Kamil Stoch wygrał Raw Air

Działacze FIS nie potrafili podjąć decyzji, więc zrobił to za nich norweski rząd, który nakazał odwołanie wszystkich imprez sportowych w tym kraju. W tej sytuacji triumfatorem Raw Air, po raz drugi w karierze, został Kamil Stoch. I to jest już koniec sezonu w skokach narciarskich, bo światowa federacja postanowiła odwołać też marcowe mistrzostwa świata w lotach w Planicy.

Atmosfera wśród uczestników Raw Air zrobiła się napięta od chwili, gdy dwóch Włochów zostało poddanych kwarantannie z podejrzeniem koronawirusa. Sytuacja zrobiła się nieciekawa, bo członkowie innych drużyn i ekip technicznych przebywali w ich towarzystwie od początku zawodów – podróżowali tymi samymi autokarami i mieszkali w tych samych hotelach. W czwartek przed południem przedstawiciele FIS zaprosili na spotkanie szefów wszystkich drużyn, żeby przedyskutować dalsze kroki. Powszechnie spodziewano się, że narada została zwołana tylko po to, żeby zakomunikować ekipom o zakończeniu zmagań w Raw Air oraz o odwołaniu zaplanowanych na następny weekend w Planicy mistrzostw świata w lotach narciarskich.
Nic jednak takiego nie nastąpiło. Działacze światowej federacji narciarskiej nie podjęli żadnej wiążącej decyzji. Niewykluczone, że wiedzieli już, że o godzinie 14:00 premier norweskiego rządu ogłosi zarządzenie o środkach nadzwyczajnych w zwalczaniu epidemii koronawirusa. Jednym z jego punktów był nakaz natychmiastowego odwołania wszystkich imprez sportowych organizowanych w tym kraju. Decyzja norweskich władz nie była zaskoczeniem, bo Norwegia jest obecnie trzecim, po Włochach i Korei Południowej krajem, w którym wirus rozprzestrzenia się w najszybszym tempie.
Zakończenie zmagań w Raw Air oznaczało, że triumfatorem tegorocznej edycji został Kamil Stoch, lider klasyfikacji generalnej cyklu po sześciu dniach rywalizacji. To jego drugi triumf w tych zawodach. Kamil Stoch Nasz trzykrotny mistrz olimpijski został pierwszym skoczkiem w historii, który dwukrotnie wygrał Raw Air. Wcześniej dokonał tego w 2018 roku i zrobił to wtedy w lepszym stylu, bo prowadził od pierwszej do ostatniej serii.
Przypomnijmy, że zwycięzca norweskich zawodów dostaje dodatkową premię finansową w wysokości 60 tysięcy euro.
Nasz skoczek zgromadził 1161,9 pkt i wyprzedził o 7,4 pkt Japończyka Ryoyu Kobayashiego (1154,5). Trzecie miejsce zajął Norweg Marius Lindvik (1154,3), a kolejne miejsca w czołowej dziesiątce cyklu zajęli: 4. Ziga Jelar (Słowenia, 1151,9), 5. Stephan Leyhe (Niemcy, 1149,0), 6. Robert Johansson (Norwegia, 1140,6), 7. Peter Prevc (Słowenia, 1133,8), 8. Stefan Kraft (Austria, 1131,8), 9. Timi Zajc (Słowenia, 1109,8) i 10. Yukiya Sato (Japonia, 1098,6). Pozostali reprezentanci Polski zajeli dalsze lokaty: Dawid Kubacki był 16. (1077,4 pkt), Piortr Żyła 17. (1072,5), Maciej Kot 28. (857,4), Jakub Wolny 39. (518,7), Aleksander Zniszczoł 59. (268,3), a Paweł Wąsek 61. (242,2).
Wielkiego pecha miał niemiecki skoczek Stephan Leyhe, który w środę w prologu do czwartkowego konkursu w Trondheim miał upadek po skoku na odległość 141,5 m, w efekcie którego zerwał więzadła krzyżowe.
Z odwołania Raw Air i mistrzostw świata w lotach narciarskich skorzystał też Austriak Stefan Kraft, którego decyzja FIS zastała na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. A zatem austriacki skoczek z dorobkiem 1659 punktów zdobył po raz drugi w karierze „Kryształową Kulę”. Drugie miejsce wywalczył Niemiec Karl Geiger (1519), a trzecie miejsca na podium wywalczył Ryoyu Kobayashi (1178). Dwie kolejne lokaty zajęli nasi skoczkowie – czwartą Dawid Kubacki (1169), a piątą Kamil Stoch (1031). Czołową dziesiątkę uzupełnili: Niemiec Stephan Leyhe (917 pkt), Norweg Marius Lindvik (906), Słoweniec Peter Prevc (789), Norweg Daniel Andre Tande(721) i Austriak Philipp Aschenwald (622). Jedenastą lokatę zajął kolejny z biało-czerwonych, Piotr Żyła (617). Miejsca pozostałych Polaków: Jakub Wolny 38., Maciej Kot 42., Stefan Hula 46., Aleksander Zniszczoł 51., a Klemens Murańka 61.
Klasyfikację Pucharu Narodów wygrała reprezentacja Niemiec z dorobkiem (5194 pkt), przed Austrią (5041), Norwegią (4622) i Polską (4272). Kolejne lokaty zajęły ekipy Słowenii (4085), Japonii (3479), Szwajcarii (801), Czech (335), Rosji (248), Finlandii (243), Bułgarii (48), Kanady (20), USA (14), Kazachstanu (13) i Estonii (11).

Wiatr psuje szyki Stochowi

Niedzielny konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w Oslo nie doszedł do skutku z powodu silnego wiatru. Zawody zostały rozegrane w poniedziałek na skoczni w Lillehammer. Wystąpili w nich wszyscy zawodnicy zgłoszeni do turnieju w Oslo.

