbrew temu co nam przypisują przeciwnicy, lewica to nie tylko kwestie obyczajowo-światopoglądowe. Jak więc widać z tego pobieżnego wyliczenia, jest ogrom roboty do wykonania.

My chcemy nowoczesnego państwa dobrobytu, a nie konserwatywnego państwa dobrobytu, o co zabiega PiS i prawica. PiS ma swoją wizję kraju , ale wizję nowoczesnego kraju dobrobytu ma opracowaną tylko lewica. Uważam, że wszystko co jest pośrodku, nie wybroni się, bo nie można być trochę za wolnością, trochę za prawami kobiet, trochę za związkami partnerskimi, trochę za państwem świeckim. Czas, kiedy można było być trochę za, a trochę przeciw, kończy się. Nie można mówić, że kobieta ma prawo do własnego ciała, a jednocześnie zabraniać jej aborcji do 12 tygodnia ciąży. Nie można być za państwem świeckim, a jednocześnie za stopniami z religii na maturze, nie żądając transparentności w finansowaniu kleru.

Według naszych obliczeń jest on finansowany przez państwo na poziomie około ośmiu miliardów złotych rocznie, a suma ta nie wynika ani z konkordatu ani z czegokolwiek innego, ale z podlizywania się rządzących klerowi. Nie można być za państwem świeckim i płacić księżom ZUS z Funduszu Kościelnego, czyli w ramach dotacji państwowej. Nie można być za państwem świeckim i nie żądać opodatkowania dochodów kleru, także z tytułu chrztów, ślubów i pogrzebów, gdzie powinien być wprowadzony obowiązek stosowania kasy fiskalnej. Kler de facto nie płaci podatków, bo czym innym jest ryczałtowy podatek w wysokości 250 złotych miesięcznie. Każdy by chciał płacić taki podatek! Że nie wspomnę o przywilejach celnych dla kleru.

Reasumując, kwestię nowoczesnego i konserwatywnego państwa dobrobytu – oba dadzą chleb, ale tylko jedno z nich da wolność, da prawa kobietom.

Uspokoiły mnie Pana zdecydowane plany co do dążenia do państwa świeckiego, bo Pana wypowiedź sprzed kilku miesięcy, że nie będzie walki lewicy z wiarą i wierzącymi,niektórzy odczytali jako zapowiedź powrót do łagodnej polityki SLD z dawnych czasów w stosunku do Kościoła…

Nie ma takiej obawy, bo tamtego SLD już nie ma. My rzeczywiście nie będziemy walczyć z wiernymi i wiarą, ale będziemy nieustępliwi w dążeniu do państwa świeckiego. Państwo nie może zakazać czy nakazać, w co obywatel wierzy czy nie wierzy, i z kim i jak śpi. Uważam za niegrzeczne pytanie czy ktoś jest wierzący. To prywatna sprawa każdego. Uznanie różnorodności jest cechą lewicy, a wszyscy mają takie same prawa. Reasumując: moje stwierdzenie, że nie będę walczył z wiarą i wierzącymi nie oznacza, że nie będę z całych sił walczył o państwo świeckie. To są dwie różne sprawy.

Odnosząc się jeszcze do wymienionego przez Pana katalogu projektów ustaw z którymi lewica wystąpi, widzę w nich możliwość sprawdzenia na ile PiS jest partią socjalną, a Platforma partią wolnościową…

To na pewno będą dla nich testy, sytuacje w których lewica powie: sprawdzamy, ale ja z góry mogę powiedzieć, że ani PiS nie jest partią socjalną, ani Platforma nie jest partią wolnościową. Trzeba odróżnić rozdawnictwo będące formą korupcji politycznej od systemowej realizacji praw i świadczeń socjalnych na rzecz obywatelek i obywateli w oparciu o konstytucję. Ustawa zasadnicza mówi o Polsce, jako o państwie sprawiedliwości społecznej w sferze edukacji, ochrony zdrowia, w sferze równego dostępu do dóbr kultury.

Podam Panu przykład różnicy między rozdawnictwem a systemowym realizowaniem zasad państwa sprawiedliwości społecznej na przykładzie emerytur. Trzynastą emeryturę wprawdzie popieramy, jeśli państwo na nią stać, ale dziwi nas że jest wypłacana na krótko przed wyborami, jako kiełbasa wyborcza. Czy jednak nie lepiej byłoby stworzyć system, w którym najniższa emerytura wynosiłaby 1600 złotych na rękę co miesiąc? To by na wyrównało choćby różnice emerytalne między mężczyznami a kobietami. Byłoby to lepsze niż danie jednorazowo trzynastej emerytury i nazwanie jej „jarkowym”. Byłoby to „jarkowe”, gdyby pan Jarek poszedł do pracy, zarobił osiem miliardów złotych i rozdał je emerytom, ale on rozdaje pieniądze państwowe, budżetowe.