Na wstępie gwoli przypomnienia: cykl norweskich zawodów pod szyldem Raw Air jest rozgrywany na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i mamucie w Vikersund. Do klasyfikacji generalnej wliczany jest dorobek punktowy z czterech konkursów indywidualnych i dwóch drużynowych oraz czterech serii kwalifikacyjnych, zwanych prologami. Zwycięzca całego cyklu otrzyma dodatkową premię finansową w wysokości 60 tysięcy euro.
Kapryśna pogoda pokrzyżowała organizatorom plany i niedzielny konkurs indywidualny w Oslo musieli odwołać. Zawody przeniesiono na poniedziałek do Lillehammer. Tego dnia zgodnie z pierwotnym kalendarzem Raw Air miał się odbyć prolog do wtorkowego konkursu. Kwalifikacje przełożono jednak na wtorek, a ich miejsce przeprowadzono odwołane zawody w Oslo. Kolejne etapy Raw Air mają być rozgrywane już zgodnie z ustalonym terminarzem. Inna przeszkodą jest narastające zagrożenie epidemią koronawirusa – z tego powodu zawody w Lillehhamer odbyły się bez udziału publiczności.
Na marginesie – tak samo będzie podczas kończących sezon mistrzostwach świata w lotach narciarskich w Planicy (19-22 marca). Podczas poniedziałkowego posiedzenia słoweńskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego podjęto decyzję, że z powodu epidemii koronawirusa impreza ta odbędzie się bez publiczności. Minister zdrowia Ales Sabeder poinformował, że podobne środki zapobiegawcze podjęto w związku z każdą imprezą, na której mogłoby się pojawić więcej niż 500 kibiców. Już w najbliższy weekend w Kranjskiej Gorze zawody alpejskiego Pucharu Świata w slalomie gigancie i slalomie mężczyzn zostaną rozegrane przy pustych trybunach.
Wracając do cyklu Raw Air, to w obecnej edycji uczestniczy w nim siódemka polskich zawodników. Do Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Macieja Kota i Aleksandra Zniszczoła w niedzielę dołączył Paweł Wąsek, który zastąpił kontuzjowanego Klemensa Murańki. Rywalizację zaczął jednak dopiero od wtorkowego prologu do konkursu indywidualnego w Lillehammer (wtorkowe zmagania zakończyły się po zamknięciu wydania).
W poniedziałkowym konkursie najlepiej w ekipie biało-czerwonych spisywał się Kamil Stoch. Oba oficjalne treningi nsz trzykrotny mistrz olimpijski zakończył na drugiej pozycji. W tych treningowych próbach kroku dotrzymywał mu jeszcze tylko Piotr Żyła, który był trzeci w stawce. Najdalej skakał jednak Słoweniec Peter Prevc (141 m).
W pierwszej serii konkursowej z biało-czerwonych miejsce w czołówce utrzymał już tylko Stoch, który skoczył 135 metrów i ustępował w klasyfikacji jedynie Markusowi Eisenbichlerowi, tracąc do niego 3,9 pkt. Pozostali z naszych reprezentantów spisali się słabiutko – Żyła był 21. (124 m), a Dawid Kubacki dopiero 28. (122,5 m), a pozostali, czyli Wolny (114 m i 37. lokata) oraz Kot (112,5 m i 39. miejsce) nie zakwalifikowali się do finałowej serii.
W drugiej serii przypomniał o sobie Kubacki, osiągając odległość 131,5 metra. Niewiele mu to jednak dało, bo konkurenci także skakali daleko, przez co zdołał poprawić się jedynie o trzy lokaty i ostatecznie zakończył zawody na 25. miejscu. Z kolei Żyła wylądował na 130. metrze zajął 23. pozycję. Honor naszej ekipy po raz kolejny musiał więc ratować Stoch. Lider naszej kadry miał jednak straszliwego pecha, bo pod koniec zawodów zaczął wiać bardzo silny wiatr w plecy, przez co zawodnicy z czołowej dziesiątki po pierwszej próbie zanotowali słabsze rezultaty. Najlepiej poradził sobie Peter Prevc, któremu skok na odległość 125,5 metra zapewnił awans na pierwsze miejsce, wyprzedzając Niemców Markusa Eisenbichlera i Stephana Leyhe. Lider Pucharu Świata Stefan Kraft i wicelider Niemiec Karl Geiger, nie dali rady, podobnie jak Japończyk Ryoyu Kobayashi. Niestety, z wiatrem nie poradził sobie też Stoch, który osiągnął tylko 121 metrów i spadł na siódme miejsce.
Przed wtorkowym konkursem w Lillehammer (zakończył się po zamknięciu wydania) Stoch w klasyfikacji generalnej Raw Air zajmował czwartą lokatę (644,6 pkt), za Norwegiem Mariusem Lindvik (655,2), Stefanem Kraftem (647,6) i Niemcem Stephanem Leyhe (645,3). Żyła był 14. (620,2), Kubacki 20. (599), Kot 26. (424,4), Wolny 44. (201,4), a Zniszczoł 55. (101,3).

Teraz powalczą w Norwegii

W najbliższy weekend kadra naszych skoczków narciarskich rozpocznie rywalizację w norweskim cyklu Raw Air. W jego ramach odbędzie się sześć konkursów – cztery indywidualne i dwa drużynowe.

Po nieudanych dla biało-czerwonych występach w fińskim Lahti, gdzie żaden z naszych reprezentantów nie stanął na podium, Kamil Stoch i spółka przenieśli się do Norwegii. Rywalizacja w ramach cyklu Raw Air toczyć się będzie do 15 marca na czterech obiektach – w Oslo, Lillehammer, Trondheim oraz na mamuciej skoczni w Vikersund. Trener polskiej kadry skoczków Michal Doleżal powołał na te zawody siedmiu zawodników: oprócz Kamila Stocha, także Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła i Klemensa Murańkę oraz przywróconego do pierwszego składu reprezentacji Macieja Kota. W przededniu imprezy kontuzji nadgarstka podczas treningu doznał Murańka i ostatecznie Polska wystawi w kończącym sezon Pucharu Świata Raw Air tylko sześciu skoczków.
Czwarta edycja tego prestiżowego cyklu składać się będzie z sześciu konkursów, w tym dwóch drużynowych. Do końcowej klasyfikacji wliczane będą wyniki wszystkich skoków, także oddanych w kwalifikacjach, które w Raw Air nazywane są prologami. Na zwycięzcę czeka dodatkowa premia finansowa w wysokości 60 tys. euro. Triumfatorami trzech poprzednich edycji norweskich zawodów byli Austriak Stefan Kraft, Kamil Stoch i Japończyk Ryoyu Kobayashi.
Raw Air 2020 zacznie się w piątek 6 marca w Oslo prologiem (początek godz. 19:30). A tak wygląda terminach kolejnych konkursów. Sobota: konkurs drużynowy (15:15). Niedziela: konkurs indywidualny (14:30). Lillehammer. Poniedziałek: prolog (17:30). Wtorek: konkurs indywidualny (17:00). Trondheim. Środa: prolog (17:30). Czwartek: konkurs indywidualny (17:00). Vikersund. Piątek: prolog (18:00). Sobota: konkurs drużynowy (16:30). Niedziela: konkurs indywidualny (16:30). Zawody będą transmitowane na żywo przez TVP 1, TVP Sport i Eurosport.