Jesteśmy za społeczną gospodarką rynkową,czyli współistnieniem gospodarki państwowej, prywatnej i spółdzielczej. Dlaczego w Polsce nie ma przedsiębiorstwa, które w trybie „non profit” budowałoby tanie mieszkania, przy stałym, systemowym deficycie dwóch milionów mieszkań w Polsce? Tym, którzy mówią, że ten problem powinien rozwiązać rynek odpowiadam: rynek istnieje w Polsce od trzydziestu lat i tego problemu nie rozwiązał. Lewica nie tylko dała Polsce konstytucję, ale jeszcze do tego wskazuje dziś jak ją należy realizować. Nie naszą jest winą, że bandyta łamie konstytucję. Przyjdzie czas na Trybunał Stanu i inne konsekwencje dla tych, którzy dziś ją łamią. A co do konstytucji, to skandalem jest, że PiS do Trybunału Konstytucyjnego desygnował kandydatury osób odpowiedzialnych za łamanie konstytucji, takich jak pani Pawłowicz i pan Piotrowicz.

Jak Pan i lewica ustosunkowuje się do sytuacji w Senacie? No i kogo i w jakim trybie lewica wysunie kandydata na prezydenta?

Co do Senatu, to problem ma tylko Koalicja Obywatelska, z wyznaczeniem kandydata na marszałka, podobnie jak zresztą z wyłonieniem kandydata na prezydenta. Gdy przyjdzie na to czas wyznaczymy kandydata na prezydenta, wspólnie uzgodnionego przez SLD, Wiosnę i Razem. Na pewno kandydata lewicy wysuniemy, bo opowiadanie, że w drodze głosowania będzie wyłoniony wspólny kandydat opozycji, to są opowieści z Narni, ładne ale nierealne.

Przez lata mówiono, że do zwycięstwa PiS przyczyniły się przyjazne media, Kluby Gazety Polskiej, tygodniki opinii, stacje telewizyjne, think tanki. Obecnie rząd PiSwspiera media prawicowe, regularnie sponsorując np. propisowskie tygodniki poprzez pomieszczanie w nich materiałów spółek skarbu państwa czy zasilając je reklamami. Że nie wspomnę już o tym, że władza PiS uczyniła z TVP, czyli telewizji publicznej, telewizję partyjną. Czy Pan i lewica jakieś zamysły w tej mierze?

Trzymam kciuki za „Trybunę”, „Przegląd”, „Nie”, „Fakty i mity”, portale lewicowe.

Czy coś poza trzymaniem kciuków? Czy niedocenianie przez lewicę konieczności posiadania przyjaznych dla niej ośrodków medialnych nie miało pewnego wpływu na jej niepowodzenia przez szereg lat?

Na nic więcej nie możemy liczyć niż na popularność mediów lewicowych wśród odbiorców.

SLD okazał się jedyną partią po 1989 roku, której udało się powrócić do parlamentu po czteroletniej nieobecności. Co się do tego przyczyniło?

Przede wszystkim ciężka pracy setek działaczy Sojuszu w całym kraju, w powiatach, w województwach, upór, konsekwencja, konsolidacja. Trzeba też było zatrzeć złe emocje, będące między innymi skutkiem błędu politycznego polegającego na wysunięciu pani Ogórek na lewicową kandydatkę na prezydenta. Jednak przestrzegam wszystkie działaczki i działaczy SLD przed egoizmem i proszę ich o pamiętanie o zasadzie, że im więcej dajesz, tym więcej do ciebie wraca. Udało nam się skonsolidować pracę trzech struktur partyjnych i dogadać się. Te wszystkie dobre sprawy i praktyki trzeba kontynuować, przygotowywać się do kolejnych kampanii, w tym najbliższej, prezydenckiej. Działaczom SLD, jako szef SLD życzę braterstwa wobec tych partnerów, którzy są w innych partiach, dużo tolerancji, wyrozumiałości, nieprzegłosowywania ich za wszelką cenę tylko dlatego, że są w mniejszości, pozytywnego myślenia, mądrego wykorzystywania potencjału organizacyjnego i intelektualnego poszczególnych ludzi lewicy, unikanie kumoterstwa partyjnego. Na pewno w ramach tej konsolidacji będzie wiele konfliktów, ale musimy uczyć się współpracy.

A na ile wpływ na ten powrót lewicy do parlamentu miała zmiana, nastroju,klimatu społecznego, znużenie walką, wzajemnym, wrogim zakleszczeniem duopolu prawicowego PiS-PO, jego hegemonią i odrodzenie się woli dania ponownej szansy lewicy?

Trzy partie lewicy, które się dogadały, wyczuły ten społeczny moment, nowy klimat. I wykorzystały go mądrze. Na koniec – przestrzegam ludzi lewicy przed hurraoptymizmem. A działaczom SLD w szczególności odradzam myślenie w rodzaju, że gdybyśmy poszli do wyborów w pojedynkę, to mielibyśmy lepszy wynik, większą liczbę parlamentarzystów i byłoby cudownie. Nie byłoby cudownie.
Sytuacja, którą wybraliśmy,dała nam spokój i wolność od obawy, czy przekroczymy próg wyborczy. Dzięki koalicji z Wiosną i Razem zyskaliśmy pewność, że lewica wróci do parlamentu i walczyliśmy tylko o jak najlepszy wynik. Powtarzam tym, którzy mówią, że można było iść samemu: można było, ale tylko na zatracenie, drogą donikąd. Szczęśliwie uniknęliśmy tego.

Dziękuję za rozmowę.

Każdy z marszałkiem Senatu

Swoje stanowisko w sprawie Senatu przedstawił w swoim oświadczeniu w czasie konferencji prasowej w Sejmie przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty. Przytaczamy je w całości.

Obecnie toczy się dyskusja w sprawie Senatu i należy przypomnieć, iż to Lewica zaproponowała koncepcję Paktu Senackiego. Negocjacje składu osób, które wystartują w ramach tego Paktu trwały bardzo długo. I ta koncepcja odniosła sukces. 4 lata temu startowało 460 osób, w tym roku 240. Lewica, KO oraz PSL mają swoich senatorów. Mamy taki efekt, ponieważ wydyskutowaliśmy taki kształt. Kłaniam się nisko Polskiemu Stronnictwu Ludowego, ale też przypominam, że i my nie byliśmy zachłanni. Lewica ma 2 senatorów, a PSL ma 3, jest też kilku senatorów niezależnych.
Kształtuje się prezydium Senatu i jeżeli ta większość 51 senatorek oraz senatorów się utrzyma, to nasze stanowisko w tej sprawie jest następujące. Po pierwsze, nie jesteśmy chętni do rozmowy przez media. Nie jest dobrym pomysłem, aby kandydatki lub kandydata na szefa Senatu zgłaszać poprzez media. Po drugie, jesteśmy otwarci na rozmowy w ramach Paktu Senackiego. Po trzecie, prowadzimy te rozmowy z PSL-em, w bardzo przyjacielskiej i rozsądnej atmosferze. Po czwarte, w prezydium Senatu powinni się znaleźć przedstawiciele PO, PSL, Lewicy, niezależnych oraz PiS-u.
Jesteśmy chętni do podjęcia rozmów w tej sprawie, jak przyjdzie na to czas, gdyż jak na razie senatorki oraz senatorowie nie odebrali swoich nominacji. Czekamy na sygnał od największej partii. Szanujemy to, że Platforma ma najwięcej senatorów., ale stało się tak, ponieważ tak ustaliliśmy. Lewica mogła zgłosić 70 kandydatek i kandydatów do Senatu, PSL również mógł zgłosić swoje 70 osób, ale tego nie zrobiliśmy. Dlaczego mówimy to na konferencji prasowej? Ponieważ znamy historię. Wymyśliliśmy Pakt Senacki i następnie przez miesiąc czekaliśmy na kontakt w tej sprawie. Wydaje nam się, że konferencje prasowe przyspieszą takie procesy. W tej sprawie to jest ostatnia konferencja, ale jeżeli to nic nie da, to sami zadzwonimy, ponieważ lubimy rozmawiać.

 

Nasi kandydaci dziękują za Wasze głosy

Odpowiadając na pytania naszych Czytelników informujemy, że:

Piotr Kusznieruk – lider podlaskiego SLD i wydawca naszej „Trybuny” kandydował do Sejmu RP z listy Lewicy, z drugiego miejsca na liście.

 

 

Piotr Gadzinowski – redaktor naczelny „Trybuny” kandydował do Sejmu RP z tej samej listy w mieście stołecznym Warszawie. Zapewne z ostatniego miejsca na liście.

 

 

Anna-Maria Żukowska – rzeczniczka prasowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kandydowała z listy Lewicy w Warszawie na drugiej pozycji.

 

 

Wincenty Elsner – publicysta i od 2016 wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, startował z 9 miejsca na liście wrocławskiej.

 

 

Jacek Gallant – prawnik, dziennikarz, były: radny, wiceprezydent Lublina, wieloletni dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie, miłośnik Bałkanów i kotów, startował z tamtejszej listy z ostatniego miejsca.

 

 

Tymoteusz Kochan – publicysta i aktywista lewicowy, kandydował z listy Lewicy z regionu szczecińskiego: czyli Szczecin, Świnoujście, powiaty: goleniowski, gryficki, gryfiński, kamieński, łobeski, myśliborski, policki, pyrzycki i stargardzki.

 

 

Cezary Żurawski – Członek Rady Naczelnej PPS, Rzecznik prasowy Partii. Działacz związkowy (ZZPE). „Warszawiak” z urodzenia i przekonania. Publicysta, dziennikarz – startował z listy Lewicy w Warszawie.

 

 

Lech Fabiańczyk – o mandat ubiegał się z listy Lewicy w Koszalinie. Prawdopodobnie był jedynym komunistycznym kandydatem do Sejmu.

 

 

 

Pozwólcie działać

W niedzielę, 13 października obywatele Polski staną przed ostatecznym wyborem. Wyborem pomiędzy demokracją, a „lepszą demokracją”. Nie trudno domyślić się jednak, że owa „lepszość” to próba modyfikacji ustroju, który dotychczas miał gwarantować obywatelom życie w państwie wolności i prawa.