Kubacki przegonił Kobayashiego

W rumuńskim Rasnovie w piątkowym konkursie najlepszy z biało-czerwonych był Kamil Stoch, lecz zajął dopiero szóste miejsce. W sobotę z kolei z Polaków najlepiej skakał Dawid Kubacki, ale wywalczył tylko czwartą lokatę. Starczyło mu to jednak do awansu na trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

W piątkowym konkursie pewnie zwyciężył Niemiec Karl Geiger, który wyprzedził rodaka Stephana Leyhe oraz Austriaka Stefana Krafta,a w sobotę triumfował Kraft przed Geigerem. Trener polskich skoczków Michal Doleżal w sumie też był zadowolony, bo trzech jego podopiecznych uplasowało się w czołowej dziesiątce. Kamil Stoch w piątek zakończył zmagania na szóstym miejscu, Dawid Kubacki był ósmy, a Piotr Żyła dziewiąty.
W sobotę na kiepskie wietrzne warunki z naszych skoczków trafili Stocha i Żyła. Obaj wylądowali na 92. metrze, zajmując odpowiednio 17. i 23. miejsce. Więcej szczęścia miał Kubacki, któremu powiało mocniej pod narty i dzięki temu skoczył 96 m, ale ta odległość starczyła na zajęcie 9. lokaty. W drugiej serii Kubacki poszybował na odległość 100 m i przesunął się w klasyfikacji konkursu na czwartą pozycję. Dzięki temu w klasyfikacji generalnej zepchnął z 3. miejsca nieobecnego w Rasnovie Japończyka Ryoyu Kobayashiego. Stoch w sobotę był 9., Żyła 21., Zniszczoł 24., a Klemens Murańka 27.
Liderem Pucharu Świata jest Stefan Kraft (1433 pkt), który wygrał sobotni konkurs, a drugie miejsce zajmuje Geiger (1315 pkt), także drugi w sobotnich zawodach. Ci dwaj skoczkowie rządzą obecnie w stawce. Trzeci Kubacki ma na koncie 1067 pkt, a czwarty Kobayashi 1045 pkt. Z pozostałych Polaków Stoch jest 5. z dorobkiem 828 pkt, Żyła 10. (564 pkt), Wolny 37. (58 pkt), Maciej Kot 42. (37 pkt), Stefan Hula 45. (31 pkt), Zniszczoł 50. (18 pkt), Murańka 61. (8 pkt).

Tylko w sobotę było dobrze

Nasi skoczkowie narciarscy w miniony weekend ze zmiennym szczęściem rywalizowali na mamuciej skoczni w austriackim Bad Mitterndorf. W sobotę spisali się rewelacyjnie. Konkurs niespodziewanie wygrał Piotr Żyła, piąte miejsce zajął Dawid Kubacki, a siódme Kamil Stoch. W niedzielę już tak dobrze nie było.