Na naszych oczach w centrum Europy dokonuje się zmiana, która z dobrą nie ma nic wspólnego. Przyjęte i wywalczone prawa są stopniowo i konsekwentnie zastępowane nowymi, które nie dają się zrozumieć przez człowieka, który jest świadomy konstytucyjnie gwarantowanych mu praw obywatelskich. Wydaje się więc tym bardziej znaczące, że w najbliższą niedzielę, korzystając z jednego z nich – prawa wyborczego – każdy obywatel będzie mógł ocalić dla siebie pozostałe.
Prawa obywatela gwarantuje Konstytucja – najważniejszy akt prawny ogłoszony „w trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny” po odzyskaniu w 1989 roku możliwości suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie. Już sama Preambuła jak i pełen tekst tego najważniejszego aktu prawnego wskazuje, że został on przygotowany przez ludzi, którzy ponad wszystko cenią sobie wolność, zarówno swoją jak i wszystkich obywateli. Nie powinno dziwić więc, że najbardziej zaangażowanymi w jej pracę byli przedstawiciele lewicy – jedynej tak naprawdę postępowej i prowolnościowej siły w polskiej polityce.
Należy pamiętać, że choć obecność Konstytucji wydaje się teraz naturalna i wręcz oczywista, wcale nie musiało dojść do jej ustanowienia. A jeżeli już, nie musiałaby zawierać w swojej treści tak szerokich jak obecnie zapisów zabezpieczających wolność obywateli.
Warto zaznaczyć tym samym, że to w jaki sposób jest skonstruowana było efektem sześciu niezwykle pracowitych lat. Wszelkie zapisy w niej zawarte, w drodze konsensusu uzgadniała specjalnie utworzona w tym celu Komisja Konstytucyjna, której jednym z przedstawicieli był ówczesny poseł Aleksander Kwaśniewski. Ten sam, który zadeklarował, że w najbliższych wyborach ponownie zagłosuje na Lewicę.
Tworzenie Konstytucji RP nie było i nie jest jednak jedyną zasługą polskiej lewicy. Warto przypomnieć, że dokładnie 20 lat temu, również dzięki jej staraniom, Rzeczpospolita Polska stała się członkiem NATO – najpotężniejszego w historii paktu obronnego.
Kilka lat wcześniej rozpoczął się również dla Polski proces integracji europejskiej, który 1 maja 2004 roku na mocy Traktatu Akcesyjnego, zakończony został wprowadzeniem Polski do Unii Europejskiej. Sukces udanych negocjacji w Kopenhadze podczas których podpisano rozszerzenie Unii Europejskiej o Polskę należy bezsprzecznie przypisać Leszkowi Millerowi jak również 13,5 milionom Polaków, którzy oddali wówczas swój głos „za” w referendum.
Nie ulega wątpliwości, że działania na międzynarodowej arenie politycznej prowadzone przez lewicowych przedstawicieli doprowadziły do najlepszych w historii kontaktów z krajami za wschodnią granicą, w szczególności z Ukrainą. Przedstawiciele lewicy w ramach swoich działań na arenie międzynarodowej niejednokrotnie mieli również możliwość zaprezentowania swoich umiejętności negocjacyjnych. Ich efektem były między innymi relacje z USA, które poza wzajemnym wsparciem zaowocowały również najbardziej korzystnym w historii kontraktem na wyposażenie Polskich Sił Powietrznych w F16. Te wielozadaniowe samoloty do tej pory stanowią podstawę obronności Polski. Co więcej, w ramach zawartego wówczas kontraktu offsetowego z USA, polska gospodarka wciąż jest beneficjentem zawartych kontraktów i powstaniem w Polsce Doliny Lotniczej – wschodnioeuropejskiego klastra produkcyjnego o wielkim potencjale. Jej początek nie byłby możliwy dzięki otrzymanym z USA technologiom i możliwościom ich wdrażania przez polskich specjalistów.
Mając na uwadze działania polskiej lewicy, należy podkreślić, że one wszystkie skupiają się na zagwarantowaniu obywatelom dostępu zarówno do Europy jak i całego świata. Tym samym w obszarze relacji międzynarodowych Lewica dalej stawia sobie za priorytet prowadzenie polityki proeuropejskiej, czerpiącej z doświadczeń rozwijających się otwartych krajów. Co więcej, warto zaznaczyć, że Sojusz Lewicy Demokratycznej jest obecnie członkiem Partii Europejskich Socjalistów, która w ramach Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów stanowi większość w Europarlamencie. Przewaga ta wskazuje na rzeczywisty kierunek w którym zmierza Europa. Zignorowanie tego trendu może pozbawić Polskę siły sprawczej w Europie. Tym bardziej istotne jest również, aby lewica była silna nie tylko w Europie ale i również w Polsce.