Oba konkursy na skoczni Kulm w Bad Mitterndorf zainaugurowały zmagania w Pucharze Świata w lotach narciarskich. W tym sezonie w tym cyklu zaplanowano trzy konkursy indywidualne i jeden drużynowy. Oprócz dwóch rozegranych w sobotę i niedzielę w Austrii, na norweskim obiekcie Vikersund 14 marca odbędzie się turniej drużynowy, a dzień później kończącą pucharowy sezon oraz cykl Raw Air konkurs indywidualny. Mistrzostwa świata w lotach zaplanowano natomiast w dniach 20-22 marca w słoweńskiej Planicy.
Trener reprezentacji Polski Michal Dolezal do konkursów w Austrii wystawił Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła, Klemensa Murańkę i Andrzeja Stękałę. Na treningu najlepszy okazał się Yukiya Sato. Japończyk pofrunął 225,5 m i wyprzedził drugiego Ryoyu Kobayashiego (227 m) oraz Piotra Żyłę (233,5 m). Tuż za czołową trójką uplasował się Dawid Kubacki, który skoczył 219 m. Na 14. miejscu po skoku treningowym znalazł się Kamil Stoch (209,5 m). Jakub Wolny zajął 33. pozycję (190,5 m), Aleksander Zniszczoł był 39. (185 m), Klemens Murańka 44. (180 m), a Andrzej Stękała uzyskał 170 m i zakończył trening na 49. miejscu. Na półmetku sobotniej rywalizacji pierwsze miejsce zajmował Karl Geiger. Niemiec oddał najdłuższy skok w pierwszej serii (230 m) i pewnie wyprzedził Stefana Krafta (224,5 m). Czołową trójkę uzupełnił Piotr Żyła po locie na odległość 225,5 m. Dalej od niego poszybował Dawid Kubacki, który jednak pomimo wyniku 226 m uplasował się dopiero na szóstym miejscu. Do rywalizacji włączył się też Kamil Stoch uzyskując odległość 217,5 m. Powody do zadowolenia mógł mieć również Jakub Wolny, który przełamał kryzys formy i na mamucie w Kulm wylądował na 211 metrze. Awans do drugiej serii wywalczył jeszcze 27. w klasyfikacji Zniszczoł (197 m).
W finałowej serii najlepiej z Polaków spisał się Żyła. W drugiej próbie skoczył co prawda tylko 219 metrów, ale w łącznej punktacji zajął pierwszą lokatę i objął też prowadzenie w klasyfikacji generalnej w lotach narciarskich. Drugie miejsce na podium zajął Słoweniec Timi Zajc (225 m), a trzecie Austriak Stefan Kraft (224,5 m). Kubacki wywalczył ostatecznie piątą lokatę (213 m), a Stoch, po kapitalnym skoku na odległość 231,5 m zakończył rywalizację na siódmej pozycji. Wolny zajął 24. miejsce (201 m), Zniszczoł zdobył 1 punkt do klasyfikacji generalnej za 30. lokatę ((188 m).
W niedzielnym konkursie karty na skoczni rozdawał już wiatr. W pierwszej serii najlepiej z naszych skoczków spisał się Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski wykorzystał mocny wiatr pod narty i uzyskał 232 metry, ale dało mu to tylko czwarte miejsce. Minimalnie przegrywał z trzecim Timo Zajcem, drugim Ryoyu Kobayashim i prowadzącym Stefanem Kraftem. Sobotni triumfator, Piotr Żyła, w pierwszej próbie zaliczył 223,5 m i był dopiero dziewiąty. Fatalnie wypadł natomiast Kubacki, który wylądował na 199. metrze i nie zakwalifikował się do drugiej serii.
Wiatr wzmagał się coraz mocniej i pod koniec zawodów doprowadził do wypaczenia rywalizacji. Gdy czwarty na półmetku Kamil Stoch usiadł na belce startowej, na buli wiało w plecy 4 m/s, ale gdy już ruszył w dół w powietrzu miał już ekstremalne warunki i w efekcie wylądował na 159. metrze. Po jego skoku jury anulowało drugą serię i za wiążące uznało wyniki z pierwszej serii. Tym sposobem po raz trzeci w tym sezonie zwyciężył Stefan Kraft, który o 0,7 punktu wyprzedził Ryoyu Kobayashiego. Trzecią lokatę zajął Timi Zajc, z którym z kolei Stoch przegrał zaledwie o 0,7 punktu.
Żyła rzecz jasna pozostał na 9. miejscu, a z biało-czerwonych punkty wywalczyli jeszcze 21. Jakub Wolny i 28. Zniszczoł. Tym razem swojego punktowego dorobku nie powiększył najwyżej notowany w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Dawid Kubacki. Z tego powodu stracił zajmowaną dotąd trzecią lokatę na rzecz Ryoyu Kobayashiego. Nasz skoczek traci do Japończyka 60 pkt, do drugiego w „generalce” Niemca Karla Geigera 150, a do prowadzącego Krafta już 288 punktów. Piąty w „generalce” jest Stoch, a Żyła zajmuje 10. miejsce. Nasi pozostali skoczkowie zajmują lokaty poza czołową trzydziestką w klasyfikacji PŚ. W osobnej klasyfikacji lotów narciarskich liderem jest Kraft przed Zajcem i Żyłą.

Koniec serii Kubackiego

Wiatr wiejący przez cały weekend na skoczki Okurayama w Sapporo nie sprzyjał naszym skoczkom. Z trudnymi warunkami w obu konkursach nie poradzili Kamil Stoch i Piotr Żyła, a niezawodny dotąd Dawid Kubacki dotrzymał kroku najlepszym jedynie w sobotę, zajmując trzecią lokatę, Były to dziesiąte z rzędu zawody Pucharu Świata, w których stanął na podium. W niedzielę Kubacki zajął jednak tylko szóste miejsce, ale i tak był najlepszy z biało-czerwonych.

W sobotnim konkursie Kubackiemu trochę dopisało szczęście. W pierwszej serii skoczył 136 m, ale w drugiej wiatr mu przeszkodził i wylądował na 126. metrze, ale z notą 229,5 pkt zajmował drugą lokatę, za zawodnikiem gospodarzy Yukiya Sato, który w drugiej próbie jako jeden z nielicznych skoczył dalej niż w pierwszej (137,5 i 138,5 m, nota 244,3 pkt). Po naszym reprezentancie skakało jednak jeszcze dwóch zawodników – Austriak Stefan Kraft i prowadzący po pierwszej serii Japończyk Ryoyu Kobayashi. Obaj nie wytrzymali presji i zawalili swoje skoki – Kraft uzyskał tylko 125 m, ale w pierwszej serii zaliczył 138 m i dlatego z łączną notą 234,1 pkt awansował na drugą pozycję. W tym momencie w polskiej ekipie upadła nadzieja na podtrzymanie dobrej passy Kubackiego i zajęcie przez niego po raz dziesiąty z rzędu miejsca w czołowej trójce, bo Kobayashi w pierwszej serii pokazał moc skacząc na odległość 141 metrów. W drugiej próbie wiatr nie był jednak dla niego łaskawy i Japończyk wylądował na 110. metrze i w klasyfikacji sobotniego konkursu spadł z pierwszego aż na 15. miejsce. Dzięki potknięciu Kobayashiego Kubacki utrzymał trzecią lokatę i po raz dziesiąty w tym sezonie stanął na podium.
Pozostały polskim skoczkom poszło znacznie gorzej. Na półmetku szanse na podium miał jeszcze Piotr Żyła, który uzyskał odległość 132,5 m przy niezbyt mocnym wietrze pod narty. W drugiej serii miał podobne warunki, lecz tym razem skoczył o dziewięć metrów bliżej i ostatecznie zajął ósme miejsce. Kompletnie nieudane zawody zaliczył natomiast Kamil Stoch. W pierwszej serii mimo kłopotów z wiatrem uzyskał 130 metrów, ale sędziowie odjęli mu aż 24 punkty i na półmetku zajmował dopiero 21. pozycję. W drugiej próbie zaliczył jednak tylko 115,5 metra i pozostał w klasyfikacji na 21. miejscu. Trójka pozostałych naszych skoczków nawet nie zakwalifikowali się do finałowej serii. Zawodnicy z kadry B znów nie wykorzystali szansy. Aleksander Zniszczoł miał świetne warunki atmosferyczne, ale skoczył zaledwie 109 metrów, co dało mu dopiero 41. miejsce. Jeszcze gorzej wypadli Andrzej Stękała – 98 m i dopiero 45 lokata oraz Klemens Murańka (98,5 m i 46. miejsce). Zwłaszcza słaby wynik Murańki rozczarowuje, bo ten skoczek przecież tydzień wcześniej w Sapporo w Pucharze Kontynentalnym wygra turniej skaczą ponad 138 metrów. Dlaczego w Pucharze Świata nie zdołał nawet przekroczyć bariery 100 metrów?
W niedzielnym konkursie nasi skoczkowie wypadli jeszcze gorzej. Po pierwszej serii nastroje w polskiej ekipie były jednak dobre, bo Kubacki po skoku na odległość 131,5 m przegrywał jedynie ze Stefanem Kraftem i miał sporą przewagę nad kolejnymi zawodnikami, zatem wywalczenie przez niego po raz jedenasty z rzędu miejsca na podium wydawało się zadaniem realnym do wykonania. A było o co się bić, bowiem w klasyfikacji wszech czasów dłuższe serie miało już tylko dwóch skoczków – drugi w zestawieniu Słoweniec Peter Prevc 12 razy z rzędu stawał na podium, a lider, Fin Janne Ahonen 13 razy. Niestety, Kubacki drugi niedzielny skok w Sapporo popsuł i doleciał tylko do 126. metra, przez co ostatecznie zajął w konkursie dopiero szóstą lokatę. Ale dziesięć razy na podium z rzędu to najlepszy wynik polskiego skoczka w historii. A z szóstą lokatą i tak była najlepszy z biało-czerwonych. W niedzielę natomiast miejscami zamienili się Stoch i Żyła. Po pierwszej próbie nasz trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał na 128 metrów i był siódmy. W drugiej poleciał nawet metr dalej,lecz znów odjęto mu sporo punktów za wiatr pod narty i ostatecznie zajął dziewiąte miejsce. Żyła natomiast, który wcześniej w sześciu konkursach plasował się w czołowej dziesiątce, tym razem zawalił oba skoki (121 i 124 m) i zajął dopiero 21. lokatę. Ponownie zawiedli zawodnicy z kadry B. Zniszczoł skoczył 110 m i został sklasyfikowany na 40. miejscu, Murańkę w kwalifikacjach zdyskwalifikowano, a Stękała znów nie przekroczył bariery 100 metrów i nawet nie zakwalifikował się do konkursu.
W niedzielnych zawodach klasa dla siebie był Austriak Stefan Kraft, który wygrał w cuglach i z łącznym dorobkiem 1063 pkt umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Drugą lokatę ze stratą 63 pkt zajmuje Niemiec Karl Geiger (1000), a trzecią utrzymał Dawid Kubacki (924), ale traci już do Krafta 139 punktów. Na piąte miejsce awansował Kamil Stoch (613 pkt), ale Piotr Żyła (396 pkt) z kolei spadł z 13. na 14. miejsce. Reszta naszych skoczków zajmuje miejsca poza czołową „30” zawodników. W klasyfikacji Pucharu Narodów Polska zajmuje 4. miejsce z dorobkiem 2927 pkt. Prowadzą Austriacy (3365), przed Niemcami (3008) i Norwegami (2981).
Kolejne zawody odbędą się już w najbliższy weekend w Willingen.

Tylko Kubacki i Stoch trzymają poziom

Sobotni konkurs na skoczni normalnej we włoskim Predazzo zmienił hierarchię w klasyfikacji Pucharu Świata. Japończyk Ryoyu Kobayashi wypadł słabo i musiał ustąpić z pozycji lidera na rzecz Niemca Karla Geigera. Trzecie miejsce zajął Dawid Kubacki, który przez błąd sędziów po pierwszej serii zajmował dopiero ósmą lokatę.

Po raz pierwszy od siedmiu lat światowa czołówka znowu miała okazję rywalizować na normalnej skoczni w Predazzo. W 2013 roku na tym obiekcie rozegrano mistrzostwa świata, z których Kamil Stoch i Dawid Kubacki nie maja najlepszych wspomnień. Stoch po pierwszej serii zajmował wtedy drugie miejsce, ale w drugiej zepsuł skok i spadł na ósmą lokatę. Ale kilka dni później został mistrzem świata na dużej skoczni, zaś wraz z kolegami zdobył też brąz w konkursie drużynowym. Kubacki wtedy nie był jeszcze zawodnikiem zaliczanym do światowej czołówki, ale wielu ekspertów uważało, że może być „czarnym koniem”. Niestety, zawalił skok w pierwszej próbie i zajął dopiero 31. miejsce. Obaj nasi najlepsi skoczkowie mieli zatem ze skocznią w Predazzo swoje prywatne rachunki do wyrównania.
W piątkowych kwalifikacjach po raz pierwszy w tym sezonie triumfował Kubacki. Zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni był także najlepszy w sobotniej serii próbnej, ex aequo z Niemcem Stephanem Layhe. Stoch był trzeci z wynikiem 99 m, a Piotr Żyła mimo skoku na odległość 101,5 m zajął szóstą lokatę.
Pozostali nasi reprezentanci po raz kolejny w tym sezonie odstawali poziomem od Stocha, Kubackiego i Żyły. Stefan Hula skoczył 94,5 m, Maciej Kot 94 m, a Jakub Wolny 92 m. Po pierwszej serii konkursowej najwyżej z Polaków plasował się Stoch, który po skoku na 101 m był trzeci ze stratą 1,4 pkt do drugiego Stefana Krafta (102 m) i 5,7 pkt do prowadzącego Karla Geigera (104,5 m). Piąty był Żyła (102,5 m), a Kubacki niespodziewanie zajmował dopiero ósmą lokatę (98,5 m). Do drugiej serii z biało-czerwonych awansował jeszcze tylko Kot (29. pozycja, 96,5 m), odpadli natomiast Hula (95 m) i Wolny (92,5 m).
Ósme miejsce Kubackiego było niemiłą niespodzianką dla polskich kibiców, ale nie było w tym winy naszego skoczka. „Przysłużył” mu się, nie po raz pierwszy, czeski sędzia Borek Sedlak, który zbyt długo zwlekał z wydaniem zgody na skok. Miał na to 45 sekund i trzymał Kubackiego na belce niemal do ostatniej chwili, a zielone światło informujące o zezwoleniu na start uruchomił w chwili, gdy parametry wiatru na to zezwoliły. Niestety, warunki wietrzne były w tym momencie bardzo trudne i niestabilne, to cud że Polak mimo to skoczył 98,5 metra. Dostał 12,2 pkt za wiatr w plecy i niską 9. belkę. Ale gdy sędzia Sedlak tak się nie spieszył i zdjął Kubackiego z belki, to ta przerwa mogłaby sie okazać zbawienna, bo już skaczący zaraz po Kubackim Marius Lindvikmiał znacznie słabszy wiatr w plecy.
W drugiej próbie nasz skoczek poszybował na odległość 104 metrów i przesunął się na trzecią pozycję. Niestety, wystarczyło to tylko na zepchnięcie z najniższego stopnia podium na czwarte miejsce Kamila Stocha, ale nietrudno policzyć, że gdyby w pierwszej próbie Kubacki skakał w normalnych warunkach, to pewnie on byłby triumfatorem konkursu. Kraft w drugiej serii zaliczył 103 m, a Geiger 103,5 m.
Dla 26-letniego niemieckiego skoczka była to pierwsza wygrana w karierze w konkursie Pucharu Świata. Cenna podwójnie, bo dała mu też pozycję lidera Pucharu Świata. Ryoyu Kobayashi spadł na drugie miejsce, trzecia lokatę utrzymał Austriak Stefan Kraft. Na zwartą pozycję awansował Kubacki, który w sobotę wyprzedził Norwega Mariusa Lindvika, zdyskwalifikowanego za nieprzepisowy kombinezon. Awans o dwie lokaty zaliczył Kamil Stoch, przeskakując Daniela Andre Tandego i Philippa Aschenwalda. Piotr Żyła zajmował 16., Maciej Kot 34., Stefan Hula 37., a Jakub Wolny 40. lokatę.
Przed niedzielnym, konkursem (zakończył sie po zamknięciu wydania) Polacy zajmowali trzecie miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów, ale nad ścigającą ich ekipa Niemiec mieli już tylko 74 pkt przewagi.