Działania przedstawicieli lewicy to jednak nie tylko troska o polskiego obywatela i jego miejsce w świecie. Niezaprzeczalnie należy podkreślić ich znaczenie dla rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Chcąc przeanalizować proprzedsiębiorcze dokonania lewicy, warto rozpocząć od Ustawy o działalności gospodarczej z dnia 23 grudnia 1988 r., potocznie określanej jako Ustawa Wilczka. Opracowana została ona według projektu ministra przemysłu Mieczysława Wilczka i premiera Mieczysława Rakowskiego zatwierdzonego przez Sejm PRL IX kadencji. Dzięki liberalnym regulacjom tej Ustawy polscy przedsiębiorcy mogli rozwinąć swoje przedsiębiorstwa i działać. Dzięki niej, zasady „co nie jest zakazane, jest dozwolone” i „pozwólcie działać” obudziły polską gospodarkę. Ustawa wprowadzona wówczas przez przedstawicieli lewicy stała się podstawą dla obowiązującej obecnie ustawy – Prawo działalności gospodarczej, która weszła w życie w 2001 roku. Kolejnym niezwykle ważnym dla budowania polskiego rynku pracy działaniem lewicy było wprowadzenie w 2002 roku Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Dzięki niej zapoczątkowano trwające do dziś działania zabezpieczające wynagrodzenia pracowników pozostające niezależne od między innymi poziomu kompetencji pracownika.
Mając na uwadze powyższe, okres sprawowania rządów przez lewicę był bezspornie czasem bardzo pracowitym i efektywnym. Działania i reformy przeprowadzone przez jej przedstawicieli do tej pory są podstawą dla realizowanych działań politycznych. Co więcej, niepodważalnie dowodzą doświadczenia i siły ludzi, którzy ją budowali i wciąż budują. Obecnie są to już trzy pokolenia środowisk lewicowych. Dzięki połączeniu dotychczasowych dokonań i wielkich ambicji Nowa Lewica odzyskała silę. Odważnie walczy o prawa mniejszości, a więc tych, których właśnie z racji tego, że są w mniejszości nie mogą bronić sami swych praw. Do tej grupy należą między innymi kobiety, których prawa zostały niemal całkowicie zepchnięte na dalszy plan. Obserwując działania obecnego rządu, nie sposób pozbyć się wrażenia, że w Polsce na szeroką skalę mamy do czynienia z zamachem na prawa kobiet. Zagrożone są zarówno ich zdrowie jak i wolność wyboru. Rozpowszechniane są szkodliwe stereotypy na temat roli, jakie mogą pełnić w społeczeństwie. Praktycznie codziennie mamy do czynienia ze wspieranymi przez instytucje państwowe atakami na organizacje zajmujące się tematyką równościową. Dlatego też tak ważne jest przystępowanie polskich samorządów do Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym, co oprócz wsparcia dla tworzenia mechanizmów wprowadzających równość kobiet i mężczyzn w społecznościach lokalnych, może przyczynić się do przeciwstawienia się procesowi spychania Polski w mroki średniowiecza.
Zjawiska łudząco podobne do tych ze średniowiecza właśnie można zauważyć jednak nie tylko w obszarze równouprawnienia, a właściwie jego braku. Obecnie mamy do czynienia również z sytuacją, kiedy to kościół, podobnie jak to działo się wieki temu, wykorzystuje pozycję do której nie ma prawa, a podpisany w dobrej wierze Konkordat został zamieniony na kontrakt pomiędzy konkretną partią polityczną, a instytucją kościoła. Taki układ zapewnia im tym samym przetrwanie i elektorat. Obserwacja tego niepokojącego zjawiska, ciężkiego do przewidzenia jeszcze kilka lat wcześniej, musiała doprowadzić do wniosku, że podpisanie Konkordatu okazało się błędem, za który Polska płaci wysoką cenę. Choć warto wspomnieć , że w 1998 roku posłowie lewicy zostali przegłosowani, dokument ratyfikacyjny został ostatecznie podpisany przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Nikt jeszcze jednak wtedy nie mógł się domyślać, że instytucja kościoła rozrośnie się w Polsce do tak groźnych rozmiarów jak teraz.
Przyznając, że Konkordat okazał się błędem, jak również pozostając przy stanowisku odejścia od niego, należy zaznaczyć, że Lewica nie walczy z religią czy wiernymi. Wręcz przeciwnie, szanuje zarówno każde z wyznań, jak też ateistów. Religia jest jednak sprawą na tyle intymną i indywidualną, że nie powinna być wynoszona do życia publicznego. Lewica walczy o wolną od indoktrynacji przestrzeń publiczną, o klarowne standardy i równość wobec prawa. Co więcej, aby było to możliwe będzie dążyła do ustanowienia państwa świeckim, gdyż jakakolwiek religia, która przyjmowana jest za religię narodową jest jedynie narzędziem do zdobycia liczącej się silnej większości wyborców. Absolutnie nie ma to nic wspólnego z pragnieniem umocnienia narodu i troską o jego tradycje.
***

Świat jest bardzo różnorodny. Wiele w nim opinii i punktów widzenia. Polska jest jedynie fragmentem stanowiącym jego część. Skupienie uwagi na tym, że jesteśmy elementem świata, a nie odrębną jednostką to jedyna droga do tego, aby mieć realny wpływ na to, co się w nim dzieje. Dzięki swojej różnorodności każdy daje wspólnemu państwu nowy element, który umożliwia zbudowanie całkiem nowej jakości. Choć pokusa zamknięcia się na świat może okazać się dla niektórych zbyt silna, mimo wszystko warto pamiętać, jak wiele zawdzięczamy innym i jak wiele możemy im jeszcze przekazać.

Po czterech latach wracamy do Sejmu!

To już pewne jak śmierć i podatki: SLD wraca do Sejmu! Przez cztery lata Polacy przekonali się, że parlament bez lewicy jest ułomny. Z trybuny sejmowej nie ma kto upomnieć się o prawa kobiet, świecką szkołę, równe traktowanie wszystkich obywateli, zniesienie finansowych przywilejów kościoła i kleru.

Nie ma kto bronić Dąbrowszczaków, dorobku Polski Ludowej, bezprawnie pozbawianych honoru, emerytur i rent funkcjonariuszy policji i służb specjalnych PRL oraz ich rodzin. To się zmieni w nowej kadencji.
Niewiadomą jest tylko liczba lewicowych posłów: 50, 60, a może więcej. Wszystko jest w rękach wyborców. Oczywiście tylko tych, którzy pójdą głosować. Profrekwencyjne apele polityków są dość obłudne. Naprawdę każde ugrupowanie chce, żeby do urn poszedł masowo tylko jego elektorat. Katoprawica wręcz modli się, żeby inni, a zwłaszcza lewicowcy zostali w domu. Dlatego apeluję nie tylko do zwolenników SLD, Wiosny, Lewicy Razem, PPS, Strajku Kobiet, Inicjatywy Feministycznej, Koalicji Ateistycznej, Kongresu Świeckości, KOD, ale do wszystkich, którzy chcą spokojnie, bezpiecznie żyć w demokratycznym, świeckim państwie: Głosujcie na listę nr 3. Nie ma obawy, że będzie to głos stracony. Teraz Zandberg, jako lider Lewicy, w znakomitym stylu wygrywa debaty dla nas.
Reszta startujących do Sejmu komitetów to mniej lub bardziej skrajna prawica. Niczego nie zmienia przypięcie kilku lewicowych kwiatków do Schetynowego kożucha. Platforma do świeckiego państwa ma tak samo negatywny stosunek jak PiS, bo z pochodzenia i poglądów też jest przykościelna. Cierpi, że kaczyści przytulili już prawie cały Episkopat Polski i nadzieję odbić część biskupów, wystawiając na listach KO dawnych, prominentnych, katolickich polityków PiS: Kowala, Poncyliusza i wyjątkowego klęcznika – Ujazdowskiego.
Złudzeń nie zostawia nowa twarz KO, rzekoma kandydatka na premierkę Małgorzata Kidawa-Błońska, bo kocha wszystkich, kleru nie wyłączając. Nie chce podpisać lewicowego Paktu dla kobiet, bo Platformie bardzo pasuje uchwalona pod naciskiem Kościoła restrykcyjna, łamiąca prawa człowieka ustawa antyaborcyjna. O opodatkowaniu oraz likwidacji przywilejów Kościoła i kleru w ogóle nie chce słyszeć ani Schetyna, ani Kidawa-Błońska. Chcieli koalicji z PSL, bo to ta sama, dziewiętnastowieczna, biskupobojna mentalność. Nawet jakiejkolwiek dyskusji w kwestiach światopoglądowych boją się jak diabeł święconej wody.
Tylko Lewica ma w programie świeckie państwo, którego chce 64 proc. Polaków. Główne punkty deklerykalizacji Polski to:
• likwidacja przywilejów podatkowych Kościoła, w tym Funduszu Kościelnego,
• kasy fiskalne dla księży,
• wycofanie lekcji religii ze szkół,
• zniesienie klauzuli sumienia,
• zeświecczenie ceremoniału państwowego,
• liberalizacja ustawy antyaborcyjnej,
• obowiązkowa edukacja seksualna w szkołach,
• refundacja antykoncepcji,
• ustawa o związkach partnerskich.
13 października skierujmy Polskę na właściwe tory: sprawiedliwości społecznej, demokracji, świeckości, równości, praworządności, przestrzegania konstytucji… wystarczy zagłosować na listę nr 3.

Polska dla każdego

To my jesteśmy jedynymi wiarygodnymi obrońcami mniejszości religijnych, etnicznych, a także rzecznikami praw kobiet i społeczności osób nieheteronormatywnych – mówi w rozmowie z Arturem Jaskulskim rzeczniczka SLD Anna Maria Żukowska, „dwójka” na warszawskiej liście Lewicy.

Artur Jaskółski: Pani Rzecznik, wiele się mówi o tym, że nadchodzące wybory parlamentarne są niezwykle ważne. Ale co jest stawką w tych wyborach?

Anna Maria Żukowska: Polska lewica stoi przed ogromnym wyzwaniem, musimy zawalczyć o odbudowę naszej wspólnoty, naszego społeczeństwa. Polska jest podzielona na wrogie sobie obozy, podziały przebiegają przez rodziny, przyjaciół i sąsiadów. A przecież powinniśmy wspólnie realizować zasadę sprawiedliwości społecznej, nasz kraj nie może być podzielony na Polskę A i Polskę B; na oazy spokoju i dobrobytu oraz na pustynie biedy i obskurantyzmu. Chcę równego dostępu do pracy, ochrony zdrowia i usług publicznych. Chcę by każdy i każda czuł się u siebie. Niezależnie od płci, wieku, orientacji seksualnej, koloru skóry, niepełnosprawności i pełnosprawności, wyznania lub jego braku, płci, pochodzenia oraz wykształcenia.
Stoimy też jako Polki i Polacy przed wyborem: czy chcemy Polski dobrobytu i postępu, czy Polski w wersji PiS: dobrobytu dla wybranych w pakiecie z konserwatyzmem i zastojem. Lewica jest siłą, która nie tylko zadba o dobrobyt na wzór krajów skandynawskich, o zasypywanie nierówności społecznych, ale która będzie prowadzić poważną politykę międzynarodową, która będzie po partnersku współpracować w ramach UE i która będzie miała odwagę stawiać czoła wyzwaniom współczesności takim jak kryzys klimatyczny i zmiany w strukturze wiekowej społeczeństwa. Tylko Lewica nie będzie się też bała przeciwstawić hegemonii Kościoła i nie da się zastraszyć. To my jesteśmy jedynymi wiarygodnymi obrońcami mniejszości religijnych, etnicznych, a także rzecznikami praw kobiet i społeczności osób nieheteronormatywnych. Nasze wartości, wartości Lewicy – to Współpraca Wspólnota i Wolność!