Kubacki wygrał, ale reszta zawiodła

Lepszej inauguracji nowego roku Dawid Kubacki nie mógł sobie wymarzyć. Wygrał 68. edycję Turniej Czterech Skoczni i dołączył do Adama Małysza i Kamila Stocha, którzy wcześniej triumfowali w tych prestiżowych zawodach. Kubacki jest też najwyżej z polskich skoczków w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale zajmuje dopiero piąta lokatę. W Pucharze Narodów biało-czerwoni plasują się na trzecim miejscu, za Austrią i Norwegią.

Przed turniejem Kubacki nie był wymieniany w gronie faworytów, zwłaszcza że jego występy w grudniowych imprezach były dalekie od doskonałości. Pochodzący z Nowego Targu skoczek zmagania w Turnieju Czterech Skoczni zaczął jednak nadspodziewanie dobrze. Zajął trzecie lokaty w konkursach w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen, na nielubianej przez siebie skoczni w Innsbrucku zaskoczył wszystkich zajmując drugie miejsce, zaś na swoim ulubionym obiekcie w Bischofshofen nie dał już rywalom szans i pewnie zwyciężył, triumfując jednocześnie w 68. edycji TCS jako trzeci polski skoczek w historii. Jako pierwszy dokonał tej sztuki Adam Małysz w sezonie 2000/2001, a potem dwukrotnie Kamil Stoch w sezonach 2016/2017 i 2017/2018.

Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni z łączną notą 1131,6 pkt, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji generalnej Norwega Mariusa Lindvika o 20,6 pkt, a trzeciego Niemca Karla Geigera o 23,2 pkt. Na czwartej pozycji rywalizację zakończył ubiegłoroczny triumfator Japończyk Ryoyu Kobayashi (ze stratą do lidera 35,6 pkt), zaś Kamil Stoch na miejscu 13. (on stracił do Kubackiego aż 108 pkt).

TSC trzyma się już tylko na prestiżu

Ryoyu Kobayashi rok temu wygrał, mając 62,1 punktu przewagi. Stoch dwa lata temu miał 69,6, Słoweniec Peter Prevc przed czterema laty wygrywał z wynikiem o 26,5 pkt lepszym od następnego w kolejności rywala. Tegoroczna przewaga Kubackiego jest zatem najniższą od pięciu lat, gdy Austriak Stefan Kraft pokonał drugiego na podium przeciwnika różnicą sześciu punktów. Natomiast łączna nota Kubackiego jest drugą najlepszą w historii TCS. Lepszy od Polaka pod tym względem był jedynie Peter Prevc.

To tylko obrazuje jak wyrównana była rywalizacja w 68. edycji TCS. Kubacki jest teraz czwartym zawodnikiem w historii, który stawał na podium we wszystkich konkursach TCS, ale wygrał dopiero w ostatnim. Przed nim dokonali tego Fin Kari Ylianttila (1977-1978), Austriak Andreas Goldberger (1994-1995) i Niemiec Jens Weissflog (1995-1996).

Posiadająca prawa telewizyjne do pokazywania skoków narciarskich TVP nie omieszkała, jak ma to w zwyczaju pod rządami Jacka Kurskiego, rozdmuchać sukces Kubackiego do granic śmieszności, przedstawiając go na swojej antenie jakby było to jakieś epokowe wydarzenie. Tymczasem fakty są takie, że Turniej Czterech Skoczni w ostatnich latach mocno podupadł na znaczeniu i dzisiaj ma w hierarchii imprez w tym sporcie mniejsze znaczenie niż choćby norweski cykl Row Air. Jakby to nie zabrzmiało, powodem są pieniądze. Organizatorzy niemiecko-austriackiego turnieju dopiero od niedawna zaczęli dostrzegać, że sam prestiż w dzisiejszym skomercjalizowanym do szpiku kości sporcie już nie jest wystarczającym bodźcem. W 2001 roku triumfujący w TCS Adam Małysz otrzymał w nagrodę samochód oraz finansową premię w wysokości 90 tysięcy franków. Kubacki za ten sam wyczyn 19 lat później dostał de facto tylko 20 tysięcy franków szwajcarskich.