Mówi Pani o Lewicy, dla której priorytetem zawsze (no, może nie zawsze…) były sprawy socjalne. Czy ma Pani pomysł na to, jak przywrócić sprawiedliwość społeczną?

Musimy o tym mówić, to zadanie lewicy – ale nie o kosmetycznych zmianach w postaci transferów socjalnych na dzieci, które omijają znaczną część społeczeństwa: osoby bezdzietne, osoby mające dzieci dorosłe oraz emerytki i emerytów, czy o symbolicznej 13 emeryturze. System wymaga głębokiej zmiany. Dość już napychania kieszeni najbogatszym kosztem tych najuboższych! Trzeba sobie jasno powiedzieć: obecny system podatkowy w Polsce to jest WYZYSK. Wyzysk grup najsłabiej uposażonych, przy jednoczesnym preferowaniu tych obrośniętych w kapitał: zarówno finansowy, jak i kulturowy i społeczny.
Podatki muszą być progresywne, a podatek VAT musi być niższy nie na dobra luksusowe, a na podstawowe, jak żywność czy ubrania (5 proc.). VAT powinien być jednak wyższy na produkty, które powodują choroby cywilizacyjne, jak cukrzyca, otyłość, miażdżyca czy nadciśnienie, a więc produkty wysokoprzetworzone, i na cukier.
Korporacje ogólnoświatowe takie muszą przestać omijać przepisy i zatrudniać przez pośredników na śmieciówkach, muszą przestać transferować zyski poza nasz kraj, a jak nie, to do widzenia! Kapitał powinien być opodatkowany: od spekulacji finansowych, obejmujących akcje, obligacje oraz derywaty (do których należy zaliczyć grupę instrumentów bardziej złożonych, takich jak opcje i swapy) powinien być naliczany podatek (FTT) w wysokości 0,1 proc. od wartości wszystkich transakcji między instytucjami, jeśli przynajmniej jedna ze stron ma siedzibę w Polsce. Popieram Exit tax (podatek od niezrealizowanych zysków w związku z „ucieczką” z kapitałem z kraju w celu uniknięcia opodatkowania) i podatek od transakcji na instrumentach pochodnych.
Podatek rolny to powinno być opodatkowanie działalności rolniczej nie od areału, a podatkiem dochodowym w wysokości 19 proc., co pozwoli też uwzględnić rolnikowi koszty. Niejako w zamian należy wprowadzić ustawowe, gwarantowane ceny minimalne skupu na produkty rolne.

Było sporo o podatkach, ale może porozmawiajmy o przychodach. Co w sprawie pensji i emerytur ma do zaproponowania Lewica?

Osoby zarabiające najmniej, pensję minimalną, którą proponujemy w wysokości 2700 zł brutto, ale docelowo chcemy ją powiązać z medianą zarobków tak, by wynosiła ona 60 proc. średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, powinny mieć ją w całości objęte kwotą wolną od podatku. Tak samo emeryci z najniższymi uposażeniami: najniższa gwarantowana emerytura, inaczej nazywana emeryturą obywatelską, powinna wynosić 1600 zł na rękę, po to, by emeryci również mogli korzystać z owoców wzrostu gospodarczego i aby zmniejszyć rozziew między poziomem życia pracujących a tych będących już na emeryturze. Jako SLD mamy też projekt zmiany tzw. renty wdowiej w ten sposób, by stworzyć możliwość otrzymania po zmarłej osobie pozostającej we wspólnym pożyciu  – mężu, żonie, partnerze lub partnerce, bez względu na płeć – 85 proc. jej emerytury albo zachowania emerytury własnej wraz z prawem do otrzymywania 50 proc. świadczenia osoby zmarłej. Ponieważ najbardziej zagrożone ubóstwem są w tej chwili w Polsce seniorki, absolutnie konieczne jest wprowadzenie mechanizmów wyrównywania emerytur przysługujących kobietom z emeryturami pobieranymi przez mężczyzn, także w odniesieniu do osób, które już uzyskały prawo do emerytury.

Ważnym tematem społecznym, w który zaangażowany był Sojusz Lewicy Demokratycznej, było wycofanie ustawy represyjnej. Co się będzie działo dalej z tą sprawą?