Owszem, w sumie zarobił znacznie większą kwotę, ale tylko dzięki premiom za miejsca zajmowane w poszczególnych konkursach, które są nagradzane tak samo, jak inne imprezy w Pucharze Świata, czyli zwycięzca otrzymuje 10 tys. franków, drugi zawodnik osiem tysięcy, a trzeci sześć tysięcy franków szwajcarskich. To oznacza, że Kubacki za dwa trzecie, drugie i pierwsze miejsca zgarnął łącznie 30 tys. franków, a z premią za końcowy triumf w sumie 50 tys. franków plus drobne kwoty za miejsca zajmowane w kwalifikacji. Tak na marginesie – dla zwycięzcy konkursów kwalifikacyjnych organizatorzy przewidzieli 5 tys. franków, co oznacza, że zawodnik wygrywający te pomocnicze zawody w czterech konkursach mógł zgarnąć w sumie tyle, ile triumfator całego turnieju. Dla porównania, zwycięzca cyklu Row Air dostanie ekstra 60 tysięcy euro.

Turniej Czterech Skoczni nie jest też wydarzeniem mającym znaczący wpływ na przebieg rywalizacji w Pucharze Świata. Pod względem punktacji to tylko cztery kolejne konkursy i nic ponadto. Dlatego Kubacki mimo zwycięstwa zdołał awansować jedynie na piąte miejsce, a jedyna korzyścią jest to, że w klasyfikacji generalnej odrobił sporo punktów do wyprzedzającej go czwórki zawodników. Pozycje lidera z dorobkiem 644 pkt utrzymał Ryoyu Kobayashi, drugi jest Niemiec Karl Geiger (619 pkt), trzeci Austriak Stefan Kraft (539 pkt), a czwarty Norweg Marius Lindvik (469 pkt). Kubacki z 444 pkt na koncie ma za plecami Daniela Andre Tandego (Norwegia) – 374 pkt, Phillippa Aschenwalda (Austria) – 364 pkt, Kamila Stocha – 335 pkt, Petera Prevca (Słowenia) – 323 pkt i zamykającego czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej Johanna Andre Forfanga (Norwegia) – 256 pkt.

Słabość polskiej kadry

Patrząc na punktowe osiągnięcia pozostałych polskich skoczków, raczej nie napawają one optymizmem. Pierwszy sezon naszych kadrowiczów pod rządami czeskiego trenera Michala Doleżala nie jest jakoś dramatycznie słaby, głównie dzięki wynikom Kubackiego i w mniejszym stopniu Stocha, ale dokonania Piotra Żyły (19. miejsce w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 175 pkt), Macieja Kota (34. lokata i 33 pkt), Stefana Huli (36. miejsce i 28 pkt), Jakuba Wolnego (39. miejsce, 22 pkt) i 57. lokata Klemensa Murańki (ledwie 4 pkt) nie nastrajają optymistycznie. Fakty są oczywiste – w tej części sezonu z naszych skoczków kroku czołówce dotrzymuje jedynie Kubacki, a pozostali zanotowali wyraźny regres formy w porównaniu z poprzednim sezonem, gdy trenerem biało-czerwonych był Austriak Stefan Horngacher.

Potwierdza to pozycja polskiej reprezentacji w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni po TCS utrzymali trzecią lokatę, ale ich łączny punktowy dorobek, 1741 pkt, znacznie już odbiega od prowadzących w klasyfikacji Austriaków (2320 pkt) oraz od zajmujących drugie miejsce Norwegów (2064 pkt). A za plecami naszych skoczków czają się Japończycy (1667 pkt) oraz konsekwentnie odrabiający straty z początku sezonu Niemcy (1597 pkt). Jeśli Stoch, Żyła, Kot i Wolny szybko nie poprawią swoich rezultatów, trudno będzie utrzymać naszej ekipie nawet miejsce na najniższym stopniu podium, a co dopiero myśleć o walce o wyższe lokaty.

Kolejne zawody już w najbliższy weekend we włoskim Val di Fiemme. Z Polaków wystartują w nich Kubacki, Stoch, Żyła, Kot, Hula i Wolny.

 

Kubacki może wygrać 68. TCS

Na półmetku 68. Turnieju Czterech Skoczni liderem klasyfikacji generalnej jest Japończyk Ryoyu Kobayashi (587,1 pkt), drugą lokatę zajmuje Niemiec Karl Geiger (580,9 pkt), a na trzeciej pozycji plasuje się Dawid Kubacki (578,7 pkt). Polak traci do Kobayashiego 8,4 pkt i wciąż zachowuje szanse na zwycięstwo.

Dawid Kubacki w noworocznym konkursie w Garmisch-Partenkirchen wywalczył trzecią lokatę i utrzymał zajmowane po pierwszych zawodach w Oberstdorfie trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni. Do prowadzącego w stawce Japończyka Ryoyu Kobayashiego Polak traci 8,4 pkt, a do drugiego Niemca Karla Geigera 2,2 pkt. Czwartą pozycję zajmuje triumfator konkursu w Ga-Pa Norweg Marius Lindvik, lecz on ma dużą stratę do Kubackiego (10,4 pkt). W czołowej dziesiątce zawodów z naszych reprezentantów znalazł się jeszcze tylko Piotr Żyła, który ze strat 35 pkt do Kubackiego zajmuje siódme miejsce ( Pozostali reprezentanci Polski zajmują odległe lokaty – Kamil Stoch jest dopiero 19., Maciej Kot 29., a Stefan Hula 30. Kibiców w Polsce martwi zwłaszcza słabsza niż oczekiwano postawa Kamila Stocha. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski przed turniejem wymieniany był w gronie faworytów imprezy, zawiódł jednak w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen. Niepokojące było zwłaszcza jego niepowodzenie w drugim konkursie, bo w serii próbnej oddał znakomity i daleki skok, ale popełnił fatalny błąd w pierwszej serii i przestał liczyć się w rywalizacji o czołowe lokaty w 68. edycji TCS.