Wraz z Andrzejem Rozenkiem podpisałam w Sejmie Pakt dla Mundurowych – zobowiązujemy się jako Lewica do wycofania ustawy odbierającej emerytom mundurowym ich prawa nabyte, do ukarania winnych uchwalenia tej haniebnej ustawy oraz do niedopuszczenia do kolejnych ustaw przygotowanych przez PiS które sięgałyby po emerytury kolejnych grup, w tym wojskowych.

Przejdźmy teraz może do drugiego tradycyjnego filaru Lewicy – tzw. spraw światopoglądowych….

Tak, zawsze powtarzam, że Lewica, aby stabilnie chodzić po ziemi musi stać na dwóch nogach – socjalnej i światopoglądowej. Kiedy mówimy o świeckim państwie, mówimy też o sprawach, które można zmienić już teraz, bez renegocjacji czy wypowiadania konkordatu. Wydatki z budżetu państwa na Kościół powinny być transparentne. W tej chwili dokładnie nie wiemy, jakie są te wydatki, bo one są poukrywane w różnych pozycjach budżetowych. Np. Polska wydaje znacznie więcej na uczelnie katolickie, niż to pierwotnie było w konkordacie zaplanowane. Według konkordatu miały być finansowane dwie takie uczelnie wyższe, a jest ich więcej. Dalej jest sprawa opodatkowania księży. Za duchownych składkę ZUS płaci w 80 proc. Fundusz Kościelny, a więc to pieniądze pochodzące z budżetu państwa. PIT jest zaś ustalany ryczałtowo od liczby parafian, a nie od rzeczywistej liczby wiernych. To nie jest sprawiedliwe w porównaniu z pozostałymi podatnikami. Zdarza się przecież tak, że bardzo małe parafie są bardzo bogate – za sprawą choćby jednego hojnego biznesmena, który akurat tam jest parafianinem i szczodrze daje na tacę, na kolędę czy intencje mszalne. A mimo wysokiego dochodu, PIT płacony przez proboszcza takiej parafii jest symboliczny. Z kolei kościelne osoby prawne zwolnione są również z podatków VAT i CIT i nawet nie muszą prowadzić ewidencji przychodów. Chcę, by Kościół i księża płacili podatki dochodowe na zasadach obowiązujących nas wszystkich, a więc od wysokości dochodu. Kościoły powinny wprowadzić obowiązek dokumentacji przychodów Kościoła i duchownych, a księża powinni płacić składki ZUS na zasadach ogólnych, więc Fundusz Kościelny powinien zostać zlikwidowany.
Religia powinna być nauczana w salkach katechetycznych, a nie w szkołach. Jednocześnie nauczanie religii nie powinno być finansowane z budżetu państwa – a to są 2 mld zł w tej chwili. Te środki można by przeznaczyć m.in. na nauczanie języków obcych. A naukę danej religii konkretne związki wyznaniowe finansowałyby sobie same. Uroczystości państwowe powinny się odbywać bez oprawy religijnej, powinniśmy wypracować godny, świecki i niemilitarny styl organizowania najważniejszych wydarzeń i obchodów świąt państwowych.

Sprawy światopoglądowe to także prawa reprodukcyjne. Czy Lewicy wystarczy determinacji, by walczyć o nie?

SLD jest partią, która jako jedyna w Polsce dwukrotnie doprowadziła do liberalizacji przepisów dotyczących przerywania ciąży. To nie będzie koniec naszych starań. Również w przyszłej kadencji SLD będzie składało ustawę dotyczącą liberalizacji przepisów o przerywaniu ciąży. Jeśli Lewica będzie miała moc sprawczą w parlamencie, to my te zmiany w końcu przeprowadzimy! Mamy badania, z których wynika, że poparcie dla liberalizacji rośnie, bo tzw. „kompromis aborcyjny” tak naprawdę nie działa. Jak jeszcze dodamy do tego klauzulę sumienia, to znajdujemy się w sytuacji, w której nawet w tych przypadkach, w których zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą kobieta ma prawo przerwać ciążę, fizycznie nie ma możliwości gdzie tego zrobić. Kompromis zamienił się w zakaz aborcji.
Przywrócimy też finansowanie in vitro z budżetu państwa, pełny dostęp do badań prenatalnych, i wprowadzimy refundację antykoncepcji.

O, a jak już jesteśmy przy polityce lekowej..

W sprawie leków – to Lewica jako jedyna proponuje unikalne rozwiązanie: WSZYSTKIE leki, które są wystawiane na receptę, będą kosztować maksymalnie 5 zł. Nie można przecież karać ludzi za chorowanie!

Co jest Pani zdaniem największym problemem społecznym?

Zdecydowanie mieszkalnictwo! To który dotyka wszystkich grup społecznych, w każdym wieku, niezależnie od pochodzenia, wykształcenia, itd. To brak mieszkań! My jako Lewica mamy na to pomysł: powołamy państwowego dewelopera, który będzie budował nie dla zysku, a dla obywateli i w latach 2021 – 2031 zapewni milion mieszkań na terenach należących do Skarbu Państwa. Koszt najmu nie będzie przekraczał 20 zł za m2. Mieszkania będzie można potem wykupić na raty z maksymalnym oprocentowaniem 3 proc..