Słabsze wyniki lidera naszej kadry przełożyły się natychmiast na spadek w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Stoch co prawda wciąż jest w tym zestawieniu najwyżej z polskich skoczków, ale po zawodach w Ga-Pa z łącznym dorobkiem 299 pkt spadł na szóstą pozycję. Wyprzedają go w tej chwili Ryoyu Kobayashi (590 pkt), Karl Geiger (507 pkt), Austriacy Stefan Kraft (437 pkt) i Philipp Aschenwald (318 pkt) oraz Marius Lindvik (309 pkt). Awans w „generalce” PŚ o trzy lokaty zanotował natomiast Kubacki, który zajmuje obecnie ósme miejsce z 264 pkt na koncie i do Stocha traci już tylko 25 punktów. Pozostali nasi skoczkowie zajmują odległe lokaty – Piotr Żyła jest 17. (149 pkt), 34. Maciej Kot 34. (33 pkt), Stefan Hula 36. (28 pkt), Jakub Wolny 39. (22 pkt), a Klemens Murańka 53. (4 pkt). Także w klasyfikacji najlepiej zarabiających skoczków wtym sezonie Kubacki zbliżył się do Stocha.

W tym zestawieniu prowadzi Stefan Kraft, który w TSC zajmował miejsca 4. i 13., to w sumie we wszystkich startach w przeliczeniu na złotówki zarobił już 264 810 złotych. Za Austriakiem plasują się Ryoyu Kobayashi (247 650 zł) i Karl Geiger (228 150 zł), a na czwartym miejscu jest Philipp Aschenwald (174 720 zł). Najlepszy z Polaków, Kamil Stoch, zajmuje piątą lokatę z dorobkiem 163 400 złotych, ale Kubacki, który za zajęcie w TSC dwukrotnie trzeciej lokaty zarobił 48 800 zł, powiększył stan swojego konta w tym sezonie do kwoty 149 000 zł i awansował w zestawieniu na szóstą pozycję. Czołową dziesiątkę najlepiej zarabiających zamyka Piotr Żyła, który jak do tej pory zarobił na skoczniach 104 950 zł.

Jeśli Kubacki utrzyma taką wysoką formę, może nawet powalczyć o zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni, chociaż turniejowe statystyki raczej wskazują na triumf Kobayashiego. W dotychczasowych 67 edycjach TCS jedynie w 22 z nich zwycięzcą zmagań nie został skoczek, który prowadził po dwóch pierwszych konkursach. Ta reguła była widoczna zwłaszcza w ostatnich latach – z jedenastu ostatnich turniejów aż dziesięć wygrał zawodnik najlepszy na półmetku. Wyjątkiem był występ Andersa Jacobsena, który w sezonie 2012/2013 roztrwonił przewagę w dwóch ostatnich zawodach.

Trzymajmy zatem kciuki za Kubackiego, nawet jeśli wszystko przemawia za tym, że w niemiecko-austriackiej imprezie po raz drugi z rzędu zwycięży Ryoyu Kobayashi. Japończyk wprawdzie w Ga-Pa przegrał wyraźnie walkę o podium, ale jeśli ktoś może mu odebrać zwycięstwo, to raczej bliższy tego jest Karl Geiger. Kubacki ma jednak ogromną szansę po TCS wysforować się na pozycję najlepszego z polskich skoczków nie tylko w 68. edycji tego turnieju, lecz także w klasyfikacji generalnej PŚ.

Program dwóch ostatnich konkursów TCS
3 stycznia (piątek), Innsbruck:
11:45 – I trening; 12:45 – II trening;
14:00 – kwalifikacje.
4 stycznia (sobota), Innsbruck
12:30 – seria próbna;
14:00 – konkurs indywidualny.
5 stycznia (niedziela), Bischofshofen:
15:00 – I trening; 15:45 – II trening;
16:30 – kwalifikacje.
6 stycznia (poniedziałek), Bischofshofen:
15:30 – seria próbna
17:15 – konkurs indywidualny.

 

Walczą w Turnieju Czterech Skoczni

W niedzielne popołudnie na skoczni w Oberstdorfie odbył się pierwszy konkurs 68. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Rywalizacja zakończy się 6 stycznia 2020 roku w Bischofshofen. Najlepsi ze zgłoszonych do zawodów 71 zawodników mogą zgarnąć prawdziwą fortunę.

Zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni to marzenie każdego skoczka narciarskiego, ale oprócz sławy triumf w tych zawodach zapewnia też godziwe pieniądze. Trzeba jednak wygrywać zarówno w konkursach, jak i w kwalifikacjach.. Za zwycięstwo w poszczególnym konkursach TCS organizatorzy płacą w przeliczeniu na polską walutę 39 tys. złotych. Do tego triumfator kwalifikacji otrzymuje 21 tys. złotych, zaś dla zwycięzcy całego cyklu jest jeszcze dodatkowa premia w wysokości 85 tys. złotych. A zatem zawodnik, który wygra wszystkie cztery serie kwalifikacyjne, cztery konkursy oraz klasyfikację generalną TCS, może zarobić około 350 tys. złotych.

W dwóch poprzednich edycjach zawodów wygrywali Kamil Stoch i Ryoyu Kobayashi. W obecnej edycji wyżej oceniane są szanse Japończyka, chociaż oczywiście nikt nie lekceważy naszego trzykrotnego mistrza olimpijskiego. W kwalifikacjach do niedzielnego konkursu w Oberstdorfie, który zakończył się po zamknięciu wydania, najlepszy był jednak Austriak Stefan Kraft. Do konkursu zakwalifikowała się cała szóstka naszych skoczków.

Program 68. Turnieju Czterech Skoczni
Oberstdorf: 29 grudnia, konkurs indywidualny (zakończył się po zamknięciu wydania);
Garmisch-Partenkirchen: 31 grudnia (wtorek): kwalifikacje (godz. 14:00); 1 stycznia (środa): konkurs indywidualny (godz. 14:00)
Innsbruck: 3 stycznia (piątek), kwalifikacje (godz. 14:00); 4 stycznia (sobota): konkurs indywidualny (godz. 14:00);
Bischofshofen: 5 stycznia (niedziela), kwalifikacje (godz. 16:30); 6 stycznia (poniedziałek), konkurs indywidualny (godz. 17:15).